Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4)

15.11.09, 17:21
Ha, tam juz tyle, ze ciezko sie czyta ( jak zwykle ) :)
Obserwuj wątek
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 16.11.09, 12:45
      MOżna wybrać dziś Pojutrze - w reżyserii mistrza wysokobudżetowej megachały, Emmericha.

      Można wybrać Teatr Telewizji, Scenę Fucktu, o tym jak nawiedzona panna zmienia stalinowców w oazowców.

      Czyli... zostaje Lis ;)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 16.11.09, 15:47
        TVP1 dziś cały wieczór i pół nocy serwuje nabożne klimaty!?

        O 23.50 (tylko dla nietoperzy!) "Misja " z Robertem De Niro i Jeremy
        Ironsem w rolach głównych.


        A tu piękna muza Enio Morricone z "Misji":

        www.youtube.com/watch?v=XvBT9sqXnew
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 17.11.09, 13:31
          Dwa razy się zabierałem za Misję i zawsze z jakichś przyczyn nie mogłem dokończyć. Wczoraj w ogóle nie podszedłem, z jakichś powodów... kurna, klątwa ? :)

          Polsat mnie rozbraja. Ich Telegazeta - zapowiedzi 80 % filmów są opatrzone zwrotem "w gwiazdorskiej obsadzie". Piękna rzecz. W "gwiazdorskiej obsadzie" była "Gothika" w sobotę, czy piątek - nie pamiętam, wielka wtopa Kassovitza, który jak nie miał kasy, to kręcił z świetne filmy, z zacięciem społecznym, a jak dostał kasę, to zaczął kręcić g,niane szmiry z zacięciem po goleniu, co najwyżej.
          Jakiś wczorajszy gniot z Jessicą Lange i Gwyneth Paltrow - "w gwiazdorskiej obsadzie".
          Dzisiejszy, bardzo przeciętny, "Rekrut" z Colinem Curuś i Alem Pacino - "w gwiazdorskiej obsadzie".
          Nie znają innych słów/terminów ?

          Moooooody 7 Ashby in da TVN. Jedyny rozsądny wybór. "Utalentowanego pana
          Ripleya" kiedyś widziałem. Nie wiem, ale nie zapisał mi się szczególnie pozytywnie w pamięci; a do tego, jak widzę Matta Damona, to staję się wyjątkowo podejrzliwy i nieufny, w stosunku do tego, w czym gra. Jesli Matt Damon zacząłby reklamować powietrze, to przestałbym nim oddychać. Może ktoś inny zarekomenduje ten film, ja się nie podejmIę :)
          • ola5777 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 17.11.09, 13:45
            Jak ktoś ma N to zawsze moze sobie znalec cos naprawe dobrego na
            Filmie.Zwlaszcza ze teraz tez mozna sie wspierac dobra recenzja i
            opisem Tomasza Raczka na jego n blogu.
          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 17.11.09, 14:03
            Pan Matt Damon również działa mi na nerwy. Podejrzewam, że dlatego
            przedmiotowy film odbieram podobnie, jak Ty :)
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 17.11.09, 15:15
              pepsic napisała:

              Na mnie w ogóle nie działa Matt Damon, pamiętam tylko jeden film z
              jego udziałem (Infiltrację), i to tylko dlatego, że pisaliśmy o nim
              na forum niedawno, więc i ja nie zachęcę do oglądania "Pana Ripleya".
              Może znajdzie się jakiś wielbiciel aktorstwa MD i nas do niego
              przekona!?
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 17.11.09, 15:45
              Hehe, no to witam w klubie :)

              Jeszcze coś napiszę, bo leży mi to na wątrobie od dawna.
              Nigdy się nie pogodzę z tym, ze w "Buntowniku z wyboru" nie zagrał głównej roli Edward Norton, tylko właśnie Damon - Norton byłby, w przeciwieństwie do sztywnego jak widły w oborniku i zawsze takiego samego w ekspresji i stylu Damona /nie sądzisz/cie, że Damon to taki hollywodzki Borys Szyc ? Ten sam rodzaj jednostajności, pewnej bezbrawności i zafiskowania na kilku chwytach aktorskich ? Nie widziałem "Wojny polsko-ruskiej" i "Enen", więc Borysa do konca nie mogę skatalogować, ale sądzę po tym, co widziałem - poprawcie mnie jesli błądzę :)/ tak rewelacyjnie nieoczywisty w tej roli... Jak dla niego uszyta by była. Norton w dialogach z Williamsem - wyobrażasz/cie to sobie ? Ja już nie próbuję, bo to mnie za dużo kosztuje ;)
              I moja teoria spiskowa brzmi : Damon napisał w miarę przyzwoity scenariusz (z Affleckiem), kupił go Van Sant, ale była w nim klauzula, ze Damon musi zagrać główną rolę, (i tak dobrze, że nie Aflleck, ale od "i tak dobrze" do "dobrze" bez "i tak" jest cały szlak przez Himalaje), więc zagrał.
              Za to Damon ma u mnie krechę na zawsze ;))


              • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 17.11.09, 20:07
                >nie sądzisz/cie, że Damon to taki hollywodzki Borys Szyc ? >

                Poprawiać bym nie śmiała, ale Borysa Szyca to ja bardzo lubię (po Oficerze I
                cz.) i nawet jestem w stanie wybaczyć żenujący udział w najbardziej dennym
                programie wszech czasów na Polsacie.
                • gondra Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 17.11.09, 20:17
                  Jak dla mnie, to na naszym polskim podwórku, Szyc jako aktor prezentuje się
                  bardzo dobrze.

                  A Damona toleruję, aczkolwiek nie należę do fanek. W takiej Infiltracji Leo i
                  Wahlberg bili go na głowę. Ale w Buntowniku był niezły. Że Norton byłby lepszy -
                  pewnie tak, przecież to Norton.:)
                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.11.09, 14:17
                  ;))

                  I mnie się Szyc czasami podoba, nawet jeśli niczym nie zaskakuje. Tylko w Symetrii chwilami chodził na innych częstotliwościach, co w...we... wszystkich innych produkcjach z jego udziałem.
                  Ciekaw jestem "Wojny...", tam może wreszcie rzuci na siebie nowe światło.
                  No i Szyca nie dotyczy żadna moja teoria spiskowa, nie ukradł roli Nortonowi, więc... da się znieść ;)
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 17.11.09, 15:35
            grek.grek napisał:
            :)
            A może nagrałbyś sobie "Misję" na taśmę za pomocą Twego
            fantastycznego radzieckiego sprzętu, co?! :))
            /jeśli mogę Ci doradzić? ;)/

            Filmy z "gwiazdroską obsadą" z natury rzeczy nie mogą
            być "przeciętne", "słabe", "szmirowate"! ;)

            Tak, do Hanka Moody'ego, a wcześniej do Wojewódzkiego zajrzymy.

            Greku, my z naszą ograniczoną ofertą telewizyjną jakimiś dinozaurami
            jesteśmy, chyba (to a propos postu Oli nizej)!?
            Pepsic to ma przynajmniej TVP Kulturę i Ale Kino! A my? Chociaż nie,
            Ty masz Czechy i chyba jeszcze jakiś dodatkowy kanał!
            To tylko ja dinozaurzyca telewizyjna jestem! ;/
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 17.11.09, 15:54
              Tak też uczynię następnym razem :)

              My to utknęliśmy na wersji podstawowej. Minimalistami jesteśmy, hehe.

              O widzisz, wczoraj Czesi dawali "Zatrute pióro", które wspomniany Polsat kiedyś chciał dać, ale nie dał, bo się przestraszył w ostatniej chwili.
              Niestety też nie oglądałem. Co się dzieje... ;)

              U Wojewódzkiego ma być Dereszowska, aktorka, aktualna gwiazda TVN, bo w
              "Naznaczonym" gra ważną rolę (swoją drogą, obejrzałem mimochodem jeden odcinek... błoże... pastelowy, jałowy, bezcielesny, bezkrwisty... zamiast pieniądze w błoto wyrzucać, kupiliby Pieńkowskiej nową twarz... ;)/. A autor tak się chlubi swoją "niezależnością". Czy on nie dostrzega, ze to czego nie widzi widzą już wszyscy, ze TVN wymusił na nim, w kontrakcie, zapraszanie co tydzień przynajmniej jednej buźki kojarzonej z tą stacją ?
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 17.11.09, 16:19
                grek.grek napisał:

                Ech, jedno wielkie towarzystwo wzajemniej adoracji w tym TVN i
                dziwić się potem, ze obiecywanej intelektulanej prowokacji nie można
                się doczekać u KW, za to wyłącznie są rozmowy o d.upie Maryny!

                > Niestety też nie oglądałem. Co się dzieje... ;)

                No właśnie Greku, czy nie trzeba aby zacząć się martwić o Ciebie? ;)
                Czy wszystko w porzo. u Ciebie ostatnio? :)
                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.11.09, 14:14
                  Cóż... Ale Dereszowska fajna była.

                  Haha, u mnie orajt, as jużual :) Dzisiaj zamierzam wreszcie coś obejrzeć - Ring 2; znów będę się bał z pokoju do kuchni przejść ;)
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - "Złote kaczki"? 18.11.09, 14:28
                    O tak, fajna była / prawdę mówiąc nawet byłam zaskoczocza!/

                    :)

                    Jeśli tak wygląda sprawa z Ringiem2, to ja nie oglądam! :)
                    Popatrzę sobie za to na Złote Kaczki na 2009 (TVP! 21.25) , czyli
                    "Relację z uroczystej gali wręczenia nagród miesięcznika 'Film',
                    Złote Kaczki 2009 - w stulecie polskiego kina."
                    Posłucham Edytki Górniak, Miecia Szcześniaka i Borysa Szyca ((do
                    którego powoli się przekonuję :)/też będzie śpiewał?/

                    serwisy.gazeta.pl/tv/2,47240,,,,135199851,P_AKPA.html

                    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - "Złote kaczki"? 18.11.09, 14:51
                      Sprawiała wrażenie pewnej siebie, rozkapryszonej jedynaczki, do tego
                      najpiękniejszej na świecie i znającej się na wszyskim. A te jej
                      żarciki o rzekomej brzydocie Wojewódzkiego - mało śmieszne :((
                      Ps. Ładna jest - to fakt.
                      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - "Złote kaczki"? 18.11.09, 16:45
                        pepsic napisała:

                        Tak się zastanawiam czym mnie tak uwiodła, że napisałam o niej, że
                        jest fajna?! Bo na pewno nie miałam na myśli urody (to na czy nie
                        miałam na myśli w pierwszej kolejności, bo ładna owszem jest, też
                        tak sądzę). / Ciekawe, co miał na myśli Grek, pisząc - "fajna"? ;)/
                        Chyba podobało mi się właśnie to, że tak bez skrępowania, pewnie i
                        na luzie, całkiem normalnie (bez aktorzenia, bez przybierania
                        dziwacznych póz, min) podeszła do rozmowy z Wojewódzkim.
                        A i jeszcze jej obrona Lejdis. :)

            • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 19.11.09, 20:42
              Tak. TVP Kultura i Ale Kino to moje ulubione kanały. Tylko, że tam ostatnio też
              posucha. Godna odnotowania wydaje się "Malena", wprawdzie nie arcydzieło i dość
              nudnawa z początku, ale dla seksownej i zjawiskowej Moniki Bellucci (wtedy
              lat 36
              ) przechadzającej się powabnie uliczkami włoskiego miasteczka - rzecz
              godna uwagi. Świetne sceny z udziałem ojca narratora, który komicznie i
              nadaremnie próbuje walczyć z naturą dojrzewającego chłopca, aby zaprowadzić go w
              końcu do domu publicznego. Coś mi chodzi po głowie, że w Ojejku 3 była wzmianka
              odnośnie Bellucci i jej słynnej przechadzki.
              Zapodaję linka. Podkład z "Pretty Women" niestety nie oddaje klimatu filmu, ale
              pokazana jest za to 100%-owa esencja kobiecości:
              www.youtube.com/watch?v=1RgqB9OVf8k&feature=fvw
              • barbasia1 "Malena" 20.11.09, 12:46
                pepsic napisała:

                Chetnie bym sobie przypomniała ten film!

                A Monica Belluci jest przepiękna tu i w ogóle! :)
        • narazka Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.11.09, 13:18
          > O 23.50 (tylko dla nietoperzy!) "Misja " z Robertem De Niro
          > i Jeremy Ironsem w rolach głównych.

          Chyba raczej dla Alzheimerów. Po raz sto pięćdziesiąty któryś.


          Nara
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.11.09, 16:32
            narazka napisał:

            Nie jestem przekonana, czy "Misję" można już włączyć do cylku "Tylko
            dla Alzheimerów", ale na pewno w tym cylku mieszczą się
            seriale "Stawka wieksza niż życie", "Czterej pancerni i pies"
            (całkiem niedawno rozpoczęto emisję na Polsacie, niedziela
            rano), "Alternatywy" itp, itd.
            :)
    • anka33_online Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 17.11.09, 21:06
      Ojej, co tu wybrać-Nieruchomego poruszyciela na HBO czy 0_1_0?? Zna
      ktoś te filmy?? Obydwa polskie, w Poruszycielu nawet niezła obsada
      ( ale daleko jej do gwiazdorskiej:). Czytałam recenzje obydwu filmów
      i jeden i drugi niby cienkie. Hmm ale który będzie mniejszym
      knotem??? Mam Cyfre, chce obejrzeć dobry film i d..a, jak zwykle nic
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.11.09, 14:20
        Poruszyciel jednych odrzuca dosłownością, inni uważają go za interesujący, a przynajmniej pozytywnie prowokacyjny. Barczyk
        ma spore ambicje, jakąś fantazję, nie klepie tego, i w takim
        samym stylu, co wszyscy.

        Chyba warto się samodzielnie przekonać, co tam napłodził i które
        opinie są bliższe Twojej własnej :).
        • anmanika Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.11.09, 14:32
          Wy to macie dobrze, ja takich zaawansowanych programów jak HBO nie mam, nawet
          TV2 nie mam a mieszkam w samym centrum stolycy.
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.11.09, 16:52
            anmanika napisała:

            Ale, żeby w centrum naszej pięknej stolicy nie można było odbierać
            TVP2. Koniec świata, jak mawiał pan Popiołek.
            • anmanika Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 19.11.09, 09:08
              Oj tak, p. Popiołek miał świętą rację.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.11.09, 16:48
        anka33_online napisała:

        Lepsze recenzje miał, jeśli dobrze pamiętam film 0_1_0, ale cenimy
        tu (ja cenię) Barczyka za jego wcześniejszy film "Przemiany" ,
        więc nie wiem, co Ci doradzić, sama wybierz i koniecznie parę słów
        napisz, o którymś z tych filmów.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 20.11.09, 12:07
      Ktoś nie oglądał Terminatora 2 ? :)) TVP pokaże każdemu, enty raz.

      Z POlsatu bym był polecił "Trzynastkę".
      Nie chce mi się drugi raz pisać o tym filmie, więc jak kto chce zajarzyć o co w nim, wg mnie, biega, to niech zażyje relanium, poprawi aviomarinem i tutaj nieśmiało wrzucę link do tego, co zdązyłem nabełkotać kiedyś (don't sugerujcie się tytułem ;)}
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,95079686,Re_Z_odzysku.html
      • barbasia1 "Trzynastka" 20.11.09, 14:43
        Ale "Trzynastka" niestety w cylku "Tylko dla nietoperzy" o 0.00.
    • barbasia1 "Upadek" 22.11.09, 13:06
      Dziś "Upadek" znakomity film o ostatnich dniach Hitlera, niestety w
      stałym cylku TVP "Uczta kinomana cierpiącego na bezzseność" - od
      23.05 do 1.50.
      Filmu "New York, New York" ze wzgledu na porę (od 1.50 do 4.25)
      nawet nie polecam!

      O "Upadku" pisaliśmy m.in. tu:

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,95688214,Re_Ojej_co_tu_wybrac_cz_2.html


      • grek.grek Re: "Upadek" 22.11.09, 13:53
        hehe, trafna nazwa :)

        A film naprawdę zacny. Kto ma możliwość i zdrowie - warto czekać.

        Ale Polsat dzisiaj konkurencję sensacyjnie stwarza, bo "Podejrzani" (może ktoś kiedyś nakręci PO-dejrzani), 23:10, to też nie w kij dmuchał film.

        Generalnie, jest niekiepsko, zwłaszcza dla tych, co nie widzieli czegoś albo mają denną pamięć :)
        • barbasia1 Re: "Upadek" 22.11.09, 15:36
          Dzięki! :)
          Przypominiałabym sobie "Upadek", tym bardziej, że za piewszym razem
          widziałam tylko połowę, ale TVP niestety znowu nie daje szansy!

          "Podejrzani" aż 6 gwiazdek w moim dodatku TV otrzymali! /szkoda, że
          tak późno dziś!/
          • grek.grek Re: "Upadek" 23.11.09, 12:10
            Obejrzałaś POdejrzanych kawałek chociaż ? Mogę dziabnąc jakieś streszczenie, jakby co... ;)
            • anmanika Re: "Upadek" 23.11.09, 12:45
              Ja nie wiem czy ktoś pokusi się na recenzję po twoich popisach pisarskich;-)
              • barbasia1 Re: "Upadek" 23.11.09, 13:27
                anmanika napisała:

                > Ja nie wiem czy ktoś pokusi się na recenzję po twoich popisach
                pisarskich;-)

                Otóż!
              • grek.grek Re: "Upadek" 23.11.09, 14:03
                Ju sej łaaaat ? :)

                Przeca o to chodzi w tym temacie, żeby każdy kto tam co obejrzał, wbijał się i rębał na papier, co mu w duszy gra.
                Ja się po prostu nie wstydzę; bezwstydny taki jestem ;)
                • barbasia1 Namawiamy! 23.11.09, 14:21
                  No właśnie, gorąco namawiamy wszystkich, żeby się nie krępowali i
                  opisywali filmy, dzielili się wrażeniami, emocjami, tym co w duszy
                  gra.
                  I nie ma żadnego znaczenia, czy post będzie zawierał słów
                  kilkanaście, czy o wiele, wiele więcej, każdy post jest cenny!

            • barbasia1 "Podejrzani" 23.11.09, 13:37
              Jeśli tak, to poproszę całość,
              a co se będę żałować! :)

              Niestety nie dałam rady, widziałam tylko jedną scenę - w restaruacji
              do stołu, przy którym siedzą cztery osoby podchodzi policjant (czy
              tez może człowiek z FBI) o gębie Chazza Palminteri (oczywiście jest
              z obstawą) i zamierza zaaresztować jednego z facetów
              (za "przewożenie karabinów"?). I tyle ...
              • grek.grek Re: "Podejrzani" 23.11.09, 13:59
                Orajt, będzie :)
                • barbasia1 Re: "Podejrzani" 23.11.09, 14:27
                  OK! :)
    • barbasia1 Dziś "Szósty maja" TVP2 23.25 24.11.09, 14:37
      kolejny już film holenderskiego reżysera Theo van Ghoga!
      /Oczywiście pora jak zwykle niemożliwa dla normanego widza!/

      Szósty maja (06/05) (The Sixth of May - Theo van Gogh's Final
      Masterpiece: 06/05)
      6 maja 2002 r. przed siedzibą radia w mieście Hilversum został
      zastrzelony holenderski polityk, 54 - letni Pim Fortuyn, który
      chwilę wcześniej udzielił rozgłośni wywiadu. Fortuyn zasłynął jako
      postać bardzo kontrowersyjna nawet w tak otwartym i tolerancyjnym
      społeczeństwie jak holenderskie. Wykładowca socjologii na
      uniwersytetach w Groningen i Rotterdamie, prywatnie gej otwarcie
      przyznający się do swojej orientacji, a zarazem deklarujący się jako
      katolik, był on także przewodniczącym populistycznej partii Lista
      Pima Fortuyna, chociaż określał swoje poglądy jako pragmatyzm, a nie
      populizm. Odcinał się także od porównań ze skrajnie prawicowymi
      politykami europejskimi, takimi jak: Jean - Marie Le Pen, Joerg
      Haider czy Filip Dewinter. Wrogo nastawiony wobec islamu i
      imigrantów, postulował całkowity zakaz przyjmowania przez Holandię
      muzułmańskich osiedleńców. Szczególnie ostro zwalczał jednego z
      prominentnych przywódców społeczności muzułmańskiej Khalila el -
      Moumni, jawnie odmawiającego asymilacji w społeczeństwie. Ściągnął
      tym na siebie wrogość radykalnych środowisk muzułmańskich oraz
      lewackich. Fortuyn zginął z ręki lewackiego aktywisty organizacji
      Zielona Ofensywa Volkerta van der Graafa, który twierdził, że w ten
      sposób "występował w obronie słabszych grup społecznych", został
      jednak skazany na 18 lat więzienia. Wcześniej, wraz z niejakim
      Wouterem Heemskerkiem, był podejrzany o zabójstwo strażnika.
      Zabójstwa Fortuyna, uważanego za jednego z najważniejszych polityków
      opozycyjnych, dokonał w trakcie trwania kampanii wyborczej do
      holenderskiego parlamentu. Film odtwarza okoliczności zamachu,
      którego przypadkowym świadkiem jest wzięty fotoreporter Jim de Booy
      robiący właśnie tam zdjęcia gwieździe telewizji, Birgit Maas. Jim
      zwraca jednak uwagę na pewne zaskakujące jego zdaniem szczegóły i
      osoby. W ciągu następnych kilku dni odkrywa, że zamach
      najprawdopodobniej był częścią większego spisku, w który były
      zamieszane holenderskie służby bezpieczeństwa.

      www.telemagazyn.pl/program/3501250325.html
      • grek.grek Re: Dziś "Szósty maja" TVP2 23.25 24.11.09, 14:50
        A po nim "Annie Hall", kurna nad ranem ;)
        • barakudaa Re: Dziś "Szósty maja" TVP2 23.25 25.11.09, 14:52
          dzieki za cynk
      • grek.grek Re: Dziś "Szósty maja" TVP2 23.25 26.11.09, 11:25
        Mieli być "POdejrzani" - voila. Tutaj jest all about (oskardowy)scenariusz, i będzie jeden wielki spojler, więc jesli wolisz/icie jednak czekać na obejrzenie, to (jednak) nie czytaj/cie.

        Rzecz cała polega na tym, ze któregoś dnia w porcie, w LA wybucha pożar na statku. W cholerę jara się wszystko. Ginie 27 osób. Ratuje się tylko dwóch : facet z Węgier, co jest cięzko poparzony i niejaki Verbal Kint, nieporozny firmową niepozornością Kevina Spaceya - kaleka, z bezwładną lewą ręką, ledwie powłóczący lewą, sztywną, nogą, co w ogóle nie jest poparzony i w ogóle nic mu nie jest.
        Składa zeznania przed prokuratorem, ma od razu adwokatów, jest świetnie chroniony, wręcz nietykalny, ktoś zgłasza się momentalnie z zapłatą za niego kaucji, generalnie - gość ma plecy na sto dwa.

        Z NY przylatuje agent FBI, żeby z nim porozmawiać. Zwabia go informacja,że na statku był (i najpewnej zginał) Dean Keaton, facet, były glina i przestępca, którego latami śledził i się z nim potykał, próbując mu udowodnić rzekome liczne winy.
        Agent dostaje, poza planem, od policji, 2 godziny na przesłuchanie Kinta, zanim wpłacona zostanie kaucja.

        I akcja toczy się naprzemiennie w dwóch planach : współcześnie, w pokoju przesłuchań i w szpitalu, przy okazji wyciągania zeznań od poparzeńca, oraz w przeszłości, którą opowiada Kint. Opowiada poza protokołem. Najpierw się broni, że wszystko już powiedział prokuratorowi, ale agent szantażuje go, że jego rysopis z odpowiednią laurką roześle po wszystkich więzeniach w Stanach i ktoś go załatwi za kablowanie (Kint rzeczywiście jest kablem policyjnym, drobnym, ale jednak). Kint próbuje go zbijać z panatałyku, a to próbuje coś opowiadać o "fryzjerze z Quarter w Illinois, który był gruby jak spasiona Murzynka", a to o tym, ze "kawę zbierał kiedyś w Gwatemali", ale na nic.

        W tym czasie poparzeniec ze statku okazuje się Węgrem, mafiozem, i wypowiada dwa słowa : "Caiser Shuze" (chyba tak to się pisze).

        Zaczęło się 6 tygodni wcześniej, w NY, policajom zgnięła cięzarówka z bronią. Kierowca słyszał tylko głosy przestepców, gąb nie widział. Zwijają więc mendy 5 typków z kartoteki (speca od wybuchów, oszusta na warunkowym - Kinta, dwóch cwaniaków - Mc Manusa i Fenstera, i Keatona, tego ostatniego prosto z kolacji biznesowej, w towarzystwie nowej narzeczonej - znanej adwokat) , żeby coś wywęszyć. Przesłuchują ich, stawiają przed weneckim lustrem i każą czytać z kartki, i takie tam inne. Niczego się nie dowiadują. Tę historię agent zna, bo to on aresztował wtedy Keatona (jak Barbasiu sama widziałaś :)}, chce wiedzieć co było potem - w poczekalni i po wypuszczeniu.

        Więc, potem, sadzają razem z poczekalni, gdzie Mc Manus informuje wszystkich, że szykuje się niezła robota. Chętni są wszyscy poza Keatonem; ten w ogole nic nie chce wiedzieć.
        Wyjście załatwia im dziewczyna Keatona. Przed budynkiem policji Keaton z nią rozmawia, generalnie zwierza się jej, ze chyba z biznesu nici, bo kto będzie chciał rozmawiać z gościem, co go policja ściąga w momencie negocjowania jakiegoś kontraktu, że przeszłość mu nie da spokoju. I kiedy tak rozmawiają, pozostała czwórka stoi w róznych miejscach ulicy i wyczekująco na niego patrzy (dobra scena).

        Keaton pozostaje niezdecydowany. Przychodzi do niego Kint i namawia go, zeby się jednak przekonał do całej akcji. W grę wchodzą 3 basy, a on przecież kasy potrzebuje. Kint powiada, że jeśli Keaton sie zgłosi, to i jego zaakceptują - dlatego tak mu zależy.Keaton się przełamuje, ale stawia jeden warunek - żadnych trupów. Kint na to : też tak chcę, jak mnie poprzesz, to się uda ich przekonać.

        Ofiarą napadu całej piątki pada policyjny gang, który za odpowiednią opłatą wozi poliacjskimi autami z lotniska na drugi koniec NY przemytników diamentów. Ekipa Keatona organizuje sprawnie zasadzkę, terroryzuje gliny i przemytnika, zabiera diamenty i forsę, podpala policyjny samochód, a na koniec jeszcze donosi mediom o całym procederze jaki miał miejsce, co się kończy aresztowaniami w policji.

        Agent słysząc tę historię, rzuca kalumnie nas Keatona, który ma za sobą bogatą przeszłość : był oskarżany o wiele przestępstw, zabójstwa, ale zawsze się wywijał, a świadkowie ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Udało się go w końcu skazać za oszustwa, przesiedział drobny wyrok, a w więzeniu podobno zabił 3 osoby, aczkolwiek nigdy niczego mu nie udowodniono. Któregoś dnia widziano go, jak wchodzi do budynku, w którym ulatniał się gaz, a zaraz potem ten budynek wybuchł. A potem nagle się okazało,że Keaton żyje i ma się dobrze, kręci z adwokatką...
        Kint próbuje bronić Keatona, ze się zmienił, ale agent jest nieprzejednany, widać że Keaton jest po prostu jego wrogiem, może nawet obsesją. Chce mieć dowód na jego smierć.

        W tym samym czasie od węgierskiego poparzeńca udaje się wyciągnąć, że na statku "kupowali człowieka", a nie narkotyki, jak sądziła początkowo policja. Ciągle dorzuca "Caiser Shuze" i zaczynają sporządzać rysopis owego typa.

        Więc Kint leci dalej ze swoją powiastką.
        Kiedy Keaton i spółka zwinęli te diamenty pojechali do Kalifornii, żeby je wymienić za kasę u niejakiego Redfoota.
        Ten im przy okazji zleca nową robotę - mają puknąc Sola, jubilera z Teksasu. Mc Manus się zgadza na to, a Keaton jest wqrwiony, bo ciągle ze sobą się zmaga - nie chce wracać do poprzedniego życia, ale raz, że mu potrzeba kasy, a dwa - jak mówi Kint "prawdziwa natura zawsze z człowieka wylezie".
        Więc organizują napad na tego jubilera, w podziemnym garażu, rabują go, ale giną trzy osoby. Na domiar wszystkiego w walizce jest koks, a nie drogie kamienie. Są wściekli. Spotykają się z Redfootem, który im wyjaśnia, że tę robotę tak naprawdę naraił mu niejaki Kobayiashi, prawnik. Keaton na to, że chcą go poznać. A to dobre, bo on was też.

        Tutaj do agenta dociera informacja o tym, co zeznał poparzony i od razu zadaje Kintowi pytanie : who's da fak Caiser Shuze ?

        cdn


      • grek.grek Re: Dziś "Szósty maja" TVP2 23.25 26.11.09, 12:05
        KObayiashi wygląda jak typowy przydu.pas kogoś bardzo wpływowego, jest rzeczowy, zwięzły i nieinteresujący do bólu. Spotykają się w pokoju hotelowym.
        Powiada, że przychodzi od Caisera Shuze. Tutaj kopara wszystkich opada. Oprócz Kinta, bo ten nie wie, o kogo biega (ale zaraz go oświecą, jak wynika z dalszego ciągu).
        KObayiashi potwierdza, że napad na Sola zlecił Redfootowi, po to, zeby on zlecił im, właśnie Shuze. To Shuze zapłacił policji za to, żeby zgarneła właśnie ich w NY z okazji tej cięzarówki. A dlaczego ? A dlatego, że wszyscy oni mają u pana Shuze dług - każdy z nich bowiem, kiedyś brał udział w przestępstwie na szkodę Shuze. Nieświadomie, ale jednak. I teraz przyszła pora na spłatę. Rzecz jest taka : macie napaść na statek na którym odbędzie się transakcja gangów - koks za szmal. Będzie tego 90 mln martwych prezydentów. Kasę możecie sobie wziąc, ale koks macie natychmiast zniszczyć. I będziemyu kwita.
        Oczywiście, Keaton się stawia, ale Kobayashi nie traci rezonu, zostawia
        im na pożegnanie teczkę, a w niej koperty z ich aktami - od A do Z, od tego co wczoraj zjedli po to, co rok temu zwymiotowali. Keaton dodatkowo dostaje zdjęcia swojej narzeczonej. jasna sugestia.
        I co teraz ?

        1st of all - Kaiser Shuze, to postać legendarna, nikt nie wie, czy prawdziwa, ale wszyscy zachowuję się tak, jakby naprawdę istniał i prowadził liczne interesy, każdy gdzieś kiedyś stykał się z kimś kto robił coś dla Shuze. Jest postrachem, urban-horror-legend. Wieść głosi, że jest Turkiem, a za młodu potrafił nawet zabić całą swoją rodzinę, trzymaną jako zakładnicy przez Węgrów, byle tylko nie poddać się wrogowie. Taki woluntarysta ekstremalny :) POtem pogrzebał rodzinę, wytłukł całą mafię węgierską i znikł jak kamfora.
        Na pytanie agenta : wierzysz w Shuze ? Kint odpowiada "Keaton mówi, ze nie wierzy w Boga, ale się Go boi, a ja powiem, ze wierzę w Boga, ale boję się Shuzego". Niezły tekst na makatkę :)

        Keaton wciska całej reszcie ekipy, że Shuze nie istnieje, to bajka, a całą akcją steruje ten Kobayiashi.
        Z akcji wypisuje się Fenster, i następngo dnia dostają cynk, gdzie mogą znaleźć jego trupa. Nie mogą się więc wycofać, są obserwowani i trzymani na cynglu.
        Keaton namawia ich więc do zabicia Kobayashiego. Klecą akcję w biurowcu, gdzie się on zatrzymał, mordują ochronę, biorą go na muszkę, ale facet kompletnie nie traci spokoju. Powiada, że ich pogróżek boi się mniej niż tego, co mu zrobi Shuze, jeśli oni się nie wywiązą ze zlecenia. I ma atut w ręku - wdał się właśnie w interesy z dziewczyną Keatona, niby legalne, wszsystko z klasa i pełen legal, ale wiadomo, że chodzi o to, żeby ją mieć jako zakładnika. Jest ona w tym samym budynku, Keaton może ją zobaczyć - niby ona, Kobayiashi i jego dwóch cichych kolegów współpracują zawodowo, ona nie ma pojęcia o co chodzi, ale to tylko podkładka. W razie oporu Keatona Kobayiashi każe ją zabić. Przy okazji informuje poozstałą trójkę, że mają podobną sytuację - ich wujkowie, bracia, matki i psy zostaną również zamordowani, jeśli oni spróbują zrezygnować.

        Akcja ma być trudna. Nawet bardzo. Planują, że poczekają na kasę, a potem dopiero wejdą do gry i zniszczą koks. I tak się dzieje. Nocą, oczywiście, hehe. Kint zostaje w odwodzie, i obserwuje całą akcję, a reszta szturmuje. Wielka strzelanina, eksplozje, trup ściele się gęsto.

        Agent wtrąca się w opowieść i rzuca, że przyszły akta i KObayashi to normalny kabel jest, naweet Shuzego kapował (czy blefuje, czy mówi prawdę, to sobie sami dorobicie po zakończeniu), a na statku nie było żadnego koksu, ale był człowiek, świadek, kapuś FBI, który umial rozpoznać Shuze, to jego chcieli kupić Węgrzy od argentyńskiej mafii i który został ostatecznie zastrzelony. To on był celem.

        Kint kontynuuje, że widział z ukrycia jak zginęli wszyscy na statku, a na koniec facet ubrany na czarno, w kapeluszu, zabił także Keatona (a potem podpalił statek) i że to był z pewnością ów Caiser Shuze (w tej scenie istotnie przedstawiany oczami Kinta, jak jakiś duch z legend).
        Agent na to : czemu nie pomogłeś Keatonowi, skoro byliście takimi dobrymi kumplami ?
        A Kint : Bałem się... Poza tym, czy można strzelić w plecy samemu szatanowi ? A jakbym spudłował ?
        No cóż od kaleki wymagać, prawda ?
        I Agent mu na to : to ja ci powiem w czym rzecz - kasa była od Węgrów za świadka na Shuzego; Keaton go znał, bo jego dziewczyna była jego adwokatem, nie wiedziałeś ? To teraz wiesz i dowiedz się, ze ona nie żyje, jej ciało zostało znalezione. A Keaton to Caiser Shuze. Keaton zostawił cię przy życiu,żebyś potwierdził, że on niby nie zyje (tak jak wtedy, przed laty, ten sam numer), on to wszystko zorganizował, zabił świadka, który mógł go rozpoznać i zeznać przeciw niemu, a teraz czeka na ciebie.

        Kint zaczyna beczeć, jest przerażony. Wygląda wszystko na to, ze to Shuze-Keaton tak go dobrze chroni, wynajął mu adwokatów, załatwił prokuatorskie względy, i kaucję, a po wyjściu po prostu go odstrzeli.
        Agent proponuje mu ochronę policyjną, ale KInt odmawia, jest zdruzgotany i zarzeka się, że nie jest kablem. Wychodzi, rzucając na odchodne "fu.ckin cops !"

        cdn
      • grek.grek Re: Dziś "Szósty maja" TVP2 23.25 26.11.09, 12:27
        Kint wychodzi ze świadomością, ze "został wykorzystany, bo był najsłabszy, zwykły kulas i drobny kanciarz", jak mu powiedział agent.

        W tym czasie skończony portret pamięciowy Shuzego, klecony przy szpitalnym łóżku poparzeńca, jest w drodze...

        Agent zostaje w pokoju. Przychodzi policaj, co z nim współpracował. Są częściowoo zadowoleni, ustalili, co i jak, teraz tylko muszą czekać aż Keaton wypłynie. Policaj rzuca "najtrudniej dojrzec prawdę, gdy się jej patrzy prosto w oczy".
        Wzrok agenta spoczywa na policyjnej macie, ot takiej normalnej, z przyczepionym mnóstwem papierków, rysopisów, zdjęć, ulotek i innych pierdół, takiej klasycznej rzeczy w pokoju na komendzie. I nagle efektownie wypuszcza z wrażenia kubek kawy, którą sobie popijał, Kint też, w czasie gadki-szmatki.
        Co widzi ?
        Ano widzi nalepkę "Quarter, Illinois", widzi zdjęcie grubej Murzynki (profilem, takie jakie robi się aresztantom), widzi "redfoot" na jakiejś ulotce przypadkowej w gąszczu innych, widzi "Gwatemala" na innej ulotce, a jaka firma zrobiła porcelanowy kubek z którego pili kawę ? "KObayaishi"... I już wszystko rozumie, on który miał "dowiedziec się wszystkiego, bo jest ćwańszy" został normalnie wydymany...

        Rzuca się w pogoń, do wyjścia, żeby dorwać Kinta.

        Przychodzi rysopis Shuzego od poparzeńca - a na nim... zgadnijcie ? Yea, kulawiec, pokurcz, słaby, mierny i głupawy Verbal Kint, z idiotycznym mini-loczkiem nad czołem jak żywy.

        I idzie ten kulawiec losangelesowską ulicą, powłóczy nogą, kamera filmuje te jego kroki niezborne, aż nagle nogę prostuje i idzie pięknie, równo, prosto... Bezwładna lewa ręka, którą cały film przyciskał do tułowia, nagle zyskuje wspaniałą elastyczność i zapala papieroska. Podjeżdza autko z Kobaysiashim w środku i panowie odjeżdzają. Agent, złachany jak pies, zostaje na ulicy, rozglądająca się bezradnie, a z offu płynie tekst "Najlepiej jest przekonać waszystkich, że diabeł nie istnieje, a potem... zniknąć"
        :)

        Hehe, i tak to było.

        Jak pisałem, wszystko tu rozbija się o scenariusz. Christopher Mc Quarrie - dla tego pana cała chwała. Singer to zrobił dobrze, ale naprawdę miał samograja i cała jego zasługa polega na tym, że tego nie spartolił jakąś efektowną wpadką.

        Spacey oczywiście świetnie gra Verbala Kinta vel Caisera Shuze, kalekuje jak nalezy, podaje tekst, jak to on tylko potrafi, w ogóle gra swoją manierą, wspaniale się kamufluje, Oskar absolutnie zasłużony, z tym, ze "rola drugoplanowa', to trochę dziwna kategoria, bo albo w tym filmie nie ma postaci pierwszoplanowej (co jest bliższe prawdy), albo ktoś się pomylił.

        Gabriel Byrne, jako Dean Keaton pozostał sobą, aktorem o średnich możliwościach, ale w swoim emploi naprawdę klasowym.

        Poza tym... chyba nic nie mam do dodania. Intryga mistrzowsko rozpisana, a finał sensacyjny i zaskakujący. Czego trzeba więcej od dobrego kryminału ?

        Tu jest zakończenie, z tą słynną sceną iluminacji agenta i z nogami Spacey'ego (wykorzystaną kiedyś w klipie Jay-Z) :

        www.youtube.com/watch?v=hBrwUGdgODA
        • barbasia1 Re: Dziś "Szósty maja" TVP2 23.25 26.11.09, 13:17
          Przeczytałam.

          To prawda scenariusz zacny, odpowiednio pokręcony, pełen
          zasakujących zwrotów akcji, efektowne i bardzo zaskakujące
          zakończenie (choć jąkiś niepokój się rodzi po obejrzeniu
          (przeczytaniu /to ja/) tego filmu , że oto największy złoczyńca
          ulotnił się, zło kary uniknęło - że tak sobie pozwolę
          pofilozofować :)

          Bardzo dobry film!
          Dzięki za fajne streszczenie. :)
          • grek.grek Re: Dziś "Szósty maja" TVP2 23.25 26.11.09, 14:14
            O to właśnie chodzi :) Ale kary unika wirtuoz, który wykiwał dokładnie wszystkich, zaplanował całą rzecz jak najlepszy zegarmistrz, częsciowo na poczekaniu (w czasie przesłuchania). Wszystko zagrało, a kiedy się zorientowano w temacie już go nie było. Film podziwiający mistrzostwo przestępczego knowania, intryganctwa na najwyższym poziomie. Czy za swoje mistrzostwo Kint vel Schuze mógłby zostać ukarany przez scenarzystę ? Widownia by tego mu nie darowała. I nie dostałby Oskara :))

            Dzisiaj nowy (relatywnie nowy) Fincher na TVN, 21:30 - "Zodiak", z modnym aktorem Jakem Gyllenhaalem (Brokeback;a poza tym Pojutrze i Życiowe rozterki, w których go obserwowałem i zapadł mi w pamięć jako gość z talentem i tym aktorskim "czymś") w roli głównej. I na faktach oparte.
            Ciekaw jestem, bo jeszcze nie oglądałem, a słyszałem dobre opinie; no i tematyka : poszukiwania nieuchwytnego seryjnego mordercy przez, w których najbliżej sukcesu jest dziennikarz-rysownik.

            Widziałaś może ? Widzieliście ?
            • barbasia1 Dziś "Zodiak" TVN 21.30 26.11.09, 15:18
              >Czy za swoje mistrzostwo Kint vel Schuze mógłby zostać ukarany
              >przez scenarzystę ? Widownia by tego mu nie darowała. I nie
              dostałby Oskara :))

              :)
              No tak, nie może zostać ukarany.


              Nic nie napiszę na temat "Zodiaka", bo też nie widziałam.
              • grek.grek Re: Dziś "Zodiak" TVN 21.30 27.11.09, 12:48
                I jak tam, oglądałaś ?

                Ja tylko nagrałem wczoraj, więc póki co - wiem że nic nie wiem.

                • barbasia1 Re: Dziś "Zodiak" TVN 21.30 27.11.09, 14:10
                  Mam podobnie - "wiem że nic nie wiem", :/
                  albowiem, na początek filmu przez Londyńczyków się spóźniłam, a
                  potem w długiej nocnej rozmowie Polek (przez telefon) musiałm
                  uczestniczyć. Próbowałam trochę oglądać ten film, ale powiem Ci, że
                  już mnie nie wciagnął (pewnie też dlatego, że nie znam, nigdy nie
                  interesowałam się historią prawdziwego Zodiaka) i odpuściłam sobie
                  (ale na pewno w przyszłości obejrzę).

                  Pochwalę tylko wspaniale wykreowane klimaty Ameryki lat 60-tych -
                  scenografia, rekwizty, stroje,chrakteryzacja, itp.
                  • pepsic Re: Dziś "Zodiak" TVN 21.30 27.11.09, 19:25
                    A ja lekcję odrobiłam. Niestety na 3=. Film na poziomie i dobrze zagrany - do
                    pogłówkowania. Dreszczyk emocji - owszem był. Jednak zbyt długie bloki
                    reklamowe (a może rozsądek) i dłużyzny skutecznie zniechęciły mnie do
                    obejrzenia całości. Ale dużo mi nie brakło. Robert Downey jr zeszpecony na
                    maksa (obrzydliwa broda, chyba doklejona) W widzianym po raz pierwszy
                    Marku Ruffalo (kędzierzawy policjant) widzę duży potencjał. W związku z tym,
                    jeśli łaska (nie laska) upraszam Greka o streszczenie i komentarz
                    łopatologiczny, bo moje braki koncentracji pobiły wczoraj wszelkie rekordy
                    przyzwoitości i trochę się pogubiłam:))
                    • grek.grek Re: Dziś "Zodiak" TVN 21.30 28.11.09, 12:03
                      Laska czy łaska ;))... proszę bardzo, jako ten ślepy koń przed Wielką Pardubicką odpowiem : nie widzę przeszkód. My, grafomani, nie mamy oporów przed pisaniem, he he.

                      Wczoraj dali w Polsacie "Chinkę", dramacik Ferrary, dość swobodnie oparty na Romeo i Julii I West Side Story, w tym znaczeniu, ze Julia jest z Chinatown - imienia nie pamięam, Romeo/ (tutaj Tony, czyli WSS like) z Małej Italii, których czołowe gangi toczą ze sobą wojnę, a w finale oboje umierają, ale akcja jakoś bardziej się skupia na pojedynkach na noże, gonitwach i generalnie stosunkach między obiema grupami, niż na samym uczuciu kochanków młodocianych, które jest, na mój gust, jedynie zarysowane w ogólnych ramach; Romeo/Tony jest pacyfistą, nikogo nie zabija, on i Julia nie biorą ślubu, Julia nie jest z nikim zaręczona, rudy Merkucjo (młody Caruso) (zdaje się) nie ginie, brat Julii bardziej przypomina Bernardo z WSS i morduje - ale nie przyjaciela, a brata Tony'ego/Romea, który się nie mści, bo uważa przelew krwi za bezens (WSS over RiJ), a w finale nie popełniają oni samobójstwa (RiJ), ani Romeo nie ginie sam (WSS), lecz zostają oboje jednocześnie przeszyci jednym pociskiem z pistoletu członka chińskiego gangu (z tym że ten Chińczyk nie był chyba narzeczonym Julii, co nie pasuje do WSS; chyba, ze coś przeoczyłem...).

                      Generalnie, wariacja na oklepany temat, w której niebagatelną rolę odgrywa nastrój ciemnych zaułków Niujorku, w jakich film kręcono.
                      • barbasia1 "Chinka" i inne 28.11.09, 14:49
                        Słynni kochankowie po raz kolejny bohaterami filmu, warto
                        wiedzieć! :)

                        "West Side Story", "Chinka" i dodajmy do kompletu jeszcze
                        "Romeo i Julię" z 1996 roku w reżyserii Baza Luhrmanna z Leonardo
                        DiCaprio w roli Romea, gdzie akcja też przeniesiona zostaje we
                        współczesność, a tytułowi bohaterowie pochodzą z rodzin, które
                        szefują zwalczającym się gangom.

                        A Leonardo DiCaprio będzie dzisiaj tonął na "Titanicu" (cz. 2) w
                        Polsacie.

                        • grek.grek Re: "Chinka" i inne 28.11.09, 15:02
                          Kurde balans, on tak tonie rok w rok... zawsze w Polsacie ;)
                          • barbasia1 Leonardo 28.11.09, 15:37
                            grek.grek napisał:

                            > Kurde balans, on tak tonie rok w rok... zawsze w Polsacie ;)

                            :))))

                            Na to wygląda!

                            Loeonardo w jakimś wywiadzie opowiadał (bardzo mi się ta opowieść
                            podobała), ze kiedyś, oczywiscie już długo po tym jak utonął w
                            Titaniku, kręcił nowy film, gdzieś w Ameryce Południowej i tam w
                            samym środku w dżngli, gdzie ludzie żyją w bardzo prymitywnych
                            warunkach jak ich przodkowie przed wielkami, z dla od wszelkiej
                            cywilizacji, zdobyczy techniki i czego tam jeszcze, spotkał młodego
                            indianina, który rozpoznał w nim Jacka Dawsona, chłopka, który w
                            karty wygrał bilet na Titanica, co wprawiło go (Leo) w niemałe
                            osłupienie. :)
                    • barbasia1 Re: Dziś "Zodiak" TVN 21.30 28.11.09, 14:18
                      pepsic napisała:

                      Przyznam, że mnie też zniechęcają, męczą takie maratony filmowe /
                      ten grubo ponad 3 godziny (od 21.30 do 0.40)!/, zwłaszcza, kiedy
                      film jest ciężkawy (o trudną tamatykę mi chodzi).


                      To prawda, Roberta Downey'a jra zeszpecili okropnie (skojarzył mi
                      się z tym wąsiastym "sirem Francisem Drakem" z Californication;
                      wąsiasty kilkadziesiąt kilogramów mniej ;))


                      > jeśli łaska (nie laska)
                      :))))))

                      upraszam Greka i komentarz
                      > łopatologiczny

                      Jam bym się przyłączyła do prośby o komentarz łopatologiczny!
                      • grek.grek Re: Dziś "Zodiak" TVN 21.30 28.11.09, 15:03
                        Obejrzę i zeznam, com widział, albo mi się zdawało, ze widzę ;)
                        • barbasia1 Re: Dziś "Zodiak" TVN 21.30 28.11.09, 16:10
                          grek.grek napisał:

                          > Obejrzę i zeznam, com widział, albo mi się zdawało, ze widzę ;)

                          Niech ci to Mikołaj chojnie wynagrodzi! :)
    • barbasia1 Podłość TVN-u i TVP nie zna granic 28.11.09, 14:58
      W TVN film animowany "Gnijąca panna młoda" w dziś o ... 23.50,
      /a tak chciałam to zobaczyć! Ech!/

      A jeszcze później to oczywiscie w naszej ukochanej TVP2 o 2.35 (w
      cylku Weekendowe kino Dwójki dla zjaw i mar nocnych:
      "Ogród rozkoszy ziemskich" (2003) w reż. Lecha Majewskiego, też
      bardzo, bardzo ciekawa rzecz.
      • grek.grek Re: Podłość TVN-u i TVP nie zna granic 28.11.09, 15:20
        Polsat też nie żałuje sobie - Todd Rzeźnik, o godzinie 0:10.

        Miszczowie, normalnie. I żeby jeszcze wcześniej w tych programach było coś, co by uzasadniało wrzucanie takich filmów na tak późne godziny.

        "Chłopaki na bok" w Dwójce (23:25), to jest przyzwoity film - aj łil olłejs low ju, Mary-Louise Parker; idzie znieśc Złupi Goldberg w tym filmie - to się da wytłumaczyć, że jest przed Ogrodem; ale ta tania komedyjka o 21 mająca watować ramówkę... Obciach. W Jedynce dno i wodorosty, byle nie stracić za wiele na przegranej z góry rywalizacji z Mam talent. I "Ogród..." spada na trzecią w nocy. rewelacyjna polityka, z cyklu : widz jest w stanie zakumać tylko głupawo rozdziawioną Renee Zellweger w podrzędnej komedyjce, ale już nic innego, a jak kto chce spróbowac, to spadówa na 3 w nocy.

        Akurat czytałem coś o "Domu złym", same ochy i achy. I tak stawiam, że kiedy kiedyś ten wyochowany i wyachowany film zostanie pokazany w TVP, to zapewne o 2 w nocy, żeby wszystkich widzów, którzy nie zobaczą go wcześniej w kinie albo na taśmach, czyli tak... z 90 % narodu, przekonać, jaką mamy wartościową kinematografię.


        • barbasia1 Re: Podłość TVN-u i TVP nie zna granic 28.11.09, 16:05
          Ja akurat nie czepiałabym się Polsatu, przeciwko porze emisji "Todda
          Rzeźnika" (a nie jest to, pragnę zauwazyć, film traktujący o aferze
          mięsnej) nic nie mam :))

          W takim razie Dwójka dziś zasługuje na szczególne lekceważenie, za
          to, że taki piękny film "aj łil olłejs low ju" , w dodatku z naszą
          ulubioną, cudną Złupi :))) Goldberg, ( tej drugiej coś nie kojarzę)
          też o tak koszmarnej porze pokazuje.

          No właśnie, smutna prawda, tak się własnie w polskiej telewizji
          publicznej docenia dobre polskie filmy - pokazuje się w środku
          nocy, żeby niewielu mogło obejrzeć. To jest chore! Dlaczego nikt z
          twórców, reżyserów nie protestuje przeciwko temu?

          Greku, nagraj na wideo "Ogród...", a ja pożyczę DVD, i za czas
          jakiś, jak już obejrzymy, pogadamy sobie o nim. Co myslisz o tym?
          Pepsic moze Ty też nagrasz, pożyczysz DVD? Może ktoś jeszcze do
          rozmowy się przyłączy?
          • grek.grek Re: Podłość TVN-u i TVP nie zna granic 29.11.09, 12:24
            Hehe :) No, istotnie, branża fryzjerska z mięśnią tworzyły nader prężną spółkę.
            Niestety, nie dane mi było zobaczyć, jak się ten film skończył, bo na ostatnie pół godziny pozbawiono mnie, w karczemny sposób, prądu. Podejrzewam, że rzeźnik Todd i jego ambitna współpraconico-kochanka ponieśli koszta uprawiania swojego procederu i znaleziono jubilera w nadzieniu do kanapek... ale może jakiś inny batman mnie w tym upewni, o ile ktoś o tej porze oglądał, o co niniejszym uprasza się :)

            Atmosfera Londynu wieku 18 - wzorowo zrekonstruowana : gnój i błoto pod nogami, dymy, syf, tyfus i mogiła; gęby wykoślawione (poza Seliną Boyack, której bohaterka aż lśniła urokiem, czystością i białym zębem w tym zapuszczeniu ogólnym), w kretyńskich, brudnych perukach, popsute zęby, plastyczność wnętrz karczm, klitek różnych, piwnic i masarni pod piekarnią, w której mięso przygotują do użytku pracownice kochanki Todda - tak udane, że wyobrażalność smrodu z nich ciągnącego szczypie w oczy przez telewizor.

            Joanna Lumley, jako owa kochanka Todda - świetna; czarnozębna pudernica, epatująca odpychającym i niezdarnym pseudoseksapilem, przebiegła.

            Wiesz, miałem nawet zamiar nagrać Ogród, ale niestety z powodów ww. mogłem obejrzec tylko część - trochę symboliki, refleksji nad miejscem ciała i duszy w konstrukcji człowieka, ciekawa scena, kiedy podupadająca na zdrowie bohaterka zastanawia się nad ludzkim ciałem, a jej partner gromadzi materiał, z którego ono się składa, w proporcjach odpowiadających rzeczywistości- 10 kg węgla, azot (miał tam jakiś surowiec najbliższy składem, nie pamiętam nazwy, a strzelać nie chcę), wapń, chyba w postaci kredy, miedź, cynk, żelazo (3 małe gwoździe) i woda - w dużym akwarium, 3/4 ludzkiego ciała; kontemplacja i intepretowanie obrazu Boscha, od którego wziął się tytuł filmu; męzczyzna robi kobiecie zdjęcia i kręci sceny filmowe odwzorowujące
            sceny na obrazach.

            Więcej nie wiem, nie widziałem, niestety. Jesli rzeczywiście uda Ci się obejrzeć na dvd - napisz coś koniecznie :)

            "Chłopaki na bok"/Boys on the side, jest na jutubie.
            Robin umiera na AIDS, wybiera się w podróż do Los Angeles śladami swojego dzieciństwa. Daje ogłoszenie, ze szuka współtowarzyszek.
            Wkręca się w to czarna babka, lesbijka, po drodze zabierają trzecią -
            młodą dziewczynę z ciązy, którą najpierw muszą uwolnić od oszołomiastego chłopaka, który ją leje i tak dalej - traktują go bejsbolem, znaczy się
            ona sam go nim traktuje. Facet umiera, babki muszą w zasadzie uciekać teraz, ale bez żadnej paniki.

            Potem jest szereg perypetii, zatrzymują się w Arizonie, gdzie mieszkają w jakiejś wielkiej chałupie, co bardziej przypomina klimaty toskańskie niż amerykańskie, świetnie się odnajduję w społeczności blisko położonego małego miasteczka, Robin czuje się coraz gorzej, przyjeżdza jej matka, co się z nią nigdy nie mogły dogadać, nieco chwieje się jej zawiązana w trakcie podróży przyjaźń ze Złupi, ale za to nawiązuje romansik, który nie zostaje skonsumowany ze wg na jej chorobę; tę co zabiła chłopaka bejsbolem, w obronie własnej oczywiście, aresztują (co ciekawe, robi to chłopak-policjant, kórego poznała w tym miasteczku, ale nie opuszcza jej, zostaje przy niej - robi to, bo jest uczciwy, czego np. Złupi kompletnie nie rozumie) , odbywa się proces, potem ona rodzi dziecko (czy ją uwalniają - zabijta mnie bejsbolem, ale nie pamiętam), a Robin umiera, ale zanim umrze dogada się z matką, wyjaśni przeszłość i powód odejścia ojca, wspomni zmarłego dawno temu brata i, co najważniejsze, odbuduje to co najcenniejsze - przyjaźń ze Złupi, w ostatniej scenie, która albo już przeszła, albo za chwilę przejdzie, do historii kina, kiedy już ledwie żywa Robin i Złupi śpiewają You Got It (robi wrażenie, zwłaszcza za pierwszym razem i jednak podczas oglądania całości) i kiedy ma być "..i'm your man" Złupi wstawia tutaj "I'm your best friend" :

            www.youtube.com/watch?v=dakYbfalzr8
            Kilka jest zapadających w pamięc scen, np. ta kiedy Robin leży w szpitalu, jeszcze w trakcie trasy jej się pogorszyło, przychodzi Złupi-lesbijka-w-tym-filmie i podłączona do kroplówek i innych urządzeń Robin zamiast się skarżyć pyta ją : tak przy okazji, dlaczego mnie nie podrywasz ? Bo jestem biała ? Nie, bo słuchasz The Carpenters :)

            Albo scena, już w tym toskańskim domu, kiedy rozmawiają o nazewnictwie genitaliów, Robin ma w tym względzie dość dziecinne upodobania i Złupi namawia ją, zeby głośno powiedziała "pi.zda", aby "się wyzwolić". Rewelacyjna scena.

            Albo pood koniec, w szpitalu, kiedy Złupi i matka Robin odwiedzają ją, chcą pogadać w 6 oczu, a tu się pielęgniarka kręci bez przerwy, aż w końcu matka, dotąd krytykancka i nie mogąca sobie w głowie pomieścić,ze jej córka mogła zadawać się z czarną lesbijką, nawet w neutralnym seksualnie charakterze, wypala jej z kulturą damy dworu :

            - Zostaw nas same, kochanie, nie bądź taką ci,pą.
            - Słucham ?
            - Nie bądź taką pi,dą...

            A Złupi się krztusi ze śmiechu.

            To się nazywa oryginalne kino, pokazać scenę ostatecznego przełamania lodów między trzema kobietami za pomocą potraktowania kogoś "pi,zdą" ;)

            Albo jeszcze jak Robin trafia do szpitala pod sam koniec i jej wnerwiająca mamuśka pędzi do niej jak na skrzydłach.

            Fotka z filmu, żeby tak goło i szaro nie było (M-LP i Złupi) :
            videodetectiv.com/photos/130/00549815_.jpg
            Kurna, podśmiewam się trochę z Whoppi Goldberg, se takie marnej jakości jaja robię, ale to naprawdę jest bardzo dobra aktorka, niekoniecznie w tych akurat rolach, które najpopularniejszymi się stały, ale - jest świetna.
            • barbasia1 Re: Podłość TVN-u i TVP nie zna granic 29.11.09, 13:33
              Żeby w weekend taki numer zrobić, podłość pracowników elektrowni,
              tudzież ludzi odpowiedzialnych za prąd w Twej okolicy nie zna
              granic!

              Tak czułam, że Todd Rzeźnik w ekstraturpistycznym sosie podany
              będzie ... :)

              A może w takim razie odłożymy "Ogród ..." na później? Zaczekamy na
              inną dobrą okazję (czyli powtórkę w TV?). / a ja muszę jeszcze moje
              straszne zaległosci nadrobić! /


              > "Chłopaki na bok"/Boys on the side, jest na jutubie.

              Wiesz, ja to kiedyś, dawno temu oglądałam /ale b. b. niewiele
              pozostało mi w pamięci/. Dzięki za przypomnienie.

              Bardzo piękna ta scena, kiedy Łupi śpiewa piosenkę You Got It.
              (obejrzałam, wszystko widać znakomicie, czego nie mozna powiedzeć o
              zdjęciu).
              Nigdy nie miałam wątpliwości, że Złupi utalentowaną aktorką jest, ma
              wielkie zaciecie komediowe, ale i w rolach dramatycznych wypada
              przekonująco.

              A propos genitaliów, ;) w jednym z kryminałów Marka Krajewskiego
              znalazłam bardzo łądne słowo będące synonimem wyrazu "genitalia" -
              pochodzące z łaciny "pudenda" (Marek Krajewski z wyszktałceniai
              zamiłwoania jest filologiem klasycznym, co widac w jego
              kryminałach ), pudenda męskie, damskie. Ładnie brzmi łądniej niż
              suche i naukowe "genitalia" nie sądzisz? :)


              • grek.grek Re: Podłość TVN-u i TVP nie zna granic 29.11.09, 14:43
                Awaria raczej z przyczyn obiektywnych nastąpiła. Szkoda, że w takim, a nie innym momencie.

                Zdjęcie nie odpaliło, może to będzie skuteczniejsze :
                www.koool.com/images/boys_on_the_side/whoopi_blowing_out_candles.jpg
                A Ogród pewnie kiedyś powtórzę, i stawiam, ze w Jedynce. Ostatnio co patrzę w program na dany dzień, to widzę jakiś tytuł, co już kiedyś był, hehe.
                Kryzys ich złapał za gardło, więc sieją powtórkami. Ale to i tak nic w porównaniu z komercyjnymi, gdzie dominacja Stevena Seagala zaczyna być aż niepokojąca; całkiem niedawno TVN dał 2 filmy pod rząd jednego dnia z tym wybitnym aktorem ;)
                • barbasia1 Re: Podłość TVN-u i TVP nie zna granic 29.11.09, 15:27
                  Tak, teraz wszytko widać - Złupi blowing out candles na torcie! :)

                  Mam nadzieję, że powtórzą w Jedynce. Pamiętasz, film "W stronę
                  morza" też powstarzali kilka razy raz na Jedynce, raz na Dwójce,
                  choć z trzeciej strony mam wrazenie, że w polskiej telewizji z
                  niejesnych powodow filmy polskie cieszą się mniejszymi względami,
                  więc czas oczekiwania na powtórkę moze być niestety długi...

                  Steven Seagal na kłopoty? Jaka telewizja, taki i ratownik. :)
                  • grek.grek Re: Podłość TVN-u i TVP nie zna granic 30.11.09, 12:23
                    "W stronę morza" powtarzali maniakalnie.

                    Wczoraj był polski, "Lawstorant" w Jedynce - patrzyłem przez moment i z przerażeniem stwierdziłem, że najlepszym aktorem na planie jest Michał Wiśniewski :) Ale, może to była taka akurat sekwencja tylko...

                    Jutro, zgodnie z życzeniem, dziabnę tego "Zodiaka"; rzeczywiście, niezły pie,prznik i wymaga nieustannego sporego skupienia, żeby pozostawać w temacie. Ale film przedni, jak dla mnie.
                    • pepsic Re: "Zodiak" 30.11.09, 14:00
                      >rzeczywiście, niezły pie,prznik i wymaga nieustannego sporego
                      skupienia, żeby pozostawać w temacie>

                      Ze słuchawką przy uchu i wieszaniem prania rzecz wydaje się jeszcze
                      trudniejsza :(
                      Ps. Jeszcze taka dygresja mi się nasunęła. Otóż stacje telewizyjne
                      przerywające filmy reklamami powinny przemyśleć swoją strategię
                      działania, bo oglądanie staje się męczące. Kto wie, czy w pewnym
                      momencie nie zaczną przegrywać z konkurencją?
                      • barbasia1 Re: "Zodiak" 01.12.09, 11:53
                        pepsic napisała:
                        Kto wie, czy w pewnym
                        > momencie nie zaczną przegrywać z konkurencją?

                        Kilka miesięcy temy nastąpiły poważne zmiany w zarządzie TVN może
                        coś jest na rzeczy!?
                        www.dziennik.pl/gospodarka/article431785/Co_oznaczaja_zmiany_w_zarzadzie_TVN_.html

                    • barbasia1 Re: Podłość TVN-u i TVP nie zna granic 30.11.09, 14:27
                      Też mam wrazenie, że Michał Wiśniewiski spisał się zaskakująco
                      przyzwiocie w tym filmie (choć muszę Ci się przyznać, że też nigdy
                      nie obejrzałam w całości "Lawstoranta").
                      Być może wpływ miał tu fakt, że postać, którą odgrywał była mu
                      bardzo bliska. Pamiętam, w wywiadach opowiadał, że zanim założył
                      zespół Ich Troje próbował robić różne biznesy w Łodzi. W jakimś
                      stopniu chyba grał siebie sprzed ery Ich Troje?

                      Czekamy zatem na "Zodiaka"! :)



    • grek.grek Zodiak 01.12.09, 11:36
      No to o "Zodiaku". trochę się rozpiszę, aby było wiadomo, co z czego się na koncu wzięło i jak to w ogóle przebiegało.

      Więc : jest 4 lipca 69, i jest sobie napad z karabinem w ręku na parę młodych ludzi w aucie. Rzecz dzieje się w Valejo, Ca. Ona (Darlene Ferrin) nie żyje, jemu (Mike Mageau) udaje się przeżyć. Ten, co napadł dzwoni na policję, informuje co zrobił i że napad rok wcześniej, w Boże Narodzenie też był jego dziełem.

      Chłopak widział twarz mordercy swojej dziewczyny, ale jak się okaże nie zdołano go przesłuchać, a na dodatek szybko się ulotnił.

      Niebawem do Chronicle, gazety w San Francisco, przychodzi list od tegoż mordercy z Valejo, plus szyfrogram złożony ze znaków alfabetu morsa, meteorologicznych i rozmaitych innych, z żądaniem - wydrukujcie to na pierwszej stronie, albo zabiję 12 osób.
      Redakcja ustala,że takie napady rzeczywiście miały miejsce, robi nasiadówkę i decyduje się dać całą rzecz na 4 stronę.
      Rozwiązuje ten quiz jakieś małżeństwo czytelników gazety - generalnie jest on o tym, jakim ludzie są marnym stworzeniem, a jednocześnie "najgroźniejszym zwierzęciem", oraz o tym, że dusze zabitych morderca spodziewa się mieć w Raju, jako swoich niewolników.

      Sprawą najbardziej interesuje się Paul Avery, gwiazda dziennikarstwa z owego Chronicle i rysownik z tejże - Graysmith, prywatnie miłośnik łamigłówek.
      Graysmith podchodzi rzeczowo do sprawy - cichaczem przerysowuje sobie ten diagram szyfrowy, wypożycza z biblioteki ksiązki o łamaniu szyfrów.

      NIebawem przychodzi kolejny list, tym razem już podpisany Zodiak.

      Zbiega się z następnym napadem, tym razem nad jeziorem w Napa. zamaskowany typ terroryzuje bronią młode małżeństwo, okrada, wiąże i traktuje nożami (jemu udaje się przeżyć, jej - nie). POwtarza też scenario z telefonem na policję.

      Rysownik ustala,że zwrot "najgroźniejesze zwierzę", pochodzi z filmu - "Makabryczna gra", w którym facet polował na ludzi.

      Kolejny napad jest już w San Francisco. Ofiarą pada taksiarz, dostaje kulkę w łeb od pasażera. Jedna baba, co widziała napad z okna poinformowała, że napadziorem był Murzyn. Ale dzieciary, co też z okna też widziały ten napad utrzymują, że facet był biały, krępy, krótko ostrzyżony.
      Tu już śledztwo przejmują policaje : Toschi i Armstrong. Media zaczynają dymić, robi się powoli szum wokół sprawy.
      Na miejscu napadu znajdują się rękawiczki i pół odcisku palca, na śladzie krwi zabitego. Próbują zrekonstruować całą rzecz i jedno im nie pasuje : zabójca napadł od tyłu, a potem wlazł do szoferki, żeby zabrać 8 dolców taksiarzowi, zostawić odcisk...

      Patrol gliniarzy, który odebrał zgłoszenie o tym napadzie, powiada, ze widzieli po drodze, po ciemaku, ale jednak, jakiegoś białasa, który pasowałby do rysopisu dzieciaków, ale oni lampili się za Murzynem, bo taki był pierwszy cynk od baby okiennej.

      Nastepny list od Zodiaka zawiera strzęp zakrwawionej koszuli taksiarza. Po to wchodził do szoferki, tak naprawdę. Dołączona jest groźba, że któregoś dnia "wystrzela milusińskich", znaczy się napadnie na autobus z dzieciarami. Oczywiście, żąda aby wydrukować list. redakcja w porozumieniu z policją drukuje, ale bez gróźb wobec dzieci.

      Trwają badania grafologiczne listów, prowadzone przez niejakiego Sherwooda, z którym na razie występują pewne podobieństwa i mogą być autorstwem tego samego gościa.
      Policaje się nie mogą skoordynować, Valejo, Napad, San Francisco, kwestie przepisów, a wy macie to, a nam nie udostępniliście, a wy to macie tamto i my nie widzieliśmy itd.

      Przy okazji policjant z Valejo informuje tych z S.F, że w niejakim Solano dokonano rok wcześniej napadu (tego bozonarodzeniowego) (to jest właśnie dobre w tym filmie, że my już coś wiemy, a tego coś nie wiedzą postaci filmowe, i dopiero w którymś momencie do tego docierają, ale inną drogą) i ten sam facet się do tego przyznał.

      Nie ma szablonu tych napadów - napadał na pary : najpierw zabił oboje, potem tylko dziewczyny, ale już atak na taksiarza pasuje jak kwiatek do kożucha.

      Niebawem policaj Toschi dostaje telefon, że inny policaj, z Oakland, dostał informację przez telefon, że Zodiak chce zadzwonić do tiwi i rozmawiać z niejakim Melvinem Bellim, lekarzem. Transportują więc tego Belliego do tiwi. Zodiak rzeczywiście dzwoni, zwierza się, ze ma bóle głowy i jak zabija to mu one przechodzą, sapie do słuchawki jak pies jakiś.
      Belli ugaduje z nim rozmowę w jednym miejscu (nie powtórzę adresu, ale to nieważne).

      Graysmith w tym czasie oczywiście pilnie gromadzi wszystko na temat Zodiaka, będąc w redakcji świadkiem róznych rozmów i narad, odczytań listów, śledząc inne media, a i także grzebiąc w śmieciach Avery'ego.

      Oczywiście, spotkanie Belli-Zodiak nie wypala, zresztą policja zjechała tam całą kawalerią na kogutach, więc śmiech na sali.
      Zodiak w kolejnym liście nabija się z nich i grozi, że teraz będzie zabijał po cichu, zwyczajnie i nie będą nawet wiedzieli, że to on. Sugeruje też, że nie miał żadnego zamiaru napadać na autobus z dziećmi.
      Dorzuca 2 szyfrogramy i rysunek ze składnikami potrzebnymi do skonstruowania bomby domowej roboty. I policjantów nazywa "świniami"

      Graysmith grzebiąc w ksiązkach szyfrowych stwierdza, ze to proste szyfry, jak z podręcznika, bardzo schematyczne.
      Toschi w liście znajduje zwrot "w mojej piwnicy" i zapala mu się lampka : mało kto ma piwnicę w Kalifornii.

      W tym czasie Belli informuje policajów, ze Zodiak napisał do niego list z zyczeniami świątecznymi, a wcześniej - on też dopiero to teraz odkrył - do niego dzwonił, chciał pomocy - nie było go w domu, telefon odebrała gosposia.

      Następną napadniętą jest dziewczyna na szosie. Facet ją zatrzymuje, mówi,że jej koło lata z tyłu, naprawia to koło, a sto m dalej koło się sypie. Facet ją zabiera, ją z dzieckiem w betach, i mówi, ze podwiezie. Jest miły, babka niczego nie podejrzewa. Już w trakcie jazdy grozi, że ją zaraz zabije, a bachorem rzuci przez okno. babce się udaje wyskoczyć jakoś.

      Pojawia się nowy list, Zodiak interesuje się, czy jest za niego nagroda wyznaczona jakaś, chce żeby noszono znaczki z jego symbolem - kółko z celownikiem.
      Mendy w końcu wpadają na pomysł, żeby nie drukowac listów, może chodzi mu tylko o lans, więc odetnie się mu źródło i szlus.
      Avery z Graysmithem przekopując archiwum odkrywają, że Zodiak niektóre przestępstwa brał na siebie, znaczy się - informował, że to on zrobił coś, co było opisane w gazecie, ale robił to w momencie, gdy policja miała już winnego. Lans. Wpadają (Avery) także na to, ze swoją ksywę i logo bezczelnie podwędził z nazwy i logo zegarka.

      Następują 4 m-ce milczenia Zodiaka, aż do momentu, kiedy Avery dostaje od niego osobisty list, razem z kawałkiem zakrwawionej koszuli. Po tym incydencie zaopatruje się w broń. Zgłasza się do niego anonimowy informator z niejakiego Riverside. Jedzie tam, a w tym czasie Graysmith randkuje z niejką Melanią - ot taki wątek osobisty, zresztą później się zejdą itd.

      Z Riverside Avery przywozi informację o niewyjaśnionym zabójstwie, jednym w tamtym regionie, które może być zodiakowe - facet zabił studentkę, a potem dzwonił nocą, zanim policja znalazła ciało, do członków jej rodziny. Pisał też do prasy, w uniwersytecie znalaziono pulpit z wyrytym liścikiem o zabijaniu. Całą sprawę od razu media rajbują, a mendy są wściekłe na pismaka, zwłaszcza Toschi, że działa na własną rękę, dla zysku, dla sławy.
      Badania grafologiczne stwierdzają, ze to mógł być Zodiak.
      Szajba ogrania pół miasta, na policję zgłaszają się oszłomy podające się za Zodiaka, a także "życzliwi" wkręcający nielubianych znajomych. POlicaje mają tylko roboty więcej.

      Jeden trop jest jednak godny uwagi. Niejaki Cheney opowiada o swoich koledze, Lee Allenie, który został wyrzucony ze szkoły za pedofilię, a potem, podczas wyprawy wędkarskiej, w Nowy Rok'68 zapowiedział mu, że będzie zabijał, mówił o "Zodiaku", o "zabijaniu milusińskich" etc. Cheney dzwonił z tym na policję, ale go zignorowano.
      cdn.






    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 01.12.09, 12:37
      policji udaje sie zdobyć czeki podpisywane przez Lee Allena, porównują je z listami Zodiaka, pod kątem grafologicznej zgodności pisma.
      Rzecz całą komplikuje informacja,że Allen był oburęczny, więc jeśli na codzień pisał lewą, a prawą listy zodiakowe, to dawałoby to znaczącą zmianę charakteru pisma.

      Biorą tego Allena, w szatni jakiejś fabryki, w której pracuje, na spytki. Ten się tłumaczy na spokojnie, że był już przesłuchiwany przez policję z Valejo, z okazji zabójstwa nad jeziorem, bo doniósł na niego sąsiad, jako że Allen miał w wozie zakrawiowione noże, ale jak twierdzi zabił nimi kurczaki na obiad, a do domu wrócił wcześniej niż się zabójstwo rozegrało. Ma zegarek "Zodiac" z logo, który dostał od matki 2 lata temu; zdradza się, ze "Makabryczna gra", to jego ulubiona powieść, a żegna się z policjantami tekstem "obym dożył czasów, ,kiedy na policję nie będzie mówić się per 'świnie'".

      Rodzina Allena, brat i bratowa opisują go jako niekoniecznie normalnego, nie mają z nim kontaktu. Ciekawostka, ich brat lubił podwajać końcówki słów - np. "christmass", już wcześniej Graysmith odkrył, ze Zodiak podwajał, co odbierano jako końcówkę słowa "kill" i zostawiano w spokoju, a tak wcale być nie musiało.

      Chcą zrewidować chałupę Allena, ale nie mają nakazu i nie mają podstaw by go zdobyć.
      W sukurs przychodzi im zeznanie bratowej Allena, że mieszka on w Santa Rossa, a to już jest inna jurysdykcja. Mając zeznania Cheneya, mają psychologa, co stwierdzi pod przysięgą,że Zodiak może mieć zaburzenia osobowości objawiające się zmianami charakteru pisma i zdobywają nakaz. Przeszukanie nic nie daje, znajdują broń, rękawice, ale to może mieć każdy. Zero dowodów - analiza balistyczna, grafologia pisma z obu rąk : d,pa.
      To załamuje nieco Toschiego, Armstrong w ogóle porzuca temat, Avery traci pracę w gazecie, pogrąza się w pełzającym alkoholizmie.
      W kinie, po projekcji Brudnego Harry'ego Toschi poznaje się z Graysmithem, ale policaj jest zrezygnowany.

      Mijają 4 lata. Zodiak milczy, sprawa przyschła. Toschi jest z nią sam w wydziale. Ale za to nie daje ona spokoju Graysmithowi.
      Nie bardzo może zachęcić do współpracy Avery'ego, który na swojej barce pije, gra w gry video i pisuje do brukowca.
      Idzie więc do Toschiego, a potem idą razem na obiad - i Graysmith powiada, że idąc tropem książek o szyfrach doszedł do wniosku, że ten kto pisal te szyfrogramy musiał z nich korzystać, dodając do tego informację początkową, że Zodiak mógł być żołnierzem, mieć za sobą służbę, objechał biblioteki wojskowe i odkrył jedną - Presidio, z której znikły wszystkie ksiązki o szyfrach, tak jakby ktoś chciał zakamuflować fakt, że do nich zaglądał.
      Toschi, czując że gośc chce upowaznienia do zajęcia się sprawą, wysyła go do Napa. Z Napa kierują go do Valejo, do archiwum. Sierżant z Valejo, słysząc, ze Toschi, Napa i tak dalej, pozwala mu grzbać w archiwach, ale bez ołówka i długopisa, bez notatek. I graysmith kopie, interesuje go głównie Darlene ferrin, a potem wypada, goni do restauracji i robi notki na pierwszej lepszej serwetce.

      Jeszcze raz spotyka się z Toschim i mówi, ze Darlene Ferrin (zabjstwo w Valejo) kogoś się bała, jak zeznała jej siostra, kogoś kto był na imprezie jaką z mężem rozkręcili z okazji końca malowania domu. Morderca tarabanił w noc zabójstwa do jej rodziny (ten sam schemat co w Riverside, ale czy Graysmith to wiedział...) - dlaczego ? czy dlatego,ze ją rozpoznał dopiero po strzale, czy znał ją już wcześniej ? Jesli to drugie, to pojawia się pytanie - kim był ten, którego się bała ?
      Cel - dotrzeć do jej siostry, Lindy.
      Toschi przypomina sobie, że kiedyś Zodiak dzwonił do Melvina Belliego do domu...

      Graysmith od razu tam jedzie, Belliego nie ma, rozmawia z gosposią i ona mówi,ze to ona wtedy odebrała telefon i rozmawiała z klientem i on powiedział,ze musi zabić, bo ma urodziny. Był to 18 grudnia. List do Belliego był później - 20 grudnia.
      Z akt podejrzanych przesłuchiwanych przez policję wówczas, na okoliczność bycia Zodiakiem, żaden nie urodził się 18 grudnia, ale trop jest jasny.

      Sprawa wraca do mediów. Piszą o Graysmithcie, który sam (Avery nie chciał) po cichu pisze książkę o Zodiaku. Graysmith zaczyna odbvierać głuche telefony z sapaniem, narzeczona Melania patrzy na niego z wyrzutem, ze wkręca rodzinę w swoje dochodzenie i tak dalej.
      Ale potem jest normalny telefon - ktoś anonimowy twierdzi, ze zna Zodiaka i każe mu znaleźć niejakiego Vaughna, który podobno przetrzymuje taśmy filmowe, na których Zodiak utrwalał swoje zabójstwa, a sam Zodiak to jakiś Rick Marshall.

      Grafolog Sherwood mówi mu, że Zodiak lubił zdwajać kreski przy "k", bada plakat filmowy zrobiony przez Marshall, porównuje do listów Zodiaka i mówi, ze jest podobieństwo, ale trzeba więcej próbek; a przy okazji, że dzownił do niego niejaki Wallace Perry i powiedział to samo co Graysmithowi jego anonim. I zostawił swój numer.

      Rick Marshall był na liście podejrzanych (służył w wojsku, zajmowal się szyframi, pracował w niemym kinie), ale został wykluczony z okazji grafologicznych badań -nie pasowały do napisów na samochodzie które morderca-nożownik zostawił po ataku na małżeństwo nad jeziorem w Napa.
      W Napa dodają, że nie pasowały także jego odciski do odcisków z taksówki z SF.

      Grasymith korzysta z numeru Perry'ego i uzyskuje od niego infromację, ze Marshall rysował plakaty do kina, w którym pracował niejaki Vaughn, z którym Graysmith powinien się spotkać.

      Niespodziewanie odzywa się znów Zodiak ("Czekam na dobry film o mnie").
      Chronicle ogłasza, ze list to falsyfikat, a autorem jest... Toschi. Wewnętrzny wydział w policji ustala bowiem, ze Toschi wysłał kilka anonimów do Chronicle, zeby całą sprawę podtrzymać przy życiu (pewnie dla dobra śledztwa). Żona Toschiego mówi Graysmithowi, że to prawda, ale listy Zodiaka nie napisał jej stary. Toschi wylatuje z wydziału zabójstw.
      Nie chce rozmawiać z Graysmithem, nie wierzy w złapanie Zodiaka, w ogóle jest rozdrażniony i sfrustrowany.

      Graysmith jest w kropce, już nawet dzieciaki własne i Melanii wkręca, szukają razem zgodności dat zabójstw z fazami Księżyca, kobieta ma do niego pretensje, chawirę zagraca setkami książek i dokumentów... Pasjonat.

      Potem galopuje na spotkanie z tajemnicznym Vaughnem. Facet pracował kiedy w kinie razem z Rickiem Marshallem. Graysmith mówi, że pracuje nad Zodiakiem i pyta go o Makabryczną Grę - Vaughn na to, ze na taśmie z Makabryczną Grą, a właściwie na "rozbiegówce", takiej odcinanej przed włozeniem taśmy do projektora, częsci było logo Zodiaka. Puszki z filmami, co ją Marshall zostawił - nie ma. Marshall ją odebrał już dawno temu.
      Graysmith pyta go o plakaty rysowane przez Marshall i zdradza, ze jest podobieństwo między jego pismem i pismem Zodiaka. Na co Vaughn, ze to nie Marhsall je pisał, a on sam. I tutaj Graysmithowi ucieka serce w pięty. A na dodatek Vaughn zaprasza go do piwnicy (ile osób ma piwnicę w Kalifornii...), ma tam plakat z Makabryczną Grą i powie mu, w którym roku grali. Piwnica tonie w półmroku, rzadkie światło, Vaughn wygląda jak podstępny killer, a Graysmuth wbrew własnej panice idzie za nim do teh piwnicy. Tu jest groza w powietrzu :) Facet go informuje, ze fiilm szedł w 69 (2 m-ce przed pierwszym listem Zodiaka). Graysmith dziękuje i gazem do wyjścia. zamknięte. Obraca się spanikowany. Vaughn jest za nim. Otwiera mu drzwi. Graysmith raz jeszcze dziękuje i biegiem spi.eprza w panice, przez deszcz do auta. Vaughn z uśmieszkiem zamyka drzwi.

      następne info jest takie, ze znalazła się siostra Darlene Ferrin, Linda. W puszce. Graysmith ją przepytuje, okazuje się,ze ten, którego bała się jej siostra miał na imię... Lee.
      Graysmith zasuwa do Valejo, dobija się do zamkniętego archiwum, wpuszczają go na 5 minut. Ustala, że Linda zeznała im to samo przed laty, ale sierżant od razyu go stopuje - Lee Allena wykluczyliśmy.
      (my to wiedzieliśmy już wcześniej, ale dzieki poznaniu drogi Graysmitha wiemy więcej).

      cdn.





    • grek.grek Zodiak 01.12.09, 13:05
      Graysmith siedzi więc sam w chałupie, grzebie bez większej nadziei w szpargałach, kiedy odwiedza go dziewczyna/żona?, ta Melania (zabrała dzieci do mamusi, dopóki chłopak/mąż? nie skończy swojej akcji - bez szajby, po prostu dla bezpieczeństwa rodziny - ot taki kolejny dowód, po pijanicy Averym i wyrzuconym z wydziału zabójstw Toschim, na to ,że sprawa Zodiaka rujnuje zaangażowanym w nią ludziom życie prywatne).
      Przynosi mu jakieś papiery, m.in dokumenty z egzaminu na prawo jazdy Lee Allena (pewnie przyszły od kogoś, od kogo, kto je zdobył dla Graysmitha - zabijcie mnie i podpiszcie się Zodiak, a nie załapałem) - jego data urodzin, to... 18 grudnia.

      I Graysmith w deszcz zapi,eprza do Toschiego z tą informację. Ten go chce najpierw spuścić ze schodów, ale potem musi się zaangażować, bo ślad jest wyraźny. Rozmawiają w barze.
      Przy okazji Toschi wyznaje, ze Allen napisał do niego - w 75 dostał wyrok za pedofilię, a po wyjściu napisał do niego "szkoda, ze to nie byłem ja; jakbyś potrzebował pomocy, to się zgłoś". Napisał na maszynie...
      Nie mogli go aresztować, nie mieli dowodów, a w dodatku Sherwood, grafolog, go wykluczał. Było jednak inne badania, innego grafologa, ucznia Sherwooda, który miał wątpliwości a'propos wedyktu swojego
      starszego kolegi, kolegi, który lubił popijać...
      Niczego też nie znaleźli w jego przyczepie.
      TUtaj Graysmith - ale hola, jego szwagierka zeznała, ze w środę z nim rozmawialiście, w piątek sprzątał przyczepę, a w sobotę przeniósł się do Santa Rosa, do innego okręgu.

      Śledząc kolejne daty Graysmith dochodzi do wniosku, że listy Zodiaka urwały się w styczniu 75, w momencie, w którym Lee Allena aresztowano za pedofilię, jak powiedział Toschi.
      Wyszedł w sierpniu'77 i od razu napisał do Toschiego, a do prasy przyszedł kolejny list Zodiaka.

      Allen musiał znać Darlene Ferrin. Ale skąd wiadomo, że ten Lee, którego znała Ferrin, to Lee Allen ?
      Tutaj Graysmith ma wiążącą informację : w tamtym momencie Darlene Ferrin pracowała w restauracji, 50 jardów dalej mieszkał z matką... Lee Allen.

      Toschi jest w szoku, ale... nie ma dowodów, jest logiczny ciąg zdarzeń i faktów, ale nie ma namacalnego dowodu, Jedyne co może poradzić Graysmithowi, to tyle,żeby skończył swoją ksiązkę.

      Graysmith spotyka Allena, araczej znajduje go. Pracuje on w sklepie. Graysmith wchodzi tam i nic nie mówiąc patrzy na niego. Tak jak mówił swojej żonie? Melanii na pytanie "dlaczego to robisz ?" - "bo chcę mu spojrzeć w oczy, wiedząc, że to jest właśnie on".

      Epilog. Jest rok 80.
      Ksiązka Graysmitha jest w sprzedaży, jest bestsellerem.
      Na lotnisku policja zatrzymuje Michaela Mageau, chłopaka który przeżył drugi napad Zodiaka, w którym zginęła Darlene Ferrin, i widział twarz mordercy. Pokazują mu zdjęcia. Rozpoznaje Lee Allena.

      I dopowiedzenie z offu, w końcu film był na faktach oparty, na tej właśnie ksiażce Graysmitha, będąc też zapisem okoliczności jej powstawania - więc Lee Allen zmarł na zawał zanim zdązono dobrać się
      do niego ponownie i skonfrontować z Mageau, badania DNA w 2000-krótymś roku, pobrane z koperty listów Zodiaka, wykluczyły Lee Allena, ale policja w SF, Valejo nie uznały tego wyniku, w Napa, Solano i Valejo sprawa pozostaje otwarta.
      Toschi zostal oszyszczony z zarzutów, w 89 odszedł na emeryturę,
      Avery zmarł w 2000 roku na rozdemę płuc,
      Graysmith żyje w SF i miewa się dobrze.

      Tyle.

      Bardzo dobry film, jak już Barbasiau zauwazyłaś - dobre oddanie realiów epoki (wygląd bohaterów, auta, ogólnie - stajjjjjl, do tego muzyczka w tle jak z kalifornijskich kryminałów z lat 70); jak zauwazyłaś, Pepsic, Mark Rufallo w bardzo dobrej roli. Co do Downeya Juniora - nie wypowiadam się, może tylko, że na moje kaprawe do męskiej urody oko, to Downey z brodą i tak jakoś bardziej jak chłop wygląda niż Kammell albo Ibbiszz bez brody ;)

      Jake Gyllenhall, IMO, muszę podtrzymać albo dopisać - jest dobrym aktorem. Strzał w dziesiątkę Finchera z obsadzeniem właśnie jego w roli
      bystrego rysownika o usposobieniu miłego chłopca z przedmieść, któremu każda mama oddała by swoją córkę, albo i nawet trzy naraz. Zawsze jest ciekawe, kiedy taki ktoś zupełnie niepozorny rozgryza zawikłaną sprawę.
      • barbasia1 Re: Zodiak 01.12.09, 13:53
        Great dżob, inspektorze Greku Grecky! :)

        Sztuką jest przełożyć na język filmowy, tak skompliowaną historię,
        tu w Zodiaku ta sztuka znakomicie się udała, co doskonale widać w
        Twoim prześwietnym streszczeniu.

        Najbardziej podoba w tym filmie to nieustanne trzymanie widza w
        napięciu, w niepewności aż do samego końca.
        Fincher macha do widza dowodami obciażającymi Allena, by za chwile
        je obalić, albo poddać w wątpliwość.
        Świetny film. Na pewno objerzę go przy najbliższej okazji.

        Na koniec wypada potwórzyć tu znany slogan, że życie pisze
        najlepsze, najciekawsze scenariusze. :)


        A Ty Greku, uważasz, że "Zodiakiem" był Lee Allen?

        Ciekawe, czy kiedyś uda się odkryć prawdę?

        :)


        • grek.grek Re: Zodiak 01.12.09, 14:56
          Dzięki za dobrą notę :) Mam nadzieję, ze da się to czytać.

          Z tego, co ustalili Graysmith z Toschim wszystko wskazywałoby na Allena.

          Dokładnie tak jak mówisz, co chwila coś nowego, jakiś nowy trop - jeden lepszym, drugi gorszy, nie dowiadujemy się kim ostatecznie był Rick Marshall, ale Graysmith porzuca ten trop, bo jednak wszystko wskazuje na Allena (być moze Rick Marshall, to Lee Allen był, w końcu Allen powiedział policji podczas przesłuchania, ze Makabryczna Gra, to jego ulubiona rzecz - aczkolwiek, powiedział o "ulubionej" - książce, a nie o filmie...)

          Najbardziej interesujące wydało mi się, w konstrukcji, to że oglądamy Graysmitha idącego jak po sznurku do Allena, mimo że widzieliśmy jak Allena policja musiała odpuścić z braku dowodów, i sądzimy, ze Graysmithowi jednak się uda, bo idzie inną drogą - kiedy dobija się do komisariatu w Valejo wiadomo jednak, że szedł może innym traktem, ale dotarł do tej samej ściany, co policja. Ten moment był świetny.

          Jedno sprostowanie.
          Napisałem w tym całym streszczywaniu o wyrazie "kill" - chodziło o wyraz "kill" w szyfrogramie, a nie w listach normalnych.

          Koniecznie obejrzyj, jeśli będziesz miała okazję. Nawet znajdąc rozwój wypadków. Warto :)

          Szukam dzisiaj w gazecie Californication, a tu... nie ma - sprawdzam datę, szperam, sprawdzam dzień, czy mi się na poniedziałku nie zatrzymała strona - no nie ma ;)


          • grek.grek Re: Zodiak 01.12.09, 15:45
            P. S : Kurde, jeszcze muszę coś sprostować, bo mi się przypomniało - policja podejrzewała, ze Zodiak może miec/miał coś wspólnego z wojskiem, bo odcisk buta, jaki odkryto na miejscu zabójstwa nad jeziorem w Napa (tym z udziałem noża), był odciskiem buta wojskowego.

            Szkoda, że nie ma opcji "edytuj" ;)
          • barbasia1 Re: Zodiak 01.12.09, 15:48
            :)
            No tak, trudno w to uwierzyć ;), ale skończyła się już seria 2.
            Californication, niestety, też żałuję. :)
            Ja nawet wczoraj zagladałam na strone z serialiami, patrzyłam czy
            nie objawiła się tam wreszcie seria 3. ale ciągle tylko ciemność
            widać !?

            Cóż, pozostaje nam zdowolić się (sic!:) dziś - naszym polskim
            Hankiem Wojewódzkim :)
      • barbasia1 Re: Zodiak 01.12.09, 14:37
        PS A ta scena podoba mi się najbardziej: :)

        "[...] na dodatek Vaughn zaprasza go do piwnicy (ile osób ma piwnicę
        w Kalifornii...), ma tam plakat z Makabryczną Grą i powie mu, w
        którym roku grali. Piwnica tonie w półmroku, rzadkie światło, Vaughn
        wygląda jak podstępny killer, a Graysmuth wbrew własnej panice idzie
        za nim do teh piwnicy. Tu jest groza w powietrzu :) Facet go
        informuje, ze fiilm szedł w 69 (2 m-ce przed pierwszym listem
        Zodiaka). Graysmith dziękuje i gazem do wyjścia. zamknięte. Obraca
        się spanikowany. Vaughn jest za nim. Otwiera mu drzwi. Graysmith raz
        jeszcze dziękuje i biegiem spi.eprza w panice, przez deszcz do auta.
        Vaughn z uśmieszkiem zamyka drzwi."

        :)
        • grek.grek Re: Zodiak 01.12.09, 15:07
          Haha, mnie też :) max napięcie; powinna być wśród najlepszych scen z thrillerów ever.

          • barbasia1 Re: Zodiak 01.12.09, 15:49
            i jakie efektowne zakończenie tej sceny :)
          • pepsic Re: Zodiak 02.12.09, 15:29
            Dziękuję Grek :) Mam pytanie, czy ta dziewczyna z niemowlakiem aby
            na pewno uciekła? Wydaje mi się, że została wypuszczona przez
            Zodiaka, bo dziecko niespodziewanie pokrzyżowało mu plany. Co do
            muzyki - film zaczyna się zaraz po napisach znanym utworem z
            tamtych lat. Może kojarzysz? W każdym razie od razu poczułam
            sympatię do filmu, ale szczerze mówiąc nie sądzę, abym jeszcze raz
            dała radę przebrnąć przez dość zawiłą i nie sztampową fabułę.
            • grek.grek Re: Zodiak 03.12.09, 14:25
              Drobiazg :)

              A'propos dziewczyny - więc on ją zabiera z tej drogi, razem z dzieckiem, rzeczywiście jest nieco zaskoczony jego obecnością, ale grozi dziewczynie, że "zabije ją, a potem bachora wyrzuci przez okno". I jest pstryk, a potem policja zgarnia tę dziewczynę z szosy - jest rozstrzęsiona, nie daje się nikomu dotknąć i mówi, że ukryła dziecko w przydrożnym rowie, "na wypadek gdyby on wrócił", towarzyszy temu info między policjantami, że "znów napadł na dziewczynę, ale udało się jej wyskoczyć".

              Niestety, nie "przyjrzałem" się temu utworowi, ale tu jest lista utworów na soundtracku, może coś Ci się skojarzy, coś się uda sprawdzić :

              www.ambinet.pl/film/muzyka/227/
              • pepsic Re: Zodiak 03.12.09, 20:06
                Stawiam na Santanę, ale bez przekonania, jednak nieźle rozkojarzona byłam. Co
                do dziewczyny - faktycznie padła taka uwaga.

                Ps. Jak już, to chociaż przypomnę, jak to w Woodstock bywało, a i panowie też
                się nie krępowali:
                www.youtube.com/watch?v=XnamP4-M9ko
    • barbasia1 A dziś 01.12.09, 16:15
      W "Ale Kino" o cudnej porze, o 20.00 bardzo interesujący film - "O
      piątej po południu" (Iran / Francja 2003) - czyli Afganistan po
      upadku reżimu Talibów oczami młodej irańskiej reżyserki. Film
      doceniony na festiwalu w Cannes!

      W TVP2 w cylku "Wieczór filmowy tylko dla nocnych marków" "Drzwi w
      podłodze" (2004) o 23.25.

      "East Hampton w stanie Nowy Jork. Ted Cole (Jeff Bridges) jest
      autorem książek dla dzieci. Jego żona Marion (Kim Basinger) zajmuje
      się wychowaniem córeczki Ruth. Kilka lat wcześniej w wypadku
      samochodowym zginęli ich dwaj dorastający synowie. Od tamtej pory
      Marion jest pogrążona w depresji, Ted zaś ucieka w alkohol oraz
      kolejne romanse. Ich córką zajmuje się przeważnie opiekunka. Pewnego
      lata Ted zatrudnia młodego asystenta, Eddiego. Chłopak nawiązuje
      romans z Marion. Na motywach powieści Johna Irvinga Jednoroczna
      wdowa.

      Zapowiada się ciekawie.

      A po tym filmie o 1.20 - to już bardziej w ramach ciekawostki, niż
      zachęty - thriller francusko-włoski - "Czysta formalność" ze
      skandalistą Romanem Polańskim!??
      • barbasia1 Re: A dziś 01.12.09, 16:25
        A po tym filmie o 1.20 - to już bardziej w ramach ciekawostki, niż
        zachęty - thriller francusko-włoski - "Czysta formalność" ze
        skandalistą Romanem Polańskim!??

        i z Grepardem Depardieu!

        Info o filmie "Drzwi w podłodze" w poście wyzej pochodzi stąd:
        serwisy.gazeta.pl/tv/2,47240,,,,135997867,P_AKPA.html





      • grek.grek Re: A dziś 02.12.09, 14:21
        Oglądałem trochę "Drzwi" - było dokładnie tak, jak w opisie. POtem romans się urwał, żona odżyła w tym romansie, ale ostatecznie wyjechała nie mogąc jednak przekonać się do żadnej aktywności rodzinnej, a zwłaszcza do wychowania córki; mąz porzucił romanse z jedną z modelek do swoich aktów (Mimi Rogers), przestał pić, wyznał całą historię wypadku temu swojemu asystentowi - takie katharsis, a potem zajął się remontem domu, zatrudnił nową służbę/pomoc domową (meksykański ogrodnik z żoną) i zajął się wychowaniem córki.
        Dokładnie nie powiem, bo patrzyłem fragmentami. W każdym razie scena, w której Jeff Bridges z rozwianym włosem wieje przed goniącą go najpierw z nożem, a później autem, zaś potem znów z nożem (po plaży) Mimi Rogers - przednia :)

        Dziabnąłem w Polsacie "Moja matka woli kobiety" - ot, taka luźna komedyjka.
        Znana pianistka, babka w, powiedzmy, mocno średnim wieku, wiąże się, po rozwodzie, z Czeszką, koleżanką po fachu.
        Cały majątek przepuje ma na nią, żeby mogła spłacić swoje stypendium studenckie.
        Trzem córkom oczywiście w ogóle się to nie podoba : szok, ze matka jest lesbijką, co ludzie powiedzą, a najwazniejsza to ta kasa, której brak.
        Najmłodsza śpiewa w zespole muzycznym, ma problem z tym, ze Czeszka (pełna uroku młódka) "panoszy się po chałupie"; średnia pracuje w wydawnictwie i sama pisze cichaczem powieść - chciałaby porzucić pracę, pisać, ale nie ma pieniędzy, a matka właśnie cały szmal dała Czeszce; najstarsza ma męzulka, który nie możę przeboleć, ze jej matka kocha inaczej, bo cierpi na tym jego reputacja.
        Najspokojniej reaguje ojciec, ostoja luzu i klasy, mol ksiązkowy, podchodzący do całej sprawy ze zrozumieniem dla matki i całkowitym
        racjonalizmem.

        Mają więc powody by jej narzeczoną rozłączyć - postanawiają uwieśc Czeszkę; najpierw szukają jakiejś lesbjki w barze, tam dochodzą jednak do wniosku, że same mają dostatecznie duże powodzenie wśród kobiet,żeby ten numer zrobić - próbuje najmłodsza, ale nic z tego.
        KOntakt z Czeszką najlepszy łapie ta średnia (ona jest właściwie główną bohaterką, z jej perspektywy cała rzecz jest ukazywana). I tak jakoś, w sumie niechcący, po wizycie w barze, na lekkim rauszu całują się, ale raz dwa się reflektują - Czeszka ucieka i przyrzekają sobie, że pary z ust nie puszczą.

        Dziewczyna ma problem - nie układa się jej z nowo poznanym pisarzem, z facetami w ogóle, pociąga lesbijkę... czy coś ze mną nie tak ? I próbuje to zweryfuikować - jej psycholog oczywiście pod pretekstem sprawdzania jej orienatacji próbuje ją uwieść; ona sama uwodzi pisarza i zaciąga go łózka, ale jest tak agresywna ("bądź dziki i męski, aha, i mów do niej 'dziwka'" - zabawna scena :)}, że facet wieje w popłochu.

        Kiedy Czeszka, tej nocy, którą z córką matki spędziła w barze, nie wraca na noc i nie chce wyjaśnić gdzie była, między babkami się coś psuje, i Czeszka wyjeżdza do domu, do Pragi.
        Pianistka kiepsko znosi rozstanie - mdleje na swoim własnym koncercie.

        Córki zatem muszą sprawę odkręcić - muszą teraz przekonać Czeszkę, żeby wróciła do ich matki.
        Jadą więc do Pragi i przekonują, ale im idzie średnio i już są zrezygnowane. Okazuje się jednak, ze za nimi przyjechała tam sama ich matka i jej się udaje dziewczynę nakłonić do powrotu.
        Na miejscu wyłazi problem obywatelstwa - urząd imigracyjny chce Czeszkę deportować z powrotem do Pragi.
        Więc aby ratować ją fingują lewy ślub z tym pisarzem, romansującym ze średnią córką.
        I udaje. I kiedy urzędas zamyka ceremonię ślubną i pozwala się pocałować parze młodej - Czeszka całuje pianistkę, a pisarz średnią córkę, a urzędasowi wszystko leci z rąk.

        I oczywiście happy end - średnia córka wydaje powieść, wiąże się z pisarzem, matka i Czeszka zostają ze sobą, młodsza córka wiąże się z
        bratem Czeszki poznanym w Pradze, a najstarsza z właścicielem firmy ogrodniczej poznanym w drodze do owej Pragi.

        Taki luźny filmik, może płytki, ale z wdziękiem zrobiony :)

        • barbasia1 "Dzrzwi" 02.12.09, 15:58
          grek.grek napisał:

          Ja też trochę oglądałam "Drzwi" :)
          ale na inną scenę zwróciłam uwagę - a mianowicie, kiedy Ted Cole
          (Jeff Brigdess) (ekscentryczny pisarz!) bez żadnego skrępowania
          paraduje nago przed swoją malusieńką córeczką, a ta malusieńka
          córeczka na widok jego nagości mówi - " tatusiu, śmiesznego masz
          penisa”!!! i choć nie epatowano wszystkimi szczegółami
          anatomicznymi, to jednak lekkiego szoku doznałam... /ale może ja
          starej daty jestem :)/

          Dzięki Ci za dopowiedzenie ciągu dalszego, właśnie tego już nie
          zobaczyłam! :)

          Podobała mi się tu Kim Basinger, jej chłodna, oszczedna gra (w
          części pierwszej filmu).
          Noi i świetnie wygląda (rocznik 1953!, sprawdziłam)

          "Moja matka woli kobiety" - rzeczywiście sympatyczny film, ciekawe
          czy to z powodu tematyki puszczono ten film o 0.25?!
          • pepsic Re: "Dzrzwi" 02.12.09, 18:11
            Kim Basinger, jej chłodna, oszczedna gra (w części pierwszej filmu).No i świetnie wygląda (rocznik 1953!, sprawdziłam)>

            Niesamowite, ale wówczas miała 51 lat! Swoją droga, to dziwię się, że wybrała młokosa mając za męża Jeffa Bridgesa.
            Ps. Goły tatuś i mnie deczko zaskoczył, a mówią, że Amerykanie pruderyjni :)
            • barbasia1 Re: "Drzwi" 03.12.09, 12:39
              pepsic napisała:

              Marion Cole (Kim Basinger) wybrała życie.
              Eros obudził w niej na nowo instynkt życia, który zanikł po
              traumatycznym doświadczeniu, jakim była śmierci synów.


              Amerykanie nie mają obaw by rolę kobiety po czterdzistce powierzyć
              starszej aktorce, u nas bohaterkę po 40. w serialu, co miał być
              wielkim hitem gra aktorka po trzydzestce!? :)

              Amerykanie to hipokryci! :)
          • grek.grek Re: "Dzrzwi" 03.12.09, 14:54
            Ta scena to jeszcze nic, w późniejszej częsci mała nakryła mamę i jej młodocianego adoratora w pełnej upojenia akcji w pozycji od-tylnej - mama na to : "to tylko ja i Eddie, kochanie, idź się położyć" ;)) Tam to się bawią :)

            (paradujący na golca mąz miał później pewne pretensje do Eddiego o to, że dali się małej nakryć)
            • barbasia1 Re: "Drzwi" 03.12.09, 15:23
              O qurcze!

              To chyba jakaś skandalizująca powieść musiała być?

              >Paradujący na golca mąz miał później pewne pretensje do Eddiego o
              >to, że dali się małej nakryć.

              :)
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 04.12.09, 12:59
      No i koniec z Pegazem, zostanie zarżnięty, jutro 5 grudnia po raz
      ostatni w telewizji (przeczytałam w Przekrojowym wywiadzie w Filiepm
      Łobodzińskim). Pewnie władzom wydało się ,że nazbyt dużo kultury w
      tej publiczej!? Ech!

      :)
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 04.12.09, 14:43
        Pewnie tak, aczkolwiek ja tego nowego Pegaza nie mogłem jakoś kupić...

        Dziś bryndza filmowa, niestety. Jeśli już, to może się skuszę na "Przeklętą" w Jedynce - nie polecam, bo nic o tym filmie nie wiem
        poza zdawkowy opis, że to o rodzeństwie pogryzionym przez wilkołaki.
        Nie spodziewam się niczego a'la Wilk z Nicholsonem i Pfeiffer, ale...
        nigdy nic nie wiadomo ;) Craven, to w końcu gośc z jakimś nazwiskiem
        w świecie filmów grozy.
        Christina Ricci i Joshua Jackson są teraz na topie, więc... może warto się dowiedzieć, co tam piszczy w trawie nowego pokolenia aktorskiego, hehe.

        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 04.12.09, 15:34
          Tak, tak, pamiętam, że nie zachwycałeś się nowym Pegazem i w sumie
          dużo racji miałeś.
          Ale mnie szkoda , bo jednak zawsze coś tam interesujacego pokazali,
          powiedzieli, zareklamowali.
          Ciekawe, czy władze TV przygotowały coś w zamian (np.
          jakiś "Łossskot reaktywacja"?!? :) Myślę, że watpię. ;)


          To prawda bryndza i mizeria filmowa do samej niedzieli , (kiedy to
          pokażą "Samotność w sieci" , ale to też dzieło niewyskokich lotów,
          jak piszą recenzenci, ale za to nowość, nowość dla mnie (dla Ciebie
          chyba też, prawda? obejrzysz?), no i niezła obsada.

          Jak się skusisz i potańczysz z wilkołakami to napisz kilka słów.
          Horror w wersji do czytania jakoś bardziej mi podchodzi. :)
          (u moim dodaktu tylko trzy gwaizdki dla "Przeklętej"?)
          • dona.a Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 04.12.09, 17:59
            barbasia1 napisała:

            > To prawda bryndza i mizeria filmowa do samej niedzieli , (kiedy to
            > pokażą "Samotność w sieci" , ale to też dzieło niewyskokich lotów,
            > jak piszą recenzenci, ale za to nowość, nowość dla mnie (dla
            Ciebie
            > chyba też, prawda? obejrzysz?), no i niezła obsada.

            Też skusiłam się na obsadę idąc jakiś czas temu do kina, ale po
            prostu nuda, klimat zupełnie inny niż w książce, przynajmniej dla
            mnie, kolejne rozczarowanie ekranizacją
            • barbasia1 "Samotność w sieci" 05.12.09, 13:47
              dona.a napisała:

              Dzięki za słów kilka o filmie. :)
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 05.12.09, 12:59
            I te trzy gwiazdki, to i tak za dużo - nawet jesli nie wiem, na ile możliwych :) Bo tu jedna by w zupełności wystarczyła.

            Ot, wilkołak pogryzł siostrę i brata. Nagle im się poprawia węch, słuch, sprawność fizyczna, stają się bardziej atrakcyjni seksualnie, odnoszą kolejne sukcesy - ona w telewizji, w której pracuje - zdobywa prestiżowe wywiady, jest nonstop podrywana, a on w szkole, w której się uczy - zdobywa dziewczynę, z popychadła staje się gwiazdą zapasów, a dręczący do dotąd chłopak okazuje się być gejem i to w nim zakochanym; a potem się okazuje, że chłopak siostry, właściciel popularnego klubu nocnego, jest też wilkołakiem i koniecznie chce ją przy sobie zatrzymać, bo ją kocha, jak powiada, co zresztą demonstruje czynem - kiedy ona mu odmawia rzucą nią po ścianach; wilkołakiem jest również jej współpracownica, zazdrosna o tego wilkołaka, co chce ją mieć dla siebie, która robi zadymę podczas otwarcia klubu - i ostatecznie zostaje w swej wilkołaczej postaci zastrzelona przez policję; nawet ich osobisty pies też jest wilkołakiem od kiedy swojego pana, brata siostry, już zarażonego wilkołactwem ugryzł a palec - demoluje dom, próbuje zabić brata siostry i w ogóle szaleje. I robi się jatka, w której giną niedobre wilkołaki, a na końcu także ten jej chłopak-wilkołak, który dostaje od niej łopata w łeb, a potem mu łopatą braciszek z siostrzyczką odcinaja mu głowę, bo tak trzeba, żeby wilkołaka ostatecznie unicestwić, a jednocześnie zdjąć z siebie klątwę pougryzienną.

            Poza sceną przeobrażania się jednej z postaci w wilkołaka, bardzo plastycznej i sprawnie zrealizowanej - nic godnego większej uwagi.

            A przy okazji przegapiłem Piekielną Grę (ten pierwowzór Infiltracji) w Polsacie i mi umknęła okazja do porównania obu filmów we w miarę świeżej perspektywie, bo PG widziałem dobre dwa lata temu. Kurna, szkoda ;)

            A nie wiem, co z "Samotnością w sieci", to dopiero jutro :); aczkolwiek, podobnie jak Dona, słyszałem tylko mało zachęcające
            opinie...

            Dzisiaj "Blade" jest w TVN (23:50), i nie ma konkurencji, więc - polecam, ktokolwiek o północy będzie na nogach i będzie miał chęć na film
            jakiś.
            Mają powtarzać całą trylogię, więc - już się na nią szykuję, hehe.
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 05.12.09, 13:42
              na sześć mozliwych (sześć gwiazdek - wybitne, trzy - średnie, jedna -
              dno! :))
              Rzeczywiscie kiepścizna.

              A ja Cię Greku, przepraszam, nie zauwazyłam wczoraj tej "Piekielnej
              gry" , choć miałam cały program TV przed samym nosem, (ech, zła
              jestem na siebie!), ale to po części dlatego, że "Piekielna gra"
              zaczynała się dopiero o 0.05, a mnie już sam widok takiej pory
              odpycha.
              Wielka szkoda. I szkoda, ze nie dali tego filmu wcześniej, sama bym
              obejrzała (Tony Leung tam gra między innymi :).
              "Piekielna gra" o 0.05, a wczesniej o 22.10 thriller o idiotycznym
              tytule (i pewnie takiej samej zawrtości ) - "Boa kontra pyton"! -
              ci układacze progamu w Polsacie to z cłąą pewnością ludzie mądrzy
              inaczej, albo za debili mają swoich widzów.
              Napiszę później maila protestatycjnego do Polsatu, słowo daję!


              "Blade" - i znowu późne godziny! :/
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 05.12.09, 14:11
                No coś Ty, za co miałabyś mnie przepraszać; dajmy temu spokój.

                Sam nie zauwazyłem, tez miałem program przed sobą i przegapiłem -
                nie doceniłem Polsatu, po prostu ;)
                E tam, szkoda czasu na pisanie do nich, mea culpa i niech to będzie
                wersja obowiązująca ;))

                Blade może i późno, ale Ty za to będziesz do przodu z Desperatkami (jeśli śledzisz) :) (ja się nastawiam raczej na czwartkową powtórkę).

                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 05.12.09, 16:00
                  :)
                  OK zapomnijmy o sprawie! :) (ale zła jestem nadal!;))

                  Nie, nie śledzę Desperatek, zbyt wiele odcinków straciłam i teraz
                  już powrócić do nich nie potrafię, ale niewylkuczone, że kiedyś
                  jeszcze obejrzę, może skorzystam ze stron serialowych.

                  :)



                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 06.12.09, 12:29
                    Oglądałaś wczoraj "Starsza pani musi zniknąć" ? :)
                    • barbasia1 Hank! 06.12.09, 13:37
                      Przeapiłam, miałam nawet oglądać (następnym razem, jeśli warto?
                      Warto?), ale zmęczyłam się ogladaniem franałowu MT ;)

                      Za to obejrzałam wczoraj ... pierwszy odcinek trzeciej serii
                      Californication (i zaległy 12. Serii
                      2.) i musze Ci powiedzieć, że 3 seria zaczyna się prześwietnie oraz
                      rewelacyjnie!

                      Hank strasznie nabroił w pierwszym odcinku, ale po kolei ...

                      Zaczęło się oczywiście od ceny fikania, dość osobliwej, to znaczy
                      paniekna na Hanku
                      Fikała, a raczej usiłowała to robić, bo Hank przysnął sobie i nawet
                      zaczął chrapać, co fikająca dziewczyna odebrała jaką śmiertelną
                      zniewagę, żadnych tłumaczeń, że zmęczony, bo musi „wstawać wcześnie
                      rano, żeby robić córce śniadanie” słuchać nie chciała, ubrała się i
                      obrażona poszła sobie. W drzwiach minęła się z Becką i jej
                      koleżanką, które zaskoczyły Hanka wcześniejszym powrotem z kina (nie
                      podobał im się wiec wróciły wcześniej). Cała trójka udała się do
                      kuchni, dziewczyny wzięły sobie do jedzenia płatki, a Hank zaczął
                      wypytywać o kino, ale nagle zauważył, że są „zjarane”. I bardzo się
                      zdenerwował. „Powiedzcie skąd macie trwawę? – pokrzykiwał. „Zabije
                      tego sqrywsyna, który wam to dał!”
                      A dziewczęta na to, że znalazły skręty w jego maszynie do
                      pisania... Hankowi oczywiście opadła szczęka i gębę mu zatkało,
                      wyrzuty sumenia się w jim odezwałay zaczął się mętnie tłumaczyć. Ale
                      w chwilę później, kiedy doszedł do siebie wygłosił jeszcze po
                      ojcowsku mowę pouczającą o szkodliwosci srodków odużających,
                      których używanie prowadzi do „ubóstwa”, „desperacji (albo depresji
                      nie pamiętam dokładnie), „do odebrania prawa jazdy” oraz
                      do ...”męskich piersi”, na to ostatnie dziewczyny zaczęły chichotać
                      i poszły sobie.
                      A Hank uwalił się na kanapę i zapalił skręta ... Cięcie. Czołowka.
                      Hank odwiedza Charliwego Runkle, który pracuje w jakiejś agencji,
                      okazuje się, ze nikt nie chce wydać najnowszej książki Hanka o
                      Ashbym!? A Hnkowi kaska by się przydała. Książka podobno
                      jest „zbyt długa , zbyt egoistyczna, zbyt banalna itp. I tak sobie
                      gawędzą, kiedy wchodzi szefowa Charliego, potężna , blondyna o
                      niskim sznapsbarytonowym głosie Sue Collini - ostra kobieta,
                      mocnymi teksami rzucająca, do kogoś na korytarzu krzyczy -„Powiedz
                      mu żeby odciął sobie jaja i nakarmił nimi mojego kota” (a gra ją
                      niegdyś subtelna i niegdyś smukła Cathleen Turner!? – shock, szok! ).
                      Charlie oczywiście przedstawia szefową Hankowi. Szefowa jest
                      napalona na Charliego (mówi, że Charlie to ogier, a nawet
                      cała „stadnina”!?? ;))), chce umówić się z nim później na drinka,
                      Charlie się wymiguje, mówi, że ma z Hankiem coś do zrobienia, do
                      obgadania i w ogóle zajęty bardzo jest, na co Hank jak przystało na
                      prawdziwego przyjaciela ;) oznajmia, że żadnych wspólnych planów z
                      Charliem na dziś nie mają. :))) Charlie na myśl o spotkaniu z
                      szefową jest złamany i ma łzy w oczach. Zresztą obaj są w lekkim
                      szoku po wyjściu pani szefowej.
                      Cięcie.
                      Hank poznaje matkę koleżanki Becki, która, jak się okazuje jest
                      profesorką na uniwerku, rozmawiają o incydencie z trawką (matka
                      koleżanki tez to zauważyła), na początku dość poważnie, ale potem
                      już lekko (urok Hanka działa), w końcu pani profesor zaprasza Hanka
                      o siebie, na małe przyjątko w celu lepszego poznania się (to wszstko
                      z troski o córki).
                      Cięcie.
                      Hank jedzie do profesorki. Po drodze mija kolarza w stroju
                      kolarskim, a w zasadzie usiłuje wyminąć, bo ten mu zastawia drogę,
                      więc trochę się wykłucają jadąc, po czym Hank sprytnie pstryka w
                      kolarza jakimś cukierkiem czy czymś i ten się przewraca w przydrożne
                      krzaczory. Hank zadowolony odjeżdża szybko. W profesorki poznaje
                      bardzo znanego pisarza, który ma wykładać w tym semestrze na uczelni
                      i jego asystentkę. Asystentka musi pójść do toalety i pani domu ją
                      tam prowadzi . Hank zostaje sam na sam ze znanym pisarzem. Jako że
                      Hank kulturalny i szarmancki chłopina, pięknie zajmuje się pisarzem,
                      z podziwem mówi o jego twórczości, po czym, w celu uczczenia tak
                      wspaniałego spotkania , proponuje coś mocnego z alkoholem, jak
                      przystało na prawdziwych mężczyzn, nalewa alkoholu do szklanek
                      podaje pisarzowi. Pisarz początkowo się waha, to zbliża szklanką
                      do ust to oddala, po czym nagle wypija duszkiem wszystko, wywołując
                      wielkie zdumienie u Hanka. A potem woła o jeszcze! Hank zrozumiawszy
                      co się stało (alkoholik na abstynencji) nie chce mu dać więcej, więc
                      się zaczynają kotłować, na co wchodzą panie. Profesorka jest
                      podłamana, że pisarz po 10 latach przewał abstynencję (i to u niej w
                      domu). Hank jest zmieszany, i jest mu głupio, tylko pisarz jest
                      bardzo szczęsliwy! ;)))).
                      Żeby tego było mało wchodzi do mieszkania obity kolarz, okazuje się,
                      ze to maż pani domu, porfesorki, na dodatek dziekan na uniwerku.
                      Oczywiście wściekły na Hanka, cały czas mu dogryza.
                      A później wszyscy siadają do stołu, gawędzą o lesbijkach :), dziekan
                      cały czas dogryza Hankowi, do czasu kiedy żona dziekana nie bierze
                      go na rozmowę w cztery oczy, po której dziekan zgadza się dać szansę
                      Hankowi, raz jeszcze nawiązuje znajomość z Hankiem. A pisarz
                      szaleje, lata nago po mieszaniu przed gośćmi :))) nieziemskie sztuki
                      wyczynia , np. chowa ściskając między nogami ową cenną niezwykle
                      męską cześć ciała i ... udaje kobietę :))), po czym wyskakuje
                      przez okno do basenu, którego nie ma :), a ponieważ nic mu się nie
                      stało biegnie dalej gdzieś do ogrodu.
                      A potem kończy się przyjęcie, Hank odprowadza tę asystentkę
                      pisarza, która najwyraźniej mu w oko wpadła, ale ona twarda, nie
                      chce się z nim umówić, bo jej po nieudanym związku zależy na czymś
                      poważnym, a nie na romansach.
                      I koniec.
                      A to wszystko obejrzałam tu online:
                      www.ekino.tv/film,Californication-S03-E01,9280.html
                      Tu też można (tu się trzeba raejestrować, ale wszytko jest za darmo,
                      tak wyczytałam)

                      www.playtube.pl/seriale/californi/page/2/

                      Obejrzałam online korzystając z przeglądarki mozzilla firefox!

                      Więc i Tobie podaję i zalecam ogladanie. Tylko nie połknij
                      wszytkiego na raz! :)

                      /Jakieś limity mi wyskakiwały (to jeszcze muszę rozgryźć, jak się to
                      obchodzi, jak będę wiedzieć co i jak to i Tobie powiem), ale na
                      szczęście udało się obejrzeć dwa odcinki (z przerwą)
                      ten i zaległy 12 z 2. Serii./
                      • barbasia1 Re: Hank! 06.12.09, 13:56
                        PS

                        Charlie spotyka się w barze z napaloną szefową, ona nalega na
                        filkanie, on się wyręca kłopotami i cieżkim rozwodem.
                        Potem idzie do swojego domu, gdzie teraz mieszka tylko Marcy Runkle
                        i dobije się do drzwi, potem rozmawia z nią, jęczy, że chce wrócić
                        dpo domu, Marcy nie chce go przyjąć. W końcu mówi, że musi iść do
                        toalety na coś grubszego i to natychmiast, bo nie wytrzyma, więc
                        Marcy się lituje wpuszcza Charliego domu. Ten siedzi w toalecie,
                        siedzi, siedzi i wyjść nie może, albo nie chce, po czym bierze jakiś
                        płyn w spraju naciska spryskiwacz i ... celuje nim sobie prosto w
                        oczy. Oczy pieką Charlie, ryczy jak ranny łoś, łzy lecą. Marcy
                        mięn=knie serce na ten widok, więc pozwala mu zostać w domu ... :)


                        "wykłócają się!" - sorrry, chyba jeszcze śpię! :/




                      • grek.grek Re: Hank! 06.12.09, 14:36
                        Hehe, świetny opis, dzięki.

                        Zapowiada się nieźle cała seria- i w kropce jestem, bo miałem czekać
                        na premierę w TVN (spodziewaną, aczkolwiek jeszcze nie zapowiadaną), a
                        tutaj linki i w ogole... Tak, czy owak - ten link, który podałaś, jest cenny i zachowam go, rzecz jasna :)

                        Trochę się obawiam, że wyjątkowy wdzięk i urok 1 serii może być, dla mnie przynajmniej, trochę szkodliwy przy ocenie następnych odcinków. Dystansu zdobyć muszę nieco ;)

                        A "Starszą panią" wziąłem trochę z rozpędu, na przystawkę przed Bladem - typowa atmosfera obyczajowych komedii dziejących się w Niujorku; a co tam, spoleruję bezczelnie, bo nie wiadomo, kiedy powtórzą ;).

                        Młode małżeństwo (ona redaktorka, on pisarz kończący drugą powieść) kupuje wymarzony dom w gustownej kamienicy, niestety razem z lokatorką - babcia metrykalnie stoi nad grobem, ale ma dostatecznie wiele ikry i wrodzonej złośliwości, zeby im popsuć całą radość. Zadręcza słuchaniem radia i telewizora na pełny regulator, kiedy oni chcą spać, każe naprawiać sobie rózne rzeczy, towarzyszyć w wyprawach do sklepów, gdzie potrafi np. kupować winogrona skrupulatnie licząc kolejne pojedyncze owoce, w banku przelicza wolno monetę po monecie z całej góry monet, w
                        aptece każdą tabletkę dokładnie ogląda; zaprasza swoje przyjaciółki z orkiestry jakiejś amatorskiej i łoją młodym nad głową; ma papugę pokaźnych rozmiarów, co potrafi zaatakować dziewczynę, a po tym ataku dziewczynę babcia zdolna jest ofuknąć,że jej ptaka straszy. Podczas parapetówki dziewczyna chce pokazać swoim znajomym jej pokój, bo babiny akurat powinno nie być, prowadzi ich na górę, otwiera drzwi, jej szef wchodzi pierwszy i dostaje gazem po oczach, bo jednak babcia jednak jest.

                        Nic na nią nie działa, sprytna próba potajemnego zainstalowania w jej pokoju urządzenia wyłączającego telewizor na dźwięk klaśnięcia powiodłaby się, gdyby facet nie zostawił w pośpiechu instrukcji obsługi urządzenia, co się kończy tym, że nn leżąc w łózku klaśnięciem wyłącza telewizor w jej pokoju na górze, a ona go włącza takim samym sposobem, co do niczego nie prowadzi.

                        Kiedy pani starsza się krztusi czekoladą oni ratują jej życie, a ona ich o gwałt oskarża, bo robili jej sztuczne oddychanie i masaż serca ;) Dzielnicowy bierze ich od razu na cel.
                        Poza tym, babcia jest całkiem sympatyczna i po staruszkowemu nieporadna :)

                        Dziewczyna traci pracę w redakcji, teraz ona jest terroryzowana przez całe przedpołudnie przez babcię, a pisarz kończy powieść w gwarnej kawiarni (lepsze to, niż upierdliwa babcia), ale niestety, kiedy tylko wraca do domu, babcia zatrudnia go do ganiania myszy po pokoju, po czym próbując ją trafić jego plecakiem z laptopem z zapisaną w nim powieścią, trafia w ogień kominkowy, pisarz próbuje ratować sytuację i wynieśc plecak na dwór, by go tam ugaścić, ale potyka się na progu, plecak wypada na jezdnię, gdzie taranuje go przejeżzająca cięzarówka, z laptopa, jego kontraktu na powieść i z pieniędzy za nią zostają rozwiane marzenia.

                        W akcie zemsty próbują babcię zarazić groźną grypą. W tym celu sami ją podpłapują, doprowadzają się do stanu przedzawałowego, kaszlą i kichają w kukurydzę, którą jej przynoszą "z dobrego serca", ale to na nic, bo na końcu się okazuje, ze babcia zaszczepiła się tydzień wcześniej.

                        Próbują sprzedać dom, ale agent który im go sprzedał przedstawia im kosztorys, z którego wynika ze straciliby zbyt wiele.

                        Więc muszą żyć dalej. Próbują zastawić na babcię pułapkę gazowo-elektryczną, majstrując przy kuchence i przewodach, kończy się tym, że jemu wybucha w twarz kuchenka, a ją pieści prąd :) Na koniec tego aktu muszą jeszcze babci pokryć szkody jakie wyrządziły te wybuchy w jej częsci domu.

                        SIęgają po kolejny plan - korzystając z tego, że znów jej się rury z wodą zapchały pisarz odkręca je cichczem, woda zalewa podłogę, wpuszczają trochę kwasu w przerwę między ich sufitem, a jej podłogę, i czekają - zgodnie z planem podłoga/sufut się zarywa, ale babci i tego udaje się unikąć w ostatniej chwili. Jedyne co zyskują, to kolejna wizyta ciętego na nich dzielnicowego, konieczność odkupienia babci telewizora i pokrycia szkód.

                        Są zdesperowani. Kupują pistolet, ale od razu wypala on dziewczynie w ręku i trafia pisarza w... a jakże by inaczej - krocze :) Cudem unika powaznych obrażeń, ale nie unikają podejrzenia o przemoc domową ze strony dzielnicowego :)

                        Babcia ma nowe tiwi i nowe głosniki, słucha i ogląda na full, a młodym na dole spadają ze ścian obrazki i chałupa trzęsie się w posadach. W akcie ostatecznego załamania sięgają po zawodowego zabójcę. Sprzedają wszystko, co mają, żeby zapłacić żądane 25 tysięcy dolków za usługę. Ale i na niego babcia jest przygotowana - strzela do niego z kuszy i dotkliwie rani. Gość ucieka z podkulonym ogonem. Przy okazji szamotaniny killera z babcią wybucha pozar. Młodzi ruszeni na sumieniu ratują babcię, wynoszą ją z domu.

                        W końcu dają za wygraną. Udaje im się opędzlować dom. Idą, razem ze swoim agentem od nieruchomości, się pożegnać z babiną. Okazuje się, ze babcia... nie żyje. Zmarła w fotelu, jak siedziała.
                        Wspominają ją, siedząc na ławce w parku, że była złośliwa, ale... wigor miała, że hej.

                        A za moment sprawa się wyjaśnia, że była to mistyfikacja - babcia żyje,a co więcej ona, agent (fikcyjny) i policjant (też fikcyjny) są w zmowie, są jakby spółką, która sprzedaje kolejnym właścicielom ten sam dom, zarabia na tym, po kolei naciąga ich na kolejne opłaty, wygania grając babcią na nerwach, a potem bierze następnych i tak kręci interes :)

                        Nic szczególnego, ale popatrzec można, nawet znając kolejnośc wypadków.

                        NYC pokazany w pastelowej estetyce z "Seksu...", Ben Stiller komiczny w swym nieustannym zdziwieniu zmiksowanym z bezradnością pomieszanym z "kurna, co ja mam z tym wszystkim zrobić", konsternacją i postępującą desperacją i nieudolnością w czynach.





                        • barbasia1 "Starsza pani ..." 06.12.09, 15:05
                          Dzięki / mial być wczesniej, ale się grzebałam/ :)

                          W takim razie nabierz dystansu (i niech Ci wrażenia z pierwszej
                          serii zatrą się lekko w głowie), a potem daj znać, że jestś gotów do
                          ogądania (też wtedy będę oglądać).
                          W międzyczasie dowiem się co z tymi limitami czasowymi. Właściwie to
                          tam na stronach jest dokładna instrukacja, jak się obchodzi te "
                          limity" , ale jeszcze do nich nie dotrałam.

                          I za "Starsza panią" dziekuję. Niezły zestawa pomysłów, jak dokuczyć
                          nielubianemu sąsiadowi! :)

                      • barbasia1 Re: Hank! 06.12.09, 15:10
                        PS 2
                        Zapomniałam napisać, że Hank widząc nagiego pisarza ( dzięki,
                        któremu niegdyś zaczął pisać!!!) latającego po ogrodzie profesorki
                        (było już ciemno, jego nagie półdupki jak ksieżyce w ciemności
                        świeciły :), oznajmił, że go kocha! ;)

                        PS 3
                        Becca - od Rebecca
                        • grek.grek Re: Hank! 07.12.09, 11:45
                          O żesz kruca, hehe ;)

                          Nie wiem, czy oglądać teraz, czy poczekać na emisję w TVN (nieuchronną ?) - nie znoszę oglądać czegokolwiek na monitorze :)
                          • barbasia1 Re: Hank! 07.12.09, 12:58
                            Wszystko wskazuje na to, że Ashby'ego będzie miał godnego następcę,
                            hihihi :)
                            Pierwszy odcinek był naprawdę świetny, myślę, że to będzie naprawdę
                            niezła seria!

                            Rozumiem niechęć do oglądania filmów na komputerze/ monitorze, też
                            tak mam!, ale na Hanka się napaliłam. :)
                            • barbasia1 Re: Hank! 07.12.09, 12:59
                              Rozumiem niechęć do oglądania filmów na komputerze/ monitorze, też
                              tak mam!, ale na Hanka się napaliłam, jak nigdy. :)
                              • barbasia1 Re: Hank! 07.12.09, 13:14
                                Na Hanka się napaliłam, jak nigdy. :)
                                i Ciebie namawiam żebyś zabrał się do oglądania już teraz (tylko
                                sprawdź najpierw czy u Ciebie da się w ogóle oglądać filmy online na
                                tych stronach, bo to najważniejsze!)
                              • grek.grek Re: Hank! 07.12.09, 13:19
                                I o to chodzi :) Pisz koniecznie o swoich wrażeniach, co i jak w fabule, i tak dalej.

                                (no proszę, a były wątpliwości co do formy twórców tego serialu, hehe)

                                Btw, jak będziesz miała czas, to polecam też odcinki z pierwszej serii - historia stworzenia, zniknięcia i kradzieży ksiązki Hanka, całe story Mia v. Hank i jego ksiązka, łysy i jego sekretarka a potem trójkąt łysy-jego żona-sekratarka, Hank i dziewczyna, co mu kradnie płyty, Hank kupujący gitarę córce, Hank vs. narzeczony Karen, Hank i Karen, rozmowy Hanka z łysym, historia - Hank, łysy, dziewczyna, boks i łózko ;), pierwsza akcja 1 odcinka - Hank uciekający przed chłopakiem swojej najnowszej zdobyczy, w biegu instruujący go ustyowaniu łechataczki, a potem w gaciach i glanach na ulicy witający swoją żoną i córkę, w ogóle - było tych akcji mnóstwo; poza tym - jakby więcej było widoków z Venice, momentów krótkich zatrzymań, mniej, aczkolwiek oczywście wiele, dosłowności w kwestiach seksu - w 2 serii jest hardkor po naprostszej linii oporu, w 1 było trochę więcej róznorodności i w sumie więcej zabawy, jakość dorównywała ilośći, w 2 - ta druga zdecydowanie dominowała nad pierwszą.
                                Nie spamiętam wszystkiego, czym mógłbym jeszcze bardziej Ci zareklamować tę 1 serię, bo każdy odcinek ze sobą przynosił mnóstwo świetnego humoru sytuacyjnego, akcji, dialogów, kombinacji. Każde 5 minut warte było grzechu :)

                                • barbasia1 Re: Hank! 07.12.09, 14:21
                                  Dzięki za zachętę, obowiązkowo obejrzę serię pierwszą. :)

                                  W tym pierwszym odcinku 3. serii też było dużo świetnego humoru
                                  sytuacyjnego, zabawnych dialogów (zresztą sam widziałeś/ czytałeś
                                  próbki były wyżej, ale jeszcze jedna ładna kwestia/ dla odmiany
                                  wyjątkowo przyzwoita w tej nieprzyzwoitej konwersacji Sue i
                                  Charliego ;)/ mi się przypomniała, bo była rymowana :) - "Sue
                                  Collini always get the wini/y" / mam nadzieję, że dobrze zapisalam/
                                  czyli Sue Collini zawsze dostaje to, co chce - mówi przestraszonemu
                                  Charliemu napalona na niego szefowa. :)

                                  W serii 3. nowi ludzie, nowe życiowe problemy, z przymrużeniem
                                  oka. :)



                                  grek.grek napisał:

                                  >Pisz koniecznie o swoich wrażeniach, co i jak w fabule, i tak
                                  > dalej.

                                  Naprawdę chcesz, żebym streszczała te odcinki? (u mnie niestety
                                  zawsze trzeba się naczekać na streszczenia. :/)
                                  To może jednak poczekam z Tobą na emisję w TVN? (obyśmy tylko dożyli
                                  tej chwili? ;)
                                  • barbasia1 Re: Hank! 07.12.09, 14:30
                                    W serii 3. nowi ludzie, nowe życiowe problemy po staremu, czyli z
                                    przymrużeniem oka. :)

    • barbasia1 "Bestia" 06.12.09, 16:01
      Dziś pierwszy odcinek nowego serialu kryminalnego „Bestia” z
      Patrickiem Swayze, który gra tu tajnego agenta FBI Charlesa Barkera
      (to jego ostatnia , podobno b. dobra rola) - Polsat, 20.00.

      No i chyba "Samotność w sieci", choć niestety same kiepskie opnie
      zbiera ten film ...
      • grek.grek Re: "Bestia" 07.12.09, 11:49
        Nie trafiłem w "Samotność..." - oglądałaś ? Jakie wrażenia ?

        Za to obejrzałem "Krainę szczęścia", bez pierwszych 10 minut, ale
        i tak okazało się, że to całkiem niezły film - widziałaś/eliście/ może ?
        • barbasia1 "S@motność.." 07.12.09, 13:23
          grek.grek napisał:

          Nie trafiłeś w "S@motność", czy nie chciałeś trafić"S@motność" ;)
          (a taka byłam ciekawa co napiszesz o tym filmie???)

          Ja oglądałam. I mimo, że nakręciłam w sobie spiralę życzliwości
          dla filmu (jak radził pan Kałużyński), muszę powiedzieć to samo co
          Dona, nudnawy był ten film, a właściwie jego pierwsza część (bo
          podzielono go na 2. części). Takie było niestety moje pierwsze
          wrażenie po obejrzeniu "Samotności".
          Za chwil kilka napiszę nieco więcej.

          "Krainy szczęścia" nie widziałam!?
          Napisz kilka słów, jeśli możesz.
          • grek.grek Re: "S@motność.." 07.12.09, 14:52
            Pewnie bym napisał, to co Ty, bo skoro kobiecie się taka romantic
            story nie spodobała, to co miałby powiedzieć prosty chłop :)
            Ale, zobaczymy, co będzie w tym "nieco więcej", może chociaż
            Chyry nie zglanujesz do reszty :)

            Co do "Krainy".

            Rzecz jest o chłopaku (na oko ze 20 lat), co mieszka w Wietnamie, jest synem matki Wietnamki i ojca, co był amerykańskim żołnierzem i stacjonował tam, w okazji wojny wietnamskiej (spóźniłem się, więc nie wiem dlaczego nie mieszka z matką, a sam, w zad,piastej wiosce, ale to szczegół).

            Podejmuje decyzję o porzuceniu tej rodzinnej wioski o odnalezieniu rodziców najpierw dociera do matki, co teraz mieszka w Sajgonie, i pracuje jako służąca u zamożonych żółtków; dowiaduje się przy okazji (czy może wiedział wcześniej, znów nie wiem), ze ma małego brata. Dzięki prośbie matki zostaje przyjęty jako chłopiec na posyłki - a to pojedzie po zakupy, a to wyczyści buty, a to to,a to s,ro.
            Wszystko się kręci do momentu, kiedy przypadkiem ginie tzw.pani domu, nadęta zółta paniusia - jego matka czyści stół w salonie, on pomaga jej trzymając cenną rzeźbę z tego stołu, żeby mogła to zrobić dokładnie, włazi ta baba, widzi że on trzyma to za.srane arcydzieło, robi panikę, a zaczynają się szarpać i ona pada na mózg, trupem na miejscu.
            W takiej sytuacji chłopak musi uciekać - matka daje mu zaoszczędzone 700 dolców, każe mu zabrać brata i kieruje do łodzi, którą odpływa z Sajogonu do Malezji, aczkolwiek marzeniem chłopaka jest Ameryka. Przy okazji matka wyposaża go w jej akt ślubu, z nazwiskiem i danymi ojca, dzięki którym będzie mógł go w tej Ameryce odszukać.

            W Malezji zostaje zwinięty, wraz z bratem, przez straż nabrzeżną i umieszczony w obozie dla uchodźców, który przy okazji jest obozem pracy. Chłopak jest wycofany, całe życie był traktowany jako dziecko gorszego boga (jako syn żołnierza z US), więc pracuje, robi swoje i cicho siedzi, ale przy okazji poznaje tam dziewczynę, z którą znajduje jakiś wspólny język. Siedzą ci złapani imigranci jak śledzie, jeden na drugim, pracują, pędzą dzień po dniu, każdy chce stamtąd się wydostać - jeden C Chińczyk planuje podkop, jakaś panna wkrada się w łaski strażników w wiadomu sposób, a i nasz bohater i jego koleżanka też tylko czyhają na okazję do dania w długą - ona umie śpiewać, on chciałby w Ameryce sprzedawać buty. jakieś marzenia mają.

            W końcu się nadaża - Chińczyk co chciał zrobić podkop zostaje zastrzelony przez strażników (nie wiadomo dlaczego, być mozę chciał uciekać i został złapany), wybuchają rozruchy, imigranci szturmują płot - chłopak z dziewczyną wydostają się przez boczną furtkę, po tym jak przekupują wartownika.

            Dziewczyna ma plan - daje chłopakowi 2 tys zielonych i mówi mu, że niedaleko od wyspy czekać będzie statek przewożący nielegalnie ludzi do
            Ameryki. Za 2 tys powinni wziąć jego i brata. Chłopak nalega żeby ona wiała z nimi, ona się waha ("nie umiem pływać, a poza tym moja dusza umarłą tutaj, a ciało umrze w wodzie"), ale w końcu się decyduje - ładują się do kosza z jego bratem, chłopak płynie wpław i jakoś docierają na miejsce.
            Tam się okazuje, że 2 tysiaki to za mało. Trzeba ośmiu. Ostatecznie udaje się im przekonać szmuglerów,żeby ich wzięli, a oni na miejscu odpracują resztę. Na tym polega zabawa - grupa cwaniaków bierze takich uciekinierów, za oszczędności ich życia transportuje do US, tam zatrudnia za grosze i doi przez kolejne kilka lat zarabiając krocie.

            Szef tej kontrabandy, grany przez Tima Rotha, trzyma towarzystwo za pysk - macie być wszyscy grzeczni,żadnych bójek, awantur itd. Nie chodzi mu o dobro ludzi, a o to, żeby "towar ludzki dotarł na miejsce bez szwanku", każdy uszkodzony żółtek, to w końcu wymierna strata; kiedy jednak sztorm uszkadza statek,. tracą zapasy żywności i wody i muszą karmić towarzystwo połową racji i wspólnik proponuje zejść z kursu i uzupełnić zapasy, szef go zabija z zimną krwią i wyrzuca ze statku ciało - po prostu mu się zwłoka nie opłaca, na miejscu już wszystko jest załatwione, nie mogą się spóźnic.

            Uciekinierzy są trzymani całą kupą we wnętrzu tego statku, nie moga wychodzić na pokład, siedzą w zaduchu, ze skromnymi racjami żywnościowymi, kwitnie hazard (grają o wodę, o jedzenie, o fajki) a do tego w środku władzę zaczynają sprawować mafiozi co się wyodrębniają z samej grupy tych imigrantów - terroryzują oni chłopaka i dziewczynę, odmawiają im wydania wody itd. Nawet interwencja szefa, który łaja i bije mafioza niczego nie kończy. Zresztą, szefowi się chłopak podoba, jego bystrość, próbuje namówić go do jakiejś bliżej nieokreślonej "współpracy", ale ten mu odmawia.
            Dziewczyna zaczyna dorabiać u przywódcy tych mafiozów jako dziwka. Brat chłopaka zaczyna cierpieć na chorobę morską. Chłopak próbuje go ratować, wymyka się na pokład, żeby przez otwory na liny łowić ryby, podkrada wodę, ale na nic, jego brat umiera.

            I w końcu docierają na miejsce, do NYC.
            Tutaj chłopak i dziewczyna trafiają do Chinatown. Ona śpiewa w barze dla chcących się rozerwać niebieskich kołnierzyków, a wkrótce zaczyna to uzupełniać normalnym dziwkowaniem, a on ma kilka etatów - robi za wynieś,przynieś,pozamiataj w restauracji, śmiga rowerem do NY jako goniec a dookoła szumi nowojorski tygiel. Oczywiście, oddają znaczną część forsy tym, co ich przywieźli. Chłopak dodatkowo wysyła szmal matce w Sajgonie, więc bieduje dwa razy bardziej. On mieszka w jakimś wielkim magazynie, razem z innymi imigrantami, w sumie - nic się nie zmieniło.
            Przy okazji gry w karty chłopak się dowiaduje, ze jako syn amerykańskiego zołnierza mógł do Stanów przylecieć całkiem legalnie, zamiast się chrzanić z całą tą wodną przygodą. Dostaje szału, bo uświadamia sobie, ze gdyby nie był takim głupkiem niekumatym, to
            by mu brat nie umarł.

            Tak jak mówił mu szef "I tam, i tutaj będziesz nikim, będziesz biedny", ale chłopak jest na to przygotowany, szuka po prostu dla siebie miejsca.
            Jest zakochany w tej dziewczynie, z którą przyjechał. Ona jednak nie odwzajemnia, znalazła sobvie już zamożonego poczciwinę i z nim chce zostać. Bez urazy, ale lajf is brutal, musimy sobie jakoś radzić, nie miej do mnie żalu, chłopaku - "noszę Cię w sercu", mówi ona, "ale mnie nie kochasz", on jej na to - cóż poradzić... :) I on chyba go do niej nie ma. W końcu się rozstają. Ona zostaje, a on rusza na poszukiwania ojca, do Houston, porzucając cały ten interes z oddawaniem kasy przemytnikom - "jestem Amerykaninem", nie możecie mnie już trzymać za ryj, nie muszę wam płacić, żebyście na mnie nie donieśli do imigracyjnego.

            Do Houston jedzie stopem - najpierw zabiera go miły kowboj bez ręki, potem jeszcze milsza para Meksów. Muzyczka, te sprawy, ludzie w Ameryka być dobra, zdaje się brzmiec z ekranu,w tle liczne obrazki amerykańskiej prowincji. Wszyscy mu pomagają, lajf is soł gud.

            W Houston znajduje adres ojca, dom jest okazały, w klasowej dzielnicy - staremu się powodzi/ło, ale stary już tam nie mieszka, mieszka jego była żona, która nie widziała go 20 lat. A więc jeszcze zanim wyjechał na wojnę. Każe chłopakowi iśc sobie. Chłopak nie słucha, odgania go też policja, ale on wraca i wraca, aż w końcu kobita do niego wychodzi i powiada, żeby szukał człowieka na pewnej farmie, a dowiadując się, że chłopak jest jego synem i ma żonę w Wietnamie, robi wielkie gały.

            Chłopak znajduje tę farmę i się zatrudnia tam. Właściciel mówi mu, ze jego poprzednik ma na imię Steve (jak ojciec) i skoro zatrudnił jego, to Steve'a zwolni. Chłopakowi udaje się wyprosić, żeby jednak tego nie robił. No to dobra, będziecie pracowali w duecie.
            I poznaje tego Steve'a - miejsce ich pracy jest na totalnym zad,upiu, jak na polskiej wsi, koniec amerykańskiego świata, gdzie diabeł mówi dobranoc, aczkolwiek okolica ładna, jak z westernów.
            Tak też wygląa Steve - kapelusz, czarne okuary, boss. Chłopak patrzy na ojca, a ojciec nawet go nie zauważa. Znaczy - jakby widział, ale nie zwraca na niego uwagi.
            Nie dlatego, że taki z niego gbur, jest po prostu... ślepy jak kret.
            cdn.
            • barbasia1 Re: "S@motność.." 07.12.09, 16:32
              Nie „prosty chłop” tylko koneser kina! :)

              (i polemizowałabym czy „prosty” czy raczej skomplikowany ;) )

              NocoTy Chyry nie zglanuję bo on, Cielecka, czyli aktorzy (no może
              jeszcze muzyka) to jedyny jasny punkt tego filmu, zrobili co mogłi,
              a mogli nie za wiele z winy scenarzysty i reżysera.

              Cdn.

              "Kraina" – podoba mi się!

              • grek.grek Re: "S@motność.." 08.12.09, 12:09
                Raczej sympatyk, prosty sympatyk :)

                Coś czuję, że zedrzesz skalpy z głów twórców "SwS", hehe ;)
                • barbasia1 Re: "S@motność.." 08.12.09, 17:00
                  grek.grek napisał:

                  > Raczej sympatyk, prosty sympatyk :)

                  OK! :)


                  > Coś czuję, że zedrzesz skalpy z głów twórców "SwS", hehe ;)

                  :)))
                  No może tylko mocno wytargam za włosy :) (wiesz, jeszcze nigdy tego
                  nie robiłam w realu ) w koncu Dona, mnie/nas uprzedziła, że będzie
                  nudno, więc specjalnych oczekiwań nie miałam. Mimo wszystko pojawił
                  się jakiś żal , że zmarnowano potencjał świetnych aktorów itd., a
                  przede wszystkim, że zmarnowano piękny koncept na romantic story -
                  czyli miłość, zauroczenie w internecie ! – przypomina Wam /
                  przypomina Ci to coś Greku? :) ... tak, tak, masz rację, nie jest
                  to nowy , oryginalny koncept w kinie, podobny motyw wykorzystano
                  np. w uroczej, świetnej komedii romantycznej z Tomem Hanksem i Meg
                  Ryan „I’ve got mail” /„Masz wiadomość” ... ;).

                  Cdn.
          • grek.grek Re: "S@motność.." 07.12.09, 15:18
            Pracują na roli, mieszkają w postawionej przyczepie. Steve okazuje się być sensownym jegomościem - nawet próbuje oddać chłopakowi swoje łózko, a samemu się położyć na podłodze na materacu, ale chłopak go powstrzymuje; robi śniadanie, jest generalnie sympatyczny - dowiadując się, ze chłopak jest z Wietnamu mówi : "gdybym to wiedział wczesniej, nie chciałbym z tobą pracować" - "Dlaczego, masz tak kiepskie wspomnienia z Wietnamu ?" - "Przeciwnie - tak dobre"/

            I opowiada o tym, ze w Wietnamie miał zonę i dziecko. Ona była piękna ("piękność wśród tych wszystkich okropieństw"), pracowała jako fryzjerka {"strzygła fatalnie" :)}, on się w niej zakochał na trzy cztery. A niemowlak "miał oczy starego człowieka". Widać,że facet nie zapomniał.
            A potem zdarzył się wypadek - eksplodowały mu w rękach materiały wybuchowe, stracił wzrok, odesłano go do Ameryki. Nie miał nawet szansy powiadomić jej, co się stało. I nie mógł wrócić, bo wojna się skończyła.

            Dlaczego nie wrócił później ?
            "A po co jej, i dziecku, byłby taki stary kaleka...", powiada.

            I słowo do słowa, a właściwie bez słów, wiedzą wszystko. Chłopak słuchając tego wszystkiego wtrąca "Moja matka jest piękna, jak żuraw o zachodzie słońca"... i wiadomo już i ślepemu, że nie mówi o "swojej matce", tylko, a mówi o TEJ matce...

            I w ostatniej scenie Steve siedzi na krześle, a chłopak go strzyże, a dookoła wielka przestrzeń zielona.
            DOtarł na koniec świata, by znaleźc swoje miejsce :)

            Ojca zagrał Nick Nolte, szefa przemytników Tim Roth - na swoim poziomie, dobry, oczywiście.
            Ale ekran tak naprawde należy do znakomitego Damiena Nguyena, co gra tego chłopaka. Dysktretnie, bardzo do wewnątrz, nawet najmocniejsze momenty potrafi oddać sugestywnie, bez ckliwości (jak chodzi ten, kiedy zwłoki swojego zmarłego brata musi wyrzucić za burtę), bez natrętnego ogrywania cierpięnictwa; zmaga sie z tym całym bagażem doświadczeń w środku siebie; nawykł go bycia popychadłem i nikim, ale nie stracił marzeń i upartego przekonania, że gdzieś tam czeka go lepsze jutro. Jego postać, to chłopak który całe życie znosił pomyje na głowę wylewanie, nauczył się żyć z oczyma ku ziemi, nie patrząc nikomu w oczy z samego poczucia bycia kimś gorszym, ale z determinacją idzie do przodu, wypatruje ciągle lepszej przyszłości, i Nguyen oddaje ten jego stan ducha bardzo dobrze, z czasem przemieniając się w kogoś śmielszego, coraz bardziej przekonanego do siebie i wizji nowego życia, gdzieś tam, w tym fakin Jułeseju.

            Taki mały american dream na miarę imigranckiej potrzeby :) Kiedy umyka mu szansa bycia z dziewczyną, szlachetne, ale jakby skrywane i odsuwane na bok, aczkolweik stale obecne, pragnienie poznania ojca bierze zdecycowanie górę, to jest jego nowy cel. I ten cel realizuje. I jego efektów się uchwyci.

            Dobra też rola Bai Ling, teraz podobno topowej aktorki ajaztyckiej. I, strzelam w ciemno, chyba jednej z ładniejszych, hehe.

            Do tego obraz kolei losu przeciętnego imigranta, jaką cenę musi zapłacić za realizację swoich pragnień, za chęc wyrwania się do tzw. lepszego świata, który lepszym wcale być nie musi, albo jest tylko z pozoru. Tu i tam czekają rózne pułapki, wyzysk, dola pariasa i zera społecznego. Są przerzucani jak worek kartofli z miejsca na miejsce, z nadzieją,że któreś w końcu będzie ostatnie i tam znajdą swój dom.

            Dobre. Polecam, jakby co :)




          • pepsic Re: "S@motność.." 09.12.09, 15:00
            Straszna masakra i gniot. Zero uczuć i emocji. Chyra i Cielecka niby
            stworzeni dla potrzeb filmu i chemia powinna być, a tu nic. Pustka
            totalna. Muszę przyznać, że trudno było mi dotrwać do końca. To
            było dużo gorsze niż "Mała Moskwa". I choć w tematach obydwu
            tkwił spory potencjał, to okazało się, że nie umiemy robić filmów o
            miłości - niestety! Drugiej części raczej nie obejrzę, no chyba że
            mnie znowu coś dopadnie :((
            • easz Re: "S@motność.." 09.12.09, 18:38

              Oglądałam to kiedyś w kinie, z koleżanką, która koniecznie chciała,
              żebym choć liznęła tematu, bo nie czytałam knigi a jej się bardzo
              podobała. Jedyne co mogę powiedzieć, to to, że byłam zażenowana,
              koleżanka też, może nawet bardziej niż ja. Książkę nadal uważa za
              cenną, mądrą itd. a ja już chyba tak pozostanę bez porównania;)
            • barbasia1 Re: "S@motność.." 10.12.09, 12:06
              pepsic napisała:

              Pepsic oskalpowała twórców! Ale słusznie, wszystko prawda, tylko jak
              ja mam teraz wytargać ich za włosy? :)
    • barbasia1 Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 08.12.09, 17:13
      Dziś w cylku Kocham kino o 23.25 film prod. szwedzkiej - "Jak w
      niebie" - to chyba jedyny ciekawy film fabularny w tym tygodniu w
      telewizji publicznej. :/
      Dziękujemy TVP publicznej, za to, że tak nas rozpieszcza!

      serwisy.gazeta.pl/tv/1,47081,7305074,Jak_w_niebie_____.html
      • easz Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 09.12.09, 00:24
        barbasia1 napisała:

        > Dziś w cylku Kocham kino o 23.25 film prod. szwedzkiej - "Jak w
        > niebie" - to chyba jedyny ciekawy film fabularny w tym tygodniu w
        > telewizji publicznej. :/
        > Dziękujemy TVP publicznej, za to, że tak nas rozpieszcza!

        Tak, można się odzwyczaić. No i dopiero teraz zajrzałam i włączyłam
        tv. Leci prawie już godzinę, więc chyba jednym okiem pozostaje
        oglądać, jeśli w ogóle. To właściwie szkoda, że publiczna, bo
        inaczej można by było liczyć na powtórkę:(
        Film raczej z tych dołujących, poważnych, ironicznych. Ależ go
        szkoda.
        Ciekawostka - gra aktor, który zagrał niedawno w ekranizacji
        bestselerowego cyklu kryminałów Larssona, Millennium.
        • grek.grek Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 09.12.09, 12:08
          No i..? Jakie masz wrażenia po obejrzeniu całości (o ile dałaś radę, po tym spóźnieniu) ? :)
          • easz Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 09.12.09, 18:34
            grek.grek napisał:

            > No i..? Jakie masz wrażenia po obejrzeniu całości (o ile dałaś
            radę, po tym spóźnieniu) ? :)

            Nie, nie, dałam za wygraną, wybrałam fora:) Jeszcze gdyby była
            gdzieś powtórka, to bym dopatrzyła później początek, czasem tak
            robię. Ale zapytam w wypożyczalni, choć wątpię, bo to raczej nie ten
            profil. Zobaczymy. Jest też szansa, że będzie na Kulturze za jakiś
            czas.
        • barbasia1 Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 09.12.09, 12:24
          A bym jednak nie powiedziała, że film był dołujący raczej właśnie
          poważno- ironiczny.

          Czy to ten aktor, który grał szefa chóru zagrał w "Millenium"?
          Ciekawy aktor.

          • easz Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 09.12.09, 18:32
            barbasia1 napisała:

            > A bym jednak nie powiedziała, że film był dołujący raczej właśnie
            > poważno- ironiczny.

            Tak na szybko oceniłam. Trafiłam akurat na jakiś moment szarpaniny,
            potem jeszcze w drugim spojrzeniu wyrzucania sobie grzeszków
            małżeńskich i hipokryzji czyjejś...

            > Czy to ten aktor, który grał szefa chóru zagrał w "Millenium"?
            > Ciekawy aktor.

            Aktor z nosem -
            Michael Nyqvist
            , w filmie pewnie parę lat młodszy i
            szczuplejszy, więc nos jakby fajniejszy;)
      • grek.grek Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 09.12.09, 12:07
        Zaczynał się tak sobie, ale rozkręcił się bardzo dobrze, aż do finałowego występu.

        A potem były Zmory wg Zegadłowicza, z 78 roku. W sumie do wpół do czwartej :) Ale warto było.

        Widać, ze lewica rządzi teraz w Dwójce - w obu filmach atak na doktrynerstwo kościelne, na konserwatyzm, purytanizm, głupawy
        patriarchalizm; w obu dostaje się duchownym katolickim : w pierwszym -
        małomiasteczkowego pastora-purytanina/ana ?/ i hipokrytę, z zazdrości i pragnienia władzy sekującego dyrygenta prowadząćego miejscowy chór, olewają i porzucają jego nauczanie, na rzecz radosnego bycia we wspólnocie opartej na postępującej empatii, zabawie, dającej satysfakcję twórczości, która staje się dla nich terapią niemalże - w stwarzającej się spontanicznie atmosferze wzajemnego zaufania są w stanie zmienić swoje życie : bita żona znajduje wiarę w siebie i odchodzi wreszcie od lejącego ją męża-prymitywa; żona pastora, po latach patrzenia przez palce na zamordystycznego męzusia, wywala mu prosto w twarz jego zakłamanie i szkodliwość całej tej jego religijnej schizy (najlepsza scena w filmie) i też od niego odchodzi (w finale pastor się trochę zmienia, przynosi jej walizkę na ten wyjazd z chórem do Austrii; może się jeszcze zejdą); dziewczyna, której romans z żonatym złamał serce, ma odwagę wypalić otoczeniu, że ją okłamywało; zakompleksiony grubas wreszcie opi.eprza tego, kto go w kompleksy wpędza od dzieciństwa; upośledzony chłopak znajduje swoje miejsce w grupie, bo ma dobry głos; starszy jegomość wyznaje miłość swojej rówieśnicy.
        A powodem wszystkiego jest dyrygent, który, przyzwyczajony do pracy z zawodowcami, początkowo zirytowany jest niesubordynacją swoich nowych podopiecznych, a później sam się zmienia pod ich wpływem - zakochuje się w tej, co ją zdradził kochanek mężaty, uczy się jeździć na rowerze, czego nigdy nie miał okazji dokonać, bo przeca od 7 roku życia ciągle muzyka, i muzyka, znów muzyka, odnajduje nowe wartości - jedność i bezinteresowną, prostą współbytność, a w ostatniej scenie, kiedy biegnąc spóźniony na występ swojego chóru w wielkim amiteatrze, dostaje zawału, leży w toalecie z rozbita głową i słyszy przez otwór wentylacyjny jak jego chór - śpiewając bez niego, bo już dłużej nie mogli czekać - porywa całą salę do wspólnego śpiewu - umiera szczęśliwy : przy dźwiękach tej muzyki ma wizję połączenia się siebie dojrzałego z sobą-7-letnim-chłopcem, który został z tego małego miasteczka wyrwany w świat, w którym nigdy nie był u siebie. Taka klamra spinająca jego losy - żył do 7 roku życia oraz te ostatnie pół roku z nimi, pomiędzy tymi momentami - istniał w jakimś letargu, który nie pozostawił po sobie żadnych wspomnień i emocji, był słynnym dyrygentem, ale sam siebie w nim nie rozpoznawał, a te pół roku przyćmiło dokładnie wszystko.

        Proste ? Jak drut. Film wcale nie odkrywczy, trochę nawet schematyczny, ale ile w nim przekazu :)

        W drugim - jak to w ekranizowanej powieści : chocholi taniec zamordyzmu, zaprzaństwa, religijnego ciemnogrodu, konformizmu, tępego rewolucjonizmu, seksualizmu sprowadzonego do taniej ćwierćpornografii, równania do wspólnego mianownika sprawiający, że poszukujący chłopak, przechodzący fazy różnego zakręcenia : od nauki, przez metafizykę, po socjalizm, pod wpływem wierszy recytowanych przez znaną aktorkę, w końcu odwraca się od wszystkiego, w stronę poezji.
        Tutaj ksiądz jest groteskowo-operetkowy, operuje najidiotyczniejszą z możliwych interpretacją pojęć "diabła" i "grzechu", straszy w plastyczny sposób mękami piekielnymi, nawet płacz chłopca-skarżypyty, który przed chwilą dostał w cymbał od kolegi, na którego nakablował, postrzega jako wielki żal za grzechy - osiągnięty pod wpływem jego przemowy, i stawia go za przykład innym, ale... czy kler się w ogóle zmienił ? Raczej - zAmienił groźbę piekielnej gehenny na sprytną socjotechnikę, żeby sobie wygodnie żyć kosztem owieczek.

        "Bóg nie przebacza, bo... Bóg nikogo za nic nie potępia; to Kościół wymyślił grzech, żeby ludzi wziąć pod but i upokorzyć, a potem zdobyć nad nimi władzę" - czy te słowa żony pastora do pastora z "Jak w niebie" mogłyby pójśc w Jedynce o 20:20 ? :) Znacie odpowiedź :)

        Czy mogłyby pójśc o 21:00 w Dwójce zamiast zupki w M jak Miłość ? Na to chyba lewica Dwójkowa jeszcze jest za cienka w uszach. Ale w ogóle dobrze, że coś jest.

        Wyobraź/cie sobie, że się TVP prywatyzuje - czy kanał, kóry musi się ścigać z TVN i POlsatem pokaże takie filmy W OGÓLE ? Ja w to nie wierzę.
        Teraz wieczór filmowy trwa od 23:30 do 3:30 - ale JEST. Jeśli TVP upadnie będą same stiweny segale, czaki norisy, van damy, dżeki czany, stalony i arnich cała armia. Do tego komedia romantyczna, familijne cośtamcośtam o psie, co mówi albo o dzieciach co zakłądają rockowy band, jakaś historia "z życi wzięta" itd.
        Lepszy rydz niż nic :)
        • barbasia1 Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 09.12.09, 12:13
          grek.grek napisał:

          Greku, opowiedz mi proszę jak wyglądał ten finałowy koncert, no i
          jak się skończył film , skończyłam ogladac na bardzo sympatycznej
          scenie, kiedy szef chóru uczy się jedzić na rowerze a w nauce pomaga
          mu ta urocza blondynka "źle-się-prowadząca" / coś między nimi
          iskrzyło, zaiskrzyło?/ :)
          • grek.grek Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 09.12.09, 13:21
            Koncert - tak jak wyżej, cała wielgachna sala operowa (czy jakastam inna), razem z balkonami, wstała i zaczeła z nimi piać :)
            A dyrygent wybrał się na rowerową przejażdżkę ulicami miasta, zegar wybił godzinę, kapnął się że jest spóźniony, więc rzucił się w gaz, widocznie przeforsował się, dopadło go słabe serce i już w budynku tej opery, (czy czegoś tam) próbował się w toalecie podnieśc na duchu wodą, ale się przewrócił i palnął w sagan, a potem to już wiesz :)

            A dyrygent z uroczą się zeszli, znaczy się : on jej tam wyznanie poczynił w hotelu, już w Austrii, przed tym całym finałowym aktem.

            Z tym koncertem, to trochę jak z tą jego jazdą na rowerze - on ich prowadził ich długi czas, uczył, wpajał nawyki, trzymał za siodełko, a w decydującym momencie oni pojechali już sami, bez trzymanki.

            Tylko, kuźwa - czasami mam wrażenie, że ambicją zbyt wielu scenarzystów jest uśmiercenie na końcu bohatera, żeby nie zostać posądzonym o zbyt banalny finał całej akcji. Śmierć w finale równa się niepójściu na łatwiznę. Mógł mieć jakąś wizję, ale przeżyć, ta muzyka mogła mu dać pałer, żeby podnieśc d,pę i doczłapać np. do wejścia jakiegoś bocznego. I on by patrzył na nich z ukrycia i nie wszedłby widząc i słysząc jak świetnie sobie dają radę. Opierając się, ledwie żywy, plecami o drzwi wejściowe słuchałby z ukontentowaniem, a widz miałby pewność, ze facet nie wykituje. Ja bym to tak skończył ;))

            W tym opisie Gazetowym, co podałaś do niego linka, człowiek napisał o podobieństwie do "Czekolady". I trafił. W rzeczy samej - coś w tym jest. Tylko tam przytomny scenariopisarz nie uwalił Juliette Binoche ani Johnny Deppa, heh.
            • barbasia1 Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 09.12.09, 14:52
              Tack* za opis koncertu! :)

              To samo pomyślałam o tym zakończeniu filmu, wolałabym więc Twoją
              wersję, albo np. cos takiego - facet dociera na koncert mocno
              spóźniny, zasapany, zmęczony, po twarzy widac, ze coś mu dolega, ale
              wchodzi na salę, słyszy jak pięknie śpiewa jego chór i wtedy robi
              mu się słabo, mdleje ktoś dzwoni po pogotowie, karetka go zabiera do
              szpitala i finito, a widz ma nadzieję, że dyrygnet w końcu
              wyzdrowiał...

              I całe szczęście, że scenopisarz nie wpadł na to, zeby uśmiercić
              Juliette Binoche ani Johnny Deppa!
              "Czekolada" to bardzo ładny film!

              > A dyrygent z uroczą się zeszli, znaczy się : on jej tam wyznanie
              poczynił w hotelu, już w Austrii, przed tym całym finałowym aktem.

              Ach, jak pięknie! :)

              A propos chórzystek zaurocznych dyrygentami - byłam kiedyś w
              Norwegii na występie takiego kościelnego chóru w u protestantów i
              zauwazyłam, ze jedna z pań śpiewając (nie piejąc :) jakoś tak
              wyjątkowo promiennie i ciepło uśmiechała się do pana dyrygenta, tak
              mi się przynajmniej wtedy wydawało!? :)

              *dziekuję - po szwedzku
              • barbasia1 Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 10.12.09, 12:04
                grek.grek napisał:
                > > A dyrygent z uroczą się zeszli, znaczy się : on jej tam wyznanie
                > poczynił w hotelu, już w Austrii, przed tym całym finałowym aktem.

                barbasia1 napisała:
                > A propos chórzystek zaurocznych dyrygentami - byłam kiedyś w
                > Norwegii na występie takiego kościelnego chóru w u protestantów i
                > zauwazyłam, ze jedna z pań śpiewając (nie piejąc :) jakoś tak
                > wyjątkowo promiennie i ciepło uśmiechała się do pana dyrygenta,
                tak > mi się przynajmniej wtedy wydawało!? :)

                Morał jest taki - jeśli chce się mieć powodzenie u kobiet trzeba
                zostać dyrygentem chóru kościelnego! ;)
              • grek.grek Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 10.12.09, 12:05
                Jedna tylko chórzystka ? Łeee, to się w ogóle nie opłaca być dyrygentem ;))

                Film był pozytywny, śmierć woęc też jakaś taka niedołująca do reszty, ale jednak, w tym przypadku, zaniża ocenę całości.

                Maj pleżer, to po szwedzku jak by było ? ;)
                • barbasia1 Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 10.12.09, 12:43
                  Może w chórach niekościelnych liczba zakochanych chórzystek jest
                  większa!?
                  /Niestey nie miałam szansy się o tym przekonać. W chórze szkolnym, w
                  którym śpiewałam (bardzo krótko, bowiem chór sama nie wiem czemu
                  jakoś szybko został rozwiązany!?:) szefem i dyrygentem,jak na złość
                  była strasza PANI! ;/

                  > Maj pleżer, to po szwedzku jak by było ? ;)

                  Chyba jakoś tak:
                  "You are very inteligent and clever girl, barbasia1!" - ale nie
                  jestem pewna, bo w Szwecji byłam tylko przejazdem. ;))
                  • grek.grek Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 10.12.09, 14:48
                    Hehe, może być :), ja w Szwecji byłem palcem na mapie.
                    • barbasia1 Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 10.12.09, 14:58
                      > Hehe, może być :)
                      :)))

                      /Tylko nie pomyśl, że jestem magalomanką! To taki żarcik na
                      czwartek! :)/
        • barbasia1 Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 09.12.09, 12:30
          :]]]
          Oooo! WSZYTSKO już jest, właśnie zaczęłam czytać, jesteś szybszy od
          moich myśli! ;) Serio!
        • barbasia1 Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 09.12.09, 23:07
          Mam wrażenie, ze szwedzkiemu reżyserowi i jednocześnie scenarzyście
          filmu „Jak w niebie” Kayowi Pollakowi patronował sam Bergman, (choć
          oczywiście, Pollak nie może równać się z wielkim skandynawskim
          mistrzem, niestety nie ta skala talentu, o czym świadczą chociażby
          powielane w filmie schematy, stereotypy, czy miejscami banalne
          dialogi).

          W filmie Pollaka, podobie jak w filmie „Tam gdzie rosną poziomki”
          (które jakiś czas temu opisywał Grek), czy w wielu innych filmach
          Bergmana jednym z kluczowych zagadnień jest krytyka obłudy,
          hipokryzji religijnej (o czym już wspominal Grek cytując m.in.
          fragment wypowiedzi żony pastora ), oraz krytyka surowej moralności
          protestanckiej, która wszędzie dopatruje się grzechu (w związku z
          czym straszy gniewem Bożym i wiecznym potępieniem). Podejrzana staje
          się nawet radość ze spotkań i prób kościelnego chóru oraz
          niekonwencjonalne ćwiczenia głosu. Znacząca jest tu scena, kiedy
          żona pastora rozmawia z kims znajomym przez telefon, chwali nowego
          kierownika chóru, i spotkania chóru, które, jak mówi, przynoszą jej
          radość, zadowolenie, Te słowa wywołują wielkie zaniepokojenie u
          podsłuchującego tę rozmowę pastora, który postanawia przyjść na
          spotkanie chóru, aby się przekonać, czy podczas spotkań chóru
          kościelnego chyba w przykoscielnych salkach nie dochodzi do jakiś
          amoralnych zachowań obrażających Boga!?

          Sam pastor do Boga i wszystkiego co z Nim związane podchodzi z
          wielkim szacunkiem, ale i z wielką, śmiertelną powagą, z jakimś
          chłodem emocjonalnym (sic!),być może wynikającym ze strachu przed
          Bogiem, albo z przekonania, że inaczej nie można nie godzi się.
          Toteż żona pastrora, po kilku spotkaniach w chórze, uwrażliwona
          przez Daniela na głos, na jego różne tonację, skale itp. rzeczy,
          zwraca uwagę mężowi, że wszystkie modlitwy, wszytskie mowy w
          kościele niezależnie od okolicznosci wygłasza zawsze tak samo -
          poważnym, zimnym, beznamiętnym głosem i namawia go, aby to zmienił,
          aby zaczął np. podczas tak pięknej uroczystosci jakim jest ślub (o
          ile dobrze pamiętam) przemawiał inaczej z uczuciem, z pozytywną
          emocją ... Pastor nieudolnie próbuje nawet za żoną powtarzać
          inaczej niż zwykle znane formuły kościelne, ale potem zaraz przerywa
          i wychodzi z pokoju.

          Druga kwesta, która łączy Pollaka z Bergmanem to problem
          wyobcowania, samotności, braku miłości oraz związnej z nią pustki
          duchowej, duchowej śmierci.
          Daniel mimo, ze zrobił wielką , światową karierę muzyczną jest
          człowiekiem wyobcowanym ze świata, samotnym, cierpiącym, nikogo nie
          kochającym, zatem pustym duchowo, martwym człowiekiem (w tym
          względzie bardzo przypomina Isaaka Borga 78-letniego profesora
          medycyny, bohatera z filmu Bergmana „Tam gdzie rosną poziomki”!).
          Ożywa duchowo na nowo dopiero, kiedy powraca do swojej rodzinnej
          wioski (powrót w rodzinne strony, do miejsca swego dzieciństwa to
          kolejny element, który łączy Daniela z postacią profesora Borga z
          filmu Bergmana), kiedy poznaje i zaprzyjaźnia się z ludzimi z chóru
          i zakochuje się w uroczej sprzedawczyni. Miłość jest jednym
          ratunkiem dla człowieka, nadaje sens życiu, prawdziwemu życiu mówi
          Pollak.
          Bergman tez upatrywał w miłości ratunku dla człowieka, aczkolwiek
          był bardzo sceptyczny , pokazywał, że nie wszyscy potrafią kochać,
          a właściwie pokazywał, że mało kto potrafi kochać...

          :)
          • grek.grek Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 10.12.09, 12:48
            Ciekawe obserwacje.

            Dyrygenta trochę otrzeźwił zawał, który przeszedł. Do tej pory nie miał okazji się zatrzymać i spojrzeć na siebie inaczej. Z tego nagłego wyhamowania bierze mu się cała ta zmiana. On tak naprawde dopiero teraz ma okazję poznać siebie, wrócić do korzeni - ta ostatnia scena jest kluczowa : dorosły Daniel biegnie przez pole zboża i bierze w ramiona Daniela 7-latka ze skrzypcami w łapach. Albo ten rower - nie miał czasu się nauczyć, a jak już się nauczył - to jeździ i jeździ; on tak naprawdę jako (ile on tam miał lat ?) 40-paro latek zaczyna przeżywać swoje dzieciństwo, które mu zabrano - pierwsza miłość, nauka jazdy rowerem, odczuwanie świata dookoła niego.

            Jest tu więcej ogólnego ciepła i życzliwości. Ta grupa chórzystów właściwie tylko czeka na to, żeby coś się stało, na implus, który pozwoli im się wyrazić. Świat tutaj jest znacznie przyjaźniejszy, problemy jakoś mnie dojmujące, a podstawowa kategoria ratunkowa i terapeutyczna, to wspólnota, pozytywna sekta, w ktorej guru i wyznawcy działają na siebie nawzajem. Odrzucają całą tę konserwę, którą reprezentuje pastor, a potem przeciwstawiają się biernym oporem temu mężowi, który bije zonę - ona od niego odchodzi, on po nią przyjeżdza, żeby ją zabrać z domu Daniela, gdzie odbywają się próby, ale ona chowa się za tłum chórzystów, ci się łapią za ręce i tworzą kordon, a mąż odchodzi sfrustrowany nawet nie próbując się z nimi konfrontować - czy to nie metoda hippisowska, z protestów antywojennych i antyrasistowskich na ulicach amerykańskich w latach 60 i 70 ? :)

            No i muzyka. Ona ich łączy, tak jak łączyła dzieci-kwiaty. Tamta była taka, a ta śmaka, ale chodzi o sam fakt.

            Odrzucamy podejrzliwość, karność i doktrynę. Szwedzkie społeczeństwo jest lewicowe z natury, otwarte, ale nie brak tam i problemów z atomizacją, sobkostwem, rozjechaniem się dróg starych i młodych - ten film jakimś tam głosem jest : postawmy na wspólnotę skrojoną wokół zabawy artystycznej/twórczej budującej więź, zrozumienie i solidarność. Fakać tych sztywnych pastorów, których metodą jest z kolei trzymanie ludzi w kupie za pomocą smyczy, łańcucha i pruskiego drylu.

            Tutaj wszyscy znajdują swoje miejsce : młodzi, starzy, zdrowi, chorzy, upośledzeni, z takimi czy innymi problemami, z róznych bajek tak naprawdę, niczyj problem nie zostaje przemilczany, z każdego jest wyjście, nawet pomimo tarć w samej grupie - nikt nikomu nie oszczędza gorzkiej prawdy, ale i każdy umie ją przyjąć, a z tego katharsis cała grupa czerpie dodatkowe paliwo, wzmacnia się i integruje, zamiast się rozpadać i podupadać. Jak dla mnie, to Pollak zarysował na przykładzie tej grupy wizję idealnego, wg niego, społeczeństwa (utopię ?).

            Plus - solidarność kobiet. Każda ma jakieś problemy : jedna ma męza damskiego boksera, pastorowej mąż to obłudny zawistnik, blondynkę wykiwał żonaty lekarz. Archetypowe problemy. I wszystkie zostają rozwiązane w tym małym społecznym organizmie, z którego one czerpią
            zdolność do powiedzenia "stop, ku.rwa". No i to one na końcu wygrywają, bo pastor i obijający żonę zostają sami, skruszeni i we łzach, podczas gdy one w pełnej krasie radości i sukcesu. Feminizm zatem, kopiący w d,pę dośc zatęchłe wzorce dominacji patriarchatu (tłuk macho i paranoiczny duchowny plus, żeby było dobitniej, żonaty cyniczny kochanek wykorzystujący ufną i naiwną dziewczynę).

            Uff, tyle mi się udało zajarzyć z tego wszystkiego ;)





            Pollak zalatuje gdzieniegdzie czeskim kinem, zwłaszcza w tym szkicowaniu społeczności prowincjonalnej.
            • barbasia1 Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 10.12.09, 14:25
              Ale też dyrygent ma wreszcie okazję otworzyć się na ludzi, na
              świat, nadrobić zaległości, doświadczyć rzeczy, które zostały mu
              odebrane już jako 7-letniemu dziecku przez muzykę, jak choćby ta
              prozaiczna nauka jazdy na rowerze, czy pierwsza miłość.
              Zajęty rozwijaniem swoich zdolnosci, nauką muzyki, a potem
              robieniem wielkiej swiatowej kariery, skupiony wyłącznie na sobie i
              muzyce nie miał na to wszytsko czasu, może też i chęci.

              Myślę, że Pollak pokazuje też, że tylko w drugim człowieku, w grupie
              ludzi życzliwych, otwartych, uwrażliowych na krzywdę na problemy
              drugiego, można znaleźć opracie, wybawienie, ratunek, pocieszenie,
              radość, szczęście...

              > Plus - solidarność kobiet. [...] Feminizm zatem, kopiący w d,pę
              dośc zatęchłe wzorce > dominacji patriarchatu"
              !
              Świetne uwagi, świetny film, koniecznie muszę obejrzeć całość! :)

              > Pollak zalatuje gdzieniegdzie czeskim kinem, zwłaszcza w tym
              szkicowaniu społeczności prowincjonalnej.

              Coś w tym jest! Rzeczywiscie jest tu np. chrakrtystyczna dla
              czeskiego kina lekka ironia, dystans, życzliwa kpina.

              • grek.grek Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 10.12.09, 14:54
                Ci chórzyści tacy... czescy, nie ? :)
                Takimi mi się przynajmniej wydali. Z gębofonów i w ogóle, lubiący ten swój małomiasteczkowy lajfstajl, w sumie dość sympatyczni, zwyczajni-niezwyczajni.


                • barbasia1 Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 10.12.09, 15:02
                  O tak! Zgadzam się!
                  Gębofony chórzystów nie za piękne, takie zwyczajne, przeciętne, ale
                  sypmatyczne! To zdecydowanie jest w czeskim klimacie! :)
        • barbasia1 Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 10.12.09, 12:23
          > Czy mogłyby pójśc o 21:00 w Dwójce zamiast zupki w M jak Miłość ?

          Mogłoby! Albowiem krytyka w tym filmie wymierzona jest w
          protestantów,a nie katolików (jak tam wyżej, Greku, błędnie
          napisałeś, ale oczywiscie wiem, domyślam się co miałeś na myśli -
          religię ogólnie), a, jak mówił poeta, zwracając się do samego Pana
          Boga:
          Ewangelicy, luteranie,
          to nie to samo, co my , Panie,
          to nie to , co my katolicy.
          To my jesteśmy chrześcijanie
          i zasiądziemy po Prawicy.
          A ekumenizm to gadanie."
          (Z. Machej z tomu: Zima w małym mieście)
          ;)


          • pepsic Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 10.12.09, 13:12
            Zdaje się, że przesłanie dotyczy nie tylko kwestii religii :)

            Ps. Jeśli już o poezji - to miałam przyjemność obejrzeć niedawno w
            Ale Kino! rosyjski melodramat w tonacji poetyckiej pt. "Euforia".
            Rzecz dzieje się współcześnie na stepach naddonieckich, gdzie
            kochankę męża traktuje się widelcem, a kochanka żony strzałem z
            dubeltówki (niestety celnym). Ładnie opowiedziana historia z
            niemrawym tempem, a temat stary jak świat - trójkąt małżeński i
            zdrada. Do tego ładny motyw muzyczny, choć zbytnio nadużywany.
            • barbasia1 Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 10.12.09, 14:29
              Tak, tak przesłanie dotyczy nie tylko religii.

              Wyglada, na to, ze jakaś moda na kino rosyjskie nastała ostatnio w
              telewizji, szkoda, że nie w publicznej!

              > kochankę męża traktuje się widelcem, a kochanka żony strzałem z
              > dubeltówki (niestety celnym).
              Co za niesprawiedliwość! :)
              • pepsic Re: Dziś "Jak w niebie" TVP2, godz. 23.25 11.12.09, 18:03
                Trochę poszłam na skróty, bo druga para (ta od widelca)to wątek poboczny.Poniżej
                kilka scen i muzyka:
                www.youtube.com/watch?v=FjPFwOJLc-w
                Ps. Na mój gust, małżonek zdecydowanie przystojniejszy, ale serce nie sługa, że
                podeprę się wytartym sloganem. A poza tym, kiedy było trzeba, zachował zimną
                krew i obciął nożyczkami kilkuletniej córeczce palec, aby ochronić ją przed
                zakażeniem.
    • cestina Dziś "Przekleństwa niewinności" 21.40 Zone Europa 08.12.09, 20:02
      "Debiut reżyserski Sofii Coppoli to adaptacja rewelacyjnej powieści Jeffrey'a Eugenidesa. Akcja filmu rozgrywa się w latach 70. w sennej scenerii konserwatywnej dzielnicy Grosse Point, na przedmieściach Michigan. Film opowiada historię typowej katolickiej amerykańskiej rodziny. Pan Lisbon - matematyk z miejscowego liceum i jego żona - gospodyni domowa wychowują swe nastoletnie córki w surowej, lecz szczęśliwej atmosferze. Dziewczęta wzbudzają ogromne zainteresowanie chłopców z sąsiedztwa, którzy dzięki nim odkrywają tajemnice kobiecości.
      Gdy najmłodsza z sióstr, trzynastoletnia Cecilia, popełnia samobójstwo, fascynacja chłopców pogłębia się. Śledzą każdy ruch dziewcząt, zbierają przedmioty do nich należące, studiują pamiętnik Cecilii, szukając odpowiedzi na dręczące ich pytania. Tymczasem po śmierci Cecilii rodzina państwa Lisbon rozpada się. Pani Lisbon izoluje dziewczynki, aby uchronić je przed złym wpływem otoczenia. Gdy jedna z córek, Lux, po balu nie wraca na noc, siostry Lisbon za karę zostają uwięzione we własnym domu. Nie chodzą do szkoły, nie słuchają płyt, nie spotykają się z przyjaciółmi. Chłopcy z sąsiedztwa nawiązują z nimi potajemny kontakt i próbują pomóc im w ucieczce z domu..."
      • grek.grek Re: Dziś "Przekleństwa niewinności" 21.40 Zone E 09.12.09, 11:17
        Widziałem kiedyś... chyba.tak mi się wydaje/mam takie wrażenie/itd.itp

        Zone Europa niestety nie posiadłem, więc se nie przypomnę :)

    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 11.12.09, 13:30
      Nie dowierzam, ze to piszę, ale... TVN ma dziś najlepszą ofertę.

      20:00, "Batman.Początek" - obsada jest bycza, w sensie - popularnych gąb & jak na taki gatunek, a do tego : zawsze ciekawe jest, czy z kolejnego superbohatera uda się wydobyć coś więcej ponad wytarte jak
      szczurzy kuper dylematy i masę strzelanek i wybuchów; plus - jakoś ma dobre skojarzenia z reżyseroscenarzystą Nolanem, z okazji jego "Memento", więc - widzę szansę na coś interesującego. Nie wiem, nie widziałem, niezorientowany taki jestem - recenzje mających to za sobą : mile widziane, co by przygotować nieco widza, czy ma zaopatrzyć się w
      foliowe woreczki, środek wykrztuśny, albo wąglik, co by go wysłać twórcom po zakończeniu emisji.

      22:45 "Siedem" - tutaj szczerze zazdroszczę wszystkim, którzy widzieć ten film będą po raz pierwszy, bo jego premierowe oglądactwo, to jest autentyczne filmowe przeżycie. Wszystko tu jest z cyklu "naj...", poza Bradem Pittem, który jest dobry, ale jednocześnie ewidentnie nie w swoim żywiole (chociaż... czy to jakaś wada jest...?), więc pozostaje wyłącznie siadać i wlepiać gały w ekran :)
      • barbasia1 "Siedem" 11.12.09, 15:01
        grek.grek napisał:

        > Nie dowierzam, ze to piszę, ale... TVN ma dziś najlepszą ofertę.

        :)

        Oby jak najczęśniej tak było!


        Dziś kolejny Fincher , niedawno „Zodiak”, dziś „Siedem”,
        może więc doczekamy się „Podziemnego kręgu”, bardzo bym chciała. :)

        Widziałam „Siedem”, znakomity film, mroczny, złowrogi moralitet.
        NAJlepszy thriller, jaki do tej pory widziałam.


        "Batman.Początek" - w moim dodatku TV piszą: "Odświeżony, bardziej
        mroczny i na serio"!?
        • pepsic Re: "Siedem" 11.12.09, 18:08
          O tak, film wciąga i przeraża do samego końca.
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 11.12.09, 18:24
      Dzisiaj "W stronę morza" - bardzo dobry dramat hiszpański. Przypominam, bo chyba
      po raz pierwszy nadawany jest o przyzwoitej porze tj. o 20.10, ale niestety
      tylko dla posiadaczy Ale Kino!
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 12.12.09, 13:24
        Obgadywaliśmy ten film kiedyś, z tego co pamiętam :)

        Ja znowu dzisiaj będę napędzał oglądalność TVN (jestem niepocieszony),
        ale Blade, to mój must-see, więc wezmę relanium i do dzieła.

        W Jedynce bym polecił Nocnego Jastrzębia. Stallone gra, a nie występuje, i nie strzela komuś w d,pę z łuku- to warto zobaczyć bo to chyba jedyny taki przypadek w jego karierze. Poza planem bystry facet, a tak się dał zaszufladkowac jako aktor. Ale w NJ jest dobry. I ma za przeciwnika Hauera, etatowego mąciwodę, w dodatku z tych dawnych mąciwodów, co to zamącić umieli z klasą.

        Btw, ciekawe w "Siedem", ze nazwisko Spaceya nie pojawia się w czołówce, a dopiero tuż po zakończeniu filmu. Bardzo przytomny zabieg pozwalający uniknąc przedwczesnego zdradzenia kim jest John Doe i jednocześnie przyklepania, że John Doe koniecznie musi się z gęby pojawić na ekranie.

        Ja się teraz zastanawiam, co Fincher musiałby zrobić lepszego, żeby "Siedem" przeskoczyć. I co próbuję, to mu wychodzi, że nie ma nic lepszego i facet może kręcić tylko i wyłącznie bliskie poziomiem filmy.
        Osiągnąc szczyt w, tak naprawdę, drugim filmie... to jest dramat :))

        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 12.12.09, 14:23
          "W stronę morza" - podczepię dla porządku stosowny wątek:

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,90790485,90790485,Dzis_TVP2_22_20_8222_W_strone_morza_8221_.html


          "Nocny jastrząb" - coś często krąży po telewizjach!?
          Sylwester Stallone w damskiej peruce! w baletkach!, w kostiumie
          baletnicy! niezapomniany to widok! ;)

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,81425086,81425086,Tudej_TVN_22_25_Nocny_Jastrzab_.html


          "Siedem" ponownie po długiej przerwie robi jednak wrażenie,
          zwłaszcza, jeśli niektóre sceny zatarły sią w pamięci (jak ta z
          żywym trupem, aż mnie odrzuciło od ekaranu, (jak Millsa /B.Pitt)) ,
          kiedy ten niepodziewanie poruszył się i zaczął kaszleć... Makabra!).

          No właśnie, ciekawe co jeszcze pokaże nam Fincher!?

          A wczoraj, w Polsacie po północy była ... "Piekielna gra", tym
          razem jednak numer 2! (nie wiedziałam, że jest i część druga)
          (oczywiście znów na późno się zorientowałam; Greku widziałeś?
          Nagrałeś?).
          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 12.12.09, 14:53
            barbasia1 napisała:
            >aż mnie odrzuciło od ekranu, .. kiedy ten niepodziewanie poruszył się i zaczął
            kaszleć... Makabra!).
            To prawda, ta scena bardziej przeraża, niż głowa Gwyneth Paltrow. Wczoraj nie
            obejrzałam, bo przez 40 sek. dwóch panów się tłukło, no i już ze dwa razy miałam
            przyjemność (choć nie wiem, czy to słowo jest adekwatne do treści filmu):(
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 12.12.09, 15:27
              pepsic napisała:

              Głowy Gwyneth Paltrow nie pamietam!???, bo tradycyjnie ze względu na
              porę obejrzałam połowę filmu (do pory rozpoczęcia tej nędznej, 40
              sekundowej walki na Polsacie) , więc jak będe oglądać "Siedem" po
              raz trzeci znów będę miałam wrażenie jakbym od nowa oglądała film. ;)

              Nieprzyjemna przyjemność? :)
              • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 12.12.09, 16:26
                Z tego, co pamiętam ostatnim wyczynem Kevina Spacey był makabryczny "prezent"
                dla Brada Pitta tj. głowa żony.
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 12.12.09, 15:16
            Nie oglądałem, niestety. Na Polsacie widziałem tylko jak Pudzian kopnął
            tego drugiego w kostkę i tamten się obraził i poszedł do domu ;) Po tym incydencie nie miałem odwagi włączyć Polsatu, żeby nie stresować nadweręzonej przepony ;)

            Piłowałem "Siedem" po raz 77, albo któryś tam.
            I żałowałem 77 razy na minutę, że nie da się wykasować sobie pamięci, żeby taki film móc obejrzeć znów po raz pierwszy, ze wszystkimi tego okolicznościami przyrody ;)
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 12.12.09, 15:35
              :)))
              Pudzian kopał jak rozujszony koń, którego giez w zadek ugryzł, nie
              dziwne, że ten drugi się obraził. :)

              >Piłowałem "Siedem" po raz 77, albo któryś tam.

              O!

              To teraz mnie kusi strasznie, żeby poprosić Cię o dopowiedzenie
              ciągu dlaszego...


              A co Cię najbardziej fascynuje w tym filmie? Poza tym, że wszystko
              (scenariusz klimat, akcja, zagmatwanie, aktorstwo, obrazy i ujęcia
              itd) ! ;)
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 13.12.09, 13:08
                "Ciągu dalszego" ..czego konkretnie ? :)

                Co w "Siedem" robi wrażenie ? Poza tym, ze wszystko ? :)
                Nastrój, oczywiście budowany za pomocą kolorów, okoliczności (mało jasnych barw, dominujące przyciemnienie, deszcz, pomieszczenia mało
                przejrzyste plus rzecz jasna kolejne ofiary znajdowane, ich stan, cała te duszna otoczka biorąca się z motywacji religijnego fanatyka) . Napięcie. Jak dla mnie, to jest podstawowa kategoria dla thrillera - ma napięcie, znaczy się jest dobry, nie ma - jest do de. I nie ma mu patosu, nie ma ckliwości, nieszczerze zagranych reakcji, trochę Pitt szarżuje, żeby młodego i emocjonalnego Millsa koniecznie ustawić w wyrazistszej opozycji do starszego i stonowanego Somerseta, ale to tylko szczegół jest.
                Nie wiem już :) Ostatecznie i tak konkluzja moja będzie taka, że po prostu wszystko tu gra i trąbi, jest to wzorcowy thriller, arcydzieło gatunku i jako takie jest bez wad, a w takich warunkach trudno wybrac jedną jedyną zaletę i się na niej skupić ;)
                • barbasia1 "Siedem" 13.12.09, 13:32
                  Od momentu, kiedy Somerstet orientuje się , że zabójca działa według
                  klucza – jego zbrodnie wymierzona są przeciwko ludziom , którzy
                  popełnili jeden z siedmiu grzechów głównych. W chwili, kiedy o tym
                  mówi popełnione zostały trzy morderstwa, mamy zatem już 3 grzechy -
                  obżarstwo (makabryczne – scena z grubasem najbardziej zapadła mi w
                  pamięć), chciwość (wykrwawiony prawnik ), lenistwo (żywy trup)...
                  • grek.grek Re: "Siedem" 13.12.09, 14:30
                    Cholera, 77 razy to nie było chyba, albo było, ale pomiędzy tymi
                    76, a 77-m przestrzeń jest wielgachna. NO ale lecimy i zobaczymy
                    co się stanie ;)

                    Po lenistwie Somerset wpadł na pomysł, żeby skorzystać z usług swego kolegi-agenta FBI, który ma dostęp do danych użytowników bibliotek - korzystanie z pewnego rodzaju litratury jest ściśle kontrolowane, więc
                    nazwiska takich osobników są w rejestrze.Dostają więc listę takową, biorą pierwszego z brzegu Johna Doe. Pukają do jego chawiry, kiedy jakiś facet do nich zaczyna strzelać - jak łatwo się zorientować, sam lokator, ktory wracał właśnie z zakupów. Mills go ściga, strzelają się, a potem dostaje w głowę i musi błagać nieznajomego o darowanie życia. Skutecznie zresztą.
                    Włamują się do domu Johna Doe, gdzie znajdują notatki o tym, jak świat jest powalony, krucyfiksy, zdjęcia liczne, wśród których Mills znajduje fotgrafię swoją i Somerseta, okazuje się że John Doe zrobił im je, podając się za fotografa z gazety (pamiętasz tę scenę na schodach ? Mills go pogonił wtedy). NO ale skąd mogli wiedzieć,ze to akurat ten. I kiedy tę chałupę cała policja przetrząsa JD dzwoni i przekazuje wyrazy podziwu dla Millsa i Somerseta.
                    W domu JD Somerset znajduje zdjęcie blondynki i adres wytwórcy specjalnych gadżetów artystycznych.
                    Blondynka to kolejna ofiara. Za "nieczystość". Prostytutka, zabita w nocnym klubie, domu schadzek, czy jak to tam funkcjonowało. JD sterroryzował bronią faceta własnie szykującego się do skorzystania z jej usług, kazał mu na siebie założyć, zamówiony wcześniej w ww.sklepie sprzęt - coś w rodzaju protezy penisa, tyle że z żelaznym zakończeniem, no i kazał mu korzystać...
                    Rozdygotany konsument niewiele był w stanie powiedzieć, szef klubu też, w hałasie, pośród dudniącej muzyki, nie mógł wiedzieć, ze w jednym z pokojów się odbywa taka akcja.

                    W tym czasie trwa wątek rodzinny : żona Millsa zwierza się Somersetowi, że jest w ciązy i nie wie, co ma zrobić, czy powiedzieć o tym męzowi, i że w ogóle miasto ją przygnębia.
                    Somerset się jej rewanżuje historią osobista, że kiedyś namówił narzeczoną do aborcji, bo na taki parszywy świat nie chciał sprowadzać dziecka. I że jej nic nie może doradzić, chyba tylko tyle,że jak usunie, to niech nigdy męzowi nie mówi,że była w ciązy, a jak urodzi, to niech dzieciara rozpieszcza ile wlezie.

                    POtem jest kolejna ofiara - młoda modelka z obciętym nosem. Za "pychę".

                    I kiedy detektywi są totalnie w kropce, John Doe przybywa na komisariat i się poddaje. Upaprany jest krwią modelki, blondyny i jeszcze jakąś jedną, ale niezidentyfikowanej osoby.
                    Mowi, żę chętnie się do wszystkiego przyzna, ale najpierw chce pojechać tylko z Millsem i Somersetem w miejsce, gdzie są jeszcze dwa trupy.
                    Jak się nie zgodzą, to poprosi o uznanie go za niepoczytalnego i pocałujcie w d,pę misia.
                    Co mają robić - zgadzają się z nim jechać. Oczywiście wszystko nadzoruje policja, helikopter, pełna łączność, nie wiadomo co człowiek knuje.

                    Jadą więc z nim, w samochodzie rozmawiają o tych jego czynach - facet jest fanatykiem religijnym - działa wg wytycznych samego Boga, wg niego wszędzie pleni się grzech i trzeba temu powiedzieć "dość", i on jest fortpocztą mówienia globalnego, za nim pójdzie reszta oburzonych; ofiary same sobie były winne, jemu sprawiało satysfakcję obracanie grzechu przeciw go czyniącemu, a millsowi darował życie i Mills niech o tym pamięta do konća swoich dni, co Mills jakoś przyjmuje bez entuzjamu.

                    Docierają na miejsce, pustka, zad,pie totalne, nic nie ma.
                    Są sami, helikopter śledzi ich z pewnej odległości, żeby przestępcy nie drażnić, są w stałej łączności.

                    Pojawia się furgonetka. Kurierska. Mills zostaje z JD, a Somerset leci sprawdzić o co biega.
                    Kurier przywiózł zamówioną w to miejsce przesyłkę. Daje ją Somersetowi i spie,prza.
                    Jednocześnie Mills rozmawia na osobności z JD, który mu mówi, że podoba mu się "proste życie" Millsa, jego żona, jest o nie zazdrosny, a więc popełnia jeden z owych 7 grzechów - i odwiedził jego żonę i wziął sobie jej... głowe na pamiątkę.
                    W tym czasie Somerset otwiera paczkę i doznaje szoku. Co tam jest, to wszyscy już wiemy. Oczywiście, dla lepszego efektu, samej głowy nie widać, widać tylko przerażenie i zdumienie Somerseta.
                    Biegnie on z powrotem krzycząc do Millsa, ale jest za późno - JD już mu zdązył powiedzieć, co jest w paczce. Teraz czeka na to, zeby Mills popełnił grzech gniewu i go zabił, kończąc zabawę.
                    Somerset przekonuje Millsa, że nie powinien tego robić, bo JD w ten sposób dopnie swego (a Mills dostanie czapę za morderstwo, czyli zapłaci za swój grzech). Zrozpaczony Mills się bije ze sobą w srodku, mierząc do JD z pistoletu, i kiedy chyba jest blisko opanowania się, JD zdardza mu,ze jego żona była w ciązy. I dostaje kulkę. A potem jeszcze kilka.

                    MIllsa zgarniają policjanci, odwożą go otępiałego samochodem, pewnie w kajdankach, a Somerset pytany przez jakiegoś policaja, gdzie w razie czego można go szukać odpowiada "będę w pobliżu".

                    Potem z offu cytat z Hemingwaya, że "świat do fajne miejsce, warto o nie się troszczyć" i komentarz Somerseta, zę "zgadza się z drugą częscią tej sentencji" i kuniec.

                    Udało się trochę Ci wspomnienia rozjaśnić ? ;)

                    • barbasia1 Re: "Siedem" 13.12.09, 15:03
                      Bardzo się udało! Dziękuję! :)

                      Teraz przypomniałam sobie wszystko! Zwłaszcza te ostatnie sceny.

                      Przygnębiający film.


                    • paero123 Re: "Siedem" 14.12.09, 17:28
                      (a Mills dostanie czapę za morderstwo, czyli zapłaci za swój grzech)
                      JD byłby głupi gdyby liczył akurat na takie postanowienie sądu, można
                      przekonująco udowodnić działanie Millsa w afekcie/chwilowa niepoczytalność, być
                      może miał on nawet jakiś podsłuch na sobie, więc można udowodnić tu pewną rolę
                      JD we własnej śmierci
                      • barbasia1 Re: "Siedem" 17.12.09, 14:27
                        paero123 napisał:

                        Właśnie, też nie sądzę,żeby Millsa nie potraktowano łagodniej, nie
                        uwzględaniono tragicznych okoliczności, jakie popchnęły go do
                        zbrodni.
                        I John Doe jako piekielnie inteligentny człowiek musiał to
                        zakładać. Myślę więc, że przede wszystkim chodziło mu o
                        sprowokowanie Millsa do popełnienia grzechu, do gniewu, którego
                        konsekwencją było - zabójstwo. W ten sposób John Doe zrealizował ,
                        to co zamierzał, zniszczył człowieka, Millsa, choć ten jako jedyny
                        (a włąściwie chyba jednen z dwójki, bo kobieta z odciętym nocem
                        chyba przezyła, prawda?) pozostał przy życiu i ma szansę na
                        odkupienie swego czynu.

                        • paero123 Re: "Siedem" 17.12.09, 18:20
                          JD w jego pokręconej głowie chodziło też o ukaranie grzechu zazdrości, który to
                          podobno JD żywił wobec Millsa, zazdroszcząc mu zony, rodziny etc. wymieniał całą
                          litanię na uzasadnienie swojego grzechu.
                          Prowokowanie Millsa do popełnienia grzechu chyba nie miałoby sensu, JD karał już
                          istniejących "grzeszników"... Skoro wedle definicji grzech to "świadome i
                          dobrowolne przekroczenie" to Mills w momencie zabójstwa JD miał zapewne
                          ograniczoną świadomość, co czyni
                          • barbasia1 Re: "Siedem" 20.12.09, 14:01
                            paero123 napisał:

                            Ale czy Mills był tak zupełnie bez winy, przecież miał skłonności
                            do szybkiego wpadania w irytację, gniew i nie raz to
                            czynił /ilustruje to np. scena, kiedy przegania ze złością mężczyznę
                            (a właściwie samego JD, czego wtedy Mills nie wiedział ) robiącego
                            mu zdjęcie /. I pewnie dlatego został wybrany i sprowokowany (to
                            nie ulega wątpliwości) przez JD.

                            No właśnie, czy aby na pewno Mills w momencie zabójstwa miał
                            ograniczoną świadomość swych czynów?! Przecież Mills był
                            policjantem (zaznajomionym zresztą dobrze ze sprawą tego
                            niebezpiecznego psychopaty, wszytskie motywy jego chorego
                            postępowania poznaje w drodze na , a zatem w jakimś stopniu
                            przygotowanym, czujnym na wszystko, co może się jeszcze zdarzyć), a
                            więc z racji zawodu, wczesniejszego przygotowania do pracy
                            teoretycznie powinien być człowiekiem o wiele bardziej świadomym
                            swych czynów i bardziej uważnym, racjonalnym w działaniu,
                            opanowanym. I w jakimś stopniu chyba jest, próbuje być o czym
                            świadczy fakt, że Mills nie zabija natychmiast, od raz (jakby to
                            zrobił zwykły człowiek na jego miejscu), on zastanawia się!, bije
                            się z myślami, układa soebie to wszstko w głowie! (Somerset go
                            jeszcze utwierdza w tym , aby nie zabijał JD). Potem dopiero
                            strzela do JD (na wiadomość o ciąży zamordowanej żony).
                            Myślę, że pytanie o to czy Mills świadomie, czy nieświadomie
                            popełnił ten czyn, a zatem, czy zgrzeszył, czy nie pozostaje
                            otwarte.
                            Chyba tylko on sam to wie!
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 12.12.09, 14:25
        pepsic napisała:

        Pepsic, "Ale kino" masz w kablowce?
        • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 12.12.09, 14:56
          Wszystko mam w kablówce, internet od niedawna też :)
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 12.12.09, 15:41
            pepsic napisała:

            > Wszystko mam w kablówce, internet od niedawna też :)

            Świetnie!
            Bardzo fajny ten kanał "Ale Kino".
            Oferta ogólnodostępnej TV coraz gorsza, seriale, powtórki, seriali
            ciekawe rzeczy w środku nocy, trzeba będzie wreszcie poważnie
            pomyśleć nad kablówką!? :)
            • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 12.12.09, 16:35
              To, co wyprawia ostatnio telewizja publiczna przekracza wszelkie granice
              przyzwoitości. Chore kontrakty, sto tys. doradców, uboga oferta i igrzyska dla
              mas - który budżet to wytrzyma? Barbasiu, jeśli masz możliwości, nie zastanawiaj
              się, poszukaj dobrej promocji, będziesz zadowolona :)
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 13.12.09, 12:33
                pepsic napisała:

                Całym sercem jestem przeciwko likwidacji telewizji publicznej,
                I podobnie jak Grek uważam, że jej sprywatyzowanie doprowadzi tylko
                do tego, że jeszcze więcej będzie „stiwenów segali, czaków norisów,
                van damów, dżeki czanów, głupwych komedii romantycznych
                teledurniejów i tym podobnej mizerii i głupoty.
                Z drugiej strony w TVP drastycznie pograrsza się oferta, coraz
                mniej ciekawych 9i wartościwoych) programów, filmów itd., rzeczy
                które by mnie interesowały. A te, które są, nadawane są w środku
                nocy, jednak w porze nie do przyjęcia dla mnie, dla przeciętnego
                widza.
                Dlatego chyba czas podjąć radykalniejsze dziania, zastąpić
                publiczną kanałami, które mają atrakcyjniejszą ofertę i szacunek do
                widza.
                Może spadek oglądalności da wreszcie do myślenia władzom publicznej
                telewizji.


                Dzięki z info.! :)
                • barbasia1 Dziś "Tajna historia "Archipelagu Gułagag" 13.12.09, 12:45
                  Dziś jednak wyjątkowo publiczna pokaże rzecz bardzo ciekawą,
                  francuski dokument o kulisach powstawania książki
                  Sołżenicyna "Archipelag Gułag"(TVP2, godz. 18.00).


                  A o 23.20 (w TVP2) - coś dla wielbicieli L.U.C-a! - koncert w
                  klimatach patriotycznych - 39/89 L.U.C - Zrozumieć Polskę.

                  • barbasia1 A film duński "W twoich rękach" o 1.25 13.12.09, 12:56
                    "W twoich rękach" (Dania 2004)

                    "Współczesna Kopenhaga. Anna, świeżo upieczona absolwentka
                    seminarium duchownego, zostaje zatrudniona jako pastor w więzieniu
                    dla kobiet. W tym samym czasie trafia tam również nowa więźniarka,
                    Kate, o której współtowarzyszki niedoli opowiadają dość zaskakujące
                    historie. Z czasem te plotki docierają również do Anny. Młoda
                    pensjonariuszka, Marion, którą pani pastor przyjęła do pomocy i z
                    którą się zaprzyjaźniła, wyjawia jej, że Kate ma moc uzdrawiania i
                    przewidywania przyszłych zdarzeń. Ją samą uleczyła z nałogu
                    narkomanii. Działanie Kate jest nie w smak Jossi, więźniarce, która
                    na terenie zakładu karnego prowadzi handel narkotykami, zarabiając w
                    ten sposób na utrzymanie dwójki swoich dzieci pozostających
                    tymczasowo pod opieką babci. To właśnie babcia i starsza córka
                    dostarczają jej towar podczas widzeń. Jossi ostrzega Kate, żeby nie
                    próbowała leczyć innych więźniarek, bo może się to źle dla niej
                    skończyć. Kiedy więc Jossi żąda od Marion, żeby przechowała część
                    towaru, ta nie śmie odmówić i ukrywa go z pomocą Kate w łazience.
                    Zaintrygowana niezwykłą osadzoną Anna odwiedza Kate w jej celi. Ze
                    zdziwieniem słyszy, że powinna dbać o siebie i dziecko, które nosi.
                    Zaskoczenie pani pastor jest tym większe, że już straciła nadzieję
                    na zostanie matką. Lekarze zgodnie twierdzili od lat, że jest
                    bezpłodna, żadne kuracje nie przynosiły efektu. Przeprowadzony w
                    domu test ciążowy potwierdza jednak słowa Kate. Szczęśliwa Anna i
                    jej mąż Frank odwiedzają lekarza. Wszystko wskazuje na to, że ich
                    największe marzenie się spełni. W dniu ślubu swojej siostry Kate
                    dostaje przepustkę na udział w uroczystości. Towarzyszy jej
                    sympatyczny strażnik Henrik. W ostatniej chwili Kate stwierdza, że
                    nie podoła spotkaniu z tłumem krewnych i znajomych. Zamiast na
                    ślubie, ona i Henrik spędzają ten czas w kawiarni. Rodzi się między
                    nimi nieśmiałe uczucie. Wkrótce Kate ponownie wychodzi na przepustkę
                    pod opieką Henrika. Przez okno kawiarni zauważa ich matka Jossi. Co
                    gorsza, ich nieco zbyt czułe pożegnanie po powrocie widzi jedna ze
                    strażniczek."

                    www.telemagazyn.pl/program/3502823048.html

                    • grek.grek Re: A film duński "W twoich rękach" o 1.25 13.12.09, 13:21
                      Chyba to kiedyś oglądałem :)

                      Jedynka dzisiaj ma najlepszy stuff :

                      23:00 nowa wersja Arsena Lupin, a po nim Matka Królów, czyli polskiego kina klasyka. Do trzeciej zejdzie, heh.

                      Niestety, dopóki ludzie odpowiedzialni za funkcjonowanie mediów publicznych są tacy, a nie inni,to się nic nie zmieni. Politycy
                      nauczyli się trzymać media za ryj, na stanowiska rekomendują swoich
                      kolegów z zerowym doświadczeniem, albo z zerową wolą czynienia zmian
                      na lepsze - ci co są stawiają na zyski, bo zapis w ustawie głosi,ze
                      TVp musi się takowym wykazywać, i dlatego o 20 leci Rozlewisko a Matka Królów o 1 w nocy. Rozlewisko obejrzy 4 mln ludzkości, MK z pół miliona... A i tak, tacy jak ja, dziękują okolicznościom wszelakim,że te filmy są w ogóle i mozna je nagrac, czy wypić kawę i obejrzeć późnow nocy. Lepsze to niż kompletnie nic, albo konieczność kupowania anten, zeby odbierać jakieś satelitarne programy, płacenia za nie rosnących stawek, czasami za normalne i centralne g.wno, bo jak przeglądam nieraz oferty, to dochodzę do wniosku, że inwestycja jest to/byłaby wysoce ryzykowna.

                      Trzeba tak pokierowac sprawami, żeby zysk przestał być naczelną kategorią, żeby TVP miała może mniej, ale za to pewnej kasy z budżetu i żeby politycy przestali mieć wpływ na obsadzanie stanowisk kumplami od
                      robienia politycznej ściemy.
                      Zabrać pieniądze Ministerstwu Kultury, dać je TVP i szlus. Zabrać reklamy publicznej, oddać je komercyjnym, ale w zamian za to niech komercyjne płacą podatek od tej korzystnej dla siebie zmiany na rzecz TVP.
                      Platforma mogła by to zrobić (PSL i SLD byłyby za), ale nie zrobi, bo by jej tego komercyjni wspieracze nie darowali, oni chcą likwidacji publicznych mediów, przejęcia reklam bez podatku na TVP i po to przecież PO popierają, a nie dlatego, że im się Tusk podoba. Więc nie zrobi, bo straciłaby przychylny głos np. TVNu, a nic nie zyskała.
                      Od polityki się nie ucieknie, niestety.

                      • barbasia1 Re: A film duński "W twoich rękach" o 1.25 13.12.09, 14:20
                        > Od polityki się nie ucieknie, niestety.

                        To niech sobie politykują w tej telewzji skoro muszą, ale niech mają
                        też wzgląd na widzów !

                        Oczywiscie, że lepiej, że dobre kino nadawane jest późno, niż żeby
                        go wcale miało nie być, ale dlaczego nie domagać wprowadzenia zmian,
                        skoro nowe władze nastały.
                        Nie mam duzych wymagan chciałabym tylko dwa razy, raz w tygodniu
                        mieć szanse obejrzeć (w całosci) dobre filmy, jak ten szewdzki
                        niedawno "Jak w niebie, dokumenty czy polską klasykę ("Matkę królów"
                        widziałam w ubiegłym wieku!) o ludzkiej porze. I nie musi to byc
                        wcale godzina 2o.oo, można by stworzyc pasmo od 22.00 (pierwszy
                        film, kończyłby się przed północą). Czy tego naprawdę nie da się
                        zrobić?


                        A dzisiaj też "Samotnosć w sieci" cześć 2. o 21.20 - postanowiłam
                        obejrzę, a potem napiszę o całosci. :)


                        • grek.grek Re: A film duński "W twoich rękach" o 1.25 14.12.09, 14:30
                          Na razie TVP daje "prezent dla wszystkich płacących abonament - nowy konkurs audiotele, w którym za SMS-a można wygrać nawet 10 tysięcy" - ja nie wiem już, czy się śmiać, czy płakać :)
                          Każde dziecko wie,że konkursy audiotele są zwykłym okradaniem naiwnego widza A oni to zapowiadają jako "prezent za płacenie abonamentu"...

                          Może ta telewizja naprawdę zasługuje na upadek...
                          A może zasługuje na reformatora, który wreszcie pogoni tę zgraję, zacznie robić telewizję ubogą w formę, ale bogatą w treść.

                          Parę tygodni temu, oglądam program w INfo, traktujący o finansowaniu TVP - i prowadząca słysząca, ze rząd nie ma w planach przeznaczania kasy na publiczną, abonament spada i w ogóle finanse się sypią, dramatycznym tonem pyta : błoże, przecież to oznacza, ze TVp nie będzie mogła nadawać seriali. Ręce opadają :)

                          Klan, MjakMiłośc, Na dobre i złe, Barwy Szczęscia - to wg samych pracowników jest bogactwo TVP. Dziękuję bardzo.
                          • barbasia1 Re: A film duński "W twoich rękach" o 1.25 14.12.09, 15:00
                            :)))
                            no i jaka chojność w tej tVP - "nawet 10 tysięcy" można wygrać -
                            łaskawcy! :)
                            A tak im strasznie zależy, żeby ludzie wygrywali te nagrody, że
                            nawet smsy zachęcające rozsyłają ! :)

                            > Może ta telewizja naprawdę zasługuje na upadek...
                            Greku, nie wąpt, jak Ty zwątpisz, to nie zostanie już nikt, komu
                            będzie zależało na publicznej TVP; ja miałam chwilowy kryzys, ale
                            już mi przeszło w związku z popieram Twój pomysł i apeluję to (do
                            nieba chyba?), aby wreszcie znalazł się "reformator, który wreszcie
                            pogoni tę zgraję, zacznie robić telewizję ubogą w formę, ale bogatą
                            w treść". :)

                            Niezły poziom prezentuje ta pani z TVPInfo.! :))
                            • barbasia1 Re: A film duński "W twoich rękach" o 1.25 14.12.09, 15:02
                              HOJNY - O Matko! jak ja piszę!
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 13.12.09, 15:28
      Wczoraj w TVP Kultura obejrzałam nasz rodzimy melodramat "Trędowatą" Hoffmana.
      Kiedyś tego filmu nie doceniałam i patrzyłam nań z przymrużeniem oka, a tu
      niespodzianka, całkiem nieźle się oglądało. Dymna śliczna jak obrazek, oj
      wolałabym ją w roli Stefci. Przepiękna muzyka Kilara. Starostecka (coś
      zniknęła z ekranów)
      drażniła zbytnio przerysowaną grą aktorską. Dużo lepiej
      wypadła w moich ulubionych "Nocach i Dniach". Świetnie zagrany film, dopracowane
      sceny (twórcy obecnych seriali powinni się uczyć) w doborowej obsadzie
      (Kownacka super!). Widać rękę mistrza.
      Ps. Patrząc na sztywne podziały klasowe i ludzką zawiść gdzieś mi zakołatało,
      czy Robespierre czasem nie miał odrobiny racji?
      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 13.12.09, 16:08
        Podaję link z przepięknym walcem Kilara: "glebowicze":
        www.youtube.com/watch?v=vEdgiF9knC4&feature=related
        Ps. Mówią mi, że Starostecka pasuje ;)
        • barbasia1 "Tręowata" 13.12.09, 19:40
          Mamy zatem w naszej kolekcji i piękny melodramat. :)

          Prześliczny walc!
          I świetny dialog Rity Szylinżanki (Kownacka) i Hrabiego Trestki
          (Fornczewski) :).

          /Mnie też krucha, eteryczna Starostecka bardzo pasuje do roli
          Stefci./
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 14.12.09, 12:36
        Muzyka pierwsza klasa. Aczkolwiek, u mnie nr 1 zawsze będzie temat z Lalki (z tymi rycinami z czołówki robi jeszcze większe wrażenie, dlatego zawsze oglądałem Lalkę ze wszystkimi napisami :)

        www.yotube.com/watch?v54ykKrid0mg&feature=channel_page
        Na mój gust, słaby byl wczoraj Arsene Lupin, oglądaliście/łyście ?
        Za dużo niepotrzebnych zwrotów akcji, za dużo pościgów, ucieczek, pojedynków, mało wiarygodne wątki romansowe, miała być lekka szelmowsko-łotrzykowska przygodowa akcja, a wyszło za długie o conajmniej pół godziny powidło ze smarem i mydłem, w którym kolejne komplikacje
        są mnożone chyba tylko po to,żeby wykręcić zapisaną w kontrakcie
        przepisową długość filmu.
        Kristin Scott Thomas ma interesujący typ urody, jest dobrą aktorką, dostała w sumie jedyną w miarę ciekawą postać do zagrania, i
        nagrodę dostaje ten, kto ją namówił do występu w tym filmidle. Reszta, w szczególności scenarzysta i pan, który skopał rolę Arsena'a Lupina, czyniąc z niego mydłka bez właściwości, dostają rózgę i 25 lat zakazu robienia filmów bez możliwości apelacji.

        Matka Królów - ech, no klasyk po prostu, i nawet po blisko 30 latach ciągle mocna rzecz. Beznadzieja, rozpaczliwa determinacja i pełna wiary naiwność w wykonaniu Magdy Wójcik - nic innego nie musiała grać w zyciu, ta jedna rola ją wpisuje w kanona wieku wieków amen. I cała plejada aktorów, jak kto chce zobaczyć, jaki pałer miała polska szkoła aktorska - tutaj ma podręcznikowy przykład. Świetnie zbudowane obrazki Polski na przestrzeni lat, zmiennych losów bohaterów, niszczącego wpływu ideologii.

        Charlie i Fabryka Czekolady, w TVN leciało - przegapiłem pierwsze 45 minut, ale reszta mnie wkręciła jak nogawkę w łańcuch. Pięcioro dzieci wygrywa w loterii ogłoszonej przez znanego producenta czekolady wstęp na wycieczkę po tytułowej fabryce, razem z kimś bliskim. Na końcu czeka na jedno z nich nagroda. Fabryka okazuje się światem zupełnie magicznym, pełnym niezwykłych miejsc, urządzeń do wyrobu czekolady i personelu je obsługującego (małe typki o fizjonomii porwanego z ulicy Filipińczyka, wiewiórki łuskające orzechy itp.), a sam właściciel Willy Wonka, osobliwym, eleganckim "kosmitą" ;), ale z drugiej strony człowiekiem z przeszłością - Piotrusiem Panem, który w dzieciństwie przezył traume, kiedy ojciec zakazał mu jedzenia czekolady, a potem wygnał z domu dowiadując się, że syn będzie chciał prowadzić produkcję czekolady, a nie być prawnikiem, czy lekarzem, czy kim tam jeszcze. Dzieci okazują się być albo chciwe, albo głupie, albo przemądrzałe albo kapryśne i próbując samodzielnie wziąć sobie coś, czego otrzymać nie mogą albo nie powinny, dostają karę - przemądrzalec najpierw zostaje sprowadzony do rozmiarów żołnierzyka ołowianego,a potem rozciągnięty do postaci karykaturalnie wysokiej, ale chudej jak z tektury, bogata dziewczynka próbuje zabrać sobie jedną z wiewiórek i zostaje przez resztę ich wrzucona do zzyspu skąd wychodzi cała umorusana, inna sięga po nieprzetestowaną gumę do żucia i zmienia kolor na filoetowy, a z czwartym... nie pamiętam, co się stało; tylko jeden, skromny Charlie, z biednej rodziny okazuje się być szczerym i grzecznym chłopcem i jemu Willie Wonka chce przeznaczyć nagrodę - właścicielstwo firmy. Ale musi opuścić swoją rodzinę. Na to się Charlie nie zgadza, woli zostać z poczciwą rodzinką w podupadającej ruderze. POczątkowo Wonka jest tym zdziwiony, ale później, dzięki chłopcu, pogodzi się z ojcem, stanie się ich przyjacielem domu, a ich dom znajdzie się w obrębie jego fabryki.

        Baśniowa konwencja a'a Tim Burton, fantazyjne pomysły na "wystrój wnętrz" i całą tę fabryczną nadrzeczywistość, jasny podział na fajnych i niefajnych, nieznośne bachory dissujące się z Wonką, no i sam Willy Wonka w niezrównanym, brawurowym wykonaniu Johnny Deppa - kapitalna mimika, styl, finezja w podawaniu tekstu, ogrywanie niekonwencjonalności postaci wyjętej spod wszelkich reguł, w takich rolach Depp jest mistrzem świata. Gra siebie, sprzedaje część własnego charakteru, przynajmniej tak sam mówi w wywiadach (polecam, wywiady z nim, to autentyczna gratka). W ogóle, to jest ikona. Faceta nie można nie lubić. Zauważyliście, że mało w jego filmografii ról śmiertelnie poważnych ? Same postaci bajkowe, albo okołobajkowe. Takie z drugiej strony księzyca zawsze. Jak dla mnie, to on tworzy kompletnie nową kategorię akorstwa w światowym kinie, kreując galerię postaci z niczym nie dających się zestawić, co śmieszą, tumanią i nie powiem, zeby przestraszały. Nikt nie ma większej charyzmy we współczesnym kinie, że jak się pojawia to reszta się chowa albo kręci bezwolnie wokół niego.

        Burton-Depp, to jest od zawsze gwarancja świetnej zabawy z przesłaniem - od Edwarda przez Sleepy Hollow do Fabryki Czekolady. W przyszłym roku ma wejść do kin Alicja w Krainie Czarów, a Depp ma zagrać Szalonego Kapelusznika. I pewnie znowu Johnny zrobi rolę przez duże R, bo czy można go trafniej obsadzić ?





        • barbasia1 Lalka Lupin Charlie i fabryka czekolady 14.12.09, 15:49
          A wiesz, źe na mnie tak muzyka też tak zawsze działała, i też nie
          mogłam się oderwać od napisów! :)
          Cudowna, gdyby Kurylewicz mieszkał i komponował w Ameryce na pewno
          otrzymałby za nią Oskara.
          Raz jeszcze wklejam link z muzyką, bo w Twoim linku nie widać jej, a
          raczej nie słychać.

          andante.wrzuta.pl/audio/3LLmVMWXxeB/andrzej_kurylewicz_-_lalka_1977

          /A"Lalkę" można usłyszeć w radiowej Dwójce , codziennie o 9.30
          kolejne fragmenty bardzo pięknie czyta Jarslaw Gajewski./


          "Charli i fabryka czekolady" - widziałam tylko fragmenty jakiś czas
          temu (tradycyjnie w okolicach świąt zawyczaj jest/był puszczany) ,
          przyznam, że chyba trochę zignorowałam ten film, ale nadrobię przy
          najbliższej okazji. :)

        • barbasia1 Arsene Lupin 15.12.09, 12:33
          Ja oglądałam ten film /(do północy:) w związku z czym mam prośbę do
          Ciebie Greku, czy możesz napisać jak się skonczył?/

          Czego w tym fimie nie było – motyw zemsty syna na mordercach ojca,
          poszukiwania skarbu królewskiego, tajny spisek francuskich
          monarchistów, pojedynki, morderstwa, romanse, zazdrosne kobiety,
          nawet czary, magia, , czarownica popijająca tajemniczy eliksir
          młodości i jeszcze opary opium. Mnóstwo ogranych schematów.

          Muszę Ci powiedzieć, że mnie Arsene Lupin urodziwą twarzą ozobioną
          wąsikiem oraz loczkiem na czołem uwiódł, rozpalił zmysły oraz
          głowę (dziś, a w zasadzie od wczoraj wiem, że to była temperatura
          wywołana rozpoczynającą się grypą : /). Jeszcze bardziej uwiodła
          mnie strona wizualna tego filmu – efektowne, piękne kostiumy,
          scenografia, zdjęcie w plenerze.
          Do filmów kostuimowych wielka słabość mam, jestem w stanie więcej
          wybaczyć. :)
          • grek.grek Re: Arsene Lupin 15.12.09, 13:36
            Jedyne co pamiętam, to to, że się ten łysy, co za Lupinem ciągle łaził się okazał jego ojcem, po operacji plastycznej; łysego zahipnotyzowała hrabina, żeby przyniósł jej krucyfiks na jakiś bal, Lupin to posłuchał, przybył tam w przebraniu przed hrabiną i sam ten krucyfiks odebrał, a przy okazji jeszcze uwiódł ponownie Eve Green, a później się zdemaskował przed nią, a ona z nim uciekła razem ; potem Lupin zestawił te trzy krucyfiksy, co je zakosił, i okazało się, że odpowiednio ułożone na mapie stanowią one klucz do miejsca ukrycia skarbu; potem Lupin był w niewoli u hrabiny, razem z Evą Green, potem się z tej niewoli oboje wydostali, a raczej uwolnił ich ten sługa hrabiny, który się w powietrze wysadził; Lupin wykiwał oboje - hrabinę i łysego (nie pytaj mnie o całość intrygi, bo naprawdę się w którymś momencie pogubiłem w tym całym galimatiasie) i wpadli w ręce policji - łysy się wydostał, bo się okazało, że jest agentem króla,czy tam kogo, a hrabinę aresztowano; skarb okazał się być ukryty w jaskini w górze przy morzu - przybył tam Lupin, a jego śladem jego łysy, i się zaczęli szarpać, aż łysy spadł z tej góry i się zabił; Eva Green zgineła po drodze (nie przypomnę sobie, kto ją zaszlachtował...); Lupin nie rozpaczał, tylko zdobył współpracowników i rabował dalej, jako szef tej bandy; a na końcu hrabina ucieka z tego więzienia, porywa Lupinowi jego syna, a potem jest pstryk, akcja się przenosi w przód, a w niej hrabina wysyła już dorosłego syna Lupina z ładunkiem wybuchowym,żeby rzucił go w Franciszka Józefa, ale dziwnym trafem na miejscu jest też Lupin, który udaremnia zamach. I jest koniec.

            Wiem, jak to brzmi, ale takie właśnie slajdy mi zostały w głowie, scenariusz wyjątkowo nieczytelny, sensacje i rewelacje pogmatwane jedna w drugą. Ech, ci Francuzi ;))

            Dobrze, że przynajmniej Tobie się ten Lupin podobał pod jakimś względem... Ja się i tak na tym nie znam :)

            Wczoraj były dwa dobre dokumenty :
            - w Dwójce "Anatomia kryzysu" o... kryzysie :) POdobieństwa z tym z 1929 roku : nieodpowiedzialna polityka kredytowa banków, wolny rynek bez trzymanki, przegięcia na Wall Street, błędy zarządzających itd. Niby mozna o tym przeczytać wszędzie, ale pokazane bardzo dobrze, z wypowiedziami amerykańskich publicystów, w interesującej perspektywie porównujące obecną sytuację do rzeczonej z 29 roku i uwaga o tym, jak łatwo Ameryka zapomniała o historii sprzed 80 lat i jak bardzo niczego się z niej nie nauczyła.

            - w Info "Po powrocie", o amerykańskich weteranach wojennych, z Wietnamu, Iraku, którzy wracają do domu, często ze stresem pourazowym, i nie nadają się do niczego, są bezdomni, nie mają za co utrzymać rodzin, nie dostają żadnego wsparcia państwa (ciekawe, ze w Ameryce każdy więzień wychodzący z pierdla dostaje wyprawkę, a żołnierz wracający z wojny, gdzie dzień w dzień żył w poczuciu zagrożenia życia, widział trupy, flaki, strzelano do niego i on strzelał - nie dostaje nic, wraca do pustki); politycy oczywiście nic dla nich nie robią - poza pięknymi deklaracjami w telewizji; organizacje mające pomagać weteranom sa w stanie im najwyżej jakieś słabe leki załatawiać, a pracy i domu - ni cholery.
            Kamera pokazuje los weteranów w Kalifornii i Nowym Jorku.
            W NYC towarzyszy młodemu Murzynowi, Heroldowi Jakiemuśtam - był w Iraku przez 7 miesięcy, na pierwszej linii; facet mieszka w samochodzie swoim, wrócił do trójki dzieci i żony - podrzuca je ciągle albo matce, albo babce, albo po koleżankach, sam jeździ po Nowym Jorku i szuka jakiejś pomocy i trafia ciągle w próżnię, wisi nad nim możliwość utraty dzieci, żona coraz bardziej jest sfrustrowana. I nikt mu nie może, a raczej - nie chce, pomóc. Przy okazji poznajemy jego byłą znajomą - dziewczyna nie ma domu, ale ma dziecko, nie ma się gdzie podziać - ona też służyła w wojsku, w Iraku. Ona rezygnuje dośc szybko, kiedy oboje czekają w studiu nagraniowym znanego rapera Chucka D, zeby z nim pogadać, wpłynąc na nagłośnienie całej sprawy - macha ręką, "f,ck that" i idzie. Ma dość upokarzania się, czekania pod dzwiami ważniaków, żeby pocałować na koniec klamkę albo usłyszeć okrągłe zdania poparcia i miec z tego figę z makiem.

            Reporterzy kręcący o nim film kontaktują go z białym facetem, też byłym żołnierzem, z jeszcze jednej organizacji - i ten jest w miarę pomocny; w którymś momencie temu całemu Heroldowi zależeć zaczyna także na losie innych weteranów; z mediami - jego sprawa staje się znana, występuje, z tym białym razem : w CNN, CBS, jest w radio, pisze o nim artykuł New York Post, wywołuje dyskusję na zadany temat, jakąś reakcję (komiczni i załośni są politycy i dziennikarze, którzy twierdzą zaszokowani, naprawdę czy na pokaz,że nic o takiej sytuacji wteranów wojennych nie wiedzieli - a przecież to problem społeczny od czasów Wietnamu, od ponad 30 lat...), ale nadal nie idzie za tym żadne realne wsparcie.

            Herold w którymś momencie też ma dość i decyduje się wrócić do Iraku "tam przynajmniej będę miał co jeść i jak zginę, to moja rodzina dostanie 250 tys dolarów". W ostatniej chwili okazuje się jednak,że otrzymał pomoc - od anonimowego człowieka, który podarował mu mieszkanie. Nikt mu nie pomógł z rządu, polityków, tzw. organizacji społecznych.

            Zostaje zaproszony do Kongresu, gdzie spotyka się z Hillary Clinton, razem z tym bialym zostaje przyjęty przez kongresmenów róznych itd. Nagłaśnia problem.

            Bardzo ciekawa rzecz, świetnie nakręcona; samo życie.

            Niestety, ten reportaż w Info zaczał się o północy, a ten w Dwójce o 1:10. Dzięki temu może ze 2-3 % Polaków miało szansę zobaczyć coś innego niż M jak Miłośc, pompatyczne zapowiedzi oszukańczych konkursów audiotele i miliard sześćsetne wydanie dziennika, w którym "życie" się sprowadza do tego, że komisji hazardowej, do tego że Berlusconi dostał w dziób, a w Pipczykowie Górnym baca się wytarzał w śniegu.

            Szkoda.

            • barbasia1 Re: Arsene Lupin 15.12.09, 14:29
              Ojej, rzeczywiście jakieś to strasznie pogmatwane i potwornie
              przekombinowane!?
              Podejrzewam, że moje pozytywne wrażnia wizięły się jednak przede
              wszystkim stąd, że nie obejrzałam tego filmu do końca i nie
              dostałam zartotów głowy od nadmiaru zwrotów akcji (no i z tej
              gorączki. ;)
              Tak, czy inaczej, merci boku, mesje Greku! :)

              > Dobrze, że przynajmniej Tobie się ten Lupin podobał pod jakimś
              względem... Ja się i tak na tym nie znam :)

              Ale to chyba dobrze?! ;)))
              Sama postać Arsena, to muszę Ci przyznać rację bardzo mdła i
              papierowa.

              Dokumenty bardzo ciekawe! Żal, że tak późno pokazują takie rzeczy.

              Szkować może, że Amerykanie niczego się nie nauczyli, żadnych
              wnioskow nie wyciągneli po doświadczenaich z weteranami z Wietnamu!?

              A ja ogladałam dokument o Kuklińskim na Jedynce, szczegółowo Ci nie
              opowiem, jeszce większą miałam gorączkę i niezbyt jarzyłam.
              Ale udało mi się zapamiętać co nieco na temat okolicznościch śmierci
              synów Kulkińskiego, wokł których narosło wiele plotek i niejasnosci.
              Otóz obaj zginęli w tym samym roku, w odstępie kilku miesięcy. Jeden
              na początku roku, w chyba marcu wybrał się z kolegami nurkować i
              nigdy nie porócił, nigdy nie znaleziono jego ciała, ani ciał
              kolegów! Kilka miesięcy pózniej na terenie jakiegoś kampusu
              uniersyteckiego smochód uderzył i przjechał drugiego syna!
              Chyba wszyscy Amerykańscy agenci CIA, którzy wypowiadali się w tym
              dokumencie byli zgodni, że to były zwykłe wypadki, a nie spisek
              wrogich sił. Potwierdzał to też sam Kiszczak.
              Jeśli to naparwdę zbieg okoliczności to był on szokująco tragiczny.


            • barbasia1 Dziś "Z odzysku" i "Ono" 15.12.09, 15:48
              Wczoraj w Wydarzeniach , albo Faktach mówili o wyborach nowego
              prezesa TVP. Moze wreszcie pojawi się reformator, na którego
              czekamy!? Oby!

              A dziś w nocy w TVP2 aż dwa filmy polskie "Z odzysku" o 23.25,
              Tu nam kiedyś Pepsic ładnie napisała o tym filmie:

              forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,95005591,Re_Z_odzysku.html?s=4

              "Z odzysku" Fabickiego to swego czasu polski kandydat do Oskara.
              Pamietam, że miałam mieszane odczucia po obejrzeniu tego filmu -
              dość schematycznej opowieści, ale zachęcam do wyrobienia sobie
              opinii osobiście.

              O 1.15 "Ono" Szumowskiej, też zdaje się nie po raz pierwszy.

              • grek.grek Re: Dziś "Z odzysku" i "Ono" 16.12.09, 11:23
                To ma być, podobno, prezes z PiS, więc na reformę bym nie liczył :)
                Oni biorą TVP po to, żeby Wiadomości robiły im kampanię wyborczą, a resztę mają poniżej pleców. Wszystkie opcje polityczne zarządzały już TVP, ale chyba żadna nie była tak prymitywna jak ta Pisowska.

                I mnie "Z odzysku" nie rzuciło na kolana, ale to nie znaczy,że to słaby film. Trochę, rzeczywiście, ogrywający szablony z gazetowej publicystyki, sceneria znów ślunazacka, ale w sumie broni się dobrą konstrukcją, zdjęciami, rolą Jacka Braciaka i generalnie reżyserią Fabickiego, bo widać, że dopiął wszystko na ostatni guzik,, swoją wizję miał, poprowadził młode aktorstwo - spisał się :)
                • barbasia1 Re: Dziś "Z odzysku" i "Ono" 16.12.09, 12:08
                  Aleś Greku pocieszył! :)
                  Owszem słyszłam, że kandydatów z PIS-u w pierwszej kolejnosci
                  wymieniano, myślałam jednak, że Lewica jednak też będzie się
                  liczyła w tych wyborach.

                  • grek.grek Re: Dziś "Z odzysku" i "Ono" 16.12.09, 14:39
                    Wiesz jak jest; w gruncie rzeczy reforma się odbędzie wtedy, kiedy się w tym zakichanym Sejmie znajdzie racjonalna większość, która przepchnie taką ustawę, która odpartyjni TVP i to na dobre, tzn. nie znajdzie, przynajmniej nie tak szybko, inna większość, która zechce odkręcić sytuację.
                    • barbasia1 Re: Dziś "Z odzysku" i "Ono" 16.12.09, 15:01
                      grek.grek napisał:

                      Czy myślisz Greku, że nasi posłowie i obcenie rządzący są w stanie
                      zdobyć się na coś takiego?
                • barbasia1 "Z odzysku" 16.12.09, 14:56
                  Tłumaczył się potem gęsto Fabicki z tej śląskości, tak brzydkiej,
                  brudnej i beznadziejnej (natrafiłam nawet na stosowny wywiad, ale
                  go teraz znaleźć nie mogę, mam za to inny :
                  katowice.gazeta.pl/katowice/1,35018,4312601.html
                  I zapewniać musiał, że film nie jest opowieścią o współczesnym
                  Śląsku (co zarzucali mu zupełnie niesłusznie niektórzy),
                  a „ślunazacka sceneria” , obdrapane kamienice, familoki, nędzne
                  opustoszałe rudery, ponure budynki pokopalniane miały służyć
                  jedynie temu by jeszcze dobitniej pokazać kondycją społeczną
                  bohaterów, żyjących w biedzie, gdzieś na marginesie.
                  Do wyboru śląskiej scenerii, (skądinąd bardzo efektownie wychodzącej
                  na zdjęciach ) zresztą skłoniły go prozaiczne powody – ograniczone
                  środki finansowe, brak pięniedzy na wybudowanie oryginalnej
                  scenografii.
                  Brak pieniedzy to główny powód, dla którego nasi twórcy tak chętnie
                  filmują śląskie krajobrazy.

                  To naprawdę dobry film, mimo schematyzmów, warto go obejrzeć.

                  Bardzo się udał debiut Antoniemu Pawickiemu! Wczoraj poodbał mi się
                  jeszcze bardziej. :)


                  • barbasia1 Re: "Z odzysku" 16.12.09, 15:04
                    PS A tego typu ponure krajobrazy to tylko część prawdy o Śląsku, o
                    wiele więcej tu pięknych, niezwykłych miejsc. :)
            • paero123 Re: Arsene Lupin 17.12.09, 13:09
              > - w Dwójce "Anatomia kryzysu" o... kryzysie :)

              Dokument interesujacy, choc autorzy doszli do troche dziwnego wniosku, ze winne
              jest Panstwo, ktore wprowadzilo ustawy deregulacyjne (tzn.znoszace przepisy
              ograniczajace swobode uczestnikow rynku np.AIG, Lehmann Brothers itp.). Wynika z
              tego, że ci swietnie oplacani top-menedzerowie nie sprawdzaja sie zupelnie, gdy
              ktos (Panstwo) nie traktuje ich jak nieodpowiedzialnych dzieci wprowadzajac
              zakazy/kontrolę/nadzór, w teoretycznie sprzyjajacych ich bezpiecznej dochodowej
              dzialalnosci warunkach najpewniej doprowadzą nieuzasadnionymi (poza żądzą $$$)
              ryzykownymi posunięciami swoje firmy do katastrofy, a razem z nimi
              tysiace/miliony ich klientów.
              I podano jako radę na kryzys, ze Panstwo zawsze musi reagowac wpompowujac w
              takie (prywatne) firmy swoje pieniadze, bo inaczej te upadna. Przypomina to
              sytuację, gdy państwowy szpital moralnie byłby zobowiązany ratować pazernego,
              nieubezpieczonego kierowce, bo ma kilkoro dzieci na utrzymaniu, a który dostaje
              olbrzymie pieniadze od sponsorów za bicie rekordów prędkosci na miejskich
              ulicach, choc
              mógłby dostawać mniejsze ale również znaczne jeżdżąc w F1 z pełnym pakietem
              ubezpieczenia...
              W ten sposób nie ma szansy aby kryzys byl jakakolwiek lekcja dla jego sprawcow,
              zawsze bedzie tylko pamietany przez szarych obywateli...
        • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 15.12.09, 17:47
          A propos "Lalki" - nie przepadam zbytnio z powodu denerwującego mnie
          Wokulskiego. Co z niego za facet? Tyle fajnych lasek kręciło się koło niego
          (piękna wdówka, hrabina), ale on nie - musiał się zakochać w pustej lali
          i jeszcze smętnie wzdychać:( Za to wątki poboczne doskonałe!
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 16.12.09, 11:30
            Wdówka istotnie piękna, ale jednocześnie mdła i nieinteresująca do szpiku kości.

            "Musiał zakochać się w pustej lali..." - na tym to polega przecież, że się nie wybiera, a jak się wybiera, to już nie jest to.
            I polemizowałbym z tym, że Łęcka była "pustą lalą" ;)
            • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 17.12.09, 21:43
              >I polemizowałbym z tym, że Łęcka była "pustą lalą" ;)>

              A nie była? Jak nazwać: ironizowanie z Wokulskiego i ignorowanie
              (rozmawianie w j. angielskim, którego nie znał), świadome kokietowanie
              innych mężczyzn sprawiające mu przykrość, oburzanie się zachwytami nad nim,
              bawienie się jego osobą, flirtowanie na jego oczach?
              Ps. Przyznaję, powieść dawno czytałam, więc trudno mi dyskutować, tym bardziej,
              że z tego, co kojarzę, jesteś na bieżąco z serialem (porównanie z Gatsbym -
              b.trafne, że też sama na to nie wpadłam :)
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.12.09, 11:56
                Kiedy uznać, ze powinna być rozsądna oraz rozumna i przyjąć zaloty Wokulskiego, jako "najlepszą rzecz jaka mogła ją spotkać", to może i wydaje się to "pustotą", ale ona nie była w nim zakochana (serce nie sługa, czy jakoś tak), nie chciała się z nim wiązać, to on nalegał, kupował ją, to ojciec namawiał, to sytuacja wymagała itd.
                Więc sobie kpiła, wykorzystywała go w równym stopniu bezczelnie, jak on próbował sobie jej uczucie zaskarbić przencikami, spełnianiem zachcianek i traktowaniem jej jak obrazka na ścianie; robiła co chciała, bo nie był to związek z jej chęci i pragnienia, a z konieczności niejako.
                Poza tym, była pannicą z wyższych sfer, on kupcem - jakkolwiek z boku wydaje się to śmieszne, to z jej perspektywy, a tak ja wychowano, związek z kimś takim nie był zaszczytem żadnym. Nie musiała być "pusta", mogła być po prostu produktem swojego środowiska, pewnej etykiety.


                • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.12.09, 15:11
                  Ok. Jej zachowanie z punktu widzenia psychologicznego było
                  zrozumiałe, bo taki leżący u stóp adorator, spełniający zachcianki -
                  faktycznie był denerwujący, ale przeginała i niepotrzebnie
                  upokarzała. Jeśli to nie pustka, to co?
                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.12.09, 15:16
                    "(...) raz dwa trzy cztery, tak sie bawią wyższe sfery" ? :)

                    Nie wiem, może odgrywała się na nim za jego próby kupienia jej, a
                    na starym za próby jej sprzedania. Takie próba powiedzenia "jestem osobą, a nie przedmiotem".

          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 16.12.09, 12:30
            :)


            Tak, wdówki szczególnie żal, piękna i dobra była (i
            dlatego "mdła"?? :), ale miłość nie wybiera.

            Izabela była wyrachowana, ale to nieodrodne dziecię czasów , w
            których żyła i warstwy społecznej, w jakiej się wychowała.

            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 16.12.09, 12:37
              jeszcze raz:

              Tak, wdówki szczególnie żal, piękna i dobra była (i
              dlatego "mdła"?? :), ale miłość nie wybiera, jak napisał wyżej Grek.

              Nie ma smutniejszej rzeczy w życiu, niż nieszczęśliwa,
              nieodwajemniona miłość.
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 16.12.09, 15:00
                Taka miałka jakąs była ta jej dobroć, bez ikry i bez dwuznaczności, niemalże o świętość się ocierająca, litość wzbudzająca. Który chłop
                by chciał spędzić zycie na spacerkach, słuchaniu w zamyśleniu jej
                grania na pianolce i obiadkach u cioci :) Co ciekawe, Wokulski właśnie
                po to chciał mieć Łęcką - spacerki, pianolka, czasami bankiet, żeby się dostojnie prowadzać, opowiadać dykteryjki w towarzystwie i ładnie wyglądac w nowych tużurkach - no bo chciał ją zdobyć, poślubić, założyć na palec pierścionek, jako "swojej babie"; on, pasjonat i człek czynu. Zeby się budzić każdego ranka i mówić sobie "moja baba, MOJA, ja zdobyłem, ja usidliłem, MNIE chciała".
                Miłośc nim kierowała, bezapelacyjnie :))


                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 16.12.09, 15:17
                  grek.grek (cudnie) napisał:

                  :)))

                  Greku, chcesz przez to powiedzieć, że człowieka czynu (czy mężczyznę
                  w ogólę!?) podnieca zdobywanie i ceni bardziej to co sam zdobył,
                  wywalczył z wielkim trudem (nieważna jakość), niż to co samo łatwo
                  wchodzi w ręce (ewentualny związek z wdówką)?
                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 17.12.09, 12:25
                    Hehe, tego nie wiem.

                    Bardziej mnie zawsze ciekawiło, że człowiek czynu Wokulski gotów był
                    się tego czynu wyrzec dla pianolki, spacerków, bankiecików itd., które
                    to byłyby treścią jego ew. związku z Łęcką. A śmieszyła mnie ambicja irracjonalna - że on ja kocha, a więc jak tylko widzi z innym facetem, to zaraz dostaje ataku paranoi. Zaborca.

                    Bo ta miłość Wokulskiego jest chłopięca, tak naprawdę, jego pierwsza.
                    Więc kocha stosownie do sytuacji - niedojrzale, z zazdrością, z paranoją niemalże, chce mieć ją tylko dla siebie, po to żeby kultywować rutynowe zachowania dla ich klasy społecznej, statusu itp. Nie widać za bardzo, żeby chciał mieć wartościową partnerkę, bardziej wolałby mieć wyidealizowany obrazek, do którego mógłby się codziennie modlić i z dumą go posiadać, jak sam sądzi, dla celów wyższych - kultywowania romantycznego wzorca miłości. Tyle, że w ten sposób uprzedmiotowił Łęcką.

                    Tytuł "Lalka" intepretowano różnie, sam Prus powoływał się na ten proces o lalkę (w filmie między Stawką, a Krzeszowską), a ja Ci powiem, że mnie pasuje on do osoby Łęckiej własnie - ale nie Łęckiej-lalki, bo wyrachowanej, obłudnej i pustej, sztucznej, ale Łęckiej-lalki z powodu takiego jej traktowania przez Wokulskiego.

                    • barbasia1 "Lalka" 17.12.09, 14:08
                      Zamyśliłam się! ;)

                    • barbasia1 "Lalka" 17.12.09, 16:20
                      Mnie się wydaje związek z Izabelą (i arystoktratyczne
                      rozrywki "pianolka, spacerki, bankieciki" - myślę, że wypadku
                      Woluskiego - tylko od czasu do czasu) pewnie jakimś stopniu
                      ograniczyłby Wolkulskiego , jednak na pewno nie skłoniby go do
                      rezygancji z czynu. Pozytywistczna cześć natury Wolkuskiego na pewno
                      nie dopuściłaby do tego.

                      cdn.
                      • grek.grek Re: "Lalka" 18.12.09, 12:00
                        Być może. Ale równie być może zgnuśniałby, skarlał i wtopił się w tło.

                        Ta pozytywistyczna część jego charakteru poniekąd czerpała motywację z romantycznej, niespełnionej miłości - dążył do pomnażania majątku, żeby Łęckiej imponować i ją tym zdobyć; miłośc spełniona motywacją nie byłaby już żadną motywacją :).
                        • barbasia1 Re: "Lalka" 18.12.09, 14:32
                          Z jego szlachetnym silnym charakterem, wybitną umysłowością,
                          wykształceniem, z niezależnością (przyjaźń z
                          Żydami!), ze szczerą troską o drugiego, ubogiego ( pomógł
                          bezinteresownie wielu ludziom - swoim pracownikom ze sklepu w
                          kłopotach finansowych, Pani Stawskiej m.in. w poszukiwaniach jej
                          męża, nawet prostytutce /nie pamiętam jak miała na imię, pamiętam
                          za to, że grała ją Anna Seniuk w filmie z Dmochowskim ) skarlenie,
                          zgnuśnienie chyba nie wchodziłoby w grę!

                          Później, kiedy poznał Izabelę rzeczywiście w pewnym /duży/ stopniu
                          to miłość była głównym motrorem jego działań, ale przeciez Wokulski
                          już dużo wczesniej zaczął realiować poztywistyczne ideały pracy
                          organicznej; własną ciężką pracą, czynem od najmłodzych lat walczył
                          o lepszą pozycję (ze ściagi skorzystałam i przypomniałam sobie, że
                          przecież Wolkuski pochodzący z ubogiej rodziny szlacheckiej od
                          najmłodszych lat ciężko pracował w sklepie pomagajac ojcu, który
                          stracił majątek, potem uczył się, studiował, zdowbywał doświadczenie.

                          Myślę, że spełniona miłość właśnie takiemu człowiekowi mogła mu dać
                          jeszcze więcej sił i motwyacji do czynu, do wspaniałych działań na
                          rzecz społeczeństwa, dobra kraju.
                          Gdyby znalazł szczeście u boku Izabeli nie zakończył by życia tak
                          tragicznie jak (prawdopodobnie) zakończył.
                          • grek.grek Re: "Lalka" 18.12.09, 15:12
                            Zauważ,że dla Łęckiej gotów był się swoich biznesów pozbyć, a bez stałego dopływu pieniędzy, jako zadowolony z siebie, bywający, podróżujący sobie po salonach rentier mógłby się roztopić w tym sadełku ;)
                            Na dwoje babka, i dziadek też, wróżyła ;)

                            No tak, gdyby nie czytał tych poematów w młodości, nie nasiąknał ideałami epoki, nie zakochałby się najpewniej w Łęckiej, tylko
                            rozsądnie wybrał Stawską :) Pytanie jednak brzmi - czy gdyby nie
                            czytał tych poematów i nie nasiąknął ideałami epoki, to czy byłby
                            taki wielkoduszny i szlachetny, i czy Stawska by go takiego chciała ?
                            Pewnie Łęcka by go chciała bardziej, ale on, bez poematów i nasiąkanie,
                            by się w niej nie zakochał. Niezły galimatias ;)
                            • ewa9717 Re: "Lalka" 18.12.09, 15:28
                              Dość ciekawe spojrzenie na Wokulskiego było gdzieś u Nienackiego,
                              chyba w "Uwodzicielu".
                              • barbasia1 Re: "Lalka" 18.12.09, 15:43
                                ewa9717 napisała:

                                Byłabym/bylibyśmy wdzieczni za kilka słów na ten temat, jeśli to
                                możliwe?
                                Niestety nie znam tej książki Nienackiego.
                                • ewa9717 Re: "Lalka" 18.12.09, 17:33
                                  Czytałam całe wieki temu, a i Niemczysko na A coraz częściej coś mi
                                  chowa.
                                  Wyszedł mu tam Wokulski jako kliniczny obraz którejś z chorób ,
                                  bodaj cyklofrenik doskonały. Analizował zmienność nastrojów,
                                  właściwie brak libido (może wynik urazu spowodowany małżeństwem z
                                  wymagającą starą gropą)... Nieźle się to czytało i nawet trzymało
                                  się kupy.
                                  • barbasia1 Re: "Lalka" 19.12.09, 14:28
                                    Widzę, że Nienacki poddał Wokulskiego psychoanalizie?!

                                    Dzięki Ewo za info. Musze dopaść tego "Uwodziciela". :)
                            • barbasia1 Re: "Lalka" 19.12.09, 14:47
                              grek.grek napisał:
                              >Zauważ,że dla Łęckiej gotów był się swoich biznesów pozbyć, a bez
                              stałego dopływu pieniędzy,

                              A tego akurat nie pamiętam! I zadego argumentu nie wymyślę póki nie
                              zajrzę do Lalki.
                              Ale czy, aby nie było to tylko jakieś chwilowe szaleństwo ze strony
                              pana Stacha? :)


                              Gotowość do pomocy biednym to jednak bardziej wpływ pozytywizu i
                              pozytywistycznej ideii "pracy u podstaw".

                              > Na dwoje babka, i dziadek też, wróżyła ;)
                              :)
                    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.12.09, 12:41
                      To prawda, że Woluski kochał pierwszą miłościa (jego pierwsza żona -
                      Minclowa – to był tylko układ biznesowy) wszystkie gorące uczucia
                      zachował dla Izabeli, nie zgodziłabym się jednak z opinią, że była
                      to miłość „niedojrzała”. Zaborcza, paranoiczna tak, ale chyba
                      nie „niedojrzała”.
                      Wokulski tak długo był sam (na skutek różnych życiowych
                      okoliczności), że kiedy wreszcie pojawiała się upragniona
                      kandydatka do jego serca, uczucia, namiętności, pragnienia, które w
                      nim się od dawna kumulowały wybuchły z taką gwałtownością i z taką
                      siłą, że aż się w nich zatracił, zaczął reagować nieco paranoicznie
                      (a właściwie któż się nie zachowuje paranoicznie pod wpływem
                      silnych uczuć i emocji!??? A propos - czytałam kiedyś , że za
                      uczucia odpowiedzialna starsza część mózgu, która dominuje nad
                      młodszą odpowiedzialną za rozumowanie, działanie celowe – tak więc
                      tracenie głowy pod wpływem uczucia jest nieuniknione! :)).
                      Poza tym jednak cała sytuacja, w jakiej znalazł się Wokulski , kiedy
                      zakochał się w Izabeli sprzyjała takim paranoicznym zachowaniom,
                      zaborczości. Była to przecież bardzo skomplikowana sytuacja między
                      innymi powodu różnicy społecznej jaka ich dzieliła. On dobrabiający
                      się kupiec galanteryjny, ona panna z wyższych sfer, arystokratka,
                      wprawdzie zubożała, co w gruncie rzeczy też nie ułatwiało sprawy,
                      przeciwnie stwarzało zagrożenie, że pojawi się jakiś majętniejszy
                      kandydat (liczący na dobre nazwisko, wejście w kręgi arystokracji) i
                      sprzątnie pannę Izabelę sprzed nosa.

                      Wokulski uprzedmiotowił Izabelę, ponieważ to ona sam siebie
                      uprzedmiotowiła, poszukując takiego, który zaoferuje za nią
                      największą kwotę! I w tym sensie Izabela była ową symboliczną
                      lalką, która jest do kupienia dla każdego.
                      W gruncie rzeczy ona (i on też) była ofiarą tamtych czasów,
                      panujących zasad.

                      I jeszcze cytacik ze wspomnień Magdaleny Samozwaniec /dziś znalazłam
                      (jakby na nowo)! :)/

                      "Druga powieść Prusa, "Lalka", nie miała takiego powodzenia jak
                      obecnie. Typów takich jak Izabela Łęcka było w tak zwanym mondzie
                      zatrzęsienie, nie frapowały one nikogo jako artystyczna koncepcja.
                      Spotykało się je na balach, na dobroczynnych wentach, na jour
                      fixe'ach i - jak u Prusa - na przedwielkanocnych kwestach. Każda z
                      nich była tak samo jak w powieści wielkiego pisarza piękna chłodna,
                      wyniosła i każdej chwili gotowa sprzedac się jakiemuś dobremu
                      kupcowi z agrubszą forsę, czemu wówczas nikt nadto się nie dziwił."
                      (Maria i Magdalena, t.1, s. 125)


                      Muszę sobie koniecznie przypomnieć „Lalkę”! :)
                      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.12.09, 14:22
                        Niestety, Wokulski w swoim zaślepieniu nie mógł w porę dostrzec, że ta "idealna kandydatka" wcale takową nie jest :)

                        W tym bym upatrywał "niedojrzałości", a może niemożności zapanowania nad tym, co go tam ogarnęło, bo przecież dobrze rozumiał nowe czasy, nowe obyczaje kobiet, własną nieporadność i zabawny niemodny manieryzm z jakim adorował ten swój ideał. Romantyzm jakim się nafaszerował w młodości trzymał go zbyt długo; niestety chwytał ideały ksiązkowe, a nie miał do czynienia z praktyką, która by go nauczyła odpowiednich zachowań
                        i pozwoliła pojąc rozdźwięk zachodzący między tym, co czyta, a tym jaka jest rzeczywistość - i jakby tak było, to by się ożenił ze Stawską, a na Łęcką nigdy nie spojrzał :).
                        W tym znaczeniu pozostał, tak jak pisałaś, idealistą.

                        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.12.09, 14:56
                          Trudna to sztuka zachowywać się i rozumować racjonalnie w obliczu
                          miłości, która nie wybiera!? Rozumiem pana Stacha. :)
                • barbasia1 "Lalka" Wokulski 17.12.09, 12:18
                  Greku , po tym jak drugi raz przeczytałam Twój post (bez śmichów -
                  chichów :), mam wrażenie, że chcesz mi tego romantycznego idealistę
                  z zacięciem pozytywistycznym Wokulskiego, zrzucić z cokołu, na
                  którym go niegdyś ustawiałam! O ile dobrze pamiętam, Pan Stach
                  jednak tak sobie nie zamiarował, jak napisałeś wyżej! On do
                  arystokracji i na salony chciał wejść tylko z powodu i tylko dla
                  Izabeli, którą sobie wyidealizował. Tak naprawdę miał bardzo
                  krytyczny stosunek do całej tej naszej arystokracji.
                  Niestety nie mam teraz pod ręką Lalki ,żeby stosowny cytat
                  podrzucić, ale co się odwlecze to nie uciecze! :)

                  Ale moje pytanie nadal aktualne! :)
                  I jeszcze jedno „nieważna jakość” - miałam tu na myśli wnętrze,
                  przymioty charakteru Izabeli – egoizm, wyrachowanie, małostkowość,
                  powierzchowność, fałszł itp.

                  • grek.grek Re: "Lalka" Wokulski 17.12.09, 12:37
                    Ja nie mam z tym zrzucaniem nic wspólnego, to Prus ;)

                    Prus go tak odmalował, jako gościa tkwiącego w szpagacie - rzutkiego biznesmena, świetnie rozumiejącego nowe stosunki społeczne, przewidującego zmiany w mentalności ludzi (np. któż inny, jak nie
                    Wokulski mówi baronowi Dalskiemu o tym, że kobiety się emancypują,
                    ośmielają, także w związkach z mężczyznami, a oni sami tkwią
                    w konwenansach z poprzedniej epoki), a zarazem ciągle pojmującego
                    kobietę wg owych przestarzałych romantycznych konwencji, które sobie wpoił zaczytując się w ksiązkach w młodości i w ten sposób tej kobiecie odmawiającego autentyczności, krwi i kości.
    • pepsic Re: 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni 15.12.09, 18:16
      Dzisiaj w Ale kino! o 22.20 wychwalany przez krytyków rumuński dramat (oceniony przez GW na 5*). Temat dotyczy aborcji w ciężkich komunistycznych czasach. Zdaje się, że trzeba obejrzeć.

      Ps. Wczoraj na Kulturze powtarzali "Jak w niebie" (trafnie i błyskawicznie przepowiedziała to easz). Pewnie was zaskoczę, ale jak dla mnie bez rewelacji i bez emocji. Za dużo łopatologii i patetyzmu (końcową scenę mogli sobie darować!). Trochę też dziwne, że w kraju, gdzie nie można dziecku dać klapsa (i słusznie) damski bokser nieźle sobie poczynia. Barbasiu zdrowiej, bo idą święta:)
      • barbasia1 Re: 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni 16.12.09, 12:00
        pepsic napisała:
        pepsic napisała:

        W ostatniej piątkowej Kulturze - dodatku do Dziennika, zamieszczono
        wywiad z Catherine Denevue; odpowiadając na pytanie o najciekawszy
        film, jaki ostanio oglądała wskazała właśnie na "4 miesiace, 3
        tygodnie ...". Mam nadzieję, ze obejrzałas i napiszesz nam coś o tym
        filmie!?

        Trochę też dziwne, że w kraju, gdzie nie można dziecku dać klap
        > sa (i słusznie) damski bokser nieźle sobie poczynia.

        Cóż wszędzie ludzie są tacy sami. Samo życie.


        Dziękuję pięknie za dobre słowa miła Pepisc! :)))
        • pepsic Re: 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni 17.12.09, 21:21
          Spróbuję, ale uwaga: ciężki kaliber. Studentka politechniki z pomocą
          przyjaciółki z akademika (bardzo oddanej, jak się potem okaże)) umawia
          się na aborcję u pokątnego ginekologa, która ma zostać przeprowadzona w pokoju
          hotelowym. W tle pojawiają się okoliczności towarzyszące ukazujące m.in. realia
          komunistycznej Rumunii. Co do samego filmu odczucia mam mieszane i nie wcisnął
          mnie w fotel, jak ostrzegano. Miejscami sprawia wrażenie dokumentu. Dużo
          fizjologii i szczegółów technicznych. Chociaż jest jedna scena, która mnie
          dosłownie zmroziła. Lekarz (arogancki typek) tuż przed aborcją żąda od
          dziewczyn dodatkowej opłaty w naturze i one zdesperowane wyrażają zgodę. Dodam,
          że jedna z nich była akurat niedysponowana (pan doktor trochę pokręcił nosem,
          ale łaskawie się zgodził!
          ), a druga - wiadomo tuż przez zabiegiem. Co do
          realiów - za bardzo w pamięci mam nasze PRL-owskie, żebym miała się zbytnio
          bulwersować. Na pewno trzeba zobaczyć, choć film trochę przereklamowany i
          przyznaję - od czasu do czasu spoglądałam na zegarek.
          • grek.grek Re: 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni 18.12.09, 12:15
            Czyli Złota Palma 2007 raczej z chwilowego zachwytu kinem wschodnioeuropejskim ? :)

            Ciekawe, ze "4,3,2" w głównym konkursie miały konkurencję Tarantino, Zwiagnicewa, Finchera ("Zodiak") plus "Motyl i skafander" Schnabela i, to najciekawsze - "To nie jest kraj" Coenów, który wziął Oskara, a "4,3,2" nawet nominacji za nieanglojęzyczny nie dostał. Cannes pokazało Hollywood jęzor, a Hollywood Cannes gest Kozakiewicza ;).
            • barbasia1 Re: 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni 18.12.09, 13:03
              grek.grek napisał:

              > Czyli Złota Palma 2007 raczej z chwilowego zachwytu kinem
              wschodnioeuropejskim? :)
              a może z powodu odważnej tematyki?

              Konkurencja rzeczywiście była silna!
            • pepsic Re: 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni 18.12.09, 14:59
              > Czyli Złota Palma 2007 raczej z chwilowego zachwytu kinem
              wschodnioeuropejskim>
              Coś w filmie na pewno jest, ale jak dla mnie cały ten zapis
              kronikarski i pokazywanie krok po kroku zostało nadużyte. Osobiście
              wolałabym więcej treści i moralnych rozterek, a nie czynności
              technicznych. Tuż przed projekcją dystrybutor (Gutek Film) rozpływał
              się w zachwytach i opowiadał, jakie pirunujące wrażenie wywarł na
              nim film, a werdykt jury uznał na jak najbardziej słuszny. Czy
              zasłużenie zdobył Palmę? Trudno powiedzieć. Musiałabym obejrzeć te
              dwa, których nie znam (Motyl i To nie jest kraj), żeby wyrobić sobie
              zdanie, choć słyszałam o nich wiele dobrego :)
          • barbasia1 Re: 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni 18.12.09, 13:01
            Mam niejasne przeczucia, że w TVP ogólnodostępnej nie doczekamy się
            emisji tego filmu!
            Dzięki Pepsic! :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 17.12.09, 15:41
      TVN stawia na Deppa - Na żywo, 21:30, tudej.

      Ale to nie TEN Depp, pozwolę sobie powiedzieć - jako stateczny ojciec
      wplątany w kryminalną intrygę sprawdza się średnio na jeża. Aczkolwiek, sam film znośny, zwłaszcza, a może nawet - tylko i wyłącznie, za pierwszym razem ;)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 17.12.09, 15:51
        Stateczni ojcowie też są fajni! ;).
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.12.09, 12:36
          hehe :)

          Ja bym jeszcze zarekomendował dokument z Info, ze środy/czwartek, o szmulgerach narkotyków.

          Trzy przeplatające się historie obywateli Izarela, którzy przemycali koks z Indii do Europy (głównie do Amsterdamu) i wszyscy wpadli.

          Dziewczyna A siedzi w indyjskiej puszce, wpadła przez... kroplę kleju na torbie podróżnej. Narkotyk, który miał przewieźć skroplono, wlano go do butelek po szamponie i zaklejono dla niepoznaki. Niestety, kropla kleju została na torbie, ona to zlekceważyła, a kontroler na lotnisku już nie. I dostała 13 miesięcy. POdczas procesu jej... przewodnik niejako, wspólnik (właścicielami narkotyków zawsze byli Kolumbijczycy) kompletnie się jej wyparł, zapomniał o niej, twierdził, ze jej nie zna, że ona go pomawia itd. Została sama, jak kotlet na patelni.

          Dziewczyna B wpadła, bo do chrzanu jej zapakowano towar. Miała go mieć w walizce z podwójnym dnem, zwykle rutynowo prześwietlanej rentgenem na lotnisku - paczka z haszyszem nie rózni się podczas takiej kontroli od zwykłej deski, która w walizkach z podwójnym dnem robi za owo dno. Niestety, dziewczynie wmontowali w walizkę kilka osobnych paczek koksu i przykryli to kawałkiem pleksi. Podczas kontroli "dno" się nagle rozjechało na części i rengten wykazał czarno na białym faktyuczny stan rzeczy. Strażnik wziął igłę, nakłuł, sprawdził, posadzono ją. Wyroku nie dostała, bo amatorszczyną zalatująca policja spartaczyła śledztwo, nie zabezpieczono żadnych dowodów, a dodatkowo miejscowy śledzy próbował ją skorumpować i zawrzeć układ, co skrzętnie wykorzystalli adwokaci i sąd musiał ją zwolnić. Fajnie to opowiadała. Sympatyczna, drobna brunetka, z tragiczną fryzurą, ale za to wygadana, akuratnie ekspersyjna i w ogóle z takimi filmowymi tikami gaworzyła :)
          Chciała coś zmienić w swoim życiu, zarobić, a się nie narobić, zamieszkać w Amsterdamie, gdzie czas wolniej płynie i życie jest weslesze, zamiast tyrac i tyrać bez przerwy. POtrzebowała pieniędzy i...

          Trzecia sprawa, to z kolei podróż z Izraela do Bombaju matki aresztowanego tam chłopaka, którego złapano na przemycie. Dotąd, od ponad 2 lat, dostawała tylko listy (że więzienie, to totalny syf, brud, smród i góralskie piosenki, i takie tam rzeczy), teraz postanowiła sama tam pojechać i dowiedzieć się co i jak, choćby i przyszło jej koczować pod gołym niebem. Na miejscu mogła z nim porozmawiać - raz; dała łapówkę klawiszowi, żeby go wyprowadził drugi raz, ale łapówka wsiąkła, a syna nie zobaczyła. Sprawa była w toku, widoki takie sobie, ale w zakończeniu dopowiedziane jest, że chłopaka wypuszczono niebawem po zakończeniu realizacji zdjęć do filmu.

          Generalnie, dobra rzecz.

          Wczoraj był jakiś ciekawy dokument o hakerach. Może ktoś widział i dziabnie dwa słowa ? :)
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.12.09, 13:21
            Bardzo ciekawy dokument. Szkoda tylko, że twórcy nie dotarli do
            wiezienia Indiach, w których przeytrzymywane są takie młode osoby,
            czy do ludzi, którzy tam siedzieli.
            Drastyczności zrobiłyby większe wrażenie na widzach (tak jak robiły
            reportaże z wiezień w Ameryce Łacińskiej), byłyby znacznie
            skyteczniejsżą przestrogą dla tych, kótrzy pchani chęcią łatwego
            zarobku planują bawić się w przemytników.

            A propos narkotyków na myśl mi przyszedł niedawny skandal z
            Piesiewiczem. Kolejny autorytet (?) padł z wielkim hukiem!



            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.12.09, 14:28
              Pokazali za to trochę Indii na codzień, towarzysząc z kamerą tej matce, co syna pojechała odwiedzić/wyciągnąc z więzienia - ja nie wiem, czego tam szukają Europejczycy, a raczej snoby europejskie : brud, smród, zarazki, bakterie, syf, tyfus i mogiła na ulicach, żebrak na żebraku, pociągi obwieszone ludźmi. Tylko krów brakowało :) A snoby jadą tam szukać uwznioślenia swej egzystencji ;) Wybraliby się gdzieś na kresy polskie, w zapadłe doły suwalszczyzny mroźną zimą, to by odnaleźli jeszcze więcej, ale Indie to megalans przecież ;)

              Piesiewicz się bronił, że ten biały proszek na stole, to było lekarstwo ;)) (a sukienka, to pewnie szaty senatora wzorowane na
              modzie starorzymskiej, heh).
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 20.12.09, 13:00
                grek.grek napisał:
                Piesiewicz się bronił, że ten biały proszek na stole, to było
                lekarstwo ;)) (a

                Żałosne tłumaczenie. Niemniej jednak zachował się w tej sytuacji
                przywoicie jak mało kto, składając wniosek o zrzeczenie się
                imunitetu senatora.

                a > sukienka, to pewnie szaty senatora wzorowane na
                > modzie starorzymskiej, heh).
                :)))
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 20.12.09, 14:02
                  correkta:

                  "immunitetu"
                • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 20.12.09, 20:52
                  barbasia1 napisała: zachował się w tej sytuacji przywoicie jak mało kto, składając wniosek o zrzeczenie się imunitetu senatora.

                  Pusty gest pod publiczkę. Koledzy z komisji i tak nie wyrazili zgody, (co było do przewidzenia) żonglując oświadczeniem woli. W końcu gł. bohater z zawodu jest prawnikiem.
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.12.09, 13:36
            A propos 2

            Robiąc wczoraj porządki natrafiłam na stary dodatek TV, w którym o
            Californication był artykulik i tam wyczytałam, że serialowi
            patronuje ... nie, nie jednak Witkacy ;), ale też pisarz, też
            kokainista i kobieciarz, sam Charles "Hank" (sic!) Bukowski. Podobno
            perypetie Hanka Moody'ego (kobiety, narkotyki) są jakby żywcem
            wyjęte z opowiadań Bukowskiego!
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.12.09, 14:31
              O, wiesz i ja też to gdzieś słyszałem... Na ile to prawdziwe powiązanie, orientujesz się ? (ja się nie podejmę, nie znam Bukowskiego ni w ząb ;)
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.12.09, 14:47
                grek.grek napisał:

                Niestety też nie znam twórczości Bukowskiego. Kiedys wpadł mi w ręce
                (w oczy) jego życiorys i jakieś cytaty z powieści, mądrości na różne
                tematy i tylko tyle.
                Ale jak zdobędę coś interesującego a propos do dam Ci znać, chyba,
                że Ty do zrobisz pierwszy!? :)
                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.12.09, 15:32
                  Niech tak będzie :)

                  Patrzyłem co na dziś i tak jakoś słabo. Ogólnie ostatnimi dniami słabo jest w tej tiwi całej :).
                  "
                  Fuks" w Dwójce - nie wiem, mnie nie przekonał, mimo że dwa razy próbowałem. "Odwet" z Vinem Dieselem, jak to z Dieselem Vinem - pościgi, strzelanka, akcja, ale powiem szczerze, że - w swoim gatunku, oczywiście - ten film naprawdę może się podobać. Polsat daje "Piekielną grę 3", ale - w ciemno idę - że to już raczej tylko odcinanie kuponów od zawrotnej popularności oryginału. "Gdzie serce twoje" z Natalie Portman w Dwójce - kiedyś oglądałem, niespecjalnie ambitny, ale historia sama w sobie ciekawa - chłopak zostawia dziewczynę w ciązy na jednym z postojów, przy supermarkecie, i daje dyla; ona zostaje, cichaczem mieszka w tym markecie, potem rodzi dziecko i staje się lokalną sensacją, potem jest jakiś dom, jakiś facet, i wszystko zmierza do pozytywnego finału. Tyle pamiętam na dziś :). "Harry Pottera" niech ktoś inny zachwali, bo ja nie mam sumienia ;) A jak kto posiada TVP POlonia, to mogę ostrożnie polecić "Chaos" debiut Xawerego Żuławskiego - róznie został oceniony, ja się nie mogłem za pierwszym razem jakoś przekonać do niego, tak naprawdę nie mogłem się oprzeć wrażeniu, ze autor zamierzał ten tytułowy chaos sportetować, ale bez jakiejś przewodniej idei, jakiegoś dającego się wyłonić z tej całej jazdy sensu; zapadła mi w pamięć tylko Maria Strzelecka w jednej z głównych ról - fajna dziewczyna, bardzo naturalna, z jakimś magnetyzmem.
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 18.12.09, 15:57
                    Naprodukowali tych "Piekielnych gier" w ilościach hurtowych! :)

                    >"Gdzie serce twoje" z Natalie Portman w Dwójce - kiedyś oglądałem
                    [...]"

                    i nawet napisałeś o nim tu:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,92678214,Re_Ojej_co_tu_wybrac_.html

                    I znów beznadziejna pora wyłącznie dla nocnej zmiany pracowników
                    ochrony od 23.25 do 1.35! Ech!

                    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 19.12.09, 13:52
                      Bladów też naprodukowali ;) Ale Blade to inna liga. Dzisiaj trzecia część trylogii, tak samo dobra jak pierwsze dwie - znów świetna ścieżka dźwiękowa, akcja na poziomie, pojedynku nie nużące, przeciwnicy dostatecznie zdegenerowani, efekty, no i Wesley dostaje do pomocy Jessikę Biel :) I Reynoldsa.

                      "Załoga" w Dwójce. Powtórka. I to dośc szybka, to premiera była nie tak dawno. Nieprzekonujący, jak dla mnie. Nie ratuje go nawet wdzięczna okoliczność przyrodnicza w jakiej był kręcony, tzw. duży akwen wodny; biorąc pod uwagę,że akcja się dzieje blisko Florydy, pewnie Atlantyk.

                      "Czas surferów" TVP 1, nie chcę wszystkiego obrzydzać od rana do wieczora, ale i to jest badziewie. Polskie dla odmiany. Dialogowe próby dorównania/naśladowania Tarantino, kończące się spodziewaną klęską, mierne aktorstwo (Linda i Zamachowski powinni klęczeć na grochu za karę, że się dali w takie coś wplątać), głupia jak but intryga. Ani to sensacja, ani to komedia, ani to cokolwiek.

                      "OPowieści z Narnii" - proszę, nie strzelajcie do pianisty ;)
                      "Jak przeżyć święta" w TVN - samotny milioner próbuje jakoś przeczołgac się przez mało dla niego przyjemny czas świąteczny.
                      I pewnie się tak przeczołga, że go te święta wciągną, obejmie go ciepełko familii jakiejś, i zamiast podpalić największą choinkę świata i opluć Mikołaja będzie śpiewał kolędy i tańcował z reniferem.Jak będzie inaczej, to sam zacznę świętować ;) Dlaczego stacje telewizyjne traktują dorosłych ludzi jak 9-letnich łebków i z okazji świąt wstawiają same historyjki typu "godny współczucia i litości typek wraca do szlachetnej macierzy społecznej arkadii świątecznej" ? :)

                      Polsat, Stay Alive. A tego nie widziałem, i nawet w miarę ciekawie brzmi z opisu (młodziaki jakieś grają w grę video, w której śmierć postaci równa się śmierci w realu osoby, która nią gra). Sambady oglądał i może napisać słowo zachęty do pozostania przy odbiorniku/nastawienia wideo, lub przyczynek dla ewakuacji sprzed tiwi i trzymania łap z dala od nagrywarki ?


                      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 19.12.09, 14:24
                        A "Ryś" to pies? :) Polsat przebija dziś wszystko najmniej śmieszną
                        i najnudniejszą komedią wszechczasów! Nie polecam też następnej
                        propozycji filmowej Polsatu "Stay Alive", po tym jak przeczytałam
                        ten wstrząsający komentarz w dodatku TV - "Aż strach, ze można
                        wymyślić coś równie głupiego" (dwie gwiadki (czyli słabe))
                        Tak więc Greku łapy, ręce , dłonie, czy co tam masz ;), możesz
                        trzymać z dala od swej fantastyczniej nagrywarki.

                        Mam nadzieję, że kiedyś opowiesz co nieco o całej serii Blade'ów.
                        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 20.12.09, 14:48
                          O ja, rzeczywiście zapomniałem (nie doczytałem) o tym knocie. Kolejnym dowodzie na to, ze dokrętki do wartościowych oryginałów rzadko się kończą sukcesem.

                          Nie nagrałem tego Stay Alive. Nie przekonam się, czy Twój TV-dodatek miał rację ;)

                          O Blade'ach ? Czemu nie, chociaż wiele do pisania nie będzie, bo to jednak raczej jest rzecz do oglądania :)

      • barbasia1 "Na żywo" 20.12.09, 14:42
        Ponieważ całkowicie wyleciało mi z głowy zakończenie całej sprawy ze
        spiskiem i zamachem na panią gubernator, odświeżyłam sobie „Na
        żywo”.

        Jak cały film trzymał w napięciu (sytuację namotano patową!), tak
        zakończenie było mocno naciągane i mało prawdopodobne, żeby w
        rzeczywistości taki wariant mógł się pomyślnie dla kogokolwiek
        zakończyć.

        Oczywiście wszystko kończy się szczęśliwe także dzięki skutecznej i
        bezinteresownej pomocy czarnoskórego szlachetnego weterana wojny w
        Wietnamie, pracującego na terenie hotelu jako – uwaga! - pucybut
        (czyżby to była jakaś subtelna złośliwostka pod adresem
        amerykańskiego rządu?).


        Śliczną miał córeczkę stateczny ojciec grany przez Deppa. :)
        • grek.grek Re: "Na żywo" 21.12.09, 11:46
          Ja sie nie mogłem jakoś przekonać do Deppa w takiej estetyce. Dla mnie, to jest Edward, Sparrow, Wonka, a tutaj go wciskają w jakieś okulary i schludny garnek... :)

          Dzisiaj z czystym sumieniem mogę polecić "Niebiańską plażę" (polsat, 22;15)- tym, co nie widzieli, bo pewnie 80 % bractwa widziało, i to po trzy razy, hehe.

          Z tego co pamiętam, to, swego czasu, pojechano solidnie po tym filmie, w prasie krytycznej, ale mnie się jakoś podobał za pierwszym razem. Ciekawa w sumie wizja realizacji marzeń woodstockowych o idealnym społeczeństwie poza cywilizacją. Piekna sceneria wyspy koralowej. Zazębiająca się fabuła o gęstniejącej atmosferze.

          Przedtem jest "Shaft" (20:00) i tu już mam mieszane wrażenia, bo z jednej strony film jest dobrze zrobiony, poprawny, barwny, a z drugiej to tylko remake jednak. Shafty (serial zwłaszcza) z Roundtreem na przełomie 60/70 lat to było coś nowego w kinie amerykańskim, bo pierwszy raz policmajstrem, i to takim co się nie patyczkuje ze złodziejaszkami czy handlarzami narkotyków, był Murzyn. To była nowa jakość, i wtedy to miało swój wydźwięk, dzisiaj, w political correctness Ameryce, to jest tylko i wyłącznie prosty film, bez żadnego drugiego dna, bo czarnych kowbojów było na pęczki, a nawet jeden prezydent :)
          Oglądałem te stare Shafty, kilka, i miały styl. Tak jak te kryminały z Colombo.
          Film z manierycznym Samuelem Jacksonem, to tylko, albo aż, sprawnie zrobione kino akcji. Atutem jest muzyka, charakteryzacja i fajne dziewczyny - Vanessa Williams i Toni Collette.

          A jak to ma TVP Kultura, to pewnie jeszcze się doprawi "Władcą much" (0:55) - czytałem Goldinga, ekranizacji nie widziałem, cóż - szkoda, że ten film TVP daje w Kulturze, a nie np. po Panoramie, po której to leci jakiś zayebiście ambitny filmik z Kanady czy innego Wyoming; farciarze :) Jakbym sam miał, to bym siedział do rana i oglądał, hehe.
          Trzeba się będzie zastępczo sponiewierać dokumentem o Dawkinsie w Dwójce.
          • barbasia1 "Niebiańska plaża" 21.12.09, 16:22
            W takim razie na "Niebiańską plażę" lecimy (z prasowaniem pod
            bokiem :))

            > Trzeba się będzie zastępczo sponiewierać dokumentem o Dawkinsie w
            Dwójce.

            :)))
            Zaraz, zaraz, dokument o Dawkinsie ("apostole ateizmu") w telewizji
            polskiej tuż przed świętami Bożego Narodzenia!?? Niemożliwe! ;)
            Szkoda, że tak późno!
          • barbasia1 "Niebiańska plaża" 22.12.09, 11:45
            Greku, opowiedz mi proszę jak się skończyła "Niebiańska plaża"! -
            obejrzałam dość sporo - do momentu, kiedy strażnicy plantacji
            zabijają tych znajomków Richarda.
            • grek.grek Re: "Niebiańska plaża" 22.12.09, 12:12
              To prawie całość obejrzałaś.
              Bo zaraz po tym zabójstwie Richard pędzi na tę całą ich komunę - tam jakaś zabawa, gandzia w powietrzu, w ogóle bal murzyna; czai na zewnątrz i kiedy wychodzi ta francuska dziewczyna zmusza ją do rozmowy i sugeruje,że powinni stamtąd spie.przać i to już i żeby wywołała tego swojego kolegę Francuza.
              Nie zdąza(ją) jednak, bo ci gandzio-farmerzy tajlandzccy ogłuszają go kolbą i kiedy się budzi, to w tej całej chałupie trwa akcja - Tajowie trzymają na karabinach całe towarzystwo, a ich szef wytyka Sal, ze złamała zasady i zaprosiła tamtych, co właśnie zostali zabici.

              Sal przy wszystkich oznajmia, że to Richard im mapę dał, a szef jej na to, że - orajt, skoro tak, to masz tutaj rewolwer i jeśli go zabijesz (Richarda), to macie prawo zostać, jeśli nie - wypie,przać :)
              Oczywiście, pełne napięcie, bo Sal najpierw bierze ten rewolwer (z którego ten cały szef wysypał pociski, zostawiając tylko jeden, jak się wydawało) z ochotą i determinacją, ale Richard, przytrzymywany przez tego łysawego narzeczonego Sal, zaczyna się drzeć, że jak go zabije, to wszyscy zobaczą i że to będzie koniec i takie tam inne. Cała gromada się gapi, co niektórzy próbują ją zachęcać, inni odwodzą od zamiaru. I dziewczyna flaczeje. Na moment. Bo za chwilę pociąga za spust, ale... okazuje się, ze nie ma w komorze żadnego naboju. Tyle,że liczy się, iż pociągnęła za ten spust, że była gotowa zamordować chłopaka w imię utrzymania tajemnicy i pozostanie na wyspie.

              Po takiej akcji nikt nie ma ochoty tam zostać, to była kropla, która przelała czarę. Nagle się rozjaśniło im, że nie po to uciekali od debilnej i zakażonej cywlizacji, żeby w tym wymarzonym idealnym świecie doświadczać tego samego, od czego się odwrócili, że lepiej wracać niż zostać, bo już nic, po tym wszystkim, nie będzie takie samo, będzie na nich ciążyło ciągle odium tej sytuacji - tak przynajmniej ja bym to zinterpretował :). Budują coś jakby tratwę i odpływają. Sal zostaje tam sama.

              I w ostatniej scenie Richard zasiada w jakiejś kafejce internetowej, sprawdza swoją pocztę i jest tam mail, który po otwarciu okazuje się wielkim zdjęciem całej tej grupy z plaży w radosnym podskoku, a nadawcą
              ta Francuzka.

              I to tyle :)

              Jak Ci się podobał ? (Estetyczny, prawda ? :)}

              • barbasia1 Re: "Niebiańska plaża" 22.12.09, 13:27
                grek.grek napisał:
                Dzięki Ci Greku! :)
                Strasznie duzo reklam wpakowali w ten film, pewnie na końcu też nie
                pożałowali sobie!? No nie da się tak do pierwszej w nocy ogladać
                filmów!

                Estetycznie, wizulanie piękny - cudne widoki (na jednym z moniktórów
                też mam od dawien dawna taką plażę-marzenie! :)), tak sie
                zachwyciłam , ze mimo pory oderwać się nie mogłam ...
                :)
                cdn.
                • grek.grek Re: "Niebiańska plaża" 23.12.09, 11:48
                  Reklamy czasami się przydają ;)

                  "Plotka", Polsat 20:30 dzisiaj. Bardzo przyjemny film w, jakby to w polsatowej telegazecie napisali "gwiazdorskiej obsadzie" - Daniel Auteil, Jean Rochefort i Gerard Depardieu, czyli najlepsze, co kino made in france może zaoferować jak chodzi o męską obsadę.

                  Pracownik księgowości Pignon jest zupełnie nieszkodliwym, do bólu spokojnym, powtarzalnym i bezbrawnym człeczyną. któregoś dnia docierają do niego informacje,że ma stracić pracę. Sąsiad podpowiada mu, żeby zaczął udawać geja, to go nie ruszą - będą się bali procesu o odszkodowanie z racji naruszenia przepisów o dyskryminacji mniejszości.
                  Rozpuszczają więc plotkę, Pignon pokazuje się na paradzie gejowskiej - przynosi to skutek, robi się z tego sensacja, a na domiar (dobrego ?) - nagle, w oczach wszystkich : eks-żony, syna, sekretarek - skromny księgowy staje się kimś barwnym i ciekawym, mimo że tak naprawdę nadal nie robi nic niezwykłego. W dodatku, do tej pory manifestujący swoją homofobiczność, kolega (Depardieu) zakochuje się w nim i zadręcza swoimi zalotami.

                  Mam same dobre wspomnienia związane z tym filmem. Inne wnętrza, twarze, ekranowy zapach innej mentalności kinowej, sposób filmowej narracji, kadrowania, okoliczności przyrody, inne, finezyjne aktorstwo - i od razu wiesz, ze masz do czynienia z kinem francuskim. Świetnie się to po prostu ogląda. A sama akcja jest luźna, zabawna - w znaczeniu : wzbudzająca uśmiech i wprawiająca w dobry nastrój, a nie rechot i czkanie; Daniel Auteil jako kompletnie bezbarwny, zamęczający sekratarki takim samym od stu lat początkiem dnia, Pignon, który w pewnym momencie sam już nie ogarnia swojej nowej tożsamości - znakomity, w mało bystrych oczach ma ten cały bezmiar zdziwienia sytuacją, którą sam rozkręcił.

                  • pepsic Re: "Plotka" 23.12.09, 15:23
                    Popieram, bo to faktycznie "bardzo przyjemny film" i życzę
                    wytrwałości przy reklamach :)
                  • barbasia1 "Londyńczycy" i "Plotka" 23.12.09, 19:38
                    A ja dziś zamierzam pożegnać "Londyńczyków" na Jedynce.
                    Na "Plotkę", skoro taki sympatyczny i klimatyczny film, też rzucę
                    okiem robiąc jednocześnie to i to, i jeszcze tamto! Ufffff :)
                    • grek.grek Re: "Londyńczycy" i "Plotka" 24.12.09, 12:52
                      Kurde balans, miałem tutaj napisać o grubasach z Teksasu, a niechcący założyłem nowy temat :) Niedobrze się dzieje w państwie duńskim...

                      I jak wypadły oględziny "Plotki" ? (nawet Pepsic się podobała, a ona z tych wymagających, hehe).

                      Doczytuję oto w programie, że TVP daje cykl filmów Woody Allena (Słodki Drań, Przejrzeć Harry'ego, tajemnica Morderstwa na Manhattanie). Oczywiście, w TVP Kultura :) Na najbliższe 3 dni w regularnym programie TVP na razie nic nie wypatrzyłem. Jakbym świętował, to bym powiedział,że program świąteczny jest do chrzanu ;))
                      • barbasia1 Re: "Londyńczycy" i "Plotka" 24.12.09, 13:45
                        grek.grek napisał:

                        > I jak wypadły oględziny "Plotki" ?
                        :)
                        Okazało się, ze ja i twórcy Plotki, nie nadajemy jednak na tych
                        samych falach, jakoś ciezko mi się to oglądało i to jak się okazało
                        po raz drugi tak cieżko (choć tym razem jednym okiem albo nawet
                        połową jednego oka :).

                        Pozdrówka dziś dla Ciebie Greku i nieświetujących b. serdeczne,
                        A dla Tych, którzy Świetują (Pepsic) pozdrowienia b. świąteczne! :)


                        > Doczytuję oto w programie, że TVP daje cykl filmów Woody Allena

                        ...a już się cieszyłam!!! ;)

                        Też nic nie wypatrzyłam ciekawego!
                        ale jeszcze dobrze nie przestudiowałam programu.
                        • grek.grek Re: "Londyńczycy" i "Plotka" 24.12.09, 14:13
                          I ja Ciebie oraz Was świętujących pozdrawiam :)
                          • barbasia1 Re: "Londyńczycy" i "Plotka" 24.12.09, 14:46
                            grek.grek napisał:

                            :)))

                            A o grubasach z Teksasu przeczytam sobie na deser, po kolacji! :)
                            • grek.grek Re: "Londyńczycy" i "Plotka" 24.12.09, 15:20
                              hehe :)

                              Wyobraź sobie, że Twoja obfita kolacja w stosunku do ich drobnej przekąski, to mrówka przy słoniu ;)
                              • barbasia1 Re: "Londyńczycy" i "Plotka" 24.12.09, 15:45
                                grek.grek napisał:

                                :)
                                W takim razie bez wyrzutów sumienia zjem dzis wszystko! :)
                                • grek.grek Re: "Londyńczycy" i "Plotka" 24.12.09, 16:08
                                  O, dobre podejście.

                                  Swoją drogą, lepiej zjeść wszystkO, niż wszystkiCH ;))
                                  • barbasia1 Re: "Londyńczycy" i "Plotka" 25.12.09, 13:54
                                    Nie gustuję w grillowanych sąsiadach /a propos zjedzenia
                                    wszytkiCH/! :))
                                    • grek.grek Re: "Londyńczycy" i "Plotka" 25.12.09, 14:28
                                      haha :) /sąsiedzi odetchnęli z ulgą ;)/
                        • pepsic Re: "Londyńczycy" i "Plotka" 24.12.09, 16:13
                          Przyłączam się do życzeń Barbasi i Greka - i dziękuję :)
                          Ps. Wszystko, gdzie występuje Depardieu kupuję bez zmrużenia oka. Nawet na
                          Asterixa i Obeliksa spojrzałam przychylnie, choć nigdy nie mogłam do końca
                          pojąć, o co tam chodzi. A przyznaję, że za filmami przygodowymi i komiksami nie
                          przepadam :))
                          • barbasia1 Re: "Londyńczycy" i "Plotka" 25.12.09, 14:00
                            I ja przepadam za Gepardem Depardieu, za komediami, ale jakoś ten
                            film wyjątkowo mi nie przypadł go gustu, ale może jak jeszcze kilka
                            razy go obejrzę to się przekonam! :)
              • barbasia1 Re: "Niebiańska plaża" 24.12.09, 13:38
                Zauważyłeś Greku, że w tych okoliczniościach przyrody tajlandzkiej
                nawet chłodna uroda Tildy Swinton zyskała. Tlida nabrała
                temperatury, barw cieplejszych. wydawała się o wiele bardziej
                urodziwa niż faktycznie jest (Bo Leonardo to zawsze był sliczny! :).

                I to by było na tyle zachwytów. Bo film jednak rozczarowuje.
                Kompletnie nie przekonała mnie wizja realizacji marzeń o idealnym
                społeczeństwie poza cywilizacją.
                Po przeczytaniu, Twych słów oraz krótkiej recenzji w dodatku TV
                spodziewałam jednak czegoś znacznie lepszego, niż to co obejrzałam.

                Przede wszystkim bardzo nieprzekonująco, powierzchownie, papierowo,
                a właściwie nawet nierealanie, nieprawdziwie przedstawione zostało
                życie tej wspólnoty na wyspie.
                Ten fałsz widać było już od samego początku, choćby w wyglądzie tych
                ludzi, (kiedy widzimy ich po raz pierwszy oczami Richarda i
                Francuzów ) schludnych w ubiorze, elegancko ogolonych (np. facet
                Sal), z całkiem nieźle obciętymi, zadbanymi włosami (a tak, jedna
                pani miała brzydkie odrosty na włosach , ale były one niewielkie,
                około miesiąc wcześniej musiała rzucić farbkę na włosy! – czyli
                nieźle jak na tak trudne jednak warunki z dala od cywilizacji).
                Wyluzowani, grający w piłeczkę „buntownicy” wyglądali raczej jak
                bogaci turyści, którzy niedawno przybyli na wyspę, niż jak
                uciekinierzy ze świata cywilizowanego siedzący na wyspie (z wyboru
                i ze względu na bezpieczeństwo) sześć lat! To mnie uderzyło na
                początku.

                Twórcy w ogóle nie pokusili się o przedstawienia codziennego życia
                tych ludzi, ich pracy, problemów (a przecież mieli np. kłopoty z
                jedzeniem, jak się później okazało! – a to przecież w takiej
                sytuacji musi rodzić potężne konfilikty), relacji między członkami
                wspólnoty, układów, sojuszy, czy wreszcie relacji damsko-męskich (w
                końcu jak mówil nowoprzybyły Richard pożądania nie można się tak
                łatwo (w ogóle) pozbyć).
                Wszyscy są tam zasadniczo mili, sympatyczni, dobrzy, zgodni,
                uśmiechnięci, lubią się wzajemnie, bez protestów zgodnie przyjmują
                nowych towarzyszy (kolejne gęby do wyżywienia) - czy to na pewno aby
                prawdziwi ludzie – nasuwa się pytanie. A może oni są już po prostu
                tak bardzo ogłupieni trawką?).
                Raz tylko ten wizerunek zostaję zmącony, kiedy wszyscy zgodnie!
                (nowego Francuza nie liczę) wyrzucają ciężko rannego jęczącego
                współtowarzysza poza wioskę. Dziwi ta jednomyślność grupy, brak
                zróżnicowanych reakcji, dyskusji w grupie z przywódczynią, co zrobić
                z chorym.
                Jedynymi nieco bardziej prawdziwymi, ciekawszymi postaciami – jest
                bezwzględna przywódczyni grupy (wygląda na to, że ona miała być tą
                najgorszą?) i jej facet okazujący zazdrość o Richarda (niestety
                tylko tyle w nim emocji).

                To chyba na razie tyle, jeszcze mi się coś na pewno przypomni, więc
                jeszcze napiszę ...


                • grek.grek Re: "Niebiańska plaża" 24.12.09, 14:54
                  To ja może spróbuję obronić co się da ;)

                  Piszesz "buntownicy" w cudzysłowie, i poniekąd masz rację - bo ten ich bunt jakiś taki infantylny, polegający właśnie na tym, żeby zapalić skręta, poleżeć na plaży, zabawić się przy ognisku, popluskać się w wodzie i pograć w piłkę. Co to za bunt..?
                  Ale dla nich jednak, TO JEST bunt. Ucieczka od cywilizacji, w której brud, smród, chamstwo, pieniądze i wyścig szczurów. Tak go sobie wyobrażają i tak go realizują. Trawka, plaża i siatkówka, w takim przecistawieniu - czy są buntem obiektywnie ? No właśnie, może się tylko drugą stroną medalu, stoczeniem się w gnuśność.

                  Czy hedonizm może być buntem wobec cywilizacji konsumpcji ?
                  Na moje oko - może być.
                  Dlatego mi się wypsnęło to, że, moim zdaniem, jest to rozprawienie się, nienajgłębsze - zgadzam się z Tobą, z rojeniami pokolenia 68. Ten raj jest w swym zafiksowaniu na przyjemność, tak samo miałki jak świat konsumpcji, którego ma być antytezą.

                  Jaka cywilizacja, taki bunt wobec niej, bym powiedział... ale jednak bunt :)

                  Co do tego wyglądu zadbanego - oni tam jeździli co jakiś czas po kosmetyki do miasta :)
                  Wiesz, byli to młodzi ludzie, większość pewnie istotnie nie narzekająca na brak gotówki, bo podróżowanie po świecie, to jednak nie są tanie rzeczy. Jednocześnie szukają miejsca innego od tego, w którym dotychczas tkwili, gdzie będą mogli trawkować i plażować do woli - w ich mniemaniu jest to forma buntu, wypowiedzenia posłuszeństwa sparciałej cywilizacji.

                  Czy ucieczka w piękne miejsce, gdzie można się oddawać hedonizmowi, da się zakawalifikować jako bunt, czy może eskapizm ? czy bunt może być ekspizmem ? - oto pytanie :)

                  NO wiesz, codzienne ich życie, to zdobywanie pożywienia, oprawianie ryb, jakieś prace mniejsze i większe, które wykonują (dla siebie, dla swojej społeczności, nie dla koroporacji - to chyba tak by można uzasadnić,że tutaj jednak coś robią) i całe morze przyjemnych chwil w wodzie i na lądzie.

                  Gdyby tutaj musieli robić to samo, co tam, skąd przybyli, gdyby nie te obrazy przyjemnego żywota, to czy byśmy uwierzyli w to co miało być główną ideą i kopniakiem scenriuszowym - czyli, w efektowne załamanie się tego rajskiego mikrokosmosu ? Jakby to wyglądało, gdyby na pięknej wyspie zgromadziła się gromada brudasów zasuwająca w pocie czoła ? :)
                  A tak - lekkość, luz... wierzymy, że znaleźli raj. A potem dzieje się, to co się dzieje i kontrast atakuje ze zdwojoną mocą.

                  I te obrazy liczne hedonizmu i beztroski tłumaczą później moment, kiedy wynoszą rannego do lasu, byle im nie przeszkadzał jękami swoimi.
                  Rozumie się, wg mnie, lepiej ich postawę, właśnie po zapoznawaniu się przez godzinę z ich cukierkową codziennością - widz (jakiś widz :){ mówi sobie : kurde, chciałbym/bym tam się znaleźć, w takiej komuncie, w takim miejscu. I nagle - yyy, a jakby to mnie pogryzł rekin ?

                  Komuna okazuje się kompletnie nieczuła, zepsuta hedonizmem, zbyt mocno zaangażowana w formułę i kształt swojego raju - to glówna idea : ten rajski bunt tak samo amputuje empatię, jak tamten świat na zewnątrz, kosztuje zbyt wiele.

                  Właśnie, słusznie piszesz o tym "zmąceniu wizerunku" - gdyby go nie wylukrowano odpowiednio, ten moment jego zmącenia nie byłby tak dezorientujący, zmieniający sympatii dla tego towarzystwa w conajmniej konfuzję.

                  I pytanie znów - czy na ich miejscu bym się inaczej zachował ? Czy w swoim raju na ziemi dopuściłbym/abym do takiej akcji ?
                  Proponowali mu szpital, ale nie mógłby powiedzieć ani słowa o ich kryjówce - dziwi mnie, że się nie zgodził. To nie zagrało.Gdyby mu nie proponowali, a od razu wynieśli i niejako z mety pozbawili możliwości leczenia, ze strachu, że się jednak wygada, to bym to prędzej kupił :)
                  A z drugiej strony - bez mapy i tak by nigdzie nikogo nie zaprowadził, a w jego stanie kreślenie mapy to ostatnia rzecz jaka przyszłaby do głowy. No nie wiem, tu widzę jakiś brak scenariuszowy :)

                  Zgadzam się. Sal jest ciekawa, bo - tak ja to czytam - jest najgłębiej zaangażowana w to wszystko. Ona nie gra w piłkę, nie biega po plaży, jest poważna i jest gotowa na wszystko, zeby tajemnicę utrzymac; ona wygląda na taką, która dotarła w to miejsce nie przypadkiem, a poszukiwała go całe zycie, i w ten bunt naprawde wierzy i go czuje. Jej bunt jest autentyczny. I prowadzi do tego, ze jest zdolna do strzelenia w głowę Richardowi, w imię pozostania w tym miejscu. Ona nie ma dokąd wracać, czy nie chce wracać ?
                  Reszta, to gromada dobrze bawiących się dzieciaków.
                  Na końcu ona zostaje, oni wszyscy wyjeżdzają, bo nie umieją przełknąc ofiary jaką ona gotowa była złożyć za ich pozostanie.
                  Głowy im się otwierają.

                  I tu, faktycznie, jednomyślność w drugą stronę jest zgrzytem niejakim. Przecież to wynoszenie chorego do lasu było równie mało humanitarne, co później strzelanie Sal do Richarda - najpierw wszyscy się godzą, a później są przeciw. To nie było najlepsze zakończenie, a przynajmniej nie dośc wiarygodna reakcja społeczności. Nie widać było, żeby sprawa z chorym nauczyła ich czegoś, czym można by wytłumaczyć późniejszy zwrot.

                  Ale kolory były fajne, estetyka pierwsza liga, Tilda Swinton zyskała - lepszy rydz niż nic ;)



                  • barbasia1 Re: "Niebiańska plaża" 26.12.09, 12:19
                    Obrona świetna ! :)

                    To chyba jakiś chochlik forumowy wstawił mi ten cudzysłów!? ;/

                    Tak na serio nie do końca była to przemyslana decycja, ale na pewno
                    przez głowę przeszła mi też myśl o infantylnoci tego buntu -
                    oczywiscie, co do tego, że to była/ jest forma buntu przeciwko
                    cywilizacji nie mam wątpliwosci.

                    cdn.
                  • barbasia1 Re: "Niebiańska plaża" 26.12.09, 13:29
                    Mnie tylko ciężko uwierzyć, w ten ich hedonistyczny raj po sześciu
                    latach od przybycia na wyspę (co innego gdyby to wszystko działo się
                    jakiś niedługi czas po przybyciu na wyspę i założeniu wspólnoty).

                    Uwierzyć nie mogę, że trawkowanie i plażowanie i granie w piłkę nie
                    znudziło im się tak zwyczajnie po ludzku po tych sześciu latach.
                    Nie mogę uwierzyć w zgodne harmonijne, jednomyślne, karne współżycie
                    tej grupy, we wspólne, mało intymne (i jakże harmonijne) nocowanie
                    każdy grzecznie w swoje pryczy na wspólnej sali niczym koloniści
                    pod okiem pani szefowej.
                    Nie wierzę , żeby nikt nie chciał wybrać się z szefową do miasta po
                    to by choć jedną noc spędzić intymnym hotelowym pokoju w wygodnym
                    łóżku (!) z porządną siatką przeciwko uciażliwym insektom, by
                    porządnie wykąpać się w gorącej wodzie (a przecież jak
                    stwierdziliśmy młodym ludziom ciągle jeszcze zależy na estetycznym
                    wyglądzie, bo chcą kremów, balsamów, farb do włosów), by najeść się
                    dobrego jedzenia, zupełnie innego niż to skromne, które mają na co
                    dzień na wyspie itd..

                    Niestety mam wrażenie, że musimy reżyserowi wierzyć na słowo, że
                    oto widzimy raj, by mógł on nam udowodnić rzecz oczywistą chyba dla
                    wszystkich, że raj nie może trwać wiecznie, że raj na ziemi nie
                    istnieje.


                    >Wiesz, byli to młodzi ludzie, większość pewnie istotnie nie
                    narzekająca na brak gotówki,
                    Było powiedziane, ze żyli tylko z tego co zarobli po sprzedaniu
                    trawki.
                    • grek.grek Re: "Niebiańska plaża" 26.12.09, 14:30
                      Może się zadomowili i rozsmakowali w takiej egzystencji i zaakceptowali wszystko wraz z dobrodziejstwami inwentarza (?)

                      Jest to dyskusyjne, na pewno; aczkolwiek, jakoś tam się przysłużyło puencie/ogólnemu morałowi :)



                      • barbasia1 Re: "Niebiańska plaża" 27.12.09, 12:08
                        Ale się zrobiłam krytyczna, co!?
                        Wygląda na to, że żmiję wyhodowałeś na swym łonie, Greku! ;)

                        Na koniec cytat z Twego postu:
                        „Komuna okazuje się kompletnie nieczuła, zepsuta hedonizmem, zbyt
                        mocno zaangażowana w formułę i kształt swojego raju - to glówna
                        idea : ten rajski bunt tak samo amputuje empatię, jak tamten świat
                        na zewnątrz, kosztuje zbyt wiele”

                        muszę Ci powiedzieć, że ta uwaga spośród wielu innych celnych i
                        intersujących wydała mi się najciekawsza i do refleksji skłaniająca
                        ...


                        grek.grek napisał:

                        > Może się zadomowili i rozsmakowali w takiej egzystencji i
                        zaakceptowali wszystk
                        > o wraz z dobrodziejstwami inwentarza (?)

                        Tak, to całkiem możliwe.

                        > Jest to dyskusyjne, na pewno; aczkolwiek, jakoś tam się
                        przysłużyło puencie/ogólnemu morałowi :)
                        Racja!
                        • grek.grek Re: "Niebiańska plaża" 27.12.09, 13:20
                          Krytycyzm zawsze drogocenny jest.



                          • barbasia1 Re: "Niebiańska plaża" 27.12.09, 13:34
                            :)
    • grek.grek Gra o miłość/ 1/6/ grozi bólem rzęs i paznokci 25.12.09, 11:27
      Przysiadłem wczoraj na "Grze o miłość", w Dwójce.
      Dżizas... że tak świątecznie powiem ;)

      Wiedziałem, że będzie cięzko, jak tylko zobaczyłem obsadę -
      Costner i Kelly Preston.
      Ale miało być o kończącej się karierze bejsbolisty, więc moze się
      coś jednak nada do obejrzenia.

      Spojleruję na całego, razem z zakończeniem, bo każdy kto kiedyś na ten
      film trafi, i tak po 25 minutach będzie wiedział, jak to się musi skończyć.

      Niestety, nadzieja matką głupich.
      Akcja idzie dwutorowo - na jednym planie jest słynny, ale już mocno podstarzały, bejsbolista, rozgrywający ważny mecz, oglądany jednocześnie w barze na lotnisku przez jego narzeczoną, która właśnie ma od niego odejść na zawsze; na drugim - przewijające się retrospekcje zarówno z jego kariery, jak i z ich związku, jeśli tak to można nazwać.

      Więc, na boisku Costner ględzi banalnie do siebie, a to się do przeciwników wdzięczy, a to wypowiada jakieś "prawdy życiowe", dziękuje swoim kolegom z zespołu, którzy ratują go w trudnych sytuacjach dobrymi zagraniami, bo on im kiedyś w czymś pomógł, o czy zaświadczają kolejne pstryki z przeszłości, a to robi zabiegi sprzyjające koncentracji, które wyglądają jak z bajki dla żółtodziobów, potem się zmaga z kontuzją ramienia, a gra tak dobrze, że nikt tak dobrze nigdy nie grał - rozgrywa "mecz idealny" autując, jako miotacz, kolejnych pałkarzy przeciwnika, a w dodatku robi to w Mekkce bejsbola, czyli na stadionie Yankees w Nowym Jorku, gdzie kibice go obrażają, wyszydzają, a w przeciwnym zespole, są same asy. Oczywiście, dzielny miotacz Costner pokonuje wszystkie trudności, zachowuje spokój, monologuje, rzuca tekstami do przyjaciół w boiska a'la "dobrze wyglądasz, Dżon, pamiętasz jak razem szliśmy korytarzem", albo "cześć, Dżejms, co u ciebie, stary druhu..." - żadnych "wujów", "urw" i innych takich, żadnej sportowej złości, Costner gra dobrego człowieka, szlachetnego, zadumanego na starą modłę stosunkowo młodego piernika.

      Kelly Preston ogląda to, jak się później okaże historyczne wydarzenie, w tiwi na lotnisku, z coraz większą grupą przypadkowych obserwatorów, i waha się czy ma odejść od niego czy nie - w slajdach z przeszłości widać,że ich związek nie był łatwy, bo on był sportowcem, ona jakąś dziennikarką, czy tam potem malarką, że się schodzili i rozchodzili, że się poznali przypadkiem, na drodze, gdzie się jej zespuł samochód, a on go przypadkiekm naprawił, że najpierw to było na luzie, a potem on na tym luzie sobie zaprosił panienkę do domu, kiedy akurat jej się przyśniło, żeby z Niujorku do niego, do Kalifornii, lecieć i wpaść z wizytą właśnie wtedy, kiedy panienka kręciła się po domu w dezabilu, a potem znów się zeszli, i chwilę później on sobie zrobił krzywdę na jakieś kosiarce, pociął rękę i miał kontuzję i ona brawurowo go do szpitala odtransportowała, a w szpitalu zmusiła lekarzy, zeby się nim zajęli w trymiga, a on na odchodne rzucił, żeby "zawiadomiła jego agenta, bo on jest (dla niego) najważniejszy", więc się znów rozstali, a potem on chciał ją odzyskać, ale ona była już z innym, a potem znów była sama i prosiła go, żeby odszukał jej córkę, co z domu uciekła, więc się znów zeszli, jak on już ją odnalazł, a potem jej się znów coś odwidziało i teraz miała odejść, ale oglądając jego mecz z telewizji...

      A wszystko to okraszone morzem obrazków i słownictwem miliard razy oglądanym i słuchanym już od Władywostosku do Riodeżaneiro.

      Cały mecz filmowany jest i pokazywany na autentycznym stadionie, z publiką, i stylizowany na rzeczywistą transmisję z NBC czy tam FOX, plus oczywiście Costner pije z kubeczka Gatorade, a w jednym z ujęć pada deszcz i stadion jest przykrywany gigantyczną plandeką z jeszcze większym logo "Adidadsa". To się nazywa reklama.

      KOńcówka. Costner ma już do pokonania tylko dwóch przeciwników, żeby zakończyć mecz i to mecz jaki się nikomu nie przydarzył nigdy. A przeciwnikiem jest młody, nieopierzony, zadziorny debiutant, którego poznał przed meczem, idąc do szatni. Syn jednego z jego dawnych
      przeciwników. Poprawiam się w siedzisku, może to będzie ta scena, która
      uratuje film, młody wilk kontra stary pierdoła.
      Może coś tutaj zaiskrzy. G.wno. Na początku młody dobrze wybija, ale za chwilę Costner po pokonuje, a młody wygląda jak typowy świeżak, który może iśc wytrzeć nos. Porażkę oczywiście przyjmuje z pokorą, bo przecież wygrał z nim miszcz.
      Po młodym ogrywa starego kolegę, z którym kiedyś razem grali i się kolegowali, i jest szał, i nawet najgorsi kibice oddają mu hołd (taki gruby, co mu tam przygadywał, mówi "świetny mecz, przyznaję" - normalnie, jak w Plebanii tekst; i to najlepszy miernik zawartości kiczu w kiczu : takie deklaratywne wystąpienia, mające dodatkowo wzmóc podziw
      dla osiągnięcia bohatera; zamiennie stosowane z nerwowym splunięciem albo zrezygnowaną miną adwersarza, które jeszcze bardziej wzmagają podziw. Tutaj wybrano pierwszy model, bo przy Costnerze i Preston robić brzydkich rzeczy nie wypada).

      A na koniec Costner, zamiast świętować, jedzie na lotnisko, żeby popatrzeć jak Preston odlatuje, a ona nie odleciała, tylko czeka na niego. Oczywiście, nie może się obyć bez kolejnej gadki, na boisku miotający piłką bejsbolista, w życiu prywatnym rozwija swój talent
      miotając nieznośnie tandetne kawałki "miłosne", w których Preston go
      dzielnie wspomaga, że się potrzebują i w ogóle jedno bez drugiego, to
      jak Flip bez Flapa, i kończy się namiętnym całusem, po którym wjeżdzają
      szczęśliwie napisy końcowe.

      Nie polecam nikomu :)



      • barbasia1 Re: Gra o miłość/ 1/6/ grozi bólem rzęs i paznokc 25.12.09, 13:49
        grek.grek napisał:
        :)))
        ale streszcznie urocze! :)


        • grek.grek Re: Gra o miłość/ 1/6/ grozi bólem rzęs i paznokc 25.12.09, 14:32
          Dzięki :)
          P.S : nie masz pojęcia, ile mnie kosztowało opisywanie takiego knota ;)

          /P.S 2 : to i tak nic, w porównaniu z oglądaniem Costnera/ hehe/
          • barbasia1 Re: Gra o miłość/ 1/6/ grozi bólem rzęs i paznokc 25.12.09, 14:49
            grek.grek napisał:

            Czułam to! :)
            więc doceniam bardzo, a nawet jeszcze bardziej Twe poświecenie! :)
            i myślę, że czytelnicy tego wątku i postu "Gra o miłość" też je
            docenią.


            Ale jak możesz tak pisać o Costnerze!
            Taki piękny aktor! :)
            • barbasia1 Re: Gra o miłość/ 1/6/ grozi bólem rzęs i paznokc 25.12.09, 18:55
              barbasia1 napisała:
              > Ale jak możesz tak pisać o Costnerze!
              > Taki piękny aktor! :)

              Wróć!
              Ale jak możesz tak pisać o Costnerze!
              To taka piękna męcizna (jak mówiła Ewa Szykulska w "Karierze
              Nikodema Dyzmy", co przypomniał mi dziś Maciej Orłoś w
              Teleekspresie!) :)
              • grek.grek Re: Gra o miłość/ 1/6/ grozi bólem rzęs i paznokc 26.12.09, 11:49
                Całe szczęście, ja mogę się skupić tylko na jego aktorzeniu :)
                • barbasia1 Re: Gra o miłość/ 1/6/ grozi bólem rzęs i paznokc 26.12.09, 12:00
                  Tak źle było? :)
                  • grek.grek Re: Gra o miłość/ 1/6/ grozi bólem rzęs i paznokc 26.12.09, 14:38
                    Co to do wyglądu Costnera - nie wiem, nie jestem zbyt wiarygodny w ocenach ;)

                    Co do aktorstwa - nigdy go nie ceniłem, a ten film w ogóle nic w tym moim podejściu nie zmienił.

                    Btw, takeśmy narzekali,a tu dzisiaj całkiem solidna oferta :
                    POlsat, 21:30 Quiz Show - naprawdę, z czystym sumieniem, mogę polecić; tutaj obsuwy nie ma, można brać w ciemno. My man John Turturro w kolejnej świetnej roli.

                    Dwójka, Coś - rzadko się spotyka,żeby wielu sympatyków kina się zgadzało co do jakiejś oceny, i chyba wokół Coś panuje właśnie taka rzadka zgoda - jeden z najbardziej klimatycznych horrorów w historii; lata mijając, widziałem to ze 3 razy i tylko upewniam się, że za 30-40 lat nic się z tej kwestii nie zmieni.
                    Jedyny minus - że TVP raczy widza tym dziełem o 1:25. No koments.

                    Wcześniej w TVP 2, 23:25, jest Nieśmiertelny, i w sumie, to jest tak stary rupieć, że może wielu młodszych osobników go nie widziało - zatem : warto obejrzeć, aczkolwiek jak ktoś już zacznie Quiz Show, to się raczej nie skusi na przerywanie go w połowie ;)
                    • barbasia1 Quiz Show, Ranczo Wilkowyje , Coś, Nieśmiertelny 26.12.09, 19:35
                      A na Jednynce dziś o 20.10 Ranczo Wilkowyje. Byłam fanką serialu,
                      mam więc nadzieję, że i film okaże się równie dobry i zabawny.
                      :)
                      • grek.grek Re: Quiz Show, Ranczo Wilkowyje , Coś, Nieśmiert 27.12.09, 12:20
                        I ? Było równie zabawnie, co w serialu ? :)

                        Kurde balans, znów parę rzeczy można by na dziś polecić; premiery to to nie są, ale może ktoś nie widział...

                        TVP 1, 22:50 Traffic - narkotykowe kino, znaczy się - przemytnicy, handel, policja, interesy, sędziowie, kartele, układy, uzależnienie, zamachy, świadkowie do sprzątnięcia itd. Kilka splecionych ze sobą historii kręcących się właśnie wokół kręcenia lodów na koksie i tegoż skutków. Ciekawe zdjęcia, kolejna bycza rola Michaela Douglasa, oskarowy Del Toro za drugi plan i Soderbergh za zydel i oskard za najlepszy scenariusz adaptowany /jestem fanem filmu "Cudowni chłopcy", z którym wygrał Traffic tego ostatniego oskarda, więc polemizowałbym z tą nagrodą ;), aczkolwiek - film jest napisany naprawdę znakomicie, pewną ręką, wątki są dopracowane perfekt/. Cały film zrobiony z zegarmistrzowską dokładnością, naprawdę trzyma w napięciu, mieszające się, i splatające wątki zmuszają do koncentracji, a tak zwyczajnie i po prostu - świetnie się go ogląda, oczywiście jesli się postanowi zostać, bo pierwsze kilkanaście minut może wywoływać reakcję z cyklu "o kurna, znowu jakieś popłuczyny po stu filmach o narkobiznesie" - grunt, to nie dać się zwieść temu nieuchronnemu wrażeniu, ze film jest na temat całkowicie wyeksploatowany.

                        TVP1, 1:20 - Słodki drań
                        PO raz 87 albo 565, przyznam, ze dokładnie nie pamiętam. Można odnieśc wrażenie, ze Woody Allen nakręcił w życiu jeden film.

                        POlsat, 23:10, PO północy - nie znam. Film z Hauerem, który ma apokaliptyczną atmosferę, jest nadzwyczaj nastrojowy w ciemnym tego słowa odcieniu, to "W mgnieniu oka", kiedyś mi się tytuły popie,przyły, więc tego dzisiejszego w ogóle nie pojmuję, nie polecam zatem, bo nie chcę odpowiadać za czyjś zmarnowany czas ;))
                        /chyba,że się ktoś sam zdecyduje z siebie obejrzeć, wtedy liczę na
                        recenzję jakąś, hehe/

                        TVN, 23:20, Plotka, tym razem made in USA.
                        Zajawka jest taka, że paru studenciaków, na czele z numero uno bystrzakiem, co go gra zdolny, i ciągle czekający na prawdziwe odkrycie, aktor nazwiskiem Marsden, wypróbowuje mechanizm działania plotki w realu - rozsiewają więc kłamliwą informację, ze koleżanka A robiła "brzydkie" rzeczy z kolegą B; problem w tym, że koleżanka A była zalana w trupa i nic nie pamięta, a słysząc,że robił z nią coś kolega B wnosi przeciw temu oskarżenie o gwałt, we wszystko miesza się policja, sprawy się komplikują... Tyle sam pamiętam z pierwszej projekcji, resztę se, razem z tymi co się zdecydują, dopatrzę, bo jakoś mi śmignął tak nagle i na wpół niezauważenie, a szkoda.
                        Taka akcja w klimacie tych wszystkich college-movies, chociaż, o ile pamiętam, bez zbyt nachalnego nalotu tego uniwersyteckiego głupkowatego lajfstajlu, tu jest raczej powaznie i kryminalnie.

                        Tyle od ojca detektora.
                        Jak kto co-ma, to niech wrzu-ca ;)




                        • barbasia1 Ranczo Wilkowyje 27.12.09, 12:49
                          Niestety film o wiele słabszy od serialu!!!
                          Czuć, widać, że tworzony był po łebkach, na szybko na fali
                          popularności serialu.
                          Wykorzystano podbne chwyty, jak w serialu, jednak film nie wyszedł
                          ani tak błyskotliwy, ani tak dowcipny i zabawny jak pierwowzór. Nie
                          przypominam sobie żadnego godnego zapisania czy zapamiętania
                          zabawnego zdania czy dialogu!
                          Jedyne co ratowało ten film to świetne aktorstwo! Dziękim temu leki
                          usmiech czasami się pojawiał. :)

                        • barbasia1 To właśnie miłość - Love Actually 27.12.09, 13:16
                          To ja Ojcze Detektorze! :))) dorzucę znaną i lubianą komedię "To
                          właśnie miłość" (TVP2, godz. 20.10).
                          Uroczy,zabawny, błyskotliwy film w światecznych klimatach (nasi
                          twórcy komedii ramntycznych powinni uczyć się do Richarda Curtisa,
                          jak należy robić komedie romntyczne!), z całą plejadą wspaniałych
                          brytyjskich aktorów. Warto obejrzeć nawet po raz setny! :)

                          Na youtube znalazłam cały film w oryginalnej wersji i 13 częściach!
                          Poniżej wklejam cześć 12. - ze światecznym hitem "All I Want For
                          Christmas Is You" na początku, z z jedną z moich ulubionych scen,
                          kiedy pisarz (Colin Firth) przyjeżdża do Potrugalii, do domu Aurelii
                          i poprosi ojca o jej rękę ... :)

                          www.youtube.com/watch?v=Poc3fqiPNyw&feature=related


                          • pepsic Re: To właśnie miłość - Love Actually 27.12.09, 19:34
                            Pewnie się narażę, ale w czasie ww. filmu czułam się, jak podczas expose
                            premiera Tuska, a końcówka to już 100%-owa ilość cukru w cukrze :)

                            Ps. Wczoraj obejrzałam w Ale Kino! całkiem niezły film pt."Tsotsi" o
                            bezwzględnym, młodym przestępcy z faweli Johannesburga, który po przypadkowym
                            porwaniu niemowlęcia zaczyna zmieniać swoje życie. Polecam. Z rozpędu zaliczyłam
                            wcześniej "Plan lotu" - sztampowego produkcyjniaka made in Hollywood z
                            bezsensownym pomysłem i na siłę wymyśloną intrygą. Gdyby nie udział Jodie Foster
                            nie dało by się obejrzeć do końca, ale o tym zdaje się grek wspominał.
                            • grek.grek Re: To właśnie miłość - Love Actually 28.12.09, 12:24
                              "Tsotsiego" gdzieś tutaj obgadywaliśmy pokątnie :) /Polsat swego czasu pokazywał (chyba)/ Istotnie, całkiem przyzwoite kino.
                              POlsat ma okresy, kiedy wrzuca tytuły, jakich Torbicka nie wstydziłaby się pokazać, a później, na wiele tygodni, zamyka się w obrębie segalów i vandamów oraz głupawych komedyjek i przeciętnych sensacyjek; aczkolwiek, trzeba przyznać, że dzielnie próbują zainteresować widownię kinem europejskim - głównie hiszpańskim i francuskim.

                              Wielki plus dla Polsatu, za 2009 rok - właśnie za puszczanie filmów z Europy.

                              • pepsic Re: To właśnie miłość - Love Actually 28.12.09, 13:38
                                Jakoś mi umknęło. A to Twoja opinia, z którą mi po drodze - bo
                                kameralnie i bez fajerwerków, ale ujmująco:
                                forum.gazeta.pl/forum/w,14,91046227,91139656,Re_Poniedzialek_Polsat_Tsotsi_.html
                                Ps. Od siebie dodam, że podobało mi się zakończenie, w którym
                                darowano sobie uśmiercenie bohatera, jak dla mnie zaskoczenie.
                            • ewa9717 Re: To właśnie miłość - Love Actually 28.12.09, 14:24
                              pepsic napisała:

                              > Pewnie się narażę, ale w czasie ww. filmu czułam się, jak podczas
                              expose
                              > premiera Tuska, a końcówka to już 100%-owa ilość cukru w cukrze :)
                              >
                              > Ps. Wczoraj obejrzałam w Ale Kino! całkiem niezły film pt."Tsotsi"
                              o
                              > bezwzględnym, młodym przestępcy z faweli Johannesburga, który po
                              przypadkowym
                              > porwaniu niemowlęcia zaczyna zmieniać swoje życie. Polecam. Z
                              rozpędu zaliczyła
                              > m
                              > wcześniej "Plan lotu" - sztampowego produkcyjniaka made in
                              Hollywood z
                              > bezsensownym pomysłem i na siłę wymyśloną intrygą. Gdyby nie
                              udział Jodie Foste
                              > r
                              > nie dało by się obejrzeć do końca, ale o tym zdaje się grek
                              wspominał.
                              Świetna jest też książka, wg której nakręcono film.
                              • barbasia1 Re: To właśnie miłość - Love Actually 28.12.09, 17:34
                                ewa9717 napisała:

                                Świetna jest też książka, wg której nakręcono film.

                                Który film? :)

                                Pozdówka poświąteczne!
                                • ewa9717 Re: To właśnie miłość - Love Actually 28.12.09, 17:47
                                  barbasia1 napisała:

                                  > ewa9717 napisała:
                                  >
                                  > Świetna jest też książka, wg której nakręcono film.
                                  >
                                  > Który film? :)
                                  pl.wikipedia.org/wiki/Tsotsi
                                  >
                                  Odzdrawiam poświątecznie ;)
                                  • barbasia1 Re: To właśnie miłość - Love Actually 28.12.09, 17:52
                                    ewa9717 napisała:

                                    > barbasia1 napisała:
                                    >
                                    > > ewa9717 napisała:
                                    > >
                                    > > Świetna jest też książka, wg której nakręcono film.
                                    > >
                                    > > Który film? :)
                                    > pl.wikipedia.org/wiki/Tsotsi
                                    > >
                                    > Odzdrawiam poświątecznie ;)

                                    Dzięki za info.!:)
                                  • barbasia1 OT anegdotyczny 30.12.09, 13:54
                                    > ewa9717 napisała:
                                    >
                                    > Świetna jest też książka, wg której nakręcono film.


                                    A propos książek, filmów, adaptacji filmowych przypomniała mi
                                    anegdota opowiedziana przez Umberto Eco:

                                    Dwóch facetów stoi przed księgarnią, patrzą na wystawę, gdzie leży
                                    książka „Imię róży” i jeden z nich mówi do drugiego: poparz, nawet
                                    książkę z tego filmu zrobili!
                                    :)

                                    • maniaczytania Re: OT anegdotyczny 30.12.09, 19:03
                                      dobre :)

                                      ale czasem zdarza sie tak, ze po sukcesie filmu, robia z tego
                                      ksiazke ( lekko przerobiony scenariusz).
                            • barbasia1 Re: To właśnie miłość - Love Actually 28.12.09, 17:41
                              pepsic napisała:

                              > Pewnie się narażę, ale w czasie ww. filmu czułam się, jak podczas
                              expose
                              > premiera Tuska, a końcówka to już 100%-owa ilość cukru w cukrze :)

                              :)))

                              Owszem, naraziłaś się tą wypowiedzią! ;)
                              Przecież w tym cukrze kilka gorzkich ziarenek też się znalazło!?!

                              Tak śliczna, dowcipna komedia romatyczna w świątecznym klimacie
                              MUSI SIĘ efektownie i dobrze skończyć!

                              • maniaczytania Re: To właśnie miłość - Love Actually 28.12.09, 18:04
                                Ja sie podpisuje pod Barbasia - ten film jest jednym z najlepszych w
                                swoim gatunku, a przez to, ze angielski, to i strawny, bo Anglicy
                                swietnie mieszaja smieszne za smutnym.
                                A film ma wiele takich raczej nie slodkich momentow - nie wiem,
                                gdzie ten cukier?!
                                • pepsic Re: To właśnie miłość - Love Actually 28.12.09, 22:18
                                  maniaczytania napisała: <nie wiem, gdzie ten cukier?!

                                  Na finiszu :))
                                  • maniaczytania Re: To właśnie miłość - Love Actually 28.12.09, 22:38
                                    Finisz tez byl slodko-gorzki, zwlaszcza w jednym z moich ulubionych
                                    watkow, czyli Alan Rickman - Emma Thompson. Poza tym niestety
                                    szczesliwie nie zakonczyl sie tez watek dziewczyny z
                                    niepelnosprawnym bratem.

                                    Ale dla mnie jak juz pisalam, to super film. Jest tam tyle fajnych
                                    watkow i scen poszczegolnych - znam go na pamiec praktycznie, a i
                                    tak za kazdym kolejnym razem wzruszam sie, smieje i smuce.
                              • pepsic Re: To właśnie miłość - Love Actually 28.12.09, 22:16
                                barbasia1 napisała: >Tak śliczna, dowcipna komedia romatyczna w świątecznym klimacie MUSI SIĘ efektownie i dobrze skończyć!

                                Pewnie tak, ale dlaczego z kilogramami lukru? Kiedyś ten film obejrzałam tylko z grzeczności, wczoraj być może zmieniłabym nieco zdanie, ale kolejny raz załapałam się na Woody Allena w rewelacyjnej jak dla mnie komedii "Przejrzeć Harrego", od której za nic nie mogłam się oderwać :)
                                Ps. No dobrze - wątek o podstarzałym rockmanie mi się podobał i asystentka premiera.
                                • barbasia1 Re: To właśnie miłość - Love Actually 29.12.09, 13:47
                                  pepsic napisała:

                                  Ps. No dobrze - wątek o podstarzałym rockmanie mi się podobał i
                                  asystentka premiera.

                                  Dobre i to! :)
                        • barbasia1 Woody'ego Allena 27.12.09, 13:24
                          "Słodki drań" w TVP1 o 1:20! (ech!), a na TVP Kultura "Przejrzeć
                          Harrego" o 20.00!

                          Na pocieszenie przeczytam sobie raz jeszcze podwątek o "Słodkim
                          draniu":

                          forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,91431850,Re_Ojej_co_tu_wybrac_.html

                          forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,98367887,Re_Dzis_Slodki_dran_PS.html


                          :)
                          • grek.grek Re: Woody'ego Allena 27.12.09, 14:20
                            To może i mała ilustracja; jedna z zabawniejszych scen w filmie :

                            www.youtube.com/watch?v=uN5gbRy3hjQ
                            Jak gdzieś ktoś napisał króluje tutaj "nostalgiczny, subtelny humor" - fajne określenie, chociaż nie-nowe ;)
                            I refleksja nt. osobowości i miejsca artysty w świecie, w absolutnie allenowskiej konwencji.
                            Znakomity Sean Penn. Wspaniała Samantha Morton.

                            Ale Woody nakręcił z milion filmów, mogliby coś z klasyki powtórzyć o ludzkiej godzinie, zamiast ten sam po raz enty, i o godzinie wiecznie niepoprawnej.



                            • barbasia1 Re: Woody'ego Allena 27.12.09, 14:37
                              Śliczna scena! :)))

                              Miał Emmet rację przeczuwając, że ten księżyc to niebezpieczna
                              sprawa! :)

                              Ech, przypomniałabym sobie ten film tym bardziej, że widziałam go
                              raz, późną nocą, a do tego jeszcze tylko połowę! :/
                        • maniaczytania dzis, 27.12. niedziela 27.12.09, 14:00
                          To i ja sie sprobuje dorzucic:
                          - podczepiam sie pod Barbasie - "To wlasnie milosc" to jedna z
                          lepszych komedii romantycznyc, ze wzgledu na ten slynny angielski
                          humor :)
                          - tak jak grek.grek polecam bardzo mocno "Traffic" - ogladalam juz
                          ze dwa razy i "Plotke" tez;
                          - na Kulturze Woody Allen idzie jako "Swieta z Woody Allenem" i
                          polecial juz "Slodki dran" i "Celebrity";
                          - "Po polnocy" kiedys ogladalam, ale jakos nic nie pamietam;


                          moze sie skusze na "Prosty plan" - 22.10 na tvp kultura
                          • barbasia1 Re: dzis, 27.12. niedziela 27.12.09, 14:21
                            maniaczytania napisała:

                            Świątecznie witamy matkę założycielkę tego wątku! :)
                            Mam nadzieję, że w Nowym Roku będziesz pisać tu nie tylko od święta!
                            • maniaczytania Re: dzis, 27.12. niedziela 27.12.09, 14:43
                              Hehe :)

                              Dziekuje bardzo :)
                              Mam nadzieje, ze bede pojawiac sie czesciej,
                              a Wam i sobie zycze, zebysmy mieli o czym piosac w Nowym Roku !!!
                              • barbasia1 Re: dzis, 27.12. niedziela 27.12.09, 14:58
                                maniaczytania napisała:

                                O! Bardzo dobre życzenia! :)
                          • maniaczytania "Wojna i pokoj" jeszcze, 27.12.09, 14:46
                            serial, ponoc 10-odcinkowy. To wersja z ubieglego bodajze roku (
                            poleciala wtedy w swieta 4 odcinkowa) w koprodukcji europejskiej z
                            udzialem Polsatu.
                            Naprawde godna polecenia!!! Znakomita, przepiekna muzyka, wielka
                            dbalosc o detale scenograficzne i kostiumowe, swietna obsada
                            (zwlaszcza dla Pan ;) ), o samej fabule rozpisywac sie nie bede -
                            klasyka.
                            A, jeszcze podam, ze na Polsacie o 17.45.
                            • barbasia1 Re: "Wojna i pokoj" jeszcze, 27.12.09, 15:01
                              To prawda wspaniały był ten czteoodcinkowy serial! :)
                              Dzięki za info.!
                    • barbasia1 Dokument o grubasach teksańskich 27.12.09, 12:18
                      Wiesz, dobrze się stało, że dokument o grubasach umieściłeś
                      pomyłkowo w osobnym wątku, większa dyskusja się wywiazała.
                      Tak sobie pomyślałam, że ciekawe dokumenty (ale tylko dokumenty!)
                      powinieneś jednak w osobnych wątkach umieszczać dla dobra i wygody
                      ludzkości! :)

                      A grubasy żeby nie zginęły, zalinkujemy tu:

                      forum.gazeta.pl/forum/w,14,104776511,104776511,grubasy_teksanskie_dokument.html

                      • grek.grek Re: Dokument o grubasach teksańskich 27.12.09, 13:54
                        Orajt :)
                        • barbasia1 Cali 3/2 28.12.09, 17:25
                          grek.grek napisał:

                          > Orajt :)

                          OK! :)

                          Cali sezon 3 odcinek 2 na po-świętach*

                          No i Hank dostał robotę na uniwerku, prowadzi zajęcia ze studentami,
                          coś w rodzaju ćwiczeń z nauki pisania, w zastępstwie tego słynnego
                          pisarza, co w alkoholizm przez Hanka znów popadł i goły latał po
                          domu i ogrodzie świecąc pośladkami w ciemności. W zajęciach
                          towarzyszy mu owa asystentka/ doktorantka pisarza (zapisuje na
                          tablicy mądrości wygłaszane przez Hanka, a poza tym jest lekko
                          wściekła, bo tematyka zajęć piarza-alkoholika była bliższa jej pracy
                          doktorskiej, a zajęcia Hanka niezbyt jej odpowiadają).

                          Ale zanim do zajęć uniwersyteckich przyjdziemy –jeszcze rzut oka na
                          scenę pierwszą - Hank z Beccą goszczą na kolacji u Charliego i
                          Marcy. Gawędzą sobie miło, choć właściwie nie wszyscy Becca ma minę
                          skwaszoną, nic nie je bo jest na diecie! Charlie przymila się do
                          Marcy, komplemety jej prawi, ta nie chce ich słuchać. Wtem ktoś
                          dzwoni do drzwi, Charlie leci otworzyć drzwi i widzi potężnego,
                          dobrze umięsnionego czarnoskórego przystojniaka w drzwiach, Charlie
                          myśli, że to jakiś akwizytor, chce go spławić, ale ten wyjaśnia, że
                          przyszedł po Marcy, żoną Charliego! Na randkę ją zabiera! I Wyciąga
                          jakąś łodygę (znaczy się kwiat) wręcza Marcy, ta go czule całuje. I
                          sobie wychodzą. Charlie jest w ciężkim szoku! :)
                          Stop.
                          Hank na zajęciach siedzi z nogami na biureczku, pisze smsa do córki,
                          jednym uchem słucha studenta Balta czytającego fragment swej
                          twórczości – opowiadanie o „wampirach, plejbojach i spermie, którą
                          się dławili”, kiedy Balt kończy prosi studentów o skomentowanie tego
                          co usłyszeli , nikt nie chce się wypowiadać, w końcu wywołana do
                          odpowiedzi Jackie, koleżanka Balta, mówi, że cała ta pisanina o
                          wampirach jest beznadziejna i do niczego i tak dalej.
                          Hank wymiguje się od oceny, daje kilka banalnych rad Baltowi , żeby
                          wcisnął z opowieści o wampirach ile się da, żeby był emocjonalnie
                          zaangażowany w pisanie i takie bla, bla.
                          Na koniec Hank oświadcza, że na pewno na zajęciach nie nauczy ich
                          pisać, bo tego się nie da nauczyć (z czym i ja się zgadzam), jedyne,
                          co może zrobić to opowiadać studentom o tym, co go interesuje i
                          podnieca. I koniec zajęć.
                          Hank jest z siebie bardzo zadowolony.
                          Po zajęciach do Hanka przychodzi Balt, chce wiedzieć ...czy jest już
                          pisarzem! :) Kadzi Hankowi, że jest jego mistrzem, mentorem, że
                          przeczytał wszystkie jego książki i nawet podoba mu się zdjęcie
                          Hanka na okładce jednej z książek. Mówi nawet, ze stary wampir w
                          którym zakochuje się młody wampir w jego opowiadaniu to ..
                          Hank! /”to taka metafora”/:) Prosi o szczery komentarz. No to Hank
                          mówi szczerze, że opowiadanie było złe, straszne. Oczywiście wierzy,
                          że jeśli Balt będzie nadal pisał, to jest szansę, że będzie coraz
                          lepszy, ale jeśli może robić coś innego, niż pisanie to radzi mu by
                          to robił, bo świat nie potrzebuje więcej „frajerskich bajek o
                          wampirach”! Kiedy chłopak wychodzi, Hank stwierdza z zadowoleniem,
                          że uczenie nie jest takie trudne.
                          Stop.
                          W knajpie przy drinku Hank Charliemu mówi, że student Balt na niego
                          leci. I tak od słowa do słowa o gejach zaczyna się rozmowa, a
                          Charlie przekonuje Hanka, że mężczyzni niechybnie musieliby robić
                          TO ze sobą, gdyby tak na bezludnej wyspie bez żadnych kobiet się
                          znaleźli i zwierza się Hankowi z homoseksualnego doświadczenia w
                          młodości, opowiada jak z kolegą Mikiem Metzem, rozbierali się do
                          naga kładli na łóżku i dotykali ...i że to nie było erotyczne, a
                          tylko sposób okazywania przyjaźni :), a Hank w rewanżu ... nic nie
                          opowiada. :) Charlie jest w zwiazkuz tym wściekły!
                          Stop
                          Hank jest w gabinecie na uniwerku popala skręta, zostaje wezwany do
                          dziekana. Myśli,z e dziekan chce go pochwalić, pogratulowac dobrej
                          roboty, na dodatek robi głupie miny, bo jest naćpany, żona dziekana
                          wyjaśnia, ze jeden z jego studentów chciał popełnić samobójstwo,
                          okazuje się że to był Balt i że stało się to po rozmowie z Hankiem.
                          Dziekan grozi, że jeśli okaże się, ze to Hank przyczynił się do
                          decyzji chłopka to wyleci z uniwerku, A Hank słucha tego jednym
                          uchem, bo świadomość po trawce krąży w jakich zupełnie odległych
                          rejonach...

                          Potem Hank odwiedza w szpitalu Balta, Balt się użala nad sobą,
                          ubolewa, że nie jest martwy, mówi, ze Hank nic nie wie o tym, jak
                          ciężko być, jak się wyraził - „poy.ebanym dzieciakiem gejem”, ten
                          pociesza go , mówi, że każdy miał, jakieś doświadczenia
                          homoseksulane w dzieciństwie i opowiada (to co mówił mu Charlie
                          wcześniej), jak to ze swoim kolegą Mikiem Metzem rozbierali się do
                          naga kładli na łóżku i dotykali ... i że to nie było erotyczne, a
                          tylko sposób okazywania przyjaźni :).
                          A potem przeprasza Balta, za to, co powiedział, wyjaśnia, że to jego
                          początki w pracy nauczyciela, do końca nie wie, jak się ma
                          zachowywać. Na koniec Hank chwali szczerze jeden wers z opowiadania
                          Balta, któremu nasrtój się znacznie już poprawił.
                          A potem Jackie, koleżanka, która przysłuchiwała się rozmowie
                          oznajmia, że musi iśc do pracy (pracuje w nocnym klubie, zdaje się
                          jako striptizerka!? Coś mówiła o potrząsaniu „maszynką do
                          pieniędzy”, potrząsając jednocześnie swym obfitym biustem – ależ
                          pracowite te amerykańskie studentki, po nocach harują :)), więc Hank
                          proponuje jej podwiezienie. Wychodzą razem. Jackie oświadcza
                          Hankowi, że miał rację mówiąc prawdę Baltowi, że opowiadanie
                          kiepskie. Mówi, że rodzice często wmawiają dziecku, że może być
                          kim zechce, a kiedy ono dorasta, okazuje się, ze to nieprawda i że
                          takie mówienie bardzo wiele szkody może przynieść / a ten sposób
                          myślenia – świat należy do ciebie, wszystko możesz osiągnąć co
                          chcesz, króluje w licznych amerykańskich podradnikach!/ . Hank jest
                          pod (szczerym) wrażeniem, jej dojrzałości.

                          Na koniec Hank kłóci się z Beccą, bo nie chce jej pozwolić by wyszła
                          wieczorem z koleżanką...

                          A Charlie dzielnie broni od gwałtu Marcy rzucając się na plecy tego
                          wielkiego czarnoskórego ku ..., faceta, faceta Marcy, ale okazuje
                          się , że on nie chciał jej wcale zgwałcić, że tylko sobie tak
                          FANTAZJOWALI. :)
                          Charlie jest więc w szoku (po raz kolejny) , że kobiety takie
                          fantazje miewają, szefowa Charliego poświadcza, że owszem tak
                          kobiety fantazjują. Przemyślawszy wszystko, postanawia zrobić Marcy
                          niespodziankę i pofatazjować, zakłada pończochę na głowę skrada się
                          do jej łóżka, kiedy ona śpi i robi swoje z perwersyjną przyjemnością
                          (choć po twarzy tego nie widać, bo jest pończocha), ale Marcy budzi
                          się i jest wściekła na Charliego oraz zbulwersowana, zdeprymowany
                          Charlie przeprasza i oddaje jej pończochy :)

                          I koniec.

                          Na ekino.tv jest nowa przeglądarka, więc na szczęście nie ma już
                          żadnych problemów z limitami! :)

                          *a miało być wcześniej, na święta :///
                          • grek.grek Re: Cali 3/2 29.12.09, 11:44
                            No to ostro pojechałaś :))

                            Dzieki wielkie, bo się za Moodym trochę chyba stęskniłem, a w
                            Twoich streszczeniach normalnie jak żywy jest :) /i się dziejeeee, że hej, z tego, co czytam/

                            Ja wczoraj wpadłem na "Dowód niewinności" w Dwójce.
                            Profesor uniwersytecki, specjalista od Hawthorne'a, miałby fajne życie, niedaleko od hanka Moody'ego - wykłady, poezja, studentki, uwodząca go córka rektora, której się dzielnie opiera... Ale traf chce, że od jakiegoś czasu koresponduje z niejaką Lydią, co siedzi w więzieniu za zabójstwo. Piszą o poezji, o życiu etc.
                            On ją nawet odwiedza, jakiś romans się zaczyna, a potem już tylko są same problemy - najpierw kolega psora, profesor od informatyki, wdaje się w romans z dziewczyną, która okazuje się być siostrą przyrodnią Lydii, co już niepokoi dzielnego specja od poezji, a później nagle Lydia znika - ucieka z więzenia, a jego kolegę aresztują, pod zarzutem pomocy w ucieczce.

                            Lydia, oczywiście, zatrzymuje się u profesora, który musi ją ukrywać, cały czas robiąc uniki przed nachodzącym go i przepytującym dociekliwym policjantem, który podejrzewa go o kontakt z nią, najpewniej mając jakiejś informacje o ich zażyłej listownej korespondencji. Pomaga mu córka rektora, dla której, i dla której koleżanek, Lydia była local hero swego czasu, kobietą wyzwoloną, pewną siebie, przykładem wręcz. Dla potrzeby chwili udają przed detektywem, ze mają gorący romans.

                            Romans romansem, ale profesor bardzo by chciał wrócić do swojego uporządkowanego chaosu - musi więc pomóc Lydii znaleźć dowód na to, że
                            przed laty nie zabiła żony pewnego bogatego facia, niejakiego Keslera, za co właśnie ją wsadzili.

                            Wybierają się nocą do rezydencji tego jegomościa - facet próbuje przekupić ją 50 tauzenami martwych prezydentów, Lydia go bierze na muszkę i każe profesorowi poczekać na zewnątrz. Ten czeka posłusznie i nagle słyszy strzał. Wpada do chawiry, a tam jakiś trup, ale leży obok tapczanu, tak że widać same nogi. Dziewczyny nie ma, więc i psor daje w długą, ostrzeliwany przez ochroniarzy. Uciekając widzi Lydię spi,eprzającą autem Keslera. Jest przekonany, że to ona zabiła gościa.

                            Wraca ciachaczem i widzi auto zaparkowane koło domu rektora; w trosce o jego córkę, i nie ufając już za grosz Lydii, denuncjuje ją.

                            Problem jednak się nie rozwiązuje, a wręcz przeciwnie, bo oto w tiwi występuje Kesler - okazuje się, że trupie nogi należały do jego ochroniarza i teraz Kesler oskarża o zabójstwo Lydię i profesora, ktory wedle relacji Keslera "trzymał jego człowieka, kiedy ta wariatka strzelała" :)
                            Profesor więc musi uciekać przed policją, chowa się u wypuszczonego za kaucją swojego kumpla informatyka, i wpada na trop - lokatorem jego mieszkania był wcześniej facet, który też kontaktował się z Lydią i cholera wie, może ma jakieś informacje o sprawie za którą dziewczyna poszła siedzieć (naciągane trochę).
                            Udaje mu się wybłagać u detektywa 2 dni zwłoki w aresztowaniu i razem z tym informatykiem ustalają adres gościa, włamują mu się do domu, terroryzują.... jadowitym węzem ;)) i wymuszają zeznanie, że kupił broń użytą do zabójstwa przez Keslera, pomógł mu wrobić Lydię i wziął za to kasę.

                            No i happy end, brzydcy zostają aresztowani, profesor zostaje z Lydią.

                            Nic szczególnego, filmik na 3, ale fajnie fluidujący, do tego : Peter Coyote, jako profesor - erudyta, posiadacz oryginalnego wydania Szkarłatnej litery Hawthorne'a, z autografem, wplątany w kryminalną intrygę, komicznie zakręcony momentami, jak to intelektualista zamotany w akcję sensacyjną, w przeciętnym filmie stworzył naprawdę wdzięczną rolę; Nastasja Kinski - oczywiście : smukła, piękna, z aurą jakąś itd, i Fairuza Balk - mała, ruda, bez biustu, ze spiłowanymi zębami, w binoklach, po prostu... rewelacyjna i nadzwyczajna - dziewczyna ma magnes w sobie.

                            Świetna scena, kiedy w domu tego gościa, co kupował broń, profesor grozi facetowi wężem - w róznych filmach sensacyjnych przestępca wyprowadza zakładnika trzymając go za ramię i przystawiając pistolet do twarzy, tu jest to samo, tylko że profesor przystawia gościowi do twarzy węza trzymanego za łeb :) KOmizm w najczystszej postaci, a Coyote w tej scenie pokazał taką vis comica, że ze świecą szukać.
                            Tu jest foto, ale człowiek siedzi na łózku, dwa razy zabawniej wyglądało
                            to, kiedy szli, ale posługiwanie się wężem, jak pistoletem, to samo w sobie jest tak durne, a zarazem tak skuteczne, że aż rozbrajające ;) :

                            gfx.filmweb.pl/ph/28/75/32875/115945.1.jpg


                            • barbasia1 "Dowód niewinności" 29.12.09, 13:44
                              grek.grek napisał:

                              > No to ostro pojechałaś :))

                              O Matko! Nie chciałam! :) Nie miała takiego zamiaru, bo ja wstydliwa
                              jestem :) zwlaszcza na forum publicznym, a i wątek bardzo
                              kulturalny! :)
                              Chyba Hank z Charliem w mej głowie nazbyt się rozszaleli, bo za
                              długo, od przedświąt nosiłam się z znamiarem opisania 2. odcinka ! :)

                              Ale przeogromnie się cieszę, że Ci się podobało! :)

                              Rzeczywiście sporo i ciekawie się dzieje w Cali.
                              Może TVN zdecyduje się emisję 3 serii już w sezonie wiosennym 2010?

                              A te efekty komiczne (w "Dowodzie niewinnosci"), o których pisałeś
                              były zamierzone, czy to tak przez przypadek wyszły twórcom tego
                              filmu?

                              • grek.grek Re: "Dowód niewinności" 29.12.09, 14:13
                                Nie-nie, bardziej mi chodziło o treściwość tego streszczenia (no pewnie, że się podobało)
                                (chociaż to drugie "ostro" , też wypadło nieźle ;)

                                "Dowody" w ogóle były na luzie, jakkolwiek kryminał to był. Komizm chyba zamierzony, bo kto by wpadł na ten pistolet z węża, ot tak sobie... ;)

                                Ja bardzo czekam na tę 3 serię (w dobrych warunkach), a Twoje barwne opisy tylko podbijają bębenek tego oczekiwania.
                                • barbasia1 Re: "Dowód niewinności" 29.12.09, 14:32
                                  Skoro mi tak dobrze poszło :), i skoro opisy nie zniechecają do
                                  obejrzenia(bo np. treść poznana), a raczej zachęcają to chyba
                                  opowiem Ci ramach niespodzianki jeszcze jednen odcinek, trzeci
                                  (tylko muszę go najpierw sama obejrzeć!) :)

                                  Nigdy bym nie wpadała na to, żeby użyć węża jako pistoletu!
                                  ale zapamiętam sobie ten patent na wszelki wypadek, może się kiedyś
                                  przyda. ;)

                                  • grek.grek Re: "Dowód niewinności" 30.12.09, 14:27
                                    CHętnie poczytam, ostrząc sobie zęby na obejrzenie tego później na ekranie :)
                                    • barbasia1 Re: "Dowód niewinności" 30.12.09, 14:38
                                      W takim razie Cali 3/3 pojawi się wkrótce! :)
                                      • barbasia1 Bukowski 31.12.09, 12:00
                                        Znalazłam w sieci a konktetnie na stronie chomikuj. p l pięć
                                        powieści Bukowskiego! Dobrze/szybko się czyta (mało opisów, dużo
                                        dialogów), zaczęłam "Hollywood" , okiem rzuciałam na "Szmirę".
                                        Polecam! :)
                                        • easz Re: Bukowski 31.12.09, 18:36
                                          barbasia1 napisała:

                                          > Znalazłam w sieci a konktetnie na stronie chomikuj. p l pięć
                                          > powieści Bukowskiego! Dobrze/szybko się czyta (mało opisów, dużo
                                          > dialogów), zaczęłam "Hollywood" , okiem rzuciałam na "Szmirę".
                                          > Polecam! :)

                                          Eh, a już myślałam, że tv gdzieś Factotum nadaje. Nie jestem teraz
                                          za bardzo tutaj u was w temacie, ale polecam Listonosza i Z szynką
                                          raz! Zresztą inne też:)
                                          • barbasia1 Re: Bukowski 01.01.10, 15:25
                                            easz napisała:

                                            > barbasia1 napisała:
                                            >
                                            > > Znalazłam w sieci a konktetnie na stronie chomikuj. p l pięć
                                            > > powieści Bukowskiego! Dobrze/szybko się czyta (mało opisów, dużo
                                            > > dialogów), zaczęłam "Hollywood" , okiem rzuciałam na "Szmirę".
                                            > > Polecam! :)
                                            >
                                            > Eh, a już myślałam, że tv gdzieś Factotum nadaje. Nie jestem teraz
                                            > za bardzo tutaj u was w temacie, ale polecam Listonosza i Z szynką
                                            > raz! Zresztą inne też:)
                                            >

                                            Dzięki za info. :)
                                            Pozdrawiam noworocznie.
    • maniaczytania na wtorek 29.12. 29.12.09, 17:32
      dzis w sumie calkiem niezle:
      - na tvp2 - "Pajak" z Ralphem Fiennesem o 23.25,
      a na Polsacie o 20.00 calkiem niezly "Sila i honor" o pierwszym
      czarnoskorym nurku z super wrednym Robertem De Niro :), a o 0.45 -
      "Zatrute pioro"
      • pepsic Re: na wtorek 29.12. 29.12.09, 20:02
        A za chwilę w TVP Kultura "Tajemnice Los Angeles", do których mam wyjątkową słabość.
      • grek.grek Re: na wtorek 29.12. 30.12.09, 12:13
        "Pająka" widziałem, dobry film, jeszcze lepsza rola Fiennesa.

        "Zatrute pióro" - świetny. I Polsat nie spanikował, jak poprzednim razem, kiedy miał ten film puścić; i tylko te
        wielominutowe serie reklam uciązliwe były i są maksymalnie, ale zeby mogli coś nadać, to muszą na to/na tym zarobić :)

        TVP na tudej.
        "Marilyn, ostatnie seanse"/dokument dot. Wiadomo Kogo, o przyzwoitej 22:10, potem "Jak to się robi z dziewczynami" (durne jak but, ale jednocześnie, momentami, nieodparcie komiczne, a scena z Jakubikiem, Grabowskim i konewką - to jest już kult), a po nim "Droga wilka" /dokument niby; tak fajny, że aż moja guglarka tego nie ogarnia - nie znalazłem żadnego opisu, hehe, ale żeby to było po prostu i oczywiście o malejącej populacji canis lupus, to jakoś mi się wierzyć nie chce :)/
        • barbasia1 Re: na wtorek 29.12. 30.12.09, 13:37
          O "Pająku" było w tym podwątku:

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,99924064,102097130,Re_Ojej_co_tu_wybrac_cz_3_.html

          Niestesty mi udało mi się wczoraj obejrzeć, czekam na kolejną
          powtórkę, o wcześniejezszj porze.

          "Marilyn, ostatnie seanse" - widziałam kiedyś ten film i bardzo
          polecam, ciekawa rzecz, bardzo przejmujący, ponury dokument o
          ostanich lata życia MM, wypełnionych chorobami, stanami
          depresyjnymi, pobytami w szpitalu, problemami z mężczyznami,
          samotnością ...

          Dziś jak rzadko dzień (a raczej noc) z dokumentami, o 0.15 na
          Dwójce "Ostatnia tajemnica Romanowów".


          O filmie "Jak to się robi z dziewczynami" też nam Grek co nieco
          opowiedział tu:

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,99924064,100678972,Rozne_rzeczy.html

          W moim dodaktu TV /tym razem GW/ recenzenci bardzo zjechali (w małej
          notce) ten film. Twoja opinia i Twoje wrażenia bardziej mnie
          przekonują i zachęcają do obejrzenia, kiedyś o lepszej porze.


          "Droga wilka", a jednak chyba o canis lupus będzie to film . Pani
          reżyser tego dokumnetu - Ewa Banaszkiewicz specjalizuje się (jak
          wyczytałam na stronie filmpolski.pl) w filmach przyrodniczych .
          Robiła już np. dokument o motylu - Parnassius apollo :), o parkanch
          narodowych, tak wiec daję sobie uciać paluszek, że canis lupus,
          będzie głównym bohaterem ...


          PS

          Wilki są chyba szlachetniejsze od owiec, z trudem
          wyobrażają sobie istnienie bez tych ostatnich, zaś owce? Szkoda
          mówić.
          [Stanisław Jerzy Lec)
          :)

          • grek.grek Re: na wtorek 29.12. 30.12.09, 14:23
            No, to w znacznym stopni ułatwiłaś mnie/nam orientację w terenie - mogliby ten przyrodniczy film wrzucić wcześniej, zamiast np. Jaka to melodia, albo czegoś równie głupiego, a wybór jest spory :)

            "Jak to się robi..." zawsze będzie, w konwencjonalnych recenzjach, słabo oceniany, bo to dobry film nie jest na pewno. Daję jednak słowo, że co poniektórych może rozbawić, w niektórych sekwencjach.

            Dziabnę jutro dwa słowa o "Zatrutym piórze" (może ktoś dzisiaj już zacznie...), bo, moim zdaniem, Polsat strzelił pięknego gola do właściwej bramki pokazując ten film :)
            • barbasia1 Re: na wtorek 29.12. 30.12.09, 14:50
              No właśnie, bardzo dziwna pora jak na dokument przyrodniczy!?

              Widziałam "Zatrute póro", o nieco lepszej porze wtedy puszczali,
              chyba też na Polsacie, ale było to na tyle dawno, że szczegóły
              umknęły mi już z głowy, więc nawet nie odważę się zaczynać opisu.
              :)
              • maniaczytania Re: na wtorek 29.12. 30.12.09, 19:33
                dzieki za podrzucenie info o tych dziewczynach, mysle, ze obejrze
                dla tego Jakubika ( przy okazji ogladaliscie "Dom zly"?)

                co do "Zatrutego piora", to ja tak jak Barbasia - ogladalam dawno.
                Ale wrazenie zrobil spore i bardzo mi sie podobal, mroczny jak
                cholera! I swietne role Rusha, Winslet i Phoenixa
          • barbasia1 "Marilyn, ostatnie seanse" 31.12.09, 12:37
            Marlin uzależoniana była od naroktyków, od leków rozmaitych,
            nasennych, upokajających, przeciwbólowych, między innymi brała
            demerol, lek przeciwbólowy, według wiki "o działaniu narkotycznym",
            który zażywał też Michael Jackson, zresztą duże dawki tego leku
            podane zostały Jacksonowi tuż przed śmiercią.

            A dokument (dla tych, którzy nie oglądali) oparty został w dużej
            mierze na opowieści znanego psychoterapeuty gwiazd - Greensona, do
            którego i MM uczęszczała na terapię przez ostatnie dwa lata życia
            oraz w opraciu nagrania, kótre po sobie pozostawiła. Utrwalone
            zotały na nich jej wyznania przeznaczone dla psychoterapeuty, po tym
            jak ten wyjechał/ uciekł? z LA.


            Zawsze mnie intrygowały mnie powody, dla których pisarz Artur Miller
            zdecydował się na związek, na małżeństwo Marlin z Monroe.
            Monroe i Miller, dwie osoby z dwóch róznych światów, kompletnie do
            siebe nie pasowali, nawet fizycznie...
            • grek.grek Re: "Marilyn, ostatnie seanse" 31.12.09, 15:38
              Melduję posłusznie, że oglądałem ;)
              Trochę histeryczny ten dokument, momentami sztucznie napakowany patosem w opisie zachowań i stanów ducha Marilyn, ale sam w sobie bardzo ciekawy.

              Miller-Monroe, to rzeczywiście osobliwa para :)
              Aczkolwiek, z tego co słyszałem, Miller nie był jakimś ascetą w zyciu prywatnym, więc moze wyjaśnienie najprostsze jest, w takim kontekście i - o ile mam dobre informacje o nim, najwłaściwsze : że spodobała mu się
              MM jako kobieta, jej seksapil, uroda, reprezentacyjnośc, może także chciał zajrzeć pod powierzchnię, licząc, że ujrzy tam coś zupełnie zaprzeczającego jej medialnemu wizerunkowi. I chyba dojrzał :)

              A z jej strony ? Bazując na tym wczorajszym dokumencie, to można by rzec, że chciała się przejrzeć w oczach kogoś, jej zdaniem, innego zupełnie od niej samej, a także na tym skorzystać wzbogacając i odkrywając pełniej swoją osobowość (co się jej, dzięki częstszym pobytom w Nowym Jorku, wśród literatów, udało chyba). Uzyskać jego akceptację poprawiając samoocenę, zgodnie z nieustanną potrzebą zdobywania aprobaty otoczenia.

              /Coś pie,przę chyba... :)?

              A Twoim zdaniem ?
              • barbasia1 Re: "Marilyn, ostatnie seanse" 01.01.10, 14:29
                To prawda, dokument był dość emocjonalny,nieco histeryczny, w
                ponurych, depresyjnych klimatach utrzymany, a to ponure wrażenie
                potęgowała jeszcze przeważająca czarno-biała kolorystyka za sprawą
                wykorzystanych w dokumencie czarno-białych zdjęć MM i fragmenty
                filmów z jej udziałem...

                Tak, na pewno małżeństwo ze znanym pisarzem, intelektulaistą mogło
                dać MM poczucie pewności, dowartościować ją mocno w jej własnych
                oczach i oczach innych, w oczach świata nie tylko filmowego, który
                często tak pobłażliwie ją traktował.
                Może też poszukiwała w tym inteligentym człowieku oprócz prawdziwej
                miłości, nadzwyczajnego zrozumienia, ratunku dla siebie samej,
                wybawienia dla Normy Jeane.


                Co do Millera, oczywiscie zgadzam się, z tym , co napisałeś, że „
                spodobała mu się MM jako kobieta, jej seksapil, uroda,
                reprezentacyjność”. Myślę, że na pewno niemałe znaczenie miał też
                fakt, że MM uznawana była za jedną z najseksowniejszych kobiet
                świata i obiekt (okropne słowo w tym kontekście) marzeń i pożądania
                większości mężczyzn - związek z taką kobietą może b. mile łechtać
                męskie ego, prawda? (zwłaszcza rozrośnięte ego pisarza, /podobno
                każdy pisarz ma rozrośnięte ego!?/ Widać było na tych fragmentach
                filmów (nienachalny) wyraz dumy na twarzy Millera, kiedy pojawiał
                się w towarzystwie Marylin obleganej przez dziennikarzy.

                Wnętrze MM zdaje się niezbyt spodobało się Millerowi skoro jakiś
                czas po ślubie uznał ją za infantylną, a jej uczucia za
                pensjonarskie...
    • grek.grek Zatrute pióro/nieudolny opis/głupie uwagi 31.12.09, 12:18
      W takim razie o Zatrutym piórze słowo.

      Parę słów opisu/przypomnienia

      Markiz de Sade garuje w ośrodku dla umysłowo chorych. Ma tam cieplarniane warunki, wikt i opierdunek, gustowny pokój, niczego
      mu nie zbywa.
      Opiekuje się ośrodkiem młody ksiądz, z którym Sade to sobie
      pogada, to winka się napije, to się przekomarza, w sumie - łączą
      ich stosunki partnerskie, z dominacją życzliwości.
      Sade może pisać swoją obelżywą (wg władzy) literaturę, ale nie może jej
      publikować. Ksiądz jego pisanie akceptuje jako sposób oczyszczania
      ducha. Poza tym, Sade prowadzi coś w rodzaju kółka teatralnego dla
      innych pensjonariuszy, pobiera lekcje malowania, śpiewu - pełen wypas, poza tym, że jest trzymany pod kluczem.
      Tu trzeba wspomnieć,że ksiądz, Magdalena i de Sade tworzą osobliwy trójkąt - de Sade pożąda Magdaleny, podrywa ją nieustannie (zwabia do celi, korzystając z tego,że ma ona klucz i np. daje jej nowy rękopis, ale za każdą stronę każe sobie płacić pocałunkiem, a potem sam się do rzeczy zabiera, tyle że ksiądz im przerywa swoim wejściem), ksiądz się w niej podkochuje, opierając się namiętności ze wg na swój zawód, a Magdalena jest zakręcona markizem i jego libertyńskimi poglądami, ale zarazem odwzajemnia to i owo do księdza.

      Za pośrednictwem Magdaleny, młodej pracownicy ośrodka, Sade przemyca swoje pisma na zewnątrz (Magdalena odbiera je podczas wymiany pościeli i szmugluje w koszu), gdzie są potajemnie drukowane i obiegając cały Paryż, są czytane wszędzie, i to publicznie, nawet na dworze cesarskim.

      Cesarz dostaje qrwicy w związku z szerzeniem przez Sade'a zgorszenia i wysyła do ośrodka administratora, w postaci zdewociałego hipokryty doktora Collarda, specjalizującego się w leczeniu, faktycznych lub przez niego wydumanych, psychoz za pomocą podtapiania delikwenta. Żeby było śmieszniej, ten starszy już wujek ma nastoletnią narzeczoną, którą dla niego trzymały i wychowywały zakonnice. Jako kiepski kochanek,a zarazem tępy maczo robi z pannicy skrzyżanie materaca i modnego sygnetu na palec.

      Gość stawia księdzu warunek : albo uciszycie de Sade'a, albo zamkniemy ten wasz pier,rdzielnik.
      Ksiądz zaostrza kurs wobec markiza, stara się go przekonac,że powinien wyluzować, a przede wszystkim pisać tak, aby nic nie wyciekało na zewnątrz.
      Markiz ma to jednak w swoim de, a na powitanie nowego pana, poinformowany przed Magdalenę o jego prywatnym życiu, wystawia parodiującą go sztukę podczas przedstawienia, na którym doktor siedzi w pierwszym rzędzie, a dookoła śmietanka paryskich salonów. Kończy się podwójnym skandalem - jeden, to temat i wykonanie owej sztuki, a drugi to próba gwałtu na Magdalenie, na zapleczu, której dopuszcza się jeden z
      czubków.

      Doktor oczywiście dostaje plamy - zamyka działanie teatru, i dodatkowo każe księdzu zagęścić ruchy w sprawie de Sade'a.
      Więc ksiądz, aby ocalić ośrodek, zabiera markizowi przybory do pisania, co de Sade'a frustruje niemożliwie, a pierwszej dostaje się jego żonie, która go odwiedza.

      Pędzony twórczą gorączką znajduje sposób - pisze winem na prześcieradle, jako pióra używając kostki z kurczaka,a Magdalena oczywiście wynosi je do przepisania i wydania. Nie przestaje też prowokować księdza w sprawie Magdaleny, widząc,że księżulo taki całkiem obojętny nie jest.

      Doktorowi tez pali się pod d,pą, ale on jeszcze nic nie wie - jego cnotliwa narzeczona zdobywa pisma de sade'a i zaczyna je czytać. Oprawia je w okładkę ksiązki po szlachetnych wierszykach i czyta bezczelnie leżąc przy nim w łózku. Owocuje to romansem, jaki nawiązuje z młodym architektem, pracującym przy pindrzeniu chawiry doktorka.

      Podstęp z pisaniem winem wychodzi na jaw i ksiądz gołoci pokój markiza ze wszystkiego, co mogłoby służyć do stawiania najtragiczniejszych choćby kulfonów; generalnie - de Sade zostaje wśród pustych ścian.

      Na nic te zabiegi. Teraz markiz pisze na swoim ubraniu, chwali się tym Magdalenie, a potem wybiega z celi i triumfalnie przechadza się po stole w jadalni.
      Więc konsekwentnie ksiądz zabiera mu i ubranie - bez negatywnych intencji, padre wierzy,ze działa ze szlachetnych pobudek - że ratuje ośrodek i samego Sade'a.
      Magdalenę, podglądniętą, przy kontaktach z markizem, i zakapowaną przez jedną z mniej zachwyconych Sadem pracownic, doktor skazuje na lanie. Ksiądz przerywa egzekucję, a potem próbuje się dowiedzieć, czemu pomaga markizowi, co w jego prozie jest takiego szczególnego, na co dostaje odpowiedź,że Magdalena w swojej wyobraźni wciela się w dziwki, których losy i seksualne przygody opisuje Sade, i to pozwala jej być lepszą w realu.
      Magdalena zresztą się do księdza klei, ale ksiądz, mimo że odwzajemnia najzupełniej, odsuwa ją od siebie tłumacząc,że kocha ją, ale... jak dziecko Boże. Kłamie, opiera się swojej własnej namiętności, tak dalece, że sugeruje, że Magdalena powinna odejśc z pracy w ośrodku.

      Kiedy narzeczona doktora nawiewa razem z kochankiem, zostawiając mu na łóżku ten tomik wierszydeł z powieścią markiza w środku, gościa krew zalewa i rusza do ostatecznego natarcia - podtapia markiza.

      Magdalena zanim odejdzie, chce usłyszęc jeszcze jedną opowieść od de Sade'a. Organizują więc coś w rodzaju głuchego telefonu - on, ze swojej celi przekazuje kolejne zdania opowiadania swojemu sąsiadowi z celi obok, tamten kolejnemu, aż docierają one do Magdaleny w ostatniej celi, która je spisuje. Pas transmisyjny z ewidentnych czubków - coś pięknego :) Kończy się to tragicznie - pod wpływem treści opowiadania piroman wznieca pożar, a ten, co wcześniej chciał zgwałcić Magdalenę robi to tym razem, również zainpsirowany tym, co przekazuje jej od markiza. W ogólnym rozgardiaszu płonącego ośrodka nikt Magdalenie nie przychodzi z pomocą, doktor ze złośliwości, a ksiądz, bo się spóźnia.
      Dziewczyna umiera.

      Gwałciciel kończy w specjalnym zamknięciu-pancerzu, a Sade w lochu, na łancuchu, zaś ksiądz w rozpaczy. Zarzuca markizowi, że jego literatura doprowadziła do śmierci, a markiz broni się "a gdyby ktoś usiłował chodzić po wodzie i utonął - oskarżyłbyś Biblię ?".
      Czy markiz kochał Magdalenę ? on sam rzecz,że tylko jej pożądał. Ale wybucha płaczem na jej wspomnienie, co ksiądz interpretuje jako oznakę uczucia. Sam zaś ma wizję seksu z Magdaleną, co sugeruje że mogło być odwrotnie - ksiądz jej pożądał, a markiz kochał :)

      Doktor nie ma już dlas Sade'a żadnych ustępstw - amputują mu język. A on pisze dalej - własnymi ochodami po ścianie lochu. Jest umierający. W ostatnim akcie ksiądz odmawia nad nim modlitwę, daje mu krzyżk do pocałowania, a Sade do połyka, dławi się nim i kituje.

      Ośrodek zostaje zamieniony przez przedsiębiorczego doktora w... drukarnię dzieł Sade'a, na której szefostwo kręci mega lody, ksiądz zostaje pensjonariuszem i teraz on pisze w celi, a niewidoma matka Magdaleny dostarcza mu papier i atrament, w celu spisywania wspomnień o markizie.


      • barbasia1 Re: Zatrute pióro 31.12.09, 12:54
        Dzięki za przypomnienie i świetny, jak zawsze opis! :)
      • grek.grek Re: Zatrute pióro/nieudolny opis/głupie uwagi 31.12.09, 12:55
        Przeczytałem wczoraj artykuł o markizie napisany przez P. Kałużyńskiego w jednej ze starych POlityk.
        Autor skupia się raczej na postaci de Sade'a, jego filozofii - naturalistycznej, dekadenckiej, z ambicjami nieschlebiania komukolwiek,a raczej negowania wszelkich porządków społecznych i kulturowych.
        Film (a raczej - filmy, bo Kałużyński odnosi się zarówno do "Pióra" jak i do francuskiego "Markiza de Sade'a" z Danielem Auteilem, który chyba wchodził do kin wtedy równolegle z amerykańskim kuzynem) oceniał pobieżnie, ale generalnie postawił tezę, że żaden nie pokazuje de Sade'a rzeczywistego, ale głównie traktuje go jak pretekst - ten amerykański : do ukazania jak działa dławiący jednostkę terror cenzury obyczajowej.

        Pisma markiza też potraktowane są dość pobieżnie, pojawiają się jakieś cytaty najwyżej.

        Zawartość Sade'a w Zatrutym piórze jest więc, zdaniem ZK - znikoma.

        Na mój gust, ZK pomija fakt, że, może dość prostymi środkami, ale za to z wielkim wdziękiem, Pióro pokazuje np. wielką pasję twórczą markiza.
        Nieźle też rysuje cały wątek romansowy, pozstawiając do końva otwarte pytanie : kogo kochała Magdalena i kto kochał ją, i - czy może kochali się wszyscy nawzajem; kim była dla Sade'a - muzą, czy tylko
        wspólniczką w procederze drukowania zakazanych dzieł ?

        I sam wątek wpływu literatury na otoczenie - o ile dla jednych jest on zgubny, prowadzący do nieobliczalnych konsekwencji, to dla innych (nastoletnia narzeczona doktora i jej kochanek) - ze wszech miar pozytywny i emancypujący. Najgłówniejsze zaś - nie pozostawia nikogo obojętnym. Sade wchodzi na szczyty wyobraźni, które działają na każdego kto znajdzie się w zasięgu ich oddziaływania.

        No i zupełnie współczesny wątek komercyjny jako puenta - cyniczny doktor kosi kasę na sprzedaży zakazanych oficjalnie pism markiza, i to w ekskluzywnej szacie wydawanych. Ilu takich cwaniaków jest dzisiaj ? Multum, a najwięcej takich, co sami robią za produkt, który sprzedają, mając do niego uczucie co najwyżej politowania.

        Kurna, dla samego Geoffreya Rusha warto było oglądać - brawurowy, nieodparty, ironiczny, na granicy szarży - świetny po prostu (ZK określił jego markiza jako "cygańskiego, barwnego", a samego Rusha jako
        "atrakcyjnego i grającego z temperamentem"). Rozsiadł się na środku sceny i po prostu zawłaszczył ją dla siebie. Se pozwolę rzec,że to jedna z lepszych, powiedziałbym - porwających nawet, momentami, stylem i lekkością - ról, jakie mogłem zobaczyć od dawna.

        Kate Winslet i Joaquin Phoenix - dotrzymali mu kroku, bez nich by to wszystko nie poszło tak dobrze. Scenariusz jest niezły, choć ciut powierzchowny, ale aktorzy zrobili wszystko, żeby to wybrzmiało i wyszło
        przekonująco. Taki tercet, to się w ogóle rzadko zdarza.
        Caine odstaje od nich, moim skromnym zdaniem, ale jego doktor, mimo swej mistrzowskiej obłudy, jest dośc jednowymiarowy.

        Miotający się ksiądz wypełnie całe zapotrzebowanie na postać rozdartą sprzecznościami, z dylematami emocjonalnymi. Z czasem z fajnego, luźnego, akceptującego zupełnie markizową frywolność padre, pod wpływem podejmowanych trudnych decyzji i narastających żądz i niepokojów, zmienia się w zmęczonego, zestresowanego, niepewnego, rozpaczliwego jegomościa - i Phoenix zagrał to klasowo.

        I to tyle, co mi do pustej głowy przyszło a'propos.

        Kto nie umarł - ten zdrów; piszytie, towariszczi :)


        • barbasia1 Re: Zatrute pióro 31.12.09, 13:12
          > Kto nie umarł - ten zdrów; piszytie, towariszczi :)

          Ale jak to "> Kto nie umarł - ten zdrów"???
          przecie jeszcze nawet nie zaczęliśmy sylwestrowych szaleństw??? :)

          Wszystkiego co dobre, najlepsze w Nowym Roku Tobie Greku,
          Pepsic, Ewie, Maniczytania i wszystkim sympatykom tego wątku
          życzę ja :)


          Chwilę pomyślę nad tym, co by tu mądrego odrzec na takie dictum
          o "Zatrutym piórze"! :)


          • barbasia1 Re: Zatrute pióro 31.12.09, 14:35
            Galerię z zdjęciami z filmu dodam:

            www.stopklatka.pl/film/zdjecie.asp?t1i=1&xi=3867&number=1
          • ewa9717 Re: Zatrute pióro 31.12.09, 14:39
            Odżyczam ;)
            A od siebie (no, nie do końca moje, prawdę mówiąć - zerżnęłam):
            zdrowia i pieniędzy, resztę się zorganizuje ;)
            • barbasia1 Re: Zatrute pióro 31.12.09, 14:50
              ewa9717 napisała:
              :)
              Piękne dzięki! :)
          • grek.grek Re: Zatrute pióro 31.12.09, 15:23
            Dzięki wielkie, ja również życzę, Tobie i Wam, udanej zabawy i w 2010 - max dobrej energii i mnóstwa pozytywnych wrażeń.
            Czuj duch :)
            • maniaczytania Re: Zatrute pióro 31.12.09, 15:33
              I ja sie do zyczen przylaczam - wszystkiego dobrego!!!


              A kto mi cos na dzis zarzuci??? Ja w domu zostaje :)
              • grek.grek Re: Zatrute pióro 31.12.09, 15:49
                "Morderstwo na Manhattanie" Woody'ego o 20:00 i "Porozmawiaj z nią" Almodovara o 1:00 - oba na Kulturze.

                W TVN "Vinci" o 20:00.



              • barbasia1 Sywester 31.12.09, 16:39
                maniaczytania napisała:
                :)

                Ech, zazdroszczę Kulturystom!

                A o 22.05 w TVP2 komedia brytyjsko-francuska "Johnny English" z
                Rowanem Atkinsonem, sympatyczna, choć bez rewelacji.
                Można swoje własne zasoby uruchomić, albo puszukać czegoś w necie na
                odpowiednich stronach.
            • barbasia1 Re: Zatrute pióro 31.12.09, 16:29
              grek.grek napisał:
              :)
              Dzięki!
              Myślałam, że na tancory już poleciałeś!? ;))
              Czuj duch! :)
              • grek.grek Re: Zatrute pióro 01.01.10, 14:19
                Tancory ? Żeby kogoś zabić ? ;)

                Wątek nam zaMKLI :)

                • barbasia1 Re: Zatrute pióro 01.01.10, 14:38
                  grek.grek napisał:

                  > Tancory ? Żeby kogoś zabić ? ;)

                  A co? Tak strasznie tańczysz? :))


                  > Wątek nam zaMKLI :)
                  >

                  No właśnie! Myślę, że jednak trochę za wcześnie.
                  Ale z drugiej strony można tu jeszcze coś podopisywać, jak się
                  przypomni, ja mam np.jeszcze swoje zaległości, niestety.
                  • maniaczytania Re: Zatrute pióro 01.01.10, 15:34
                    E tam, zaraz zamkli - otworzyli nowy na nowy rok.
                    A tu i tak jeszcze trzeba podopisywac zaleglosci z tamtego, nie?

                    Tak mi sie wydawalo, ze latwiej bedzie potem cos odszukac, jak
                    wprowadzimy takie miesieczne odwolania ...
                    • barbasia1 Zmiany, zmiany, zmiany 01.01.10, 18:39
                      maniaczytania napisała:

                      Dobre zmiany nie są złe, zwłaszcza od nowego roku. :)

                      Popieram modyfikację nagłówka zaproponowaną przez Ciebie
                      Maniuczytania, jednak nie do końca podoba mi się pomysł, aby co
                      miesiąc zakładać nowy wątek Ojej, wolę mniej wątków za to
                      grubszych, z większą ilością postów pod ręką!

                      A Wy - Greku, Pepsic, Ewo i inni co o tym myślicie?

                      Może każdy zainteresowany się wypowie i na koniec demokratycznie
                      podejmiemy wspólną, satysfakcjonującą wszystkich decyzję.

                      /niestety mam tak, że jak się do czegoś przyzwyczaję to trudno mi
                      potem z tego zrezygnować...
                      i lubię stałość wszelaką :)/
                      • maniaczytania Re: Zmiany, zmiany, zmiany 01.01.10, 19:41
                        Ok, zgadzam sie na demokratyczne wybory.

                        Ja osobiscie wole mniej rozbudowane watki, latwiej wtedy je
                        przegladac, stad pomysl i moj glos na miesieczne.

                        Ale moga byc tez kwartalne lub co iles postow.
                      • grek.grek Re: Zmiany, zmiany, zmiany 02.01.10, 13:20
                        Nie wiem jak Wy, ale ja, kiedy chcę coś znaleźć, to wpisuję frazę w wyszukiwarkę forumową, a nie latam po tych wszystkich "ojejach", jak Żyd po pustym sklepie; do tego są opcje precyzyjnego sortowania, więc - z tej perspektywy mnożenie bytów nie jest konieczne.

                        Zresztą, róbta co chceta, w ostateczności można zakładać osobny wątek do każdego dnia ;))
                        • barbasia1 Re: Zmiany, zmiany, zmiany 02.01.10, 13:39
                          grek.grek napisał:

                          Nie latam wątkach "Ojej" jak Żyd po pustym sklepie, też najczęściej
                          używam wyszukiwarki.

                          Skoro tak nie będę się upierać przy swoim , niech będzie co miesiąc
                          nowy wątek. Może tak będzie lepiej, może dzięki temu w nowym roku
                          więcej osób przyłączy się do pisania!?
                          • grek.grek Re: Zmiany, zmiany, zmiany 03.01.10, 13:03
                            Zauważ też, że napisałem o "nie rozmnażaniu wątków ponad miarę" :)

                            Mnie jest naprawdę wszystko jedno. Przyłączać się można w każdych okolicznościach. MOżna np. określić dopuszczalne rozmiary wątku, po których go zamykamy i puszczamy nowy - np. 500 postów.

                            • pepsic Re: Zmiany, zmiany, zmiany 03.01.10, 13:11
                              grek.grek napisał: <np. 500 postów>

                              Popieram, bo powyżej liczby 600 występują u mnie problemy techniczne i muszę
                              takie wątki otwierać inaczej (dłużej).
                            • barbasia1 Re: Zmiany, zmiany, zmiany 03.01.10, 13:55
                              grek.grek napisał:

                              > Zauważ też, że napisałem o "nie rozmnażaniu wątków ponad miarę" :)

                              Zauważam! ;)
                              i oczywiście jak najbardziej zgadzam się z Tobą, z Pepsic, że za
                              duże wątki z różnych powodów też nie są dobre.

                              Jeśli chodzi o kwestię przyłączania się do wątku to kombinowłam
                              sobie tak - duzy wątek, z dużą ilością (nieraz długich ) postów może
                              trochę zniechęcać do czytania / pisania np. tych leniwych, którym
                              nie chce się klikać kilka razy. Mniejszy wątek wydaje się
                              łatwiejszy w obsłudze ;) i do ogarnięcia!? Taj mi się
                              wydawało ... ;)

                              MOżna np. określić dopuszczalne rozmiary wątku, po których go
                              zamykamy i puszczamy nowy - np. 500 postów.

                              OK! :)
                          • easz Re: Zmiany, zmiany, zmiany 04.01.10, 00:43
                            barbasia1 napisała:

                            > Skoro tak nie będę się upierać przy swoim , niech będzie co
                            miesiąc
                            > nowy wątek. Może tak będzie lepiej, może dzięki temu w nowym roku
                            > więcej osób przyłączy się do pisania!?

                            Ale jeśli nie, to czy wrócimy do bardzo długich wątków? :) Ja wolę
                            czytać, choć nie ukrywam, wybiórczo. A pisać jak już, to z ew.
                            propozycją jedynie. Wątek 'ojej' się tak szybko rozrasta:)
                            Krótki, czy długi, może być, byle jakieś oznaczenie było wyraźne,
                            np. numeracja właśnie. Fajnie by było, gdyby można przyszpilić na
                            górze taki wąt, o.
                            Lubię natomiast, kiedy w tytule postu jest wpisany tytuł/tytuły są
                            wpisane filmów, o których będzie oglądanie i mowa.

                            Pozdrawiam pozdrawiam:)
                            • barbasia1 Re: Zmiany, zmiany, zmiany 04.01.10, 12:29
                              easz napisała:
                              > Ale jeśli nie, to czy wrócimy do bardzo długich wątków? :)

                              Postanowiono:
                              forum.gazeta.pl/forum/w,14,103018548,105115909,Re_Zmiany_zmiany_zmiany.html

                              Przyszpilać wątki może chyba tylko admin tego forum, można by się
                              zwrócić do niego proćbą o to, z drugiej strony wątki są i tak
                              przeważnie wysoko na stronie,poza tym są dość charakterystyczne i
                              dzięki temu zauważalne, więc może przyszpilanie ich nie jest takie
                              konieczne.

                              Podpisuję się natomiast rękami i nogami pod Twą sugestią, aby w
                              nagłowku postu wpisywać tytuły filmów, o których mowa, a
                              przynajmniej starać się o wpisywaniu pamiętać! :)
                              • easz Re: Zmiany, zmiany, zmiany 04.01.10, 22:58
                                barbasia1 napisała:

                                > easz napisała:
                                > > Ale jeśli nie, to czy wrócimy do bardzo długich wątków? :)
                                >
                                > Postanowiono:

                                Widziałam widziałam, ale myślałam, że i że jeszcze;)

                                > Przyszpilać wątki może chyba tylko admin tego forum, można by się
                                > zwrócić do niego proćbą o to, z drugiej strony wątki są i tak
                                > przeważnie wysoko na stronie,poza tym są dość charakterystyczne i
                                > dzięki temu zauważalne, więc może przyszpilanie ich nie jest takie
                                > konieczne.

                                Hm, to prawda, i długością się rzucają, i będą rzucać w oczy i tak.

                                > Podpisuję się natomiast rękami i nogami pod Twą sugestią, aby w
                                > nagłowku postu wpisywać tytuły filmów, o których mowa, a
                                > przynajmniej starać się o wpisywaniu pamiętać! :)

                                :)
                      • pepsic Re: Zmiany, zmiany, zmiany 03.01.10, 12:17
                        Popieram zdanie Barbasi (wolę mniej wątków za to grubszych, z większą ilością
                        postów pod ręką)
                        szczególnie w kwestii numerowania wątków. Ale to Wy tu
                        decydujecie :))
                        • barbasia1 Re: Zmiany, zmiany, zmiany 03.01.10, 12:34
                          pepsic napisała:
                          > Ale to Wy tu decydujecie :))

                          Nie, nie w tym wątku panuje demokracja,
                          przynajmniej tak mi się wydaje. ;))
                          • maniaczytania Re: Zmiany, zmiany, zmiany 03.01.10, 13:30
                            Ok, to uznaje, ze komisyjnie ustalono, ze limit na zalozenie nowego
                            watku to 500 postow i kazdy nastepny bedzie numerowany :)
                            • barbasia1 Re: Zmiany, zmiany, zmiany 03.01.10, 13:56
                              maniaczytania napisała:
                              > Ok, to uznaje, ze komisyjnie ustalono, ze limit na zalozenie
                              nowego
                              > watku to 500 postow i kazdy nastepny bedzie numerowany :)

                              To świetnie! :)
          • pepsic Re: Zatrute pióro 03.01.10, 12:20
            Dziękuję i pozdrawiam noworocznie :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac - listopad (cz.4) 02.01.10, 13:39
      Btw, w yotutube chodzi już "Wojna polsko-ruska" (w tiwi pewnie się jej doczekamy za jakieś 3-4 lata...), więc : do monitorów, rodacy ! :) /a potem do pisania o swoich wrażeniach, mam nadzieję :)/

      www.youtube.com/watch?v=JvsoHerYsyI
      (nie znoszę monitorów, ale 4 lat czekać nie będę, a płacić tym z wypożyczalni nie zamierzam, zwłaszcza,że na taśmach
      vhs, to tam się można doszukac najwyżej zjechanych bezlitośnie szóstych kopii tajlandzkich filmów karate z lat 80-tych; a kino straciło urok, a poza tym - zawsze mi g.wno w pamięci zostawało, po 2 godzinach wśród szeleszczących papierków, pokasływań, pociągań nosem, szurania butami,
      szeptów i całej reszty odgłosów zycia puszczy)
      • barbasia1 "Wojna polsko-ruska" 02.01.10, 13:45
        grek.grek napisał:

        Ależ dobra wiadomość!

        Na pewno obejrzę! :)



    • barbasia1 Cali 3/3 06.01.10, 15:26
      Oczywiście na Hanku duże wrażenie wywarła ‘maszynka do pieniędzy’
      (czytaj: piersi)


      Nie mogło być inaczej, osobliwa, ale jakże efektowna ‘maszynka do
      robienia pieniędzy’, czyli piersi studentki Jackie grzecznie
      skrywane na co dzień pod T-shortem pozostawiły trwały ślad w
      psychice Hanka...

      Hank siedzi w nocnym klubie wpatrzony w seksownie wyginajacą się
      przy srebrzącej się rurze studentkę Jackie (tle inne seksowne
      tancerki-striptizerki uwijające się przy swoich błyszczących
      rurach...), a najbardziej wpatrzony jest w mocno wystające spod
      przyciasnego seksownego gorsetu piersi...
      Coś tam mocno obłudnie ględzi, że niby nie chce tego oglądać, że
      niby nie chce, żeby pokazywała piersi, za jego pieniądze, ale widać,
      że jest bardzo rozochocony i podniecony tym, co widzi i co jeszcze
      za chwilę zobaczy ...

      I wreszcie dzieje się to na co czekał -Jackie jednym wprawnym ruchem
      zrzuca z siebie ów w przyciasny gorset i odkrywa swe bardzo zgrabne
      piersi, które podskakują w rytm muzyki ... Hank z wielką nieszczerą
      pretensją mówi do Jackie że „nie zostawia niczego dla wyobraźni”!
      (i że to młode pokolenia teraz tak ma , a to jest bardzo złe wg.
      Hanka:), bredzi jeszcze, że nie ma się czym podniecać, bo wszyscy
      (?) takie piersi mają :) mówi to jednak zupełnie bez przekonania,
      bo jest kompletnie oszołomiony, podeksyctowany
      widokiem „malutkich, wielkich, okrąglutkich cycuszek”. Żeby Hanka
      jeszcze bardziej podniecić Jackie siada mu na kolanach, ociera się
      o niego jak młoda kotka, pod nos podsuwa podskakujące piesi, Hank z
      rozkoszą przymyka oczy i nagle słyszy wołanie - Hank! HAnk! HANK!
      HAAAANK! Otwiera oczy i patrzy dokoła i okazuje się, że nie siedzi
      w nocnym klubie z nagą striptizerką studentką Jackie na kolanach,
      tylko na zebraniu zakładu/ katedry anglistyki w towarzystwie
      zacnego, poważnego grona profesorskiego oraz dziekana.... :)

      Żona dziekana pyta go o zdanie na temat toczącej się właśnie
      dyskusji. Hank lekko zmieszany oczywiście nic powiedzieć nie może,
      bo w ogóle nie słuchał o czym mowa (przebywając myślami w nocnym
      klubie) Jednak w chwilkę później odzyskawszy już nieco pewności
      siebie postanawia jednak zabrać głos ( w końcu nie na darmo jest
      pisarzem, specjalistą od słów). Zwraca się więc do zacnego grona
      złożonego w większości ze starszych panów i pań profesorek z
      pytaniem: „Czy nie sądzicie, że kobiety posunęły się za daleko w
      związku z proseksualnym feminizmem”. I dalej mówi Hank - „Chodzi o
      to, ze nie mają nic przeciwko pornografii oraz goleniu części
      intymnych”. „Czy naprawdę sądzimy, że to droga ku wyzwoleniu” –
      kończy dramatycznie Hank, na co szacownemu gronu sztuczne szczęki
      powypadały, a oczy na wierzch wyszły. Zapanowała konsternacja, na
      szczęście żona dziekana odzyskawszy przytomność i refleks ogłosiła
      koniec zebrania. I przypomniała Hankowi o przyjęciu wydziału
      anglistyki wydawanym u dziekana, tego samego dnia wieczorem. Hank
      chciał się wymigać od przyjścia, ale pani dziekanowa tak intensywnie
      zaczęła go przekonywać do przyjścia, że na koniec zagroziła mu
      zwolnieniem z pracy, jak się nie pojawi. Takiego argumentu Hank nie
      mógł zlekceważyć, o nie. I oczywiście zjawił się, na przyjęcie
      zabrał Beccę, która przyjazni się z córką dziekana.

      Na przyjęciu spotkał ku swemu zadowoleniu studentkę Jackie, która
      zapewne w ramach prac społecznych (a może nie-społecznych)
      występowała na przyjęciu w charakterze ... kelnerki nalewającej
      towarzystwu drinki!
      A potem jakimś cudem Hank trafił na strych, gdzie znalazł pokoik, w
      którym stał stół a na stole armia ołowianych żołnierzyków (małe
      hobby dziekana! ;) i a potem znalazła się też tam żona dziekana.
      Zasugerowała coś o swym znudzeniu , zachwycała się, ze Becca tak
      pięknie i z sentymentem mówi o ojcu, czyli Hanku, Hank o Becce też
      ciepło w mówił, a potem o kobietach, że każda kobieta jest piękna,
      każda ma coś pięknego :„uśmiech , krągłość, sekret”... I że kobiety
      to całe jego życie. „Ale zawsze potem jest dzień po. Moralniak.”
      mówił Hank i dodał jeszcze „ I zdaje sobie sprawę, że nie jestem tak
      dostępny jak mi się poprzedniej nocy wydawało,że jestem. I wtedy
      jej nie ma. I wtedy prześladuje mnie kolejna droga, którą mogłem
      podążyć" ! Ha! Pani dziekanowa też jest pod wrażeniem, że Hank jest
      tak szczery, w tak poważne tonu uderza i ...całuje go w usta i tak
      zastaje ich studentka Jackie, pani dziekanowa zmieszana szybko
      wychodzi, a studentka Jackie mówi do Hanka, że chyba mało się ceni,
      bo przy minimalnym wysiłku mógłby mieć kogoś młodszego i bardziej
      gorętszego ... :) uśmiecha się znacząco i też wychodzi.
      A Hank schodzi na dół spotyka swą asystentkę, którą odziedziczył po
      sławnym pisarzu, co się rozpił i biegał nago świecąc pośladkami.
      Asystentka wkurzona , bo facet który miała jej towarzyszyć na
      przyjęciu, nie przyszedł, nawet nie zadzwonił, smsa nie przysłał w
      związku z czym jest wkurzona, załamana rozczarowana, więc Hank
      postanawia ją trochę pocieszyć rozmową, idą do gabinetu dziekana,
      Gawędzą Hank radzi, żeby olała faceta (jest strazakiem), żeby nie
      szukała tak intesywnie, na siłę faceta swojego życia, bo i tak na
      pewno, pewnego dnia obok kogoś takiego się obudzi, mówi jej, że jest
      piękna , bardzo mądra i jest w niej pełno seksu, wyjątkowa, inna...
      itp. itd. i Hank tak gorąco i efektownie (efektywnie) pocieszał
      asystentkę aż skończyło się seksem na pięknym wielkim biurku
      dziekana i chyba pod biurkiem też, bo kiedy niespodziewanie wszedł
      dziekan oni siedzieli pod burkiem i udawali, że ich tam nie ma,
      niestety, kiedy dziekan miał już wyjść, asystentce włączył się
      telefon, ale Hank wpadł blyskawicznie na pomysł, że tylko on się
      ujawni dziekanowi. I tak zrobił, wyszedł spod biurka, wymienili
      sobie z dzienakem kolejne złośliwości, dziekan wyprowadził Hanka z
      gabinetu i zamknął go na klucz ku przerażeniu Hanka. Ale na
      szczęście gabinet był na parterze, więc asystentka przy pomocy Hanka
      przez okno szczęśliwie i niepostrzeżenie opuściła gabinet. A potem
      zjawił się spóźniony strażak, więc pożegnała Hanka i poszła z nim do
      knajpy.
      W tym czasie Becca trawkę paliła z córka dziekana, o facetach
      rozmawiały...

      A Charlie do Marcy wydzwaniał, chciał się z nią umówić po pracy.
      W pracy dobrze się spisał, nowego kontrahenta, bardzo ważnego (jakiś
      znany muzyk)
      zwerbował i to przy swej szefowej Sue Collini . Ta tak się
      podnieciła jego sukcesem, że go wychwalać zaczęła, a ten tak się
      podniecił, że szefowa/ władza go chwali, że wszedł z nią w bliższe
      stosunki w biurze, pech chciał, ze akurat przyszła Marcy, której
      serce trochę zmiękło i chciała zobaczyć się z Charliem i jak się
      zorientowała co się dzieje (a tylko dlatego, że Charlie nie zdołał
      powstrzymać kaszlu, bo Sue Collini wielka baba cała sobą go zakryła,
      że nic nie było widać), tak się wkurzyła, że wywaliła go znów z
      domu, na szczęście Hank go przygarnął ... :)

      Koniec :)
      • barbasia1 Re: Cali 3/3 06.01.10, 15:37
        barbasia1 napisała:

        > Oczywiście na Hanku duże wrażenie wywarła ‘maszynka do pieniędzy’
        > (czytaj: piersi)

        Ten fragmencik jest niepotrzebny, zaplatął się przypadkowo!
        Przepraszamy za usterki! :)
      • grek.grek Re: Cali 3/3 07.01.10, 11:41
        Jakbym to widział, Moody'ego szczególnie... Dzięki wielkie za tę kolejną relację z pierwszej linii frontu :) /a, no i zdajesz sobie sprawę z tego, ze od następnych odcinków się już teraz nie wymigasz...? ;) Za dobrze się czyta, żeby Ci teraz odpuścić...:)/

        Trochę się lękam, w perspektywie (ewentualnego...) przyszłego oglądania tego, co opisujesz, tych "świecących nocą męskich pośladków"... /hehe/
        • barbasia1 Re: Cali 3/3 07.01.10, 12:01
          grek.grek napisał:

          Dzięki Ci Greku za tak miłe słowa! Bardzo dziękuję!:)))))))))
          /myslę wlaśnie, jakimi słowami podziękowałby Hank...? ;)/
          No to może jeszcze z jeden Ci opiszę! :)

          Zaiste, pośladki pisarza oraz to, co wyczyniał w domu dziekana
          wywarły na mnie ogromne wrażenie!!! ;)))
        • barbasia1 Re: Cali 3/3 07.01.10, 14:04
          Oczywiscie, jak zawsze bardzo polecam oglądanie! Sam wiesz, nawet
          najlepszy opis (bardzo się staram :) nie odda wszystkich smaczków
          tego serialu...
          :)
          • grek.grek Re: Cali 3/3 07.01.10, 14:26
            Taka jest prawda.
            Ale czyta się też bardzo dobrze, zwłaszcza, o yes !, mając jakąs tam perspektywę obejrzenia; poza tym, wiesz.... - czasami słowo ma taki wymiar, że z kolei obraz mu nie dorasta, albo się razem zgrywają i ubogacają nawzajem, a może i tak się zdarzyć, ze słowo potrafi z mało ciekawego obrazka zrobić frapującą rzecz. W końcu, nie postrzegamy róznych rzeczy jednakowo :).

            Czuję, że Cali 3 pojawi się jesienią... A wiosną
            3 seria Dextera (też świetna rzecz, polecam, o ile dotąd nie próbowałaś...), na którą też czekam z przyjemnością, czy raczej
            przyjemności obietnicą. A póki co, przyjemność mam czytając
            Twoje streszczenia :)
            • barbasia1 Re: Cali 3/3 07.01.10, 16:15
              > W końcu, nie postrzegamy róznych rzeczy jednakowo :).

              O to-to! :)
              I mnie zawsze najbardziej ciekawi (oprócz samego filmu) jak Ty ,
              albo Pepsic, albo inni postrzegacie film, jak go interpretujecie, co
              Wam się podoba, co nie i dlaczego...


              > Czuję, że Cali 3 pojawi się jesienią...

              W swej naiwności myślałam, że Cali pojawi się z wiosną...
              a tu się trzeba jeszcze naczekać.
              TVN wystawia cierpliwość widzów na cieżką próbę!
          • grek.grek Las Vegas Parano/pełna wersja/wrażenia 07.01.10, 14:55
            Żesz w cara mikołaja... :)

            Las Vegas Parano jest w youtube, i to w polskiej wersji językowej :
            /tu część 1, reszta na pasku obok/

            www.youtube.com/watch?v=pIWn4v9oPVk
            Co ja mogę powiedzieć... po prostu, Barbasiu i ferajno, bierzcie i jedzcie z tego wszyscy...

            Totalna psychodela, odjazd, wizje. falujące podłogi, gady przepotopowe w kasynie, Johnny Depp z fryzurą Janka Rokity, żółtymi okularami i nieodłącznym petem w twarzy (rewelacyjna scena podczas wyścigów samochodowych, kiedy gnają autem w kurzawie, Depp ma na twarzy wielkie gogle motocyklowe, chustkę zasłaniającą nos, usta i policzki z wyciętym otworkiem na papieros - wygląda niezrównanie), Del Toro z brzuchem wielkości piłki lekarskiej, Ellen Barkin na czarno... wszyscy nie tacy jak należy... Johnny Depp jako człowiek-jaszczur (w drugiej połowie filmu, kapniecie się o co chodzi), kilka fajnych i gorzkawych niespodziewanie refleksji o pokoleniu'woodstock (zwłaszcza jedno pod koniec, kiedy Depp pisze na maszynie)... i cała kupa transowych wizji, które, zwłaszcza w pierwszej fazie, tuż po przyjeździe do Vegas, są zwyczajnie odejchane; reżyserem jest Terry Giliam, więc nie zabraknie Ministerstwa Głupich Kroków (tutaj Depp i Del Toro po naćpaniu się eterem), uwag o działaniu konkretnych narkotyków, Del Toro i Johnny ćpający na wielkiej sali pełnej gliniarzy i prokuratorów podczas konferencji ds. zwalczania narkotyków, wykład o szkodliwości dragów, Johnny i BDT wkręcający, na haju, pokojówkę w agenturalną współpracę z policją, scena w kawiarni, Vegas pełne barw i feeri świateł, jaskrawe kolory, zdjęcia z operetkowych kątów, dzieki którym jesteśmy pewni, że to musi być wizja świata wg porządnego, "bogobojnego" ćpuna, Johnny budzący się po koksowym odjeździe w zdemolowanych w cholerę pokojach i zdziwony "co tu się działo, ale ONI nabrudzili" :); i ci ONI - nie wiem, czy z technicznego pkt widzenia, o którym i tak g. no wiem - przeszarżowali, czy byli wirtuozami, ale Depp i Del Toro mnie po prostu ujęli i chwilami wginatali w siedzenie :) I tylko zastanawiałem się, co by było, gdyby do scenariusza dopisano jeszcze rolę dla Brada Pitta, który - jak wiecie - jest mistrzem ekranowego świrowania pawiana, i było ich trzech... Chociaz nie wiem, czy ekran by to wytrzymał :)

            Wrażenia - o ja... Świetne, pierwsza część chyba lepsza, po pierwszym kwadransie, kolejne, aż do zniknięcia na jakiś czas Del Toro - popis; ale później kręci też solidnie, zwłaszczaa, że każda minuta gry Johnny'ego jest warta tyle złota, ile on waży. Johnny-jaszczur, w woderach brodzący w zdemolowanym dramatycznie, ze stojącą wodą do pół łydki, apartamencie najlepszego hotelu w Nevadzie... kto nie widział, nie może przeoczyć ;)
            /przy okazji - Król Jaszczurów, to było pseudo Jima Morrisona, jesli dobrze pamiętam/

            Polecam z czystym sumieniem i czekam na to, co napiszecie :)

            Czy ten film jest reklamą i zachętą dla narkotyków ? /w końcu w piosence Hurt stoi jak wół "...uzbrajam się w lufkę i lampkę, na ekranie Las Vegas Parano, a ja leże na tapczanie...";)/, czy ironiczno-sentymentalnym rozliczeniem z epoką dzieci-kwiatów /akcja dzieje się w 71 roku, momencie pewnego wystudzania się idei hippisowskich, i tę nostalgię wyraża monolog Deppa mówiony pod archiwalia z pokoleniowych manifestacji i zabaw z lat 60-tych/, a może po prostu puszczaniem oka przez Gilliama - a zrobię se film, w którym dam upust swojej barwnej
            wyobraźni, może trochę z młodości powspominam, aktorzy dadzą ognia, a
            tylko dorzucę kilka monologów, żeby wyszło poważniej i na nutę refleksyjną ?

            Hmmm... jak sądzicie ?
            • barbasia1 Re: Las Vegas Parano/pełna wersja/wrażenia 07.01.10, 15:59
              grek.grek napisał:

              A to ci niespodzianka! :) Wziemy film z yotube! :))) i obejrzymy w
              wolnym czasie tę "totalną psychodelę, odjazd, wizje, falujące
              podłogi, gady przepotopowe w kasynie" :)
              i Johnny'ego Deppa "z fryzurą Janka Rokity" /wiesz, nie mogę sobie
              tego wyobrazić jeszcze bardziej, niż del Toro z brzuszyskiem! :)/.

              Dzięki za opisy wrażenia, rzeczywiście coś takiego niesłychanie
              ciężko jest przełożyć na język, na słowa...
              :)

              • barbasia1 Re: Las Vegas Parano/pełna wersja/wrażenia 07.01.10, 16:04
                NIE "Wziemy", ale "weźmiemy " :)

                Zapewniem, że nie paliłam dziś (ani nigdy) żadnej trawki :)
                Jestem przeciwko narkotykom!
                :)
                • grek.grek Re: Las Vegas Parano/pełna wersja/wrażenia 08.01.10, 13:54
                  No ja wiem, ja wiem ;)

                  A film warto obejrzeć, Gilliam musiał w zyciu taaaaaaaakiego skręta wyjarać, żeby to nakręcić ;)
                  • barbasia1 Re: Las Vegas Parano/pełna wersja/wrażenia 09.01.10, 13:34
                    grek.grek napisał:

                    :)))

                    > A film warto obejrzeć, Gilliam musiał w zyciu taaaaaaaakiego
                    skręta wyjarać, że by to nakręcić ;)

                    Też tak myślę. :)


                    Z drugiej strony w tym wywiadzie w Dzienniku/Kultura Gilliam mówi
                    dużo o sile wyobraźni, swej wyobraźni (o dopalaczach nie
                    wspomina :) - cytuję przepisując (bo wywiadu w interce, jak nie było
                    tak nie ma) "Moja wyobraźnia w moich filmach jest przystopowana
                    przez rzeczywistosć, ale rzeczywistosć potrafi przekraczać swoje
                    granice dzięki mojej wyobraźni. To nie tylko temat filmów, dla mnie
                    o tym jest całe życie. Ciągle wymyślamy świat na nowo. Dzięki
                    wyobraźni możemy przetrwać dzień niewyobrażalnego bólu: na przykład
                    skupiając się na robaku łażącym po ścianie".
                  • barbasia1 Re: Las Vegas Parano - komentarz Gilliama 09.01.10, 13:55
                    W wywiadzie w dzisiejszych Wysokich Obcasach znalazł się też
                    komentarz do Las Vegas Parano!
                    "W filmach nie tylko uciekam od realności w fantazje - mówi Gilliam -
                    ile próbuję stwarzać własny świat, który ma drugie dno. "Las Vegas
                    Parano" to nie tylko opisy narkotycznych wizji dwóch znudzonych
                    facetów, ale tez krytyka amerykańskiego konsumpcjonizmu".
                    :)
                    • grek.grek Re: Las Vegas Parano - komentarz Gilliama 09.01.10, 14:30
                      Fajnie mówi, ale, wiesz... jednak ciągle mi wygląda na to, ze LVP nakręcił w większym stopniu po to, zeby dać wyraz swojej wyobraźni -
                      tylko i wyłącznie. Reszta, te monologi nt. rozpadu świata hippisowskiego, są pewnym alibi. Ale to tylko moja opinia, wynikająca
                      z tego, ze jednak królują w tym filmie gagi, wizje, transy i inne odjazdy. Gdzieś to się nie spina, zgrzyta.
                      Nie żeby mi przeszkadzało, bo świat wg Gilliama jest wciągający ;), ale
                      chodzi o rzeczywiste intencje - który reżyser kręci film, w którym dwóch gości koksuje przez półtorej godziny, ma megaatrakcyjne odloty i czasami jednemu się zbierze na tęsknotę za tym, ze czasy ćpania LSD taczkami minęły, a potem mówi : tak, nakręciłem go nie po,by komuś grać na nosie, nie krytykuję tych gości na ekranie - ja ich lubię, klawo im się dzieje ? Żaden. Będą się wykręcać do oporu :)

                      Z tego co cytujesz, Gilliam przeciwstawia życie na koksie konsumpcjonizmowi - i to jak, nie ma tutaj uzależnienia, nie ma
                      robienia długów, żeby mieć na kwas, nie ma żył skłutych, nie ma, ogólnie rzecz ujmując "Requiem dla snu" - tu jest fajna zabawa, bez konsekwencji, eskapizm swoisty. Powiem Ci, że ja krytyki konsumpcjonizmu nie dostrzegłem /chyba,że mu chodzi o nocny świat Las Vegas, w którym to ja bym raczej widział więcej atrakcyjnych obrazków, zwłaszcza dla młodzieży, a LVP raczej do widowni starszej nie trafia, a jeśli trafia, to jak do tego gościa z 65, co siedzi smutny, bo oni w klozecie koksują, a on jest porządny obywatelem i mu żal ściska,że nie będzie miał odlotu nigdy - daje obrazek, ale nie wywołuje nic poza frustracją/, widziałem raczej sygnały, że koksowanie to fajna zabawa, haluny i generalnie śmiechawa po byku - wg mnie, opinia Gilliama o własnym filmie trafić może do przekonania najwyżej garstce zrobotyzowanych i przeintektualizowanych krytyków, którzy we wszystkim doszukują się jakichś ukrytych treści, nawet jesli ich tam nie ma.

                      A jak Ty odebrałaś ten film ? Krytyka konsumpcjonizmu czy jednak luźna zabawa nakoksowaną wyobraźnią ? :)

                      /trochę mi to przypomina wywiady ze Stańką, a właściwie te wywiady, jako opozycję do krygowania się Gilliama - Stańko nigdy nie wypierał się, ze koks to świetny stymulator robienia muzyki; po latach powiedział, że nie jest konieczny, ale że jemu służył bardzo dobrze. Nie mydlił oczu, że to była krytyka jakiegoś mdłego stylu robienia muzyki pod soczek grejpfrutowy, z którego wychodzi potem jakieś g,wno, którego się słuchać nie da nawet uchem od dzbanka. Szkoda, że Gilliam próbuje dorabiać do swojego filmu ideologię krytyki czegokolwiek; przecież nawet Depp w jednym monologu mówi (niedosłownie, ale sens zachowany) "w latach 60-tych narkotyki nas porywały, teraz gramy tylko na przetrwanie" - tu raczej widać nostalgię za tymi latami powszechnego koksownictwa i próby jego restaurowania albo podtrzymymywania niż krytykę konsumpcjonizmu/
                      • barbasia1 Re: Las Vegas Parano - komentarz Gilliama 09.01.10, 15:27
                        Widziałam tylko zalinkowaną przez Ciebie część pierwszą LVP. A to
                        oczywiście stanowczo za mało by się wypowiadać na ten temat.

                        Do Ciebie, Twego zmysłu filmowego mam zaufanie i myślę, że, jeśli
                        Tobie trudno jest dostrzec w filmie to drugie dno w postaci „krytyki
                        amerykańskiego konsumpcjonizmu”, to chyba go tam jednak nie ma (albo
                        jest nadzwyczaj starannie ukryte).
                        Być może to „drugie dno” to tylko pobożne życzenie reżysera, które
                        jest efektem przemyśleń nad LVP zainspirowanych recenzjami
                        krytyków filmowych.

                        :)

                  • barbasia1 Re: Las Vegas Parano - Hunter Thompson 09.01.10, 14:10
                    A film LVP powstał na podstawie powieści "Fear and Loathing in Las
                    Vegas" Huntera S. Thompsona, znanego amerykańskiego dziennikarz i
                    pisarza. W 2005 roku Thompson popełnił samobójstwo (co właśnie
                    znalazłam na stronach filmowych) !

                    "Thompson mawiał o sobie jako o doktorze dziennikarstwa, a wielu
                    uważa go za twórcę specyficznej, bardzo osobistej i pisanej na
                    gorąco odmiany reportażu, tzw. gonzo journalizmu".

                    www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=24344
                    • grek.grek Re: Las Vegas Parano - Hunter Thompson 09.01.10, 14:34
                      W czarnej teczce zawsze woził swój warsztat pracy : notes, długopis i kilogram koki ;)
                      • barbasia1 Re: Las Vegas Parano - Hunter Thompson 09.01.10, 15:03
                        grek.grek napisał:

                        >i kilogram koki ;)

                        O matko!?
          • grek.grek Las Vegas Parano/próbka humoru 07.01.10, 15:29
            Cytat-klasyk (niedosłowny) :

            Podczas tej konferencji policji i prokuratorów dot. przeciwdziałania narkomanii; siedzą Del Toro z Deppem, a jakiś pajac peroruje coś
            bez sensu, na co lekko rozdrażniony Del Toro :
            - Zaraz mnie krew zaleje...
            a Depp : - Człowieku, nie mów tak, bo się podniecą ! :)

            • barbasia1 Re: Las Vegas Parano/próbka humoru 07.01.10, 16:16
              grek.grek napisał:

              > Cytat-klasyk (niedosłowny) :
              > Podczas tej konferencji policji i prokuratorów dot.
              przeciwdziałania narkomanii
              > ; siedzą Del Toro z Deppem, a jakiś pajac peroruje coś
              > bez sensu, na co lekko rozdrażniony Del Toro :
              > - Zaraz mnie krew zaleje...
              > a Depp : - Człowieku, nie mów tak, bo się podniecą ! :)

              Niezłe! :)))
            • barbasia1 Terry Gilliam 08.01.10, 13:22
              ... zaatakował! :) W dzisiejszym dodatku Kultura (do Dziennika)
              wywiad z nim oraz mało entuzjastyczna recenzja Kałużyńskiego!
              Wojciecha :) jego najnowszego filmu "Parnassus"! (w necie jeszcze
              nie widać tego wywiadu)
              W Polsacie o 0.20 "Fisher King".
              • grek.grek Re: Terry Gilliam 08.01.10, 14:00
                W Polityce Wróblewski dał mu 4/6, ale raczej chyba z grzeczności, bo sama recenzja taka mało entuzjastyczna. Zdaje się, ze największym magnesem będzie fakt,że podczas kręcenia Parnassusa umarł Heath Ledger i specjalnie zmienili scenariusz,żeby mogli dograć jego postać inni aktorzy.
                • barbasia1 Re: Terry Gilliam 09.01.10, 13:48
                  Ale przyznasz, że ten zrodzony w desperacji pomysł jest genialny,
                  no i aktorzy w zastępstwie świetni , nasz ulubiony Johnny Deep,
                  Jude Law i Colin Bachleda-Farrell. :)

                  W dzisiejszych Wysokich Obcasach też jest wywiad z Gilliamem, na
                  razie mam tylko w papierowym wydaniu. Zacytuję tu jedno zdanie
                  dotyczące filmu Paranssus. Mówi Gilliam:
                  "To jest chyba mój najbarzdiej autobiograficzny film. Opowiada o
                  tym, jak artysta, człwoiek twórczy, stara sią zainspirować ludzi do
                  tego, aby otworzyli się na świat wyobraźni, zapomnieli o internecie
                  [to niemożliwe - to mówię ja], telefonach komórkowych, grach
                  kopmputerowych i zobaczyli magie oraz piękno, kórego dotąd nie
                  dostrzegali w codzienności"

                  Ładne przesłanie, prawda!? :)
                  • grek.grek Re: Terry Gilliam 09.01.10, 14:40
                    O, to na pewno, idea trafiona w punkt.

                    Kurde, te interpretacje własne Gilliama jakoś mnie trzymają
                    na dystans i w stanie niepewności ;)

                    Ale czytam tu i tam recenzje tego "Parnassusa" i powiem Ci, że
                    z i parę przychylnych i życzliwych się trafiło; o, choćby tutaj :

                    (szukaj w dziale "film"/

                    doza.o2.pl/
                    • barbasia1 Re: Terry Gilliam 09.01.10, 15:58
                      grek.grek napisał:

                      Wiesz, jestem bardzo ciekawa tego filmu!

                      O! Dzięki za recenzję, już ją znalazłam, zaraz przeczytam! :)

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka