Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 7 (vol. 24)

22.09.12, 16:33
hmm, zalozyc przed pierwszym, czy nie zalozyc ;)))

Zakladam, bo juz ciezko sie w poprzednim polapac :)
Obserwuj wątek
    • maniaczytania Niedziela - pierwszy dzien jesieni 23.09.12, 18:45
      u mnie bylo slonecznie i ladnie, ale wietrznie bardzo, wiec raczej chlodno ...

      Niedzielne wieczory przez kilka tygodni u mnie beda wygladac tak samo - Masterchef Polska, Czas honoru 5 i Kosci 7.

      Ale cos tam Wam polece, moze ktos obejrzy ;)

      - tvp1 21.20 - Szalenstwa milosci - Salma Hayek i Russell Vrowe (tak, tak zagrali kiedys pare zakochanych) - nie do konca romantic comedy, ale jednak ;)
      - tvp2 pora dla Greka - 0.30 - Prowokator - polski film z 1995r., mnie sie podobal, bom wielka fanka Krzysztofa Pieczynskiego, ktory rzadko pozwala sie ogladac ;), z B. Linda!
      - tvn 21.00 - Kogel-mogel II
      - tvn7 - 20.00 - Czas patriotow - Harrison Ford i piekny i mlody Sean Bean w walce na smierc i zycie
      - tvp Kultura - 19.45 - Aniol zaglady - nie mam pojecia, ale napisze, a co ;) dramat meksykanski z 1962r. Luisa Bunuela - no, to juz troche nas naprowadza, nieprawdaz? :)
      a potem o 21.30 - Orlando z Tilda Swinton w dziwnej roli

      A przy okazji napisze, ze wczorajszy wieczor spedzilam czesciowo z Kultura wlasnie, bo najpierw ogladalam film dokumentalny o tym, jak Metallica nagrywala czarna plyte, a pozniej godzinny koncert Slasha z 2010r. - bylo ostro :)
      • barbasia1 Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 24.09.12, 21:49
        Kulturalny wieczór, kulturalna muzyka, Maniu!
        Podoba mi się ten utwór Slasha - "Far and Away"
        Z dedykacją dla Ciebie

        www.youtube.com/watch?v=dJ5vVhTBLGA&feature=related
        Teraz w Jedynce w poniedziałkowym Teatrze Telewizji premiera "Trzech sióstr". Nagrywam. :)

        Aha, melduje, że nic nie oglądałam w niedzielę wieczorem.
        • pepsic Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 25.09.12, 12:20
          Wychodzi, że tylko ja sumiennie odrobiłam zadaną pracę;) Zainteresowałam sie bunuelowskim "Aniołem zagłady". Z sumiennością pewnie przesadzam, bo czytałam jednocześnie książkę, ale trochę mnie nużyło przeciągające się przyjęcie:)
          ;)
          • barbasia1 Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 25.09.12, 17:03
            > Zainteresowałam sie bunuelowskim "Aniołem zagłady".
            [...]trochę mnie nużyło przeciągające się przyjęcie:)

            Ale doczekałaś do końca?

            Na stronie gazeta.pl piszą, że "Anioł zagłady" to "Jeden z najlepszych (i najokrutniejszych) filmowych dowcipów Bunuela". I że warto doczekać do końca, bo na finał mistrz Bunuel uszykował najbardziej przewrotny wic.

            Pepsic, co się zdarzyło na końcu ????

            film.gazeta.pl/film/2,23804,,Aniol_Zaglady,,5457509,2925.html
            Poproszę o powtórkę!
            :)

            • pepsic Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 26.09.12, 18:27
              Nastąpiło déjà vu. Tym razem wierni wraz z księżmi celebrującymi mszę święta poczuli niemoc i nie mogli wyjść z kościoła, do którego z drugiej strony napierał tłum przerażony rozruchami ulicznymi i ... tuptały owieczki. Bunuel tym sposobem zakpił zarówno z burżuazji, jak i KK.
              • barbasia1 Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 28.09.12, 20:10
                Dzięki, Pepsic! :)

        • grek.grek Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 25.09.12, 16:15
          haha, Barbasiu, i ja odpaliłem nagrywanie teatru :]

          no to... udaję się dziś na randkę z... Hankiem Moodym.

          stay tuned, jutro zrelacjonuję, co, jak, z kim i dlaczego :]
          • barbasia1 Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 25.09.12, 16:40
            > haha, Barbasiu, i ja odpaliłem nagrywanie teatru :]

            A wiesz, że o tym pomyślałam wczoraj wieczorem, że Ty pewnie też nagrywasz!?

            Przy okazji powiem Ci, że w praktyce 8 GB pojemności USB to strasznie mało! :/

            > no to... udaję się dziś na randkę z... Hankiem Moodym.

            Jak z Hankiem, to masz moje błogosławieństwo. Idź i baw się dobrze! ;)))
            A zdaj koniecznie relację jutro! :))

            Wprawdzie ten pierwszy odcinek to ja oglądałam, ale było to już tak dawno, że właściwie już niewiele pamiętam. Zresztą musimy tu mieć cały sezon skompletowany.

            :)
            • grek.grek Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 27.09.12, 13:32
              haha, no proszę, synchron jak w orkiestrze dobrej :]

              jeszcze nie zacząłem nagrywać za pomocą najnowszej technologii, za to
              wszelkie Twoje uwagi są cenne, bo w końcu nadejdzie wiekopomna chwiŁa
              i zacząć musiał będę. Póki co, cieszę się ostatnimi miesiącami szczęśliwego
              związku z moim magnetowidem ;]

              będzie cały sezon.
              taki jest plan.
              co więcej, na pewno w przeciągu kwartału ta seria doczeka się powtórki.
              Czesi tak już mają, hehe.
              1 sezon tylko w Cty oglądałem 3 razy, drugi tyle samo, a 3 i 4 po 2 razy.
              Telewizja, wyobraź sobie... publiczna :]
              Oni Californication, my... Barwy szczęścia ;]
              • barbasia1 Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 28.09.12, 20:57
                Myślałam sobie właśnie w poniedziałek też o zmianach technologii od czasów wideo na taśmy, wielkiego pudła; ja nagrywałam na sprzęt wielkości mojego niedużego kciuka!

                W nowych telewizorach wbudowane są wejścia USB.

                "Swoje Barwy" szczęścia, to Czesi też pewnie mają.
                Ale oprócz nich, właśnie, mają co sezon najlepsze, najnowsze światowe produkcje.

                Ale my też wreszcie doczekaliśmy się zopóxnieniem światowego hitu, serialu "Man Men" w TVPKulturze, powtórka dziś o 23.30, przypominam.
                :)

                >Póki co, cieszę się ostatnimi miesiącami szczęśliwego związku z moim magnetowidem ;]

                He,he! :)))
                ty jesteś wierny swoim starym miłościom, prawda? Przyznaj się. ;)
                • siostra.bronte Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 28.09.12, 21:01
                  Barbasiu, "Med meni" lecą od przyszłego tygodnia :)
                  • barbasia1 Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 29.09.12, 13:53
                    siostra.bronte napisała:

                    > Barbasiu, "Med meni" lecą od przyszłego tygodnia :)

                    He,he. :))
                    No właśnie. Przepraszam za falstart.
                    Narobiłaś mi, Bronte, apetytu zapowiedzią. :)
                • grek.grek Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 30.09.12, 13:56
                  o,i to znak czasu :]

                  hehe, może i mają, kto wie... tyle, że u nas tych "Barw" są już całe serie,
                  a owej równowagi brakuje, oni wolą kupować - u nas się rozprzestrzenia moda
                  na własną slabiznę albo kiepskie kopie.

                  czytałem Waszą rozmowę, też jestem ciekaw, co to za historyja będzie.

                  hehe, wiesz... niektórym ;]
                  • barbasia1 Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 01.10.12, 23:57
                    Tak.

                    Właśnie a propos w najnowszym "Magazynie świątecznym" jest duży artykuł pod wiele mówiącym tytułem "Jak wycieka kasa z telewizji", piszą tam zatrważające rzeczy, m.in., że telewizja z nieznanych powodów woli kupować za wielkie pieniądze słabe seriale od krajowych producentów zewnętrznych niż produkować je samodzielnie (co ,raz, byłoby o wiele tańsze, dwa, podobno, jak sugerują, gwarantowało by to lepszy poziom produkcji).

                    Niestety w sieci jest tylko fragment:
                    wyborcza.pl/magazyn/1,128596,12568623,Jak_wycieka_kasa_z_telewizji.html
                    > hehe, wiesz... niektórym ;]

                    Wiem, wiem, oprócz wideo, "filmowemu Papillonowi" i serialowej "Lalce". :))
                    • grek.grek Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 02.10.12, 13:48
                      ano właśnie, wygląda to na jakiś szwindel, ewentualnie na calkowite lekceważenie publicznych
                      pieniędzy, czyli... z grubsza na to samo.

                      masz dobrą pamięć, Barbasiu :]
                      • barbasia1 Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 05.10.12, 23:09
                        :))
      • grek.grek Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 25.09.12, 16:13
        u mnie to samo, tylko wiatr ciepły, więc nawet w nocy było przyjemnie; heh, lato, proszę
        ja Ciebie :]

        w niedzielę miałem Borgiów, potem kimono, a później Pitbull [skandal, że te powtórki
        puszczają w środku nocy]

        dzisiaj zamierzam odświeżyć "Wszystko co kocham" i no startuje Californication V.

        może "Le Mans" w Ct 2, jak się uda, a jak się nie uda, to... zaoszczędzicie trochę
        zdrowia, bo nie zdołam go opisać ;]
        • siostra.bronte Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 25.09.12, 17:01
          "Le Mans" z McQueenem??!
          Zamieniałabym ten film na wszystkie pozostałe wymienione przez Ciebie :)
          • barbasia1 Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 25.09.12, 17:12
            Jak Grek nie będzie zbaczał z kursu to obejrzy zapowiedziane pozycje i na "Le Mans" z McQueenem zdąży, widzę.

            Bardzo późną Czesi pokazują tym razem Californication, dopiero o północy się zaczyna!?


            :)
          • grek.grek Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 26.09.12, 13:22
            Siostro, Barbasiu... muszę Was rozczarować, Le Mans nie zdołałem ogarnąć...
            jednak jak się okazalo "chodzenie bez nakręcania" w moim przypadku również
            ma swoje limity ;]
            a sądziłem, że za jakiś czas będę gotowy,żeby przebić Davida Blaine'a, który
            zdaje się nie spał 11 dni;]

            [nie wiem tylko, czy pobił ten rekord, czzy się tylko przymierzał... albo nadal
            przymierza]

            liczę, że może jeszcze Le Mans wypłynie w Ct. "Zapaśnika" powtarzali, więc...
            szansa zawsze jest. za to nocną porą obejrzałem powtórkowo "Wojaczka" i
            "Wszystko co kocham", ktore to tytuly zapewne znacie...
            • barbasia1 Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 26.09.12, 15:07
              Ożeż, Greku, nie pobijaj rekordu Davida Blaine'a!

              Nie ma problemu.
              :)
      • marcel109 Re: Niedziela - pierwszy dzien jesieni 04.10.12, 13:56
        Po co wy się ludzie tym pudłem trujecie :O

        --
        musisz zobaczyć
    • siostra.bronte "Mad men" w Kulturze 25.09.12, 17:23
      Od przyszłego tygodnia. A to niespodzianka!
      Co prawda z paroletnim opóźnieniem, ale zawsze.
      Aż musiałam o tym napisać już dzisiaj :)
      • maniaczytania Re: "Mad men" w Kulturze 25.09.12, 20:13
        cholerka, w porze "Paradoksu" ...
        a powtorka "Paradoksu" w porze "Kosci" ...
        a powtorka "Kosci" ... qrna, to chyba jedyny serial bez powtorki ;(((

        i co ja biedny mis zrobie ...
        • maniaczytania Re: "Mad men" w Kulturze 25.09.12, 20:17
          aaa, jest wyjscie, jest!! :)
          Powtorka "Mad men" w piatkowy wieczor pozny, bo pozny, ale dla mnie osiagalny - 23.35
        • siostra.bronte Re: "Mad men" w Kulturze 25.09.12, 20:17
          :))
        • barbasia1 Re: "Mad men" w Kulturze 26.09.12, 14:58
          maniaczytania napisała:

          > cholerka, w porze "Paradoksu" ...
          > a powtorka "Paradoksu" w porze "Kosci" ...
          > a powtorka "Kosci" ... qrna, to chyba jedyny serial bez powtorki ;(((

          hehehe :)))

          Świetna wiadomość, Bronte, szkoda tylko, że "Man Mani" nakałdają się na "Paradoks". A powtórka w piątek późno. Ale jakoś sobie poradzimy! :)
        • pepsic Re: "Mad men" w Kulturze 26.09.12, 18:18
          "Kości" lecą na FOX HD, ale nie pytaj, czy to powtórki:)
          A co to jest "Mad men"??
          • siostra.bronte Re: "Mad men" w Kulturze 26.09.12, 19:07
            Kultowy serial amerykański. Akcja toczy się na początku lat 60-tych w agencji reklamowej.
            Zastanawiam się jak będzie przyjęty, bo jest chyba mocno osadzony w ichniejszej kulturze i obyczajowości. Dla nas może być zbyt hermetyczny.
            Ciekawe, że wylądował w Kulturze. Czyżby dla jedynki lub dwójki był zbyt ambitny?

            Znalazłam trailer :)
            www.youtube.com/watch?v=4AUfdF_T6Fs
            • pepsic Re: "Mad men" w Kulturze 26.09.12, 19:14
              Trudno się wypowiadać na podstawie trailera, hm... mam wątpliwości, czy chwyci. ale co tam, zerknę, co mi szkodzi:)
              • siostra.bronte Re: "Mad men" w Kulturze 26.09.12, 19:19
                Ja też mam pewne wątpliwości, ale dam mu szansę :)
    • grek.grek Californication V - 1 26.09.12, 12:53
      a więc... jest tak, jak to zwiastowałaś, Barbasiu, za pomocą linków zdradzających
      stan wyjściowy :]

      Po 2,5 roku Hank wraca do LA z Nowego Jorku, na zaproszenie łysego.

      Najpierw jednak zrywa ze swoją nowojorską dziewczyną. Wybiera fatalne miejsce -
      knajpę pełną ludzkości. Próbuje zrobić to elokwentnie, ale gubi się okropnie i
      ostatecznie kończy się sceną - Hank wyznaje jej, że "było nam miło, ale tak
      sądziłem, że to wszystko niezobowiązująco... nieoficjalnie...", na co dziewoja
      dostaje palmy, oblewa go... tym, co tam akurat popijała, a potem wykrzykuje
      na całą salę, że "[Hank] jest świnią, która pouswa dziewczyny w tyłek...
      ale za to nieoficjalnie !" :] I odchodzi stukając obcasami.

      W samolocie lecącym do LA Hank poznaje apetyczną czekoladową pannę.
      Dobrze im się rozmawia, zacząwszy od tego, że Hank zajmując miejsce
      potrąca ją w łokiec, a ona oblewa się jakąś wodą, czy czymś mocniejszym,
      rzucając tekstem w stylu "no i spowodował pan, że jestem cała mokra...", co
      Hank oczywiście żartem przyjął w dwuznaczny sposób.
      Chwilę póxniej okazało się, ze niestety dziewczyna musi się przesiąść, bo siedzi
      na miejscu grubszego okularnika, tak na oko 150 kg nieżywej wagi, chociaż...
      może i żywej, jak się gramolił przez Hanka do swojego miejsca przy oknie i
      niebagatelnych rozmiarów tyłkiem deformował Moody'emu twarz... wydawał się
      nad wyraz ożywiony. Potem zaczął konsumować jakieś chrupki z torby. Torba owa
      ofk mu się rozpruła, chrupki rozsypaly się Hankowi wszędzie, gruby zaczął je
      zbierać macając przy okazji Hanka tam, gdzie nie powinien forsujac zasieki wszelakie...
      Koszmar ;]

      Na szczęście po następnej chwili wyszło, że Hank również siedzi nie na swoim
      miejscu. jego miejsce właściwe znalazło się... z powrotem obok czekoladki, a
      obok grubego usiadła jakaś starsz kobieta, o aparacji angielskiej starej damy.

      Rozmowa więc mogła się toczyć dalej, a jej kumulacja nastąpić miała w
      damskiej toalecie podczas lotu... Ona tam poszła, on za nią, ona go nie
      wyprosiła... już zaczęli działać... kiedy wtargnęła im w paradę ta starsza
      babka, z tekstem "domyślam się, co tu robicie, ale uwierzcie mi - to ja mam
      ważniejszą rzecz do zrobienia akurat tutaj". No i nie wyszło. Na lotnisku
      Hank próbuje zdobyć numer telefonu swojje niedoszłej, ale ona odjeżdza, a on
      zostaje z pustymi rękoma.

      za chwilę ma je pełne, bo ściska łysego, który po niego przyjechał/. I to nie
      sam, bo ze swoim synem, 2 -letnim. Kudłatym i w okularach.

      Po przyjeździe na stare śmiecie, okazuje się, ze Karen mieszka z tym profesorem,
      literatem, który w "3" poszedł na odwyk. Teraz wygląda na wyleczonego ;] Karen
      mówi do Hanka "on jest taki jak ty, tylko przystoniejszy", no i pewnie mniej ulega
      skłonnościom do przypadkowych romansów... W każdym razie, Hank próbuje im
      dogadywać, ale widać, ze Karen jest szczęśliwa. Chałupa ma ogród przed i
      za, kwiaty dookoła domu, normalnie "se gniazdko uwili" ;]

      Córka Hanka ma już faceta, i to starszego od siebie o 6 lat. Hank nie może
      uwierzyć, kiedy Karen mówi mu, że Beccy nie ma, bo nocuje u swojego chłopaka.
      Chłopak ofk pojawia się, na zaplanowanej kolacji - Hank mu dogryza, Becca jest
      wkurzona,że stary sie zjawia po 2 latach i ma coś do powiedzenia o jej życiu i
      jej o życiu. Chłopak jest bystrzak, natarczywe pytania Hanka zbywa, albo
      nawet pomaga mu, mówiąc do Beccy "nie miej mu tego za złe, on się o ciebie
      martwi, po prosstu" i tą swoją pomocą jeszcze bardziej Hanka wnerwia. Ostatecznie,
      oboje, Becca i chłopak, wlewają w gardło trochę wina i mają zamiar jechać
      autem gdzieś, Hank próbuje ich powstrzymać, na co Becca odpala mu, że "robił
      takie rzeczy nagminnie, a teraz próbuje jej zabraniać", na co Hank "to, ze ja robiłem,
      nie znaczy, że masz moje błędy naśladować", co trafia w próznię, bo widać, że
      2 lata oddalenia zrobiły swoje w ich relacjach.

      ofk, Moody z łysym odwiedzają Marcy, która mieszka ze Stu, producentem filmowym,
      pamiętnym z "4".
      Zastają ich w sypialni, goły Stu akurat trzyma głowę między nogami zachwyconej Marcy i oboje nie zdają sobie sprawy z tego, ze ktoś ich obserwuje.
      Hank i łysy oczywiście śmialiby się z nich wesoło, gdyby nie to, ze łysy zauważa, iż
      jego syn siedzi blisko łózka. Wpada do pokoju i robi scysję "jak możecie się piep,rzyć, kiedy
      dziecko na to patrzy, MOJE dziecko !". Nastrój pryska, a ostateczny ochrzan od Marcy dostaje... latynoska pokojówka, która nie upilnowała małego.

      TO Stu umawia Hanka z raperem Samurajem Apokalipsy [ o kruca... ;)]. Gra go Rza z Wu Tang Clan. Samuraj mieszka luksusowo, ma białego kamerdynera imieniem Alfred [ Hank : czemu Alfred ? Samuraj : jak byłem mały, to powiedziałem swojej matce, że kiedyś będę bogaty i będę miał lokaja Alferda, więc... jak zostałem bogaty to sobie Alferda sprawiłem"], praktykuje jogę i chce koniecznie aby Moody coś dla niego napisał. Co ? np. ksiązkę "Gliniarz w Santa Monica",z której da się zrobić scenariusz filmu, a Samuraj będzie w nim jak Eddy Murphy w Gliniarzu z Beverly Hills - Hank niekoniecznie jest zainteresowany taką propozycją. Na pewno mniej niż... czekoladką w samolotu, która niespodziewania pojawia się w rezydencji Samuraja. Jego dziewczyna ? jakaś aktorka ? piosenkarka ? Pewnie się to wyjaśni niebawem, w każdym razie dziewczyna wchodzi i "niechący" oblewa wodą Hanka. który jeszcze tylko sparodiuje cienkim głosem murzyński slang raperów, zrobi z tego pożegnanie i sobie pójdzie.

      [pewnie wróci...]

      No i w ostatniej scenie wchodzi do łysego, który jest zajęty, a jakże... jakąś dziewczyną, a potem tańcuje po pokoju z radości,ze "to była setna". że niby setna kochanka... scenarzyści istotnie puszczają wodze fantazji ;] Hank jest mniej zadowolony z całokształtu i przebąkuje,że chciałby wrócić do Nowego Jorku. Karen szczęśliwa, córka go nie potrzebuje, czekoladowa oblewa go wodą, Samuraj to jakiś oszołom, Marcy i Stu... szkoda gadać.... ;] Co ma tam do szukania... ale pewnie zostanie ;]

      cóż, powiem Ci, ze widać, iż kontynuacja jest wysilona lekko, scenariusz nie powala,
      ale dobrze widzieć stare gęby i... niestety, gdzieniegdzie stare tyłki [męskie, dlatego niestety].
      Jakoś musieli zacząć, więc - zakładając, że i tak jestem gotów na 12 odcinków - pozostaje
      nadzieja, że chociaż nos zostanie powyżej tafli wody, kiedy rozlegnie się końcowa syrena :]
      • siostra.bronte Re: Californication V - 1 26.09.12, 13:04
        Przeczytałam tylko początek i koniec, bo tego serialu nie oglądam.
        Ale to wystarczyło, żeby się pośmiać :))
        • grek.grek Re: Californication V - 1 27.09.12, 13:25
          o, zachęcam do spróbowania.
          jakkolwiek, w tym momencie chyba żaden ogólnodostępny polski kanał nie
          pokazuje tegoż serialu.
          ale... jesli będziesz miała okazję...

          he he, dużo seksu na wesoło, pikantnych dialogów i egzystencjalno-obyczajowego
          miszmaszu, z domieszką świetnych kawałków muzycznych z lat 70 i 80-tych,
          no i David Duchovny nie do poznania, w porównaniu z Mulderem.

          w 4 serii jest nawet scena, pamiętasz Barbasiu ?, kiedy Hank/David wybiera
          się do sądu, na swoją własną sprawę, stoi przed lustrem wystrojony w garnitur
          i rzuca ponuro : wyglądam jak agent FBI :]
          • siostra.bronte Re: Californication V - 1 27.09.12, 13:41
            Ten serial leciał na jakimś kanale, który mam, nie pamiętam już jakim.
            I nawet raz obejrzałam jeden odcinek. Ale jakoś mi się nie spodobał. Nie żebym była pruderyjna, ale ten typ humoru do mnie nie trafia :)
            • pepsic Re: Californication V - 1 28.09.12, 20:07
              Mam podobnie. Monotematyczny, zbytnio ociekający seksem.
          • barbasia1 Re: Californication V - 1 29.09.12, 15:43
            grek.grek napisał:
            > w 4 serii jest nawet scena, pamiętasz Barbasiu ?, kiedy Hank/David wybiera
            > się do sądu, na swoją własną sprawę, stoi przed lustrem wystrojony w garnitur
            > i rzuca ponuro : wyglądam jak agent FBI :]

            :)
            O! Nie pamiętam tej sceny!? Świetna aluzja do Muldera!
      • barbasia1 Re: Californication V - 1 26.09.12, 15:43
        Ślicznie opowiedziane. Jakbym znów oglądała ten odcinek! :)))

        Konwencja czy chcemy czy nie chcemy z kolejnymi sezonami wypala się .

        Pozostaje więc mieć nadzieję, że dalej nie będzie gorzej.
        I że serial nas rozbawi jeszcze nie raz.


        :)
        • grek.grek Re: Californication V - 1 27.09.12, 13:27
          Dzięki :]

          właśnie.
          póki będziemy ogladać, póty będą kręcić :]

          o, wystarczy kilka scen do zapamiętania, 1-2/3 odcinki na wysokim
          poziomie [czytaj : w stylu i klasie 1 serii], żeby ta 5 odsłona dała się
          zjeść jakoś.
          • barbasia1 Re: Californication V - 1 28.09.12, 20:59
            Otóż. :)
    • pepsic "33 sceny z życia" dzisiaj na kulturze, 21:05 26.09.12, 18:37
      Robi wrażenie. A poza tym widzę ciemność. No chyba, że wynajdę coś na kanałach szemranych (za Siostrą, cokolwiek to znaczy;).
      • pepsic Re: "33 sceny z życia" dzisiaj na kulturze, 21:05 26.09.12, 18:45
        A jutro powtórka: "Matka Joanna od kotów" o 21.20. Dziewczyny, Maniu, Siostro - odważcie się i przekonajcie, czy ktoś zawinił. Jest tylko kłopot, zachodzi na "Paradoks" i na "Samotnego Mężczyznę" w ramach cyklu KK.
        • siostra.bronte Re: "33 sceny z życia" dzisiaj na kulturze, 21:05 26.09.12, 19:18
          Wiedziałam, że "szemrane kanały" nie przejdą bez echa :)
          "33 dni z życia" były już parę razy, ale jakoś nie mogę się do tego filmu przekonać.
          "Kotów" nie obejrzę, bo nastawiam się na "Samotnego mężczyznę". Może innym razem?


          • maniaczytania Re: "33 sceny z życia" dzisiaj na kulturze, 21:05 26.09.12, 19:49
            no i ja jak siostra - czekam juz dlugo na tego "Samotnego mezczyzne", wiec mu nie odpuszcze ;)
            • siostra.bronte Re: "33 sceny z życia" dzisiaj na kulturze, 21:05 26.09.12, 19:59
              Jestem bardzo ciekawa tego filmu, bo opinie są bardzo różne :)
    • grek.grek KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 27.09.12, 13:38
      zatem, Czcigodne, może oficjalna zapowiedź "Samotnego mężczyzny" ?

      Kocham Kino, 22:05.
      o, i gotowe ;]

      21:00, Paradoks 4.
      ponoć słabe ratingi, ok. 1,4 mln ludzkości; więc jesteśmy w ... elicie ? niszy ?

      Czesi dają "Sierociniec", fajtłapy spóźnione ;]], więc dzisiaj konkurencji
      nie stwarzają.







      • siostra.bronte Re: KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 27.09.12, 13:46
        Jak pisałam wcześniej, ciekawa jestem tego filmu. Bo opinie miał różne. Jak widać mamy tutaj spore oczekiwania. Obyśmy się nie rozczarowali.
        To oczywiste, że jesteśmy elitą, pod każdym względem :))
        • grek.grek Re: KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 28.09.12, 14:59
          zatem, ciekaw jestem jak wypadły oględziny :]

          hehe, i skromni jesteśmy ;]]
      • angazetka Re: KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 27.09.12, 17:01
        "Samotny mężczyzna" jest filmem oszałamiającym i bardzo warto go obejrzeć (albo obejrzeć po raz kolejny, jak to mam w planach)... Dopieszczonym wizualnie, wysmakowanym, bardzo gorzkim... Piękny wieczór się zapowiada.
      • barbasia1 Re: KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 27.09.12, 22:19
        > Czesi dają "Sierociniec", fajtłapy spóźnione ;]], więc dzisiaj konkurencji
        > nie stwarzają.

        Jak to przecież Czesi dali wcześniej od nas! Ty zobaczyłeś i nam opowiedziałeś! A ja jeszcze nie powiedziałam, że bardzo mi się podobał "Sierociniec", przejmujący zwłaszcza koniec (Ależ mam zaległości w postach!) Później napisze słówko, bo za chwilę zaczyna się "Samotny mężczyzna".

        > 21:00, Paradoks 4.
        > ponoć słabe ratingi, ok. 1,4 mln ludzkości; więc jesteśmy w ... elicie ? niszy

        Szkoda, bo to niezły serial, mówię to z całym przekonaniem.

        Tylko 1,4 mln ludzkości? Przy dwóch emisjach? Dziwne? Chyba, że biorą tu pod uwagę tylko tę czwartkową oglądalność!?
        Zastanawiam się, czy to czasem program pani redaktor Jaworowicz nie jest killerem oglądalności "Paradoksu". To samo było z "Instynktem".
        • grek.grek Re: KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 28.09.12, 15:04
          masz doskonałą pamięć, Barbasiu. Moja zaś... sama widzisz - początek końca.
          Pamiętam już tylko to, co powinenem zapomnieć, ha ;]

          mądre pytanie.
          nie mam pojęcia, czy liczą tylko czwartek, czy doliczają doń niedzielny riplej.

          być moze konkurencja istotnie wpływa na obniżkę.
          z drugiej strony, może 1,5 mln to jest dla produkcji tego typu dobry wskaźnik ?..
          Ludożerka masowo włącza na M jak Miłość etc., seriale thriller/sensacja mają
          zwykle [oraz : zasady] niższą oglądalność.
          • barbasia1 Re: KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 28.09.12, 20:08
            Hehe! Żartujesz! Wcześniej też żartowałeś. Nie myśl, że się nie domyśliłam. Pamiętasz wszystko dobrze!

            A tak przy okazji, jakem strasznie ciekawska baba, tak chciałabym strasznie wiedzieć, co to takiego,to, co powinieneś zapomnieć, a jeszcze pamiętasz, powiedz mi, proszę, proszę, nikomu nie powiem, nikt inny się o tym nie dowie. ;)

            Jeszcze trochę czasu upłynie i wszystko zapomniesz. ;)
            Sorry, za ten czarny humor.
            Czytam teraz do snu Topora, "Chimerycznego lokatora". Na kanwie tej powieści powstał film Polańskiego "Lokator" (1976). To napisali napisali na okładce.
            I jeszcze to:

            "Trelkovsky dopiero co wprowadził się do mieszkania mieszczącego się w tajemniczej kamienicy. Pełno w niej dziwaków, którzy każdego człowieka próbują wepchnąć w idealną formę. W ich czystym , harmonijnym świecie nie ma miejsca na indywidualność, osobowość, czy bycie sobą.

            Sąsiedzi kradną Trelkovsky'emu przeszłość, zmieniają przyzwyczajenia, dobierają się nawet do jego płci. gdy ten nie daje się stłamsić, postanawiają go wyeliminować. on jednak jest na tyle bezczelny, że nawet nie próbuje popełnić samobójstwa. poirytowani, decydują się na morderstwo ... nie biorą jednak pod uwagę, że nowy "lokator" wcale nie wybiera się na tamten świat ..."

            Prawda. Też myślę, że 1,5 miliona ludzi to całkiem przyzwoita oglądalność.


            Pani Jessie Ware zaśpiewa dla Ciebie i wszystkich piosenkę "Wildest Moments":
            (podsłuchałam na Trójce,właśnie leci Lista Przebojów)

            www.tekstowo.pl/piosenka,jessie_ware_,wildest_moments.html
            Zakochałam się w tej piosence od pierwszego wysłuchania ...
            • grek.grek Re: KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 29.09.12, 13:10
              naprawdę, umknęło mi, zupełnie :]
              To Ty pamiętałaś dobrze i brawo Tobie.

              haha, sam nie wiem, co by tu wybrać ;]]

              czarny humor zawsze mile widziany, hehe.

              o, kiedyś widziałem "LOkatora", mogliby kiedyś powtórzyć w tiwi.
              Jak filmy POlańskiego, to "Dziewiąte wrota" [jako i wczoraj], "PIanista",
              "GOrzkie gody" [2 razy w Polsacie w tym sezonie], czasami
              NÓz w wodzie, a jeszcze czasami Dziecko Rosemary",
              jak z jakiejś playlisty. A LOkator właśnie oraz Wstręt - całkiem
              zapomniane, chociaż niektórzy filmoznawcy stawają je na samym
              czele tego, co mister Roman nakręcił.

              Tak czy owak, życzę miłej lektury, Barbasiu :]

              o, słyszałem ten kawałek kiedyś, także, fakt bardzo zapada
              w pamięć, a i głos znakomity, trochę mi się skojarzyła mrs Ware
              z młodą Sinead O'Connor, trochę podobna maniera i chyba nawet
              sam utwór, linia melodyczna, gdzieś zbliżona do wczesnej Sinead.
              Jak uważasz ?
              • barbasia1 Re: KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 29.09.12, 14:21
                Zacznij może od ... końca!?? Jestem wielkim uchem Dżeka. ;)))

                Właśnie o tym myślę, bardzo chciałabym zobaczyć te dwa filmy Polańskiego, "Lokatora" i "Wstręt".

                Dzięki, Greku. :)

                Młoda Sinead O'Connor - Ha! Rzeczywiście, coś w tym jest! :)

                Wielkimi oczami Dżeka, także jestem. ;)))
                • grek.grek Re: KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 30.09.12, 13:59
                  haha, pomyślę o tym... ;]

                  LOkatora strasznie dawno temu chyba Polsat pokazywał późną nocą, może
                  kiedyś szarpną się na powtórkę...

                  majpleżer [jak zawsze]

                  prawda ? brzmienie dośc podobne, głos dźwięczny, ale... chyba by trzeba
                  całą płytę przesłuchać, żeby dojść ewentualnych podobieństw w tzw. całokształcie,
                  prawdaż ?

                  • barbasia1 Re: KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 02.10.12, 00:01
                    Eeeee, jak będziesz się tak zastanawiał czy powiedzieć, to wszystko zapomnisz! I ja się nie dowiem! ;/

                    Prawdaż, prawdaż.
                    • grek.grek Re: KOcham Kino "Samotny mężczyzna" 22:05 02.10.12, 13:50
                      haha, :]]

    • grek.grek "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 28.09.12, 13:44
      Paradoks.
      w mojej optyce, to byś najlepszy odcinek.

      Scena, w której lekko przyczadzony ksiądz wpada na posterunek i
      nawija, że "spowiadał człowieka, który mu naopowiadał takich rzeczy, że
      on się teraz tego człowieka boi"... zapachniało wreszcie thrillerem.

      A potem scena, kiedy policaje przeszukują tę chatę strzechą krytą i Kaszowski
      zauważa, że "co to za wiejski dom, w którym na ścianach nie wiszą święte
      obrazki"... znów zapachniało :]

      nie bardzo rozumiem, dlaczego rozwiązania tych crime stories dowodzą, że
      Kaszowski nie zamyka przestępców, bo uznaje, że "sąd sądem, a sprawiedliwość
      ludzka musi być po ich stronie" ? co to za kot, który nie łapie myszy ?

      powstający romans komisarki i policaja - trochę ją wreszcie uczłowiecza, bo
      dotąd była tak sztywna i aseksualna, że aż musiałem oglądać ten serial
      w kożuchu z wielbłąda ;]

      "Samotny mężczyzna".

      Tak się zastanawiam, bo angielski tytuł brzmi "Single man" - Man, to nie tylko "mężczyzna", ale
      i przeca "człowiek".

      Moim zdaniem - nie bez kozery. Wskazuje to, wg mnie, na uniwersalny charakter tej
      historii. Chodzi o ból po stracie, rozpacz i szpagat między życiem i śmiercią : czlowieka.
      Nie "geja, któremu zmarł ukochany". W ogole nie chodzi przecież o orientację seksualną.
      Chodzi o ludzkie arcyludzkie. To polskie tłumaczenie wydaje mi się zawęża właściwy sens
      oryginału, a nawet go przeinacza niekorzystnie.

      Prowokacja niezwykle interesująca, zauważyliście/odebraliście to tak samo ?
      Co by nie powiedzieć, to utożsamienie się z ekstremalnie ludzkimi rzeczami, jak ból, żałoba i
      utrata sensu życia, zapewne by było, dla wielu widzów [stawiam w ciemno] znacznie
      prostsze, gdyby np. historia opowiadała losy matki, którs straciła córkę, albo ojca, który
      utracił syna, albo... itd.

      A tutaj jest gej, który postradał innego geja. Niby boli go tak samo, jak innych, ale...
      ale co się gej pokaże jak "jeden z nas/nich?", to zaraz wchodzi retrospekcja i ten
      gej się z innym gejem całuje, obściskuje, biega na golasa... albo flirtuje z innymi
      gejami, i to w wieku jego synów, gdyby ich miał, a miałby jakbyś... i sami
      rozumiecie, że ten film stwarza problem. Niełatwo jest polubić głównego bohatera,
      nie dlatego, ze coś z nim nie tak, że pije, koksuje i kradnie babci rentę - nie,
      trudno go polubić, bo jest inny, a ta inność jest krępująca, jest inną innością -
      nawet Murzyna który szlocha po białej żonie łatwiej pewnie jest przełknąć i
      jak w retrospekcjach mają seks, to aż tak to nie bodzie w łydkę. A tutaj -
      wg mnie : może/mogła zachodzić w.op trudność odbioru.

      Orientacja seksualna bohatera jako rzecz rozpraszająca i utrudniająca empatię
      widowni - jak sądzicie ?

      Mnie się wydaje, że jakkolwiek "Man" oznacza człowieka, to już w samej
      fabule mimo że "man-człowiek", to jednak nie do konca jako "man-człowiek i
      kropka" może być odbierany, ze jego homoseksualizm powoduje trzaski
      na łączach [ może powodować].

      Wg mnie, to jest tego filmu największą zaletą - zmuszenia widza do skonfrontowania
      w sobie : z jednej strony, współczucia dla bohatera, z drugiej - limitującego albo
      utrudniającego wczucie się w jego emocje stosunku do homoseksualizmu, nie : słowa,
      ale do obrazków "dwóch migdalących się faciów".

      kruca, gdyby jeszcze ci geje byli sfatygowani, a to same lalusie ;] tacy wypomadowani i
      gładcy jak pupa niemowlaka.

      Bardzo dobry zabieg reżyserski, że zostało to tak, a nie inaczej przedstawione. Glamurowo,
      dodatkowo konfundująco dla, jak mniemam, sporej części widowni, zmuszając ją do
      wysiłku, albo do kapitulacji - oba rozwiązania dla filmu są wyróżnieniem, dowodem na to, że
      spełnił misję.

      Dodatkowo, reżyser się spisał, bo nie poszedł w jakieś tanie egzaltacje, ckliwości prawie udało mu się uniknąć, zagrał mu koncertowo Colin Firth, którego mistrzowsko obsadził, a całość nie
      wyrżnęła orła na skórce od banana, którą byłoby pokazywanie snuja rozpływqającego
      się nad sobą. POczątkowe monologi były chwilami kiepskie ["patrzę w lustro i widzę
      udrękę"], ale później coraz lepiej się działo.

      wszelkie obrazki pukania w dno od spodu przełamała scena, kiedy profesor nie może
      stzrelić samobója, bo mu ciągle poduszka przeszkadza, a potem włazi w obcisły śpiwór,
      zamyka się i wyczynia w środku rozmaite mecyje, co z zewnątrz daje obraz przekomiczny.
      świetna scena.

      Ale i tak bank rozbiła Julianne Moore.
      po tym poznać klasę kobiety, kiedy potrafi z wdziękiem rzucić "pie,prz się" do faceta,
      który jej złośliwie przygadał :] Tutaj mówi to na wesoło, bo są przyjaciółmi z psorem, ale
      i tak wypadło rewelacyjnie, a sama JUlianne jak zawsze warta każdego kilograma z tych
      niewielu, które waży.

      szata graficzna i muzyczna, perfect-com :] W zasadzie, tak to nakręcono, umiejscowiono i
      omuzykalniono, że momentami dialogi nie nadążały za poziomem estetyki. Pełna zgodność
      wszystkich elementów przedstawienia, skoncentrowanego na zdawaniu sprawozdania z nastrojów i stanów ducha i ciała bohatera.

      I, chwila moment, co to było w tym finale ? Facet padł na atak serca ? Wiem, ze to lekki obciach, ale nie rozstrzygnąłem, czy on zmarł czy tylko się poturbował i w stanie nieprzytomności zobaczył swojego przyjaciela ?

      [gdyby zmarł, to do zalet filmu dołączyć by można ciekawy paradoks : zginął tragicznie
      w momencie, w którym odnalazł chęć do życia i porzucił myśl o sambójstwie]

      tyle ode mnie, a jak Wasze wrażenia, Czcigodni ?



      • grek.grek Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 28.09.12, 15:08
        Julianne jest... warta tyle złota, ile kilogramów waży.
        tak miałem napisać, ale jak zwykle spaliłem cały koncept :]
      • siostra.bronte "Samotny mężczyzna" 28.09.12, 15:13
        Ciekawa recenzja :)
        Ale w paru kwestiach mam inne zdanie.
        Myślę, że dla widzów, którzy przeżyli, zwłaszcza niedawno, utratę bliskiej osoby, to właśnie film o żałobie. I nieważne czy chodzi o ojca, partnera czy jeszcze kogoś innego. Oglądając film przypominają sobie te uczucia i przeżycia.
        Znakomita jest scena kiedy George miota się po kuchni, próbując zrobić śniadanie. Bardzo prawdziwie pokazane uczucie bezradności.
        Ciekawe, że homoseksualizm bohatera tak Cię krępuje i utrudnia empatię. Dlaczego?
        Myślę, że dużą zaletą filmu jest właśnie odejście od stereotypów geja w kinie.
        Z jednej strony many homoseksualistów pogrążonych w poczuciu winy (czego chyba nawet od nich oczekujemy), tudzież walczących z nietolerancją otoczenia. Vide: "Mój nauczyciel" opisany przeze mnie.
        Z drugiej: zupełne przeciwieństwo, czyli gej jako facet swobodnie traktujący wszelkie normy moralne i obyczajowe. Nierzadko powiązany z półświatkiem. Czyli jak u Almodovara :)
        A tutaj mamy niespodziankę. George jest wrażliwym, eleganckim i na dokładkę seksownym facetem. Kto to widział? Nie dziwota, że widzowie mogą być skonsternowani.
        I film pokazuje, że ten facet przeżywa pierwsze zauroczenia (scena poznania Jima), uczucia, żałobę jak wszyscy inni.
        Zresztą trzeba zwrócić uwagę, że w filmie nie ma w ogóle scen miłosnych. W retrospekcjach jest raptem jedna scena pocałunku bohaterów, żadnego ostentacyjnego obściskiwania nie zauważyłam. I to wystarczyło, żebyś aż tak się, Greku, zbulwersował?
        Owszem jest trochę flirtowania z młodymi chłopcami, tudzież golizny, ale pamiętajmy, że to wszystko wydarzyło się w dniu, który miał być ostatnim dniem życia George'a. Zdecydowanie mógł bardziej zaszaleć :)
        Zgadzam się, że Colin Firth zagrał wspaniale. Bardzo oszczędnie, bez egzaltacji. I Julianne Moore też była świetna.
        Tak, bardzo ciekawym pomysłem było skontrastowanie pięknego, luksusowego świata z dramatem bohatera.
        Jedyne do czego mogę się przyczepić, to że w paru scenach strona estetyczna dominowała nad ich znaczeniem, o czym zresztą napisałeś. Choćby Carlos palący papierosa, żywcem wyjęty z jakiejś reklamy :)
        I jeszcze przepiękna muzyka Korzeniowskiego. Mam wrażenie, że w filmie było jej trochę za dużo. Sam temat filmu jest tak przejmujący, że nie było potrzeby podkreślać go dramatyczną muzyką. Czasem cisza robi większe wrażenie. Choćby w scenie kiedy George rozpacza w ramionach Charly.
        W ogóle to się zastanawiam jak debiutant mógł zrobić tak dobry film?





        • siostra.bronte Re: "Samotny mężczyzna" 28.09.12, 15:19
          A, zapomniałam. Tak, George umiera na serce, ale to chyba jest oczywiste?
          Takie zakończenie było dla mnie zaskakujące, bo byłam pewna, że bohater popełni samobójstwo.
          Prawdziwa ironia losu.
        • pepsic Re: "Samotny mężczyzna" 28.09.12, 19:59
          Jest mi dużo bardziej po drodze z prawdziwszymi w moim przekonaniu "33 scenami z życia".
        • grek.grek Re: "Samotny mężczyzna" 29.09.12, 12:53
          Siostro, skąd wywnioskowałaś, że chodzi o moje... problemy z odbiorem postaci
          i uczuć bohatera z powodu jego seks-orientacji ? :]

          Zwróciłem uwagę na to, że - wg mnie - dla części widzów [postawiłem w ciemno, że
          taka grupa istnieje] film może/mógł być wyzwaniem z ww. powodu.

          Matkę która traci dziecko - łatwo... przytulić do piersi. Z kimś, kto należy od
          formacji światopoglądowo-obyczajowej : już trudniej. Trudniej jest, części widowni,
          utożsamić się z narkomanem, czarnym, żydem, libertynem czy właśnie
          homoseksualistą.

          I, wg mnie, ten właśnie aspekt powoduje, że ten film jest ciekawszy niż
          sama historia, ktorą przedstawia, bo - takie mam wrażenie : mimo wszystkich
          zalet i prawdy jaką w sobie nosi : nie jest ona szczegolnie sensacyjnie nowa i
          wyjątkowa.

          O,Almodovar to jeszcze większy problem :] Problem dla wielu nieprzeskakiwalny,
          jak mniemam. Ale jego filmy takie mają być - radykalne, prowokujące i
          z założenia wykluczające część odbiorców z kręgu zainteresowanych.

          Natomiast "Samotny" to rzecz mająca, imo, aspirację raczej do utrudniania
          części widowni zadania zamiast odsiewania jej poprzez programowe zniechęcenie.

          ha, skoro debutantowi udalo się za pierwszym razem, to niechybnie oznaka
          talentu :]
          • siostra.bronte Re: "Samotny mężczyzna" 29.09.12, 13:36
            Sorry, Greku, że źle Cię zrozumiałam. Ale trochę niejasno się wyraziłeś :)
            Na pewno część widzów nie zaakceptowała takiego bohatera i całej historii.
            Ten film jest na pewno orginalny z tego powodu, że homoseksualizm bohatera nie jest jego głównym tematem, do czego jako widzowie jesteśmy przyzwyczajeni.
            A nawet więcej, w ogóle nie jest przedmiotem zainteresowania reżysera. George jakoś nie zadręcza się z powodu swojej orientacji. I otoczenie też go nie gnębi. Dowiadujemy się tylko o braku akceptacji ze strony rodziny Jima.
            Gdyby bohater był hetero, ten film mógłby wyglądać tak samo.
            :)
            • grek.grek Re: "Samotny mężczyzna" 30.09.12, 14:05
              wszystko prawda, i ta właśnie normalność zestawiona z faktem, ze JEDNAK
              chodzi o geja - sprawia, wg mnie, że część widowni staje przed zadaniem
              wyjścia poza swoje uprzedzenia celem zaakceptowania bohatera w tej
              właśnie jego normalności.A to, jak mniemam, proste nie jest.

              przypomina mi się "Larry Flynt", gdzie pornograf i jego kopnięta lekko żona
              są naprawdę zakochani w sobie i to być może miłością najprawdziwszą, ale
              jednocześnie tonie to wszystko w oparach prochów, odlotów, wódeczki i
              niezbyt wystawnych wizerunków obojga - i do tej miłości widz/cześć widzów
              musi się przebijać, bo trudno ją tak po prostu z tego otoczenia wyłuskać i
              o nim zapomnieć, a widzieć tylko to szlachectwo.

              nie zrównuję pastelowego homoseksualizmu z hardkorową ćpunadą, dla jasności :]
              Oba przypadki wydają mi się podobne w warstwie,którą pow. opisałem.
      • pepsic Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 28.09.12, 19:53
        No cóż, jakoś się nie wkręciłam, nie uwierzyłem w landrynkową estetykę i stylizację, (twórcą jest gostek od Mad mena), a już z pewnością nie zachwyciłam Julienne Moore w nieokreślonym wieku (nigdy facetów nie zrozumiem, kobieta ma być naturalna, skromnie ubrana, ew. z delikatnym makijażem, ale jak przyjdzie co do czego... wolą kilogram tapety;), do której uprzedziłam sie po pewnej scenie u Altmana. Colin Firth tak, ślicznie sobie poradził. No więc przełączyłam na Janka Pospieszalskiego, gdzie ze zgrozą dowiedziałam się, że mamy PRL bis, przynajmniej odnośnie wymiaru sprawiedliwości. M.in. o Piotrku Stachowiczu było, tym od od słynnego hasła stadionowego. Pojawił się tez ojciec z przypuszczeniem, że za tym wszystkim stoi mściwy człowiek, nawet wskazał go z imienia i nazwiska.

        "Paradoks" odpuściłam na konto skandynawskiej opowiastki "Happy, happy". Bohaterka, niepoprawna optymistka w stylu Amelii, na szczęście dużo mniej irytująca,w poszukiwaniu szczęścia w małżeństwie wplątuje się w romans z nowym sąsiadem, notabene zakochanym we własnej żonie. A łatwo nie ma, małżonek nie kocha, pogardza i okazuje sie gejem, a potomek ma zadatki na Brevika.
        • pepsic Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 28.09.12, 20:04
          *Staruchowiczu
          • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 28.09.12, 21:28
            A właśnie, nawet niedawno zastanawiałam się, co się dzieje ze Staruchowiczem. Nie było nic o nim słychać. Czyli nadal przebywa w areszcie!? A może powodem tego nie jest jednak tajemniczy mściel, tylko rzeczywiste przewinienie!?

            :)
            • pepsic Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 30.09.12, 16:59
              Staruch został aresztowany na 3 miesiące tuż przez Euro za rzekome posiadanie narkotyków na podstawie zeznań szemranego świadka. A taka Olga J. ma się dobrze, co widać w Polsacie , choć w grę wchodzą ilości hurtowe, nie wspominając, ze działkę przy niej znalezioną. Areszt Starucha przedłożono o kolejne 3 przez sędziego, który w swoim czasie wsławił sie uniewinnieniem generałów Ciastonia i Płatka. Dodam, że adwokatowi przez 3 miesiące odmawiano wglądu do akt wbrew prawu. Kilka dni temu wywleczono z domu w kajdankach o 6 rano narzeczona Piotrka za podejrzenie zajęcia niewłaściwego krzesełka na meczu i przetrzymano na dołku przez 24 godziny (mimo, że za wykroczenie nie można).
              Rzeczywiste przewinienia się udawania, a nie przedłuża w nieskończoność areszt. A tu co mamy? Bezczelną prowokacje, tak samo szytą grubymi nićmi, jak w przypadku kradzieży ręcznika i klapek.
              Barbasiu, kim jest tajemniczy mściciel? Zgadniesz?
              • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 01.10.12, 20:41
                Dzięki, Pepsic, za opisanie sprawy.

                Wiesz, nie chce mi się wierzyć, żeby premier zlecał (w jaki sposób?) sędziemu zemstę!? Czy sędzia poczuwał się!?? w imieniu premiera do uszykowania zemsty i to za co za głupie, obraźliwe hasło. Tam musi być coś poważnego, skoro przedłużają areszt.

                Tak na marginesie, hasło "Donald, matole, twój rząd, obalą kibole",pomijam, że chamskie, obraźliwe, ale brzmi groźnie, nie sądzisz?

                Sprawa z dziewczyną, czytałam, jeśli prawdziwe są te prasowe doniesienia, rzeczywiście bardzo dziwna.

                :)
                • pepsic Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 02.10.12, 18:42
                  Bardziej obawiam sie o los naszego państwa w świetle poczynań ekipy rządzącej.

                  No, ale o prezesie sądu okręgowego w Trójmieście, już byłym, panu M. słyszałaś? I żeby zadzwonił ktoś arcyważny, ale nie, byle szczyl zadzwonił, asystent asystenta, a facet zaczął podskakiwać uniżenie na łapakach, jak służalczy pies.
                  • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 05.10.12, 22:50
                    Od okazywania służalczości, bez dwóch zdań nagannej, do preparowania !? fałszywych oskarżeń o handel narkotykami droga baardzo daleka.

                    Aaa, coś mi się przypomniało! "Kruchymi i miałkimi" dowodami to przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości z ramienia partii, która obecnie w opozycji się znajduje posłużyli się niegdyś do tragicznie zakończonego aresztowania byłej posłanki SLD i minister budownictwa podejrzanej rzekomo o korupcję.

                    Ilości "hurtowe" na użytek własny państwa artystów szły, a nie na handel.
                    • pepsic Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 15.10.12, 20:10
                      Ta uległość i służalczość wobec premiera dotyczy człowieka, który miał stać bezstronnie na straży niezawisłości od władzy politycznej, co jest podstawą systemu demokracji.
                      Starucha oskarżają o posiadanie narkotyków, a nie preparowanie dowodów.

                      Nie do końca. Sprawa ma dwa aspekty. Przesyłka hurtowa została zaadresowana na psa, (i przez psa wykryta na odprawie celnej), natomiast na użytek własny miała być przeznaczona działka znaleziona w domu Olgi J.

                      Śledztwo w sprawie poczynań prokuratury oraz ABW zakończyło się umorzeniem już za czasów rządów obecnje koalicji PO - PSL.
        • siostra.bronte Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 28.09.12, 20:11
          Haha, wiem jaką scenę Moore u Altmana masz na myśli.
          Ale żeby aż się uprzedzać? Sztuka wymaga czasem poświęceń. A ciało jest narzędziem pracy u aktora :)
        • grek.grek Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 29.09.12, 13:00
          Pepsic, faceci z tzw. określonym typem kobiety, która im się podoba są ubodzy duchem.
          bogatsi mają nawet po kilkadziesiąt ;]

          Staruchowicz, to ten kibic, bo pobił piłkarza i rozprowadzał narkotyki ?

          hehe, niewesoły film...
          Ale, żeby gej jednocześnie mizoginem się okazał ? ;]



          • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 30.09.12, 13:58
            grek.grek napisał:

            > Pepsic, faceci z tzw. określonym typem kobiety, która im się podoba są ubodzy d
            > uchem.
            > bogatsi mają nawet po kilkadziesiąt ;]

            Ożeż!

            Błogosławieni ubodzy w duchu.
            Teraz rozumiem to sens tej frazy! ;)))

            To mówiłam ja, Barbasia.
            • grek.grek Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 30.09.12, 14:07
              och tam, myślę, że to nie jakaś męska fanaberia...
              i Wy, białogłowy niezastąpione, macie z nami to samo, tę samą
              galerię typów męskich, które się...nadają do... tego czy tamtego ;]
              • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 30.09.12, 15:44
                Eeee, yyyy, nooo tak. ;))))


                Ale najlepszy to taki typ, co się do wszystkiego nadaje .


                Przy okazji, usiłowałam Cię niegdyś przekonać, że mężczyźni są poligamiczni, a kobiety monogamiczne, otóż jak się, ku memu zaskoczeniu,dowiedziałam od prof. Lwa-Starowicza (z najnowszego numeru "Mody na zdrowie", "Moda ..." to gazeta , którą można dostać w aptekach) , poligamiczność czy monogamiczność nie jest kwestią płci, ale tak zwanej chemii mózgowej, która decyduje o naszym erotyzmie!?!?

                :)
                • grek.grek Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 01.10.12, 13:09
                  hoho, żeby to takie typy istniały ;]

                  o, to - jak widać także nauka się tym zajęła - kulturowy przesąd z tą monogamią kobiet i poligamią mężczyzn :]
                  podobno, to nawet kobiety częściej zdradzają.

                  w moim odczuciu, istnienie tego zabobonu miało związek z "edukowaniem"
                  samych kobiet, ale i upowszechnianiem w społeczeństwie jako takim, teorii, że
                  kobieta ma mniejsze potrzeby seksualne, albo że wręcz wcale ich nie ma, za to
                  mężczyzna wręcz przeciwnie i dlatego nic nie robi tylko pląsa w poszukiwaniu
                  kolejnych partnerek, bo żeby sprostać jego żądzom, jak logika nakazuje, trzeba
                  nie jednej, a kilku kobiet. Czysty nonsens.



                  • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 01.10.12, 19:40
                    Istnieją, istnieją, sama widziałam na własne oczy takie osobniki w przyrodzie. ;))


                    > podobno, to nawet kobiety częściej zdradzają.

                    To już jakaś plotka, pomówienie. ;)
                    Prof. Lew-Starowicz nic takiego nie potwierdza.

                    Natomiast w internecie na forach, zauważyłam, że to kobiety o wiele częściej niż mężczyźni skarżą się na zdradę partnera.

                    Prawda, prawda.

                    :)
                    • grek.grek Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 02.10.12, 13:53
                      ooo :]

                      jakieś wyniki badań czytałem niedawno, coś o tym było, ale... w badaniach
                      opierających się na wierze w szczerość respondentów zawsze trzeba zachować
                      maksimum ostrożności.

                      • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 05.10.12, 23:07
                        :)))

                        A właśnie.
                        Poza wynikami ankiety można wpływać formułując odpowiednio pytania.


                        A jednak prof. Zbigniew Lew-Starowicz wypowiedział się w kwestii, która płeć częściej zdradza i dlaczego!

                        zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,101717,159189.html
                        "Płeć, która więcej inwestuje w wychowanie potomstwa - na przykład nosząc płód w brzuchu przez dziewięć miesięcy - nie odnosi korzyści z posiadania dodatkowych partnerów. Płeć, która inwestuje mniej, ma czas na ich poszukiwanie. Dlatego osobniki męskie dążą do zdobycia większej liczby partnerek, a osobniki żeńskie - jakościowo lepszych partnerów.

                        Ponieważ mężczyźni mogą zwiększać swój sukces reprodukcyjny dzięki romansom, a kobiety nie, to głównie oni, a nie one uciekają się do poligamii (dlatego każdy stosunek jest u mężczyzn nagradzany orgazmem). Niewierność męża ma mniejsze konsekwencje - jego żona nie musi się takim dzieckiem opiekować, natomiast niewierność żony naraża mężczyznę na to, że będzie wychowywał nie swoje dziecko. Historia i prawo to odzwierciedlają. W większości społeczeństw zdrada żony była lub jest o wiele surowiej karana niż niewierność męża. Męską poligamię poskramiają przede wszystkim żony, które odmawiając dzielenia się mężem, sprzeciwiają się rozpraszaniu jego zasobów i energii na obce kobiety i dzieci.

                        Zresztą różnice w strategiach płciowych kobiet i mężczyzn widać już na poziomie komórek rozrodczych. Komórka jajowa jest tysiące razy większa od plemnika. Tych ostatnich jest za to dużo więcej. Pod tym względem mężczyznę można porównać do fabryki, kobietę - do zakładu rzemieślniczego. Podczas gdy z męskiej linii produkcyjnej schodzą miliony plemników dziennie, żeński zakładzik opuszcza jedno jajo na miesiąc. Od początku ona inwestuje w jakość, a on w ilość.

                        Mężczyzna łatwiej ulega podniecieniu. Jest wzrokowcem i często sam wygląd np. nieznajomej w pociągu wystarczy mu, by snuć fantazje seksualne na jej temat. Kobieta trudniej ulegają fascynacjom - jej droga do zdrady jest dłuższa niż u mężczyzny. Potrzebuje bardziej zróżnicowanych bodźców: prócz wyglądu liczy się dla niej głos i dotyk. W tym ostatnim przypadku musi dojść do naruszenia strefy intymnej. Dlatego zdecydowanie łatwiej zdobyć je na parkiecie niż w poczekalni u dentysty."

          • pepsic Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 30.09.12, 17:10
            Staruchowicz, to ten kibic, bo pobił piłkarza i rozprowadzał narkotyki ?
            Nie Greku, to ten, który siedzi, bo kogoś zabolało nośne hasło stadionowe.



            • siostra.bronte Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 30.09.12, 17:14
              Ej, sama widziałam scenę w tv, kiedy pan Staruch uderzył piłkarza na stadionie.
              To chyba nie była manipulacja?
              • pepsic Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 30.09.12, 17:33
                Tu nie chodzi o ocenę, czy obronę Starucha, a o obronę demokracji i praworządności oraz napiętnowanie metod, którymi posługują służby państwowe. Tamten wybryk nie oznacza, że teraz można mu wytaczać procesy jeden bardziej absurdalny od drugiego i gnoić w wiezieniu.
            • grek.grek Re: "Paradoks" 4, "Samotny mężczyzna", wrażenia ? 01.10.12, 13:10
              ;] to może brata bliźniaka ma jakiegoś ?
      • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, 28.09.12, 23:15
        Plus dla scenarzysty za to, że po raz kolejny zaskakuje w finale.

        Też zwróciłam uwagą na scenę nieśmiałego wyznania sympatii do pani komisarz i jej ładny uśmiech. :)

        > aż musiałem oglądać ten serial w kożuchu z wielbłąda ;]
        He,he! :)

        No wiesz, Joanna nie przyszła do komisatriatu wdzięczyć się, tylko wykonać niełatwe zadanie wyznaczone przez dość obcesowego zwierzchnika (który okazuje się być postacią coraz bardziej demoniczną, a propos , świetna scena i rozmowa w aucie podinspektora Zielińskiego (Zielinski) z byłym partnerem pani komisarz, tajemniczym typkiem . -Nie złamali ci tam nosa? - pyta eksa Zieliński? Ex odbiera to jako to jako wyraz troski. Nie, nie - mówi kręcąc głową z uśmiechem - Nic mi nie zrobili. Na co w odpowiedzi dostaje od wkurzonego Zielińskiego z całej siły pięścią w nos. :) i musi to wykonać w tajemnicy przed współpracownikami. Do tego jeszcze ma problemy osobiste, jakieś kłopoty z byłym partnerem. A w domu dziecko do wychowania. Stąd na ciągle jej twarzy stres i napięcie.

        Dobrą aktorkę wybrano na jej miejsce, nie wyobrażam sobie już innej w tej roli.

        :)




        PS
        Maniu masz racje, świetne te ujęcia dużego miasta nocą ...
        • maniaczytania Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 10:42
          ja w koncu obejrzalam tylko "Paradoks", "Samotny mezczyzna" niestety przegral z ksiazkami.

          Co do "Paradoksu" to jest po prostu dalej dobry serial, a nie, że teraz nagle podskoczyl ;) Po prostu scenarzysta/scenarzysci konsekwentnie od poczatku bardzo powoli rozwijaja intryge glowna, dorzucajac malutki puzelki tej ukladanki.
          Bardzo mi sie podoba watek :milosny: miedzy Joanna i Jackiem, widac jakas taka fajna chemie miedzy aktorami, budowana drobnymi gestami, spojrzeniami, o takiej chemii niestety nie mozna powiedziec w przypadku inspektora i pani patolog.
          Kilka swietnych scen w tym odcinku - wspomniana Barbasiu przez Ciebie w samochodzie, rowniez w samochodzie z jego Ekscelencja - "posrednio" - swietna byla cala ta rozmowa.
          • siostra.bronte Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 13:59
            Zapomniałam dopisać, że Ekscelencję grał Stanisław Brejdygant (niezapomniany Klaudiusz w dubbingu serialu), ojciec scenarzysty serialu.
            A Muskała (coś jej ostatnio nie widać) jest żoną reżysera Grega Zglińskiego :)
        • grek.grek Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 13:14
          jaka bezpośredniość w tymże była ;]

          o wiesz, ten płaszcz wielbłądzi już wytarty bardzo, więc jego funkcja dogrzewająca
          też lekko zlagodniała ;]

          wydała mi się komisarzyca taka trochę oficjalna, oschła, zdystansowana, absolutnie, że
          tak brzydko powiem, obiekt nienadający się do flirtu [tak, także z powodów, ktore
          wymieniasz].
          Ale... jak widać, rozkręca się, a dobry flirt to przecież miła odskocznia od problemów.

          yes, pamiętam, dobra scena.
          generalnie, ten odcinek na duży plus.
          • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 14:43
            > jaka bezpośredniość w tymże była ;]

            "Bo pani mi się podoba". Fajne. ;))

            Więc właśnie, to kolejne zaskoczenie! :)


            > o wiesz, ten płaszcz wielbłądzi już wytarty bardzo, więc jego funkcja dogrzewaj
            > ąca też lekko zlagodniała ;]

            He,he :)))
            A wiesz, ja mam koc z wielbłądziej wełny w zielona kratę!
            • grek.grek Re: "Paradoks" 4, 30.09.12, 14:05
              hehe, no proszę, wielbłądy w modzie są ;]
              • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, 30.09.12, 16:37
                :)
                Nowego wielbłąda musisz sprawić sobie na zimę!
        • siostra.bronte Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 13:41
          Spóźniłam się na początek i potem jakoś nie mogłam się połapać.
          Wstyd się przyznać, ale nie rozumiem dlaczego ksiądz popełnił samobójstwo.
          Wątek romansowy zapowiada się ciekawie :)
          Też podobają mi się zdjęcia W-wy nocą, ale dlaczego w kółko pokazywany jest most Świętokrzyski? Wyświechtany do bólu we wszystkich serialach i komediach romantycznych. Nie ma bardziej orginalnych miejsc? To piszę ja, mieszkanka stolicy :)
          • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 15:21
            siostra.bronte napisała:
            > Wstyd się przyznać, ale nie rozumiem dlaczego ksiądz popełnił samobójstwo.

            Pani Siostro Warszawianko! :) Wydaje się, że księdza do popełnienia samobójstwa zmusili z jakichś powodów ludzie z parafii. Krzesło, na którym stoi ksiądz zakładając sobie pętlę na szyję kopie, jeden z grupy przyglądających się. Ale co było bezpośrednim powodem takiej decyzji, nie wiem. Chyba nie było to do końca wyjaśnione., albo ja coś przegapiłam

            Mnie Most Świętokrzyski jeszcze się nie opatrzył. Ładnie jest tu pokazywany. :)

            • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 15:22
              /korekta/
              Pani Warszawianko ,Siostro! :)
              • siostra.bronte Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 15:58
                Ech, trzeba się było nie przyznawać :))
                • maniaczytania Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 16:11
                  ech, powinnam Wam zaordynowac ogladanie powtorki, bo nie pojmuje, jak tak mozna nieuwaznie akurat taki serial ogladac? a potem jakies glosy, ze ot takie niedopracowane itp. ;)))

                  Kluczowa kwestia bylo slowo "posrednio". Kiedy Ekscelencja powiedzial inspektorowi, ze ksiadz mu sie wyspowiadal, ze robil te wszystkie zle rzeczy swoim parafianom i nie mogl juz wytrzymac, za pokute biskup kazal mu isc i powiedziec o tym policji, przed pogrzebaniem ksiedza chcial sie upewnic, ze tamten pokute wykonal, na co Kaszowski powiedzial - 'posrednio' (bo ksiadz mowil, ze to ktos inny niby) i zapytal biskupa - ale jak to, ksiadz bedzie pochowany w poswieconej ziemi, przeciez popelnil samobojstwo. Na co biskup - "posrednio, ale wiecej nie powiem, bo paragraf taki i taki" (czyli w domysle tajemnica spowiedzi mieszkancow parafii). I potem pokazano ostatnia scene, gdy w obecnosci mieszkancow ksiadz przygotowywal sie do smierci, bo wiedzial dobrze, ze czyni bardzo zle i chcial to zrobic przy nich i jakby ich rekami, stad nalozyl sobie petla i kiwnal glowa do kulawego, ktory wykopal stolek, czy co to tam bylo, na czym ksiadz stal.
                  Czy cos jeszcze Panie zycza wyjasnic? ;)
                  • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 16:46
                    Dzięki, Maniusiu. :)))

                    Prawda, stanowczo powinnam zaaplikować sobie powtórkę ostatniego odcinka, wyjątkowo nieuważnie oglądałam, coś innego na dłuższy moment zaprzątnęło uwagę w pewnym momencie ...

                    Chyba już nic nie trzeba wyjaśniać. :)

                    :)




                    • siostra.bronte Re: "Paradoks" 4, 29.09.12, 17:54
                      Dzięki :) Ale chyba obejrzę początek jeszcze raz.
                      Bo dalej nie rozumiem, dlaczego księdza nagle ruszyło sumienie :)
                      • rosasharn Re: "Paradoks" 4 30.09.12, 10:08
                        Moim zdaniem, księdza nie ruszyło sumienie. I nie popełnił samobójstwa, tylko został przymuszony przez mieszkańców wsi do założenia pętli. Ludzie mieli dość tego, co się dzieje w parafii, a miarka pewnie się przebrała po śmierci żony Kulawego.
                        • barbasia1 Re: "Paradoks" 4 30.09.12, 12:52
                          rosasharn napisała:

                          Witaj! :)

                          A jednak! Też bym się skłaniała ku tej wersji.

                          Sprawa, z którą ksiądz na początku filmu przyszedł na policję była jego wymysłem? On miał powiedzieć coś innego, przyznać się, jak mu zalecił spowiednik, biskup do złych uczynków, tak?

                          Postaram się obejrzeć dziś powtórkę "Paradoksu".

                          Dzięki za ten post. :)
                          • barbasia1 Re: "Paradoks" 4 01.10.12, 19:28
                            Po uważnym obejrzeniu odcinka 4. skłaniam się ku wersji Mani. Jednak samobójstwo, "poniekąd" z powodu wyrzutów sumienia przy akceptacji, a nie presji nieszczęsnych "parafian" .

                            Bronte, oglądałaś!?


                            :)
                            • siostra.bronte Re: "Paradoks" 4 01.10.12, 19:47
                              Wstyd się przyznać, ale przegapiłam :(
                              Jakoś nie mogę zapamiętać niedzielnych powtórek.
                              • barbasia1 Re: "Paradoks" 4 02.10.12, 00:17
                                Okazuje się, że ksiądz "nie mógł unieść zła , które uczynił ludziom", swoim parafianom, jak się wyraził biskup, do którego ów ksiądz , przyszedł się wyspowiadać przed śmiercią / co wiadomo z finału i rozmowy Kaszowskiego z eminencją/. Księdza dopadły w końcu wyrzuty sumienia, że swoiście pojmowaną wiarą i dziwnymi praktykami religinymi niezgodnymi z nauczaniem KK stworzył w swej parafii coś w rodzaju sekty ze sobą w roli guru, i że przez to uczynił wiele zła ludziom.

                                Ksiądz sam założył sobie pętle na szyje, kulawy kopnął w stołek, na którym stał ksiądz. poniekąd więc, jak Mania powiedziała, popełnił samobójstwo, reszta ludzi stała i obserwowała ...

                                Chyba w necie też można obejrzeć powtórki.

                                :)
                                • barbasia1 Re: "Paradoks" 4 02.10.12, 00:19
                                  z rozmowy z jego ekscelencją!
                      • pepsic Re: "Paradoks" 4, 15.10.12, 19:10
                        Ja zrozumiałam, ze w samobójstwie maczała ręce kuria w porozumieniu z mieszkańcami.
                        Ps. Wczoraj ucięłam sobie maraton, obejrzałam trzy brakujące do kolekcji odcinki.
                        • pepsic Re: "Paradoks" 4, 15.10.12, 19:11
                          W sensie, że się zbuntowali i wywarli nacisk.
                          • pepsic Re: "Paradoks" 4, 15.10.12, 19:15
                            Oj dopiero teraz się zorientowałam, ze powyżej padła taka sugestia ze strony Rosasharn. W takim razie podzielam.
        • barbasia1 Re: "Paradoks" 4, 01.10.12, 23:42
          barbasia1 napisała:
          świetna scena i rozmowa w
          > aucie podinspektora Zielińskiego (Zielinski) z byłym partnerem pani komisarz, t
          > ajemniczym typkiem . -Nie złamali ci tam nosa? - pyta eksa Zieliński? Ex odbie
          > ra to jako to jako wyraz troski. Nie, nie - mówi kręcąc głową z uśmiechem - Nic
          > mi nie zrobili. Na co w odpowiedzi dostaje od wkurzonego Zielińskiego z całej
          > siły pięścią w nos. :)

          Korekta dialogu:
          "Złamali ci nos" pyta Zieliński przyglądają się exowi, ex z uśmiechem, że nie, na co Zieliński z całej siły wali go pięścią w nos i mówiąc stanowczo exa "Złamali", he,he.
    • grek.grek "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 12:00
      Tydzień temu trójskok, wczoraj... biathlon ;]

      po primo, "Stan gry", w TVP 2.

      Kolejny pean na cześć niezależnych, uczciwych mediów i ich znaczenia dla kontroli
      demokracji, w tym przypadku : [ofk] amerykańskiej.

      W metrze asystentka senatora. I to nie byle jakiego, bo szefa komisji śledczej
      zajmującej się powiązaniami pewnej firmy ochroniarsko-wojskowej z rządem.
      Tematem interesuje się wytrawny dziennikarz z Washington Globe, głównie z tego
      powodu, że kongresmen Collins, to jego przyjaciel od czasów ławy szkolnej.

      Im dalej dziennikarz, wspomagany przez młodą początkującą koleżankę, brnie w
      całą sprawę, tym więcej ciekawostek.

      Nieszczęśliwy wypadek - okazuje się być zabójstwem, asystentka - kochanką senatora,
      a głównym podejrzanym ta firma - z danych papierowych wynika bowiem, że rząd
      niecnymi sposobami próbuje "sprywatyzować system bezpieczeństwa kraju" -odpowiednimi
      kontraktami i umowami z podstawionymi fikcyjnymi firmami chce de facto oddać kontrolę
      nad realizacją polityki bezpieczeństwa jednej korporacji, tworzonej przez byłych wojskowych.

      Asystentka z kochanki Collinsa wchodzi w jeszcze innych stan skupienia : asystentkę i
      kochankę, która... została podsunięta Collinsowi przez Firmę [piszę z wielkiej litery, bo
      nie pamiętam nazwy, jaka pada w filmie] , żeby nadzorować każdy jego krok.
      Później : asystentka, kochanka i wtyka zostaje zreahabilitowana : okazuje się, ze była
      wtyką, owszem, ale kiedy zaczeła romansować z Collinsem, to się w nim zakochała i
      przestała donosić na niego Firmie, za co... o właśnie, Firma ją zabiła, żeby mieć
      z nią spokój, a zarazem rzucić cień podejrzenia na samego senatora i zdezawuować
      pracę jego komisji.

      wiecie, dziennikarze dochodzą do tego idąc konkretnymi tropami, zbierając ślady,
      spotykając się z ludźmi, przeprowadzając dedukcję itd. - nie opisuję tego szczegółowo, bo
      to by mi zapewne nie wyszło, a zrobiłby się mętlik tylko :]

      W każdym para dziennikarska musi stawić czoła zagrożeniom z róznych stron : ktoś próbuje zabić naszego bohatera, giną w tajemniczych okolicznościach ludzie, którzy coś wiedzą, albo
      mogliby wiedzieć, a na domiar wszystkiego, redakcja wywiera presję, żeby może odpuścić, nie
      pakować się w jeszcze większe kłopoty, niż te w które już gazeta została wkręcona, żeby
      pójśc po rozum do głowy i nie bawić się w politykę i teorie spiskowe, a rarczej schlebiać
      reklamodawcom i pisać o d,,pie Maryni.

      Dziennikarska para idzie jednak do końca, a na końcu... wychodzi na jaw, że to wcale nie
      Firma stoi za zabójstwem asystentki, a... sam Colllins i jego tajny przyjaciel, były żołnierz, któremu kiedyś Collins, w Iraku,uratował życie i on teraz usuwa z jego drogi ludzi, którzy
      zawadzają.

      Oczywiście, w finale następuje gwałtowny twist, który całkowicie zmienia sytuację i wskazuje trop do winnego, klasyka amerykańskich filmów tego typu. Tutaj : ktoś się wygadał o czym, czego wiedzieć nie powinien, trochę na rympał akcja, ale... jakoś wybrnąć musieli :]

      No i w finale dziennikarz, w milczącym otoczeniu całej redakcji, pisze artykuł o całej sprawie,
      a jego wysłanie zostawia swojej młodszej koleżance, doceniając jej zaaangażowanie w całą
      sprawę. Ostatecznie to nazwiska ich obojga widnieją przy nagłówku, a zatem : dla niego
      jest to kolejna rozwiązana sprawa i potwierdzenie klasy, a dla niej : prawdziwy przełom w
      dziennikarskiej karierze.

      typowa : sprawna i dobrze nakręcona sensacja amerykańska, Russelll Crowe w roli głównej. W tle Helen Mirren, jako jego szefowa gazeciana, i nowe nazwisko na mapie Rachel Mc Adams, młoda dziennikarka, mozna by dodać niezwykle urocza i cokolwiek urodziwa.
      Dobra, porządna rzecz, bez pretensji do wytyczania nowych kierunkow w światowym kinie ;]

      "BIlans kwartalny" via TVP POlonia.
      Czyli, film Zanussiego kolejny.

      Babka ma 40 z gorszami na liczniku i generalnie : siedzi w typowej peerelowskiej
      "małej stabilizacji" - pracuje jako księgowa w jakimś przedsiębiorstwie/instytucji [whatever],
      ma męża [w którymś momencie mówi on,że "przewidział kurs giełdowy", więc pewnie
      pracuje jako analityk rynku finansowego, czy coś takiego], mieszkają w bloku, mają
      syna na oko 8-10 letniego, źle im się nie powodzi, trosk materialnych nie widać.
      Codziennie rano - do pracy, potem do domu, potem wieczór i lulu. Czasami coś
      się zdarza w pracy [koleżanka jest podejrzewana o zdefraudowanie pieniędzy], albo
      w drodze do niej [trzeba pomóc biednemu chłopcu, którego nauczycielka wyczuciła
      z lekcji, a który nie ma dokąd pójść, bo w jego domu nikogo nie ma].

      Pani Marta z każdym kolejnym etapem opowieści coraz bardziej jest tą
      rutyną zmęczona.

      Uświadamia jej w jakie imadło została pochwycona - przypadkowe spotkanie
      z kolegą : niejakim Jackiem.

      Jacek nie ma rodziny, żony, dzieci... nie ma nawet stałego adresu - mieszka
      tam, gdzie akurat się uda : a to w domu kolegi, co wyjechał, a to u znajomych, co
      akurat mają dwa domy i jeden stoi luzem... słucha jazzu, nie dba o konwenanse
      [ma to symbolizować scena, kiedy je makaron bez użycia sztućców], lato spędza
      na Mazurach, gdzie ma łódź, którą sobie żegluje. TEraz akurat dorabia sobie na
      "ćwierć etatu", jako kierowca przy uniwersytecie. Pewnego dnia podwozi Martę do
      pracy i rozpoczyna się ich poważniejsza znajomość.

      Marta jest zauroczona Jackiem, jego stylem bycia, stosunkiem do świata, nonszalancją
      i otwartością. Męża ma niby kulturalnego i kochającego, ale tkwiącego jednak zapracowanego,
      z nosem w papierach, pozbawionego tego wdzięku, który ma Jacek. Zapisuje się więć Marta na treningi gimnastyczne [kiedyś chyba była zawodniczką, ale później zrezgnowała],
      z Jackiem wybiera się pod żagle, na pikniki, u niego w domu słuchają jazzu, rozmawiają sobie,
      seks wisi w powietrzu, ale jakoś nie odpala, chyba z powodu jej niepewności...

      Generalnie, Marcie życie małżeńsko-zawodowe zaczyna zalatywać jałowością, wobec
      przyjemnie spędzanego czasu z Jackiem.

      Mąż staje się symbolem kieratu, w który zabrnęła, codzienna orka dowodem na to, że
      dała sie przerobić na robota i właściwie zatraciła swoją radość życia i z niego satysfakcję.
      w pracy nikomu nie można ufać, jak koleżance w zaufaniu się zdradzi, że dyrekcja
      prowadzi wobec niej śledztwo, to ona się wygada i potem samemu ma się kłopoty, zasadniczo : ach, uciec z tego całego badziewia, gdzieś w beztroskę i smakować czas...

      nadarza się okazja : Jacek wyjeżdza na Mazury. zostawia dla niej list, kartkę, z narysowaną mapą - gdzie ma go szukać, gdyby się zdecydowała przyjechać do niego.

      Marta zostawia dom, męza, syna, szybko się pakuje i wyjeżdza. Męzowi rzuca tylko krótkie "nie wrócę na noc", a on od dawna wie, że coś nie gra, że coś z nią dzieje, że możliwe, iż go zdradza...

      Przyjeżdza pod wskazane miejsce, a tam Jacka nie ma - wybrał się na mały rekonsenans i wróci wieczorem, albo dopiero rano. Marta idzie do baru, gdzie popija zdrowo, śpi na pianinie, wydaje jakieś odglosy nieartykułowane, generalnie : czeka na znajomego ;]

      Zasypia wreszcie i budzi się, kiedy knajpa jest zamknięta, a kelner sprząta lokal. Próbuje wyjśc, ale drzwi są pozamykane. Dostaje ataku paniki. Miota się po barze, aż wreszcie rzucając się
      całym ciałem na zakłódkowane drzwi wyważa je. Wychodzi w jakiś przymglony korytarz, przed nią idzie babka w czarnym kostiumie, ona za nią, potem wychodzi nad jezioro, jest świt, dookoła mgła...scena oniryczna cokolwiek.

      jacka nie ma. Ale zaraz będzie poranek, więc jeśli dotąd nie przyjechał, to zaraz powinien być...

      Marta jednak nie czeka, wraca do domu. A tam przy porannej herbacie siada przy stole
      z mężem : on ni to płacze, ni sie śmieje, ona ni to się śmieje, ni to płacze... biorą się za ręce i oboje ni to płaczą ni się śmieją.

      Koniec.

      Wygląda na to,ze pani Marta wycofała się w ostatniej chwili przed podjęciem decyzji o
      porzuceniu swojego, zdawałoby się, uporządkowanego świata dla czegoś, w jej odczuciu,
      lepszego, ożywczego.

      Co to znaczy: połapała się, że bazy dla nadbudowy się nie poświęca ?
      • grek.grek "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 12:07
        wyszło to tak, jakby wymowa filmu miała brzmieć : orajt, babka
        straciła na moment głowę, ale wrócił jej rozsądek w decydującym
        momencie.

        Tylko, co jest "utratą głowy na moment" ? rozczarowanie życiem
        nieciekawym, pozbawionym seksapilu ? "Małą stabilizacją", ktorą oboje
        długo wypracowywali, aż wreszcie ona zobaczyła, że wznieśli kolosa
        na glinianych nogach ? atrapę życia prawdziwego ?

        Jacek symbolizuje hedonizm i niezależność, zupełny kontrast wobec
        tego, co Marta ma teraz - uwodzi ją ta róznica estetyczna, z której
        czyni róznicę jakościową. Czy podoba się jej Jacek, czy właśnie to, co
        za jego pośrednictwem widzi ?

        chce uciec, to jasne. Zawraca w ostatnim momencie. Odpowiedzialność
        za to, co zostawia ? Strach przed tym w co ucieka ? Strach przed
        wyrzutami sumienia i zamkniętą drogą powrotu ?

        Sporo ciekawych pytań można by postawić, tak mi się wydaje :]

        CO sądzicie o tym wszystkim ?

        Martę zagrała, a jakżeby inaczej : Maja Komorowska, Jacka - Marek Piwowski,
        a męża znakomicie Piotr Fronczewski. cała trójka - świetnie.
        • siostra.bronte Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 13:41
          Bardzo mi się podobał film Zanussiego. Życiowy, o prawdziwych ludziach.
          Dlaczego takich filmów już się teraz u nas nie robi?!
          Świetnie go opisałeś :)
          Tak, bohaterka stoi przed odwiecznym wyborem: bezpieczeństwo i stabilizacja, albo "wolność" (często używa tego słowa w rozmowach z Różą).
          Ale oczywiście taki romans zawsze jest bardziej atrakcyjny niż nudne małżeństwo. Marta chyba nie do końca zdawała sobie sprawę, przynajmniej na początku, że w nowym związku wcale nie będzie taka wolna. Też w końcu wpadnie w rutynę, bo skończyłyby się ukradkowe spotkania, a zaczęło zwykłe życie z codziennymi problemami.
          Duet Komorowska-Fronczewski jest znakomity. Zwłaszcza gra Fronczewskiego zrobiła na mnie wrażenie. Ależ to był fantastyczny aktor!
          Ale moim zdaniem amant Marty w interpretacji Piwowskiego (nie wiedziałam, że był też aktorem) jest trochę niewyraźny. Trudno mi zrozumieć, dlaczego tak spodobał się Marcie.
          To, że pływał na łódce i trenował gimnastykę to chyba trochę za mało. Nie widać też, żeby chodziło o fascynację seksualną ze strony Marty, bo z tajemniczych powodów do niczego między nimi nie dochodzi :)
          Mała korekta, Jacek wyjechał nad morze nie na Mazury. Chyba już w tym momencie, kiedy Marta dowiedziała się o jego wyjeździe, zrozumiała, że nie można na niego liczyć. Bo nawet jej o tym nie uprzedził.
          A potem ten samotny wieczór i atak paniki (świetny pomysł z zamkniętymi drzwiami), co uświadomiło Marcie, że to droga donikąd.
          Dużo w filmie trafnych obserwacji. Choćby sceny w biurze Marty czy zabawy na dancingach. A scena, kiedy Marta prawie ulega wąsaczowi na wycieczce zakładowej jest znakomita. Samo życie.
          Warto też wspomnieć o świetnej muzyce Wojciecha Kilara.
          W sumie znakomity film.
          • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 13:53
            Historia uniwersalna, aktualna.

            Linkowałam kiedyś muzykę Kilara, ale zrobię to jeszcze raz, by każdy czytając nasze posty,
            a przede wszystkim opowieść Greka mógł się wczuć w klimat

            www.youtube.com/watch?v=YuzbgqHN4-M
            :)

          • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 13:55
            Zwłaszcza gra Fronczewskiego zrobił
            > a na mnie wrażenie. Ależ to był fantastyczny aktor!

            Jak to BYŁ? JEST na szczęście! :)
            • siostra.bronte Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 14:04
              Oczywiście, że jest! Chodziło mi o to, że wtedy był naprawdę znakomity, no i dostawał role na miarę swojego wielkiego talentu. A teraz znamy go głównie z reklam pewnego banku :)
              • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 15:11
                Tak, tak, rozumiem. :)

                Mam nadzieję, że nie jedna wspaniała rola czeka na Piotra Fronczewskiego!
          • siostra.bronte Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 14:00
            I jeszcze jedno. Ta historia może być dla Marty i jej męża dobrą lekcją.
            Szkoda, że Marta nie porozmawiała wcześniej z mężem o tym co czuje. Że jest zmęczona tą rutyną, że powinni razem coś zmienić. Liczyła na to, że się domyśli?
            Jej pomysł, żeby wyciągnąć Jana na zajęcia gimnastyczne był niefortunny. Nic dziwnego, że wykręcił się brakiem czasu. Ale kiedy zauważył, że z Martą coś się dzieje, sam zaproponował wspólny wyjazd.
            Tak, trzymam stronę męża, ale Fronczewski był naprawdę bardzo sugestywny w tej roli :)
            • grek.grek Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 01.10.12, 13:12
              wg mnie, to ona sama nie wiedziała o swoim zmęczeniu :]

              poczuła je, dostrzegła rutynę codzienności i jej szarość w momencie
              zetknięcia się z Jackiem i jego odmiennością.

          • grek.grek Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 14:15
            no to jakoś wespół w zespół, we trójkę, z Barbasią, sobie z tym filmem poradziliśmy :]

            mnie się wydało, że ona jakby trzeźwieje w zakończeniu : co ja chciałam zrobić, co
            mi odbiło.
            Gdy tymczasem, to jej pragnienie było całkiem realne i naturalne.
            Ta jej codzienność zupełnie ją usprawiedliwiała.

            to był poryw tylko, moment, implus. Potem refleksja i może chwila ważenia losów na
            szali... i wyszło, że lepiej trzymać się tego, co ma niż łapać nowe, nie w tym wieku,
            nie z takim bagażem jaki zdązył się zgromadzić.

            według mnie, jesli można dopisywać albo interpretować stany umysły fikcyjnego
            bohatera... Marta nie zdołałaby żyć beztrosko i hulać po morzach i oceanach
            ze świadomością, ze gdzies tam zostawiła męza, dziecko i całe to życie, ktore
            budowała tyle lat.

            ha, i okazało się, ze tym, co najlepiej restartuje związek jest... romans, mały
            skok w bok z możliwością powrotu :] Czyli, stare prawdy górą. A Jacek był
            idealny kandydatem, bo jemu na Marcie nie zależało tak bardzo - będzie : dobrze,
            nie będzie : też dobrze. Idealny kochanek ;]

            • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 14:46
              grek.grek napisał:

              Marta nie zdołałaby żyć beztrosko i hulać po morzach i oceanach
              > ze świadomością, ze gdzies tam zostawiła męza, dziecko i całe to życie, ktore
              > budowała tyle lat.

              Tak, poza tym, dla wielu kobiet , zresztą pewnie dla wielu mężczyzn także bardzo ważne jest poczucie bezpieczeństwa, przewidywalność. Marta chyba uzmysłowiła sobie w tym barze, że na Jacka, wolnego ducha, który znika nagle, wraca, kiedy chce, nie mogłaby liczyć w tych kwestiach w dalszej perspektywie.



              > ha, i okazało się, ze tym, co najlepiej restartuje związek jest... romans, mały
              > skok w bok z możliwością powrotu :]


              Tu był chyba był nawet nie romans, ale niewinne acz potężne do zapomnienia się zauroczenie, oczarowanie.

              Czy ja wiem czy romans najlepiej restartuje związek, różnie to bywa romansami i powrotami. Nie każdy zdradzony potrafi przebaczyć , zachować się jak mąż Marty.


              >bo jemu na Marcie nie zależało tak bardzo - będzie : dobrze, nie będzie : też dobrze. Idealny kochanek ;]
              Właśnie.

              Dziś reżyser, nie chcąc być posadzony o moralizowanie, pewnie zostawiły otwarte zakończenie, prawda?
              • grek.grek Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 01.10.12, 13:17
                pewnie tak.

                z Jackiem mogłaby tworzyć związek otwarty, mieć więcej możliwości.

                ale, wg mnie, po prostu przeraził ją ogrom tego, co zostawia i dostrzegła, że
                nie jest w stanie tego dokonać i beztrosko nad tym przejść do porządku dziennego, że
                po prostu jej los jest już określony i nie moze go zmienić.

                uświadomiła sobie... konieczność i nieodwracalność, wg mnie - w tym momencie
                pożegnała się z młodością i weszła w okres... blaknięcia i spierniczenia ;]

                nie, że małżeństwo z dzieckiem jest mechanicznym wyznacznikiem tegoż, ale
                w jej przypadku - jak najbardziej. Jej codzienność nie ma polotu, mąż nie ma
                fantazji, generalnie : uspokoiła się, kiedy zrozumiała, że nie ma wyjścia.
          • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 15:49
            siostra.bronte napisała:

            Tak, bohaterka stoi przed odwiecznym wyborem: bezpieczeństwo i stabilizacja, al
            > bo "wolność" (często używa tego słowa w rozmowach z Różą).

            Tak, "wolność" i "prawo do własnego, osobistego szczęścia", tego stwierdzenia też chyba używa Marta.

        • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 14:25
          Pytanie, co lepsze w życiu - fajerwerki emocjonalne z wielką intesywnością przeżywane,ale częste i krótkotrwałe czy słabszy, acz stabilny i trwały płomień miłości?

          Co wybieracie?
          • grek.grek Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 01.10.12, 13:19
            pytanie jest przerażające :]]
            • siostra.bronte Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 01.10.12, 13:30
              Hehe. Moim zdaniem jest w życiu jeszcze parę innych możliwości :)
              • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 01.10.12, 20:58
                siostra.bronte napisała:

                > Hehe. Moim zdaniem jest w życiu jeszcze parę innych możliwości :)

                A to ciekawe, możesz rozwinąć, pliz.
                :)
            • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 02.10.12, 00:25
              grek.grek napisał:

              > pytanie jest przerażające :]]

              He,he!
              Nie wiedziałam, że potrafię tak przerazić człowieka. ;)
              • grek.grek Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 02.10.12, 13:45
                odrobinę tylko ;]

                • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 02.10.12, 15:48
                  Uffff! ;)
        • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 16:35
          grek.grek napisał:

          > Tylko, co jest "utratą głowy na moment" ? rozczarowanie życiem
          > nieciekawym, pozbawionym seksapilu ? "Małą stabilizacją", ktorą oboje
          > długo wypracowywali, aż wreszcie ona zobaczyła, że wznieśli kolosa
          > na glinianych nogach ? atrapę życia prawdziwego ?

          A ja uważam, że jednak wznieśli coś dobrego, trwałego, a nie "kolosa na glinianych nogach", "atrapę życia prawdziwego", ale prostu w pewnym momencie zagubili się w kieracie codziennego, szarego życia, zapomnieli o sobie, o pielęgnowaniu swoich uczuć, o dawaniu do zrozumienia, jak są dla siebie ważni, zapomnieli o robieniu "przerw" w codzienności, o dawaniu sobie luzu od czasu do czasu, o wspólnym przeżywaniu radości.

          Prawdziwe życie to też, a może głównie (dla większości) banalna codzienność, zwykłe czynności, od których nie można uciec.

          :)

          Ale się rozpisałam dziś, hehe. :)
          • siostra.bronte Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 17:17
            Podpisuję się :)
          • grek.grek Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 01.10.12, 13:23
            problem w tym, że ten mąż jakiś taki oschły, bez polotu i jakby mu w tej szarej
            codzienności było dobrze, aż do zdziwienia, że żonie to może niekoniecznie :]

            wszystko zależy od temperamentu, drogi życiowej, postrzegania świata, życia i
            jego sensu. może nie jest dobre zafiksowanie na jakimkolwiek bezwyjściowym,
            jednokolorowym wariancie ?..
      • maniaczytania Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 12:21
        i ja obejrzalam "Stan gry" - calkiem sprawnie zrobiony film, twisty zgrabne nawet, Russell ciutke przygruby i troche taki niechlujny, ale taki jest ogolnie panujacy wizerunek super swietnego dziennikarza sledczego i w kinie i w ksiazkach ;)
        A Greku, gdybys choc raz obejrzal "Pamietnik" to urodziwa Rachel nie bylaby Ci nieznana ;)))
        • grek.grek Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 13:53
          w filmie jest nawet scena symboliczna, kiedy Crowe zamawia "hamburgera, frytki z serem [i cos tam jeszcze] w jakimś podrzędnym barze :]

          a widzisz, będę pamiętał [następnym razem], bo panna Rachel wpadła mi w oko.
      • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 13:44
        Właśnie chciałam zasiąść do streszczenia Wam "Bilansu kwartalnego", a tu piękna opowieść już gotowa.
        Oczywiście wcale nie żałuję, że byłeś pierwszy, wręcz przeciwnie. :)))

        Mała poprawka Marta miała, przeczytałam to chyba na stronie filmpolski, ponad 30 lat, nie 40.
        ale to akurat chyba nie ma większego znaczenia.

        Maja Komorowska była wspaniała, wypełniała sobą, emocjami cały ekran!

        Świetna scena jak wykonuje przed Jackiem dzikie tańce w rytm muzyki jazzowej?, wije się, wygina wchodząc na schodki, które prowadząc na stryszek, a potem uwiesza rękami u włazu na stryszek i kołysze się, macha nogam w powietrzu, po czym puszcza się i spada z hukiem (aż się wystraszyłam czy się jej coś nie stało, serio!). Lekko groteskowa scena. :) W końcu siada na krzesło,znów uwodzicielsko się przegina ...
        Przytulają się potem z Jackiem.

        Słówko o Marcie, dobry z niej człowiek, uważna, otwarta na innych ludzi, zawsze gotowa do pomocy; pomaga starszej pani, przewieść jej ulubiony stary fotel, podwozi do domu chłopca, by ten mógł zabrać na lekcję wyhodowaną roślinkę, o której zapomniał. Potem u nauczycielki wstawia się za chłopcem, sygnalizuje jej, że chłopiec ma prawdopodobnie trudną sytuację rodzinną, sugeruje że chłopcem trzeba się inaczej zająć. Taka trochę naprawiaczka świata z niej. Lubie takich ludzi. :)

        Niestety altruizm Marty spotyka się z dezaprobatą jej zasadniczego, racjonalnego męża, którego argumentacja po prawdzie nie jest wcale pozbawiona racji (starsza pani ma bliską rodzinę, która powinna się zająć przewiezieniem fotela; co ciekawe nieco później ten stary fotel ląduje na śmietniku, Marta widzi ja wywozi go śmieciarka).

        :)



        • grek.grek Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 14:21
          dzięki, Barbasiu :]
          trochę zaszarżowałem torpedując Ci plany, ale cieszy mnie,że dało się
          przeczytać.

          same celne uwagi Twoje.

          w tej sytuacji z chłopcem, w której dzwoni do jego nauczycielki, jej mąz
          upatruje później przyczyny problemów ich własnego syna w szkole, a poowodem
          jest jakaś tam jedna gorsza ocena, jaką złapał. I kiedy Marta zaprasza
          tego chłopca do domu, i bawi się on z ich synem, mąz ma pretensje, że
          "urządza w domu sierociniec".

          mężulo tak jakoś sam jej dostarczał argumentów, żeby świat, w którym
          żyje zaczął jej się przykrzyć, a luz Jacka zyskiwać na seksapilu, jako
          odwrotność tego nielubianego i niemiłego.
          • siostra.bronte Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 14:35
            Bo niestety, mąż czasem miał rację. Moim zdaniem :) Dowodzi tego choćby scena z fotelem wywiezionym przez śmieciarkę.
            Nie zawsze lubimy usłyszeć prawdę czy przynajmniej wziąć pod uwagę racjonalne argumenty drugiej strony.
            W tym związku Marta jest z pewnością idealistką, a mąż patrzy na świat bardzo realistycznie.
            • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 14:59
              Mąż miał rację, zgadzam się, Bronte. Z drugiej strony jednak, mąż komentując krytycznie jej poczynania nieświadomie tłamsił ją, gasił jej osobowość.

              > W tym związku Marta jest z pewnością idealistką, a mąż patrzy na świat bardzo
              >realistycznie.

              Właśnie. A Jacek był przeciwieństwem jej męża, był bliższy wrażliwości Marty, dlatego ją tak zafascynował.

              :)
              • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 15:13
                Właśnie. A Jacek był przeciwieństwem jej męża, był bliższy wrażliwości Marty, dlatego ją tak zafascynował.

                /To moja odpowiedź na Twoje pytanie z postu wyżej./
                • siostra.bronte Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 15:17
                  Tak, pewnie taka była intencja reżysera. Jednak przy lepiej obsadzonej roli Jacka, ta postać byłaby bardziej przekonująca.
                  • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 16:03
                    Może masz rację. Choć mnie , przyznam, podobał się młody Marek Piwowski w roli Jacka.
          • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 15:08
            Bogu dzięki, żeś zaszarżował! Ja bym pisała pewnie ze dwa dni. ;)))

            Właśnie, mąż tłamsił nieco jej osobowość, gasił idealizm Marty, jej entuzjazm, a Jacek, pozwolił jej być sobą , poszaleć . :)

            • siostra.bronte Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 15:15
              Łatwo poszaleć na łódce czy potajemnych randkach :)
              Gdyby ta dwójka związała się ze sobą na poważnie, to tak beztrosko już by nie było.
              • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 15:55
                Tak, właśnie tak.

                Nikt oczarowany chwilą, oszołomiony namiętnościami nie jest w stanie racjonalnie myśleć o tym, co będzie dalej.
                :)
                • pepsic Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 30.09.12, 16:06
                  Nikt oczarowany chwilą, oszołomiony namiętnościami nie jest w stanie racjonalnie myśleć o tym, co będzie dalej.
                  Oj, chyba nie do końca.
                  • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 02.10.12, 00:22
                    pepsic napisała:

                    > Nikt oczarowany chwilą, oszołomiony namiętnościami nie jest w stanie racjona
                    > lnie myśleć o tym, co będzie dalej.

                    > Oj, chyba nie do końca.

                    OK, nie można generalizować.
              • grek.grek Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 01.10.12, 13:25
                pewnie by się ogołocili z owej radości życia za pomocą przypisanego kulturowo
                związkom schematu życia, dążeń, celów i zadań do wypełnienia :]
                • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 02.10.12, 15:30
                  Być może.

                  Choć myślę, że wcześniej to ona popadłaby w ciężką frustrację, chorobę z powodu jego obojętności, nieprzewidywalności, z powodu ciągłego braku stabilizacji, bezpieczeństwa przy nim.

                  :)
                  • grek.grek Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 03.10.12, 12:35
                    i to całkiem możliwe :]

                    a propos, do polskich kin niebawem wejdzie film tytułowany "Take this waltz" - z tego co
                    czytalem bardzo w duchu tej właśnie historii z "Bilansu".

                    młode małżeństwo po 5 latach i ona zaczyna czuć, że namiętność wyparowała.
                    przez ulicę mieszka zaś przemiły sąsiad... :]

                    tak czy inaczej, każde małżeństwo/związek musi się zmierzyć z tym trudnym
                    okresem, kiedy przychodzi oklepanie, stagnacja i potrzeba restartu.

                    wg mnie,im starsi są ludzie wchodzący w związki, tym większa szansa,że one
                    przetrwają. w większym stopniu opierają się one o przyjaźń, partnerstwo,
                    świadome czerpanie przyjemności z seksu niż w młodych wiekiem, ktore są najczęściej
                    tyleż namiętne, co pozbawione podstaw i dojrzałości, skutkiem czego wyparowanie
                    owych namiętności całkowicie je destabilizuje i rozbija.
                    • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 05.10.12, 23:33
                      Ciekawe wieści! Interesujący film, warto by obejrzeć. Muszę sprawdzić zapowiedzi w naszym kinie...

                      > wg mnie,im starsi są ludzie wchodzący w związki, tym większa szansa,że one
                      > przetrwają. w większym stopniu opierają się one o przyjaźń, partnerstwo, świadome czerpanie przyjemności z seksu niż w młodych wiekiem, [...]


                      Bardzo mądre słowa.
                      Podpisuje się pod nimi.
                      Właściwie to ja je miałam napisać. :)


                  • barbasia1 Re: "Stan gry" & "BIlans kwartalny" [storylines] 05.10.12, 23:20
                    barbasia1 napisała:

                    > Być może.
                    >
                    > Choć myślę, że wcześniej to ona popadłaby w ciężką frustrację, chorobę z powod
                    > u jego obojętności, nieprzewidywalności, z powodu ciągłego braku stabilizacji,
                    > bezpieczeństwa przy nim.

                    Pokręciłam wszytsko.

                    Marta przy Jacku oczywiście popadłaby w ciężką frustrację, chorobę z powodu u jego obojętności, nieprzewidywalności, z powodu ciągłego braku stabilizacji,
                    braku bezpieczeństwa przy nim.
      • barbasia1 Re: "Stan gry" zdjęcia :) 03.10.12, 15:22
        Lektura zaliczona. :)

        Kilka kardów z filmu z bohaterami sensacyjnej akcji w miejsce komentarza wstawię.

        "Rachel McAdams, młoda dziennikarka, [...] niezwykle urocza i cokolwiek urodziwa"
        www.filmweb.pl/film/Stan+gry-2009-339949#picture-31
        (Nie tylko cokolwiek, ale nawet bardzo urodziwa, myślę. )

        "wytrawny dziennikarz z Washington Globe"
        www.filmweb.pl/film/Stan+gry-2009-339949#picture-15
        (Ożeż, ale Russel Crowe utył!)

        "w tle Helen Mirren, jako jego szefowa gazeciana"
        www.filmweb.pl/film/Stan+gry-2009-339949#picture-30
        (Helen świetnie wygląda!)

        Kongresmen Collins z asystentką:
        www.filmweb.pl/film/Stan+gry-2009-339949#picture-6
        :)
        • grek.grek Re: "Stan gry" zdjęcia :) 04.10.12, 13:13
          świetne.

          ha, nic tak nie świadczy o zdrowej pewności siebie kobiety, jak
          zdolność przyznania, że jakaś inna kobieta jest [też] urodziwa :]

          [serio, najczęściej... kobieta kobiecie wil...czycą ;)]

    • grek.grek "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 01.10.12, 13:38
      Barbasiu, wczorajszy odcinek Borgiów - jutro opiszę, jeśli nie masz nic przeciwko ? :]

      to mamy hiciora, dzisiaj, Czcigodni.

      POlsat daje "2012".
      Jak wiecie, idzie koniec świata, czas się powoli zbierać ;], a filmowcy własną wizję
      tego, co nas niebawem czeka zdązyli parę lat temu wydusić, z pomocą najnowszych
      efektów specjalnych i licznych komupterowych bajerów.

      "2012" o 20:00. kruca, ostatnio co włączyłem Polsat, orajt - może ze 3-4 razy, to
      zasuwali z reklamą tego filmu, i to taką zasilaną mini-filmem z wypowiedziami naukowców
      nt. końca świata w 2012, hehe. nie ma co, przygotowali grunt pod tę premierę.

      cóż, ja jestem ciekaw, a Wy ?

      pewnie nie będzie to żadna ambitna rzecz, ale liczę na zapierające to i owo tu i tam
      efekty specjalne, na jakieś dobre dialogi i monologi o apokaliptycznym charakterze.

      interesujący film widzę w Dwójce - "Facet do towarzystwa", 22:50 & 2:55
      chłop jest gejem i za pieniądze robi jako tytułowy pańcio umilający czas
      zamożnym damom na przyjęciach, w czasie gdy ich mężowie na boku załatwiają
      interesa.

      a jako, że jest to thriller - gośc zostaje wplątany w kryminalną awanturę.

      główną rolę ma Woody Harrelson, czyli od czasu "Palmetto" spec od odtwarzania
      chłopkow rozptropków z racji swojej naiwności i pecha-giganta dostających się
      pod koła afer wym,kających się spod kontroli, w których zaczynają pełnić rolę
      ściganego zająca.

      czyli, nie jest źle dzisiaj, prawdaż zawżdy ?
      • siostra.bronte Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 01.10.12, 13:55
        Może rzucę okiem na "2012", ale bez większych oczekiwań.
        Od drugiego filmu skutecznie odstrasza mnie Harrelson :)
        • maniaczytania Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 01.10.12, 23:38
          Siostro - niniejszym reprymenda ;) - jak Woody moze odstraszac? Jego obecnosc przycmiewa innych aktorow w danym filmie - swietny to aktor i ma w sobie cos takiego dzikiego.
          • barbasia1 Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 02.10.12, 00:21
            maniaczytania napisała:

            Otóż! Woody Harleson jest b o s k i! :)
            • siostra.bronte Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 02.10.12, 00:37
              Ale podpadłam :)
              • barbasia1 Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 02.10.12, 16:00
                No właśnie. ;)

                Woody jest bardzo dobrym aktorem, ma charyzmę, przyciąga uwagę na ekranie.
              • maniaczytania Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 02.10.12, 21:07
                siostra.bronte napisała:

                > Ale podpadłam :)

                No i wlasnie :) - za kare musisz obejrzec "Urodzonych mordercow" i "Niemoralna propozycje" ;)))
                • siostra.bronte Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 02.10.12, 22:02
                  :)))
                  • siostra.bronte Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 02.10.12, 22:20
                    A na dokładkę dwa razy "Skandalistę Larry'ego Flynta" :))
        • grek.grek Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 02.10.12, 13:46
          no i jak, Siostro, rzuciłaś okiem ? :]
      • barbasia1 Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 01.10.12, 20:57
        Rzeczywiście hicior, nie wiedziałam!

        To lecę (spóźniona) patrzeć na apokaliptyczne wizje...

        O, już podłoga w supermarkecie pęka , a ci o swoim związku gadają...



        > Jak wiecie, idzie koniec świata, czas się powoli zbierać ;],

        He, he, ale co tu zabrać ze sobą!? ;)



        > Barbasiu, wczorajszy odcinek Borgiów - jutro opiszę, jeśli nie masz nic przeciwko ? :]
        No co Ty Greku, jestem cierpliwym okiem i uchem Dżeka. ;)


        Ja Woody'ego lubię, ale "Faceta do towarzystwa" innym razem obejrzę.
        • grek.grek Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 02.10.12, 13:44
          i mnie się nie udało zobaczyć "Faceta...", wpisuje[my] na listę powtórek-mile-widzianych ? :]

          a jak "2012" ? dobrze się bawiłaś ?

          powiem szczerze, że jakby tak zmontowali te wszystkie katastroficzne demolki w
          kilkuminutowy miks, to by było lepsze niż cały film, hehe. fabuła niestrawna, tylko
          te obrazki efektownej rozwałki godne uwagi, jak to w tego typu produkcjach.
          Przyznam, że się wiele nie spodziewałem po tym filmie i... niech mnie kule biją
          jesli dostałem coś innego ;]

          hehe, co tu zabrać ? czy ja wiem... dobrą minę do złej gry ? ;]

          2 odcinek Californication... dziś nie będzie, a za tydzień dopiero :] zaskoczyli Czesi, ale... co się odwlecze... itd.


          • siostra.bronte Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 02.10.12, 16:35
            Rzuciłam :)
            Włączyłam się jakoś po godzinie, akurat jak zaczęła się demolka.
            Oglądałam ten film z przymrużeniem oka, bo inaczej byłby nie do zniesienia. Jak zwykle nadmiar patosu, wszyscy się kochają, do tego szlachetny prezydent itd. Ale jako bezstresowa rozrywka spełnił zadanie :)
            Dzisiaj w programie cienko. Nie widzę niczego ciekawego.
            • barbasia1 Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 02.10.12, 22:28
              > Dzisiaj w programie cienko. Nie widzę niczego ciekawego.

              Nie żebym wypominała, ale dawno nie było żadnej opowieści z cylku w starym kinie. (Nie liczę tu opowieści o filmie Zanussiego).
              • siostra.bronte Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 02.10.12, 22:33
                Miło mi :))
                Ale filmów, które naprawdę chciałabym zobaczyć jest na youtube niewiele.
                Mam kilka ciekawych tytułów, ale jakoś nie mogę się zdecydować. Nie chciałabym Was zanudzać :)
                • barbasia1 Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 02.10.12, 23:50
                  NoCoTy! Nas zanudzać opowieściami o filmach? To niemożliwe!

                  :)
                • grek.grek Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 03.10.12, 12:36
                  przyłączam się do Barbasi zdziwienia :]

                  W Starym Kinie zdązyło się nieźle zapowiedzieć i rozwinąć, Siostro, tak łatwo się
                  nasszych oczekiwań teraz nie pozbędziesz :]
                  • siostra.bronte Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 03.10.12, 15:10
                    Czuję się zachęcona i zmotywowana do dalszej pracy :)
                    • barbasia1 Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 04.10.12, 20:50
                      siostra.bronte napisała:

                      > Czuję się zachęcona i zmotywowana do dalszej pracy :)

                      To świetnie.

                      Cieszę się, że dołączyłaś tu do nas. :)
                  • barbasia1 Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 03.10.12, 15:25
                    Jesteśmy z Grekiem (i Koleżankami) zdziwionymi spojrzeniami Dżeka*. :)

                    Słusznie prawisz, Greku.



                    (*"Dżek" - patrz: film "Podziemny krąg")
          • barbasia1 Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 02.10.12, 17:25
            Obowiązkowo wpisujemy. :)



            > a jak "2012" ? dobrze się bawiłaś ?
            Odmóżdzyłam się. :))

            Jaka piękna apokalipsa.

            Rzeczywiście jedyną wartą uwagi rzeczą są wygenerowane komputerowo ( na pewno znacznie większe wrażnie, robią one na na dużym ekranie) efektowne obrazy zniszczenia różnych zakątków na ziemi (bo apokalipsa dotyka całej ziemi), pękająca ziemia odsłaniająca ziejące ogniem i lawą przepaście, wybuchające wulkany, przewracająca się Bazylika św. Piotra na Watykanie, pękająca i rozsypująca się w proch Kaplica Sykstyńska, walące się jak klocki drapacze chmur.Malownicza była też scena, w której wielkie wojskowe helikoptery przewożą na arki podwieszona na linach potężne żyrafy, słonie .


            > Przyznam, że się wiele nie spodziewałem po tym filmie i... niech mnie kule biją
            > jesli dostałem coś innego ;]
            :)))

            cdn.
            • grek.grek Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 03.10.12, 12:38
              idealne podsumowanie, rodem z Greka Zorby, Barbasiu.

              jak już apokalipsa, to ja poproszę właśnie w takim stylu ;]]
              • barbasia1 Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 03.10.12, 15:59
                > idealne podsumowanie, rodem z Greka Zorby, Barbasiu.
                :)))

                Obrazy apokalipsy bardziej tu zachwycają niż przerażają. ;)

                Wracając jeszcze do obrazów walącej się Kaplicy Sykstyńskiej i bazyliki na Watykanie, to głównie z powodu nich film zostanie w pamięci widzów. :)


                >He,he, co tu zabrać ? czy ja wiem... dobrą minę do złej gry ? ;]

                Hahahahaha! :)
                No tak, nic innego nie ma sensu zabierać! :)))


                OK! Będę czekać na Californication w przyszłym tygodniu.
                • grek.grek Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 04.10.12, 13:16
                  to prawda. wydaje się, że fabułę dolepiono do tych efektów, bo
                  samych nich nie dałoby się sprzedać jako pelnometrażowego filmu...
                  i zarobić na nim wiele milionów martwych prezydentów :]

                  :]

                  świetnie.
                  • barbasia1 Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 05.10.12, 23:14
                    Hehehe! No tak. :)



          • pepsic Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 02.10.12, 18:26
            Zaraz, zaraz, na jaką listę? Ja sie poświeciłam, obowiązek wypełniłam i "Faceta..." obejrzałam w myśl zasady: dla towarzystwa Cygan by sie powiesił. Ale kłócić się nie będę i chętnie zerknę drugi raz, gdyż poprzez późną porę nie załapałam do końca intrygi sensacyjnej. A poza tym to gatunek, do którego chętnie się wraca. Film nieoczywisty, bez fajerwerków, bardziej przegadany dramat, niż thriller. Pan W. w roli głównej poradził sobie znakomicie, sugestywnie odtwarzając dżentelmena i geja. Tylko coś słabymi agentami dysponuje FBI, no bo kto widział chodzić w akcję w tak grubaśnej kurtce.
            :)
            "@012" zerknęłam przez moment z ciekawości. Słyszałam, że gniot, ale żeby aż tak! I ta amerykańska flaga łopocząca na samochodzie ostatnich szczęśliwców. Uff, ktoś wytrzymał do końca? A widoczki niczego sobie.
            • barbasia1 Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 02.10.12, 23:46
              >dla towarzystwa Cygan by sie powiesił.
              hehehe
              Ściskamy Cię, towarzyszko! :) Ja tylko na chwilę oko zawiesiłam na Woodym, po armagedonie. Twoje wrażenia brzmią nad wyraz zachcęcająco.
              Facet do towarzystwa był gejem!?

              >Uff, ktoś wytrzymał do końca?
              Ja dotrzymałam do końca, ale tylko dlatego, że ominęłam dobry kawał filmu z początku, podobno był lekko nudnawy.
              ,
              • siostra.bronte Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 03.10.12, 10:51
                I tak nie udało mi się uciec od Woody'ego.
                Ku memu zdumieniu wypatrzyłam go w "2012" w roli tego nawiedzonego faceta :)
                • barbasia1 Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 03.10.12, 15:30
                  Hehehehe :)
                  A tak, tak, i Woody wystąpił w hiciorze "2012". Zmieniony nie do poznania, w pierwszej chwili go nie poznałam.
            • grek.grek Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 03.10.12, 12:40
              brawo, Pepsic :]

              jak Harrelson "gejował" ? przerysowany był czy naturalny ? [to zwykle, tak mi się
              wydaje, jest wyzwanie dla aktora : zagrać przekonująco homoseksualistę]
              • barbasia1 Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 03.10.12, 15:27
                Nie był przerysowany.

                /to mówiłam ja barbasia1/

                :)
                • grek.grek Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 04.10.12, 13:22
                  dzięki, Barbasiu za info :]
                  Woody ma niezłą rozpiętość... ról : od koszykarza ulicznego w komedii, przez
                  galerię typów a'la Palmetto, aż po oskarową/albo zasługującą-na-Oskara w
                  "Larrym Flincie". I we wszystkich tych rolach wypadał, właśnie tak : naturalnie
                  i nieprzerysowanie. Przy pełnym zaufaniu do Twoich ocen : można stwierdzić, że
                  utrzymał swój poziom :]
              • pepsic Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 04.10.12, 18:00
                Taktownie Greku, taktownie:) Tylko nie mam wątpliwości, czy gustowna peruczka zamiast pociągającej rudawo-blond łysinki przypadłaby do gustu wielbicielkom:)
                • pepsic Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 04.10.12, 18:10
                  *Tylko mam wątpliwości...
                • barbasia1 Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 04.10.12, 20:48
                  >Tylko mam wątpliwości, czy gustowna peruczka z
                  > amiast pociągającej rudawo-blond łysinki przypadłaby do gustu wielbicielkom:)

                  Hehehe! :))) Żartownisia!

                  Bez dwóch zdań kupuję Woody'ego Harlesona w gustownej peruczce (oglądałam film przez małą chwilkę sądziłam , że to jego prawdziwe włosy). To ten typ mężczyzn , który działa tym tajemniczym czymś, nie urodą. ;)


                  Biore, kupuję wood
                  • barbasia1 Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 04.10.12, 21:00
                    >oglądałam film przez małą chwilkę sądziłam , że to jego prawdziwe włosy

                    Oj naiwna, naiwna! Tak się dać zwieść mężczyżnie.
                    Dawno Woody'ego naturalnej nieucharakteryzowanej postaci nie oglądałam! :/

                    www.filmweb.pl/person/Woody+Harrelson-44#picture-12
                    Rudawo-blond łysinka, tak, heh. Ale i tak Woody jest cudny. :)
                    • pepsic Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 04.10.12, 22:09
                      Aż taka znawczynią męskiego owłosienia nie jestem. Jest scena, kiedy Wood ściąga perukę i oczom widza ukazują się otaczające łysinkę pukle ciemnych (!) włosów:)
                      No to lecę na film.
                      • barbasia1 Re: "2012" & "Facet do towarzystwa" - na dziś 05.10.12, 23:10
                        A to tak! :))
    • grek.grek BOrgiowie odc.4 02.10.12, 11:10
      cały niemal odcinek kręci się wokół ślubu Lukrecji ze Sforzą.

      dziewoja jest zdenerwowana cała, w dodatku przed chwilą kojfnął Jem, który się
      jej coraz bardziej podobał [odc 3], więc jest to zrozumiałe. Za powód śmierci
      Jema bracia podają jej atak śmiertelnego wirusa produkującego zabójczą gorączkę.

      Trwają przygotowania, ale największą sensacją jest brak na liście gości Vanozzy,
      matki Lukrecji. Papa Borgia osobiście odmawia jej prawa udziału w ceremonii.
      Pytany : dlaczego ? odmawia odpowiedzi. Wszystkim, i Cesare, i samej Lukrecji.
      za to sam coraz bardziej spoufala się z Giulią Farnese. Vanozza nie może przeboleć
      tego właśnie, może nawet bardziej od faktu,ze na ślubie własnej córki jej zabraknie -
      że Giulia tam będzie, a ona sama - nie. MOżliwe,że powodem jest pochodzenie
      Vanozzy, plebejskie cokolwiek, ale możliwe też, że Borgia ją odsuwa od siebie,
      chce jej pokazać miejsce w szeregu. Giulii zdanie w sprawach politycznych interesuje
      papcia, teraz ślub z nią jako, nieoficjalnie, faworytą papieską... a za kulisami
      Lukrecja pobiera od niej lekcje całowania się, na wypadek nocy poślubnej.

      Ostatecznie Vanozza pojawia się na uroczystości, ale... dopiero na bankiecie
      poślubnym, na weselu, rzec by mozna. Zaprasza ją tam Cesare, czym wkurza
      trochę Borgię, pod pozorem "zatańczenia z matką panny młodej". Cesare sprawia tym
      radość siostrze, ale chyba minusuje sobie u ojca.

      Ślub, bankiet, ofk pełna pompa, a nawet pompon ;]
      Sposób filmowania, pokazywania, ceny zbiorowe, sceny we wnętrzach [i to jakich], to
      jest wielka zaleta tego serialu. Widać grosz w to wpakowany, i widać realizacją z
      pietyzmem. CHociaż, kruca, u nas kiedyś też się zdarzały ciekawe rzeczy, taka
      choćby "Królowa Bona", ofk widać było, że pieniędzy w tym wielkich nie ma, ale
      był pomysł, była klasa animatorów [ładne słowo, nie ? ;)], były świetne twarze
      i ciuchów nie brakowało na składzie :]

      Na drugim planie, kardynał Della Rovere kontynuuje swoje tournee. Tym razem
      odwiedza rodzinę Medyceuszy i ostrzega ich, że Borgiowie w Rzymie knują, co
      by położyć łapsko na całych Włoszech, takżę na Florencji, i najlepszym sposobem
      powstrzymania ich zapędów będzie umożliwienie wejścia do Włoch Francuzom.
      Medyceusze mieliby się tutaj wstrzymać od jakichkolwiek działań. Wtedy on,
      Della Rovere może zostać papieżem, oczywiście lepszym i mniej zachłanną sitwą
      otoczonym niż obecny. Doradzający Medyceuszom Machiavalli zachowuje spokój,
      nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ale coś tam się chyba kręci.

      śladam kardynała Cesare wysyła tajemniczego mnicha, z bliznami na twarzy
      ukrywanymi pod kapturem. Ten mnich zakrada się do konfesjonału i wysłuchuje
      spowiedzi Della Rovere, ale zostaje przez niego zdemaskowany i potraktowany
      nożem po oczach. [trzeba przyznać,ze kardynał ma sporą umiejętność wychodzenia
      z opresji i pozbywania się kolejnych szpiegów, którzy próbują albo pokrzyżować
      mu plany; ten był już drugi; jaki będzie następny - facet udający żyrandol ?]

      spotyka też kardynał ciekawego księdza - przebywa on w odosobnieniu i modli się
      nieustannie, a także miewa wizję, w których widzi śmierć papieża Borgii.

      Mąż Lukrecji Sforza to niezły agregat. Na ślubie taki wycofany i cichy, a okazuje się,że
      w swoim palacu robi za małego satrapę. Lukrecja w czasie wesela zasypia, Cesare
      ją odnosi do pokoju, więc noc poślubna nie odpala, czym Sforza jest rozczarowany
      co nieco. ma szansę sobie powetować to następnego dnia, kiedy przywozi żonę
      do swojej... jaskini ;] I zdobywa ją w stylu... jaskiniowca. W ogole, jest tam np.
      pokojówka, ktora nie kryje, że śliwkę pod okiem zafundował jej właśnie panisko.
      Lukrecja jest oburzona, ale sama pada ofiarą charakteru męzusia już na samym starcie.

      cóż, w politycznej rozgrywce cnota i dobre imię kobiety bywa jedynie pionkiem
      na szachownicy.

      • barbasia1 Re: BOrgiowie odc.4 03.10.12, 00:27
        Świetne!
        Grazie, MonSignore! :)

        Tak, "Królowa Bona" to znakomity serial.


        Dobrej nocy
        :)
        • grek.grek Re: BOrgiowie odc.4 03.10.12, 12:27
          guten morgen, fraulein Barbasia :]

          cała przyjemność z mojej strony; na razie muszę ocenić Borgiów na duży plus.
    • grek.grek mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men... 04.10.12, 13:44
      hoho, no to dziś mamy prawdziwy wysyp propozycji, aż nie wiadomo w co
      się wpakować :] :

      21:00 Paradoks, 5 odcinek [jest coraz lepiej, przeoczyć nie wypada]
      21:10 Mad men, Kultura [dyrektor kreatywny, agencja reklamowa, lata 60... ponoć
      hit taki, że aż trzeba przykucnąć ;)]

      22:05 Last Days, TVP2 Kocham Kino -
      zapis krytycznego okresu w życiu fikcyjnego muzyka, inspirowany
      wyobrażeniem o tym, co działo się z Cobainem zanim strzelił samobója. Van Sant na zydlu, w roli głównej Michael Pitt [pamiętacie go ze "Śmiertelnej układanki" ? zasuwał tam w duecie z Goslingiem, a ganiała ich Sandra Bullock]. jestem wstępnie ciekaw, całokształtem oczywiście, ale przede wszystkim tym, czy będzie tu jakaś próba wejścia w świat wewnętrzny gościa, czy też raczej laboratoryjny opis czynności i zachowań.

      w każdym razie, myślę że ciekawa propozycja.
      w ogole Kocham Kino umiejętnie balansuje pomiędzy dość róznorodną tematyką.

      23:15 Widziadło, TVP 1 - horror, wyobraźcie sobie :] Jeden z nielicznych w historii polskiego kina. Facet nie może zapomnieć zmarłej kochanki, z którą łączyła go wyjątkowa uczuciowa
      więź. Roman Wilhelmi w roli głównej.

      0:00 Dwa dni w Paryżu, POlsat - a to niedawno w kinach fruwało. Ona jest Francuzką,
      on Amerykaninem; przyjeżdzają z Ameryki do Paryża, gdzie on musi skonfrontować
      swoje wyobrażenia o Europie z obrazem jej familiji. Zapowiadane jako komedia romantyczna.
      zapewne z seriami obyczajowych obserwacji i humorystycznie podkreślonych róznic między
      amerykańszczyzną, a francuszczyzną, a jak wiemy : Ameryka i Francja serdecznie się
      nie lubią, Amerykanie kpią sobie z francuskiej pretensjonalności i braku odwagi działania,
      Francuzi szydzą z amerykańskiego prostactwa, a jedni i drudzy mają swoje kraje za
      pępęk świata :]
      Autorski film Julie Delpy, napisała scenariusz, wyreżyserowała, i do tego zagrala główną
      rolę. czytałem kiedyś, że to bystra babka, nie tylko ładna, dobrze gra, ale i ma intelektualne
      obycie. MOżna się chyba spodziewać, że to będzie w allenowskim stylu komedyja.

      uff, dużo tego.
      cięzki wybór...
      prawdaż zawżdy ? :]




      • siostra.bronte Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 04.10.12, 13:53
        Faktycznie, kilka ciekawych tytułów w tym samym czasie.
        Obejrzę "Med menów" i "Ostatnie dni", a powtórkę "Paradoksu" w niedzielę.
        "Widziadło" widziałam wieki temu.
        Muszę wspomnieć, że wczoraj w Ale Kino widziałam pierwszy odcinek nowej serii Wallandera. Branagh jest w tej roli fantastyczny! Jak zawsze niesamowity klimat, intryga kryminalna pełna zaskakujących zwrotów.
        Był nawet wątek polski: na promie do Szwecji zginęła Polka.
        Uwielbiam Wallandera w każdej postaci, a widziałam już trzech :))
        • pepsic Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 04.10.12, 18:08
          Kurczę, myślałam, że to znowu odcinek wyrwany z kontekstu. Nie wiesz, kiedy Wallandera (też jestem fanką) powtórzą, oprócz dzisiejszej nocy?
          Siostro, nie skusiłaś się na "Happy, happy" po skandynawsku, zaraz po?
          Ps. Czwartki generalnie są alternatywne, i jeszcze trafił mi się akt miłosierdzia ze strony kablówki, która gratisowo włączyła canal+, aż do odwołania.
          • siostra.bronte Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 04.10.12, 18:20
            Tak, tak, to nowa seria! Powtórka będzie w poniedziałek o 22.20.
            Obejrzałam pierwszą godzinę "Happy, happy" już poprzednim razem. Dlatego spóźniłam się na odcinek "Paradoksu" z księdzem :) Może jeszcze kiedyś zobaczę go w całości.
            Fajnie, że będziesz miała canal+, chociaż zwykle takie akcje trwają tylko kilka dni. Może zdążysz obejrzeć coś ciekawego?
            • pepsic Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 04.10.12, 18:46
              Mam od ponad tygodnia i chyba jeszcze trochę będę mieć, bo wymieniają dekodery i wprowadzają nową usługę tj. wypożyczanie filmów, co całkiem ponętnie brzmi (koszt ok. 10,-zł).
              Obejrzałam niewiele: niespiesznie toczący się "Reset" okraszony garstką absurdów z racji niedopracowanej fabuły z niezłym Adrienem Brody, samotnie zmagającym się z kanadyjską puszczą i lokami w pamieci. Próbowałam podejść do polskiej produkcji "Uwikłanie", nie dało sie, skutecznie odstraszyła telenowelowatość i zgrane twarze, a podobno książkowy pierwowzór całkiem jest niezły.
      • barbasia1 Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 04.10.12, 21:10
        Zaprawdę prawdaż, wybór dziś trudny, bo się interesujące pozycje nakładają.
        Zrobię jak Bronte, obejrzę dziś pierwszy odcinek serilau "Mad Men", a kolejny odcinek "Paradoksu" nie bez żalu, przełożę na niedzielę. Potem 22:05 "Last Days" w Kocham Kino.

        Opowiesz Greku, "Widziadło" albo "Dwa dni w Paryżu". A najlepiej jedno i drugie?

        A propos horroru, miałam dorzucić jeszcze trzy grosze do filmu "Dom Sary", któryśmy z Bronte oglądały, heh nie nadążam.

        Miłego oglądania! :)
        • grek.grek Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 05.10.12, 13:27
          do 21.12 jeszcze mamy trochę czasu, zdązysz ;]

          ale ponoć koniec świata odwołali ?, haha]

          Niestety, nie zdązyłem przeczytać Twojego posta, no i na
          "2 dni w Paryżu" nie nastawiłem video... Ale - powtórka przecież
          musi się kiedyś zdarzyć, prawda ? :]

          jak wypadł "Mad men" ?
          • barbasia1 Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 06.10.12, 00:55
            Widzisz, jak jestem łakoma na Twoje opowieści!

            Poczekamy zatem na powtórkę "2 dni w Paryżu", nie ma problemu.

            "Widziadło" obejrzałam i to w całości! Kolejny bardzo stylowy horror (horror-erotyczny, jak go kiedyś określono), w efektownym kostiumie z końca XIX wieku, z pięknymi wysmakowanymi ujęciami, symbolicznymi obrazami. Tak jak "Domu Sary" pojawia się tu rudowłosa piękność , Angela, zmysłowa, płonąca namiętnością (symboliczny obraz jak z "Szału" Podkowińskiego - galopuje naga na koniu) kobieta -wampir, oczywiście to modernistyczna wampirzyca, bez atrybutów wampirzych jakie znamy ze współczesnych filmów, wysysąjąca po swej śmierci energię życiową i seksualną z mężczyzny, którego kochała, którego była pierwszą żoną. Od kiedy rudowłosa piękność zaczęła się pojawiać i dręczyć we śnie i marzeniach na jawie bohatera granego przez Wilhelmiego, ten stał się impotentem, mimo chęci, nie mógł już zaspokoić żony, ani później innej kobiety, w końcu ...

            Tyle w skrócie na gorąco.

            Wcześniej obejrzałam pierwszy odcinek "Mad Men" (mam nadzieję, że oglądasz teraz powórkę). Zapowiada się naparwdę pasjonujący serial! Świetny, wciągający wątek pracy agencji reklamowe z początku lat. 60, ale mnie najbardziej zaintrygowały kwestie obyczajowe z, jak się okazuje, wszechobecnym seksizmem, szowinizmem, z instrumentalnym, pogardliwym traktowaniem kobiet.


            "Ostatnie dni" też zaliczyła, jutro słówko powiem, istny maraton miałam wczoraj, jak nigdy, dlatego dziś mam dzień bez telewizji.


            Na dobranoc ... nierzeczną dziewczynkę Ci / Wam podeślę:

            Jezus Maria Peszek z piosenką "Padam"
            www.youtube.com/watch?v=LNU_ghezZm0
            Bardzo ładny tekst, tylko te "chore myśli" mnie nieco zastanawiają. ;))

            Też już padam ... :)

            Dobrej nocy! :)
            • siostra.bronte Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 06.10.12, 13:29
              "Mad meni" są takim przebojem w Stanach pewnie dlatego, że przypominają o czasach, kiedy nikt jeszcze nie słyszał o "political corectness". Bohaterowie bezkarnie żartują sobie z kobiet czy Żydów. Dzisiaj pewnie wylecieliby z pracy :)
              Do tego można było palić wszędzie, nawet w gabinecie lekarskim :)
              W ogóle to fajnie ogląda się czasy, kiedy nie było komputerów, telefonów komórkowych i innych gadżetów.
              • barbasia1 Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 06.10.12, 14:45
                siostra.bronte napisała:

                > "Mad meni" są takim przebojem w Stanach pewnie dlatego, że przypominają o czasach, kiedy nikt jeszcze nie słyszał o "political corectness".

                > Do tego można było palić wszędzie, nawet w gabinecie lekarskim :)


                Wiedzy na temat szkodliwości nikotyny nie była jeszcze wtedy powszechna, naukowcy dopiero zaczęli publikować pierwsze wyniki badań, była właśnie o tym mowa w pierwszym odcinku. Na łamach popularnego w Stanach czasopisma "Rider Digest" właśnie ukazały się najnowsze wyniki badań w których donoszono, o rakotwóczym działaniu nikotyny, co stało się nielada zagwozdką dla pracowników agencji obmyślających kampanię reklamową Lucky Stricke'ów. Jak skutecznie przekonać do kupowania papierosów (Lucky Stricke'ów) w obliczu groźnie brzmiących doniesień.

                Świetny wątek z próbą (nieudaną zresztą) zaprzągnięcia do kampanii reklamowej papierosów modnych wówczas teorii psychoanalitycznych, freudowskiej teorii popędów życia, a zwłaszcza śmierci (palenie byłoby wyrazem nieświadomego pragnienie śmierci), które kierują człowiekiem. Teorii jednak zbyt szokujących dla zleceniodawcy, właściciela koncernu tytoniowego.

                :)
                • barbasia1 Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 06.10.12, 15:13
                  Teorii jednak zbyt szokujących dla zleceniodawcy, właściciela koncernu tytoniowego, z czego doskonale zdaje sobie sprawę inteligentny Don Draper, dyrektor kreatywny i wspólnik w agencji reklamowej Sterling Cooper Draper Pryce, jeden z głównych bohaterów serialu. Choć początkowo nie pa pomysłu na strategię kampanii reklamowej Lucky Stricke'ów, to powstrzymuje się z przedstawieniem tej teorii na spotkaniu biznesowym z właścicielem marki, teorię tę nieoczekiwanie dla wszytskich prezentuje współpracownik Dona Drapera , Pete Campbell, który ma wielką ochotę zająć w firmie jego miejsce (materiały na temat tej teorii zdaje się Pete wygrzebał w ostatniej chwili w koszu na śmieci w gabinecie Drapera, gdzie dostał się podstępem ). Oczywiście szef koncernu jest zdegustowany, chce wychodzi, ale Don w ostatniej chwili wpada na znakomity pomysł na kampanię i tym samym ratuje zlecenie ...

                  • barbasia1 Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 06.10.12, 15:29
                    Korekta!
                    Na razie Don Draper jest dyrektorem kreatywny w agencji reklamowej Sterling Cooper.
                  • barbasia1 Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 06.10.12, 16:18
                    PS
                    teorii jednak zbyt szokujących i kontrowersyjnie brzmiących dla zleceniodawcy, a i dla przeciętnego palacza tytoniu...
            • grek.grek Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 06.10.12, 14:09
              haha :]

              świetnie, dzięki, Barbasiu, za ten opis. Sugestywny. Pamiętam jeszcze "Lokisa", gdzieś mignęła mi
              "Wilczyca" i jak teraz czytam Twoje streszczenie "Widziadła", to czuje, że estetyka tych
              filmów jest podobna. Jak sądzisz ?

              o, jak czytam jesteście w zgodnej opinii, ze Mad men is gut, spróbuję za tydzień
              obejrzeć 2 odcinek.

              hehe, Maria właśnie płytowo się ujawniła, ten kawałek jest już, jak widzę, z tego nowego
              wypuszczonego. dzięki :] w dodatku, od października wraca Radio Maria w Roxy Fm, pewnie w czwartki po 20 [albo 21], jak przed przerwą wakacyjną.

              • barbasia1 Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 06.10.12, 15:28
                Nie dokończyłam :

                W końcu Piotr Strumieński (Wilhelmi) gnie, ponosi go szaleńczo pędzący koń o imieniu ... Angelo, Strumieński efektownie roztrzaskuje sobie głowę o drzwi stodoły, do której wbiega koń, gnie w momencie, kiedy poczuł odwzajemnioną wielką namiętność do młodej i pięknej opiekunki jego dzieci ...

                Zanim odpowiem muszę przypomnieć sobie "Lokis" ...
                :)

                O! Koniecznie obejrzyj! Rewelacyjny serial, z napisami!

                :)



              • barbasia1 Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 06.10.12, 17:38
                Jeszcze słówko o pierwszym odcinku serialu "Mad Men".

                Jak to na początku bywa, pojawili się w nim główni bohaterowie akcji, scharakteryzowani zostali po poprzez sytuacje w jakich się znaleźli, wyżej pod postem Bronte powiedziałam już co nieco. Dodam tylko, że Don Draper, jak się okazuje w finale,ma dwójkę lub trójkę dzieci, a matką jest ładną , wyrozumiałą blondynką. Don ma też seksowną ciemnowłosą kochankę, kobietę niezależną z własną firmą (nie pamiętam, nie wiem jaką). Don widziałaby ją nawet w roli żony.

                Pochodzący z szacownej nowojorskiej rodziny, podstępny Pete, pragnący zająć stanowisko dyrektorskie Dona Drapera, wkrótce ma się żenić się z majętną panną, co nie przeszkadza mu na swoim wieczorze kawalerskim w lokalu obmacywać dopiero co poznaną w lokalu dziewczynę. Nocą pijany Pete ląduje u Peggy, nowej sekretarki, copywriterki Dona Drapera.

                Wątek kobiet, wątek Peggy jest tu szalenie ciekawy. Więc słówko.

                Peggy zostaje przyjęta do pracy na stanowisko sekretarki, copywriterki dyrektora kreatywnego Dona Drapera. Po biurze oprowadza i szkoli ją jedna z pań z owej agencji reklamowej. Instruuje, że w biurku ma trzymać obowiązkowo aspirynę oraz butelkę żytniej, gdy szef znajdzie się w potrzebie.

                Peggy dowiaduje się, że oprócz wykonywania standardowych czynności sekretarki do jej obowiązków będzie należało także zadowalanie dyrektora w wiadomy sposób. Ale, o dziwo, Peggy nie protestuje, nie oburza się, nie dziwi, tylko idzie posłusznie do poleconego przez pracownicę agencji zaufanego ginekologa, po nowość, po ... pigułki antykoncepcyjne!

                Wszyscy, nawet nowe koleżanki z centralki telefonicznej, w których łaski się wkupuje odpowiednimi prezentami, zwracają uwagę na zgrabne nogi Peggy, zakryte teraz pod długa ciężką, spódnicą w kształcie dzwonu, radzą życzliwie, by stanowczo je odkryła, bo "panu Draperowi by się na pewno podobały".

                Świetna scena u ginekologa. Ginekolog badając Peggy upewnia się, nie zauważywszy obrączki na palcu, że jest ta panną. Ginekolog mówi, że lubi takie myślące, przewidujące panny, ale jeśli ona stanie się ladacznicą (w domyśle przez pigułki anty), to on przestanie jej przepisywać pigułki antykoncepcyjne! Ha! (Do dziś jeszcze niektóre środowiska tak myślą.)
                Pigułki anty kosztują 11 dolarów, informuje lekarz. I radzi Peggi, by "dobrze dawała, to zwrócą się jej te koszty"!

                Męska świnia, jednym słowem, nieprawdaż, Drogie Panie i Zacny Panie! ;)
                Tacy są właśnie faceci w Mad Men.

                :)
                • grek.grek Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 07.10.12, 14:04
                  aż mi się przypomniał ten kawałek "This is a man's world, this is a man's world..."

                  a potem dalsza część "[but] it wouldn't by nothing, nothing without a woman or girl"

                  Tyle, że tu - jak świetnie i barwnie opisujesz - kobiety są niezbędne z powodów...
                  paprotkowo-seksualnych, jak widzę.

                  rzeczywiście, brzmi to jak macho world, ale i odwzorowuje mentalnośc lat 60-tych przeca, nieprawdaż ?

                  ludzkośc poszła "parę" kroków do przodu od tamtego czasu... dzisiaj bizneswomen są
                  pozwalają sobie na kochanków i asystentów do wiadomych czynności ;]

                  tak czy inaczej, brzmi to wszystko więcej niż zachęcająco, jak chodzi o sam serial.
                  • barbasia1 Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 08.10.12, 17:10
                    Znamomity kawałek! :)

                    "It's a man's world" - w wykonaniu Seala
                    www.youtube.com/watch?v=4wtZaJa0IgM

                    W serialu wkraczają na scenę pierwsze bizneswoman, pierwsze niezależne kobiety uprawiające wolną miłość, których priorytetem wcale nie jest znalezienie męża i zamążpójście. O jednej już wspomniałam, jest nią kochanka Dona Drapera, ma swoją firmę, Don mówi, że mogłaby zostać jego żoną, bo sama prowadząc firmę rozumiałaby jego późne powroty z pracy, ale pani, nie pomnę imienia, nie pali się szczególnie do związku małżeńskiego, woli niezobowiązujące spotkania z Donem.

                    Druga, jeszcze o niej nie mówiłam, jest przedsiębiorczą córka właściciela sklepu, czy sieci sklepów, w pierwszym odcinku zostaje klientka agencji reklamowej Dona. Świetna scena, ukazująca po raz kolejny sposób traktowania w ówczesnych czasach:

                    Don idzie na spotkanie z ową dama, nie wie, że klientem i zleceniodawcą kampanii reklamowej będzie kobieta. Wchodzi do pokoju, w którym owa pani już czeka w towarzystwie mężczyzny oraz szefa agencji czy któregoś z pracowników. Don najpierw podaje rękę nieznajomemu mężczyźnie, człowiek z agencji, natychmiast informuje go, że ów mężczyzna jest pracownikiem firmy, której szefuje ... pani. i że to ona zleca ich firmie kampanię reklamową. W trakcie rozmowy na temat strategii, pani krytykuje ostro i bezpardonowo pomysły Dona, nie zgadza się jego mało odkrywcze, mało błyskotliwe propozycje, chce czegoś nowego, czegoś co sprawi,że jej sklep stanie się ekskluzywną marką dla bogatych, na co Don, obrażony wychodzi w trakcie spotkania, zostawiając klientkę samą! Było by to nawet nie do pomyślenia, gdyby rozmowy prowadził z mężczyzną.

                    Wieczorem Don spotyka się z panią w stylowym lokalu, przeprasza za swe zachowanie ...

                    :)
                    • grek.grek Re: mapa/dziś : Last days,2 days in Paris,Mad men 09.10.12, 13:44
                      dobra te wersja Seala, ja pamiętam starszą Jamesa Browna.

                      nawet nie żałuję, że nie oglądałem tego 1 odcinka, dzięki Twoim opisom :]

                      rzeczywiście, to są rewolucyjnie nowe postawy kobiece.
                      jak widać, męska część biznesu przekonuje się do nich
                      dość opornie i z niedowierzaniem, a nawet [początkowym]
                      oburzeniem, hehe.
                      no może oprócz tych... wolnomiłościowych, prawdaż..? ;]

              • barbasia1 "Mad Men" muzyka! 06.10.12, 17:56
                www.youtube.com/watch?v=5Slgks15qps&feature=related

                "Mad Men Suite" - David Carbonara

                www.youtube.com/watch?v=jTs3BP3fzD8

                How Mable Get Sable Cha Cha Cha - David Carbonara

                www.youtube.com/watch?v=cE1YPipWYg8&feature=related

                :)
    • siostra.bronte Wallander 04.10.12, 14:56
      Link do video z Branaghiem :)

      www.youtube.com/watch?v=CimGuAeWqeI&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=1&feature=plpp_video
      • barbasia1 Re: Wallander 04.10.12, 21:02
        Nie widziałam tej wersji Wallandera z Branaghiem!
    • grek.grek "Paradox" 5/"Last days" - jakie wrażenia ? [3p3] 05.10.12, 13:23
      Wybór był trudny... strzeliłem w Dwójkę, czyli Paradox i Last days.
      [Barbasiu, nie zdązyłem przeczytać Twojego postu, na pewno spróbowałbym
      nagrać "2 dni w Paryżu"]

      Paradox 5.
      jak czytam, nie wszyscy obejrzeliście :]

      zatem, ostrożnie, co by nie zdradzić za wielu szczegółów...
      Podobała mi się historia przestępstwa, a zwłaszcza romantyczna opowieść jaką Kaszowski sprzedaje komisarzycy, kiedy siedzą oboje w aucie.

      na plus także ten moment, kiedy z komisarzycy wyłazi zwierzę [zorientujecie
      się, o co chodzi, bez trudu], aż się zdziwiłem, że ta postać może być do
      takich akcji zdolna ;] Rozkręca się, niezaprzeczalnie.

      pani od żucia gumowca znikła z radarów. Uważam, ze to jest strata dla serialu.

      Pocieszny Jakubik i pardoksalna [yup...] sytuacja, wobec której staje i jego
      podejście do niej [trudno tutaj się wysłowić, ale też się kapniecie, co w tym
      wątku jest zabawnego]

      no i nam się odsłania nieco przeszłość imć inspektore Kaszowski, przeszłość
      niewesoła, która rzutuje na jego aktualność.
      Wg mnie, dość oklepany chwyt tutaj zastosowano. Zbyt oklepany.

      jedno fatalne ujęcie aktorki Skibińskiej. fatalne. to tapetowanie... ta nietwarzowa
      fryzura... to niekorzystne światło... marny pomysł. Powinni się wstydzić :]

      "Last days".

      orajt, Van Sant złapał w siatkę Michaela Pitta, nafeszerował lsd, wypuścił go na scenę
      w jakiejś wynajętej posiadłości, sam się ubrał w kombinezon imitujący gęste krzaczory,
      łaził za nim przez trzy dni i kręcił :]

      przerysowuję, ale... kto zaręczy, że było inaczej, haha.

      nie było wejścia w świat wewnętrzny bohatera, z tego co zauważyłem. Było raczej,
      jak by to ująć... ilustrowanie tego świata za pomocą zewnętrznych reakcji, zachowań.
      Wyraźnie gość w zapaści emocjonalnej, przewracający się po koksie mającym
      uśmierzyć dolegliwości psychy, gustowna sukienka której nawet senator P. by się nie
      powstydził [wiem, wiem, ajem bedmen], generalnie otępienie i apatia plus chorobliwa
      awersja do spotkań z ludźmi [chociaż nie ma tutaj konsekwencji, bo pana grubszego
      od katologu firm przyjmuje i nawet poważnie traktuje jego oficjalny bełkot, a już
      ucieka do szopy, kiedy spod domu odchodzą świadkowie Jechowy [czy czego tam...], a on
      znajduje się na środku dziedzińca, wracając znad rzeki, unika też swoich przyjaciół
      odjeżdzających autem.

      te kontakty z ludźmi do których czasami dochodzi.. jakże one sa powierzchowne... tylko mogą pogłębić stan, w którym się facet znajduje - a to sprawa trasy koncertowej przez telefon... on tylko słucha, nawet nie odpowiada; a to katolog firm, a to kolega z zespołu truje o niczym,
      dziewczyna nawwet nie pomaga mu wstać, kiedy ten się wywala zupełnie odurzony prochami,
      zdaje się, że najowocniejszą rozmowę miał z tym dilerem w miasteczku, gdzie pogalopował
      dokupić sobie ziółek.

      człowiek w zapaści. Nawet muzykowanie nie sprawia mu już radości, nic go nie odpręża.

      świetne, wg mnie, przejście do finału, kiedy w którymś momencie po prostu z twarzy
      Blake'a kamera zaczyna pokazywać : najpierw ogrodnika, który robi swoje profesjonalnie,
      nie mając pojęcia, że kręci się wokół miejsca, w którym leży trup; a potem całej
      policyjnej akcji w domu, po odkryciu zwłok.

      Dedykowane Cobainowi, więc wiele nie trzeba dopowiadać, są tam, zdaje się, tylko
      krótkie fragmenty dziennika, czytane w formie monologu, dość proste i oczywiste,
      biorąc pod uwagę to, co widać i bez słów na ekranie.

      wg mnie, w rozmowie z gościem od katologu firm, który bierze Blake'a za
      jakiegoś biznesmena, nie wie,ze jest to rockman : Blake, nie wyprowadzając
      go z błędu, mówi o swoim rozczarowaniu światem, życiem i sobą samym.

      "Nie chcieliśmy zakładać firmy, czerpać zyskow, chcieliśmy się tym... bawić" -
      sedno problemu.

      Cobain, z tego co sobie wywnioskowałem czytając to i owo, chciał uznania i
      respektu, ale tylko w wąskim środowisku grunge'owym. Za grzyba nie spodziewał
      się, ze Nirvana może, za sprawą rodzących się nowych mediów, dotrzeć do
      tak szerokich mas odbiorców muzyki i stać się jakimś hitem.

      chcecie być muzykiem, który robi niszowe rzeczy i w tej niszy jest szanowany.
      Ale oto któregos dnia budzicie się i widzicie, ze nalepki z "NIrvaną" są w Bravo Girl,
      a wy jesteście w MTV i robicie za mainstreamową atrakcję, której słuchaja byle
      rednecki. Tracicie ideały. stajecie się, we własnych oczach, klaunem, pajacem.

      nie wypada może wnikać w motywacje samobójcy, ale wg mnie tak wyglądał
      problem Cobaina.

      tutaj widać, że Blake [alias Kurt] chce się odizolować od zgiełku, ale uświadamia sobie, że
      jakby nmawet stanął na uszach, to nie ma już powrotu do normalności. Nic go nie
      interesuje, nic nie ma znaczenia, poza utraconym szacunkiem dla samego siebie i
      żalem za tym, co było, za początkami, za swobodą.

      Van sant sprowadził to do laboratorium. Trochę się czułem, jakbym oglądał
      amerykańską wersją Wojaczka, tylko mniej barwną, bardziej statyczną.

      Ujęcia długie, niespieszne, jakby chciał do zrozumienia dać widzom, że ma w nosie
      ich chęć szybkiej akcji, zmieniających się obrazków, tego właśnie MTV-action.

      Halo, zobaczcie, robię film niekomercyjny, robię film dla małej ilości widzów, którzy
      lubią i poważają wciąz dawnych mistrzów. Hej, nie jestem jednak pretensjonalny, ale
      opowiadam wam o człowieku, więc shut up i oglądajcie, skupcie się, nie zamierzam podkręcać tempa, bo to nie zabawa, to czas umierania. Kurt, Blake czy kto inny... whatever,
      tu ma być prawda o człowieku, o krytycznym momencie jego życia, stanie duszy.

      mnie przekonał, im dalej wchodziłem w ten rytm tym bardziej mnie przekonywał.

      Michael Pitt przyczynił się do tego niebagatelnie, z sugestywną mową ciała, postępującym, ale nieprzersysowanym, stuporem [odruchów, reakcji] , odczuwalnym dodatkowo dzięki skoncentrowanemu filmowaniu.

      no i ten motyw czechowowski : w I akcie pojawi się wzmianka o strzelbie, a w ostatnim ta strzelba zostaje użyta ze smiercionośnym skutkiem, chociaż tego akurat taktownie Van sant
      oszczędził, za co mu brawo się należy, chociaż... dobry reżyser nie mógł chyba postąpić
      inaczej :]

      a jak Wasze wrażenia, Czcigodni ?
      • siostra.bronte Re: "Paradox" 5/"Last days" - jakie wrażenia ? [3 05.10.12, 14:03
        Wiedziałam, że film van Santa będzie ciężki w oglądaniu, więc nie byłam zaskoczona.
        Co tu dużo mówić, nieźle się wymęczyłam. Ale nie takie eksperymenty już widziałam, więc dzielnie wytrwałam do końca :)
        Napisałeś chyba o wszystkim. Tak, ten film pokazuje człowieka u progu samobójstwa bez próby zrozumienia jego motywów. To po prostu beznamiętny opis jego zachowań. Często z daleka, aż ledwo go widać, co potęguje wrażenie, że jego życie nie ma większego znaczenia.
        Można dyskutować, co było przyczyną. Moim zdaniem każdy artysta marzy o sławie i popularności.
        Wygląda na to, że Blake (czy też Kurt) nie był po prostu na nią przygotowany. Nie radził sobie. Branie narkotyków to zwykle skutek, a nie przyczyna problemów.
        Jak zwykle źródła tkwią pewnie gdzieś w dzieciństwie. Które u Cobaina oczywiście nie było zbyt szczęśliwe (kiedyś moja znajoma pisała pracę na jego temat, więc coś mi się obiło o uszy). Ale to są tylko przypuszczenia.
        Temat ciekawy, ale film ciężki i nudny. Obejrzałam z "dziennikarskiego" obowiązku, bo to jednak van Sant :)

        A "Mad mani" zapowiadają się ciekawie. Przede wszystkim oryginalny temat i umiejscowienie w latach 50-tych. Świetna, animowana czołówka. Będę oglądać :)
        • grek.grek Re: "Paradox" 5/"Last days" - jakie wrażenia ? [3 06.10.12, 13:58
          interesujące wnioski i linia myślenia, Siostro.
          na pewno zasadne, zapewne powodów decyzji takiej, a nie innej było wiele.

          też czytałem, że Kurt miał trudne wyjątkowo relacje ze światem, jako
          dzieciak.

          ha, Mad mena może od 2 odcinka dostanę w swojej łapy :]
          póki co, liczę na Twoje, i Wasze Czcigodni, wrażenia i opisy.
      • maniaczytania Re: "Paradox" 5/"Last days" - jakie wrażenia ? [3 06.10.12, 00:58
        obejrzalam w czwartek "Paradoks", a w piatek powtorke "Mad Men".

        I tak - "Paradoks" - swietny odcinek, bardzo wzruszajacy i poruszajacy (nie myslalam, ze na takim filmie sie poplacze), i przede wszystkim - bylo kilka scen, gdzie B. Linda pokazal, jak wspanialym jest aktorem (zwrocilam na to uwage w scenie z E. Skibinska wlasnie i pozniej w drugiej scenie z nia). Ciekawie tez placze sie dalej watek zleceniodawcy Joanny :)

        A teraz - "Mad Men" - Greku ja mysle, ze to cos w sam raz dla Ciebie! Taki meski swiat, piekne kobiety, ale glownie jako dodatek. Doskonale 'odrestaurowane' realia tamtych lat i rany - jak oni duzo kopcili, ten pierwszy odcinek to w zasadzie caly 'przedymili' ;)
        Baaardzo przystojny glowny bohater, ciekawa historia poczatkow reklamy, swietna muzyka - no czegoz chciec wiecej - rozrywka idealna!
        • grek.grek Re: "Paradox" 5/"Last days" - jakie wrażenia ? [3 06.10.12, 14:01
          ech, no... a tak sie próbowałem maskować, że nie jestem męską szownistyczną... itd., no i zostałem zdemaskowany ;]]

          Maniu, gdzież mnie do "pięknych kobiet, ale GŁÓWNIE jako DODATKÓW" ? :]

          chyba nawet domyślam się, gdzie moglaś uronić łezkę na seansie "Paradoksu" ;]
          czyżby na scenie "po latach" w pensjonacie ?

          • barbasia1 Re: "Paradox" 5/"Last days" - jakie wrażenia ? [3 06.10.12, 16:36
            grek.grek napisał:

            > ech, no... a tak sie próbowałem maskować, że nie jestem męską szownistyczną...
            > itd., no i zostałem zdemaskowany ;]]

            Hehehe ;))
          • barbasia1 Re: "Paradox" 5/"Last days" - jakie wrażenia ? [3 08.10.12, 17:35
            grek.grek napisał:

            > ech, no... a tak sie próbowałem maskować, że nie jestem męską szownistyczną...
            > itd., no i zostałem zdemaskowany ;]]

            Eee, to się dopiero, Greku, okaże, jak obejrzysz kilka odcinków i ewentualnie odnajdziesz tam siebie. ;))
          • barbasia1 A Mania ma rację 08.10.12, 18:34
            to serial dla Ciebie, dla mnie, dla nas wszytskich, inteligentny, wciągający, z dobrze napisanymi dialogami z ciekawymi dobrze nakreślonymi postaciami, efektowny wizualnie, ładnie zliustrowany muzycznie, pokazujący kawałek prawdy o świecie, którego już nie ma. Już nie ma?

            A'propos -

            Barbara Walters, słynna amerykańska dziennikarka nie mogła uwierzyć, jak ją wywiadowczyni z naszych Wysokich Obcasów poinformowała, że telewizja polska, mimo iż tworzona w kraju komunistycznym, była bardziej przyjazna kobietom. Irena Dziedzic miała swój własny program od 1956 roku, a Edyta Wojtczak był główną spikerką od roku 1957.

            A Walters ,jak wyznała musiała przepracować 11 lat (od 1961 roku) w programie NBC The Today Show, by zostać jego pełnoprawną gospodynią. A stało się tak tylko dlatego, że jej partner Frank McGee zmarł, a ona miała zapisane w kontrakcie, że jeśli on zejdzie z tego świata, to ona zostanie pełnoprawną współprowadzącą. :))

            Ów współprowadzący z Waters program 'Today' , nowa, męska oczywiście, gwiazda) Frank McGee (w 1971 roku zastąpił na tym miejscu pana o nazwisku Hugh Downs) wynegocjował z szefami podwójną w stosunku do niej gażę, prawo do witania i żegnania telewidzów oraz niemal wyłączność na zadawanie pytań gościom. Walters mogła w wywiadach uczestniczyć, ale tylko za zgodą nowego prowadzącego, i w dodatku miała prawo zadać dopiero czwarte w kolejności pytanie.
            (za : Katarzyna Bosacka: Królowa amerykańskiego wywiadu; w: WO 01.09.2009 )


            Takie to panowały zwyczaje w Ameryce.
            • grek.grek Re: A Mania ma rację 09.10.12, 13:40
              pewnie gdzieniegdzie jakiś resztki starego się ostały, zapewne dlatego, ze pewne
              rodzaje stosunkow społecznych są wieczne, zawsze będą istnieć, w małych enklawach,
              w epizodach, ale wykarczować do końca się ich nie da.

              bardzo ciekawy fakt, Barbasiu.
              A zmieniło się za oceanem na tyle,że Oprah Winphrey została ikoną stulecia w tiiwi amerykańskiej.
              Nie dośc, że kobieta, to jeszcze niespecjalnie biała :]
        • barbasia1 Re: "Paradox" 5/"Last days" - jakie wrażenia ? [3 06.10.12, 16:00
          maniaczytania napisała:

          > obejrzalam w czwartek "Paradoks",

          Mania zachwala, Grek chwali, nie mogę się już doczekać niedzielnej powtórki "Paradoksu".

          Doskonale 'odrestaurowane' realia tamtych lat i rany - jak oni duzo kopcili, ten pierwszy odcinek to w zasadzie caly 'przedymili' ;)

          Dobra scena - spotkanie biznesowe z klientem producent em "Lucky Stricke'ów w agencji reklamowej, sami faceci, wszyscy jak jeden mąż palą, całe biuro zadymione co chwilą ktoś kaszle, właściciel koncernu tytoniowego przekonuje, papierosy nie są szkodliwe, nie są wcale rakotwórcze. I mówi tak: jego bodajże dziadek palił całe życie i zmarł w wieku dziewięćdziesięciu czterech lat, ale tylko dlatego, że potrącił go samochód.


          Tak, klimat, realia Ameryki początku lat 60. oddane fantastycznie, z dbałością o szczegóły, z rozmachem, na jaki stać tylko forsiastych amerykańskich producentów.

          ;)
          • maniaczytania Re: "Paradox" 5/"Last days" - jakie wrażenia ? [3 06.10.12, 16:59
            tak, jeszcze lepsza scena byla, jak ta nowa sekretarka poszla do ginekologa, a ten zanim zaczal badanie, to odpalil papierosa :)

            Polecam Wam ksiazke "Dallas 63" S. Kinga - tam tez jest ten klimat znakomicie opisany, i to palenie papierosow tez ma tam swoje miejsce ;)
            • barbasia1 Re: "Paradox" 5/"Last days" - jakie wrażenia ? [3 06.10.12, 17:39
              A tak!!!

              Dzięki, zapisuje do notesu tytuł. :)
      • barbasia1 Re: "Paradox" 5/"Last days" - jakie wrażenia ? [3 06.10.12, 19:41
        na plus także ten moment, kiedy z komisarzycy wyłazi zwierzę [...]

        Chyba wiem o czym myślisz, widziałam mały trailer odcinka, a w nim namiętności ...


        > orajt, Van Sant złapał w siatkę Michaela Pitta, nafeszerował lsd, wypuścił go n
        > a scenę w jakiejś wynajętej posiadłości, sam się ubrał w kombinezon imitujący gęste krz
        > aczory, łaził za nim przez trzy dni i kręcił :]

        Hehehehe! :)
        A wiesz, to bardzo prawdopodobne. :)

        A mnie w głowie utkwiła scena, o której, Greku, nie piszesz. Wizyta kobiety, znajomej, może to była matka, która pyta Blake'a, czy rozmawiał z córeczką, a potem mówi z pretensją do niego, że powiela stereotyp rockmena.

        Też się poddałam powolnemu rytmowi filmu, nastrojowi. :)


        > no i ten motyw czechowowski :
        O to ładne!
        Przegapiłam finał, przełączyłam na Jedynkę, na "Widziadło".
        • grek.grek Re: "Paradox" 5/"Last days" - jakie wrażenia ? [3 07.10.12, 14:07
          ach, no to popsuli Ci trochę niespodziankę, bo z rytmu akcji ta jej nagła
          "napaść" seksualna robiła swoiste wrażenie ;]

          fakt, nie wspomniałem.
          dobra scena. Dzięki za przypomnienie :]

          o, mniej więcej wiadomo, jak Cobain skończył, więc niewiele straciłaś, a
          "Widziadło", dzięki temu, mogłaś opowiedzieć klimatycznie :]
      • siostra.bronte Re: "Paradox" 5 08.10.12, 15:13
        Obejrzałam wczoraj powtórkę.
        Podobał mi się ten odcinek i co tu ukrywać, nawet się wzruszyłam.
        Masz rację, ujęcie Skibińskiej w niekorzystnym świetle i z tapirem na głowie fatalne :)
        Niestety, jak zwykle nie zrozumiałam najważniejszego, czyli jak doszło do przestępstwa.
        Skąd pani Leokadia wytrzasnęła ten chlorek potasu i kto ją poinstruował jak go wstrzyknąć ?
        • siostra.bronte Re: "Paradox" 5 08.10.12, 16:33
          A, i wydało się, że pani patolog ma na imię Basia.
          Barbasiu, co Ty na to? :)
          • barbasia1 Re: "Paradox" 5 08.10.12, 17:18
            Podoba mi się. :) Kolejna świetna filmowo-serialowa Basia.
            Wszystkie Basie to fajne dziewczyny. ;))

            Jeśli chodzi o Twoje pytanie Bronte, to nie powiedziano, kto dał pani Leokadii chlorek potasu i kto ją poinstruował jak go wstrzyknąć , Kaszowski, jak rozumiem, nie wnikał już w tę kwestię, skoro poznał motywację pani Leokadii i postanowił umorzyć sprawę.

            Wzruszająca historia miłości, która przetrwała pół wieku ... :)


            • siostra.bronte Re: "Paradox" 5 08.10.12, 17:34
              barbasia1 napisała:

              > Podoba mi się. :) Kolejna świetna filmowo-serialowa Basia.
              > Wszystkie Basie to fajne dziewczyny. ;))

              Zgadzam się. Też jestem Basia :))
              • barbasia1 Re: "Paradox" 5 08.10.12, 17:50
                O!!!!! :))))))))))))))) Świetnie!
                Wiitaj Basiu!
      • pepsic "Last days" - jakie wrażenia? 10.10.12, 09:53
        Moje są całkiem pozytywne, uległam klimatowi i mamrotaniu Kurta/nie Kurta;), w którego sugestywnie przedstawił M. Pitt (brat Brada?) Ale co prawda, to prawda, z oszczędnej relacji za wiele o jego życiu się nie dowiedziałam. Z dwóch scen, które opisałeś (z gostkiem od panoramy firm i bliźniakami, świadkami Jehowy) wymowna jest jeszcze ta, kiedy grupa tzw. przyjaciół (Panie Boże chroń nas) na wieść o śmierci Kurta zmywa się po angielsku z obawy o własną skórę.
        Ps. Z sukienką miałam identyczne skojarzenia. Na marginesie smutna refleksja, wiem banalna, jak to hieny bulwarowe dla paru groszy potrafią człowieka zniszczyć bezwzględnie.
    • grek.grek "Szczęście ty moje", storyline 06.10.12, 13:30
      w zamierzeniu tzw.mocne kino.

      Fabuła wygląda dość prosto.
      Rosja, prowincja, czasy współczesne, lato zielone i słoneczne.

      Grigorij jeździ małą dostawczą ciężarówką [jak się okaże wozi mąkę dla róznych klientów]. Właśnie rusza w następny kurs. Żonie chyba się to jego niebywanie w domu niespecjalnie podoba i w ogole ich związek jest w kryzysie, bo on tylko wpada do domu po jedzenie i jakieś drobiazgi, a ona nawet do niego nie wychodzi, tylko zagrzebuje się w kocu na wersalce i udaje, że śpi.
      On zagląda do pokoju, nie odzywa się, wychodzi.

      Gość jest porządny. Jak się mu wystawia nastoletnia prostytutka przydrożna [stylizowana na
      Jodie Foster z Taksówkarza], to on zabiera ją do auta, ale nie po to, żeby skorzystać z
      jej usług, ale po to, żeby mało wyjściowy kierowca tira nie został jej klientem, na co ten ma wyraźnie ochotę, a dziewczę zarobić chce za wszelką cenę. W szoferce ją karmi, poi swoimi zapasami, a potem odwozi niemal pod dom... i jeszcze jej płaci, jak za usługę. Mimo że ona tylko wskazała mu objazd na trasie, która się zakorkowała w okolicy pod-leśnej, z powodu
      wywrotki jakiegoś samochodu. Dziewczyna jest dumna, nie chce pieniędzy, a nawet krzyczy na Grigorija, że z niego ostatnia łajza... szlachetna :] I że ona "ma jeszcze czym sama zarabiać, żeby czyjejś łaski nie potrzebować". Odważna. Ale kiedy widzi na drodze swojego wujka, chowa się pod siedzenie w szoferce, żeby jej nie zobaczył, zaś "w domu nie przyjmuje", bo matka nic nie wie o jej źródle zarobkowania.

      generalnie, Grigorij spotyka same ciekawe typy ludzkie. Np. podwozi starego weterana wojennego, eks-porucznika, który powiada,że jest "bezimienny", od kiedy - i tu następuje opowieść - został obrabowany z łupów, jakie wiózł do domu wracając z wojny. Okradł go rosyjski komendant policji, wykorzystując swoje służbowe stanowisko. Najpierw zaprosił go na wódkę i poczęstunek,ugościł, zagrał na mandolinie, potem skłonił do otwarcia bagażu, a następnego dnia po prostu zaszantażował : albo pójdziesz na 3 tygodnie do aresztu z powodu "dokumentu tożsamości, który << budzi uzasadnione wątpliwości co do autentyczności >>", albo oddajesz mandżur i jesteśmy kwita, może sobie jechać do swojej narzeczonej, wracać do domu. Porucznik przystaje na tę drugą możliwość. Oddaje swoje "łupy", a dokładniej : aparat fotograficzny, jakąś rubaszkę do prac polowych i wystawną sukienkę, którą wiózł dla swojej dziewczyny. KOmendant rzuca cynicznie "no to niech pan jedzie... i uważa, pełno złodziejów w pociągach". Mści się porucznik srodze na komendancie : strzela do niego z drzwi odjeżdzającego pociągu - trafia celnie.

      POlicja wcale się nie zmieniła. Wtedy rabowała, teraz nie jest lepsza, mimo że 60 lat minęło. Grigorija zatrzymują do kontroli, i jest świadkiem jak dwóch policjantów wymusza seks na
      atrakcyjnej blondynce, którą również do kontroli zatrzymali i coś tam wymyślili, żeby musiała
      się wypłacić w sposób oczywisty. No i nie żeby bez jej zgody. Grigorij nie widzi, co się dzieje w policyjnej służbówce przy trasie, ale słyszy, jak policjanci nagabują kobietę, a ona śmieje się głośno. Ciąg dalszy można sobie dośpiewać.

      Grigorij z powodu tego objazdu, myli trasę i ląduje na jakimś pustkowiu zupełnym. Tam próbuje go obrabować trójka meneli. Udaje mu się ich przyłapać na zamiarze wtargnięcia do ciężarówki. Oni przepraszają, że niby sądzili, że auto porzucone i chciel wybadań, co się stało; potem wykazują się gościnnością, zapraszają go na pieczone w ognisku ziemniaki i wódeczkę. A potem... walą go kijem w łeb.

      Pstryk. I jest zima.

      POlicja poszukuje Grigorija, czyli "zaginionego kierowcy ciężarówki". Tymczasem, tak jak zrozumiałem fabułę, Grigorij stracił pamięć, został odnaleziony przez pewną kobietę i
      teraz robi za jej męża, czy tam chłopa :]

      "Robi" to mocno powiedziane, bo Grigorij, teraz brodaty i nie do poznania niemal, tkwi w jakiejś
      ćwierć-katotonii. Twarz ma tępą, spojrzenie jeszcze bardziej cięzkie, twarz zastygła w bezruchu, w jakiejś kompletnej apatii. Ta jego kobieta działa : prowadzi dom, czy raczej wiejską chatę, pędzi bimberek, którym raczy gości schodzących się do niej do domu, za co zgarnia pieniądze, i nie daje się oszukiwać. Na swój sposób atrakcyjna, a jednocześnie charakterna.

      Grigorija - razem z jej synem własnym - wysyła na targ, gdzie handluje on jakimiś bzdetami. Znaczy : nie on, syn działa, Grigorij robi za pomagiera, który myślami jest bardzo daleko stąd.
      W dodatku, na targowisku trwa walka o wpływy i Grigorij, jako nowy - dostaje w dziób od
      miejscowych "lobbystów" :], którzy wygladają na pospolitych małokalibrowych bandzorków, dbających o to, żeby na bazarku handlowali wyłącznie ich podstawieni ludzie, a nie jakieś
      przybłędy odbierające częśc zysków.

      Grigorija nie rusza nawet seks. jego kobieta próbuje go rozruszać, ale facet leży jak kłoda i właściwie robi za jakąś seks-lalkę, którą ona rozpaczliwie stara się wystartować, ale bezskutecznie zupełnie.

      W wiosce Grisza lubiany nie jest,nie wiadomo dlaczego... jak idzie do sąsiadki, to ona goni go z podwórka z siekierą w łapach. Co jest powodem ? Trudno orzec, może jego obcośc, enigmatycznośc skłaniająca do podejrzeń wobec jego zacnej osoby ?

      W końcu facet pada w śniegu i ani myśli wstawać,znajduje go starszy człowiek i pomaga wgramolić się na wóz.

      A potem dwóch policjantów na patrolu odkrywa ciało wisielca i jeden dostaje ataku histerii... Griszę, po tym jak zostaje pobity na targu, zamykają na komisariacie w celi. Próbują ustalić kim jest. Potem z celi udaje mu się wydostać, a właściwie wypuszcza go więzień z celi obok, któremu udaje się zwabić do celi i znokautować policjanta, co otwiera szansę ucieczki, jako że na komisariacie nie ma żadnego innego gliniarza.

      No i nocny akt finałowy, w którym znów w roli głównej występuje policja, w tej stróżowce przy szosie. Tym razem próbują wrobić jednego faceta w morderstwo, chyba tego wisielca, żeby mieć wyjaśnioną sprawę, a przy okazji zgarniają znów jakąs atrakcyjną babkę, której zepsuł się samochód i która desperacko próbuje zatrzymać któreś z przejeżdzających aut, żeby jej, w tę zimową noc, udzielono pomocy. POlicjanci okładają tego typa, ktoremu chcą morderstwo przypisac,żeby się przyznał i podpisał papier, babkę wciągają do środka, a przy okazji w całym zamieszaniu znajduje się także Grisza... i to on załatwia sprawę, strzelając z rewolweru [przyznam,,że umknęło mi, skąd go miał] do wszystkich po kolei, chyba oprócz kobieciny. A potem swoim tępym krokiem otępiały wychodzi w noc, i w otępieniu znika w ciemnościach.

      w zasadzie, ten film wydał mi się ciągiem scen, epizodów i sekwencji mających za nadrzędny cel pokazanie brudu i malarii postsowieckiej Rosji. Nie tej z centrów Moskwy i Petersburga, ale tej prawdziwej, prowincjonalnej, gdzie ciągle policaj sprawuje kontrolę, może wszystko, jest bezkarny i ponad prawem. Gdzie młodociane prostytutki, gdzie targowiska pełne kałmuckich twarzy, które z lubością pokazuje tutaj kamera. GDzie wioska zabita deskami, która w zimowej scenerii sprawia wrażenie iście apokaliptyczne - naprawdę,świat przedstawiony w "Szcześciu..." działa z dużą mocą rażenia - scena, kiedy Grigorij na saniach jedzie, wraz z synem swojej "żony", ma swoją wymowę : dookoła biel, śnieg, pustka, a w tej pustce nieliczne przejawy szarego życia : rozsiane tu i ówdzie chatynki, okolone resztkami płotków, jakieś zamarznięte pompy i inne urządzenia gospodarcze z epoki króla ćwieczka... a twarze Grigorija i jego "syna' - tak dramatycznie otępiałe. Królestwo apati i marazmu, gdzie, naprawdę, parafrazując klasyka 'tylko upić się warto".

      Rosja jest tu miejscem zapomnianym przez Boga, i to kazdego dowolnego. Gdzieś ktoś porownał "Szczęście" z "Domem złym" - wg mnie, w "Szczęściu" widać prawdę, trudną i
      fatalną, zaś "Dom" jest przerysowany, ciu zbyt nachalnie przykurzony, dla lepszego
      efektu. "Szczęście" operuje naturalnością, nie trzeba nic dodawać, rzeczywistość odwzorowana niemal 1 do 1 jest wystarczająco ponu
      • grek.grek "Szczęście ty moje", storyline 06.10.12, 13:55
        Ludzie są podstępni, bezwzględni, liczy się korzyść własna. każdy niemal spotykany
        przez Griszę człowiek ma jakąś skazę, i nie jest ona równoważona czymkolwiek pozytywnym.
        MOże jednostronny jest to przekaz, ale w zamierzeniu, zdaje się, chodziło własnie o
        taki wizerunek świata w którym ląduje bohater. Bez półśrodków. Brud all the way.

        Latem jest pięknie, zielono, z głośników gra muzyczka, ale nawet to nie maskuje
        nędzy, zima zaś przynosi pełny obraz zniszczenia sumień i prymitywizmu zachowań.

        Jest tu podobieństwo do "Ładunku 200", ktory opisywaliśmy i komentowaliśmy kiedyś, jak
        zapewne pamiętacie. Tu i tam chodzi o to samo, o wywołanie szoku u widza.
        To jest ROsja XXI wieku.
        Wygląda jakby to był wiek XIX z domieszką paru aut, telefonu komórkowego i magazynu z gołymi babami w rękach policjantów i słuchawek od muzykograjła w uszach chłopca ?
        No właśnie, o to tutaj chodzi. Jakieś strzępy cywilizacji dotarły, ale wyłącznie w
        postaci technologicznych nowinek. Poza tym, panuje odrętwienie, i twarz głównego
        bohatera jest symbolem stanu mas rosyjskich prowincjonałów, których rosyjskie media nie
        pokazuję, aby nie podważyć mitologii sukcesu, jaki państwo odnosi pod panowaniem
        rządu, wspomaganego nowymi elitami Moskwy i Petersburga. Pokazuje się to co ładne i
        prestiżowe, o milionach ludzi odciętych od tzw. sukcesu, skazanych na wegetację i
        zapijanie żalu samogonem - lepiej nie pamiętać, a już na pewno pod żadnych pozorem nie
        wolno wspominać,zeby nie popsuć nastroju i nie wpłynąć na wyniki kolejnych wyborów.
        Bo ludzie, ci zapomiani zwłaszzca, wierzą w swoje władze i w to co kościół im mówi i
        każe, a cerkiew zawsze z władzą pod rękę. Taki paradoks. Otępienie mas, od dawna
        "edukowanych" w szacunku dla rządzących, co... "od Boga są dani".

        Uff :]

        Mocny, dobry film, trochę może zakręcona tu i tam fabuła, trochę trudno w pierwszej
        chwili kapnąć się, ze brodacz z nieruchomą twarzą, to ten sam Grisza, sympatyczny
        kierowca cięzarówki.

        Znakomite zdjęcia, m.in ujęcie końcowe : Grisza po dokonaniu masakry wychodzi w
        teren podzielony na trzy pasy jakby : środkowy wyznacza snop padającego z boku światła, skrajne są ciemnością nocy.

        reżyser Siergiej Łoźnica nie probuje stawać na uszach i cieniować nastroje i cyzelować wnioski.
        Nie, pokazuje prawdziwą Rosję jako kraj-zombie, społeczeństwo niby pod kontrolą władzy i kościoła, ale ta "kontrola" polega, w tym kontekście, na tym, że ludzie się piorą i wykańczają między sobą, wyrywają sobie ochłapy i nie myślą o zmianie społecznej, o rewolucji, o zmianie
        mentalności, o politykowaniu, oni nawet nie rozumieją, ze jest źle. Nie dbają o nic, są jak zwierzęta nieświadome swego losu, zajęte całkowicie codzienną jatką, zdobywaniem, za przeproszeniem, "d,upy i chleba", a tutaj dodatkowo kielonka na pokrzepienie.

        Nie ma to nic wspólnego z rosyjską duszą, wrażliwą i trudną. Tutaj nie jest ona żadną
        intrygującą tajemnicą, polega na tym samym, co kiedyś praktykowali ludzie pierwotni. Nie
        ma w niej żadnych rozważań o Bogu, o "przeklętych problemach", granicach moralności.
        JUż nie ma. Po co to komu.

        Rosja nie zrobiła ani kroku naprzód, zastygła w dawnej pozie, komunizm niby się
        skończył, ale porządki, czy raczej burdello bum bum, zostały te same. I o ile
        kiedyś ludzie naprawdę w baćko Stalina wierzyli, a potem w I Sekretarza i Partię
        Matuszkę, tak teraz nie wierzą już w nic.

        Smutna konstatacja, wszelako film bardzo dobry, sugestywny i doskonale
        nakręcony.
        • siostra.bronte Re: "Szczęście ty moje", storyline 06.10.12, 14:07
          Gratuluję, że zniosłeś dzielnie ten obraz nędzy i rozpaczy. Widziałam tylko zwiastun i to mi wystarczyło.
          Unikam takich dołujących filmów jak ognia :)
          • grek.grek Re: "Szczęście ty moje", storyline 06.10.12, 15:48
            jak widać, zniosłem nie bez problemów ;]

            ustanowiłem rekord używając tego samego słowa ["cela"] 3 razy w jednym
            zdaniu oraz zaczynając tekstem, ze "fabuła jest prosta", żeby później
            oznajmić, ze jednak miejscami jest "zakręcona" ;]
            [czasami strach czytać własne posty, a że wersja robocza jest jedyną
            jaką oferuję, to współczuję i Wam czytania tychże ]

            wiesz, jest to film dołujący, aczkolwiek : zawsze można powiedzieć - uff, jak
            to dobrze, że nie mnie to dotyka, że to nie moja rzeczywistość :]
            • barbasia1 Re: "Szczęście ty moje", storyline 06.10.12, 16:27
              W trakcie opisywania filmu człowiek dopiero uświadamia sobie, co zobaczył!

              Też tak czasem mam. Ostatnio o filmie Allena "Przejrzeć Harry'ego" napisałam, że ma niesłychanie prostą fabułę, do dziś tego stwierdzenia przeboleć nie mogę, kiedyś raz jeszcze o filmie "Przejrzeć Harry'ego napiszę".

              Właśnie, te wersje robocze. Ale inaczej się nie da ...

              • grek.grek Re: "Szczęście ty moje", storyline 07.10.12, 14:08
                jak będziemy wygładzać te wersje, to stracą urok ;]
          • grek.grek Re: "Szczęście ty moje", storyline 06.10.12, 16:25
            przeczytałem sobie jedną z recenzji i przypomniała mi ona scenę, której nie
            opisałem, a szkoda by było pozostawić ją w zapomnieniu.

            chodzi o próbę rekonstrukcji dziecięcego granicznego doświadczenia, które
            sprawiło, że zostało ono bandziorkiem.

            chodziło o jednego z tych trzech opryszków, co napadli Grigorija nocą i
            zdzielili pałką aż stracił pamięć.

            mieszkał on ze swoim kochającym ojcem, eks-nauczycielem.
            Któregoś wieczora stary ugościł dziwnych typów.
            wdali się w rozmowę "światopoglądową", ojciec naiwnie wspomniał, że
            może jak obcy [Niemcy] zrobiliby w Rosji porządek, to on by mógł
            wrócić do swojego ulubionego zajęcia : uczenia dzieci.
            Nie spodobało się to gościom, ale nie wiadomo, czy dokładnie z tego
            powodu zaatakowali go następnego ranka, ogłuszyli jeszcze śpiącego, a
            później zaciągneli za dom i zastrzelili, zaś chałupę obrobili. Dziecko na
            skutek traumy [leżał obok ojca, kiedy tamci napadli na niego] straciło
            mowę.

            wspomniała o tym recenzentka Stopklatki. cenne to, bo scena istotnie
            mocna.

            i, jak pani owa, mądrze zauważa - pada w niej norma, kanon rosyjskości :
            szacunku dla gospodarza.

            w innej scenie, teraz to sobie przypomniałem, również jest ta norma naruszona.
            Kiedy "żona" Grigorija-z-amnezją pobiera pieniądze od swoich kontrahentów
            [ja zrozumiałem, że za konsumpcję i sprzedaż bimbru] jeden z nich próbuje
            ją oszukać [to znaczy : kiedy ona na chwilę się odwraca - zabiera część
            pieniędzy, ale ona się orientuje w mig i każe mu je z powrotem położyć na stół],
            a dodatkowo pozwala sobie na jakiś komentarz - tyle, ze ten drugi każe mu się
            miarkować : "nie obrażaj gospodyni !". Chociaż... może mówił to z ironią pewną ?..
        • barbasia1 Re: "Szczęście ty moje", storyline 06.10.12, 20:14
          Uffff! Ponura, ciężka historia, bez żadnego światełka nadziei dla Rosji. Smutne.


          Spasiba Tawariscz Grek!
          :)
          • grek.grek Re: "Szczęście ty moje", storyline 07.10.12, 14:16
            hehe, ku chwale ojczyzny, towarzyszko Barbasiu :]

            niestety, ten film to "Ładunek 200"-mode, generalnie : syf, tyfus i mogiła.
            wygląda na odtrutkę na propopagande oficjalnych kremlowskich przekaziorów,
            jak to dobrze w Rosji, jak kwitną fortuny, jakim nowoczesnym miastem jest
            Moskwa, jak Gazpromem trzymają za gazowe uszy pół Europy i jak to liczą
            się w świecie. Balabanow i Łoźnica dają druga stronę medalu tego "sukcesu".
            Zresztą, Ameryka, Brazylia czy Chiny też mają swoich piewców sukcesu i
            demaskatorów niewygodnej prawdy o murzyńsko-latynoskich gettach, fawelach ociekających
            narkotykami, biedą i przemocą albo manufakturtach, gdzie dzieci szyją buty
            cały dzień za pół dolara.

            ŁOźnica za ten dość jednostronny film doczekał się nominacji do Palmy z Cannes.
            Lubią tam Rosję ;]
    • siostra.bronte "Barwy ochronne"/"Strzały na Broadwayu" 06.10.12, 13:45
      Mój rozkład na dziś :)
      Kiedyś widziałam fragment filmu Allena, ale jakoś mnie nie wciągnął. Spróbuję ponownie.
      Widzieliście może ten film?
      • grek.grek Re: "Barwy ochronne"/"Strzały na Broadwayu" 06.10.12, 15:51
        ciekawa rzecz, Czesi w CTv też weszli w tryb pokazywania filmów Zanussiego, w
        swoim cyklu Mistrzowie Kina. I pokazywali Barwy Ochronne, bodaj w ub tygodniu.

        nie oglądałem, również, jak Ty, czekam na dzisiejszo-jutrzejszą [powtórka nad ranem
        w niedziele, a nie wiem, czy właśnie tego wariantu nie wybiorę] emisyję.

        Mam nadzieję na "Strzały...", chyba dotąd ich nie widziałem.
        • barbasia1 "Strzały na Broadwayu" TVPKultura 20:20 06.10.12, 16:15
          Też nie widziałam "Strzałów..." (1994). W Gazecie Telewizyjnej piszą o tym filmie tak:

          "Rewelacja spod ręki Woody'ego Allena: spojrzenie na teatr lat 20. ubiegłego wieku w konwencji filmu gangsterskiego. Piętrowy pastisz na sześć nominacji i Oscara dla Dianne West".
          Dobra zapowiedź!


          Bardzo się cieszę na dzisiejszego Allena.


          Kupiłam sobie w supermarkecie kilka dni temu dwa filmy Allena "Życie i cała reszta (znacie? ) oraz "oglądany przez nas "Wszystko gra". Kiedyś Wam opowiem ten pierwszy, chyba , że nastąpi zapowiadany koniec świata. ;))
        • barbasia1 OT 06.10.12, 19:48
          Do zobaczenia jutro późnym wieczorem albo raczej w poniedziałek. Urywam się na krótki lot za płot.

          Trzymaj się Greku, trzymajcie się ciepło, jutro prawdziwa chłodna jesień nadchodzi! :)

          • grek.grek Re: OT 07.10.12, 14:17
            udanego zatem [od]lotu, Barbasiu, i szczęśliwego przylotu :]

            dzięki, słupek poleciał, faktycznie, na łeb na szyję, wczoraj 22, dzisiaj ledwie 13
            i szaroburo, ale... nie jest monotonnie, dzięki temu ;]
            • barbasia1 Re: OT 08.10.12, 15:57
              Dziękuję, Greku! :)))

              Odleciałam, przyleciałam, przeczytałam wszystko wczoraj. :)

              > i szaroburo, ale... nie jest monotonnie, dzięki temu ;]

              Widzę, trzymasz się zasady "Always Look on the Bright Side of Life"! I dobrze, Nasz Optymisto! :)

              Lubie jesień, pewnie dlatego, ze jestem jesienną dziewczyną , to znaczy urodziłam się jesienią. ;)

              Z poniedziałkowym powitaniem:

              www.youtube.com/watch?v=jHPOzQzk9Qo
              :)
              • siostra.bronte Re: OT 08.10.12, 16:30
                Aż korci, żeby zanucić "Jesienną dziewczynę, odmienną niż inne..." :)
                Przyznam, że mało jaka piosenka tak mnie denerwuje jak "Always look..." :)
                • barbasia1 Re: OT 08.10.12, 17:27
                  siostra.bronte napisała:

                  > Aż korci, żeby zanucić "Jesienną dziewczynę, odmienną niż inne..." :)

                  Hehehe :)
                  A tak, tak! "Jesienna dziewczyna" z Kabaretu Starszych Panów!
                  Piękna piosenka! Jak dobrze,że przypomniałaś! :))))

                  www.youtube.com/watch?v=X8qp9cEdLJo&feature=related
                  PS Miałam na balkonie dwie żółte chryzantemy.

                  A ja uwielbiam "Always look..." :)
              • grek.grek Re: OT 09.10.12, 13:33
                czyli, wykonałaś plan w 100 %, jak widzę :] [mam nadzieję]

                heh, nie ma chyba lepszego wyjścia - always look & carpe diem :]

                dzięki Ci za przypomnienie tego kawałka, zawsze dobrze brzmi i
                w każdym momencie jest aktualny.

      • barbasia1 Re: "Barwy ochronne"/"Strzały na Broadwayu" 06.10.12, 16:06
        Aleś Bronte wypatrzyła! :))
        Allena biorę na pewno (TVPKultura 20:20). Nie wiem, czy obejrzę "Barwy ochronne", jutro muszę wstać bardzo wcześnie rano.
        • siostra.bronte Re: "Barwy ochronne"/"Strzały na Broadwayu" 06.10.12, 16:11
          Program Kultury sprawdzam obowiązkowo :)
          • barbasia1 Re: "Barwy ochronne"/"Strzały na Broadwayu" 06.10.12, 16:16
            A ja dopiero teraz zajrzałam do Gazety Telewizyjnej!
            • siostra.bronte Re: "Barwy ochronne"/"Strzały na Broadwayu" 06.10.12, 16:26
              A ja kupuję Teletydzień. Ma tygodniowe wyprzedzenie. Od razu przeglądam cały program i zaznaczam długopisem ciekawe pozycje, żeby czegoś nie przegapić :)
              • maniaczytania Re: "Barwy ochronne"/"Strzały na Broadwayu" 06.10.12, 17:09
                ja na dzis nie wypatrzylam nic mnie interesujacego, wiec albo sobie zapuszcze cos z dvd, albo poczytam :)

                P.S. ja najbardziej lubie program tv z Biedronkowej gazety "Kropka TV", tez jest z wyprzedzeniem :)
                • barbasia1 Re: "Barwy ochronne"/"Strzały na Broadwayu" 06.10.12, 17:40
                  Nie lubisz Allena, Maniu?
                  • maniaczytania Re: "Barwy ochronne"/"Strzały na Broadwayu" 06.10.12, 18:35
                    oglednie mowiac - nie przepadam :)

                    podobaly mi sie dwa - "Jej Wysokosc Afrodyta" i "Wszyscy mowia kocham cie" (czy jakos tak), ale mam na dvd "O polnocy w Paryzu" i moze to wlasnie sobie na dzis zapodam ;)
                    • barbasia1 Re: "Barwy ochronne"/"Strzały na Broadwayu" 06.10.12, 19:43
                      Jeśli "O północy w Paryzu" - to będzie dobry wieczór! Polecam.
      • siostra.bronte Re: "Barwy ochronne"/"Strzały na Broadwayu" 06.10.12, 18:23
        Pamiętam, że film był jakiś mało "allenowski". Bez tematów typowych dla reżysera, no i bez niego samego, niestety.
    • grek.grek "Strzały na Broadwayu" - i jakie wrażenia ? 07.10.12, 12:48
      "Strzały na Broadwayu" -
      ha,z jednej strony : jak to u Allena : zabawnie, śmiesznie, cała seria dziwnych perypetii
      w ramach komedii ludzkich charakterów, ale z drugiej... z drugiej jest całkiem poważne
      pytanie o to, jak daleko może się posunąć artysta w imię sztuki ?

      tutaj widać całkowity rozpad wydawałoby się zdolnego reżysera. Facet dociera do
      głębokiego zrozumienia siebie samego : nie jest człowiekiem sztuki i artyzmu. Nie ma
      do tego... jaj. Nie tylko talentu, czytaj : instynktu. Nie ma podstawowej umiejętności
      zacierania granic między dobrem i złem, a także nie jest... idealistą :] Nie jest idealistą, to
      dla ide wielkiej sztuki nie jest w stanie poświęcić... ot choćby, życia ludzkiego.

      idealistą w służbie artyzmu okazuje się "osiłek z zanikającym iq" :]
      Gangus Chcech, z którego wypływa i talent i niezbędna etyka artystyczna, a któremu prawdziwe
      oddanie się sztuce specjalnie nie przyświeca jako cel życiowy, jakkolwiek poczuwa się do
      związków z tym, co wspolnie z pisarzem tworzy.

      czy to nie kapitalne przewartościowanie, Czcigodni ?
      faceci z krańcowo róznych światów nagle zamieniają się miejscami na mapie.
      ale co tam, artystą jest także przyjaciel pisarza, grubszy pan z brodą, hołdujący
      równie idealistycznej, co zabijanie w imię wartości, postawie - nie wydawania publicznie
      arcydzieł, które tworzy w swoim "małym magicznym domu" ;]

      Wszyscy są, krucafaks, artystami, jest nią starzejąca się Helen Sinclair, jest nią
      potajemnie objadający pączkami aktorzysta w gorsecie, jest nią nawet strzelająca
      fochami dziewczyna starszawego mafiosa, z przymusu włączona do obsady spektaklu; jest nią
      także aktorka wszędzie łażąca z psem i robiąca głupie miny. wszyscy są artystami,
      bo coś im nie pasuje w gniocie, jakiego spłodził pan pisarz. Wszyscy widzą, że coś
      tu nie gra, tylko on jeden nie widzi. Po przeróbkach wykonanych przez Cheecha, jak jeden mąz dostrzegają zmianę na lepsze - czują sztukę, scenę, rytm i pieprz z solą opowieści.

      kto nie jest w tym całym gronie artystą ?
      pisarz, twórca sztuki i reżyser w jednym :]

      kruca, to jest niemal dramat faceta, który odnosi zwycięstwo, bo przecież sztuka się
      podobała i zebrała znakomite recenzje, ale łapie się na tym, że generalnie z niego żaden
      twórca, że jest na to za słaby. Ucieka zatem i oświadcza się swojej dziewczynie, bedzie
      teraz nauczycielem i będzie niańczył dzieci i chodził na niedzielne obiadki u cioci.

      cóż za głęboki proces zdobywania bolesnej, ale i oczyszczającej samowiedzy przydarza się bohaterowi, prawda ? :]

      ujęła mnie Jennifer Tilly, jako ruda Olivia - czarująca. Cusack grać miał chyba samego Allena, który nie mgł się zjawić na planie, z uwagi na to, ze reżyser w filmie ma być "początkujący", czyli jednak młodszy niż... Woody ;] Nie kupiłem jego gry, ale za to cały drugi plan był rewelacyjny i dlatego wypadło, wg mnie, lepiej niż dobrze.

      mistrzowska scena z dysputą nt seksu z okien domów po przeciwległych stronach ulicy :] Mistrzowska.

      dialogi pisarza z Cheechem - też dobre, właściwie wszystkie,podobnie jak próby
      zapanowania reżysera nad pandemonium podczas prób, gdzie niesforne aktorki
      skaczą sobie do oczu, a jedna dostaje ataku histerii po tekście drugiej, w zamierzeniu
      mającym jej wytykać niemłody już wiek "Kiedy ostatnio... krwawiłaś ?" [haha]

      Dianne West wymalowująca brawurowo teatralnie kabotyństwo starzejącej się
      aktorskiej znakomitości, wdającej się w romans w pisarzem - przekomiczna.
      scena w pociągu, kiedy częstuje swojego kochanka "rozpuszczalnikiem z piersiówki" -
      tylko Woody mógł to wykoncypować :]

      jak również akcję pod tytułem : - Nad czym teraz pracujesz ? - historia Maryi i
      Jezusa, wiesz... kompleks Edypa, on chce zabić ojca... ;]

      słowem, bawiłem się świetnie.
      a Wy, jakie wrażenia ?





      • siostra.bronte Re: "Strzały na Broadwayu" - i jakie wrażenia ? 07.10.12, 15:49
        Tym razem spodobał mi się bardziej. Zabawny film, ale jednak mało "allenowski". Brakowało mi scen takich jak ta ostatnia, z błyskotliwymi dialogami.
        Znakomity drugi plan, zwłaszcza afektowana Dianne West i ciągle podjadający Jim Broadbent :)
        Za to Olivia była trochę zbyt przerysowana, jej głos był denerwujący. Ucieszyłam się kiedy Cheech ją załatwił :)
        John Cusack bez wyrazu, ale też to nie była zbyt ciekawa rola.
        W sumie miło spędzony wieczór :)

        • grek.grek Re: "Strzały na Broadwayu" - i jakie wrażenia ? 08.10.12, 14:08
          zgadza się.
          ciekawe, że STrzały, tak średnio-allenowskie, zostały obsypane Oskarami.

          mnie się jeszcze przypomniał tekst, który właśnia Olivia rzuca :
          "co to za pierdUły" :] to "u" mnie rozbroiło.
          w zasadzie, to... brawa, chyba, dla autorów przekładu.
    • grek.grek "Barwy ochronne" - przemyślenia, odczucia etc ? :] 07.10.12, 13:24
      "Barwy ochronne" - wg mnie, najlepszy z tych pokazanych dotąd filmów
      Zanussiego.

      młody idealista kontra stary cynik.

      I właściwie... takie mam odczucie, obaj przegrywają.
      Stary ostatecznie uświadamia młodemu, jaki jest świat i jakie jest życie.
      Młody weryfikuje swoje "założenia programowe" w starciu z realiami.
      ale i stary chyba szczęścia nie doznaje, na co wskazuje ostatnia scena, a
      nawet ostatni akapit.

      Młody prawie topi starego w bajorze, a stary mu na to, że "może by było
      lepiej dla mnie [gdyby go młody utopił]".

      stoi to w pewnej sprzeczności z metodycznością jego wcześniejszych działań.
      Dobitnie, bez znieczulenia i na zimno wykazywał młodemu słusznośc swoich
      poglądów na temat świata i życia - wszystko się sprawdziło : studenci okazali się
      tacy, jakimi ich narysował; rektor zachował się dokładnie w zgodzie z jego rysopisem;
      sytuacja z toruńskim studentem i nagrodą dla niego rozwinęła się dokładnie
      w kierunku spodziewanym, co czego, wszelako, stary rękę przyłożył, wstrzymując
      się od głosowania podczas obrad komisji decyzyjnej, a studentka z Anglii wybrała
      sobie innego na oddawanie się amorom.

      młody został z gołym... wąsem. Jego atak na docenta w ostatnim akcie jest przejawem, wg
      mnie, frustracji. Przekonał się, ze świat nie honoruje idealizmu, czystości i dobrych chęci, że
      można wyłącznie przegrać występując z takich pozycji.

      znacznie lepiej radzi sobie przecież doświadczony docent - nie wychyla się, komu trzeba
      przystawi krzesełko, komu trzeba pogrozi palcem, kogo trzeba przywoła do porządku, a
      jak to niezbędne, to się nawet do nieznośnego bachora uśmiechnie :]

      docent objaśnił świat młodemu magistrowi. magister zrozumiał, ze świata nie zmieni
      swoją ofiarnością, ba - że nawet świat niespecjalnie się przejmie, kiedy mu się nie uda,
      świat mu nie pomoże, świat nie doceni,świat się odwróci. "świat" wyobrażony w
      konkretnych osobach i grupach osób.

      w sumie, siedzą w finale, nad tym bajorem, dwaj przegrańcy.

      To mnie zastanowiło, Zanussi tak prowadził scenariusz, że dotarł do punktu, w którym
      magister zostaje w pobitym polu, triumfuje wiedza i brutalny realizm docenta. I nagle
      pada to zdanie "[jakbyś mnie zabił] to byłoby mozę nawet dla mnie lepiej" z ust
      starego cynika.

      I teraz, mam dwa wyjaśnienia.

      1] to wskazuje dość jasno, ze się Zanussi przestraszył - bez tego wyznania film kończyłby
      się przyznaniem racji docentowi, magister musiałby się zadowolić tym, ze go trochę
      ubrudził i podtopił, czyli właściwie miałby tylko małe szczęscia chuligana, które tylko
      pogłębia rozmiary klęski jaką ponosi, tutaj : jego postawa życiowa, wiara w wartości etc.

      docent przyznając się do tego, ze sam siebie nie może znieść, że jego zwycięski cynizm
      kosztuje go wyrzut na sumieniu, które tak dzielnie negował i racjonalizował w jednym ze swoch wywodów, a więc, że jest just another [pre] doktor House, który pod maską szydercy i
      brutala jest skrzywdzonym idealistą, że tak naprawdę magister staje oko w oko z... sobą, sobą za te 20-25 lat, a docent jeszce raz egzorcyzmuje siebie sprzed 20-25 lat, i na skutek
      tego otwiera mu się rana po amputowanym boleśnie etycznym wzmożeniu, jakiemu
      podlegał w młodości 'chmurnej i durnej". wolałby zapomnieć, ale pamięta.

      1] Zanussi wcale się nie przestraszył i nie próbował ratować w ostatniej chwili "moralnie zaniepokojonej" wymowy filmu.

      wyznanie zaś docenta, jakże gorzkie i sensacyjne, nie jest przyznaniem się
      do posiadania łagodnej, słabej, wrażliwej strony medalu, która cierpi z powodu
      dominacji tej drugiej, cynicznej i amoralnej.

      Nie, docent mówiąc "jakbyś mnie zabił, to by może lepiej było dla mnie" wyznaje
      coś innego : on wyznaje jak cięzko jest żyć ze swiadomością niedoskonałości świata,
      zasad jakie rządzą nim, mechanizmów którym ulegają ludzie i które ich degenerują.

      więc, docent w takim ujęciu nie jest nagle zranionym chłopczykiem, ale jest
      zmęczonym męzczyzną, którego wiele kosztuje prawda jaką zna i z którą musi
      żyć.

      Ha, pewnie także prawda o sobie. Bo on tego świata zmieniać już nie zamierza. Może juz
      próbował i padł, tak jak magister, ktorego rozpoznaje jako siebie sprzed ćwierc wieku.

      Jest rozbawiony magistrem i jego usiłowaniami, ale jest rozbawiony jakoś tak gorzko, nie
      ma w nim żadnej satysfakcji ze zwycięstwa jakie odnosi, bo jakie to zwycięstwo
      znow sie przekonać, że dobro, szlachetność i odwaga nie popłacają ?

      student z Torunia, wykonujący gest Stawrogina z Biesów, też przegrywa. zostanie
      relegowany ze studiów, zapaprze sobie kartotekę policyjnym wpisem, może uda mu się uciec
      zagranicę, gdzie będzie rozpakowywał tiry, nie zostanie naukowcem, nawet magistrem.
      wykonuje pozę, buntuje się, jest brawurowy, ale kończyt marnie, bo nie rozumie tego, co
      stary cynik docent zrozumiał.

      zaraz, docent jest docentem, a więc musiał swoje odkrycia poczynić już w trakcie studiów.
      mial wybór : być studentem z Torunia, być magistrem Jarosławm, czy być sobą alias cwanym
      lisem ? bunt, idealizm czy oportunizm z konformizmem ? w każdym przypadku : nie da się wygrać. tylko rozmiary porażki mogą być inne, ewentualnie : jej estetyka. Można paść na placu chwały, owszem, ale można też po latach dojśc do wniosku : boże, jaki ja wtedy byłem głupi, trzeba było nie pajacować. MOżna tak ? chyba mozna :]

      bardzo dobry film, doskonałe dialogi, pełne treści. Aktorstwo pierwsza klasa, Zapasiewicz
      zjawiskowy. No i zmyślne umiejscowienie akcji w ładnej okolicy nadwodno-parkowo-łąkowej.

      Wasze myśli, oceny i odczucia ?



      • siostra.bronte Re: "Barwy ochronne" - przemyślenia, odczucia etc 07.10.12, 18:15
        Nic dodać, nic ująć :)
        Niby niewiele się tu dzieje, bohaterowie głównie rozmawiają i to o trudnych tematach, ale film ogląda się z niesłabnącym napięciem.
        A docentowi należał się wycisk, bo jego "moralizowanie" było irytujące :) Uwziął się na biednego magistra. Ale czy to nie świadczy o tym, że sam chciał sobie coś udowodnić? Że jest lepszy, sprytniejszy, że wybrał właściwą drogę?
        Świetne aktorstwo, Zapasiewicz przeszedł samego siebie.
        Rewelacyjny film.

        PS: przyznaję się bez bicia, że nie czytałam "Biesów" :)
        • grek.grek Re: "Barwy ochronne" - przemyślenia, odczucia etc 08.10.12, 14:15
          docent tłumaczył magistrowi świat zastany :]
          czy ja wiem, może docent chciał nawet uratować magistra
          przed kolejnymi głupstwami, może chciał go oświecić, może
          chciał sprawdzić granice jego idealizmu, a może sam kiedyś
          taki był i była to dla niego, jakby, rozgrywka z własną
          przeszłością ?

          dobra jest ta wielość interpretacji, nieprawdaż ?

          warto spróbować :]
          Stawrogin, w którymś momencie, w akcie prowokacji, na wystawnym
          przyjęciu, gryzie starego gubernatora w ucho, czym wywołuje niebywałe
          zamieszanie i skandal. dlaczego... no tu już trzeba by sie zaglębić w
          samą tę postać i kontekst powieści :] w każdym razie, jest to scena dość
          rozpoznawalna, i dlatego, przed ugryzieniem, student z Torunia rzuca do rektora
          "LUbi pan Dostojewskiego ?"
    • siostra.bronte "W poszukiwaniu idealnego kochanka" 07.10.12, 19:44
      Via youtube. Na ogólne życzenie powraca kącik starego kina :)
      Chociaż tym razem to nie taki stary film, z 1977 r, w reż. Richarda Brooksa. Może być u nas bardziej znany pod oryginalnym tytułem "Looking for Mr. Goodbar". Dawno temu widziałam jego fragment w tv i zrobił na mnie duże wrażenie.
      Bohaterką jest młoda nauczycielka Teresa (Diane Keaton). Pochodzi z irlandzkiej, katolickiej rodziny o surowych normach wychowania. Wciąż mieszka z rodzicami i swoją młodszą siostrą, która ma już swoją rodzinę.
      Ojciec jest typem despoty, który dyryguje całą rodziną, a jego żona jest mu całkowicie podporządkowana. Jest jeszcze druga siostra, Katherine (Tuesday Weld), która już opuściła dom i ciągle ma jakieś problemy osobiste.
      Teresa uczy głuche dzieci i widać, że bardzo lubi swoją pracę. Ale w życiu prywatnym jej się nie układa.
      Wdaje się w romans z Martinem, żonatym kolegą z pracy. Coraz bardziej angażuje się w ten związek, ale Martin mówi jej wprost, że chodzi tylko o romans.
      Mimo upokorzeń z jego strony Teresa nie potrafi zakończyć tej znajomości. Kiedy sam to robi, jest załamana. Pyta czy to jej wina, czy zrobiła coś nie tak. Prosi Martina, żeby został. Ale to już nic nie da.
      Ta sytuacja świadczy o tym jak Teresie brakuje poczucia własnej wartości. Na pewno to efekt wychowania. Pozostała jej też poczucie bycia "brzydkim kaczątkiem" w porównaniu z piękną siostrą, Katherine.
      Teresa jest więc niepewną siebie, młodą kobietą. Po trudnym rozstaniu z Martinem szuka pocieszenia u siostry, która prowadzi dość swobodne życie. Teresa po raz pierwszy próbuje u niej narkotyków.
      Kiedy wraca do domu nad ranem, ojciec robi jej karczemną awanturę. Krzyczy, że martwił się o nią, a ona nawet nie raczyła zadzwonić. Dopóki mieszka w jego domu, musi przestrzegać pewnych zasad.
      W tym momencie Teresa zrozumiała, że musi opuścić dom i uciec od toksycznej rodziny.
      Wynajmuje więc skromne mieszkanie i zaczyna życie na własny rachunek.
      Pewnego wieczoru idzie do baru. Pewnie czuje się samotna w swoim mieszkaniu. Pije drinki i czyta "Ojca chrzestnego" (zabawna aluzja do roli Keaton, słabej zresztą, w tym filmie). Zauważa młodego mężczyznę, Tony'ego (młody Richard Gere). Zaczynają ze sobą flirtować, ale później facet znika jej z oczu.
      Później Teresa w czasie wizyty u rodziny swojej uczennicy poznaje Jamesa, pracownika socjalnego. Widać, że wpadła mu w oko. Umawiają się na spotkanie.
      A Teresie wyraźnie spodobały się wizyty w barach, gdzie ludzie tańczą i dobrze się bawią.
      Film zresztą świetnie pokazuje atmosferę i styl życia w tamtych czasach.
      Teresa podczas kolejnego wieczoru w barze znowu spotyka Tony'ego. Idą razem do jej mieszkania. Tak, spędzają razem upojne chwile :) Tony sprawia wrażenie trochę nieobliczalnego, ale to chyba podoba się Teresie.
      Ale Tony nie zjawia się na kolejne spotkanie i Teresa jest wściekła. Idzie do baru i podrywa jakiegoś faceta. Jadą do motelu. I wiadomo, co było dalej.
      Widzimy jak w kalejdoskopie kolejnych amantów, których bohaterka sprowadza do domu, tylko na jedną noc.
      Oczywiście, rodzi się pytanie, dlaczego to robi?
      Można się tylko domyślać. Może wciąż buntuje się przeciw surowemu wychowaniu. Chce sobie udowodnić, że jest wolna i może robić to na co ma ochotę. Tylko w tym buncie posunęła się za daleko.
      A może bolesne rozstanie z Martinem nauczyło ją, że mężczyźni to dranie. Podrywając facetów na jedną noc nie angażuje się uczuciowo. Nie ma niebezpieczeństwa, że znowu ktoś ją opuści. Sama decyduje kogo wybrać, więc to ona decyduje, ma kontrolę. Chociaż może to zbyt łatwe wytłumaczenie?
      Takie podwójne życie daje jej też jakiś dreszcz emocji, odskocznię od codziennego życia.
      I tak nasza bohaterka wpada w uzależnienie od przelotnych romansów i nocnego życia.

      cdn...







      • siostra.bronte Re: "W poszukiwaniu idealnego kochanka" 07.10.12, 20:10
        W międzyczasie podsyłam linki, niestety trudno było znaleźć video o dobrej jakości.

        Stylowa czołówka dobrze oddająca klimat filmu:
        www.youtube.com/watch?v=fp1Lb694uag
        Krótki fragment:
        www.youtube.com/watch?v=AMQzAt2XHa0&feature=related
        :)
        • siostra.bronte Re: "W poszukiwaniu idealnego kochanka" 08.10.12, 00:22
          W międzyczasie do Teresy próbuje zbliżyć się James, poznany wcześniej pracownik socjalny. Wygląda na porządnego faceta, ale jakoś nie pociąga Teresy. Samo życie :)
          A kiedy zaczyna mówić o związku i rodzinie, dziewczyna czuje się zagrożona. Mówi mu, że nie interesuje jej przyszłość, chce żyć dniem dzisiejszym.
          Na to James atakuje ją: a cóż takiego teraz ma? Obskurne mieszkanie, żadnych przyjaciół i wieczory w barach. Próbuje ją przekonywać, że związek z nim jest dla niej szansą na normalne życie. Tego już dla Teresy za wiele. Czuje się osaczona. Zostawia Jamesa i oczywiście idzie do baru.
          Przypadkiem spotyka swojego ex, Martina. Ten, wstawiony, zaczyna opowiadać, że może by do niego wróciła. Ale Teresa przebyła długą drogę od tego czasu i teraz może go po prostu wyśmiać.
          Niestety, o Teresie przypomina sobie Tony, ów lekko szalony facet i zaczyna ją nachodzić. Włamuje się nawet do jej mieszkania i chce zmusić do kontynuacji tej znajomości. Ale dziewczyna nie chce mieć z nim nic wspólnego. Tony jest wściekły i uderza ją w twarz. Następnym razem kiedy ją nachodzi, Teresa dzwoni na policję i Tony już się nie pojawia.
          Ale ta historia daje jej do myślenia. Zaczyna mieć obawy, że to podwójne życie kiedyś wyjdzie na jaw. Tony już próbował ją szantażować, że jej szkoła dowie się o wszystkim.
          Nadchodzi ostatni wieczór roku. Teresa spędza go oczywiście w barze. W rozmowie z barmanem zwierza się, że postanowiła zerwać z nocnym życiem. Że to już ostatni taki wieczór w barze. Może to typowe noworoczne postanowienie, a może coś więcej?
          Ale widzi w barze Jamesa, który wyraźnie ją śledzi. Podchodzi więc do pierwszego z brzegu faceta i zaczyna rozmowę, żeby zniechęcić Jamesa.
          Ten mężczyzna to Gary (Tom Berenger). Chętnie flirtuje z Teresą i po chwili wychodzą razem z baru. Tyle, że wcześniej widzieliśmy Gary'ego w klubie gejowskim, gdzie również bywała Teresa. Czujemy, że coś tu nie gra.
          W mieszkaniu oboje szybko lądują w łóżku. Niestety, Gary zawodzi jako kochanek, co Teresa próbuje obrócić w żart. I to był błąd, bo mężczyzna czuje się obrażony. Zaczyna zachowywać się dziwnie, widać, że nie jest zrównoważony.
          Kiedy Teresa delikatnie próbuje się go pozbyć, wpada w szał. Zaczyna ją bić, a potem brutalnie gwałci. Krzyczy przy tym, że przecież tego właśnie od niego chciała. Tak jak wszystkie kobiety.
          Na koniec zabija ją, wielokrotnie zadając ciosy nożem.
          Muszę przyznać, że ten finał robi ogromne wrażenie. Prawdziwy majstersztyk. Wszystko dzieje się w ciemnościach, regularnie rozjaśnianych przez niebieskie, pulsujące światło projektora filmowego, który został włączony przypadkiem w czasie szamotaniny. Na pewno to jedna z najbardziej szokujących scen, jakie widziałam w życiu.
          Na koniec widzimy twarz martwej Teresy, w pulsującym coraz wolniej niebieskim świetle.
          I to już cała historia.
          Oczywiście, cisną się na usta słowa, że bohaterka jest sobie sama winna, bo prowadziła swobodny tryb życia.
          A jednak nie potrafię jej całkowicie potępić. Przecież nie szukała śmierci. Doprowadził ją do tego splot przeróżnych okoliczności.
          Nie była przecież jedyną osobą, która tak żyła. Owszem, zdarzały się pewnie podobne zbrodnie, ale rzadko. I z pewnością Teresa nie myślała o tym, że coś takiego może spotkać właśnie ją.
          Zakończenie jest tak wstrząsające, bo ofiara nie jest przypadkowa. To osoba, którą znam i którą w trakcie filmu, jeżeli nie do końca zaakceptowałam to przynajmniej próbowałam ją zrozumieć.
          Film jest mroczny, odważny i pozbawiony wszelkiego sentymentalizmu. Nie ma tu łatwych ocen i moralizowania. Każdy z bohaterów jest skomplikowany. Nawet ojciec Teresy z czasem okazuje się kimś innym, niż tylko domowym tyranem.
          Zaletą filmu jest też oryginalny montaż. Myśli i marzenia Teresy są natychmiast pokazywane w krótkich ujęciach. I tak, kiedy dziewczyna myśli o chorym ojcu widzimy zaraz scenę, kiedy nieszczęśnik leży w trumnie :)
          Muszę też wspomnieć o świetnej ścieżce dźwiękowej, z hitami z tamtej epoki.
          No i Diane Keaton. Muszę przyznać, że byłam zaskoczona jej znakomitą rolą. Bo poza filmami Allena wypada raczej przeciętnie. A tutaj jest naprawdę świetna. Gra tę rolę brawurowo, całkowicie się odsłania. Całkowicie odmienna rola niż Annie Hall, którą co ciekawe zagrała w tym samym roku.
          Scenariusz filmu został osnuty na prawdziwym zabójstwie młodej nauczycielki z katolickiej szkoły, która odbiła się wtedy szerokim echem. To dodaje autentyzmu tej historii.
          W sumie film, który trudno zapomnieć.
          :)



          • grek.grek Re: "W poszukiwaniu idealnego kochanka" 08.10.12, 14:35
            W STarym Kinie is back :]

            bardzo ciekawa opowieśc, bardzo dobrze napisana, czytało się płynnie i lekko.
            brawo, Siostro.

            wychowanie reżimowe, konserwattywne często się tak kończy.
            człek przypomina psa, co się z łańcucha zerwał.

            z jakich powodow Teresa miałaby się zejśc z Jamesem ?
            wg mnie, nie było takich.
            z deszczu wpadłaby pod rynnę : porządny mąz, przykładny dom, obiadki.
            dla niej by to było powtórzenie tego, co miała w swoim rygorystycznie prowadzonym
            rodzinnym domu.

            a zarazem, wygląda, że to nowe życie też nie sprawia jej satysfakcji oczekiwanej.
            staje się jakieś takie mechaniczne i popada w nim w rutynę.
            Tak źle i tak niedobrze.

            yes, przeżywa bunt i, takie mam jednak wrażenie, kończy jak kończy z praprzyczyny
            leżacej w tym, co zafundowano jej w domu, a co stało w sprzeczności z naturalną
            potrzebą wyjścia poza ciasne reguły. ciut większy liberalizm i szacunek dla prywatności
            może zdziałać cuda.

            No i nieudany związek, to o czym wspominasz.
            zgorzknienie i utrata wiary w zdrowe relacje z mężczyznami.
            No i chyba brak pomocy, została sama z tym calym bałaganem, a jedyną
            receptę na żal i frustrację widziała w rzuceniu się w wir kolejnych romansów.
            A potem to już nie ma co zbierać.

            finał zaiste tragiczny, chyba ku prrzestrodze ?
            przeciez nie musiała od razu ginąć, mogła zostac cięzk ranna, albo coś...
            a tutaj rozwiązanie jest definitywne i nie pozstawiajace wątpliwości.

            zostaje tylko refleksja nad przyczynami.
            • siostra.bronte Re: "W poszukiwaniu idealnego kochanka" 08.10.12, 15:35
              Dzięki :)
              Trafiłeś w sedno, jakbyś sam widział ten film :)
              Tak, ten finał jest kompletnym zaskoczeniem. Można go odbierać jako przestrogę: patrzcie, jak się kończy takie swobodne życie.
              Ale jest w nim też coś innego, jakiś ponury fatalizm. Że w życiu wiele zależy od przypadku. Bo gdyby Teresa poderwała kogoś innego, pewnie nic by się nie stało.
              Niestety właśnie ten finał widziałam wiele lat temu, więc wiedziałam jak ta historia się skończy.
              • grek.grek Re: "W poszukiwaniu idealnego kochanka" 09.10.12, 13:26
                zdecydowanie.
                Rola szczęścia i ślepego trafu jest momentami aż frustrująca, bo
                to tak naprawdę stawia pytanie o to, ile zależy od własnej woli i
                myślenia, i jak dalece są one limitowane we wpływaniu na zdarzenia.
                Można odnieśc wrażenie pewnego... ubezwłasnowolnienia nawet, bo
                przecież nie sposób niczego do końca zaplanować i przewidzieć.
            • pepsic Re: "W poszukiwaniu idealnego kochanka" 11.10.12, 19:48
              z deszczu wpadłaby pod rynnę : porządny mąż, przykładny dom, obiadki.
              Moim zdaniem całkiem przyjemna i pociągająca perspektywa pod warunkiem, że współrealizator jest tym właściwym:)
              Swoją drogą, co za przewrotny tytuł filmu.

              Siostro, te filmy z lamusa oglądasz na monitorze kompa, czy telewizora? Pytam nie tylko z ciekawości, jako że mam spore paradoksowe opóźnienia, a za bardzo nie wiem, jak je obejrzeć w tiwi, bo monitor odpada.
    • grek.grek "Borgiowie" 5 odcinek 08.10.12, 14:02
      polityka, intryga, seks, czyli... jak co tydzień ;]

      orajt, z grubsza można by w tym 5 odcinku wyodrębnić 3 wątki główne.

      Pierwszy, to ofk rozgrywka na politycznej szachownicy.
      Kardynał Della Rovere kontynuuje swoje tournee po italiańskich królestwach,
      chcąc pozyskać sojusznikow dla swojego planu - ma zamiar skłonić króla
      Francji do zbrojnego najazdu, celem zdobycia Neapolu, do którego Francja
      ma prawa spadkowe, a przy okazji zajęcia Rzymu i obalenia, niemiłego
      [hiszpańskiego przecież] papiestwa Borgiów. Owiedza właśnie księcia Mediolanu,
      też Sforzę [SForzów jak psów, heh] - Francesco.

      Kardynał, podczas swojego objazdu Italii, wszystkiemu się dziwi, wszędzie dostrzega jakieś dzikie zwyczaje, które jego, człowieka kulturalnego, napawają grozą.

      Francesco Sforza wcale nie jest lepszy. Gruby, brodaty, w jakichś dziwnych sztach,
      kojarzyć się moze raczej ze spadkobiercą tradycji Hunów i innych Wandalów niż
      oświeconym paniskiem. Co lepsze, przyjmuje kardynała w jadalni, pod którą, w
      zakratowanym lochu, trzyma swojego bratanka, przykutego do ściany łańcuchem.
      Co jakiś czas rzuca mu ochłap ze stołu, albo... sika na niego, napawając się swoją
      nad nim dominacją. Trzyma chłopaka w takich warunkach z powodu takowego, że
      jest on prawnym dziedzicem tronu mediolańskiego, czego do wiadomości Francesco
      absolutnie nie przyjmuje. Uroczy człowiek ;]

      Della Rovere pragnie uzyskać od Francesca neutralnośc podczas konfliktu Rzymu z Francją
      oraz zezwolenie na bezpieczny przemarsz francuskiego wojska. Sforza przyjmuje propozycję do rozważenia.

      Dowiedziawszy się ruchu kardynała papież Borgia wysyła do Mediolanu "swojego" Sforzę, czyli Ludovica, kardynała, z którym zawiązał przymierze podczas konklawe [odc 1] i którego uczynił swoim sekretarzem [czy tam - kanclerzem ? w kazdym razie - istotnym pomagierem]. Ludovic ma oczywiście przekonywać Francesco w drugą stronę, zeby stanął z Rzymem przeciw Francji,zagrodził drogę wojskom królewskim. Ludovic ponosi jednak porażkę, Sforza traktuje go bez grama szacunku, a na koniec wykrzykuje, że "temu hiszpańskiemu bękartowi nie zamierza w niczym pomagać". Francesco niby jest związany rodzinnie z Giovannim, męzem Lukrecji, ale własnie przez małżeństwo Giovanniego z córką "hiszpańskiego bękarta" wypowiedział Giovanniemu wszelkie rodzinne konotacje. Zatem, Mediolan staje po stronie Della Rovere.

      Przy okazji Ludovic Sforza jest świadkiem... czy ja wiem - zabójstwa ? tego bratanka Francesco. Sforza wypuszcza go z tego lochu i karmi mięsem... tak go karmi, że tamten, głodujący zazwyczaj, zjada zbyt dużo i umiera z przekarmienia. Uroczy ludzie ;]

      A papież Borgia ani myśli zwalniać tempo. Zamierza popełnić kolejne polityczne malżeństwo. Wszak zostało mu jeszcze dwóch synów : Juan i najmłodszy, dzieco jeszcze, Joffre. Znow do palacu papieskiego przybywają poselstwa z róznych księstw i królestw, tym razem z portretami księżniczek na wydaniu. Jedna jest brzydsza od drugiej, a papa i jego syn Juan, reagują wręcz komicznie na prezentowane im wizerunki. Oficjalnie chwalą urodę, a w rzeczywistości wzdrygają się na sam widok. Dzisiaj machnięto by photoshop i po kłopocie.

      Juan ani myśli małżenić się z którąkolwiek z kandydatek, zapowiada ojcu, że "albo nie ożeni się wcale, albo... ożeni się z taką, którą wybierze według własnego gustu". Ojciec mu się zupełnie nie dziwi, sam widział te portrety ;] Pada zatem na... małego Joffre. A kandydatką mogłaby dla niego być niejaka Sancha, księżniczka z Neapolu, co znów Rodrigo pachnie dobrym politycznym interesem.

      Małżeństwo Lukrecji z Giovannim Sforzą jest katastrofą. Ogranicza się do "obowiązków ustawowych", czyli bezceremonialnego seksu, który Lukrecja przeżywa jak najgorszy koszmar. Poza tym, mąz nie istnieje dla niej, a ona dla męża, wygląda to na jakąs polityczną prostytucję bardziej niż na choćby ze szczątkową kulturą i manierami udawane małżeństwo.

      Lukrecja ma całe dni dla siebie, bo męza wiecznie nie ma, zwykle przepada na polowaniach. No to ona sobie chodzi po posiadlości i poznaje Paola, urodziwego modego stajennego, z którym się zaprzyjaźnia, a może nawet on jej się podoba, bo jaka to odmiana od obcesowego męza.
      Poznaje też lepiej Francescę, służącą, pokojówkę, z którą może sobie, jak to kobieta z kobietą, pogadać - no i Francesca otwarcie jej mówi, że "małżeństwo to nie to, co pani i pan Sforza, to nie tak powinno wyglądać". co ma powiedzieć, kiedy kąpie Lukrecję i widzi siniaki na jej ramionach. Sprzedaje jej dobre rady, żeby podczas seksu zaczęła... liczyć barany. Cholera wie, po co ? :} dla zbicia męza z tropu ? w każdym razie, Lukrecja zyskuje tym tylko tyle,że go dodatkowo wkurza.

      Wpada więc dziewczę na inny pomysł. Spoufala się z tym stajennym, przechodzi z nim na "ty",dostrzega,że chłopak jest nią zauroczony, boć przecie same księzniczka z nim się prowadza i rozmawia ;] - namwia więc chłopca do podcięcia popręgów przy siodle Giovanniego, tak żeby "zdarzył mu się wypadek". No i chłopak spelnia jej życzenie. I Giovanni istotnie ma wypadek. Łamie nogę. Seks pewnie przez jakiś czas będzie ostatnią rzeczą do której będzie zdolny; bo tez i seks dla pana S. to głównie jego aktywnośc, w której Lukrecja robi za żywą lalkę z latekstu. A jakby tak był milszy i nie traktował żony jak materaca, to i z tą nogą mógłby liczyć na to i owo ;]

      Cesare,tymczasem, dostaje od ojca misję i jedzie do Florencji, która niedawno odwiedził Della Rovere. Rozmawia tam z Machiavellim, pytając jaką Medyceusze podejmą decyzję w sprawie
      propozycji kardynała. Odpowiedzi jeszcze nie ma, więc nie wiadomo czy Florencja przystąpi do wojny, czy zachowa neutralnośc, czyli de facto otworzy granice Francuzom. Cesare i Machiavelli potajemnie słuchają kazania Savonaroli, mnicha postulującego powrót kościoła do źródeł, czyli do modlitwy i ubóstwa, zamiast rozpasania - Cesare proponuje Machiavellemu, że papież obłoży ryzykownego zakonniika ekskomuniką,a nawet może go wysłać na stos. Tyle, ze zdaje się Medyceusze nie mają zamiaru Savonaroli zabijać ani go w jakiś sposób sekować. [wizualnie pyszna scena, Cesare i Machiavelli rozmawiają idąc oświecanymi pochodniami wąskimi korytarzami, jakby w podziemiu].

      Poza polityką, Cesare zakochuje się w kobiecie, którą poznał na weselu. To uszło mojej pamięci, a okazuje się, ze to ważna scena była - w tańcxu ona wyznała mu, że jest napastowana przez męza-sadystę, potem doszło między nimi do scysji, przy okazji ten
      gość, baron z tytułu, obraził Vanozzę.

      Teraz Cesare i ta żona barona się spotykają - a to ona zajdzie do niego do spowiedzi, a to spotkają się na targowisku, gdzie Cesare chodzi w kapturze,żeby go nikt nie poznał, a to on przyjeżdza pod pałac barona, gdzie ona akurat się kręci [towarzyszą jej ochroniarze, ale nie przeszkadza to w rozmowie]. Słowem, coś kwitnie. Cesare bardzo chciałby jej pomóc z tym jej baronem, ale ona go hamuje, bo "boi się o to, co by mu się nic nie stało", wszak to kardynał itd. Cesare zaś jest gotów może nawet na porzucenie swojej szaty kardynalskiej, żeby się z nią związać. Matka mówi mu, że przy okazji by tym ojca nieźle wkurzył, a między Cesare i Rodrigo ostatnio dobrze się nie działo przeca, no i Vanozza też została upokorzona przy okazji ślubu Lukrecji.

      Ostatecznie Cesare nie zamierza sobie folgować. Wzywa Micheletto i odbywa z nim trening szermierczy, bo, jak mówi "zardzewiał, siedząc w pałacu". ćwiczą ataki, obrony itd., a wszystko to ma przygotować Cesare do pojedynku z baronem, znanym z technicznego kunsztu we władaniu szablą. Cesare, poinformowany o tym, że baron wyjechać ma wieczorową porą, zaczaja się na niego w uliczce. Pada deszcz. Cesare wypada na ulicę, wyzywa barona do walki, ten - wiedzący że Cesare z jego żoną flirtuje - rzuca się na niego, w efektownej deszczowej scenerii toczą pojedynek [Micheletto czai się w pobliżu, Cesare mu nie pozwolil sobie pomóc "chcę to zrobi sam. zabić go we dwóch... to żadna odwaga... i żadna przyjemnośc"], ktory wygrywa Cesare dusząc barona garotą.
      • grek.grek "Borgiowie" 5 odcinek 08.10.12, 14:06
        zwłoki barona topią w jakiejś sadzawce.

        tenb Micheletto,to w ogole sługa doskonały.
        kiedy Cesare dowiaduje się, ze wysłany za Della Rovere tajemniczny zakonnik
        został zdemaskowany i zabity przez kardynała ciosem noża w okobodaj odc 4], dostaje wścieku.
        rzuca się na Micheletto ze sztyletem i przyklada mu ostrze do powieku, winiąc za
        kolejne nieskuteczne próby wyelimowania kardynała.
        Micheletto wiernopoddańczo powiada "jesli, panie, wykłujesz mi oko, to będę
        ci służył z jednym... a jesli obydwa, to bez nich służyć także ci będę".
        co za poświęcenie ;]
        • barbasia1 Re: "Borgiowie" 5 odcinek 08.10.12, 19:36
          Della Rovere to intrygująca postać.

          Naszła mnie straszliwa ciekawość, jak skończyły się knowania della Rovere, jego niebezpieczne konszachty ze Sforzami, jak skończy on sam, nie mogłam dać jej odporu, więc zajrzałam do wikipedii.

          Okazuje się, że della Rovere w 1503 w wieku 60 lat, został ... papieżem i przyjął imię Juliusz II.

          To na jego zlecenie Michał Anioł namalował freski zdobiące sklepienie kaplicy Sykstyńskiej.
          Przy okazji , pod koniec października minie 500 lat od ich ukończenia i zdjęcia rusztowań. W jednym z niedawnych Magazynów Świątecznych był artykuł poświęcony historii fresków Michała Anioła z kaplicy Sykstyńskiej.

          I to Juliusz sprowadził do Watykanu 150 szwajcarskich najemników, którzy utworzyli Gwardię Szwajcarską do dziś istniejącą.


          Świetna opowieść, Greku.
          :)
          • grek.grek Re: "Borgiowie" 5 odcinek 09.10.12, 13:11
            no proszę, doczekał się ;]
            podgryzał, podgryzał, aż...podgryzł, hehe.

            aktywny był, jak wynika z notki w wikipedii, wojaczką się parał, a do tego
            zwołany przezeń sobór m.in zakazał prawa drukowania książek bez zgody
            duchowieństwa. człowiek postępu ;] Te freski go trochę rehabilitują.

            dzięki, Barbasiu :]

            • barbasia1 Re: "Borgiowie" 5 odcinek 10.10.12, 00:43
              Dochrapał się? Został papieżem po śmierci Aleksandra VI czyli Rodriga Borgii, śmierci zdaje się niezwykłej jak na te czasy i środowisko w którym żył, całkiem naturalnej .


              >a do tego zwołany przezeń sobór m.in zakazał prawa drukowania książek bez zgody
              > duchowieństwa. człowiek postępu ;] Te freski go trochę rehabilitują.

              Hehehehehe :)

              No cóż, Juliusz II miewał i słabsze pomysły. Spuśćmy miłościwie zasłonę mliczenia na ten pomysł. :)




              • grek.grek Re: "Borgiowie" 5 odcinek 10.10.12, 13:55
                no proszę, czyli wychodzi, ze podgryzał... nieskutecznie, ale za to przyszłościowo ;]

                jakby tak całą organizacją zwodował, to bym powiedział, że się naprawdę przysłużył
                ;]

                [zakładam kask ochronny]
                • barbasia1 Re: "Borgiowie" 5 odcinek 10.10.12, 14:24
                  Hehehe! :)))

                  Ręka sama zaczęła mi latać, ale, jak już mówiłam, kolegów forumowych nie biję. ;)))


                  Ja tylko na chwilę, do Hanka przyleciałam, wrócę później. :)
                  • grek.grek Re: "Borgiowie" 5 odcinek 11.10.12, 14:35
                    haha ;] uff, jaka ulga... zdejmuję ten szyszak z głowy, bo mało brakowalo, a
                    sam bym się udusił z racj ograniczonego doplyw powietrza ;] [kara mustafa by była, hehe]

                • barbasia1 Re: "Borgiowie" 5 odcinek 10.10.12, 14:24
                  > no proszę, czyli wychodzi, ze podgryzał... nieskutecznie, ale za to przyszłości
                  > owo ;]

                  Cierpliwość popłaca.
    • barbasia1 NagrodaNike 2012 transmisja w Dwójce i TVPKulturze 08.10.12, 15:33
      Tegoroczną Nagrodę Nike otrzymał Marek Bieńczyk za książkę zatytułowaną "Książka twarzy",.

      A propos, spodobała mi się bardzo niegdysiejszą wypowiedź Bieńczyka na temat jego pracy pisarskiej, w której demitologizuje potoczne wyobrażenia o twórcy, którego pióro lekką ręką prowadzą muzy lub, jak kto woli, natchnienie. W rozmowie zamieszczonym w Dużym Formacie ("Mam kłopoty z Dionizosem" "Gazeta Wyborcza", 2011-04-10) tak powiedział :

      "Pisanie zajmuje potworną część życia. Właściwie nie tyle pisanie, ile siedzenie nad czymś, co ma zostać napisane. Czyli niepisanie. Gdybym podsumował ilość czasu, którą wysiaduję, pisząc bez pisania, nie mógłbym nie poczuć rozpaczy. Pół strony zżera nieraz i osiem godzin, a w tym samej fizycznej akcji pisania, uderzania w klawisze, jest może wszystkiego dwadzieścia minut, reszta zaś to pochylanie się nad ekranem, odchylanie, dotykanie klawiszy, wstawanie z krzesła, pójście do drugiego pokoju, powrót, gapienie się w ekran czy w kartkę. Żałosny widok. Całe lata spędzone na wysiłku wyciskania z siebie skąpej pasty".

      Zastanówcie się dobrze młodzi adepci sztuki pisarskiej marzący o karierze i sławie, czy aby na pewno macie świadomość na co się decydujecie ? ;)
      • grek.grek Re: NagrodaNike 2012 transmisja w Dwójce i TVPKul 09.10.12, 13:23
        słowem, bez zacięcia rzemieślnika - ani dudu ;]

        inna rzecz, że i rzemieślnicy płodzą swoje dzieła, a potem nie da się
        ich czytać, bo może i wycyzelowane zdanka i akapity, ale papryki, soli i pieprzu
        to tam tyle, że nawet na jajecznicę z jednego jajka nie wystarczy :]
        Czyta to głównie samo środowisko, i potem się nawzajem nagradza.

        powiem Ci szczerze, że wolę niestylowo napisaną, ale za to ciekawą, żywą i krwistą
        ksiązkę, niż te wszelakie nagradzane popisy wirtuozerii :]

        ciekawe, że nagradzane są eseje, biografie, jakieś podróżnicze opisy, czyli rzeczy
        z gruntu nie mające ambicji zaglądania w umysł i świadomość człowieka. Polska
        literatura zresztą chyba w ogole nie stworzyła nigdy bohaterów znanych światu.
        U Goethego Werter wyrażał romantyzm światowy, u nas Gustawy i inne wyłącznie
        polski. I tak pozostało do dziś :] Byle opędzić własny ryneczek.

        powiem Ci, że w ogóle tzw. zawodowy pisarz, to szemrana profesja, jakby z góry
        wykluczająca artyzm. Ot, co 2 lata napykać 250 stron, na termin, jeden reperuje
        buty, drugi plombuje zęby, a ten sobie pisze. Wyrobnictwo. Trudno się dziwić,że
        później nie wychodzą z tego arcydzieła literackie, a wyłącznie produkty rynkowe,
        i tak zresztą bardzo niszowe, bo tematyka drętwa, język przesadnie wypolerowany, a
        forma zmurszała :]

        smutne to, ale na szczęscie jest klasyka światowa, do której zawsze można wracać.

    • pani_lovett "Jak wytresować smoka" (2010) 08.10.12, 16:21
      pokazał w piątek TVN. Oglądałam jednym okiem. Muzyka autorstwa Johna Powella była, jak mam nadzieję, pamiętacie do Oscara w 2011 roku.

      Mój ulubiony fragment:
      "Test drive" - "Próbny lot":

      www.youtube.com/watch?v=aJBpLQrBJXM
      :)
      • rozyk010 Re: "Jak wytresować smoka" (2010) 09.10.12, 07:23
        Jak dla mnie jest zdecydowanie za dużo bajek, które poczuciem humoru stają się naśladować shreka.

        --
        www.gmp-meble.pl/meble-sklepowe.html
      • grek.grek Re: "Jak wytresować smoka" (2010) 10.10.12, 13:56
        również nie widziałem.

        ale muzyka jest sama w sobie ciekawą okolicznością, z tego co słychać :]
    • pepsic Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 09.10.12, 18:51
      Mi się zdarzyło, a główne przesłanie kojarzące się z "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" znowu poruszyło. Tak naprawdę filmy nie są porównywalne. Rzecz o tym, jak człowiek, z założenia istota dobra, traci ideały i marnuje, bądź gmatwa życie na własne życzenie (choć nie zawsze do końca), a wszytko pod jakże wymownym tytułem. Film bez fajerwerków, z ładniutką Kate Beckinsale, małymi niedoróbkami, i jak dla mnie niepotrzebnym podwójnie/ potrójnie tragicznym zakończeniem, za to nieźle sfilmowanym. Na tvn7 było.
      Ps. Wyrwałam się z kieratu na kilka chwil, a Wy widzę, ciężko harowaliście:) Nic to, pomału będę odrabiać straty.
      Ps. 2. Drogie Barbary, szykujcie wódkę na czwartego :))
      • barbasia1 Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 10.10.12, 00:26
        Pepsic nie wraca z pustymi rękami. A myślałam wczoraj o Tobie. :)

        Też się pojawia wątek alkoholizmu "Śnieżnych aniołach"?
        Niestety nie widziałam, ale zapisuje tytuł na listę rzeczy do obejrzenia.


        > Ps. 2. Drogie Barbary, szykujcie wódkę na czwartego :))
        Hehehe! :))) Tak jest!

        • pepsic Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 10.10.12, 09:22
          Nie, nie. W "Aniołach" alkohol nie leje się strumieniami. Bohaterowie mają dobre intencje, ale nie dają rady życiu, w którym miało być tak pięknie. Niby nie wybitne dzieło, ale jak trafi na podatny grunt potrafi emocje poruszyć. Na "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" nie spoglądałam poprzez pryzmat alkoholizmu, a autodestrukcji i przemiany bohaterów, co plastycznie podkreśliła podmiana aktorów. Tu i tu pokazano przegrane życia, i choć nie współmierne w żadnym stopniu tak mi się jakoś skojarzyło.

          W samych superlatywach, mam nadzieję? ;)
          • barbasia1 Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 18.10.12, 16:19
            pepsic napisała:

            > Nie, nie. W "Aniołach" alkohol nie leje się strumieniami. Bohaterowie mają dobr
            > e intencje, ale nie dają rady życiu, w którym miało być tak pięknie.

            Dlaczego nie udaje się? I czy ich życie naprawdę jest nieudane, co się nie udaje, a może to oni tylko tak je postrzegają swoje życie.
            To bardzo ciekawy temat.

            > W samych superlatywach, mam nadzieję? ;)

            Zawsze myślę o Tobie w samych superlatywach, nawet jak idziemy na noże w kwestiach politycznych. ;)
            • pepsic Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 19.10.12, 14:21
              W takim razie muszę pospojlerować. Jedna z głównych bohaterek, to kelnerka po rozwodzie z mężem, osobnikiem nierównoważonym psychicznie, po nieudanej próbie samobójczej i jak się wydaje z dalszej akcji nieodpowiedzialnym, który stara się wskrzesić związek nie rozumiejąc, ze dla eks żony już się nie liczy) i nawiązać dobre kontakty z córeczką. Sama wdaje sie romans z mężem przyjaciółki z pracy, na dodatek z nic nie wartym, z gatunku zaliczających panienki, potem się z nim wiąże niejako z musu i rozpędu. W tym trójkącie nic nikomu się nie klei i nic nie wychodzi, a co najgorsze wieje pustką. On marzy o powrocie, ona o nowym życiu. Całość kończy się wielką tragedią, najpierw w wypadku ginie córeczka (zamarza pod lodem), potem ojciec w akcie rozpaczy miota się i szaleje, w ostateczności zabija żonę i strzela do siebie. Ta tragedia antyczna była moim zdaniem niepotrzebna i popsuła efekt dramatyczny. Więc Barbasiu sama powiedz, czy to było życie udane? W filmie jest jeszcze kilka wątków (one się rpzleatają). W innym dużo bardziej optymistycznym mąż odchodzi do drugiej kobiety (prozaicznie się zakochałA), ale gdzieś pod drodze trzeźwieje i pod wpływem impulsu decyduje się na powrót. W tym wątku pojawia się scena, kiedy wiarołomny mąż z nową kobietą skądinąd sympatyczną i na poziomie spotyka przypadkowo przed kinem syna z dziewczyną. Świetna, poruszająca scena, a przy tym jakże prawdziwa, zagrana właściwie bez słów, za pomocą zakłopotanych spojrzeń każdego z 4 uczestników spotkania.

              Ps. Nie zauważyłam, abym ze swojej strony szła na noże. Przytaczam jedynie fakty i komentuję (: ??

              Opinia mocno przesadzona, ale dziękuję:)
              • barbasia1 Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 19.10.12, 23:37
                > Ps. Nie zauważyłam, abym ze swojej strony szła na noże. Przytaczam jedynie fak
                > ty i komentuję (: ??

                Pepsic, to żart był. Sama wiesz, tematy polityczne budzą emocje, zwłaszcza w środowisku, gdzie ludzie, jaka my tu, mają odmienne poglądy , więc na myśl przyszedł mi ten obrazowy związek frazeologiczny. Cenię Twoje i Wszystkich tu uwagi i komentarze na tematy polityczne. I zawsze z ciekawością czytam.

                To mnie czasem, jak odpowiadam w kontrze, często towarzyszy obawa, by Ciebie/kogoś nie urazić słowem.

                :)
                • pepsic Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 20.10.12, 11:52
                  A czymże jest protekcjonalny tok, czy podważanie wiarygodności, jak nie wbijaniem noża, że pozostanę w żartobliwych związkach frazeologicznych (cokolwiek znaczą)?
                  • barbasia1 Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 20.10.12, 15:21
                    Być, iść z kimś na noże «być z kimś we wrogich stosunkach, w nieustannej walce; występować do walki z kimś»

                    "protekcjonalny tok" " podważanie wiarygodności "?

                    Chcesz powiedzieć, że ja przybieram "protekcjonalny ton" i "podważam wiarygodność"?

                    • pepsic Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 21.10.12, 22:41
                      Masz rację, czepiam się.
                      :)
                      • barbasia1 Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 22.10.12, 00:19
                        pepsic napisała:

                        > Masz rację, czepiam się.

                        Pepsic, Ty pisałaś to o mnie???
                        • pepsic Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 22.10.12, 18:47
                          No dobra, przyznaję się. Ale tak tyci, tyci i zaznaczam, że to tylko moje subiektywne odczucia:)
                          • barbasia1 Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 22.10.12, 20:30
                            pepsic napisała:

                            > No dobra, przyznaję się. Ale tak tyci, tyci i zaznaczam, że to tylko moje subi
                            > ektywne odczucia:)

                            W takim jestem w wielkim, w ciężkim szoku, Pepsic, że w ten sposób odbierasz mnie i to co i jak piszę, że tak mnie oceniasz po tych wszystkich latach naszych rozmów, jak mi się wydawało zawsze dobrych.
                            I że uważasz, że stosuję w dyskusji z Tobą (tylko?) tak haniebne metody jak "protekcjonalny ton" czy jeszcze gorzej "podważanie wiarygodności"!!!??
                            Jest mi przykro.

                            Zawsze w rozmowach właśnie szczególnie z Tobą, (którą tak cenię, lubię i nigdy nie zapomnę Ci, że stanęłaś kiedyś, na początku po mojej stronie w nieprzyjemnej dla mnie, poniżającej dyskusji na forum), a nawet i z Grekiem (tak odpornym, jak mi się wydaje, na mocne słowa) właściwie z każdym, tak bardzo uważałam na to, co mówię, piszę. Nawet pomimo tego, co Ty sama kiedyś napisałaś po jakimś swoim ostrym, (tak ostrym) poście - (cytuję z pamięci), że nie jesteśmy tu tylko po to, by spijać sobie z dziubków tylko dyskutować, przedstawiać szczerze swoje opinie.

                            Byłam z nas szalenie dumna, że my prezentujący tu tak różne poglądy potrafimy ze sobą normalnie dyskutować, choć czasem prawda, ostro, w sposób otwarty przedstawiać swoje racje,poglądy wiedząc, że się nawzajem raczej nie przekonamy , a teraz okazuje się , że jednak się potwornie myliłam. I, co gorsza zobaczyłam, że to nikt inny tylko ja występowałam w charakterze złego ducha, że tak powiem żartobliwie z wisielczym humorem.

                            Przepraszam ,Pepsic, jeśli Cię kiedykolwiek uraziłam złym tonem czy niewłaściwym słowem, jeśli tak k było, to na pewno nie było celowe, zamierzone, świadome.

                            Już nigdy więcej nie będę tu poruszać tematów politycznych.
                            • pepsic Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 23.10.12, 19:18
                              Przepraszam Barbasiu:) Nie miałam zamiaru robić Ci przykrości i powodować niepotrzebnych zgrzytów, ani psuć miłej tu atmosfery. Jednocześnie ośmielam się wątpić, czy jakakolwiek cenzura jest dobrym pomysłem.

                              Na zgodę:
                              www.youtube.com/watch?v=9bZkp7q19f0
                              Spójrz na liczbę odsłon. Nie mogłam sie doliczyć zer;)
                              • barbasia1 Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 24.10.12, 14:57
                                Nie przepraszaj, zdrowo jest oczyścić atmosferę, powiedzieć sobie od czasu do czasu szczerze, co na wątrobie leży.

                                Nie cenzura , tylko autocenzura, którą tylko ja sobie narzucam, (Ciebie, Was nie obowiązuje), bowiem ważniejsze jest dla mnie ,żeby Tobie się dobrze rozmawiało, bywało, niż moja chęć komentowania tu spraw politycznych.

                                Internet długi i szeroki, jak najdzie nieodparta chęć, zawsze można wypowiedzieć się w innym miejscu, no i jest jeszcze real. ;)


                                Zgoda! :)))

                                Ale nie pokochałam tego utworu, ani tego śpiewającego i tańczącego pana, wybacz! ;))

                                500 milionów odsłon /właśnie dodałam dwie odsłony/ Nieprawdopodobny wynik!


                                :)
                                • pepsic Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 24.10.12, 20:37
                                  Nie no, ja też nie jestem fanką, wrzuciłam ten żart muzyczny dla rozładowania emocji:)
                                  • barbasia1 Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 24.10.12, 21:54
                                    A to się oczywiście udało! :)
        • grek.grek Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 10.10.12, 10:56
          tylko bez przesady... :

          c.wrzuta.pl/wi77/211d2e9300234b3345af1ae4/pijak
          e.pardon.pl/pa504/baf68acc001352fc46dc80e2
          • barbasia1 Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 12.10.12, 23:02
            grek.grek napisał:
            c.wrzuta.pl/wi77/211d2e9300234b3345af1ae4/pijak
            > rel="nofollow">e.pardon.pl/pa504/baf68acc001352fc46dc80e2

            Hahaha :)

            Straszne!
            • pepsic Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 13.10.12, 20:00
              Mi tez nie do śmiechu. Ciekawe, czy mieli kiedyś ideały?
      • siostra.bronte Re: Oglądał ktoś wczoraj "Śnieżne anioły"? 10.10.12, 14:16
        pepsic napisała:

        > Ps. 2. Drogie Barbary, szykujcie wódkę na czwartego :))

        Hahaha!! Tylko potem nie próbuj się wykręcać :)))
    • grek.grek Californication V, odc 2 10.10.12, 11:37
      no to lecimy.

      Moody chce wyjechać. Budzi się rankiem z piękno-strasznego snu, w którym poznana w samolocie, a potem spotkana w posiadłości rapera Samuraja Apokalipsy czekoladka dogadza
      mu ustnie, a on chwali jej umiejętności, do momentu,gdy... pojawia się Samuraj z karabinem i maskruje ich wrzeszcząc dziko.
      Hank budzi się, widzi obok siedzącego Charliego i ostrożnie pyta : nie majstrowałeś... tam u mnie... ustami... na dole ? ;]
      Budzi się więc Hank i po wyjaśnieniu wątpliwości sugeruje, zeby łysy kupił mu bilet do Nowego Jorku powrotny. Łysy na to, ze jako agent musi mu uświadomić, jak świetna jest propopzycja napisania scenariusza dla Samuraja - dobrze płaci, robota g.wniana, ale przy odpowiednim znieczuleniu... ;]

      Spotyka się więc biedny Moody z Samurajem, ponownie, w jego posiadlości Spotyka tam ofk czekoladkę, opalającą się na materacu w basenie. Rozmawiają chwilę, Hank ją komplementuje z całych sił, ona jednak słyszała chyba takich andronów już multum, więc średnio reaguje, no chyba że... nie chce dać po sobie poznać, ze jednak coś tam się dzieje. "ciągle myślę, o tym co się stało w samolocie", mówi jej Hank,na co ona "a ja już zapomniałam". Kokietuje ? hehe ;]

      Samuraj pojawia się za moment, tytyłuje Moody'ego pieszczotliwe "czarnuchu" izabiera Hanka na spotkanie z facetem, który w tym momencie pisze dla niego scenariusz.
      Taki sobie typek w czapeczce bejsbolowej i z niechlujnym zarostem.
      Samuraj informuje go, że traci robote, bo Hank bierze to za niego, Hank wcale nie
      wyraził zgody, póki co, trochę więc jest zdziwiony, próbuje oponować, ale Samuraj się
      przyzwyczaił, chyba, że jak on coś powie, to się tak musi stać i basta.

      W każdym razie Moody zostaje na chwilę sam na sam z tym gościem w bejsbolówce.
      I od razu dostaje pytanie : "jesteś białasem w średnim wieku, co ty możesz wiedzieć
      o kulturze czarnych ?", "czy ty w ogole lubisz hip hop ?", na co Hank odpowiada
      "nie wiem nic o kulturze czarnych i nie lubię hip hopu, ale co to ma do rzeczy, skoro
      będę pisał scenariusz o czarnym policjancie w santa Monica ? [jak chce Samuraj]".

      po chwili jest jeszcze weselej, bo gość sobie przypomina, ze Moody swego czasu poderwał
      mu dziewczynę. "wyszła tylko do sklepu, po drodze spotkała ciebie i mnie zdradziła" ;]]

      Gośc chce satysfakcji. wyzywa Hanka na pojedynek na pięści na parkingu za barem.
      przez jakiś czas czają się za podwójną gardą, aż pojawia się Samuraj, zagaduje Hanka, co
      się kończy oczywiście soczystym sierpem na dziób Moody'ego, po ktorym pada
      jak długi. KOńczy się na podbitym oku.

      "jesteś tu dwa dni i już masz śliwkę pod okiem" - podsumowuje go Karen, kiedy Hank znów się u nich pojawia.
      Pojawia się, bo dostał od niej telefon,że powinien się spotkać z córką, bo fatalnie się zachował wobec niej poprzedniego dnia [odc 1].

      Hank wpada z wizytą, ale Beccy nie ma, bo jest w szkole. Jedzie więc tam, z prezentem dla niej - jakimś ajfonem czy czymśtakim, najnowszej generacji. Znajduje ją na campusie, ozmawiają chwilę, i pojawi się ten jej chłopak. Hank próbuje go ignorować, przy okazji dowiadując się, ze ten chłopak cały... jest wykładowcą.Próbuje córce coś tłumaczyć, ostrzegać, ale on mu na to "sam byłeś wykładowcą i pamiętam, ze bzykałeś swoją koleżankę, żonę rektora i studentkę jednocześnie" [seria III, jak pamiętamy, Barbasiu,nieprawdaż ? ;)] - Hank jest w konfuzjki, a chłopak Beccy z podziwem chce mu przybić piątkę ;]
      Hank chce dać jej tego smartfona czy cotam, na co Becca : powinieneś go dać mojemu chłopakowi, za te nieprzyjemności, których mu narobiłeś... Co za upokorzenie... ale co ma zrobić Hank - daje to grajło chlopakowi i może tylko przełknąć gorzką pigułkę.

      wieczorową porą Samuraj zaprasza Hanka do studia nagrań, gdzie słuchają jak śpiewa ta czekoladka, bo jka się okazuje, to żadna kochanka Samuraja czy tam ktoś, tylko zdolna
      piosenkarka, a on jest producentem jej płyty. dziewczyna śpiewa, Hank po drugiej stronie
      lustra - słucha, patrzą na siebie, coś tam się kręci :] i strzela. pistolet, który wypala
      przypadkowo i rani w ramię jednego z kompanów Samuraja, a okoliczność była taka, że
      dwóch czarnych się posprzeczało o to, że jeden drugiemu zarzucił, ze popłakał się ze
      wzruszenia słuchając jak soulowo-rhythm'bluesowo zawodzi piosenkarka.

      POtem idą do klubu, gdzie Hank ze zdziwieniem zauważa chłopaka Beccy w towarzystwie
      dorodnej blondynki. Idzie od razu do niego i zarzuca mu, ze puszcza kantem jego rodzoną córkę. na co chłopak, że Becca o wszystkim wie, sama nie mogła wyjśc, więc jemu
      pozwoliła, a poza tym ta blondyna, to koleżanka tylko.

      Hank wraca jak niepyszny na miejsce. Samuraj pyta go, co się stało, na co Hank wykłada mu temat - Samuraj na to : połam typkowi nogi. Hank na to, ze zrobiłby to, ale nie chce urazić swojej córki, dla której i tak już jest wystarczająco kiepskim ojcem. TO wyznanie i sposób w jaki Moody mówi o córce wyraźnie poruszają czekoladową piosenkarką, która palcem ręcznym zaczyna dotykać dłoni Hanka.

      Zaraz po wieczorze w klubie Hank drałuje do Karen, gdzie tłumaczy mówi Becce, ze "facectom nie mozna wierzyć, sam wiem, jak to jest, bo... wiesz dobrze dlaczego". skłania ją,zeby się zastanowiła nad tym, czy chce być z tym swoim chłopakiem, ale jej nie mówi wprost, ze go widział z inną. Wtedy dzwoni telefon - okazuje się, ze chłopak jest w szpitalu, napadła go jakaś banda i... ma złamaną nogę :] Karen z Beccą zaraz jadą do szpitala, facet Karen komentuje to złośliwie [sam też nie lubi tego chłopaka], a Hank dostaje sms'a od Samuraja - że to on ze swoją ekipą połamał nogę chłopakowi, a zrobił to żeby Hankowi się podlizać, co by Moody napisal mu ten scenariusz :] - "niedźwiedzia przysługa", tak to się chyba nazywa ;]

      no i łysy. Ten to ma przygody.
      DOstaje wezwanie do szkoły, bo jego, i Marcy, syn nieprzywoicie zachował się wobec koleżanki - bawił się przy niej swoimi narządami rozrywkowymi. Przy nauczycielce łysy i Marcy nie mogą się dogadać, jest tam też Stuart i staje na tym, że dzieciaka przeniosą do innego przedszkola.

      Łysy próbuje coś do sprawy wnieść. jedzie do matki tej dziewczynki pokrzywdzonej.
      Ta go zaprasza do środka. Lysy przywiózł wino, więc sobie piją, łysy tłumaczy syna, że 'może chciał pani córkę w ten sposób skomplementować ?", na co z mamuśki zwierzę wychodzi - każę znienacka łysemu... zrobić wobec niej to samo, co jego syn wobec jej córki. Łysy ju.z się różnie bawił, ale w takie coś jeszcze nie, więc jak zahipnotyzowany spełnia jej żądania... wtedy wchodzi do kuchni pokojówka, młoda, skromna i niewinna - jest w szoku i ucieka, Łysy w niegorszym, wychodzi stamtąd zupełnie wymięty... Widzi tę pokojówkę na parkingu, próbujacą odpalić swój samochód. Wdaje się w rozmowę z nią, przeprasza, na co dziewczyna, ze "to nic nowego, tydziień temu widziałam jak wpychała pierś do tyłka jakiemuś facetowi" :] czyli, pani domu się lubi nietypowo zabawić.

      Dziewczyna ze smutkiem informuje Charliego, ze została wywalona z pracy, na co łysy ofiarnie spieszy z zapewnieniem, że może zostać pokojówką u niego.

      Czyli, będzie się działo w następnych odcinkach, a ta V seria wcale niezgorsza może się okazać.

      • barbasia1 Re: Californication V, odc 2 10.10.12, 14:49
        Czarni raperzy mają zwyczaje niczym mafiozi.

        >która palcem ręcznym zaczyna dotykać dłoni Hanka.
        Hehe! Ale żeś pozbawił tę scenę romantyzmu i to jednym słowem. Ale oczywiście wiem, że to słowo było konieczne, bo w przypadku tego serialu nic nie jest oczywiste. :)))


        > [seria III, jak pamiętamy, Barbasiu,nieprawdaż ? ;)] -

        Prawdaż , pamiętam doskonale. :))

        Dzięki! Dzięki! :)


        • grek.grek Re: Californication V, odc 2 11.10.12, 14:37
          wiesz, gangsta paradise, i takie tam ;]]

          hehe, wiesz, mogła go zacząć dotykać palcem... nożnym ;]
          tak mi jakoś niefortunnie się nazwało, a na dodatek miała tal
          fajnie pomalowany paznokieć...

          moja przyjemność :]

          hehe, seria III była i pozostanie w pamięci.
    • siostra.bronte "Małe dzieci" 10.10.12, 14:19
      Dzisiaj po nocy w tvn7.
      Słyszałam, że to bardzo dobry film, ale pora emisji jest skandaliczna.
      Może Grek obejrzy i zda nam relację? :)
      • siostra.bronte Re: "Małe dzieci" 10.10.12, 14:22
        Na zachętę trailer:
        www.youtube.com/watch?v=hfQlpBxw-e0
      • barbasia1 Re: "Małe dzieci" 10.10.12, 14:52
        Przyłączam się do prośby.

        Bronte Twoja opowieść o "W poszukiwaniu idealnego kochanka", świetna, później napiszę słowo.
        • siostra.bronte Re: "Małe dzieci" 10.10.12, 17:12
          Dzięki :)
      • grek.grek "Male dzieci" storyline 11.10.12, 13:13
        no więc, zajrzałem pod wskazany adres :]

        film niekiepski.

        spróbuję opisać. z pominięciem, niestety, pierwszych 20 minut, na które się
        spóźniłem.

        Małe miasto w Hameryce. Lato. I kilka życiowych przypadków, które się ze sobą
        zazębiają.

        Sarah jest magistrem filologii, ale nie pracuje w szkole, ani nie pisze doktoratu.Wychowuje
        córkę. Mąz pracuje w reklamie i związek trzyma się na ślinie i plastelinie, o czym on zupełnie
        nie ma pojęcia, bo poza pracą nic go nie obchodzi. Sarah zaś dokładnie widzi,że marnuje
        swoje najlepsze lata w małżeństwie pozbawionym namiętności i partnerstwa.

        Brad jest jej męskim alter ego - wychowuje syna, nie pracuje, ciągle podchodzi do egzaminów na prawo na uniwerku, ale tak naprawdę robi to tylko po to, żeby nie zawieść swojej żony, Kathy, aktywnej zawodowo i pragnącej żeby mąż "coś robił". EGzaminy Brad oblewa, raz za razem, bo... się do nich nie uczy. A nie uczy się, bo ma to całe prawo w nosie. Monotonię codzienności ubarwiają mu mecze futbolowe, jakie rozgrywa z kolegami.

        Wśród tych kolegów jest Larry, młody, ale już emerytowany policjant, cierpiący na traumę z przeszłości - zabił niewinnego młodzieniaszka, stwierdzono u niego nerwicę, czy załamanie, w każdym razie odesłano go na wcześniejszą emeryturę.

        Kolejne postaci całego dramatu, to właśnie wypuszczony z więzienia pedofil, Ronnie, i jego matka, mieszkający razem. Ronnie zaczepiał kiedyś dzieciaka na placu zabaw, udowodniono mu przestępstwo i posadzono. swoje odsiedział, ale społeczność nie zapomina takich rzeczy łatwo...

        I teraz jakie następują połączenia między postaciami.

        Sarah nawiązuje romans z Bradem. Spotykają się na miejskim basenie i przypadają sobie do gustu, ona specjalnie po to, żeby się jemu podobać kupuje sobie czerwony kostium kąpielowy, on ma wreszcie kobietę, z którą może sobie porozmawiać o czymś innym niż z żoną, nagabującą go głównie o te jego "egzaminy na prawo". Para przyjaciół. na początku. Bo narrator z offu prędko nie pozostawia wątpliwości, że "Sarah chciałby dotykać Brada i chciałaby żeby i on ją dotykał, żeby zmieniły się zasady i reguły życia, i aby ich codziennych wspaniałych spotkań nie zamykal ten smutny uścisk dłoni".

        "smutny uścisk dłoni" niebawem przechodzi do historii. Sarah i Brad zaczynają romansować najzupełniej seksualnie, u niej w domu, w pralni, na strychu, na materacu. Wszędzie :]

        Sarah identyfikuje się z postacią pani BOvary. Na spotkaniu miejscowego "koła gospodyń domowych" wywiązuje się dyskusja na temat powieści Flauberta, i Sarah, proszona o opinię "jako filolog" żarliwie staje po stronie wyborów życiowych tej postaci, przedstawia ją jako feministkę, buntownicę w słusznej sprawie, kobietę mającą odwagę postawić prawo do swego
        szczęścia i seksualnego spełnienia ponad mieszczańskie wzorce odpowiedzialności, których broni
        jedna z dyskutantek.

        Brad oblewa kolejny raz egzamin, ale tym razem... nawet do niego nie przystępuje. Zamiast tego wyjeżdza na cały dzień z Sarą. Zawodzi żonę, czuje wyrzuty sumienia [o czym mówi Sarze podczas seksu; co za scena : akcja w pełni nagle on "masz wyrzuty sumienia ?", że też... pozostał w stanie gotowości mając na myśli raczej refleksje moralne niż to w czym aktualnie uczestniczy :), to jakiś chwyt scenariuszowy, bez związku z realiami, hehe; w każdym razie : on ma wyrzuty, ona nie ma żadnych.

        CO nie znaczy, że Sarah nie ma żadnych rozterek i jest tak cudownie.
        Jej wątpliwości budzi np. to,ze Brad ma "piękną żonę" [osobiście, kamuflując się czapką z daszkiem, podgląda Brada i jego żonę rano przed ich domem, stwierdzając, ze Kathy jest piękna], ale jednocześnie zupelnie nie przejmuje się tym, ze ją zdradza, co prowadzić może do wniosku, ze "nie ceni piękna".

        Któregoś razu przypadkiem się spotykają, Brad wspomina że on i Sarah kolegują się, bo widują się czasami na basenie. Kathy proponuje, żeby Sarę i jej męża zaprosić na kolację. I podczas tej kolacji wywiązuje się rozmowa, w trakcie której Kathy nabiera podejrzeń, że Brad i Sarah mają romans, po prostu... "wyczuwa napięcie seksualne pomiędzy nimi" :]; upuszcza nawet widelec pod stół, po to,zeby sprawdzić czy ci dwoje nie dotykają się stopami pod spodem. Na szczęście trzymali nogi przy sobie i w ogole dobrze sie maskowali, ale... "Kathy wyczuła napięcie seksualne pomiędzy nimi" :]

        Kathy jednak postanawia założyć Bradowi monitoring. Dzwoni po swoją matkę i od tej pory przez okrągły tydzień teściowa chodzi z Bradem wszędzie : do sklepu, na basen, wszędzie. Siłą rzeczy kontakty Brada z Sarą zostają ograniczone do minimum, do "koleżeńskich" oficjałek, o seksie, o długich rozmowach - nie ma mowy.

        Po tygodniu chodzenia na pasku teściowej Bradowi udaje się uspokoić żonę. Na tyle, że wypuszcza go ona nawet na mecz futbolu. I na tym meczu, a w zasadzie po jego zakończeniu, Brad spotyka się z Sarą, która mu w jego boiskowych zmaganiach kibicuje. I cieszy się jak dziecko,kiedy udaje mu się zagrać zwycięską akcję. Daje mu po prostu to, czego
        odmawia mu żona, albo o czym żona już dawno zapomniała : wsparcie, zaufanie, zaangażowanie.

        Po meczu się całują i ta dalej, aż wpadają na myśl, zeby... zwiać razem. Uciec, prysnąć, zawinąć się nie mówiąc nic nikomu. Rozpocząć nowe życie, razem, gdzieś daleko stąd.

        Brad spędzając czas z Sarą zapomina o pomeczowym piwku w barze ze swoim kolegą Larrym. Larry pije, czeka, aż do zamknięcia baru. Brad się nie zjawia, Larry jest rozżalony i sfrustrowany, przypomina mu się przeszłość...

        I tu jest dobry moment, żeby ruszyć wątek pedofila i jego matki.
        Pedofilem jest tym razem nie 200 kg grubas w okularach, ale mały zasuszony szkaradny
        maminsynek w średnim wieku.
        Matka jest jedyną osobą, która ma na niego jakiś wpływ. Żywa, energiczna starsza pani martwi się o syna, co będzie z nim,jak jej się umrze, próbuje mu znaleźć żonę, wbrew jego protestom; "przecież ty nawet nie umiesz umyć nayczyń, kto o ciebie zadba, jak mnie zabraknie ?"; wreszcie on jej ulega, ona pisze ogłoszenie matrymonialne do gazety, pojawia się jakaś dziewoja, ale randka nie wypala : niby Ronnie i kandydatkę na żonę łączy fakt, że oboje byli/są leczeni psychotropami, ale w finale Ronnie zachowuje się wobec niej nieprzyzwoicie, jej się zbiera na płacz, a on jeszcze jej grozi,ze jak go wsypie, to on ją "załatwi".

        Ronnie jest na celowniku całej społeczności miasteczka. Kiedy pojawia się na basenie wzbudza prawdziwy popłoch. Wchodzi w masce do nurkowania i płetwach do wody,pływa między dziećmi, aż zostaje rozpoznany. Ktoś krzyczy alarmowo, ze "on tu jest" - i scena niezwykła : rodzice pędzą w stronę basenu, wrzeszcząc,żeby dzieci uciekały, dzieci wrzeszcząc uciekają z wody, jak w "Szczękach" na okrzyk "rekin !". Wreszcie basen zostaje pusty, w środku pływa samotnie Ronnie... na zewnątrz stoją rodzice i dzieci i w milczeniu na niego patrzą. POjawia się policja, wyprowadzają Ronnie'ego którzy wykrzykuje "chciałem tylko poplywać !". Czy tylko tyle ? czy może chciał sobie popatrzeć na prawie nagie dzieciaki ? a może chciał je w wodzie molestować ? Tylko irracjonalna psychoza tłumu, czy może uzasadniony lęk ? Zdjęcia nie pokazują jednoznacznie : o co chodziło Ronnie'emu, nie sugerują jednoznacznie, że wszedł do wody w celach przestępczych... ale i nie przekreślają takiej możliwości.

        w każdym razie, Ronnie ma przegibane, na podjeździe domu jego i jego matki ktoś wielkimi czarnymi literami wypisuje "evil". matka Ronnie'ego na kolanach ściera szmatą te bohomazy, aż niemal dostaje zawału.

        Zgadnijcie, kto najbardziej prześladuje Ronnie'ego ? zgadliście, Larry.

        I wspomianego wieczora - podpity i opuszczony przez Brada Larry postanawia pójśc do
        domu Ronniego i zrobić mu awanturę. Przez megafon, stojąc na podwórzu jego domu, wykrzykuje do jego sąsiadów, ze "mają tu pedofila i powinni chronić dzieci". Matka Ronnie'ego wnerwia się, wychodzi na zewnątrz i opieprza Larry'ego, ale ten sobie z niej nic nie robi, aż
        staruszka pada na zawał. Schodzą się sąsiedzi
        • grek.grek "Male dzieci" storyline cd. 11.10.12, 13:42
          schodzą się i mają gdzieś, co Larry wrzeszczy. Zamiast go słuchać próbuję pomóc
          matce Ronnie'ego.
          Przyjeżdza karetka i zabiera starszą panią do szpitala. Przyjeżdza też policja i zabiera Larry'ego, który w ostatnim momencie widzi Ronnie'ego, wymieniają spojrzenia. Larry, tak to zinterpretowałem, po prostu cierpiąc z okazji wyrzutów sumienia za zabójstwo, jakiego się dopuścił przed laty, znalazł sobie w Ronnie'em chłopca do bicia, kogoś, w jego mniemaniu, gorszego od siebie, komu można przyłożyć by poczuć się tym prawym, sprawiedliwym i lepszym.

          Matka Ronniego umiera. Zostawia mu krótki list "bądź dobrym chłopcem". Ronnie najpierw myje naczynia w domu, potem czyta tę kartkę i... dostaje szału, demoluje całe mieszkanie. Kiedy pojawia się tam trzeźwy i skruszony Larry, który dopiero co wyszedł z dołka policyjnego, z mocnym postanowieniem przeproszenia Ronnie'ego - gościa w domu nie ma, drzwi są otwarte, Larry rusza na poszukiwanie...

          Sarah i Brad zaplanowali ucieczkę, jak pamiętacie.
          No i uciekają.
          Pakuje się ona, pakuje się on, mają się spotkac w umówionym miejscu,przy parku zabaw.
          Ona bierze ze sobą córkę, on ucieka sam.
          Jest noc, albo poźny wieczór, w każdym razie - ciemno jest :]

          Ona zjawia się pierwsza. Idzie z córką na huśtawki. W pewnym momencie truchleje, bo
          widzi... Ronniego, pedofila przecież. Ronnie płacze. Zostawia córkę i podchodzi do niego, a
          ten zalewając się łzami powtarza,ze "mamusia odeszła...". Sarah chwilę go słucha, a kiedy wraca wzrokiem do córki - nie ma jej. Spanikowana Sarah biega po ulicy i szuka małej, aż znajduje ją pod latarnią patrzącą ciekawie w reflektor i snop światła pod którym kotlują się ćmy...

          Brad biegnie do Sary jakby miał skrzydła.
          Na jednym z zakrętów spotyka grupę nastolatków skaczących na deskorolkach ze schodów.
          namawiają go, zeby spróbował.
          Próbuje.
          Kończy cięzkim upadkiem, aż musi do niego przyjechać karetka, a on sam ląduje na
          noszach przypięty pasami, co sugeruje, że może doznał kontuzji kręgosłupa.

          Zatem, nici z wielkiej ucieczki ku szczęściu we dwoje : Sarah reflektuje się i nie czekająca na Brada wraca do domu [te ćmy i oczywista refleksja z nimi związana ją otrzeźwiły ?], Brad zostanie w szpitalu, pewnie na dobrych parę tygodni.

          A Ronnie i Larry ?
          Larry spotyka zapłakanego Ronniego, jest zszokowany kiedy facet zdejmuje spodnie i bieliznę
          ma całą we krwi. Aby spełnić wolę matki i "być dobrym chłopcem"... amuptował sobie genitalia, albo część z nich. Larry natychmiast pakuje go do auta i pędzi do szpitala, z nadzieją, że tym razem uratuje czyjeś życie, czym spłaci dług za dwa życia, które odebrał/przyczynił się do śmierci.

          I to tyle.

          Tytuł, w jakiejś cześci, świetnie oddaje sens opowieści : bohaterami są tu ludzie, którzy niczego
          nie umieją doprowadzić do końca, którzy nie umiejąc poradzić sobie z życiem podejmują decyzje głupie, idotyczne a kiedy już nawet coś dobrego im się uda wymyślić, to nie umieją tego doprowadzić do końca i wracają do punktu wyjścia, przegrywając swoją szansę na lepsze życie i zostając w położeniu niekorzystnym i frustrującym.

          Dzieci są też mądre, zadają pytania, są ciekawe... Dorośli-dzieci z tego filmu : także nie są do końca głupi, zwłaszzca Sarah, babka, która umie stwierdzić, ze jej źle w nieudanym związku, która umie kochać i okazywać serce, która jest inteligentna niezaprzeczalnie, ale... i ona w ostatnim akcie ucieka, cofa się, brakuje jej determinacji, wykonuje gestv typowy dla dziecka : zostawia rozpoczęty z euforią projekt i wycofuje się na z góry upatrzone pozycje.

          Dodatkowo scena na basenie i podczas dysputy o "Pani BOvary" obnażają drobnomiesczańskie podejście do świata, jak i zdolność do brutalnego traktowania każdego, kto choć na milimetr wystaje poza uświęcone ramy prawidłowych postaw i zachowań. A jacy są członkowie tej społeczeności poza momentami wspólnotowego uniesienia, które dają im poczucie lepszości ? No to właśnie widać : łżą, zdradzają, napastują, prześladują... Są, jak rzuca matka Ronniego w twarz Larry'ego "gorsi od niego [syna-pedofila]", a w każdym razie nie lepsi, może wyłącznie we własnym mniemaniu. Każda społeczności potrzebuje napiętnowanego wroga i czarnej owcy, która służyć jej będzie jak tło do myślenia o sobie jak najlepiej.

          pedofil stereotypowy, ale taki miał być, zeby tym wyraziściej narysować tę powyższą relację.
          powszechnie przecież wiadomo, że najczęściej pedofilami nie są starzy kawalerowie mieszkający z matkami, czy gurbasy piszące na forach "ja też mam 12 lat", a mili, uśmiechnięci ojcowie rodzin, filary miejscowej społeczności, perfekcyjni sąsiedzi i wzzorowi pracownicy.

          A calośc w dekoracjach amerykańskiego, typowego przedmieścia.
          Tutaj zupełnie wyzutego z tej idylli, w którą się go często w filmach zawija. Tutaj kryje
          kłamstwo, chamstwo i wilcze relacje międzyludzkie.


          • siostra.bronte Re: "Male dzieci" storyline cd. 11.10.12, 14:52
            Miałam obejrzeć tylko początek, ale się wciągnęłam i obejrzałam do końca.
            Czyli nie muszę mieć wyrzutów sumienia, że namówiłam Cię na ten film?
            Świetna recenzja, nic dodać nic ująć :)
            Na początku wydaje się, że to po prostu romans, który nie ma przyszłości. A jednak oboje podejmują decyzję, żeby uciec, zostawić swoje dotychczasowe życie, co wymagało od nich na pewno dużej odwagi.
            Zastanawiam się jednak, dlaczego Brad nie dotarł do parku, na spotkanie z Sarą, ale został z deskorolkowcami. W takiej chwili, kiedy podjął życiową decyzję? Zresztą już wcześniej ich obserwował. Czy chodziło tylko o to, że przypominał sobie w ten sposób swoją młodość, jak twierdził narrator? Może jest w tym jeszcze coś innego, nie wiem.
            W ogóle postać Brada jest ciekawa. To facet, który przyznaje się do tego, że jest nieudacznikiem (co imponuje Sarze), wręcz pomiatany przez żonę. Rzadko widzi się takich męskich bohaterów.
            Kilka scen jest świetnych. Choćby ta na basenie. Miałam identyczne skojarzenie ze "Szczękami" :) Albo kiedy na placu zabaw Sara całuje się z Bradem, żeby zaszokować obserwujące ich mamusie. Albo kiedy narrator porównuje urodę Kathy i Sary :)
            Szkoda tylko, że po drodze porzucono wątek męża Sary, uzależnionego od internetowego seksu. Musiało to mieć wpływ na ten związek, ale tego nie pokazano.
            Dobre aktorstwo mało znanych aktorów, zwłaszcza Patricka Wilsona w roli Brada.
            • pepsic Re: "Male dzieci" storyline cd. 11.10.12, 20:20
              Dusza sportowca w nim sie odezwała?
            • grek.grek Re: "Male dzieci" storyline cd. 12.10.12, 13:16
              dzięki :]

              bardzo dobry film, mogę Ci tylko podziękować za zwrócenie nań uwagi.

              wiesz, ja myślę, że owszem - mieli odwagę, by w ogóle w ten potajemny romans
              wejść, ale koniec końców... zaprzepaszczają szansę, okazują się nie dośc dojrzali
              i nie dość... odważni, by doprowadzić rzecz do końca.

              ja myślę, że jesteś na dobrym tropie.
              odezwała się w Bradzie jego dziecinność, postanowił sobie użyć, całkowicie
              nie kalkując ryzyka, nie zapaliła mu się lampka : a co będzie, jeśli ci się coś stanie ?
              Sarah czeka, liczy na ciebie, pamiętaj co jest najważniejsze.
              Jesli czegoś bardzo pragniesz - za wszelką cenę minimalizujesz ryzyko niepowodzenia.
              Zabrakło dojrzałości i przytomności umysłu.

              fajnie, że o tych wszystkich rzeczach wspominasz, umknęło mi pierwsze 20
              minut i dzięki Tobie mam pełny... research :]

              o, skoro wspominasz aktora Wilsona, to ja muszę wspomnieć, ze Kate Winslet
              znów była bardzo sugestywna w swojej roli [Sarah].

              niby Sarah miała być "mniej atrakcyjna od Kathy", ale na ekranie to zupełnie
              nie wypala, bo,wg mnie, Winslet jest namiętna, uczuciowa, emocjonalna,
              zywiołowa, a zarazem inteligentna, zaś Kathy w wykonaniu Jennifwer Connelly
              wypada przy niej jak zimna ryba.

              sama uroda niewiele znaczy :]
              wg mnie,atrakcyjność determinuje temperament, osobowość, styl bycia, urok osobisty
              etc etc., który z łatwością pokonuje w tym pojedynku czystą fizjonomię. pomijając
              jakieś skrajne przypadki fizycznej niechlujności.

              to mi trochę zgrzytało w tym całym mechanizmie.

              • siostra.bronte Re: "Male dzieci" storyline cd. 12.10.12, 14:11
                To się cieszę :)
                Tak, ciekawa rola Winslet, którą jakby pobrzydzono, odjęto trochę atrakcyjności.
                Kathy jest faktycznie zimna i co tu ukrywać, trochę jędzowata.
                Nic dziwnego, że Sara ze swoją osobowością zrobiła takie wrażenie na Bradzie. Chociaż jak twierdził narrator "nawet nie była w jego typie".
                • grek.grek Re: "Male dzieci" storyline cd. 13.10.12, 13:33
                  właśnie, osobowość ją upiększyła :]
                  ces't la vie.

          • pepsic Re: "Male dzieci" storyline cd. 11.10.12, 20:18
            wilcze relacje międzyludzkie
            Prawie jak w "Misiu": to nie ludzie – to wilki!
            Mam nadzieję, że nie poczułeś telepatycznej presji tworząc II część? Po przeczytaniu I części, na gorąco, z zaintersowaniem czekałam na cd. Tylko prosze bez uników:)
            • grek.grek Re: "Male dzieci" storyline cd. 12.10.12, 13:18
              yup :]

              czułem jak najbardziej, klawiatura unosiła się w powietrzu niemalże ;]

              wiesz, ja się wciąż dziwię, że Wy chcecie czytać te koszmark, które płodzę.
              Podejrzewam Was nawet o to, ze jesteście jakimiś cyborgami, bo jeszcze
              się nie zirytowaliście/łyście na mnie za różne wpadki większe i mniejsze :]
              • pepsic Re: "Male dzieci" storyline cd. 13.10.12, 20:19
                Ale ja tak niechcący:))
                Czy ktoś tu kiedyś wspominał o kokietowaniu;)
                • grek.grek Re: "Male dzieci" storyline cd. 14.10.12, 13:43
                  hyhyhy... ;]

                  [dzięki]
              • barbasia1 Re: "Male dzieci" storyline cd. OT 14.10.12, 17:22
                grek.grek napisał:

                > wiesz, ja się wciąż dziwię, że Wy chcecie czytać te koszmark, które płodzę.
                > Podejrzewam Was nawet o to, ze jesteście jakimiś cyborgami, bo jeszcze
                > się nie zirytowaliście/łyście na mnie za różne wpadki większe i mniejsze :]

                A ja podejrzewam, że Ty musisz być jakimś supernowoczesnym, superinteligentnym awatarem czy robotem najnowszej generacji z XXII wieku, który GW zakupiła w tajemnicy wielkiej, w celu przyciągnięcia czytelników oraz forumowiczów. ;)

                Kimkolwiek jesteś, masz dar opowiadania, dlatego pasjami lubię /-imy Cię czytać. :)
                • barbasia1 Re: "Male dzieci" storyline cd. OT TO 14.10.12, 18:24
                  grek.grek napisał:

                  > wiesz, ja się wciąż dziwię, że Wy chcecie czytać te koszmark, które płodzę.
                  > Podejrzewam Was nawet o to, ze jesteście jakimiś cyborgami, bo jeszcze
                  > się nie zirytowaliście/łyście na mnie za różne wpadki większe i mniejsze :]

                  A ja podejrzewam, że Ty musisz być jakimś supernowoczesnym, superinteligentnym awatarem czy robotem najnowszej generacji z XXII wieku, który GW zakupiła w tajemnicy wielkiej, w celu przyciągnięcia czytelników oraz forumowiczów i uzależniania ich od portalu. ;)

                  Kimkolwiek jesteś, masz dar opowiadania, dlatego pasjami lubię /-imy Cię czytać. :)
                  • grek.grek Re: "Male dzieci" storyline cd. OT TO 15.10.12, 13:44
                    dzięki, Barbasiu :] działajmy zatem dalej :]

                    a co do opowiadań, to każde z nas ma tutaj swój dobry flow :]

    • grek.grek Mapa ct : Kocham Kino "Ob.Milk", Paradoks/Mad men 11.10.12, 14:44
      orajt, stałe fragmenty gry i Kocham Kino.

      21:10 Paradoks 6 & w tym samym czasie "Mad men", który mi już zdązyłyście, Czcigodne,
      zareklamować w taki sposób, zwłaszcza Missy Barbasia [Missy od "Missy Elliot", ;), jak już przy tych raperKaCH jesteśmy...], że przegapić nie mogę :]

      w Kocham Kino "Obywatel Milk" [22:05]

      Mam nadzieję, że nie pamiętacie już mojego storyline "OBYwatela", jaki wypociłem z
      okazji pokazania go w Ctv... Ja jeszcze pamiętam, na nieszczęście, bo... wiadomo ;], ale i
      na szczęście, bo spokojnie mogę odpuścić dziś KK i ewentualnie coś podejrzeć na innych programach, co Wam później zrelacjonuję. Jeszcze nie wiem, co podglądać będę, ale jeśli coś trafi, to... będzie to miła niespodzianka :]

      dobrego odbioru, Czcigodni:]

      • siostra.bronte Re: Mapa ct : Kocham Kino "Ob.Milk", Paradoks/Mad 11.10.12, 15:02
        Jak zwykle w czwartki dużo do oglądania.
        U mnie "Med mani" i "Obywatel Milk" (chociaż wiem, że to taka trochę laurka dla bohatera)
        Jeżeli nie pamiętamy Twojej recenzji to zajrzymy do archiwum :)
        • siostra.bronte Re: Mapa ct : Kocham Kino "Ob.Milk", Paradoks/Mad 11.10.12, 15:03
          Ech, nie potrafię napisać "Mad meni" bez jakiegoś błędu :)
      • pepsic Re: Mapa ct : Kocham Kino "Ob.Milk", Paradoks/Mad 11.10.12, 20:36
        Mam nadzieję, że nie pamiętacie już mojego storyline "OBYwatela", jaki wypociłem zokazji pokazania go w Ctv... Ja jeszcze pamiętam, na nieszczęście, bo... wiadomo ;],
        Płonne Twoje nadzieje (żart).
        Nie sądzicie, że tematyka KK staje sie cokolwiek monotematyczna?


        • siostra.bronte Re: Mapa ct : Kocham Kino "Ob.Milk", Paradoks/Mad 12.10.12, 12:00
          pepsic napisała:

          > Nie sądzicie, że tematyka KK staje sie cokolwiek monotematyczna?

          W jakim sensie?
        • grek.grek Re: Mapa ct : Kocham Kino "Ob.Milk", Paradoks/Mad 12.10.12, 13:19
          raczej... LGTB ;]
          • siostra.bronte Re: Mapa ct : Kocham Kino "Ob.Milk", Paradoks/Mad 12.10.12, 14:19
            Oj tam. Raptem dwa filmy z gejami w roli głównej w krótkim czasie.
            A przecież ich tematyka była kompletnie różna.
            • grek.grek Re: Mapa ct : Kocham Kino "Ob.Milk", Paradoks/Mad 13.10.12, 13:34
              hehe ;]
            • pepsic Re: Mapa ct : Kocham Kino "Ob.Milk", Paradoks/Mad 13.10.12, 20:07
              Ej, chyba trochę więcej, że nie wspomnę o "Maurycym", czy w jednej scenie w niedawnym filmie o Kurcie Cobainie.
              • siostra.bronte Re: Mapa ct : Kocham Kino "Ob.Milk", Paradoks/Mad 13.10.12, 20:21
                "Maurycy" leciał w Kulturze :)
                • pepsic Re: Mapa ct : Kocham Kino "Ob.Milk", Paradoks/Mad 13.10.12, 23:13
                  W takim razie "Withnail i ja" też się nie liczy, bo na kulturze, więc "Samotny mężczyzna":)
                  • siostra.bronte Re: Mapa ct : Kocham Kino "Ob.Milk", Paradoks/Mad 14.10.12, 13:15
                    Toteż miałam na myśli "Samotnego mężczyznę" i "Milka", bo epizod w "Ostatnich dniach" nie miał większego znaczenia dla fabuły :)
                    • pepsic Re: Mapa ct : Kocham Kino "Ob.Milk", Paradoks/Mad 14.10.12, 18:47
                      " Faceta do towarzystwa" też wpisywałby się w konwencję, tyle że w dwójce leciał.
                      Poddaję się!
                      • siostra.bronte Re: Mapa ct : Kocham Kino "Ob.Milk", Paradoks/Mad 15.10.12, 14:44
                        Hehehe :)
                        PS: filmy oglądam na monitorze. Nie mogę znaleźć wątku, w którym mnie o to pytałaś.
                        • pepsic Re: Mapa ct : Kocham Kino "Ob.Milk", Paradoks/Mad 15.10.12, 20:15
                          Ja na tivi, bo na komputerze nie mogę odnaleźć odległości.
                          Nie pytaj, sama nie pamiętam;)
      • barbasia1 Re: Mapa ct : Kocham Kino "Ob.Milk", Paradoks/Mad 11.10.12, 21:00
        Uff, jestem.
        Jak dobrze, że jest mapa! (Gdzieś mi zginęła Gazeta Telewizyjna, nie chce mi się jej szukać, boli mnie dziś okropnie głowa :/).

        Co za pomysł, żeby nowości w jednej telewizji dać o tej samej porze!?

        Naprawdę nie wiem, który serial wybrać przed "Obywatele Milkiem"? / Melduję, że jeszcze dobrze pamiętam Twoje, Greku, streszczenie./ "Paradoks" czy "Mad men"? I to pachnie, i to nęci ...

        Miłego oglądania, zatem Tobie, Wszystkim!
        • grek.grek Paradoks 6 - czego się możecie spodziewać :] 12.10.12, 13:35
          głowie ból z głowy wybić trzeba :]

          o, to miłe, mam nadzieję, że nie przeszkodziła ci Twoja doskonała
          pamięć w przyjemności oglądania "Milka" ?

          Koniecznie napisz o swoich odczuciach.
          Czcigodni, piszcie, co z tym "Milkiem" ? :]

          mnie się Mad men na dziś przerzucił :]

          ale za to obejrzałem Paradoks [ach ta możliwość nagrywania].

          Dobry odcinek.
          Interesujące dochodzenie i przyznam, że nie wpadłem na to, na co rozwiązywacze
          zagadki na ekranie. Nie domyśliłem się. Punkt dla nich ;]

          bardzo dobre wejście, pierwsza scena. Oniryczna, a zarazem makabryczna.

          świetna scena rozmowy w samochodzie : komisarzyca Joanna, młody policjant
          vs podejrzany w sprawie. Plus scena poza-samochodem, dynamiczna bardzo, a
          później przesłuchania. bardzo dobre sekwencje.

          I tym razem cała sprawa jest od A do Z poprowadzona z rozwiązaniem podanym
          wprost, bez niedomówień, jak np w przypadku księdza-wisielca.

          Ten podejrzany w sprawie, to, wg mnie, najciekawsza dotąd postać drugiego planu, a
          może i trzeciego. Bezczelny, cyniczny, a jednocześnie z takim tandetny-macho-charm,
          udawanym ofk, ale za to udawanym dobrze.

          sama akcja - dość dziwnie rozwiązana, a jej finał : dośc schematyczny. Ale w samej
          akcji : moment "zapalenia się światła w okienku" - klimatyczny. na pewno zwrócicie na
          to uwagę :]

          co jeszcze... tekst odcinka "do puenty, do puenty..." w wykonaniu ojca komisarzycy,
          którego naprawdę wyśmienicie gra stary dobry Witold Dębicki.

          Kaszowski schodzi na dalszy plan trochę oddając pole młodzieży.

          ciekawe, że jego zmarłą córkę coś łączy z Joanną, małe coś, ale na pewno wpływające
          na to, jak on ją postrzega, ale zaczyna postrzegać.

          Pani z gumą [Monika] znów się pojawiła, ją i inspektore coś zdaje się łączy, co w pewnym momencie widać wyraźnie, w każdym razie gumożuiła już mniej namolnie, ale za to bawiła się nią wprost nieprzyzwoicie chwilami ;]



          • siostra.bronte Re: Paradoks 6 - czego się możecie spodziewać :] 15.10.12, 16:39
            I znowu ciekawy odcinek.
            Podoba mi się, że serialu pojawiają się tematy trudne, które rodzime seriale omijają szerokim łukiem (tym razem schizofrenia).
            Mam tylko wątpliwości co do samej intrygi. Zwykle w przypadku zabójstwa czy porwania podejrzani są wszyscy, łącznie z rodziną. Jeżeli nawet nie przeszukano domu ojca, to jest to ewidentny błąd inspektora. Bo co to za argument, że ojciec był "poza wszelkim podejrzeniem"?
            Niestety, wróciła żująca Muskała. Co gorsza, poszerzyła swój "repertuar" o obleśne wyciąganie gumy z ust na co najmniej metr. Na miejscu pani komisarz nie zdzierżyłabym :)
            • pepsic Re: Paradoks 6 - czego się możecie spodziewać :] 15.10.12, 19:42
              Z tą skomplikowaną intrygą kogoś za bardzo poniosła wyobraźnia. Nie dość, że naciągana, że z udziałem osób trzecich, czyli z podwyższonym stopniem ryzyka, to nieprawdopodobna.
              Tak, Muskała z tym swoim żuciem robi się groteskowa, nie wspominając, że mało apetyczna.

              "do puenty" - yes! Tak się pisze dialog.
              • grek.grek Re: Paradoks 6 - czego się możecie spodziewać :] 16.10.12, 13:45
                no i... gra się sugestywnie :]

                tak sobie pomyślałem, jakby mnie przyszło te teksty interpretować...
                koszmar, takie coś jak "do puenty...", to bym przerobił na takie drewno, że
                byście mnie tutaj nazwali Tartak :]
            • grek.grek Re: Paradoks 6 - czego się możecie spodziewać :] 16.10.12, 13:43
              haha, ano właśnie... dla kobiet "obleśne", dla nas, brzydszych płciowo... erotycznie prowokujące ;]

              jest scena przeszukania pokoju dziewczyny przez komisarzycę.
              fakt, że to nie dom, ale - przez mgłę pamiętam, jakby ojciec mówił, że
              "policja już grzebała i nic nie znalazła" ?
              chyba że tylko o pokój mu chodziło...
              • siostra.bronte Re: Paradoks 6 - czego się możecie spodziewać :] 16.10.12, 14:27
                "Erotycznie prowokujące"? Na myśl o pocałunku z żującą robi mi się niedobrze :)
                Wygląda na to, że przeszukano tylko pokój dziewczyny. I to był błąd. Mało to zbrodni dokonują właśnie najbliżsi ofiar?
        • siostra.bronte "Milk" 12.10.12, 14:29
          Mogę tylko się podpisać pod opinią Greka (zajrzałam do archiwum).
          Ale film dobrze się oglądało. Ciekawe, oryginalne zdjęcia z epoki. No i Sean Penn, za którym akurat nie przepadam, był naprawdę dobry.
          Ten film pokazuje typowy problem dla biografii. Trudno pogodzić wiarygodny portret psychologiczny postaci z nagromadzeniem wydarzeń z jego życia.
          Najciekawsze filmy biograficzne to te niekonwencjonalne, które nie są po prostu streszczeniem życia bohatera.
          • grek.grek Re: "Milk" 13.10.12, 13:47
            miło mi :]

            zdecydowanie masz rację.
            ucieczka ze schematu biograficznego,to naprawdę rzadkość.
            zwłaszcza na dużym ekranie.
            czyżby strch przed podjęciem ryzyka ?
            czy lepiej zrobić "po bożemu", zminimalizować ryzyko niezrozumienia, ale
            i odebrać sobie szansę na wzbudzenie zachwytu, czy przeciwnie :
            śmiało zaryzykować ścigając tego gołębia na dachu ?
            [większość raczej woli nie szaleć, z tego co widać, jakkolwiek są to
            dobre filmy, porządne, rzetelne]

            wiesz, mam wrażenie, ze biografia lepiej wychodzi w serialach, kiedy jest killka[naście] godzin
            na spokojne i wszechstronne zajęcie się postacią.
            • pepsic Re: "Milk" 13.10.12, 19:52
              ucieczka ze schematu biograficznego,to naprawdę rzadkość.
              Tak jest, ale się zdarza, czego przykładem jest rewelacyjny "Amadeusz" Formana.
              Ps."MIlk" odpuściłam praktycznie zaraz na początku, nie podszedł mi kompletnie i rozczarował.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka