kakareich
14.02.08, 23:24
Dlaczego najwyżsi dostojnicy hitlerowskiej Trzeciej Rzeszy tak
chętnie odwiedzali Jasną Górę?Czego szukał tam Hans Frank, Heinrich
Himmler, a prawdopodobnie również sam Adolf Hitler?
Już od początku działań wojennych 1939 roku Częstochowa – położona
blisko przedwojennej granicy Polski – znalazła się niemal na linii
frontu. Warszawski dziennik „Dzień Dobry” napisał o zbombardowaniu
Jasnej Góry przez Niemców, a informację tę powtórzyły niektóre
gazety i rozgłośnie radiowe na Zachodzie. Bomb nie zrzucono, ale
samoloty niemieckie kilkakrotnie przelatywały nad klasztorem. Być
może po to, by wywołać reakcję w prasie polskiej i międzynarodowej.
Reakcję, na którą niecierpliwie czekał hitlerowski minister
propagandy Joseph Goebbels.Niemieccy żołnierze zajęli Częstochowę i
klasztor jasnogórski już 3 września. Jeszcze tego samego dnia przeor
Norbert Motylewski został wezwany do niemieckiego dowódcy, płk
Doeppinga, który chciał wiedzieć, czy klasztor i słynny obraz Matki
Boskiej nie zostały uszkodzone. Wieczorem 4 września na klasztorny
dziedziniec zajechała czarna limuzyna, z której wysiadło trzech
wojskowych i jeden cywil. Byli to wyżsi funkcjonariusze Ministerstwa
Propagandy, którzy przybyli do Częstochowy na rozkaz samego Goebbelsa
i przywieźli z Berlina korespondenta agencji Associated Press,
Louise’a P. Lochnera. Amerykaninowi umożliwiono przeprowadzenie
rozmowy z przeorem i zrobienie zdjęć. Niemcom chodziło przede
wszystkimn o uzyskanie od przeora uroczystego zapewnienia, że
klasztor nie poniósł żadnego szwanku. Takie zapewnienie otrzymali.
Deklaracja podpisana przez przeora Norberta Motylewskiego została
skopiowana w wielkim nakładzie i przekazana do prasy niemieckiej
oraz światowych agencji prasowych. Zrzucano ją też z samolotów w
formie ulotek. „Niniejszym zaświadczam – napisał przeor klasztoru –
iż Cudowny Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej na Jasnej Górze, ani
przy wkroczeniu wojsk wczoraj, ani do chwili obecnej, nie został
uszkodzony. Jasna Góra nie poniosła żadnych strat”.W Krakowie ukazał
się właśnie pierwszy numer tygodnika „Ilustrowany Kurier Polski”.
Była to typowa „gadzinówka” przekazująca po polsku hitlerowską
propagandę. „Wiadomość o zniszczeniu obrazu Matki Boskiej w
klasztorze Jasnogórskim w Częstochowie, w pierwszych dniach wojny –
głosił „Kurier” z września 1939 r. – okazała się czystym kłamstwem.
Ani klasztor, ani kaplica nie wykazują najmniejszych uszkodzeń.
Doniósł o tym całemu światu dziennikarz amerykański, Lochner, jako
świadek naoczny. Fotografie nasze dowodzą, że nabożeństwa na Jasnej
Górze odbywają się nadal bez przeszkód”.Kuriozalne jest zdanie
ostatnie, w którym hitlerowski tygodnik informuje, że „Matka Boska
Częstochowska nadal będzie nam udzielała Swego błogosławieństwa i
Swej pomocy, której dziś potrzebujemy”.Organ NSDAP „Volkischer
Beobachter” na swej pierwszej stronie rozprawił się
z „częstochowskim kłamstwem”, czyli pogłoskami o zbombardowaniu
klasztoru: „Cały cywilizowany świat poinformowany został, że
niemieccy żołnierze to nie barbarzyńcy niszczący dobra
kultury”.Wkrótce władze niemieckie poleciły przełożonym klasztoru,
by przygotowali na swym terenie lokale przeznaczone dla niemieckich
gości. Odbyło się to na koszt klasztoru, więc przeor Motylewski
uznał, że może warto – jak przed okupacją – starać się o
rekompensatę. Zwrócił się więc 9 września 1940 roku z pismem do
gubernatora Franka, prosząc go „o łaskawe poratowanie klasztoru w
trudnej sytuacji”. Na list ten nie nadeszła żadna odpowiedź, chociaż
wizyty różnych urzędników i przejezdnych Niemców były w klasztorze
na porządku dziennym.Na żądanie niemieckich władz wojskowych często
odprawiano oddzielne msze, rezygnując nawet z nabożeństw
obchodzonych dotąd z okazji różnych uroczystości. Wielu Polakom się
to nie podobało.Gubernator Hans Frank po raz pierwszy odwiedził
klasztor 25 lutego 1940 roku. Zaprowadzono go do kaplicy, gdzie przy
dźwiękach fanfar odsłonięto obraz Matki Boskiej.Gość zupełnie
zdumiewający odwiedził Jasną Górę 27 października 1940 r. Był to
Heinrich Himmler – człowiek, który ma na sumieniu wymordowanie w
Polsce ponad 6 milionów ludzi.Oprowadzali go kleryk Salezy Strzelec
i o. Ambroży Mendera, a pisze o tym o. Zbudniewek: „Himmler słuchał
uważnie szczegółów historycznych i opowiadań o zachowanych
pamiątkach wotywnych składanych przez pielgrzymów z całego świata. W
pewnym momencie zapytał o liczbę pielgrzymów przybywających w ciągu
roku na Jasną Górę. Ojciec Mendera odpowiedział, że pielgrzymów
przybywa do dwóch milionów, co Himmler skwitował niewyraźnym
pomrukiem. Dopiero ciepło żegnając się z gospodarzami, dodał, że
wrócą jeszcze czasy, gdy Jasna Góra będzie mogła gościć milionowe
tłumy”.Rok później, 11 sierpnia 1941 roku, miała miejsce jeszcze
bardziej tajemnicza wizyta, o której wspominał ojciec Salezy
Strzelec. Został on uprzedzony, że gościem będzie ktoś, kogo nigdy
nie widział. Człowiek ten był w mundurze SS, a po wąsikach i twarzy
nietrudno było poznać Hitlera. Gość nie zabierał głosu
w trakcie zwiedzania. Dopiero gdy przyniesiono księgę pamiątkową,
poinstruował towarzyszące mu osoby, aby nie ujawniały własnych
nazwisk, sam zaś podpisał się „Inspecteur”... Ta wizyta nie byłaby
dziwna, gdyby nie fakt, że Hitler pochodził z rodziny o tradycjach
katolickich.Hitler, Himmler i inni twórcy narodowego socjalizmu
bardzo interesowali się miejscami otoczonymi religijnym kultem i
przyciągającymi pielgrzymów. Starali się poznać źródła ich
atrakcyjności, by wykorzystywać religijne emocje do manipulowania
ludźmi. Himmler wprowadził w SS religię opartą na neopogaństwie,
którą stale wzbogacał o nowe ceremonie. Odbywały się one w salach
wyłożonych dębową boazerią, a obowiązkowymi rekwizytami były
teutońskie tarcze, miecze, sztylety i misy ozdobione znakami
runicznymi oraz swastykami. Podczas zagranicznych wyjazdów, Himmler
poszukiwał środków uatrakcyjnienia tych ponurych „nabożeństw”.
Chciał też, żeby w okupowanej Polsce esesmani zyskali wizerunek
formacji utrzymującej dobre stosunki z władzami kościelnymi i
szanującej miejsca drogie katolikom. Miało to odciągnąć ludzi od
ruchu oporu i wzbudzać zaufanie do władz okupacyjnych.Niełatwo
odpowiedzieć na pytanie, czego jeszcze szukali na Jasnej Górze
najwięksi zbrodniarze ludzkości? Nie zapominajmy, że były to
indywidua patologiczne, skażone chorą ideologią, która głosiła
pochwałę zbrodni. Zdegenerowani ludzie, ogarnięci manią
prześladowczą właściwą wszystkim tyranom, wciąż chcieli upewniać się
w swojej bezkarności. Być może jednak budziła się w nich czasami
straszna świadomość, że każde bóstwo – z dowolnego sanktuarium
jakiejkolwiek religii – może ich wszystkich razić piorunem.JANUSZ
CHRZANOWSKI