Gość: Propagan
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
27.12.01, 00:33
"Gdzie się nie obejrzeć widzimy i słyszymy o recesjach, bankructwach, o
światowym kryzysie gospodarczym, a przynajmniej o spowolnieniu światowej
gospodarki. Ale czy naprawdę cały świat pogrąża się w kryzysie? Proponuję
dokonać skróconego przeglądu światowych gospodarek w oparciu o najważniejsze
wskaźniki makroekonomiczne, aby zobaczyć co piszczy w trawie. Zacznijmy od
własnego podwórka.
W Polsce kryzys widać gołym okiem. Już nawet rządzącym jest ciężko naginać
wskaźniki i statystyki do własnych, propagandowych potrzeb. Bezrobocie rośnie w
zawrotnym tempie. Jako wydawca lokalnej gazety, która w całości utrzymuje się z
reklam, widzę, że nawet w stolicy firmy zwalniają pracowników, rezygnują z
reklam, a nawet bankrutują. Gdy pytam właścicieli o powód, mówią wprost: -
zabijają nas podatki i ZUS. To są wieści ze stolicy. Jak jest na prowincji wiem
z opowiadań, ale wcale nie lepiej, czego najlepszym dowodem jest fakt, że
województwo warmińsko - mazurskie wielkimi krokami zbliża się do 30-proc. stopy
bezrobocia.
Poza bezrobociem oznaki kryzysu są widoczne w innych wskaźnikach. Z roku na rok
mamy coraz mniej inwestycji, w tym i zagranicznych. Przyrost PKB jest
minimalny, a wcale nie jest wykluczone, że w ogóle go nie będzie. Z kolei
wpływy podatkowe do budżetu ciągle maleją, mimo coraz to bardziej wymyślnych
form zdzierania od nas pieniędzy. Jest to efekt tzw. krzywej Laffera, która
mówi, że po przekroczeniu pewnej wysokości podatków, wpływy do budżetu będą
maleć. W Polsce już od kilku lat jesteśmy po opadającej stronie krzywej
Laffera.
W Europie wcale nie lepiej, szczególnie w Unii Europejskiej, do której politycy
nas wprowadzają. W Niemczech - największym kraju wspólnoty, który miał być
lokomotywą dla całego kontynentu, mimo zapewnień i obietnic kanclerza
Schroedera, bezrobocie osiągnęło właśnie 4 miliony osób. Wzrostu gospodarczego
u naszego zachodniego sąsiada nie ma, co jest powodem, że i inwestycje maleją.
W Berlinie budżet miasta musi ratować się gigantycznymi kredytami.
Zresztą w całej Unii, poza Irlandią, której PKB niezmiennie rośnie, a budżet od
1997 roku ma nadwyżkę, a nie deficyt, jest najkrócej pisząc w zapaści. Próbuje
się wprawdzie obniżać stopy procentowe, ale nie miejmy złudzeń, że to ożywi
kulejącą gospodarkę Piętnastki. Potrzebna jest obniżka podatków, bo ich
wysokość jest powodem stagnacji.
Poza Europą wcale nie jest lepiej. W USA po ośmiu latach rządów Billa Clintona
i najwyższej w całych dziejach wysokości podatków, nawet obniżka przeprowadzona
przez prezydenta Busha, nie jest w stanie rozkręcić koniunktury. Potrzebne są
kolejne, ale "wrażliwi społecznie" Demokraci nie dają przyzwolenia.
Gdyby do tej kolekcji dodać jeszcze bankrutującą właśnie na oczach świata drugą
co do wielkości gospodarkę Ameryki Łacińskiej, to faktycznie może nam się
wydawać, że świat stoi nad przepaścią. Sytuację podsycają media, w
których "niezależni eksperci" rozważają nad głębokością kryzysu światowej
gospodarki, światowej recesji i wszystkim co najgorsze.
Szkoda natomiast, że w ciągu ostatniego miesiąca w prasie pojawiły się jedynie
dwa obszerniejsze artykuły na temat rosyjskiej gospodarki. Dlaczego tak się
dzieję?
Wydaje mi się, że powodem milczenia o rosyjskiej gospodarce jest fakt, że nie
pasuje ona do rysującego się w świecie ekspertów schematu. Już to tłumaczę.
Otóż Rosja, bodaj po Chinach i tygrysach Azji, jest jednym z najszybciej
rozwijających się państw świata. Porównując analogicznie Rosję z Polską i UE
można jasno stwierdzić, kto rządzi na Rynku. Wzrost PKB w Rosji jeszcze w 1995
roku był ujemny i wyniósł -5,3proc, ale już w 2000 roku +8,3proc. ( nie
pamiętam by którykolwiek z krajów Unii miał zbliżony wzrost ). Na ten rok
wzrost jest przewidywany na 5,5-6,0 proc., a w przyszłym na kolejne 5proc. Co
powinno szczególnie zainteresować premiera Millera, Rosja po raz pierwszy w
historii osiągnie w tym roku nadwyżkę budżetową! Dochody, które wyniosą 70,2mld
USD przewyższą o 6,7mld USD wydatki ( 64,5mld USD). Co więcej, a co w
szczególności w przypadku Rosji może się wydać niewiarygodne, zaczyna ona
spłacać swoje długi. Rosyjski rządowy fundusz obsługi zadłużenia
Wnieżekonombank spłacił w tym roku ponad 1mld USD zadłużenia z tytułu
euroobligacji, których emisję zaczęto w 1996 roku.
Jeżeli dodam już do wymienionych osiągnięć, że inwestycje po 3 kwartałach br.
wzrosły o 23proc. i wyniosły niemal 10mld USD można by spytać: jak to możliwe,
aby jeszcze w 1995 roku mieć regres gospodarczy a po pięciu latach wzrost 8
proc. i nadwyżkę budżetową?
Odpowiedź na tak postawione pytanie brzmi następująco ... Od zeszłego roku w
Rosji obowiązuje podatek liniowy w wysokości 13 proc. a tamtejszy odpowiednik
naszego VAT-u został obniżony z 34 do 24proc, a od 2003 roku będzie do
kolejnych 17proc. Ponadto ziemia i rolnictwo w całości będzie się opierać na
własności prywatnej, co ostatnimi czasy zostało również uregulowane. Efekt? Są
chętni na zakup ziemi nawet za Uralem! Wreszcie jakby na deser informuję, że w
tym roku do Moskwy przeniosło swe siedziby ponad 3.000 firm i przedsiębiorstw,
które rezydowały dotąd w Szwajcarii, w tym kilkanaście banków! Powód?
Korzystne, czyli niskie opodatkowanie firm.
Te wszystkie zmiany wprowadziła ekipa Putina. O efektach już pisałem, ale warto
jeszcze na koniec określić i nazwać te reformy i ich duch. Nie muszę daleko
szukać określenia, gdyż dokonane w Rosji reformy to po prostu liberalizacja
gospodarki. A gdy już dokonano liberalizacji, to bliżej do ideału
gospodarczego, jakim od czasów Adama Smitha jest Wolny Rynek.
W Europie i Polsce zamiast liberalizacji mamy fiskalizację, biurokrację,
centralizację. I tego Szanownym Czytelnikom życzę jak najmniej w Nowym Roku.
Życzę więcej Wolności i Wolnego Rynku, a wtedy marzenia każdego z nas będzie
łatwiej osiągnąć."
Paweł Toboła-Pertkiewicz