Dodaj do ulubionych

Recesja w RP?

03.06.08, 11:52
Najpierw to:
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,5267755,BIEC__Nadciaga_spowolnienie_gospodarcze.html
potem to:
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,5269468,InfoDlug__Dlugi_Polakow_rosna__pozyczylismy_6_73_mld.html
a potem to:
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,5271564,Gaz_podgrzewa_ceny__inflacja_w_gore.html
i na koniec to:
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,5268370,Analitycy_Credit_Suisse_obnizyli_prognoze_dla_zlotego.html
Cytata:
"Przyjazna rynkowi polityka PO oraz silny wzrost gospodarki są wsparciem dla
złotego w średnim okresie" - dodali.

pozdr.
dL
Obserwuj wątek
    • bush_w_wodzie dlaczego nie? 04.06.08, 00:50

      swiatowe rynki finansowe trzeszcza kryzys kredytow hipotecznych sie rozszerza
      ropa i zywosc drozeja i globalna koniunktura spada. te okolicznosci wygladaja
      niezbyt przyjaznie i spowolnienie mamy jak w narodowym banku polskim

      jaka szkoda ze na fotelu prezesa nbp nie siedzi leszek balcerowicz tylko jakis
      inzynier od mostow. gdyby tam urzedowal balcerowicz to mozna by od reki
      wytypowac winnego. a tak?

      trzeba chyba zmienic front i obciazyc rzad odpowiedzialnoscia za silna zlotowke

      no - jedna rzecz nas moze uchronic przed recesja - profity gospodacze z
      integracji europejskiej
      • przycinek.usa nie wytrzymalem 04.06.08, 02:34
        "jaka szkoda ze na fotelu prezesa nbp nie siedzi leszek balcerowicz tylko jakis
        inzynier od mostow. gdyby tam urzedowal balcerowicz to mozna by od reki
        wytypowac winnego. a tak?"


        Jaja sobie robisz, prawda?
        Za stopy procentowe odpowiada Rada a na czele rady jest kto?
        Reakcja rynku jest zawsze dlugofalowa, czyli wplyw dzialalnosci poprzedniego
        prezesa i poprzednich czlonkow rady przeklada sie na sytuacje obecna.

        Stopy procentowe wplywaja na koszt pozyskania kapitalu i kurs pieniadza. Kurs
        pieniadza powoduje wzrost lub spadek atrakcyjnosci inwestycyjnej obszaru. Wysoka
        stopa procentowa przeklada sie na spadek produkcji, import i mizeryje
        zatrudnienia i w tym sensie odpowiedzialnosc spada na poprzednia Rade i
        prezesa. Dodatkowo umocnienie zlotego powoduje straty na rezerwach. Za
        inwestycje NBP odpowiada dzial inwestycji. Prezes jedynie wykazuje brak kontroli
        i nadzoru. Czyli jest odpowiedzialnosc posrednia poprzedniego prezesa, ktory
        mial idiotow w dziale inwestycji i to tolerowal.

        Dodatkowo elementarna uczciwosc nakazuje wykazywac rzetelnie stan finansow
        instytucji publicznej jaka jest NBP niezaleznie od odpowiedzialnosc osob w
        zarzadzie. Z pewnym zdumieniem czytam, ze obecny prezes ujawnia straty z roznic
        kursowych. To niespotykane.
        Za poprzedniego prezesa bylo zamiatanie pod dywan.


        "trzeba chyba zmienic front i obciazyc rzad odpowiedzialnoscia za silna zlotowke"


        Ja dodatkowo dolozylbym PRZYMUS VAT wpisany w stosunki podatkowe w obrebie Unii.
        Ten VAT powoduje spadek wymiany w obrocie uslugowo- -towarowym, spadaja wplywy
        podatkowe i wzrasta popyt budzetu na pieniadze. To oznacza podwyzszona emisje
        obligacji co przy obecnej stopie wtornie wzmacnia PLN i oslabia produkcje. Przez
        to wszystko ludzie uciekaja za granice i przywoza walizkami pieniadze, co
        dodatkowo wzmacnia zlotego. Przeciez to jest paranoja!

        Polska rzadza dyletanci ekonomiczni na kazdym szczeblu.
        Wszyscy to wiedza, tylko jakims cudem nikt o tym publicznie nie pisze.

        A ja wkleilem tutaj jeden bardzo wazny artykul:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=78867154&a=80309052
        I nie ma zupelnie zadnej reakcji.
        Czy wy tam naprawde nie rozumiecie co sie moze na tym rynku wydarzyc?
        To nie jest jakas przypadkowa wymiana zdan na forum, tylko bardzo powazny
        problem, przez ktory obywatele IV RP moga zostan nagle bez portek!

        Jezeli FED-owi skoncza sie pieniadze na pozyczki dla bankow - to
        albo bedzie dodruk pieniedzy albo wzrost swiatowych stop procentowych powyzej
        10%, systemowa upadlosc bankow w USA i wszyscy ktorzy kupili na kredyt
        nieruchomosci w Europie straca domy a budzety takich krajow jak Polska przestana
        sie domykac.

        FED mial stan inwestycji na rynku na poziomie 267 miliardow USD i SPRZEDAL 232.7
        miliardow! To oznacza, ze wywalili 87% stanu obligacji w celu pozyczenia bankom
        pod zastaw smieciowych CDO!
        Cyt: "The Fed owns $34.3 billion of the securities, down from $267 billion, or
        27 percent of the market, in December."

        FED rozdaje bankom pieniadze, ktorych nikt nie zamierza oddawac, patrzy na to
        kongres, ktory tez rozdaje pieniadze (pakiet pomocowy), wzrasta zadluzenie,
        wszystcy sie na to patrza i nic.
        To wszystko stalo sie w ciagu kilku ostatnich miesiecy!
        FED jest malym bankiem i nie jest w stanie samodzielnie przejac obciazenia
        wynikajacego ze strat na subprime i pozostalych!
        Te straty szacowane sa obecnie w przedziale od 600 do 3000 miliardow dolarow.
        Pieniedzy ktore poszly z dymem! Ta druga kwota przekracza sume bilansowa FED. To
        nie jest sytuacja, ktora nalezy traktowac lekcewazaco. Sto razy juz pisalem, ze
        FED jest za maly i sam z siebie nie jest w stanie uratowac rynku - chyba, ze
        zaczna drukowac pieniadze.

        Jezeli zaczna drukowac - to bedzie po prostu kataklizm na rynku.
        Jak nie zaczna - to tez bedzie kataklizm. A ty sobie jaja robisz z nowego
        prezesa NBP, ktory ma odwage cywilna mowic publicznie o tych obligacjach i
        szykowac sie do ich wywalenia. Najwyzszy czas.
        • polarbeer Drukowanie 04.06.08, 21:16
          Ja sie zapytam czy przyjmowanie CDO przez Fed juz nie jest "dodrukiem" teraz...
          Przeciez jezeli rynek nie chce tych smieci to znaczy ze nie maja wartosci ktora
          sie im przypisuje. Czyli Fed drukuje i rozdaje dolary uzywajac zupelnej
          fabrykacji jako "zastawu"...

          W jaki sposob ma to sie roznic od "czystego dodruku"? Szczegolnie gdy bylby on
          tajemnica panstwowa? Nikt specialnie sie nie dziwil gdy "Karaibskie Centra
          Bankowe" kupowaly T-Bills na skale Japoni jakis czas temu... (Te biznes
          slomanych kapeluszy przynosi nieslychane zyski!)





          • przycinek.usa Re: Drukowanie 05.06.08, 06:23
            "Ja sie zapytam czy przyjmowanie CDO przez Fed juz nie
            jest "dodrukiem" teraz"


            Dobre pytanie.
            FED ma pieniadze z racji swoich funkcji jako banku. I jako bank
            zarabia na odsetkach. Z drugiej jednak strony jest to dosyc
            specyficzny bank. I jak rozdaje te pieniadze, to filozoficznie na to
            patrzac - daje cos, czego inaczej na rynku nie byloby.
            Tyle, ze te pieniadze fizycznie sa. (w bilansie banku)
            W przeciwienstwie do operacji TOMO, kiedy ich w bilansie nie ma.

            Jezeli na rynku beda tak rznac te banki jak dotychczas (na przyklad
            teraz akcje Lehmana) to sie wkrotce przekonamy ile tych pieniedzy da
            nam FED. Ciekawe ile Lehman wezmie forsy z FED?
            • polarbeer Fed nie musi zarabiac 05.06.08, 13:52
              Jezeli rozumiem dobrze funkcje Fed-u to im zadne odsetki nie sa potrzebne
        • szczurek.polny Re: nie wytrzymalem 05.06.08, 00:13
          > Za inwestycje NBP odpowiada dzial inwestycji. Prezes jedynie
          > wykazuje brak kontroli i nadzoru.
          Przecież wiceprezes do spraw rezerw został w końcu wywalony, mimo zmasowanej
          obrony ze strony "wiadomych kół". A co się prezesowi-inżynierowi z tej okazji
          oberwało od obrońców wiceprezesa-ekonomisty-i-ucznia-profesora-ekonomii...

          > A ja wkleilem tutaj jeden bardzo wazny artykul:
          > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=78867154&a=80309052
          > I nie ma zupelnie zadnej reakcji.
          A co ma być? Z faktami się mamy kłócić? Patrzę sobie od czasu do czasu na ten
          wykres na Yahoo - teraz jest koło 4%, jak dojdzie do 6% to idę kupić konserwy.
          Co więcej mogę zrobić?

          • bush_w_wodzie Re: nie wytrzymalem 05.06.08, 00:48
            szczurek.polny napisał:

            > > Za inwestycje NBP odpowiada dzial inwestycji. Prezes jedynie
            > > wykazuje brak kontroli i nadzoru.
            > Przecież wiceprezes do spraw rezerw został w końcu wywalony, mimo zmasowanej
            > obrony ze strony "wiadomych kół". A co się prezesowi-inżynierowi z tej okazji
            > oberwało od obrońców wiceprezesa-ekonomisty-i-ucznia-profesora-ekonomii...
            >


            gdyby ten prezes mial odrobine przyzwoitosci to budowalby mosty a nie bralby
            sie za cos o czym nie ma najmniejszego pojecia. no ale poniewaz ten facet jest
            sprytnym zerem to usiluje cos markowac i jak cala reszta kaczej bandy wyzywa sie
            w personalnych starciach - a realia panie kwicza



            > A co ma być? Z faktami się mamy kłócić? Patrzę sobie od czasu do czasu na ten
            > wykres na Yahoo - teraz jest koło 4%, jak dojdzie do 6% to idę kupić konserwy.
            > Co więcej mogę zrobić?
            >

            mozesz jeszcze strajkoac i wywiesic transparent: donald tusk musi odejsc
            • kel62 Re: nie wytrzymalem 08.06.08, 09:56
              > gdyby ten prezes mial odrobine przyzwoitosci to budowalby mosty a
              nie bralby
              > sie za cos o czym nie ma najmniejszego pojecia.

              A jakie pojęcie ma wykładowca księżycowej ekonomii marksistowskiej?

              no ale poniewaz ten facet jest
              > sprytnym zerem to usiluje cos markowac i jak cala reszta kaczej
              bandy wyzywa si
              > e
              > w personalnych starciach - a realia panie kwicza

              Jak ulał pasują te słowa do Balcerowicza, którego słynny 'plan'
              (wobec którego rzekomo nie było alternatywy) wprowadzał wcześniejsze
              emerytury (ty pewnie nie chcesz tego pamiętać ale żyją jeszcze
              ludzie pamiętający, że wcześniejsze emerytury, podobnie
              jak 'kuroniówki', stanowiły element 'planu Balcerowicza') a dzisiaj
              autor tego 'planu' w wywiadzie dla GW z 2 czerwca mówi, że to co
              wprowadził musi zostać zniesione bo się system sypie. Taki to
              geniusz. Świetnie, w kilku słowach, podsumował to Gwiazdowski:

              "Leszek Balcerowicz udzielił wywiadu, w którym stwierdził, że
              przywileje emerytalne należy jak najszybciej zlikwidować. Całkowicie
              się zgadzam. Ze swej strony dodałbym tylko, że trzeba ich było nie
              wprowadzać"
              www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=412
              • damkon Re: nie wytrzymalem 08.06.08, 10:09
                > A jakie pojęcie ma wykładowca księżycowej ekonomii marksistowskiej?

                Balcerowicz nigdy nie byl wykladowca ekonomii marksistowskiej.

                > Jak ulał pasują te słowa do Balcerowicza, którego słynny 'plan'
                > (wobec którego rzekomo nie było alternatywy)

                A jaka byla wowczas alternatywa wobec planu Balcerowicza?
                • deluc Re: nie wytrzymalem 09.06.08, 21:49
                  damkon napisał:

                  > > A jakie pojęcie ma wykładowca księżycowej ekonomii marksistowskiej?
                  >
                  > Balcerowicz nigdy nie byl wykladowca ekonomii marksistowskiej.
                  Hym, był pracownikiem naukowym Instytutu Problemów-Marksizmu i Leninizmu
                  i członkiem PZPR. Aha na którejś z konferencji prasowych jako prezes NBP
                  powiedział, że "nigdy komunistą nie był" tzn. że był oportunistą i koniunkturalistą.

                  Co do jego fachowości - był "cienkim" prognostykiem i prawie nigdy nie trafiał w
                  cel inflacyjny. Lata 2002-2004 to były czasy "schładzania" gospodarki zwane
                  przez mnie era "balcerszpanu". Pamiętam jak zaprzyjaźniony biznesmen, opowiadał
                  jak to nagle (tzn. w przeciągu paru m-cy) przestali mu płacić wszyscy - od
                  małych firm po duże.

                  >
                  > > Jak ulał pasują te słowa do Balcerowicza, którego słynny 'plan'
                  > > (wobec którego rzekomo nie było alternatywy)
                  >
                  > A jaka byla wowczas alternatywa wobec planu Balcerowicza?

                  Czeska droga? A Milton Friedman jakoś tak pare lat temu powiedział, że był w
                  błędzie, że reformy należało zacząć od budowania państwa prawa a nie prywatyzacji.


                  • damkon Re: nie wytrzymalem 10.06.08, 01:27
                    > Hym, był pracownikiem naukowym Instytutu Problemów-Marksizmu i
                    > Leninizmu i członkiem PZPR. Aha na którejś z konferencji prasowych
                    > jako prezes NBP powiedział, że "nigdy komunistą nie był" tzn. że
                    > był oportunistą i koniunkturalistą.
                    >
                    > Co do jego fachowości - był "cienkim" prognostykiem i prawie nigdy
                    > nie trafiał w cel inflacyjny. Lata 2002-2004 to były czasy
                    > "schładzania" gospodarki zwane przez mnie era "balcerszpanu".
                    > Pamiętam jak zaprzyjaźniony biznesmen, opowiadał jak to nagle
                    > (tzn. w przeciągu paru m-cy) przestali mu płacić wszyscy - od
                    > małych firm po duże.

                    Czyli inaczej mowiac "Balcerowicz musi odejsc".

                    > > A jaka byla wowczas alternatywa wobec planu Balcerowicza?
                    >
                    > Czeska droga? A Milton Friedman jakoś tak pare lat temu
                    > powiedział, że był w błędzie, że reformy należało zacząć od
                    > budowania państwa prawa a nie prywatyzac

                    Tzw. "czeska droga" jest doskonalym przykladem jak mozna bylo
                    calkowicie zaprzepascic poczatkowe przyzwolenie spoleczne do
                    dokonania reform w okresie transformacji ustrojowej. Nalezy
                    pamietac, ze porownujac oba modele transformacyjne, tzn. polski i
                    czeski musimy wziac pod uwage sytuacje startowa obu krajow, zeby
                    dostrzec bardzo istotne roznice mogace miec decydujacy wplyw na
                    powodzenie reform. Po pierwsze w 89 roku inflacja w Czechoslowacji
                    wynosila niecale 2% gdy w Polsce przekroczyla 640% (mialo to ogromne
                    znaczenie w momencie uwolnienia cen, gdzie w Polsce natychmiast
                    wystapila hiperinflacja). Po drugie w Polsce mielismy bardzo wysoki
                    poziom zadluzenia zagranicznego siegajacy prawie 50% PKB, ktory u
                    naszego poludniowego sasiada wynosil tylko okolo 15%. Po trzecie
                    deficyt budzetowy w Polsce wynosil prawie 10% zas w Czechoslowacji
                    byla minimalna nadwyzka budzetowa. Po czwarte ogromna bolaczka
                    naszej gospodarki byla bardzo duza nierownowaga gospodarcza, ktora
                    znajdowala odbicie nie tylko w hiperinflacji, ale takze w
                    powszechnych brakach rynkowych (w Czechoslowacji zrodla niedoborow
                    mialy charakter tylko mikroekonomiczny). Na koniec nalezy wspomniec,
                    ze w wyniku oddzielenia sie Slowacji, Czechy pozbyly sie balastu w
                    postaci trudnoreformowalnego ciezkiego przemyslu nastawionego
                    glownie na potrzeby zbrojeniowe Zwiazku Radzieckiego. Poza tym o
                    wiele latwiej mozna reformowac wzglednie mala gospodarke czeska
                    (dodatkowo graniczaca z dwoma Panstwami Zachodnimi: Austria i
                    Niemcami) w odroznieniu od naszej stosunkowo duzej gospodarki.

                    Na koniec wroce, do wypowiedzi Miltona Friedmana na temat budowania
                    panstwa prawa. Otoz panstwo prawa nie moze istniec bez gospodarki
                    rynkowej, dlatego tez w Polsce nalezalo zaczac transformacje
                    ustrojowa od reform gospodarczych a nastepnie zajac sie zmiana
                    systemu prawnego. Balcerowicz byl odpowiedzialny tylko za to
                    pierwsze.
                    • sendivigius Re: nie wytrzymalem 16.06.08, 06:57
                      Zwroce delikatnie uwage ze rok 89 nie nadaje sie do porownan. To
                      wlasnie w 89 juz od wakacji rzadzil finansami ten na B. I to
                      wlasnie on inflacje rozpetal (z powodow politycznych pod ktorymi
                      sprytnie byly ukryte interesy ekonomiczne grupy kolesiow).
                      Pozostale argumenty sa sobie a muzom. Poziom zadluzenia nie mial tu
                      nic do rzeczy, zreszta obliczenie jego poziomu przy takiej inflacji
                      to wrozba z fusow (przypomina mi sie komentator Gadomski ktory
                      wyliczyl jakies bajki ze na obywatela przypadal majatek 500 dolarow
                      czy cos takiego). Deficyt budzetowy jaki byl to wlasnie tez wynik
                      dzialan tego na B. on budzet tworzyl i podpisywal, bo przeciez nie
                      Mazowiecki ktory pewnie nie umialby poprowadzic rachunkowosci
                      kiosku Ruchu.

                      itd.

                      Podsumowujac ten na B. zachowal sie jak strazak-piroman najpierw
                      podpalil stodole aby potem wykazac sie przy gaszeniu, a to ze
                      spalily sie przy tym czyjes zbiory to juz go nie obchodzilo.
                      • damkon Re: nie wytrzymalem 16.06.08, 20:27
                        > Zwroce delikatnie uwage ze rok 89 nie nadaje sie do porownan.

                        Przyznaje racje, ze jak na "Starego Komuniste", to wyjatkowo
                        delikatna forma zwracania uwagi, ale przechodzac do rzeczy, to
                        zwroce uwage, ze kazdy rok nadaje sie do porownan i 89 nie stanowi
                        tutaj zadnego wyjatku. Moje porownanie tyczylo sie dwoch krajow
                        nalezacych do tego samego bloku polityczno-gospodarczego, wiec
                        porownanie bylo jak najbardziej uzasadnione.

                        > To wlasnie w 89 juz od wakacji rzadzil finansami ten na B. I to
                        > wlasnie on inflacje rozpetal (z powodow politycznych pod ktorymi
                        > sprytnie byly ukryte interesy ekonomiczne grupy kolesiow).

                        Hiperinflacja, ktora nastapila w owym okresie nie byla
                        spiskiem "grupy kolesiow", tylko efektem uwolnienia cen w sytuacji
                        ogromnej nierownowagi rynkowej.

                        > Poziom zadluzenia nie mial tu nic do rzeczy, zreszta obliczenie
                        > jego poziomu przy takiej inflacji to wrozba z fusow (przypomina mi
                        > sie komentator Gadomski ktory wyliczyl jakies bajki ze na
                        > obywatela przypadal majatek 500 dolarow czy cos takiego).

                        To absurdalne stwierdzenie, poniewaz poziom zadluzenia zagranicznego
                        mial kluczowe znaczenie w momencie rozpoczecia transformacji
                        gospodarczej. Zreszta fusy takze nie byly nam potrzebne do
                        obliczenia wysokosci zadluzenia zagranicznego, poniewaz jego
                        wielkosc nie byla liczona w walucie krajowej.

                        > Podsumowujac ten na B. zachowal sie jak strazak-piroman najpierw
                        > podpalil stodole aby potem wykazac sie przy gaszeniu, a to ze
                        > spalily sie przy tym czyjes zbiory to juz go nie obchodzilo.

                        Jak dobrze pamietam, to autorem tego porownania jest niejaki Pawlak,
                        z tym tylko, ze nie tyczylo sie ono Balcerowicza. Z tego co rowniez
                        pamietam, jego wersja byla zdecydowanie bardziej dopracowana.
                        • sendivigius Re: nie wytrzymalem 17.06.08, 16:41
                          damkon napisał:

                          > zwroce uwage, ze kazdy rok nadaje sie do porownan i 89 nie
                          stanowi tutaj zadnego wyjatku.

                          Stanowi, bo porownujac transformacje nalezy porownywac analogiczne
                          okresy, wiec np. Czechoslowacje z 89 do Polski z 88.



                          > Hiperinflacja, ktora nastapila w owym okresie nie byla
                          > spiskiem "grupy kolesiow", tylko efektem uwolnienia cen w
                          sytuacji ogromnej nierownowagi rynkowej.

                          Powodow bylo wiecej, samo uwolnienie cen by tego nie dalo,
                          nastapilo zreszta tez w innych krajach ale bez hiperinflacji.

                          > To absurdalne stwierdzenie, poniewaz poziom zadluzenia
                          zagranicznego mial kluczowe znaczenie w momencie rozpoczecia
                          transformacji gospodarczej. Zreszta fusy takze nie byly nam
                          potrzebne do obliczenia wysokosci zadluzenia zagranicznego,
                          poniewaz jego wielkosc nie byla liczona w walucie krajowej.

                          Mowiles nie o zadluzeniu tylko o jego relacji do PKB a tego
                          ostatniego wlasnie nie dalo sie wyliczyc. Ponadto np. Wegry per
                          capita mialy wieksze zadluzenie itd.


                          > > Podsumowujac ten na B. zachowal sie jak strazak-piroman najpierw
                          > > podpalil stodole aby potem wykazac sie przy gaszeniu, a to ze
                          > > spalily sie przy tym czyjes zbiory to juz go nie obchodzilo.
                          >
                          > Jak dobrze pamietam, to autorem tego porownania jest niejaki
                          Pawlak,
                          > z tym tylko, ze nie tyczylo sie ono Balcerowicza. Z tego co
                          rowniez
                          > pamietam, jego wersja byla zdecydowanie bardziej dopracowana.

                          Jezeli osoby o roznych pogladach mowia to samo to znaczy tyle ze
                          sprawa jest oczywista.
                          • damkon Re: nie wytrzymalem 17.06.08, 22:59
                            > Stanowi, bo porownujac transformacje nalezy porownywac analogiczne
                            > okresy, wiec np. Czechoslowacje z 89 do Polski z 88.

                            W powyzszym przykladzie mozna oczywiscie dokonac porownania danych z
                            lat 89 i 88 lub analogicznie 90 i 89, tak zeby uchwicic okres przed
                            rozpoczęciem transformacji.

                            > Powodow bylo wiecej, samo uwolnienie cen by tego nie dalo,
                            > nastapilo zreszta tez w innych krajach ale bez hiperinflacji.

                            Zasadniczym powodem hiperinflacji w Polsce bylo uwolnienie cen w
                            polaczeniu z bardzo duza nierownowaga rynkowa, ktorej przejawem byly
                            powszechne niedobory rynkowe.

                            > Mowiles nie o zadluzeniu tylko o jego relacji do PKB a tego
                            > ostatniego wlasnie nie dalo sie wyliczyc. Ponadto np. Wegry per
                            > capita mialy wieksze zadluzenie itd.

                            Porownywalem sytuacje startowa Czechoslowacji i Polski, ale faktem
                            jest, ze Wegry w momencie rozpoczecia transformacji, rzeczywiscie
                            mialy bardzo wysoki poziom zadluzenia zagranicznego. Z tym tylko
                            zastrzezeniem, ze gospodarka wegierska miala zdecydowanie lepsze
                            pozostale parametry makroekonomiczne.
                            • polarbeer Uwolnienie cen i hiperinflacja 18.06.08, 03:30
                              >>>Zasadniczym powodem hiperinflacji w Polsce bylo uwolnienie cen w
                              polaczeniu z bardzo duza nierownowaga rynkowa, ktorej przejawem byly
                              powszechne niedobory rynkowe.<<<

                              Naprawde mnie ciekawi mechanizm w jaki sposob "uwolnienie cen" mialoby
                              spowodowac hiperinflacje... Kto drukowal te wszystkie zera na banknotach? Rynek
                              czy rzad?
                              • damkon Re: Uwolnienie cen i hiperinflacja 18.06.08, 21:48
                                > Naprawde mnie ciekawi mechanizm w jaki sposob "uwolnienie cen"
                                > mialoby spowodowac hiperinflacje... Kto drukowal te wszystkie zera
                                > na banknotach?

                                Przed uwolnieniem cen mielismy sytuacje powszechnych brakow
                                rynkowych, tzn. ludzie mieli duzo pieniedzy, za ktore nie mozna bylo
                                w zasadzie nic kupic (czyli mowiac kolokwialnie, zera na banknotach
                                byl juz nadrukowane przed uwolnieniem cen). Wczesniej mielismy ceny
                                urzedowe, ktore w przypadku niektorych produktow stanowily zaledwie
                                kilka procent ich rzeczywistej, czyli rynkowej wartosci. Rzecza
                                oczywista jest, ze w takim przypadku mechanizm uwolnienia cen
                                urzedowych musial doprowadzic do hiperinflacji.

                                > Rynek czy rzad?

                                Mowimy o okresie, w ktorym zasadzie mechanizm rynkowy nie wystepowal
                                z wyjatkiem malej namiastki rynku w tzw. szarej strefie. Regulatorem
                                gospodarki byl wowczas mechanizm nakazowo-rozdzielczy, czyli mowiac
                                inaczej grupa pseudoplanistow.
                                • polarbeer Watpliwosci 18.06.08, 23:10
                                  Cos jest nie tak z ta historia ostatniej hiperinflacji w Polsce... Mozna to
                                  latwo sprawdzic patrzaqc na daty emisji kazdego "nowego zera"
                                  • polarbeer link 18.06.08, 23:13
                                    pl.wikipedia.org/wiki/Banknoty_polskie_przed_denominacj%C4%85_1995
                                    • przycinek.usa Re: link 21.07.08, 00:53
                                      dzieki za ten link. Z przyjemnoscia obejrzalem te banknoty. Latwo zapomniec jak
                                      te banknoty wygladaly. Pamietam, ze te 50,000 strasznie smierdzialy. 200,000
                                      byly chyba bardzo rzadkie.
                                  • damkon Re: Watpliwosci 19.06.08, 00:42
                                    > Cos jest nie tak z ta historia ostatniej hiperinflacji w Polsce...
                                    > Mozna to latwo sprawdzic patrzaqc na daty emisji kazdego "nowego
                                    > zera"
                                    • przycinek.usa Re: Watpliwosci 19.06.08, 01:54
                                      votum separatum. to jest nieprawda!

                                      Bylo tak:
                                      Nie bylo pieniedzy w budzecie i panstwo drukowalo pieniadze.
                                      Wtedy (najpierw) oszalaly ceny i wszystkie produkty przestaly istniec w sklepach
                                      bo rozpadl sie mechanizm dystrybucji i dopiero potem "uwolniono" ceny.
                                      Najwiekszy poziom inflacji byl ZANIM uwolniono ceny. Nierownowaga na rynku byla
                                      dlatego - bo panstwo kazalo sprzedawac po cenach niewspolmiernych do wartosci
                                      towarow. No i towarow nie bylo w sklepach! Byly za to na bazarze i gieldach.


                                      Mam wrazenie Damkon, ze byliscie gdzies indziej w tamtym okresie.
                                      • damkon Re: Watpliwosci 19.06.08, 23:50
                                        > Najwiekszy poziom inflacji byl ZANIM uwolniono ceny.

                                        To akurat prawda, z jednym tylko zastrzezeniem, tzn. czesc tej
                                        inflacji ukryto w powszechnych brakach rynkowych. Zostala ona
                                        ujawniona dopiero w momencie uwolnienia cen, czyli z dosc znacznym
                                        opoznieniem.
                                    • polarbeer Re: Watpliwosci 19.06.08, 01:57
                                      >>>> To calkowicie nieprawdziwe stwierdzenie, poniewaz ceny w gospodarce PRL-u
                                      byly sztucznie utrzymywane na zanizonym poziomie, wiec
                                      uwolnienie cen moglo spowodowac jedynie ich wzrost.<<<

                                      Jesli to prawda to po co byly drukowane te wszystkie (dodatkowe) zera na
                                      papierze z napisem Narodowy Bank Polski a nie Polska Rzeczposloplita Ludowa?

                                      Poza tym jak mozesz byc pewien tych % inflacji? Ze nieby "nowa wladza" nie
                                      klamie? Poza tym inflacja czego? Wszyscy wiedza ze w latach 1989-1993 stara
                                      nimenklatura i nowi oportunisci wydawala astonomiczne sumy pieniedzy na
                                      przejecie kontroli nad polska gospodarka
                                      • damkon Re: Watpliwosci 19.06.08, 23:49
                                        > Poza tym jak mozesz byc pewien tych % inflacji? Ze nieby "nowa
                                        > wladza" nie klamie? Poza tym inflacja czego? Wszyscy wiedza ze w
                                        > latach 1989-1993 stara nimenklatura i nowi oportunisci wydawala
                                        > astonomiczne sumy pieniedzy na przejecie kontroli nad polska
                                        > gospodarka
                                        • przycinek.usa Re: Watpliwosci 21.07.08, 00:57
                                          "Faktem jest, ze inflacja zawsze musi miec poczatkowa przyczyne w
                                          postaci dodrukowania pieniadza,"

                                          Co nie wyklucza spadku cen w okresie wzrostu podazy pieniadza.
        • bush_w_wodzie Re: nie wytrzymalem 05.06.08, 00:43
          przycinek.usa napisał:

          > "jaka szkoda ze na fotelu prezesa nbp nie siedzi leszek balcerowicz tylko jakis
          > inzynier od mostow. gdyby tam urzedowal balcerowicz to mozna by od reki
          > wytypowac winnego. a tak?"
          >
          >
          > Jaja sobie robisz, prawda?

          do pewnego stopnia tak

          > Za stopy procentowe odpowiada Rada a na czele rady jest kto?

          pan skrzypek jest


          > Reakcja rynku jest zawsze dlugofalowa, czyli wplyw
          > dzialalnosci poprzedniego prezesa i poprzednich czlonkow
          > rady przeklada sie na sytuacje obecna.


          no wiec tak sie sklada obecna sytuacja jest znakomita. od kilku lat rosnie
          eksport inwestycje i konsumpcja - a spada bezrobocie. przy bardzo malej inflacji
          cen mimo egzogennych szokow podazowych. to co jest ponure to nastepne
          kwartaly... za ktore odpowiadal bedzie kto?


          >
          > Stopy procentowe wplywaja na koszt pozyskania kapitalu i
          > kurs pieniadza. Kurs pieniadza powoduje wzrost lub
          > spadek atrakcyjnosci inwestycyjnej obszaru.


          rozumiem ze chciales napisac ze drozszy zloty to drozsza sila robocza? no ale
          takze wyzsza sila nabywacza...

          jestes szalenie niekonsekwentny. z jednej strony rwiesz wlosy z glowy nad
          polityka deprecjonowania wlasnej waluty ktora doprowadzila usa do obecnej
          mizerii a z drugiej potepiasz konsekwentna i skuteczna polityke nbp (z czasow
          minionych) ktora dala polsce polaczenie wzrostu gospdarki niedrogiego pieniadza
          i stabilnych cen

          > Wysoka
          > stopa procentowa przeklada sie na spadek produkcji, import i mizeryje
          > zatrudnienia i w tym sensie odpowiedzialnosc spada na poprzednia Rade i
          > prezesa.



          bzdury. gdy poprzedni prezed odchodzil zarowno stan biezacy jak i perspektywy
          byly wprost wysmienite. inzynier prezes skrzypek mial 2 lat ultra latwej
          polityki monetarnej przed soba gdy zastepowal balcerowicza. a teraz kwiczy bo
          laba sie skonczyla


          > Dodatkowo umocnienie zlotego powoduje straty na rezerwach.


          znaczy co - ubywa na tych walut?


          > Za inwestycje NBP odpowiada dzial inwestycji. Prezes
          > jedynie wykazuje brak kontrol i
          > i nadzoru. Czyli jest odpowiedzialnosc posrednia
          > poprzedniego prezesa, ktory mial idiotow w dziale inwestycji
          > i to tolerowal.


          czy ty w ogole roumiesz po co sa rezerwy walutowe w bankach centralnych? bo
          chyba nie sadzisz ze po to zeby bank centralny zarabial na papierze na spadku
          kursu wlasnej waluty?


          >
          > Dodatkowo elementarna uczciwosc nakazuje wykazywac rzetelnie stan finansow
          > instytucji publicznej jaka jest NBP niezaleznie od odpowiedzialnosc osob w
          > zarzadzie. Z pewnym zdumieniem czytam, ze obecny prezes ujawnia straty z roznic
          > kursowych. To niespotykane.
          > Za poprzedniego prezesa bylo zamiatanie pod dywan.
          >

          bzdury. nbp ma ustawowy obowiazek skladania przejrzystego sprawozdania
          finansowego. za balerowicza takie sprawozdania byly. tak sie jednak skladalo ze
          w owym czasie zlotowka slabla a rezerwy byly profesjoalnie zarzadzane - i nbp
          notowal zysk. no i nastal nam fachura od betonu sprzezonego - i obraca naszymi
          setkami miliardow zlotych tak ze nbp ma strate

          no ale ma przynajmniej ma odwage sie przyznac do swojej indolencji he he he

          >
          > "trzeba chyba zmienic front i obciazyc rzad odpowiedzialnoscia za silna zlotowk
          > e"
          >
          >
          > Ja dodatkowo dolozylbym PRZYMUS VAT wpisany w stosunki podatkowe
          > w obrebie Unii. Ten VAT powoduje spadek wymiany w obrocie
          > uslugowo- -towarowym, spadaja wplywy podatkowe i wzrasta
          > popyt budzetu na pieniadze. To oznacza podwyzszona emisje
          > obligacji co przy obecnej stopie wtornie wzmacnia PLN i
          > oslabia produkcje.


          hle hle. to chyba dobrze dla usa - ze strefa euro ma ten vat oslabiajacy
          produkcje. bo jakos tak sie sklada ze to ta beznadziejnie ovatowana unia ma
          konkurencyjna produkcje a nie wolne od vatu usa. naturalnie znajdziesz kilka
          szalenie pzekonujacych wyjasnien tego stanu rzeczy... oprocz najprostszego


          > Przez to wszystko ludzie uciekaja za granice i przywoza
          > walizkami pieniadze, co dodatkowo wzmacnia zlotego.
          > Przeciez to jest paranoja!
          >


          przeciwnie. racjonalne ekonomicznie zachowanie polega na tym ze pracuje sie tam
          gdzie lepiej placa. ludzie z biednych krajow zawsze jezdzili za praca do
          bogatszych - co nie przycinku?


          > Polska rzadza dyletanci ekonomiczni na kazdym szczeblu.
          > Wszyscy to wiedza, tylko jakims cudem nikt o tym publicznie nie pisze.
          >


          no - ja juz czytalem u ciebie ze idioci rzadza gospodarka polska europejska
          amerykanska i bankami inwestycyjnymi

          cos pewnie w tym jest. zyjemy w idiotycznym swiecie idiotycznie rzadzonym przez
          idiotow. naprawde szkoda ze wszyscy madrzy siedza na tym forum i prawie niczym
          nie rzadza


          > Czy wy tam naprawde nie rozumiecie co sie moze na tym rynku wydarzyc?
          > To nie jest jakas przypadkowa wymiana zdan na forum, tylko bardzo powazny
          > problem, przez ktory obywatele IV RP moga zostan nagle bez portek!
          >

          nie pierwszy raz i nie ostatni


          > Jezeli zaczna drukowac - to bedzie po prostu kataklizm na rynku.
          > Jak nie zaczna - to tez bedzie kataklizm. A ty sobie jaja robisz z nowego
          > prezesa NBP, ktory ma odwage cywilna mowic publicznie o tych obligacjach i
          > szykowac sie do ich wywalenia. Najwyzszy czas.



          bez jaj:

          1) nbp ma konstytucyjny obowiazek raportowania i nie ma to nic wspolnego z
          rzekoma odwaga niewydarzonego prezesa

          2) strata ksiegowa nbp z powodu aprecjacji zlotowki nie jest zadnym problemem.
          podobniez jak ksiegowy zysk ktory nbp notowal gdy zlotowka slabla

          3) trzeba byc chorym zeby powierzyc zarzadzanie bankiem centralnym politrukowi
          ktory zna sie na betonie sprzezonym i perfumowanej wazelinie
          • przycinek.usa Re: nie wytrzymalem 05.06.08, 06:04
            > Jaja sobie robisz, prawda?
            do pewnego stopnia tak

            To z przymruzeniem oka odpowiadam:

            "> a na czele rady jest kto?
            pan skrzypek jest"

            Ja uogolnilem, ale najwyrazniej go lubisz skoro tyle o nim piszesz.


            "obecna sytuacja jest znakomita. od kilku lat rosnie
            eksport inwestycje i konsumpcja - a spada bezrobocie. przy bardzo
            malej inflacji cen mimo egzogennych szokow podazowych"


            Rosnie dynamicznie eksport sily roboczej, przez co slysze, ze w
            Angli chca Polakom zrobic dzien hydraulika. Przez to pewnie spada
            bezrobocie. Co do statystyki inflacyjnej, to pewnie jest tak jak u
            nas, ze benzyna na pompie idzie do gory o 1/3 w miesiac a oficjalna
            statystyka mowi, ze energia wzrosla o 0.2% m/m.


            "rozumiem ze chciales napisac ze drozszy zloty to drozsza sila
            robocza?"

            He he he. Myslisz jak przedsiebiorca. Bardzo dobrze.


            "z jednej strony rwiesz wlosy z glowy nad polityka deprecjonowania
            wlasnej waluty ktora doprowadzila usa do obecnej mizerii"


            He he he. Chyle czapke przed takim mistrzostwem w wykrecaniu kota
            ogonem.


            "a z drugiej potepiasz konsekwentna i skuteczna polityke nbp"

            Potepiam polityke bezsensownego tracenia pieniedzy.

            "(z czasow minionych) ktora dala polsce polaczenie wzrostu gospdarki
            niedrogiego pieniadza i stabilnych cen"


            Czy chodzi ci o polityke z czasow rzadu Kaczynskiego?


            Ja napisalem, ze: "Wysoka stopa procentowa przeklada sie na spadek
            produkcji, import i mizeryje zatrudnienia"

            Ty napisales: "bzdury."

            Przemysl to jeszcze, dobrze?


            "gdy poprzedni prezed odchodzil zarowno stan biezacy jak i
            perspektywy byly wprost wysmienite."


            Ja pisalem, ze dolar spadnie. Wiec perspektywy nie byly wysmienite.
            One byly wysmienicie opisane w GW, ale czy perspektywy byly naprawde
            wysmienite, to okazalo sie, kiedy NBP podal ile stracil.
            Z perspektywy wyglada to kiepsko.



            "inzynier prezes skrzypek mial 2 lat ultra latwej polityki
            monetarnej przed soba gdy zastepowal balcerowicza. a teraz kwiczy bo
            laba sie skonczyla"


            Nie wiem co robi inzynier Skrzypek, bo nie obserwuje, ale wierze Ci
            na slowo, ze laba skonczyla, bo tez tak intuicyjnie wyczuwam z tego
            co piszesz. -))


            > Dodatkowo umocnienie zlotego powoduje straty na rezerwach.
            "znaczy co - ubywa na tych walut?"

            He he he. Relatywistyka sledcza, co?
            A korzysci utracone? Mozna bylo miec wiecej niz teraz.
            Zreszta spadek relatywny sily nabywczej jest strata.
            Poddajesz w watpliwosc rzetelnosc raportu NBP?


            "czy ty w ogole roumiesz po co sa rezerwy walutowe w bankach
            centralnych? bo chyba nie sadzisz ze po to zeby bank centralny
            zarabial na papierze na spadku kursu wlasnej waluty?"


            Orzesz-ty-w-gebe!
            mistrzu cietej riposty, a czy ty 'roumiesz' co to jest pieniadz?
            Po co sie to cos gromadzi i wymienia?
            Nie przyszlo ci do glowy, ze wzrost wartosci PLN moze byc bledem?



            "bzdury. (...) za balerowicza takie sprawozdania byly. tak sie
            jednak skladalo ze w owym czasie zlotowka slabla a rezerwy byly
            profesjoalnie zarzadzane"


            Podejrzewam, ze nie dokonywano przeliczenia kursowego a jedynie
            doliczano odsetki. To sie zdarza.


            "no i nastal nam fachura od betonu sprzezonego - i obraca naszymi
            setkami miliardow zlotych tak ze nbp ma strate no ale ma
            przynajmniej ma odwage sie przyznac do swojej indolencji he he he"


            Pomijajac ewidentna milosc do ekspertow budownictwa ladowego - masz
            na to jakies dowody? Moze jakis link, albo co?


            "hle hle. to chyba dobrze dla usa - ze strefa euro ma ten vat
            oslabiajacy produkcje."

            Zgadza sie. Nigdy nie mialem tak dobrych obrotow w eksporcie do unii.

            "bo jakos tak sie sklada ze to ta beznadziejnie ovatowana unia ma
            konkurencyjna produkcje a nie wolne od vatu usa."


            No nie wiem. Produkty Siemensa wypadaja z rynku, Telemecanique to
            samo. Moglbym podac Ci setki innych przykladow, ale nie ma na to
            czasu.


            > Przez to wszystko ludzie uciekaja za granice i przywoza
            > walizkami pieniadze, co dodatkowo wzmacnia zlotego.
            "przeciwnie."

            Tlumacze: Jak Kowalski wyjedzie za granice bez niczego i wraca z
            funtami, to wystepuje presja na PLN kiedy je chce wymienic na PLN.
            Panial? Czyli Kowalski przywozac waluty, naciska NBP do podwyzszania
            rezerw. A jesli uwazasz, ze jest przeciwnie, to sobie jeszcze raz
            przemysl.


            "no - ja juz czytalem u ciebie ze idioci rzadza gospodarka"

            To bylo faktycznie niezbyt madre. To moze zrobmy taki uklad, ze
            wszyscy bedziemy sie od teraz kochac i nie bedzie wiecej takiej
            krytyki. To ja dam od teraz przyklad i wiecej o tym pisac nie bede a
            ty daj przyklad i przestan sie czepiac Skrzypka, ze jest specjalista
            od konstrukcji sprezonych.


            "naprawde szkoda ze wszyscy madrzy siedza na tym forum"


            Mozliwe, ze w Polsce, bo ja nie mam tyle czasu.



            "3) trzeba byc chorym zeby powierzyc zarzadzanie bankiem centralnym
            politrukowi ktory zna sie na betonie sprzezonym i perfumowanej
            wazelinie"


            Perfumowanej wazelinie? Jakies linki? -)
            • bush_w_wodzie no tosmy pogadali 05.06.08, 21:53

              jak pijani drwale nad zepsutym zegarkiem

              to ja moze zaczne od nowa - stawiajac kilka prostych tez:

              1) polska jest w fazie konwergencji gospodarczej z ue. to oznacza rowniez
              stopniowa konwergecje cen i niektorych plac (np budowlanki). i mamy dwa wyjscia:
              znaczaca inflacje cen lub aprecjacje zlotowki. iflacja cen jest niekorzystna bo
              w efekcie prowadzilaby do podrozenia pieniadza


              2) bezrobocie w polsce spada i esport rosnie. zatem mimo aprecjacji zlotowki -
              polska gospodarka pozostaje konkurencyja


              3) o tym ze nbp bedzie mial strate ksiegowa wskutek aprecjacji zlotowki wiadomo
              bylo od dawna. dlatego w poprzednich latach (za balcerowicza) nbp rozwiazywal
              tzw rezerwe rewaluacyjna (pozbywal sie czesci walut obcych) i dzieki temu
              uzyskiwal zysk. no ale bank centralny musi utrzymywac rezerwy walutowe na pewnym
              poziomie wiec te rezerwe rewaluacyjna trzeba bylo odtworzyc. i stad strata ksiegowa


              4) twoj argument na temat vatu zupelnie nie trzyma sie kupy. vat obniza
              konsumpcje a nie produkcje i eksport. dlatego - jesli ci sie dobrze eksportuje
              do ue - to oznacza ze vat jakos nie tlumi konsumpcji - a tym bardziej produkcji.
              pomijam tu `detal' w postaci bazy - tj ogromnego eksportu z ue i zrownowazonego
              bilansu handlowego ue - do porownania z gigantycznym strukturalnym deficytem
              handlowym usa. mozna to interpretowac jako negatywny wplyw vatu na poziom
              konsupcji - ale nie jako negatywny wplyw vatu na produkcje na eksport

              5) skrzypek. tak szczerze: czy trzymalbys pieniadze w funduszu inwestycyjnym
              zarzadzanym przez takiego typa? powierzylbys mu zarzadzanie twoimi aktywami?

              6) wazelina: polecam uwazna lekture zyciorysu pana skrzypka i analize
              merytorycznych przeslanek dla jego kariery
              • przycinek.usa Re: no tosmy pogadali 07.06.08, 20:33
                "1) polska jest w fazie konwergencji gospodarczej z ue. to oznacza rowniez
                stopniowa konwergecje cen i niektorych plac (np budowlanki)."


                Truizm. Problem w tym, ze ceny juz sie wyrownaly w wiekszosci sektorow.
                Marnujesz czas.


                "i mamy dwa wyjscia: znaczaca inflacje cen lub aprecjacje zlotowki. iflacja cen
                jest niekorzystna bo w efekcie prowadzilaby do podrozenia pieniadza"


                Nie. Zapomniales, ze na rynku otwartym trudno o wzrost cen.
                W Polsce jest drogo. Drozej nie bedzie. Co do kursu zlotego - to nie wiem co sie
                stanie - ale z punktu widzenia ryzyka inwestycyjnego - popyt na zlotego przy
                obecnym poziomie jest ograniczony zbyt duzym ryzykiem kursowym. Nawet konsumenci
                zastanawiaja sie nad sensownoscia wymiany walut na PLN przy obecnym kursie. Ja
                watpie w dalsza aprecjacje PLN. Sama stopa procentowa nie jest jedynym
                czynnikiem wplywajacym na kurs.


                "2) bezrobocie w polsce spada i esport rosnie. zatem mimo aprecjacji zlotowki -
                polska gospodarka pozostaje konkurencyja"


                Gospodarka nigdy nie jest statyczna. Bezrobocie jest tzw. lagging idicator - i
                nie mozna na tej podstawie oceniac przyszlej konkurencyjnosci gospodarki. A o
                inwestycjach decyduja perspektywy w ocenie analitykow i inwestorow. Eksport
                podlega presji kursu wymiany.
                Temu mistrzu manipulacji nie zaprzeczysz.



                "3) o tym ze nbp bedzie mial strate ksiegowa wskutek aprecjacji zlotowki (...)


                Bez komentarza. Szczegoly dot. ksiegowania w NBP w ciagu ostatnich 4 lat mnie
                nie interesuja.


                "4) twoj argument na temat vatu zupelnie nie trzyma sie kupy. vat obniza
                konsumpcje a nie produkcje i eksport."


                Bzdury opowiadasz. Uzyj wyobrazni. VAT ogranicza obrot gospodarczy.
                Spowalnia wymiane towarowo-uslugowa. Powoduje spadek predkosci cyrkulacji
                pieniadza. To ogranicza popyt i produkcje.


                "5) skrzypek. tak szczerze: czy trzymalbys pieniadze w funduszu inwestycyjnym
                zarzadzanym przez takiego typa? powierzylbys mu zarzadzanie twoimi aktywami?"


                Oho, a dopiero zrobiles mi wyklad na temat oceniajacych wypowiedzi publicznych.
                Nie znam casusu Skrzypka i nie wypowiadam sie.
                Wiem z wlasnej praktyki, ze na odpowiedzialnych stanowiskach zatrudniam ludzi do
                ktorych mam osobiste zaufanie. Kwalifikacje sa sprawa osobna, bo od
                specjalizacji, sa podlegajace departamenty specjalistow. Najwazniejszy jest
                nadzor i prawidlowe decyzje. Pytanie - czy Skrzypek potrafi byc odpowiednio
                surowym kontrolerem? Czy potrafi odpowiednio interpretowac informacje? Czy on
                umie to robic? Czy potrafi wyciagac wnioski, zarzadzac ludzmi i eliminowac straty?
                Czy potrafi podejmowac prawidlowe decyzje w oparciu o informacje, ktore do niego
                docieraja od specjalistow? Czy dziala w dobrej wierze?
                Czy dyplom inzyniera budownictwa ladowego mu przeszkadza?

                Ani mnie - ani tobie to oceniac.
                Ja nie mam odpowiednich informacji - a Ty nie masz kwalifikacji.


                "6) wazelina: polecam uwazna lekture zyciorysu pana skrzypka i analize
                merytorycznych przeslanek dla jego kariery"


                Nie mam interesu w tej lekturze.
                Niech sie tym zajmuja dziennikarze w ramach obowiazkow redakcyjnych.
                • bush_w_wodzie Re: no tosmy pogadali 07.06.08, 22:33
                  przycinek.usa napisał:

                  > "1) polska jest w fazie konwergencji gospodarczej z ue. to
                  > oznacza rowniez stopniowa konwergecje cen i niektorych plac
                  > (np budowlanki)."
                  >
                  >
                  > Truizm. Problem w tym, ze ceny juz sie wyrownaly w wiekszosci
                  > sektorow.

                  1) truzim? doprawdy? no to dobrze wiedziec
                  2) nieprawda. w sektorze uslug ceny wcale sie jeszcze nie wyrownaly


                  > Marnujesz czas.
                  >

                  w kontekscie twojej odpowiedzi zaczynam w to wierzyc.

                  >
                  > "i mamy dwa wyjscia: znaczaca inflacje cen lub aprecjacje zlotowki. iflacja cen
                  > jest niekorzystna bo w efekcie prowadzilaby do podrozenia pieniadza"
                  >
                  >
                  > Nie. Zapomniales, ze na rynku otwartym trudno o wzrost cen.
                  > W Polsce jest drogo. Drozej nie bedzie.

                  no to fajnie. bedzie pole do obnizek stop

                  > Co do kursu zlotego
                  > - to nie wiem co sie stanie - ale z punktu widzenia ryzyka
                  > inwestycyjnego - popyt na zlotego przy obecnym poziomie jest
                  > ograniczony zbyt duzym ryzykiem kursowym.

                  to bardzo dobrze. oznacza to ze dziala mechanizm rynkowy ktory zapobiega dalszej
                  aprecjacji zlotowki


                  >
                  >
                  > "2) bezrobocie w polsce spada i esport rosnie. zatem mimo aprecjacji zlotowki -
                  > polska gospodarka pozostaje konkurencyja"
                  >
                  >
                  > Gospodarka nigdy nie jest statyczna. Bezrobocie jest tzw.
                  > lagging idicator - i nie mozna na tej podstawie oceniac
                  > przyszlej konkurencyjnosci gospodarki. A o inwestycjach
                  > decyduja perspektywy w ocenie analitykow i inwestorow.
                  > Eksport podlega presji kursu wymiany.
                  > Temu mistrzu manipulacji nie zaprzeczysz.

                  przeceniasz mnie. eksport podlega presji - temu nie zaprzeczam. ale mimo tej
                  presji wciaz rosnie. co to wedlug ciebie oznacza wirtuozie jedynie slusznych tez?


                  >
                  >
                  >
                  > "3) o tym ze nbp bedzie mial strate ksiegowa wskutek aprecjacji zlotowki (...)
                  >
                  >
                  > Bez komentarza. Szczegoly dot. ksiegowania w NBP w ciagu
                  > ostatnich 4 lat mnie nie interesuja.
                  >

                  jesli cie nie interesuja to oznacza ze w istocie nie interesuje cie kwestia
                  zysku / straty nbp i jest zdumiewajace ze poswiecasz swoj cenny czas na
                  wypowiedzi na ten nieinteresujacy cie temat


                  >
                  > "4) twoj argument na temat vatu zupelnie nie trzyma sie kupy. vat obniza
                  > konsumpcje a nie produkcje i eksport."
                  >
                  >
                  > Bzdury opowiadasz. Uzyj wyobrazni. VAT ogranicza obrot gospodarczy.
                  > Spowalnia wymiane towarowo-uslugowa. Powoduje spadek predkosci cyrkulacji
                  > pieniadza. To ogranicza popyt i produkcje.
                  >


                  popyt i produkcje na rynek wewnetrzny. ale na pewno nie eksport. wrecz
                  przeciwnie. w sytuacji nadwyzek capacity vat stymuluje produkcje na eksport


                  > "5) skrzypek. tak szczerze: czy trzymalbys pieniadze w funduszu inwestycyjnym
                  > zarzadzanym przez takiego typa? powierzylbys mu zarzadzanie twoimi aktywami?"
                  >
                  >
                  > Oho, a dopiero zrobiles mi wyklad na temat oceniajacych wypowiedzi publicznych.
                  > Nie znam casusu Skrzypka i nie wypowiadam sie.


                  ladna wymijajaca odpowiedz. tylko ze oznacza ze w zasadzie nie powinienes sie
                  udzielac w dyskuji na temat skrzypka. bo jesli nic o nim nie wiesz to do takiej
                  dysksji nic wniesc nie mozesz

                  a ja co nieco o skrzypku wiem i nie wplacilbym ani zlotowki do banku ktorym ktos
                  taki zarzadza

                  > Najwazniejszy jest nadzor i prawidlowe decyzje.
                  > Pytanie - czy Skrzypek potrafi byc odpowiednio
                  > surowym kontrolerem?

                  kontroler surowy lecz pozbawuony kwalifikacji to idealna osoba do zniszczenia firmy


                  > Czy potrafi odpowiednio interpretowac informacje?
                  > Czy on umie to robic?

                  nie

                  > Czy potrafi wyciagac wnioski, zarzadzac ludzmi i eliminowac
                  straty?

                  nie

                  > Czy potrafi podejmowac prawidlowe decyzje w oparciu o informacje,
                  > ktore do niego docieraja od specjalistow?


                  nie


                  > Czy dziala w dobrej wierze?

                  nie

                  > Czy dyplom inzyniera budownictwa ladowego mu przeszkadza?
                  >

                  nie. preszkadza mu brak rzetelnego wyksztalcenia ekonomicznego

                  > Ani mnie - ani tobie to oceniac.

                  ohoho. a niby czemu nie mam oceniac decyzji wladz publicznych ktore nominuja na
                  szefa nbp czlowieka pozbawionego potrzebnych na tym stanowisku kwalifikacji -
                  ktorego jedyna zaleta jest bezwzgledne posluszenstwo wobec pewnych braci blizniakow?

                  > Ja nie mam odpowiednich informacji - a Ty nie masz kwalifikacji.
                  >

                  gwoli scislosci - to ty nie masz ani informacji ani kwalifikacji. a w dodatku
                  ten temat wcale cie nie interesuje - jak byles laskaw oswiadczyc powyzej

                  >
                  > "6) wazelina: polecam uwazna lekture zyciorysu pana skrzypka i analize
                  > merytorycznych przeslanek dla jego kariery"
                  >
                  >
                  > Nie mam interesu w tej lekturze.

                  domyslam sie. musialbys sie skonfrontowac z faktami co utrudniloby ci
                  argumentacje wink

                  > Niech sie tym zajmuja dziennikarze w ramach obowiazkow redakcyjnych.


                  toz oni napisali ile mogli przy okazji nominacji. no ale stalo sie. kaczynscy
                  wspierani przz leppera i giertycha przeforsowali tego oficera politycznego
                  przyuczonego do uzywania zargonu ekonomicznego na jedna z najwazniejszych
                  funckji publicznych. no i trudno - jest jak jest. ale doprawdy pisanie bzdur w
                  rodzaju tego ze `mial odwage cywilna ujawnic strate nbp' to jednak nie idzie
                  spokojnie czytac
                  • deluc Re: przed B. zwany Bukiem Ekonomii była HGW 09.06.08, 22:08
                    z wykształcenia prawnik wstawiona na ten stołek przez Lecha Wałęsę (z
                    wykształcenia elektryk). I były to bardzo ciekawe czasy w sektorze bankowym -
                    prezesi, dyrektorzy z komunistycznego nomenklaturowego nadania zostawali
                    milionerami dzięki pakietom akcji z puli managerskiej. Taki BiG - prezes Kott
                    bliski znajomy Kwaśniewskiego (któremu nigdy nie należy zapomnieć ułaskawienia
                    mordercy Petera Fogla) - kupił Bank Gdański, tylko że Gdański wcześniej
                    zdeponował środki na lokatach BiG-u.
                    O taka normalna czysta gra rynkowa. Hania oczywiście nie interweniowała - jako
                    liberał.
                    • bush_w_wodzie Re: przed B. zwany Bukiem Ekonomii była HGW 11.06.08, 22:08
                      deluc napisał:

                      > z wykształcenia prawnik wstawiona na ten stołek przez Lecha Wałęsę (z
                      > wykształcenia elektryk). I były to bardzo ciekawe czasy w sektorze bankowym -
                      > prezesi, dyrektorzy z komunistycznego nomenklaturowego nadania zostawali
                      > milionerami dzięki pakietom akcji z puli managerskiej.


                      1) czyli potwierdzasz ze szefem nbp powienien byc niezalezny profesjonalista?

                      2) za balcerowicza nic takiego nie mialo miejsca. czyli kolejny punkt dla niego?

                      3) nie bylem i nie jestem entuzjasta hgw. ani wtedy gdy byla szefowa nbp ani
                      teraz gdy jest politykiem. tylko jaka byla dla niej alternatywa w ostatnich
                      wyborach na prezydenta warszawy? i jaka jest alternatywa wobec partii ktora hgw
                      reprezentuje?


                      > Taki BiG - prezes Kott
                      > bliski znajomy Kwaśniewskiego (któremu nigdy nie należy zapomnieć ułaskawienia
                      > mordercy Petera Fogla) - kupił Bank Gdański, tylko że Gdański wcześniej
                      > zdeponował środki na lokatach BiG-u.
                      > O taka normalna czysta gra rynkowa. Hania oczywiście nie interweniowała - jako
                      > liberał.
              • szczurek.polny Re: no tosmy pogadali 10.06.08, 13:31
                Tak naprawdę, to do dyskusji nadaje się tylko punkt 1).

                Owszem, jesteśmy w fazie konwergencji i ma to określone skutki.
                Złotówka prędzej czy później zaniknie zastąpiona przez euro, a więc nie ma się
                co spierać o przyszłość złotego, a jedynie o to, jak do euro dojść i na jakich
                warunkach je przyjąć. Jednak można sobie wyobrazić więcej niż dwa scenariusze
                dojścia do euro, na przykład:
                a) Bez względu na cały świat, utrzymujemy inflację na poziomie 1,5% - 2,5%. Na
                wszystkie szoki reagujemy podnoszeniem stóp, utrzymując inflację na założonym
                poziomie nie patrząc na ceny ropy i wartość dolara. Scenariusz "skrajnych
                monetarystów", przypisywany prof. Balcerowiczowi (chyba wbrew niemu samemu).
                b) Staramy się utrzymać inflację na poziomie zbliżonym do inflacji w strefie
                euro - scenariusz obecnie realizowany.
                c) Dopuszczamy inflację 2-3% wyższą niż w strefie euro, starając się utrzymać
                stały kurs PLN/EUR
                d) Interesuje nas tylko "rozwój w krótkim terminie", a więc jak najniższe stopy
                procentowe. O lokalną walutę nie trzeba dbać, bo i tak zastąpi ją euro - chyba
                Węgrzy próbowali coś takiego przerabiać.

                Moim zdaniem optymalny jest wariant c). Realne stopy procentowe (ponad inflację)
                mogłyby być niskie umożliwiając finansowanie inwestycji kredytem. Być może
                opłacałyby się kredyty w PLN, a nie w CHF, co zmniejszyłoby ekspozycję
                kredytobiorców na ryzyko kursowe. Zarządzający przedsiębiorstwami
                eksportującymi, zwłaszcza z sektora MSP, lepiej by chyba dawali sobie radę z
                rosnącymi kosztami przy mniej więcej stałym kursie, niż ze spadającymi (na
                skutek umocnienia złotówki) przychodami z eksportu - materialnie różnica żadna,
                ale psychologicznie łatwiej. Dług publiczny by się nie zmniejszał na skutek
                różnic kursowych, a więc i ciśnienie na reformę finansów publicznych byłoby
                większe. Tym bardziej, że również oprocentowanie długu w walucie krajowej byłoby
                wyższe.

                Obecnie realizowany wariant b) też nie jest najgorszy. Na pewno aprecjacja
                złotówki pomaga pokazać niższy dług publiczny i zmniejszyć napięcia w budżecie.
                Ceną za to są odrobinę gorsze warunki dla gospodarki, zwłaszcza wspomnianych MSP.

                Warianty a) i d) moim zdaniem dobre nie są.

                Ale ponieważ są pozostałe punkty, to sobie potrolluję:
                2) Gospodarka pozostaje konkurencyjna, ale czy nie byłaby bardziej konkurencyjna
                przy odrobinę niższych stopach, większej inflacji i stałym kursie PLN/EUR?

                3) Wynika z tego, że ani to Skrzypka zasługa, ani Skrzypka wina. Gdyby kto inny
                był prezesem NBP, to przy takich ruchach kursu PLN byłoby to samo. O co więc chodzi?

                5) A Wojciech Misiąg? Czy powierzyłbyś mu zarządzanie swoimi aktywami ? (Dla
                niewtajemniczonych: gość ma bujną, rozwianą czuprynę i błędny wzrok, niczym
                jakiś awangardowy pianista w szczycie artystycznego uniesienia - z wyglądu słabo
                się nadaje do reklamowania funduszy inwestycyjnych, a był kiedyś wiceministrem u
                Balcerowicza.) wink

                6) Chodzi ci na przykład o to:
                biznes.interia.pl/wiadomosci-dnia/news/slawomir-skrzypek-kontra-leszek-balcerowicz,863322
                ??? Naprawdę chcesz sprowadzić dyskusję do poziomu gadzinówek Gadomskiego?

                A tak w ogóle, to co masz do Skrzypka, poza tym, że jest nie jest z twojej
                bandy, a z mojej bandy (czyli nie nie z PO, a z PiS)? Jakie konkretnie obecne
                działania NBP ci się nie podobają i jak miałyby wyglądać prawidłowe? Stopy są za
                wysokie, czy za niskie? Za dużo dolarów w skarbcu trzyma, czy za mało? Co ty byś
                zrobił obecnie, będąc prezesem NBP? A co by zrobił Balcerowicz? A może w cholerę
                zastąpić prezesa NBP przez proste makro w Excelu - co miesiąc wprowadza się
                inflację, wzrost PKB, M1, M2, M3, aktualne stopy i dostaje stopy na następny
                miesiąc?
                • bush_w_wodzie Re: no tosmy pogadali 11.06.08, 21:25
                  szczurek.polny napisał:

                  > Tak naprawdę, to do dyskusji nadaje się tylko punkt 1).

                  nie zgadzam sie ale oczywiscie masz swobode wyboru tematu dyskusji

                  >
                  > Owszem, jesteśmy w fazie konwergencji i ma to określone skutki.
                  > Złotówka prędzej czy później zaniknie zastąpiona przez euro, a więc nie ma się
                  > co spierać o przyszłość złotego, a jedynie o to, jak do euro dojść i na jakich
                  > warunkach je przyjąć. Jednak można sobie wyobrazić więcej niż dwa scenariusze
                  > dojścia do euro, na przykład:
                  > a) Bez względu na cały świat, utrzymujemy inflację na poziomie 1,5% - 2,5%. Na
                  > wszystkie szoki reagujemy podnoszeniem stóp, utrzymując inflację na założonym
                  > poziomie nie patrząc na ceny ropy i wartość dolara. Scenariusz "skrajnych
                  > monetarystów", przypisywany prof. Balcerowiczowi (chyba wbrew niemu samemu).
                  > b) Staramy się utrzymać inflację na poziomie zbliżonym do inflacji w strefie
                  > euro - scenariusz obecnie realizowany.
                  > c) Dopuszczamy inflację 2-3% wyższą niż w strefie euro, starając się utrzymać
                  > stały kurs PLN/EUR
                  > d) Interesuje nas tylko "rozwój w krótkim terminie", a więc jak najniższe stopy
                  > procentowe. O lokalną walutę nie trzeba dbać, bo i tak zastąpi ją euro - chyba
                  > Węgrzy próbowali coś takiego przerabiać.
                  >
                  > Moim zdaniem optymalny jest wariant c).

                  nie wiem na jakiej podstawie twierdzisz ze inflacja wyzsza o 2-3% od inflacji w
                  strefie euro dawalaby staly kurs wymiany zlotowki na euro. zwazajac na transfery
                  z ue i prace polakow za granica - to wysoce watpliwe. prawdopodobnie albo
                  inflacja bylaby wyzsza albo mielibysmy aprecjacje tak czy inaczej. nota bene -
                  ostatnie dane dotyczace wzrostu plac i wzrostu gospodarczego + wzrost cen i
                  szoki podazowe (zywnosc + ropa) pozwalaja sadzic ze inflacja w polsce za rok
                  moze byc wlasnie wyzsza o 2-3% w polsce niz w strefie euro

                  w sumie cieszy mnie bardzo to ze dyskusja zeszla na poziom kwestii
                  tak subtelnych jak +-1% zmiany stopy procentowej banku centralnego. jednoczesnie
                  nie sposob nie zauwazyc ze do tak szczegolowej dyskusji mamy troche malo
                  szczegolowe dane.

                  i wreszcie: nie sposob nie zauwazyc ze ten komfort dyskusji ktory mamy obecnie i
                  ten komfort jaki ma obecnie bank centralny w prowadzeniu polityki monetarnej
                  jest dzielem nbp i rpp pod wodza leszka balcerowicza

                  > Warianty a) i d) moim zdaniem dobre nie są.

                  zapewne

                  >
                  > Ale ponieważ są pozostałe punkty, to sobie potrolluję:

                  > 2) Gospodarka pozostaje konkurencyjna, ale czy nie byłaby
                  > bardziej konkurencyjna przy odrobinę niższych stopach,
                  > większej inflacji i stałym kursie PLN/EUR?
                  >

                  to zalezy od poziomu inflacji. stalosci kursu pln/eur nie da sie zagwarantowac.
                  ogolnie: sadze ze dawanie kredytu na procent nizszy niz nominalne tempo wzrostu
                  pkb (c.a. 7-8% w polsce) sprzyja zlym inwestycjom i tworzeniu babli ktore juz w
                  sredniej perspektywie okazuja sie szkodliwe


                  > 3) Wynika z tego, że ani to Skrzypka zasługa, ani Skrzypka wina.
                  > Gdyby kto inny był prezesem NBP, to przy takich ruchach kursu
                  > PLN byłoby to samo. O co więc chodzi?
                  >

                  zgadzam sie ze zaleznosc jakosci pracy duzej i dobrze zorganizowanej instytucji
                  publicznej od jej szefa jest ograniczone. niemniej nawet relatywnie niewielkie i
                  trudno uchwytne dla laika zmiany w jakosci pracy instytucji tak wplywowej jak
                  nbp - moga byc calkiem istotne dla gospodarki

                  poniewaz jednak do tej pory czasy byly dosyc spokojne i polityka nbp byla
                  stosunkowo oczywista - to nie ma najmniejszych podstaw by sadzic ze reakcje
                  prezesa skrzypka w sytuacjach trudnych beda prawidlowe. i tu klania sie kwestia
                  profesonalizmu. w tej sprawie jestem dosyc staromodny. np. jesli chce porady
                  dotyczacej zdrowia - to chodze do lekarza a nie do znachora. i dlatego jesli
                  komus powierza sie powazna instytucje finansowa zarzadzajaca dziesiatkami
                  miliardow - to oczekuje ze ten ktos bedzie mial najwyzszej jakosci formalne
                  wyksztalcenie ekonomiczne realne dokonania naukowe i/lub zawodowe autorytet w
                  kregach finansowych i bedzie niezalezny od politykow.
                  w skrocie: kompetencje autorytet niezaleznosc. i bardzo przykro mi odnotowac ze
                  pan skrzypek jest zupelnym zaprzeczeniem tych cech i dlatego jego nominacja byla
                  wielkim skandalem


                  > 5) A Wojciech Misiąg? Czy powierzyłbyś mu zarządzanie
                  > swoimi aktywami ?

                  a) w.misiag nie jest kandydatem na szefa nbp
                  b) wbrew pozorem nie chodzi mi o wyglad pana skrzypka tylko o merytoryke i
                  pewnie dlatego...
                  c) ...w sumie misiag sprawia na mnie duzo lepsze wrazenie niz skrzypek



                  > 6) Chodzi ci na przykład o to:
                  >
                  biznes.interia.pl/wiadomosci-dnia/news/slawomir-skrzypek-kontra-leszek-balcerowicz,863322
                  > ??? Naprawdę chcesz sprowadzić dyskusję do poziomu gadzinówek Gadomskiego?

                  no - nawet nie smiem na to liczyc


                  >
                  > A tak w ogóle, to co masz do Skrzypka, poza tym, że jest
                  > nie jest z twojej bandy, a z mojej bandy (czyli nie nie z
                  > PO, a z PiS)?

                  o ile zgadzam sie z twoja ocena pis to nie moge sie zgodzic z identyczna
                  kwalifikacja po. te partie wyraznie sie roznia. zarowno personalnie jak i mentalnie



                  > Jakie konkretnie obecne działania NBP ci się nie podobają
                  > i jak miałyby wyglądać prawidłowe?


                  nie podobaja mi sie brak kompetencji autorytetu i niezaleznosci od polityki
                  skrzypka. nie podobaja mi sie jego wypowiedzi z ktorych bije wtornosc i
                  powierzchownosc i wyraznie widac brak glebokiej znajomosci tematyki. w sferze
                  konkretych dzialan nie podoba mi sie zaangazowania skzypka w kwestie personalne
                  - na pograniczu prawa (kwestia wiceprezesow)- to wyraznie jest przedluzenie
                  pisowskiej polityki obsadzania instytucji panstwowych miernotami z politycznego
                  nadania



                  > A co by zrobił Balcerowicz? A może w cholerę
                  > zastąpić prezesa NBP przez proste makro w Excelu -
                  > co miesiąc wprowadza się inflację, wzrost PKB, M1, M2, M3,
                  > aktualne stopy i dostaje stopy na następny miesiąc?


                  doprawdy nie wiem jak mam sie odniesc do tej propozycji. w zasadzie jest
                  niezwykle tworcza - moze doprowadzic do przelomu w teorii zarzadzania (a scislej
                  mowiac retro-zarzadzania - czyli zarzadzania przeszloscia). na razie jednak ta
                  teoria jest dla mnie zbyt oryginalna. dlatego ponawiam postulat by szefem nbp
                  zostala osoba z rzetelnym wyksztalceniem i realnymi dokonaniami w dziedzinie
                  ekonomii / bankowosci / finansow - kompetenta - posiadajaca autoretyt -
                  niezalezna od polityki - a nie `manager panstwowy' ktorego cala kariera zawodowa
                  opierala sie na jego dyspozycyjnosci i lojalnosci wobec pewnego polityka (no
                  moze dwoch)
        • damkon Trzeba wytrzymac 05.06.08, 01:26
          W Polsce nie ma jeszcze, poki co zadnego zalamania gospodarczego,
          wiec nie ma co az tak lamentowac. Jedyne co mozna obecnie
          zaobserwowac to pewna depresja korygujaca, ktora potrzebna jest
          naszej gospodarce niczym coroczny przeglad naszemu samochodowi.
          Polityka inflacjonizmu i interwencjonizmu poprzednich ekip
          doprowadzila do zwyklego przegrzania gospodarki, dlatego tez owa
          depresja moze miec jedynie zbawienny wplyw na strukture naszego
          rynku. Wszystkie te branze, ktore pod wplywem iluzji inflacyjnej
          przeinwestowaly musza teraz poniesc konsekwencje zlej polityki
          poprzednich rzadow. Jednoczesnie bedzie to najlepszy test na
          sprawnosc rzadzenia PO, tzn. czy bedzie probowala interweniowac w
          celu przeciwdzialania depresji czy pozwoli dzialac mechanizmowi
          rynkowemu, ktory powinien doprowadzic do nowej, naturalnej
          rownowagi. Kazda proba interwencji rzadu moze spowodowac jedynie
          odroczenie kolejnej depresji, ktora to bedzie wystepowac z coraz to
          wieksza sila az do calkowitego zalamania nazywanego kolokwialnie
          krachem.
          • przycinek.usa Re: Trzeba wytrzymac 21.07.08, 01:30
            "Polityka inflacjonizmu i interwencjonizmu poprzednich ekip
            doprowadzila do zwyklego przegrzania gospodarki, dlatego tez owa
            depresja moze miec jedynie zbawienny wplyw na strukture "


            Bzdura. To jest calkowicie nieprawda.
            Jakie masz dowody na taka teze?

            Co to za gadanie - ze depresja bedzie miec zbawienny wplyw na strukture? Co to
            za bzdura?! Kazda praca ma wartosc w gospodarce.
            Nawet malo wydajna. Kazde stanowisko pracy przeklada sie na wzrost PKB, bez
            wzgledu, czy to jest pisanie w gazecie, czy machanie lopata. Zjawisko
            konkurencji jest zas ODWROTNIE proporcjonalne do stop rynkowych. Czyli inaczej
            mowiac im NIZSZE stopy - tym WYZSZA KONKURENCJA.

            Depresja nie dziala nigdy dobrze na zadne "struktury" cokolwiek miales na mysli,
            bo w wyniku depresji ulega ograniczeniu liczba podmiotow na rynku, spada
            zatrudnienie i konkurencja SPADA.
            Spadek konkurencji powoduje wzrost potencjalu inflacyjnego, bo latwiej jest
            podnosic ceny. Czy to jest naprawde tak trudne?

            Do tej pory w gazetach pisali ze wzrost nastapil w wyniku rozwoju produktywnosci
            w oparciu o potezny rynek zbytu jakim jest Europa.
            Dopiero byla seria propagandy gazetowej, jakoby po wejsciu do unii zrobil sie
            ruch w wiekszosci branz w gospodarce.

            Ja stawiam teze, ze rozwoj gospodarczy ostatnich lat jest stlumiony w wyniku
            regulacji i koncesji oraz barier wynikajacych z zakazow prawnych. Opieram swoja
            teza na obserwacji takich rynkow jak Chiny, Azja, Meksyk. Uwazam ze w Polsce nie
            ma warunkow aby zatrudnienie bylo zblizone do pelnego. Polska nie tylko nie jest
            przegrzana - Polska jest nadal przechlodzona.

            moja sugestia - przemysl to sobie ponownie.
            • damkon Re: Trzeba wytrzymac 22.07.08, 01:22
              > "Polityka inflacjonizmu i interwencjonizmu poprzednich ekip
              > doprowadzila do zwyklego przegrzania gospodarki, dlatego tez owa
              > depresja moze miec jedynie zbawienny wplyw na strukture "
              >
              >
              > Bzdura. To jest calkowicie nieprawda.
              > Jakie masz dowody na taka teze?

              Dowodem sa mocno przeinwestowane sektory polskiej gospodarki, takie
              jak np budownictwo, ktore Ty nazywasz bankami, bablami czy innymi
              balonami i ktore to wedlug Ciebie swiadcza o bogactwie danego narodu.

              > Co to za gadanie - ze depresja bedzie miec zbawienny wplyw na
              > strukture? Co to za bzdura?! Kazda praca ma wartosc w gospodarce.
              > Nawet malo wydajna. Kazde stanowisko pracy przeklada sie na wzrost
              > PKB, bez wzgledu, czy to jest pisanie w gazecie, czy machanie
              > lopata. Zjawisko konkurencji jest zas ODWROTNIE proporcjonalne do
              > stop rynkowych. Czyli inaczej mowiac im NIZSZE stopy - tym WYZSZA
              > KONKURENCJA.

              Depresja korygujaca w gospodarce moze prowadzic do naturalnych
              rownowag, ktore powstalyby w niezakloconej przez panstwo gospodarce
              rynkowej. Co zas sie tyczy miejsc pracy w sektorach
              przeinwestowanych, to z punku widzenia efektywnosci gospodarki jako
              calosci sa one w zasadzie bezuzyteczne. Pisac, ze kazda praca
              przeklada sie na wzrost PKB to tak jak twierdzic, ze za czasow PRL-u
              nie bylo bezrobocia. W koncu kazdy mial prace i w pocie czola
              powiekszal PKB Polski Ludowej.

              > Depresja nie dziala nigdy dobrze na zadne "struktury" cokolwiek
              > miales na mysli bo w wyniku depresji ulega ograniczeniu liczba
              > podmiotow na rynku, spada zatrudnienie i konkurencja SPADA.
              > Spadek konkurencji powoduje wzrost potencjalu inflacyjnego, bo
              > latwiej jest podnosic ceny. Czy to jest naprawde tak trudne?

              Depresje gospodarcze sa zawsze konsekwencja zaklocenia dzialania
              mechanizmu rynkowego przez ekspansywna, interwencjonistyczna
              polityke panstwa. Mowiac jeszcze inaczej sa proba powrotu rynku do
              swojej naturalnej rownowagi, czyli takiego jego stanu, ktory
              odpowiadalby rzeczywistemu optimum z punktu widzenia katalaktyki.

              > Ja stawiam teze, ze rozwoj gospodarczy ostatnich lat jest
              > stlumiony w wyniku regulacji i koncesji oraz barier wynikajacych z
              > zakazow prawnych. Opieram swoja teza na obserwacji takich rynkow
              > jak Chiny, Azja, Meksyk.

              Teza ta jest tylko polowicznie prawdziwa, poniewaz obecnie zjawisko
              przegrzania gospodarek mozna zaobserwowac zarowno w panstwach
              zachodnioeuropejskich jak i w Chinach.

              > Polska nie tylko nie jest przegrzana - Polska jest nadal
              > przechlodzona.

              Czyli wniosek plynie z tego taki, ze nalezy ja tylko grzac a ten co
              chcial chlodzic to i tak musial odejsc.

              > moja sugestia - przemysl to sobie ponownie.

              Cennych rad nigdy za wiele, wiec i z tej oczywiscie skorzystam.
              • przycinek.usa brak dowodu 22.07.08, 03:56
                "Dowodem sa mocno przeinwestowane sektory polskiej gospodarki, takie
                jak np budownictwo,"


                To ma byc ten "dowod"? Najpierw piszesz, ze to interwencjonizm powoduje
                przegrzanie a potem dajesz dowod na przegrzanie spowodowane naplywem inwestycji
                z Europy. Pomyliles przyczyny. To nie jest dowod.


                "naturalnych rownowag, ktore powstalyby w niezakloconej przez panstwo gospodarce
                rynkowej."

                Co?!
                Piszesz o jakiejs abstrakcyjnej teoretycznej gospodarce na odizolowanej wyspie,
                czy otwartej gospodarce Polski w Unii Europejskiej?

                Jezeli twoj sasiad daje synowi rekawice bokserskie - to zamiast kupowac swojemu
                synowi rekawice w celu obrony, dasz mu krem na siniaki w ramach dbania o
                naturalna rownowage?

                1.
                Zrozum czlowieku, ze jak sasiednie panstwa maja NISKIE stopy procentowe - to NIE
                WOLNO utrzymywac wysokiej stopy procentowej.

                2.
                Jezeli uwazasz odwrotnie - to wroc do punktu pierwszego.
                Naprawde prosciej nie dalo sie tego przedstawic.
                Doprawdy nie wiem jak mam to dalej tlumaczyc Damkon.

                "> Depresje gospodarcze sa zawsze konsekwencja zaklocenia dzialania
                > mechanizmu rynkowego przez ekspansywna, interwencjonistyczna
                > polityke panstwa."


                Tak jest. Masz absolutnie racje. Wywalilbym slowo zawsze, bo sa wyjatki, ale
                generalnie masz racje. Jest to absolutnie prawda.
                Nie mozna na sile pompowac rynku w gore, ale nie jest to obecnie dominujaca na
                swiecie doktryna. Nie mamy wladzy i taka ideologia nie jest realizowana. Dlatego
                depresja bedzie, co wiecej - wlasnie sie zaczyna.



                > > Ja stawiam teze, ze rozwoj gospodarczy ostatnich lat jest
                > > stlumiony w wyniku regulacji i koncesji oraz barier wynikajacych z
                > > zakazow prawnych. Opieram swoja teza na obserwacji takich rynkow
                > > jak Chiny, Azja, Meksyk.
                >
                > Teza ta jest tylko polowicznie prawdziwa, poniewaz obecnie zjawisko
                > przegrzania gospodarek mozna zaobserwowac zarowno w panstwach
                > zachodnioeuropejskich jak i w Chinach.


                Nie. Poniewaz rozwoj jest tlumiony przez ograniczenia i podsycany przez
                ekspansje kredytu. Gdyby polaczyc rozwoj rynku BEZ ograniczen fiskalnych i
                legislacyjnych i dolozyc do tego kredyt - to rynek rozwijalby sie jeszcze przez
                kilka lat, zanim nastapilaby implozja.

                Powiedzmy, ze skoro stawiasz tezy wysoce teoretyczne - to ja postawie kontrteze
                wysoce teoretyczna. Jakby zlikwidowac regulacje i podatki w Polsce to wystapilby
                nagly wzrost dynamiki PKB przekraczajacy 35% rocznie. Wtedy dopiero doszloby do
                przegrzania gospodarki. Dobra teza? Dobra bo teoretyczna. -))
                • enemefer Re: brak dowodu 22.07.08, 19:05
                  wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,5477157.html?as=1&ias=2&startsz=x
                  Zabawne. Wlasnie sobie czytam najnowszego The Economista

                  www.economist.com/world/na/displaystory.cfm?story_id=11750666&fsrc=RSS
                  A two-bedroom apartment, for instance, costs $1,318 a month in New York City and
                  $1,592 in San Francisco, contrasting sharply with the national average of $867
                  and one Mississippi county’s $498.

                  1 318 U.S. dollars = 2 685.42252 Polish zloty

                  Wynikaloby z tego ze srednie ceny w Warszawie sa porownywalne z cenami w NYC.
                • damkon Re: brak dowodu 23.07.08, 00:23
                  > "Dowodem sa mocno przeinwestowane sektory polskiej gospodarki,
                  > takie jak np budownictwo,"
                  >
                  >
                  > To ma byc ten "dowod"? Najpierw piszesz, ze to interwencjonizm
                  > powoduje przegrzanie a potem dajesz dowod na przegrzanie
                  > spowodowane naplywem inwestycji z Europy. Pomyliles przyczyny. To
                  > nie jest dowod.

                  Nie pomylilem tutaj ani zadnych skutkow ani tym bardziej zadnych
                  przyczyn. Przegrzanie gospodarki polega na jej przeinwestowaniu i to
                  bez znaczenia, czy powodem tego jest naplyw kapitalu krajowego czy
                  zagranicznego. W gospodarkach otwartych jest to z reguly ich laczny
                  wplyw. Jednak nie to stanowi istote problemu. Przegrzanie
                  gospodarcze polega na zakloceniu przez panstwo mechanizmu rynkowego
                  w wyniku, ktorego nastepuje niewlasciwa alokacja kapitalu w stosunku
                  do stanu, ktory powstalby w sytuacji naturalnej rownowagi. Wracajac
                  do mojego przykladu, to powtorze raz jeszcze, ze budownictwo w
                  Polsce jest doskonalym dowodem na to jak niewlasciwa polityka
                  panstwa moze doprowadzic do przeinwestowania calego sektora.

                  > Co?!
                  > Piszesz o jakiejs abstrakcyjnej teoretycznej gospodarce na
                  > odizolowanej wyspie, czy otwartej gospodarce Polski w Unii
                  > Europejskiej?

                  Pisalem o pewnym mechanizmie, ktory prowadzi w prostej linii do
                  zaklocenia w przeplywach kapitalowych.

                  > Jezeli twoj sasiad daje synowi rekawice bokserskie - to zamiast
                  > kupowac swojemu synowi rekawice w celu obrony, dasz mu krem na
                  > siniaki w ramach dbania o naturalna rownowage?

                  Ten przyklad doskonale oddaje Twoj sposob postrzegania rynku, tzn.
                  jako specyficznej areny walki. Szkoda tylko, ze nie dostrzegasz
                  faktu, ze mechanizm rynkowy opiera sie nie na prawach agonistyki
                  tylko na prawach katalaktyki.

                  > Zrozum czlowieku, ze jak sasiednie panstwa maja NISKIE stopy
                  > procentowe - to NIE WOLNO utrzymywac wysokiej stopy procentowej.

                  A coz to znowu za teoria? Zreszta w jakim kontekscie to piszesz?
                  Przeciez ja wczesniej nic nie mowilem o jakiejkolwiek zaleznosci
                  wysokosci stop procentowych od ich poziomu za granica.

                  > Jezeli uwazasz odwrotnie - to wroc do punktu pierwszego.
                  > Naprawde prosciej nie dalo sie tego przedstawic.
                  > Doprawdy nie wiem jak mam to dalej tlumaczyc Damkon.

                  Ciesze, sie ze masz do mnie az tak duza cierpliwosc, w tlumaczeniu
                  mi swoich przemyslen na temat istoty babli spekulacyjnych czy genezy
                  zjawiska zwanego przegrzaniem gospodarczym. Twoj wysilek doceniam
                  tym bardziej, poniewaz podjales sie zadania sfalsyfikowania teorii,
                  ktore w swietle faktow sa nie do udowodnienia.

                  > Powiedzmy, ze skoro stawiasz tezy wysoce teoretyczne - to ja
                  > postawie kontrteze wysoce teoretyczna. Jakby zlikwidowac regulacje
                  > i podatki w Polsce to wystapilby nagly wzrost dynamiki PKB
                  > przekraczajacy 35% rocznie. Wtedy dopiero doszloby do
                  > przegrzania gospodarki. Dobra teza? Dobra bo teoretyczna. -))

                  Teza ta jest raczej watpliwa, poniewaz opiera sie na falszywej
                  teorii. W rzeczywistosci zaleznosc jest taka, ze im mniej regulacji
                  w gospodarce, tym mniejsze ryzyko jej przegrzania. Wracajac do
                  Twojego przykladu, wzrost PKB, ktory moglby nastapic w wyniku
                  zmniejszenia ilosci regulacji panstwowych jak rowniez obciazen
                  fiskalnych powinien skutkowac znacznie mniejszym ryzykiem
                  przegrzania gospodarczego.
                  • przycinek.usa Re: brak dowodu 07.08.08, 01:09
                    > Nie pomylilem tutaj ani zadnych skutkow ani tym bardziej zadnych
                    > przyczyn.


                    Nie sadze. Wykazujesz silne przekonanie o wlasnej nieomylnosci.
                    Wszyscy jestesmy omylni. To jest punkt pierwszy. Punkt drugi ponizej.



                    > budownictwo w Polsce jest doskonalym dowodem na to jak niewlasciwa polityka
                    panstwa moze doprowadzic do przeinwestowania calego sektora.


                    Budownictwo w Polsce jest dowodem jak niewlasciwa polityka panstwa moze
                    doprowadzic do takiego niedoinwestowania, ze szacuje sie braki mieszkaniowe na
                    1.5 miliona.


                    > Przegrzanie gospodarki polega na jej przeinwestowaniu i to
                    > bez znaczenia, czy powodem tego jest naplyw kapitalu krajowego czy
                    > zagranicznego.


                    Uhy.
                    A stopa procentowa RPP wplywa na te inwestycje zagraniczne, czy nie?
                    A jaki jest poziom zatrudnienia w Polsce?
                    Czy to znaczy, ze Polska jest przeinwestowana?
                    Bo skoro gospodarka jest tak rozgrzana jak piszesz, to ja zakladam ze bezrobocie
                    jest tak jak w Nowej Zelandii 3 lata temu 3.5%. Tak jest? Czy nie? Bo silna
                    presja placowa wystepuje tylke kiedy bezrobocie jest ponizej 5%.

                    Dalej czekam na jakis dowod.
                    • damkon Przycinek – socjalista czy liberal? 08.08.08, 01:25
                      > Nie sadze. Wykazujesz silne przekonanie o wlasnej nieomylnosci.

                      Wykazuje silne przekonanie co do pewnych prawd oczywistych, ktore
                      jak widac nie dla wszystkimi takimi sa.

                      > Wszyscy jestesmy omylni. To jest punkt pierwszy. Punkt drugi
                      > ponizej.

                      To akurat zwykly truizm, ale zgadza sie. Szkoda tylko, ze na tym
                      konczy sie nasza zgodnosc.

                      > Budownictwo w Polsce jest dowodem jak niewlasciwa polityka panstwa
                      > moze doprowadzic do takiego niedoinwestowania, ze szacuje sie
                      > braki mieszkaniowe na 1.5 miliona.

                      Mam wrazenie, ze masz zapedy na centralnego planiste, poniewaz tylko
                      socjalista moze uzywac tego typu retoryki. Co bowiem oznacza,
                      ze "szacuje sie braki mieszkaniowe na 1,5 miliona"? Kto szacuje?
                      Rynek czy planista? Jak czytam takie wypowiedzi, to przypominaja mi
                      sie czasy PRL-u, gdzie takze "szacowalo sie", niedobory mieszkan,
                      ziemniakow, cementu, miesa wieprzowego, wegla i wszystkiego innego
                      co tylko przyszlo do glowy socjalistycznym biurokratom. Do podobnej
                      retoryki powrocili na chwile po wygranych wyborach parlamentarnych
                      towarzysze z PiS-u, ktorzy takze dostrzegli problem brakow
                      mieszkaniowych w Polsce. Stad pojawilo sie slynne haslo budowy 3
                      milionow tanich mieszkan.
                      Ale wracajac do tego typu szacunkow, to nalezy pamietac, ze tylko
                      rynek jest w stanie oszacowac prawdziwe potrzeby mieszkaniowe a caly
                      problem przegrzania poszczegolnych sektorow gospodarki nie sprowadza
                      sie do wesolych wyliczen centralnego planisty.
                      Caly czas twierdze, ze budownictwo w Polsce nalezy do sektorow
                      najbardziej przeinwestowanych. Jezeli jednak ten przyklad nie jest
                      dla Ciebie wystarczajaco przekonujacy, to moge wskazac chociazby na
                      silnie przeinwestowany sektor transportu samochodowego, ktory byl
                      przedmiotem niedawnej rozmowy na naszym forum.

                      > A stopa procentowa RPP wplywa na te inwestycje zagraniczne, czy
                      > nie?

                      Oczywiscie, ze wplywa. Problem jednak w rozmowie z Toba polega na
                      czyms zupelnie innym, tzn. zauwazasz tylko te aspekty, ktore wiaza
                      sie z oddzialywaniem panstwa na rynek (np wspomniana tu przez Ciebie
                      stopa procentowa RPP jest niczym innym jak instrumentem
                      interwencjonizmu). Jednoczesnie nie dostrzegasz faktu, ze rynek jest
                      samoregulujacym sie mechanizmem, ktory samoistnie dazy do stanu
                      rownowagi. Przegrzanie gospodarki polegajace na przeinwestowaniu
                      jednych sektorowi czy niedoinwestowaniu innych jest wlasnie
                      konsekwencja szkodliwej polityki panstwa. Uwazam, ze w tego typu
                      rozmowach zdecydowanie lepiej jest miec orientacje rynkowa, tzn.
                      postrzegac gospodarke od strony mechanizmu rynkowego niz poprzez
                      pryzmat centralnego planisty, ktory np w danym momencie moze
                      dostrzec niedobor mieszkan w gospodarce narodowej na 1,5 miliona.

                      > A jaki jest poziom zatrudnienia w Polsce?
                      > Czy to znaczy, ze Polska jest przeinwestowana?
                      > Bo skoro gospodarka jest tak rozgrzana jak piszesz, to ja zakladam
                      > ze bezrobocie jest tak jak w Nowej Zelandii 3 lata temu 3.5%. Tak
                      > jest? Czy nie? Bo silna presja placowa wystepuje tylke kiedy
                      > bezrobocie jest ponizej 5%.

                      Gospodarka moze byc przegrzana przy bardzo roznych poziomach
                      bezrobocia. Z punktu widzenia rynku nie da sie wyprowadzic takich
                      zaleznosci, o ktorych piszesz. Jednak zdaje sobie sprawe, ze z
                      pewnoscia zgola odmienne zdanie od mojego moze miec w tym wzgledzie
                      zwolennik centralnego planowania.
                      • polarbeer Wszyscy sa obecnie socialistami 08.08.08, 02:28
                        ... czy osobiscie sa za czy przeciw. Tak jak wszyscy oddychaja powietrze,
                        wszyscy albo sa po uszy socjalistycznym blocie albo sa poddanymi Mad Maxa (albo
                        innego bandyty). W naszym "pierwszym swiecie" - centralne banki, socjale,
                        deficyty rzadowe na kazdym szczeblu, od osiedla do ONZtu i system monetarny
                        calego swiata oparty na nieskonczonym kredycie (ktory nie wszyscy musza
                        splacac), tak powykrecaly wszystkie mechanizmy, ze mozna wlasciwie uznac
                        liberalny "rynek" za fantazje.

                        Przycinek jak wiekszosc z nas wykonuje myslowe przeskoki miedzy liberalnymi
                        marzeniami, a socjalistyczna rzeczywistoscia...
                        • damkon Re: Wszyscy sa obecnie socialistami 09.08.08, 02:49
                          > Przycinek jak wiekszosc z nas wykonuje myslowe przeskoki miedzy
                          > liberalnymi marzeniami, a socjalistyczna rzeczywistoscia..

                          Ja bym raczej powiedzial, ze wykonuje myslowe przeskoki miedzy
                          socjalistycznymi marzeniami a socjalistyczna rzeczywistoscia.
                          Czyli inaczej mowiac taki skoczek myslowy.
                      • enemefer Re: Przycinek – socjalista czy liberal? 08.08.08, 03:05
                        Boze, dankon.

                        Fakt wspoldzielenia nazw nie musi oznaczac wspoldzielenia znaczen. Mylisz
                        skojrzenie ze znaczeniem.

                        Uzycie slowa "niedobor" moze sie kojarzyc z socjalizmem. Ale istnienie
                        niedoborow jest faktem. Moze sie zdarzyc sytuacja, w ktorej na rynku bedzie za
                        malo mieszkan w stosunku do potrzeb. Nie implikuje to istnienia Centralnego
                        Planisty.

                        Polityka panstwa to nie tylko Wielkie Plany, ale takze, o czym mowa, ustalanie
                        stop procentowych. Pamietam ze raz wklejalem na tym watku papier wykazujacy
                        bardzo scisla odwrotna korelacje miedzy wysokoscia stop procentowych oraz
                        srednia cena mieszkan.

                        Jezeli moze sie zdarzyc sytuacja, gdy doszlo do przeinwestowana, to moze rowniez
                        zdarzyc sie sytuacja, gdy doszlo do niedoinwestowania. W istocie, sa to dwie
                        strony tej samej monety, czyli blednej polityki - lokalnej lub globalnej -
                        monetarnej.

                        Samoregulacja rynku jest w duzej mierze mitem. Rynek premiuje wyszukiwanie
                        sytuacji arbitrazowych.

                        RPP jako jeden z uczestnikow rynku walutowego, moze wygenerowac taka sytuacje
                        arbitrazowa - tak jak Jozek moze sprzedawac swoja prace ponizej kosztow -
                        ustalajac stopy na za niskim poziomie, lub za wysokim - i rynek bardzo szybko ja
                        ukaze, wymuszajac poziom do racjonalnego poziomu.

                        Nie zmieni to jednak w niczym szkodliwosci w jej decyzji. Nie zmieni to takze w
                        niczym tego, ze decyzja ta mialaby bezposredni skutek na polski rynek wewnetrzny.

                        W duzej ogolnosci, w sytuacji gdy istnieje tak bezposredni zwiazek, nie mozna
                        rozpatrywac rzeczy w oderwaniu. Oczywiscie, idealnie byloby gdyby istniala pelna
                        konkurencja w podmiotach wydajacych pieniadze. Ale, w istocie, ona istnieje.
                        Wysoka inflacja powoduje spadek zaufania do waluty i uzywanie innych do
                        powazniejszych celow. Jak np. USD w PRL-u.
                        • damkon Re: Przycinek – socjalista czy liberal? 09.08.08, 03:06
                          > Boze, dankon.

                          Milo mi, ale az takiego dowartosciowania od Ciebie nie potrzebuje.
                          No chyba, ze jest to jakis skrot od pozdrowienia np. szczesc Boze.

                          > Fakt wspoldzielenia nazw nie musi oznaczac wspoldzielenia znaczen.
                          > Mylisz skojrzenie ze znaczeniem.

                          Nie myle zadnych skojarzen ze znaczeniami. Widze, ze dyskusje o
                          przegrzaniu gospodarki chcesz sprowadzic do problemow
                          metajezykowych. Ale odpowiem Tobie, tzn. aby uswiadomic sobie
                          znaczenie czegokolwiek, musisz najpierw dokonac swoistego umyslowego
                          skojarzenia pewnych wrazen, wyobrazen, faktow itp. Bez tego procesu
                          myslowego nie bylibysmy w stanie zrozumiec znaczenia jakichkolwiek
                          pojec.

                          > Uzycie slowa "niedobor" moze sie kojarzyc z socjalizmem. Ale
                          > istnienie niedoborow jest faktem. Moze sie zdarzyc sytuacja, w
                          > ktorej na rynku bedzie za malo mieszkan w stosunku do potrzeb. Nie
                          > implikuje to istnienia Centralnego Planisty.

                          Niedobory sa immanentna cecha systemow socjalistycznych, poniewaz w
                          systemach rynkowych mechanizm rynkowy bardzo szybko redukuje
                          wszelkie stany nierownowagi. Chociazby z tego prostego powodu
                          gospodarki socjalistyczne nazywano potocznie gospodarkami niedoborow.
                          Druga sprawa, juz tak calkiem na marginesie, tzn. "centralny
                          planista" nie jest ani zadna nazwa wlasna ani tym bardziej zadna
                          nazwa jakiejkolwiek dynastii, wiec mozemy smialo napisac go z malych
                          liter. No chyba, ze w ten sposob chcesz wyrazic swoj szczegolny
                          stosunek do owej instytucji centralnego planisty.

                          > Polityka panstwa to nie tylko Wielkie Plany, ale takze, o czym
                          > mowa, ustalanie stop procentowych. Pamietam ze raz wklejalem na
                          > tym watku papier wykazujacy bardzo scisla odwrotna korelacje
                          > miedzy wysokoscia stop procentowych oraz srednia cena mieszkan.

                          Dlugo mozna byloby pisac o tym, czym moze byc polityka panstwa, ale
                          najwazniejsze jest to, zeby w jak najmniejszym stopniu prowadzila
                          ona do zaklocania mechanizmu rynkowego. Zas na temat tego, co tam
                          sobie wklejales na tym forum nie moge sie wypowiedziec, poniewaz
                          tego nie widzialem.

                          > Jezeli moze sie zdarzyc sytuacja, gdy doszlo do przeinwestowana,
                          > to moze rownie z zdarzyc sie sytuacja, gdy doszlo do
                          > niedoinwestowania. W istocie, sa to dwie strony tej samej monety,
                          > czyli blednej polityki - lokalnej lub globalnej - monetarnej.

                          Nie tylko moze sie zdarzyc, lecz zawsze sie zdarza. Mowiac inaczej
                          jezeli jedne sektory sa przeinwestowane to drugie musza byc
                          niedoinwestowanie. Dzieje sie tak ze wzgledu na manipulowanie przy
                          rynku przez panstwo. W kazdym razie taka przynajmniej musi byc
                          pierwotna przyczyna nierownowag rynkowych.

                          > Samoregulacja rynku jest w duzej mierze mitem. Rynek premiuje
                          > wyszukiwanie sytuacji arbitrazowych.

                          Mitem to jest wiara w skutecznosc panstwa w rozwiazywaniu problemow
                          rynkowych.

                          > RPP jako jeden z uczestnikow rynku walutowego, moze wygenerowac
                          > taka sytuacje> arbitrazowa - tak jak Jozek moze sprzedawac swoja
                          > prace ponizej kosztow - ustalajac stopy na za niskim poziomie, lub
                          > za wysokim - i rynek bardzo szybko ja ukaze, wymuszajac poziom do
                          > racjonalnego poziomu.
                          > Nie zmieni to jednak w niczym szkodliwosci w jej decyzji. Nie
                          > zmieni to takze w niczym tego, ze decyzja ta mialaby bezposredni
                          > skutek na polski rynek wewnetrzny.

                          Co to za porownanie? Czytalem ten fragment, kilka razy i przyznam
                          sie, ze nic nie zrozumialem. Porownywac mozna wszystko, nawet kure z
                          oslem, ale nie wszystkie porownania maja po prostu sens.

                          > Wysoka inflacja powoduje spadek zaufania do waluty i uzywanie
                          > innych do powazniejszych celow. Jak np. USD w PRL-u.

                          Ciesze sie, ze przynajmniej na koniec powiedziales cos, z czym moge
                          sie zgodzic.
                      • przycinek.usa Re: Przycinek – socjalista czy liberal? 08.08.08, 05:26
                        odpowiedz numer 1. (Bo bedzie jeszcze czesc druga za jakis czas)

                        Damkon, nie bierz tego do siebie, bo ja tylko tak pisze, bez zadnych dodatkowych znaczen czy podtekstow.

                        Przeinwestowanie - jest to stan rynku polegajacy na tym, ze popyt w danym segmencie przekracza podaz i powoduje niewspolmierny do potrzeb wzrost produkcji konczacy sie znacznym spadkiem cen.

                        OK?

                        Przeinwestowanie = nadprodukcja = spadek cen.

                        Pytanie brzmi - z jakiego pozimu przeinwestowania w budownictwo mieszkaniowe w Polsce nastapi taki przyrost produkcji, aby wywolac trwaly spadek cen?

                        Hmm...

                        To jest dopiero problem Damkon.
                        Bo mieszkanie to jest taki produkt, ktorego wartosc rynkowa nie powinna przekraczac 3.5 x sredni roczny dochod brutto jednej osoby.

                        Przeinwestowanie nastapiloby wtedy, kiedy podaz na rynku doprowadzilaby ceny do spadku poniezj poziomu 3.5 x sredni dochod brutto w Polsce.

                        KAZDY poziom cen powyzej tego poziomu oznacza NIEDOINWESTOWANIE RYNKU.

                        Na pozostala czesc twojego listu odpowiem w najblizszym czasie.
                        Po prostu wychodze z zalozenia, ze jestes powaznym czlowiekiem i na pewno przemyslales sobie to, co napisales o mnie.
                        • przycinek.usa Re: Przycinek – socjalista czy liberal? 08.08.08, 16:34
                          odpowiedz 2.

                          Kolejna sprawa to oplacalnosc. Przeinwestowanie uznaje sie za dzialalnosc
                          doprowadzajaca do strat. Czyli nadprodukcja obnizajaca ceny ponizej progu
                          kosztow. Masowa produkcja, powoduje taki spadek cen, ze koszt wyrobu gotowego
                          zbliza sie do kosztu skladnikow surowcowych.

                          Wtedy dopiero mozna mowic o prawdziwym przeinwestowaniu.

                          Ty natomiast traktujesz te sprawy monetarnie - uwazasz, ze przeinwestowanie - to
                          nadmiar kapitalu wynikajacy z polityki bankow.

                          To tez jest blad, poniewaz nadmiar inwestycji jest pro-produkcyjny, co z kolei
                          obniza potencjal inflacyjny. Im wiecej obrotu - tym nizsze koszty produkcji. Proste?

                          Tak wiec w makroekonomicznym modelu panstwa polityka niskich stop i wysokiej
                          podazy powoduje istotne podwyzszenie produktywnosci i obnizenie kosztow =
                          obnizenie dlugoterminowego potencjalu inflacyjnego.

                          Teraz powracajac do twojej tezy o "przeinwestowaniu" i "zbyt niskich stoppach RPP".

                          Stopa procentowa wplywa na rynek krotko i dlugoterminowo.
                          Krotkoterminowa polityka stop jest z makroekonomicznego punktu widzenia srednio
                          korzystna. Bo nie da sie nic zaplanowac.

                          Dlatego w Polsce nikt nie inwestuje, poniewaz jest EWIDENTNE, ze panstwo nie dba
                          o eksport - co oznacza, ze ZADEN PRODUCENT nie podejmie ryzyka otwierania
                          produkcji skierowanej na caly region.

                          Dlatego straciliscie Mercedesa, poniewaz przewidywane koszty komparatywne w
                          Polsce byly wyzsze od Wegierskich. Kurs PLN?

                          GDYBY hipotetycznie RPP zaczela bronic kursu PLN - tak jak robia to WSZYSTKIE
                          PANSTWA NA SWIECIE, to wtedy byc moze w Polsce przybywaloby inwestycji. Kto wie
                          jak zareagowalby taki producent jak Mercedes, ktorego eksport do USA ucierpial w
                          wyniku zmian kursowych.
                          Wystarczy popatrzec na PLN aby natychmiast zorientowac sie w co sie czlowiek pakuje!

                          Twoja wypowiedz Damkon swiadczy o tym, ze jestes dogmatysta, niedopuszczajacym
                          do siebie innych koncepcji poza swoimi a zarzucanie mi cech planisty
                          socjalistycznego jest doprawdy smieszne.

                          Zauwazylem, ze jest spora ilosc takich dogmatystow rynkowych.
                          Wspaniala kuracja jest w takim przypadku otwarcie wlasnej firmy. Jest to
                          doskonala nauka bo pozwala na wlasne oczy zaobserwowac jak panstwo Polskie
                          wpierdala sie do cudzego interesu i jak czesto zmienia warunki gospodarowania.
                          Kilka lat prowadzenia wlasnej firmy w Polsce i czlowiek nabiera dystansu do
                          dogmatyzmu.

                          W Polsce najwiekszym problemem jest olbrzymia ilosc obciazen dla osob
                          prowadzacych dzialalnosc gospodarcza. Gdyby te obciazenia zniesc, to rynek
                          odzylby niezaleznie od poziomu stopy procentowej.
                          Moim prywatnym zdaniem %RPP powinien byc ustalany na podstawie procentu z Europy
                          a regulacje podazowe powinny sie odbywac wylacznie na podstawie zmian rezerwy
                          obowiazkowej.

                          Wtedy o inwestycjach decydowalby rynek a nie politycy.




                          • damkon Re: Przycinek – socjalista czy liberal? 09.08.08, 02:44
                            Nie bierz tej mojej poprzedniej wypowiedzi tak doslownie do siebie.
                            Chcialem Ciebie tylko troche sprowokowac.

                            Ale do rzeczy.

                            > Przeinwestowanie - jest to stan rynku polegajacy na tym, ze popyt
                            > w danym segmencie przekracza podaz i powoduje niewspolmierny do
                            > potrzeb wzrost produkcji konczacy sie znacznym spadkiem cen.

                            Taka Twoja definicja rzeczywiscie zbliza sie do sedna sprawy. Jednak
                            nalezaloby rowniez wskazac na konsekwencje takiego stanu rzeczy,
                            tzn. spadek rentownosci produkcji, brak mozliwosci splaty
                            zaciagnietych kredytow a w ostatecznym rachunku bankructwo firm.

                            > To jest dopiero problem Damkon.
                            > Bo mieszkanie to jest taki produkt, ktorego wartosc rynkowa nie
                            > powinna przekraczac 3.5 x sredni roczny dochod brutto jednej osoby.

                            Skad Ty bierzesz takie zaleznosci?

                            > KAZDY poziom cen powyzej tego poziomu oznacza NIEDOINWESTOWANIE
                            > RYNKU.

                            A potem wyciagasz takie wlasnie zaleznosci jak ta powyzej.

                            > Kolejna sprawa to oplacalnosc. Przeinwestowanie uznaje sie za
                            > dzialalnosc doprowadzajaca do strat. Czyli nadprodukcja obnizajaca
                            > ceny ponizej progu kosztow. Masowa produkcja, powoduje taki spadek
                            > cen, ze koszt wyrobu gotowego zbliza sie do kosztu skladnikow
                            > surowcowych.

                            O ile pierwsza czesc wypowiedzi jest prawdziwa, to z druga byl bym
                            bardziej ostrozny, poniewaz z wielkoscia produkcji wiaza sie nie
                            tylko korzysci ale takze koszty skali.

                            > Ty natomiast traktujesz te sprawy monetarnie - uwazasz, ze
                            > przeinwestowanie - to nadmiar kapitalu wynikajacy z polityki
                            > bankow.

                            Nic takiego wczesniej nie napisalem.
                            Przeinwestowanie badz niedoinwestowanie to stany nierownowagi na
                            rynku kapitalowym powstale ze wzgledu na zaklocenie mechanizmu
                            rynkowego przez panstwo.

                            > To tez jest blad, poniewaz nadmiar inwestycji jest pro-
                            > produkcyjny, co z kolei obniza potencjal inflacyjny. Im wiecej
                            > obrotu - tym nizsze koszty produkcji. Proste?

                            Nie ma takiej zaleznosci o ktorej piszesz. Natomiast jest zaleznosc
                            odwrotna, tzn. inflacja prowadzi z reguly do nadmiaru inwestycji w
                            niektorych sektorach, ktore jako pierwsze ulegaja iluzji
                            inflacyjnej. Dlatego inflacja jest jednym z podstawowych czynnikow,
                            ktore w prostej linii prowadza do przeinwestowania poszczegolnych
                            sektorow.

                            > Tak wiec w makroekonomicznym modelu panstwa polityka niskich stop
                            > i wysokiej podazy powoduje istotne podwyzszenie produktywnosci i
                            > obnizenie kosztow = obnizenie dlugoterminowego potencjalu
                            > inflacyjnego.

                            Tutaj najlepiej widac, jak na podstawie wczesniejszych falszywych
                            przeslanek doszedles do blednego wniosku, poniewaz w rzeczywistosci
                            jest dokladnie na odwrot, tzn. polityka zanizania stop przy innych
                            czynnikach niezmienionych moze prowadzic jedynie do wzrostu inflacji.

                            > Dlatego w Polsce nikt nie inwestuje, poniewaz jest EWIDENTNE, ze
                            > panstwo nie dba o eksport - co oznacza, ze ZADEN PRODUCENT nie
                            > podejmie ryzyka otwierania produkcji skierowanej na caly region.

                            To nieprawda, poniewaz Polska ostatnimi czasy, byla miejscem
                            znacznego naplywu inwestycji kapitalowych, szczegolnie tych
                            zagranicznych.

                            > Twoja wypowiedz Damkon swiadczy o tym, ze jestes dogmatysta,
                            > niedopuszczajacym do siebie innych koncepcji poza swoimi a
                            > zarzucanie mi cech planisty socjalistycznego jest doprawdy
                            > smieszne.

                            Pewnie jest w tym troche prawdy, tzn. ze jest dogmatykiem mechanizmu
                            rynkowego.

                            > Wspaniala kuracja jest w takim przypadku otwarcie wlasnej firmy.
                            > Jest to doskonala nauka bo pozwala na wlasne oczy zaobserwowac jak
                            > panstwo Polskie wpierdala sie do cudzego interesu i jak czesto
                            > zmienia warunki gospodarowania. Kilka lat prowadzenia wlasnej
                            > firmy w Polsce i czlowiek nabiera dystansu do dogmatyzmu.

                            A skad wiesz, czym sie zajmuje?

                            > W Polsce najwiekszym problemem jest olbrzymia ilosc obciazen dla
                            > osob prowadzacych dzialalnosc gospodarcza. Gdyby te obciazenia
                            > zniesc, to rynek odzylby niezaleznie od poziomu stopy procentowej.

                            Czytajac cos takiego gotow jestem nawet wycofac sie z tego
                            centralnego planisty.
                            • przycinek.usa przeinwestowanie jest korzystne dla rynku. 10.08.08, 07:16
                              CYTAT: "nadmiar inwestycji jest pro-
                              > produkcyjny, co z kolei obniza potencjal inflacyjny. Im wiecej
                              > obrotu - tym nizsze koszty produkcji. Proste?

                              Nie ma takiej zaleznosci o ktorej piszesz. Natomiast jest zaleznosc
                              odwrotna, tzn. inflacja prowadzi z reguly do nadmiaru inwestycji w
                              niektorych sektorach, ktore jako pierwsze ulegaja iluzji
                              inflacyjnej. Dlatego inflacja jest jednym z podstawowych czynnikow,
                              ktore w prostej linii prowadza do przeinwestowania poszczegolnych
                              sektorow." koniec cytatu.

                              co Ty Damkon opowiadasz ?!
                              "Iluzja inflacyjna"? "zaleznosc odwrotna"?
                              Zastanawiam sie, czy ja nie marnuje tutaj swojego czasu.
                              Damkon, na rynku pojawia sie pieniadz wskutek niemonetarnych zaleznosci
                              wynikajacych chociazby z oszczednosci.
                              Ten pieniadz ulega albo modom albo pojawiajacym sie potrzebom.
                              W wyniku powyzszych pojawia sie popyt, ktory powoduje wzrost cen.
                              Tobie ten wzrost cen z niezrozumialych powodow nie odpowiada.
                              I to jest wielki blad tej calej waszej szkoly austriackiej, czyli zbieraniny
                              oderwanych od rzeczywistosci dogmatystow.

                              Inflacja jest czynnikiem rynkowym.
                              Inflacja jest zjawiskiem dlugoterminowym i jest czesto ODWRACALNA.
                              Inflacje trzeba analizowac. To jest zjawisko rynkowe. Tego rynku w inflacji jest
                              pewnie ze 60% + 30% manipulacji BC + 10% glupoty rzadu.
                              Problem w tym, ze wladze monetarne nie pozwalaja na tworzenie mechanizmu
                              nadprodukcji w celu walczenia ze wzrostem cen, poniewaz wskutek ingerencji
                              monetarnych powoduja ograniczenie popytu i wplywaja na plany inwestycyjne firm,
                              ktore nie inwestuja.

                              To co tobie sie wydaje nadinwestycja, ktos inny oceni niedoinwestowaniem i w
                              efekcie powstaja braki rynkowe, a wysokie ceny sie utrzymuja. To wszystko wynika
                              z nieznajomosci praw rynkowych i blednych ocen sytuacji rynkowej. W Polsce masz
                              wysoka rownowage cen w sektorach z duza obecnoscia monopoli i mordercza
                              konkurencje w innych sektorach, w wyniku czego powstaje szara strefa. W tym caly
                              burdelu szaleja nawiedzeni "analitycy", ktorym sie wydaje ze maja zrozumienie
                              sytuacja a ponad tym stoi RPP, ktore najwyrazniej bladzi choc dziala, bo mu za
                              to placa.

                              I ja osobiscie nie przejmuje sie tym zupelnie, nie przykladam wagi do takich
                              bledow, poniewaz jezeli RPP skopie gospodarke w Polsce - to mozna wybudowac
                              fabryke w Czechach albo w Meksyku. Z mojego prywatnego punktu widzenia nie
                              obchodza mnie bledy merytoryczne ani RPP, ani dyskutantow na forum. Nie macie
                              racji ale to jest was problem a nie moj.

                              Na rynku nie istnieje cos takiego jak zaklocenia, czy zaklocanie rownowag.
                              Rownowagi sa zawsze i wynikaja z kompromisow i komplikacji calego rynku. Na
                              rynku jest panstwo i sa konsumenci. Nie mozna dokonywac izolowania polityki ani
                              planowania, bo gdzies jest jakas hipotetyczna rownowaga, do ktorej trzeba
                              uparcie dazyc wbrew rynkowi.


                              Moge oczywiscie odpowiadac na twoje czastkowe cytaty, ale to sie wedlug mnie
                              zupelnie mija z celem, poniewaz ty jestes tak przekonany o swojej racji, ze
                              zdania nie zmienisz, chocby sie swiat przewrocil.
                              Odpowiem tylko na czesc:
                              CYTAT:
                              "> >traktujesz te sprawy monetarnie - uwazasz, ze
                              > > przeinwestowanie - to nadmiar kapitalu wynikajacy z polityki
                              > > bankow.
                              >
                              > Nic takiego wczesniej nie napisalem." koniec cytatu.


                              Napisales. Cytuje: "mozna obecnie zaobserwowac to pewna depresja korygujaca,
                              ktora potrzebna jest naszej gospodarce niczym coroczny przeglad naszemu
                              samochodowi. Polityka inflacjonizmu i interwencjonizmu poprzednich ekip
                              doprowadzila do zwyklego przegrzania gospodarki, dlatego tez owa depresja moze
                              miec jedynie zbawienny wplyw na strukture naszego rynku. Wszystkie te branze,
                              ktore pod wplywem iluzji inflacyjnej przeinwestowaly musza teraz poniesc
                              konsekwencje zlej polityki poprzednich rzadow." koniec cytatu. I caly powyzszy
                              paragraf to sa po prostu bzdury.

                              > Przeinwestowanie badz niedoinwestowanie to stany nierownowagi na
                              > rynku kapitalowym powstale ze wzgledu na zaklocenie mechanizmu
                              > rynkowego przez panstwo.

                              Bzdura. Przeinwestowanie lub niedoinwestowanie powstaje na skutek blednych
                              ludzkich decyzji i zwykle nastepuje na skutek manii.
                              Na przyklad uwaza sie, ze teraz jest czas na duze samochody z silnikami 8
                              cylindrowymi i powstaje tyle fabryk, i tyle samochodow, ze ceny spadaja o polowe
                              i te fabryki sa teraz zamykane.
                              W Polsce natomiast panuje poglad, ze inflacja jest zagrozeniem, podnosi sie
                              stopy bez konca wbrew rozsadkowi i perspektywiczni producenci (jak Mercedes)
                              omijaja Polske szerokim lukiem.
                              To powoduje niedoinwestowanie. I jest ingerencja panstwa w rynek.
                              Ostatnie zdanie w twoim cytacie - ekonomiczne prze- lub niedoinwestowanie nie
                              jest cecha rynku kapitalowego. To jest okreslenie zarezerwowane dla produkcji.
                              To czy ktos kupuje akcje na kredyt, czy za czesc kapitalu - jest sprawa
                              trzeciorzedna.

                              cytat:
                              "> > To tez jest blad, poniewaz nadmiar inwestycji jest pro-
                              > > produkcyjny, co z kolei obniza potencjal inflacyjny. Im wiecej
                              > > obrotu - tym nizsze koszty produkcji. Proste?
                              >
                              > Nie ma takiej zaleznosci o ktorej piszesz. Natomiast jest zaleznosc
                              > odwrotna, tzn. inflacja prowadzi z reguly do nadmiaru inwestycji w
                              > niektorych sektorach, ktore jako pierwsze ulegaja iluzji
                              > inflacyjnej. Dlatego inflacja jest jednym z podstawowych czynnikow,
                              > ktore w prostej linii prowadza do przeinwestowania poszczegolnych
                              > sektorow."


                              Ja napisalem, ze "inflacja" czytaj "wzrost cen" prowadzi do wzrostu produkcji -
                              a ty napisales, ze nie ma takiej zaleznosci, bo przeciez "inflacja" prowadzi "do
                              przeinwestowania". Damkon, jak ida ceny w gore, to sprzedajacy sie ciesza, ze
                              jest popyt i kombinuja jakby to zrobic wiecej obrotu i skad wziasc towar. To
                              jest zbawienny mechanizm rynkowej samoregulacji cen. Dzieki temu powstaja
                              miejsca pracy i nowe biznesy. Ale zanim to nastepuje to RPP podnosi stope i
                              zabija popyt bo - "idzie inflacja" i do tego mechanizmu nie dochodzi, bo jak nie
                              RPP podniesie stope, to przyjdzie idiota z ministerstwa i wprowadzi podatek od
                              depozytow albo oplate akcyzowa - albo nie daj Boze kolejne koncesje a wszystko
                              chyba tylko po to, aby produkcja sie rozwinela u sasiadow a w Polsce kwitnela
                              emigracja zarobkowa.

                              Tymczasem to jest wszystko bardzo proste - wystarczy poslac pare osob do szkol.
                              Niestety trzebaby jednak poslac ich do szkol zagranicznych i najdalej od
                              zgubnego wplywu autorytetow monetarnych 3 czy 4 RP.

                              cytat:
                              "> > Tak wiec w makroekonomicznym modelu panstwa polityka niskich stop
                              > > i wysokiej podazy powoduje istotne podwyzszenie produktywnosci i
                              > > obnizenie kosztow = obnizenie dlugoterminowego potencjalu
                              > > inflacyjnego.
                              >
                              > Tutaj najlepiej widac, jak na podstawie wczesniejszych falszywych
                              > przeslanek doszedles do blednego wniosku, poniewaz w rzeczywistosci
                              > jest dokladnie na odwrot, tzn. polityka zanizania stop przy innych
                              > czynnikach niezmienionych moze prowadzic jedynie do wzrostu inflacji." koniec
                              cytatu


                              To jest najlepszy dowod na to, ze nic nie zrozumiales Damkon.
                              Potencjal inflacyjny to jest ew. mozliwa przyszla inflacja. Przemysl to sobie
                              jeszcze raz. Jak masz na rynku 5 firm i potencjal produkcyjny dla 40 milionow
                              konsumentow - to prawdopodobienstwo powstania kartelu cenowego jest duzo
                              mniejsze od sytuacji, kiedy masz tylko 3 firmy z potencjalem na 30 milionow, bo
                              10 milionow konsumentow jest wylaczonych z rynku wskutek biedy i bezrobocia.
                              Oczywiscie jest wolnosc wypowiedzi i masz pelne prawo myslec co chcesz i pisac
                              co chcesz, ale ja Tobie tu i teraz mowie - ze jak jest niska stopa i duzy
                              volumen obrotu pieniadza (przy takiej samej bazie monetarnej, ktorej wzrostu nie
                              lubisz) to wtedy jest wiecej firm i potencjal inflacyjny spada. Inflacja w
                              przyszlosci jest wtedy mniej prawdopodobna.

                              Jeszcze raz powtorze.
                              WYSOKIE STOPY PROCENTOWE PODNOSZA potencjal inf
                              • przycinek.usa dokonczenie, bo obcielo 10.08.08, 07:44
                                Jeszcze raz powtorze:
                                WYSOKIE STOPY PROCENTOWE PODNOSZA potencjal inflacyjny.
                                NISKIE STOPY PROCENTOWE OBNIZAJA potencjal inflacyjny rynku. OK?

                                Cytat:
                                > Dlatego w Polsce nikt nie inwestuje, poniewaz jest EWIDENTNE, ze
                                > panstwo nie dba o eksport - co oznacza, ze ZADEN PRODUCENT nie
                                > podejmie ryzyka otwierania produkcji skierowanej na caly region.
                                To nieprawda, poniewaz Polska ostatnimi czasy, byla miejscem
                                znacznego naplywu inwestycji kapitalowych, szczegolnie tych
                                zagranicznych."

                                BYLA. W czasie przeszlym. Obecnie Mercedes woli Wegry. Ciekawe dlaczego? Ciekawe
                                dlaczego upadla fabryka ozdobek choinkowych, ktore tak lubilem sobie tutaj
                                kupowac? Dlaczego Damkon?

                                Cytat:
                                "Pewnie jest w tym troche prawdy, tzn. ze jest dogmatykiem mechanizmu
                                rynkowego."

                                Tak. Ten dogmatyzm powoduje dogmatyczne oczekwianie depresyjnych korekt
                                rynkowych. Byla taki okres w dziejach, nazywany sredniowieczem, kiedy szalala
                                inkwizycja i w imie dogmatow zabijala ludzi. Twoj dogmatyzm moze nikomu nie
                                zaszkodzi - ale dogmatyzm niektorych polskich decydentow niewatpliwie tworczy
                                nie jest.
                                A opinie skas sie przeciez biora. To ja przejade sie po kolejnym twoim cytacie z
                                jednego z postow wyzej:

                                "Depresja korygujaca w gospodarce moze prowadzic do naturalnych
                                rownowag, ktore powstalyby w niezakloconej przez panstwo gospodarce
                                rynkowej. Co zas sie tyczy miejsc pracy w sektorach
                                przeinwestowanych, to z punku widzenia efektywnosci gospodarki jako
                                calosci sa one w zasadzie bezuzyteczne. Pisac, ze kazda praca
                                przeklada sie na wzrost PKB to tak jak twierdzic, ze za czasow PRL-u
                                nie bylo bezrobocia. W koncu kazdy mial prace i w pocie czola
                                powiekszal PKB Polski Ludowej."


                                W Polsce dominuje monetaryzm. To jest takie religijne dazenie do utrzymania
                                wartosci pieniadza. Za wszelka cene. Zniszczyc rynek w imie jakiejs teoretycznej
                                i ulotnej wartosci. Doprowadzic do depresji, bo istnieja jakies hipotetyczne
                                naturalne poziomy urojen dogmatykow. Komus w rzadzie sie uroilo, ze PLN powinien
                                byc mocny. RPP uparcie realizuje te strategie. Tymczasem pieniadz jest jedynie
                                srodkiem wymiany. Pieniadz jest czyms zupelnie nieistotnym z punktu widzenia
                                religijnego. Pieniadz powinien byc calkowicie poza obszarami dogmatyzmow i religii.

                                Pieniadz to jest umowa pomiedzy stronami. W interesie stron jest, aby volumen
                                tego pieniadza pozostawal w obrocie z najwieksza mozliwa szybkoscia bez
                                zatykania mozliwosci produkcyjnych rynku.
                                Chinczycy to rozumieja, USA to zrozumialo, Japonia itp.
                                Nawet Czesi zaczynaja to lapac. A w Polsce jest pustynia.
                                • damkon Grzac czy chlodzic? 10.08.08, 15:33
                                  > co Ty Damkon opowiadasz ?!
                                  > "Iluzja inflacyjna"? "zaleznosc odwrotna"?
                                  > Zastanawiam sie, czy ja nie marnuje tutaj swojego czasu.
                                  > Damkon, na rynku pojawia sie pieniadz wskutek niemonetarnych
                                  > zaleznosci wynikajacych chociazby z oszczednosci.

                                  Jezeli uwazasz, ze Twoje racje sa absolutne i bezwzglednie prawdziwe
                                  a rozmawiajac ze mna, czyli dogmatycznym glupkiem, marnujesz swoj
                                  czas to oczywiscie nie odpowiadaj na moje posty. Po prostu zignoruj
                                  to co pisze.

                                  Ale wracajac do sprawy, pytasz mnie czym jest iluzja inflacyjna?
                                  Pisalem juz o tym wczesniej, ale powtorze raz jeszcze, jest ona
                                  niczym innym jak znieksztalcona informacja dotyczacej wartosci
                                  pieniadza postrzegana przez podmioty rynkowe, ktore wyniku tego
                                  podejmuja niewlasciwe decyzje gospodarcze. Jednak co trzeba wyraznie
                                  powiedziec, najwieksza sila owego zaklocenie informacyjnego inflacji
                                  ma miejsce w okresach jej gwaltownego, nieprzewidywalnego
                                  przyspieszenia. Mowiac inaczej inflacja przewidywalna przez
                                  uczestnikow rynkowych nie wywoluje takiego efektu jak inflacja
                                  bedaca dla nich zaskoczeniem. Kolejna cecha szczegolna inflacji jest
                                  jej nierownomierny charakter, tzn. fakt, ze rozklada sie ona w
                                  roznym stopniu na poszczegolne czesci rynku. Jedne produkty drozeja
                                  szybciej, inne wolniej a jeszcze inne utrzymuja cene przez pewien
                                  czas na niezmienionym poziomie. Pisze o tym nie bez kozery, poniewaz
                                  to wlasnie ten mechanizm, prowadzi w prostej linii do nierownowag
                                  rynkowych a te z kolei do przeinwestowania pewnych sektorow a
                                  niedoinwestowania innych. Latwo sobie wyobrazic jak dziala to w
                                  praktyce. Dla przykladu, jezeli w wyniku jakiegos bodzca
                                  inflacyjnego (np. obnizenia stop procentowych przez NBP) w pierwszej
                                  kolejnosci zdrozeja produkty budowlane (np cement), to producenci
                                  cementu beda pierwszymi beneficjentami inflacji. Za swoj produkt
                                  beda otrzymywali wiecej niz przed inflacja a przy zalozeniu, ze
                                  wzrost cen nie zdazyl jeszcze dotknac pozostalych produktow beda oni
                                  tymi, ktorzy w pierwszej kolejnosci skorzystaja na inflacji. W
                                  poczatkowym okresie dzialania inflacji nasi producenci cegiel
                                  osiagna nadzwyczajne niespodziewane dochody (tzw. zysk inflacyjny),
                                  ktore stana sie podstawa do podejmowania niewlasciwych decyzji
                                  gospodarczych o zwiekszeniu produkcji na przyszlosc. Sektor, ktory
                                  osiaga zyski przyciaga nowych inwestorow, wiec w naszym przypadku
                                  bedzie to naplyw nowego kapitalu oraz zwiekszenie mocy produkcyjnych
                                  przez dotychczasowych producentow. Cale zjawisko bedzie dodatkowo
                                  wzmagal tani kredyt, ktory zalozylismy, ze stal sie poczatkowym
                                  bodzcem inflacyjnym. Final bedzie w kazdym razie taki, ze caly
                                  sektor zostanie przeinwestowany. Jednak iluzja inflacji nie trwa w
                                  nieskonczonosc. Zaczynaja drozec pozostale produkty a uczestnicy
                                  rynku powoli dostrzegaja dzialanie mechanizmu inflacyjnego.
                                  Nadzwyczajne zyski, ktore pojawily sie sie w niektorych sektorach
                                  gospodarczych spowodowaly bardzo powazne zaklocenia w przeplywach
                                  kapitalowych, poniewaz inwestycje naplynely tam, gdzie w pierwszej
                                  kolejnosci zaczela dzialac inflacja. Ale na tym oczywiscie nie
                                  koniec. Sektor, ktory ulegl iluzji inflacyjnej i zostal
                                  przeinwestowany zaczyna powoli odczuwac spadek popytu inflacyjnego
                                  na swoje produkty. Na rynku jest zbyt wiele firm, ktore teraz maja
                                  problemy ze sprzedaza swoich produktow. Poczatkowe nadzwyczajne
                                  zyski zamieniaja sie teraz w straty a firmy zaczynaja miec duze
                                  problemy ze splata kredytow, wzietych w okresie sztucznej prosperity
                                  inflacyjnej. Konsekwencja takiego stanu jest bankructwo wielu firm i
                                  powazne problemy tych, ktorym uda sie jakos przetrwac.
                                  Wlasnie z tego powodu inflacja jest tak niebezpieczna dla
                                  gospodarki, poniewaz rozklada sie nierownomiernie tworzac bardzo
                                  duze nierownowagi rynkowe. Jezeli inflacje mialaby charakter
                                  proporcjonalny w stosunku wszystkich dobor, ich niekorzystny wplyw
                                  nie bylby az tak szkodliwy, ale tak oczywiście nie jest.

                                  > Tobie ten wzrost cen z niezrozumialych powodow nie odpowiada.
                                  > I to jest wielki blad tej calej waszej szkoly austriackiej, czyli
                                  > zbieraniny oderwanych od rzeczywistosci dogmatystow.

                                  Opisana przez szkole austriacka analiza cykli koniunkturalnych
                                  spowodowanych przez nieodpowiedzialne zaklocanie mechanizmu
                                  rynkowego przez panstwo jest jak na razie najbardziej trafna ze
                                  wszystkich innych. W swoich pogladach szydzenia z dorobku mysli
                                  szkoly austriackiej nie jestes zreszta odosobniony. Podobne poglady
                                  jak Ty maja wszelkiej masci socjalisci, keynesisci czy inni
                                  zwolennicy centralnego planowania i interwencjonizmu panstwowego.

                                  > Inflacja jest czynnikiem rynkowym.
                                  > Inflacja jest zjawiskiem dlugoterminowym i jest czesto ODWRACALNA.
                                  > Inflacje trzeba analizowac. To jest zjawisko rynkowe. Tego rynku w
                                  > inflacji jest pewnie ze 60% + 30% manipulacji BC + 10% glupoty
                                  > rzadu. Problem w tym, ze wladze monetarne nie pozwalaja na
                                  > tworzenie mechanizmu nadprodukcji w celu walczenia ze wzrostem
                                  > cen, poniewaz wskutek ingerencji monetarnych powoduja ograniczenie
                                  > popytu i wplywaja na plany inwestycyjne firm, ktore nie inwestuja.

                                  Inflacja nie jest czynnikiem rynkowym tylko szkodliwym zjawiskiem,
                                  ktory psuje dzialanie mechanizmu rynkowego tworzac sztuczne
                                  nierownowagi.

                                  > Na rynku nie istnieje cos takiego jak zaklocenia, czy zaklocanie
                                  > rownowag. Rownowagi sa zawsze i wynikaja z kompromisow i
                                  > komplikacji calego rynku. Na rynku jest panstwo i sa konsumenci.
                                  > Nie mozna dokonywac izolowania polityki ani planowania, bo gdzies
                                  > jest jakas hipotetyczna rownowaga, do ktorej trzeba uparcie dazyc
                                  > wbrew rynkowi.

                                  Otoz jestes w calkowitym bledzie. Zaklocenia rynkowe sa jego
                                  immanentna cecha. Istotne jest tyko kto bedzie niwelowal te
                                  zaklocenia. Jezeli bedzie to mechanizm rynkowy to bedziemy mieli do
                                  czynienia z naturalnym procesem dazacym do osiagniecia rownowagi
                                  rynkowej. Gorzej bedzie wtedy, gdy rola znalezienia rownowagi
                                  przypadnie urzednikom panstwowym.

                                  > Napisales. Cytuje: "mozna obecnie zaobserwowac to pewna depresja
                                  > korygujaca, ktora potrzebna jest naszej gospodarce niczym coroczny
                                  > przeglad naszemu samochodowi. Polityka inflacjonizmu i
                                  > interwencjonizmu poprzednich ekip doprowadzila do zwyklego
                                  > przegrzania gospodarki, dlatego tez owa depresja moze miec jedynie
                                  > zbawienny wplyw na strukture naszego rynku. Wszystkie te branze,
                                  > ktore pod wplywem iluzji inflacyjnej przeinwestowaly musza teraz
                                  > poniesc konsekwencje zlej polityki poprzednich rzadow." koniec
                                  > cytatu. I caly powyzszy paragraf to sa po prostu bzdury.


                                  To prawda, tak napisalem i nadal to podtrzymuje. Poniewaz jezeli
                                  panstwo zdecyduje sie niwelowac taka depresje korygujaca to musi
                                  uzyc jeszcze silniejszym bodzcow podgrzewajacych gospodarke niz
                                  przed okresem sztucznego prosperity. Dla przykladu, jezeli przyczyna
                                  przeinwestowania byla inflacja, to w momencie depresji panstwo musi
                                  sie zdecydowac na jeszcze wiekszy poziom inflacji niz wczesniej,
                                  poniewaz ludzie moga przewidziec i wkalkulowac poprzedni poziom
                                  inflacji w podejmowaniu swoich decyzji gospodarczych. Takie
                                  dzialanie panstwa, tzn. stosowanie coraz silniejszych bodzcow
                                  interwencjonizmu w dluzszej perspektywie prowadzi do calkowitego
                                  zalamania gospodarczego. Dlatego wlasnie napisalem, ze lepiej dac
                                  rynkowi szanse doprowadzenia do naturalnego poziomu rownowagi niz
                                  decydowac sie na kolejne sztuczne podgrzewanie gospodarki przez
                                  panstwo.
                                • damkon Grzac czy chlodzic? - ciag dalszy 10.08.08, 15:39
                                  > W Polsce natomiast panuje poglad, ze inflacja jest zagrozeniem,
                                  > podnosi sie stopy bez konca wbrew rozsadkowi i perspektywiczni
                                  > producenci (jak Mercedes) omijaja Polske szerokim lukiem. To
                                  > powoduje niedoinwestowanie. I jest ingerencja panstwa w rynek.

                                  To Twoje ostatnie zdanie jest akurat prawdziwe, poniewaz chlodzenie
                                  gospodarki jest takze rodzajem interwencji panstwa w mechanizm
                                  rynkowy. Jedna rzecza, ktora nalezy tutaj jednak podkreslic, to
                                  fakt, ze chlodzenie gospodarki jest proba naprawy stanu gospodarki,
                                  ktory wytworzyl sie w wyniku jej przegrzania. Czyli mowiac inaczej
                                  panstwo stara sie naprawic to co wczesniej zepsulo. Postepuje
                                  dokladnie tak jak strazak Pawlaka, który najpierw podpala, potem
                                  gasi a na koniec wypina piers do orderu.

                                  > Damkon, jak ida ceny w gore, to sprzedajacy sie ciesza, ze jest
                                  > popyt i kombinuja jakby to zrobic wiecej obrotu i skad wziasc
                                  > towar. To jest zbawienny mechanizm rynkowej samoregulacji cen.
                                  > Dzieki temu powstaja miejsca pracy i nowe biznesy.

                                  To jest prawda, ale pod jednym warunkiem, ze wzrost cen nie jest
                                  konsekwencja inflacji spowodowanej przez polityke panstwa, poniewaz
                                  w tym przypadku moze sie on skonczyc tylko przeinwestowaniem calego
                                  sektora. Jezeli dany sektor przezywa rzeczywisty rozwoj, to bedzie
                                  dokladnie tak jak napisales, jezeli jednak ozywienie sektora jest
                                  konsekwencja iluzji inflacyjnej to skonczy sie jedynie jego
                                  zalamaniem. Inflacja jest bardzo dobrym oszustwem, ale tylko na
                                  krotka mete.

                                  > Tak. Ten dogmatyzm powoduje dogmatyczne oczekwianie depresyjnych
                                  > korekt rynkowych. Byla taki okres w dziejach, nazywany
                                  > sredniowieczem, kiedy szalala inkwizycja i w imie dogmatow
                                  > zabijala ludzi. Twoj dogmatyzm moze nikomu nie zaszkodzi - ale
                                  > dogmatyzm niektorych polskich decydentow niewatpliwie tworczy
                                  > nie jest.

                                  Przypuszczam, ze Twoj pomysl powrotu do inkwizycji heretykow i
                                  dogmatykow (czytaj tych ktorzy mysla inaczej) z pewnoscia bardzo
                                  spodobalby sie co poniektorym decydentom politycznym.
                                  • przycinek.usa Re: Grzac czy chlodzic? - ciag dalszy 10.08.08, 19:13
                                    "Inflacja jest bardzo dobrym oszustwem, ale tylko na krotka mete."

                                    Inflacja jest zjawiskiem rynkowym, dotyczacym kazdego rynku i kazdej waluty (w
                                    tym zlota) i jest nieodlacznie z rynkiem zwiazana i patrzac na nia z
                                    fundamentalnego punktu widzenia - nie powinno sie z nia walczyc. Inflacja nie
                                    powinna byc celem monetarnym w otwartej gospodarce.
                                    • damkon punkty fundamentalne 10.08.08, 22:28
                                      > Inflacja jest zjawiskiem rynkowym, dotyczacym kazdego rynku i
                                      > kazdej waluty (w tym zlota) i jest nieodlacznie z rynkiem zwiazana
                                      > i patrzac na nia z fundamentalnego punktu widzenia - nie powinno
                                      > sie z nia walczyc. Inflacja nie powinna byc celem monetarnym w
                                      > otwartej gospodarce.

                                      Jezeli taki jest ten Twoj fundamentalny punkt widzenia na temat
                                      inflacji, to parafrazujac nie chcialbym mieszkac w domu, ktory
                                      mialby tak marne fundamenty.
                                • polarbeer Ja protestuje 10.08.08, 20:40
                                  >>>PIENIADZ JEST JEDYNIE SRODKIEM WYMIANY.<<<

                                  Ja ciebie nie bede winil za ta kastracje definicji pieniadza, gdyz prawde mowiac
                                  do tego wszystkie waluty zaczynaja sie sprowadzac
                                  • przycinek.usa protest przyjety 12.08.08, 18:08
                                    Intuicyjnie rzecz rozpatrujac serce mowi, ze masz racje.
                                    Pieniadz powinien byc lokata itp. Ale tak nie jest.

                                    Podstawowa funkcja pieniadza jest wymiana uslugowo towarowa.
                                    To jest najwazniejsze. Kwestie oszczednosci sa dodatkiem.

                                    Dlaczego?
                                    Dlatego poniewaz bogactwo mozna przechowywac na wiele sposobow.
                                    Mozna gromadzic nieruchomosci, zloto, antyki. Natomiast praktyczne funkcje
                                    wymiany ma tylko pieniadz. Obojetne jaki, byle uznany.
                                    Papierowy, kamienny czy jakikolwiek.

                                    Oczywiscie zgadzam sie, ze inflacja jest w sumie oszustwem wobec emerytow - ale
                                    to nie jest oszustwo pieniadza - tylko oszustwo rzadu i ludzi odpowiedzialnych
                                    za polityke panstwa. Co ci szkodzi napisac do swojego kongresmena aby zmienili
                                    system indexacji emerytur?
                                    Moze pismo do kongresu, aby zmienic metodologie CPI? Nie?

                                    Najgorsze, ze w tym calym konflikcie interesow wszyscy maja racje.
                                    Racje maja emeryci i troche racji ma Damkon z teza dotyczaca manipulacji i cyklu
                                    boom/boost.

                                    Jak pogodzic wszystkie racje?
                                    Tego nikt naprawde nie wie!

                                    Zwolennicy zlota (no disrespect please) caly czas gadaja o drukowaniu. Mowia o
                                    dodruku, drukowaniu itp i caly czas mieszaja pojecia. Gold bugs sa przeciwni
                                    istnieniu podazy pieniadza i sa przeciwni bankom ogolnie. Najlepiej jakby w
                                    ogole nie bylo kredytow - bo to przeciez jest drukowanie!
                                    Zadna ze znanych mi osob sposrod gold bugs nie chce sie wdawac w szczegolowe
                                    dyskusje.

                                    Tymczasem mamy taka sytuacje rynkowa, ze wpadanie ze skrajnosci w skrajnosc
                                    doprowadzi do smierci pacjenta.

                                    Gdyby obecnie rozpoczac zmiany na rynku i np. wylaczyc FED - to w pierwszej
                                    kolejnosci doprowadzi to do zalamania calego systemu finansow - a dopiero potem
                                    beda z tego jakies pozytywy.

                                    NIKT nie proponuje zadnej alternatywy dotyczacej transformacji.
                                    Po prostu pod haslem zachowania uczciwosci najlepiej zastrzelic caly system
                                    bankowy, zlikwidowac inflacje i wywalac wojne za jednym zamachem.

                                    Caly ten watek pokazuje pelny rozdzwiek pomiedzy nami.
                                    Ty masz idealistyczne wizje na tematy inflacyjne. (Damkon zreszta tez) A ja
                                    jestem zwolennikiem malych kroczkow - malych zmian - i polityki zdrowego
                                    rozsadku. Nie mozna stosowac tego samego worka dla USA, Chin i Polski. Ale
                                    trzeba absolutnie uczyc sie na doswiadczeniu innych. Ja nie pisze o polskich
                                    stopach % ze sa sprawiedliwe, czy tez niesprawiedliwe - tylko ze sa za wysokie -
                                    bo powoduja straty
                                    gospodarcze. A wy mnie tu wszyscy atakujecie demagogia o oszustwach, zlocie,
                                    przechowywaniu wartosci i emerytach.

                                    Przeciez to jest wszystko paranoja - bo emeryci sa finansowani z biezacych
                                    rabunkowych podatkow i jak wykonczycie gospodarke wysokimi stopami w celu
                                    zachowywania zlotowych wartosci emerytur - to powstanie takie bezrobocie, ze na
                                    emerytow nikt nie da grosza w podatkach.

                                    Apeluje do was - abyscie przestali myslec teoretycznie i przestali gadac o
                                    sprawiedliwosci spolecznej, inflacyjnej czy oszustwach - tylko skupili sie na
                                    jednej drobnej i waznej sprawie: stopie RPP.

                                    Stopa jest za wysoka.

                                    I zeby mi sie znowu nie sprawdzilo z opoznieniem, bo wlasnie caly czas czytam
                                    artykuly, ze dolar bedzie po zlotowce, ze jest deficyt, ze dolar jest slaby i ze
                                    jest kryzys. A za moment pewnie bedzie artykul w gazecie - "o rany ale PLN
                                    spadla - ale dlaczego??"
                                    I tak mysle, ze to bedzie za jakies pol roku do roku czasu od dzisiaj. To bedzie
                                    kolejny szok dla rynku - tyle ze w druga strone.
                                  • przycinek.usa 2 12.08.08, 18:25
                                    uzupelnienie:

                                    "2) Pieniadz bez-wartosciowy (Do dzisjejszej wymiany tylko
                                    • damkon Re: 2 12.08.08, 23:10
                                      > W tym sensie Damkon ma racje - ze ekspansja kredytowa i nadpodaz
                                      > pieniedzy doprowadzila do wiekszego rozwoju od tego - ktory moglby
                                      > wystapic, gdyby na rynku nie bylo tak niskiej stopy procentowej.
                                      > No - ale co jest lepsze - wielki sukces - czy stagnacja?

                                      Masz racje piszac, ze najwazniejszy dla gospodarki jest jej rozwoj,
                                      ale nalezy dokonac tutaj bardzo istotnego rozroznienia. Otoz czym
                                      innym jest, gdy gospodarka rozwija sie w sposob naturalny, tzn.
                                      wynikajacy z obiektywnych wielkosci rynkowych (mowiac jeszcze
                                      inaczej, w sposob zgodny z rzeczywistymi potrzebami uczestnikow
                                      rynku) od sztucznego rozwoju wywolanego zakloceniem mechanizmu
                                      rynkowego przez panstwo (np w wyniku polityki inflacyjnej). Caly
                                      problem z tym drugim polega na tym, ze po pierwsze - ma on bardzo
                                      nietrwaly charakter, po drugie - nie odpowiada rzeczywistym
                                      potrzebom rynkowym, po trzecie - prowadzi do bardzo duzych
                                      nierownowag rynkowych a wreszcie po czwarte i co najwazniejsze to
                                      fakt ze w dluzszej perspektywie czasowej rozwoj powstaly w wyniku
                                      sztucznego podgrzewania gospodarki prowadzi do swojego zaprzeczenia,
                                      czyli do gospodarczego zalamania.
                                      • przycinek.usa Re: 2 13.08.08, 06:30
                                        To sie robi meczace Damkon.


                                        Otoz czym
                                        > innym jest, gdy gospodarka rozwija sie w sposob naturalny, tzn.
                                        > wynikajacy z obiektywnych wielkosci rynkowych (mowiac jeszcze
                                        > inaczej, w sposob zgodny z rzeczywistymi potrzebami uczestnikow
                                        > rynku)


                                        Zdefiniuj "polityke inflacyjna".

                                        Zdefiniuj "rozwoj naturalny". Najlepiej podaj koszt kredytu w takiej gospodarce
                                        i udowodnij, ze nie bedzie kreacji pieniadza przy tej stopie. To wtedy nie
                                        bedzie inflacji.

                                        Zdefiniuj "potrzeby rynkowe".

                                        Zdefiniuj "nierownowage rynkowa".

                                        Zdefiniuj "sztuczne podgrzewanie gospodarki"



                                        Polska walczy z inflacja swiata poprzez polityke wewnetrznej stopy procentowej.
                                        To znaczy, ze jezeli na zewnatrz jest glupia polityka monetarna - to dzialanie
                                        RPP wbrew rynkowi doprowadzi do strat a nie doprowadzi do obnizenia inflacji.
                                        Czyli na przyklad na zachodzie wzrasta ropa a wraz z nia koszty wszystkiego - to
                                        RPP uparcie utrzymuje stope powyzej ECB przez kilka lat. Przez to spada
                                        konkurencyjnosc polskiego eksportu i narasta deficyt wymiany handlowej co jest
                                        dowodem na to - ze zloty jest za silny a polityka RPP jest do dupy. W wyniku
                                        tego upadaja przedsiebiorstwa i produkcja jest ponizej mozliwego poziomu gdyby
                                        stopy byly neutralne. No ale ja sie pogodzilem z tym, ze to do ciebie nie dociera.


                                        • damkon Re: 2 14.08.08, 00:04
                                          > To sie robi meczace Damkon.

                                          Domyslam sie, ze ta rozmowa robi sie dla Ciebie meczaca i
                                          najchetniej bys sie z niej wycofal, ale w koncu to Ty sam w nia
                                          zabrnales. Nie zrozum mnie zle, tzn. nie zalezy mi na tym, zebys
                                          przyznal tutaj komukolwiek racje, ale chcialbym zebys przynajmniej
                                          potrafil obronic swoje tezy, ktore wedlug mnie sa po prostu
                                          calkowicie nieprzemyslane.

                                          > Zdefiniuj "polityke inflacyjna".

                                          Polityka inflacyjna panstwa polega na sztucznym pobudzaniu
                                          gospodarki poprzez wzrost popytu wywolanego zwiekszeniem ilosci
                                          pieniadza w obiegu. Zreszta czym jest polityka inflacyjna powinienes
                                          sam wiedziec najlepiej, poniewaz wiekszosc z Twoich pomyslow
                                          sprowadza sie do nakrecania gospodarki wlasnie za jej pomoca.


                                          > Zdefiniuj "rozwoj naturalny". Najlepiej podaj koszt kredytu w
                                          > takiej gospodarce i udowodnij, ze nie bedzie kreacji pieniadza
                                          > przy tej stopie. To wtedy nie bedzie inflacji.

                                          Naturalny rozwoj gospodarczy to nic innego jak rozwoj bedacy
                                          wynikiem dzialania niezakloconego mechanizmu rynkowego. Mam tutaj
                                          nadzieje, ze mechanizmu rynkowego nie bede juz musial Tobie
                                          definiowac.

                                          Co zas sie tyczy drugiej czesci Twojego pytania, to odpowiem tylko,
                                          ze nie mozna dac jednoznacznej odpowiedzi na tak postawione pytanie.
                                          Jedyne rozwiazanie moze tutaj znalezc wylacznie rynek. Odkrycie
                                          metod, za pomoca ktorych moglibysmy wyznaczac tego typu wielkosci i
                                          ktore pozwolilyby na centralne sterowanie gospodarka stanowi
                                          odwieczne marzenie wszelkiej masci socjalistow i interwencjonistow.
                                          To wlasnie z tego powodu zazartowalem wczesniej, ze masz sklonnosci
                                          do bycia centralnym planista.

                                          > Zdefiniuj "potrzeby rynkowe".
                                          >
                                          > Zdefiniuj "nierownowage rynkowa".
                                          >
                                          > Zdefiniuj "sztuczne podgrzewanie gospodarki"

                                          Powyzsze definicje wraz z ich rozwinieciem i przykladami znajdziesz
                                          w moich poprzednich wypowiedziach.
                                          • przycinek.usa Re: 2 14.08.08, 00:26
                                            > Polityka inflacyjna panstwa polega na sztucznym pobudzaniu
                                            > gospodarki poprzez wzrost popytu wywolanego zwiekszeniem ilosci
                                            > pieniadza w obiegu.


                                            Twoje definicje sa dosyc niekonkretne, Damkon.
                                            Pomiajajac to, ze nie ma czegos takiego jak "sztuczne pobudzanie" - to panstwo
                                            realizuje swoja polityke poprzez rzad a rzad nie ma nic do zwiekszania podazy
                                            pieniedzy na rynku. Panstwo w sensie definicji zupelnie nie ma wplywu na wzrost
                                            popytu - poniewaz wladza nie produkuje tylko konsumuje. Panstwo moze co najwyzej
                                            ograniczac podaz pieniadza i popyt na rynku poprzez wzrost podatkow.

                                            Chyba, ze tobie chodzi o to, ze panstwo moze wyemitowac obligacje i wydac
                                            pieniadze wskutek czego wzrosnie chwilowo popyt. To jednak w dlugim terminie
                                            likwiduje miejsca pracy i jest ingerencja w rynek.


                                            > Naturalny rozwoj gospodarczy to nic innego jak rozwoj bedacy
                                            > wynikiem dzialania niezakloconego mechanizmu rynkowego.


                                            Czyli chodzi tobie o sytuacje, ktora jest obecnie na calym swiecie, bo chyba nie
                                            zaprzeczysz, ze mamy niezaklocony mechanizm rynkowy.
                                            Nie ma watpliwosci, ze rynek dziala.

                                            Konkludujac nie ma czegos takiego jak "sztuczne pobudzanie" ani "inflacyjna
                                            polityka panstwa".

                                            "Potrzeby rynkowe" mozna z powodzeniem zastapic slowem popyt, a "nierownowaga
                                            rynkowa" jest terminem plynnym i praktycznie mozna powiedziec ze zachodzi wtedy,
                                            kiedy na rynku wystepuja braki.

                                            Obecnie na rynku mamy normalna rownowage rynkowa i podaz rownowazy popyt w
                                            sensie ekonomicznym. W sensie filozoficznym mozna sprawy komplikowac, byle robic
                                            to z sensem.
                                            • damkon Re: 2 14.08.08, 01:29
                                              > Twoje definicje sa dosyc niekonkretne, Damkon.

                                              Czy oby na pewno? W takim razie na czym polega ich niekonkretnosc?

                                              > panstwo realizuje swoja polityke poprzez rzad a rzad nie ma nic do
                                              > zwiekszania podazy pieniedzy na rynku. Panstwo w sensie definicji
                                              > zupelnie nie ma wplywu na wzrost popytu - poniewaz wladza nie
                                              > produkuje tylko konsumuje. Panstwo moze co najwyzej ograniczac
                                              > podaz pieniadza i popyt na rynku poprzez wzrost podatkow.

                                              Panstwo to nie tylko rzad, ale takze caly szereg innych instytucji,
                                              za pomoca ktorych moze realizowac swoja polityke – dla przykladu
                                              polityka banku centralnego to takze dzialalnosc panstwa.

                                              > Chyba, ze tobie chodzi o to, ze panstwo moze wyemitowac obligacje
                                              > i wydac pieniadze wskutek czego wzrosnie chwilowo popyt. To jednak
                                              > w dlugim terminie likwiduje miejsca pracy i jest ingerencja w
                                              > rynek.

                                              Szkoda, ze tak rzadko moge sie z Toba w czyms zgodzic a tak wlasnie
                                              jest w tym przypadku.

                                              > Czyli chodzi tobie o sytuacje, ktora jest obecnie na calym
                                              > swiecie, bo chyba nie zaprzeczysz, ze mamy niezaklocony mechanizm
                                              > rynkowy. Nie ma watpliwosci, ze rynek dziala.

                                              Mechanizm rynkowy bedzie dzialal nawet w przypadku jego zaklocenia,
                                              z tym tylko zalozeniem, ze automatycznie obnizy sie jego skutecznosc.

                                              > Konkludujac nie ma czegos takiego jak "sztuczne pobudzanie"
                                              > ani "inflacyjna polityka panstwa".

                                              Ktos kto twierdzi, ze panstwo nie moze sztucznie pobudzac gospodarki
                                              ani, ze nie ma czegos takiego jak polityka inflacyjna jest w
                                              podobnym polozeniu jak ten, kto zaprzecza istnieniu prawa
                                              grawitacji. Powinien zatem wejsc na wieze i bez obaw skoczyc w dol.
                                            • zbychowiec Re: 2 15.08.08, 21:58
                                              Podam przyklad dwoch poteznych baniek spekulacyjnych, ktore powstaly dzieki
                                              interwencji panstwa polskiego w ostatnich latach:
                                              - banka nieruchomosci - spowodowana w duzej mierze ulga odsetkowa i
                                              manipulacjami przy VAT - ludzie kupowali w panice (i mieli wlasciwie racje)
                                              przed zakonczeniem ostatniego roku, w ktorym obowiazywala ulga a takze obnizona
                                              stawka VAT na uslugi budowlane. Dowod: natychmiast (miesiac, dwa) po zakonczeniu
                                              obowiazywania obu tych dopalaczy rynek nieruchomosci stanal w miejscu, obecnie
                                              mamy do czynienia z powolnym obsuwaniem sie w dol.
                                              - banka biopaliw - o tym moznaby napisac epopeje, w skrocie: na skutek
                                              planowanych zmian w prawie, majacych zmusic kierowcow w Polsce do stosowania
                                              paliwa produkowanego z rzepaku w Polsce przeprowadzono inwestycji na jakies 1.5
                                              mld zlotych. Te inwestycje (instalacje do produkcji biopaliw) mozna teraz
                                              wyrzucic na smieci. W miedzyczasie powstalo kilka innych baniek (USA zafundowalo
                                              nam zwyzke cen zywnosci oraz idacych za tym cen ziemi uprawnej - wskutek zdaje
                                              sie kreacji pieniadza) ktore spuscily powietrze z banki biopaliwowej.
                                              Chcialem przez to powiedziec ze panstwo, i owszem, ma wplyw na popyt. Jednych
                                              czyni miliarderami, innym odbiera srodki do zycia - a to wszystko za pieniadze
                                              podatnika.
                                              • przycinek.usa good point 15.08.08, 22:14
                                                Bardzo dobry przyklad. Doskonaly. Najwyrazniej nie tylko stopy procentowe
                                                powoduja przegrzanie. Faktycznie dzialanie politykow wplywa na nieruchomosci i
                                                inwestycje w krotkim terminie. Czyli mamy kolejna trudnosc w uchwyceniu
                                                "naturalnego poziomu" na rynku. -))

                                                Te "naturalne poziomy" graja mi na nerwach, bo sa zupelnie niekwantyfikowalne.

                                                A konkretny wniosek z tego jest taki, ze RPP dziala przeciwko rzadowi: Rzad
                                                podwyzszyl podaz pieniadza poprzez zmuszenie rynku do wydatkow a RPP ogranicza
                                                poprzez wzrosty stop. Pieknie.
                                                Po prostu boki zrywac.
                                                • bush_w_wodzie Re: good point 15.08.08, 22:36
                                                  przycinek.usa napisał:

                                                  > Bardzo dobry przyklad. Doskonaly. Najwyrazniej nie tylko
                                                  > stopy procentowe powoduja przegrzanie.

                                                  tez mi sie zdawalo ze zbychu sobie strzelil w stopy tymi przykladami. bo to sa
                                                  dzialania niemonetarne...

                                                  nota bene - `ulga odsetkowa' to bylo chyba dzielo sld i kompletny niewypal -
                                                  prawie nikt z tego nie korzystal. z ta niepewnoscia w/m vatu cos bylo na rzeczy
                                                  ale nie pamietam dokladnie kiedy sie skonczylo. zdaje mi sie ze 1,5 roku temu.
                                                  choc moge sie mylic.
                                                  wreszcie - jesli idzie o rynek mieszkan to namieszal takze mocno pis zmieniajac
                                                  zasady opodatkowania z zysku ze sprzedazy mieszkan. przed pisem trzeba bylo
                                                  czekac ze sprzedaz 5 lat - bo inaczej placilo sie 20% od _przychodu_ ze
                                                  sprzedazy. a pis zrobil tak ze mozna bylo sprzedac po roku bez podatku pod
                                                  warunkiem ze sie w mieszkaniu bylo zameldowanym przez (chyba) 6 miesiecy

                                                  takze rzad sporo mieszal w rynku mieszkaniowym. ale jednak glowne przyczyny
                                                  szybkiego wzrostu cen mieszkan to byly tanie kredyty hipoteczne + wzrost
                                                  zatrudnienia (poczucie stabilnosci pracownikow) i wzrost zarobkow (no i
                                                  oczywiscie mala podaz mieszkan)

                                                  przyczyna obecnyc spadkow cen jest czesciowe zaspokojenie potrzeb tych ktorych
                                                  na mieszkania stac + drozszy kredyt + sprzedaz mieszkan kupionych spekulacyjnie
                                                  (pisowska ulga meldunkowa) + znaczny wzrost podazy w odpowiedzi na wzrost cen
                                                  sprzed 2-3 lat (budowa budynkow wielomieszkaniowych w polsce od zakup ziemii do
                                                  oddania budynku - to typowo 2-3 lata)

                                                  tak wiec mamy tu mieszanine elementow czysto rynkowych (czyli sytuacji i
                                                  preferencji przedsiobiorcow i konsumentow) monetarnych (spadek ceny kredytu) i
                                                  wygenerowanych przez regulacje prawne (manipulacje podatkami)

                                                  > Faktycznie dzialanie politykow wplywa na nieruchomosci i
                                                  > inwestycje w krotkim terminie. Czyli mamy kolejna trudnosc w uchwyceniu
                                                  > "naturalnego poziomu" na rynku. -))
                                                  >
                                                  > Te "naturalne poziomy" graja mi na nerwach, bo sa zupelnie niekwantyfikowalne.
                                                  >


                                                  sam piszesz o tym ze fed musi sie liczyc ze stopa rynkowa. to podstaw pod
                                                  `naturalny poziom' to co rozumiesz przez poziom rynkowy



                                                  > A konkretny wniosek z tego jest taki, ze RPP dziala przeciwko rzadowi: Rzad
                                                  > podwyzszyl podaz pieniadza poprzez zmuszenie rynku do wydatkow a RPP ogranicza
                                                  > poprzez wzrosty stop. Pieknie.
                                                  > Po prostu boki zrywac.


                                                  to byloby akurat dosyc naturalne w ortodoksyjnym modelu - w ktorym bank cetralny
                                                  patrzy tylko na rynek pieniadza a rzad jest traktowany jak kazdy inny podmiot
                                                • damkon Drazliwe slowa 16.08.08, 00:36
                                                  > Te "naturalne poziomy" graja mi na nerwach, bo sa zupelnie
                                                  > niekwantyfikowalne.

                                                  Wybacz, ale zupelnie nie mialem pojecia, ze tym niewinnym,
                                                  wydawaloby sie slowem jak: naturalny" jestem w stanie doprowadzic
                                                  Ciebie do stanu az takiego rozstrojenia nerwowego. Przeciez jest to
                                                  wyraz o takim ladnym, neutralnym i niebanalnym znaczeniu. Oznacza on
                                                  nie tylko cos wlasciwego naturze, ale takze cos powstalego bez
                                                  udzialu czlowieka; niesztucznego; prawdziwego.
                                                  Istnieje w tym jednak pewna prawidlowosc, dlatego tez nie jestes
                                                  jedynym, ktorego drazni owe slowo. Otoz podobne negatywne
                                                  skojarzenia maja z nim wszyscy socjalisci, keynesisci,
                                                  interwencjonisci czy inni zwolennicy centralnego planowania. Ich
                                                  takze irytuja "naturalne poziomy rynkowe", czyli takie, ktore moga
                                                  powstac bez ingerencji panstwa w rynek. Ale na tym nie koniec, tzn.
                                                  Twoj argument o niekwantyfikowalnosci, czyli niemierzalnosci jest
                                                  takze kluczowym wytlumaczeniem niecheci socjalistow do naturalnych
                                                  poziomow rynkowych. Jaki by bowiem mialo sens centralne planowanie,
                                                  gdyby wielkosci rynkowych nie dalo sie zmierzyc, zaplanowac czy
                                                  wreszcie ustanowic ogolnych metod i wzorow za pomoca ktorych mozna
                                                  byloby realizowac centralne zarzadzanie gospodarka?
                                                  • bush_w_wodzie Re: Drazliwe slowa 16.08.08, 02:10
                                                    damkon napisał:

                                                    > > Te "naturalne poziomy" graja mi na nerwach, bo sa zupelnie
                                                    > > niekwantyfikowalne.
                                                    >
                                                    > Wybacz, ale zupelnie nie mialem pojecia, ze tym niewinnym,
                                                    > wydawaloby sie slowem jak: naturalny" jestem w stanie doprowadzic
                                                    > Ciebie do stanu az takiego rozstrojenia nerwowego. Przeciez jest to
                                                    > wyraz o takim ladnym, neutralnym i niebanalnym znaczeniu. Oznacza on
                                                    > nie tylko cos wlasciwego naturze, ale takze cos powstalego bez
                                                    > udzialu czlowieka; niesztucznego; prawdziwego.


                                                    no ja chyba rozumiem o co przycinkowi chodzi. bo z naturalnymi poziomami to bywa
                                                    tak jak z prawem naturalnym. w zasadzie kazdy rozumie o co chodzi i sie zgadza
                                                    dopoki nie przyjdzie rozstrzygac konkrentnych kwestii. i wtedy okazuje sie ze
                                                    jednak efektywne jest wylacznie prawo `nienaturalne' czyli niejako sztucznie
                                                    skodyfikowane

                                                    rynek fantastycznie reguluje procesy gospodarcze. ale z pieniadzem jest jednak
                                                    pewien klopot. otoz - pieniadz papierowy jest _czysta_konwencja_. umowa
                                                    wszystkich ze wszystkimi definiujaca pewna abstrakacyjna miara wartosci.
                                                    notariuszem tej umowy sa banki centralne a zyrantem - rzady. no i tak sie jakos
                                                    przyjelo ze banki centralne ustalaja oficjalna cene pieniadza (a dokladniej:
                                                    cene kredytu lub depozytu) i zasady jego kreacji (poziom rezerw obowiazkowych).
                                                    w tej sytuacji postulat `naturalnosci' ma wiec dotyczyc czegos co jest czysta
                                                    konwencja... a wiec nie jest prostym skutkiem procesow rynkowych zachodzacych
                                                    `bez udzialu czlowieka'.

                                                    inaczej mowiac - pieniadz jest umowa i zasady jego emisji sa tez umowne. mozna
                                                    sie umowic ze bank centralny tak ustala stopy zeby miec staly kurs waluty w/m
                                                    innej waluty lub koszyka. mozna sie umowic ze bank centralny dazy do osiagniecia
                                                    pewnego poziomu m2 lub m3. mozna sie tez umowic ze bank centralny dazy do
                                                    utrzymania okreslonego poziomu wskaznika wzrostu cen konsumenckich (obliczanego
                                                    przy uzyciu umownego koszyka i umownej metodologii). mozna wreszcie probowac
                                                    przerzucic na bank centralny czesc obowiazkow ktore na ogol sa w gestii rzadu:
                                                    dbalosc o rozwoj gospodaczy lub zrownowazony bilans handlowy. rozmaite warianty
                                                    tej umowy ale zadna nie spelnia postulatu `naturalnosci'. prawdopodobnie dlatego
                                                    ze pieniadz jest czysta abstrakcja i - od poczatku do konca - dzielem rak ludzkich


                                                    i stad postulat przycinka: by bank centralny realizowal raczej polityke stalego
                                                    kursu wymiany niz polityke stalego cpi. to kwestia takiego wyboru miedzy
                                                    konwencjami zeby zoptymalizowac wykorzystanie potencjalu gospodarczego


                                                    w pewien sposob jest to dyskusja akademicka - bo nbp ma konstytucyjnie narzucony
                                                    obowiazek realizacji zadanych wartosci wskaznika cpi - a strategicznym celem nbp
                                                    (zgodnie z wynikami referendum akcesyjnego) jest dazenie do spelnienia kryteriow
                                                    monetarnych strefy euro. przypuszczam ze przycinek moze miec racje w tym ze -
                                                    patrzac z czysto monetarnego punktu widzenia i _zapominajac_ o korzysciach
                                                    plynacych dla polskiej gospodarki z akcesji do ue i z perspektywy przyjecia euro
                                                    - taka polityka monetarna nbp ktorej naczelna zasada bylby staly kurs wymiany -
                                                    prowadzilaby so szybszego wzrostu polskiej gospodarki i wyzszego poziomu
                                                    zatrudnienia w sredniej perspektywie. w dluzszej niekonieczie... but `in the
                                                    long run we are all dead' aren't we?
                                                  • przycinek.usa Re: Drazliwe slowa 16.08.08, 08:35
                                                    bardzo dobrze to ujales, ale bylbym dosyc ostrozny co do wnioskow.


                                                    "prowadzilaby so szybszego wzrostu polskiej gospodarki i wyzszego poziomu
                                                    zatrudnienia w sredniej perspektywie. w dluzszej niekonieczie..."

                                                    To daje korzysci w dlugiej perspektywie. Stabilnosc produkcji i zatrudnienia w
                                                    dlugim czasie.

                                                    Swoja droga interesujace co sie dzieje z waluta na ktorej jest duzo spekulantow.
                                                    Zwroc uwage co sie dzieje z USD.

                                                    Obecnie na rynku nastepuje dosyc gwaltowny proces redukcji zadluzenia firm
                                                    hegingowych. I wraca kredyt do USA.

                                                    Jest ssanie na dolary. Mozliwe, ze dlatego PLN slabnie.
                                                    Rozwiazuja pozycje dlugie i oddaja kredyty.

                                                    W takim srodowisku PLN moze zobaczyc 2.5 do USD w piatek w przyszlym tygodniu.
                                                    To sie zdziwi syndyk masy upadlosciowej tej firmy od babek choinkowych.
                                                  • damkon konwencja albo rynek 16.08.08, 13:24
                                                    > no ja chyba rozumiem o co przycinkowi chodzi. bo z naturalnymi
                                                    > poziomami to bywa tak jak z prawem naturalnym.

                                                    Ja takze doskonale rozumiem o co chodzi Przycinkowi, poniewaz
                                                    naturalne jest w tym przypadku wrogiem sterowanego, zaplanowanego.
                                                    Jednak do konca postaram sie zostac w tym watku rzecznikiem
                                                    mechanizmu rynkowego i jego naturalnych praw.

                                                    > w zasadzie kazdy rozumie o co chodzi i sie zgadza dopoki nie
                                                    > przyjdzie rozstrzygac konkrentnych kwestii.

                                                    Ten, kto rozumie na czy polega dzialanie mechanizmu rynkowego
                                                    doskonale wie, ze nie jestesmy w stanie rozstrzygnac wlasnie
                                                    tych "konkretnych tresci". Jezeli bylibysmy je w stanie pojac i
                                                    zrozumiec, to wtedy moglibysmy bez zadnego problemu zastapic
                                                    mechanizm rynkowy centralnym planowaniem.

                                                    > i wtedy okazuje sie ze jednak efektywne jest wylacznie prawo
                                                    > `nienaturalne' czyli niejako sztucznie skodyfikowane

                                                    To zalezy od tego czyj punkt widzenia przyjmiemy. Jezeli bedzie to
                                                    panstwo, ktore z definicji musi byc wrogiem naturalnego to
                                                    rzeczywiscie efektywne jest to, co skodyfikowane. Obawiam sie, ze
                                                    punktu widzenia uczestnikow rynku z tym "skodyfikowaniem" jest
                                                    jednak zgola inaczej.

                                                    > rynek fantastycznie reguluje procesy gospodarcze. ale z pieniadzem
                                                    > jest jednak pewien klopot. otoz - pieniadz papierowy jest
                                                    > _czysta_konwencja_. umowa wszystkich ze wszystkimi definiujaca
                                                    > pewna abstrakacyjna miara wartosci. notariuszem tej umowy sa banki
                                                    > centralne a zyrantem - rzady.

                                                    No wlasnie, czy tak jest naprawde, ze pieniadz wspolczesny jest
                                                    umowa wszystkich ze wszystkimi? Czy nie jest jednak tak, ze to
                                                    panstwo przejelo kontrole nad pieniadzem tworzac instytucje banku
                                                    centralnego. Ja bym raczej powiedzial, ze nie ma tu zadnej umowy,
                                                    tylko jednostronny przymus oparty na monopolu i kontroli.

                                                    > no i tak sie jakos przyjelo ze banki centralne ustalaja oficjalna
                                                    > cene pieniadza (a dokladniej: cene kredytu lub depozytu) i zasady
                                                    > jego kreacji (poziom rezerw obowiazkowych). w tej sytuacji
                                                    > postulat `naturalnosci' ma wiec dotyczyc czegos co jest czysta
                                                    > konwencja... a wiec nie jest prostym skutkiem procesow rynkowych
                                                    > zachodzacych `bez udzialu czlowieka'.

                                                    To nieco zle ujete sformulowanie, poniewaz to nie "jakos sie
                                                    przyjelo", tylko panstwo tak ustanowilo, ze za pomoca bankow
                                                    centralnych bedzie realizowac swoja poltyke kontroli nad pieniadzem.
                                                    Jezeli przyjmiemy, ze pierwsze zdanie jest prawdziwe, to dopiero
                                                    wtedy mozemy mowic o pewnych konwencjach realizacji tej kontroli
                                                    przez bank centralny. W takim przypadku, mozemy sie zgodzic rowniez
                                                    z panskim stwierdzeniem, ze "nie jest prostym skutkiem procesow
                                                    rynkowych zachodzacych bez udzialu czlowieka", poniewaz tam
                                                    mechanizm rynkowy juz w zasadzie nie istnieje, wiec pozostaje nam
                                                    tylko konwencja.

                                                    > inaczej mowiac - pieniadz jest umowa i zasady jego emisji sa tez
                                                    > umowne. mozna sie umowic ze bank centralny tak ustala stopy zeby
                                                    > miec staly kurs waluty w/m innej waluty lub koszyka. mozna sie
                                                    > umowic ze bank centralny dazy do osiagniecia pewnego poziomu m2
                                                    > lub m3. mozna sie tez umowic ze bank centralny dazy do utrzymania
                                                    > okreslonego poziomu wskaznika wzrostu cen konsumenckich obliczanego
                                                    > przy uzyciu umownego koszyka i umownej metodologii). mozna
                                                    > wreszcie probowac przerzucic na bank centralny czesc obowiazkow
                                                    > ktore na ogol sa w gestii rzadu: dbalosc o rozwoj gospodaczy lub
                                                    > zrownowazony bilans handlowy. rozmaite warianty tej umowy ale
                                                    > zadna nie spelnia postulatu `naturalnosci'. prawdopodobnie dlatego
                                                    > ze pieniadz jest czysta abstrakcja i - od poczatku do konca -
                                                    > dzielem rak ludzkich

                                                    Obecnie pieniadz nosi tylko pewne znamiona umowy, ale tak naprawde
                                                    jest przymusem. Nie bardzo tylko rozumiem, dlaczego musimy sie
                                                    zgodzic z faktem, ze taki stan rzeczy jest wlasciwy i sam proces
                                                    kontroli panstwa nad pieniadzem jest nieodwracalny. Czy ze wzgledu
                                                    na sam fakt jego zastania, czy tez ze wzgledu na pewne
                                                    ogolnoswiatowe tendencje, ktore to ostatnimi czasy mozemy
                                                    obserwowac? Instytucja banku centralnego jest dosc nowym wynalazkiem
                                                    panstwa (najstarszy bodajze jest Bank Szwecji, ktory istnieje od
                                                    1668 roku), Fed istnieje dopiero od 1913 r. (a wlasciwie jego pelna
                                                    kontrola nad pieniadzem zaczela sie w 1971 r., kiedy USA
                                                    wypowiedzialy umowe z Bretton Woods i zrezygnowaly ze standardu
                                                    zlota). Nie przedluzajac tej rozmowy powiem tylko, ze nie ma zadnych
                                                    obiektywnych przeslanek ku temu, aby zgodzic sie z faktem, zeby
                                                    banki centralne stosowaly jakiekolwiek instrumenty polityki
                                                    pienieznej, takie jak ustalanie poziomu stop procentowych, rezerw
                                                    obowiazkowych, operacji otwartego rynku czy innych. Wedlug mnie
                                                    jedynym gwarantem stabilnosci wartosci naszego pieniadza jest
                                                    standard zlota i system wolnej bankowosci. Doprawdy nie widze,
                                                    zadnego powodu, zeby stopy procentowe nie mialy byc ustalane przez
                                                    rynek a nie jak obecnie przez Rade Polityki Pienieznej.

                                                    > i stad postulat przycinka: by bank centralny realizowal raczej
                                                    > polityke stalego kursu wymiany niz polityke stalego cpi. to
                                                    > kwestia takiego wyboru miedzy konwencjami zeby zoptymalizowac
                                                    > wykorzystanie potencjalu gospodarczego

                                                    Zgadza sie, z jednym tylko zastrzezeniem, tzn. jezeli odrzucimy
                                                    pewne fundamentalne prawa rynku, np. postulat o naturalnosci jego
                                                    procesow, to wtedy mozemy juz przyjac w zasadzie wszystkie racje
                                                    Przycinka, z tym tylko, ze bedziemy musieli jednoczesnie przyznac,
                                                    ze nasza rozmowa bedzie od tej pory dotyczyc centralnego planowania
                                                    a nie mechanizmu rynkowego.

                                                    > w pewien sposob jest to dyskusja akademicka

                                                    Kazda dyskusja na tym forum moze miec charakter jedynie akademicki,
                                                    zreszta trudno sobie nawet wyobrazic, zeby bylo inaczej. Z naszych
                                                    rozmow nie moga wyniknac, zadne praktycznie dzialania, wiec mozemy
                                                    pozostac tylko w sferze teoretycznych rozwazan.
                                                  • przycinek.usa Re: konwencja albo rynek 17.08.08, 08:55
                                                    "kto rozumie na czy polega dzialanie mechanizmu rynkowego doskonale wie"

                                                    Suponujesz, ze nie rozumiem mechanizmu rynkowego - tymczasem wyglada na to, ze
                                                    ty masz Damkon problemy z identyfikacja problemow we wspolczesnym mechanizmie
                                                    rynkowym. Posrednio i bez konkretow sugerujesz, ze obecny "mechanizm rynkowy"
                                                    jest ulomny z racji inflacji. Uwazasz, ze problemem jest niejaka "polityka
                                                    inflacyjna". Rownoczesnie nie dostrzegasz, ze "mechanizm rynkowy" ma niejako
                                                    wbudowane cechy inflacyjne. I dlatego w kazdym fragmencie twojej teorii tkwi
                                                    blad merytoryczny. Probujesz rozerwac cos, co jest nierozrywalne. Twoja teoria
                                                    szalenie naturalnie brzmi, ale jest calkowicie naturalna bzdura. Jakby to
                                                    powiedziec dosadnie jest to nothing but the unadulterated bullshit.

                                                    A dlaczego Damkon?
                                                    Ja ci powiem dlaczego. Caly ten "mechanizm rynkowy" jest od tysiacleci zwiazany
                                                    z rownowaga towarowo-pieniezna. To jest proste jak budowa slupa trakcji
                                                    elektrycznej. Bez wzgledu na to jaki pieniadz jest chwilowo w obiegu - o
                                                    inflacji lub deflacji bedzie decydowal stosunek dynamiki przyrostu produkcji do
                                                    masy pieniedzy na rynku! Poziom cen jest wynikiem arbitralnej sumy transakcji i
                                                    wypadkowej popytu i podazy w stosunku do masy pieniadza. I to jest absolutna
                                                    prawda, jak Boga kocham, bez zadnych skretow w lewo, czy w prawo - jest to po
                                                    prostu prawo rynku, jedyne i niepodwazalne, prawdziwe i obiektywne i jak to
                                                    podwazasz - to masz problem.

                                                    Z filozoficznego punktu widzenia najwazniejsza jest produkcja, poniewaz
                                                    wzrastajaca produkcja powoduje zwiekszenie zasobnosci spoleczenstwa w towary.
                                                    Kazdy dzisiaj rozumie, ze trzeba produkowac. Jak najwiecej. Jak najtaniej. I
                                                    potem wymieniac sie towarami. Jak najszybciej.

                                                    Dlatego dla dobra rynku i dla poprawienia plynnosci i podwyzszenia liczby
                                                    transakcji i zwiekszenia mozliwosci oszczednosci dazy sie do rownowagi towarowo
                                                    pienieznej na rynku. Po to wlasnie, aby utrzymac stabilne ceny i zapobiec ich
                                                    wahaniom przy rownoczesnym rozwoju produkcji i wzroscie bogactwa jednostki.

                                                    Mozna tego dokonywac w dobry lub zly sposob. To kwestia dyskusji. Ale
                                                    najwazniejszym jest zrozumienie, ze od tej rownowagi towarowo pienieznej zalezy
                                                    poziom dobrobytu, ktory przeklada sie na statystyczna zasobnosc statystycznego
                                                    czlowieka.

                                                    Jezeli znajdzie sie wladca, ktory dojdzie do wniosku, ze naturalne jest
                                                    monetarne niedowazenie produkcji - to wystapi deflacja, spadek produkcji i
                                                    spoleczenstwo zbiednieje.
                                                    Po czym rynek sie zrownowazy i ceny tez.

                                                    Jezeli wladca dojdzie do wniosku, ze nalezy produkcje monetarnie przewazyc (co
                                                    sie dzieje obecnie) - to dojdzie do inflacji i dlugoterminowego zalamania rynku
                                                    i spoleczenstwo zbiednieje.
                                                    I znowu rynek sie zrownowazy i ceny tez.

                                                    W kazdym przypadku, po pewnym czasie rynek sie zrownowazy.
                                                    Problem w tym, ze za kazdym razem istnieje inna wartosc wymaganej masy pieniedzy
                                                    dla danej sytuacji rynkowej. I za kazdym razem istnieje inna rownowaga cenowa.
                                                    Potem z perspektywy patrzymy i na wykresie powstaje cykl. I pojawia sie
                                                    zdumienie - Istnieje tylko rownowaga towarowo-pieniezna i ona determinuje
                                                    kierunek cen. Kierunek cen decyduje czy jest inflacja, czy deflacja.

                                                    Cala nasza cywilizacja oparta jest o produkcje i tak wyniklo z historycznej
                                                    praktyki, ze przewazyla koncepcja utworzenia administracyjnego ciala (BC)
                                                    nadzorujacego pieniadze w celu zoptymalizowania rynku i produkcji. Wyniklo to po
                                                    prostu z potrzeby procesu rownowazenia masy towarow i pieniedzy na rynku. Dzieki
                                                    temu powstal dobrobyt, ktory dotyczy wszystkich z nas. Faktem jest, ze
                                                    administracyjne decyzje rynkowe sa trudne i obdarzone bledami ale ich wypadkowa
                                                    jest korzystna dla wszystkich. Te decyzje wplywaja tez na predkosc powstawania
                                                    dlugu. Ilosc powstalych zobowiazan jest proporcjonalna do czasu i stopnia
                                                    rozwoju rynku. To wlasnie jest bardzo wazne i trudne do zrozumienia - ale jest
                                                    to podstawowa cecha cyklu. Wraz ze wzrostem cyklu cena pieniedzy spada a w
                                                    momencie skurczu cena rosnie. Jezeli z jakiegos abstrakcyjnego powodu hamujemy
                                                    rynek stopami - to ten rynek dalej sie rozwija, choc wolniej i pieniadze
                                                    tanieja, choc wolniej i potencjal inflacyjny tez maleje, choc wolniej. Tu lezy
                                                    pogrzebany dowod na bezsens tezy o “polityce inflacyjnej”. Jezeli nawet ustalimy
                                                    odgornie jakis abstrakcyjnie wysoki poziom stop % - to po jakims czasie cena
                                                    pieniadza sama spadnie! Rynek bowiem decyduje sam o tym na jakim poziomie ta
                                                    rownowaga nastepuje po czym z tego poziomu pojawia sie kolejny cykl rozwoju. I
                                                    kolejna inflacja. I kolejna deflacja.

                                                    Mowic, ze jest mozliwy jakis dogmatyczny i utopijny rynek bez inflacji z jakims
                                                    naturalnie dogmantycznym poziomem naturalnych stop - jest nieporozumieniem. To
                                                    jest bez sensu! Bo rynek fluktuuje caly czas. Zmiany zachodzace na rynku
                                                    wynikaja z czynnikow poprzedzajacych. Jak ustalimy hipotetyczna “naturalna”
                                                    stope na rynku – to za jakis czas ta stopa nie bedzie juz naturalna, tylko za
                                                    wysoka. I tak dalej. Poziom stopy wlasciwy w roku 1997 bedzie zupelnie zlym
                                                    poziomem w 2005. Jezeli zaczniemy sobie wyobrazac ilosc czynnikow wplywajacych
                                                    na ceny - to okaze sie, ze czynniki monetarne sa w mniejszosci. W dlugim
                                                    terminie stopa procentowa zalezy tylko od rynku. Nie od banku centralnego.
                                                    Inflacja jest w kazdym rynkowym rozwiazaniu, czy to z bankiem centralnym, czy
                                                    bez banku. W gruncie rzeczy inflacja zalezy od momentu czasu w cyklu i od
                                                    poziomu nasycenia towarow na rynku. Ale to jest nieistotne. Jest to dosyc
                                                    ciekawe zagadnienie, ale nie slyszalem, aby to ktokolwiek kiedykolwiek
                                                    rozpatrywal. Mysle, ze to jest po prostu za trudne. I dlatego mamy tyle
                                                    problemow ze stopami. Bo nie ma do tego teorii.

                                                    "Obecnie pieniadz nosi tylko pewne znamiona umowy, ale tak naprawde
                                                    jest przymusem. Nie bardzo tylko rozumiem, dlaczego musimy sie
                                                    zgodzic z faktem, ze taki stan rzeczy jest wlasciwy i sam proces
                                                    kontroli panstwa nad pieniadzem jest nieodwracalny."

                                                    Istnienie BC nie jest istotne – byle na rynku nastepowal proces optymalizacji
                                                    ilosci pieniedzy wobec produkcji towarow. Praktyka wykazala, ze BC sa do tego
                                                    najlepsze. Ale faktycznie kwestie przymusu sa niezaprzeczalne.

                                                    "Doprawdy nie widze, zadnego powodu, zeby stopy procentowe nie mialy byc
                                                    ustalane przez rynek a nie jak obecnie przez Rade Polityki Pienieznej."

                                                    Bo pan nie rozumie dzialania rynku w zakresie zasad ustalania stop.
                                                    BC nie moze ustalic stop na jakims abstrakcyjnym poziomie odbiegajacym od
                                                    poziomow rynkowych. FED bardzo skwapliwie podaza za cena krotkoterminowych (13
                                                    tygodni) papierow skarbowych. Podobnie z RPP. Rynek sam ustala koszt pieniedzy w
                                                    dlugim terminie. Bank Centralny jedynie robi wrazenie, ze kontroluje sytuacje
                                                    pieniezna. W srednim terminie doprowadza to do dosyc powaznych zaklocen
                                                    rownowagi wymiany walutowej i przeplywow pienieznych ale w dlugim terminie nie
                                                    ma to wiekszego znaczenia przy zalozeniu, ze nie dojdzie w miedzy czasie do
                                                    jakiejs wojny, albo katastrofy.
                                                  • damkon Re: konwencja albo rynek 17.08.08, 12:55
                                                    > Suponujesz, ze nie rozumiem mechanizmu rynkowego - tymczasem
                                                    > wyglada na to, ze ty masz Damkon problemy z identyfikacja
                                                    > problemow we wspolczesnym mechanizmie rynkowym.

                                                    Suponowac to znaczy domyslac sie, przypuszczac. Czy oby na pewno
                                                    chodzilo Ci tutaj o to slowo? Byc moze chciales napisac: sugerujesz,
                                                    ale ja tu niczego nie musze ani suponowac ani sugerowac, poniewaz to
                                                    Ty sam udowadniasz swoje niezrozumienie mechanizmu rynkowego.

                                                    > Posrednio i bez konkretow sugerujesz, ze obecny "mechanizm rynkowy"
                                                    > jest ulomny z racji inflacji. Uwazasz, ze problemem jest
                                                    > niejaka "polityka inflacyjna". Rownoczesnie nie dostrzegasz,
                                                    > ze "mechanizm rynkowy" ma niejako wbudowane cechy inflacyjne. I
                                                    > dlatego w kazdym fragmencie twojej teorii tkwi blad merytoryczny.

                                                    Tutaj tkwi pierwszy dosc powazny blad Twojego rozumowania, poniewaz
                                                    nie dostrzegasz roznicy miedzy rynkowymi zmianami cen a swiadoma
                                                    polityka inflacyjna panstwa. Otoz na rynku wszystkie ceny podlegaja
                                                    ciaglym wahaniom na skutek zmian natezenia sil rynkowych (popytu i
                                                    podazy). Poziom cen ma charakter dynamiczny i odzwierciedla dazenie
                                                    calego systemu do rownowagi. Rynek reaguje nie tylko na zmiany
                                                    potrzeb jego uczestnikow, ale takze na takie czynniki zewnetrzne jak
                                                    np nieurodzaj, kleski, spadek lub wzrost wydobycia surowcow, zmiany
                                                    technologiczne i wiele innych. Jednak od takich ruchow cen nalezy
                                                    odroznic zmiany wywolane swiadoma polityka inflacyjna majaca na celu
                                                    doprowadzenie do pozadanej struktury rynku z punktu widzenia
                                                    interesow panstwa. Roznica miedzy takimi zmianami cen ma charakter
                                                    fundamentalny i o ile pierwsze maja aspekt rynkowy i prowadza do
                                                    rownowagi to te drugie maja charakter decyzji administracyjnych i
                                                    prowadza jedynie do zaklocenia mechanizmu rynkowego.
                                                    Mieszajac ze soba oba mechanizmy zmian cen, tzn. mechanizm rynkowy i
                                                    celowe zaklocanie rynkowej struktury cen przez panstwo mozemy dojsc
                                                    tyko do absurdalnych wnioskow, czego Ty jestes najlepszym przykladem.

                                                    > Probujesz rozerwac cos, co jest nierozrywalne.

                                                    A co ja takiego wedlug Ciebie probuje rozerwac? Czy moze masz na
                                                    mysli fakt, ze probuje oddzielic dzialanie mechanizmu rynkowego od
                                                    polityki panstwa?

                                                    > A dlaczego Damkon? Ja ci powiem dlaczego. Caly ten "mechanizm
                                                    > rynkowy" jest od tysiacleci zwiazany z rownowaga towarowo-
                                                    > pieniezna. To jest proste jak budowa slupa trakcji elektrycznej.
                                                    > Bez wzgledu na to jaki pieniadz jest chwilowo w obiegu - o
                                                    > inflacji lub deflacji bedzie decydowal stosunek dynamiki przyrostu
                                                    > produkcji do masy pieniedzy na rynku! Poziom cen jest wynikiem
                                                    > arbitralnej sumy transakcji i wypadkowej popytu i podazy w
                                                    > stosunku do masy pieniadza. I to jest absolutna prawda, jak Boga
                                                    > kocham, bez zadnych skretow w lewo, czy w prawo - jest to po
                                                    > prostu prawo rynku, jedyne i niepodwazalne, prawdziwe i obiektywne
                                                    > i jak to podwazasz - to masz problem.

                                                    Jezeli bysmy z tej wypowiedzi wycieli zdanie o inflacji, (co do
                                                    ktorej nie mam pewnosci czy jej pojecia uzywasz w sposob wlasciwy)
                                                    to mozna powiedziec, ze bardzo trafnie opisales dzialanie mechanizmu
                                                    rynkowego. Jednak czego jestem nauczony doswiadczeniem rozmowami z
                                                    Toba, to tego, ze po jednej bardzo ciekawej i celnej wypowiedzi
                                                    pojawia sie taka, po ktorej calkiem niewiadomo co powiedziec.

                                                    > Z filozoficznego punktu widzenia najwazniejsza jest produkcja,
                                                    > poniewaz wzrastajaca produkcja powoduje zwiekszenie zasobnosci
                                                    > spoleczenstwa w towary. Kazdy dzisiaj rozumie, ze trzeba
                                                    > produkowac. Jak najwiecej. Jak najtaniej. I potem wymieniac sie
                                                    > towarami. Jak najszybciej. Dlatego dla dobra rynku i dla
                                                    > poprawienia plynnosci i podwyzszenia liczby transakcji i
                                                    > zwiekszenia mozliwosci oszczednosci dazy sie do rownowagi towarowo
                                                    > pienieznej na rynku. Po to wlasnie, aby utrzymac stabilne ceny i
                                                    > zapobiec ich wahaniom przy rownoczesnym rozwoju produkcji i
                                                    > wzroscie bogactwa jednostki.
                                                    > Mozna tego dokonywac w dobry lub zly sposob. To kwestia dyskusji.
                                                    > Ale najwazniejszym jest zrozumienie, ze od tej rownowagi towarowo
                                                    > pienieznej zalezy poziom dobrobytu, ktory przeklada sie na
                                                    > statystyczna zasobnosc statystycznego czlowieka.
                                                    >
                                                    > Jezeli znajdzie sie wladca, ktory dojdzie do wniosku, ze naturalne
                                                    > jest monetarne niedowazenie produkcji - to wystapi deflacja,
                                                    > spadek produkcji i spoleczenstwo zbiednieje.
                                                    > Po czym rynek sie zrownowazy i ceny tez.
                                                    >
                                                    > Jezeli wladca dojdzie do wniosku, ze nalezy produkcje monetarnie
                                                    > przewazyc (co sie dzieje obecnie) - to dojdzie do inflacji i
                                                    > dlugoterminowego zalamania rynku i spoleczenstwo zbiednieje.
                                                    > I znowu rynek sie zrownowazy i ceny tez.

                                                    Zacytowalem ta Twoja wypowiedz w calosci, poniewaz jakos nie moge
                                                    uwierzyc, ze to Ty ja napisales! Ale tak wlasnie jest, tzn. na tym
                                                    polega dzialanie mechanizmu rynkowego.

                                                    > Cala nasza cywilizacja oparta jest o produkcje i tak wyniklo z
                                                    > historycznej praktyki, ze przewazyla koncepcja utworzenia
                                                    > administracyjnego ciala (BC) nadzorujacego pieniadze w celu
                                                    > zoptymalizowania rynku i produkcji.

                                                    Taka koncepcja utworzenia banku centralnego przewazyla w glowach
                                                    socjalistow, ktorzy chcieli przejac pelna kontrole nad rynkiem
                                                    pieniadza. Problem jednak tkwi w tym, ze panstwo nie jest w stanie
                                                    zoptymalizowac ani rynku pieniadza ani tym bardziej produkcji. Twoja
                                                    wiara w centralne planowanie jest tak duza, ze nawet nie zakladasz
                                                    tego, ze panstwo zamiast wspomnianej przez Ciebie optymalizacji moze
                                                    doprowadzic jedynie do nierownowagi.

                                                    > Wyniklo to po prostu z potrzeby procesu rownowazenia masy towarow
                                                    > i pieniedzy na rynku. Dzieki temu powstal dobrobyt, ktory dotyczy
                                                    > wszystkich z nas.

                                                    Panstwo ani nie tworzy zadnego bogactwa ani nawet w najmniejszym
                                                    stopniu nie przyczynia sie do jego powstania. To jest wlasnie ten
                                                    rodzaj utopii (a wlasciwie naiwnosci), o ktorej wspomnialem Ci w
                                                    poprzedniej mojej wypowiedzi.

                                                    > Faktem jest, ze administracyjne decyzje rynkowe sa trudne i
                                                    > obdarzone bledami ale ich wypadkowa jest korzystna dla wszystkich.

                                                    Administracyjne decyzje rynkowe – a coz za twor jezykowy?

                                                    Ala tak na powaznie, decyzje administracyjne panstwa sa zawsze
                                                    obdarzone bledami a ich wypadkowa jest korzystna tylko dla tych,
                                                    ktorzy sa jej bezposrednimi beneficjentami (np zwiazkow zawodowych,
                                                    ktore przykladowo w wyniku strajkow wymusily na ustawodawcy
                                                    korzystne dla siebie zmiany w prawie). Jednak cala reszta
                                                    uczestnikow rynkowych bedzie zawsze poszkodowana na skutek decyzji
                                                    administracyjnych, ktore prowadza w prostej linii do zaklocenia
                                                    mechanizmu rynkowego.

                                                    > Te decyzje wplywaja tez na predkosc powstawania dlugu. Ilosc
                                                    > powstalych zobowiazan jest proporcjonalna do czasu i stopnia
                                                    > rozwoju rynku. To wlasnie jest bardzo wazne i trudne do
                                                    > rozumienia - ale jest to podstawowa cecha cyklu. Wraz ze wzrostem
                                                    > cyklu cena pieniedzy spada a w momencie skurczu cena rosnie.
                                                    > Jezeli z jakiegos abstrakcyjnego powodu hamujemy rynek stopami -
                                                    > to ten rynek dalej sie rozwija, choc wolniej i pieniadze tanieja,
                                                    > choc wolniej i potencjal inflacyjny tez maleje, choc wolniej. Tu
                                                    > lezy pogrzebany dowod na bezsens tezy o “polityce inflacyjnej”.

                                                    Jaki dowod? Wybacz, ale jedyny argument, ktory mozna tutaj znalezc
                                                    to dowod nie na bezsens tezy o polityce inflacyjnej, ale bezsens tej
                                                    calej Twojej wypowiedzi.

                                                    > Mowic, ze jest mozliwy jakis dogmatyczny i utopijny rynek bez
                                                    > inflacji z jakims naturalnie dogmantycznym poziomem naturalnych
                                                    > stop - jest nieporozumieniem. To jest bez sensu! Bo rynek
                                                    > fluktuuje caly czas.

                                                    Nieporozumieniem jest twierdzenie, ze jestesmy w stanie zastapic
                                                    rynek i za pomoca jakiejs instytucji panstwowej zwanej bankiem
                                                    c
                                                  • damkon Re: konwencja albo rynek - ciag dalszy 17.08.08, 13:01
                                                    > Jak ustalimy hipotetyczna “naturalna” stope na rynku – to za jakis
                                                    > czas ta stopa nie bedzie juz naturalna, tylko za wysoka. I tak
                                                    > dalej. Poziom stopy wlasciwy w roku 1997 bedzie zupelnie zlym
                                                    > poziomem w 2005.

                                                    Zrozumiales mnie jak zwykle tylko opatrznie. Naturalna, czyli
                                                    rynkowa stopa procentowa ma charakter dynamiczny i stale ulega
                                                    zmianom jak kazda inna wielkosc na rynku, wiec truizmem jest pisac,
                                                    ze stopa z 1997 roku bedzie na innym poziomie niz w 2005 roku.

                                                    > Istnienie BC nie jest istotne – byle na rynku nastepowal proces
                                                    > optymalizacji ilosci pieniedzy wobec produkcji towarow. Praktyka
                                                    > wykazala, ze BC sa do tego najlepsze.

                                                    Praktyka wykazala, ze najwlasciwszy do optymalizacji ilosci
                                                    pieniedzy jest mechanizm rynkowy a nie dziesieciu medrcow z Rady
                                                    Polityki Pienieznej.

                                                    > "Doprawdy nie widze, zadnego powodu, zeby stopy procentowe nie
                                                    > mialy byc ustalane przez rynek a nie jak obecnie przez Rade
                                                    > Polityki Pienieznej."

                                                    > Bo pan nie rozumie dzialania rynku w zakresie zasad ustalania stop.

                                                    W takim razie bardzo chetnie poslucham, dlaczego skuteczniejsza w
                                                    ustalaniu stop procentowych jest instytucja banku centralnego od
                                                    mechanizmu rynkowego.
                                                  • zbychowiec Re: konwencja albo rynek 17.08.08, 21:32
                                                    > Jezeli nawet ustalimy
                                                    > odgornie jakis abstrakcyjnie wysoki poziom stop % - to po jakims czasie cena
                                                    > pieniadza sama spadnie! Rynek bowiem decyduje sam o tym na jakim poziomie ta
                                                    > rownowaga nastepuje po czym z tego poziomu pojawia sie kolejny cykl rozwoju.

                                                    Czy moge zapytac jak wyobrazasz sobie taki spadek ceny pieniadza mimo wysokich
                                                    stop procentowych i przy zalozonym niezmienionym poziomie rezerw obowiazkowych ?
                                                    Nie pytam zeby sie czepiac, tylko autentycznie chcialbym poznac ten mechanizm.
                                                    Zakladamy dodatkowo ze nie ma instytucji typu SKOKi, ktore moga kreowac pieniadz
                                                    i nie sa objete nadzorem bankowym, rezerwami obowiazkowymi (swoja droga to
                                                    bardzo ciekawe bo to wlasciwie ogromna szara strefa naszej gospodarki i jestem
                                                    ciekaw jak tam naprawde ksztaltuja sie rezerwy) ?

                                                  • przycinek.usa Re: konwencja albo rynek 17.08.08, 22:07
                                                    > Czy moge zapytac jak wyobrazasz sobie taki spadek ceny pieniadza mimo wysokich
                                                    stop procentowych i przy zalozonym niezmienionym poziomie rezerw obowiazkowych?


                                                    Cena pieniedzy na rynku jest ustalana przez rynek w dlugim terminie.
                                                    Ja sobie tego nie wyobrazam, tylko widze na wykresach.


                                                    "Zakladamy dodatkowo ze nie ma instytucji typu SKOKi, ktore moga kreowac
                                                    pieniadz i nie sa objete nadzorem bankowym, rezerwami obowiazkowymi (swoja droga
                                                    to bardzo ciekawe bo to wlasciwie ogromna szara strefa naszej gospodarki i
                                                    jestem ciekaw jak tam naprawde ksztaltuja sie rezerwy)?"




                                                    No wlasnie tego nie mozna zrobic. Bo sedno lezy w tym wlasnie mechanizmie.
                                                    Kreacji nie mozna jedynie ograniczac do bankow.
                                                    Przyrost zobowiazan nastepuje wszedzie. Ale to jest moja prywatna opinia oparta
                                                    na obserwacji i wlasnych pogladach.
                                                  • bush_w_wodzie Re: konwencja albo rynek 30.08.08, 02:07
                                                    damkon napisał:


                                                    > > w zasadzie kazdy rozumie o co chodzi i sie zgadza dopoki nie
                                                    > > przyjdzie rozstrzygac konkrentnych kwestii.
                                                    >
                                                    > Ten, kto rozumie na czy polega dzialanie mechanizmu rynkowego
                                                    > doskonale wie, ze nie jestesmy w stanie rozstrzygnac wlasnie
                                                    > tych "konkretnych tresci". Jezeli bylibysmy je w stanie pojac i
                                                    > zrozumiec, to wtedy moglibysmy bez zadnego problemu zastapic
                                                    > mechanizm rynkowy centralnym planowaniem.
                                                    >


                                                    wyglada na to ze dyskusja nam sie nieco rozszczepila. do tej pory
                                                    wydawalo mi sie ze rozmawiamy o zasadach reguacji emisji pieniadza
                                                    przez bank centralny. okazuje sie jednak ze wlaczyl sie nam bardziej
                                                    fundamentalny temat: pieniadz oparty o zloto czy papierowy? jest dla
                                                    mnie jasne ze jesli caly swiat funkcjonuje uzywajac pienaidza
                                                    paierowowego to polska tez musi. dlatego proponuje w tym watku
                                                    odstapic od radykalnych koncepcji typu baza w zlocie - i skupic sie
                                                    na powrot na zasadach polityki nbp. jako uwage na marginesie
                                                    chcialbym tylko dorzucic ze przyjecie bazy zlota dla pieniadza takze
                                                    jest aktem arbitralnego (a zatem nienaturalnego) wyboru





                                                    > > i wtedy okazuje sie ze jednak efektywne jest wylacznie prawo
                                                    > > `nienaturalne' czyli niejako sztucznie skodyfikowane
                                                    >
                                                    > To zalezy od tego czyj punkt widzenia przyjmiemy. Jezeli bedzie to
                                                    > panstwo, ktore z definicji musi byc wrogiem naturalnego to
                                                    > rzeczywiscie efektywne jest to, co skodyfikowane. Obawiam sie, ze
                                                    > punktu widzenia uczestnikow rynku z tym "skodyfikowaniem" jest
                                                    > jednak zgola inaczej.


                                                    panstwo jest forma organizacji jednostek i mysle ze jest forma tak
                                                    samo naturalna jak duzy koncern. panstwa nie powstaly w wyniku
                                                    decyzji centralnych planistow tylko w wyniku naturalnych procesow
                                                    spolecznych. wiec albo uznamy panstwa za naturalne albo musimy uznac
                                                    ze naturalna droga rozwoju generuje czasem cos anty-naturalnego...

                                                    mnie osobiscie bardziej odpowiada pytanie `jakie panstwo?'. jest
                                                    jakby bardziej pragmatyczne i konstruktywne... to samo dotyczy
                                                    instrumentu jakim jest pieniadz


                                                    >
                                                    > > rynek fantastycznie reguluje procesy gospodarcze. ale z
                                                    pieniadzem
                                                    > > jest jednak pewien klopot. otoz - pieniadz papierowy jest
                                                    > > _czysta_konwencja_. umowa wszystkich ze wszystkimi definiujaca
                                                    > > pewna abstrakacyjna miara wartosci. notariuszem tej umowy sa
                                                    banki
                                                    > > centralne a zyrantem - rzady.
                                                    >
                                                    > No wlasnie, czy tak jest naprawde, ze pieniadz wspolczesny jest
                                                    > umowa wszystkich ze wszystkimi?


                                                    tak jest - w tym sensie ze kazdy przyjmuje pieniedz jako ekwiwalent
                                                    wykonanej pracy lub zbywanych dobr


                                                    > Czy nie jest jednak tak, ze to
                                                    > panstwo przejelo kontrole nad pieniadzem tworzac instytucje banku
                                                    > centralnego. Ja bym raczej powiedzial, ze nie ma tu zadnej umowy,
                                                    > tylko jednostronny przymus oparty na monopolu i kontroli.


                                                    panstwo (lub niepanstwowy bank centralny) reguluje wylacznie ogolne
                                                    zasady emisji oficjalnego pieniadza. oprocz tego podmioty rynkowe
                                                    moga emitowac weksle obligacje akcje itp

                                                    jesli przyjmiemy ze pieniadz jest jedynie instrumentem
                                                    optymalizujacym przeplyw towarow (wartosci) to w jego optymalizujaca
                                                    funkcje jest wpisany monopol. monopol potrzebny po to zeby kazdy
                                                    podmiot rynkowy mogl miec zaufanie co do poziomu wartosci pieniadza
                                                    w przeliczeniu na rozmaite towary. ten monopol to monopol
                                                    wzorcowania wartosci a nie pelnej kontroli nad obrotem

                                                    >
                                                    > > no i tak sie jakos przyjelo ze banki centralne ustalaja oficjalna
                                                    > > cene pieniadza (a dokladniej: cene kredytu lub depozytu) i zasady
                                                    > > jego kreacji (poziom rezerw obowiazkowych). w tej sytuacji
                                                    > > postulat `naturalnosci' ma wiec dotyczyc czegos co jest czysta
                                                    > > konwencja... a wiec nie jest prostym skutkiem procesow rynkowych
                                                    > > zachodzacych `bez udzialu czlowieka'.
                                                    >
                                                    > To nieco zle ujete sformulowanie, poniewaz to nie "jakos sie
                                                    > przyjelo", tylko panstwo tak ustanowilo, ze za pomoca bankow
                                                    > centralnych bedzie realizowac swoja poltyke kontroli nad
                                                    pieniadzem.
                                                    > Jezeli przyjmiemy, ze pierwsze zdanie jest prawdziwe, to dopiero
                                                    > wtedy mozemy mowic o pewnych konwencjach realizacji tej kontroli
                                                    > przez bank centralny. W takim przypadku, mozemy sie zgodzic
                                                    rowniez
                                                    > z panskim stwierdzeniem, ze "nie jest prostym skutkiem procesow
                                                    > rynkowych zachodzacych bez udzialu czlowieka", poniewaz tam
                                                    > mechanizm rynkowy juz w zasadzie nie istnieje, wiec pozostaje nam
                                                    > tylko konwencja.


                                                    zgoda - pantswa sprawuja kontrole nad pieniadzem. napisalem ze `tak
                                                    sie przyjelo' poniewaz uwazam ze obecnie funkcjonujace rozwiazanie
                                                    wyniklo w procesie naturalnej ewolucji spoleczno-gospodarczej. ta
                                                    panstwowa kontrola jest bardzo typowa - na przestrzeni dziejow bicie
                                                    monety zawsze podlegalo scislej kontroli administracyjnej takich czy
                                                    innych wladz publicznych. zazwyczaj kontrole nad kopalniami zlota
                                                    czy srebra sprawowaly wladze polityczne (choc bywaly wyjatki - ktore
                                                    pokazywaly ze kontrola nad kopalniami daje prywatnym podomiotom
                                                    wladze polityczna...)



                                                    > Wedlug mnie
                                                    > jedynym gwarantem stabilnosci wartosci naszego pieniadza jest
                                                    > standard zlota i system wolnej bankowosci. Doprawdy nie widze,
                                                    > zadnego powodu, zeby stopy procentowe nie mialy byc ustalane przez
                                                    > rynek a nie jak obecnie przez Rade Polityki Pienieznej.


                                                    zloto ma powazna wade: w sytuacji wzrostu populacji naszej planety i
                                                    w miare rozwoju gospodarczego - przy zlotym pieniadzu spodziewalbym
                                                    sie permanentnej deflacji cen - ze wszystkimi negatywnymi
                                                    konsekwencjami


                                                    >
                                                    > > i stad postulat przycinka: by bank centralny realizowal raczej
                                                    > > polityke stalego kursu wymiany niz polityke stalego cpi. to
                                                    > > kwestia takiego wyboru miedzy konwencjami zeby zoptymalizowac
                                                    > > wykorzystanie potencjalu gospodarczego
                                                    >
                                                    > Zgadza sie, z jednym tylko zastrzezeniem, tzn. jezeli odrzucimy
                                                    > pewne fundamentalne prawa rynku, np. postulat o naturalnosci jego
                                                    > procesow, to wtedy mozemy juz przyjac w zasadzie wszystkie racje
                                                    > Przycinka, z tym tylko, ze bedziemy musieli jednoczesnie przyznac,
                                                    > ze nasza rozmowa bedzie od tej pory dotyczyc centralnego
                                                    planowania
                                                    > a nie mechanizmu rynkowego.
                                                    >


                                                    operowanie na agregatach monetarnych nie jest centralnym
                                                    planowaniem. centralne planowanie polegal na bezposredniej i
                                                    szczegolowej ingerencji we wszystkie segmety rynku. miedzy polityka
                                                    monetarna bankow centralnych a centralnym planowaniem jest przepasc
                                                  • damkon Re: konwencja albo rynek 30.08.08, 16:51
                                                    > wyglada na to ze dyskusja nam sie nieco rozszczepila. do tej pory
                                                    > wydawalo mi sie ze rozmawiamy o zasadach reguacji emisji pieniadza
                                                    > przez bank centralny. okazuje sie jednak ze wlaczyl sie nam
                                                    > bardziej fundamentalny temat: pieniadz oparty o zloto czy
                                                    > papierowy?

                                                    Ta dyskusja w dotychczasowym zakresie przekroczyla juz swoja mase
                                                    krytyczna, wiec uwazalem, ze nalezalo rozszerzyc ja o kwestie
                                                    bardziej fundamentalne. Inaczej ktos moglby nam slusznie zarzucic
                                                    krecenie sie w miejscu. Zreszta nie byla to rozmowa o tym, czy
                                                    pieniadz powinien byc zloty czy papierowy, tylko o to jaka powinna
                                                    byc kontrola panstwa nad pieniadzem.

                                                    > jest dla mnie jasne ze jesli caly swiat funkcjonuje uzywajac
                                                    > pienaidza paierowowego to polska tez musi. dlatego proponuje w tym
                                                    > watku odstapic od radykalnych koncepcji typu baza w zlocie - i
                                                    > skupic sie na powrot na zasadach polityki nbp.

                                                    Czy rzeczywiscie jest to az tak jasne? Keynes dla przykladu napisal
                                                    o zlocie, ze jest ono niemodne, przestarzale a wrecz
                                                    jest "barbarzynskim reliktem". Zamiana zlota na pieniadz papierowy
                                                    przez rzady byla doprawdy prawdziwym majstersztykiem subtelnego
                                                    oszustwa i przejecia kontroli nad pieniadzem. Wrecz niepojete jest
                                                    dla mnie jak np spoleczenstwo amerykanskie tak latwo pogodzilo sie z
                                                    konfiskata swojego zlota w 1933 r. dokonana przez administracje
                                                    Roosevelta.
                                                    Jednak zloto w odroznieniu od pieniadza papierowego posiada
                                                    wszystkie niezbedne atrybuty pieniadza a poza tym i co najwazniejsze
                                                    moze byc ono przedmiotem regulacji mechanizmu rynkowego.

                                                    > jako uwage na marginesie chcialbym tylko dorzucic ze przyjecie
                                                    > bazy zlota dla pieniadza takze jest aktem arbitralnego (a zatem
                                                    > nienaturalnego) wyboru

                                                    To akurat nie jest prawdziwe stwierdzenie, poniewaz zloto jako
                                                    pieniadz powstalo w wyniku naturalnych procesow rynkowych a nie jako
                                                    efekt arbitralnych decyzji administracyjnych.

                                                    > panstwo jest forma organizacji jednostek i mysle ze jest forma tak
                                                    > samo naturalna jak duzy koncern. panstwa nie powstaly w wyniku
                                                    > decyzji centralnych planistow tylko w wyniku naturalnych procesow
                                                    > spolecznych. wiec albo uznamy panstwa za naturalne albo musimy
                                                    > uznac ze naturalna droga rozwoju generuje czasem cos anty-
                                                    > naturalnego...

                                                    To sluszne stwierdzenie, jednak obecnie caly problem z panstwem
                                                    polega na tym, ze swoim zakresem dzialalnosci zdecydowanie
                                                    przekroczylo granice tego co mozemy umownie okreslic jako poziom
                                                    spolecznie pozadany. Wedlug mnie przykladem tego jest przejecie
                                                    kontroli panstwa nad pieniadzem.

                                                    > mnie osobiscie bardziej odpowiada pytanie `jakie panstwo?'. jest
                                                    > jakby bardziej pragmatyczne i konstruktywne... to samo dotyczy
                                                    > instrumentu jakim jest pieniadz

                                                    Ciekawe pytanie, w takim razie prosze o odpowiedz na nie.

                                                    > tak jest - w tym sensie ze kazdy przyjmuje pieniedz jako
                                                    > ekwiwalent wykonanej pracy lub zbywanych dobr

                                                    Fakt przyjmowania pieniadza jako ekwiwalentu wykonanej pracy lub
                                                    zbywanych dobor o niczym jeszcze nie swiadczy. Dobrowolnosc takiej
                                                    umowy w naszym przykladzie wyklucza przymus poslugiwania sie
                                                    pieniadzem papierowym.

                                                    > panstwo (lub niepanstwowy bank centralny) reguluje wylacznie
                                                    > ogolne zasady emisji oficjalnego pieniadza

                                                    Jednak ta regulacja w polaczeniu z przymusem oznacza przejecie przez
                                                    panstwo calkowitej kontroli nad pieniadzem.

                                                    > jesli przyjmiemy ze pieniadz jest jedynie instrumentem
                                                    > optymalizujacym przeplyw towarow (wartosci) to w jego
                                                    > optymalizujaca funkcje jest wpisany monopol. monopol potrzebny po
                                                    > to zeby kazdy podmiot rynkowy mogl miec zaufanie co do poziomu
                                                    > wartosci pieniadza w przeliczeniu na rozmaite towary. ten monopol
                                                    > to monopol wzorcowania wartosci a nie pelnej kontroli nad obrotem

                                                    Monopol moze stworzyc w tym przypadku tylko panstwo; rynek jest w
                                                    stanie wypracowac jedynie pewne standardy (np standard zlota). Tak
                                                    ma sie rzecz ze wszystkimi rynkami i rynek pieniadza nie stanowi
                                                    tutaj zadnego wyjatku.

                                                    > zloto ma powazna wade: w sytuacji wzrostu populacji naszej planety
                                                    > i w miare rozwoju gospodarczego - przy zlotym pieniadzu
                                                    > spodziewalbym sie permanentnej deflacji cen - ze wszystkimi
                                                    > negatywnymi konsekwencjami

                                                    Jest to dosc czesto powtarzany argument przeciwnikow standardu
                                                    zlota, lecz calkowicie nieprawdziwy, poniewaz jezeli przyjmiemy
                                                    zalozenie, ze tzw. baza monetarna M oznaczajaca podaz pieniadza
                                                    bedzie optymalna przy kazdej wielkosci by wypelniac swoje funkcje
                                                    (gdyz pieniadze sluza tylko jako posredni element wymiany) to musimy
                                                    uznac, ze jej wielkosc nie bedzie miala zadnego znaczenia dla
                                                    realnych procesow gospodarczych. Caly problem pojawia sie w momencie
                                                    gwaltownych zmian wielkosci bazy monetarnej, dlatego ze dochodzi
                                                    wtedy do zaklocania funkcjonowania mechanizmu rynkowego polegajacego
                                                    na nierownomiernym wzroscie badz spadku cen. Procesy powolne i
                                                    dlugotrwale nie maja tutaj praktycznie wiekszego znaczenia. Standard
                                                    zlota ma wlasnie ta przewage nad pieniadzem papierowym, ze
                                                    charakteryzuje sie wzglednie stabilnym poziomem bazy monetarnej w
                                                    przeciwienstwie do polityki bankow centralnych. Deflacja moze byc
                                                    oczywiscie tak samo niebezpieczna dla gospodarki jak inflacja, ale
                                                    tylko pod warunkiem swej nieprzewidywalnosci, skali a takze
                                                    szybkosci nastepowania.

                                                    > operowanie na agregatach monetarnych nie jest centralnym
                                                    > planowaniem. centralne planowanie polegal na bezposredniej i
                                                    > szczegolowej ingerencji we wszystkie segmety rynku. miedzy
                                                    > polityka monetarna bankow centralnych a centralnym planowaniem
                                                    > jest przepasc

                                                    Polityka monetarna bankow centralnych jest elementem szerokopojetego
                                                    centralnego planowania. Im mniej tej ingerencji w rynek pieniadza
                                                    tym oczywiscie mniej centralnego planowania.
                                                  • przycinek.usa Re: konwencja albo rynek 30.08.08, 17:42
                                                    "tylko o to jaka powinna byc kontrola panstwa nad pieniadzem."


                                                    Ach, to bardzo proste. Ministerstwo finansow powinno miec konstytucyjny zakaz
                                                    zadluzania sie a bank centralny powinien istniec jako jednostka podlegla
                                                    ministrowi finansow.


                                                    Problem solved.


                                                  • damkon Re: konwencja albo rynek 30.08.08, 19:20
                                                    > "tylko o to jaka powinna byc kontrola panstwa nad pieniadzem."
                                                    >
                                                    >
                                                    > Ach, to bardzo proste. Ministerstwo finansow powinno miec
                                                    > konstytucyjny zakaz zadluzania sie a bank centralny powinien
                                                    > istniec jako jednostka podlegla ministrowi finansow.

                                                    Och, to chyba jednak nie takie proste.
                                                    O ile pierwsza czesc Twojego pomyslu jest godna uwagi, to jednak
                                                    duga, tzn. podporzadkowania banku centralnego rzadowi moglaby sie
                                                    okazac fatalna w skutkach. Po pierwsze, polityka inflacyjna, ktorej
                                                    Ty nie uznajesz stalaby sie dominujaca, zas po drugie oznaczalaby
                                                    jeszcze wieksza centralizacje wladzy i wszystkie negatywne
                                                    konsekwencje, ktore sie z nia wiaza.
                                                  • przycinek.usa Re: konwencja albo rynek 31.08.08, 06:02
                                                    "Po pierwsze, polityka inflacyjna, ktorej Ty nie uznajesz stalaby sie
                                                    dominujaca, zas po drugie oznaczalaby jeszcze wieksza centralizacje wladzy i
                                                    wszystkie negatywne konsekwencje, ktore sie z nia wiaza."


                                                    Damkon, zaprzeczasz sobie i rynkowi.
                                                    Panstwo jest najwiekszym dluznikiem na rynku i w wyniku dzialania panstwa
                                                    dochodzi do najwiekszej "polityki inflacyjnej", poniewaz tworzy kreacje i
                                                    nadmierne obciazenia fiskalne wplywajace na ceny.
                                                    Zakaz zadluzania sie doprowadzi do ograniczenia wydatkow, spadku fiskalizmu,
                                                    spadku cen. Spowodowaloby to rowniez mniejsze wyciskanie kredytowe (wiesz o czym
                                                    mowie?) i doprowadziloby do ustabilizowania sytuacji kredytowej na rynku, w
                                                    wyniku czego mielibysmy rynkowy wzrost kredytu "w sposob naturalny", a nie
                                                    "sztuczny". -))

                                                    Wiem, tobie wydaje sie, ze stopa procentow banku centralnego ma jakis straszny
                                                    wplyw na "polityke inflacyjna". Otoz nie ma Damkon.
                                                    Jest tez masa innych argumentow za podporzadkowaniem BC panstwu (pod warunkiem
                                                    zakazu zadluzania). Ale nie o tym tutaj dyskutujemy.
                                                  • damkon Re: konwencja albo rynek 31.08.08, 11:58
                                                    > Damkon, zaprzeczasz sobie i rynkowi. Panstwo jest najwiekszym
                                                    > dluznikiem na rynku i w wyniku dzialania panstwa dochodzi do
                                                    > najwiekszej "polityki inflacyjnej", poniewaz tworzy kreacje i
                                                    > nadmierne obciazenia fiskalne wplywajace na ceny.
                                                    > Zakaz zadluzania sie doprowadzi do ograniczenia wydatkow, spadku
                                                    > fiskalizmu, spadku cen. Spowodowaloby to rowniez mniejsze
                                                    > wyciskanie kredytowe (wiesz o czym mowie?) i doprowadziloby do
                                                    > ustabilizowania sytuacji kredytowej na rynku, w wyniku czego
                                                    > mielibysmy rynkowy wzrost kredytu "w sposob naturalny", a nie
                                                    > "sztuczny". -))

                                                    Nie zaprzeczam ani sobie ani rynkowi. Faktem jest to, ze panstwo
                                                    wystepuje na rynku jako najwiekszy dluznik, jednak sam konstytucyjny
                                                    zakaz zadluzania sie panstwa nie wystarczy do powstrzymania
                                                    fiskalizmu, poniewaz moze ono rownie dobrze zwiekszac wydatki bez
                                                    jakiegokolwiek zadluzania sie. Wystarczy, ze pokryje swoje dodatkowe
                                                    wydatki polityka inflacyjna np poprzez zmniejszenie stopy
                                                    procentowej. Wydatki budzetowe sa w gestii rzadu, natomiast za
                                                    poziom inflacji odpowiada bank centralny, jezeli wiec ten drugi
                                                    podporzadkujemy ministrowi finansow, wtedy inflacja moze stac sie
                                                    instrumentem rownowazenia budzetu.

                                                    > Jest tez masa innych argumentow za podporzadkowaniem BC panstwu
                                                    > (pod warunkiem zakazu zadluzania). Ale nie o tym tutaj dyskutujemy.

                                                    Jakie to sa argumenty?
                                                  • przycinek.usa Re: konwencja albo rynek 31.08.08, 17:09
                                                    "poniewaz moze ono rownie dobrze zwiekszac wydatki bez
                                                    jakiegokolwiek zadluzania sie."


                                                    Nie moze, bo stawki podatkow sa takie, ze ich wzrost powoduje spadek wplywow. Na
                                                    tym polega piekno tego rozwiazania. Panstwo nie moze wiec wiecej wydac. Obnizka
                                                    stop nie spowoduje w takim przypadku znaczacego wzrostu dochodow panstwa.
                                                    Powstaje kredyt, ale on powstaje na rynku na tej samej zasadzie co teraz. W
                                                    takim wypadku BC ustalalby stope na zasadzie ktora podalem w innej czesci watku
                                                    i byloby OK. To jest konstrukcja zdecydowanie lepsza od istniejacej, a Ty sie
                                                    niepotrzebnie czepisz.

                                                    Zlota w zycie nie wprowadzimy, bo sie nie da.
                                                    Masz do wyboru jedynie rozwiazania papierowe.
                                                    Dyskutowanie na temat abstrakcji jest bez sensu.
                                                    W UPR dyskutowali na abstrakcyjne tematy i skonczylo sie placzem.
                                                    W ogole nie powinno sie dyskutowac z ludzmi, ktorzy posluguja sie zrgumentacja
                                                    zlota w ramach dyskusji o wspolczesnym banku centralnym.
                                                  • damkon Re: konwencja albo rynek 31.08.08, 22:19
                                                    > Nie moze, bo stawki podatkow sa takie, ze ich wzrost powoduje
                                                    > spadek wplywow. Na tym polega piekno tego rozwiazania. Panstwo nie
                                                    > moze wiec wiecej wydac. Obnizka stop nie spowoduje w takim
                                                    > przypadku znaczacego wzrostu dochodow panstwa. Powstaje kredyt,
                                                    > ale on powstaje na rynku na tej samej zasadzie co teraz. W takim
                                                    > wypadku BC ustalalby stope na zasadzie ktora podalem w innej
                                                    > czesci watku i byloby OK. To jest konstrukcja zdecydowanie lepsza
                                                    > od istniejacej, a Ty sie niepotrzebnie czepisz.

                                                    Co Ty wypisujesz? Najpierw chcesz podporzadkowac rzadowi bank
                                                    centralny, czyli dac mu nieograniczona mozliwosc tworzenia inflacji
                                                    a nastepnie stwierdzasz, ze takie rozwiazanie zahamuje wzrost
                                                    wydatkow panstwa. To tak jakby pijaka zamknac w sklepie monopolowym
                                                    i twierdzic, ze juz odtad stanie sie abstynentem.

                                                    > W ogole nie powinno sie dyskutowac z ludzmi, ktorzy posluguja sie
                                                    > zrgumentacja zlota w ramach dyskusji o wspolczesnym banku
                                                    > centralnym.

                                                    No to po co ze mna dyskutujesz? Jak sie juz pewnie zdazyles
                                                    zorientowac taki ze mnie staromodny typ, co to nie potrafi zrozumiec
                                                    istoty wspolczesnego banku centralnego. Zamiast przyjmowac
                                                    bezdyskusyjnie Twoje nowoczesne teorie na temat pieniadza, to
                                                    wypisuje jakies tam archaiczne glupoty o standardzie zlota.
                                                  • polarbeer Re: konwencja albo rynek 31.08.08, 18:50
                                                    >>>Ach, to bardzo proste. Ministerstwo finansow powinno miec konstytucyjny zakaz
                                                    zadluzania sie a bank centralny powinien istniec jako jednostka podlegla
                                                    ministrowi finansow.
                                                    Problem solved.<<<

                                                    Gdyby rzady mialy zakaz wchodzenia w dlugi, nigdy by sie nie zgodzily na
                                                    odejscie od standartu zlota. Zloto regulowalo co panstwo moze a czego nie. Dlugi
                                                    panstwowe jak wszystkie ine byly w ostatecznym rozrachunku splacane w zlocie, a
                                                    nie jak obecnie w nowych dlugach... Dlatego wojny w XIX wieku byly takie male w
                                                    porownaniu z tymi w XX. (Z wyjatkiem wojny domowej, ale tutaj zarowno Polnoc jak
                                                    i Poludnie zlamaly konstytucje i zaczely drukowac zamiast wymuszac pieniadze od
                                                    spoleczenstwa podatkami).

                                                    Jak moze byc rozwiazaniem problemu cos co go stworzylo? Po to sa "legal tender"
                                                    prawa zeby panstwo moglo zaciagac nieograniczone dlugi. Czy ty *NAPRAWDE* tego
                                                    nie rozumiesz?!!!!
                                                  • bush_w_wodzie Re: konwencja albo rynek 31.08.08, 01:16
                                                    damkon napisał:

                                                    > > okazuje sie jednak ze wlaczyl sie nam
                                                    > > bardziej fundamentalny temat: pieniadz oparty o zloto czy
                                                    > > papierowy?
                                                    >
                                                    > Ta dyskusja w dotychczasowym zakresie przekroczyla juz swoja mase
                                                    > krytyczna, wiec uwazalem, ze nalezalo rozszerzyc ja o kwestie
                                                    > bardziej fundamentalne. Inaczej ktos moglby nam slusznie zarzucic
                                                    > krecenie sie w miejscu.

                                                    nie zgadzam sie. watek (jak go do tej pory rozumialem) dotyczyl
                                                    zasad polityki monetarnej (wysokosci stop) w obecnie zadanych przez
                                                    konstytucje polska warunkach. natomiast zloto vs paier to juz
                                                    dyskusja zupelnie inna. oczywiscie ze ciekawa choc demolujaca
                                                    podstawowy temat watku

                                                    > Jednak zloto w odroznieniu od pieniadza papierowego posiada
                                                    > wszystkie niezbedne atrybuty pieniadza a poza tym i co
                                                    > najwazniejsze moze byc ono przedmiotem regulacji mechanizmu
                                                    > rynkowego.


                                                    papier tez posiada atrybuty pieniadza i tez podlega dzialaniu
                                                    mechanizmu rynkowego


                                                    > > jako uwage na marginesie chcialbym tylko dorzucic ze przyjecie
                                                    > > bazy zlota dla pieniadza takze jest aktem arbitralnego (a zatem
                                                    > > nienaturalnego) wyboru
                                                    >
                                                    > To akurat nie jest prawdziwe stwierdzenie, poniewaz zloto jako
                                                    > pieniadz powstalo w wyniku naturalnych procesow rynkowych a
                                                    > nie jako efekt arbitralnych decyzji administracyjnych.
                                                    >


                                                    zloto ma szereg zalet ktore czynia z niego niezly pieniadz... ale
                                                    jednak w historii instnialy rowniez inne rodzaje pieniadza. srebro
                                                    muszelki miedz... a zlota monete ktos jednak bil (ciekawa sprawa ze
                                                    prawo bicia zlotej monety bylo nierozerwalnie zwiazane z wladza
                                                    polityczna)

                                                    > > panstwo jest forma organizacji jednostek i mysle ze jest forma
                                                    tak
                                                    > > samo naturalna jak duzy koncern.

                                                    >
                                                    > To sluszne stwierdzenie, jednak obecnie caly problem z panstwem
                                                    > polega na tym, ze swoim zakresem dzialalnosci zdecydowanie
                                                    > przekroczylo granice tego co mozemy umownie okreslic jako poziom
                                                    > spolecznie pozadany. Wedlug mnie przykladem tego jest przejecie
                                                    > kontroli panstwa nad pieniadzem

                                                    zgadzam sie co do tego ze kompetencje panstwa sa zbyt duze. upatruje
                                                    problemow jednak w szczegolowych regulacjach deformujacych rozmaite
                                                    sektory rynku i w zbyt wysokich podatkach - a nie w zasadach
                                                    polityki pienieznej

                                                    > > mnie osobiscie bardziej odpowiada pytanie `jakie panstwo?'. jest
                                                    > > jakby bardziej pragmatyczne i konstruktywne... to samo dotyczy
                                                    > > instrumentu jakim jest pieniadz
                                                    >
                                                    > Ciekawe pytanie, w takim razie prosze o odpowiedz na nie.

                                                    jesli odpowiedz ma byc krotka to moge sie ograniczyc do hasel:
                                                    panstwo male i nieingerujace w rynki

                                                    pieniadz: papierowy i spelniajacy role `techniczna' (a nie
                                                    polityczna) ktorego kreacja odbywa sie w sposob przejrzysty i
                                                    uniemozliwiajacy arbitraz

                                                    > > tak jest - w tym sensie ze kazdy przyjmuje pieniedz jako
                                                    > > ekwiwalent wykonanej pracy lub zbywanych dobr
                                                    >
                                                    > Fakt przyjmowania pieniadza jako ekwiwalentu wykonanej pracy lub
                                                    > zbywanych dobor o niczym jeszcze nie swiadczy. Dobrowolnosc takiej
                                                    > umowy w naszym przykladzie wyklucza przymus poslugiwania sie
                                                    > pieniadzem papierowym.


                                                    mnie sie wydaje ze w zwyklym obrocie (a wiec prostych transakcjach)
                                                    bez lokat i kredytow - nie ma znaczenia czy pieniadz jest papierowy
                                                    zloty czy wrecz elektroniczny. po prostu sobie krazy miedzy stronami
                                                    wymiany gospodarczej umozliwijac plybba wymiane towarow i uslug.
                                                    uwazam ze jednak pieniadz jest powszechna umowa - dokladniej chodzi
                                                    o zaufanie co do jego wartosci. inaczej mowiac - przedmiotem umowy
                                                    jest relacja miedzy wartoscia pieniezna a towarami / uslugami


                                                    > > panstwo (lub niepanstwowy bank centralny) reguluje wylacznie
                                                    > > ogolne zasady emisji oficjalnego pieniadza
                                                    >
                                                    > Jednak ta regulacja w polaczeniu z przymusem oznacza przejecie
                                                    > przez panstwo calkowitej kontroli nad pieniadzem.
                                                    >

                                                    niezupelnie. panstwo nie mowi bankom prywatnym komu i na jaki
                                                    procent moga udzielic kredyt ani tez nie mowi osobom i firmom gdzie
                                                    i jakie lokaty maja zalozyc

                                                    > > jesli przyjmiemy ze pieniadz jest jedynie instrumentem
                                                    > > optymalizujacym przeplyw towarow (wartosci) to w jego
                                                    > > optymalizujaca funkcje jest wpisany monopol. monopol potrzebny po
                                                    > > to zeby kazdy podmiot rynkowy mogl miec zaufanie co do poziomu
                                                    > > wartosci pieniadza w przeliczeniu na rozmaite towary. ten monopol
                                                    > > to monopol wzorcowania wartosci a nie pelnej kontroli nad obrotem

                                                    > Monopol moze stworzyc w tym przypadku tylko panstwo; rynek jest w
                                                    > stanie wypracowac jedynie pewne standardy (np standard zlota). Tak
                                                    > ma sie rzecz ze wszystkimi rynkami i rynek pieniadza nie stanowi
                                                    > tutaj zadnego wyjatku.


                                                    a jednak - takze wtedy gdy pieniadz byl zloty monopol na bicie
                                                    monety mialy twory polityczne i wtedy takze pieniadz bywal psuty. w
                                                    szczegolnosci ktos kontrolowal rezerwy zlota i decydowal o
                                                    przeplywach miedzy rezerwami a otwartym rynkiem

                                                    > > zloto ma powazna wade: w sytuacji wzrostu populacji naszej
                                                    planety
                                                    > > i w miare rozwoju gospodarczego - przy zlotym pieniadzu
                                                    > > spodziewalbym sie permanentnej deflacji cen - ze wszystkimi
                                                    > > negatywnymi konsekwencjami
                                                    >
                                                    > Jest to dosc czesto powtarzany argument przeciwnikow standardu
                                                    > zlota, lecz calkowicie nieprawdziwy, poniewaz jezeli przyjmiemy
                                                    > zalozenie, ze tzw. baza monetarna M oznaczajaca podaz pieniadza
                                                    > bedzie optymalna przy kazdej wielkosci by wypelniac swoje funkcje
                                                    > (gdyz pieniadze sluza tylko jako posredni element wymiany) to
                                                    musimy
                                                    > uznac, ze jej wielkosc nie bedzie miala zadnego znaczenia dla
                                                    > realnych procesow gospodarczych.

                                                    musze powiedziec ze nie rozumiem przeslanek dla tego zalozenia.
                                                    prosze o wyjasnienie. w szczegolnosci wydaje mi sie ze permanentna
                                                    strukturalna deflacja nie bylaby obojetna dla gospodarki

                                                    Caly problem pojawia sie w momencie
                                                    > gwaltownych zmian wielkosci bazy monetarnej, dlatego ze dochodzi
                                                    > wtedy do zaklocania funkcjonowania mechanizmu rynkowego
                                                    polegajacego
                                                    > na nierownomiernym wzroscie badz spadku cen. Procesy powolne i
                                                    > dlugotrwale nie maja tutaj praktycznie wiekszego znaczenia.
                                                    Standard
                                                    > zlota ma wlasnie ta przewage nad pieniadzem papierowym, ze
                                                    > charakteryzuje sie wzglednie stabilnym poziomem bazy monetarnej w
                                                    > przeciwienstwie do polityki bankow centralnych. Deflacja moze byc
                                                    > oczywiscie tak samo niebezpieczna dla gospodarki jak inflacja, ale
                                                    > tylko pod warunkiem swej nieprzewidywalnosci, skali a takze
                                                    > szybkosci nastepowania.

                                                    zgadzam sie co do tego ze gwaltowne procesy sa grozne (choc i krach
                                                    jest naturalna rynkowa odpowiedzia na wczesniejsze bledy rynku). nie
                                                    jestem przekonany ze standard zlota moze eliminowac szybkie zmiany
                                                    bazy monetarnej funkcjionujacej _w_obiegu_. wydaj mi sie ze jest
                                                    dokladnie przeciwnie

                                                    > > operowanie na agregatach monetarnych nie jest centralnym
                                                    > > planowaniem. centralne planowanie polegal na bezposredniej i
                                                    > > szczegolowej ingerencji we wszystkie segmety rynku. miedzy
                                                    > > polityka monetarna bankow centralnych a centralnym planowaniem
                                                    > > jest przepasc
                                                    >
                                                    > Polityka monetarna bankow centralnych jest elementem
                                                    szerokopojetego
                                                    > centralnego planowania. Im mniej tej ingerencji w rynek pieniadza
                                                    > tym oczywiscie mniej centralnego planowania.

                                                    oczywiscie ze mozemy wrzucic kazda regulacja i kazdy mechanizm
                                                    garantowany przez panstwo w termin `szeroko pojete centralne
                                                    planowanie'. tym samym jednak wyrwiemy temu terminowi zeby. bo
                                                    zupelnie czym innym jest gdy w warszawie ocenia sie i prognozuje
                                                    zuzycie
                                                  • damkon Re: konwencja albo rynek 31.08.08, 11:48
                                                    > nie zgadzam sie. watek (jak go do tej pory rozumialem) dotyczyl
                                                    > zasad polityki monetarnej (wysokosci stop) w obecnie zadanych
                                                    przez konstytucje polska warunkach. natomiast zloto vs paier to juz
                                                    > dyskusja zupelnie inna. oczywiscie ze ciekawa choc demolujaca
                                                    > podstawowy temat watku

                                                    Podstawowym tematem tego watku byla recesja a nasza biezaca rozmowa
                                                    jest juz kolejnym podwatkiem podwatku.

                                                    > papier tez posiada atrybuty pieniadza i tez podlega dzialaniu
                                                    > mechanizmu rynkowego

                                                    Alez oczywiscie jest to prawda, z tym tylko zalozeniem, ze w
                                                    przeciwienstwie do zlota nie posiada ich w komplecie. Do atrybutow
                                                    pieniadza mozna zaliczyc:

                                                    1) silny popyt – na pieniadz nadaja sie tylko te dobra, na ktore
                                                    istnieje silny popyt i ktore z duzym prawdopodobienstwem moze kazdy
                                                    zaakceptowac jako zaplate,
                                                    2) trwalosc – ze wzgledu na mozliwosc przechowywania wartosci przez
                                                    dlugi okres,
                                                    3) podzielnosc, przy zalozeniu, ze podczas podzialu nie traci on na
                                                    swojej wartosci,
                                                    4) latwosc przenoszenia, ktora w prostej linii wynika z duzej
                                                    wartosci w przeliczeniu na jednostke masy,
                                                    5) rzadkosc wystepowania,
                                                    6) wartosc sama w sobie w odroznieniu od tzw. wartosci fiducjarnej,
                                                    czyli opartej tylko na spolecznym zaufaniu.

                                                    > zloto ma szereg zalet ktore czynia z niego niezly pieniadz... ale
                                                    > jednak w historii instnialy rowniez inne rodzaje pieniadza. srebro
                                                    > muszelki miedz...

                                                    Zloto w odroznieniu od pieniadza papierowego posiada wszystkie
                                                    atrybuty pieniadza. Dla przykladu srebro, miedz czy muszelki juz
                                                    duzo w mniejszym stopniu nadaja sie na pieniadz.

                                                    > a zlota monete ktos jednak bil (ciekawa sprawa ze prawo bicia
                                                    > zlotej monety bylo nierozerwalnie zwiazane z wladza polityczna)

                                                    Faktem jest, ze proby przejecia kontroli przez panstwo nad
                                                    pieniadzem byly podejmowane juz od dawna. Jednak obecny pieniadz
                                                    papierowy daje panstwu w zasadzie kontrole prawie nieograniczona.

                                                    > mnie sie wydaje ze w zwyklym obrocie (a wiec prostych transakcjach)
                                                    > bez lokat i kredytow - nie ma znaczenia czy pieniadz jest
                                                    > papierowy zloty czy wrecz elektroniczny. po prostu sobie krazy
                                                    > miedzy stronami wymiany gospodarczej umozliwijac plybba wymiane
                                                    > towarow i uslug. uwazam ze jednak pieniadz jest powszechna umowa -
                                                    > dokladniej chodzi o zaufanie co do jego wartosci. inaczej mowiac -
                                                    > przedmiotem umowy jest relacja miedzy wartoscia pieniezna a
                                                    > towarami / uslugami

                                                    Od strony technicznej oczywiscie nie ma to zadnego znaczenia, w
                                                    jakiej postaci pieniadz cyrkuluje, ma jednak ogromne znaczenie z
                                                    punktu widzenia polityki panstwa i jego wplywu na rynek pieniadza.
                                                    Jesli mowimy juz o zaufaniu do pieniadza, to trudno znalezc przyklad
                                                    w historii, kiedy ludzie z jakichs tam przyczyn stracili zaufanie do
                                                    zlota, czego niestety nie mozemy powiedziec o panstwowym pieniadzu
                                                    papierowym.

                                                    > niezupelnie. panstwo nie mowi bankom prywatnym komu i na jaki
                                                    > procent moga udzielic kredyt ani tez nie mowi osobom i firmom
                                                    > gdzie i jakie lokaty maja zalozyc

                                                    Panstwo nie mowi wprost, jednak w sposob posredni ma na to bardzo
                                                    istotny wplyw.

                                                    > a jednak - takze wtedy gdy pieniadz byl zloty monopol na bicie
                                                    > monety mialy twory polityczne i wtedy takze pieniadz bywal psuty.
                                                    > w szczegolnosci ktos kontrolowal rezerwy zlota i decydowal o
                                                    > przeplywach miedzy rezerwami a otwartym rynkiem

                                                    Skala mozliwosci psucia przez panstwo pieniadza zlotego w
                                                    odroznieniu od papierowego jest nieporownywalna. Oszukiwanie na
                                                    wadze monet czy na jakosci kruszca to nic w porownaniu do
                                                    mozliwosci, jakie obecnie daje panstwu pieniadz papierowy.

                                                    > musze powiedziec ze nie rozumiem przeslanek dla tego zalozenia.
                                                    > prosze o wyjasnienie. w szczegolnosci wydaje mi sie ze permanentna
                                                    > strukturalna deflacja nie bylaby obojetna dla gospodarki

                                                    Rzeczywiscie wyrazilem w sposob calkowicie niejasny. Chodzilo mi o
                                                    fakt, ze w przeciwienstwie do innych dobr wielkosc pieniadza bedaca
                                                    w obiegu nie ma dla spoleczenstwa prawie zadnego znaczenia. Czyli
                                                    mowiac inaczej kazda podaz pieniadza jest tak samo wlasciwa dla
                                                    wypelnienia swoich funkcji. Zupelnie inaczej przedstawia sie sprawa
                                                    w przypadku dobr konsumpcyjnych czy produkcyjnych, tzn. im wieksza
                                                    ich ilosc tym lepiej dla spoleczenstwa, poniewaz te pierwsze
                                                    zuzywaja sie w procesie konsumpcji zas drugie w procesie produkcji.
                                                    Jednak pod tym wzgledem pieniadze sa wyjatkowe, gdyz w zasadzie sie
                                                    nie zuzywaja tyko zmieniaja swoich wlascicieli. Z tego to wlasnie
                                                    powodu nie ma znaczenia, na jakim poziome ustanowi sie baze
                                                    monetarna, tzn. czy bedzie to przykladowo poziom 100 mld jednostek
                                                    pienieznych czy 200 mld. Ceny dobr w drugim przypadku beda po prostu
                                                    dwukrotnie wyzsze, czy inaczej sila nabywcza pieniadza bedzie
                                                    dwukrotnie nizsza.

                                                    Dla gospodarki jako calosci nie jest istotny poziom bazy monetarnej,
                                                    lecz jego zmiany a w szczegolnosci te, ktore sa nieprzewidywalne,
                                                    gwaltowne i silne. Powolna zmiana bazy monetarnej jest dla
                                                    gospodarki prawie calkowicie obojetna. Zloto w przeciwienstwie do
                                                    panstwa jest w naszym przypadku gwarantem stabilnosci bazy
                                                    monetarnej. Jezeli nawet przyjmiemy zalozenie, ze na skutek wzrostu
                                                    populacji naszej planety czy rozwoju gospodarczego baza monetarna w
                                                    zlocie skurczy sie w stosunku do masy towarowej, to bedzie to proces
                                                    tak rozlozony w czasie, ze wynikajaca z niego deflacja bedzie miala
                                                    na tyle powolny i przewidywalny przebieg, ze okaze sie w zasadzie
                                                    nieodczuwalna dla gospodarki.

                                                    > nie jestem przekonany ze standard zlota moze eliminowac szybkie
                                                    > zmiany bazy monetarnej funkcjionujacej _w_obiegu_. wydaj mi sie ze
                                                    > jest dokladnie przeciwnie

                                                    Dlaczego? Prosze w takim razie podac przyklady, kiedy moze nastapic
                                                    gwaltowna zmiana bazy monetarnej w zlocie?
                                                  • przycinek.usa Re: konwencja albo rynek 31.08.08, 17:14
                                                    "Skala mozliwosci psucia przez panstwo pieniadza zlotego w
                                                    odroznieniu od papierowego jest nieporownywalna. Oszukiwanie na
                                                    wadze monet czy na jakosci kruszca to nic w porownaniu do
                                                    mozliwosci, jakie obecnie daje panstwu pieniadz papierowy."


                                                    Jak juz wczesniej mowilem powrot do pieniadza w zlocie jest niemozliwy. Dyskusje
                                                    o zlocie mozemy sobie podarowac.
                                                    Najlepsza waluta wymianialna bylaby energia, rozliczana w postaci ekwiwalentow
                                                    elektronicznych. Do tego prawdopodobnie zmierza cywilizacja. To jest jednak tak
                                                    samo abstrakcyjne rozwazania, jak to o zlocie. Nie ma powrotu do zlota.




                                                  • damkon Re: konwencja albo rynek 31.08.08, 22:14
                                                    > Jak juz wczesniej mowilem powrot do pieniadza w zlocie jest
                                                    > niemozliwy. Dyskusje o zlocie mozemy sobie podarowac.
                                                    > Najlepsza waluta wymianialna bylaby energia, rozliczana w postaci
                                                    > ekwiwalentow elektronicznych. Do tego prawdopodobnie zmierza
                                                    > cywilizacja. To jest jednak tak samo abstrakcyjne rozwazania, jak
                                                    > to o zlocie. Nie ma powrotu do zlota.

                                                    Nie bedzie powrotu do standardu zlota, dopoki stale bedziemy wierzyc
                                                    w propagande rzadu. W obecnej sytuacji podobnie jak i Ty uwazam, ze
                                                    powrot taki z powodu zbyt silnego panstwa nie jest mozliwy (po
                                                    prostu panstwo zrobi wszystko, zeby do niego nie dopuscic) jednak w
                                                    przeciwienstwie do Ciebie twierdze, ze pieniadz zloty jest
                                                    rozwiazaniem zdecydowanie lepszym od pieniadza papierowego.
                                                  • polarbeer energia jako pieniadz 01.09.08, 17:24
                                                    >>>
                                                    przycinek.usa napisał:

                                                    Najlepsza waluta wymianialna bylaby energia, rozliczana w postaci ekwiwalentow
                                                    elektronicznych.<<<

                                                    Wiem, wiem wcale tego nie postulujesz ale zeby szybko uciac ten argument w
                                                    zalazku, po to zeby sie nie platal po dyskusjach:

                                                    E=mc²

                                                    Predkosc swiatla to ogromna cyfra
                                                  • przycinek.usa Re: konwencja albo rynek 31.08.08, 17:23
                                                    "Zupelnie inaczej przedstawia sie sprawa w przypadku dobr konsumpcyjnych czy
                                                    produkcyjnych, tzn. im wieksza
                                                    ich ilosc tym lepiej dla spoleczenstwa, poniewaz te pierwsze
                                                    zuzywaja sie w procesie konsumpcji zas drugie w procesie produkcji.
                                                    Jednak pod tym wzgledem pieniadze sa wyjatkowe, gdyz w zasadzie sie
                                                    nie zuzywaja tyko zmieniaja swoich wlascicieli."


                                                    Sluszna uwaga. Zgadza sie, ze pieniadze nie zuzywaja sie.
                                                    Wlasnie dlatego caly czas pisze, ze kwestie wartosci pieniedzy sa iluzoryczne i
                                                    drugorzedne. Pieniadze nie powinny sluzyc przechowywaniu wartosci. Pieniadze
                                                    powinny krazyc w postaci papierowej a jezeli ktos chce zgromadzic i przechowac
                                                    zloto - to powinien kupowac i gromadzic zloto. Nikt nikomu niczego nie powinien
                                                    gwarantowac, system emerytalny nie powinien istniec w postaci gwarancji panstwa,
                                                    opieki spolecznej nie powinno byc procz systemu ubezpieczen itp. Zloto nie jest
                                                    nikomu potrzebne do wymiany towarowej.


                                                    "Zloto w przeciwienstwie do panstwa jest w naszym przypadku gwarantem
                                                    stabilnosci bazy monetarnej."


                                                    Jestes Damkon socjalista, bo chcesz na sile zmusic rynek do przechowywania
                                                    wartosci pieniadza, podczas gdy rynek tego nie chce.
                                                    Ja Ciebie nie zmuszam do inwestowania w zloto, a Ty chcesz zmusic mnie do
                                                    inwestowania w zloto wbrew mojej woli.
                                                    Ja protestuje. Inwestycje w zloto powinny byc dobrowolne.
                                                    Nie podoba mi sie to, ze w Polsce jest stado osob, ktore chca mnie zmusic do
                                                    zamiany calkiem dobrych papierowych pieniedzy na nieruchawe i klopotliwe zloto.

                                                    Takie dzialanie jest niedemokratyczne i szkodliwe dla rynku.
                                                    Jak chcesz Damkon zlota, to sobie je kup i po klopocie.

                                                  • polarbeer Ten totalitarny Damkon! 31.08.08, 18:32
                                                    >>>Ja Ciebie nie zmuszam do inwestowania w zloto, a Ty chcesz zmusic mnie do
                                                    inwestowania w zloto wbrew mojej woli.
                                                    Ja protestuje. Inwestycje w zloto powinny byc dobrowolne.
                                                    Nie podoba mi sie to, ze w Polsce jest stado osob, ktore chca mnie zmusic do
                                                    zamiany calkiem dobrych papierowych pieniedzy na nieruchawe i klopotliwe zloto.
                                                    <<<

                                                    Hehe... Nawet w Polsce chca uczciwej ksiegowosci, rzeczywiscie skandal! <g>

                                                  • damkon Re: konwencja albo rynek 31.08.08, 22:13
                                                    > Jestes Damkon socjalista, bo chcesz na sile zmusic rynek do
                                                    > przechowywania wartosci pieniadza, podczas gdy rynek tego nie chce.
                                                    > Ja Ciebie nie zmuszam do inwestowania w zloto, a Ty chcesz zmusic
                                                    > mnie do inwestowania w zloto wbrew mojej woli.
                                                    > Ja protestuje. Inwestycje w zloto powinny byc dobrowolne.

                                                    Jak zwykle zrozumiales mnie tylko opatrznie, poniewaz nie pisalem o
                                                    zmuszaniu kogokolwiek do niczego. Mowilem jedynie o zaletach
                                                    standardu zlota w stosunku do panstwowego pieniadza papierowego.

                                                    > Nie podoba mi sie to, ze w Polsce jest stado osob, ktore chca mnie
                                                    > zmusic do zamiany calkiem dobrych papierowych pieniedzy na
                                                    > nieruchawe i klopotliwe zloto.

                                                    Czytam te Twoje przemyslenia troche z niedowierzaniem. Mam tylko
                                                    nadzieje, ze standard zlota nie oznacza dla Ciebie, ze na zakupy
                                                    bedziesz chodzil z sakiewka zlotych monet a do banku z pelnymi
                                                    workami.
                                                  • zbychowiec Re: konwencja albo rynek 02.09.08, 11:19
                                                    Nie chce nikogo zmuszac do uzywania zlota. Chce zmusic socjalistyczny rzad do
                                                    ograniczenia swojej ingerencji w gospodarke poprzez:
                                                    - dodruk pieniadza
                                                    - gwarantowanie (posrednie lub bezposrednie - o tym za chwile) podmiotow
                                                    prowadzacych nadmierna akcje kredytowa, bez uwzglednienia odpowiedniego
                                                    (rynkowego) poziomu ryzyka
                                                    - stymulowanie wybranych galezi gospodarki (np. budownictwa przez zwiekszenie
                                                    popytu, od strony podazowej prawie nigdy nic nie zrobiono, czyli bardzo cyniczna
                                                    gra)

                                                    Wszystkie trzy rzeczy ktore wymienilem sa manipulacja pieniadzem i wartoscia:
                                                    - przez dodruk pieniadza powodujemy erozje jego wartosci
                                                    - przez gwarantowanie wyplacalnosci/plynnosci podmiotow bankowych i
                                                    quasibankowych manipulujemy cena ryzyka (cena ryzyka spada, cena pieniadza
                                                    spada) i powodujemy erozje wartosci pieniadza
                                                    - przez stymulowanie strony popytowej w wybranych galeziach gospodarki
                                                    powodujemy chyba najbardziej katastrofalne zjawiska: wzrost inflacji (erozja
                                                    wartosci pieniadza), wadliwa alokacje zasobow (chce zobaczyc te legiony
                                                    plytkarzy w okresie spowolnienia, ktorzy oczywiscie NIE BEDA wtedy na zasilkach
                                                    z moich podatkow), gwaltowne realokacje zasobow po okresach wadliwej i
                                                    niezgodnej z mechanizmem rynkowym alokacji

                                                    Wyjasnienie: Kiedy pisalem o gwarantowaniu instytucji bankowych/pozyczkowych,
                                                    mialem na mysli to, co dzieje sie teraz w USA: ratowanie calych galezi
                                                    gospodarki, ktore w sposob domyslny byly chronione przez panstwo. Nigdzie to
                                                    oczywiscie nie bylo zapisane, ale kazdy inwestor (Fannie, Freddie) wiedzial, ze
                                                    w razie obsuwy panstwo zareaguje. Nie trzeba chyba dodawac, ze panstwo polskie
                                                    jest znacznie bardziej socjalistyczne niz USA. Istnieje tutaj mnostwo instytucji
                                                    pozyczkowych jakims dziwnym (wiadomo: ktos wzial i dalej bierze potezne sumy "w
                                                    lape") trafem nie objetych nadzorem bankowym, ale daje sobie genitalia odciac,
                                                    ze bedace objete "ukryta" gwarancja panstwa (czyt. mojej kieszeni).
                                                    Cena ryzyka ma podstawowe znaczenie dla prawidlowego dzialania gospodarki. Gdyby
                                                    panstwo przestalo gwarantowac depozyty bankowe PRYWATNYM instytucjom (bankom,
                                                    SKOKom) w sposob jawny i ukryty, gdyby przestalo "ratowac" biednych rolnikow
                                                    ktorym zlowroga traba powietrzna zdjela dach itp. (sa to tylko symptomy setki
                                                    innych zjawisk), to np. banki nie moglyby sobie pozwolic na szeroko zakrojona
                                                    akcje kredytowa, to ryzyko byloby w zdrowy (rynkowy) sposob wliczone w cene
                                                    dzialalnosci, rolnicy ubezpieczaliby sie i nauczyliby sie (jestesmy w XXI wieku)
                                                    szacowac ryzyko, ludzie kupujacy mieszkania nie przybiegaliby skamlac z
                                                    wyciagnieta reka do panstwa po zapomogi, gdy ich rata kredytu wzrosnie wchodzac
                                                    na srodki do zycia itp.
                                                    Panstwo byloby zdrowe bez tego wszystkiego. Wystarczy przestac ingerowac.
                                                  • bush_w_wodzie Re: konwencja albo rynek 01.09.08, 00:39
                                                    damkon napisał:

                                                    > Podstawowym tematem tego watku byla recesja a nasza biezaca rozmowa
                                                    > jest juz kolejnym podwatkiem podwatku.
                                                    >

                                                    prosze mnie dobrze zrozumiec: uwazam ze temat tej dyskusji jest wprost
                                                    wysmienity. zaluje tylko ze porzucilismy zupelnie temat skromniejszy: jaka
                                                    wysokosc stop np jest wlasciwa? jak wybalansowac polityke monetarna w czasie
                                                    konwergecji miedzy inflacja a aprecjacja?

                                                    temat skadinand aktualny: ostatnie oslabienie zlotego polaczone ze spadkiem
                                                    bezrobocia wysokim wzrostem pkb i wzrostem inflacji bazowej (mimo wczesniejszej
                                                    aprecjacji zlotego!) jakby wytracaly z reki argumenty zwolennikom nizszych stop


                                                    > > papier tez posiada atrybuty pieniadza i tez podlega dzialaniu
                                                    > > mechanizmu rynkowego
                                                    >
                                                    > Alez oczywiscie jest to prawda, z tym tylko zalozeniem, ze w
                                                    > przeciwienstwie do zlota nie posiada ich w komplecie. Do atrybutow
                                                    > pieniadza mozna zaliczyc:
                                                    >
                                                    > 1) silny popyt – na pieniadz nadaja sie tylko te dobra, na ktore
                                                    > istnieje silny popyt i ktore z duzym prawdopodobienstwem moze kazdy
                                                    > zaakceptowac jako zaplate,


                                                    nie spotkalem sie nigdy z tym zeby ktos nie chcial przyjac zaplaty pieniadzem
                                                    papierowym. wiec tu jest papier jest ok.

                                                    > 2) trwalosc – ze wzgledu na mozliwosc przechowywania wartosci przez
                                                    > dlugi okres,


                                                    mam nadzieje ze przez trwalosc pieniadza papierowego nie rozumiemy trwalosci
                                                    papieru? tak czy inaczej - to jeden z najslabszych punktow papieru. trwalosc
                                                    wartosci jest zalezna od polityki banku centralnego


                                                    > 3) podzielnosc, przy zalozeniu, ze podczas podzialu nie traci on na
                                                    > swojej wartosci,


                                                    ok.

                                                    > 4) latwosc przenoszenia, ktora w prostej linii wynika z duzej
                                                    > wartosci w przeliczeniu na jednostke masy,

                                                    ok.

                                                    > 5) rzadkosc wystepowania,

                                                    ... w naturze. papier jest tu lepszy niz zloto.


                                                    > 6) wartosc sama w sobie w odroznieniu od tzw. wartosci fiducjarnej,
                                                    > czyli opartej tylko na spolecznym zaufaniu.

                                                    obiektywna wartosc uzytkowa zlota jest znikoma (choc ostatnio to sie zmienia za
                                                    sprawa przemyslu)



                                                    > > zloto ma szereg zalet ktore czynia z niego niezly pieniadz... ale
                                                    > > jednak w historii instnialy rowniez inne rodzaje pieniadza. srebro
                                                    > > muszelki miedz...
                                                    >
                                                    > Zloto w odroznieniu od pieniadza papierowego posiada wszystkie
                                                    > atrybuty pieniadza. Dla przykladu srebro, miedz czy muszelki juz
                                                    > duzo w mniejszym stopniu nadaja sie na pieniadz.
                                                    >


                                                    po namysle - zgadzam sie. zloto bylo na przestrzeni wiekow dominujaca podstawa
                                                    pieniadza rezerwowego. takze w poprzek kultur



                                                    > > a zlota monete ktos jednak bil (ciekawa sprawa ze prawo bicia
                                                    > > zlotej monety bylo nierozerwalnie zwiazane z wladza polityczna)
                                                    >
                                                    > Faktem jest, ze proby przejecia kontroli przez panstwo nad
                                                    > pieniadzem byly podejmowane juz od dawna. Jednak obecny pieniadz
                                                    > papierowy daje panstwu w zasadzie kontrole prawie nieograniczona.
                                                    >

                                                    mnie sie zdaje ze to nie byly `proby przejecia kontroli'. przeciwnie - kontrola
                                                    nad pieniadzem byla zawsze jedna z dwu najwazniejszych atrybutow wladzy
                                                    politycznej (obok monopolu na przemoc). rodzi sie pytanie - czy przypadkiem
                                                    takie powiazanie wladzy politycznej i monetarnej nie jest przypadkiem naturalne


                                                    > > mnie sie wydaje ze w zwyklym obrocie (a wiec prostych transakcjach)
                                                    > > bez lokat i kredytow - nie ma znaczenia czy pieniadz jest
                                                    > > papierowy zloty czy wrecz elektroniczny.


                                                    > Od strony technicznej oczywiscie nie ma to zadnego znaczenia, w
                                                    > jakiej postaci pieniadz cyrkuluje, ma jednak ogromne znaczenie z
                                                    > punktu widzenia polityki panstwa i jego wplywu na rynek pieniadza.


                                                    dlaczego? czy rynek nie ogranicza bardzo mocno swobody ruchu panstwa w polityce
                                                    pienieznej za pomoca ruchow cen?



                                                    > Jesli mowimy juz o zaufaniu do pieniadza, to trudno znalezc
                                                    > przyklad w historii, kiedy ludzie z jakichs tam przyczyn
                                                    > stracili zaufanie do zlota, czego niestety nie mozemy powiedziec
                                                    > o panstwowym pieniadzu papierowym.
                                                    >

                                                    zloto tak jak pieniadz papierowy podlega silnym wahaniom wartosci. oczywiscie -
                                                    pelnego bankructwa zlota nie widzielismy. wiec tu zoto jest lepsze. ale:
                                                    podstawowa wada zlota jako pieniadza sa jego deflacyjne (a wiec pro-recesyjne)
                                                    wlasnosci. wada papieru zas jest zagrozenie inflacja




                                                    > > niezupelnie. panstwo nie mowi bankom prywatnym komu i na jaki
                                                    > > procent moga udzielic kredyt ani tez nie mowi osobom i firmom
                                                    > > gdzie i jakie lokaty maja zalozyc
                                                    >
                                                    > Panstwo nie mowi wprost, jednak w sposob posredni ma na to bardzo
                                                    > istotny wplyw.
                                                    >


                                                    tylko ze to nie jest `centralna i pelna kontrola'. to cos znacznie
                                                    subtelniejszego. w dodatku - jesli panstwo wpisze w swoja konstytucje ze bank
                                                    centralny dba o stalosc cen - to tym samym panstwo wiaze sobie mozliwosci
                                                    uzywania pieniadza do celow politycznych



                                                    > Skala mozliwosci psucia przez panstwo pieniadza zlotego w
                                                    > odroznieniu od papierowego jest nieporownywalna. Oszukiwanie na
                                                    > wadze monet czy na jakosci kruszca to nic w porownaniu do
                                                    > mozliwosci, jakie obecnie daje panstwu pieniadz papierowy.
                                                    >

                                                    zgoda. mozliwosci sa nieograniczone. z tym ze panstwo moze samo sobie odebrac
                                                    mozliwosci psucia waluty



                                                    > Rzeczywiscie wyrazilem w sposob calkowicie niejasny. Chodzilo mi o
                                                    > fakt, ze w przeciwienstwie do innych dobr wielkosc pieniadza bedaca
                                                    > w obiegu nie ma dla spoleczenstwa prawie zadnego znaczenia. Czyli
                                                    > mowiac inaczej kazda podaz pieniadza jest tak samo wlasciwa dla
                                                    > wypelnienia swoich funkcji.

                                                    <...>

                                                    > Dla gospodarki jako calosci nie jest istotny poziom bazy
                                                    > monetarnej, lecz jego zmiany a w szczegolnosci te, ktore
                                                    > sa nieprzewidywalne, gwaltowne i silne.

                                                    <...>

                                                    dziekuje za wyjasnienia. z powyzszym sie zgadzam


                                                    Jezeli nawet przyjmiemy zalozenie, ze na skutek wzrostu
                                                    > populacji naszej planety czy rozwoju gospodarczego baza monetarna w
                                                    > zlocie skurczy sie w stosunku do masy towarowej, to bedzie to proces
                                                    > tak rozlozony w czasie, ze wynikajaca z niego deflacja bedzie miala
                                                    > na tyle powolny i przewidywalny przebieg, ze okaze sie w zasadzie
                                                    > nieodczuwalna dla gospodarki.


                                                    a tu sie nie zgadzam. deflacja ma to do siebie ze sama siebie nakreca. to znaczy
                                                    `w trudnych czasach' korzystna strategia jest zaniechanie wydatkow (w zlocie).
                                                    wtedy doprowadza sie do fali bankructw ktore doprowadzaja do gwaltownego kolapsu
                                                    cen i daja posiadaczom zlota fantastyczne stopy zwrotu (w przeliczeniu na dobra
                                                    takie jak nieruchomosci czy praca ludzka). stad zloto moze dzialac deflacyjnie
                                                    rowniez w krotkiej perspektywie (dlugotermiowy bias tylko w tym pomaga). badania
                                                    gospodarek xix wiecznych pokazaly ze ten mechanizm naprawde dziala. widac to
                                                    m.in. w sklonnosciach do depresji i w amplitudzie fluktuacji cen.



                                                    >
                                                    > > nie jestem przekonany ze standard zlota moze eliminowac szybkie
                                                    > > zmiany bazy monetarnej funkcjionujacej _w_obiegu_. wydaj mi sie ze
                                                    > > jest dokladnie przeciwnie
                                                    >
                                                    > Dlaczego? Prosze w takim razie podac przyklady, kiedy moze nastapic
                                                    > gwaltowna zmiana bazy monetarnej w zlocie?
                                                    >

                                                    po pierwsze: prosze zwrocic uwage ze ja pisalem o ilosci pieniadza krotkiego w
                                                    obiegu - a nie przechowywanego w sloikach w ogrodzie. naszkicowalem wczesniej
                                                    mechanizm generacji zachowan deflacyjnych w przypadku zlotego pieniadza ktory
                                                    prowadzi do silnych fluktuacji ilosci zlota w obiegu

                                                    po drugie: wydarzenia takie jak odkrycie zlota w kalifornii generowaly istotne
                                                    zmiany bazy monetarnej (obecnie tego typu szoki moze generowac technologia np.
                                                    zastosowanie zlota w przemysle badz
                                                    otrzymywanie zlota z
                                                  • bush_w_wodzie Re: konwencja albo rynek 01.09.08, 00:54
                                                    bush_w_wodzie napisał:

                                                    > damkon napisał:

                                                    > > > nie jestem przekonany ze standard zlota moze eliminowac szybkie
                                                    > > > zmiany bazy monetarnej funkcjionujacej _w_obiegu_. wydaj mi sie ze
                                                    > > > jest dokladnie przeciwnie
                                                    > >
                                                    > > Dlaczego? Prosze w takim razie podac przyklady, kiedy moze nastapic
                                                    > > gwaltowna zmiana bazy monetarnej w zlocie?
                                                    > >
                                                    >
                                                    po pierwsze: prosze zwrocic uwage ze ja pisalem o ilosci pieniadza krotkiego w
                                                    obiegu - a nie przechowywanego w sloikach w ogrodzie. naszkicowalem wczesniej
                                                    mechanizm generacji zachowan deflacyjnych w przypadku zlotego pieniadza ktory
                                                    prowadzi do silnych fluktuacji ilosci zlota w obiegu

                                                    po drugie: wydarzenia takie jak odkrycie zlota w kaliforni generowaly istotne
                                                    zmiany bazy monetarnej (obecnie tego typu szoki moze generowac technologia np.
                                                    zastosowanie zlota w przemysle badz otrzymywanie zlota z wody morskiej).

                                                    po trzecie: zloto ma to do siebie ze latwo przenosi szoki monetarne z jednego
                                                    kraju do innych. zmiany gospodarcze w jednym kraju moga latwo wydrenowac drugi
                                                    kraj z zasobow zlota doprawadzajac do szybkich i drastycznych zmian krajowej
                                                    bazy monetarnej


                                                    gdybym mial podsumowac - esencja wad zlota jako pieniadza jest dla mnie jego
                                                    deflacyjne dzialanie (przy zalozeniu ze gospodarka szybko rosnie) i mozliwa
                                                    generacja monetarnego wzmocnienie recesji/depresji
                                                  • polarbeer Papier i mechanizm rynkowy 01.09.08, 15:00
                                                    >>>
                                                    bush_w_wodzie napisał:

                                                    papier tez posiada atrybuty pieniadza i tez podlega dzialaniu
                                                    mechanizmu rynkowego<<<

                                                    To znaczy ja moge sobie wydrukowac i wpusic papier na rynek bez obawy ze pojde
                                                    do wiezienia? W przypadku zlota moge pojsc z patelnia do strumienia i dodac
                                                    pieniedzy do rynku
                                                  • bush_w_wodzie Re: Papier i mechanizm rynkowy 01.09.08, 16:25
                                                    polarbeer napisał:

                                                    > >>>
                                                    > bush_w_wodzie napisał:
                                                    >
                                                    > papier tez posiada atrybuty pieniadza i tez podlega dzialaniu
                                                    > mechanizmu rynkowego<<<
                                                    >
                                                    > To znaczy ja moge sobie wydrukowac i wpusic papier na rynek bez obawy ze pojde
                                                    > do wiezienia? W przypadku zlota moge pojsc z patelnia do strumienia i dodac
                                                    > pieniedzy do rynku
                                                  • polarbeer Re: Papier i mechanizm rynkowy 01.09.08, 17:00
                                                    >>>> mnie sie zdaje ze z tym strumieniem to akurat niezbyt udana analogia. <<<<

                                                    Dlaczego nie jest udana? Przeciez tak byl tworzony "pieniadz" przez cale
                                                    tysiaclecia. Jedni tworzyli pieniadz na mala skale z patelnia, inni na duza
                                                    budujac kopalnie. Obje stony podejmowaly ryzyko, co jest (znowu to slowo
                                                    Damkona) naturalnym mechanizmem rynkowym. Kopalnie zlota nadal istnieja mimo ze
                                                    zloto niby "nie jest nikomu juz potrzebne"
                                                  • bush_w_wodzie Re: Papier i mechanizm rynkowy 02.09.08, 23:25
                                                    polarbeer napisał:

                                                    > >>>> mnie sie zdaje ze z tym strumieniem to akurat niezbyt udan
                                                    > a analogia. <<<<
                                                    >
                                                    > Dlaczego nie jest udana?
                                                    >

                                                    bo odkrycie zlota w strumieniu nie robi nic pozytecznego dla kogokolwiek oprocz
                                                    odkrywcy. coz. slepy traf odkrywcy (lub rabusia) powodujacy tylko lekki spadek
                                                    sily nabywczej innych

                                                    > Przeciez tak byl tworzony "pieniadz" przez cale
                                                    > tysiaclecia.

                                                    przez cale tysiaclecia wiekszosc niemowlat umierala a ludzie zyli po 40 lat. juz
                                                    o (nie)lataniu w powietrzu nie wspomne. i co z tego wynika?

                                                    > Ilosc zlota w ludzkich rekach rosmie minej wiecej w tym samym
                                                    > tempie co przyrost naturalny
                                                  • przycinek.usa Re: Drazliwe slowa 16.08.08, 08:30
                                                    "naturalne poziomy rynkowe", czyli takie, ktore moga
                                                    powstac bez ingerencji panstwa w rynek.


                                                    Damkon, jestes zwolennikiem utopii - przeciez nie ma rynku bez ingerencji
                                                    panstwa. Nie ma czegos takiego jak "poziom naturalny."

                                                    Poziom "natury" w ekonomii oznacza brak pieniedzy. Ale jak tylko wprowdzisz
                                                    jakakolwiek walute, to zaraz pojawi sie kredyt i rozdrobnienie. I "proinflacyjna
                                                    polityka" wynikajaca z funkcji pieniadza. I wtedy twoje modele sa poza
                                                    rzeczywistoscia - bo rzeczywistosc jest nie-naturalna.

                                                    I teraz zaczynam rozumiec dlaczego Ty lubisz depresje.
                                                    Wedlug ciebie cokolwiek zbliza do "natury" to jest dobre dla rynku.
                                                    Czyli skurcz monetarny - jako przeciwny inflacji jest korzystny.

                                                    Ale skoro mamy demokracje - to ja naturyzmu nie zabraniam.
                                                    Powodzenia.
                                                  • damkon Re: Drazliwe slowa 16.08.08, 13:29
                                                    > Damkon, jestes zwolennikiem utopii - przeciez nie ma rynku bez
                                                    > ingerencji panstwa. Nie ma czegos takiego jak "poziom naturalny."

                                                    Utopia jest wiara w skutecznosc panstwa w rozwiazywaniu problemow
                                                    rynkowych, wiec dyskusyjne jest to, kto z nas jest zwolennikiem
                                                    utopii.

                                                    > Poziom "natury" w ekonomii oznacza brak pieniedzy.

                                                    A coz to znowu za teza?

                                                    > Ale jak tylko wprowdzisz jakakolwiek walute, to zaraz pojawi sie
                                                    > kredyt i rozdrobnienie. I "proinflacyjna polityka" wynikajaca z
                                                    > funkcji pieniadza. I wtedy twoje modele sa poza rzeczywistoscia -
                                                    > bo rzeczywistosc jest nie-naturalna.

                                                    Jakie moje modele? Przeciez ja w przeciwienstwie do Ciebie nie
                                                    pisalem o zadnych modelach. Wspomnialem jedynie o tym, ze wszystkie
                                                    proby tworzenia takich modeli przez panstwo sa z gory skazane na
                                                    porazke, poniewaz rynku nie da sie zaprogramowac modelowo.

                                                    > I teraz zaczynam rozumiec dlaczego Ty lubisz depresje. Wedlug
                                                    > ciebie cokolwiek zbliza do "natury" to jest dobre dla rynku.
                                                    > Czyli skurcz monetarny - jako przeciwny inflacji jest korzystny.

                                                    Zle mnie zrozumiales. Nie napisalem, ze lubie depresje, tylko, ze w
                                                    sytuacji przegrzania gospodarki przeczekanie depresji jest
                                                    zdecydowanie lepszym rozwiazaniem niz kolejne jej podgrzewanie.
                                                    Dokladnie napisalem, ze depresje korygujace w takich sytuacjach sa
                                                    po prostu potrzebne w celu doprowadzenia do naturalnej rownowagi
                                                    (czyli rownowagi rynkowej w przeciwienstwie do Twojego, nierynkowego
                                                    postrzegania rownowagi).

                                                    > Ale skoro mamy demokracje - to ja naturyzmu nie zabraniam.

                                                    O prosze, wyszlismy od przegrzania gospodarki a doszedles do
                                                    naturyzmu. Mam jednak nadzieje, ze tego watku nie bedziesz chcial
                                                    juz dalej rozwijac na tym forum.
                          • zbychowiec Re: Przycinek – socjalista czy liberal? 11.08.08, 00:08
                            Pozwole sobie wtracic kilka zdan.

                            1) Niedobory mieszkan w Polsce:
                            Czlowiek jest:
                            a) ZWIERZECIEM
                            b) TERYTORIALNYM
                            Oznacza to, ze kazdy (a przynajmniej 99,99% populacji) zajmie zawsze taka
                            powierzchnie, jaka tylko da rade zagarnac).
                            W Polsce jest niedobor McMansions - szacuje go na jakies 38 milionow sztuk.
                            Ponadto kazdy Polak powinien miec co najmniej 150 hektarow powierzchni do
                            zamieszkania i prywatny las z ladowiskiem dla helikopterow i wodospadem (ja tak
                            chce i przypuszczam ze wiekszosc Polakow tez by chciala).
                            Pamietaj, ze kiedys zylo sie przecietnie po 2 osoby w pokoju, rodziny tloczyly
                            sie na powierzchni 3 razy mniejszej wzgledem obecnej. Bylo to normalne.
                            Japonczycy za normalne uwazaja o wiele mniejsze powierzchnie niz my obecnie (nie
                            zawsze tak mieli).
                            Czy nie uwazasz ze w Japonii brakuje ZNACZNIE wiecej mieszkan niz w Polsce,
                            obojetnie jaka miara by tego nie mierzyc ? Jak odniesiesz to do spadku cen
                            nieruchomosci o 80% w przeciagu ostatnich 10 lat ?

                            2) W przypadku nadmiaru kredytu na rynku ludzie zaczynaja robic rzeczy
                            nieracjonalne. Rynkiem kieruje wtedy nie trzezwa ocena sytuacji, przeliczanie
                            fundamentow (kto w Polsce umie ocenic fundamentalna wartosc nieruchomosci ?
                            Nawet tzw. eksperci sie na to nie porywaja, analizy wypelniajac stekiem
                            komunalow) - lecz plotka uslyszana po sasiedzku, strach wzbudzany przez gazety
                            codzienne, ktore pisza farmazony w stylu "taniej juz nie bedzie". Czy mozesz tak
                            naprawde obiektywnie przyjrzec sie procesowi podejmowania decyzji inwestycyjnej
                            przez statystycznego Kowalskiego w Polsce ? Widziales takich troche ? Ja ich
                            widze codziennie, wiem jak mysla, wiem jakich argumentow uzywaja. I nie widze
                            absolutnie ZADNEJ roznicy pomiedzy mania na cebulki tulipanow, a MANIA na
                            nieruchomosci w Polsce. Ludzie ponadto nie potrafia dostrzec prostych zaleznosci
                            przyczynowo skutkowych (jaskrawy przyklad: nieruchomosci sa drogie, bo
                            budowlancy chca duzo zarabiac - ludzie tak rozumuja i jest to dla nich
                            oczywiste, podczas gdy jest dokladnie na odwrot: budowlancy mogli zawolac sobie
                            wiecej gdy zobaczyli ze nieruchosci wzrosly w cenie 70% tylko w roku 2007).
                            To, co chcialem tutaj najbardziej zaznaczyc: Polacy "inwestuja" glownie za
                            przyczyna strachu (ze nie zabezpiecza sobie czegos, a to cos wzrosnie w cenie i
                            inne osobniki to "zabiora"), przy czym strach podsuwa rozwiazania niekoniecznie
                            zwiazane z realnymi potrzebami i priorytetami.

                            PS. Co do tematu podwatka: zawsze bylem liberalem, ale gdy widze coraz wiecej
                            rozpieszczonych, durnych bahorow, dziedziczacych fortuny - zaczynam sie
                            zastanawiac...
    • robisc Re: Recesja w RP? 04.06.08, 17:06
      recesja, to moze za mocne slowo, ale stagnacja niestety tak; to
      tylko kwestia czasu i to niedlugiego (3-4 kwartalow); w skali
      mikroekonomicznej zauwazymy ja juz wynikach czesci firm za 2.
      kwartal, glownie eksporterow;w skali makro pewnie troche pozniej;

      stagnacja moze byc mniej lub bardziej bolesna dla gospodarki, a o
      tym jak dlugo bedzie trwala zdecyduja inwestycje z funduszy UE,
      jezeli w koncu rusza (na razie sa ztym same problemy) i oraz
      inwestycje zwiazane z EURO 2012;

      z poprzedniej stagnacji lat 2001-3 wyciagnal gospodarke na prosta
      eksport, ktory mial wowczas bardzo przyjazne warunki dla rozwoju;
      tym razem szansa sa inwestycje i popyt wewnetrzny; i jedno i drugie
      jest wielka niewiadoma: inwestycje, bo nie wiadomo jak rzad da
      sobie z nimi rade, popyt wewnetrzny, bo nie wiadomo czy firmy nie
      zaczna masowo redukowac zatrudnienia, co zwykle ma miejsce w okresie
      spowolnienia gospodarczego;

      zwykle barometrem koniunktury w gospodarce jest branza budowlana,
      ktora pierwsza dotykaja oznaki kryzysu i ktora pierwsza z niego
      wychodzi; warto obserowac, co sie tu bedzie dzialo w najblizszych
      miesiacach.
    • lastboyscout EPISTOLOGRAFIA 05.06.08, 16:50
      Panowie, jakkolwiek byscie nie chcieli to interpretowac, zmiekczac,
      pocieszac sie, TO BEDZIE:

      BUM !


      Nie wspominalem ?! wink
      • bush_w_wodzie co jest na stole? 05.06.08, 21:36
        lastboyscout napisał(a):

        > Panowie, jakkolwiek byscie nie chcieli to interpretowac, zmiekczac,
        > pocieszac sie, TO BEDZIE:
        >
        > BUM !
        >
        >
        > Nie wspominalem ?! wink
        >


        to kiedy kupujesz te opcje put na zlotowke?

        a moze to chodzi po prostu o to ze `to sie musi kiedy zle skonczyc?'
    • szutnik Re: Recesja w RP? Nie sądzę. Raczej nie teraz. 12.06.08, 18:08
      Spowolnienie? Jak najbardziej. Ale recesja nie.
      Przede wszystkim dlatego, ze, moim zdaniem rozwój światowej sytuacji
      gospodarczej w obecnej dziesięciolatce "powtarza" rozwój z lat 90-
      tych.
      Oczywiście w szczegółach będą różnice - “Historia się
      nie powtarza, ale często rymuje” jak powiedział Mark Twain.
      Spójrzmy na te podobieństwa:

      Bessa na początku 10-latki (1991 i 2001) połączona z recesją.
      Potem wzrost- tu są pewne różnice, w latach 2000-nych wzrost ruszył
      później, a poprzedzająca go bessa była głębsza, ale ogólny obraz
      pasuje.

      W roku z końcówką na nr 4 w obu przypadkach niezbyt głębokie korekty
      w USA.

      Lata 94-95 i 2004-05 lekkie pogorszenie parametrów gospodarczych w
      USA (wzrost zapasów w firmach, nieco wolniejszy przyrost PKB itp)

      Lata 1995-97 i 2005-07 - najszybszy rozwój gospodarczy Polski.
      Wzrost dobrobytu i optymizmu obywateli.

      W latach z końcówką nr 7 i 8 - globalne problemy finansowe.
      Wtedy w Azji, dziś w sektorze bankowym powiązanym z inwestycjami w
      amerykańskie nieruchomości. Jednocześnie wiele krajów doświadcza
      istotnego spowolnienia (to chyba jeszcze przed nami w roku nr 8) lub
      nawet łagodnej recesji (np Polska - spowolnienie w IV kw. 98 -
      wzrost PKB q/q tylko +1,8%). FED interweniuje, inne banki centralne
      też (te interwencje innych banków w latach 90-tych przypadały na 2
      polowę 1998 i początek 1999).

      Do tego miejsca wszystko by z grubsza pasowało. Co dalej?

      Pokuśmy się o pociągnięcie tej analogii, gdyż może to dać obraz
      najbliższej przyszłości :

      Interwencje FED i innych BC przynoszą pożądany skutek. W 2 połowie
      roku nr 8 zaczyna się kolejna fala hossy na rynkach akcji, a w roku
      z nr 9 gospodarki światowe wracają na wyraźną ścieżkę wzrostową, ale
      już nie tak szybką. Jednocześnie rosną napięcia inflacyjne i FED i
      inne Banki Centralne są zmuszone zacząć cykl podwyżek stóp.

      Cykl podwyżek osiąga kulminację w roku z nr 0 na końcu, stając się
      przyczyną końca hossy na rynkach akcji i hamując gospodarkę - dając
      w końcu paliwo pod bessę i recesję na początku nowej
      dziesięciolatki.

      To wtedy oczekuję recesji w Polsce i USA (Nawiasem mówiąc recesja
      wypadnie nam w max. przygotowań przed Euro 2012 - może być cięzko z
      finansowaniem tej inwestycji).

      Jak więc widzicie, nie zgadzam się z tym, że Armageddon już. smile
      Raczej trochę później (choć już ziarno podeń zasiane i pierwsze
      korzonki wypuszcza) i raczej na raty, niż jednym mocnym, ale krótkim
      ciosem.
      Moim zdaniem przyszła 10-latka bedzie bardzo trudna dla światowej
      gospodarki.
    • deluc Fatalne dane o produkcji przemyslowej w maju 19.06.08, 01:36
      Link do artykulu w GW
      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,69866,5325079,Fatalne_dane_o_produkcji_przemyslowej_w_maju.html
      Tytul troche przesadza ale, jesli ta tendencja sie utrzyma w nastepnym miesiacu,
      bedzie to dla mnie sygnal, ze faktyczne spowolnienie (w sensie spadku produkcji,
      zatrudnienia i konsumpcji) zacznie sie szybciej niz myslalem - obstawialem
      poczatek 2009.
    • bush_w_wodzie dolar po dwa zlote 17.07.08, 22:43
      przepraszam za taki lokalny watek... ale nurtuje mnie kilka pytan

      euro 3.20 zl, chf 2 zlote gbp siega 4 zl
      w takich razach zwyklo sie pomstowac na szefa nbp (fraza klucz: balcerowicz musi
      odejsc. fraza bardziej rozwinieta: nbp (a zwlaszcza jej prezes) powodujac
      aprecjacje zlotowki dziala na rzecz zagranicznych spekulanow)

      w dodatku inflacja rosnie

      prosze o opinie w nastepujacych kwestiach:

      czy wzrost cen jest wina / zasluga nbp? rzadu?

      czy aprecjacja zl jest wina /zasluga nbp? rzadu?

      czy recesja w usa i krajach europy zachodniej jest wina nbp? rzadu?

      czy spowolnienie wzrostu gospodarczego w polsce jest wina nbp? rzadu?

      no i wreszcie: kto musi odejsc tym razem?
      • przycinek.usa Re: dolar po dwa zlote 18.07.08, 00:04
        Zycie obdarza nas codziennie nowymi zagadkami i dzieki nim rozwijamy swoje
        zdolnosci przystosowawcze. A czemu wpadasz w zly humor?

        • bush_w_wodzie Re: dolar po dwa zlote 18.07.08, 10:21
          przycinek.usa napisał:

          > Zycie obdarza nas codziennie nowymi zagadkami i dzieki
          > nim rozwijamy swoje zdolnosci przystosowawcze.


          no i fajnie - ale ja wciaz nie znam odpowiedzi na najwazniejsza zagadke - kto
          musi odejsc...


          > A czemu wpadasz w zly humor?

          zly? moze faktycznie niezuplenie szampanski. niestety oliwka mi utonela w martini
          • przycinek.usa Re: dolar po dwa zlote 18.07.08, 17:08
            G W Bush?

            > wciaz nie znam odpowiedzi na najwazniejsza zagadke - kto
            > musi odejsc...
            • bush_w_wodzie he he he 18.07.08, 23:47
              cos w tym jest. tako chyba rzecze konstytucja

              jakkolwiek zgadzam sie z teza ze wplyw wladz politycznych i monetarnych usa na
              globalne trendy monetarne i gospodarcze jest spory - to jednak ograniczony...
              procesy ktore obserwujemy przerastaja pod kazdym wzgledem bushow i balcerowiczow
              (o skrzypkach nie wspominajac)

              oczywiscie - jak sie trafi jakis matol na odpowiedzialnym stanowisku - to moze
              trudna sytuacje jeszcze pogorszyc. zgoda - bush jest wysoce niefortunnym
              prezydentem ale ma na tyle oleju w glowie ze pozwala rzadzic swoim nieco lepiej
              zorientowanym doradcom

              no ale tym co mnie sprowokowalo do napisania wczesniejszego postu jest refleksja
              ktora mnie naszla w zwiazku z tym ze usd mozna sprzedac za 2 zlote. w normalnych
              warunkach (tj przy jakims fachowym ekonomiscie na fotelu szefa nbp) mielibysmy
              na forum mala nagonke na bank centralny. no ale ze szef nbp - jako narodowo
              katolicki fachowiec od betonu - jest poza podejrzeniami... wiec ciekaw jestem
              kto jest winien. odpowiedz: gw bush jest interesujaca ale jednak nieco naciagana...
              • przycinek.usa Re: he he he 19.07.08, 01:22
                skoro tak bardzo prosisz o diagnoze - to moim zdaniem polityka monetarna w RP do
                ubieglego roku byla OK. Skrzypek jest OK.
                Obecnie stopa jest zbyt wysoka.

                Dzieje sie dokladnie to samo co sie dzialo dawniej, czyli przyjezdzaja waluty
                zza granicy, sa wymieniane na zlotowki, dostaja procent i roznice kursowe. Jest
                to typowy artbitraz na ktory moga pozwalac panstwa bogate - a nie biedne.
                Historia zatoczyla kolo.

                Obecnie wladze monetarne w Polsce wykanczaja eksporterow.
                Wykanczaja tych, ktorzy jeszcze pozostali.
                Za kilka miesiecy te spolki zostana wykonczone i koszt odtworzenia takich
                zakladow przekroczy oplacalnosc inwestycyjna. Dlatego po wakacjach bezrobocie
                zacznie wzrastac. Bezrobocie musi bowiem wzrosnac przy takich dynamicznych
                dysproporcjach kursowych.
                Przy okazji wzrosnie import. A z moich osobistych doswiadczen z Polski wynosze
                pewne zatrwazajace obserwacje. W Polsce obecnie nie hoduje sie krow, na polach
                nie ma zwierzat jakie zwykle spotykalo sie na wsiach. Na wsi nie kupisz mleka,
                tylko musisz isc do sklepu. Nie ma swin, bo sie nie oplaca itp. A rolnicy masowo
                wyjezdzaja za granice do pracy.

                To jak jest panie bushwewodzie, dobrze jest? Czy w twojej opinii to jest dobrze
                dla ekonomiki kraju, ze sila robocza jest realizowana za granica? Moglbym tak
                dalej, ale nie sadze aby moje intencje byly prawidlowo zrozumiane. Poza tym,
                skoro tak chcieliscie do tej unii, to czemu teraz jestescie w takim zlym humorze
                panie kolego?
                Przeciez mialo byc swietnie.
                • bush_w_wodzie Re: he he he 19.07.08, 01:50
                  przycinek.usa napisał:

                  > skoro tak bardzo prosisz o diagnoze - to moim zdaniem
                  > polityka monetarna w RP do
                  > ubieglego roku byla OK. Skrzypek jest OK.
                  > Obecnie stopa jest zbyt wysoka.
                  >

                  no - nie mam watpliwosci ze skrzypek jest ok mimo drastycznej aprecjacji
                  zlotowki. robi chlopina co moze zeby nie bylo a jest. zupelnie przeciwnie niz
                  balcerowicz - ktory robil co mogl zeby bylo i bylo



                  > Dzieje sie dokladnie to samo co sie dzialo dawniej, czyli
                  > przyjezdzaja walutyz za granicy, sa wymieniane na zlotowki, dostaja procent i
                  roznice kursowe. Jest
                  > to typowy artbitraz na ktory moga pozwalac panstwa bogate -
                  > a nie biedne. Historia zatoczyla kolo.


                  chwila moment. jak konkretnie te waluty pzyjezdzaja?

                  i czy polska ma nadwyzke hz czy deficyt?
                  a bilans obrotow biezacych? dodatni czy ujemny?



                  >
                  > Obecnie wladze monetarne w Polsce wykanczaja eksporterow.

                  znaczy - skrzypek wspolwykancza eksporterow?

                  > Wykanczaja tych, ktorzy jeszcze pozostali.

                  a mozesz przypomniec jak wygladala dynamika eksportu w czasie tego wykanczania?


                  > Za kilka miesiecy te spolki zostana wykonczone i koszt odtworzenia takich
                  > zakladow przekroczy oplacalnosc inwestycyjna. Dlatego po wakacjach bezrobocie
                  > zacznie wzrastac. Bezrobocie musi bowiem wzrosnac przy takich dynamicznych
                  > dysproporcjach kursowych.


                  rzeczywiscie - bezrobocie moze wolniej spadac lub nawet wzrosnac. zwlaszcza
                  biorac pod uwage ogolne problemy z koniunktura



                  > Przy okazji wzrosnie import. A z moich osobistych doswiadczen z Polski wynosze
                  > pewne zatrwazajace obserwacje. W Polsce obecnie nie hoduje sie krow, na polach
                  > nie ma zwierzat jakie zwykle spotykalo sie na wsiach. Na wsi nie kupisz mleka,
                  > tylko musisz isc do sklepu.

                  a tymczasem polska eksportuje mleko i ma klopot z przekraczaniem kwot unijnych w
                  produkcji mleka. jak to mozliwe - krow nie ma - a mleka nadmiar? czyzby w polsce
                  zmienila sie struktura gospodarstw rolnych?


                  > Nie ma swin, bo sie nie oplaca itp.

                  naprawde - swin sie we wsiach nie spotyka?


                  > A rolnicy masowo
                  > wyjezdzaja za granice do pracy.
                  >


                  rolnicy czy tzw `chloporobotnicy'?


                  > To jak jest panie bushwewodzie, dobrze jest? Czy w twojej opinii
                  > to jest dobrze dla ekonomiki kraju, ze sila robocza jest
                  > realizowana za granica?

                  a to zalezy. od sily zwiazkow tej sily z krajem i jej planow na przyszlosc. no i
                  zalezy tez od punktu widzenia. z punktu widzenia tej sily to moze byc zabawniej
                  pracowac przez 40 godzin w tygodniu gdzies w kaliforni (tylko ten slaby
                  dolec...) za przyzwoite wynagrodzenie niz swinkom pasze zadawac za psie pieniadze


                  > Poza tym, skoro tak chcieliscie do tej unii, to czemu teraz
                  > jestescie w takim zlym humorze panie kolego?


                  juz przeciez pisalem ze oliwka mi utonela w trunku.
                  a potem dodalem ze dostrzegam razacy kontrast reakcji uczestnikow forum na
                  aprecjacje zlotowki - w porownaniu z analogiczna sytuacja za czasow balcerowicza
                  na fotelu prezesa nbp. dlatego usiluje dojsc faktycznych zrodel tej razacej
                  roznicy. czyli powodem napisania moich postow nie jest (wbrew twoim sugestiom)
                  niezadowolenie z rozwoju sytuacji gospodarczej w polsce - tylko zrozumienie na
                  czym polega roznica miedzy aprecjacja zlotowki za skrzypka i za balcerowicza
                  (oprocz tego ze pierwszy jest ok a drugi jest be)

                  > Przeciez mialo byc swietnie.

                  do tej pory jest swietnie. obawiam sie jednak ze zbyt szybka aprecjacja zlotowki
                  moze wywolac spowolnienie gospodarcze. stara historia ze sztywnoscia plac -
                  zwlaszcza w sektorze publicznym
                  • przycinek.usa Re: he he he 19.07.08, 06:34
                    > no - nie mam watpliwosci ze skrzypek jest ok

                    Swietnie.

                    > chwila moment. jak konkretnie te waluty pzyjezdzaja?

                    Obce waluty



                    > i czy polska ma nadwyzke hz czy deficyt?

                    Deficyt

                    > a bilans obrotow biezacych? dodatni czy ujemny?

                    j/w

                    > znaczy - skrzypek wspolwykancza eksporterow?

                    Zgadza sie.
                    he he he.

                    > a mozesz przypomniec jak wygladala dynamika eksportu w czasie tego wykanczania?

                    A mozesz ty przypomniec?

                    > rzeczywiscie - bezrobocie moze wolniej spadac lub nawet wzrosnac. zwlaszcza
                    > biorac pod uwage ogolne problemy z koniunktura


                    A jaka koniunkture masz na mysli - te europejska?
                    Reszta bez komentarza.
                    • bush_w_wodzie Re: he he he 20.07.08, 13:07
                      przycinek.usa napisał:

                      > > no - nie mam watpliwosci ze skrzypek jest ok
                      >
                      > Swietnie.

                      w twoich oczach... bo narodowy i katolicki


                      >
                      > > chwila moment. jak konkretnie te waluty pzyjezdzaja?
                      >
                      > Obce waluty
                      >

                      nie pytam jakie - tylko jak


                      >
                      >
                      > > i czy polska ma nadwyzke hz czy deficyt?
                      >
                      > Deficyt
                      >
                      > > a bilans obrotow biezacych? dodatni czy ujemny?
                      >
                      > j/w
                      >


                      a jakie z tego plyna wnioski?


                      > > znaczy - skrzypek wspolwykancza eksporterow?
                      >
                      > Zgadza sie.
                      > he he he.
                      >


                      no to czym sie rozni od balcerowicza? retoryka? brakiem
                      kwalifikacji? koneksjami politycznymi?


                      > > a mozesz przypomniec jak wygladala dynamika eksportu w czasie
                      tego wykanc
                      > zania?
                      >
                      > A mozesz ty przypomniec?
                      >

                      oczywicie. wartosc eksport rosnie przy umacniajacej sie zlotowce



                      > > rzeczywiscie - bezrobocie moze wolniej spadac lub nawet
                      wzrosnac. zwlaszc
                      > za
                      > > biorac pod uwage ogolne problemy z koniunktura
                      >
                      >
                      > A jaka koniunkture masz na mysli - te europejska?


                      swiatowa - a w konsekwencji - europejska
                      • przycinek.usa Re: he he he 20.07.08, 16:36
                        > w twoich oczach... bo narodowy i katolicki

                        robisz sie bezczelny


                        > nie pytam jakie - tylko jak

                        w obrebie rynku, zreszta co ja z toba bede gadac.
                        zastanow sie najpierw nad forma wypowiedzi




                        • bush_w_wodzie Re: he he he 20.07.08, 22:07
                          przycinek.usa napisał:

                          > > w twoich oczach... bo narodowy i katolicki
                          >
                          > robisz sie bezczelny
                          >
                          >

                          zwracam uwage na to ze musiales wiedziec co ja sadze o skrzypku gdy
                          udawales ze nie dostrzegasz ironii w moim poscie. z drugiej strony
                          nie przypominam sobuie bys przedstawil jakies przekonujace argumenty
                          za tym ze skrzypek nadaje sie na prezesa nbp... oprocz ogolnych
                          stwierdzen ze moze byc dobrym kontrolerem (czytaj: jest osoba godna
                          zaufania ktora reprezentuje szacowna opcja polityczna). w skrocie:
                          skrzypek jest ok nie ze wzgledu na kompetnecje sposob zarzadzania
                          lub efekty dzialan nbp tylko ze wzgledu na zaplecze polityczne

                          zakladajac ze inteligencja dyskutantow jest wystarczajaca mozna to
                          napisac krocej co uczynilem wczesniej



                          > > nie pytam jakie - tylko jak
                          >
                          > w obrebie rynku, zreszta co ja z toba bede gadac.
                          > zastanow sie najpierw nad forma wypowiedzi
                          >

                          alez to jest twoj wybor czy bedziesz ze mna gadal czy nie. jezeli
                          forma jest az tak dalece wazniejsza od tresci to juz trudno
                          • przycinek.usa Re: he he he 21.07.08, 01:12
                            kiedy raz napisalem, ze dyletanci rzadza, to zrobiles wymowke, ze jestem autorem
                            jedynie slusznych tez. pisales, zebym wstrzymal sie z taka krytyka

                            Teraz jak ty piszesz o matolach na eksponowanych stanowiskach, to mnie ta twoja
                            hipokryzja denerwuje

                            Bo albo gremialnie piszemy o debilach przy wladzy i wtedy wszystko jest ok, albo
                            sam dajesz przyklad szlachectwa i przestajesz krytykowac innych

                            ja piepsze takie moderowanie, gdzie ty ode mnie wymagasz kurtuazji, a sam innym
                            ladujesz buciory w zyciorys
                            • bush_w_wodzie Re: he he he 21.07.08, 17:41
                              przycinek.usa napisał:

                              > kiedy raz napisalem, ze dyletanci rzadza, to zrobiles wymowke,
                              > ze jestem autorem jedynie slusznych tez. pisales, zebym
                              > wstrzymal sie z taka krytyka
                              >

                              o ile pamietam - problem w tym ze ty uznales za dyletantow
                              praktycznie in gremio praktycznie wszystkich rzadzacych swiatowa
                              gospodarka: bankami centralnymi i komercyjnymi. masz prawo do
                              takiego pogladu - ale nic na to nie poradze ze z boku wyglada on
                              nieco megalomansko... i pisze to pomimo szczerego uznania dla ciebie
                              za trafnosc przewidywan kierunku rozwoju trendow


                              w mojej krytyce skrzypka nie usiluje twierdzic ze potrafie
                              szczegolowo ocenic prace nbp. masz racje ze do tego brak danych (co
                              nb tobie nie przeszkadzalo i nadal nie przeszkadza pomawiac
                              balcerowicza o dzialanie na szkode panstwa i instytucji ktora
                              zarzadzal) to co jest w przypadku skrzypka wyjatkowo irytujace i
                              demoralizujace - to bardzo przejrzyste polityczne motywy stojace za
                              ta nominacja - polaczone z bardzo slabymi formalnie potwierdzonymi
                              kompetencjami tego pana. jak juz pisalem - on cala swoja kariere w
                              tzw finansach oparl na politycznie sterowanych nominacjach w firmach
                              zaleznych od rzadu. i nic nie poradze ze mam alergie na ludzi ktorzy
                              robia kariery nie dzieki faktycznym twardym kompetencjom tylko
                              dzieki ukladom. a jesli w dodatku sprawa dotyczy tak szczegolnego
                              stanowiska jak szef nbp - i dostajemy tak razaca slabego prezesa z
                              politycznego rozdania - to niestety nie idzie tego przemilczec




                              > Teraz jak ty piszesz o matolach na eksponowanych stanowiskach, to
                              mnie ta twoja
                              > hipokryzja denerwuje


                              slowo `matoly' pojawilo sie w analizie ogolnej jako pewna mozliwa
                              ewentualnosc. skrzypka nazwalbym nieco inaczej



                              >
                              > Bo albo gremialnie piszemy o debilach przy wladzy i wtedy wszystko
                              jest ok, alb
                              > o
                              > sam dajesz przyklad szlachectwa i przestajesz krytykowac innych
                              >


                              juz napisalem kilkakrotnie jako powszechnie znane fakty i
                              okolicznosci obciazaja nominacje skrzypka na fotel prezesa nbp. nie
                              ma tu domnieman o zaprzedanie spekulantom czy lapownictwo. tu jest
                              tylko proste omowienie jego kompetencji formalnych i oczywistych
                              przyczyn tej nominacji



                              > ja piepsze takie moderowanie, gdzie ty ode mnie wymagasz
                              kurtuazji, a sam innym
                              > ladujesz buciory w zyciorys


                              no nie zartuj. w kwestii wymaganych kwalifikacji prezesa nbp (a wiec
                              wymagan co do jego zyciorysu) wypowiada sie wprost konstytucja. w
                              dodatku ten facet rzadzi moimi pieniedzmi. jest to wiec stanowisko o
                              porownywalnym znaczeniu dla kraju jak premier. pytania o to czy aby
                              na pewno jest to osoba wystarczajaca wybitna - w oparciu o zyciorys
                              _zawodowy_ sa jak najbardziej na miejscu. i zazanczam ze nie
                              interesuje mnie ewnetualny skrzypkowy dziadek w wehrmachcie
                              • przycinek.usa Re: he he he 22.07.08, 03:33
                                "problem w tym ze ty uznales za dyletantow praktycznie in gremio praktycznie
                                wszystkich rzadzacych swiatowa gospodarka:"

                                Choc nie uwazam tego za problem ale powyzszej opinii nie wyrazilem nigdy w
                                zacytowany sposob.
                                • bush_w_wodzie Re: he he he 25.07.08, 10:45
                                  no dobrze. pewnie nieco przerysowalem twoj osad. nie zmienia to
                                  faktu ze jest istotna roznica miedzy np. posadzeniem szefa nbp o zla
                                  wole / lapownictwo / dzialanie na szkode kraju - a wytknieciem braku
                                  wlasciwych kompetencji szefa nbp
                                  • przycinek.usa Re: he he he 05.08.08, 22:29
                                    > no dobrze. pewnie nieco przerysowalem twoj osad.

                                    nie ma sprawy

                                    "nie zmienia to faktu ze jest istotna roznica miedzy np. posadzeniem szefa nbp o
                                    zla wole / lapownictwo / dzialanie na szkode kraju - a wytknieciem braku
                                    wlasciwych kompetencji szefa nbp"


                                    Zgadza sie. Istotna roznica.
                                    To wracajac do deficytu handlu zagranicznego i rachunku biezacego.
                                    Stopa procentowa RPP wplywa na poziom procentu, ktory ludzie placa za kredyt.
                                    Prawda? Im wyzsza stopa - tym wyzszy koszt kredytu.
                                    Konsumenci maja jednak wybor - moga isc po tanszy kredyt. Tansze kredyty
                                    walutowe sa oferowane przez banki. Bierzesz kredyt w CHF albo EURO albo USD i
                                    masz mniejszy procent. Prawda?

                                    Jak to wyglada od strony kuchni:
                                    Bank udzielajac kredytu denominowanego waluta obca tak naprawde udziela kredytu
                                    zlotowego. PLN jest waluta transakcji a waluta obca jest waluta rozliczeniowa.
                                    Przykladowo Kowalski chce 100,000 PLN kredytu dewizowego o wartosci 40,000 USD
                                    po kursie 2.5. Umowna wartosc kredytu wynosi $40,000 USD. Bank bierze swoje
                                    100,000 PLN i daje Kowalskiemu. Po uplywie roku Kowalski oddaje 80,000 PLN po
                                    kursie 2.00 co splaca kredyt 40,000 USD. Kto stracil 20,000 PLN?

                                    BANK.
                                    Kowalski jest do przodu 20,000 PLN

                                    Wniosek: w momencie pobrania kredytu denominowanego waluta obca
                                    beneficjent/kredytobiorca jest krotki w walucie obcej a bank jest dlugi w
                                    walucie obcej.

                                    W okresie trwania umowy PLN sie umocnil wzgledem USD co spowodowalo zysk
                                    Kowalskiego i strate banku.

                                    Ale bank zarabia na prowizjach i pobiera czesc procentu. Bank nie chce ponosic
                                    ryzyka kursowego. Dlatego taka umowa kredytowa MUSI byc zabezpieczona.

                                    Zabezpieczenie jest odwrotnoscia tej transakcji.
                                    Czyli, jezeli w momencie podpisania umowy bank jest dlugi w walucie [a klient
                                    krotki w walucie], to bank musi natychmiast dokonac ofsetu ryzyka kursowego i
                                    zajac krotka pozycje walutowa=dluga pozycje w PLN.

                                    Odwrotna sytuacja dotyczy klientow kredytobiorcow.
                                    Klient w momencie zlozenia podpisu na umowie staje sie krotki w walucie i
                                    POWINIEN natychmisat dokonac ofsetu walutowego polegajacego na zajeciu dlugiej
                                    pozycji walutowej=krotkiej pozycji w PLN.

                                    Ale NIKT TEGO NIE ROBI i powstaje sytuacja, kiedy banki MASOWO zajmuja dlugie
                                    pozycje w PLN a druga strona transakcji sa inne instytucje rynku kapitalowego.
                                    Przewaga popytu od bankow powoduje umacnianie sie PLN, ktore jest dodatkowo
                                    wzmocnione transferami pienieznymi, inwestycjami i wplywami z eksportu.

                                    Jak sie maja stopy RPP do tego?

                                    Stopa wplywa na to, ktory kredyt jest drozszy.
                                    Utrzymywanie takiej stopy przez dlugi czas powoduje powstanie niebezpieczenstwa
                                    wycisniecia rynku z dlugich pozycji.

                                    Takie sytuacje nie zdarzaja sie czesto - ale koncza sie bardzo gwaltownymi
                                    zmianami kursu walutowego. Np. 30% w miesiac.
                                    Wystarczy, ze banki przestana udzielac tych kredytow.

                                    Co sie moze takiego wydarzyc, ze banki przestana udzielac tych kredytow? No na
                                    przyklad moze spasc produkcja przemyslowa i spadnie eksport. Moze wystapic
                                    wzrost bezrobocia, spadek inflacji i spadek popytu na rynku nieruchomosci. W
                                    efekcie RPP obnizy stope.
                                    I zloty wtedy oslabnie.

                                    Jestem przekonany, ze bedac tak uwaznym czytelnikiem tego forum, zapamietales
                                    jak czesto pisalem, ze polityka stop procentowym nie moze doprowadzac do silnej
                                    nierownowagi kursowej. Od kilku lat pisalem, ze NBP powinien dbac o to, aby
                                    kredyty walutowe byly w rownowadze do kredytow PLN. Pisalem o tym i pisalem i
                                    pisalem az do znudzenia. RPP powinno PRZEWIDYWAC reakcje rynku na swoje
                                    dzialanie. Obecnie - podnoszenie stop jest niebezpieczne dla calego rynku.
                                    • enemefer Re: he he he 06.08.08, 17:46
                                      Ja bym jeszcze wspomnial o carry trade. W sytuacji wysokiej nierownowagi stop
                                      procentowych oplaca sie pozyczac w jednym kraju (np. Japonia), po to by
                                      inwestowac np. na lokatach overnight w drugim (np. Islandia do niedawna).
                                      Efektem jest wzmozony popyt na dana walute. Po przeniesieniu nierownowagi do
                                      innych sektorow (np. zdlawienia eksportu, zwiekszenia kosztow zycia), zwieksza
                                      sie ryzyko danej waluty i sytuacja wraca "do normy". Co moze dac efekty takie
                                      jak 30% spadku wartosci danej waluty (np. jak to sie stalo z ISK w marcu).
                                      • enemefer Re: he he he 06.08.08, 18:00
                                        I tak odpowiadajac samemu sobie.

                                        Problem z opisana sytuacja jest to, ze moze skonczyc sie praktycznie z dnia na
                                        dzien. Zamkniecie lokaty overnight nie jest zadnym szczegolnym problemem.

                                        Jezeli chodzi o obecna sytuacja to czy przypadkiem Skrzypek nie jest akurat
                                        przeciwko podwyzszaniu stop procentowych? Nie dam sobie za to reki uciac, ale
                                        parokrotnie widzialem jego wypowiedzi przeciwko w TVN24. Kojarze takze wywiad z
                                        nim w GW jakos sprzed 3-6 miesiecy, w ktorym zauwazal, ze my po prostu
                                        importujemy inflacje.

                                        Skadinad, Pawlak dzisiaj dzisiaj "zainterweniowal":

                                        gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,5559784,Zloty_w_dol_po_slownej_interwencji_Pawlaka.html
                                        • przycinek.usa Re: he he he 06.08.08, 19:33
                                          Skrzypek jest przeciwny podwyzkom, o czym nas uprzejmie informowali wielokrotnie
                                          inni forumowicze. Jednak z dugiej strony podnoszenie stop przez RPP i silny
                                          zloty w istocie izoluje Polske od importu inflacji.

                                          Tyle, ze jest to manipulacja walutowa i oszukiwanie rynku.
                                          Rownowage walutowa powinien ustalac handel zagraniczny.
                                          Powinniscie miec rownowage handlowa i kursowa i one powinny byc wyznacznikiem
                                          polskiej polityki monetarnej RPP.
                                          Tymczasem RPP realizuje polityke ochrony interesu najwiekszego dluznika na
                                          rynku, czyli rzadu.

                                          To bardzo niedobrze.
                                          PKB jest za niskie na tak wysokie wydatki publiczne. Zamiast zwiekszac wydatki
                                          publiczne - nalezy dazyc za wszelka cene do podnoszenia PKB i produkcji. Nie
                                          wolno chronic glownego dluznika kosztem rynku. Trzeba robic odwrotnie - czyli
                                          chronic rynek przed najwiekszym dluznikiem.

                                          Reakcja RPP na inflacje powinna raczej polegac na podnoszeniu poziomu rezerwy
                                          obowiazkowej i obnizeniu stop. Jednak, jesli oni to zrobia, to bedzie gwaltowna
                                          reakcja rynku, bo PLN jest juz niestety zbyt mocny, a ilosc kredytow dewizowych
                                          jest zbyt duza. Po prostu RPP zbyt dlugo trzymalo zbyt wysokie stopy a rzad
                                          przez zbyt dlugi czas zaciagal kredyty. I udzielono za duzo walutowych kredytow
                                          hipotecznych.

                                          Trzeba jednak pamietac, ze rynek sam zniweluje te dysproporcje.
                                          To sie zawsze dzieje, choc trwa to dlugo. Czasem latami.
                                          W ktoryms momencie ludzie przestana brac te kredyty, a pozostali, ktorzy je beda
                                          splacac, beda wywierac stala i silna presje na oslabienie PLN. Bez wzgledu na to
                                          co oni zrobia - gospodarka Polska jest mala i rynek skoryguje sie szybciej niz
                                          sie wszystkim wydaje.
                                          • przycinek.usa czesi tna 07.08.08, 17:31
                                            Czesi obcieli dzisiaj stopy z powodu umacniajacej sie korony.
                                            Zmieniaja tez nastawienie z przeciw inflacyjnego na proeksportowe.



                                            Aug. 7 (Bloomberg)
                                    • piotrn Re: he he he 22.10.08, 10:16
                                      Dzięki za fajne forum.Dopiero tydzień temu po raz pierwszy tu trafiłem i od tej
                                      pory zjawiam się regularnie.
                                      Czy można uzyskać objaśnienie, -takie łopatologiczne,dla przeciętnego
                                      Kowalskiego, który do tej pory inwestował jedynie w akcje i nie miał do
                                      czynienia z żadnymi kontraktami czy opcjami na waluty-w jaki sposób i gdzie
                                      zabezpieczyć kredyt denominowany w frankach przed wzrostem kursu.
                                      Pozdrawiam
                                    • piotrn Re: he he he 22.10.08, 11:28
                                      przycinek.usa napisał:



                                      > Jak to wyglada od strony kuchni:
                                      > Bank udzielajac kredytu denominowanego waluta obca tak naprawde udziela kredytu
                                      > zlotowego. PLN jest waluta transakcji a waluta obca jest waluta rozliczeniowa.
                                      > Przykladowo Kowalski chce 100,000 PLN kredytu dewizowego o wartosci 40,000 USD
                                      > po kursie 2.5. Umowna wartosc kredytu wynosi $40,000 USD. Bank bierze swoje
                                      > 100,000 PLN i daje Kowalskiemu. Po uplywie roku Kowalski oddaje 80,000 PLN po
                                      > kursie 2.00 co splaca kredyt 40,000 USD. Kto stracil 20,000 PLN?
                                      >
                                      > BANK.
                                      > Kowalski jest do przodu 20,000 PLN
                                      >
                                      > Wniosek: w momencie pobrania kredytu denominowanego waluta obca
                                      > beneficjent/kredytobiorca jest krotki w walucie obcej a bank jest dlugi w
                                      > walucie obcej.
                                      >
                                      > W okresie trwania umowy PLN sie umocnil wzgledem USD co spowodowalo zysk
                                      > Kowalskiego i strate banku.
                                      >
                                      > Ale bank zarabia na prowizjach i pobiera czesc procentu. Bank nie chce ponosic
                                      > ryzyka kursowego. Dlatego taka umowa kredytowa MUSI byc zabezpieczona.
                                      >
                                      > Zabezpieczenie jest odwrotnoscia tej transakcji.
                                      > Czyli, jezeli w momencie podpisania umowy bank jest dlugi w walucie [a klient
                                      > krotki w walucie], to bank musi natychmiast dokonac ofsetu ryzyka kursowego i
                                      > zajac krotka pozycje walutowa=dluga pozycje w PLN.
                                      >
                                      > Odwrotna sytuacja dotyczy klientow kredytobiorcow.
                                      > Klient w momencie zlozenia podpisu na umowie staje sie krotki w walucie i
                                      > POWINIEN natychmisat dokonac ofsetu walutowego polegajacego na zajeciu dlugiej
                                      > pozycji walutowej=krotkiej pozycji w PLN.

                                      Przywitam się jeszcze raz i załączę cytat
                                      Dzięki za fajne forum.Dopiero tydzień temu po raz pierwszy tu trafiłem i od tej
                                      pory zjawiam się regularnie.
                                      Czy można uzyskać objaśnienie, -takie łopatologiczne,dla przeciętnego
                                      Kowalskiego, który do tej pory inwestował jedynie w akcje i nie miał do
                                      czynienia z żadnymi kontraktami czy opcjami na waluty-w jaki sposób i gdzie
                                      zabezpieczyć kredyt denominowany w frankach przed wzrostem kursu.
                                      Pozdrawiam
                                      • przycinek.usa Re: he he he 22.10.08, 16:28
                                        Opcje walutowe Warszawskiej Gieldy Towarowej. Tyle, ze obecnie moze dojsc do
                                        odbicia. Jezeli spadna obligacje, to RPP wyjdzie i podniesie stopy tak jak na
                                        Wegrzech. I co wtedy? PLN sie umocni i stracisz pieniadze.
                  • damkon aprecjacja zlotego 19.07.08, 09:54
                    > do tej pory jest swietnie. obawiam sie jednak ze zbyt szybka
                    > aprecjacja zlotowki moze wywolac spowolnienie gospodarcze. stara
                    > historia ze sztywnoscia plac - zwlaszcza w sektorze publicznym

                    Ale co mozna zrobic z ta zbyt szybka aprecjacja zlotego?
                    • bush_w_wodzie Re: aprecjacja zlotego 20.07.08, 13:05
                      damkon napisał:

                      > > do tej pory jest swietnie. obawiam sie jednak ze zbyt szybka
                      > > aprecjacja zlotowki moze wywolac spowolnienie gospodarcze. stara
                      > > historia ze sztywnoscia plac - zwlaszcza w sektorze publicznym
                      >
                      > Ale co mozna zrobic z ta zbyt szybka aprecjacja zlotego?
                      >

                      problem z mozliwa aprecjacja wskutek konwergencji polskiej
                      gospodarki z gospodarka eu i transferami unijnymi byl mocno
                      dyskutowany jakies trzy lata temu. poruszal go np jankowiak.
                      chodzilo z gruba o to ze nbp moze pewna czesc transferow z ue
                      wymieniac na zlote niejako poza otwartym rynkiem. problem byl dosyc
                      techniczny i musze przyznac ze sie w niego nie wglebilem w
                      szczegolach. zrozumialem jednak ze nbp ma pewne pole manewru

                      z drugiej strony nie jestem pewien czy nbp moze z tego pola manewru
                      korzystac - z jednej strony mamy problem inflacji (niska inflacja
                      jest wartoscia o ktora warto walczyc) z drugiej mamy wzrost
                      gospodarczy i wzrost wydajnosci pracy szybszy niz w ue - wiec pewna
                      aprecjacja waluty jest wrecz naturalna i zdrowa. mam jednak wrazenie
                      ze ostatnio widoczna kombinacja: wzrost inflacji + szybki wzrost
                      plac liczonych w zlotowkach + aprecjacal zl doprowadzi w niedlugim
                      czasie do bardzo niemilych zawirowan
                      • damkon Re: aprecjacja zlotego 20.07.08, 19:24
                        Lubie czytac panskie wypowiedzi, poniewaz sa one ciekawe pod
                        wzgledem merytorycznym. Ale w tym przypadku, nie widze praktycznie
                        zadnej mozliwosci skutecznego oddzialywania NBP na wielkosc
                        aprecjacji zlotego bez znacznego zwiekszenia inflacji. Rozwiazanie
                        polegajace na tzw. pozarynkowej wymianie zlotego przez NBP w
                        przypadku np. transferow unijnych takze musi w dluzszym okresie
                        skutkowac aprecjacja naszej waluty. Rynku nie da sie w tak prosty
                        sposob oszukac.
                        • bush_w_wodzie Re: aprecjacja zlotego 20.07.08, 22:48
                          damkon napisał:

                          > Lubie czytac panskie wypowiedzi, poniewaz sa one ciekawe pod
                          > wzgledem merytorycznym.


                          bardzo dziekuje - i wzajemnie

                          > Ale w tym przypadku, nie widze praktycznie
                          > zadnej mozliwosci skutecznego oddzialywania NBP na wielkosc
                          > aprecjacji zlotego bez znacznego zwiekszenia inflacji. Rozwiazanie
                          > polegajace na tzw. pozarynkowej wymianie zlotego przez NBP w
                          > przypadku np. transferow unijnych takze musi w dluzszym okresie
                          > skutkowac aprecjacja naszej waluty. Rynku nie da sie w tak prosty
                          > sposob oszukac.
                          >


                          zgadzam sie co do generalnej tezy - ze nbp nie moze jednoczesnie
                          kontrolowac (w sensie wymuszac osiagania zalozonych poziomow) tempa
                          inflacji i kursu wymiany


                          z drugiej strony uwazam ze zalozenie ze rynek jest instrumentem w
                          pelni racjonalnym i precyzyjnym - wymaga doprecyzowania. w
                          szczegolnsci wyobrazmy sobie sytuacje w ktorej rzad wymienia srodki
                          pomocowe z ue za rok 2008 dnia 1 marca a wykupuje wszystkie papiery
                          dluzne nominowane w euro 1 wrzesnia 2008. i zalozmy ze te transakcje
                          sa dokonywane na otwartym rynku. czy takie postepowanie stwarza
                          mozliwosc arbitrazu?

                          stad odwieczne pytanie o kurs waluty: ile jest w nim spekulacji a
                          ile racjonalnej wyceny? i jakimi instrumentami dysponuje bank
                          centralny by zniechecac graczy rynkowych do spekulacyjnej
                          manipulacji waluta?

                          odpowiedz: bank centralny moze nie robic nic nie jest niestety dobra
                          w sytuacji gdy rynek zalezy od duzych graczy i polityki - tak jak to
                          ma miejsce w sytuacji gdy prawie co druga zlotowka przeplywa przez
                          budzet - w sytuacji w ktorej rzad zaciaga i splaca kredyty w
                          walutach obcych - gdy panstwo wplaca skladek do ue i otrzymuje w
                          zamian srodki pomocowe i gdy na kurs waluty i poziom inflacji
                          narzucone sa warunki konwergencji

                          taka sytuacja nie jest sytuacja czysto rynkowa. w szczegolnosci
                          mozna zapytac jak na aktualny kurs zlotowki wplywa przyjeta
                          strategia konwergencji z euro oraz jej data

                          jest tez kwestia regulacji przez nbp i nadzor bankowy zasad
                          przyznawania kredytow walutowych

                          wreszcie kwestia proporcji zadluzenia publicznego krajowego i
                          zagranicznego i harmonogramu splat

                          sprawa bynajmniej nie jest wiec banalna - i dlatego oczekiwalbym
                          spelnienia kilku postulatow:

                          -wypracowania spojnej i dobrze przygotowanej strategii dochodzenia
                          do euro - po kursie dobrym dla polskiej gospodarki

                          -wspolpracy rzadu i nbp w opracowaniu tej strategii

                          -fachowcow zarzadzajacych tak bankiem centralnym jak i kasa
                          publiczna zdolnych do wypracowania i realizacji takiego planu
                          • przycinek.usa Re: aprecjacja zlotego 21.07.08, 01:50
                            jestem przeciwny wprowadzaniu w Polsce Euro.
                            • bush_w_wodzie Re: aprecjacja zlotego 25.07.08, 10:46
                              przycinek.usa napisał:

                              > jestem przeciwny wprowadzaniu w Polsce Euro.

                              no ale to juz zostalo formalnie obiecane. pozostaje wiec pytanie:
                              jak?
                          • damkon Re: aprecjacja zlotego 22.07.08, 01:30
                            > z drugiej strony uwazam ze zalozenie ze rynek jest instrumentem w
                            > pelni racjonalnym i precyzyjnym - wymaga doprecyzowania.

                            Czlowiek nie jest istota doskonala i wszystko co powstalo w wyniku
                            jego dzialania badz z jego udzialem nie nosi znamion doskonalosci.
                            Tyczy sie to rowniez mechanizmu rynkowego. Jednak ze wzgledu na jego
                            istote, tzn. samorzutny charakter procesow bedacych wypadkowa
                            dzialania poszczegolnych jednostek jest mechanizmem regulacji o
                            wiele efektywniejszym od wszelakich form centralnego kierowania
                            gospodarka.

                            > stad odwieczne pytanie o kurs waluty: ile jest w nim spekulacji a
                            > ile racjonalnej wyceny? i jakimi instrumentami dysponuje bank
                            > centralny by zniechecac graczy rynkowych do spekulacyjnej
                            > manipulacji waluta?

                            Procesy spekulacyjne sa nieodzowna cecha procesow rynkowych i czesto
                            wbrew pewnym obiegowym opiniom przyspieszaja (a nie opozniaja)
                            dochodzenie do rownowagi rynkowej. Proba wyeliminowania procesow
                            spekulacyjnych moze w bardzo powaznym stopniu oslabic dzialanie
                            mechanizmu rynkowego. Oczywiscie czesc spekulacji moze miec
                            negatywny wplyw na gospodarke, ale Proba ich eliminacji moze byc
                            jeszcze bardziej szkodliwa.

                            > odpowiedz: bank centralny moze nie robic nic nie jest niestety
                            > dobra w sytuacji gdy rynek zalezy od duzych graczy i polityki -
                            > tak jak to ma miejsce w sytuacji gdy prawie co druga zlotowka
                            > przeplywa przez budzet - w sytuacji w ktorej rzad zaciaga i splaca
                            > kredyty w walutach obcych - gdy panstwo wplaca skladek do ue i
                            > otrzymuje w zamian srodki pomocowe i gdy na kurs waluty i poziom
                            > inflacji narzucone sa warunki konwergencji

                            To sluszna uwaga, poniewaz jak mozna wymagac od NBP powstrzymywania
                            sie od interwencji na rynku walutowym, skoro mechanizm rynkowy
                            jezeli chodzi o rynek pieniadza jest w tak duzym stopniu
                            kontrolowany przez panstwo. Twierdze jednak, ze w naszym przypadku
                            bank centralny ma wybor miedzy polityka utrzymania niskiej inflacji
                            albo przeciwdzialaniem silnej aprecjacji zlotego. Dwoch tych celow
                            nie da sie zrealizowac jednoczesnie, dlatego mozemy jedynie starac
                            sie znalezc jakies rozwiazanie posrednie. Jednak uwazam, ze
                            niedopuszczenie do inflacji powinno byc dla NBP zadaniem calkowicie
                            priorytetowym.
                            Z powyzszego naturalnie nie wynika jednak, ze nie dostrzegam
                            niekorzystnego wplywu na gospodarke jaka niesie ze soba zbyt duza
                            aprecjacja zlotego. Twierdze jedynie, ze NBP nie ma zadnych
                            skutecznych instrumentow przeciwdzialania aprecjacji nie wywolujac
                            znacznego wzrostu inflacji.
                            • bush_w_wodzie Re: aprecjacja zlotego 31.07.08, 01:27
                              damkon napisał:

                              > > z drugiej strony uwazam ze zalozenie ze rynek jest instrumentem w
                              > > pelni racjonalnym i precyzyjnym - wymaga doprecyzowania.
                              >
                              > Czlowiek nie jest istota doskonala i wszystko co powstalo w wyniku
                              > jego dzialania badz z jego udzialem nie nosi znamion doskonalosci.
                              > Tyczy sie to rowniez mechanizmu rynkowego. Jednak ze wzgledu na jego
                              > istote, tzn. samorzutny charakter procesow bedacych wypadkowa
                              > dzialania poszczegolnych jednostek jest mechanizmem regulacji o
                              > wiele efektywniejszym od wszelakich form centralnego kierowania
                              > gospodarka.
                              >



                              oprocz centralnego kierowania jest jeszcze system prawny i polityka prowadzona
                              przez duze instytucje publiczne. mozna sie w ramach modeli w teorii gier bawic
                              globalnymi parametrami charakteryzujacymi uklad tak by racjonalne wybory
                              indywidualnych graczy w danych warunkach sprzyjaly lub nie rozwojowi systemu
                              jako calosci

                              dodatkowo - rynek jako taki zapewne sie w koncu stabilizuje do jakiegos
                              lokalnego optimum wydajnosci - ale czas dochodzenia do takiego optimum wcale nie
                              musi byc krotki


                              > > stad odwieczne pytanie o kurs waluty: ile jest w nim spekulacji a
                              > > ile racjonalnej wyceny? i jakimi instrumentami dysponuje bank
                              > > centralny by zniechecac graczy rynkowych do spekulacyjnej
                              > > manipulacji waluta?
                              >
                              > Procesy spekulacyjne sa nieodzowna cecha procesow rynkowych i czesto
                              > wbrew pewnym obiegowym opiniom przyspieszaja (a nie opozniaja)
                              > dochodzenie do rownowagi rynkowej.

                              z tym ze przyspieszaja zmiany (a wiec moga przyspieszac proces osiagania
                              rownowagi rynkowej) sie zgadzam. nie jestem jednak przekonany co do dwoch kwestii:

                              1) czy w obecnosci spekulacji koszta osiagania rownowagi nie wzrastaja?

                              2) finalna `rownowaga rynkowa' nie jest jednoznacznie okreslona. mozna osiagnac
                              rozmaite stany rownowagi w zaleznosci od okolicznosci ich osiagania. pytanie:
                              czy spekulacja preferuje osiaganie najbardziej pozadanych efektow finalnych?


                              > Proba wyeliminowania procesow
                              > spekulacyjnych moze w bardzo powaznym stopniu oslabic dzialanie
                              > mechanizmu rynkowego. Oczywiscie czesc spekulacji moze miec
                              > negatywny wplyw na gospodarke, ale Proba ich eliminacji moze byc
                              > jeszcze bardziej szkodliwa.
                              >

                              tu jest znowu problem mini-maxu. nie chodzi o sztywna eliminacje spekulacji
                              tylko o polityke utrudiajaca tandetny arbitraz



                              > > odpowiedz: bank centralny moze nie robic nic nie jest niestety
                              > > dobra w sytuacji gdy rynek zalezy od duzych graczy i polityki -
                              > > tak jak to ma miejsce w sytuacji gdy prawie co druga zlotowka
                              > > przeplywa przez budzet - w sytuacji w ktorej rzad zaciaga i splaca
                              > > kredyty w walutach obcych - gdy panstwo wplaca skladek do ue i
                              > > otrzymuje w zamian srodki pomocowe i gdy na kurs waluty i poziom
                              > > inflacji narzucone sa warunki konwergencji
                              >
                              > To sluszna uwaga, poniewaz jak mozna wymagac od NBP powstrzymywania
                              > sie od interwencji na rynku walutowym, skoro mechanizm rynkowy
                              > jezeli chodzi o rynek pieniadza jest w tak duzym stopniu
                              > kontrolowany przez panstwo. Twierdze jednak, ze w naszym przypadku
                              > bank centralny ma wybor miedzy polityka utrzymania niskiej inflacji
                              > albo przeciwdzialaniem silnej aprecjacji zlotego. Dwoch tych celow
                              > nie da sie zrealizowac jednoczesnie, dlatego mozemy jedynie starac
                              > sie znalezc jakies rozwiazanie posrednie. Jednak uwazam, ze
                              > niedopuszczenie do inflacji powinno byc dla NBP zadaniem calkowicie
                              > priorytetowym.
                              > Z powyzszego naturalnie nie wynika jednak, ze nie dostrzegam
                              > niekorzystnego wplywu na gospodarke jaka niesie ze soba zbyt duza
                              > aprecjacja zlotego. Twierdze jedynie, ze NBP nie ma zadnych
                              > skutecznych instrumentow przeciwdzialania aprecjacji nie wywolujac
                              > znacznego wzrostu inflacji.
                              >

                              rozumowanie jest bez zarzutu pod warunkiem ze obecny kurs jest pochodna bazowego
                              mechanizmu rynkowego a nie rezultatem nastrojow lub spekulacji

                              problem w tym ze ceny wiekszosci towarow w polsce sa juz praktycznie rowne cenom
                              w ue (np zeby daleko nie szukac - cenom niemieckim). nie bardzo wiec widac
                              miejsce na rozkrecenie sie inflacji przy nierosnacym kursie zlotowki
                        • przycinek.usa Re: aprecjacja zlotego 21.07.08, 01:48
                          "Ale w tym przypadku, nie widze praktycznie
                          zadnej mozliwosci skutecznego oddzialywania NBP na wielkosc
                          aprecjacji zlotego bez znacznego zwiekszenia inflacji."


                          Prosze takich rzeczy nie pisac. Nie rozumiem pana podejscia. To ze Pan czegos
                          nie wie nie oznacza, ze nalezy zakladac, ze cos jest niemozliwe. NBP moze
                          wplynac na kurs wymiany i rownoczesnie wydrenowac rynek z pieniedzy i podniesc
                          stope O/N.
                          Do tego jednak trzeba faktycznie miec cos wiecej jak dyplom inzyniera od
                          konstrukcji sprezonych. Trzeba miec wiedze i doswiadczenie. I umiec z tego
                          odwaznie korzystac.

                          Bo albo spekulanci przewioza caly 38 milionowy narod, albo NBP przewiezie
                          spekulantow. Narazie w tym meczu traci NBP i narod.

                          pozdrawiam.
                    • przycinek.usa aprecjacja zlotego to jest problem 21.07.08, 01:39
                      > Ale co mozna zrobic z ta zbyt szybka aprecjacja zlotego?


                      PLN idzie w gore zbyt szybko. To jest bezdyskusyjny problem.
                      I niewazne, czy jest to wstep do ataku walutowego, czy tylko przypadkowe
                      dzialanie rynku, to bank centralny w osobie pana magistra od betonu sprezonego
                      powinien wydac oswiadczenie, ze kurs zlotego jest ryzykowny, a jego dalsze
                      umocnienie moze spowodowac interwencje walutowa NBP. Dzieki temu rynek
                      przestalby tak wariowac.

                      Tymczasem wydany byl wrecz odwrotny komunikat i PLN idzie dzielnie w gore dalej.
                      Czyli dokladnie tak jak pisalem, w Polsce wszystko jest odwrotnie.

                      Mnie interesuje nie to, kto i ile ma dyplomow z zarzadzania betonem, tylko kiedy
                      polityka monetarna PRL przeksztalci sie wreszcie w polityke monetarna RP.

                      Niestety w Polsce jest olbrzymia, mozliwe, ze nawet przewazajaca grupa wyborcow,
                      ktorzy uwazaja, ze silny PLN to dobrze.
      • deluc Re: dolar po dwa zlote 19.07.08, 08:48
        bush_w_wodzie napisał:

        > przepraszam za taki lokalny watek... ale nurtuje mnie kilka pytan
        >
        > euro 3.20 zl, chf 2 zlote gbp siega 4 zl
        > w takich razach zwyklo sie pomstowac na szefa nbp (fraza klucz: balcerowicz mus
        > i
        > odejsc. fraza bardziej rozwinieta: nbp (a zwlaszcza jej prezes) powodujac
        > aprecjacje zlotowki dziala na rzecz zagranicznych spekulanow)

        E, ty tu glupa rzniesz. Wiesz przeciez ze sam prezes NBP wplywa na polityke
        pieniezna w ograniczonym stopniu - stopien ograniczenia wyznaczaja glosy
        pozostalych czlonkow RPPwink Faktycznie jesli w RPP maja wiekszosc zwolennicy
        "tlumenia inflacji poprzez podnoszenie stop" - a tak jest w zasadzie w RP od
        zarania to on se moze... Roznica jest taka ze Balcerowicz zawsze ta strategie
        RPP popieral i firmowal twierdzac, ze rola RPP jest dbanie o jakosc pieniadza i
        poziom inflacji a gospodarke ma gleboko w dupie.

        A, i tu watek historyczny - dawno temu zanim jeszcze to forum powstalo pisalem
        na forum gospodarczym GW byly to czasy urzedowania B. jako prezesa NBP -
        okrzykniete przez nas krytycznych forumowiczow epoka Balcerszpanu.

        Ktos wtedy rzucil krotkie i celne pytanie - po co zmniejszac ilosc pieniadza na
        rynku w
        sytuacji nadchodzacej recesji, kiedy zachowania pro-konsumpcyjne naturalnie
        zmieniaja sie na pro-oszczedzajace? Slowem - po co tlumic inflacje podnoszac
        stopy kiedy bedzie ona samoczynnie tlumiona przez recesje? Recesje faktyczna a
        nie wskaznikowa - bo ta to wogole chyba w RP nie wystepowala. No wlasnie, czemu
        mam wrazenie ze statystykami/wskaznikami sie w RP manipuluje - sluza do prania
        mozgu czytelnikom GW. Jak pisza ze import wzrosl to od razu ze eksport tez, ale
        jaka jest struktura jednego i drugiego? Jak zmienil sie wskaznik terms of trade?
        Wielkosc inwestycji? Struktura inwestycji? Bo co to jest za inwestycja - 100
        sklepow wielkoobszarowych za 1mld zl? A wystarczy podac w GW tak - "inwestycje
        zagraniczne w wysokosci 1mld zl" I juz piekna nasz Polska cala.

        dL.


        • bush_w_wodzie Re: dolar po dwa zlote 20.07.08, 13:15
          deluc napisał:


          > E, ty tu glupa rzniesz. Wiesz przeciez ze sam prezes NBP wplywa na
          polityke
          > pieniezna w ograniczonym stopniu - stopien ograniczenia wyznaczaja
          glosy
          > pozostalych czlonkow RPPwink


          tak ale - to samo dotyczylo balcerowicza



          > Faktycznie jesli w RPP maja wiekszosc zwolennicy
          > "tlumenia inflacji poprzez podnoszenie stop"


          a znasz jakis inny monetarny sposob tlumienia inflacji?


          > - a tak jest w zasadzie w RP od zarania to on se moze...


          a najceikawsze jest to ze tak jest od zarania nie tylko w rp...


          > Roznica jest taka ze Balcerowicz zawsze ta strategie
          > RPP popieral i firmowal twierdzac, ze rola RPP jest dbanie o
          jakosc pieniadza i
          > poziom inflacji a gospodarke ma gleboko w dupie.
          >

          a co jest zapisane w konstytucji rp - ktora daje mandat urzedowi
          prezesa nbp?


          > A, i tu watek historyczny - dawno temu zanim jeszcze to forum
          powstalo pisalem
          > na forum gospodarczym GW byly to czasy urzedowania B. jako prezesa
          NBP -
          > okrzykniete przez nas krytycznych forumowiczow epoka Balcerszpanu.
          >
          > Ktos wtedy rzucil krotkie i celne pytanie - po co zmniejszac
          > ilosc pieniadza na rynku w sytuacji nadchodzacej recesji,
          > kiedy zachowania pro-konsumpcyjne naturalnie
          > zmieniaja sie na pro-oszczedzajace?


          czy ten ktos nie slyszal o stagflacji? czyli recesji polaczonej z
          inflacja?




          > Slowem - po co tlumic inflacje podnoszac
          > stopy kiedy bedzie ona samoczynnie tlumiona przez recesje? Recesje
          faktyczna a
          > nie wskaznikowa - bo ta to wogole chyba w RP nie wystepowala. No
          wlasnie, czemu
          > mam wrazenie ze statystykami/wskaznikami sie w RP manipuluje -
          sluza do prania
          > mozgu czytelnikom GW.


          nie moze byc. cala statystyka panstwowa dziala na rzecz redakcji gw?
          i jest coraz biedniej - a nam sie tylko zdaje ze pensje rosna?


          > Jak pisza ze import wzrosl to od razu ze eksport tez, al
          > e
          > jaka jest struktura jednego i drugiego? Jak zmienil sie wskaznik
          terms of trade
          > ?
          > Wielkosc inwestycji? Struktura inwestycji? Bo co to jest za
          inwestycja - 100
          > sklepow wielkoobszarowych za 1mld zl? A wystarczy podac w GW tak -
          "inwestycje
          > zagraniczne w wysokosci 1mld zl" I juz piekna nasz Polska cala.
          >

          mysle ze dla ludnosci najwazniejsze wskazniki ekonomiczne to pozio9m
          bezrobocia i poziom plac realnych. jak one wygladaly w ostatnich
          latach?
          • polarbeer Re: dolar po dwa zlote 20.07.08, 15:11
            > > Faktycznie jesli w RPP maja wiekszosc zwolennicy
            > > "tlumenia inflacji poprzez podnoszenie stop"

            >>>a znasz jakis inny monetarny sposob tlumienia inflacji?

            Nie zeby sie wtracac do watka ktory tak niwiele mnie dotyczy/interesuje, ale
            mala uwaga na temat tlumienia inflacji, (choc musze powedziec ze nie wiem czy
            jest to w funkcja NBP tak jak Fedu)
            • bush_w_wodzie Re: dolar po dwa zlote 20.07.08, 23:06
              polarbeer napisał:

              > > > Faktycznie jesli w RPP maja wiekszosc zwolennicy
              > > > "tlumenia inflacji poprzez podnoszenie stop"
              >
              > >>>a znasz jakis inny monetarny sposob tlumienia inflacji?
              >
              > Nie zeby sie wtracac do watka ktory tak niwiele mnie
              dotyczy/interesuje, ale
              > mala uwaga na temat tlumienia inflacji, (choc musze powedziec ze
              nie wiem czy
              > jest to w funkcja NBP tak jak Fedu)
              • polarbeer Re: dolar po dwa zlote 21.07.08, 04:41
                >>>>czy widzisz znaczace roznice w
                skali makro pomiedzy skutkami podwyzek stop procentowych a skutkiem
                zwiekszenia poziomu rezerw obowiazkowych?<<<

                Hehe... To tak jak gdyby kiedykolwiek zwiekszano poziom obowiazkowych rezerw tam
                gdzie sie to naprawde liczy<g>

                Wyglada na to ze rezerwy sa zawsze coraz mniejsze... Teraz nawet rezerwy sa
                dlugiem w Stanach. Moze z tad ten kryzys
          • deluc Re: dolar po dwa zlote 20.07.08, 23:12
            bush_w_wodzie napisał:

            > deluc napisał:
            >
            >
            > > E, ty tu glupa rzniesz. Wiesz przeciez ze sam prezes NBP wplywa na
            > polityke
            > > pieniezna w ograniczonym stopniu - stopien ograniczenia wyznaczaja
            > glosy
            > > pozostalych czlonkow RPPwink
            >
            >
            > tak ale - to samo dotyczylo balcerowicza
            >
            >
            >
            > > Faktycznie jesli w RPP maja wiekszosc zwolennicy
            > > "tlumenia inflacji poprzez podnoszenie stop"
            >
            >
            > a znasz jakis inny monetarny sposob tlumienia inflacji?
            >
            >
            > > - a tak jest w zasadzie w RP od zarania to on se moze...
            >
            >
            > a najceikawsze jest to ze tak jest od zarania nie tylko w rp...
            >
            >
            > > Roznica jest taka ze Balcerowicz zawsze ta strategie
            > > RPP popieral i firmowal twierdzac, ze rola RPP jest dbanie o
            > jakosc pieniadza i
            > > poziom inflacji a gospodarke ma gleboko w dupie.
            > >
            >
            > a co jest zapisane w konstytucji rp - ktora daje mandat urzedowi
            > prezesa nbp?

            Hym, ciekawe tylko dlaczego? Znam co najmniej pare przykladow krajow gdzie
            instytucje ustalajace stopy procentowe stosuja w praktyce bardziej elastyczne
            podejscie tzn. troske o stan gospodarki


            >
            >
            > > A, i tu watek historyczny - dawno temu zanim jeszcze to forum
            > powstalo pisalem
            > > na forum gospodarczym GW byly to czasy urzedowania B. jako prezesa
            > NBP -
            > > okrzykniete przez nas krytycznych forumowiczow epoka Balcerszpanu.
            > >
            > > Ktos wtedy rzucil krotkie i celne pytanie - po co zmniejszac
            > > ilosc pieniadza na rynku w sytuacji nadchodzacej recesji,
            > > kiedy zachowania pro-konsumpcyjne naturalnie
            > > zmieniaja sie na pro-oszczedzajace?
            >
            >
            > czy ten ktos nie slyszal o stagflacji? czyli recesji polaczonej z
            > inflacja?

            e jest to zjawisko bardzo rzadkie - smiem twierdzic, ze akurat wtedy nie bylo
            ani krzty przeslanek do jego wystapienia

            >
            >
            >
            >
            > > Slowem - po co tlumic inflacje podnoszac
            > > stopy kiedy bedzie ona samoczynnie tlumiona przez recesje? Recesje
            > faktyczna a
            > > nie wskaznikowa - bo ta to wogole chyba w RP nie wystepowala. No
            > wlasnie, czemu
            > > mam wrazenie ze statystykami/wskaznikami sie w RP manipuluje -
            > sluza do prania
            > > mozgu czytelnikom GW.
            >
            >
            > nie moze byc. cala statystyka panstwowa dziala na rzecz redakcji gw?
            > i jest coraz biedniej - a nam sie tylko zdaje ze pensje rosna?

            Ja teraz mieszkam na glebokiej prowincji i tych podwyzek teraz nie widze -
            owszem byly rok temu np. w budownictwie - teraz presja placowa w tym regionie to
            fikcja.
            A rozumiem ze dla RPP jest to przeslanka do podwyzek stop.

            Aha a jako ciekawostke dla wszystkich czytajacych podam informacje, ktora
            zwalila mnie z nog - jest w 100% pewna - w pewnym fast foodzie w okolicy
            przyjmowali do pracy (styczen/luty) za stawke 1zl za godzine!!! Co gorsze,
            znajdowali sie mlodzi ludzie ktorzy na to (chwilowo) godzili.


            >
            >
            > > Jak pisza ze import wzrosl to od razu ze eksport tez, al
            > > e
            > > jaka jest struktura jednego i drugiego? Jak zmienil sie wskaznik
            > terms of trade
            > > ?
            > > Wielkosc inwestycji? Struktura inwestycji? Bo co to jest za
            > inwestycja - 100
            > > sklepow wielkoobszarowych za 1mld zl? A wystarczy podac w GW tak -
            > "inwestycje
            > > zagraniczne w wysokosci 1mld zl" I juz piekna nasz Polska cala.
            > >
            >
            > mysle ze dla ludnosci najwazniejsze wskazniki ekonomiczne to pozio9m
            > bezrobocia i poziom plac realnych. jak one wygladaly w ostatnich
            > latach?

            Tu skad pisze sa cale ulice gdzie nie mieszka juz zaden mlody czlowiek -
            wyjechali do
            UK, Irlandii - i maja w dupie deklaracje tych czy tamtych, nie wroca nawet gdyby
            1funt = 1zl - bo siebie juz RP nie widza - chyba ze prace straca, albo koszty
            utrzymania beda wyzsze niz placa. Te wyjazdy za chlebem zniszczyly nie jeden
            zwiazek, nie jedno dziecko nie ma normalnej rodziny. Spytam z przekasem - to
            taki byl plan Balcerowicza? Jestesmy tygrysem Europy z 2,5 mln ludzi emigracji
            zarobkowej?

            dL.
            • bush_w_wodzie Re: dolar po dwa zlote 31.07.08, 01:39
              deluc napisał:

              > > > Roznica jest taka ze Balcerowicz zawsze ta strategie
              > > > RPP popieral i firmowal twierdzac, ze rola RPP jest dbanie o
              > > jakosc pieniadza i
              > > > poziom inflacji a gospodarke ma gleboko w dupie.
              > > >
              > >
              > > a co jest zapisane w konstytucji rp - ktora daje mandat urzedowi
              > > prezesa nbp?
              >
              > Hym, ciekawe tylko dlaczego? Znam co najmniej pare przykladow
              > krajow gdzie instytucje ustalajace stopy procentowe stosuja
              > w praktyce bardziej elastyczne podejscie tzn. troske o stan
              > gospodarki


              pytanie dlaczego cos jest zapisane w konstytucji nalezy skierowac do jej autorow
              a nie do szefa nbp. na moje wyczucie w tej kwestii konstytucja polska jest
              zgodna z technokratyczna doktryna unijna - wg ktorej pieniedz winien byc
              oddzielony od polityki


              >
              >
              > >
              > >
              > > > A, i tu watek historyczny - dawno temu zanim jeszcze to forum
              > > powstalo pisalem
              > > > na forum gospodarczym GW byly to czasy urzedowania B. jako prezesa
              > > NBP -
              > > > okrzykniete przez nas krytycznych forumowiczow epoka Balcerszpanu.
              > > >
              > > > Ktos wtedy rzucil krotkie i celne pytanie - po co zmniejszac
              > > > ilosc pieniadza na rynku w sytuacji nadchodzacej recesji,
              > > > kiedy zachowania pro-konsumpcyjne naturalnie
              > > > zmieniaja sie na pro-oszczedzajace?
              > >
              > >
              > > czy ten ktos nie slyszal o stagflacji? czyli recesji polaczonej z
              > > inflacja?
              >
              > e jest to zjawisko bardzo rzadkie - smiem twierdzic, ze
              > akurat wtedy nie bylo ani krzty przeslanek do jego
              > wystapienia


              dlaczego?


              > > nie moze byc. cala statystyka panstwowa dziala na rzecz redakcji gw?
              > > i jest coraz biedniej - a nam sie tylko zdaje ze pensje rosna?
              >

              > Ja teraz mieszkam na glebokiej prowincji i tych podwyzek teraz
              > nie widze - owszem byly rok temu np. w budownictwie - teraz
              > presja placowa w tym regionie to fikcja.
              > A rozumiem ze dla RPP jest to przeslanka do podwyzek stop.
              >

              nbp pracuje na globalnych agregatach. taki argument ze w miescie x place nie
              rosna - nie ma niestety zadnej mocy



              > Aha a jako ciekawostke dla wszystkich czytajacych podam informacje, ktora
              > zwalila mnie z nog - jest w 100% pewna - w pewnym fast foodzie w okolicy
              > przyjmowali do pracy (styczen/luty) za stawke 1zl za godzine!!! Co gorsze,
              > znajdowali sie mlodzi ludzie ktorzy na to (chwilowo) godzili.
              >

              to jest znowu informacja ze sfery mikro a nie makro

              > Spytam z przekasem - to taki byl plan Balcerowicza?
              > Jestesmy tygrysem Europy z 2,5 mln ludzi emigracji
              > zarobkowej?
              >

              a ja odpowiem tak - pomimo emigracji zarobkowej wartosc dobr i uslug
              wyprodukowanych _w_kraju_ szybko rosnie. dzieki emigracji zarobkowej - wartosc
              dobr i uslug wyprowdukowanych (i skonsumowanych) przez obywateli polskich rosnie
              zas jeszcze szybciej
          • przycinek.usa o co tobie chodzi? 21.07.08, 01:55
            > czy ten ktos nie slyszal o stagflacji? czyli recesji polaczonej z
            > inflacja?
            >

            o co tobie wlasciwie chodzi?

            co jest dla ciebie wiekszym priorytetem, czy to, zeby w Polsce wszyscy mieli
            zatrudnienie i mieli co jesc, przy troche wyzszych cenach, czy absolutna wartosc
            pieniadza i bezrobocie takie jak zawsze, czyli najwyzsze w Europie?


            czy tez po prostu tak sobie lubisz pogadac o dupie maryny?


            • bush_w_wodzie Re: o co tobie chodzi? 31.07.08, 01:07
              przycinek.usa napisał:

              > > czy ten ktos nie slyszal o stagflacji? czyli recesji polaczonej z
              > > inflacja?
              > >
              >
              > o co tobie wlasciwie chodzi?
              >
              > co jest dla ciebie wiekszym priorytetem, czy to, zeby w
              > Polsce wszyscy mieli
              > zatrudnienie i mieli co jesc, przy troche wyzszych cenach,
              > czy absolutna wartosc pieniadza i bezrobocie takie jak zawsze,
              > czyli najwyzsze w Europie?
              >

              to nie jest rozmowa o celu tylko o srodkach. zbyt tani kredyt z pewnoscia ozywi
              gospodarke na krotka mete - ale dostarczy falszywych informacji o stanie
              koniunktury podmiotom gospodarczym - doprowadzi do zlych inwestycji i
              marnotrawstwa kapitalu - a w konsekwencji do bardzo bolesnej i kosztownej korekty

              kiedy patrze na stan polskiej gospodarki teraz - z jej kapitalem ludzkim i
              technologicznym z jej przeciazona infrastruktura i niezdrowo drogimi
              mieszkaniami na kredyt - to nie widze mozliwosci wygenerowania zdrowego rozwoju
              przy tanszym kredycie. sadze wrecz ze tanszy pieniadz dmuchalby nam jeszcze
              lepsze banki (bable) i doprowadzil do silngo wzrostu importu (na kredyt(


              >
              > czy tez po prostu tak sobie lubisz pogadac o dupie maryny?
              >

              to swoja droga ale nie tym razem
              • polarbeer tani kredyt i rozwoj 31.07.08, 18:58
                Niedawno gdzies widzialem wykres (niestety zapomnilem gdzie) ktory pokazywal
                wplyw kazdego nowego dolara kredytu na dodatkowy wzrost w przeciagu istatnich
                30-40 lat... Wykres wyraznie pokazywal jak efektywnosc tego kredytu maleje.

                Moze to poszukam i wstawie jesli znajde...
                • bush_w_wodzie Re: tani kredyt i rozwoj 03.08.08, 12:11

                  wykres bylby mile widziany.

                  wynika z tego ze (jak wiescza juz wszyscy) dochodzimy do konca duzego cyklu
                  monetarnego

                  jakie wnioski wynikaja stad dla polski i polskiej polityki monetarnej? obnizac
                  czy podnosic stopy procentowe? zadluzac sie czy nie? w jakiej walucie?
                  • polarbeer Re: tani kredyt i rozwoj 03.08.08, 17:17
                    Nadal nie moge znalesc... Tutaj inny artykul na ten temat z bardziej ubogim
                    wykresem

                    www.tradingacademy.com/lessons/lessons20070416.shtm
                    "In the 1960s, real total debt outstanding in the U.S. "bought" $0.64 in
                    additional real GDP. In the current decade, a dollar of real additional debt now
                    "buys" $0.15 in additional real GDP."
                    • polarbeer jeszcze jeden 03.08.08, 17:21
                      mwhodges.home.att.net/nat-debt/debt-nat-a.htm#debt_dollar
        • zbychowiec Re: dolar po dwa zlote 20.07.08, 13:29
          Czytam posty w tym watku i nie moge uwierzyc wlasnym oczom. Ludzie, ktorzy w
          innych watkach wypowiadaja sie za wprowadzeniem parytetu zlota, za utrzymaniem
          jakosci pieniadza, za przeciwdzialaniem bankom spekulacyjnym itp. rownolegle w
          tym watku prezentuja postawy skrajnie przeciwne. Nie wmowicie mi, ze nie wiecie
          jaka jest zaleznosc pomiedzy stopami procentowymi a powstawaniem baniek aktywow
          (takich jaka powstala miedzy innymi w Polsce na rynku nieruchomosci i powoli
          peka). Jezeli potraficie pogodzic slaba walute i brak inflacji/baniek to
          powiedzcie mi jakimi srodkami dysponuje NBP aby to zrobic.
          Prosilbym w miare mozliwosci o argumenty bardziej zaawansowane niz ten o pchaniu
          sznurka...
          P.S. Mozecie mnie bic i obrzucac kamieniami, ale ja bardzo lubie Balcerowicza za
          to co zrobil. Nie wazne czy mial dobre intencje, kwalifikacje itp. - liczy sie
          tylko to ze zapobiegl bankom spekulacyjnym, ktore w okresie zerowej edukacji
          ekonomicznej spoleczenstwa zakonczylyby sie pewnie podobnie jak South Sea albo
          Missisipi scheme.
          Jesli go kiedys spotkam to padne na ziemie i bede mu bil za to poklony. Serio.
          • przycinek.usa Re: dolar po dwa zlote 20.07.08, 17:20
            zanim zaczniesz bic te poklony to zastanow sie logicznie nad tymi bankami
            spekulacyjnymi

            banka spekulacyjna oznacza ze na danym rynku jest duza ilosc wolnego kapitalu.
            To zas jest logiczna konsekwencja obrotu ekonomocznego, handlu i produkcji.
            Struktura rynkow rozwinietych jest taka, ze w srednim terminie czasowym musi
            dochodzic do gromadzenia znacznych kapitalow bo na tym wlasnie polega rozwoj
            rynku, ktorego tak wszyscy praga.

            Logicznym jest wniosek, ze nadmiar kapitalu powodujacy bable spekulacyjne jest
            spowodowany bogactwem. Innymi slowy bogactwo ktore powoduje bable jest bogactwem
            do ktorego wszyscy daza.

            Jezeli w danym kraju nie dochodzi do powstawania babli - to znaczy - ze jest to
            kraj biedny. Madra polityka monetarna objawia sie dopiero wtedy, kiedy te bable
            sie tworza, a nie wtedy, kiedy bogactwa nie ma, bo jest wczesna faza cyklu.

            Kolejna sprawa to sredni termin. Sredni termin to okres okolo kilkunastu lat. W
            tym okresie czasu mozna wiele wybudowac. Przykladem jest Azja. To typowo otwarty
            rynek korzystajacy z dobrodziejstw wolnej konkurencji pod parasolem wladz.
            Owoce tego rozwoju widzimy golym okiem: Chiny.

            Ich polityka monetarna jest dokladnie odwrotna do polityki europejskiej a w
            porownaniu do polityki monetarnej RP to tej drugiej jakby w ogole nie bylo.
            • polarbeer kapital czy kredyt? 20.07.08, 17:53
              >>>> banka spekulacyjna oznacza ze na danym rynku jest duza ilosc wolnego
              kapitalu.<<<

              USA nie ma prawie w ogole wolnego kapitalu
              • bush_w_wodzie Re: kapital czy kredyt? 20.07.08, 23:13
                polarbeer napisał:

                > >>>> banka spekulacyjna oznacza ze na danym rynku jest duza ilo
                > sc wolnego
                > kapitalu.<<<
                >
                > USA nie ma prawie w ogole wolnego kapitalu
                • przycinek.usa Re: kapital czy kredyt? 21.07.08, 02:11
                  "jest jak piszesz. banki powstaja jesli decyzje inwestycyjne
                  podejmowane sa niedbale. a dzieje sie tak gdy pieniadz jest zbyt
                  tani. dlatego dlugotrwala polityka zbyt taniego kredytu prowadzi do
                  blednych decyzji inwestycyjnych - marnotrawstwa srodkow - zwolnienia
                  tempa rozwoju aktywnosci ekonomicznej - a w konsekwencji zniszczenia
                  oszczednosci wskutek bankructw wynikajacych z niemoznosci splaty
                  tanio zaciagnietych kredytow"

                  100% zgody ALE - co ciebie to obchodzi z perspektywy RP?
                  Z perspektywy RP obywatel RP powinien umiec te sytuacje wykorzystac tak, jak
                  dotad wykorzystywaly ja Chiny. Wyprodukowac jak najwieksza ilosc towaru i
                  upchnac do USA dbajac, aby kurs PLN nie umocnil sie zanadto w stosunku do USD.

                  W efekcie takiej madrej polityki panstwa w Polsce byloby pelne zatrudnienie a po
                  drugiej stronie styku gospodarczego pozostalyby dlugi. I o to chodzi - aby
                  przestac sie litowac na idiotami bioracymi kredyty w przededniu wzrostu stop
                  rynkowych i zajeciu sie wlasna niezaleznoscia. No ale trzeba najpierw zaczac
                  niezaleznie myslec.



                  "usa sa przepieknym przykladem nadmuchania baniek przez skoordynowane
                  dzialanie wladz fiskalnych i monetarnych. drugim takim przykladem sa
                  chiny w ktorych ponoc dochodzi do razacych bledow inwestycyjnych.
                  dlatego jesli znow sie okaze ze klasyczna ekonomia ma racje to
                  skutki beda katastrofalne - biorac pod uwage skale gospodarek tych
                  dwu krajow o bardzo tanim pieniadzu..."


                  Zgadza sie i na to zwracam uwage od lat i dopiero teraz wiekszosc ludzi zaczyna
                  to dostrzegac. No ale teraz jest juz za pozno na ratunek.
                  • zbychowiec Re: kapital czy kredyt? 21.07.08, 23:31
                    To pewnie smieszne, ale mi sie marzy, zeby czlowiek mogl sie w zyciu dorobic
                    uczciwa praca i nauka.
                    Natomiast obecna alokacja srodkow (nazwijmy ja sarkastycznie wolnorynkowa) jest
                    taka, ze:
                    - plytkarz przyuczony do zawodu w czasie miesiaca o IQ porownywalnym z
                    rozwielitka zarabia wiecej niz programista z paroletnim doswiadczeniem,
                    dodatkowo (HAHAHA) programista oplaca plytkarzowi zasilek dla bezrobotnych i
                    wszelkie koszty leczenia (ale to juz inna para kaloszy)
                    - Abramowicz (obejrzyjcie sobie jego morde w internecie) kupuje sobie kolejna
                    wille na lazurowym wybrzezu za $100 mln i odgraza sie, ze niedlugo wykupi cale
                    wybrzeze
                    • przycinek.usa Re: kapital czy kredyt? 22.07.08, 03:39
                      Abramowicz kupil wille za $500 milionow a co do wynagrodzenia w gospodarce
                      rynkowej - to od razu potwierdzam, ze wynagrodzenia sa proporcjonalne do
                      nieprzyjemnosci wykonywanej pracy. Mysle, ze tak jest na calym swiecie.
                      Programistow jest wielu, maja wygodna i przyjemna prace i mozna ich latwo
                      zastepowac, bo jest ich setki tysiecy. Natomiast prace wymagajace pewnych
                      kwalifikacji, ale rownoczesnie nieprzyjemne i uciazliwe sa wysoko platne.

                      Tak jest wszedzie i w wiekszosci systemow. Tak jest w USA, tak bylo w Polsce za
                      komuny i jest teraz.


                      "o IQ porownywalnym z rozwielitka" - bardzo ladnie ujete. -))
                  • bush_w_wodzie Re: kapital czy kredyt? 31.07.08, 00:59
                    przycinek.usa napisał:

                    > "jest jak piszesz. banki powstaja jesli decyzje inwestycyjne
                    > podejmowane sa niedbale. a dzieje sie tak gdy pieniadz jest zbyt
                    > tani. dlatego dlugotrwala polityka zbyt taniego kredytu prowadzi do
                    > blednych decyzji inwestycyjnych - marnotrawstwa srodkow - zwolnienia
                    > tempa rozwoju aktywnosci ekonomicznej - a w konsekwencji zniszczenia
                    > oszczednosci wskutek bankructw wynikajacych z niemoznosci splaty
                    > tanio zaciagnietych kredytow"
                    >
                    > 100% zgody ALE - co ciebie to obchodzi z perspektywy RP?
                    > Z perspektywy RP obywatel RP powinien umiec te sytuacje
                    > wykorzystac tak, jak dotad wykorzystywaly ja Chiny.
                    > Wyprodukowac jak najwieksza ilosc towaru i upchnac do
                    > USA dbajac, aby kurs PLN nie umocnil sie zanadto w
                    > stosunku do USD.
                    >


                    problem w tym ze kiedys (niedawno) podobny eksperyment w polsce doprowadzil do
                    deficytu obrotow biezacych przekraczajacego 7%

                    chiny maja kilka specjalnych cech:
                    -bardzo niska baze
                    -bardzo duza sklonnosc chinczykow do oszczedzania
                    -rezerwuar bardzo taniej sily roboczej w interiorze
                    -scisle kontrolowane przez panstwo przeplywy finansowe
                    -rozmiar

                    mimo to istnieje ogromne ryzyko ze gdy cos sie tylko troszke zatnie to nastapi
                    ogromne i bardzo niemile bum (ze zacytuje klasyka)

                    > W efekcie takiej madrej polityki panstwa w Polsce byloby
                    > pelne zatrudnienie a po drugiej stronie styku gospodarczego
                    > pozostalyby dlugi. I o to chodzi - aby przestac sie litowac
                    > nad idiotami bioracymi kredyty w przededniu wzrostu stop
                    > rynkowych i zajeciu sie wlasna niezaleznoscia. No ale trzeba
                    > najpierw zaczac niezaleznie myslec.
                    >

                    nie do konca zrozumialem ten paragraf. czy postuluesz by w imie ogolnej
                    pomyslnosci nbp podpuszczal ludzi do brania kredytow ktorych nie beda mogli splacic?




                    >
                    >
                    > "usa sa przepieknym przykladem nadmuchania baniek przez skoordynowane
                    > dzialanie wladz fiskalnych i monetarnych. drugim takim przykladem sa
                    > chiny w ktorych ponoc dochodzi do razacych bledow inwestycyjnych.
                    > dlatego jesli znow sie okaze ze klasyczna ekonomia ma racje to
                    > skutki beda katastrofalne - biorac pod uwage skale gospodarek tych
                    > dwu krajow o bardzo tanim pieniadzu..."
                    >
                    >
                    > Zgadza sie i na to zwracam uwage od lat i dopiero teraz wiekszosc ludzi zaczyna
                    > to dostrzegac. No ale teraz jest juz za pozno na ratunek.


                    mnie najbardziej zdumiewa twoja niekonsekwencja. mianowicie twoja podstawowa
                    (choc niejedyna) recepta na prosperity sa niskie stopy bankow centalnych.
                    jednoczesnie twierdzisz ze te niskie stopy dmuchaja balony przed ktorymi zawsze
                    ostrzegales. to ja juz nie wiem o co ci chodzi...

                    podobnie jest ze stopami procentowymi w polsce. ostrzegasz przed skurczem
                    kredytowym i kontrakcja monetarna - a jednoczesnie postulujesz polityke ktora
                    sprzyja zadluzaniu sie. tak na chlopski rozum to jesli nadciaga deflacja to im
                    mniej dlugu w gospodarce tym lepiej

                    oczywiscie jest jeszcze bardzo wazna kwestia waluty w ktorej nominowany jest
                    dlug (publiczny i prywatny). to jest w istocie sprawa ktora budzi moje
                    najwieksze watpliwosci w ocenie polityki nbp
                    • przycinek.usa Re: kapital czy kredyt? 31.07.08, 01:17
                      odpowiem hurtem: BC musi zachowac takie stopy, ktore gawarantuja rownowage
                      wymiany kursowej z bezposrednim otoczeniem gospodarczym. Jezeli wzrasta ilosc
                      kredytow - to drenuje sie rachunki bankowe z nadplynnosci. Mozna to robic na
                      wiele sposobow NIE STOPAMI. W ten sposob masz zachowana rownowage w produkcji i
                      brak presji popytowej na rynku. Obecnie polityka kursowa doprowadzi do
                      bankructwa wiele firm co doprowadzi do wzrostu bezrobocia, spadku aktywnosci
                      ekonomicznej i ... obnizek stop. Pozdrawiam.
                      • damkon Re: kapital czy kredyt? 31.07.08, 01:32
                        > odpowiem hurtem: BC musi zachowac takie stopy, ktore gawarantuja
                        > rownowage wymiany kursowej z bezposrednim otoczeniem gospodarczym.

                        A coz takiego kryje się za tym tajemniczym, hurtowym sformulowaniem?
                        • deluc Re: (domniemana) odpowiedz 01.08.08, 12:27
                          tu:
                          www.bankier.pl/wiadomosc/Grozny-dysparytet-stop-procentowych-1737760.html
                        • bush_w_wodzie Re: kapital czy kredyt? 03.08.08, 12:08
                          damkon napisał:

                          > > odpowiem hurtem: BC musi zachowac takie stopy, ktore gawarantuja
                          > > rownowage wymiany kursowej z bezposrednim otoczeniem gospodarczym.
                          >
                          > A coz takiego kryje się za tym tajemniczym, hurtowym sformulowaniem?


                          mnie to wyglada na postulat by nbp dbal przede wszystkim o stalosc kursu wymiany
                          zlotego na euro a nie o poziom inflacji cen
              • przycinek.usa Re: kapital czy kredyt? 21.07.08, 02:05
                > Ja bym zamienil slowo "kapital" with "kredyt" w twojej recepcie.


                jak sobie zyczysz. Oczywiscie. Cykl kreacji bogactwa wynika z cyrkulacji
                pieniadza i kreacji dlugu. Im wyzszy wzrost i wyzsza dynamika produkcji - tym
                wyzsze bogactwo i wyzsze kredyty. Kredyty nie powstaja same dla siebie. Nawet
                glupie kredyty powstaja w wyniku popytu na produkcje.

                Mamy wiec jeden wielki globalny rynek, ktory ma wielka globalnie ilosc kredytow
                i plynnosci powodujaca inflacje.

                Teza, ze jakis jeden bank NBP w Polsce swoimi absurdalnymi stopami procentowymi
                zmieni kierunek ruchu cen w Polsce - jest smieszna.
                Polska jest bowiem rynkiem otwartym. Ceny za granicami maja wplyw na ceny w
                Polsce. Jak chleb i jogurty drozeja na swiecie, to jogurty i chleb zdrozeje w
                Polsce bez wzgledu na to, kto piastuje stanowisko prezesa NBP.

                Cale zycie nalezy pamietac o jednej waznej zasadzie - nalezy podazac z ruchem.
                Trend is your friend. Nie wolno walczyc z otoczeniem gospodarczym.

                Podnoszenie kosztow prowadzenia biznesu w Polsce wobec istnienia konkurencji
                zagranicznej majacej luzna polityke monetarna - jest dzialaniem na szkode rynku.
                Podnoszenie stop% w sytuacji niskich stop w otoczeniu rynkowym - jest szkodliwe
                dla rynku i powinno byc karalne.
                • polarbeer Re: kapital czy kredyt? 21.07.08, 04:53
                  >>>Cykl kreacji bogactwa wynika z cyrkulacji pieniadza i kreacji dlugu.<<<

                  No wlasnie. Moze tutaj pies pogrzebany. Moze Polska jest na drugim etapie cyklu
                  (w miare niedawny upadek poprzedniej waluty) a Stany (i nawet czesc EU) sa juz
                  na trzecim etapie... W zwiazku z tym Polska jest uwazana jako "bezpieczniejsza". <g>

                  Cykle wedlug Warren Buffett'a skladaja sie z trzech etapow zaczynajacych sie na
                  litere "i":

                  1) Inowacja
                  2) Imitacja
                  3) Idiotyzm
            • damkon Banki mydlane 20.07.08, 19:22
              > banka spekulacyjna oznacza ze na danym rynku jest duza ilosc
              > wolnego kapitalu. To zas jest logiczna konsekwencja obrotu
              > ekonomocznego, handlu i produkcji.

              Zjawisko baniek spekulacyjnych to problem przeinwestowanych rynkow,
              ktorych geneza tkwi na ogol w ekspansywnej polityce panstwa a nie w
              nadmiarze kapitalu. Kapital zawsze szuka miejsc, gdzie moze byc
              najlepiej ulokowany lecz nie zawsze trafia tam gdzie trafic
              powinien, czyniac niektore rynki przeinwestowanymi a pozostale
              niedoinwestowanymi. Taka niewlasciwa alokacja kapitalu powstaje np.
              w wyniku polityki inflacyjnej panstwa, czyli na tworzeniu tzw.
              iluzji zwiekszonego popytu w niektorych sektorach gospodarki. Wynika
              to z faktu, ze inflacja w nierownomiernym stopniu rozklada sie na
              poszczegolne rynki. Te z nich, ktore korzystaja na inflacji, czyli
              inaczej mowiac te, ktore w pierwszej kolejnosci ulegaja iluzji
              inflacyjnej, sciagaja wieksza ilosc kapitalu niz w przypadku, gdyby
              tej inflacji nie bylo. W Polsce ostatnimi czasy takie zjawisko mozna
              bylo obserwowac na rynku budowlanym, czy rynku uslug transportowych
              (obecnie nalezacymi do najbardziej przeinwestowanych).

              > Logicznym jest wniosek, ze nadmiar kapitalu powodujacy bable
              > spekulacyjne jest spowodowany bogactwem. Innymi slowy bogactwo
              > ktore powoduje bable jest bogactwem do ktorego wszyscy daza.

              Przeinwestowanie, czy inaczej bable spekulacyjne sa efektem
              niewlasciwej alokacji kapitalu, spowodowanej zla polityka panstwa,
              np. polityka taniego kredytu.

              > Jezeli w danym kraju nie dochodzi do powstawania babli - to
              > znaczy - ze jest to kraj biedny.

              Nie ma takiej zaleznosci. To absurdalne stwierdzenie.

              > Przykladem jest Azja. To typowo otwarty rynek korzystajacy z
              > dobrodziejstw wolnej konkurencji pod parasolem wladz. Owoce tego
              > rozwoju widzimy golym okiem: Chiny.

              Chinska gospodarka, to obecnie jedna z najbardziej przeinwestowanych
              gospodarek na swiecie, ktorej cud moze szybko zamienic sie w swoje
              przeklenstwo.
              • przycinek.usa Re: Banki mydlane 21.07.08, 02:30
                "Zjawisko baniek spekulacyjnych to problem przeinwestowanych rynkow,
                ktorych geneza tkwi na ogol w ekspansywnej polityce panstwa a nie w
                nadmiarze kapitalu."


                Rynek przeinwestowany, to faktycznie taki, gdzie jest za duzo kredytow - ALE
                oznacza to rowniez proporcjonalna kreacje, czyli nadmiar kapitalu - czyli cale
                zdanie jest sprzeczne wewnetrznie.

                Popatrzmy na to jeszcze raz.
                W gospodarce sterowanej przez FED celem polityki pienieznej jest utrzymanie bazy
                monetarnej w stabilnosci. Bernanke stwierdzil to nawet otwarcie w kongresie.
                Powiedzial w duzym uproszczeniu, ze interwencjonizm BC jest dopuszczalny,
                poniewaz nie wplywa na baze.

                Tymczasem w wyniku ciaglej kreacji pieniedzy, trawjacej latami, powstaja ogromne
                kapitaly, podwyzszajace M3 i M4 do absurdalnych poziomow. To jest bardzo proste.
                Rynek dziala samosterylizujaco.
                Firmy, poprzez produkcje i inwestycje zdejmuja z rynku nadwyzki pieniedzy. Te
                nadwyzki laduja w funduszach na cale lata i sa wylaczone z obrotu. Dlatego mamy
                wysokie przyrosty dlugich agregatow pienieznych. Dlatego mamy balony cenowe.

                Kapital idzie tam, gdzie jest duza plynnosc, gwarancja zamkniecia pozycji z
                zyskiem i stosunkowo male ryzyko. Myslenie o kapitale, ze gdzies "powinien"
                trafic, jest fundamentalnym bledem. Niewlasciwa alokacja kapitalu jest teza
                marksistowska. Rynek reguluje przeplyw kapitalu. Decyzja polityczna o wysokosci
                stop% powoduje jedynie, ze ten kapital wplywa na konta O/N, za co placi system
                bankowy.

                Im wiecej pieniedzy - tym wieksza szansa na jakis babel cenowy.
                Geneza balonow cenowych lezy nie w polityce monetarnej, tylko w ilosci
                nagromadzonych kapitalow ktora zalezy od dlugosci cyklu wzrostu i ekspansji
                kredytowej. Oczywiscie polityka monetarna moze te kreakcje przyspieszac - jak
                FED - albo opozniac jak NBP.


                W jednym wypadku mamy duza amplitude ruchu cyklu, a w drugim (miejmy nadzieje)
                mniejsza amplitude.
                • damkon Banki mydlane vs oczu mydlenie 22.07.08, 01:41
                  > "Zjawisko baniek spekulacyjnych to problem przeinwestowanych
                  > rynkow, ktorych geneza tkwi na ogol w ekspansywnej polityce
                  > panstwa a nie w nadmiarze kapitalu."
                  >
                  >
                  > Rynek przeinwestowany, to faktycznie taki, gdzie jest za duzo
                  > kredytow - ALE oznacza to rowniez proporcjonalna kreacje, czyli
                  > nadmiar kapitalu - czyli cale zdanie jest sprzeczne wewnetrznie.

                  Cieszy mnie, ze ktos na tym forum czuwa na poprawnoscia logicznego
                  rozumowania jego uczestnikow. Jednak kapital wykreowany przez
                  polityke taniego kredytu jest niczym innym jak tylko zakamuflowana
                  inflacja. Mowiac inaczej: banka peka, sektor zostaje sztucznie
                  przeinwestowany a po takim kapitale o jakim piszesz zostaje na rynku
                  tylko inflacja.

                  > Popatrzmy na to jeszcze raz. W gospodarce sterowanej przez FED
                  > celem polityki pienieznej jest utrzymanie bazy monetarnej w
                  > stabilnosci. Bernanke stwierdzil to nawet otwarcie w kongresie.
                  > Powiedzial w duzym uproszczeniu, ze interwencjonizm BC jest
                  > dopuszczalny, poniewaz nie wplywa na baze.

                  Twierdzic, ze interwencjonizm monetarny banku centralnego jest
                  dopuszczalny, poniewaz nie ma wplywu na baze monetarna to tak jak
                  uwazac, ze palenie tytoniu jest nieszkodliwe dla zdrowia, poniewaz
                  nie prowadzi do utraty wzroku.

                  > Kapital idzie tam, gdzie jest duza plynnosc, gwarancja zamkniecia
                  > pozycji z zyskiem i stosunkowo male ryzyko.

                  Jest to chyba jedyne zdanie w Twojej wypowiedzi, z ktorym mozna sie
                  chocby czesciowo zgodzic.

                  > Myslenie o kapitale, ze gdzies "powinien" trafic, jest
                  > fundamentalnym bledem. Niewlasciwa alokacja kapitalu jest teza
                  > marksistowska.

                  Cieszy mnie Twoja znajomosc tez marksistowskich, jednak smuci
                  zarazem, ze nie dopuszczasz do mysli faktu w jak duzym stopniu
                  panstwo poprzez swoja polityke ingerencji w gospodarke jest w stanie
                  zaklocic przeplywy kapitalowe.

                  > Im wiecej pieniedzy - tym wieksza szansa na jakis babel cenowy.
                  > Geneza balonow cenowych lezy nie w polityce monetarnej, tylko w
                  > ilosci nagromadzonych kapitalow ktora zalezy od dlugosci cyklu
                  > wzrostu i ekspansji kredytowej. Oczywiscie polityka monetarna moze
                  > te kreakcje przyspieszac - jak FED - albo opozniac jak NBP.

                  Geneza baniek, babli czy balonow (jak sobie tam wolisz) lezy zawsze
                  po stronie niewlasciwej, ekspansywnej polityki panstwa.
                  • przycinek.usa Re: Banki mydlane vs oczu mydlenie 22.07.08, 03:28
                    > Twierdzic, ze interwencjonizm monetarny banku centralnego jest
                    > dopuszczalny, poniewaz nie ma wplywu na baze monetarna to tak jak
                    > uwazac, ze palenie tytoniu jest nieszkodliwe dla zdrowia, poniewaz
                    > nie prowadzi do utraty wzroku.

                    To ciesze sie ze sie zgadzamy. Dla mnie takie dzialanie FED jest niedopuszczalne.

                    jednak smuci
                    > zarazem, ze nie dopuszczasz do mysli faktu w jak duzym stopniu
                    > panstwo poprzez swoja polityke ingerencji w gospodarke jest w stanie
                    > zaklocic przeplywy kapitalowe.


                    OK. Tutaj nie zrozumielismy sie zupelnie. Ja nigdzie nie napisalem, ze jestem
                    zwolennikiem takich dzialan BC i panstwa.

                  • zbychowiec Re: Banki mydlane vs oczu mydlenie 24.07.08, 01:04
                    > > Myslenie o kapitale, ze gdzies "powinien" trafic, jest
                    > > fundamentalnym bledem. Niewlasciwa alokacja kapitalu jest teza
                    > > marksistowska.
                    >
                    > Cieszy mnie Twoja znajomosc tez marksistowskich, jednak smuci
                    > zarazem, ze nie dopuszczasz do mysli faktu w jak duzym stopniu
                    > panstwo poprzez swoja polityke ingerencji w gospodarke jest w stanie
                    > zaklocic przeplywy kapitalowe.

                    > > Im wiecej pieniedzy - tym wieksza szansa na jakis babel cenowy.
                    > > Geneza balonow cenowych lezy nie w polityce monetarnej, tylko w
                    > > ilosci nagromadzonych kapitalow ktora zalezy od dlugosci cyklu
                    > > wzrostu i ekspansji kredytowej. Oczywiscie polityka monetarna moze
                    > > te kreakcje przyspieszac - jak FED - albo opozniac jak NBP.
                    >
                    > Geneza baniek, babli czy balonow (jak sobie tam wolisz) lezy zawsze
                    > po stronie niewlasciwej, ekspansywnej polityki panstwa.

                    Pelna zgoda z wypowiedziami damkon.
                    Podam prosty przyklad. Pieniadz ma pewna cene wyrazona aktualnymi stopami
                    procentowymi. Kazdy teoretycznie powinien placic ta aktualna RYNKOWA cene za
                    pieniadz. Popatrzmy teraz jak bylo w Polsce z kredytami hipotecznymi przez
                    ostatnie lata i jak bedzie jeszcze przez lat pewnie 30:
                    - wesoly "inwestor" bierze kredyt na mieszkanie za 400 tys.
                    - panstwo placi mu co roku odsetki od tego kredytu (i bedzie placic do konca
                    splaty kredytu, bo do konca 2007 obowiazywala ulga odsetkowa)
                    Kto wiec tak naprawde placi tutaj cene pieniadza "inwestora" ? Panstwo, czyli ja
                    i pozostale jelenie, ktore tu jeszcze zostaly.
                    Skladam pieniadze w banku i panstwo za to laskawie oddaje mi pare procent z tych
                    pieniedzy w formie odsetek (wczesniej zabralo mi je w podatkach), natomiast
                    "inwestor" ma swoj kredyt calkowicie za darmo.
                    W ten sposob wlasnie odbywa sie zupelnie nieracjonalna sterowana centralnie i
                    politycznie alokacja srodkow.
          • bush_w_wodzie Re: dolar po dwa zlote 20.07.08, 23:01
            zgadzam sie co do generaliow - ze zbyt tani pieniadz sprzyja
            misalokacji inwestycji i tworzeniu baniek. z drugiej strony zbyt
            drogi pieniadz zabija nawet inwestycje wysokiej jakosci
            patrzac na to od strony przetwarzania informacji gospodarczej - to
            jest kwestia znalezienia zlotego srodka miedzy czystoscia a
            efektywnoscia

            przez czystosc rozumiem odsetek trafnych inwestycji ktore sa
            finansowane w stosunku do wszystkich finansowanych iwestycji

            przez efektywnosc - rozumiem odsetek dobrych iwestycji ktore zdobyly
            finansowanie

            oczywiscie - zadanie maksymalnej czystosci zabije wszystkie bable -
            ale takze dobre inwestycje. zadanie maksymalnej efektywnosci
            doprowadzi niechybnie do poteznego odsetka zlych inwestycji - i w
            konsekwencji do bankructw i skurczu kredytowego

            wydaje sie zatem ze z punbktu widzenia teorii sterowania trzeba sie
            zgodzic na mozliwosc powstawania babli od czasu do czasu - jako ceny
            za uzyskanie przyzwoitej efektywnosci finansowania dobrych
            inwestycji
    • deluc Re: Recesja w RP? 19.07.08, 12:45
      Gospodarka dostaje zadyszki:
      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,5471580,Gospodarka_dostaje_zadyszki.html
      fragment:
      '"(..)Dla gospodarki najgorszym scenariuszem byłoby utrzymanie się wysokiej
      inflacji, gdy wzrost gospodarczy siądzie. Niestety, nie brakuje bodźców
      popychających ceny w górę. Pracownicy wciąż domagają się podwyżek i je
      otrzymują. Wzrost płac w czerwcu utrzymywał się na bliskim rekordowemu poziomie
      12 proc.

      - Po czasie doskonałej koniunktury pozostały wysokie żądania płacowe. Pracownicy
      jeszcze nie zauważyli, że sytuacja firm się pogarsza - tłumaczy Maja Goettig,
      ekonomistka Banku BPH. To stawia firmy w coraz trudniejszej sytuacji - maleją
      zamówienia, a koszty związane z żądaniami płacowymi i drogą energią rosną.(..)"

      Cos mi tu smierdzi.
      Te podwyzki dotycza zapewne: branz zmonopolizowanych, spolek panstwowych, z
      silnymi zwiazkami zawodowymi, spółek miejskich, budzetowki - dla pozostalych
      place stoja. Gdzie producent, ktoremu nagle maleje zyskownosc zgodzi sie na
      podwyzki?


      dL
      • herr7 Maja Goetting to całkiem ładna blondynka 19.07.08, 14:35
        Nie sądzę żeby miała większe pojęcie o tym co się dzieje "na dole". Mówi to
        czego od niej oczekują.
    • bush_w_wodzie male resume: keynes i friedman 14.08.08, 01:26
      wyglada na to ze wywiazala sie nam w tym watku klasyczna dyskusja miedzy
      podejsciem popytowym (przycinek) a podazowym (damkon). czy moze raczej miedzy
      szkola keynesa a chicago boys


      keynes twierdzil dokladnie to co przycinek: im tanszy kredyt tym wyzsza
      konsumpcja za ktora pojdzie wyzsza podaz `likwidujac potencjal inflacyny'.
      keynesisci mieli nawet swoja slawetna krzywa philipsa wg ktorej odpowiednio
      wysoka inflacja powinna gwarantowac pelne zatrudnienie (i w domysle - najszybsze
      tempo rozwoju)


      ta teoria dzialala przez pewien czas calkiem niezle ale zalamala sie w latach
      70-tych gdy stymulacja monetarna nie powodowala juz wzrostu kosumpcji czy podazy
      tylko wzrost cen. okazalo sie ze sposobem wyjscie z tej fazy stagflacji byla
      restrykcyjna polityka monetarna polaczona ze zmianami strukturalnymi


      po tych wydarzeniach kanonem dzialania bankow centralnych stala sie polityka
      celu inflacyjnego - rozumianego nie jako zakladana wartosc podazy pieniadza
      tylko jako okreslony poziom inflacji cen. tak z gruba dziala fed ebc i nbp. te
      banki oglaszaja cel inflacyjny (cpi a nie m1,m2 czy m3) i staraja sie dobierac
      stopy procentowe tak zeby ten cel osiagnac


      powodem wybrania takiej metody jest - jak mi sie zdaje - chec stworzenia
      warunkow monetarnych mozliwie przejrzystych i zaufania do wartosci pieniadza.
      dzieki temu podmioty gospodarcze nie musza sie martwic o gwaltowne zmiany cen
      czy tez przystepowac do inflacyjnego wyscigu cen. polityka celu inflacyjnego ma
      wiec na celu wprowadzenie minimalnych zaklocen poprzez manipulacje wartoscia
      pieniadza


      w tym podejsciu przyjmuje sie ze proby stymulacji gospodarki poprzez zbyt tani
      kredyt prowadza do negatywnych konsekwencji gospodarczych w dluzszej
      perspektywie czasowej:


      zbyt tani kredyt generuje nierownowage miedzy oszczedzajacymi a konsumujacymi.
      promowane sa zachowania nadmiernie ekspansywne ktore sprzyjaja zlej alokacji
      kapitalu a w konsekwencji prowadza do przeinwestowania i tworzenia baniek
      spekulacyjnych. w dluzszym okresie czasu taka polityka generuje zle iwestycje i
      zla strukture podazy. wtedy nastepuje czas `stagflacji' podczas ktorej
      stymulacja monetarna tanim kredytem nie pomaga juz podazy (uklon dla
      polarnego...). inne mozliwe konsekwencje to nierownowaga wymiany handlowej i
      rosnace zadluzenie kraju za granica (odzwierciedlajace roznice w podejsciu do
      konsumpcji i oszczednosci czy kwestii popytu i podazy)


      nbp stara sie dzialac wg teorii friedmana: wybierac cel inflacyjny (w sensie cpi
      a nie money supply) i realizowac go tak zeby bank i waluta byly maksymalnie
      wiarygodne. to co jest slaboscia tej strategii w przypadku polski jest
      synchronizacja tego celu infacyjnego z celem ebc - podczas gdy kraje strefy euro
      i polska zasadniczo sie roznia poziomem i tempem rozwoju gospodarki oraz faza
      cyklu monetarnego. taka taktyka powoduje ze stopy procentowe sa w polsce wyzsze
      niz w krajach ue co zacheca do roznych form arbitrazu i prowadzi do aprecjacji
      waluty i spadku konkurencyjnosci gospodarki. wczorajsze dane o deficycie obrotow
      biezacych w polsce siegajacym 5% pkb i szereg innych sygnalow plynacych z firm
      czy rynku kredytow hipotecznych swiadcza o tym ze polska gospodarka odczuwa
      dotkliwie skutki dysparytetu stop i aprecjacji zlotego
      • bush_w_wodzie alternatywa 14.08.08, 01:46

        zakladajac ze ktos dobrnal do konca poprzedniego postu - musze jeszcze cos
        dodac. otoz dostrzegajac niebezpieczenstwo jakie wywoluja dla polskiej
        gospodarki zbyt wysokie stopy procentowe - trzeba zapytac jakie sa mozliwe
        negatywne konsekwencje nizszych stop


        oczywiscie - po pierwsze - inflacja cen konsumenckich zwiazane z tym rozkrecenie
        roszczen placowych i rozpoczecie `wyscigu inflacyjnego'. nieracjonalne
        zadluzanie sie i tworzenie babli (przeinwestowania) niektorych sektorow
        gospodarki. tendencja do nadmiernej konsumpcji na kredyt. nie mam pewnosci co do
        kierunku ewolucji deficytu handlowego. z jednej strony - tanszy kredyt to wyzsza
        kosumpcja i mniejsza sklonnosc do oszczedzania. z drugiej - nizsze stopy to
        tansza waluta.
        pewna istotna okolicznoscia wskazujaca ze nizsze stopy moga wygenerowac nizszy
        deficyt handlu jest struktura walutowa kredytow hipotecznych. otoz w tej chwili
        - mimo podwyzek stop nbp - popyt na kredyty hipoteczne nie zmalal - tylko
        zmienila sie struktura walutowa tych (tanich!) kredytow prowadzac do aprecjacji
        zlotego i wzrostu ryzyka walutowego dla calej gospodarki. dodatkowo - aprecjacja
        zlotego (ktora bedzie miala swoj kres) deformuje ocene dlugofalowych kosztow
        kredytow walutowych. przy nizszej stopie nbp - mielibysmy prawdopodobnie
        praktycznie ta sama sklonnosc do zadluzania sie - ale w rodzimej i tanszej
        walucie. no ale niestety - nie ma tu pewnosci. pozostaje niemale ryzyko ze nisze
        stopy nbp oznaczalyby rosnaca inflacje cen i powiekszajaca sie jeszcze szybciej
        nierownowage hadlowa. a wtedy nie obeszloby sie bez drastycznego ograniczenia
        popytu i wrostu cen poprzez naprawde wysokie stopy procentowe


        wiec tak: dopoki wzrost pkb jest powyzej 5% rocznie i dopoki bezrobocie spada a
        ceny rosna - nie widac pola dla istotnych obnizek stop nbp
        • przycinek.usa Re: alternatywa 14.08.08, 05:25
          "trzeba zapytac jakie sa mozliwe
          negatywne konsekwencje nizszych stop

          oczywiscie - po pierwsze - inflacja cen konsumenckich zwiazane z tym rozkrecenie
          roszczen placowych i rozpoczecie `wyscigu inflacyjnego'. nieracjonalne
          zadluzanie sie i tworzenie babli (przeinwestowania) niektorych sektorow
          gospodarki. tendencja do nadmiernej konsumpcji na kredyt."


          BZDURA.
          Zostawic stope na tym samym poziomie co ECB i regulowac rezerwe obowiazkowa.

          Ale wy jestescie uparci.
          • bush_w_wodzie Re: alternatywa 14.08.08, 09:32
            przycinek.usa napisał:

            > "trzeba zapytac jakie sa mozliwe
            > negatywne konsekwencje nizszych stop
            >
            > oczywiscie - po pierwsze - inflacja cen konsumenckich
            > zwiazane z tym rozkrecenie roszczen placowych i rozpoczecie
            >`wyscigu inflacyjnego'. nieracjonalne zadluzanie sie i tworzenie babli
            (przeinwestowania) niektorych sektorow
            > gospodarki. tendencja do nadmiernej konsumpcji na kredyt."
            >
            >
            > BZDURA.
            > Zostawic stope na tym samym poziomie co ECB i regulowac
            > rezerwe obowiazkowa.
            >
            > Ale wy jestescie uparci.


            przycinek: sam napisales ze bank centralny musi brac pod uwage stopy rynkowe.
            jesli gospodarka rosnie w tempie 5-6% na rok a poziom cen w tempie 5% na rok -
            to stopa rynkowa na zlotym jest w sposob naturalny wyzsza od strefy euro ze
            wzrostem rzedu 2% na rok (z tendencja w dol) i inflacja cen okolo 4%. jesli
            banki placa ciulaczom za lokaty zlotowe 6% rocznie - to gdzie jest miejsce na
            nizsze stopy nbp?
            • przycinek.usa do Twojego przemyslenia 14.08.08, 18:25
              To ja tobie zaraz powiem jakie sa problemy z tymi stopami.
              Ale po kolei:

              Jakby do tego podejsc w sposob "naturalny" i "rynkowy" i ustalac stope tak dlugo
              - az kurs PLN przestanie windowac kredyty walutowe - to wtedy metoda prob i
              bledow ustalilibysmy stope na poziomie "neutralnym rynkowo".

              Mowiac jezykiem Damkona - poziom stopy bylby "naturalny" a rynek reagowalby "w
              sposob rynkowy" i nie byloby zadnych "sztucznych" poziomow "proinflacyjnych" bo
              zmniejszylby sie spread pomiedzy kredytami (kredyty PLN stanialyby a walutowe
              podrozalyby) i jest mozliwe, ze akcja kredytowa zmniejszylaby sie bo
              zwiekszyloby sie ryzyko kursowe na kredytach walutowych wobec kosztu kredytu PLN.
              Rozwazajac to logicznie kazda zwyzka stop % w Polsce powodowala dotychczasowo
              OBNIZENIE ryzyka kursowego na kredytach walutowych, co powoduje ich nizsza cene!
              Czyli WYZSZA STOPA = WYZSZA PODAZ PIENIADZA w Polsce! (Ale tylko w Polsce)

              Wiazanie poziomu stop z poziomem wzrostu PKB i inflacji w sytuacji uczestnictwa
              w strefie Euro jest dzialaniem nonsensownym. Bo stopa ma za zadanie ograniczac
              podaz pieniedzy. Tymczasem najwyrazniej nie ogranicza, bo ludzie biora kredyty
              walutowe!

              Jestem przekonany, ze stopy w Polsce nie dzialaja na rynek w sposob, ktory
              dzialaja u nas, czy w Europie. Mozliwe, ze w Polsce jest cos w rodzaju
              wspolczynnika skutecznosci stopy. (Ja teraz sobie swobodnie rozwazam i prosze
              sie nie czepiac.) Powiedzmy ze stopa w Polsce powoduje slabsze skutki rynkowe
              jak na zachodzie. To oznaczaloby, ze aby osiagnac skutek rynkowy rowny temu,
              ktory osiaga ECB, to nalezy zmienic stope powiedzmy o 1.5 razy zmiana stop.
              Czyli jak ECB podnosi o 1% to RPP powinno podniesc o 1.5% albo o 2%. Intuicyjnie
              mozna zalozyc z wysokim prawdopodobienstwem, ze tak jest.

              Chodzi o to, ze w Polsce podejmujecie decyzje monetarne podrecznikowo.
              Automatycznie i z mala iloscia refleksji.

              Wiec jezeli oddzialywanie na rynek jest takie, ze przez 2 lata PLN wykancza
              eksport - to po upadku eksportu - dochodzi do prozni, bo po odwroceniu tendencji
              nikt nie bedzie inwestowal ze strachu, ze za dwa lata RPP znowu nie umocni
              zlotego do absurdu.

              Nie powstana od nowa fabryki babek choinkowych. Niemozliwe.
              To sa zabite firmu i one sa nie do reanimacji. Zabita firma jest jak zabity
              czlowiek. Zabitej firmy nie ozywisz.

              W Polsce polityka monetarna i inwestycyjna NBP jest prowadzona w sposob
              skandaliczny. Przepraszam czytelnikow za te slowa, ale to jest obiektywna
              prawda. Ja jestem tylko poslancem wiadomosci.
              • deluc Re: na marginesie 14.08.08, 22:54
                przycinek.usa napisał:

                > Wiec jezeli oddzialywanie na rynek jest takie, ze przez 2 lata PLN wykancza
                > eksport - to po upadku eksportu - dochodzi do prozni, bo po odwroceniu tendencj
                > i
                > nikt nie bedzie inwestowal ze strachu, ze za dwa lata RPP znowu nie umocni
                > zlotego do absurdu.
                >
                > Nie powstana od nowa fabryki babek choinkowych. Niemozliwe.
                > To sa zabite firmu i one sa nie do reanimacji. Zabita firma jest jak zabity
                > czlowiek. Zabitej firmy nie ozywisz.
                >
                > W Polsce polityka monetarna i inwestycyjna NBP jest prowadzona w sposob
                > skandaliczny. Przepraszam czytelnikow za te slowa, ale to jest obiektywna
                > prawda. Ja jestem tylko poslancem wiadomosci.

                To jest prawda ktora nie moze sie przebic w polskich mediach bo banki sa
                ogromnymi reklamodawcami, a to ich interesy chronila dotychczasowa polityka RPP.

                Wieszczac recesje - a przynajmniej wzrost bezrobocia i spadek plac w
                przedsiebiorstwach prywatnych mozna tez, zalozyc coraz wieksze problemy czesci
                kredytobiorcow ze splata zadluzenia - co w praktyce moze sie przyczynic do
                wzrostu oprocentowania kredytow (ew. prowizji) i zaostrzenia kryteriow przyznawania.
                Jesli zalozyc znaczna deprecjacje zlotego w srednim okresie.... to wyglada to
                jeszcze gorzej. Ba, a przeciez firmy tez braly kredyty.

                Pare razy slyszalem, opinie ze silna waluta jest odzwieciedleniem sily
                gospodarki - odbieram to jako dowcip - odwierciedleniem sily gospodarki sa silne
                i miedzynarodowo konkurencyjne branze - a tych w Polsce nie uswiadczysz.

                pozdr.
                dL

                • przycinek.usa Re: na marginesie 15.08.08, 00:08
                  "Pare razy slyszalem, opinie ze silna waluta jest odzwieciedleniem sily
                  gospodarki - odbieram to jako dowcip - odwierciedleniem sily gospodarki sa silne
                  i miedzynarodowo konkurencyjne branze - a tych w Polsce nie uswiadczysz."


                  To powiedzenie bierze sie stad, ze silna i konkurencyjna gospodarka generuje
                  eksport, ktory umacnia walute. W Polsce natomiast eksport ma niewiele do
                  gadania, bo przeplywy wenwetrzne wynikajace z rynku kredytowego przekraczaja
                  wplywy z eksportu.

                  Sam sie zdziwilem, jak przeczytalem ze jedynie sam rynek hipoteczny generuje
                  obrot rzedu 5.5 miliarda na miesiac z czego 60% to sa kredyty walutowe. Po
                  takiej informacji nie ma wiecej pytan.

                  Szczerze mowiac to interesujace rzeczy sie dzieja w tej Polsce.
                  To sa relatywnie spore pieniadze.

                  • sirland Re: na marginesie 17.08.08, 09:33
                    Pozwolę sobie zwrócić uwagę, że gdyby rpp dokonała takiego posunięcia i zbliżyła się stopami do ebc, to kredyty hipoteczne w walutach byłyby znikomym procentem tego co się udziela w Polsce.
                    Byłoby tyle wniosków od przedsiębiorstw, consumer finance i lombardówek, że z tą bazą monetarną nikomu by się nie chciało pieprzyć w hipoteki, tylko na kilkuprocentowych prowizjach leciałyby hurtem gotówkowe. Jak sobie spróbowałbym wobrazić, o ile zwiększyłaby się akcja kredytowa w Polsce, to przychodzą mi na myśl mnożniki nie kilka, ale kilkadziesiąt razy większe.

                    Więc z tym równaniem stóp to tylko fantazje. Teoria fajna, ale utopijna.
                    • przycinek.usa Re: na marginesie 17.08.08, 21:57
                      > Pozwolę sobie zwrócić uwagę, że gdyby rpp dokonała takiego posunięcia i
                      zbliżył a się stopami do ebc, to kredyty hipoteczne w walutach byłyby znikomym
                      procente m tego co się udziela w Polsce.


                      I o to chodzi.


                      > Jak sobie spróbowałbym wobrazić, o ile zwiększyłaby się akcja kredytowa w
                      Polsce, to przychodzą mi na myśl mnożniki nie kilka, ale kilkadziesiąt razy większe.



                      A probowales sobie wyobrazic co staloby sie, gdyby Polska weszla do strefy Euro
                      TERAZ? Przeciez wszyscy chcecie wchodzic do tej strefy euro - to jak chcecie sie
                      zabezpieczyc przed wykladniczym wzrostem kredytow?


                      Czyli wchodzic do Euro teraz TAK, ale obnizyc stope w PLN NIE, bo zwiekszylaby
                      sie podaz pieniedzy?

                      A podwyzszenie rezerwy obowiazkowej to nie przychodzi nikomu do glowy?

                      Cholera, ludzie, co sie z wami dzieje?
                      Kalkulatory wam hurtem kupic i poslac do tej Polski tak jak Urban spiwory
                      wysylal do Nowego Yorku?









                      • sirland Re: na marginesie 20.08.08, 18:59
                        > A probowales sobie wyobrazic co staloby sie, gdyby Polska weszla do strefy Euro
                        > TERAZ? Przeciez wszyscy chcecie wchodzic do tej strefy euro - to jak chcecie si
                        > e
                        > zabezpieczyc przed wykladniczym wzrostem kredytow?
                        >
                        Polska nie wejdzie do strefy euro ani teraz, ani za rok, ani za trzy lata.
                        Nie każdy uważa euroland za sprawne rozwiązanie.


                        > Czyli wchodzic do Euro teraz TAK, ale obnizyc stope w PLN NIE, bo zwiekszylaby
                        > sie podaz pieniedzy?
                        Drastycznie zwiększyłby się wewnętrzny popyt na pieniądz.

                        >
                        > A podwyzszenie rezerwy obowiazkowej to nie przychodzi nikomu do glowy?
                        >
                        > Cholera, ludzie, co sie z wami dzieje?
                        > Kalkulatory wam hurtem kupic i poslac do tej Polski tak jak Urban spiwory
                        > wysylal do Nowego Yorku?

                        Nie przychodzi nam to do głowy bo niepotrzebnie urżnęłoby wzrost gospodarczy w sektorze komercyjnym. Zrównanie stóp procentowych z poziomem eurolandu spowodowałoby gwałtowną utratę płynności międzybankowej, załamanie kursu pln i hiperinflację.

                        • przycinek.usa Re: na marginesie 20.08.08, 21:06
                          "Zrównanie stóp procentowych z poziomem eurolandu spowodowałoby gwałtowną utratę
                          płynności międzybankowej, załamanie kursu pln i hiperinflację."


                          Acha. Czyli katastrofa.
                          Nie chce sie nadmiernie czepiac, ale nie do konca rozumiem ten wywod.
                          Zgodnie z zamieszczona teza obnizenie stop = obnizenie plynnosci miedzybankowej
                          = zalamanie kursu PLN? Tak?
                          Hmm. Hmm.
                          Hmm.


                          > Polska nie wejdzie do strefy euro ani teraz, ani za rok, ani za trzy lata.
                          > Nie każdy uważa euroland za sprawne rozwiązanie.
                          >


                          To bardzo dobrze. Tak trzymac.


                          > > A podwyzszenie rezerwy obowiazkowej to nie przychodzi nikomu do glowy? (...)
                          > Nie przychodzi nam to do głowy bo niepotrzebnie urżnęłoby wzrost gospodarczy w
                          > sektorze komercyjnym.

                          - ))
                          To znaczy twierdzisz, ze OBNIZKA STOP spowodowalaby wzrost kosztu kredytu? Ha!
                          Nie do wiary. Co za sprzecznosci.

                          Zakladam, ze masz na mysli "sektor komercyjny" - co oznacza w tym przypadku
                          sektor poza-bankowy. Ten sektor wezmie sobie wtedy kredyt w banku zagranicznym
                          albo ostatecznie wyemituje obligacje.

                          Caly wic w tym, aby OBNIZYC koszt pieniadza lokalnego wzgledem zewnetrznego.
                          Wtedy ogolna cena kredytu osiagnie wartosc srednia, z przedzialu obecnego
                          spreadu pomiedzy ofertami np. CHF a PLN.
                          Wtedy kredyt obcy podrozeje, a kredyt lokalny stanieje. I zadnej tragedii nie
                          bedzie. To byloby Chinskie panaceum na polskie bolaczki kursowe.


                          A co do inflacji - to hyperinflacje widze jedynie w glowie poprzedniej ekipy
                          RPP. Hiperinflacja jest w obecnej sytuacji dosyc malo prawdopodobna. Wszyscy
                          placza, ze za drogo, ze spada produkcja, spada popyt i perspektywy -))

                          Reasumujac, nie sadzisz, ze to co napisales, jest troche sprzeczne wewnetrznie?
                          • sirland Re: na marginesie 21.08.08, 20:47
                            > Acha. Czyli katastrofa.
                            > Nie chce sie nadmiernie czepiac, ale nie do konca rozumiem ten wywod.
                            > Zgodnie z zamieszczona teza obnizenie stop = obnizenie plynnosci miedzybankowej
                            > = zalamanie kursu PLN? Tak?
                            > Hmm. Hmm.
                            > Hmm.
                            Twoja teoria=podwyższenie poziomu rezerw obowiązkowych i obniżka stóp.
                            Czyli gwałtowny skok popytu wewnętrznego na kredyty w pln, zmniejszenie popytu na pln z zagranicy, brak płynności międzybankowej na wewnętrznym rynku. Teraz bardziej zrozumiałe?

                            Swoją drogą uważasz, że przy zwiększeniu rezerwy obowiązkowej i zrównaniu stopy referencyjnej stopy rynkowe by się utrzymały na jej poziomie? hmmm..



                            >
                            > - ))
                            > To znaczy twierdzisz, ze OBNIZKA STOP spowodowalaby wzrost kosztu kredytu? Ha!
                            > Nie do wiary. Co za sprzecznosci.
                            Nie twierdzę.

                            >
                            > Zakladam, ze masz na mysli "sektor komercyjny" - co oznacza w tym przypadku
                            > sektor poza-bankowy. Ten sektor wezmie sobie wtedy kredyt w banku zagranicznym
                            > albo ostatecznie wyemituje obligacje.
                            Sektor komercyjny, czyli nie prywatny. Nie weźmie sobie kredytu w banku zagranicznym i może ze 30 firm byłoby w stanie wyemitować obligacje na ratingu który ktoś w europie łyknie.


                            >
                            > Caly wic w tym, aby OBNIZYC koszt pieniadza lokalnego wzgledem zewnetrznego.
                            > Wtedy ogolna cena kredytu osiagnie wartosc srednia, z przedzialu obecnego
                            > spreadu pomiedzy ofertami np. CHF a PLN.
                            > Wtedy kredyt obcy podrozeje, a kredyt lokalny stanieje. I zadnej tragedii nie
                            > bedzie. To byloby Chinskie panaceum na polskie bolaczki kursowe.
                            >
                            Już to napisałem, przy zrównaniu stóp popyt wewnętrzny na pieniądz tak by wzrósł, że te miliardy w chf stałyby się ułamkiem procenta całej akcji kredytowej.


                            >
                            > A co do inflacji - to hyperinflacje widze jedynie w glowie poprzedniej ekipy
                            > RPP. Hiperinflacja jest w obecnej sytuacji dosyc malo prawdopodobna. Wszyscy
                            > placza, ze za drogo, ze spada produkcja, spada popyt i perspektywy -))
                            >
                            > Reasumujac, nie sadzisz, ze to co napisales, jest troche sprzeczne wewnetrznie?

                            Nie sądzę. Hiperinflacja jest obecnie mało prawdopodobna dzięki polityce pieniężnej. Jakbyś miał pln na 4% rzeczywistej stopy procentowej, to byś dopiero zobaczył popyt na pieniądz. i to nie hipoteki byłyby największe, a i one wzrosłyby drastycznie, bo więcej kredytobiorców miałoby zdolność przy zgodności walut, zniknęłaby rekomendacja s, itd. Ale hipoteki to byłby pryszcz.
                            • przycinek.usa Re: na marginesie 21.08.08, 21:19
                              > Czyli gwałtowny skok popytu wewnętrznego na kredyty w pln, zmniejszenie popytu
                              > na pln z zagranicy, brak płynności międzybankowej na wewnętrznym rynku. Teraz b
                              > ardziej zrozumiałe?


                              Zupelnie nie. Wiekszosc obecnych kredytow jest w PLN.
                              Spadnie popyt na PLN z zagranicy, wzrosnie podaz PLN. Stopy PLN spadna. Plynnosc
                              wzrosnie.


                              "Sektor komercyjny, czyli nie prywatny."


                              Acha.

                              Czyli sektor publiczny bedzie mial nizsze koszty obslugi kredytu i dzieki temu
                              bedzie mniejszy dlug publiczny? To zle? Naprawde?



                              "Już to napisałem, przy zrównaniu stóp popyt wewnętrzny na pieniądz tak by
                              wzrósł, że te miliardy w chf stałyby się ułamkiem procenta całej akcji kredytowej."

                              Aaaaaa.
                              Wedlug ciebie niedoinwestowane panstwo zaczeloby zaciagac wiecej kredytow w
                              bankach. Tak? A dlaczego?


                              Twoja opinia zawiera w sobie duzo mysli socjalistycznej.
                              Uwazasz, ze nie mozna obnizyc stopy rynkowej, bo sa na rynku nieodpowiedzialne
                              podmioty (sektor publiczny), ktorych aktywnosc kredytowa doprowadzilaby -
                              wlasnie? doprowadzilaby do czego?

                              Zwiekszenia zadluzenia?
                              Czyli banki dalyby panstwu wiecej pieniedzy?
                              A panstwo wzieloby?

                              A moze zostawic to po prostu w gestii rynku?
                              Skoro na rynku KAZDY moze wziac kredyt denominowany CHF - to dlaczego nagle
                              mialoby gwaltownie przybyc wnioskow kredytowych, skoro procent bylby nadal
                              wyzszy od obecnych kredytow w CHF?
                              • sirland Re: na marginesie 22.08.08, 22:56
                                głupotę napisałem poprzednio, nie nie prywatny tylko komercyjny.
                                Miałem na myśli przedsiębiorstwa.Zmęczony byłem.O sektorze publicznym nie miałem zamiaru nic pisać.

                                Nie każdy może wziąść kredyt w chf, a już na pewno nikt nie może zaciągnąć w takiej kwocie jak pln. stosowane są inne wskaźniki zabezpieczeń, inne okresy kredytowania i inaczej oceniana jest zdolność przy niezgodności walut.

                                Poza tym Polacy nie są tacy durni, np. każdy z moich klientów ma teraz rozterkę, czy brać chf, czy już za duże ryzyko. Część po prostu spłaca już zaciągnięte chf'y.
                                • przycinek.usa Re: na marginesie 24.08.08, 04:23
                                  Nie przejmuj sie. Co do tych kredytow - to faktycznie ryzyko wzroslo.
                                  Ja mysle, ze to jak zwykle odbedzie sie po najmniejszej lini oporu.
                                  RPP nic nie zrobi. Rynek powoli zgasnie, produkcja stanie i oni wtedy obniza
                                  stopy, wtedy PLN dostanie w leb. Nikt nic nie bedzie przewidywal, prognozowal.
                                  Nie bedzie zadnych ruchow wyprzedzajacych. Nie bedzie zadnych dyskusji ani
                                  interwencji. RPP podazy za trendem, ktory sama wywolala.
                                  • sirland Re: na marginesie 24.08.08, 13:49
                                    Nawet więcej. rpp nie ma prawa nic robić, to nie fed. Jej konstytucyjnym obowiązkiem jest strzec celu inflacyjnego i nikt nie ma prawa wywierać nacisków, żeby zajmowała się innymi rzeczami.

                                    I może reagować, wywoływać tylko jak projekcja idzie niepomyślnie.
      • przycinek.usa Re: male resume: keynes i friedman 14.08.08, 05:23
        czuje sie dotkniety. Dokonales nadinterpretacji tego co ja pisalem.
        Ja tylko wyraznie stanalem na stanowisku utrzymywania stop na pewnym okreslonym
        poziomie w tym celu, aby zachowac rownowage wymiany z zagranica. Ja sie
        specjalizuje w takich wymianach. To jest moj zawod. Keynsism widzial tylko
        wyrywki rynku. A ja podalem kilka argumentow, ktore moze sa zbiezne z pogladami
        z ksiazek, ale nie znaczy, ze moje poglady sa zbiezne w calosci. Pozatym ja
        nigdzie nie napisalem, ze im tanszy kredyt - tym wyzsza konsumpcja.
        To nieprawda! Gdzie tak napisalem? Gdyby tak bylo to USA mialoby najwyzsze
        wskazniki wzrostu ...teraz. To jest wlasnie jedna z nadinterpretacji.

        "polityka celu inflacyjnego ma wiec na celu wprowadzenie minimalnych zaklocen
        poprzez manipulacje wartoscia pieniadza w tym podejsciu przyjmuje sie ze proby
        stymulacji gospodarki poprzez zbyt tani
        kredyt prowadza do negatywnych konsekwencji gospodarczych w dluzszej
        perspektywie czasowej:"


        To jest ogolnie sluszne stwierdzenie.


        "zbyt tani kredyt generuje nierownowage miedzy oszczedzajacymi a konsumujacymi.
        promowane sa zachowania nadmiernie ekspansywne ktore sprzyjaja zlej alokacji
        kapitalu a w konsekwencji prowadza do przeinwestowania i tworzenia baniek
        spekulacyjnych."


        A z tym sie nie zgadzam. I tlumaczylem to Damkonowi.
        Popelniacie obaj fundamentalny blad. Wam sie wydaje, ze kredyt staje sie tani,
        bo ktos o tym decyduje. To jest nieprawda. Polityka FOMC polega na ustalaniu
        celu FUNDS na poziomie, ktory latwo jest obronic na rynku. To znaczy, ze w
        pewnych okresach taniego pieniadza podwyzszenie stopy procentowej FUNDS nie
        doprowadza do podnoszenia stop procentowych na rynku i odwrotnie. Obnizanie
        stopy FUNDS prowadzi do wzrostu stop rynkowych.

        Ustalenie celu FUNDS - czyli fundamentalna dzialalnosc FOMC musi byc potem
        realizowana w praktyce przez dealing desk FED bank of New York
        Jezeli oni ustala target za nisko - lub za wysoko - to celu nie udaje im sie
        osiagnac.

        Cena kredytu jest w gruncie rzeczy determinowana przez rynek jako calosc. Ma na
        nia wplyw poziom rezerwy i tak dalej - ale nie mozna twierdzic, ze brak BC lub
        brak realizacji "inflacyjnej polityki" - spowoduje brak inflacji. To jest
        kolejna nieprawda. Inflacja jest i bedzie zawsze wtedy, kiedy bedziemy miec
        zrownowazony wzrost rynku (np. 1% rocznie). Nawet bez wzrostu rynku bedzie
        inflacja w dlugim terminie. To wynika z natury wymiany towarowej.
        Dlaczego? Bo w wyniku produkcj powstaja towary - ktore sie psuja.
        Pieniadze zaoszczedzone w wyniku tej produkcji nie maja pokrycia w towarze. To +
        kredyty powoduje inflacje w dlugim terminie.
        Wprowadzenie rownowaznika zlota spowoduje ograniczenie rynku i wymiany handlowej
        i czesc spoleczenstwa bedzie biedne.

        Z ktorej strony nie popatrzysz pojawiaja sie szczegoly, ktore w powazny sposob
        ograniczaja pole manewru w zakresie wymyslania nowych lepszych modeli od tych
        ktore sa. Obecne nie sa doskonale ale funkcjonuja.

        To co ty nazywasz zlymi zjawiskami - jest normalnymi zjawiskami rynkowymi.
        Przeinwestowanie tez jest korzystne. Wszystko co jest rynkowe jest korzystne.
        Jak ktos jest glupi i traci, to z rynkowego punktu widzenia tez jest korzystne.
        • bush_w_wodzie Re: male resume: keynes i friedman 14.08.08, 09:55
          przycinek.usa napisał:

          > czuje sie dotkniety. Dokonales nadinterpretacji tego co ja pisalem.


          byc moze dokonalem pewnego uproszczenia i klasyfikacji. na pewno nie w zlej
          wierze. i przyznam ze dziwi mnie troche twoja opozycja wobec mojej definicji osi
          waszego (czy raczej naszego dyskursu).
          przeciez ty jestem popytowcem pelna geba!


          > Ja tylko wyraznie stanalem na stanowisku utrzymywania stop
          > na pewnym okreslonym poziomie w tym celu, aby zachowac
          > rownowage wymiany z zagranica. Ja sie specjalizuje w
          > takich wymianach. To jest moj zawod.


          znakomicie. wytlumacz mi zatem prosze co to jest dokladnie `rownowaga wymiany z
          zagranica'. czy chodzi o bilans handlowy lub obrotow biezacych? stalosc kursu
          wymiany waluty?


          > Keynsism widzial tylko wyrywki rynku. A ja podalem kilka
          > argumentow, ktore moze sa zbiezne z pogladami
          > z ksiazek, ale nie znaczy, ze moje poglady sa zbiezne w
          > calosci. Pozatym ja nigdzie nie napisalem, ze im tanszy
          > kredyt - tym wyzsza konsumpcja.
          > To nieprawda! Gdzie tak napisalem? Gdyby tak bylo to USA
          > mialoby najwyzsze wskazniki wzrostu ...teraz. To jest wlasnie
          > jedna z nadinterpretacji.
          >


          doladnie rzecz biora napisales ze niskie stopy zmniejszaja obrot i zmniejszaja
          potencjal inflacyjny. ja bardzo przepraszam ale to jest centralne zalozenie
          szkoly popytowej:

          tani kredyt -> wzrost popytu -> wzrost podazy -> wyzsze capacity -> nizsze ceny


          <...>


          > "zbyt tani kredyt generuje nierownowage miedzy oszczedzajacymi a konsumujacymi.
          > promowane sa zachowania nadmiernie ekspansywne ktore sprzyjaja zlej alokacji
          > kapitalu a w konsekwencji prowadza do przeinwestowania i tworzenia baniek
          > spekulacyjnych."
          >
          >
          > A z tym sie nie zgadzam. I tlumaczylem to Damkonowi.
          > Popelniacie obaj fundamentalny blad. Wam sie wydaje, ze kredyt
          > staje sie tani, bo ktos o tym decyduje. To jest nieprawda.
          > Polityka FOMC polega na ustalaniu
          > celu FUNDS na poziomie, ktory latwo jest obronic na rynku. To znaczy, ze w
          > pewnych okresach taniego pieniadza podwyzszenie stopy procentowej FUNDS nie
          > doprowadza do podnoszenia stop procentowych na rynku i odwrotnie. Obnizanie
          > stopy FUNDS prowadzi do wzrostu stop rynkowych.
          >
          > Ustalenie celu FUNDS - czyli fundamentalna dzialalnosc FOMC musi byc potem
          > realizowana w praktyce przez dealing desk FED bank of New York
          > Jezeli oni ustala target za nisko - lub za wysoko - to celu nie udaje im sie
          > osiagnac.
          >


          zaraz zaraz: naprawde napisales: `obnizanie stopy funds prowadzi do wzrostu stop
          rynkowych'? no ja sie nie podejmuje odniesc do tego paragrafu jesli jakos tego
          zdumiewajacego twierdzenia nie obronisz.



          > Cena kredytu jest w gruncie rzeczy determinowana przez rynek jako calosc. Ma na
          > nia wplyw poziom rezerwy i tak dalej - ale nie mozna twierdzic, ze brak BC lub
          > brak realizacji "inflacyjnej polityki" - spowoduje brak inflacji. To jest
          > kolejna nieprawda. Inflacja jest i bedzie zawsze wtedy, kiedy bedziemy miec
          > zrownowazony wzrost rynku (np. 1% rocznie). Nawet bez wzrostu rynku bedzie
          > inflacja w dlugim terminie. To wynika z natury wymiany towarowej.
          > Dlaczego? Bo w wyniku produkcj powstaja towary - ktore sie psuja.
          > Pieniadze zaoszczedzone w wyniku tej produkcji nie maja pokrycia w towarze. To
          > +
          > kredyty powoduje inflacje w dlugim terminie.
          > Wprowadzenie rownowaznika zlota spowoduje ograniczenie rynku i wymiany handlowe
          > j
          > i czesc spoleczenstwa bedzie biedne.



          sluchaj: w tym watku niemal ciagle przeplataja sie dwie rozne definicje
          inflacji: inflacja monetarna i inflacja cen. ty pisesz o inflacji (ekpansji)
          monetarnej a ja raczej o inflacji cen. przy czym zgadzam sie ze _niewielka_
          inflacja cen jest potrzebna. deflacja cen jest zla poniewaz wiaze sie z brakiem
          plynnosci i tworzeniem warunkow do bankructw w wyniku zatorow platniczych




          >
          > Z ktorej strony nie popatrzysz pojawiaja sie szczegoly, ktore w powazny sposob
          > ograniczaja pole manewru w zakresie wymyslania nowych lepszych modeli od tych
          > ktore sa. Obecne nie sa doskonale ale funkcjonuja.
          >
          > To co ty nazywasz zlymi zjawiskami - jest normalnymi zjawiskami rynkowymi.
          > Przeinwestowanie tez jest korzystne. Wszystko co jest rynkowe jest korzystne.
          > Jak ktos jest glupi i traci, to z rynkowego punktu widzenia tez jest korzystne.



          problem jest taki ze istnieje nie tak rzadko sprzecznosc miedzy korzysciami
          krotko- i dlugoterminowymi. gdyby bank centralny tworzyl warunki w ktorych
          promowalby nadmiernie agresywne postawy przez powiedzmy kilka lat - to skutkiem
          tego bylaby deformacja informacji gospodarczej otrzymywanej przez podmioty
          gospodarcze zla alokacja inwestycji i w efekcie - niska realna stopa zwrotu z
          kapitalu i problemy strukturalne
          • przycinek.usa Re: male resume: keynes i friedman 14.08.08, 19:14
            "wytlumacz mi zatem prosze co to jest dokladnie `rownowaga wymiany z
            zagranica'. czy chodzi o bilans handlowy lub obrotow biezacych? stalosc kursu
            wymiany waluty?"


            Bilans handlowy. Ale to sa zaleznosci dlugoterminowe i byloby niezwykle trudne
            ustalenie jakiegos konkretnego przedzialu kursowego i stopy %.

            Dlatego (mysle) ze powinno sie zaryzykowac ustalenie rownowagi kredytowej
            poprzez takie % aby cena kredytu w PLN byla tylko troszeczke drozsza od
            walutowego. Roznica raty na hipotece 30 letniej nie powinna byc wyzsza od 200
            zlotych.

            Dopiero w dlugim terminie kurs rynkowy PLN ustaliby sie i mozna byloby ocenic co
            sie w miedzy czasie stalo z bilansem handlu.

            Pamietaj, ze kazda polityka monetarna jest oparta na metodzie prob i bledow. Na
            zachodzie sa do tego dlugoterminowe modele powstale w wyniku praktyki. W Polsce
            nie ma jeszcze dlugoterminowych modeli, bo one dopiero powstaja. I jezeli sa zle
            zjawiska w gospodarce - to zamiast upierac sie przy zlych modelach, nalezy
            odwaznie je modyfikowac.


            "zaraz zaraz: naprawde napisales: `obnizanie stopy funds prowadzi do wzrostu
            stop rynkowych'? no ja sie nie podejmuje odniesc do tego paragrafu jesli jakos
            tego zdumiewajacego twierdzenia nie obronisz."


            To sa ostatnie lata i Bernanke. Gosc obnizyl stope, a cena pieniadza na rynku
            wzrosla i LIBOR tez wzrosl. Gazety nawet o tym obszernie pisaly. To jest
            zjawisko wynikajace z konwersji cyklu koniunturalnego, kiedy zaczyna sie skurcz
            kredytowy i rola banku centralnego sprowadza sie do podmiotowej, bo nic innego
            nie dziala i oni moga sie juz tylko modlic. BC moze tylko ograniczac podaz
            pieniadza w cyklu wzrostu - albo moze drukowac w depresji.
            BC nie chce drukowac, bo niszczy wtedy walute, ktora jest podstawa jego bytu.
            Dlatego w depresji BC bedzie miec zwiazane rece, bo oni wydadza wszystkie swoje
            pieniadze (Pobudzanie Keynsa) i nic to nie pomoze.

            "w tym watku niemal ciagle przeplataja sie dwie rozne definicje
            inflacji: inflacja monetarna i inflacja cen. ty pisesz o inflacji (ekpansji)
            monetarnej a ja raczej o inflacji cen. przy czym zgadzam sie ze _niewielka_
            inflacja cen jest potrzebna. deflacja cen jest zla poniewaz wiaze sie z brakiem
            plynnosci i tworzeniem warunkow do bankructw w wyniku zatorow platniczych"


            Dla mnie inflacja jest jak zywy organizm. Inflacja jest oddechem rynku. Inflacja
            jest upolityczniona nazwa mechanizmu rynkowego, ktorego obecnosc jest niezbedna,
            tak jak niezbedna jest obecnosc
            pieniedzy. Niezbednosc inflacji wynika z niezbednosci dokonywania wycen
            rynkowych i fluktuacji cen. Ceny powinien ustalac rynek.
            Wiec jezeli pozwalamy rynkowi ustalac ceny - to musimy dopuszczac inflacje i
            deflacje.

            Nie ma zlej czy dobrej inflacji. Inflacja po prostu jest i jest stanem, ktory od
            czasu do czasu przeksztalca sie w deflacje co tez jest stanem rynku i jest tylko
            upolityczniona nazwa zjawiska, ktore zachodzi w cyklu.

            Dotychczasowe teorie rynkowe wplatuja inflacje i dokonuja jest opisu na
            podstawie wybranych okresow czasowych, a poniewaz zwykle dostepne sa okresy
            wzrostu - to analizuje sie wzrosty.

            Wszyscy koncentruja sie na tym, jak inflacja jest szkodliwa.
            Ze ceny powinny byc stabilne itp. No niby tak. Ale popatrz ile z tym problemow!
            Caly watek o tym powstal.

            Nie chce obecnie myslec jaka powinna byc prawidlowa i "naturalna" polityka FED w
            USA. Po prostu nie wiem. Do tej pory wyrazalem jedynie swoja opinie w oparciu o
            przeszlosc. Napisalem na przyklad kiedys, ze podnoszenie stopy przez Greenspana
            powyzej 3.5% spowoduje zalamanie rynku. Na tej podstawie Ty oceniasz, ze jestem
            popytowcem.
            A ja nie zgadzam sie z ta ocena. Rynek pedzi sam z siebie, i na podstawie
            sytuacji obecnej mozna najwyzej wyznaczyc kolejna stope%.
            FED jest w potrzasku, poniewaz nie ma mozliwosci ustalania dowolnego %. Roznica
            pomiedzy nami polega na tym, ze wy wierzycie w jakis scisly model. W dlugim
            terminie rynek ustala wszystko a stopy maja male znaczenie. Konczac te wypowiedz
            - w dlugim terminie rynek ustala stope procentowa a nie bank centralny. W dlugim
            terminie bank centralny ma naprawde bardzo niewiele do powiedzenia.

            Dlatego BC moze popelniac bledy ale tylko krotkoterminowo.
            Wtedy powstaja straty. Np. obecnie silna zlotowka skoryguje sie.
            Nawet jak NBP nie obnizy stop - to ta korekta wystapi.
            Cala dyskusja ekonomiczna na temat ustalania stop i polityki inflacyjnej jest o
            tyle bezprzedmiotowa, bo NBP w dlugim terminie nie jest w stanie utrzymywac
            takiego stanu rynku, jak utrzymuje.
            Po pewnym czasie dojdzie od takiej produkcji kredytu, ze RPP nie obroni tych
            stop! Pozdrawiam.



    • kubaczka Re: Recesja w RP? 20.08.08, 23:48
      www.podsumowanie2008.yoyo.pl/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka