oleg3
21.10.03, 15:11
info.onet.pl/809829,11,item.html
Szef kampanii wyborczej posła Janusza Lisaka, przewodniczącego klubu Unii
Pracy, oskarżony jest o oszustwa gospodarcze. W firmie oskarżonego poseł
kupił mieszkanie, na które wziął kredyt z funduszu socjalnego kancelarii
Sejmu - pisze "Gazeta Polska".
"Likwidować polskie nieszczęścia, jakimi są bieda, bezrobocie, brak nadziei" –
takie cele stawiał polskim politykom przewodniczący klubu UP Janusz Lisak w
jednym ze swych niedawnych sejmowych przemówień.
Poseł Lisak dostał się do Sejmu dzięki udanej kampanii wyborczej, którą
kierował krakowski biznesmen i polityk Rafał R. Wspierał on też materialnie
kierowany przez Lisaka krakowski oddział partii, a do siedziby jego firmy
wprowadził się jeden z jej miejskich obwodów UP. Jednocześnie firma robiła
interesy z Lisakiem – obecny szef klubu UP kupił w niej mieszkanie.
Doktor prawa Rafał R. to były działacz Socjalistycznego Zrzeszenia Studentów
Polskich. Później kierował POP na Uniwersytecie Jagiellońskim. W UP działał
od 1992 r. Był członkiem krajowych władz partii.
Kariera R. w UP oraz jego współpraca z Lisakiem trwała mimo bardzo poważnych
oskarżeń, jakie stawiali mu członkowie władz spółdzielni mieszkaniowej, którą
R. kierował. Dziś potwierdza je prokuratura.
Zdaniem prokuratury, pan Rafał R. popełnił oszustwo, kupując "na swojego
krewnego" nieruchomość, którą potem odkupiła spółdzielnia – powiedział nam
prowadzący sprawę prokurator Bogdan Karp z kieleckiej Prokuratury Okręgowej.
Tylko na tej jednej transakcji spółdzielnia straciła około 160 tys. zł.
W 1989 r. Rafał R. został szefem firmy deweloperskiej Altkrak, od 1998 r.
prowadzącej inwestycje dla Spółdzielni Mieszkaniowej "Ziemia Krakowska".
Pierwsza afera związana z Rafałem R. wybuchła, gdy spółdzielnia kupiła
działkę na obrzeżach osiedla i dostała pozwolenie na budowę. Wkrótce
zdziwieni spółdzielcy dowiedzieli się, że odstąpili nieruchomość firmie
Altkrak.
Jak wynikało z dokumentów, Rafał R. jako prezes spółdzielni odstąpił ją
samemu sobie – jako prezesowi firmy. Na dokumentach widniał podpis wiceprezes
Elżbiety Tomaszewskiej-Tylek.
Jak się okazało – został sfałszowany. Mimo że jasne było, kto na fałszerstwie
skorzystał, sprawę umorzono z powodu „niewykrycia sprawcy”. Jednak Rafał R.
musiał przestać być prezesem spółdzielni.
Wtedy wyszły na jaw kolejne machlojki. W 1996 r. spółdzielnia kupiła działki
przy ul. Łużyckiej. Jak się okazało – od wuja Rafała R. Wuj zapłacił za nie
130 tys. zł, spółdzielnia, przekonana do inwestycji przez Rafała R. – prawie
300 tys. Z powodu tej ostatniej sprawy kielecka prokuratura oskarża go
o "działanie na szkodę firmy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej".
Janusz Lisak konsekwentnie bronił współpracownika: To człowiek uczciwy i mamy
do niego pełne zaufanie – zapewniał jeszcze w maju 2002 r. na łamach
lokalnej "Gazety Wyborczej".
Gazeta pisała, że Lisak przez długi czas nie informował władz UP o zarzutach
stawianych przez prokuraturę R. Jeszcze długo po ujawnionych machlojkach w
spółdzielni R. pozostawał najbliższym współpracownikiem Lisaka.
Gdy Lisak został posłem, z funduszu socjalnego kancelarii sejmu pożyczył 15
tys. zł na zakup mieszkania w firmie Rafała R., chociaż z jego oświadczenia
majątkowego wynika, że miał już niemal 200-metrowy dom wart prawie 3 mln zł
oraz 90-metrowe mieszkanie.
Z tego samego źródła wiadomo, że poseł ma m.in. 1560 akcji TP SA i dwa
samochody – toyotę carinę i peugeota 106 oraz 53 tys. zł oszczędności. Do
biednych nie należy też żona posła, asystentka dyrektora regionu TP SA, która
w zeszłym roku zarobiła ponad 100 tys. zł.
Janusz Lisak do dziś nie jest przekonany o winie R. Jego zdaniem do momentu,
kiedy sąd nie rozstrzygnie prawomocnym wyrokiem sprawy, R. jest niewinny. Jak
powiedział nam poseł, prokuratura w setkach tysięcy spraw oskarża osoby,
które okazują się być niewinne.
Przyznał, że R. nie został usunięty, a tylko zawieszony w członkostwie w UP.
Zaś nasze zainteresowanie sprawą nazwał szukaniem sensacji. Nic zdrożnego nie
widział też w fakcie, że brał kredyty z funduszu socjalnego. Jak nam
wytłumaczył – skoro przepisy określają, kto z funduszu korzystać może, a kto –
nie, ten, który z nich nie korzysta, marnuje swoje możliwości.