Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17)

31.10.11, 22:02
Watek poprzedni daaawno przekroczyl 500, ale, jak mnie znacie, to wiecie, ze czekam zawsze na 1 ;) Dzis wyjatkowo - dzien wczesniej i ciekawa jestem, czy listopad bedzie na tyle bogaty, ze zdazymy jeszcze przed koncem roku jeden watek zalozyc? :)

A na jutro wieczor - ja zasiadam przed "Australia" - choc nie przepadam za Nicole, to bardzo lubie Hugh Jackmana :)
Obserwuj wątek
    • grek.grek "Wielki błękit" rep. 01.11.11, 14:01
      a już myślałem, że tauzena ubijemy ;]

      dzisiaj jest bogato.

      primo, "Wielki błękit" -tvp2, 21:45] - el Classic, choćby dla filmowania, plenerów - nie sposób nie obejrzeć nawet jak się zna na pamięć, jak sądzę; do tego, ciekawy jest sam wątek fabularny - dwóch rywalizujących o rekord świata w nurkowniu przyjaciół i zderzenie dwóch motywacji i osobowości - rywalizującej, nastawionej na sukces za wszelką cenę, zapominającej o ograniczeniach, z żyłą na czole i drugiej - bez żyły, sportowe wyczyny robiącej niezauważalnie dla siebie, nieograniczonej i skupionej na przyjemności i doznaniu duchowym. znakomitość. wtedy jeszcze Besson kręcił ważne filmy. machnął trzy świetne filmy "Nikita", "Leon", "Błękit", a później przestał chyba kontrolować własną twórczość. szkoda. póki co, ofk.

      "Schmidt" -pols, 23:30, też jest niezły, spojler i opis leża gdzieś w archiwum, zreszta, hu hu; ale to jednak jest wieczór Bessona. "wielki błękit", to jest wydarzenie przez duże W i w zasadzie anihiluje konkurencję ;].

      • barbasia1 Re: "Wielki błękit" / Schmidt/ Australia 01.11.11, 14:34
        Ale przecież to jest do zrobienia! :)

        Tak, dziś od przybytku głowa aż boli. "Wielki błękit" - wielki film, ale bym się jednak skłaniała dziś ku "Australii" /trzy i pół godziny w Polsacie, z reklamami , O Matko!/ . Mam ten film od dawna na płycie, ale było do tej pory okazji, żeby obejrzeć...

        O "Schmidcie" - też czytałam, że dobra rzecz (4/5 giwazdki w Wyborczej) , ze świetną rolą Nicholsona; mam nadzieję, że Polsat powtórzy za jakiś czas ten film o lepszej porze.
        Greku, będziesz nagrywał Schmidta?


        • grek.grek Re: "Wielki błękit" / Schmidt/ Australia 01.11.11, 14:43
          Barbasiu, "Schmidta" spojlerowalem, o ile pamiętam, powinien być w archiwum, postaram się znaleźć :]
          • barbasia1 Re: "Wielki błękit" / Schmidt/ Australia 01.11.11, 14:58
            Skleroza, Greku!!! Właśnie u Ciebie czytałam tym filmie i świetnym Nicholsonie! :))
            Tu link:
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,117123935,118623972,schmidt.html
            • grek.grek Re: "Wielki błękit" / Schmidt/ Australia 01.11.11, 15:20
              uff, czyli nie pomyliłem się :] "uff", bo miałbym problem - idę na "Lornę", a planowałem zostawiać video włączone na "Wielki Błękit"... no i miałbym konflikt interesów ;]

              jesszcze "Ostatni Mohikanin" w Jedynce, po 20:00. jak na "ostatniego" to mu nieźle idzie, nie ? co i rusz go grają, długowieczny taki :]
              • barbasia1 Re: "Wielki błękit" / Schmidt/ Australia 01.11.11, 16:20
                :)

                Właściwie dobrze, że tak często powtarzają "Ostaniego Mohikanina", bo ja go jeszcze nie widziałam (a pamiętam, niedawno zachęcałeś bardzo do oglądania), mam nadzieję, przy następnej okazji obejrzę.
                • maniaczytania Re: "Wielki błękit" / Schmidt/ Australia 01.11.11, 16:38
                  Barbasiu - jak moglas, no jak moglas, nie obejrzec jeszcze "Ostatniego Mohikanina"??? :)
                  Ja go ogladalam juz ze sto razy i dzisiaj tez mam zamiar w przerwach reklamowych przelaczac :))) Kocham Daniela Day-Lewisa z tego filmu, ale najbardziej, najbardziej, najbardziej to mi sie podoba muzyka z tego filmu - najlepsza ever.
                  • barbasia1 Re: "Wielki błękit" / Schmidt/ Australia 02.11.11, 20:22
                    Daję słowo, Maniu, nie wiem. Sama się sobie dziwię, bo przecież od dawna znam tę przepiękną muzykę z filmu ...

                    www.youtube.com/watch?v=24nuh20pT9Y
                    Kompozytor - TREVOR JONES .

    • grek.grek "Milczenie Lorny", ze spojlerem 02.11.11, 12:18
      dziabnąłem wczoraj via ct2.

      zajawka jest taka - Lorna jest Albanką "na kontrakcie". za posrednictwem niejakiego Fabia [drobny cwaniak] wzięła fikcyjny ślub z Charlym w celu uzyskania belgijskiego obywatelstwa. Charly jest ćpunem na prostej drodze do samozagłady. niewiele mu już brakuje. po jego spodziewanie prędkiej śmierci Lorna ma wypelnić drugą część umowy - jako już Belgijka poślubić dzianego Rosjanina, aby z kolei on mógł zdobyć obywatelstwo. umowa opiewa na 10 tys E. za te pieniądze Lorna ma zamiar otworzyć bar szybkiej obsługi. razem ze swoim faktycznym narzeczonym, Sokolem, którego poślubi już po wypełnieniu "kontraktu" z Fabiem. taka jest wstępna wersja.

      dalej spojler będzie permanentny i bezczelnie odsłaniający wszystko :]

      Lorna mieszka ze swoim fikcyjnym mężem. traktuje to jak biznes, a faceta jak dead man walking. jest obcesowa i zdystansowana. on jest sympatyczny, kontaktowy [zaprasza ją do gry w karty, proponuje że będzie gotował obiady] i ciągle na głodzie heroinowym. kiedy ona wychodzi do pracy [w pralni,prasowalni] on ją prosi,zeby zamykala go na klucz. tak żeby nie mógł zdobyć narkotyków. to wbrew jej interesom, więc zostawia drzwi otwarte. jeszcze tego brakowało, żeby faciowi zachciało się wyjśc z nałogu i nie kojfnąć. kiedy on w nocy drze dziób, zeby mu pomogła - ona to ignoruje.

      dziewczyna próbuje być bezwzględna i trzymac pion, ale z biegiem czasu pęka i nie umie mu odmówić drobnych przyslug - kupna środków przeciwbólowych, podania wody podczas kolejnego ataku delirki. widzi, ze facet się jakoś trzyma, probuje się wygrzebać z dołka. budzi to jej współczucie, a nawet więcej... kiedy Charly ma zapaść - Lorna pomaga mu się dostać do szpitala na odwyk. działa wbrew swojemu interesowi, ale... nie umie patrzeć jak człowiek sie wykańcza. w szpitalu Charly powraca powoli do zdrowia.

      wtedy Lorna proponuje Charly'emu rozwód. zapłaci mu z pieniędzy, ktore dostanie za następny ślub, z Rosjaninem. Charly nie bardzo chce się zgodzić. nie z dnia na dzień, bo to formalności, koniecznośc znalezienia pracy, domu. wobec tego Lorna obija sama sobie ramiona i zgłasza na policji, ze mąz ją bije. chce sama uzyskać prawną podstawę do wniesienia sprawy rozwodowej.
      problem w tym, że brak świadków, którzy by mogli potwierdzić jej wersję.

      w międzyczasie pojawia się ten jej facet, Sokol, oczywiście cały zainteresowany postępami w sprawie :]

      odwiedza Charly'ego w szpitalu. robią ustawkę. na jej życzenie on ją traktuje piąchą [przychodzi mu to z trudem], a ona robi raban, ze została pobita. pielęgniarka, mimo że nie widziała, zgadza się złożyć zeznania, więc sprawa wydaje się rozwiązana. niezadowolony jest tylko pośrednik Fabio, który boi się o swój geszeft, a poza tym - wdowa w Belgii szybciej może znów wyjśc za mąz niż rozwódka. a czas to pieniądz. dziany Rosjanin nie będzie czekał wiecznie...

      w końcu sąd orzeka rozwód. jako się rzeklo, następny ślub Lorna może wziąc za miesiąc. Rosjanin zgadza się poczekać.

      Charly i Lorna jeszcze ze sobą mieszkają. któregoś dnia po powrocie z pracy ona zastaje w domu dilera. wyprasza go z domu. Charly mówi mu, zeby poczekał na dole, że zaraz do niego wyjdzie. Charly chce od niej pieniędzy na heroinę. ona mu odmawia. szarpią się. udaje sie jej zamknąć drzwi, a klucz wyrzucić przez okno. uziemić go. uratować. więcej, za chwilę mają ze sobą seks. i to z jej inicjatywy. po prostu się w nim zakochała, od obcesowości i totalnej oschłości przeszła do namiętnego uczucia. odwzajemnionego. następnego dnia wyglądają na ulicy jak para narzeczonych. on kupuje mtorower, ona mu kupuje raczej. będzie sobie jeździł. ona się wreszcie śmieje. on wygląda na uleczonego.

      potem jest pstryk. i okazuje się, ze Charly'ego już nie ma tym świecie. oficjalna wersja "przedawkowanie narkotyków". yea łrajt... Lorna pakuje jego manele, szykuje się do wyprowadzki. odwiedza ją Fabio - z sugestią, ze nie ma możliwościl, zeby się z tego interesu wycofała, że ma wypełnić umowę do końca. nie ma miejsca na sentymenty.

      przychodzi do niej policja. wypytuje ją o Charly'ego, czy chciał strzelić samobója, czy miał wrogow, czy to prawda że nie chciała mu pani dawać pieniędzy na narkotyki i takie tam. ona trzyma twarz na kłódkę. "nic nie wiem", chociaż łzy się jej w oczach kręcą.

      jest smutna. trochę ją ożywia wyjście z tym calym Sokolem do baru, tańce jakieś, wspólne oglądania lokalu, który zamierzają kupić i wyszykować w nim bistro, jak tylko Lorna dostanie pieniądze za ślub z Rosjaninem.

      a;propos, z którym się spotyka. ona, on, i pośrednicy. przeglądają papiery, spisują coś, cała scena przypomina transakcję kupna samochodu albo pary butów. kasa, zaliczka. cześc-cześć. szybka piłka. ślub na dniach.

      jest jednak nagły, decydujący zwrot akcji. Lorna gorzej się czuje. jest przekonana, ze to ciąża. z kim ? ojcem może być tylko... Charly. dziewczyna goni do lekarza, ale kiedy ten proponuje badanie ultrasonografem - Lorna z płaczem ucieka z gabinetu.

      powiadamia o sprawie Fabia. gostek jest zdziwiony i niezadowolony, ale nie traci zimnej krwi - zrobimy aborcję i po krzyku.

      podczas kolejnego spotkania z przyszłym mężem Lorna pyta Rosjanina, co on na to, ze ona jest w ciązy. on na to, że umowa tego nie przewiduje. on nie chce mieć problemów, alimentów, które państwo by zasądziło po rozwodzie, który wezmą itd. wkracza w to Fabio i uspokaja kontrahentów - spoko, zrobi sie skrobankę i załatwione, robimy dil bez przeszkód. a Lorna stoi obok. jak towar. oni ustalają co dalej z jej brzuchem, a ona nie ma nic do powiedzenia. zgodziła się przecież na ten caly interes...

      Fabio jest wqrwiony nie na żarty. ledwie udaje mu się ocalić dil. wobec Lorny robi się agresywny. na tyle, ze babka ląduje w szpitalu. Fabio nie odstępuje jej na krok. pilnuje jak walizki z koksem.
      sugeruje,ze jest dobra okazja, zeby teraz Lorna poprosiła o aborcję.

      problem jest taki, ze nikt nie wie, czy Lorna jest w tej ciązy. ona się nie chce zgodzić na ultrasonograf, według badań nie doszlo do żadnego poronienia... cholera wie - ma to dziecko, czy nie ma ? ona mowi tylko "ja wiem najlepiej".

      w końcu postanawia sie wycofać ze wszystkiego. zwraca zaliczki i papiery Fabiowi. chce wracać do domu. do Albanii. jej facet jest niepocieszony, ale obiecuje, ze jak swoje sprawy pozałatwia to po nią przyjedzie. że "są razem" ciągle.

      Fabio ze wspólnikiem pakują jej manele, mają ją odstawić za granicę, tam skąd przyjechała do Belgii. chyba do Niemiec, czy gdzieś, nie wiem jak dokładnia mapa wygląda ;]]] w aucie szybkie rozliczenia finansowe.

      wiezie ją w tę drogę wspólnik Fabia. Lorna jest cała w strachu. podejrzewa, ze gość ma za zadanie ją zabić. prosi go o postój na toaletę. idzie na stronę. bierze kamień. mówi do tego niby dziecka swojego "nie pozwolę, zeby cię skrzywdzili". wraca i wali go nim w łeb. i w długą daje. ucieka w las.

      błąka sie po nim, przemawiając ciągle do dzieciaka. znajduje starą chatę. włamuje się tam, pali w piecu. postanawia w niej zostać. układa się na długiej ławce i trzymając rękę na brzuchu zasypia.

      koniec :]

      coś dopisze jeszcze za moment.


      • grek.grek "Milczenie Lorny", ze spojlerem 02.11.11, 12:42
        orajt - rodzące się uczucie dwojga pokrzywdzonych przez świat ludzi, budzące się sumienie, dramat. to raz.

        dwa, geszeft uzyskiwania obywatelstwa przez imigrantów, w którym człowiek jest workiem kartofli, ścieżką koki, nie wiem... iguaną na handel.

        ale trzy - ta ciąża i wątek ucieczki Lorny.

        tytuł nawiązuje do "milczenia owiec". nie wiem, czy tak miało być, ale zobaczcie jak to się jednak wiąże. Starling opowiada Lecterowi, ze jej traumą z dzieciństwa, kiedy mieszkała w rodzinie zastępczej, która miała hodowlę owiec, był dzień szlachtowania owiec. wzięła wtedy jedną i próbowała z nią prysnąć. została złapana. owca poszła pod nóż. Lecter bezbłędnie odczytał z tej historii powód determinacji, z jaką Starling dązy do ocalenia dziewczyny porwanej przez seryjnego zabójcę.

        "milczenie owiec" oznaczać miało spokój duszy Starling, uratowanie jednego życia jako rekompensata za to, ze innego wcześniej uratować nie zdołała, nie umiała, nie mogła.

        nie wiem, czy to pasuje, ale tutaj jest dokładnie taki sam mechanizm - Lorna nie była w stanie uratować Charly'ego. i bardzo jej to ciązy. nie może o tym zapomnieć. ma poczucie winy. niejako symbolicznie - ratuje więc ich dziecko, które w sobie nosi. żeby je uratować - co logiczne, sama musi zostać przy życiu.

        czy jest w ciązy ? nie wiadomo. ona sama nie pozwala się zbadać. nie chce wiedzieć.

        może to dziecko jest w jej głowie. może jest wytworem jej wyobraźni, czy raczej sumienia. produktem poczucia winy. powodem dla którego dokonuje aktu odkupienia. symbolicznego. być może nawet symbolicznego w takim znaczeniu, ze nie mającego realnego przedmiotu.

        znakomity film. co tu dużo mówić. rzeczowy, bez fajerwerków, surowy, ale naładowany znaczeniami, obserwacjami, uczuciami. bracia Dardenne nie kręcą bez powodu. jak już wypuszczają film, to mają w nim coś do powiedzenia. "Dziecko" kiedyś mieliśmy na rozkładówce. "Lorna" jest w tym samym guście. w tamtym filmie młoda para porzuca dzieciaka, aby potem znów o niego się upomnieć, czy to z powodu obudzonej stratą świadomości, czy z powodu wyrzutów na sumieniu, które prowadzą do rozbudzenia wyższej uczuciowości. ten sam schemat. tutaj jeszcze dochodzi wzięcie pod lupę losu imigrantów. pokątnego biznesu, jaki na pragnieniach tych ludzi wyrwania się ze swoich biedaszybów kręcą rózne cwaniaki [Fabio jest mydłkiem, taksówkarzem, na oko mógłby gangsterom najwyżej po fajki ganiać, a kręci lody jak stary, a Lorna, jej ciąza, Charly to dla niego tylko przedmioty obrotu handlowego].

        Arta Dobroshi, to jest dziewczyna która zagrała Lornę. warto zapamiętać. znakomita. fotogeniczna. a jednocześnie - ascetyczna. pełna samokontrola. uczucia sugeruje i akcentuje subtelnie, niczego nie wywalając na wierzch histerycznie.

        tak czy siak, warto zobaczyć, nawet po przeczytaniu powyższego ;]
        • barbasia1 Re: "Milczenie Lorny", ze spojlerem 02.11.11, 20:13
          Podoba mi się "Milczenie Lorny".
          (Podobał mi się też opowiedziany przez Ciebie wcześniejszy film braci Dardenne, o którym wspomniałeś wyżej, "Dziecko"; poniżej jest spojler "Dziecka":
          forum.gazeta.pl/forum/w,14,109585922,111493349,_Dziecko_Ray_.html
          >w filmie ["Dziecko" -ja] młoda para porzuca dzieciaka, aby potem znów o niego się >pomnieć, czy to z powodu o budzonej stratą świadomości, czy z powodu wyrzutów na >umieniu, które prowadzą do rozbudzenia wyższej uczuciowości. ten sam schemat

          Tak, krytycy filmowi zauważają, że w filmach braci Dardenne pojawia się często ów motyw poczucia winy, które jak powiedział Luc Darndenne w wywiadzie "jest czymś, co pcha na do robienia lepszych rzeczy".


          Widać u braci Dardenne głęboką wiarę we współczesnego człowieka, w to, że w człowieku tkwią pokłady dobra, że jest zdolny do zmiany na lepsze, do naprawienia błędów. To bardzo optymistyczne, bardzo pocieszające.


          Mam jedno pytanie o Charly'ego. Czy wiadomo jaka była przyczyna jego śmierci. Czy było to wyjaśnione, powiedziane wprost? Czy ktoś mu pomógł umrzeć, czy to był przypadek, wypadek?


          Grek, jesteś wielki! To naprawdę leciało po czesku? :)
          • barbasia1 Re: "Milczenie Lorny", ze spojlerem 02.11.11, 20:17
            Tak, krytycy filmowi zauważają, że w filmach braci Dardenne pojawia się często ów motyw poczucia winy, które, jak powiedział Luc Dardenne w wywiadzie "jest czymś, co pcha nas do robienia lepszych rzeczy"
            www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=34133&sekcja=5
          • grek.grek Re: "Milczenie Lorny", ze spojlerem 03.11.11, 12:58
            i mnie się podobało :]

            takie otrzeźwienie następuje. w związku z czym nawet przydarzająca się cięzka sytuacja/zdarzenie jest czymś dobrym, bo prowadzi do lepszego życia w przyszlości. "lepszego"... może bardziej świadomego, dla tej konkretnej jednostki ?

            przyczyną śmierci Charly'ego było "przedawkowanie narkotyków'. oficjalnie zrobił to sam. nieoficjalnie... trudno uwierzyć, że to zrobił, skoro parę dni wcześniej wyszedł z nałogu, oczyścił się i był zakochany. dlatego, najpewniej "ktoś mu pomógł". nie jest to powiedziane wprost. Lorna też tego nie wie na pewno. ale jest przekonana, ze został on "wypchnięty z okna" raczej niż "sam wypadł".

            hehe, powiem Ci więcej - leciało z czeskimi napisami, a aktorzy mówili po francusku, niderlandzku, czy w jakimś takim narzeczu. podwójnie ciekawie, zatem ;]
            • barbasia1 Re: "Milczenie Lorny", ze spojlerem 04.11.11, 14:42
              >... może bardziej świadomego, dla tej konkretnej jednostki ?
              Tak. to chyba dobre określenie.

              A propos znalazłam kiedyś w necie, ciekawą książkę poradnik psychologiczny ona temat świadomego życia. Jak go znajdę, to zalinkuję.

              Nieźle, he,he! To jesteś wielki, podwójnie.

              • grek.grek Re: "Milczenie Lorny", ze spojlerem 04.11.11, 14:54
                hehe, no wiesz, trochę mi się "udało", bo dialogi nie były zbyt skomplikowane, nie zawierały terminów techniczych, specyficznych, a czego nie doczytałem, albo nie do-rozumiałem - to mi się wyjaśniło za chwilę z przebiegu akcji.
    • maniaczytania Australia 02.11.11, 20:24
      Barbasiu - i jak wrazenia?

      Mnie sie ogolnie podobalo, poplakalam sie jak bobr ze trzy razy - seans udany ;)

      Na wielki plus - aborygenskie dziecko - te oczy!, calkiem zabawna Nicole Kidman, no i boski Hugh, ech :))) Calkiem fajny, chociaz zly Bryan Brown. Piekne zdjecia, krajobrazy, trzymajace w napieciu sceny pedzenia bydla i atakow japonskich. Sporo humoru. Czegoz chciec wiecej - czysta rozrywka *

      * bo tak naprawde to jakos nie dopatrzylam sie glebszego sensu, mimo ze byly proby wmowienia go
      • barbasia1 Re: Australia 02.11.11, 22:34
        Tak, bardzo dobra rozrwyka, w tle bardzo mi się podobała "Australia" , niestety nie obejrzałam jej do końca. Potwornie zmęczona byłam wczoraj. A jeszcze Polsat tymi wielkimi blokami reklamowymi odebrał połowę przyjemności z oglądania! Na szczęście mam ten film na płycie, dziś albo jutro dokończę go sobie. Widziałam film do sceny balu u gubernatora, po którym Nicole Kidman (żywiołowa, pełna energii) i Hugh Jackman postanowili, że nie sprzedadzą farmy i będą ją prowadzić razem. Bardzo ładna para, przyjemnie się na nich patrzyło. :)

        Poodbała mi się scena na początku filmu Nicole, przybywa z Anglii do Australii (tuż przed II wojną , by przejąć farmę , która należała do jej męża, zabitego w niejsanych okolicznoścach, oficjalnie przez Aborygena, a faktycznie przez chcących przejąć jego framę konkuretów). Jak przystało na angielską elegancką arytsokratkę ma ze sobą mnóstwo walizek, kuferków, pudełek z kapeluszami. Te zostawia przed knajpą, do której po opuszczeniu pokładu statku, udaje się by odnaleźć "zaufanego człowieka", który ma ją zwieźć na farmę. Ale ów zaufany człowiek, australijski poganiacz bydła (Jackman) bije się właśnie z facetem, który go obraził za to, że ten przyjaźni się z Aborygenami. Kotłujący się przed knajpą faceci wpadąją na ustawione przed drzwiami piramidy walizek , kuferków, walizki się przewracają i wysypuje się z nich zawartość, akurat ta najbardziej wstydliwa część garderoby - bielizna staniki, majtki, halki. Nicole jest przerażonwa, wściekła, zawstydzona jednocześnie. Chłopy co wyskoczyły z baru by obserwować walkę rechoczą na ten widok. Na dodatek Jackman bierze wielkie pudło z kapeluszami i wali przeciwnika w głowę, chłopisko pada na ziemię. Pudło i kapelusze są doszczętnie zniszczone. Nicole zdruzgotana ...

        Bryana Browna uwielbiem od dawna, niespodzianką miłą było dla mnie jego pojawienie się w roli czarnego charakteru / nie wspominałaś chyba w swej zapowiedzi, że BB też tutaj gra/, dawno go nie oglądałam w filmie.

        Sceny pędzienia była przez pół Australii, górskie tereny, wąwozy, pustynne tereny były bardzo efektowne, z rozmachem (1500 sztuk bydła to w końcu nie byle co do pokazania), w tej efektowności niemały udział miały chyba komputerowe efekty specjalne ...

        Parę głębszych wątków by się tu znalazło, choćby wątek dyskryminacji Aborygenów, rdzennej ludności w Australii, czy dramatyczny problem odbierania dzieci pochodzących z mieszanych, biało-aborygeńskich związków (białego ojca i matki Aborygenki) i przekazywanie ich pod kuratelę państwa, do domów dziecka, szkół z internatem. z dala od aborygeńskich matek, by przystosować ich do życia w społeczności "białych", tym samaym wykorzenić z nich całkowice aborygeńską kulturę - (ten wątek z aborygeńskim dzieckiem, o którym wspominasz, z pięknymi czarnymi oczami, i dramatyczną śmiercią matki Aborygenki, która ratując chłopca przed zabraniem przez policję sama utonęła w zbiorniku na wodę).


        :)
        • grek.grek Re: Australia 03.11.11, 14:07
          dzięki za dobrą lekturę i możliwość zorientowania się w temacie :]

          asymilacja, yup. to samo w Ameryce robili i robią z Indianami, od początku XX wieku. rezerwaty i karczowanie starych zwyczajów.

          • ewa9717 Re: Australia 03.11.11, 23:53
            Jest po polsku fajna książka na ten temat: Dymphna Cusack ""Czarna błyskawica".
            • barbasia1 Re: Australia 04.11.11, 13:51
              Dzięki Ewo za cenne, książkowe uzupełnienie!
              Dopisałam sobie listy "Must read!" :)
          • barbasia1 Re: Australia 04.11.11, 14:10
            grek.grek napisał:

            > dzięki za dobrą lekturę i możliwość zorientowania się w temacie :]

            W takim razie jeszcze krótko o fabule będzie, bo ta nie była specjanie rozbudowana, mimo, że czas trwania filmu - ponad 3 godziny - wskazywałaby na coś innego. To może jedyny zarzut odnośnie tego filmu, trochę jednak był za długi, bez straty dla filmu, myślę, można byłoby go nieco skrócić ... Maniuczytania, pomożesz?

            Tak. Podobnie okrutnie biali potraktowali Indian.

            A artykule poświeconym problematyce Aborygenów, który znalałam w necie, autor pisze, że jedyną pozytywną stroną tego ohydnego procederu, jakim było odbieranie rodzinom, matkom aborygeńskim dzieci jest to, że powstała wykształcona w białych szkołach elita aborygeńska, która teraz występuje w obronie praw Aborygenów.
            Ładnie to autor podsumował : "Tak koło historii się zamknęło, a socjologiczny eksperyment zaowocował skutkami odwrotnymi od zamierzonych".
            tolerancja.pl/?pojednanie,64,,,2
            • grek.grek Re: Australia 04.11.11, 14:51
              z przyjemnością poczytam :]
              dzięki też za ten link poniżej; mają i kangurowcy swoje trupy w szafie. "white Australia policy". z tego, co czytałem, to nawet w Ameryce, już po zapędzeniu do rezerwatów, nie posuwano się do zabierania Indianom dzieci, co by je na dobrych wujówsamów wychować. inna rzecz, ze po prostu zabierano im dawne życie, koczownictwo, polowania [nigdy nie praktykowanych dla frajdy zabijania zwierząt, a zawsze dla zgromadzenia zapasów jedzenia, skór na namioty i ubrania etc.], rytualne wyprawy wojenne. coś, jakby z tygrysa zrobić kota pokojowego. zmarnieje w oczach z żalu. cześc się przystosowała, część umarła w nieprzejednanym oporze.

              • barbasia1 Re: Australia 04.11.11, 16:20
                A jeszcze inna część Indian żyła i żyje na marginesie społeczeństwa, w dodatku nierzadko nękana różnymi patologiami, alkoholizmem / pamiętam, kiedyś, w jakimś dokumentalnym filmie o tym mówiono /. Zresztą w podobnej sytuacji byli i nadal są jeszcze Aborygeni. Wiki podaje, że "liczna populacja Aborygenów zamieszkuje także slumsy w wielkich australijskich miastach". To wiele mówi o ich sytuacji dziś.

                • maniaczytania Re: Australia 04.11.11, 18:50
                  Barbasiu, gdybym nie przeczytala wczesniej tej ksiazki, pewnie tez myslalabym, ze film porusza glebokie tematy dotyczace Aborygenow. Niestety on je tylko 'tyka', a dzieki tej ksiazce wiem juz troche wiecej na temat Aborygenow - jesli chcecie moge co nieco zdradzic, o ile sobie przypomne hehe :)

                  A, i chetnie w wolnej chwili mozemy streszczenie na glosy pyknac, co? :)
                  • barbasia1 Australia - kolejna pozycja książkowa 05.11.11, 17:45
                    Oczywiście, masz całkowitą rację, Maniu.

                    Nie twierdzę wcale, że kwestia dyskryminacji Aborygenów, czy poroblem "skradzionych pokoleń" zostały w filmie w sposób szczególnie głęboki potraktowane, ja tylko zwóciłam uwagę, że wątek chłopca o imieniu Nullach (który jest zresztą narratorem filmowej historii), małego Aborygena, a wlaściwie pół-Aborygena (spodził go biały zarządca farmy i nieszczególnie przejmował się on potem jego istnieniem) , "kundla" jak o sobie mówił, nie należącego ani do Aborygenów, ani do białych i jego perypetie - ucieczki przed policją ("whtie Australian policy"), utrata matki w dramatycznych okolicznościach, spotkania z jego dziadkiem, wspaniałym aborygeńskim szamanem (żyjącym samotnie n ałonie natury z dala od ludzi), w końcu podróż przez Australię w charakterze jednego z poganiczy bydła itd. - stanowią tu równoległy do melodramatycznego wątek, w dodatku wątek, myślę, wagowo cięższy (czy głębszy, używając metafory przestrzennej) od tego drugiego, przez to tylko,że odwołuje do autentycznych wydarzeń, do kawałka dramatycznej historii Australii, jej niechlubnej przeszłości.

                    Zatem "Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia" - Marka Tomalika będzie kolejną książką na mojej liście "Must read (it)".
                    mojeprzemiany.blox.pl/2011/06/Australia-Gdzie-kwiaty-rodza-sie-z-ognia-Marek.html

                    Maniu, jeśli jeszcze masz tę książkę, napisz słów kilka o historii "bone-touch", która zrobiła na Tobie wrażenie i jeszcze co nieco o tym, jak Aborygeni postrzegają świat! To jest szalenie ciekawa kwestia. Z góry dziękuję. :)

                    > A, i chetnie w wolnej chwili mozemy streszczenie na glosy pyknac, co? :)

                    Fantastycznie, to ja wezmę pierwszą połowę / do balu u gubernatora/ , a Ty drugą połowę. Mam nadzieję, że równo podzieliłam. :)
                • grek.grek Re: Australia 05.11.11, 12:59
                  zgadza się. jedyną szansą była edukacja, zmiana kulturowa, odcięcie się od tradycji. a do tego spore odium społeczne wobec "czerwonych", w konserwatywnej Ameryce [jak mowią sami Amerykanie, poza Nowym Jorkiem, paroma innymi większymi miastami na wschodnim wybrzeżu i Kalifornią na zachodnim, cała reszta to dominium białych redneków, oni ustalają reguły gry, i nawet jak tzw. kolorowy jest wykształcony czy zdolny, czy jedno i drugie - i tak ma pod górę. nie buduje to pozycji całej społeczności, już nawet pomijając to, ze jest wewnętrznie niespójna.

                  taki los prawdziwych właścicieli [ameryki i australii].
                  • barbasia1 Re: Australia 05.11.11, 17:56
                    Smutne.
      • f6f Re: Australia 03.11.11, 21:00
        jako ciekawostkę dopowiem,że początkowo do roli którą zagrał Hugh Jackman, był brany pod uwagę Russel Crowe.
        • maniaczytania Re: Australia 03.11.11, 22:28
          f6f napisał:

          > jako ciekawostkę dopowiem,że początkowo do roli którą zagrał Hugh Jackman, był
          > brany pod uwagę Russel Crowe.

          W sumie chyba tez nie byloby zle ;)
          • barbasia1 Re: Australia 04.11.11, 14:26
            maniaczytania napisała:

            > f6f napisał:
            >
            > > jako ciekawostkę dopowiem,że początkowo do roli którą zagrał Hugh Jackman
            > , był
            > > brany pod uwagę Russel Crowe.
            >
            > W sumie chyba tez nie byloby zle ;)

            Ja wolę tu Jackmana, choć lubię Russela Crowe. Jackman jakoś mi bardziej pasował do pary z Nicole.
    • grek.grek zajawka House'a, plus... jest coś poza tym ? 03.11.11, 13:22
      jak tam, jesteście gotowi na kolejnego House'a ? hehe :]

      jak zwykle będzie kombinował jak koń pod górę - tym razem chce spróbuje się wyłgać od proszonej kolacji u matki swojej dziewczyny. plan ma sprytny...

      a propos - owa matka, to niezły zawodnik; stoczą trzyrundowy pojedynek, a House wykaże się inwencją godną naśladownictwa :]

      problemy nie ominą tego małego z czarnym włosem. zostaje właśnie Face of the Hospital, bo "jego fizjonomia budzi zaufanie". yup, słusznie się domyślacie, ze koledzy nie będą go oszczędzać :] i zadawać pytania "dlaczego on, a nie ja ?". reakcja jego własnej rodzonej żony trochę go skonfunduje...

      pacjentem będzie lokalny bohater, który uratował w metrze kobietę. przed śmiercią pod pociągiem. w chwilę po brawurowym wyczynie sam zemdlał, a potem było coraz ciekawiej. rozwiązanie tym razem będzie mniej kosmiczne, ale po drodze znów ruda z doktorem się w czymś nie zgodzą, w czymś co dotyczyć będzie morale człowieka :]

      "kiedy nie byłeś na plakacie - bzykałeś pielęgniarkę. kiedyś jesteś na plakacie - bzykasz zonę. czy tobie się coś nie pomieszało ?" do kogo, to już wiecie, a kto ? też wiecie :]

      "sądzisz, ze powodem dla którego nie wzięli cię na plakat jest to, że jesteś czarny, a nie to, ze masz minę jakbyś komuś chciał dać w pysk ?" - do kogo : wiecie, kto - się dowiecie.

      jest niezly tekst, którym House gasi rudzielca. podczas rozmowy przez telefon dr z resztą zespołu, w której ruda wcina się z offu :] tego nie dopiszę, sami odsłuchacie.

      ujęcie odcinka - mina House'a po wysłuchaniu krótkiego speechu, w którym jego dziewczyna wyjaśnia mu dlaczego dla dobra ich związku i z poczucia odpowiedzialności zań powinien przyjść i zachowywać się grzecznie na kolacji u jej matki.

      enjoy :]

      poza tym, Madame Sata w tvp kultura, w dwupaku z Requiem dla snu, od 23:00. co mnie skłania tylko do stwierdzenia, ze dekoder to rzecz absolutnie niezbędna i to JUŻ :] własny, nieśmigany, nówka. JUZ.

      tvp2, w KK znów powtórka - tym razem "Przypadek Harold Cricka". dobry film, ale ... no ale nie premiera. był kiedyś w tvp 1, nie dam głowy, ze później nie był także drugi raz, i był na tutejszym spojlerze nawet, haha, więc pamiętam, ze był, heh. gościu któregoś dnia się orientuje, ze jest postacią literacką i właśnie ma zostać uśmiercony przez pisarkę. próbuje temu zapobiec. dobrze brzmi ? no i wygląda też dobrze. do polecenia kino. ale... ja mam niedosyt, bo to jednak kolejny raz w niby-eksluzywnym cyklu jest odgrzewany kotlet. jeszcze nie calkiem zielony, na razie taki tylko przyprószony, ale jednak. kaman, pani Torbicko, stać panią na więcej...

      btw, warto "Cricka" obejrzeć :]








      • pepsic Re: zajawka House'a, plus... jest coś poza tym ? 04.11.11, 12:57
        W ową matkę wciela się gościnie Candice Bergen, zapamiętana, jak mniemam głównie przez panów z "Niebieskiego Żołnierza".
        • barbasia1 Re: zajawka House'a, plus... jest coś poza tym ? 04.11.11, 14:27
          A ja zapamiętałam ją najbardziej z serialu "Murphy Brown", który szedł w u b i e g ł y m wieku.
        • grek.grek Re: zajawka House'a, plus... jest coś poza tym ? 04.11.11, 14:56
          tak jak Barbasia, pamiętam jej nazwisko, i ówczesny image, z "Murphy Brown". słowo daję, jestem zaskoczony. nie zwróciłem uwagi na "guest stars", kiedy leciały napisy początkowe... próbuję sobie w pamięci odtworzyć jej twarz z "House'a" - porównać - no i... fakt, pewne podobieństwo da się zauważyć, hehe.
          • barbasia1 Re: zajawka House'a, plus... jest coś poza tym ? 04.11.11, 15:56
            Toteż twarz teściowej wydała się znajoma, ale nie wpadłam na nazwisko, bo nie dość, że się na House'a spóźniłam i miałam mniej czasu by sie w mnia wpatrzeć, to jeszcze słabo kojarzyłam ze zmęczenia ogólnego ...
            Fajnie się trzyma babeczka. Nie przesadziała na szczeście z odmładzaczami!
      • barbasia1 Re: zajawka House'a, plus... jest coś poza tym ? 04.11.11, 17:16
        Spóźniłam się wczoraj na House'a! Greku, możesz opisać w kilku słowach początek, pliz! Chodzi mi przede wszytskim o pierwsze starcie z teściową. Bo drugie, to było chyba ... uśpienie jej, he,he środkami nasennymi podczas wspólnej kolacji, co za inwencja, godna lekarza! :)
        Jaki spokój, powiedział House usmiechajac się do Cuddy, kiedy po kolacji myli talerze. :))

        > ujęcie odcinka - mina House'a po wysłuchaniu krótkiego speechu, w którym jego d
        > ziewczyna wyjaśnia mu dlaczego dla dobra ich związku i z poczucia odpowiedzialn
        > ości zań powinien przyjść i zachowywać się grzecznie na kolacji u jej matki.

        haha Tak, tak, nawet sobie zapisałam słowa Caddy, po których House zrobił wielgachne jak katowicki Spodek oczy. Oznajmiwszy mu, że musi przyjść na kolację z udziałem teściowej czyli jej osobistej matki, dodała dramatycznie: "Na tym polega związek, że wspieramy się w biedzie". :))
        Nieno bardzo mądre słowa, swoją drogą.

        Stawiam paczkę orzeszków w czekoladzie, że oba teksty są autorstwa House'a.

        > jest niezly tekst, którym House gasi rudzielca. podczas rozmowy przez telefon d
        > r z resztą zespołu, w której ruda wcina się z offu :] tego nie dopiszę, sami od
        > słuchacie.
        Nie słyszałam! Dopisz, pliz.

        :)
        • grek.grek Re: zajawka House'a, plus... jest coś poza tym ? 05.11.11, 11:05
          postaram się.
          z tego, co pamiętam, na pooczątku był ten facet, co uratował babkę, która zemdlała na torach metra w obliczu nadjeżdzającego pociągu. potem sam stracił przytomnośc i trafił do szpitala.

          House chciał się wykpić od kolacji z okazji urodzin swojej dziewczyny w domu jej matki. Dziewczynie powiedział, że już jest umówiony z Wilsonem, który cierpi po tym jak został rzucony, więc towarzystwo House'a jest mu niezbędne. dziewczyna to akceptuje ze zrozumieniem.

          rzecz w tym, ze House wcale nie ma ochoty spędzać wieczoru także z Wilsonem. żeby jego się pozbyć informuje go, ze ma kolację urodzinową dziewczyny i że to ważne itd. Wilson oczywiście zgadza się z jego planami.

          House chce, po prostu, wieczór spędzić samotnie, z telewizorem i drinkiem. sztuczka ofk się nie udaje, bo Wilson i Cudy się ze sobą znają, jedna rozmowa i już wiedzą, co jest grane. House próbuje jeszcze zastrzec sobie prawo wyboru między nimi, i wolałby raczej iśc z Wilsonem niż na kolację u matki, ale zostaje natychmiast zgaszony - Cudy mówi mu, ze to bardzo dobrze, iż wybiera towarzystwo Wilsona, bo Wilson na tę kolację też jest zaproszony, a sam Wilson popiera to miną mówiącą, ze stanowczo zamierza z zaproszenia skorzystać.

          co do pierwszego spotkania House'a z Bergen, to ona po prostu umówiła się na wizytę lekarską u niego, wyłącznie po to, zeby go poznać. oczywiście, House nie wiedząc z kim ma do czynienia traktował ją jak każdego innego pacjenta, czyli z ironią i lekko uszczypliwie. nie przytoczę dokładnej rozmowy, nie spamiętałem, niemniej - House nie wypadł na miłego, sympatycznego dżentelmena ;] a kiedy się dowiedział, kto zacz [bo Bergen szybko mu wyjaśniła kim jest] - mina mu się bardzo wydłużyła :]

          to chyba tyle... może jeszcze coś mi się przypomni. i liczę na dobrą pamięć reszty załogi :]

          hehe, tak to brzmiało. zastrzeliła go, po prostu.

          House był na tej kolacji. zadzwoniła do niego ekipa ze szpitala w sprawie pacjenta. rozmawiają. a Ruda coś tam dogaduje z offu, ofk podważając diagnozy House'a. House na to "w szkole też tak pewnie nawijała" i coś dodał, ze dotyczyło to zapewne "teorii Euklidesa" - niestety,posiałem kartkę na ktrej to sobie zaszyfrowałem, więc w tym momencie dokładnie nie przytoczę. może ktoś mnie uratuje, czytaj : wyręczy ? :] a swoją drogą, postaram się znaleźć ten papier z zapiskiem. w każdym razie, główny komizm, według mnie, polegał na tym, jak się Ruda próbowała do rozmowy wcinała, zza słuchawki, i "agresja" z jaką House ją zgasił :]
          • barbasia1 Re: zajawka House'a, plus... jest coś poza tym ? 05.11.11, 15:14
            Jestem usatysfakcjonowana dopowiedzeniem! Nie musisz szukać tej karteczki z dokładnym tekstem dialogu rudej i House'a.
            I teraz rozumiem, skąd się wziął Wilson na rodzinnej kolacji u Cuddy.

            To jednak mężczyźni nie cierpią w samotności i czasem też potrzebują wsparcie kumplam, czy po prosty jego obecności.

            I nadal nic o nogach rudej!??? 8-O. No tak, w ostanim odcinku nogi ciągle jej ucinali, poza kadrem latały, przynajmniej w drugiej połowie, którą obejrzałam.

            :)
            • grek.grek Re: zajawka House'a, plus... jest coś poza tym ? 05.11.11, 15:43
              orajt, a kartkę i tak sprobuję znaleźć ;]

              hehe, pewnie tak jest. pytanie : jak bardzo pomoc była przyjacielowi House'a potrzebna, a na ile on sam podkoloryzował opowieść, zeby się od kolacyjki wymigać. jak z życia wzięte, heh.

              haha, no tak, wiesz to jest skandaliczne. skandaliczna jest praca kamery w tym ostatnim odcinku, kompletny brak wyobraźni ;]]

              [zaostrzają apetyt może ? hehe...]
              • barbasia1 Re: zajawka House'a, plus... jest coś poza tym ? 05.11.11, 16:40
                Ta wersja o pokoloryzowaniu jest chyba nawet bardziej prawdopodobna!

                ;/
    • grek.grek "Niezbezpieczna metoda" kinowo 04.11.11, 15:33
      "Niebezpieczna metoda" wchodzi kinowo właśnie. recenzje, na które się natknąłem, raczej zgodne : bardzo gustowna scenografia, fabuła raczej papierowo-teatralna niż kinowa, i kompletnie zawalona, sztuczna i egzaltowana rola kobieca Keiry Knightley. ale... kruca, nadal brzmi atrakcyjnie, z jakichś poowodów, hehe. ?

      egzemplifikacja zgodnego, z tego co udało mi się na razie przeczytać, tonu opinii :
      www.rp.pl/artykul/9146,746482-Niebezpieczna-metoda-Davida-Cronenberga-na-ekranach.html
      jakoś w tych donosach z Wenecji, kiedy "NM" miała premierę, życzliwiej pisano, nieprawdaż ? ;]

      a może... mieliście już okazję obejrzeć ..?




      • barbasia1 Re: "Niezbezpieczna metoda" kinowo 04.11.11, 16:55
        Rzeczywiście, w festiwalowych doniesieniach komentarze na temat "Niebezpiecznej metody" były zdecydowanie życzliwsze. Może nie było czasu by się wnikliwiej przyjrzeć filmowi.
        Recenzja w Rzepie bardzo chłodna, ale nie zniechęciła mnie, jeśli nic nie stanie na przeszkodzie jutro pójdę do kina.

        :)
        • grek.grek Re: "Niezbezpieczna metoda" kinowo 05.11.11, 13:02
          brawo ! nie ma to jak premiera. gorąca bułka :] koniecznie idź i baw się dobrze :] furda recenzje, krytycy często popadają raczej w krytykanctwo. a sam przedmiot filmu zdaje się być ciekawy, no i, jak sami ww przyznają - okoliczności wnętrz i przyrody są gustowne. na pewno warto :]

          • barbasia1 Re: "Niezbezpieczna metoda" kinowo 05.11.11, 15:23
            Mam już rezerwację, na 18:45. Będzie to już ostatni seans kinowy tego roku, chyba, że uda mi się gdzieś w innym kinie załapać na "Skórę ..." Almodowara albo irańskie "Rozstanie".

            To teraz jeszcze recenzje z filmów zostały do napisania, nazbierało się, heh ... :/

            Dzięki serdeczne za dobre słowa!
            Szkoda, tylko, że też nie idziesz/ -cie dziś do kina!

            :)
            • grek.grek Re: "Niezbezpieczna metoda" kinowo 05.11.11, 15:48
              e tam, nie przejmuj się, nie ma potrzeby, masz się dobrze bawić i już :]

              dobra godzilla, jak na mój gust - dawnymi czasy właśnie 18-19, to było moje optimum, kiedy wyprawiałem się kinowo. w sam raz. no, z wyjątkiem letnich seansów, wtedy 21, to był ten lepszy czas :] a według Twoich upodobań ?

              recenzja nie Gołota - nie ucieknie :] w liczbie mnogiej tym bardziej.
              • barbasia1 Re: "Niezbezpieczna metoda" kinowo 05.11.11, 16:11
                Dzięki! :)

                Dokladnie te sama pora mi odpowiada!

                > recenzja nie Gołota - nie ucieknie :]
                Uśmiałam się. Za każdym razem nieodmiennie ogromnie śmieszy mnie ten tekst. A to jest Twoje autorskie czy zasłyszane? Ciekawe, czy jest to już odnotowane w jakichś językowych bazach czy, za przeproszeniem, korpusach językowych .

                :)
                • grek.grek Re: "Niezbezpieczna metoda" kinowo 06.11.11, 13:27
                  hehe, no to masz dobry gust i zegar wewnętrzny :]]

                  zasłyszane, niestety... haha, a nie wiem, może w jakichś słownikach z powiedzonkami kiedyś wyląduje, o ile już nie wylądował. to zawsze jest ciekawe, ze trudno po pewnym czasie ustalić autorów podobnych bon motów, a ktoś przeciez musi to mieć na swoim własnym "sumieniu", heh.

    • barbasia1 "Bruno" Polsat 22.00 05.11.11, 15:56
      Przegoniony niespodziewanie przez walkę boserską tydzień temu, czy dwa "Bruno" powraca (szybko!?) do sobotniej ramówki Posatu. Bruno - nowe wcielenie Botrata - austriacki gej, dziennikarz telewizyjny, skandalista i specjalista od mody wyrusza do Stanów po sławę.
      Siać postrach i zdegustowanie budzić będzie samym Los Angeles.

      Zjanąc wyczyny Borata, polecam bardzo ostrożnie i raczej tym którym nic, co filmowe nie jest straszne. W telewizyjnej GW piszą: "Niesmaczne", poza tym "Bruno" zdaje się to już niestety odgrzewany kotlet ...

      Greku, będziesz oglądać, co? He, he! :)
      • maniaczytania Re: "Bruno" Polsat 22.00 05.11.11, 17:26
        Dziekuje, nie skorzystam :)
        Ja najpierw TVoP - dzis grupa Ksiecia Ciemnosci ;)
        a pozniej relaks z TVN - "Ja Cie kocham, a Ty z nim" komedia romantyczna z Juliette "krediagrikol" Binoche
        • barbasia1 Re: "Bruno" Polsat 22.00 05.11.11, 17:55
          maniaczytania napisała:

          > Dziekuje, nie skorzystam :)
          :)
          Nie rozumiem dlaczego, Maniusiu!? ;)

          > Ja najpierw TVoP - dzis grupa Ksiecia Ciemnosci ;)

          Będzie straszyć śpiewem? ;))

          > a pozniej relaks z TVN - "Ja Cie kocham, a Ty z nim" komedia romantyczna z Juli
          > ette "krediagrikol" Binoche

          Piszą w TVGW o tej komedi, że "krzepiąca". :)
          • maniaczytania Re: "Bruno" Polsat 22.00 05.11.11, 18:32
            barbasia1 napisała:

            > maniaczytania napisała:
            >
            > > Dziekuje, nie skorzystam :)
            > :)
            > Nie rozumiem dlaczego, Maniusiu!? ;)

            Zeby on choc ciut przystojny byl Barbasiu, to moze bym zdzierzyla :)


            > > Ja najpierw TVoP - dzis grupa Ksiecia Ciemnosci ;)
            >
            > Będzie straszyć śpiewem? ;))

            Sama jestem ciekawa, tydzien temu Kayah i Piasek zaspiewali jedna piosenke ze swoja grupa.


            > > a pozniej relaks z TVN - "Ja Cie kocham, a Ty z nim" komedia romantyczna z Juliette "krediagrikol" Binoche
            >
            > Piszą w TVGW o tej komedi, że "krzepiąca". :)

            No to sie chetnie pokrzepie.


            Bajdelej - w czwartek w KK - Moja krew - chyba warto, co? :)
      • grek.grek Re: "Bruno" Polsat 22.00 06.11.11, 13:31
        kurczę, umknął mi, za wcześnie wylogowałem się z forum i nie przeczytałem Twojej zapowiedzi. pech... obejrzałem wczoraj zachomikowany "Wielki błękit", a potem też powtórkowo, korzystając z szansy, "Z odzysku" [aż cud, że między 2;30 a 4:00 TVP nie wyłączyła sygnału...] w tym właśnie czasie. nie żałuję, ofk, ale w sumie mogłem to jakoś podzielić, dla "Bruna" miejsce by sie znalazło... no nic, znów pozostaje powiedzieć nieśmiertelne : oczekuję na powtórkę :]
        • barbasia1 Re: "Bruno" Polsat 22.00 06.11.11, 14:19
          Umknęły ci zatem:
          -seksualne praktyki gejowskie, także z użyciem maszynerii, butelki itd.
          -homoseksualny stosunek oralny Bruna z ... duchem członka (!) zespołu Mili Vanili , wywołanego przez wróża;
          - fragment próbnego nagrania programu telwizyjnego, którym Bruno chce podbić Amerykę. Wwywija wdzięcznie, na końcu, swoim fijutkiem pokaźnych rozmiarów w rtym muzyki dicso (tak, tak, wszytsko dokładnie pokazano, na samiutki koniec fijutek niczym strzelba skierowany zostaje otworem ku widziwi i ... koniec próbki programu następuje, uff ).
          -Bruna robiącego depilację włosów na pośladkach;
          -Bruna zrzucającego spodnie w pokoju hotelowym przed autentycznym amerykańskim senatorem, który ucieka przerażony oraz zdegustowany na serio.

          A potem to ja już uciekłam! :)

          Coś na obronę?
          Bruno, Borat wygladają mi na potomków Dyla Sowizdrzała, któremu prowokacyjne sprośne figle też nie były obce...
          • grek.grek Re: "Bruno" Polsat 22.00 06.11.11, 15:03
            haha, wiesz, po tym opisie, to się zastanawiam, czy to mnie coś umknęło, czy raczej ja umknąłem [nieświadomie] temu czemuś ;]

            jedno jest pewne : jeśli zdecyduję się obejrzeć ten film, będzie to wymagało bardzo poważnego przygotowania; słowem : bez drinka się nie obejdzie. przed. i drugiego, jak sądzę - po. hehe.

            bardzo ciekawa interpretacja, Barbasiu. taki Dyl 2.0 ;]
            • barbasia1 Re: "Bruno" Polsat 22.00 06.11.11, 15:11
              hahaha :))))))))))))))

              Ja tak podejrzewalam, że tym, że sądziłąm, że umknąłeś raczej świadomie niż nieświadomie. ;)

              Jak nie namawiam do drinkowania nikogo, tak w tym przypadku, poleciłabym Ci napicie się czegoś mocniejszego przed Brunem. :))

              O Dylu, o Boracie ,mam nadzieję napiszę w końcu kiedyś ...

              O "Metodzie " za moment ...

              :)

              • grek.grek Re: "Bruno" Polsat 22.00 07.11.11, 13:11
                hehe, nie nie, serio - zupelnie nieświadomie czmychąłem ;]
                • barbasia1 Re: "Bruno" Polsat 22.00 07.11.11, 16:39
                  :)))

                  PS
                  Ominęło Cię jeszcze, scena w której Bruno podlatuje z mikrofonem do spieszącego się Harrisona Forda (z prośbą o jakiś komentarz), a ten nie czekając na pytanie Bruna wypala: "Sp......aj!" i wskakuje do auta.

                  • pepsic Re: "Bruno" Polsat 22.00 07.11.11, 19:54
                    Bruno podlatuje z mikrofonem do spieszącego się Harrisona Forda (z prośbą o jakiś komentarz), a ten nie czekając na pytanie Bruna wypala: "Sp......aj!" i wskakuje do auta.
                    No i jak go nie lubić;) Znaczy H. Forda.

                    Ps. Barbasiu, po pierwsze, nie wierze, że ktoś coś takiego sfilmował (tamto wyżej też przeczytałam). Dwa, że to oglądałaś;)
                    • barbasia1 Re: "Bruno" Polsat 22.00 08.11.11, 16:43
                      Miał nosa Harrison Ford albo dostał cynk, znaczy ostrzeżenie, że Sacha Baron Cohen znów grasuje po Ameryce. :)


                      > Ps. Barbasiu, po pierwsze, nie wierze, że ktoś coś takiego sfilmował (tamto wy
                      > żej też przeczytałam).

                      Wszystko to najprawdziwsza prawda.
                      Twórca i pomysłodawca - Sacha Baron Cohen to wariat!

                      >Dwa, że to oglądałaś;)
                      Ha,ha :)

                      bo ja, Pepsic, myślałam, że po "Boracie", zwłaszcza po po scenie, w której Borat i jego kumpel Azamat, taki niski, tłuściutki (o sylwetce typu: witaj brzusiu, żegnaj siusiu) prowadzą na g o l a s a zapasy (biją się o Pamelę Anderson), a siłując się, pokładają się na siebie w dziwnych pozach, sugerujących innego rodzaju zmagania, a potem też na golasa latają po hotelu, strasząc ludzi (przy tym, oczywiście filmują degustowane i przerażone miny ludzi) , że już nic gorszego zobaczyć nie mogę. ;)
                      Jakże się wtedy myliłam ...

                    • barbasia1 Pepsic ... 09.11.11, 15:26
                      Twoje serce przy Ziobrystach czy przy Kaczystach zostaje?
                      • pepsic Re:Barbasiu ... 09.11.11, 19:42
                        Jak możesz wątpić? Przy Kaczyńskim rzecz jasna, nie może być inaczej:)
                        • barbasia1 Re:Barbasiu ... 10.11.11, 15:10
                          Wiedziałam! :)
            • barbasia1 Re: "Bruno" Polsat 22.00 06.11.11, 15:25
              O "Wielkim błękicie" napiszesz słówko w jakiejś wolnej chwili?
      • grek.grek Re: "Bruno" Polsat 22.00 06.11.11, 14:06
        "siać postrach i zdegustowanie" - hehe ;]

        napisz, jak było na "Metodzie", udany wieczór ?
        • barbasia1 "Niebezpieczna metoda" 06.11.11, 16:38
          > napisz, jak było na "Metodzie", udany wieczór ?

          Prawdę mówiąc mam abiwalentne odczucia, bo z jednej strony już samo wyjście do kina, oglądanie filmu na dużym kinowym ekranie zawsze jest dla mnie swego rodzaju przyjemnością, świętem, z drugiej strony film wywołał we mnie bardzo letnie odczucia by nie rzec rozczarowanie ...

          Niestety recenzentka Rzeczpospolitej miała sporo racji, w kwestii teatralności filmu (to już drugi po "Babach ..." w teatralnej manierze film, z tym, że tu chyba jednak teatralość gra bardziej na niekorzyść filmu ), nadmiernego przegadania filmu, braku pasji, emocji, nerwu filmowego (posługujac się, intuicyjnie rozumianym, terminem pana Kałużyńskiego) .

          Jest rok 1906. Do kiliniki psychiatrycznej w Zurychu, gdzie pracuje dr Jung przybywa Sabina Spielrein (Keira Knightly) Pod klinikę podjeżdża kareta z miotającą się w paroksyzmach histerii Sabiną / co widać przez okno karety/, kareta sie zatrzymuje, kobieta stawia opór nie chce wysiąść, więc szarpiącą sie się i wyrywajacą wynoszą ją pielgniarze, biorąc jeden za ręce, drugi za nogi ...
          Na drugi dzień Sabina spotyka się z doktorem Jungiem ...

          cdn.



          • grek.grek Re: "Niebezpieczna metoda" 07.11.11, 13:36
            A czyli jednak krytycy sie nie pomylili zbytnio... zaczekam na resztę recenzji :]

            właśnie, film filmem, a sam smak kinowej przygody, sam rytuał - to jest TO właśnie :]
            świetne podejście, Barbasiu.

            • barbasia1 Re: "Niebezpieczna metoda" 07.11.11, 16:51
              > właśnie, film filmem, a sam smak kinowej przygody, sam rytuał - to jest TO właśnie :]
              Tak, właśnie tak! :)
          • pepsic Re: "Niebezpieczna metoda" 08.11.11, 13:54
            Sobolewski w Wyborczej strasznie się nadął intelektualnie, jakby nie mógł napisać zwyczajnie po ludzku: nie podobało się.
            ;)
            Ps. Barbasiu, nie chciałam wcześniej zniechęcać.
    • grek.grek "dexter" IV s. 06.11.11, 14:05
      bida z nędzą trochę dzisiaj..?

      kto ma Prima Cool "dextera" zalecam [22;05/2:25]. dzieje się. zbliżył się bardzo z innym serial killerem Trinitym, którego ma zamiar ubić rytualnie za to, ze on zranił jego siostrę i zabił jej faceta, nota bene agenta FBI, który był na jego tropie.. udając kogoś innego wszedł w jego życie. dostrzegł w nim wiele z siebie samego, jak chodzi o kamuflaż - faceta z genem zabijactwa, który oprócz tego ma normalne życie, rodzinę i jego głową lokalnej społeczności nawet, a do tego para się budownictwem domów z drewna. i jest purytaninem, konserwatystą, ma kręgosłup moralny - tu się róznią. dexter zabija, bo taki ma nalóg, przeżył szok w dzieciństwie i teraz ma głód krwi. Trinity w równych odstępach czasu zabija po trzy osoby w bardzo konkretny sposób : najpierw babka w wannie, potem pozorowany samobój, a potem mężczyzna - ma to być forma odreagowywania tragedii rodzinnej, również z młodości : jego siostra podcięła sobie żyły w wannie, matka popełniła z tego powodu samobójstwo, a śmierć mężczyzny, to odwzorowanie ojcobójstwa, jakiego Trinity dopuścił się na swoim starym, ktory go tyranizował.

      coś Dexterowi ciągle przeszkadza w odfajkowaniu roboty. najpierw już się zasadził na Trinity'ego, pod jego własnym domem, ale jak zobaczył, ze facet ma rodzinę, dzieci - zamurowało go i się zawahał. potem - w swojej rutynowej działalności oczyszaczania świata z mętów - się pomylił i zabił niewinnego forografa mody sądząc, ze to on mordował modelki, co go wpędziło w kaca moralnego. przez to się zbliżył do Trinity'ego szukając w kimś wsparcia, zwierzył mu się że zabił czlowieka i mu z tym niefajnie - ofk, Trinity nie wie, z kim ma do czynienia i nie wie, ze Dexter wie o nim wszystko. Dexter odgrywa przed nim zagubionego w życiu chłopaka, który przypadkiem trafił do kościoła, w którym Triinity jest kimś w rodzaju pastora, i szuka życiowej drogi, wyprostowania. tak się poznali i tak Dexter, miły przecież i do rany przyłóż facet, się do niego zbliżył, odnajdując między nimi pewną chemię, zaciekawiony facetem, takim jak on. ofk, Dexter lawiruje ciągle między róznymi odsłonami własnego życia : pracą w laboratorium policyjnym, byciem mężem, ojcem, bratem i kolegą z pracy, a odwiedzaniem Trinity'ego i udawaniem tego,co wyżej.

      w ost. odcinku ostrząsnął się z szoku po zamordowaniiu fotografa. Trinity właśnie się szykuje do wyjazu do St Louis, gdzie ma zlecenie wybudowania domu. to znak - trinity zabija bowiem właśnie wtedy, kiedy wyjeżdza robic chatę i jest to w określonym odstępie czasowym. i tak od 30 lat...Dexterowi udało się go namówić, zeby go ze sobą zabrał, wmawiając, ze potrzebuje z nim pojechać, aby się trochę odświeżyć po tym zabójstwie [zgodnie z faktami, tyle że Trinity rzcz jasna, nie ma pojęcia, jakiego typu morderstwo popełnił Dxter, dla T. jest to "jakieś morderstwo", a Dex to chłopak, który szuka duchowego przewodnika, męskiego towarzysza, który pomoże mu wyjśc w życiu na prostą]. z niechęcią Trinity się zgadza. w pracy Dexter usprawiedliwia swoją nieobecnośc wyjazdem na sympozjum naukowe, które w St Louis w tym samym czasie się odbywa. spryciarz.

      po drodze odwiedzają dom rodzinny Trinity;ego, w którym doszlo do tragedii, jaka stoi za morderstwami, których się on dopuszcza. Trinity nie ma pojęcia, ze Dexter to wszystko już o nim wie, a nawet wie to, czego T. mu ofk nie powie : że od 30 lat morduje po 3 osoby, aby jakoś z dawną traumą sobie radzić. otwiera się przed Dexterem.

      w nocy Dexter bierze się w garść - koleżeństwo swoją drogą, a zadanie trza wykonać. szykuje się, żeby go wreszcie zaszlachtować. przygotowuje łazienkę [dokładnie ją wyściełając od sufitu, przez ściany po podłogę folią], szykuje narzędzia. ze strzykawką ze srodkiem usypiającym włazi mu do pokoju, a tam... puste lózko. szuka więc Trinity'ego i znajduje go na budowie [domu] nieopodal hotelu. facet chce walnąc samobója, ma kryzys wyraźny. skacze, ale Dexterowi udaje się go złapać za ręke. trzyma go za nią i zastanawia się, co tu zrobić - puścić i szlus, czy go wciągnąć, a wkrótce i tak zabić. i jak tak się zastanawia, wpadają robotnicy, którzy właśnie przychodzą na poranną zmianę. pędzą na pomoc i wciągają chłopa do góry. Dexter jest bohaterem. Trinity powiada mu, ze "pojechałeś ze mną, żeby szukać u mnie ratunku, a to ja zawdzięczam go tobie".

      i co teraz ? hehe, znów Dexter będzie miał zagwozdkę moralną - zabić faceta, który ma go za bohatera i z którym naprawdę go łączy parę rzeczy, kogoś podobnego do siebie,być może siebie-za-30-lat, czy jednak mu odpuścić ? :]
      na domiar wszystkiego, jego siostra, policjanta detektyw, też szuka Trinity'ego. a najciekawsze, ze śledztwo, jakie jednocześnie prowadzi ona w sprawie własnego postrzelenia i zabicia jej faceta - idzie w niespodziewanym kierunku. może się okazać, ze Trinity wcale do nich nie strzelał, a więc Dexter - który będzie musiał się o tym dowiedzieć, jako policjant i jako jej brat - może stracić zasadniczy powód do zabicia gościa.

      jest dobrze. 2 sezon był świetny, ale 4 zaczyna nabierać rumieńców i te następne 4 odcinki zapowiadają się zawodowo.
      • barbasia1 Re: "dexter" IV s. 06.11.11, 15:22
        Niezłe! Niezłe!
        Ależ historia! Ależ koncepty, mrożące krew w żyłach!
        Brawa należą się scenarzystom Dextera, fachmani pełną gębą, prawda!?

        :)
        • grek.grek Re: "dexter" IV s. 07.11.11, 13:34
          jasne, o "Błękicie" mogę nadziobać :]

          a "Dexter" - pierwsza liga, hehe.

          wczorajszy odcinek zdemaskował Trinity'ego jako ojca i męża. okazuje się, ze jego harmonijna rodzinka, która w jakiś sposób imponowała Dexterowi i przez pryzmat której gość w jego oczach zyskiwał, to wielka ściema. a wszystko przy okazji Św. Dziękczynienia.

          Trinity trzyma tam wszystko za mordę. nie wytrzymuje w końcu jego syn [tresowany przez starego na prymusa, kapitana drużyny futbolowej itp itd] , w odruchu buntu wobec codziennego drylu dewastuje kijem bejsbolowym ojcowskie auto, które mu stary pożyczył. DExter jest tego jedynym świadkiem. w domu Trinity skrzętnie ukrywa złość, a podczas tradycjnego oglądania meczu futbolowego, kiedy tylko Dexter na chwilę wychodzi, łamie synowi palec. niby przybija z nim piątkę po udanym zagraniu zawodnika w telewizji, a potem już nie chce odpuścić i... chruuupp :] nie widział, ze to syn zdemolował szybę w jego samochodzie, ale karę mu wymierzył.

          swoją córkę pobożny Trinity zamyka z kolei w pokoju. na kłódkę. okna i drzwi. dziewczyna cichaczem prosi o pomoc Dextera. ofiaruje nawet własną cnotę jako walutę wymienną. Dexter jest w szoku. całą scenę widzi jej matka. prosi Dextera, zeby nic nie mówił męzowi. "róbcie z moją córką, co tam sobvie chcecie, ale o jedno cię proszę : niech mój mąz nic o tym nie wie, nie mów mu ani słowa". taka mamuśka. taka rodzinka.

          wreszcie przychodzi pora pożerania indora. wszyscy przy stole wygłaszają formulki podziękowań. za to, za śmo, za owo, a na końcu ledwie hamujący wściekłość Trinity powiada "za wszystko podziękowaliście, a... nikt z was za podziękowal losowi za mnie". na to jego syn się zbiera na odwagę, ze "ja za ciebie nie zamierzam dziękować, bo nie ma za co". i robi się ostra zadyma. doprowadzony do ostateczności chłopak dewastuje pokój, rozbija urnę z prochami siostry, która jest dla Trinity'ego czymś w rodzaju relikiwi. dopada więc syna i zaczyna go dusić. na to wkracza Dexter i odciąga go od chłopaka, rzuca do kuchni, bierze za nóz i cedzi "powinienem był zabić cię tam, na dachu, ale zrobię to teraz". na co wpada żona faceta i Dexter przytomnieje, a Trinity w objęciach żony patrzy na niego z lękiem.

          więc trochę się Dexter zdradził, ale nie do końca. poniosło go.rzadka sytuacja jak dla niego. szlachetnością się ujął. Triinity, jak widać, przejął po swoim ojcu niektóre zachowania. do tego konserwatyzm obyczajowy. terror rodzinny. na zewnątrz porządek i harmonia, a w srodku tyrania.

          spędzając czas z trinitym i jego rodziną Dexter nie zauważa, ze w jego domu coraz bardziej panoszy się sąsiad. samotny, z synem, który bawi się z dziećmi Dextera. sąsiad ofk coraz bardziej zbliża sie z żoną Dextera, wykorzystując że faceta nie ma często w domu. świadkiem zalecanek sąsiada jest kolega z pracy Dextera, zaproszony na kolację z indorem. pewnie niebawem wypaple, co widział, i sąsiad któregoś dnia zniknie nagle i nieoczekiwanie, albo się przeprowadzi ;]

          a do tego dochodzi - dotąd poboczny i trzecioplanowy - wątek dziennikarki romansującej z jednym z policjantów, wyciągającej informacje z dochodzeń kryminalnych, która okazuje się być... córką Trinity'ego. pewnie będzie to miało wkrótce swoje konsekwencje.

          w każdym razie, 3 ostatnie odcinki zapowiadają się nie gorzej niż poprzednie trzy, hehe. i muszą faktycznie być zawodowe, jeśli IV seria ma być lepsza od II, bo jednak II-ka póki co ciągle pozostaje najlepsza.
          • barbasia1 Re: "dexter" IV s. 07.11.11, 15:30
            Budząca grozę i ale fascynująca, wciągająca zarazem historia.

            THNX :)
    • grek.grek propozycje jakieś na dziś ? 07.11.11, 15:25
      "Obcy kontra Predator" [polsat 20:00] - yup, to się nazywa koncepcja biznesowa. wziąc dwie kultowe kosmiczne stwory i napuścić je na siebie. nie oglądałem... stawiam w ciemno, że jest jatka, predatorów i obcych są tysiące, a na końcu i tak ludzie robią z nimi porządek ? ;] "Ósmy" i "Predator", to klasyki dreszczowców s-f. sentymentalne podróże za każdym razem, kiedy są grane. widać, nie dla każdego. ruszyć z posad można nie tylko bryłę świata, ale i kanon kina.

      "Mistrz", 23:00 tvp1. polski, nie znam, nie orientuję się, nic nie wiem. może Wy spróbujecie ?
      zajawki mówią o kinie drogi, o mistrz rzucania nożem, który pracował w cyrku, o prostytutce i akordeoniście, którzy sie z nim wałęsają, ale do czego to prowadzić ma - nie jest napisane. może i dobrze. mozna by rzucić okiem chyba...

      niedawno Halloween szalał, więc z okazji tejże - 30 października 38 roku Orson Welles narobił niezłego zamieszania w Ameryce; 73 lata minęły, a pokażcie mi lepszą prowokację medialną :]
      ten sam Orson nakręcił "OBywatela Kane'a", wg krytyków topowy film w historii; trochę o czlowieku, bo zaslużył :

      film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/4890046,wiadomosc-drukuj.html
      • barbasia1 Re: propozycje jakieś na dziś ? 07.11.11, 16:34
        "Mistrz", 23:00 tvp1.

        Może, jak na film drogi przystało wałęsanie prowadzi do odnalezienia przez bohatera/ -ów samego siebie, do rozpoznania celu i sensu życia !? ;)

        Obił mi się o uszy kiedyś tytuł i motyw bohatera - artysty cyrkowego, mistrza rzucania nożem, ale nic na temat filmu nie wiem. Znalazłam właśnie informację, że reżyserem filmu jest Piotr Trzaskalski reżyser "Ediego". Myślę, warto rzucić okime na ten film, , choć pora, prawdę mówiąc, niezbyt zachęcająca.

        A tak, czytałam, słyszłam o tej prowokacji Wellesa!
        Nie mniej jednak dzięki za link, przypominający.

        :)
        • grek.grek ?Mistrz", trzy grosze 08.11.11, 13:15
          hehe, no i trafiłaś, bo zdaje się o to w tym filmie chodziło.

          mistrz rzucania nożem, dawny cyrkowiec, który chce wyjechać do Paryża, więc organizuje trupę cyrkową z udziałem przypadkowo napotkanych ludzi [prostytutka, ktorą uratował od gwałtu; akordeonista napotkany na ulicy; francuska studentka] - jeżdzą po miasteczkach i dają pokazy miotania kozikiem do żywej kobiety i do ruchomych celów na tarczy. a po drodze mistrz noża - sfrustrowany cynik, po przejściach wojennych - pomimo odruchów sprzeciwu wobec ciepłych prądów w głowicy, odzyskuje wiarę w uczucie, za sprawą zwiewnej panny poznanej podczas jednego z występów. akordeonista, który kiedyś porzucił swoją rodzine, ze strachu przed wychowywaniem niewidomego dziecka - też doznaje przemiany i decyduje się wrócić do domu. w końcu mistrz powoduje ciążę u swojej dziewczyny. proponuje jej aborcję. ona odmawia. rozstają się. mistrz noża marzy o tym swoim Paryżu. dziewczyna by chciała żeby został. teraz jeszcze ta ciąża... mistrz ma powazny dylemat. i w ostatniej scenie podpala swoj autobus cyrkowy, chyba w geście decyzji, ze zostaje i podejmie się opieki nad dzieckiem i zwiąże na stałe z dziewczyna, ktora siedzi przy stole i chyba też o czymś myśli :]

          nie wiem, czy oglądaliście ?] więc, a co tam :], poleciałem bez osłonek.

          trwało to prawie dwie godziny. poetyckie miało chyba być. realizm poetycki taki. folklor małomiasteczkowej fauny i flory pokazany z wrażliwością. urok muzyki w tle [jak dla mnie, najlepsza rzecz w tym filmie]. aktor z rosyjskim akcentem w roli głównej. przesłanie dotyczące
          przełamywania wątpliwości i urazów z przeszłości na tle uczuciowym, które zakończone sukcesem niwelują nawet marzenia, sprowadzając je do gadżetu cokolwiek zbytecznego.

          w sumie - całkiem przyzwoite kino.

          widzieliście ? jak Wasze oceny ?
          • barbasia1 Re: ?Mistrz", trzy grosze 08.11.11, 15:21
            Bo zapowiedź dobra już chwytała istotę filmu! :)

            Widziałam tylko początek, ale mam ten film , postaram się obejrzeć jak najszybciej (czuję, ze będzie mi się podobało).

            Twoja recenzja, nie wiem, może się mylę, coś chłodna, jakaś zdystaoswana!?
            I mam jeszcze wrażenie, jakbyś nie pochwalał decyzji głównego bohatera?

            To zakończenie nie jest zdaje się jednoznaczne, a może mistrz podjął wreszcie męską decyzję o wyjeździe do Paryża? Spalenie wozu, byłoby symbolicznym zakończeniem pewnego etapu, zerwaniem z życiem tu.
            ( jak on bez wozu utrzyma teraz rodzinę w małej mieścinie?)


            >które zakończone sukcesem niwelują nawet marzenia, sprowadzając je do gadżetu cokolwiek zbytecznego.

            A kto powiedział, że uczucie, związek ma przekreślić marzenia?
            A może pragnienie/ marzenie wyjazdu do Paryża nie było jednak silne,głębokie, może zrodziło się z braku lepszych marzeń, celów, z nieuświadomienia sobie prawdziwych potrzeb...

            • grek.grek Re: ?Mistrz", trzy grosze 08.11.11, 15:54
              hehe :]

              ja wiem..? chyba mi się podobał, generalnie. tzw. oprawa muzyczna - pierwsza klasa.

              właśnie, z tą decyzją mam problem poznawczy. bo, tak jak słusznie zauważasz - nie wiadomo, koniec końców, czy on ją podjął w tę, czy we wtę. spalenie autokaru może mieć różnorakie znaczenie, fakt.

              aczkolwiek... uściślając, to było tak, ze to miasteczko miało być przystankiem na mapie dla całej trupy. aż tu nagle tak się zadziało, ze mistrz wpadł w uczucie, a potem w ciążę [aczkolwiek, nie chcę trywializować codziennością poetyckiej historii, o ile sami reżyser ze scenarzystą tego nie zrobili], zaś samo miasteczko okaaało się być odwiedzane przez licznych turystów z Niemiec [i Danii, jak wynikało z zapowiedzi w jednym z dialogów], dysponujących niezgorszą mamoną, gotowych do jej wydawania, aby oglądać popisy cyrkowe. więc - w sumie, jakby się uparł pan mistrz noża, to i bez autokaru dałby radę w tej miejscowości dobrze zarabiać. miałby stacjonarną posadę :]

              to prawda. mnie chodziło o film. wyglądało to zakończenie, jakby mistrz jednak ten Paryż sobie odpuścił. inna rzecz, ze w sumie nie do końca wiadomo, o co mu chodziło z tym Paryżem. czy o zarobek ? czy jednak o urok i wdzięki miasta [w jednej ze scen prosi francuską studentkę, zeby mu opowiedziała o "duszy" Paryża, co może wskazywać, ze jego motywacje nie muszą być dotyczyć wyłącznie prosperity biznesu cyrkowego].

              może jest tak jak piszesz, nic go tu nie trzymało, więc się czepił tego Paryża, a kiedy nagle coś takiego się znalazło Paryż przestał stanowić priorytet ? może Paryż miał być ucieczką od przeszłości, czy cynizmu własnego, ktory uczucie i dziecko w drodze skutecznie ukróciło ? możliwe, ze Twoja interpretacja jest trafiona.

              • barbasia1 Re: ?Mistrz", trzy grosze 08.11.11, 16:01
                Przyznam Ci się, że przeczytałam dziś o tym otwartym zakończeniu (oczywiście bez szczegółów) w recenzji ze stopklatki . Dzięki za streszczenie. Nie dałam rad obejrzeć, późno się zaczęło ...
                :)
                • barbasia1 Re: ?Mistrz", trzy grosze 08.11.11, 16:06
                  Upewniłam się, że jest ono otwarte! ;)
              • barbasia1 Re: ?Mistrz", trzy grosze 08.11.11, 16:48
                No tak scenarzysta i nakreślił Mistrzowi bardzo przyzwoite perspektywy!

                Prawdę mówiąc mnie by się podobało to pozytywne zakończenie, lubię jak się uczuciowe historie damsko -męskie dobrze kończą, lubię jak się problemy życiowe dobrze kończą.

                :)
                • grek.grek Re: ?Mistrz", trzy grosze 09.11.11, 13:02
                  właśnie. tak czy inaczej, mistrz noża coś upoluje :] ja bym optował za tym, ze jednak zostanie on na miejscu, z tą swoją dziewczyną. skoro spalił autobus, to znaczy - nigdzie nie zamierza już jechać...

                  "House" - następny, dziś. siedzę. napiszę Wam później, czego się spodziewać, heh.
                  • barbasia1 Re: ?Mistrz", trzy grosze 09.11.11, 15:35
                    Podoba mi się takie rozwiązanie!

                    Czekam zatem na Twego House'a, Gregory.Greku!

                    :)




                    • grek.grek "house", dwa słowa po i - przed. 10.11.11, 13:23
                      dobry House.

                      primo, jego dziewczyna chce, zeby córka poszła do przedszkola. wybrała takie, w ktorym są testy dla maluchów. House uważa, ze mała ich nie przejdzie, więc, w tajemnicy najgłębszej, chce jej pomóc... zgryźliwie komentując, ofk. rzuci na szalę swoje pedagogiczne talenty. dowiecie się m.in do czego może się przydać słoik chilli :] mała zaimponuje House'owi - nie zgadniecie czym [po wszystkim, będzie oczywiste, ze łatwo było to przewidzieć, hehe]... i ostatnia scena - doktor w konfuzji, i to porządnej.

                      ten młody lekarz, pan podrywacz, doznaje uszczerbku na dobrym imieniu. i to jakiego uszczerbku... już lepiej by przyjął, jakby go okradli, aczkolwiek - fakt faktem, ze i rzeczona sytuacja z kradzieżą ma sporo wspólneg. ruszy więc, czy raczej - popędzi, ratować to co w nim najlepszego, przed okiem świata i kolegów z pracy. będzie się musiał cofnąć do tego trójpodboju podczas pamiętnego przyjęcia weselnego, aczkolwiek ostateczna konkluzja będzie zaskakująca.

                      pacjent, to tym razem sierżant, czy tam kapral, ze specjalnego wojskowej jednostki, w ktorej musztruje chłopaków z zakładów poprawczych, którzy popadli w konflikt z prawem, co by "na ludzi wyszli". któregoś razu sierzant sam wysiada podczas zajęć, ból pleców powala go na ziemię. a że szczególnie docierał jednego chudego murzyna, to wkrótce właśnie on wyląduje na sąsiednim łózku...

                      tembr głosu z jakim House chwali małą - hehe, dobre :] dobra scena.

                      druga dobra scena - ruda siedząca przy stole w takiej pozie, że nie widać sukienki, a tylko rajstopy i wysoko zaczynający się fartuszek... brawo pani Ruda i pan od zdjęć ;] tak trzymać. widać, ze się tam zorientowali, że dziewczyna ma potencjał. było oszczędnie, w kwestii nożnej, a w tym odcinku - już lepiej, już ciekawiej, heh.

                      przychodzi House do swojego przyjaciela, Wilsona, ten widzi, ze House coś kombinuje i chyba chce go w to coś wciągną, po pierwszym zdaniu od razu reaguje "nie bawię się ! idź sobie" :]

                      sceny House - córka Cudy, trafione w punkt.

                      wrzuciłbym jeszcze ze dwa teksty, ale zdradzałyby chyba fabułę, więc - milczę w czternastu językach. dobrej zabawy :]
                      • barbasia1 Re: "house", dwa słowa po i - przed. 10.11.11, 15:44
                        mała zaimponuje House'owi - nie zgadniecie czym [po wszystkim, bę
                        > dzie oczywiste, ze łatwo było to przewidzieć, hehe]...

                        Spróbuję zagadnąć, może powie do House'a ... "tato"??? Bo na trafne diagnozy lekarskie, jedyną rzecz, która imponuje House'owi w innych, mała jest jeszcze za mała! ;) No chyba , że zrobi to przz przypadek i nieświadomie.

                        Już mi się dziejszy House podoba! :)
                        THnX! :)
                        • grek.grek Re: "house", dwa słowa po i - przed. 10.11.11, 16:05
                          hehe, dobra próba, Barbasiu :] ale... to będzie coś zupełnie innego, będziesz zaskoczona, a potem powiesz "że ja na to od razu nie wpadłam" - no nic, jutro z chęcią przeczytam, co napiszesz, po obejrzeniu.

                          hehe, cieszę się, zatem, że trochę udalo mi się [go] podlansować.
                          • barbasia1 Re: "house", dwa słowa 10.11.11, 16:43
                            Nieeeee? Coś innego??? Niemożliwe!???
                            To w takim razie nie mam pojęcia!? Heh!
                            Co to mogło by być?


                            Fantastycznie, pięknie jak zawsze! :)
                            /Tylko o ujęciach rudej nie trzeba było się tak szczegółowo rozpisywać! /

                            :)


                            • grek.grek Re: "house", dwa słowa 11.11.11, 15:48
                              no iii ? zaskoczyło Cię ?

                              co prawda, to prawda... zagalopowałem się ;]]
                          • barbasia1 OT refleksyjny n/t zmian w polityce i przyrodzie 10.11.11, 16:46
                            Berlusconi odchodzi, zima nadchodzi ...

                            ;)
                          • barbasia1 Re: "house", dwa słowa po i - przed. 11.11.11, 13:44
                            mała zaimponuje House'owi - nie zgadniecie czym [po wszystkim, bę
                            > dzie oczywiste, ze łatwo było to przewidzieć, hehe]...

                            No więc już wszystko wiem w kwestii, jak to mała zaimponowala House'owi.

                            Powiem ci Greku, że to było łatwe i zarazem trudne do przewidzenia. Łatwe, bo przecież House'owi mogłam się domyślić, że spryt ,wybitne zdolności do kłamstwa i manipulacji mogą zaimponować doktorowi. Z drugiej jednak strony, kto by pomyślał, że taka malutka, osóbka, wykaże się tak wybitnymi zdolnościami do kłamstwa, co z podziwem komentował House.

                            Przy czym na docenienie malej złożyło się jeszcze coś, a mianowicie fakt, że mała go nie wydała (tak jak to było w historii z połkniętą monetą) i nie przyznała się mamie Cuddy i chwalącej umiejętności dziecka pani przedszkolance, że znała wcześniej zabawę w karmienie małpki ( a poznała ją bawiąc się z Housem, który postanowił, w tajemnicy przed Cuddy, przeszkolić ją w zabawach, by nie było problemów z przyjęciem do ekskluzywnego przedszkola - że dopowiem dla tych, którzy nie widzieli )

                            Zemsta na uwodzicielu, fantastyczna! :))
                            • barbasia1 Re: "house", dwa słowa po i - przed. 11.11.11, 13:48
                              Korekta:
                              Powiem ci Greku, że to było łatwe i zarazem trudne do przewidzenia. Łatwe, bo przecież House'owi,mogłam się tego domyślić, imponuje spryt ,wybitne zdolności do kłamstwa i manipulacji. Z drugiej jednak strony, kto by pomyślał, że taka malutka osóbka wykaże się tak wybitnymi zdolnościami do kłamstwa, co z podziwem komentował potem House.
                              • maniaczytania Re: "house", dwa słowa po i - przed. 11.11.11, 15:12
                                ej, no, taka zemsta ;) cosik z tego moze jeszcze bedzie,
                                fakt faktem, ze w odcinku weselnym zwrocilam uwage, ze Chase trafil na ta dziewczyne i ze cos zaiskrzylo, tylko, ze "cos" ;) go odciagnelo i nawet zalowalam, ze nie pociagneli watku,
                                a tu prosze nic w przyrodzie nie ginie :)))
                                • barbasia1 Re: "house", dwa słowa po i - przed. 11.11.11, 15:25
                                  > fakt faktem, ze w odcinku weselnym zwrocilam uwage, ze Chase trafil na ta dziew
                                  > czyne i ze cos zaiskrzylo, tylko, ze "cos" ;) go odciagnelo i nawet zalowalam,
                                  > ze nie pociagneli watku,
                                  > a tu prosze nic w przyrodzie nie ginie :)))

                                  Nooo, bardzo dobry, inteligentny scenariusz! :)

                                  > ej, no, taka zemsta ;)
                                  Fakt, czytałam o znacznie gorszych przypadkach zemsty. ;)

                                  >cosik z tego moze jeszcze bedzie

                                  Ja bym tej sympatycznej pannie nie życzyła, by coś z tej znajomości z doktorem lowelasem wyniknęło .





                                  • maniaczytania Re: "house", dwa słowa po i - przed. 11.11.11, 15:28
                                    barbasia1 napisała:

                                    > Ja bym tej sympatycznej pannie nie życzyła, by coś z tej znajomości z doktorem
                                    > lowelasem wyniknęło .

                                    Ja odnioslam wrazenie, ze o to wlasnie jej w tej zemscie chodzilo ;)
                                    • barbasia1 Re: "house", dwa słowa po i - przed. 11.11.11, 15:44
                                      :)
                                      Bardzo możliwe., a nawet prawdopodobne.
                                      Jak ćma leci do ognia! ;)
                                      • maniaczytania Re: "house", dwa słowa po i - przed. 11.11.11, 16:19
                                        ale tez po prawdzie Chase w tej serii wyprzystojnial niesamowicie ;)
                                        • barbasia1 Re: "house", dwa słowa po i - przed. 11.11.11, 17:49
                                          Maniu, zapomnij o nim to babiarz! ;))
                                        • barbasia1 Re: "house", dwa słowa po i - przed. 11.11.11, 17:54
                                          Jedyny przystojniak w grupie i najgorszy charakterek. ;)
                                          • maniaczytania Re: "house", dwa słowa po i - przed. 11.11.11, 17:59
                                            to tylko poza, po tym, jak go wyrolowala Cameron
                                            jeszcze sie moze nawrocic ;)
                            • grek.grek Re: "house", dwa słowa po i - przed. 11.11.11, 15:50
                              bingo :] właśnie, po całej akcji dochodzi się do oczywistych wniosków, bo niby powszechnie wiadomo, co doktor lubi najbardziej, ale... no właśnie, przed - niekoniecznie łatwo to wydedukować, hehe.
                              • barbasia1 Re: "house", dwa słowa po i - przed. 11.11.11, 17:49
                                Właśnie tak.

                                Śliczna ta ostatnia scena była! "Mała Cuddy" /tak chyba House raz o niej powiedział w tym odcinku/ sama z siebie podchodzi do siedzącego na podłodze House'a i ku jego konsternacji przytula się do niego / po calej akcji z przedszkolem/ ...
                                :)
                        • pepsic Re: "house", dwa słowa po i - przed. 10.11.11, 16:24
                          Wybawi House'a z opresji: nie wpuści intruza do dom, poda drinka bądź laskę, najprawdopodobniej złapie ufnie za dłoń.
                          ??
                          Niestety sama nie sprawdzę, wybieram się na na okrzyknięte arcydziełem irańskie "Rozstania".
                          • barbasia1 Re: "house", /"Rozstania" 10.11.11, 16:55
                            pepsic napisała:

                            > poda drinka bądź laskę
                            He,he Dobre! :)

                            W takim razie udanego wieczoru w kinie, fantastycznych wrażeń życzę/ -ymy Ci, Pepsic!
                            Napisz potem dwa słowa o filmie! Koniecznie.
                            Ja się postaram zabrać za moje zaległe opowieści...

                            Teraz krótki lot za płot, na to zimnisko ... :(
                            • pepsic "Rozstania" - mały spojler 12.11.11, 20:50
                              Dobry dramat, a raczej thriller obyczajowy, w którym nikt nie postępuje do końca ani uczciwie, ani źle, gdzie każdy ma swoje racje większe, czy mniejsze i przeżywa swój własny dramat. Żona chce rozwodu, gdyż mąż nie chce wyjechać z nią z kraju i nie chce oddać opieki nad 11-letnią nad wiek dojrzałą córką, generalnie to im się nie układa. A nie chce, gdyż opiekuje się ojcem chorym na alzheimera. Kobietę, która się ojcem opiekuje mąż przypadkowo popycha, w wyniku czego traci ona ciążę. Małżonek poszkodowanej mocno awanturujący się i mocno zadłużony osobnik występuje z oskarżeniem o zabicie dziecka, żądając odszkodowania finansowego (okup krwi), co jest zgodne z irańskim prawem.
                              To mój trzeci film reżysera Asgar Farhadiego po: "Co wiesz o Elly" i "Perskim Nowym Roku". Nie uważam, jak krytycy "Rozstania" za arcydzieło, bo o ile każdy z ww. traktuje o czymś innym i inny aspekt życia porusza (trójkąt małżeński, pozycję kobiety w Iranie), to układ i prowadzenie jest dość podobne, pada bardzo duża ilość słów! O wszystkich wcześniej wyrażałam sie pozytywnie i je w wątku zaznaczałam. Ale nie umiem powiedzieć, który najbardziej mi przypadł do gustu.
                              Polecam.
                              • barbasia1 Re: "Rozstania" - mały spojler 13.11.11, 13:59
                                Dramatyczna, powiklana historia. Czy bohaterom udaje się pozytywnie rozwiązać te problemy?


                                • pepsic Re: "Rozstania" - mały spojler 13.11.11, 17:56
                                  Nie do końca, tyle że główny bohater zostaje oczyszczony z zarzutu. Nie udaje im się skleić z powrotem małżeństwa, żona podtrzymuje chęć emigracji, czyli rozwód w drodze. Nie rozstrzyga sie ostatecznie z kim postanawia zostać córka, o którą się wcześniej szarpali. Film kończy się sceną w sądzie, przed którym dziewczynka musi złożyć oświadczenie woli. Druga para, która straciła dziecko, zostaje ze swoimi kłopotami materialnymi i biedą.
                              • grek.grek Re: "Rozstania" - mały spojler 13.11.11, 14:28
                                dzięki za opis i ocenę. nie ma to, jak wrażenia z pierwszej ręki :]

                                w sumie, jakoś tak mnie się wydaje [ i może tylko tyle], że film irański jest oczekiwany, w Europie czy na świecie, zawsze pod kątem tego, ile w nim znajdzie się krytyki ideologii ajatollahów i jej wpływu na życie normalnych obywateli, zwłaszcza płci żeńskiej plus - na ile będzie to krytyka z domieszką optymizmu, czyli pokazaniem, ze pomimo warunków ciągle niekorzystnych Iran się zmienia na modłę zachodnią. co akurat, tak nawiasem mówiąc - zgodne jest z prawdą i daje większą szansę, wg mnie/z tego co czytałem, na zmianę modelu życia tamtejszego społeczeństwa na w większym stopniu właśnie zachodni niż np. w społeczeństwie palestyńskim. oba są z dużym odsetkiem ludzi młodych, ale Iran jest w innej sytuacji geopolitycznej, przez co młodzież trudniej indoktrynować wrogością do Zachodu, nie pomijając faktu, że Palestyńczycy mają te swoje Hamasy, które są przy okazji organizacjami społecznymi, i działają bardzo prężnie. niektorzy, co się na Iranie znają, powiadają, ze ten wyznaniowy beton skruszy... MTV :]; telewizja satelitarna, bo anten tam niemało wyrasta każdego dnia, młodzi oglądają i chcą żyć, tak jak widzą na tych obrazkach, a nie podług nauk brodatych starców i innych ahmadineżadów.

                                nie wiem, czy to do filmu pasuje, ale tak mi się jakoś skojarzyło... jednak to "made in Iran" nasuwa od razu pewne wątki ;]
                                • pepsic Re: "Rozstania" - mały spojler 13.11.11, 17:45
                                  W filmach irańskich, które znam, spraw politycznych nie porusza sie wcale, a na moje babskie oko, kobiety w Iranie mają zaskakująco sporo do powiedzenia nie tylko w domu, ale i w instytucjach np. w sądach i wcale się nie patyczkują z delikwentami, a jakie sa wygadane i jak potrafią walczyć o swoje, tylko pozazdrościć. Poza tym prowadzą normalne, cywilizowane życie, Lepiej lub gorzej im sie powodzi, tyle że w chustach, ale im wyższa klasa społeczna tym chusta delikatniejsza z bardziej szlachetnego materiału. Jest i ciemna strona, która się powtarza w wymienionych 3 filmach - scena, kiedy mężczyzna podnosi rękę na swoją kobietę (publicznie!).
                                  • pepsic Re: "Rozstania" - mały spojler 13.11.11, 18:01
                                    Trochę się z tą cywilizacją rozpędziłam zważywszy na warunki, w jakich pokazano prace sądu i biednego protokolanta spisującego zeznania na kolanie w jakimś nędznym pokoiku bez klimatyzacji. Anna Maria Wesołowska przy tym to Wersal.
                          • grek.grek Re: "house", dwa słowa po i - przed. 11.11.11, 15:47
                            hehe, no to teraz wiadomo już, co to było :]

                            przyłączam się do Barbasi w prośbie o słów parę o wrażeniach z projekcji.
                            • pepsic Re: "house", dwa słowa po i - przed. 11.11.11, 21:33
                              Jutro sie postaram, dzisiaj strasznie przemarzłam na uroczystościach patriotycznych:)
                              • grek.grek Re: "house", dwa słowa po i - przed. 12.11.11, 13:27
                                ho ho, mam nadzieję, ze nie byłaś na tych, na których fruwały kamienie :]
                                • pepsic OT poświąteczny 12.11.11, 21:02
                                  U mnie na prowincji było grzecznie i patriotycznie, nie było niespodziewanych gości, po prawdzie ich nikt nie zapraszał. Niestety muszę się podzielić smutną refleksją. Wstyd mi przez tymi starszymi panami walczącymi niegdyś o niepodległość, których garstka została, kiedy tak patrzą co sie wyrabia ze świętem niepodległości, którzy patrzą na niezrozumiałe blokady ze znanymi aktorami na czele (nazwiska litościwie daruję).

                                  • grek.grek Re: OT poświąteczny 13.11.11, 13:11
                                    jak dla mnie, te warszawskie cyrki udowodniły, ze już nie ma święta, które by łączyło
                                    tzw. naród. cytując klasyka : nie ma niczego :] zawłaszczyły sobie wszelkie święta
                                    bojówki, organizacje, partie, skrzykują się na nie kibole, zadymiarze, hołota jakaś...
                                    Oni się przedostają na plan pierwszy i stanowią o wizerunku tych obchodów, i o całej
                                    rocznicy, co tylko odrzuca od niej kolejnych neutralnych obserwatorów.

                                    dobrze, ze u Ciebie nie było zadym, i zgadzam się, że kombatanci muszą czuć wstyd
                                    z powodu tego, co się działo. szkoda, ze pietnowaniem już nic się nie da zrobić.
                                    Imo, kierownictwo Ratusza stolicznego pięknie zawaliło sprawę, swoją drogą, przykładając
                                    nie tylko rękę, ale nawet obie nogi, do tego, co się wyrabiało.
                                    • pepsic Re: OT refleksyjno-rozliczeniowy 13.11.11, 18:23
                                      Tylko, że to nie wzięło się znikąd, ani samo w sobie nie powstało. Marsz niepodległości obywał sie od lat, nagle zaczął komuś przeszkadzać, rozpoczęło się napuszczanie, nagonka, nawoływanie medialne (ze strony red. gazety stołecznej) do blokad i zakłócanie uroczystszego charakteru.
                                      Natomiast za sytuację zaistniałą podczas tzw. uroczystości winę ponosi obok samorządu w całości rząd ( to jemu podlegają siły specjalne), który wiedział, że jada cocktaile Mołotowa, który rękoma policji dopuszcza do prowokacji, chroni chuliganów, pozwala niemieckiemu chuliganowi bezkarnie napluć na polski, historyczny mundur, popycha i bije boguduchawinnego chłopaka niosącego flagę narodową, który przyzwala na brutalny atak policjanta w cywilu na przypadkowego człowieka.
                                      • grek.grek Re: OT refleksyjno-rozliczeniowy 14.11.11, 13:13
                                        sporo masz racji. efekt jest taki, że się państwo i społeczeństwo kompromituje, bo taki przekaz idzie w świat. jedni zaprosili Niemców - a co, my są lepsi i nam wszystko wolno, bo tamci drudzy niosą chorągwie faszyzyujące... do drugich się przylepili kibole - a co, skoro ich politycy bronią publicznie, skoro premier rządu ich nobilituje i chadza z nimi dyskutować, mimo że nie ma o czym... skoro są "prześladowaną samą szlachetnością"... imo, jedni i drudzy mogliby przemyśleć to, co robią i co wcześniej zrobili, a co teraz czkawką się im odbija. to się upolityczniło, zideologizowało do szczętu.

                                        a tak w rzeczy samej... wystarczyło po prostu rozdzielić jednych i drugich, odizolować ich czy to czasowo, czy wyznaczyć trasy marszów oddalone od siebie wystarczająco - i przynajmniej część problemów by była do uniknięcia.
    • barbasia1 Dziś "Moja krew" polski dramat obycz. TVP2 21:40 10.11.11, 20:16
      Premiera! Mania już kilka dni temu zapowiadała, więc tylko przypominam.

      "Młody bokser Igor, dowiaduje się, że jest umierający. Chce więc pozostawić coś na świecie coś po sobie. Decyduje, że powinno być to dziecko. Zaczyna więc szukać kobiety, która zgodzi się mu je urodzić. Niedługo potem poznaje młodą Wietnamkę."

      W roli głównej Eryk Lubos, przełamujący, jak piszą, z sukcesem, swoje stereotypowe filmowie amploi.
      • grek.grek "XXY", spojl. 11.11.11, 12:49
        niestety, nie udało mi się obejrzeć... ale mam alibi :] - miałem okazję obejrzeć wczoraj na Kulturze filmy sztuk dwie/dwie, i z szasy skorzystałem.

        "XXY" był chyba argentyński... Rzecz o dziewczynie... a może chłopaku ? szkopuł w tym, ze Alex jest obojnakiem. ma 15 lat i powoli zaczyna do niej/niego docierać od świata sygnał : hej, kolego określ się, chcesz być facetem, czy babką ? tu jest problem, bo Alex sam/a nie zna odpowiedzi na to pytanie. rodzice mieli możliwość zdecydowania za niego/nią, w momencie narodzin, ale postanowili nic nie robić, oddać prawo wyboru w jego/jej ręce, kiedy do tego dojrzeje. "był zbyt idealny, aby ingerować", powiada ojciec. tytułuje Alexa "on", "mój syn", jakby bezwiednie mu się wymykały z ust podświadomie oczekiwania i pragnienia, aczkolwiek jest wobec Alex zupełnie lojalny, oddany i gotów zaakceptować dowolną decyzję dziecka. nawet jeśli odwiedza faceta, znajomego z dawnych lat, transseksualistę, który kiedyś zmienił płeć i dzisiaj jest mężczyzną. jakby od niego próbował zdobyć energię potrzebną do przejścia przez to, co dzieje się z Alex, ale i z całą rodziną - z nim, z żoną, z przyjaciółmi którzy znają prawdę.

        rodzina mieszka nad morzem, w każdym razie nad wodą :], domek przy plaży, co za widok i klimat, dla polskiego tubylca listopadową porą... :] - no i do tego ich domku przyjeżdza znajomy, z żoną i synem Alvaro. syn jest rówieśnikiem Alex i... przeżywa swoje problemy okresu dojrzewania, związane z tożsamością seksualną.

        któregoś dnia Alex i Alvaro się seksualnie konsumują. Alex z tyłu, Alvaro z przodu. przypadkiem widzi to ojciec Alex, przez co podejrzewa, że w Alex jednak grają hormony męskie, ze one biorą górę. Alvaro ma podejrzeenie wobec siebie,ze jest gejem, ale z drugiej strony - jest zakochany w Alex, traktując go/ją raczej jako dziewczynę. robi się niezły galimatias, a rozterki Alex coraz głębsze, decyzja coraz trudniejsza. on/ona tak naprawdę nie chce się rozstawać z żadną częścią siebie. lubi siebie. akceptuje w pełni własną fizycznośc, własną dwojakość. jest i dziewczyną, która rozmawia sobie o seksie ze swoją przyjaciółką, i chłopakiem, który w seksie z chłopakiem jest stroną aktywną [jesli tak to można określić].

        ale w okolicy rozchodzi się zapaszek... nie wiadomo skąd, ale Alex staje się obiektem podejrzeń otoczenia, w wiadomym temacie. pewnego dnia kilku chłopaków wlecze ją w krzaki przy plaży, żeby naocznie się przekonac, co też Alex w majtkach chowa. jedni są zadziwieni, innym się podoba, próbują go/ją napastować, ratuje Alex w ostatniej chwilli kolega, zakochany w niej/nim.
        ojciec Alex, kiedy go wieść o tych wydarzeniach spotyka, jest wściekly. gotów do zlinczowania prowodyra całego zajścia. w ostatniej chwili się reflektuje. chce całą sprawę zgłosić na policji. podjeżdza autem pod komisariat i ... animusz słabnie, bo wie, ze musiałby sprawę opisać, a wtedy powszechną wiedzą stałoby się, że Alex jest "dziwadłem". aczkolwiek, po zajściu na plaży raczej nie ma szans na to, by wieśc się nie rozeszła...

        Ojciec pyta Alex o to, czy chce wnieść oskarżenie. "wiesz, ze jeśli to zrobisz, wszyscy się dowiedzą", na co Alex odpowiada "chcę. niech się dowiedzą".

        Alvaro w końcu wyjeżdza z rodzicami, pełen niepewności co do siebie, i zakochany w Alex. on/a w nim także, aczkolwiek... być może nigdy już nie spotkają się jako dwie takie same osobowości. może "nigdy się już nie zobaczą", jak Alex przepowiada.

        i ostatnia scena, spacer całej rodziny ulicami, Alex zarzuca sobie ramię ojca na szyję, pełna komitywa. i wygląda na zadowoloną/ego z tego kim jest. otwarte zakończenie. a może wcale nie ? może jest zamknięte - po cóż ma podejmować decyzję ? taka się urodziła/ił i koniec. czy mając 15 lat trzeba wiedzieć, kim się jest ?



        • barbasia1 Re: "XXY", spojl. 11.11.11, 14:27
          Ciekawy film, mam wrażenie, szalenie odważny w mówieniu i pokazywaniu kwestii sekualności, płynności tożsamości płciowej człowieka.

          Tak sobie pomyślalam (chyba po raz drugi już), że daleko jeszcze naszym filmowcom do odwagi filmców z Argentyny. Z drugiej strony kwestie płynnej seksulaności człowieka, powoli przestają być u nas tabu, mam wrażenie, do czego niewątpliwie przyczyniają się także media.

          Niedawno zrobiło się głośno o jednej z uczestniczek TVN-owego progremu Top model (druga seria),Michalina Manios, która otwarcie przyznała się na castingach do programu, że urodziła się z męskimi i żeńskimi cechami płciowymi i przez większość życia, na skutek, jak mówiła w wywiadach, decyzji lekarzy zaraz po urodzeniu nosiła męskie imię i była wychowywana jak chłopiec, choć tak naparwdę czuła się dziewczyną... Ale w końcu dzięki swej determinacji (też wielkiemu wsparciu rodziny, mamy) stała się dziewczyną ...


          • grek.grek Re: "XXY", spojl. 11.11.11, 16:11
            otóż to. w dodatku, tutaj problem dotyczy nastolatka/ki, która/y dojrzewa, jest w momencie ksztaltowania się całej psyche, nie tylko fizys. a tutaj - taki wybór. kto wie, czy Alex nie znaduje
            instynktownie złotego środka - dlaczego mam się zmieniac, skoro tak jest mi dobrze ? bo świat tego oczekuje ? bo muszę być po jakiejś stronie ? dlatego mam się wyzbywać połowy siebie ?

            ciekawa historia. dziewczyna, o której piszesz - miała psychiczną tożsamość, to ją określiło. w filmie, Alex w zasadzie ma ten problem, czy może nie jest to zaden problem ?, że nie jest psychicznie ani chłopakiem ani dziewczyną, jest po prostu sobą, jest Alex, nie potrafi siebie przyporządkować do określonej grupy i nie chce się zgodzić z samą potrzebą takiego autodefiniowania. to utrudnia wybór. a może nawet go uniemożliwia...
      • grek.grek "Nic osobistego", też spojler 11.11.11, 13:46
        tvp kultura ma gest, filmy jeden za drugim, hehe.

        drugi nosił tytuł "Nic osobistego".

        zaczyna się w Amsterdamie. dziewczyna wystawia na ulicę swój dobytek, siedzi chwilę w pustym mieszkaniu, a potem z wielkim plecakiem po prostu się zawija stamtąd. odnajduje się na prowincji Zielonej wyspy, maszeruje przed siebie w towarzystwie wiatru, deszczu, chmur i wszystkiego, z czego irlandzka aura słynie. na noc rozkłada namiot, w dzień wyjada ze śmietników obok przydrożnych restauracji, a na pytanie zaszokowanej kobieciny wcinającej z nabożeństwem bułę na parkingu - "potrzebuje pani pomocy ?", odpowiada arogancko "nie, a pani ?". i tak idzie, idzie, ucieka z cięzarówki, której kierowca zamiast ją podwieźć kawałek, zaczął się szykować do molestowania... ot, takie przygody jakie czyhają na samotną wędrowczynię na szlaku. zwłaszcza taka w typie Julianne Moore, z burzą rudych włosów :]

        dociera wreszcie do domu. nie swojego. przypadkiem go napotyka. dookoła pustka, piękna zieleń, a na wysokości stoi chałupa. duża. a w niej wszystko, czego jej trzeba : jedzenie, łózko do ucięcia sobie drzemki, a nawet dobry sprzęt grający i dużo płyt z muzyką poważną, którą ona [do końca nie udaje się poznać jej imienia] wyraźnie preferuje.

        następnego dnia dziewczyna poznaje właściciela domu. ma na imię Martin, poza tym, ze jest wdowcem, jest schludny, miły i szarmancki, poza pierwszym momentem, kiedy sprowokowany arogancją dziewczyny wywraca ławkę, na której ona się wygodnie rozparła. proponuje jej jedzenie, ale za pracę w ogródku. kiedy dziewczyna chce odejść oferuje jej stałe zatrudnienie. będzie pracować, w zamian za posiłki, może wyprać ciuchy itd. ona się zgadza, ale pod jednym warunkiem - żadnego wypytywania o personalne sprawy, jak głosi tytuł "nic osobistego", bo ona sobie tego po prostu nie życzy. Martin się zgadza. na pytanie, "jak mam się do ciebie zwracać ?", ona mu odpowiada "mów mi 'ty' " - no i "ty" dziewczyna zostanie. dla nas też.

        ich relacja się bardzo zacieśnia. ona pracuje, wykopuje torf [gośc chyba jest ogrodnikiem, aczkolwiek nie wiadomo z czego się utrzymuje, nie jest to wyjaśnione, co najwyżej zasugerowane], sprząta, odkurza, pierze. on gotuje dla niej i dla siebie. z czasem zbliżają sie do siebie. kiedy on łamie postanowienie o "niczym osobistym" proponuje, że zaśpiewa w ramach odkupienia win - na początku ona to przyjmuje z niechęcią, potem sama będzie śpiewać, a jeszcze później wyć będą oboje :]

        z obcych sobie ludzi, na swoistym "kontrakcie", staja się przyjaciółmi. on ją w końcu zabiera z namiotu, w ktorym ona upierała się nocować - daje jej własny pokój, a pod drzwiami co rano zostawia śniadanie wykwintnie podane i przystrojone. widząc, jak bardzo lubi słuchać muzyki, specjalnie przegrywa dla niej płytę CD na normalne taśmy, tak żeby mogła jej słuchać na walkmanie, który to komplet jej podarowuje. coraz więcej ciepła jest w ich kontakcie, uśmiechu i życzliwości. facet naprawde daje się lubić, a ona zrzuca coraz chętniej maskę bezczelności i ukazuje się spod niej jako dziewczyna przyjazna otoczeniu. zaczynają też razem jeść posiłki, wcześniej on jadł w domu, a ona na ławce przed domem. z własnej nieprzymuszonej woli.

        facet ma problemy z sercem chyba. zdarza mu się zasłabnąć. prosi ją o to, zeby pilnowała go w nocy, pomogła mu w razie jakiegoś ataku. i ona z nim śpi. grzecznie obok siebie. on niczego nie próbuje, ona go nie zachęca, ani sama nie przejawia inicjatywy, ale w powietrzu wisi wzajemne zainteresowanie, jak Murray i Johansson w pokoju hotelowym, kiedy on ją trzyma za nogę, pamiętacie ? w końcu Martin mówi jej, ze może iśc już do siebie, że z nim dobrze. czyżby się bał, że może się stać coś, co ich ku sobie popchnie do końca ?

        [brzmi jak kalka amerykańskich filmów ? nic podobnego. nie ma tu ani cienia maniery filmowej z Hameryki]

        idą do pobliskiego miasteczka. bawią się, piją piwo,, tańcują, w drodze powrotnej się zataczają i sikają :] lepiej być nie może.

        jest tak dobrze, ze pytanie brzmi tylko : komu pierwszemu zapali się lampka ? i czy tak naprawde chca być razem, czy jednak oboje szukają izolacji ? czy chcą ją przełamać ?
        on ją pyta któregoś razu "czego chcesz, tak naprawdę ?", a ona na to "chciałbym być jak ty. mieć taki dom. dla siebie. tylko dla siebie. wokół nic, a ja w takim dużym domu".

        wreszcie, to jemu zapala się czerwona kontrolka. cichaczem rewiduje kieszenie jej kurtki. znajduje paszport z ostatnim adresem zameldowania. jedzie do Amsterdamu. odnajduje dom, który ona opuściła. chodzi po nim, ogląda, chociaż są to po prostu cztery ściany i nic poza tym. właścicielkę kamienicy prosi o to, zeby mógł pobyć w tym mieszkaniu sam. przez chwilę chociaz. ona "a po co ?", a on "żeby uchwycić nastrój". gość na poziomie, nie ma co.

        w tym samym czasie, kiedy go nie ma, dziewczyna pucuje jego szafę. znajduje jakieś medale wojskowe, jakieś strzępki przeszlości, pewnie wojskowej ?

        co sprawiło, ze facet się zamknął, odizolował ? śmierć żony ? choroba ? nie wiadomo tego. tak jak nie wiadomo, dlaczego dziewczyna wybyła ze swojego domu i ruszyła w świat. są dla siebie, tak samo jak dla widza - enigmami. łączy ich tylko czysto ludzka sympatia, bez żadnych umocowań w tym, kim byli, jakie mają życiorysy, przeszłość, co zrobili, albo czego zaniechali. łączy ich coś czystego. coś czego się oboje obawiają. nie wiedzą nawet jak to określić - przyjaźń ? miłość ? on widzi w niej swoją zmarłą żonę ? a ona w nim może kogoś, kogo straciła wcześniej, ojca, męża ? nic nie wiadomo. można to tylko próbować odczytać, ale bez żadnej szansy trafienia w punkt.

        i oto on nagle umiera. ona znajduje go w pościeli. atak serca, udar mózgu, a może... ? nic nie wiadomo, ale też nie jest to istotne, na co umarł - grunt, że nie żyje. ona go zawija po prostu w prześcierdało, sama się rozbiera i się do niego przytula. z tego,co się kapnąłem,to takie własnie ujęcie jest na plakacie do tego filmu.

        na stole leży kartka - list, w którym on pisze, ze dom, kosztowności, pieniądze, wszystko należy do niej, że zapisał jej to w testamencie, i informuje gdzie tenże się znajduje. dopisek "kocham cię, Ty". czy zatem zmarł naturalną smiercią, czy strzelił samobója ?

        jeśli to drugie - dlaczego ? czyżby uświadomił sobie, ze ich coś łączy, a on nie jest gotów na to ? może pamięć żony ? może zrozumiał, że... to po prostu nie jest możliwe, że nie chce rezygnowac z poprzedniego życia ? jesli tak, to dlaczego tak zabiegał o jej towaarzystwo ?

        a potem nagle znajdujemy dziewczynę w nowym miejscu. leży na łózku. z zewnątrz dochodzą odgłosy ulicy... hmm, arabskiej chyba. plus architektura [dziewczyna zanim się położy krótko odwiedza jakiś rejstrację hotelową, czy tam coś, wykłada kartę płatniczą...], co razem wspólnie wskazuje, ze może chodzić o Turcję. i koniec.

        zatem - po jego śmierci wyjechała, nie została w domu Martina. czy zatem jest to przykład nierefrormowalnej koczowniczki ? a może tak w Amsterdamie, jak i w Irlandii nie mogła zostać, bo dom wiązał się ze śmiercią ? może śmierć Martina wyjaśnia powody jej odejścia z pierwszego mieszkania, porzucenia dawnego życia ?

        udany, niejednoznaczny, powściągliwy film. bardzo dobry. świetnie zagrany, dziewczyną była Lotte Veerbeek [pierwsze słyszę, ale fajna jest, bardzo podobna do Julianne Moore], a Martinem Stephen Rea, którego na pewno znacie z twarzy i paru ról tu i ówdzie. w zasadzie cały film na nich się opiera, na odtwarzaniu zakulisowych, podskórnych stanów ducha. wyglądają w tej scenerii lepiej niż dobrze.

        a w "XXY" dobre wrażenie robi niejaka Ines Efron, czyli Alex. jako 22-latka zagrała nastolatkę, wygladała na te swoje filmowe 15 lat i była naprawdę przekonująca, a miała do sprzedania uczucia i rozterki niełatwe i subtelne.

        w sumie, dobry czas filmowy to był :]

        oba polecam, mając nadzieję, ze jesli czytaliście te spojlery, to je zdązycie zapomnieć do czasu, kiedy nadarzy się okazja zobaczenia ich.



        • barbasia1 Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 15:06
          Bardzo podoba mi się ten film!

          Czytam, właśnie, że jest to filmowy debiut mieszkajacej w Holandii polskiej reżyserki Urszuli Antoniak. O jej drugim filmie "Code Blue" (2011) było glośno na tegorocznym festiwalu w Cannes, pamiętam pisał o tym filmie T. Sobolewski.

          W#spaniałe rzeczy obejrzałeś, Greku. Jakże mi brakuje tego rodzaju filmów w telewizji publicznej!!! Całe szczęście, że już niedługo TVP Kultura będzie poweszechnie dostępna za sprawą cyfyzacji.

          :)
          • grek.grek Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 16:22
            cieszy mnie to :] przy tzw. bliższym poznaniu, naocznym, jeszcze zyskuje. historia jest zajmująca, a sposób pokazania, narracja, atmosfera stworzona - dodatkowo podnoszą poziom.

            o, widzisz, właśnie - to nasz człowiek zrobił. nasza babka w tym biznesie :] jak na debiutancki film, to bym powiedział, że - dojrzały bardzo. stylowy. pamiętam, pamiętam "Code blue". a u nas cicho, a sądząc z tych doniesień i z pewnych faktów zaobserwowanych, można by zaryzykować, ze Antoniak śmiało może stawać obok Holland, Szumowskiej czy innych reżyserk. ale, wiesz... promocja, marketing, media... skromne, znakomite filmy przepadają bez odpowiedniej machiny lanserskiej :] na szczęscie, zawsze znajdzie się jakaś nisza, gdzie da się je obejrzeć, prędzej czy później.

            to prawda, to był udany seans. nie ma to, jak się wkręcić w dobre miejsce ;] a TVP Kultura... już dostępna, Barbasiu. tylko wybór pozostaje : sam dekoder i strojenie kanałów czy od razu nowy telewizor z już ustawionymi ? tak, czy owak - za 1,5 roku kanały analogowe i tak zostaną wycofane, więc będzie to konieczność dziejowa. a można miec już teraz. ja się przymierzam powoli, nie ma na co specjalnie czekać, a przyjemność korzystania kiedy się chce, miast wcinania się gdzieś-komuś - o, znacznie to lepsze rozwiązanie :]
            • barbasia1 Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 17:04
              Felis napisał o tym filmie: " bardzo wnikliwy portret dwojga ludzi, poranionych i opornych na kontakty z innymi".

              Trudno jest się otworzyć na drugiego człowieka, zaufać mu, pokochac raz jeszcze, niosąc na plecach bagaż ciężkich życiowych doświadczeń, traum, zranień, może też i jakichś kompleksów, ale otwarcie na drugiego czlowieka jest jednak możliwe, jak pokazuje pani reżyser, tylko, że uczucia rozwijąc się w naturalnym tępie, powoli, przychodzą tu (zwykle?), kiedy jest już za późno ... heh

              można by zaryzykować, ze Antoniak śmiało może stawać ob
              > ok Holland, Szumowskiej czy innych reżyserek

              Tak, na pewno nie ma w tym stwierdzeniu przeasady. Bardzo ciekawe kino proponuje Antoniak.
              Mam tu rozmowa z Antoniak na temat jej "Code Blue":
              wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,10265993,Urszula_Antoniak_opowiada_o_swoim_filmie__Code_Blue_.html

              Może ja też się rozejrzę już za dekoderem!? To świetny pomysł.

              :)

              • grek.grek Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 17:18
                dobra decyzja, Barbasiu. pojawia się kwestia ceny [ewentualnego jej obniżenia w dłuższej perspektywie], ale nie sądzę, zeby np. za rok była ona niższa, w końcu - te dekodery będą szły jak woda, bo każdego, kto chce mieć telewizję jakąkolwiek, nieuchronnie czeka przejście na cyfrę, a zatem - kółko się zamyka. dziś czy za rok - to bez róznicy. i tak nie ma wyjścia, więc lepiej mieć już teraz i już oglądać, co tam tylko dobrego dają :] ceny raczej się nie zmienią. z tego, co się orientuję dziś jest to jakieś 150 zł i trudno zakładać jakąs redukcję. więc - cóż nam pozostaje... :] kupić, nastroić, oglądać :]

                zdecydowanie, taka jest wymowa tego filmu, o jakiej piszesz. wydaje się, że ci dwoje są w jakiś sposób skonfundowani tym, co się zdarzyło. on miał sobie spokojnie żyć w swoim domu, ona poszła w świat, być może odcinając się od jakichś wspomnień, miało w ich kontakcie nie być "niczego osobistego", a tutaj - zupełnie niespodziewanie, właściwie z codziennej życzliwości, z samej ciekawości drugiego człowieka - urodziła się bliskość. wg mnie, to właśnie tego nie przewidzieli - że nie są w stanie wyeliminować ciekawości drugiego, nie są w stanie się uodpornić na drugiego.

                istotnie, powoli to dojrzewa, a oprócz tego, na domiar wszystkiego - niejasna jest sytuacja zejścia Martina, w znaczeniu : czy to nie było samobójstwo ? z niemożności ogarnięcia sytuacji, a może z braku gotowości żeby raz jeszcze spróbowac, a może ją chciał ratować - stało się to bowiem, niedaleko po tym, jak odwiedził dom w Holandii, z którego dziewczyna wyjechała. coś zrozumiał, coś mu się wyświetliło, tylko co to było ?..

                dzięki za link. babka widać, że ma swój styl, nie zależy jej na taniej populares, chce robić dobre kino i nic poza tym.
                • barbasia1 Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 17:29
                  dzięki za link. babka widać, że ma swój styl, nie zależy jej na taniej populare
                  > s, chce robić dobre kino i nic poza tym.

                  Tak, i też film "Nic osobistego" pokazuje, że nie jest to kino hermetyczne, artystowskie, tylko bardzo uniwersalne i bardzo mądre.
                • barbasia1 Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 17:35
                  Dlaczego samobójstwo? Skąd podejrzenie, że to było samobójstwo? Przecież on byl chory na serce. Hipoteza o zawale nie byłaby bardziej prawdopodobna?

                  Obejrzałam zalinkowany trailer, fizycznie nie bardzo pasują do siebie, ani wiekiem zdaje się. Pewnie w innych okolicznościach nigdy by zinteresowali się sobą, nie poświecili sobie tyle czasu, prawda!?

                  • grek.grek Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 17:45
                    hmm, prawda - moment, kiedy zasłabł na schodach, a potem prosił ją o pilnowanie go w nocy, na wypadek ataku choroby, sugeruje możliwość naturalnej śmierci. ale ten list zostawiony przez niego na stole, z ostatnimi instrukcjami dla niej, tak mnie trochę zarzucił w przeciwnym kierunku... trudno do końca zdecydować... wyglądało to na list pożegnalny, ustawiony w widocznym miejscu, przygotowany...

                    owszem, całkowicie są inni, może to miejsce, moment spotkania, moment w ich życiu sprzyjał porozumieniu [ponad podziałami] ? ciekawy zabieg, zauważ : oboje uciekają od ludzi, a jednocześnie coś ich do siebie nawzajem przyciąga. słowem : rację masz :]
                    • barbasia1 Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 18:12
                      Będąc chorym, może wiedział, że wkrótce umrze, może przeczuwał śmierć.

                      >ciekawy zabieg, zauważ : oboje uciekają od ludzi, a jednocześnie coś ich do siebie nawzajem przyciąga.

                      Jest w nich lęk przed drugim człowekiem, obawa przed (kolejnym) zranieniem, ale także, jak w chyba każdym normalnym człowieku, jest i potrzeba (tylko u nich głęboko ukryta) bliskości, miłości, czułości , potzreba bycia z drugim człowiekiem.
                      I ta potzreba bliskosci odradza się w nich powoli ....


                      >słowem : rację masz :]

                      :))

                      • barbasia1 Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 18:14
                        I ta potrzeba bliskości odradza się w nich powoli, bo oboje czują, że nic złego ze strony przeciwnej im nie zagraża ...
                        • grek.grek Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 12.11.11, 13:20
                          zgadza się. ale jednocześnie, w nim chyba, narasta obawa, czy to ruch w dobrą stronę jest. tak mi się wydaje, bo jednak nie ma tu happy endu w postaci "żyli długo i szczęśliwie", a jest coś, co wygląda na samobójstwo.
                      • grek.grek Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 12.11.11, 13:26
                        tu tam obiekcje, bo jednak wygląda mi to na celowe, zaplanowane działanie. ale... nic nie wiadomo na pewno, więc każda interpretacja jest dopuszczalna :]

                        to prawda. może ten lęk właśnie stał za rozwiązaniem całej sytuacji. może oboje wcześniej kogoś stracili i jest ten strach, że znowu przyjdzie ten moment, kiedy to drugie umrze. może on nie chciał tej chwili dożyć ? heh, jest zagwozdka.
                • barbasia1 Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 17:40
                  Jasne to nie jest duża kwota, trzeba by tylko popytać o kwestie techniczne ... Ale to nie jest właściwie problem.

                  :)
                  • grek.grek Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 17:47
                    spróbuję się w sytuacji rozeznać. a technika... w punkcie sprzedaży powinna być odpowiednia usługa, serwis. zasięgnę języka i powiem Ci, jak to dokładnie wygląda.
                    • barbasia1 Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 18:13
                      OK! Świetnie! Z góry dziekuję!
          • grek.grek Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 16:27
            dla pewnej orientacji w szacie graficznej filmu, moze chociaż trailer :
            www.youtube.com/watch?v=PuNxINUR-R0
            • barbasia1 Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 17:06
              O! Dzięki!!! :)

            • barbasia1 Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 17:25
              Greku, do zobaczenia w niedzielę! :)

              www.youtube.com/watch?v=cNk9ihFCG-E&feature=related
              • grek.grek Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 17:48
                do zobaczenia, udanego weekendu :]

                ech, ta Esperanza :]
                • barbasia1 Re: "Nic osobistego",reż. Urszula Antoniak. 11.11.11, 18:18
                  Dzięki, wzajemnie. Przyjemnej soboty! See You!

                  Esperanza Spalding jest cudna niesłychanie
                  Ale ze swą muzą czekają jeszcze inne panie!
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 11.11.11, 13:29
      dopisuje, bo chcialam Wam male streszczenie zrobic (bo dawno zadnego nie robilam) takiego filmu, co to lecial pozno w piatkowa noc chyba ze dwa tygodnie temu, a moze ktos jeszcze trafil? Greku? zapisuje tytul ku pmaieci, a streszczenie w wolnej chwili - "Trefny towar"/ Banshee

      A przy okazji swieta moze OT mala zabawa?
      Wymiencie po 3 swoich najulubienszych aktorow i aktorek, ciekawa jestem takiej prawdziwej trojki Waszej, bo nieraz tu sie rozni przewijali, ale kto jest w prawdziwym topie?
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 11.11.11, 15:17
        Maniu, a o Abrygenach, ich zwyczajach, sposobie postrzegania przez nich świata coś napiszesz???

        Czekamy zatem na Twój "Trefny towar" .

        To bardzo trudne pytanie!
        Tylko trójkę spośród tak wielu wspaniałaych aktorów i aktorek polskich i zagranicznych, młodego i starszego pokolenie, komediowych i dramatycznych.
        To jest niemożliwe! :)

        Gajos, Zamachowski, DeNiro,
        Janda, Kwiatkowska, Meryl Streep
        i wielu, wielu innych ...
        • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 11.11.11, 15:23
          Barbasiu - o Aborygenach napisze, napisze, musze tylko jakas dluzsza wolna chwile zlapac :)

          A poprosze jeszcze o trojke, nie najlepszych, a tych, ktorzy najbardziej Wam sie podobaja - no wiecie - motylki, gna sie kolana itp. itd.
          U mnie chyba nie bedzie trudno trojki zgadnac ;)
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 11.11.11, 15:42
            > poprosze jeszcze o trojke, nie najlepszych, a tych, ktorzy najbardziej Wam si
            > e podobaja - no wiecie - motylki, gna sie kolana itp. itd.

            Aż takich emocji to nie wywołuje we mnie żaden aktor, ale podobają mi się z wyglądu: / kolejność przypadkowa/: Johny Deep, Ed Norton, Ralph Fiennes, Willem Dafoe;

            Do zobaczenia w niedzielę! :)
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 11.11.11, 18:30
              i jeszcze Bryan Brown, Robert De Niro, Al Pacino, Jean Reno i Marcin Dorociński;
              3x3 ;}
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 11.11.11, 18:31
                Kobiety też mogę wymienić?
                • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 11.11.11, 18:54
                  mozesz, mozesz,

                  ciekawe, jakie aktorki Grek wymieni, jako te, co mu tetno przyspieszaja,
                  az sie boje sadzac po tym, co on sadzi o nogach Rudej z House'a ;)
                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 12.11.11, 13:19
                    haha, wciąż nie mogę zawęzić wyboru do trójki... na razie udało mi się zejść do pięćdziesiątki ;]
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 13.11.11, 16:35
                    :)

                    No to: Penelope Criuz, Salma Hayek i ... aktorka jednej roli ;) ... Magdalena Mielcarz.

                    > ciekawe, jakie aktorki Grek wymieni, jako te, co mu tetno przyspieszaja,
                    > az sie boje sadzac po tym, co on sadzi o nogach Rudej z House'a ;)

                    No właśnie! ;/

                    Maniu, a Twoje typy przystojniaków oprócz Jamesa Franco i Johna Stathama, kto trzeci?

                    Mnie się też oczywiście podoba James Franco i jeszcze Daniel Craig! Maniu ścisłej męskiej trójki nie da się wytypować, w żaden sposób.
                    :)
                    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 13.11.11, 19:06
                      barbasia1 napisała:
                      > Maniu, a Twoje typy przystojniaków oprócz Jamesa Franco i Johna Stathama, kto trzeci?

                      Moze Cie troche zdziwie, ale u mnie od lat, na pierwszym miejscu pozostaje i pewnie juz pozostanie - Viggo Mortensen :) Na pozostalych miejscach trwa czasami wymiana, ale aktualnie to na drugim Clive Owen, a na trzecim, hmm, sama nie wiem ;)
                      James Franco troche jednak zbyt "chlopiecy" jest, a Jason (nie John) Statham troche tego "sznytu" ladnosci ma za malo.
                      Ach - trudno kobiecie dogodzic ;)))
                      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 14.11.11, 19:38
                        To mnie jednak trochę zaskoczyłaś, Maniu, że w pierwszej trójce nie ma Jamesa Franco!?

                        Jak tak teraz myślę, gdybym została przymuszona przez Ciebie (lufą pistoletu ;) do wytypowania tylko jednego aktora (wywołującego poruszenie serca ;) z mojej długiej listy (ciągle jeszcze niekompletnej :) , to wskazałabym Johnnego Deepa.

                        Jakże uboższe byłoby kino, bez pięknych aktorów! ;)

                        Jason (nie John) Statham - Tak, Jason.

                        >Ach - trudno kobiecie dogodzic ;)))
                        He, he! Fakt!
                        • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 14.11.11, 20:17
                          Johnny Depp jest w mojej 10 ;) ale to dopiero od paru lat, chyba od "Czekolady".

                          A a'propos "Czekolady' to sobie wlasnie pomyslalam (wiem, jestem okropna, ale nie moge sie powstrzymac, hehe), ze Grekowi sie powinna Juliette Binoche podobac, a przynajmniej jej nogi ;)
                          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 14.11.11, 20:56
                            > A a'propos "Czekolady' to sobie wlasnie pomyslalam (wiem, jestem okropna, ale n
                            > ie moge sie powstrzymac, hehe), ze Grekowi sie powinna Juliette Binoche podobac
                            > , a przynajmniej jej nogi ;)

                            Jeśli same nogi JB, to proszę bardzo. :/
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 11.11.11, 16:25
        cześc, Maniu - nie pamiętam "Banshee", chyba nie było.

        ale zasunęłaś, niech Cię... z tymi trójkami; to będzie problem i to spory. trochę to muszę ogarnąć, daj mi chwilę :]
      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 11.11.11, 21:30
        To może na szybko, na kogo przyjemnie mi się spogląda z zastrzeżeniem do ew. zmian:
        panie: Meg Ryan, Jennifer Aniston, Barbara Brylska
        panowie: Harisson Ford, Bogusław Linda, Daniel Craig
    • grek.grek festiwal powtórek i... najnowsza nowość 12.11.11, 14:38
      ależ riplejami obrodziło... "Lęk pierwotny", "Gladiator" - wczoraj, "Dziewiąte wrota", "Sin City" dzisiaj... ale i nowość bardzo nowa "Czarna Wenus" w Kulturze, 21:00, świeżutka historia, niedawno był w kinach - kto ma, to może dziękować losowi za okazję :] enjoy.
      • barbasia1 Re: festiwal powtórek i... najnowsza nowość 13.11.11, 14:23
        "Czarna Wenus" (2010) (czas trwania: 156 minut!)
        Oglądałeś, Greku!?

        Bardzo ciekawa i ponura jednoczenie historia.
        Z Rzeczpospolitej:

        "Czarnej Wenus" nie da się oglądać bezboleśnie. W swoim czwartym filmie, nominowanym do weneckiego Złotego Lwa, jeden z najlepszych francuskich współczesnych reżyserów (m.in. świetna debiutancka „Wina Woltera") wskrzesza postać legendarnej „hotentockiej Wenus" – Saartjie Baartman, oficjalnie pochowanej dopiero w 2002 roku. Zobacz fotosy z filmu
        To wtedy, po blisko dekadzie starań ze strony rządu RPA, Francja oddała to, co pozostało z jej ciała. Spoczęło w dolinie rzeki Gamtoos, zamieszkałej niegdyś przez lud Khokhoi (dziś na wymarciu), nazywany pogardliwie przez zasiedlających te ziemie Burów Hotentotami.

        Brat właściciela 20-letniej Saartjie (wcieliła się w nią aktorka nieprofesjonalna, mieszkająca we Francji Kubanka Yahima Torres) wpadł w 1810 roku na pomysł zarobienia na egzotycznym wyglądzie i budowie anatomicznej dziewczyny i obiecując jej sławę, bogactwo i podziw tłumów, nakłonił ją do wyprawy do Europy. Zataił prawdziwy plan pokazywania jej jako osobliwości w angielskich cyrkach i francuskich salonach, w klatce i ze sznurem na szyi. Jej pobyt na „cywilizowanym" kontynencie okazuje się zimno wykalkulowanym pasmem nieustającej, coraz straszniejszej eksploatacji – także seksualnej – i poniżenia.
        Saartjie zostaje brutalnie wykorzystana nawet przez naukowców. W paryskiej Królewskiej Akademii Medycyny zostaje poddana upokarzającym badaniom antropometrycznym, porównana do małpy i zaklasyfikowana do gorszej rasy na podstawie kształtu czaszki – kobieta słynąca z niezwykłej pamięci i talentu muzycznego, która biegle władała afrykanerskim. Po śmierci – niedługo potem – jej organy zostają zapakowane do słojów z formaliną, a z ciała zrobiono odlew.

        Kechiche kręci sceny „występów" Baartman tak, że to nie ona, ale jej żałosna publiczność staje się tematem obserwacji naszej, widzów. Jego film zachęca do wielu interpretacji, stawiając także pytania o istotę wolności artysty. Ale przede wszystkim o to, co sprawia, że człowiek – kiedy pozbawiony ograniczeń prawnych lub zachęcany – może się posunąć do najgorszych rzeczy."

        www.rp.pl/artykul/492083,710463.html

        www.rp.pl/artykul/492083,710463.html

        • barbasia1 "Czarna Wenus" (2010) TVP Kultura, wczoraj 13.11.11, 14:32
          Rozmowę z reżyserem wkleję jeszcze:

          Abdellatif Kechiche, reżyser filmu "Czarna Wenus", opowiada Barbarze Hollender o prawie do inności i o wolności w sztuce

          Co pana zaintrygowało w historii Saartjie Bartman?

          Abdellatif Kechiche: Kiedy w 2002 roku RPA wystąpiła do Francji z prośbą o wydanie ciała tej kobiety, zdałem sobie sprawę, jak bardzo interesujące i symboliczne są jej losy. Zobacz fotosy z filmu Czarnoskóra dziewczyna opuściła rodzinny kraj, mając nadzieję, że w Europie nie tylko zarobi na utrzymanie, ale że spełni się jej marzenie i zostanie aktorką. Tymczasem we Francji z początku XIX wieku stała się upokarzanym narzędziem, wykorzystywanym w perwersyjnych orgiach seksualnych. Gawiedź i arystokraci z równą lubieżnością obserwowali jej wielkie pośladki i ogromne wargi sromowe, a naukowcy chcieli dowieść, że jest tylko ogniwem w ewolucji. Nawet po śmierci nie uszanowano jej godności, zrobiono z niej wypchany rekwizyt jak z małpy czy dzika. Gdy zobaczyłem odlew jej ciała, przeżyłem szok, bo na twarzy Saartjie malował się potworny ból. Wyobraziłem sobie, ile ta kobieta wycierpiała.

          Czarna Wenus" jest dla pana filmem historycznym czy współczesnym?

          Bardzo współczesnym. Dla wielu ludzi w RPA Saartjie ciągle jest symbolem cierpień kontynentu. A ja chciałem opowiedzieć o rasizmie i ksenofobii. Sam dobrze znam poczucie obcości. Kiedy przyjechałem do Francji, by robić karierę jako aktor, widziano we mnie nie wrażliwego człowieka, lecz Araba. W pewien sposób mogę się więc z Czarną Wenus identyfikować. Dziś jestem zaniepokojony, gdy słyszę, jak prezydent Sarkozy wypowiada się na temat Romów, grożąc nawet ich wyrzuceniem z Francji. Dlatego próbuję zmusić do refleksji tych, którzy całe nacje traktują jako "gorsze". Jednak "Czarna Wenus" nie jest dla mnie filmem stricte politycznym. Ważne są tu refleksje bardziej uniwersalne.

          O wolności w sztuce?

          Ten temat zawsze mnie interesował. Saartjie czuła się artystką, jednocześnie w jakiś sposób akceptowała poniżanie. Ale tylko do pewnego momentu. W końcu dokonała bardzo trudnego wyboru. Odmówiła pokazania swoich narządów płciowych naukowcowi, mimo że wyrażenie zgody na przebadanie uczyniłoby ją sławną i bogatą. Pytam więc, w jakim stopniu twórca może być wolny, a w jakim jest uzależniony od innych, co w dużej mierze dotyczy dziś filmu. W jakim stopniu reżyser może podążać za własną wizją, a w jakim musi ulegać oczekiwaniom producentów, widzów, inwestorów? Próbowałem również w "Czarnej Wenus" powiedzieć coś ciekawego o naturze ludzkiej.

          Czy nie ma pan wrażenia, że w trzygodzinnym niemal filmie, wracając stale do scen występów i orgii, uprawia pan voyeryzm? W gruncie rzeczy pan także żeruje na tuszy i inności swojej aktorki Yahimy Torres.

          Nie, nie zgadzam się! Nie epatuję widzów widokiem ciała Yahimy. Sekwencje z jej występów potrzebne mi były po to, żeby pokazać upokorzenie. I ludzkie spojrzenia, bo inaczej reagujemy, gdy jesteśmy sami, inaczej w grupie. Inaczej, kiedy kierujemy się własną wrażliwością, inaczej, gdy znajdujemy się pod presją otoczenia. Próbowałem zwrócić na to uwagę widzów. Dzisiaj samodzielność myślenia, postrzegania i interpretowania rzeczywistości wydaje mi się umiejętnością podstawową.

          W ostatnim czasie głośno jest o reżyserach francuskich pochodzących z Afryki. Rachid Bouchareb pokazał niedawno film o rewolucji algierskiej "Dni chwały", bohaterami pańskiej "Tajemnicy ziarna" byli tunezyjscy imigranci mieszkający w Sete. Czy korzenie zobowiązują?

          Krytycy i dziennikarze kochają rozdawać etykietki. To oczywiste, że każdy artysta wnosi do swojej twórczości własne doświadczenie. Moja rodzina, owszem, pochodzi z Tunezji, z byłej francuskiej kolonii, ale czy ma to jednak takie znaczenie? Nie będę przez całe życie opowiadał wyłącznie o emigrantach czy obcych. Takie filmy zrobiłem dotąd, ale może następny będzie zupełnie inny? Jestem artystą i staram się mówić językiem uniwersalnym.

          rozmawiała Barbara Hollender

          Rzeczpospolita

          www.rp.pl/artykul/492745,708814-Zdeptana-godnosc-Afrykanki.html
          PS 1
          Podobno wkrótce dostęp do Rzepy ma być płatny, dlatego kopiuję te artykuły!

          PS 2
          Masz rację, Greku, nie ma co się ociągać z kupnem dekodera!

          • grek.grek Re: "Czarna Wenus" (2010) TVP Kultura, wczoraj 13.11.11, 14:39
            dzięki :] ominęła nas arcyciekawa premiera... szkoda. może powtórzą jeszcze, może już będziemy mieli właściwy sprzęt odbierający... :]

            Rzepa szaleje... ciekawe, ile stracą na tym cudownym pomyśle... hehe.
            • barbasia1 Re: "Czarna Wenus" (2010) TVP Kultura, wczoraj 13.11.11, 15:02
              Właśnie! Też licze, że powtórzą jeszcze jeszcze ten film, wszak to bardzo świeża rzecz! Otóż! :) Ale będzie się działo! :)

              Przekrój, jak pewnie już dawno zauwazyłeś, też wprowadził opłaty za dostęp do swoich stron. Efekty, podobno, niezbyt oszałamiające! Mignął mi niedawno w piątek czy czwartek na stronach Wyborczej arykuł na ten temat. Znalazłam:
              technologie.gazeta.pl/internet/1,104665,10605326,Bity_chca_byc_darmowe.html
              O! I tu jest też o Rzepie! Od stycznia Rzepa ma wprowadzić opłaty! Szkoda!
              Właśnie, czy będzie im się będzie opłacało?
              m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,10606465,_Rzeczpospolita__wprowadzi_oplaty_online.html
              • grek.grek Re: "Czarna Wenus" (2010) TVP Kultura, wczoraj 13.11.11, 15:09
                nie wiem, czy to kopiowanie wzorców z Ameryki sie u nas przyjmie... nie mam przekonania, coś mi się wydaje, że wrócą po jakimś czasie do tego, co jest teraz; czyżby za malo zarabiali z racji reklam umieszczanych na portalu ?. jak sądzisz, wypali to ? [własnie, "Przekrój" miał się za spryciarza, a tak sobie im idzie; tak na chłopski rozum... internauta dochodzi prędzej czy później do wniosku, że portali rozmaitych jest od metra, jak nie na tym, to na tamtym znajdzie, to czego szuka, a dodatkowo są te wszystkie "wykopy.pl", gdzie wkrótce lądują przedruki]

                • barbasia1 Re: "Czarna Wenus" (2010) TVP Kultura, wczoraj 13.11.11, 16:08
                  Otóż właśnie, zamiast płacić, ludzie polecą na darmowe portale, strony.
                  Trudno powiedzieć, czy to wypali. Informacje o słabych wynikach Przekroju, tygodnika!, tendencje na świecie, nie wróżą najlepiej Rzeczpospolitej.

                  Jeśli już koniecznie trzeba wprowadziś jakieś opłaty za artykuły, by zwiekszyć przychody, to można by, myślę, skorzystać najpierw z pomysłu Wyborczej, która tylko za "artykuły archiwalne" pobiera opłaty.

                  >a dodatkowo są te wszystkie "wykopy.pl", gdzie wkrótce lądują przedruki]
                  O! Nie wiedziałam!

                  :)
                  • grek.grek Re: "Czarna Wenus" (2010) TVP Kultura, wczoraj 14.11.11, 13:21
                    wiesz, jest kryzys tzw. papierowej gazety, więc szukają wszelkich sposobów, zeby ją zwiększyć - może doszli do wniosku, że jesli tak czy owak trzeba będzie zapłacić za dostęp do artykulów, to
                    ludzie wybiorą kupowanie gazet w kiosku niż kłopotliwe przelewy internetowe ? w sumie, jak nie wiadomo, o co chodzi, to zawsze chodzi o to samo ;]

                    trochę się dziwię, bo wydaje mi się, ze zarabiają chyba nieźle dzięki reklamom internetowym. a w dodatku Rzepa zdaje się pobiera dotację rządową.

                    Wyborcza dobrze/lepiej kombinuje, zdecydowanie :]

                    pewnie konkurencja patrzeć będzie na Rzepę w napięciu - jeśli im się powiedzie, to ruszą w ich ślady.
                    • barbasia1 Re: "Czarna Wenus" (2010) TVP Kultura, wczoraj 14.11.11, 19:24
                      Nie sądze by takie działania, zachęciły czytelników Rzepy do kupowania paiperowych wydań gazety ...

                      > trochę się dziwię, bo wydaje mi się, ze zarabiają chyba nieźle dzięki reklamom
                      > internetowym. a w dodatku Rzepa zdaje się pobiera dotację rządową.

                      No właśnie!

                      Nie powiem, żeby mi się to podobało ...

                      :)

          • barbasia1 Re: "Czarna Wenus" (2010) TVP Kultura, wczoraj 13.11.11, 16:11
            To jeszcze jedną rzecz zarchiwzuję:

            Widz świadkiem bezustannej orgii
            Barbara Hollender 29-08-2011, ostatnia aktualizacja 29-08-2011 18:28

            W 1817 roku w paryskiej Akademii Królewskiej sensację wzbudziło wypchane ciało Saartjie Bartman, którą naukowcy potraktowali jako byt pośredni na drodze ewolucji pomiędzy małpą a człowiekiem.
            Dziewięć lat wcześniej potężna dwudziestolatka z plemienia Khoikhoi opuściła południową Afrykę. W Europie trafiła na ludzi, którzy ją poniżali.
            W swoich poprzednich obrazach Kechiche opowiadał o tunezyjskich emigrantach we Francji. Bohaterowie tamtych filmów starali się wtopić we francuskie życie. Walcząca o własną godność bohaterka "Czarnej Wenus" nie ma na to szansy. Nowy film Kechiche'a jest krzykiem przeciwko rasizmowi, oskarżeniem o brak wrażliwości na innego człowieka, ferowanie wyroków z pozycji siły i nieuzasadnionego poczucia wyższości.
            "Czarna Wenus" jest filmem zrealizowanym z rozmachem, z przejmującą rolą amatorki Yahimy Torres. Niestety, chwilami nuży, a zwłaszcza drażni podglądaniem upokarzających spektakli, w których rozbawiona gawiedź dotyka wielkich pośladków dziewczyny. Widz zaczyna czuć zażenowanie, uczestnicząc w tym widowisku. Po pewnym czasie w pamięci pozostaje jednak pełna cierpienia twarz Saartjie. I może o to właśnie chodziło Kechiche'owi.
            Barbara Hollender

            www.rp.pl/artykul/492083,708817.html
            • grek.grek Re: "Czarna Wenus" (2010) TVP Kultura, wczoraj 14.11.11, 13:23
              Dzięki :] dobra lektura. kto wie... a może po premierze w Kulturze puszczą ten film w normalnych kanałach [1 lub 2] ? teraz to wszystko jest możliwe, aczkolwiek szanse nie są zbyt wielkie... chociaż... kto ich tam wie ;]
        • grek.grek Re: festiwal powtórek i... najnowsza nowość 13.11.11, 14:37
          niestety nie, Barbasiu... dzisiaj idę na "Dextera" i może uda mi się jakoś doczekać do "Peryferii" [późno dają, ale... rozkład pomieszczeń jest taki, że mam szansę ;)], z opisu - rumuński dramat obyczajowy, babka wychodzi na przepustkę z mamra, ale nie chce wracać, planuje ucieczkę z kraju - potrzebuje na to pieniędzy, odwiedza zatem kolejnych członkow
          rodziny, styka się z kolejnymi reakcjami na jej pojawienie się, kluczowym momentem ma
          być spotkanie z niewidzianym od dawna synem.

          hmm, brzmi chyba nieźle ? ciekaw jestem, spróbuję obejrzeć, mam nadzieję także coś napisać po seansie :]

          dzięki za "Wenus" - taka nowośc, tak wcześnie w telewizji... dlaczego nie w Jedynce albo Dwójce ? zwłaszcza, ze jeszcze przez jakiś czas będą chodzić na analogu, a Kultura jeszcze jakiś czas będzie niedostępna wszystkim z cyfry ? jak już będą TYLKO na cyfrze, to wtedy śmiało można co mniej komercyjnie rokujące filmy wrzucać na Kulturę, nie sądzisz ? ale... cóż poradzić... uparli się i już.

          więc, Barbasiu, sam dekoder do cyfrowego odbioru to jest plus-minus 150 zł [czyli, nie inaczej, jak wcześniej rozmawialiśmy]. jakkolwiek, ponoć lepsza opcja, to po prostu kupno nowego telewizora, z już wmontowanym nowym systemem.

          ja się już przymierzam. nie ma na co czekać. wymiana telewizora - u mnie raczej nie, na razie przynajmniej :] . a jak u Ciebie ?

          • barbasia1 Re: festiwal powtórek i... najnowsza nowość 13.11.11, 15:34
            >[późno dają, ale... rozkład pomieszczeń jest taki, że mam szansę ;)],
            haha :)))

            Zatem życzę pomyślnej emisji filmu rumuńskiego /późno, widzę, w programie/ opis, brzmi bardzo dobrze (perspektywa bohaterki kobiecej dodatkowo zaciekwia) oraz mocnych wrażeń na Dexterze /wiesz, wciągnęły mnie Twoje opowieści o Dexterze, aż jestem ciekawa dalszej rozgrywki Dextera z Trinity .../
            Wszelkie komentarze oczekiwane! :)

            Ja też na razie zadowolę się dekoderem / zależy mi najbardziej właśnie na TVP Kultura, na resztę, dziesiatki innych kanałów i tak czasu nie będzie .../, telewizor musi poczekać, pierwszeństwo mają ... remonty. :/

            :)
            • grek.grek Re: festiwal powtórek i... najnowsza nowość 14.11.11, 11:24
              "Peryferii" ucięło mi pierwsze 20 minut, problemy techniczne, niestety nadajnik, ktory obsługuje kanały publiczne na cyfrze jest jeszcze niezbyt mocny, taka prowizorka - ot, żeby szybciej juz było można oglądać; dobry, mocny, niezawodny sygnał będzie w czerwcu, kiedy będzie szedł już z głównego rozdzielnika. dzisiaj z głównego - na cyfrze idą kanały komercyjne i czeskie; publiczne, jeśli akurat są jakieś problemy, można nadal odbierać z analogowego... oprócz KUltury właśnie, bo ona tylko na cyfrze chodzi. uff, nieźle to namotane jest :]

              więc, Matylda wychodzi na jednodniową przepustkę z więzienia [ z tego, co można było wywnioskować poszła siedzieć za to, ze nie wypaplała o jakichś machlojkach swojego faceta/znajomego], nie chce tam jednak wracać - planuje ucieczkę z Rumunii. niestety, chyba w tych pierwszych 20 minutach mogło być powiedziane - dokąd, bo już do końca nie usłyszałem tej informacji. musi zdobyć na ten wyjazd pieniądze, bo pośrednikow, którzy ją przerzucą gdzie trzeba, już sobie zorganizowała.

              jej facet z nią pogrywa, chociaż kasę miał dla niej przygotować tak czy owak - za to milczenie w śledztwie i odsiedziane lata. gość wygląda na alfonsa średniej klasy, właśnie kleci... transakcję, chyba tak to można nazwać - jedną swoją dziewczynę "wypożycza" na jakąś zabawę. świadkująca przy tym handelku nasza bohaterka próbuje ją namawiać, zeby sobie dała spokój z tym całym procederem, zwłaszcza ze dziewczyna głośno mówi, ze się boi, że mogą ją tam źle potraktować. kiedy jednak słyszy "zostaw to, odejdź z tego interesu, zajmij się czym innym" reaguje wybuchem agresji, wyzwiskami i oskarżeniami o to, ze te życzliwe rady, to dlatego, ze Matylda "chce ją wygryźć i wskoczyć na jej miejsce".

              potem Matylda i ten "jej" facet jadą autem, po jakimś nadbrzeżu i ona zaczyna go atakować o pieniądze - daj i daj, wiem, ze masz itd. na to on się wnerwia, próbuje ją odpychać, aż samochód wypada z drogi, stacza się w dół, on traci przytomnośc, a ona zabiera mu kopertę z gotowką spod siedzenia i w nogi.

              zanim pojedzie, chce spotkać się z synem, który jest w domu dziecka. na miejscu Matylda orientuje się, ze bardzo realne, iż jej syn sprzedaje się pedofilom. nie spotyka go w samym internacie, ale poza nim, kiedy mały wysiada z samochodu podejrzanego typka. mimo protestów jego równieśnika, kolegi/kumpla, bijąc nawet tego dzieciaka, zabiera swojego syna i chodu. kupuje bilety na pociąg. mają jechać "nad morze", a to pewnie część planu ucieczki.

              w trakcie jazdy niby jakaś tam rodzi się jakaś więź między matką, a synem, przez lata rozdzielonymi. chłopiec raczej jest milczący, Matylda zmęczona, mają wspólną zabawę w jednym momencie - kiedy palą papierosy na korytarzu wagonu i dmuchają sobie dymem w twarz wzajemnie.

              potem ona zasypia. a on cichaczem wyciąga jej z torebki zakopertowane pieniądze, którymi się przed nim zdązyła wylegitymować, i na ostatnim przed docelową stacją postoju, korzystając z jej
              uśpienia - schrzania. po prostu, kasa za pazuchę, get out z pociągu i tyle go widzieli.

              w ostatniej scenie Matylda stoi przy barierce i patrzy na owo morze. nie ma syna, nie ma pieniędzy [czyli, nie ma za co uciekać], a ona sama ? wróci do więzienia ?

              zatem, morał wychodzi taki, ze kiedy człowiek wraca do świata, po latach, nie może być pewien dnia ani godziny. więzi, które kiedyś istniały, ale ktore teraz powinny zaistnieć - nie istnieją. facet nie poczuwa się do pomocy, syn nie chce nigdzie z matką jechać, nie jest ona dla nich nikim ważnym ani bliskim. nie ma jej dla nich.

              Ana Ularu, która gra Matyldę - bardzo ciekawa twarz, wyciągnięta gdzieś ze środka własnej indywidualnej percepcji, niewymuszona, wyzbyta maniery determinacja i bezkompromisowość jaką ma w sobie jej bohaterka, generalnie : interesująca, właściwymii środkami zrobiona rola.
              • grek.grek powyżej "Peryferie", tutaj "Dexter"/10 14.11.11, 11:58
                co do Dextera - pętla się zacieśnia ;]

                Dexter znów się zasadza na pana T., śledzi go, chce po porwać i tym razem bez skrupułów zgładzić. zna rozkład jego dnia, chce się na niego zaczaić pod kościołem, w którym Trinity się udziela podczas nabożeństw. Ale znów zostaje zaskoczony - zamiast na mszę, Trinity jedzie do
                centrum handlowego. udając policjanta-tajniaka porywa chłopca. po co ? dexter sam nie wie. Próbuje zatrzymać odjeżdzająćego autem T., ale nie udaje mu się. Trinity zapada się pod ziemię.

                zaczyna główkować, grzebać w aktach i dochodzi do malo wesołego wniosku, ze się wcześniej pomylił - że Trinity zabija nie trzy osoby w każdym rytualnym ceremoniale, a cztery. najpierw porywa i morduje dziecko. dopiero potem : kobieta w wannie [ktoś podobny do jego siostry, ktorą w ten sposób stracił przed laty] za nią kobieta zmuszona do samobójczego skoku z wysokości [tak zginęła jego matka, po śmierci jego siostry, i to jest osoba, którą zawsze Trinity wybiera na podobieństwo swojej matki, czyli musi mieć np. określoną ilość dzieci itd], a poxniej dojrzały mężczyzna zasztyletowany [tak Trinity swojego ojca zgładził, który go bił, po tym jak siostra i matka zmarły, i to też musi być ktoś podobny do jego starego sprzed lat].

                Dexter przegląda archiwa, korzystając,ze pracuje w policji, i wychodzi na to, ze podczas kazdego z cyklów zabójstw Trinity'ego, w kolejnych miastach - zawsze pięć dni wcześniej znikał chłopiec, 10-latek. teraz musi znaleźc pana T zanim małego pozbawi żywota.

                Jednocześnie trwa śledztwo policyjne, ktore prowadzi siostra Dextera, która straciła ukochanego [agenta FBI], w tajemnicznym zamachui, z ktorego sama ledwie wyszla cało. z części pozostawionych po nim szpargałów [resztę, myszkując po domu agenta skonfiskował Dexter i dlatego to on jest bliżej sprawy, działając w celu pomszczenia smierci agenta i postrzelenia siostry, o co podejrzdwa Trinity'ego] dowiedziała się, ze jej facet szukał właśnie niejakiego Trinity'ego. nie wie, ofk, ze jej spokojny brat z laboratorium, to killer, ani że teraz ten sam brat jest już tuż tuż obok Trinity'ego. ale dziewczyna nie jest głupia, kojarzy fakty, ustala, ze osoba strzelająca do niej/nich wówczas musiała być niskiego wzrostu, a według opisów agenta Trinity to osobnik postawny. zatem - kto do nich strzelał ? kgoo szukać ?

                i tutaj wyłazi wątek dziennikarki, romansującej z jednym z policjantów z wydziału, gdzie pracują Dexter i jego siostra. do tej pory wyglądała na pannicę, która po prostu chce przez łóżko zdobywać informacje z pierwssej ręki o co ciekawszych śledztwach, żeby je poźniej drukować w mediach.

                siostra Dextera przeglądajac medialne informacje na temat sprawy zastrzelenia jej faceta i swego własnego zranienia - znajduje artykuł napisany wlaśnie przez tę dziennikarkę. była ona na miejscu zdarzeń przed wszystkimi, daleko przed wszystkimi, wcześniej zarejestrowała się w hotelu blisko oddalonym od miejsca strzelaniny [późniejszej]. przypadek ? do tego wszystkiego - policja zdobywa DNA strzelca.

                chodzi teraz o to, zeby dziennikarkę jakoś sprawdzić. co ma z tym wspólnego. siostra Dextera zgadza się na wywiad, który od dawna chciała od niej dziennikarka uzyskać. prosi kolegę, zeby monitorował tę rozmowę. podczas niej podchodzi sprytnie babkę i zamiast odpowiadać na pytania sama ją nimi bombarduje, wzbudzając jej zdenerwowanie i panikę, niemal zmuszając do ucieczki.

                na końcu poprzednego odcinka, okazało się, ze dziennikarka, to córka Trinity'ego. Teraz okazuje się coś lepszego - to ona strzelała wtedy do siostry Dextera i jej faceta. przyznaje się do tego ojcu. spotykają się pokryjomu, gdzieś na parkingu. dobra córunia chciała w ten sposób chronić tatula,. o ktrórego morderczych zapędach, jak się okazuje, wiedziała od dawna, od dziecja, bo go kiedyś nakryła, jak w wannie oporządzał martwą kobietę. ale z miłości do tatka nic nikomu nie powiedziała, a teraz się okazuje, ze i nawet zabiła agenta FBI< który deptał tatce po piętach.

                ale - policja jest blisko. udaje się im, przy okazji jej pobytu na komisariacie, zebrać materiał DNA. porownują z tym z miejsca przestępstwa - bingo, zgadza się, rano następnego dnia gliny pukają do drzwi domu dziennikarki i wyprowadzają ją, po chwili, w kajdankach.

                tymczasem Dexter szuka chłopca przetrzymywanego przez Trinity'ego. idzie jak po grudzie. szuka głównie w domach, które stawia ta firma budowlana, którą prowadzi/w której pracuje/świadczy usługi Trinity. przeczesuje kolejne, stojące w stanie surowym budynki - nic.

                Trinity bawi się z porwanym dzieciakiem, cały rozstrzęsiony, powiada, ze "chodzi o to, żebyś zachował niewinność" - i tytułuje go swoim imieniem [Trinity w realu ma na imię Arthur]. czyli, zabija dziecko, ktore ma wyobrażać jego samego SPRZED tragicznego splotu wydarzeń w jego dzieciństwie, które w przyszlości owocuje seriami zabójstw popełnianymi przez dorosłego Trinity'go. a więc - wyrzuty sumienia ? mały, którego porwał, najpierw się burzy i buntuje, ale potem próbuje być miły, licząc na to, ze porywacz go wypuści.

                wreszcie, daje małemu lody ze srodkiem usypiającym. chłopak z apetytem zjada...

                Dexter uruchamia wszelkie swoje kontakty z drogówką, prosi, zeby szukali auta Trinity'ego -[fk, dla nich to "jakieś auto", oni nie wiedzą po co i kogo naprawde szuka Dexter], w końcu dostaje info, ze znaleziono właściwy samochód - drałuje na miejsce/ ofk, nie powiadamia policji, nikogo, to jego rozgrywka, jak zawsze, nikt sie nie może dowiedzieć, ze jest kim więcej/innym niż miłym, poczciwym Dexterem zajmującym się w policyjnym laboratorium śladami krwi z miejsc zabójstw. trafia akurat na moment, kiedy uśpionego chłopca, w foliowym worku, Trinity chce utopić w świeżo rozrobionym betonie. rzuca się z łopatą na pana T., wali go na odlew i nokautuje. wyciąga wór z betonu, chłopak na szczęście śpi, żyje, nie zdązył się udusić. Trinity za to znika...

                cdn. :] za tydzień.

                • barbasia1 Re: powyżej "Peryferie", tutaj "Dexter"/10 14.11.11, 16:41
                  Ufff! / ciary na plecach!/
                  Świetne!


                  W ramach podziękowań Tobie, ale i Wszytkim nam tu zagra: :)

                  Sara Tavares - portugalska piosenkarka, kompozytorka i gitarzystka, rocznik 1978 (jej rodzice pochodzą z Republiki Zielonego Przylądka, stąd jej oryginalna uroda)

                  www.youtube.com/watch?v=EmtP-wtj2ys&feature=related
                  • grek.grek Re: powyżej "Peryferie", tutaj "Dexter"/10 15.11.11, 13:05
                    gdzie Ty znajdujesz tak dobrą muzyke, i nieopatrzoną, świeżą ? :]
                    • barbasia1 Re: powyżej "Peryferie", tutaj "Dexter"/10 15.11.11, 13:35
                      Tu podejrzę, tam podsłucham! ;)

                      Fantastyczna muzyka, prawda! Zupełnie inna twarz muzyki portugalskiej, kojarzonej przeważnie z fado.

                      A jeśli wspominamy o portugalskim fado, to musi pojawić się Misia:

                      www.youtube.com/watch?v=WN2Ib_SmteI&feature=related

                      :)
                      • grek.grek Re: powyżej "Peryferie", tutaj "Dexter"/10 15.11.11, 15:16
                        hehe, no to masz dobry wzrok i dobry słuch, a do tego instynkt Cię prowadzi we właściwe miejsca :]

                        ... o czym znów można się przekonać, w związku z linkiem najnowszym.
              • barbasia1 "Peryferie" (2010) 14.11.11, 18:55
                I co jeszcze ciekawego - sposób, w jaki bohaterka dąży do upragnionej wolności, do ułożenia sobie życia (do uratowania syna), oddala ją z każym jej krokiem i z każdym czynem od tej wolności, z powrotem wpycha do więzienia albo w najlepszym wypadku skazuje na życie na marginesie, w dodatku w nieustannym ukryciu, w strachu przez aresztowaniem, z perspektywą kolejnych długich lat więzienia ...

                Właśnie, pytanie, co zrobi teraz bohatera, bo na moment refleksji, jak się wydaje, zdobyła się na końcu ...

                Ciekawy film. Mam nadzieję, że i ten film w lepszym czasie o lepszej godzinie powtórzą w TVP.

                I jeszcze kardry z filmu:
                Ana Ularu:
                www.filmweb.pl/film/Peryferie-2010-572535#picture-23
                i filmowym synem:
                www.filmweb.pl/film/Peryferie-2010-572535#picture-5
                • grek.grek Re: "Peryferie" (2010) 15.11.11, 13:10
                  ona, tak mi się zdaje, chce to zrobić zbyt szybko, w karkołomnym tempie; ma tylko jedną dobę do dyspozycji, więc uwija się jak może, jest niecierpliwa, chce całą drogę przebyć - z konieczności - jednym susem. to się nie udaje, bo chyba się udać nie może. nie da się zbudować więzi, czy też jej odkurzyć, w przeciągu tak króttkiego czasu, brak jest przestrzeni do wytworzenia się zaufania obopólnego. w niej jest sporo naiwności, np. zdaje się jej, ze skoro jest matką, to syn automatycznie zaakceptuje jej pomysł na ich wspólną przyszłośc. nie da się zignorować tak długiej rozłąki. wiesz, chyba błąd popełnia ona na początku, zakładając taki plan - ucieczkę. z drugiej strony, po wyroku mogłoby być jeszcze trudniej... cięzko to rozsądzić...
                  • barbasia1 Re: "Peryferie" (2010) 15.11.11, 13:40
                    Parafazując Nałkowską, życie bardzo łatwo jest zepsuć, a naprawić tak trudno.

                    • grek.grek Re: "Peryferie" (2010) 15.11.11, 15:15
                      ... i czasami tę prostą mądrość można dostrzec dopiero po fakcie.
        • pepsic Czarna Venus 13.11.11, 17:25
          Odrażający, brudni, źli - można by to odnieść do każdej postaci w filmie, reprezentantów elit i nauki, czyli tzw. wyższych sfer, poza paniami z burdelu. I wśród tego kwiatu bohaterka próbująca nadaremnie walczyć o godność.
          Barbasiu, przeczytałam zalinkowane artykuły, zgodzę sie z opiniami, film za długi, za bardzo obsceniczny, ciężki i trudny do wytrwania. Sprostowanie, Sartie nie była niewolnicą, była służącą i mamką w RPA, wyjechała, bo pan domu obiecał jej karierę artystyczną.
          • barbasia1 Re: Czarna Venus 14.11.11, 19:13
            Dzięki za ten komentarz, Pepsic.

    • maniaczytania Listy do M. 13.11.11, 18:59
      i ja Wam pozazdroscilam kina i sie wybralam, co prawda mniej ambitnie, ale bardzo milo spedzilam czas - calkiem przyzwoity film!
      • grek.grek Re: Listy do M. 14.11.11, 13:26
        krytykanty i krytyki, co to im się zawsze polskie kino nie podoba i kompleksem w gardle siedzi - także chwalą, więc coś w tym musi być...

        a może traumatyczna kiepścizna "Wyjazdu integracyjnego" mimowolnie podwyższa ocenę "LIstów" ? ;]

        będziesz go recenzowała u siebie na blogu ?
        • maniaczytania Re: Listy do M. 14.11.11, 20:11
          grek.grek napisał:

          > krytykanty i krytyki, co to im się zawsze polskie kino nie podoba i kompleksem w gardle siedzi - także chwalą, więc coś w tym musi być...

          maja racje, maja racje :)

          > a może traumatyczna kiepścizna "Wyjazdu integracyjnego" mimowolnie podwyższa ocenę "LIstów" ? ;]

          moze to miec wplyw, aczkolwiek mysle, ze niewielki, bardziej moim zdaniem, ma wplyw to, ze rezyser nie jest Polakiem ;)

          > będziesz go recenzowała u siebie na blogu ?

          mam taki plan, pewnie dzis albo jutro
          • grek.grek Re: Listy do M. 15.11.11, 13:13
            a no to poczytam :]
      • barbasia1 Re: Listy do M. 14.11.11, 18:57
        maniaczytania napisała:

        > [...] calkiem przyzwoity film!

        To cud! ;) Historia, której pary przypadła Ci szczególnie do gustu, Maniu?
        • maniaczytania Re: Listy do M. 14.11.11, 20:13
          Barbasiu - to bardzo trudno okreslic, bo te pary sa czasami, hmm, nie do konca parami, niekonwencjonalne? no nie wiem, jak to nazwac.
          Jesli chodzi o aktorow, to najbardziej mi sie podobal Piotr Adamczyk i jego postac, potem Maciej Stuhr. Ale najwiekszym atutem filmu jest dwoch malych chlopcow - sa genialni!
          I jeszcze fajna muzyka, i piekne zdjecia :)
    • grek.grek a może coś do poczytania ? 14.11.11, 15:39
      nie wnikając, czy Lisa Tomasza lubicie czy nie - czyta się tę jego opowiastkę naprawdę dobrze :
      polskabiega.sport.pl/polskabiega/1,105541,10636813,Tomasz_Lis_opowiada_Sport_pl_o_maratonskich_wzruszeniach.html
      • barbasia1 Re: a może coś do poczytania ? 14.11.11, 19:10
        Biegi - fantastyczna sprawa!

        Przypomnieliście mi Ty i Tomasz Lis, że dawno nie jeździłam na rowerze, heh.
        Coś trudno mi się przesiąść na rower stacjonarny ...
        :)
        • pepsic Re: a może coś do poczytania ? 14.11.11, 20:09
          No to mam jedną rzecz wspólna z panem Lisem. Wprawdzie nie przepadałam nigdy za biegami, ale na aerobiku zdarza mi sie układać w głowie wrażenia z filmów,niestety są ulotne niesłychanie.
          A wiesz Barbasiu, że mnie zdopingowałaś. W sezonie letnim pokonałam całkiem przyzwoitą liczbę kilometrów, pokonując do tego strach przed szczurami (tymi z piwnicy).
          :)
          • barbasia1 Re: a może coś do poczytania ? 17.11.11, 14:51
            W takim razie trzeba spisywać, nosić notesik i spisywać!

            To się cieszę, Pepsic!
            Właśnie, szkoda byłoby zaprzepaścić, tę kondycję , którą zdobyło się latem. Zimowe spacery też są przyjemne. Praktykuję od czasu do czasu.

            O! Plaga szczurów w piwnicy?






    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 14.11.11, 20:31
      Za chwile teatr powtórkowy "4 kawałki tortu" w reż. W. Smarzowskiego. Rzecz o adopcji.
      Chyba warto rzucić okiem.

      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 14.11.11, 20:59
        pepsic napisała:

        > Za chwile teatr powtórkowy "4 kawałki tortu" w reż. W. Smarzowskiego. Rzecz o
        > adopcji.
        > Chyba warto rzucić okiem.

        Z zapowiedzi w GW wynika, że dobra rzecz.
        Nie widziałam tego wcześniej ...
      • grek.grek "Fix", ze spojlerem 15.11.11, 13:58
        nie oglądałem niestety, napiszecie coś ?

        za to udało mi się zainstalować na Kulturze wczoraj [manewruję, jak mogę, hehe] - obejrzałem "Fix". amerykańskie kino, ale nie z mainstreamu. niezależne, sundance'owe, kamera z ręki, brak zawracania sobie gitary formalnościami. ot, esencja twórczości wszelakiej - totalny luz, zero napinania się.

        nie wiem, czy fabuła jest tutaj najważniejsza [o czym za moment], ale gwoli ścisłości : Milo i Bella odbierają z więźnia brata Milo - Leo. grozi mu dłuższa odsiadka, chyba że zgłosi się na odwyk. Leo jest narkomanem, dilerem [ksywa "Hermes", rozumiecie... ;)], złodziejaszkiem, zresztą... czy on nie jest, spytajcie, to będzie prościej odpowiedzieć. sprawa jest prosta - Leo może się wyłgać od mamra, ale musi się zgłosić na odwyk. pół roku leczenia, koszt : pięć tysięcy dolków. wychodzi czysty, jesli zerwie z prochami, to ma szansę "wyjść na ludzia".

        Milo i Bella, jego dziewczyna/koleżanka ?, mają mu pomóc dostać się do ośrodka, do godziny 20 dnia pańskiego, a do tego zdobyć w ciągu tych 24 godzin 5 tysięcy papierów, zeby było na wpisowe, bo inaczej amenus.

        zabierają go wprost z aresztu, w piżamie, bez butów... i ruszają - z jednego końca Los Angeles, na drugi koniec. jadą przez każdą możliwą dzielnicę : San Fernando, Beverly Hills, Monterrey, South Central, Venice... dzielnice azjatyckie, latyno, murzyńskie getta, downtown, co chcecie i gdzie chcecie.

        po drodze próbują skądś załatwić te pięć tauzenów. odwiedzają więc róznych ludzi : stukniętego producenta muzycznego, aktoreczkę-utrzymankę, aktora w tanim penthouse'ie, czarne getto, latynoski warsztat samochodowy, robiący za bazę przerzutową kradzionych aut [Leo ma na koncie takowe numery], spotykają latynoskim rockersów, podstarzałego artystę malarza-rzeźbiarza z imponującą brodą. zaglądają także do jakiejś podziemnej meliny, gdzie koksiarze dają w żyłę. odwiedzają kuratora Leo, jego kumpla na wózku, który trzyma w domu ciuchy, ktore Leo może wdziać pozbywając się mało gustownej pidżamy; po drodze zabierają też jego przyjaciółkę, Carmen. jedzą w wietnamskiej restauracji najdziwniejsze potrawy świata. itd itd

        z Leo nie da się spędzić 24 godzin bez kłopotów, więc po drodze kradną samochód z policyjnego parkingu. aby zdobyć słynne 5 tysiaków próbują sprzedać opasłego psa policyjnego, którego na jednym z przystanków od kumpli bierze Leo, zabierają znajomemu Leo sprzęt do robienia espresso - wart tysiąc, który akuratnie ten kumpel jest Leo winny za towar; wreszcie wchodzą w posiadanie funta marihuany, którą starają się komuś opchnąć.

        Leo wszyscy znają i on wszystkich. zupełny luz, rząd białych zębów, czarne okulary, nastroszona fryzura, buty a'la Elvis. jeden z tych bohaterów ekranowych, którego nie można nie lubić. też byście go polubili, albo go polubicie, jak obejrzycie ten film. tyle, ze ma problem z prochami, musi przyładować w żyłę, w którymś momencie, bo bierze go delirka, zimnica w gorący kalifornijski dzionek.

        brat, co pewien czas mu wyrzuca, ze w takie szambo się wpakował, ze z niego jest egoista. dowiaduje się w meksykańskiej dziupli [wyżej wspomnianej], ze Leo kiedyś zakosił Maybacha za 20 tysięcy. oczywiście, podejrzenie jest takie, ze tę kasę po prostu przepuścił z koksem. jakież więc jest zdziwienie brata, kiedy w tej podziemnej melinie koksiarzy dowiaduje się, ze Leo uratował kiedyś życie jednej z ćpunek, i jej dzieciom, wykupując ich długi i ocalając w ten sposób od eksmisji. skąd miał pieniądze ? heh, zgadnijcie... widzi swojego brata w zupełnie innym świetle. już nie tylko kocha go z domieszką krytyki, ale po prostu zaczyna szanować. rozumie, za co ludzie tak lubią Leo.

        wreszcie docierają na miejsce przeznaczenia, z pieniędzmi w kieszeni [sprzedali zioła zupełnie porąbamnemu producentowi - nie pamiętam : muzycznemu czy filmowemu, czy multiperformerowi, bo przedstawiał się strasznie nieskładnie, poza tym, ze chodził po wypasionym swoim domu w pełnym stroju bokserskim, włącznie z rękawicami na właściwych miejscach]. w ostatnim momencie zatrzymuje ich policyjna kontrola. banał : tylne światło nie świeci. ale Leo siedzący za kierownicą nie ma prawa jazdy, nie ma dowododu przy sobie, a nie świadectwa wozu. udaje mu się ubłagać glniarza, zeby ikch puścił, bo on musi na odwyk. udaje mu się. przy okazji pozbywają się tego psa. policjant go przygarnia. niestety, auto zostaje zatrzymane. ale mają już blisko do celu, spacerkiem w parę minut.

        Leo wchodzi na minutę przed upływem terminu do ośrodka. Milo i Bella zostawiają go tam i zadowoleni jadą do domu autobusem. Milo dzwoni do tego ośrodka, zeby się dowiedziec, jak sobie radzi jego brat. Godzinę po tym, jak go tam dostarczyli. Bella mu na to, ze to za wcześnie. Godzina dopiero minęła... ale on dzwoni. I dowiaduje się, ze Leo... uciekł.

        koniec.

        co w tym sensacyjnego ? chyba nic.
        dlaczego zatem warto ten film zobaczyć ? bo jest wciągający, bo jest hołdem dla L.A. pięknego, zielonego, poza downtown zupełnie podobnego do tzw. Polski B... tyle, ze to kalifornia i tam zawsze jest ciepło i bajkowo i nie ma jesieni ;] i są drogi dobre. zabudowa, przyroda okoliczna, to po prostu ma urok niezwykły. I to słońce. i jego zachód. i w ogóle - wszystko. Ameryka może być niefajna, ale Kalifornia jest wyjątkiem.

        filmowanie jest nonszalanckie, czasami z ręki, co ma imitować działanie samych bohaterów, bo jako zapaleni filmowcy Milo i Bella cały czas dokumentują tę wycieczkę. nie przepadam za taką formą, ale tym razem żadnych problemów z tym nie miałem, p[ełna akceptacja po dziesięciu minutach :]

        bohaterowie są do polubienia od pierwszej chwili. nie mają nic wspólnego z tzw. slackers czy jakimiś surferami czy innymi pustakami. są młodzi, są sympatyczni, nie pozują. Leo się wyróżnia, chciałoby się znaleźć coś, co w takim panu Luzaku zirytuje, ale nie ma nic takiego, nie ma po prostu. on taki jest. nie znam aktora, który go grał, ale chyba grał siebie :]

        Bellą jest Olivia Wilde, która, jak czytam, dłuższy czas udzielała się w "Dr.House", no proszę, hehe. pani Trzynastka, jak się dowiaduję. Wy pewnie znacie ją lepiej, bo ja z Housem do czynienia mam na stałe od niedawna, a z wcześniejszych epizodów, jakoś dziewczyny nie pamiętam. ale jest fajna. i to, ze z tele-gwiazdki wskoczyła w projekt alternatywny, znajdując w nim - na oko - sporo przyjemności : tym większą sympatię dla niej u mnie budzi.

        świetne zdjęcia L.A, cały przekrój społeczności, rózne miejsca, ludzie, klimaty. prawdziwa odyseja. jest kilka momentów, w których szeleści papier, kiedy napotykane postaci skarżą się czy to na policję zbyt agresywną, czy na trudne życie ćpuna, którego nikt nie rozumie, ale to są rzadkie momenty i giną w tlumie swobodnej jazdy bez zadęcia na publicystykę, a raczej na pokazanie kolorów wspólczesnej Kalifornii. znakomite ujęcia z dachu domu, na wzgórzu, gdzieś pod miastem, u dołu downtown z wieżowcami - patrzycie na to niebo w tle i możecie nie wiedzieć, jaki to film, ale wiecie, ze to Los Angeles :] nic nie poradzę, lubię ten styl i nie ma zmiłuj :]

        polecam bardzo. przynajmniej spróujcie :]

        • grek.grek Re: "Fix", ze spojlerem 15.11.11, 14:02
          p.s : znalazłem w jutubie trailer, pełni nie oddaje, ale zawsze jakoś tam zwiastuje z jaką
          konwencją ma sie do czynienia :
          www.youtube.com/watch?v=QkYdWFqPQ7Q
        • barbasia1 Re: "Fix", ze spojlerem 15.11.11, 14:37
          > nie oglądałem niestety, napiszecie coś ?

          Bardzo dobry spektakl.
          Wieczorem wiecej.

          > za to udało mi się zainstalować na Kulturze wczoraj [manewruję, jak mogę, hehe]
          I faktastycznie! :)))

          Ciekawa rzecz.


          :)
          • grek.grek Re: "Fix", ze spojlerem 15.11.11, 15:19
            orajt :]

            rzecz, wiesz, dla hobbystów może raczej... ale i niekoniecznie, bo nigdy nie wiadomo, kto co w sobie nosi i co w to coś utrafi, heh, w każdym razie - jeśli będziesz miała okazję [mieć będziecie], to nie zawadzi sięgnąć po "Fix", a nuż jakaś szufladka okaże się w Tobie [w Was] pasującą... :]
            • barbasia1 Re: "Fix", ze spojlerem 17.11.11, 15:01
              Ale wiesz co mi się podoba w tym filmie, co by mi się podobało, to własnie ta podróż, odyseja po Los Angeles, po mniej lub bardziej podejrzanych (i tych chyba jasnych też?) zakątkach, różne twarze LA.

              :)
              • grek.grek Re: "Fix", ze spojlerem 17.11.11, 15:29
                na pewno, słoneczne, zielone, różnorodne, L.A/Kalifornia mają swoje plusy, przynajmniej na ekranie... choćby i kloszardzi mają tam raj na ziemi ;]]
                • barbasia1 Re: "Fix", ze spojlerem 17.11.11, 15:42
                  grek.grek napisał:

                  > choćby i kloszardzi mają tam raj na ziemi ;]]

                  Elita kolszardów. ;)
                  • grek.grek Re: "Fix", ze spojlerem 18.11.11, 14:02
                    hehe, pięknie ujęte :] generalnie, jakby nie problematyczna sprawa wiz do Ameryki, to pewnie kalifornia cieszyla by się wzięciem wśród takowych osób z całego świata. o, ewentualnie mogą próbować przez zieloną granicę od strony Meksyku :]
      • pepsic Teatr telewizji "4 kawałki tortu" 15.11.11, 15:44
        Bez większych zastrzeżeń do strony aktorskiej, z uwagami z racji schematu czarno-białego bez podcieni. Toksyczna niezdolna do uczuć matka i tzw. trudne dziecko. Scena finałowa mi się podobala, realna i prawdziwa z syndromem dnia następnego czyt. kacem moralnym. I co jeszcze, denerwowała mnie natarczywy, jazzowy podkład muzyczny.
        Ogólnie nieźle.
    • pepsic "Pusty dom" kultura 23:50 15.11.11, 15:27
      W reż. Ki-duk Kima, tego od Łuku (było i tak jak!) i Wiosny, jesień, zimy.... Film bez słów, hipnotyzujący, do polecenia z czystym sumieniem, tym bardzije wobec doniesień Greka o rozpowszechnianiu się tvp kultury.
      • grek.grek Re: "Pusty dom" kultura 23:50 16.11.11, 13:17
        Pamiętam "Łuk" [swoją drogą, przerzuciliśmy tego towaru tutaj niemało, a tak jakoś tytuły zostają w głowie, chociaż można by sądzić, ze bardziej prawdopodobne by było zapomnianie ich, hurtowe] , Pustego domu" niestety nie obejrzałem wczoraj... może innym razem ?..

        a może go podlansujesz troszkę, Pepsic, hę ? :]
        • pepsic Re: "Pusty dom" kultura 23:50 16.11.11, 18:52
          Pozwolę sobie na przytoczenie tego, o czym sama również zapomniałam:
          forum.gazeta.pl/forum/w,14,105040899,108008217,Re_Pusty_dom_Wiosna_lato_tez_spojlery.html
          • barbasia1 Re: "Pusty dom" kultura 23:50 17.11.11, 14:17
            Namierzyłam już "Pusty dom" ...

            Pamięć taka ulotna, warto więc postawić kilka słów komentarza, choćby dla samego siebie!

            :)
          • grek.grek Re: "Pusty dom" kultura 23:50 17.11.11, 15:26
            no proszę, przegapiliśmy ten post... ale mamy tu bazę, hehe; jednak, pamięć ulotna, dobrze że jest wyszukiwarka - niedobrze, ze czasami wyszukiwarce wierzy się mniej niż pamięci własnej :]
          • barbasia1 Re: "Pusty dom" - muzyka Natacha Atlas 19.11.11, 16:57
            Przez cały film przewija się piękna piosenka Natachy Atlas "Gafsa" z jej płyty "Halim" (1997), śpiewana oczywiście ... po arabsku, niezły mix kulturowy, prawda!?:

            www.youtube.com/watch?v=Sj1RHoWPLdw
            www.tekstowo.pl/piosenka,natacha_atlas,gafsa.html
            :)
            :)
      • grek.grek Re: "Pusty dom" kultura 23:50 16.11.11, 13:19
        no może JESZCZE trochę, bo wstępnie już dostał od Ciebie kredyt ;]

        • barbasia1 Re: "Pusty dom" kultura 23:50 16.11.11, 16:02
          grek.grek napisał:

          > no może JESZCZE trochę, bo wstępnie już dostał od Ciebie kredyt ;]

          Filmy Kim Ki-duka są wyjątkowe!

          Podpisuję się pod słowami, prośbą Greka, Pepsic napisz jeszcze kilka słów, jeśli w ogóle oglądałaś (bo pora emisji był koszmarna).

    • grek.grek cóż na dziś ? 16.11.11, 15:04
      Nie ma co, propozycji wielkoekranowych godnych uwagi - dziś brak :]

      "House", ofk, oglądam, jutro Wam podlansuję, hehe.

      TVN daje remake katastroficznego "POsejdona", ale kto widział orydżynal, ten z mety będzie sceptyczny... taka to już karma remake'ów...

      Polsat się w środy bunkruje z/w amerykańskimi komedyjkami klasy D. nie wiem, co to za zwyczaj jakiś nierozumny ? chciałbym wiedzieć, jaka jest tego oglądalność... a mogliby w środy puszczać jeden dobry film, z jakiejś wyższej półki, miast dwóch-trzech słabych i kierowanych nie-wiadomo-do-kogo tak naprawdę.

      TVP 2 atakuje "Prawem ojca"... litości, to już 3 albo 4 raz w ostatnim kwartale... do upadłego, do upadłego...

      tvp1 zawala cale prime serialem "Rezydencja", który ponoć kompletnie się nie sprzedaje i drugiej serii nie będzie. może chcą po trupach skończyć chociaż pierwszą i czym prędzej przejść do emisji jakiegoś nowego gniota, który po dwóch miesiącach będą kończyć równie ekspresowo, żeby zacząć czwarte podejście ? i tak pewnie w koło macieja. tak jakby nie wiedzieli, ze sprzedać mogliby coś, co by kupili, a nie to, co sami wyprodukują, a już na pewno nie coś, co jest tylko zasłoną dymną dla rozdania góry szmalu zwietrzałym aktorzystom, biedującym po teatrach parweniuszom, i podlansowania [słowo klucz dnia dzisiejszego, hehe] paru nazwisk młodego pokolenia z nadzieją, ze wkrótce staną się one końmi pociągowymi stajni "TVP" i będą wózek ciągnąc na plecach tępego widza. jak się jednak okazuje, widz nie taki tępy, jak by się im mogło wydawać... pocieszająca konkluzja :]

      tak czy owak - udanego tv-wieczoru albo wieczoru innego typu, whatever jakiego :]

      • barbasia1 Re: cóż na dziś ? 16.11.11, 15:48
        > "House", ofk, oglądam, jutro Wam podlansuję, hehe.
        Świetnie doktorze Greku. Lubię podlansowanego przez Ciebie House'a. Bardzo lubię. :)

        Wczoraj Polsat dał ciekawy film (i to z wyjątkowo małym pakietem reklam ). "Dzielnica Lakeview". Z dobrym Samuelem L. Jacksonem. Rzecz o rasizmie, ale inaczej, przerotnie nieco, bo rasistą jest tu czarnoskóry policjant z LA, darzący niechęcią białych, który postanawia uprzykrzyć życie mieszanej parze (on biały, ona czarna), która właśnie wprowadziła się do sąsiedniego, własnego wymarzonego domu ... /No tak, zamiast zgodnie z obietnicą kometarz na temat spektalku napisać, załegołości na forum odrobić, to ja sobie film oglądałam, heh. Na swoje usprawedliwienie powiem, że nalatałam się wczoraj okropnie/.
        • grek.grek "House"'a lans, czyli... najlepszy odcinek serii ? 17.11.11, 13:03
          e tam, zdążysz napisać, co trzeba, nie pali się. aktualności są najważniejsze. a już dobry odpoczynek po aktywnym dniu - kluczowy :]

          nie widziałem "Lakeview", brzmi nieźle...

          co do "House'a"... ooo, to będzie optymalny lans - bo ten odcinek jest, wg mnie, najlepszy - od kiedy się tym serialem regularnie zajmujemy.

          pacjentką będzie matka Cudy. House wysnuje pewną teorię na temat jej stanu zdrowia, coś sprowokuje, potem się sytuacja zmieni, a House i Cudy, oraz reszta ekipy, staną wobec naprawdę dużych problemów, wyzwań i dylematów.

          nawet nie wiem, jak to opisać, zeby nie spalić czegokolwiek :]
          w każdym razie, będzie bardzo poważnie.

          ofk, metody House'a znów można będzie oceniać albo pro albo anty.

          mocna rozmowa House'a z rudą, oj kapcie spadną niektórym na widok twarzyczki doktora, jak z thrillera :] będzie się między nimi działo, ta rozmowa naprawdę będzie miała moc i jej konsekwencje natychmiastowe również, jakby to rozpatrywać na podobieństwo partii szachów, to House przewidział trzy ruchy naprzód w tej rozgrywce z nią... a wybory przed którymi staną, także cała ekipa - pod dyktando działań House'a, będą sporego kalibru. ofk, w oku cyklonu będzie przede wszystkim jego dziewczyna. to ona będzie miała tutaj największy ból potylicy, bo House będzie szedl naprawdę po bandzie.

          w dodatku, skoro matka mówi do swojej córki "kocham ciebie i twoją siostrę tak samo, ale ją bardziej od ciebie lubię" - no to też odpowiednio przyprawia okoliczności...

          pierwszy tekst - na wejściu, niezly :]

          "od wielu lat twoja matka, w sekrecie przekracza granicę meksykańską" - House do Cudy, nie zgadniecie o co chodzi, bo bynajmniej nie o podróżowanie, podpowiem. nie zgadniecie... wyjaśni się w trakcie projekcji.

          w tle ten mały czarny, co się z żoną rozchodzi. mimo bycia panem z billboardu, twarzą szpitala - ma problemy z kasą. żona załatwia mu rozmowę kwalifikacyjną w firmie prawniczej prowadzonej przez swojego brata. miałby tam pełnić rolę konsultanta medycznego. człowiek to bierze, a potem od razu ma problemy z powodu skrzywienia zawodowego... ale to w tle :]

          uff, chyba niczego nie wypaplałem. przygotujcie się na naprawdę dobry odcinek. wszystkie dotąd były udane, ale... ten stawiam na topie. zobaczymy, i ciekawe, czy się ze mną zgodzicie po obejrzeniu ? :]



          • barbasia1 Re: "House"'a lans, czyli... najlepszy odcinek se 17.11.11, 14:08
            I jeszcze Wojewódzkiego w ten wubieły wtorek obejrzałam! Cały wieczór z telewizją!

            Miło było widzieć , słyszeć, że Misiek Koterski wziął się wreszcie w garść, odbił od swojego osobistego dna. Teraz to zupełnie inny człowiek. No może nie tak zupełnie. ;)

            Zgadzam się z Dereszowską (też u Wojewódzkiego), że Borys Szyc kompletnie nie pasował do roli Jan Krynickiego, młodego poety, później żołnierza w "Bitwie Warszawskiej 1920" - to chyba najgorsza do tej pory rola Szyca - niewarygodny, nieprzekonujący (bo niestety z winy scenarzystów, papierowy, bez życia), może poza jedną sceną, na samym początku, kiedy Jan, wraca karetą z nocnej popijawy w towarzystwie kolegów, mający mocno w czubie Jan wstaje krzyczy na cały głos (cytat bardzo niedokładny): "Dadaiści, impresjoniści (tu jeszcze inni -ści), onaniści wszytskich krajów łączcie się". :)

            e tam, zdążysz napisać, co trzeba, nie pali się. aktualności są najważniejsze.
            > a już dobry odpoczynek po aktywnym dniu - kluczowy :]

            O Greku fantastyczny! Twa wyrozumiałość jest nieskończona! Czy ja Ci to już mówiłam? :}
            W takim razie opowiem Ci troszkę więcej o "Lakeview" za moment ...

            Brzmi nieźle, a nawet jeszcze lepiej!

            > "od wielu lat twoja matka, w sekrecie przekracza granicę meksykańską" - House d
            > o Cudy, nie zgadniecie o co chodzi, bo bynajmniej nie o podróżowanie, podpowiem
            > . nie zgadniecie... wyjaśni się w trakcie projekcji.

            Czyżby matka Cuddy jeździła do Meksyku po ... tanią teqiulę???


            A propos Meksyku i terqiuli, przypomina mi się cudna, zabawna anegdota, którą opowiadał, kiedyś w telewizji, albo w radio Wojciech Mann. Ponieważ znalazłam ją kiedyś spisaną (słowo w słowo ) w necie (nie wiem czy ta anegdota nie znajduje się też w wydanej niedawno autobiografii Manna, jak ją dopadnę to sprawdze i dam znać), nie będę jej już opowiadać własnymi słowami, tylko wkleję ten tekst, który znalazłam:


            "Kiedyś podczas pobytu w Stanach moi amerykańscy koledzy namówili mnie na wycieczkę do Meksyku. Nie miałem wizy i paszportu. Granice przekroczyłem nielegalnie. To był miły pobyt, ale kiedyś trzeba było wrócić - również nielegalnie. Koledzy pocieszali - na amerykańskiej granicy tylko co 10 kierowca jest sprawdzany, czy nie wywozi kobiet, tequili i innych zakazanych rzeczy. Kontrola trafiła na nasz samochód. Wprawdzie nie przewoziliśmy tequili ani kobiet meksykańskich, ale amerykański przygranicznik spojrzał mi w oczy i zapytał o dokument. Nie miałem. Bardzo grzecznie poprosił, abym wysiadł z samochodu i pieszo wrócił do Meksyku. Przez chwile wydawało się, ze jestem bez szans, ale widać zaintrygowałem go, bo zapytał: "Jesteś biały, mówisz po angielsku... Skąd się tu wziąłeś?" Powiedziałem, ze z Polski, to taki biedny kraj w Europie - i tu rzuciłem rys historyczny. Tak udało mi się go zmiękczyć, iż obiecał, ze jeśli koledzy przywiozą mój dowód tożsamości, to mnie do Meksyku nie wygna. Schwytałem się tej szansy. Oni ruszyli, ja zostałem. Była pełnia słońca, ze 40 stopni. Usiadłem na kamiennej ławce i gapiłem się, jak działają ci panowie, którzy mnie zatrzymali. W pewnym momencie z samochodu wracającego do Ameryki wyciągnięto z bagażnika wielki galon tequili. Ten pan, co go wykrył, kazał iść właścicielowi w moim kierunku. Tamten podszedł, otworzył galon i spytał, czy bym się napił? Na wszelki wypadek, żeby nie wywoływać konfliktów, napiłem się. Tequila w tej temperaturze smakuje dziwnie... Zorientowałem się, dlaczego on do mnie podszedł. Siedziałem oparty o kamienna rynnę, do której wszyscy przemycający alkohol musieli go wylewać. Jemu się zrobiło żal i trochę tequili wlał we mnie. Zobaczyli to amerykańscy przygranicznicy i facetów z przemycanym alkoholem perfidnie wysyłali z zaleceniem, żeby temu co siedzi przy rynnie, dąć się trochę napić. Po godzinie byłem nieprzytomny. Gdy przyjechali moi znajomi z paszportem, zanieśli mnie do samochodu. Ponoć Amerykanie obstawiali, ile jeszcze wytrzymam. Powiedzieli, ze faktycznie musze być Polakiem, bo Amerykanin by po tym umarł. A ja jeszcze miałem otwarte oczy."

            Powyższy tekst wzięty stąd:
            www.ipon.pl/forum/showthread.php?tid=1490

            :)

            • grek.grek Re: "House"'a lans, czyli... najlepszy odcinek se 17.11.11, 15:24
              mnie się ten jego szoł chyba przejadł... :] w sumie, kto zacz ten Koterski ? wiesz, parę razy mignął w kamerze, jest synem reżysera filmowego i, z tego co się orientuję, stałym gościem portalu plotkarskiego, który bierze na obcasy każdego, kto sobie przylepia na czole łatkę "celebryty". a pan Kuba powiada temu chłopakowi "ludzie cię nie lubią, bo odniosłeś sukces, tak to jest w tym kraju" :]

              słowo daję, czy bycie obrzyganym przez Pudelka, to jest miara sukcesu w tej branży ? rola w serialiku żałosnym ? udział w kiczowatym konkursie śpiewaczym-tanecznym ? podarcie Biblii ? to są synonimy "sukcesu" ? wiesz, mnie to trochę odstręcza od tego telewizyjnego gabinetu osobliwości. dobrze, ze czasami na tę kanapkę kogoś ciekawego uda mu się zwabić, ale to są tak rzadkie momenty... głównie zaludniają ją bylejakości, znane z tego, ze są znane z "Faktu", albo właśnie Pudelka :]

              wiesz, Barbasiu, mnie się zdaje, ze aktor Szyc przesadza z obecnością własną. pisałem kiedyś, pisaliśmy już o tym. niby ma moment, niby powinien korzystać z tego zapotrzebowania na swoje usługi, ale to odbiera mu pewną wiarygodność, ciekawośc, jest już wszędzie i przez to się opatrzył, a momentami - jak wynika z Twojej recenzji - jest obsadzany na upartego, bo "jest na fali"... czasami warto powiedzieć "nie, dziękuję, innym razem", aczkolwiek... czasy bohemy artystycznej się chyba definitywnie skończyły i skończyła sie sztuka, zaś zaczęła się pogoń za czymkolwiek i pompowana wszelkimi sposobami prosperita...

              hehe, na ciekawe rzeczy można poczekać. dzięki z góry za "Lakeview".

              hehe, zupełnie nie o tequilę tu będzie chodziło ;] przekonasz się wieczorem.

              anegdota - pierwszorzędna. Dzięki Ci za nią :]
              • barbasia1 "Dzielnica Lakeview" 17.11.11, 20:31
                Rzecz dzieje się LA (nadchodzi lato, w okolicy szaleją pożary), pod pusty dom na sprzedaż, sąsiadujący z domem Abla Turnera miejscowego policjanta , wdowca z dwojgiem dzieci , córką i synem w wieku szkolnym, podjeżdża kabriolet, w którym siedzi para - młodziutka czarnoskóra kobieta ze starszym siwowłosym ciemnoskórym mężczyzną, idą na teren posiadłości, oglądają ją, a potem dziewczyna uradowana, ściska i całuje starszego pana, Abel przygląda się tej osobliwej parze, którą dzieli spora różnica wieku parze z lekkim zdegustowaniem. Później przyjeżdża samochód bagażowy z meblami i różnymi bagażami. Młody biały mężczynza wynosi bagaże. Abel ze skośnookim sąsiadem przyglądają się młodemu facetowi, jak wynosi bagaże do domu, skośnooki pyta Abla, czy poznał już sąsiadów, Albel na to, że jeszcze nie, że poczeka aż facet od przeprowadzek skończy ...

                Abel , jak przystało na rasowego policjanta, obserwuje bacznie przez okno, co się dzieje na podwórku u nowych sąsiadów, widzi ich siedzących na tarasie, coś jedzą, za chwile starszy pan odchodzi, by porozmawiać przez telefon, w tym momencie biały facet od przeprowadzek przysuwa się do młodej ciemnoskórej dziewczyny i całuje ją, patrząc czy starszy pan nie widzi. Abel, aż przysiada ze zdumienia i kreci głową na widok takiej niegodziwości....

                A potem starszy pan wyjeżdza (samochodem z szoferem! ), młodzi go żegnają, okazuje się, że to był to ojciec tej młodej kobiety, zaś jej mężem jest biały „facet od przeprowadzek”... Młodzi to Chris i Lisa, to oni kupili dom w sąsiedztwie Abla, swój pierwszy, wymarzony, dom, zresztą bardzo piękny, ładnie położony z widokiem na wzgórza LA, z basenem koło domu ... Wymarzony dom ...

                Pierwszej nocy Chrisa budzą ostre światła halogenów, które , jak się okazuje , sąsiad za instalował na swoim placu tak, że silne światło wpada wprost do sypialni młodych, nie dając spać.

                A rano Chris za wycieraczką swojego samochodu, stojącego na ich posesji, znajduje mandat, a właściwie druczek mandatu z ostrzeżeniem, z komentarzem napisanym z tyłu, by przestrzegał zasad i prawidłowo parkował... oczywiście, jak się domyślają od sąsiada policjanta Abla, który właśnie wyjedża autem do pracy i macha do nich z fałszywym uśmieszkiem. ..

                Wieczorem Chris wraca zmęczony do domu, zatrzymuje się w pewnej odległości od swojego domu, w pobliżu domu Abla, by w tajemnicy przed żoną dla rozluźnienia zapalić skręta (jak mówi - „papierosa organicznego”) , nagle słyszy, ktoś puka w szybę auta, Chris widzi sylwetkę czrnoskórego mężczyzny, opuszcza szybę i nagle orientuje się , że ma przy skroni pistolet, a facet trzymający pistolet, każe mu oddać mu potrfel, Chris oczywiście daje. Facet każe wyłączyć mu CD z rapem, którego właśnie słuchał Chris. Chris przerażony, wykonuje posłusznie polecenie, ale za chwilę wyłania się znajoma twarz Abla, który odczytuje z prawa jazdy dane Chisa (Chris Mattsen), i sam się mu przedstawia, i zaraz strofuje Chrisa, że jest bardzo nierozważny otwierając obcemu okno w aucie. Tak się sąsiedzi poznają . Abel wypytuje go o to skąd pochodzi , gdzie pracuje itd... Na koniec niby żartem mówi zgryźliwie, że choćby Chris całą noc słuchał rapu, to i tak, kiedy obudzi się rano, będzie biały ... i zostawia zdegustowanego Chisa, który nie wie, co o tym wszystkim ma myśleć...


                Kiedy Lisa i Chis leżą już w łóżku okazuje się, że przestała działać kilmatyzacja. Chris idzie sprawdzić , okazuje się, że obudowa jest rozkręcona, obok leży niedopałek papierosa (skręta ?) przebity śrubką od obudowy . Chris chyba się domyśla, skąd papieros (skręt),ale nic nie tłumaczy żonie ...

                Abel obserwuje cały czas młodych ich czułości, pocałunki, ich radość z pierwszego wspólnego wymarzonego domu, widzi całujących się namiętnie w basenie (zresztą jego dzieci też widziały przez moment tę scenę) i coraz większa narasta w nim niechęć do sąsiadów ...

                Na drugi dzień Chris wspomina Ablowi o ostrych światłach, prosi by sąsiad je wyłączył ,zanim nie założą zasłon. Ale Abel tłumaczy obłudnie, że dzielnica niespokojna, że nieopodal zbierają się dzieciaki z marginesu i zdarzają się włamania, dlatego te światła. Przy okazji czyni aluzję do scen w basenie poprzedniego dnia, Chis domyśla się, że ten widział ich kochających się w basenie, jest tak zmieszany, że w końcu już nie naciska w sprawie świateł... zresztą nadchodzą dzieci Abla i ten przedstawia dzieciom nowego sąsiada ...

                A potem dzieci poznają Lisę, kiedy ich piłka wpada do basenu Mattsenów, która zaprasza ich i ich ojca na imprezę powitalną, czyli po naszemu na parapetówę za dni kilka.

                W międzyczasie Chris znowu odwiedza Abla i prosi go o wyłączenie reflektorów, ten znów obłudnie tłumaczy , że nie miał czasu, bo to skomplikowana technicznie kwestia. Chris chce już odejść, ale Abel zabiera go na obchód po okolicy , opowiada o mieszkańcach, koncentrując się na tych złych (a to jednen (Sokorsky! Sakorsky!), bije żonę, drugi to diler narkotyków ,co chwilę zmienia auto). W końcu raz od słowa do słowa znowu wypomina ze złością nieprzywoite sceny w basenie, „pływanie synchroniczne” to, jak „Chris zabawiał z żoną” na oczach jego i jego dzieci i sugeruje wprost, by młodzi przenieśli się w miejsce, gdzie, jak się wyraził , toleruje się takie rzeczy ...

                Chris wraca wstrząśnięty do żony, mówi jej jawnej niechęci do nich Abla , ale żona mu nie dowierza.

                A potem nadchodzi piątek i parapetówka u Mattsenów. Przychodzi Abel , bez dzieci, jest zgryźliwy , złośliwy dla wszytskich, przy żonie Chrisa , gościach wypomina mu, że zaśmieca jego trawnik niedopałkami skrętów, tym samym wyjawia jego mały sekret, o co potem Chris ma pretensję do niego.

                Lisa wreszcie dostrzega, że Chis chyba ma rację w sprawie Abla, zwłaszcza, ze reflektory wciąż nie wyłączone, wciąż przeszkadzają spać pomimo zasłon ...

                Potem ktoś w nocy włamuje się do ich garażu, przecina opony auta. Przerażeni wzywają policję. Mąłżonkowie podejrzewają już Abla , ale oczywiście dowodów nie mają, więc nawet nie mają odwagi, by donieść policji na policjanta.

                Chris w końcu z bezsilności montuje na ścianie ich domu wielkie reflektory, które świecą wprost do sypialni Abla. (na pytanie żony, co to da, powiedział, że będzie miał przynajmniej satysfakcję , że dokuczył Ablowi ) Teraz Abel spać nie może, więc jest jeszcze bardziej wściekły na sąsiadów. ..

                cdn

                Jutro też odpowiem na Twój post.
                :)
                • grek.grek Re: "Dzielnica Lakeview" 18.11.11, 13:58
                  niezla opowieść, czekam z ciekawością na ciąg dalszy, Barbasiu :]

                  próbuję sobie przypomnieć kiedy, i czy w ogóle, Samuel L. Jackson odgrywał szwarccharakter jakiś.... ??

                  • barbasia1 Re: "Dzielnica Lakeview" 18.11.11, 14:33
                    :)
                    Dzięki! / na szczescie mam pogląd na fim, dzięki czemu łatwiej mi opowiedzieć treść / Będzie dziś, ale troszkę później ...

                    Pamiętem, że Samuel L. Jackson odgrywał rolę szwarccharaktera w komedii z Eddiem Murphym "Książę w Nowym Jorku" (rok 1988). Był to mały epozod. Saamuel L. Jackson wpada z dziką miną oraz giwerą do fastfudowego baru, w którym pracuje podający się za studenta książe Akeem (Eddie Murphy) i żąda od barmana całego utargu, wszyscy przebawający w barze klienci, pracownicy przerażeni chowają się się pod stołami, nawet postawny facet córki własciciela lokalu chowa się za wielki bufet, tylko Akeem odważnie podchodzi do napastnika o twarzy S. L. Jacksona, sprytnie odwraca jego uwagę, powala go na ziemie, obezwładnia, czym budzi wielki podziw oraz uwielbienie dziewczyny, na której mu zależy, owej córki właściciela baru, która przez przypadek też jest akurat w knajpie ... ;)


                    Grekuuuu, po co matka Cuddy jeździła do Meksyku? Poszłam do kuchni po ... malutką kanapeczkę. Akurat w tym kluczowym momencie! :// (Ale byłam zła na siebie) Do tego faceta, z którym, jak wyznała, spotyka się na seks?

                    :)
                    • grek.grek Re: "Dzielnica Lakeview" 18.11.11, 15:24
                      w porządku, nie ma problemu :]

                      a pamiętam tę scenę, aczkolwiek dopiero teraz mi się wyświetliła, kiedy Ty ją przywołałaś [masz pamięć niekiepską, swoją drogą, ja bym za chiny ludowe tak sam z siebie nie skojarzył tej sceny]...

                      hehe, wiesz, wg mnie cała zabawa na tym polega, ze ona do Meksyku nie jeździła, a zwrot "przekraczać niejednokrotnie granicę mekyskańską" oznaczał "mieć meksykańskiego kochanka na pelny etat" :] wg mnie, bo jesli dobrze usłyszałem, to ten Meksykanin nawinął się jej w Ameryce, był budowlańcem, ogrodnikiem, czy kimśtam; dlatego ten zwrot wydał mi się zabawny.
                      • barbasia1 Re: "Dzielnica Lakeview" 18.11.11, 16:21
                        Good! :)

                        Wiesz, ja calkiem niedawno, w październiku chyba przypomniałam sobie "Księcia w Nowym Jorku, zresztą nawet o tym wspominałam na forum , więc mogę powiedzieć, że mam film, tę scenę świeżo w pamięci, ciągle.

                        HA! Świetny koncept! Nie załapałam, bo oczywiscie nie słyszałam kluczowego fragmentu konwerasacji, przrz tą cholerną kanapeczkę ( z tunczykiem w sałatce meksykańskiej zresztą ). Heh i spaliłam koncept! Ale dzięki za ratunek i wyjaśnienia. Bardzo fajny zwrot, elegancki eufemizm, kryjący informację o romansie, o prozaicznym trójkącie małżeńskim ...

                        :)
                        • grek.grek Re: "Dzielnica Lakeview" 19.11.11, 13:07
                          pamiętam, wspominałaś faktycznie... świeżą wiedzę masz :] ale skojarzenie bardzo dobre, niezależnie od tego.

                          kanapeczka niczego sobie ;]

                          • barbasia1 Re: "Dzielnica Lakeview" 19.11.11, 15:39
                            grek.grek napisał:

                            Kiedy oglądam film po raz ktoryś z kolei to w oko wpadają szczegóły, których wcześniej nie dostrzegałam. Właśnie tak było z barowym napastnikiem o twarzy S.L. Jacksona. Dopiero teraz , za kolejnym podejściem do "Księcia" uzmysłowiłam sobie, że to S.L. Jacskon gra w tym epizodzie.

                            > kanapeczka niczego sobie ;]
                            hahaha :)

                            ;/ Lepszy byłby jogurcik, wiem. ;)
                            • grek.grek Re: "Dzielnica Lakeview" 21.11.11, 13:35
                              hehe, jedno i drugie może być :]
                    • grek.grek "Dzielnica Lakeview"/kino-premiery 18.11.11, 15:39
                      dwie ciekawe premiery, albo prawie-że-premiery :]

                      wyborcza.pl/1,101708,10648813,Ten_hochsztapler_Szekspir.html
                      wyborcza.pl/1,101708,10655862,Twarz_Wieckiewicza.html
                      • barbasia1 Re: "Dzielnica Lakeview"/kino-premiery 18.11.11, 16:26
                        Tytuł drugiego filmu, z Więckiewiczem obił mi się już o uszy, natomiast o tyym najnowszym filmie o Szekspirze, przyznam, nic nie słyszłam, nic nie czytałam ...
                        Dzięki za linki, Greku, poczytam później.
                        :)
                        • barbasia1 Re: "Dzielnica Lakeview"/kino-premiery 18.11.11, 16:42
                          Więckiewicz ma dobry rok w kinie, niedawno na ekrany z jego udziałem weszły "Baby są jakieś inne", teraz "Wymyk", wkrótce, na początku stycznia polska premiera filmu Agnieszki Holland "W ciemności" z nim w roli Leopolda Sochy, złodziejasza, który zdecydowal się pomagać ukrywającym się w czasie wojny Żydom. Każda kolejna rola inna, ciekawa na swój sposób (podglądam artykuł Sobolewskiego o "Wymyku") ...

                          :)
                          • grek.grek Re: "Dzielnica Lakeview"/kino-premiery 19.11.11, 13:10
                            zdecydowanie, i zdaje się nie pogrywa w serialikach rozmaitych, nie podkłada głosu w reklamach, nie sprzedaje pietruszki na bazarze... w przeciwieństwie do aktora Szyca. ambitniejszy jest. i, jak sam mówił w jednym z wywiadów, które, Ty albo Pepsic - nie pamiętam dokładnie, linkowałyście - nie zależy mu na tandetnej "obecności', a wyłącznie na dobrych rolach ekranowych. stara szkoła. dobra stara szkoła :]

                            właśnie, jego rola "W ciemnościach", to ponoć materiał na jakąs nagrode miedzynarodową.
    • grek.grek tyle na dziś, a jakoby nic ;] 19.11.11, 15:09
      talent-szoły, filmy różne i rózniste, a w sumie... trudno wskazać coś, co by było naprawdę
      warte polecenia, co by można wziąc na sumienie własne, hehe. polskie stacje starają się przeciętnie, albo i w ogóle się nie starają.

      • maniaczytania Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] 19.11.11, 15:20
        a ja mam maly dylemat ;)

        bo na dwojce komedia z Travolta (nie widzialam wczesniej), a na TVN kontynuacja romantic comedies - dzis "Kobiety pragna bardziej" :) I co tu wybrac?

        A jesli nie ogladales/ogladaliscie, to ja moge polecic "Przepowiednie" na TVP1 o 22.35 - bylam kiedys w kinie.
        • barbasia1 Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] 19.11.11, 16:18
          > tyle na dziś, a jakoby nic ;]
          haha :)

          Dziś lekkim repertuarem, komediami obrodziło i to całkiem świeżymi w wiekszości: Dwójka daje "Stare wygi" (2009) z Travoltą i Robinem Williamsem /w dod.TV/ GW tak pisza: "Wychowanie wg Disnaya: partnerzy biznesowi muszą zajać się bliźniakami - owocem przelotnej przygody miłosnej"/

          TVN serwuje komedię romantyczną, na którą Mania ma chętkę - "Kobiety pragną bardziej" (2009!) /"Mieszkańcy Baltimore w poszukiwaniu szczęścia i miłości w bardziej sformalizowanych związkach. Plus zastęp gwiazd do do podziwiania" dod. TV/GW/

          Polsat po komedii "Prawdziwe kłamstwa" (1994) z Arnim i Jamie Lee Curtis, daje "Pociąg do Darjeeling" (2007), który zapowiada się nad wyraz interesująco- wg. dod.TV/ GW -"Trzej bracia wyruszają w podróż przez Indie, by odnaleźć matkę, która zamkneła się w himalajskim klasztorze. Plus specyficzny dowcip".

          TVP1 się wyłamuje thrillerem "Przepowiednia" ("w duchu z "Archiwum X"), który Mania poleca.

          To co, każdy wybiera sobie coś innego i jutro zdaje relację, tak?

          :)
          • grek.grek Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] 20.11.11, 13:14
            spóźniłem się na apel :] nie obejrzałem niestety żadnego filmu... dzisisaj nadrobię Dexterem, rzecz się zbliża do rozwiązania i powinno być thrilllerowo na pełny regulator. pojawię się ze spojlerem, ofk, hehe. no a jak Dexter, to może coś się na drugą nogę przydarzy ? :] zobacze, jakby co - nie omieszkam napisać/opisać.

            a jak u Ciebie, wybrałaś coś z tego zestawu ?
            • barbasia1 Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] 20.11.11, 14:06
              Więc ogladąłam jednym okiem - bo w tym samym czasie piekłam ciasteczka owsiane /po raz pierwszy po dłuższej przerwie (a i jeszcze miałam szczery zamiar dokończyć opowieść o filmie "Dzielnica Lakeview", ale trzech rzeczy naraz już się nie dało zrobić :/ - komedie "Kobiety pragną bardziej". Rzecz to o poszukiwaniu miłości, szczęścia we współczesnych czasach, to poszukiwanie nie zawsze kończy się skucesem, nie mnie mniej jednak przesłanie filmu, ma wydźwięk optymistyczny, mówi o tym by nigdy nie tracić nadziei.

              Bohaterami są różni, ciągle jeszcze młodzi ludzie - para żyjąca w niesformalizowanycm związku i małżenstwo ze sporym stażem (bo zawarte bardzo wcześnie) oraz rzesze singli (np. wieczny podrywacz, nie traktujący kobiet poważnie) i singielek szukających swojej tzw. drugiej połówki, poważnego związku, stabilizacji...

              Jedną z takich singielek gra seksowna tu bardzo Scarlett Johansonn w roli trenerki czegoś_tam, która uwodzi żonatego przystojniaka, ale potem go rzuca, nazywając nędzną podróbką mężczyny po akcji z seksem w biurze faceta ...

              Otóż Scarlett zjawia się w biurze faceta, opowiada mu o swoich postępach z wydaniem płyty (ma ambicje zostać piosenkarkę), ten z apetytem rzuca ją na biurko, namiętnie całuje, miętosi jej całkiem spory biuścik ;) i ... nagle słychać pukanie, facet myśli, że to jego sekretarka, w uprzejmych słowach każe jej spadać. Ale okazuje się, że to nie jest sekretarka, ale jego własna żona faceta, więc ten każe schować się Scarlett w drugim pomieszczeniu, a może to była szafa? Wpuszcza żonę, próbuje się jej pozbyć, ale żona zaczyna się rozbierać przed nim i pyta czy chce ratować ich małzeństwo, a on na to, że tak , żona siada mężowi na kolanach, całują się namiętnie (a wczesniej od dawna seksu nie było)... Po wszytskim żona wychodzi, za chwilę z szafy wypada jak z katapulty czerwona ze złości Scarlett, która wyzywa faceta od najgorszych oraz nędznych podórbek (on miał dla niej zerwać z żoną ) i oświadcza, że się więcej nie spotkają (inny facet, z którym spotykali się na sex proponuje jej wspólne życie, specjalnie dla niej chce kupić mieszkanie, ale ona odmawia, nie kocha go, zostaje sama, na razie ...)

              :)


              Ależ jestem ciekawa Dextera!!! :)
              • barbasia1 Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] 20.11.11, 14:31
                Świetny tekst, sporo mówiący o czasach w których żyjemy, miała jedna z bohaterek singielek, grana przez i Drew Barrymore.

                Inna singielka, grana przez Drew Barrymore, bardzo nowoczesna i sprytna kobieta w randkowaniu i szukaniu faceta posługiwała się wszytskimi dostępnymi zdobyczami techniki, które, jak się okazało miast pomagać, jeszcze bardziej utrudniały, komplikowały kontakty między nią, a nowo poznanymi facetami. Skarżyła się koleżance / mialam podgląd na tekst/: "Jeden nagrał mi się w pracy. Zadzwoniłam do niego z domu. On wysłał mi maila na smatfona (BlackBurry). Ja napisałam sms na jego komórkę, a on mi maila na konto domowe. Istne wariactwo". I dalej - "Gdzie te czasy, kiedy miało się jeden numer i jedną sekretarkę, sekretarka miała jedną kasetę , jedna kaseta miała wiadomość od faceta albo nie. Dziś trzeba sprawdzić masę różnych portali, żeby dostać kosza od 7 technologii. Można się wykończyć".

                Alez zmieniły się czasy!

                :)

                • barbasia1 Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] 20.11.11, 14:34
                  Inna singielka, grana przez Drew Barrymore, bardzo nowoczesna i sprytna kobieta w randkowaniu i szukaniu faceta posługiwała się wszytskimi dostępnymi zdobyczami techniki, które, jak się okazało miast pomagać, jeszcze bardziej utrudniały, komplikowały kontakty między nią, a nowo poznanymi facetami. Skarżyła się koleżance / mialam podgląd na tekst/: "Jeden nagrał mi się w pracy. Zadzwoniłam do niego z domu. On wysłał mi maila na smatfona (BlackBurry). Ja napisałam sms na jego komórkę, a on mi maila na konto domowe. Istne wariactwo". I dalej - "Gdzie te czasy, kiedy miało się jeden numer i jedną sekretarkę, sekretarka miała jedną kasetę , jedna kaseta miała wiadomość od faceta albo nie. Dziś trzeba sprawdzić masę różnych portali, żeby dostać kosza od 7 technologii. Można się wykończyć".

                  Alez zmieniły się czasy!
                  • grek.grek Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] 20.11.11, 15:21
                    uratowałaś honor załogi :] jak tak opisujesz, to ten film brzmi nawet przystępnie, jak dla mnie, który nie za często się w takie klimaty wpuszczam czy tez daję wpuścić.

                    hehe, wygląda, oprócz tego, że faceci to niestety gamonie, nienadążający w "tych" i nie tylko tych sprawach za babkami, które w coraz większej są kropce, bo czasami się taki przydaje, a skąd ich brać ? hehe. trochę na wesoło, a może trochę na poważnie ? kobieca ofensywa. może to właśnie feminizm jest ? hehe. nie rewolucjonistki, co nie depilują pach, palą staniki i całowanie w rękę traktują jak zniewagę, a właśnie te podkreślające, stawiające na urodę i wykorzystujące dla własnych korzyści to, co w zachowaniach facetów wobec kobiet feministki piętnują - to jest właśnie kobiece "wyrównywanie szans" ? przyzwolenie na przejmowanie inicjatywy, osiąganie celów.
                    • maniaczytania Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] 20.11.11, 15:34
                      grek.grek napisał:

                      > uratowałaś honor załogi :] jak tak opisujesz, to ten film brzmi nawet przystępnie, jak dla mnie, który nie za często się w takie klimaty wpuszczam czy tez daję wpuścić.

                      nie tylko Barbasia - ja tez obejrzalam ten film :)
                      Jak dla mnie troche ... nudny byl. Jedyny watek, ktory mi sie podobal w miare, to ten Gigi i Alexa. Reszta strasznie schematyczna i sztampowa. I troche denerwowaly te wstawki z ludzmi 'z ulicy", ktorzy odpowiadali na zadane tezy.
                      • barbasia1 Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] 20.11.11, 16:30
                        Całości niestety nie mogę ocenić, bo oglądałam tylko fragmentarycznie. We fragmentach nie prezenował się źle.

                        A mnie się nawet podobał pomysł ze wstawkami tekstów, które wypowiadają "ludzie z ulicy".

                        Dwie ciemnoskóre babeczki mówią, jak ci facet mówi, że jesteś wspaniałą, fantastyczną kobietą i że juz zazdrości temu, kto się z tobą ożeni, to znaczy, że zerwał/ zrywa?/ zerwie? / z tobą, nie zależy mu na tobie... ;)

                        W filmie jednym z głównych motywów było interpretowanie zachowań i wypowiedzi innych, kobiet, mężczyzn, o oczywiście w relacjach damsko-męskich...
                    • barbasia1 Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] 20.11.11, 20:49
                      :)))
                      Myślę, że ten film dałbyś radę obejrzeć!

                      > hehe, wygląda, oprócz tego, że faceci to niestety gamonie, nienadążający w "tyc
                      > h" i nie tylko tych sprawach za babkami, które w coraz większej są kropce, bo c
                      > zasami się taki przydaje, a skąd ich brać ? hehe

                      chichichichichi :)))
                      Yyy, Grekucha, a TY nie jesteś może trochę za surowy dla facetów, co? ;)))

                      >kobieca ofensywa [...] przyzwolenie na przejmowa
                      > nie inicjatywy, osiąganie celów.


                      O, tak, tak.

                      W filmie to kobiety częściej przejmują inicjatywę w sprawach damsko-męskich. Bohaterka grana przez Jennifer Aniston oświadcza się (trochę powodowana desperacją) swojemu facetowi,z którym, jest w siedmioletnim związku, a kiedy ten nic nie odpowiada na oświadczyny (bo nie chce formalizować związku) to każe mu się wynieść, seksowna barmanka, proponuje managerowi baru (ośmielona upojnie spędzoną z nim wcześniej nocą) wyjście na randkę (on wymawia się pracą, ona obrażona wychodzi), bohaterka grana przez Scarlett pierwsza zaczyna mówić do faceta, że on jej się podoba i myśli o seksie z nim, a potem, kiedy siedzą przy basenie ona rozbiera się do naga przy nim, wskauje do wody, kusi go by też wskoczył (a on się wtedy jeszcze hamuje, mówi, źe nie wejdzie do wody, bo nie ufa sobie), singielka Gigi rzuca sią na faceta (sadząc, że on jest w niej zakochany) z całowaniem, kiedy ten nie przemuje inicjatywy ...

                      Ależ czasy się zmieniły ...
                      :)


                      • grek.grek Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] 21.11.11, 13:40
                        hoho, no to się dzieje, nie ma co :] a czasy, heh, zmieniły się na pewno, równouprawnienie w uwodzeniu/zdobywaniu - ciekawe, co na to feministki ? z jednej strony, wg nich - z tego co słyszę i czytam tu i ówdzie - kobiety nie mogą być ograniczane stereotypami, więc muszą mieć prawo do 'atakowania', z drugiej strony - 'atakowanie' jest poniżające dla kobiet, bo... itd. bez pół litra nie da się zrozumieć ;]

                        • barbasia1 Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] 22.11.11, 13:48
                          grek.grek napisał:

                          Ha,ha :)))

                          Greku, na wszelki wypadek ostrzegę Cię, słowa waż uważnie, bo Ci ortodosksyjne feminiski zaraz zmyją głowę za takie teksty! ;) / a przecież tak Cię polubiły, pamiętam, za inne wypowiedzi kiedyś tam dawno temu :/

                          A teraz już serio. Co feministki na to? Trzecia fala feminizmu (i jak na razie ostania), jak czytałam, nie zajmuje się już w ogóle kwestiami, typu: "czy szanująca się feministka "może malować paznokcie, chodzić butach na obcasach, nosić seksowne stroje czy kochać się w pozycji klasycznej", mocno akcentuje natomiast prawo kobiety do samorealizacji według wybranego przez siebie wzroca, do realizacji własnego ideału życia i oczywiscie kladzie nacisk na świadomość własnej wartości kobiety.

                          I jak Ci się to podoba?

                          :)


                        • barbasia1 "Kobiety pragną bardziej" 22.11.11, 14:11
                          Jeszcze jeden cytat z filmu "Kobiety pragną bardziej" , mówiący o zmianach w we współczesnym coraz bardzie ztechnicyzowanym świecie. Tę kwestię też wypowiada bohaterka grana przez Drew Barrymore : "Pozmieniało się. Już się nie spotykamy fizycznie. Kiedy chce się poodbac płci przeciwnej nie dię do fryzjera tylko zmieniam profil"...

                          To ja dodam od siebie jeszcze dający do myślenia tekst troche a propos powyższego, który przeczytałam kiedyś na Forum Mężczyzna /na które z rzadka, bo z rzadka, ale zaglądam /. Pisał to facet, zapewne młody bardzo, że (nie będzie to dokładny cytat) dziewczyna bez konta, profilu na Facebooku, albo Naszej Klasie (już nie pamiętam, o który portal chodziło), jest dziwna i taką nie były zainteresowany!?


                          :)
                          • barbasia1 Re: "Kobiety pragną bardziej" 22.11.11, 14:13
                            PS W sieci spotkałam się z hasłem: "Jeśli nie ma ciebie na Facebooku, to nie istniejesz"
                            !?
                          • grek.grek Re: "Kobiety pragną bardziej" 22.11.11, 15:35
                            trzecia fala feminizmu brzmi cywilizowanie :] ciekawe, co na jej rewolucyjne tezy powiadają feministki drugofalowe, albo te oryginalne, o ile się któraś jeszcze zachowała... chyba, ze one ewoluują wraz ze światem ?

                            ha, no wiesz, na szczęście ja się wychowałem w innych czasach, bez "Fejsa", NK i innych wynalazków, może dlatego jakoś mi na głowę nie wchodzą, więc może dlatego mam dystans do
                            tych serwisów, a takie teksty, jak ten który cytujesz - brzmią mi dość naiwnie. Wiesz, mnie się wydaje, że wiele osób wypowiada takie tezy tylko w sieci, w realu mają normalnych znajomych, rodzinę, kolegów itd., ani im do głowy nie przyjdzie, ze "bez fejsa, to zima". sieć daje wiele możliwości, wbrew pozorom, wg mnie, umożliwia dobry kontrakt, w którym liczy się słowo i to co z głowy wychodzi. ma minusy, ofk, ale co ich nie ma ? zawsze są dwie strony medalu. grunt to jakaś trzeźwość w korzystaniu z tych wynalazków.

                            tak sobie myślę, ze ci młodsi mają trudniej. znaczy się - przed 30 ;] bo oni w takim klimacie rosną od małego, a starsi, po 30, jak ja - mają ową bazę, dzieciństwo bez nadobecności technologii, oparte na kontakcie z "żywymi" rzeczami, więc łatwiej łączyć jedno z drugim, nie wpaść w przesadę.
                            • barbasia1 Re: "Kobiety pragną bardziej" 22.11.11, 16:35
                              grek.grek napisał:

                              > trzecia fala feminizmu brzmi cywilizowanie :] ciekawe, co na jej rewolucyjne te
                              > zy powiadają feministki drugofalowe, albo te oryginalne, o ile się któraś jeszc
                              > ze zachowała... chyba, ze one ewoluują wraz ze światem ?
                              chichichichi :)))

                              No cóż, feministki drugofalowe pewnie musiały, chcąc nie chcąc, przełnąć krytykę (bo trzecia fala, / nie wszyscy uznają istnienie trzeciej fali feminizmu, wielu badaczy mówi o dwóch tylko falach tak przy okazji powiem, za wiki, w której właśnie tę inf. znalazlam/ wiązała się z krytyką dotychczasowego feminizmu, z niektektórymi jego tezami ) zweryfikować nieco swoje poglądy. :)

                              Racja, racja.

                              >Wiesz, mnie się wydaje, że wiele osób wypowiada takie tezy tylko w sieci, w re
                              > alu mają normalnych znajomych, rodzinę, kolegów itd., ani im do głowy nie przyj
                              > dzie, ze "bez fejsa, to zima".
                              No nie wiem, ale chciałabym, żebyś miał rację.

                              >sieć daje wiele możliwości, wbrew pozorom, wg mnie, umożliwia dobry kontrakt, w którym liczy się słowo i to co z głowy wychodzi [...]

                              Właśnie.
                              Sieć to fantastyczny wynalazek. Czasem żal mi, że nie powstała wcześniej! :)

                              • pepsic Re: "Kobiety pragną bardziej" 22.11.11, 19:53
                                Sieć to fantastyczny wynalazek. Czasem żal mi, że nie powstała wcześniej! :)
                                Jak dla mnie powstała w sam raz, przynajmniej miałam czas na popróbowanie innych rzeczy, w tym przeczytanie paru książek:)
                                Ps. Wiem, zabrzmi to trochę dziwnie, ale niegdyś telewizję oglądałam z przerwami z różnych powodów, np. z "W kamiennego kręgu" kojarzę tylko tytuł i zgaduję bez podglądania Sonię Bragę.
                                • grek.grek Re: "Kobiety pragną bardziej" 23.11.11, 13:41
                                  święte słowa :] otóż to, w czepku śmy urodzeni, na styku... kultur, hehe.
                                  • barbasia1 Re: "Kobiety pragną bardziej" 23.11.11, 17:40
                                    grek.grek napisał:

                                    >w czepku śmy urodzeni, na styku... kultur, hehe.

                                    Tak.
                                    :)
                                • barbasia1 Re: "Kobiety pragną bardziej" 23.11.11, 17:39
                                  pepsic napisała:

                                  > Sieć to fantastyczny wynalazek. Czasem żal mi, że nie powstała wcześniej! :)
                                  >

                                  > Jak dla mnie powstała w sam raz, przynajmniej miałam czas na popróbowanie innyc
                                  > h rzeczy, w tym przeczytanie paru książek:)

                                  Wiesz, to bardzo mądre podejście! :)

                                  Ps. Wiem, zabrzmi to trochę dziwnie, ale niegdyś telewizję oglądałam z przerw
                                  > ami z różnych powodów, np. z "W kamiennego kręgu" kojarzę tylko tytuł i zgaduj
                                  > ę bez podglądania Sonię Bragę.

                                  Dlaczego dziwne!? Samo życie!

                                  Nie, nie Sonia Braga tu nie występowała (patrzę na podgląd), jedną z głównych ról grała też Lucélia Santos (trochę podobna do SB?)




                                  > Ps. Wiem, zabrzmi to trochę dziwnie, ale niegdyś telewizję oglądałam z przerw
                                  > ami z różnych powodów, np. z "W kamiennego kręgu" kojarzę tylko tytuł i zgaduj
                                  > ę bez podglądania Sonię Bragę.
                                  • maniaczytania Sonia Braga = W rytmie disco :) 23.11.11, 19:06
                                    bylo tez cos takiego :)))
                                  • pepsic Re: "Kobiety pragną bardziej" 23.11.11, 19:44
                                    Chodziło mi, że dziwne może się to wydawać w racji mojej aktywnej tu obecności, ale tak, czy siak zawsze lubiłam dobre filmy i ... ich komentowanie :)
              • barbasia1 Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] 20.11.11, 14:48
                A jednak w szafie! Facet każe schować się kochance, Scarlett w szafie , "tylko na chwilę"! ;) Szafa jest potężna, właściwie wygląda jak mały pokój.

                /Scarlett JohanSSon oczywiście/
              • grek.grek Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] 20.11.11, 15:22
                hehe, ja też ciekaw jestem. dwa ostatnie odcinki, teraz to już na noże pójdzie ;]]
                • barbasia1 Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] 20.11.11, 21:22
                  grek.grek napisał:

                  > hehe, ja też ciekaw jestem. dwa ostatnie odcinki, teraz to już na noże pójdzie
                  > ;]]

                  Mordrecza rozgrywka!
      • barbasia1 Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] :))) 19.11.11, 15:54
        Mam coś! Dla posiadaczy TVP Kulutra i ich krewnych ;). Dziś o 21:00 dramat szwedzki pt. "Mimowolnie" (2008) - o którym dodatek TV/ GW mówi tak: "Gorzekie spojrzenie na wspłczesnych Szwedów - zagubionych w poszukiwaniach sibie - na przykłądzie losów likorga ludzi w różnym wieku, żyjących w jednym mieście". Brzmi całkiem interesująco ...

        To ja się pochwale, że udało mi się obejrzeć w ostatnich dniach film U. Antoniak: "Nic osobistego" oraz wczoraj "Pusty dom" Kim Ki-duka! :)
        Postaram się swoje trzy grosze na temat tych filmów dorzucić ...
        • grek.grek Re: tyle na dziś, a jakoby nic ;] :))) 20.11.11, 13:18
          przegapiłem... ale... okazje się zdarzą na "kulturowanie", i to niejedna, jak sadzę - więc : będzie dobrze, heh.

          brawo, Barbasiu, no to teraz ciekawem tych "trzech groszy" Twoich :]
      • maniaczytania Listy do M. 19.11.11, 18:34
        no, to [url=http://mojeprzemiany.blox.pl/2011/11/Listy-do-M.htmlmojeprzemiany.blox.pl/2011/11/Listy-do-M.html]recenzja[/url] gotowa,
        zajrzyjcie koniecznie ;)
        • grek.grek Re: Listy do M. 20.11.11, 13:23
          przeczytałem. wzruszyłem się [pamiętacie mecenasa Prado z "W kamiennym kręgu" i jego nieśmiertelny tekst]. byciem ujętym w dedykacji :]

          jedno pytanie, Maniu - tu i tam pobrzmiewają głosy, że po raz... pierwszy ?, albo w każdym razie jeden z pierwszych, a już na pewno - jak rzadko kiedy, polska komedia romantyczna przypomina komedie brytyjskie, czyli te lepsze, a nie jest próbą naśladowania wzorców amerykańskich, zwłaszcza tych najmniej chlubnych. przychylasz się do tej opinii ? masz własną teorię odrębną ?
          • barbasia1 Re: Listy do M. 20.11.11, 15:02
            grek.grek napisał:

            > przeczytałem. wzruszyłem się [pamiętacie mecenasa Prado z "W kamiennym kręgu" i
            > jego nieśmiertelny tekst]. byciem ujętym w dedykacji :]

            Zupełnie nie pamiętałam tego tekstu, co gorsza słabo już kojarzę mecenasa Prado i innych bohaterów "Kamiennego kręgu" (z "Niewolnicą Isaurą" jest lepiej).

            Greku, zaglądam właśnie do wiki, która podaje, że aktor grający mecenasa Prado Adriano Reys już nie żyje, zmarł dzisiaj 8-o !


            Grek wzruszony to się jeszcze nie zdarzyło ,nie tylko w historii tego wątku, ale i całego Forum Telewizja! No,no, no!

            :)
            • grek.grek Re: Listy do M. 20.11.11, 15:28
              hehe, mnie jakoś utkwił w pamięci, dobrze wspominam tamte czasy, te filmy miały swój urok, choćby wnętrza domów, w których toczyła się akcja [wolno się toczyła, hehe] były uwodzicielskie.

              no popatrz, ależ zbieżność, synchronizacja zajmująca... zapamiętam go, choćby z powodu tego jednego tekstu.

              hehe, wzruszalem się... tak po cichu, dotąd ;]] wiesz, ciekawe jest, ze mecenas Prado, kiedy mówił "wzruszylem się" miał minę, jakby właśnie mówił "trzeba kupić kapustę na obiad, bo już nie ma", taki był bardzo poważny i... "kamienny" taki... chyba bardzo się przejmowal tytułem filmu, w którym właśnie występuje, heh. ja z kolei mówię "wzruszyłem się", a jakoś kompletnie w drugą stronę wędruję, aczkolwiek też jakoś łza mi nie szarżuje po policzku :] to takie... wzruszenie sympatyczne i przyjemne, hehe.
              • barbasia1 Re: Listy do M. 22.11.11, 00:18
                O tak, seriale "Niewolnica Isaura", "W kamiennym kregu" miały swój urok, urok egzotyki, przede wszytskim urok nowości, przecież to były pierwsze zagraniczne telenowele .

                > no popatrz, ależ zbieżność, synchronizacja zajmująca... zapamiętam go, choćby z
                > powodu tego jednego tekstu.

                Rzeczywiście, to naprawdę nieswmowite, niezywykłe, że ta postać z serialu z ubiegłego wieku (he,he) przyszła Ci na myśl wlaśnie w takim dniu, w dniu śmierci aktora, który odgrywał tę postać.

                Adriano Reys cierpiał od kilku lat na raka wątroby ...

                www.niteroimais.com.br/morre-no-rio-o-ator-adriano-reys/1-303/
                Żegnaj mecenasie Prado!


                Fajnie wiedzieć, że też się wzruszasz czasami, że mężczyźni też się wzruszają (i nie szkodzi wcale, że wzruszenie zachodzi bezłzawo ;)) /

                > hehe, wzruszalem się... tak po cichu, dotąd ;]]
                Ha,ha! :)


                Dobrej nocy, innym razem nadrobię zaległości z Koterskiego ...
                • grek.grek Re: Listy do M. 22.11.11, 14:31
                  teraz to się podwójnie wzruszyłem, zwłaszcza na tę wieść o zejściu ikony wszystkich Wzruszaczy[się] :]

                  orajt, Koterski nie zając, nie ucieknie kicając, heh.
                  • barbasia1 Re: Listy do M. 22.11.11, 14:48
                    :)))

                    Starszym paniom się podobał mecenas Prado, mojej mamie się podobał, ja w iminiu mamy
                    się wzruszam i żegnam mecenasa! :)

                    Tak wyglądał Adriano Reys w roku 2009 :
                    www.estadao.com.br/noticias/arteelazer,ator-adriano-reys-morre-no-rio-aos-78-anos,800791,0.htm
                    > orajt, Koterski nie zając, nie ucieknie kicając, heh.

                    :)

                    Boję się, żeby Baby Koterskiego mi nie uciekly z pamięci (zwłaszcza, że podglądu brak) ...
            • maniaczytania Re: Listy do M. 20.11.11, 15:38
              barbasia1 napisała:

              > Grek wzruszony to się jeszcze nie zdarzyło ,nie tylko w historii tego wątku, ale i całego Forum Telewizja! No,no, no!


              Barbasiu - zajrzyj tez do tej mojej recenzji - mam nadzieje, ze Tobie tez sie spodoba.
          • maniaczytania Re: Listy do M. 20.11.11, 15:25
            grek.grek napisał:

            > przeczytałem. wzruszyłem się [pamiętacie mecenasa Prado z "W kamiennym kręgu" i
            > jego nieśmiertelny tekst]. byciem ujętym w dedykacji :]

            Ach, cala przyjemnosc po mojej stronie :) A mecenasa pamietam, nawet mi sie podobal :) a "W kamiennym kregu" to byla moja pierwsza ulubiona telenowela ;))) I pamietam piekna Brune i Frau Herthe,i smutna matke , ktora grala ciagle na pianie sonate ksiezycowa Beethovena.


            > jedno pytanie, Maniu - tu i tam pobrzmiewają głosy, że po raz... pierwszy ?, albo w każdym razie jeden z pierwszych, a już na pewno - jak rzadko kiedy, polska komedia romantyczna przypomina komedie brytyjskie, czyli te lepsze, a nie jest próbą naśladowania wzorców amerykańskich, zwłaszcza tych najmniej chlubnych. przychylasz się do tej opinii ? masz własną teorię odrębną ?

            Przychylam sie :) Widac wzorowanie sie na angielskim "Love Actually", ale z zachowanym "naszym" charakterem - chyba nawet bardziej mi sie ta nasza wersja podoba ;) Angielskie komedie bazuja na nieoczywistych i specyficznych sytuacjach komicznych, czesto lamiacych tabu. Amerykanskie sa albo smieszace wulgarnym podaniem na lawe wszystkiego (taki humor "kolaczny") albo za bardzo politycznie poprawne. Moim zdaniem, w "Listach do M." towrcom udalo sie uniknac patetyzmu, jest naprawde dobrze ulozone proporcjami.
            • grek.grek Re: Listy do M. 20.11.11, 15:33
              podzielmy się po połowie, hmm ? :]

              czyli jednak bardziej brytyjski model... może "Listy" będą teraz wyznaczały jakieś trendy w polskiej komedii romantycznej ? skoro i zabawne, i z przesłaniem, i niegłupie... może wreszcie hegemonia wzorca "Ciacho"-meets-"Wyjazd integrujący" zacznie powoli stawać się niszą i zasłuży wreszcie na miano obciachu, który trzeba omijać ? wiesz, jakoś nic nie mam do tych, którzy takie filmy produkują, a potem robią na nich kasę, ale gdyby tak poszli raz drugi z torbami, bo widownia się uniosła honorem - to odeszłaby innym ochota do zabawiania się w ten sposób i szukania łatwego zarobku przy okazji kompromitowania polskiej kinematografii ? :]

            • barbasia1 Re: Listy do M. 20.11.11, 16:02
              > Przychylam sie :) Widac wzorowanie sie na angielskim "Love Actually", ale z zac
              > howanym "naszym" charakterem [...]

              Ha! Nie mogło być lepiej!
              :)
            • barbasia1 Re: Listy do M. /"Kamienny krąg" 20.11.11, 16:11
              grek.grek napisał:

              > I pamietam piekna Brune i Frau Herthe,i smutna matke , ktora grala ciagle na pianie sonate ksiezycowa Beethovena.

              Tak! Tak przypominam sobie teraz pania naywaną Frau Herthą, i smutną panią grajacą ciągle na pianinie sonatą księżycową Beethovena!

              Wspomnienia te są, tylko gdzieś głęboko pochowane w przepastych szufladach pamięci!

              :)
              • barbasia1 "W kamiennym kręgu" 20.11.11, 16:30
                !
        • barbasia1 Re: Listy do M. 20.11.11, 15:57
          I ja dziękuję, Maniu, za śliczną dla nas dedykację. :)))

          Fajny tekst, Maniu!
          Czytałam go wczoraj późnym wieczorem, piekąc ciasteczka owsiane i / włączyłam internet z mocnym postanowieniem nadrobienia zległości, heh/ i powiem Ci Maniu, że zapach ciastek, zapach nadchodzącej zimy, jaki poczułam przez uchylone odrobinę na moment okno, a przede wszytskim Twój tekst "O "Listach do M" i różnych (nie tylko romansowych) historiach, które dzieją się w okresie świątecznym, w Wigilię Bożego Narodzenia, jeszcze z tym niezwykłym dla nas prezentem w postaci dedykacji wprowadził mnie w iście świąteczny nastrój ... :)
          /A potem wraz z kolejną partia ciastek w piekarniku, monitor komputera porzuciłam, na rzecz telewizora ... /

          Wygląda na to, że to naprawdę dobra komedia.

          Scenariusz do "Listów ..." pisali, sprawdziłam, Karolina Szablewska i Marcin Baczyński, wczesniej scenarzyści bardzo sympatycznego, niegłupiego serialu familijnego (oglądałam nawet kilka odcinków) Codzienna 2 m. 3 z Magdą Wójcik, Wojtkiem Malajkatem, i innymi. Brawa też dla nich.

          :)
          • maniaczytania Re: Listy do M. 20.11.11, 16:34
            barbasia1 napisała:

            > I ja dziękuję, Maniu, za śliczną dla nas dedykację. :)))
            >
            > Fajny tekst, Maniu!
            > Czytałam go wczoraj późnym wieczorem, piekąc ciasteczka owsiane i / włączyłam internet z mocnym postanowieniem nadrobienia zległości, heh/ i powiem Ci Maniu, że zapach ciastek, zapach nadchodzącej zimy, jaki poczułam przez uchylone odrobinę na moment okno, a przede wszytskim Twój tekst "O "Listach do M" i różnych (nie tylko romansowych) historiach, które dzieją się w okresie świątecznym, w Wigilię Bożego Narodzenia, jeszcze z tym niezwykłym dla nas prezentem w postaci dedykacji wprowadził mnie w iście świąteczny nastrój ... :)

            Ojej, no to bardzo mi milo :) Dziekuje! A jesli chcecie jeszcze bardziej wprowadzic sie w ten nastroj to zapraszam na jednego z moich dwoch blogow "wyzwaniowych" - swiatecznego wlasnie - calkiem tam sporo recenzji filmowych, a druga edycja juz za pare dni :)


            > Scenariusz do "Listów ..." pisali, sprawdziłam, Karolina Szablewska i Marcin Baczyński, wczesniej scenarzyści bardzo sympatycznego, niegłupiego serialu familijnego (oglądałam nawet kilka odcinków) Codzienna 2 m. 3 z Magdą Wójcik, Wojtkiem Malajkatem, i innymi. Brawa też dla nich.

            O! Zgadzam sie - brawa wielkie. A serial tez ogladalam i calkiem byl przyjemny - nie cukierkowaty.
            • barbasia1 Re: Listy do M. 20.11.11, 19:04
              :)
              Maniu, ależ Ty p r a c o w i t a kobieta jesteś, dwa blogi, 43 książki, 23 filmy, płyty w jednym roku! Dzięki za zaproszenie! :)



              • maniaczytania Re: Listy do M. 20.11.11, 20:20
                Barbasiu - ja tam nie sama, oj nie :)
                Ja go tylko prowadze :), tak samo zreszta jak ten o klasyce - rowniez zapraszam do podczytywania :)
                • barbasia1 Re: Listy do M. 20.11.11, 21:25
                  Ale przecież sporo tu teksów Twojego autorstwa, sporo Twoich receznzji filmowych, książkowych i innych tekstów.
                  Dzięki, warto wiedzieć! :)
        • pepsic Re: Listy do M. 22.11.11, 20:20
          Maniu, przeczytam! A wstępne zdanie z dumą, że mam Takie znajomości:)
          • pepsic Re: Listy do M. 22.11.11, 20:21
            *przeczytałam!
          • maniaczytania Re: Listy do M. 23.11.11, 19:18
            Pepsic - dzieki wielkie za mile slowa :)
    • grek.grek Dexter, odc 11, spojler 21.11.11, 11:53
      przedostatni odcinek serii.

      Czesi, w tej stacji, co puszcza Dextera, trzymają poziom... rzecz jest od 16 rż., więc tuż przed rozpoczęciem pojawia się plansza "tylko dla dorosłych" i lektor niebiańskim głosem recytuje "... zatem, dzieci, siusiu, paciorek... i spać". hehe.

      orajt, ad rem.

      policaje magluję złapaną córkę Trinity'ego, mając dowody na to,ze to ona zabiła agenta FBI, partnera siostry Dextera, i przy okazji ją samą postrzeliła. chcą od niej wydębić nazwisko ojca i
      miejsce jego pobytu. ale dziewoja idzie w zaparte. ani pary z gęby, a jeśli jakaś, to nie na temat. Bezczelnie utrzymuje, ze ona "nie ma ojca",czyli "nie zna go i nigdy nie znała". Policja bezradna totalnie. jak tu ją zmusić do śpiewania ?

      Dexterowi Trinity zniknął z oczu, po tym jak go na końcu poprzedniego odcinka stuknął w łeb łopatą, ratując porwanego chłopca.

      Ale od czego telefon. dodzwania się. Trinity pyta - czego ty ode mnie chcesz ? na to dexter : pieniędzy chcę, 50 tys martwych prezydentów. Oczywiście, jest to wybieg. Dexter chce głowy Trinity'ego, ale musi go jakoś wywabić z kryjówki, gdziekolwiek się ona znajduje.

      a Trinity wlaśnie gramoli się przez okno do jakiegoś domu i zostaje nakryty przez właściela, który zamierza zadzwonić na policję z tego powodu...

      Przy okazji, Dexter musi zmylić jakoś kolegów z wydziału, bo policja cały czas jest o krok, dwa kroki za Trinitym, a zatem jest duża szansa, że może wyprzedzić Dextera i złapać T. jako pierwsza. Zatem, Dexter z zachomikowanych papierów zastrzelonego agenta FBI [który tropił Trinity'ego i dlatego został przez jego córunię zabity, bo chciała ochronić ojca] wyciąga jednego z podejrzanych, niejakiego Boudry'ego. Postanawia zrobić z niego "Trinity'ego" i choć na jakiś czas zmylić pościg, żeby mu właściwego człowieka nie sprzątnęli. Na początek, włamuje się do domu Trinity'ego, zabiera włosy z grzebienia, które mu posłużą do mistyfikacji z Boudrym, manipuluje przy materiałach policyjnych ze śledztwa...

      następnego dnia Dexter jedzie na miejsce zabójstwa. jest ekspertem ds. krwi, przypominam, więc - codzienna robota. Ale to zabójstwo nie jest codzienne. zabity nazywa się bowiem... Kyle Butler, a właśnie jako "KYle Butler" Dexter przedstawił się Trinity'emu. zatem - Trinity próbował go dopaść... zabił prawdziwego Kyle'a Butlera, który go nakrył, żeby milczał... Lekki kacyk Dexa dopada - zginął niewinny człowiek, dlatego ze nosil takie imię i nazwisko, jakie Dexter przyjął na okoliczność zbliżenia się do Trinity'ego.

      śmierć Butlera podsuwa Dexterowi pomysł - jak szukać Trinity'ego. podejrzewa, ze będzie on szukał wszystkich Kyle'ów Butlerów, zeby natrafić na Dextera. więc Dexter postanawia go wyprzedzić - zaczaja się w domu gościa o nazwisku Kyle Butler, po ciemaku, strzykawka ze środkiem usypiającym w pogotowiu i czeka. są kroki. chwila pełna napięcia. wolno otwierają się drzwi. w nich kształt Trinity'ego. Dexter przy ścianie gotowy do ataku, kiedy tylko Trinity przekroczy próg. ale ten się cofa. nie wchodzi. wycofuje się, zauważywszy od drzwi zdjęcie rodzinne, które pokazuje, ze "kyle butler", którego szuka, tutaj nie mieszka. Innych "Kyle'ów Butlerów" zaś już nie ma...

      siostra Dextera, policjantka, próbuje córkę Trinity'ego {Christine] podejśc inaczej. zwierza się jej, ze ona też miała ojca, na którego uczucia chciała zasłużyć, że dojrzała do tego, iż uznanie ojcowskie, to nie wszystko, próbuje się do niej zbliżyć itp., ale dziewczyna jest za cwana na takie numery i wysyła ja na drzewo. W takiej sytuacji policjanci wpadają na taki pomysł, zeby ją po prostu zwolnić, zwłaszcza że adwokat za tym optuje, oczywiście pod nadzorem, ale do momentu formalnego oskarżenia... za kaucją... wiecie, rozumiecie... a nuż się zechce ze starym spotkać ? zakładają jej "oko".

      okazuje się też, że Trinity szukał Dextera pod adresem, jaki Dex wpisał w jakimś formularzu, czy czymśtam, w każdym razie - adres ów to adres samotnej skrzynki pocztowej bez budynku mieszkalnego. Trinity już wie, ze Dexter nie jest tym za kogo się podawał, żadnym "Kylem Butlerem".

      Dexter zaś, dzięki kontaktom z drogowką znajduje Boudry'ego, którego chce wrobić w cała sprawę i zmylić trop policji. Boudry jest kierowcą ciężarówki, wlaśnie na postoju, tam go drogówka namierza. Dexter dopada faceta, szlachtuje go po swojemu [Boudry to przestępca, obecny czy były, whatever, w kodeksie Dextera stoi, ze takich należy eliminować, więc... niejako przy okazji także wypełnia "kodeksową" powinność], a potem podrzuca włosy Triinity'ego, z materiałem dna, zdjęcia Christine, papiery agenta FBI - wszystko do ciężarówki Boudry'ego, na którego tropie policja już się znajduje. włamuje się też do domu delikwenta, gdzie podrzuca młotek, którym Trinity zabijał. czyli, wrabia gościa aż miło. a że gość jest już martwy, zawinięty w worki foliowe i głęboko w wodzie - policja moze sobie go szukać... Fakt, policja sprawdza Boudry'ego, którego im Dexter podsunął, i... jest co trzeba. nawet przed kamerą informują, ze "to TEN facet". Widzi to także Trinity, który nie rozumie, co jest grane, ale cieszy się, ze policja nie ma o nim pojęcia.

      córka Trinity'ego dodzwania się do niego, chce z nim rozmawiać, widać że bardzo jej zależy na ojcowskim uczuciu, ale on ja traktuje max obcesowo, aż w końcu zabrania jej w ogóle do siebie dzwonić "załuję, ze w ogóle się urodziłaś. nigdy do mnie już nie dzwoń", tak ją spławia.

      Trinuty znów dzwoni do Dextera, zeby umówić się na przekazanie tych 50 tys. Dexter wyznacza mu miejsca i termin na 8 rano dnia następnego. ale ofk nie ma zamiaru czekać. dzięki temu telefonowi może zlokalizować miejsce jego pobytu i powiada do siebie "8 rano ? będę cię miał za kwadrans". przyjeżdza do galeri handlowej, z której dzwonił Trinity. nie ma to jak technologia, dzwonisz i od razu wiadomo skąd :] Dexter szuka gościa, ale Trinity nie jest idiotą - wiedział, że Dexter go namierzy po telefonie. specjalnie zadzwonił, przewidując, ze Dexter przyjedzie i będzie go szukał. zrobił to zatem, po to zeby Dexter mu się ukazał i żeby mozna był za nim podązyć. następuje zamiana - Dexter tropił Trinity'ego,a teraz Trinuty "uskoczył w bok" i po chwili znalazł się za plecami Dextera. teraz on go śledzi - Dexter nie znajduje Trinity'ego, a dodatkowo musi wracać na komisariat. Trinity jedzie za nim.

      córka, Christine, dzwoni do siostry Dextera, ze chciałaby z nią porozmawiać. Przyznaje się do wszystkiego, jest załamana odrzuceniem przez ojca, nawet nie umie zaprzeczyć, kiedy słyszy, ze "wiemy, ze twój ojciec nazywa się Boudry", mamrocze coś ciągle o zawodzie, jaki jej ojciec sprawił, za jej uczucie, za to, ze aby go chronić zabiła człowieka, a siostrę Dxtera zraniła... prosi o wybaczenie. siostra Dexa jest zamurowana, nie umie jej ot tak odpuścić, a wobec tego Christine nagle wyjmuje pistolet i strzela sobie w głowę. trup na miejscu.

      No i oto Trinity podążając tropem Dextera zachodzi na komisariat. surrealistyczna zupełnia scen :] Kradnie przepustkę starszej pani z wycieczki, która akurat pęta się po komendzie. Łazi powoli, rozgląda się, głównie za Dexterem. Znajduje w gablotce zdjęcie policyjnej drużyny do gry w kręgle, wśród nich jest Dexter... już się domyśla. Wjeżdza windą na piętro, gdzie pracuje Dexter. Wchodzi. ma kartę, więc nikt go nie zatrzymuje. Łazi sobie swobodnie. Ogląda ścianę, na której wiszą zdjęcia, dowody, rozpiska śledztwa prowadzonego w jego własnej sprawie. z zaciekawieniem i w lekkim szoku ogląda zdjęcia swoich ofiar, całą grafikę prowadzonego postępowania, którego celem ma być złapanie właśnie jego...

      i wreszcie Dexter go zauważa, przez szybę swojego gabinetu... Trinity zauważa Dextera... Dexter idzie ku niemu, mina pełna zaskoczenia i niepewności. Trinity mina Terminatora. Stają oko w oko, Trinty patrzy na identyfikator Dextera i cedzi "dzień dobry,... Dexterze Morgan".

      koniec odcinka.

      za tydzień finał :] o, będzie ciekawie. stay tuned.




      • barbasia1 Re: Dexter, odc 11, spojler 21.11.11, 23:05
        I jak tu teraz zlikwidować przeciwnika w takim miejscu , w samym sercu komisariatu policji, by czyn na jaw nigdy nie wyszedł! Ciekawe, jak to Dexter rozegra, pozwoli Trinity'emu opuścić komisariat czy tu się będzie próbował z nim jakoś rozprawić?

        Serdeczne dzięki za streszczenie! Świetne!

        Ciekawam finału strasznie!


        :)



        • barbasia1 Dziś powtórka z Koterskiego "Nic śmiesznego" wTVP1 21.11.11, 23:19
          już za chwillę, o 23:10! Kolejny rozdział autobiografii Marka Koterskiego! "Ironiczne rozważania o losach polskiego inteligenta na przykłądzie niespełnionego reżysera". dod. TV/GW

          A propos autobiografii filmowych Koterskeigo znalazłam kilka dni temu przypadkowo na fantastycznym youtube film "Dom wariatów" (1984), o którym kiedyś wspominałam, debiut Koterskiego i zarazem pierwsza część autobigrafii reżysera, opowieść o domu rodzinnym, z Markiem Kondratem w roli Adasia i m.in Tadeuszem Łomnickim w roli ojca...
          Gdybyście mieli ochotę obejrzeć, to pod poniższym linkiem jest część 1. filmu (dalsze części ofk. na pasku obok):

          www.youtube.com/watch?v=5SvpFK9WVOM

          (Ja już zaczęłam oglądać!)

          :)

          • grek.grek Re: Dziś powtórka z Koterskiego "Nic śmiesznego" 22.11.11, 13:19
            na razie Trinity rozpracował, częściowo, Dextera. rozwiązanie nie może być zbyt banalne, nie ten kaliber serialowy :] zatem, za tydzień wszystko się wyjaśni. w tych streszczeniach trudno oddać
            klimat Florydy, na tle którego cała akcja się rozgrywa, no i nieustannego monologu wewnętrznego, który prowadzi Dexter, w którym/którym komentuje na bieżąco kolejne wypadki. Nie wspomniałem chyba o wątku rodzinnym, bo przecież, poza tym że jest policyjnym ekspertem laboratoryjnym i seryjnym mordercą [akurat na tropie innego seryjnego mordercy], to Dexter przeca także jest mężem, ojczymem i ojcem; mężem, którego żonę w poprzednich odcinkach całował sąsiad. i w ostatnim odcinku ona się do tego przyznaje [zaraz potem, Dexterowi paple o całym zajściu kolega z pracy, który widział rzeczoną scenę], a Dexter - pochłonięty całą sprawą z Trinitym, wybacza jej, a potem częstuje sąsiada prawym sierpowym. żona to widzi ukradkiem i chyba całkiem zadowolona jest z takiej reakcji, dał w dziób - znaczy się : zależy mu i się przejmuje ;] a sam Dexter, dbający - jak przystało na serial killera - ofk o maksymalne zachowywanie pozorów, o bycie oficjalnie i w oczach wszystkich dookoła "Rysiem z Klanu", robi zdumioną minę i powiada "rany, ja sam nie wiem, jak ja to zrobiłem...", hehe.

            nie załapałem się na "NIc śmiesznego", nie obejrzałem 23 powtórki "Iluzjonisty" [polubiłem po ostatnim razie, ale litości... ileż można to samo wyświetlać ?], ale za to obejrzałem, yes - wizytowo, hehe - "Basen". Czesi puszczali. miłe przypomnienie, prawie zapomniałem po ostatniej projekcji sprzed, hoho, dobrych paru lat... Znasz ten film ? Znacie ?

            a dzisiaj w Ct 2 we wtorkowym cyklu filmowym - nasz, rodzony "PLac Zbawiciela", 23:20. Hehe, doceniają polskie kino, aczkolwiek, liczyłem że trafi się coś, czego jesczze nie widziałem...

            wczorajszy dokument o seksaferze golfisty Woodsa, to zdaje się komentowaliśmy...dzisiejszy - w TVP INfo o 0:10 - zajmujący dokument o fałszerzach dzieł sztuki i policjantach ich tropiących : gorąco polecam, aczkolwiek - też już opisywaliśmy go kiedyś :] niech się lepiej starają, hehe; żartuję, ten akurat dokument co kwartał mogą wypuszczać.

            "Dom wariatów", ufff - bardzo dawno, średnio pamiętam, dzięki za link, Barbasiu, spodziewam się skorzystać, niebawem.
            • barbasia1 Re: Dziś powtórka z Koterskiego "Nic śmiesznego" 22.11.11, 14:32
              A właśnie wątek rodziny Dextera! Byłabym zapomniała! Fajny wątek.

              Dobrze, że ta żona się zreflektowała i przynała zanim DEXter dowiedział się od znajomka.

              > a Dexter - pochłonięty całą spra wą z Trinitym, wybacza jej, a potem częstuje sąsiada >prawym sierpowym. żona to widzi ukradkiem i chyba całkiem zadowolona jest z takiej >reakcji, dał w dziób - znaczy się : zależy mu i się przejmuje ;]

              Nooo, bardzo porządny mąż! :)


              No właśnie, nie wspomniałam wczoraj o wspaniałym "Iluzjoniście" , tylko dlatego, że niedawno był pokazywany.

              Nie, nie widziałam jeszcze "Basenu". A wiem , że to intrygująca rzecz, że warto zobaczyć ...

              Ja z kolei "Domu wariatów" oglądam po raz pierwszy. Trzeba przyznać, że robi wrażenie.

              PS Greku, myślałeś kiedyś o założeniu blogu filmowego? Tak mi przyszło na myśl, jak Mania nam tu zaprezentowała wszytskie blogi, którym szefuje.

              Gdybyś planował założyć blog, to ja Ci wymyśliłam tytuł, możesz skorzystać, chyba , że znajdziesz jeszcze lepszą popozycję - "Wszystkie filmy świata. Blog o filmach i nie tylko" (bo przecież nie tylko o filmach pisałys, jak sobie wyobrażam, ale i o muzyce, audycjach radiowych, książkach, o polityce i wielu innych sprawach...
              • grek.grek Re: Dziś powtórka z Koterskiego "Nic śmiesznego" 22.11.11, 15:23
                w takim razie "Basen" bardzo rekomenduję, spróbuję może coś napisać, na zachętę :]

                po obejrzeniu "Domu" przez Ciebie, można liczyć na garśc wrażeń i opinię ?

                heh, propozycja ciekawa, tytuł dobry. hmm, może kiedyś..? a może Ty się zdecydujesz ? albo jakąs taką formułę wprowadzić dyskusji, dwu/trzy/wielogłosu polemicznego albo omawiającego dialogu... no nie wiem, w tym momencie, w każdym razie projekt ciekawy, Barbasiu :]
                • barbasia1 Re: Dziś powtórka z Koterskiego "Nic śmiesznego" 22.11.11, 16:55
                  Świetnie! Czekam zatem na opowieść o filmie F. Ozona. :)

                  Spróbuję, ale nie prędko to nastąpi, Greku, najpierw jeszcze obiecane słówko o "Babach ...", Koterskiego i inne zaległości muszą się pojawić.

                  Jeśli już to ja się widzę w roli Twojego drugiego głosu (wraz z Pepsic, Manią, obowiśzkowo/) Ciebie widzę w roli głosu prowadzącego i nadającego ton, w roli mózgu przedsięwzięcia i naczelnego blogera, szefa, itd. :)
                  Poza tym ja mogłabym zajmować się dodatkowo bibliografią filmową, wyszukiwać i dodawać opracowania książkowe dodtyczące filmów twórców, mogę nawet przetrząsać w poszukiwaniu ciekawych rzeczy BZCze czyli Bibliografię Zawartości Czasopism.
                  Pomyśl o tym! Nie teraz, to może w przyszłości. Twoje streszczenia filmów (wraz z celnymi uwagami ) to rzecz, nie przesadzę jak powiem, unikalna na skalę internetu.

                  :)
                  • barbasia1 Re: Dziś powtórka z Koterskiego "Nic śmiesznego" 22.11.11, 17:00
                    Poza tym ja mogłabym zajmować się dodatkowo bibliografią filmową, wyszukiwać
                    > i dodawać opracowania książkowe dodtyczące filmów twórców, mogę nawet przetrząs
                    > ać w poszukiwaniu ciekawych rzeczy BZCze czyli Bibliografię Zawartości C
                    > zasopism.

                    ciekawych i najświeższych rzeczy ...
                  • grek.grek Re: Dziś powtórka z Koterskiego "Nic śmiesznego" 23.11.11, 13:39
                    może jutro spróbuję, razem z "Housem", którego ofk postaram się obejrzeć nocą.

                    ho ho, na moje oko, to tutaj też mamy niezłe ulokowanie i jakos to działa :] ale, tak jak piszesz... rzecz na przyszłość, na pewno warta zaciekawienia.

                    dzięki za dobre słowo, jakkolwiek przeceniasz mnie, ale za to jakże życzliwie :]
                    moja opinia jest taka, że wspólnie, całą załogą, dobrze się bawimy [ tak mi się wydaje ]
                    i niech tak po prostu będzie, nie licytujmy się kto tam ile daje czy wnosi... liczy się, że...
                    ciągle się kręci i niech się tak kręci jak najdłużej się da :] a czy to będzie tutaj, czy
                    na innym nośniku... to już komfort spojrzenia w przyszłość bez konieczności rewidowania
                    przeszlości, a nawet może po prostu tylko jej przeszczepienia w inne miejsce.

                    w każdym razie, bawmy się tym :]
                    • barbasia1 OT z wyjaśnieniem 23.11.11, 17:05
                      OK! :)

                      Racja.
                      Mnie tu na FT oczywiście też bardzo dobrze i wyjątkowo .

                      To taki pomysł tylko, zainspirowały mnie Mani (et consortes) śliczne i bogate różnorodnością, różnotematycznością blogi .

                      I oczywiście to, że tak, a nie inaczej oceniam Ciebie, Greku, nie oznacza wcale, że mniej cenię inne, krótsze posty, że próbuję lictować wartość wkładu. Przepraszam bardzo, jeśli nawet nikły cień takiej sugestii miałaby rzeczywiście się wyłaniać z mojego niezgrabnego postu z pomysłem na blog.

                      Nie wyobrażam sobie lepszej, wspanialszej ekipy niż nasza tu! :)

                      • grek.grek Re: OT z wyjaśnieniem 24.11.11, 13:33
                        pomysł wcale nie był "niezgrabny", raczej ciekawy jest. w pewnej perspektywie. sporo już nadziobaliśmy, tutaj - to raz. chyba że by to przeklejać w jakieś osobne miejsce..? do wykonania. ale jest też taka rzecz, że piszemy spontanicznie [przepraszam, ze tak generalizuję...], raczej nie dopieszczamy poszczególnych postów, nie wygładzamy, więc czasami mają one rozwichrzoną mocno czuprynę :], trudno powiedzieć, czy to wada, czy zaleta, jak to zakwalifikowac, co z tym zrobić.. ? były też filmowe posty, przed-Ojejkowe, pamiętasz ? osobne wątki dot. konkretnych filmów. trochę tego jest, i - tak myślę sobie, ze gdyby otwierac coś nowego, to może nie tak od zupełnego zera..?
                        • barbasia1 Re: OT z wyjaśnieniem 24.11.11, 15:19
                          Właśnie tak myślałam, by (poprawiszy najpierw lub nie) przenieść co nieco rzeczy Twoich, naszych, moich, Pepsic, Mani streszczeń, komentarzy ...

                          Ale to może już na emeryturze jak dożyjemy! ;)

                          :)
                          • grek.grek Re: OT z wyjaśnieniem 24.11.11, 16:15
                            właśnie, jakoś to zebrac do tzw kupy. może i bez poprawek, urok spontanicznego rozwichrzenia jest przecież tak miły :] inny od tych wypracowanych w pocie czoła formułek sprzedawanych w oficjalnych recenzjach, w których wszystko jest na jedno kopyto :]

                            jasne, rzecz jest przyszłościowa, projekt bardzo zacny, ciekawy i do ustawienia. mnie się podoba, na pewno warto nad tym pomyśleć i w perspektywie pewnej - zrealizować.
                            • barbasia1 Re: OT z wyjaśnieniem 25.11.11, 15:28
                              grek.grek napisał:

                              Okej! :)

                              > właśnie, jakoś to zebrac do tzw kupy. może i bez poprawek, urok spontanicznego
                              > rozwichrzenia jest przecież tak miły :]

                              Ja chyba wolę sponatniczność uładzoną! ;)
                              • grek.grek Re: OT z wyjaśnieniem 25.11.11, 15:42
                                hehe :] rzecz do zastanowienia, decyzji i realizacji, w kazdym razie - pomysl dobry masz :]
                                • barbasia1 Re: OT z wyjaśnieniem 25.11.11, 16:06
                                  grek.grek napisał:

                                  > hehe :] rzecz do zastanowienia, decyzji i realizacji, w kazdym razie - pomysl d
                                  > obry masz :]

                                  Witaj dziś Greku !

                                  Dziękuję. :)))
                                  • grek.grek Re: OT z wyjaśnieniem 26.11.11, 14:04
                                    Cześć, wczoraj i dziś :]

                                    ja dziękuję.
                                    • grek.grek Re: OT z wyjaśnieniem 26.11.11, 14:04
                                      p.s :
                                      TO ja dziękuję, taka poprawka - bez "to" mogłoby to brzmieć dwuznacznie i wypaczać intencje me :]
                                      • barbasia1 Re: OT z wyjaśnieniem 26.11.11, 14:15
                                        :)
                                        Witaj i dziś!

                                        Zrozumiałabym własciwie intencje Twe, jestem bystra, powiem, nie chwaląc się ! ;)

                                        forum.gazeta.pl/forum/w,14,130276386,131035904,Re_Basen_i_inne.html
                • pepsic Re: Dziś powtórka z Koterskiego "Nic śmiesznego" 22.11.11, 20:09
                  Ależ Grek, nie tak dawno wymieniliśmy się paroma uwagami w temacie "Basenu":)
                  Ps. W kwestii przedsięwzięcia, myślcie, myślcie, jako publiczność chętnie bym uczestniczyła.
                  Ps.2 Oglądam Annę Grodzką u Olejnikowej, ale ją/jego podlaszczyli:)
                  • grek.grek Re: Dziś powtórka z Koterskiego "Nic śmiesznego" 23.11.11, 13:46
                    ach, pamiętam, faktycznie... niemniej, "Basen" tak jakoś bez echa przeszedł wtedy, a chyba jednak zasługiwał/zasługuje na parę wersów więcej, tak mi się przynajmniej wydaje po świeżym drugim razie...

                    heh, nie oglądałem, ale slyszałem, ze pani gwiazda dziennikarstwa wyjątkowo mało taktowne pytania zadawała ?

                    przedsięwzięcie, hmm, myśl przyszłościowa, w razie czego tutaj jest grube archiwum, można przekopiowywać, być w dwóch miejscach jednocześnie ;] przyszłość, przyszłość, na razie jest tu chyba całkiem przyjemnie ?
                  • barbasia1 "Basen" i inne 23.11.11, 17:25
                    Owszem wymienialiście się uwagami pamiętam, ale to nie oznacza, że nie możecie znów razem ;) w-skoczyć do "Basenu".

                    "Basen" - cz.1
                    forum.gazeta.pl/forum/w,14,124781732,125038758,Re_Basen_.html

                    P u b l i c z n o ś ć !!? No wiesz! Stanowczo bardziej wolimy Ciebie w roli czynnego uczestnika.
                    /Pomysł odkładamy do szafy./

                    > Ps.2 Oglądam Annę Grodzką u Olejnikowej, ale ją/jego podlaszczyli:)

                    O!? A w jaki sposób to zrobiono?
                    • pepsic Re: "Basen" i inne 23.11.11, 19:48
                      /Pomysł odkładamy do szafy./
                      Wobec dyplomatycznej odpowiedzi Greka, nie mamy innego wyjścia:)
                      • grek.grek Re: "Basen" i inne 24.11.11, 13:39
                        hehe, oj nie, naprawdę nie "dyplomatyzuję" :] jestem na tak, wydaje mi się po prostu, że trzeba by to jakoś... obcykać, co i jak, jak pozbierać do kupy to, co było; wydaje mi sie, ze można zrobić osobne miejsce na zbieranie tego, co tutaj piszemy, czyli zachowują obecny kształt tworzyć równoległy byt. i tak dalej. fajny pomysł to jest, bo jednak te "Ojejki" po 500-..900 ;] jednak znikają, idą do archiwum, niby można sobie zawsze wpisać właściwą frazę i znaleźć, co się chce, ale jakby wklepać to w jedno, osobne całkiem, miejsce [w formie bloga ? czemu nie...] - to by było przytomne posunięcie. nie widzę przeszkód, jak powiedział ślepu koń przed Wielką Pardubicką :]
                        • barbasia1 Re: "Basen" i inne 26.11.11, 14:02
                          grek.grek napisał:

                          > tworzyć równoległy byt.
                          O tak! Tak właśnie myślałam. Nie zamierzałam rezygnować calkowicie z forum.

                          >nie widzę przeszkód, jak powied
                          > ział ślepu koń przed Wielką Pardubicką :]
                          :]
                    • pepsic Re: "Basen" i inne 23.11.11, 19:56
                      O!? A w jaki sposób to zrobiono?
                      Prezentowała się dużo lepiej, niż w sali sejmowej, bardziej kobieco.
                      A Monika rzeczywiście taktem się nie wykazała. Zapytała panią poseł, czy jak była mężczyzną odczuwała satysfakcję/przyjemność z pożycia małżeńskiego (coś w tym stylu).
                      • barbasia1 Re: "Basen" i inne 24.11.11, 15:35
                        pepsic napisała:

                        > Prezentowała się dużo lepiej, niż w sali sejmowej, bardziej kobieco.

                        A właśnie, w Warszawie jest sporo dobrych stylistek, pani Grodzka powinna skorzystać z ich rad.

                        > A Monika rzeczywiście taktem się nie wykazała. Zapytała panią poseł, czy jak by
                        > ła mężczyzną odczuwała satysfakcję/przyjemność z pożycia małżeńskiego (coś w t
                        > ym stylu).

                        Beznadziejne pytanie! Fakt.




    • marcinkopc Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 21.11.11, 20:10
      mam nadzieję, że nie omineła Cię śmierć hanki

      ---

      Optymalizacja ZUS
      namioty handlowe
      krakow.lento.pl/
      wroclaw.lento.pl/
      • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 21.11.11, 20:51
        marcinkopc napisał:

        > mam nadzieję, że nie omineła Cię śmierć hanki

        O widzisz - ominela.
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 21.11.11, 22:43
          maniaczytania napisała:

          > marcinkopc napisał:
          >
          > > mam nadzieję, że nie omineła Cię śmierć hanki
          >
          > O widzisz - ominela.

          He,he ;)
        • barbasia1 Maniu, zajrzałam do blogu o klasyce 22.11.11, 15:06
          i tam w oko wpadło mi nazwisko Józefa Ignacego Kraszewskiego; słuchałam jakis nidługi czas temu audycji radiowiej ze znakomitym wykładem naszego świetnego literaturoznawcy /ciągle jeszcze mniej znanego szerzej / na temat Kraszewskiego jego życia twórczosci przebogatej. Mmóstwo ciekawych rzeczy można było się dowiedzieć, m.in. tego, że ten płody niesłychanie pisarz w swym najbardziej twórczym roku drukiem wypełni ponad 5300 stron!
          Kraszewski był autorem nie tylko powieści, opowiadań, ale też i prac i artykułów histrotrycznych, wierszy.
          • maniaczytania Re: Maniu, zajrzałam do blogu o klasyce 23.11.11, 19:28
            rzeczywiscie podny byl nieslychanie ;)
            a w ogole to w przyszlym roku jest 200 lat od jego urodzin i z tej okazji powstal nawet w sieci specjalny blog - Projekt Kraszewski ze smialym planem - 200 recenzji na 200-lecie :)
            • barbasia1 Re: Maniu, zajrzałam do blogu o klasyce 25.11.11, 16:12
              O rocznicy i roku Kraszewskiego (w 2012) wyczytałam na tym blogu, natomiast o Projekcie Kraszewski z planem - 200 recenzji na 200-lecie (rzeczywiście śmiały) nic nie wiem! Masz jakiś link do tego projektu (właściwie to później spóbuję sama poszukać w necie)?

              :)
              • maniaczytania Re: Maniu, zajrzałam do blogu o klasyce 25.11.11, 21:13
                Alez bardzo prosze - jest juz blisko setki ;

                projekt-kraszewski.blogspot.com/
                • barbasia1 Projekt "Kraszewski" 26.11.11, 14:27
                  Imponujące! Przejdziecie do historii obchodów roku Kraszewskiego.

                  To ja jeszcze recenzję "Brühla" Twojego autorstwa, Maniuczytania, z tej strony zareklamuję:

                  projekt-kraszewski.blogspot.com/search/label/Maniaczytania
                  :)
    • admiraljachas Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 22.11.11, 14:21
      Kuchenne rewolucje Magdy Gessler - to chyba mi nigdy się nie znudzi :)

      ---

      warszawa.lento.pl/
      lodz.lento.pl/
      poznan.lento.pl/
      zabiegi laserowe
      SKUTECZNA REKLAMA FIRMY
    • pepsic Poniedziałkowy teatr wg Lema; inne okołoalekinowe 22.11.11, 20:47
      Oglądaliście? Mnie kompletnie znużyło, a tak zachwalali w wyborczej.
      W Ale Kino+ ostatnio nie trafiają w moje gusta, same ciężko - strawne pozycje: chilijski "Post mortem" z końcówką tak irytująco - dołującą, że podczas finałowej sceny miałam ochotę sama rzucić jakimś sprzętem w ekran, jako że gł bohaterowi tychże, jak podejrzewam zabrakło, thriller wysysający energię, nudny, (albo nieśpieszny,jak kto woli:)
      Niskobudżetowa "Synekdocha Nowy Jork" z P.S Hoffmanem (doskonałym notabene) jestem pewna Grekowi by sie spodobała (a może znasz?), ja się pogubiłam w którymś momencie i odpuściłam, ale pozostawiam na inny moment, dogodniejszy.
      Ps. Barbasiu, gdzieś wyżej jest o Placu Zbawiciela, pamiętam, że nie oglądałaś, przy najbliższej okazji - musisz! We mnie ten film tkwi, jak drzazga.
      • grek.grek Re: Poniedziałkowy teatr wg Lema; inne okołoaleki 23.11.11, 13:55
        chyba kiedyś widziałem, miało to jakąś tam aurę niepokoju w sobie... pamiętam jednak bardzo słabo, a odświeżenia nie dokonałem w poniedziałek. byłem w drodze na "Basen" :]

        w sumie, grunt że premiery zaliczasz. via tv, via kino, zawsze to coś. "Synekdochy" nie oglądałem, ale coś mi się obiło o uszy. możesz dwa słowa skrobnąc, o czym to jest ?

        przyłączam się, "Plac" jest dobry, mocny, aczkolwiek za każdym z trzech razów, kiedy oglądałem, coraz bardziej dochodziłem do wniosku, ze ci bohaterowie sami sobie zasłużyli na ten los, na czele z główną bohaterką. poza calą tą cięzkością scen, stale myślałem sobie : nie mają domu, mają jedną pensję, ale już mają dwoje dzieci i nawet trzecie po głowie im chodzi [jej]. od d'py strony zaczynają. i wtedy wystarczy jedno tąpnięcie i gotowe. problemy współczesności, gdzie nic nie jest pewne jutra - jasne, ale z drugiej strony - jakiż zupełny brak głowy i beztroska... I reżyseiro starał się, tak to odczytałem, nie brać do końca żadnej strony. nie opowiedział się. wszyscy mają swoje racje i wszyscy mają coś za uszami, co sprawia, ze nikogo nie da się lubić, tak po prostu.
        • pepsic "Synegdocha" 23.11.11, 20:16
          W tym rzecz, że nie wiem. Znany reżyser (Hoffman) pracuje nad znaną sztuką teatralną, ma żonę i córeczkę oraz kłopoty z tajemniczą chorobą, żona opuszcza go, ale nie w powodu stanu zdrowia, a prozy życia: ma dziewczynę, która i córce też przypada bardziej do gustu, jako że jest ładniejsza od taty i ładnie pachnie. W sztuce/filmie, który kręci pojawia sie obok właściwego aktora jego alter ego, człowiek, który chodzi za nim od dawna, jak cień. Niestety w pewnym momencie odpłynęłam, a potem za nic nie mogłam dojść do ładu. Jeśli dopadnę powtórkę postaram sie wynieść coś więcej. Jest coś wciągającego w tym filmie, na bohatera patrzy się z jego perspektywy, ale trzeba być w odpowiednim nastroju, którego być może mi zabrakło. Chronologia jest dość poplątana. Całkiem możliwe, że w którymś momencie zaczynają sie wizje chorego człowieka. Nie wiem, nie obejrzałam do końca.

          • grek.grek Re: "Synegdocha" 24.11.11, 14:27
            dzięki za zajawkę :] może Kultura kupi ten film wkrótce ?
        • pepsic "Plac Zbawiciela" - uwaga, spojler 23.11.11, 21:27
          Zaraz, zaraz, przecież do chwili kłopotów z developerem byli udanym małżeństwem, mieli swój kąt, on zarabiał nieźle, ona prowadziła dom i opiekowała się dziećmi. Pogmatwało się na skutek czyjejś nieuczciwości. A potem ruszyła lawina. W domu teściowej Beata została odcięta od środków do życia, była poniżana i obrażana stając się ofiarą przemocy domowej. Wskaż, w którym momencie zawiniła? Bo chyba nie tym, że była mało atrakcyjna, zbyt prostoduszna. Przecież w jakimś sensie próbowała się bronić. Znalazła pracę, ale nie miała co z dziećmi zrobić. U rodziny na wsi też nie była mile widziana, w dodatku szwagierek wyrolował ja z ojcowizny. Dlatego z pełnym przekonaniem stwierdzam, że winnym zaistniałej sytuacji jest tylko i wyłącznie małżonek. Bo pozwalał na upokarzające traktowanie żony, sam się do tego włączył doprowadzając do przemocy fizycznej i w końcu opuszczając rodzinę. W jakimś sensie mogę zrozumieć postępowanie teściowej, ale nie usprawiedliwić. Chciała dobrze, ale kłopoty ją przerosły i w którymś momencie za daleko sie posunęła. Natomiast nie mam absolutnie nic na usprawiedliwienie, jeśli chodzi o poczynania męża i to jego uważam za sprawcę dramatycznej sytuacji, który w trudnym momencie zostawia dla kochanki żonę i dzieci na łasce matki, do tego w jakże nieprzyjemny sposób urągający ludzkiej przyzwoitości.

          Ps. W kwestii planowania rodziny. Gdyby tak każdy rozważał, stać, nie stać - gatunek ludzki by dawno wyginął.
          • grek.grek Re: "Plac Zbawiciela" - uwaga, spojler 24.11.11, 14:27
            wiesz, to jest trochę zagmatwana historia z tym "udanym małżeństwem" - oni już raz przechodzili przez jego romans [nie wiem, czy pamiętasz, kiedy ona odkrywa,ze on romansuje z tą rudą, mówi mu "ja drugi raz przez to nie będę przechodzić, mówiłeś, ze już z tym skończyłeś"]. więc - było już wcześniej... różnie. z drugiej strony, jakoś to przeszli, więc można by powiedzieć - orajt, mieli sprawdzian, jakoś to przepracowali, więc zasługiwali na miano "udanego małżeństwa'. ale okazuje się, ze pierwsza weryfikacja była kłamliwa. drugi kryzys rozniósł całą układankę w drobny mak...

            kwestia winy jego i jej.
            ja myślę, ze ona była ślepa, po prostu. facet pod wplywem mamusi, wcale nie życzliwej jej, ze skłonnością do romansików... i ona tak chciała przeżyć do złotych godów ? studiów nie skończyła [ jej rodzina na wsi wytyka jej, ze nawet dyplomu nie pokazała = pewnie dlatego, ze go nie posiada...]; na tej wsi jest przecież całkiem interesujący chłop, wygląda na to, ze to chyba jej jakiś dawny adorator ? ale, tak sobie wnioskuję z narracji - on by chciał się z nią związać, ale ona miała chłopaka ze stolicy, chciała się w warszawie realizować i pewnie sie rozpadło. a dzisiaj ten dawny adorat buduje własny dom i... nie ma kobiety, która by z nim tam mogła zamieszkać... rozmawiają chwilę, i on tak zawiesza głos sugerująco, w odpowiedzi na jej "ożeń się...". już wtedy ona jest w kryzysie swojego związku - dlaczego nie kopnęła w d,pę pana Maminsynka i Romansowicza i nie wróciła na wieś do tego faceta ? za mało odwagi ?

            albo ta babka, sąsiadka, po odejściu męża mówi jej mądrze " albo pozwolisz żeby on ci życie spieprzył, albo to jakoś bez niego pozbierasz" - a co jej mówi pannica ? "wsadź sobie te swoje rady" :] ładnie, w ten sposób zraża do siebie kobietę, u której mogłaby jakiegoś wsparcia szukać... woli wrócić do domu i kopać w drzwi, których teściowa jej nie chce otworzyć. mądre toto ?

            uwazam, ze ta kobieta zasłużyła sobie na swój los właśnie za pomocą ślepoty, głupoty i braku decyzyjności własnej :]

            jak jego bronić ?
            nie wiem, czy chcę go bronić, słuchaj :] w sumie, jego racja może polegać na tym,ze po prostu przestał się z nią dobrze czuć, że aby nie zdurnieć w tym bezprzyszłościowym układzie po prostu znalazł sobie inną... wiem, ze to nieodpowiedzialne, ale - z drugiej strony : powiedz sama, czy szarpanie się w beznadziejnym układzie to mądra decyzja ? ludzie od siebie odchodzą - ces't la vie... on nie chciał opuszczać dzieci, zgadzał się płacić na nie. on po prostu zrobił to, czego ona nie umiała - odszedł. a ona nie umiała tego zaakceptować i poszukać dla siebie innych możliwości. brzmi nieszczególnie, ale wg mnie jest w tym rozumowaniu szczypta racjonalizmu...

            co do dzieci... wiesz, oni najpierw je mają, a potem dopiero organizują zaplecze. dwoje dzieci... gdyby ich nie mieli, to nie byłoby takiego dramatu. jej by było łatwo odejść, nie zalegać u jego matki znosząc rózne świństewka i wysłuchując tych wszystkich wstawek. sama by sobie poradziła, choćby pod mostem, ale z dziećmi ? kula u nogi. w tej sytuacji. mnie się wydaje, że najpierw się stablizuje warunki życiowe/mieszkaniowe/zawodowe, a potem myśli o dzieciach. gdyby nie zaszła w dwie ciąze pod rząd, to mogłaby zacząć wcześniej szukać pracy, skończyć studia [być może nie ukończyła ich właśnie z racji zajścia] - ułożyć to jakoś. wtedy taki wypadek, jaki ich spotkał, nie byłby aż takim problemem, poza utratą kasy ofk.

            dlatego, uważam, ze oboje popełnili błędy, wykazali się niedojrzałością czy tchórzostwem.
            • barbasia1 Re: "Plac Zbawiciela" - uwaga, spojler 24.11.11, 15:43
              Podoba mi się bardzo Wasza Pepsic, Greku dyskusja, chyba się odważe się wreszcie obejrzeć "Plac Zbawiciela"!

              :)
              • grek.grek Re: "Plac Zbawiciela" - uwaga, spojler 24.11.11, 16:12
                koniecznie. film jest cięzkawy, mocny, ale przy okazji daje dużo dobrych rad :]
            • pepsic Re: "Plac Zbawiciela" - uwaga, spojler 24.11.11, 21:01
              Ok, nie dosłyszałam, że koleś miał wcześniej zadatki (eh ta jakość dźwięku w polskich filmach). W takim razie średnio udane małżeństwo, co i tak nie zmienia stanu rzeczy.

              Ona była za uczciwa, żeby zwalić się na kark odrzuconemu amantowi ze swoimi problemami z jedną walizką i z dwójką dzieci, ale przede wszystkim nie był pod ręką. Zgoda, nie potrafiła się zdecydować na radykalny krok, na odejście z braku odwag, czy słabości charakteru, z drugiej strony, jaka w tym jej wina, skoro za bardzo nie miała jak ten krok wykonać. Nikt jej nie chciał.

              Dużo panów pozostaje pod większym lub mniejszym wpływem matek, ale nie każdy z nich brutalnie i niegodziwie odreagowuje na żonie.

              Nie znajduję żadnych okoliczności łagodzących na jego obronę. Jasne, ludzie czasami sie rozstają, zrozumiałe, ze boli, ale od człowieka na jako takim poziomie powinno się oczekiwać elementarnej przyzwoitości i wyczucia chwili. Nie dostrzegłam też, żeby mu specjalnie na synach zależało (scena z butami). Każdy przyzwoity człowiek powinien się w takiej chwili opamiętać, a on co robi ? Wszczyna awanturę i bije dziecko!

              Beata podświadomie musiała sobie zdawać sprawę, że sąsiadka ma racje, dlatego tak zareagowała, jak zareagowała, nie mając żadnego punktu zaczepienia.

              Wg mnie jedyną winą Beaty, jeśli mamy w tych kategoriach rozpatrywać, było zaliczenie wpadki z nieodpowiednim facetem.

              I konkluzja: kobieta nigdy nie ma dobrego czasu na rodzenie dzieci, bo albo się uczy, albo robi karierę, albo wdraża ważny projekt, albo oczekuje na awans, albo pozostaje bez pracy. A własne mieszkanie na starcie mało która rodzina u nas w kraju posiada.

              Ps. Coś czuję, że znowu House mi przepadł:)
              • grek.grek Re: "Plac Zbawiciela" - uwaga, spojler 25.11.11, 13:25
                ten drugi facet był, tak wynikało wg mnie z obrazka zamieszczonego w filmie - absolutnie dostępny i pod ręką, i nawet w postawie wyczekującej - na jej [pozytywną] decyzję. dlatego, do końca filmu, i po końcu jeszcze bardziej, byłem zdziwiony - dlaczego się nie zdecydowała ? uznałem, ze dla potrzeb dramaturgii filmowej, chociaż... teza o tym, że decydowały względy uczuciowe też miała swoje mocne momenty :]

                wiesz, mam takie wrażenie, że jej godności zabrakło - facet odchodzi, zostawia ją, i to w jakim stylu..., a ona biega za nim, zatrzymuje, czepia się nogawki... Nie wiem, nie poczułem do niej sympatii, może w pewnym stopniu ten fakt przesądza o moich ocenach ?

                rację masz w tym co piszesz, o czasie ciążenia zawsze niewłaściwym, niemniej... trudno mi się pozbyć odczucia, ze zaczęli z nie tej nogi, co trzeba, i to się przyczyniło do późniejszych problemów. to tylko a'propos filmowego przypadku.
                • barbasia1 Re: "Plac Zbawiciela" - uwaga, spojler 25.11.11, 17:08
                  > wiesz, mam takie wrażenie, że jej godności zabrakło - facet odchodzi, zostawia
                  > ją, i to w jakim stylu..., a ona biega za nim, zatrzymuje, czepia się nogawki..

                  Miłość. Prawdopodobnie z miłości (może i też dla dobra ich dzieci, rodziny) dziewczyna podejmuje walkę. Walczy, bo łudzi się, że mąż się opamięta, że jeszcze może być dobrze między nimi. Nie tak łatwo przestać nagle kochać (kobiecie), nawet w sytuacji, kiedy człowiek, którego się kocha tylko ból zadaje.
                  Walka (jeśli kochasz) jest chyba naturalnym odruchem...
                  :)


                  .
                  • pepsic Re: "Plac Zbawiciela" - uwaga, spojler 25.11.11, 17:27
                    Prawdopodobnie z miłości (może i też dla dobra ich dzieci, rodziny) dziewczyna podejmuje walkę. Walczy, bo łudzi się, że mąż się opamięta, że jeszcze może być dobrze między nimi.
                    To była w czystej postaci rozpacz.
                    • barbasia1 Re: "Plac Zbawiciela" - uwaga, spojler 26.11.11, 14:28
                      pepsic napisała:

                      > Prawdopodobnie z miłości (może i też dla dobra ich dzieci, rodziny) dziewczy
                      > na podejmuje walkę. Walczy, bo łudzi się, że mąż się opamięta, że jeszcze może
                      > być dobrze między nimi.

                      > To była w czystej postaci rozpacz.

                      No tak.
                  • grek.grek Re: "Plac Zbawiciela" - uwaga, spojler 26.11.11, 13:37
                    Niewykluczone. Niemniej, nadal irracjonalne... :] jak ściganie sie na piechotę z ferrari - wynik z góry wiadomy.
                    • barbasia1 Re: "Plac Zbawiciela" - uwaga, spojler 26.11.11, 14:45
                      Z dystansu, obserwując rzecz z boku, z dystansu, nie będąc samemu zaangażowanym, łatwo jest racjonalnie oceniać sytuację. Jednak pod wpływem wielkich emocjach człowiek zazwyczaj postępuje irracjonalnie, często nie za bardzo w zgodzie z rozsądkiem, co więcej zazwyczaj nie jest świadom irracjonalności swoich działań, nawet jeśli ktoś inny próbuje mu to uświadomić ...

                      :)
                      • grek.grek Re: "Plac Zbawiciela" - uwaga, spojler 26.11.11, 15:52
                        to prawda, tak bywa, tym bardziej film można traktować jako edukacyjny, wszak na cudzych nieszczęściach uczyć się najłatwiej
                        :]
                        • barbasia1 Re: "Plac Zbawiciela" - uwaga, spojler 26.11.11, 17:18
                          grek.grek napisał:

                          > to prawda, tak bywa, tym bardziej film można traktować jako edukacyjny, wszak n
                          > a cudzych nieszczęściach uczyć się najłatwiej
                          > :]

                          Racja, racja.

                          Cchoć mądrość ludowa mówi, że człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach. :/
                • pepsic Re: "Plac Zbawiciela" - uwaga, spojler 25.11.11, 17:22
                  Tak było, tylko że znajdował się poza orbitą jej zainteresowań, nie tylko w sensie uczuciowym, po prostu nie było go już w jej życiu i wcześniej prawdopodobnie też. Uczucie żalu, że pomocnej dłoni nie przyjęła rzeczywiście pojawia się na końcu.

                  Brak godności? Jakby analizować na zimno, to z pewnością, ale filmu nie da się oglądać bez emocji, a trzeba mieć na uwadze, że w chwili wielkiego wzburzenia zdarza się, że człowiek postępuje nieracjonalnie i wbrew sobie oraz swojej naturze, a jako przyczynę największej porażki życiowej upatruje sie w odejściu bliskiej osoby do innej.

                  Mam wrażenie, że Beata, czego by nie zrobiła i tak zawsze byłaby winna na zasadzie, bo zupa była za słona, tylko dlatego, że trafiła na drania mającego nad nią przewagę.

                  • grek.grek Re: "Plac Zbawiciela" - uwaga, spojler 26.11.11, 13:40
                    wiesz, ja myślę, ze ten film jest dobrą przestrogą dla wszystkich, aby w życiu nie stawiać
                    na jedną kartę całej puli, nie inwestować całego kapitału w jedną osobę, nie zostawiając dla
                    siebie niczego, bo łatwo zostać z ręką w... wazonie :]

                    zdecydowanie, masz rację. Cała historia zabrnęła w takie maliny, ze faktycznie, w którymś momencie już nie było dla bohaterki wyjścia z tej kołomyji.
      • barbasia1 Re: Poniedziałkowy teatr wg Lema; inne okołoaleki 23.11.11, 18:14
        Tak jak Grek "Śledztwo" (na motywach wczesnej powieści Stanisława Lema) oglądałam już wcześniej, jakiś czas temu. Pamiętam, że nie była to łatwa w odbiorze (momentami) sztuka . W schemat thrillera czy horroru (z motywem znikających nieboszczyków!?), wplecione zostały tu bowiem filozoficzne rozważania czy właściwie wczesne poglądy Lema na temat prawdy ...

        "Synekdocha Nowy Jork" - zatem tytuł filmu na razie wrzucamy do schowka i czekamy na na inną okazję...
        www.filmweb.pl/film/Synekdocha%2C+Nowy+Jork-2008-166290

        > Ps. Barbasiu, gdzieś wyżej jest o Placu Zbawiciela, [...]
        >We mnie ten film tkwi, jak drzazga.

        W takim razie wiem, dlaczego mnie nie ciągnie do tego filmu.

        Fajnie wiedzieć, że Czesi też od czasu do czasu oglądają nasze kino!
    • grek.grek "House"/"Basen" & fejs case 24.11.11, 12:02
      poprzedni odcinek House'a, na mój gust, był topowy. jak sami wiecie, i znacie, z życia, po topowym odcinku odcinka jeszcze bardziej topowego trudno się spodziewać. ale i tak ten aktualny
      jest niezły.

      pacjentką będzie skromna kelnerka obdarzona wyjątkową pamięcią - kojarzy każdy fakt, każdą pierdółkę jaka się jej przydarzyła, jakiej była świadkiem, w jakiej uczestniczyła. jak wiadomo, dary losu mają to do siebie, że strony posiadają lepszą i gorszą, co się też tutaj objawi jako główna refleksja...

      House podejrzewa swojego przyjaciela, Wilsona, ze ma nową dziewczynę, ten się nie chce wyspowiadać odnośnie podejrzeń, więc House sam przeprowadzi, "brutalne" momentami, śledztwo, a to co się okaże - zaskoczy go i doktor ruszy do akcji... z chęcią bym tutaj przytoczył świetną odzywkę House'a, ale to by trochę spojlerem zalatywało, więc daruję sobie [teraz].

      ale tekst "traktuj je przedmiotowo, to ci ułatwi sprawę, kiedy będziesz je przywiązywal do stołu w piwnicy" - już mogę :] zwróćcie nań uwagę.

      ten maly czarny oplakatowany - nie zalicza prostego testu, sprawdzającego wiedzę lekarską. zespoł jest zdziwiony, bo taki dobry lekarz, a takiej łatwizny nie przeszedł... House pozwala mu wybrać sobie korepetytora, z którym ma popracować przed egzaminem powtórkowym. wybór pada na murzyna, Foremana [uczę się stopniowo imion, hehe]. ostateczny efekt niełatwej współpracy obu jegomościów będzie interesujący, a po drodze też ciekawie się za-dzieje... dobry wątek.

      "czuję się, jakbyśmy zakopali dziwkę na pustyni" - tekst odcinka :] okoliczności i przyczyna ? sami zobaczycie.

      moment Kodaka - Wilson z patelnią w łapie polujący na gryzonie i Wilson próbujący efektownie kłamać :]

      ach, no i Ruda się zaczyna "hałsowić", zresztą, kto nie "hałsuje'' w tym odcinku... ;]

      "Basen" ma dwa interesujące punkty.

      primo, konfrontacja dwóch kobiet - statecznej, zmęczonej, jakby nieco przykurzonej już brytyjskiej pisarki kryminałów, z piątym krzyżykiem na karku, której ksiązki są sto razy ciekawsze niż jej osobiste życie, takiej zapiętej pod szyję na ostatni guzik lady; i nastoletniej Francuzki, która seks traktuje równie naturalnie, jak oddychanie, cieszy się i epatuje
      młodością, otwartością, gładkim ciałem i nie wie, jak się pisze "wstyd".

      spotykają się w willi na prowincji Francji, pewnego gorącego lata. dom , z tytułowym basenem, należy do wydawcy literatki, z którym zdaje się coś ją łączy, poza biznesem. pisarka kleci swój kolejny tom, a dziewczyna, córka wydawcy, zjawia się niespodziewanie, żeby sobie urządzić tam wakacje. no i urządza - wychodzi na imprezy, wraca zawsze z jakimś kolegą z którym potem hałasują seksualnie, popija, słowem - nie żałuje sobie. pisarka znosi to z typowo brytolską nerwową cierpliwością. z czasem siksa przestaje ją irytować swoim rozpasaniem i nazbyt bezceremonialnymi próbami nawiązania kontaktu. zaczyna ją interesować. jej zachowania, jej tożsamość, także jej przeszłość. Pisarka nie ma oporów, zeby przeszukiwać jej rzeczy osobiste, a kiedy znajduje tam dziennik bez skrupułów przepisuje z niego co się da na swój laptop. Chętnie też zaczyna z nią przebywac, wychodzić na obiady i kolacje do pobliskiego miasteczka, wszystko po to by się o niej jak najwięcej dowiedzieć, co jest o tyle nietrudne, że dziewczyna lubi mówić. niekoniecznie jednak cieszy się w momencie, w którym odkrywa, ze jej dziennik służy pisarce do pracy własnej...

      tutaj chyba wypada przerwać, bo dalej to już byłoby zdradzanie intrygi, która się zawiąże, z efektami jakie wywołała :]

      starsza nobliwa pani i huśtająca się luźno dzierlatka w pustym domu, lato, basen... ciekawe okoliczności. ciekawe, jest to, jak pani pisarka zmienia się wewnętrznie pod wpływem obcowania z młodzieżą. [btw, aktorka Rampling tańcząca do muzyki techno, czy tam disco - mistrzostwo komizmu dyskretnego :] Odkrywa, dzięki niej, że jeszcze nie jest zombie, ze jeszcze ma ochotę trochę się rozerwac, albo po prostu uśmiechnąc, odetchnąć, poczuć smak lata i słońca.

      chłodna Brytyjka i gorąca Francuzka... czy to nie symptomatyczne ? może nawet stereotypowe ? :] a może wcale nie o to chodzi...

      druga rzecz, to zakończenie, które naprawdę wkręca. od razu następuje reset i w ostatniej minucie filmu zaczyna się calą jego treść przebiegać od początku, szuka się rozwiązania zagadki, odpowiedzi na postawione pytanie, rewiduje się swoje postrzeganie, pewną wyrobioną, zdawałoby się, opinię i wrażenia. świetne posunięcie scenariuszowe. odpowiedzi może być kilka, co tylko zabawę interpretacyjną polepsza.

      strona wizualna jest ujmująca, zwłaszcza listopadową porą polską. tutaj ładna jesień już over, a tam : słońce, 30 stopni, przyroda, urok miasteczka na prowincji francuskiej, młoda uroda i wdzięki wszelakie aktorki Sevigny...

      Basen tytułowy, co ma do rzeczy ? przyznam, ze kiedyś przeczytałem gdzieś recenzję, po premierowym obejrzeniu, że jest on jakby ilustracją zmian zachodzących w mentalności pisarki, pod wpływem obecności nastoletniej pannicy, a takze/albo służyć ma uwypukleniu róznic między nimi - że najpierw zagracony, nieużywany, przez pisarkę całkowicie ignorowany, a potem oczyszczony, błękitem uwodzący i permanentnie okupowany przez jej młodą koleżankę/towarzyszkę, ale także, w pewnym momencie, będący w samym srodku intrygi, ktora się rozegra w tej willi...

      w każdym razie - dobre kino.

      i muszę się zgodzić, z Pepsic, ze róznice charakterologiczne, cały bagaż życiowy, wiek, to one stanowiły o kontraście między obiema kobietami, a nie jakieś "hormony" czy inne badziewie, o którym bredziłem jak w malignie podczas pierwszej naszej rozmówki o tym filmie :]

      pisaliśmy o ty "fejsie", cybercośtam... tak mi przyszło do głowy - wyobraźcie sobie profil
      Dextera Morgana na "fejsie" :] tylko sobie wyobraźcie - wielbiciel pikników, grzeczny tatuś i mężuś, lubi grila w ogródku i robienie poczciwych min na fotkach z kolegami w pracy i
      mdłą żonką, ulubiony film "Beethoven, pies domowy", ulubiona książla "NIgdy w życiu"... tylko sobie wyobraźcie. a prawdziwy Dexter Morgan, ten który kręci ludzi - gdzie ? w nosie :] i tak właśnie rzecz się ma z tymi fejsami i innymi - tam nie ma człowieka, nie ma prawdy, głębi, jądra człowieczeństwa, niczego interesującego naprawdę. doceniam Fejsa jako komunikator, portal informacyjny, wchodzisz na stronę jakiegoś programu czy jakiejś instytucji i masz świeże wieści. orajt. ale coś więcej ?.. kamaaaaan, jak to mówią Maorysi ;]

      mam cytat fajny, z człowieka któremu Fejs się jakoś omsknął, który Fejsa niestety nie doczekał, a może stety...

      "Sam sie czasami dziwię, ze w takiej kondycji dożyłem takiego wieku. Nie uprawiałem żadnego sportu. Lekarz zabrania mi jeść wszystkiego, a ja jem wszystko i wszystko mi jedno... Mieszkam w zaniedbanym mieszkaniu, pełnym książek i gazet... Nie mam telewizora, bo jestem narkomanem obrazu i nic innego bym nie robił tylko oglądał, przestał zarobkować i zdechłbym z głodu... Zawsze staram się głosić to, co myślę... Do kina chodzę razem z publicznością, bo wtedy najlepiej odbieram reakcje widzów i atmosferę. Robię to, co lubię i wcale nie czuję się samotny. Gdziekolwiek jestem za granicą, idę do kina, a tam siedzą ci, co pamiętają Chaplina i Gretę Garbo, i jestem wśród swoich - nie jestem samotny"

      to powiedział Zygmunt Kałużyński, parę lat przed śmiercią, a ja to sobie gdzieś wygrzebałem, zapisałem i się tym lubię inhalować, bo ma to w sobie życie przez duże Ż. bez Fejsa, na dodatek, bez napinki, jest w tym człowiek :]

      • barbasia1 Re: "House" 24.11.11, 15:52
        > ale tekst "traktuj je przedmiotowo, to ci ułatwi sprawę, kiedy będziesz je przy
        > wiązywal do stołu w piwnicy" - już mogę :] zwróćcie nań uwagę.

        O! Czyżby to jakieś ... sado-maso było? 8-O

        Teksty w "Housie" jak zawsze zawodowe! :)

        THNX Grek.Housie!
        • grek.grek Re: "House" 24.11.11, 16:11
          haha, przekonasz się :]

          yes, madame, w tym odcinku też 2-3 perełki są.

          cała przyjemność po mojej stronie, Barbasiu, dobrego odbioru życzę :]

      • barbasia1 "Basen" & fejs case 24.11.11, 23:56
        Dzisiejszy House cudny!
        Dodam jeszcze tekst, rozkaz House'a skierowany do Rudej - "Muszisz wydębić od niej / od siostry chorej pacjentki/ nerkę". Wydębić! Nerkę!? :)))

        I jeszcze jeden mi się podobał (a nawet więcej niż jeden opócz zacytowanych przez Ciebie) , ale zapomniałam, nie zapisałam sobie ... :/

        A jednak sado-maso było! :) Ale tylko w wyobraźni House'a, który zabrawszy Wilsona do knajpy, namawia, zmusza go wręcz do randki z jakąś nową laską (po stracie poprzedniej) i taką radą w swoim stylu /"traktuj je przedmiotowo, to ci ułatwi sprawę, kiedy będziesz je przywiązywal do stołu w piwnicy"/ tam częstuje.

        "Basen" i już nie tajemniczo brzmiący nagłówek "fejs case" zostawiałm sobie na deser, to znaczy na kolację. (musiałam się szybko teleportować ;)

        Bardzo ciekawe te kolejne uwagi na temat "Basenu", choć prawdą mówiąc mam niedostyt , bo szczegółów intrygi nadal nie zdraszasz/-cie ( Kałużyński i Raczek, też milczą jak zaklęci w tej kwestii. Chwalą natomiast grę Charoltte Rampling, to, że udało jej się zbudować pełnokrwistą "trójwymiarową" postać ...
        Tomaszowi Raczkowi- powiem przy okazji - Basen kojarzy się z twórczością Hitchcocka, zaś pan Kałużyński uważa, że "film podejmuje wielką tradycję literatury francuskiej: dokonuje psychologicznej analizy charakteru damskiego, czego symbolem była Pani Bovary Faluberta" Leksykon ..., T. V, s. 31

        Właśnie, tu Pepsic rację miała od początku ... :

        Ale z trzeciej strony, wracając do mojego niedosytu, strony bardzo dobrze, że nie zdradziliście szczegółów akcji i intrygi, szybciej się zmobilzuję do obejrzenia "Basenu" ... :)

        Świetny ten tekst Kałużyńskiego! Cały on! :)

        cdn.



        • grek.grek Re: "Basen" & fejs case 25.11.11, 13:36
          hehe, dobry :] w ogóle, o ile w poprzednim odcinku stężenie akcji i trudnych wyborów sięgnęło punktu szczytowego, tak w tej odsłonie więcej było zabawy słowem.

          o, nie popsuję Ci zabawy w "Basenie", nie zdradzę szczegółów, mam nadzieję, ze uda Ci się ten film zobaczyć i potem powiesz, jaka jest Twoja interpretacja. [brawo panowie R & K, swoją drogą, jak widzisz - gramy w zespole, a celem głównym jest : nie spaprać Ci przyjemności samodzielnego odkrycia filmu, hehe].

          obaj panowie mają, z tego co piszesz, ciekawe skojarzenia. zdecydowanie, jest tu i stary Alfred, jest i wiwisekcja charakteru, i to na zasadzie skontrastowania dwóch typów kobiecych, które rózni niemal wszystko - czy to jednak tylko "damski" charakter, czy może po prostu "ludzki
          ? ale rzecz sama w sobie dotyczy kobiet, więc - "damski" pewnie pasuje..?

          prawda ? kiedyś czytałem bardzo ciekawy artykuł Kałużyńskiego, napisany dla Polityki, w którym bardzo racjonalnie dowodzi, że kupowanie za miliony dolców arcydzieł malarstwa światowego, to idiotyzm, jako że kosztujące kilka dolarów reprodukcje [które zresztą kolekcjonował] są w zasadzie niemal tak samo dobre jakościowo, a może i lepsze, a do tego zachowują wszelkie walory artystyczne samego dzieła - czy Mona Lisa w oryginale jest wyposażona w jakieś nadzwyczajne, niedostępne posiadaczom tylko reprodukcji cechy ? nie, jest taka sama w oryginale i na jego kopii. ten cień uśmiechu, którym tak się zachwycają miłośnicy sztuki, jest tak samo uchwycony w obu przypadkach :]

          • barbasia1 Re: "Basen" & fejs case 25.11.11, 15:48
            Panowie filmowiebliciele i filmoznawcy - Kałużyński i Raczek - mówią, że właśnie owe dwie sprzeczne postacie reprezentują "jedną bardzo bogatą kobiecość, do której należy zarówno owa równowaga dojrzałości i staranie się o madre spojrzenie na swia jak i rozwiązła seksualność" ...

            :)
          • pepsic Re: "Basen" & fejs case 25.11.11, 16:52
            W sprawie tzw. arcydzieł malarskich mam podobne zdanie, że to kwestia umowna. I jakby jakimś cudem trafiła w moje ręce Mona Lisa, ani chwile bym się nie zastanawiała, tylko opchnęła na allegro.
            • grek.grek Re: "Basen" & fejs case 26.11.11, 13:44
              haha :] a ja... krucafax, nie wiem, co bym zrobił... jednak, mieć takie dzieło w swoich łapach...
              ja bym wynajął jakąś małą galerię, trochę kapitału wpuścił w szybę pancerną i bym otworzył punkt oglądania Mona Lisy. pobierałbym opłaty, najwięcej od Japończyków i Niemców, bo oni za byle co płacą jak za zboże ;] A po pięciu latach... sprzedałbym na allegro, hehe.
            • barbasia1 Re: "Basen" & fejs case 26.11.11, 15:31
              pepsic napisała:

              > W sprawie tzw. arcydzieł malarskich mam podobne zdanie, że to kwestia umowna. I
              > jakby jakimś cudem trafiła w moje ręce Mona Lisa, ani chwile bym się nie zast
              > anawiała, tylko opchnęła na allegro.

              hahahaha :)

              No wiesz!

              Ja bym zrobiła tak jak Grek (prtywatna galeryjka za opłatą), z tym, że raczej nie sprzedałabym Mony Lisy tak szybko, a może nawet w ogóle ... :)
              • grek.grek Re: "Basen" & fejs case 26.11.11, 15:58
                he he he :]
          • barbasia1 Re: "Basen" & fejs case 26.11.11, 15:27
            grek.grek napisał:
            > czy Mona Lisa w oryginale jest wyposażona w jakieś nadzwyczajne, niedos
            > tępne posiadaczom tylko reprodukcji cechy ? nie, jest taka sama w oryginale i n
            > a jego kopii.


            Ale jednak świadomość, że obcujesz z oryginalnym dziełem, osobiście wykonanym przez człowieka wyjątkowego, nieprzeciętnego w skali ludzkości, geniusza podziwianego przez cały świat (geniusza, który zmarnowal talent, jak twierdzą znawcy*), dzielem mającym w dodatku swoją kilkusetlenią (!) niejednokrotnie brzuliwą historię, musi budzić dreszcz emocji. Takich emocji nie doświadczysz obcując tylko z reprodukcją.

            *
            wyborcza.pl/1,75475,10631681,Ten_niecierpliwy_geniusz_Leonardo.html
            • barbasia1 Re: "Basen" & fejs case korekta! 26.11.11, 15:28
              grek.grek napisał:
              > czy Mona Lisa w oryginale jest wyposażona w jakieś nadzwyczajne, niedos
              > tępne posiadaczom tylko reprodukcji cechy ? nie, jest taka sama w oryginale i n
              > a jego kopii.


              Ale jednak świadomość, że obcujesz z oryginalnym dziełem, osobiście wykonanym przez człowieka wyjątkowego, nieprzeciętnego w skali ludzkości, geniusza podziwianego przez cały świat (geniusza, który zmarnowal talent, jak twierdzą znawcy*), dzielem mającym w dodatku swoją kilkusetlenią (!) historię, musi budzić dreszcz emocji. Takich emocji nie doświadczysz obcując tylko z reprodukcją.

              *
              wyborcza.pl/1,75475,10631681,Ten_niecierpliwy_geniusz_Leonardo.html
            • grek.grek Re: "Basen" & fejs case 26.11.11, 15:58
              wiesz, ktoś zawyrokowal, ze to dzieło, a coś innego dziełem nie jest :] Mona Lisa niczym szczególnym się tam nie wyróżnia, może jej wyjątkowość i arcydziełowy charakter obrazu
              po prostu nam wciśnięto w świadomość ? to też dobry sposób zarabiania kasy :]
              zdobywasz opinię szeregu tzw autorytetów branżowych i już byle bohomaz jest "arcydziełem", możesz otworzyć galerię i sprzedawac wejściówki, a potem opchnąć go na aukcji, jakimś
              nadzianym frajerom, którzy koniecznie chcą mieć na ścianie coś cholernie drogiego i
              prestiżowego z tej samej racji.

              ale skoro już dzieło jest uznane, to na pewno posiadanie go może nobilitować :]
              • barbasia1 Re: "Basen" & fejs case 27.11.11, 14:56
                grek.grek napisał:

                > wiesz, ktoś zawyrokowal, ze to dzieło, a coś innego dziełem nie jest :] Mona Li
                > sa niczym szczególnym się tam nie wyróżnia, może jej wyjątkowość i arcydziełowy
                > charakter obrazu
                > po prostu nam wciśnięto w świadomość ?

                To nie tak, genialność dzieła i jego twórcy, nowatostwo twórcy , oryginalość, przełomowy wkład w rozwój swojej dziedziny, tu malarstwa, stwiedza się nie arbitralnie, ale w wyniku studów i analiz, prównując dokonania domniemanego geniusza z dokonaniami innych twórców tej samej epoki oraz wczesniejszych .
                cdn.
                • grek.grek Re: "Basen" & fejs case 28.11.11, 14:01
                  z pewnością w częsci przypadków, ale drugą część i trzecią trzeba jakoś wypichcić, bo coś na tych aukcjach trzeba sprzedawać.

                  jakiś czas temu The Krasnals, grupa performatywna, ośmieszyli tzw. wysoką sztukę wciskając jakiemuś domowi aukcyjnemu przez się namalowane obrazy, który rzekomo miały być dziełami
                  znanego pędzlarza. i ci na to poszli, chyba nawet któryś się zdązył rozejść, zanim nieporozumienie/dowcip zostal wyjaśniony. tak to dziś jest,a może zawsze było ? nikt nie wie, ile obrazów wiszących w galeriach to podróbki oryginalnych dzieł ale ponoć większość ;] tak mówili znawcy tematu w tym dokumencie, co kiedyś go omawialiśmy, a ostatnio go powtarzali, o rynku dzieł sztuki, kradzieżach i gonitwach za złodziejami.
    • grek.grek co na dziś mamy... 25.11.11, 15:36
      przebiegam oczami, i oczyma też, po ramówce i jakby nie patrzeć "MIlczenie owiec" wydaje się
      najlepszym towarem dnia... swoją drogą, może nawet w dobry czas ta powtórka sto dwudziesta ? jednak moment, kiedy pojawia się Lecter w "Milczeniu" ma swoją wagę. to był ten moment, kiedy przedstawił się wszystkim kinomanom i kanibalom świata, by stać się w trymiga jedną z 10-15 najlepiej rozpoznawalnych i najbardziej zajmujących postaci w historii kina, mimo że w sumie przevbywa na ekranie jakieś 25 minut. ale ten pierwszy moment, ta twarz, ta poza Hopkinsa, to spojrzenie, a wszystko po odpowiednim przygotowaniu gruntu, za pomocą trwożliwego spaceru Starling zmierzającej pod jego celę, mieszczącą się w jakichś lochach, obfitującą w niezbyt kulturalne towarzystwo. Lecter zostaje przedstawiony jako najgorsza menda, kanibal, zwierze, kiedy Starling zmierza do jego celi na pierwsze spotkanie oczekujemy że stanie oko w oko z kimś wizualnie odpowiadającym tej zajawce. a tu - nic z tego. na pierwszy rzut oka Lecter jest rozczarowujący. niedaekwatny do zawartości anonsu. ale to tylko pierwszy moment, wkrótce ten kontrast między jego ogładą, finezją stylu bycia, a czynami jakich się dopuścił, jego zamiłowaniami kulinarnymi zaczyna odgrywać swoją rolę i wciągać po końcówki palców od stóp. i ten wzrok przenikliwy. grzeczność i te oczy zdradzające całkowicie zdrowgo i normalnego człowieka, z jednym małym defektem...

      tvn, 22 40.

      • grek.grek Re: co na dziś mamy... 25.11.11, 15:41
        P.S : polsat wrzuca film Danny Boyle'a, tym razem science fiction thrill, jak wynika z opisu. 22;15

        TVP, staram sie, na uszy wspinam, i niczego nie dostrzegam, poza powtarzanym dzielnie i nieustannie panem Bondem :]
        • barbasia1 Re: co na dziś mamy... 25.11.11, 16:00
          grek.grek napisał:

          > TVP, staram sie, na uszy wspinam, i niczego nie dostrzegam, poza powtarzanym dz
          > ielnie i nieustannie panem Bondem :]

          Ileż w nas dobrej woli, życzliwości dla telewizji w publicznej, heh. ;)
      • barbasia1 Re: co na dziś mamy... 25.11.11, 15:57
        "Milczenie owiec"
        Widziałam, dreszcz poczułam, od czubka głowy aż po koniszki palców u stóp, doceniam bardzo, w związku z czym ... nieprędko obejrzę ponownie.
        :)
        • pepsic ."Milczenie owiec" 25.11.11, 17:40
          Też podziękuję;)

        • grek.grek "Milczenie owiec", coś na ząb 26.11.11, 14:02
          a ja obejrzałem sobie raz jeszcze. Bardzo dobrze weszło. Może dlatego, ze poprzednie dwie powtórki zignorowałem ;]

          tak sie zastanawiałem, po tym co przeczytałem gdzieś, jak "Milczenie" by wyglądało bez Lectera ?czy to nadal by był dobry, klasowy thriller. I doszedłem do wniosku, że chyba jednak... nie. Postać Lectera winduje ten film z "dobrych" do "wybitnych", mających "to coś".

          bez niego byłby to dobry film pokazujący rzetelnie jak początkująca agentka zdobywa szlify w FBI łapiąc pokracznego nieco, ale jednak groźnego czuba uwalniając przy okazji córkę prominentnej aktywistki politycznej.

          [może i czub pokraczny, ale ten basowy głos, w połączeniu z facjatą... hehe, niezły dobór, trzeba przyznać, ze obsada jest świetnie skomponowana]

          podoba mi się ostatnie ujęcie, dlatego zawsze oglądam listę płac na zakończenie "Milczenia" aż do ostatniej deski. Egzotyczne takie, na Bahama to kręcili chyba ?

          bez scen z Lecterem najciekawszymi kadrami w tym filmie byłyby sceny, kiedy Starling musi się zmierzyć z przewagą męskiej populacji w policji. Np. kiedy jadą, z jej szefem, do Virginii, gdzie znaleziono ciało jednej z ofiar. Przyjeżdzają na miejsce, wchodzą na posterunek miejscowej policji, a tam... sami faceci. Szef Starling wchodzi do bocznego pomieszczenia, zostawia ją na chwilę samą, a ona zostaje pośród tej gromady redneków odzianych policyjnie, wpatrzonych w nią z mniej lub bardziej ukrywanym lekceważeniem "co to za dziewuszkę nam tutaj przysłali ? kto ty jesteś, ptaszynko ?" - a ona tak stoi między nimi, w paltociku, z teczuszką, jak wróbelek między sępami :} Agentka elitarnego FBI pośród zwykłych krawęzników, a to ona jest zmieszana i czuje się gorsza. Bo jest kobietą, a nie bo jest początkująca. Świetne ujęcie, przez około minutę kamera wchodzi jej w twarz z butami łapiąc tę jej nerwowość w mimice i wzroku.

          jedno mnie zawsze irytuje w tych amerykańskich thrillach, nie wszystkich może, ale w dużej części - obecność mediów. Akcja nie odbywa się kameralnie, dla widza, akcja w filmie zawsze jest coverowana przez media, wysyła się widzowi sygnał : te wydarzenia śledzi cała opinia publiczna. Zero intymności. Takie sztuczne i kompletnie zbyteczne podkreślanie rangi filmowych zdarzeń. nie umieją od tego uciec.

          Przesada z tym, co Lecter wykręcił podczas ucieczki. jednego 100 kg słonia powiesił efektownie i rozpłatał, drugiemu zdązył skórę z twarzy ściągnąc i użyć jako kamuflażu, z drugim policjantem zdązył się zamienić ubraniami i jeszcze go na dach windy cisnąć... a na atletę i sprintera nie wyglądał. zerowy udział realizmu :]

          dlatego, psycho-rozgrywka Starling i Lectera pozostanie pewnie na amen najlepszym wątkiem filmu, decydującym o jego klasie i miejscu w historii. całe szczęscie :]

          aha, z jednym zastrzeżeniem : mało finezyjne było to kilkakrotne powtarzanie Lectera "daj mi znać, kiedy owieczki zamilkną", jakby reżyser albo/i scenarzyści chcieli mieć pewność 234 %, że nawet widzowie lotni jak furmanka zrozumieją, dlaczego film nosi taki, a nie inny tytuł, i co się za nim kryje.

          • barbasia1 Re: "Milczenie owiec", coś na ząb 26.11.11, 18:21
            Dobre uwagi!

            /Żałuję teraz trochę, że nie zdobyłam się na powtórne obejrzenie "Milczenia ...". /
            • grek.grek Re: "Milczenie owiec", coś na ząb 27.11.11, 13:15
              dzięki :]

              nie ma strachu, na pewno jeszcze parę razy będą powtarzać, więc okazja Ci się nadarzy do
              odkurzenia tego filmu.
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 26.11.11, 14:12
      a na dzis ? Dla mnie dzis wieczor bojowy ;) Najpierw cwiercfinal TVoP, a potem MMA - mam nadzieje, ze mnie Mamed ucieszy ;) a i oko da nasycic ;)))
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 26.11.11, 15:37
        maniaczytania napisała:

        > a na dzis ? Dla mnie dzis wieczor bojowy ;) Najpierw cwiercfinal TVoP, a potem
        > MMA - mam nadzieje, ze mnie Mamed ucieszy ;) a i oko da nasycic ;)))

        :)))

        Widzę, że Maniusia, dziś z romantycznej w bojową, żądną krwi sią przemienia! ;)
        A Pudziana też dziś ktoś będzie bił?

        >a i oko da nasycic ;)))

        Brzmi zachęcająco! ;)))
        • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 26.11.11, 17:13
          barbasia1 napisała:

          > :)))
          >
          > Widzę, że Maniusia, dziś z romantycznej w bojową, żądną krwi sią przemienia! ;)
          > A Pudziana też dziś ktoś będzie bił?

          Podobno tez, ale pewnie odbedzie sie to tak szybko, ze nie zdaze zauwazyc ;)
          Ale jestem zlosliwa :)))
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 26.11.11, 17:27
            > Podobno tez, ale pewnie odbedzie sie to tak szybko, ze nie zdaze zauwazyc ;)
            > Ale jestem zlosliwa :)))

            Nooo! :)

            A Pudzian się odgrażał, że mocno trenował!?
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 6 (vol.17) 26.11.11, 16:02
        krucafax, to dla niemiłośników pudzianów i reszty menażerii zostaje jakieś s-f czerstwe w TVP 1 i film o upartym prawiczku w TVN ;]

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka