Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 8 (vol. 25)

01.11.12, 12:28
No, tym razem pierwszego. W poprzednim watku juz grubo ponad 500. Pozostaje miec nadzieje, ze i listopad "rozpiesci" nas dobrymi filmami i serialami moze tez (zwlaszcza, ze kilka sie bedzie konczyc, ciekawe, co bedzie w zamian).
Dzis przypominam o "Ogrodzie Luizy".
Obserwuj wątek
    • siostra.bronte Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 8 (vol. 25) 01.11.12, 12:57
      Chętnie bym obejrzała ten film, ale fatalnie się nakłada na "Kręgosłup diabła" w Kulturze.
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 8 (vol. 25) 01.11.12, 14:02
      Właśnie, "Kręgosłup diabła" czy "Ogród Luizy"? "Paradoks" dziś, jak widzę wypadł z ramówki
      • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 8 (vol. 25) 01.11.12, 15:23
        "Ogrod ...", TVP Kultura czesto powtorki daje :)

        A dzieki temu, ze nie ma dzis "Paradoksu" moze uda mi sie obejrzec "MM" :)
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 8 (vol. 25) 02.11.12, 23:02
          MM! Jutro opowiem co nieco o ostatnich dwóch odcinkach MM.
          Maniu, pomożesz, jak ostatnio?

          Maniu masz już wersję z napisami. Bo ja wciąż tylko z napisami i wciąż wolałabym lektora. Nawet myślałam, żebyśmy się wymieniły telewizorami (ja mam 26 cali z dekoderkiem). ;)
          Zabawna historia.

          :)
    • grek.grek "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 02.11.12, 13:44
      Oglądaliście ?

      ja się zainstalowałem, w końcu... jak Halloween, to niech będzie, heh,

      Orajt, dla potomności, i dla tych, co nie widzieli, tortura moim spojlerem.

      Historyjka ku pokrzepieniu serc. Tak odebrałem ten film. Ekstremalnie dobra i wrażliwa, aż do
      paranoi & schizy, dziewczyna ląduje w psychiatryku, z polecenia własnego ojca, który chce się
      jej pozbyć, bo jej choroba zawadza mu w kampanii politycznej. W zakładzie jest gangster Fabio. Poza tym, że handluje prochem, macza palce w agenturze towarzyskiej i może komuś odstrzelić głowę w ramach interesów "na mieście", to jest całkiem normalny. Siedzi, bo potrzebuje żółtych papierów z jakiejśtam przestępczej okazji. Zwiewna Luiza oczarowuje swoją delikatnością Fabia, który broni jej przed patologią tego świata wyrażaną w osobie sadystycznych pielęgniarzy. Broni jej jak umie, czyli z kopa, z liścia, z laczka i z co tam jest w stanie dźwignąć na wysokość gęby albo genitaliów tych, co się nad nią znęcają.

      Fabio wychodzi, LUiza zostaje, ale Fabio wyposaża ją w telefon komórkowy, żeby mogli ze sobą rozmawiać. A kiedy LUiza, podczas rozmowy takiej, pada ofiarą kolejnego ataku sadysty w kitlu - Fabio porywa ją - i jej ulubionego kota - z psychuszki i instaluje w swoim przestronnym i wyposażonym bajońsko domu z ogrodem, który pod rękoma Luizy z siedliska badyli przekształca się w symfonię barw i zapachów, a Fabio posłusznie nosi za swoją panią torebkę, w tym przypadku : znosi seriami kwiatki i sekatory, zeby miała ona uciechę.

      Stary Luizy chce ją zawinąć w dywan i ubezwłasnowolnić, czyli posadzć w takiej czub-puszce, z której się nie wychodzi, albo wynoszą was, jako warzywo. Psycholog, opiekująca się nią w zakładzie, niby próbuje im pomóc, ale kiedy odstawiona od leków dziewwczyna zaczyna miewać powrotne ataku paranoi - wstawia Fabiowi, Fabiemu ?, że dla dobra młodzieży powinien jej pomóc podjąć fachowe leczenie na końskich dawkach psychotropów albo i lepszego barachła. Fabio się nie zgadza, bo boi się, że jak ją straci z oczu, to już więcej jej nie odzyska, a co gorsza - ona sama siebie już nigdy nie odnajdzie, po tych kuracjach jakie jej zaordynują lekarzyści.

      Teraz musi nastąpić komplikacja.
      I dlatego Luiza ucieka Fabiowi. Ucieka tuż po pocałunku, który sama na nim wymusiła ;]
      Ucieka do tej psycholog.

      Ale zaraz wraca. Bo psycholożka chce ją odwieźc do czubków, a Luiza nagle trzeźwieje, że wcale nie chce tam wylądować, i że woli dom Fabia, ogród, no i tego Fabia, skoro juz facet
      jest w nieodłącznym pakiecie z tym domem i ogrodem i sekatorem. Ściemnia więc psycholożce, że musi od Fabia kota zabrać, a kiedy już tam są - oznajmia jej, że ni cholery z nią nie pojedzie i z Fabiem zostanie.

      A Fabio prowadzi ciemne interesy. Zgadza się wykonać zadanie dla swojego gangsterskiego protektora. Ma zastrzelić policjanta. Tyle, ze zaraz potem będzie musiał wyjechać z Polski. Do Meksyku. Na Białorusi nie było miejsc, a na Słowacji dżuma z malarią. Aha, no i musi wyjechać, bo ma strzelać z odkrytą głową i w biały dzien, na środku rynku. Patrzcie, jak podupadła branża gangsterska w ciągu ostatnich lat, na kominiarki ich nie stać...

      Ale czy Fabio, będący pod wpływem Luizowego ciepła i nieskończonej dobroci, może zabić policaja z zimną krwią ?

      Strzela oczywiście. Trafia. Zostaje wszelako złapany przez innych policajów podczas ucieczki, a to dlatego,ze umówiony środek transportu, który się ma ewakuować - nie pojawia się. Fabio zostaje wystawiony przez kolegów.

      Jakież więc jest zdziwienie widowni, kiedy ten którego zabił na rynku - żyje i i ma się dobrze.
      Zyje, bo Fabio strzelał ślepymi nabojami, a wcześniej sms-em uprzedził go, zeby dobrze udawał trupa, bo jak nie będzie udawał, to ktoś mniej szlachetny od Fabia nie da mu wyboru.

      Fabio został wykiwany przez kolegów, bo jego protektor, co mu zlecił tę robotę, padł ofiarą wewnętrznych mafijnych porachunków z własnym bratem, a brat postanowił w pierwszym ruchu wyeliminować również Fabia.

      Czyli, z wyjazdu do Meksyka nici, ale za to Fabio zostaje świadkiem koronnym i wraz z Luizą wyjadą, nie pamiętam dokąd ;] Grunt, że we dwoje. A błogosławić im będzie na lotnisku ta psycholożka. POjadą oczywiście razem z kotem. Jakby jednego im było mało.

      Wiecie co Wam powiem... Nie jestem przekonany, czy to był najciekawszy tytuł filmowy do Kocham Kino :]

      Jasne : polski, premierowy... Nie ma co narzekać i nie o to mi chodzi. Tyle że, to nie jest wybitne kino, jak mi się wydaje. Trochę szeleści papierem, trochę tanim romantyzmem zaciąga, trochę chce udawać życie, a jest przesadzone w stronę przypowieści albo jakiegoś Disneya.

      Aktorzy są dobrzy, z Dorocińskim na czele, chociaż... ja się tam nie znam, ale pan Marcin w każdym filmie ma tę samą intonację, ten sam styl bycia, ten sam rodzaj intepretacji scenariusza, a poza tym - nie wem, tutaj to się nie znam kompletnie wcale, ale taki trochę toporny ten jego męski "szarm", taki proletariacko-plebejsko-blokowy trochę. Zawsze ten jego amant jest jakiś tam podejrzany, nie jest typem gładkim, ale ta chropowatość, w jaką wyposaża swoich bohaterów - trochę gryzie się z tymi wypamadowanymi fryzurami. Gdzieś mi to zgrzyta, co o tym sądzicie ? Dobry aktor, ale jakiś taki powoli się robi oklepany. Nie ma czegoś, co by przełamało jego wizerunek. Nic tu chyba nie pomoże, ani rola geja, ani rola kobiety ani nawet tyczkarza. Poza tym, kto się pcha do seksu wystrojony wątpliwie w galoty w grochy... Podobno to trwale blokuje funkcje odpowiadające za osiąganie orgazmu u kobiet... prawda to, Czcigodne ? ;] CHociaz... on tam się akurat czołgał po łózku u pani, w której zawodzie nie chodzi o kobiecy orgazm, więc... może się niepotrzebnie znęcam.

      wrażliwa kobieta robi z gangusa swojego rycerza. MOże i realne, ale jakież to oklepane, wbrew pozorom. Ile to już razy wymachujący sztachetą typ pod kobiecą zgrabną łydką zaczynał robić za mruczka i RYśka z Klanu ? No setki razy.

      W pewnym momencie, myślałem, że go może odstrzelą na końcu. Albo ją. I nie będzie finału rodem z jakiejś komedyjki romantycznej. Ale byłem naiwny ;]

      Ciekawy był wątek starcia przeciwstawnych racji ludzi, którym tak samo zalezało na dobrze Luizy - psycholożka twierdziła, że tylko leczenie w fachowym ośrodku pod okiem specjalistów może ją na dobre postawić na nogi, zapewnić trwałą poprawę, Fabio - że przebywanie w otoczeniu swobodnym, w ktrym będzie miała ten swój ogródek, kota i jego, skoro już się przypałętał, to jest właściwa forma terapii oswajająca i eliminująca jej lęki i strachy. W zasadzie, filmowa rzeczywistość przyznawałaby rację Fabiowi, w dodatku, ze za sojusznika miał zupełnie szurniętego starego dziewczyny, zdeterminowanego, żeby ją uznać sądownie za czuba i najlepiej do końca świata trzymać pod kluczem.

      Fabio : Dałoby się jakoś obejść wniosek o ubezwłasnowolnienie ?
      Jego protektor, mecenas : ooo, w tej sprawie to akurat decydują niezawiśli sędziowie... no pewnie, że da się.

      PIękna wymiana zdań, tak to działa w Polandzie. Pruszków już chodzi wolno, Amber Goldy niebawem do nich dołączą, bo bozia raczy wiedzieć, kto tam w ich piramidach finansowuych uczestniczył, w przerwach między ciąganiem po płycie lotniska samolotu firmowego..., w sprawie oszustw na miliardowe sumy Komisji Majątkowej na ławie oskarżonych siedzą prawnicy, a obdarowani ich "pomyłkami" księża robią za ofiary... Dziki kraj, jak niechący trafnie spuentował rzeczywistość uczestnik innej głośnej afery, zamiecionej pod dywan przez miłościwie panujących mafiosów :]
      ech...

      Krzysztof Stroiński, mała rola, a cieszy; "nasz syn wygrał zawody w karate kia...kiu... kjaszin..." ;] W ogole, dialogi to dobra strona "Ogrodu".



      • siostra.bronte Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 02.11.12, 14:00
        Dzięki, świetnie napisane :)
        A ja oglądałam "Kręgosłup diabła".
        • grek.grek Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 02.11.12, 15:40
          przyjemność po mojej stronie :]

          napiszesz coś o "Kręgosłupie" ?..

          na dziś :

          "Efekt motyla" & "MŁody Adam" w POlsacie, oba mamy w archiwum :]
          Jak również "Plan lotu" [TVP].

          ale, wg mnie, każdy nadaje się do obejrzenia, jesli akurat czas i chęć sprzyjają.

          TVN po "Sherlocku" i "Wyspie" spasował i daje film z jakimś następnym "vandamem"
          w akcji.

          zauważyłem, kartkując program na ten tydzień, że z kolei TVN7 pokaże
          "Drogę do szczęścia" Mendesa, a to wydaje się ciekawa propozycja.

          ciekawe, czemu główny TVN boi się filmów nieco bardziej ambitnych niż
          hop siup bumtarara ?
          • siostra.bronte Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 02.11.12, 15:52
            Postaram się :) Może ktoś jeszcze widział ten film?

            Nie wiem co dzisiaj obejrzeć. "Plan lotu" widziałam, "Efekt motyla" jakoś mnie nie interesuje, a "Młody Adam" leci zdecydowanie za późno.

            Tak, TVN to głównie komercja, niestety. Też przyuważyłam "Drogę do szczęścia", tylko znowu ten Di Caprio. Jakiś festiwal?
            • grek.grek Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 03.11.12, 13:10
              świetnie :]

              coś wybrałaś, ostatecznie ?

              Czasami jakiegoś "Sherlocka" albo "Wyspę" wrzucą między ten badziew ich codzienny.
              haha, Leoś mnoży się w oczach, ale ciekawe, że jest angażowany w te produkcje.

              Po Sherlocku i Wyspie, wydało mi się dość racjonalnym, że TVN mógłby pokazać
              INcepję, inny hit z 2010 roku, w typie kina odpowiadającego profilowi jaki ta stacja
              preferuje... i dotarło do mnie nagle, że... w "INcepcji" też Di Caprio gra główną rolę :]
              Plagi egipskie, to przy nim usobienie dyskrecji i taktu ;]
              • siostra.bronte "Charlotte Rampling. Spojrzenie." 03.11.12, 14:15
                Przypadkiem napatoczyłam się na dokument w Planete "Charlotte Rampling. Spojrzenie". A że bardzo ją lubię, to obejrzałam z ciekawością.

                Rampling opowiada o różnych rzeczach, o aktorstwie, starości i ogólnie o tzw. życiu. I robi to ciekawie. Chociaż bardzo się kontroluje i nie pozwala sobie na zbyt osobiste wątki. Krótko wspomina o samobójczej śmierci swojej starszej, dwudziestoparoletniej siostry. I o tym, że sama chciała to zrobić, ale nie miała odwagi. Aktorstwo stało się dla niej sposobem na radzenie sobie z życiem.

                Można było zobaczyć fragmenty filmów z jej komentarzem, takich jak: "Basen", "Pod piaskiem", "Nocny portier", "Zmierzch bogów". W filmie wystąpili też znajomi Rampling, m.in: fotograf Peter Lindbergh i pisarz Paul Auster.
                Jak to czasem warto capować po kanałach :)

                Hehe, zastanowiłabym się, żeby obejrzeć "Incepcję", pomimo Leo, bo gra tam kilku fajnych aktorów :)


                • siostra.bronte Re: "Charlotte Rampling. Spojrzenie." 03.11.12, 14:22
                  A to trailer tego filmu:

                  www.youtube.com/watch?v=l6rTbA5vgNI
                  :)
                  • barbasia1 Re: "Charlotte Rampling. Spojrzenie." 03.11.12, 15:00
                    Piękną kobietą była Charlotte Rampling.
                    • siostra.bronte Re: "Charlotte Rampling. Spojrzenie." 03.11.12, 15:07
                      Oj tak. Chociaż to nie jest klasyczna uroda. Ale Rampling ma w sobie to "coś", jakiś niezwykły magnetyzm. I pięknie się starzeje.
                      • barbasia1 Re: "Charlotte Rampling. Spojrzenie." 03.11.12, 15:19
                        Trzy razy tak.

                        :)
                • grek.grek Re: "Charlotte Rampling. Spojrzenie." 03.11.12, 15:16
                  o, jesteśmy całkiem nieźle zrampilingowani - "Basen", "Pod piaskiem" i chyba jeszcze jakiś
                  jeden tytuł : opisywaliśmy :]

                  haha, jakoś Leo w tłoku by znikł, prawda ? :]
          • barbasia1 Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 03.11.12, 14:57
            > zauważyłem, kartkując program na ten tydzień, że z kolei TVN7 pokaże
            > "Drogę do szczęścia" Mendesa, a to wydaje się ciekawa propozycja.

            O! Świetnie! Kiedy dokładnie będzie "Droga do szczęścia"?

            :)
            • grek.grek Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 04.11.12, 14:47
              w środę.
              i wyobraź sobie, że o 20:00, czyli w czasie... "ogólnodostępnym" ;]
              • pani_lovett Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 04.11.12, 15:01
                Nie wierzę! Aż sprawdzę!
                Rzeczywiście! Cudnie! :)
      • barbasia1 Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 02.11.12, 16:02
        > ja się zainstalowałem, w końcu...

        To się, Mana, ucieszy! :) I mnie to cieszy, bo już teraz poznam "OGród Luizy".

        Też "Kręgosłup diabła oglądałam" Chciałam pozostać w klimacie Świąt. Pomogę Ci Bronte opowiadać!

        Ale, że Ty Greku, nie wybrałałeś horroru i to w dzień Wszystkich Świętych to jestem lekko zaskoczona. ;)


        • grek.grek Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 03.11.12, 13:20
          pewnie się nade mną zwyczajowo poznęca, bo oceniłem z rezerwą pewną ;]

          o, bardzo dobra informacja. dla Siostry i... dla mnie, rzecz jasna, hehe.

          hah, ano jakoś tak się złożyło, nawet zamierzałem coś znaleźć, ale zapomniałem
          całkowicie, szykowałem się do straszenia dzieciarów, co przychodzą co roku po
          cukierki. Skombinowałem nawet jakieś akcesoria z branży galanteryjnej, no i cukierki
          z dna szuflady wygrzebałem ;], a tutaj... obiekty do nastraszenia nie pojawiły się.
          Zniknęła też większość dyń z ulic, zaledwie w trzech miejscach widziałem. Coś mi się
          wydaje, że księża maczali w tym palce. W tymn roku ruszyła ponoć zmasowana akcja
          kleru "uświadamiająca" dzieciom, a przede wszystkiim ich rodzicom, że Halloween, to
          pogaństwo i obraza majestattu. No i się skończyło. szkoda, chciałem straszydła tak
          przerazić, zeby wyskoczyły z butów i rzuciły się do ucieczki, żebym im się po nocach śnił
          [chociaż, to raczej nie, bo zamierzałem straszyć z jakąś torbą na łbie] ;]] No i cukierki
          sam będę musiał ześrutować, co znów zwiększy moje szanse na intymny związek z
          cukrzycą, na stare lata, haha. No nic, może w przyszłym sezonie.

          • pani_lovett Re: "OGród Luizy" /"Kręgosłup diabła" 03.11.12, 18:32
            Jak nie lubię horrorów, tak muszę przyznać, że "Kręgosłup diabła" bardzo mi się podobał. Bardzo dobry horror. Bronte pewnie przyzna mi rację. Postaram się jutro kilka słów napisać.

            Owszem słyszałam o tym, że biskupi występują przeciwko Halloween, apelują o nieuczestniczenie w zabawach, przebierankach, ale tylko w telewizji, tuż przed dniem Wszystkich Świętych w jakichś wieczornych wiadomościach. Natomiast u nas w kościele, żadnych tego rodzaju apeli nie było.
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,139101884,140152849,Re_Gainsbourg_Vie_heroique_z_CT2_.html
            >chciałem straszydła tak przerazić, zeby wyskoczyły z butów i rzuciły się do ucieczki, żebym >im się po nocach śnił [chociaż, to raczej nie, bo zamierzałem straszyć z jakąś torbą na łbie] ;]]

            E! No co Ty!

            I nie zgadzam się, żebyś Ty się pakował w jakieś niebezpieczne związki! Wyrzuć te cukierki, natychmiast!
            • grek.grek Re: "OGród Luizy" /"Kręgosłup diabła" 04.11.12, 14:51
              o, no to tym bardziej jestem ciekaw Twojej/Waszych recenzji.

              ja nie wiem, czy tutaj jakieś apele były, wiesz - podejrzewam tylko :]
              fakt faktem, że te obchodzy halloweenowe jakieś takie zupełnie
              niewidoczne, nie to co w ub.latach, i jakoś mi się to łączy z tą
              zauważalną ofensywą kleru wycelowaną właśnie w to "święto".

              hehe, pożarłem je :]
              nie było ich zbyt wiele, mówiąc prawdę, skąpiec się we mnie odezwał,
              a poza tym... kryzys jest, niech dzieciarnia [w zamyśle] odbiera lekcje
              ekonomicznej pokory ;]]
        • grek.grek Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 03.11.12, 13:20
          a jak tam u Ciebie... Halloween ? :] były/są obchody jakieś widoczne ?
          • pani_lovett Halloweenowo 03.11.12, 18:10

            > a jak tam u Ciebie... Halloween ? :] były/są obchody jakieś widoczne ?

            Jakoś w tym roku nie zwróciłam uwagi na halloweenowych przebierańców, pewnie gdzieś latali po mieście, po domach raczej nie, wiem natomiast, że 31 października organizowana była u nas specjalna edycja Nocnego Rajdu Rowerowego (startującego o godzinie 22.30), tu nawet zachęcano do przebierania się w halloweenowe stroje, najlepsze stroje miały być nagrodzone ( nie, nie nie wzięłam udziału w rajdzie i nie stawałam w konkursie na najlepszy halloweenowy strój ;).

            forum.gazeta.pl/forum/w,14,139101884,140152849,Re_Gainsbourg_Vie_heroique_z_CT2_.html
            • grek.grek Re: Halloweenowo 04.11.12, 14:53
              haha, założę sie, że jakbyś się już zaangażowała w ten kostium, to byś im
              szans nie dała :]

              a to nam wyszedł wątek "telepatyczny", hehe, w dwóch róznych miejscach jednocześnie :]
              • pani_lovett Re: Halloweenowo 04.11.12, 15:05
                Haha! Postarała bym się.:) Miło, że tak myślisz.

                Może za panią Lovett bym się przebrała, ona miała image pasujący do klimatu halloween prawda? :)


                Właśnie. Ale nasza telepatia już mnie nie dziwi. :))
                • grek.grek Re: Halloweenowo 05.11.12, 14:44
                  A to byś wywołała sensację :]
                  [dobry pomysł... z takim makijażem upiornym, hehe]

                  hehe :]
                  • pani_lovett Re: Halloweenowo 05.11.12, 23:27
                    Dlatego właśnie raczej się nie przebiorę. ;)


                  • pani_lovett Re: Halloweenowo 05.11.12, 23:28
                    >dobry pomysł... z takim makijażem upiornym, hehe

                    Czyli z modnym smokey eye ;)
                    • grek.grek Re: Halloweenowo 06.11.12, 13:07
                      o, na przykład :]
      • barbasia1 Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 02.11.12, 23:40
        Obejrzę przy najbliższej okazji!

        "a Fabio posłusznie nosi za swoją panią torebkę, w tym przypadku : znos
        > i seriami kwiatki i sekatory, zeby miała ona uciechę."

        O! :/ Dlaczego sprawianie przyjemności kochanemu człowiekowi, robienie czegoś dobrego dla drugiego uważasz za nieładny przejaw pantoflarstwa? (inaczej "noszenie za swoją panią torebki")


        >Poza tym, kto się pcha do seksu wystrojony wątpliwie w galoty w grochy... Podobno to >trwale blokuje funkcje odpowiadające z a osiąganie orgazmu u kobiet... prawda to, Czcigodne ? ;]

        Galoty w grochy na pewno wywołałyby niebezpieczny długotrwały chichot i łzy w oczach...

        cdn.
        • grek.grek Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 03.11.12, 15:14
          a tak jakoś... nosił nieudolnie i bez gracji ;]]

          hyhyhy :]
          • barbasia1 Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 03.11.12, 17:28
            Eeeeee, to kompletnie nieważne, nieistotne, liczy się intencja!

            :)))
            Kup sobie, Greku, gatki w grochy! :))
            • grek.grek Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 04.11.12, 14:56
              haha, kupię niechybnie :]

              i otworzę Dom Spazmatycznego Śmiechu ze sobą samym i w tych grochach, w roli głównej atrakcji ;]]
              • pani_lovett Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 04.11.12, 14:59
                Kup, kup! :))

                I tłumy pań będą walić drzwiami i oknami, hehehe! ;))

                TO JA SIĘ CHYBA NIE ZGADZAM!

                ;)
                • grek.grek Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 05.11.12, 14:45
                  jestem w konfuzji ;]]
                  • pani_lovett Re: "OGród Luizy", no i co powiecie, Czcigodni ? 05.11.12, 23:24
                    Więc ostateczna wersja jest taka, kup gatki, ale nikomu pod żadnym pozorem nie pokazuj się w nich, bo nie dadzą ci spokojnie oglądać filmów...

                    :)
    • siostra.bronte A co na dziś? 03.11.12, 14:51
      Jak zwykle Allen. Widziałam "Drobnych cwaniaczków", ale chętnie obejrzę raz jeszcze.
      Niestety skończyły się najlepsze filmy Zanussiego. "Gdzieśkolwiek jest..." widziałam wieki temu, ale nie mam ochoty na powtórkę.
      Coś dzisiaj pustki w naszym wątku :)
      • barbasia1 "Drobne cwaniaczki" (2000) 03.11.12, 15:17
        "Drobnych cwaniaczków" oczywiście dziś oglądam. Po raz pierwszy!

        Coś mało entuzjastycznie zapowiadasz , Bronte, film "Gdzieśkolwiek jest..." ? Nie porwał Cię ten film Zanussiego?
        Tydzień temu nie oglądałam zapowiadanego przez Ciebie "Roku spokojnego słońca" . Bardzo późno się kończył, wiedziałam , że nie dam rady obejrzeć do końca, zresztą na drugi dzień musiałam wstać wcześnie, więc nawet nie zaczynałam.

        Melduję, że już jestem. :)
        • siostra.bronte Re: "Drobne cwaniaczki" (2000) 03.11.12, 15:23
          Hehe, cieszę się :)
          Film Zanussiego widziałam bardzo dawno. Pamiętam, że przeszkadzało mi to, że to koprodukcja, z zagranicznymi aktorami. Ale nie wiem jak by mi się spodobał dzisiaj.
          Faktycznie, o "Roku..." nie było żadnych komentarzy.
          :)
      • maniaczytania Re: A co na dziś? 03.11.12, 15:21
        zanim o tym, co dzisiaj ;) , to krotko o wczoraj:
        - Plan lotu z Jodie Foster byl, ogladalam go kiedys, obejrzalam wczoraj kawalek (bo potem przelaczylam sie na MM - tak, Barbasiu, pomoge Ci w opisaniu tych dwoch ostatnich ;) ) - jak ten film trzyma w napieciu, rety, wczoraj normalnie znowu czulam skrety zoladka, okropny film do ogladania dla matek, ale jak swietnie zrobiony!
        - Asterix i Obelix w sluzbie Jej Krolewskiej Mosci - wczoraj w kinie, kolejna aktorska wersja, kto obejrzal choc jedna wie, ze niezle zrobione, a kto oglada filmy dla dzieci, ten wie, ze polski dubbing + polskie dialogi to jest mistrzostwo swiata :) Niezle sie usmialam, Francuzi wytkneli wszystkie 'wady' Anglikow - bylo super!

        A na dzis - marnie ;)
        TVN - 21.55 - Dziewczyna moich koszmarow - niby komedia romantyczna, owszem komedia to moze i jest, choc humor mocno niskich lotow, ale z romantyzmem to niewiele ma wspolnego ;)
        Polsat - 22.10 - Ostatnia misja - z J. Gajosem i M. Baka m.in. - da sie obejrzec;
        TVN7 - 19.30 - Slodki listopad - a to juz romantic bardzo, z Charlize Theron i Keanu Reevesem
        no i to by bylo na tyle, chyba zostaje mi ksiazka :)
        • barbasia1 Re: A co na dziś? 03.11.12, 17:36
          >- tak, Barbasiu, pomoge Ci w opisaniu tych dwoch ostatnich ;)

          Świetnie! :)))
      • grek.grek "DRobne cwaniaczki", TVP Kultura 03.11.12, 15:27
        o, piszę się na ten film, gdzieś tam kiedyś widziałem, ale nic nie pamiętam, tak
        jakbym w ogóle wcale nie oglądał.

        w TVP 2 dają "Ostatni dom po lewej", chyba coś kiedyś oglądaliśmy, opisywaliśmy może
        nawet, ale nie dam głowy [22:05, rep 1:50].

        TVP Kultura "Grubasy", 0:25, melduję posłusznie, że opisywany, skatalogowany i zaksięgowany ;]
        I że warto zobaczyć, jeśli się akurat nie śpi.

        "Stay Alive", polsat, 0:25 - nie chcę Was załamywać, ale pamiętam, że osobiście opisywałem ten film...

        kurka wodna, czyżbyśmy obejrzeli i opisali wszystkie filmy świata ? ;]]

        TVN7 "napoleon wybuchowiec", 21:55.
        no nie, jednak są jakieś niedobitki [chyba,że czegoś nie pamiętam ?..]
        słyszałem, że to całkiem niezła high school comedy, o grupie szkolnych
        'dziwadeł", która chce w wyborach na przewodniczącego pokonać kandydata
        tzw. "fajnych". czyli, na pewno klasyczne postaci z tego typu filmów,
        atmosfera amerykańskiego ogólnika znana z tysiąca innych filmów o nimże własnie,
        plus może jakiś ambitniejszy rys w rodzaju próby opisania uniwersalnych mecvhanimzów
        walki politycznej ?..

        TVN, "Śmiertelna cisza", 0:15, nie znam ale sądząc z opisu : horror trzeciej
        kategorii. Post-halloweenowo chyba, heh.

        o, nie jest tak źle, żyjemy, piszemy :]
        ostatnimi czasy codziennie jakiś film opisywaliśmy i omawialiśmy, dziś nam wyszedł
        dzień bez konkretnego tytułu :]
        • siostra.bronte Re: "DRobne cwaniaczki", TVP Kultura 03.11.12, 15:49
          Haha! Trudno nas zaskoczyć :)
          Ale nie traćmy nadziei nadziei na ciekawe premiery. Chociaż coś mi się zdaje, że teraz mamy okres przejściowy w tv. Reklamodawcy szykują się na święta :)
          • siostra.bronte Re: "DRobne cwaniaczki", TVP Kultura 03.11.12, 15:50
            Nadzieja wyszła mi podwójnie :)
        • barbasia1 Re: "DRobne cwaniaczki", TVP Kultura 03.11.12, 17:21
          > w TVP 2 dają "Ostatni dom po lewej",

          A ja dam głowę, że nie opisywałeś tego thrllera.

          :)
          • grek.grek "Ostatni dom po lewej" & "Drobne cwaniaczki",noi ? 04.11.12, 13:18
            to "noi", to ścieśnione "no i ?", a "no i ?", to obcesowa wersja "... i jakie wrażenie, Czcigodni ?" - a wszystko to z powodu skandalicznie małej liczby znaków możliwyc
            do postawienia w polu "tytuł" :]]

            Barbasiu, to może teraz spróbuję z tym "Ostatniem domem..." :]

            Wiele do opisywania nie ma... Rodzina 2 +1 jedzie na weekend do domu za miastem, nad jeziorkiem. Mają tam coś w rodzaju daczy, ale oczywiście takiej dla wypasionych ;]

            Po przyjeździe odłącza się córka, sportsmenka-pływaczka, i jedzie do okolicznego miasteczka, żeby spotkać się z przyjaciółką, która pracuje jako sprzedawczyni w sklepie. Tam też poznają chłopaka, Justina. Justin nie ma dowodu osobistego, więc przyjaciółka pływaczki nie chce mu sprzedać alkoholu. Chłopak proponuje dil : ty mi sprzedasz, a ja wam za friko dam dobre ziółka.

            Po te ziółka idą do motelu, gdzie się Justin zatrzymał. Siedzą sobie, lulki palą, oprócz pływaczki, bo ona musi formę trzymać, aż tu nagle wpada do środka towarzystwo : ojciec Justina, jego stryjek i dziewczyna ojca. Ojciec własnie zrzucił pasiak. Tak czy owak, jest to ekipa bandziorków, którzy właśnie przed momentem kogoś znów posłali do krainy wiecznych łowów.

            Dziewczyny nic o tym nie wiedzą, i zostają przez tę bandę sterroryzowane, wywiezione na odludzie, a tam : pływaczka zostaje zgwałcona, zaś jej kumpela próbuje ucieczki i kończy jako pokarm dla ryb. Pływaczka nie próżnuje i też daje dyla, a że umie szybko biegać, to efekt jest lepszy. Udaje się jej dotrzeć do wody i popłynąć. Chce dotrzeć do swoich rodziców, którzy nieświadomi niczego siedzą sobie w daczy i nie mają pojęcie, co im grozi, jak również co się dzieje z córką [usprawiedliwia ich to, że przez telefon powiedziała im, że zostanie na noc u swojej przyjaciółki]. Banditierka ją goni, a potem strzelają do niej, kiedy płynie, i jak się wydaje trafiają ją...

            Jak to w tego typu historiach, pierwsi do celu, czyli do daczy - docierają zabójcy. Nie wiedzą oczywiście, że para z daczy, to rodzice pływaczki, a rodzice pływaczki przyjmują ich jak dobrzy samarytanie, ojciec - lekarz - pomaga opatrzyć jednego z nich [któraś z dziewczyn rozbiła mu kinola], a matka uwija się z jedzeniem i napojami. Tamci zachowują się spokojnie, ale wiadomo, że są nieobliczalni i zapewne nie pozwolą swoim dobroczyńcom ujśc z tego z życiem. Kwestia czasu, kiedy zaatakują.

            Justin kręci się po domu i odkrywa prawdę : widzi na lodówce w kuchni, zdjęcia pływaczki, orientuje się w sytuacji. Tyle, ze to dobry chłopak, inny niż jego tatuś i wujaszek [swoją drogą, bardziej wyglądają oni na braci Justina], nie brał udziału w tym całym cyrku, który tamci odgrywali, był raczej biernym obserrwatorem. Nie zdradza swoim towarzyszom, co odkrył, a nawet więcej :w kuchni zostawia łańcuszek, który pływaczka zgubiła; okręca go wokół podstawy filiżanki stojącej na stole.

            Rozpętuje się burza. I w takiej scenerii odbywa się dalsza część filmu. Goście, hehe, zostają zakwaterowani w pobliskim domku dla... gości. A do daczy dociera, ranna i wyczerpana, pływaczka. Rodzice się nią zajmują na wyścigi, ojciec bada, stwierdza gwałt, powstaje pytanie : kto ją tak urządził ?, a matka odkrywa ten łańcuszek i w kuchni i już wszystko wiadomo.

            Telefony nie działają, ojciec nie może odwieźć córki do szpitala, bo ona zabrała auto, jadąc do przyjaciółki i auto zostało w miasteczku.

            Co robi rodzinka ? Atakuje. Wymierza kara mustafę oprawcom swojej córki. Kije, noże, i bejsbole, a nawet wirniki w zlewie, idą w ruch. Spokojne mieszczuchy, zwłaszcza lekarz, zamieniają się w "karzące ręce sprawiedliwości". Demolka.

            I chyba to miał być główny przekaz tego filmu, że w akcie zemsty można się zatracić, zmienić o 180 stopni, stać się gorszym od tych, na których się ten akt wywiera. Niezbyt to odkrywcze i dość mało interesujące, zwłaszcza, że przestępcy zostali namalowani tak grubą kreską, iz rodzina mścicieli musi cieszyć się sympatią widza i może poćwiartować swoich wrogów nie budząc żadnych kontrowersji. Wszystkie racje są po ich stronie.

            Wobec powyższego, jest to film, wg mnie, którego sens stanowi demolka, a ewentualna reszta, to dorabianie ideologii do zwykłego mordobicia i scen szatkowania :]

            "Drobne cwaniaczki", to o niebo lepsza rzecz [zero porównania w ogóle].

            Widziałem kiedyś. Już od pierwszej sceny to zrozumiałem, a potem przypominiałem sobie
            seriami kolejne wątki i epizody.

            Świetna satyra zarówno na nuworyszy, jak i na tzw. elity.
            Jedni drugich warci.
            Pierwsi mają kompleks niższości, drudzy wprost przeciwnie, a koniec końców
            spotykają się na polu "obłuda".

            No i wątek damsko-męski.
            Pieniądze i owe kompleksy dzielą małżonków, i dopiero bankructwo ich ze sobą
            znów łączy - wszak uczucie jest najważniejsze, stara miłośc nie rdzewieje i
            nigdy na powrót nie jest za późno, zwlaszcza kiedy Pigmalion okazuje sie
            być interesownym łachmytą, a Gastronomiczna Pocieszycielka znajduje dla siebie lepszą partię
            na przyjęciu dla starych burżujów :]

            Wydaje mi się, ze tym razem Allen skupił się bardziej na wymowie całości, na ironii, drwinie i fabule niż na dialogach, ripostach etc., w paru miejscach miałem wrażenie, że piłka do soczystego smeczu została pięknie podrzucona, ale owo ostre ścięcie nie nadeszło.

            Zabawne było, jak Allen groził żonie :] albo kiedy do ich domu przychodzą kumple, z którymi planuje on napad na bank, do czego stara się bezskutecznie przekonać żonę, i ci kumple bezwiednie zdradzają, co on mówił im na boku - "jak to, nie przekonałeś jej ? mówiłeś, że będzie co jadła z ręki ?/ że ty tu rządzisz/ "że zrobisz jej wodę z mózgu"/etc.

            Albo przy okazji rozstania, podczas wymiany zdań na temat podziału majątku, jaki zrobili na prowadzeniu firmy ciastkarskiej : "MOżesz zachować wszystko, nie zależy mi na pieniądzach, oddam ci prawo do opieki nad wiórkami czekoladowymi" :]

            Gra w karty na pieniądze, mecze bejsbola, stare filmy, fast foody... czy... warzywa na parze, koncerty wiolonczelowe i szukanie perspektywy na obrazach w galeriach malarskich... co wybralibyście ? ;]

            bardzo ujęla mnie Tracey Ullman, czyli Frenchie, nieźle musztrująca męza, obrotna ciastkarka, a potem naiwna jak diabli szefowa kolosa na glinianych nogach.

            Szczególnie poodobała mi się scena, po przyjęciu w ich domu, na którym, przypadkiem, dowiaduje się, że ich elitarni goście przyleźli tylko z powodu ich pieniędzy, a zdanie o niej samej i ich obojga guście i stylu - mają jak najgorsze. Zamiast się wścieć i kląć, jakich to hipokrytów i świnie zaprosiła do chałupy - konstatuje, że mieli oni rację, a im obojdu brak klasy i ogłądy, a czym postanawia coś zrobić, czyli zacząć się uczyć. On ma to gdzieś, ale ona jest konsekwentna i zdeterminowana, co burzy równowagę w ich związku.
            A potem jest kapitalny moment, kiedy ma już trochę tej upragnionej finezji - w czym upewnia ją jej nauczyciel, przewodnik po swiecie wysokiej sztuki i guru, a tak naprawdę cynicznie zasadzający się na jej majątek gołodu,piec David - zamyśla się i mówi do Davida : "wiesz co... myślę, ze przerosłam mojego męza" :]]

            Wiecie co, przyszło mi do głowy, ze Kultura jednak wybiera drugorzędne filmy Woody'ego. Nie ma "Zeliga", Annie Hall, Manhattanu i paru innych, które są klasyfikowane jako te glówne jego tytuły. "Annie Hall" opisywaliśmy, jeśli mnie pamięć nie myli. "Bierz forsę i w nogi", która jest kopalnią gagów, też. Ale generalnie, tych wczesnych jego filmów trochę więcej mogłoby być ? Nie macie takiego odczucia ?




            • pani_lovett Re: "Ostatni dom po lewej" 04.11.12, 15:17
              I chyba to miał być główny przekaz tego filmu, że w akcie zemsty można się zatr
              > acić, zmienić o 180 stopni, stać się gorszym od tych, na których się ten akt wy
              > wiera.

              Czy gorszym od bandziorów, mam wątpliwości, bo przecież zło, które czyni rodzina ma uzasadnienie, oni zabijają w obronie własnej, chroniąc siebie. Zło, które czynią bandyci niezależnie, nie znajduje żadnego uzasadnienia. Oczywiście masz rację, film mówi, że w każdym człowieku tkwi zło, które może ujawnić się w określonych okolicznościach (czy nie o tym o tym właśnie rozmawiali w filmie " Wyspa tajemnic" Teddy Daniels (Leonardo DiCaprio) z naczelnikiem więzienia, w scenie, kiedy naczelnik podwozi samochodem do szpitala Tedd'ego, który zgubił się na wyspie?)


              :)
              • grek.grek Re: "Ostatni dom po lewej" 05.11.12, 14:35
                dobra analogia, Pani L. :]

                motywacja daje rodzinie alibi, ale pytanie : czy to wystarczy,żeby
                znieść wszelkie bariery ? Ich córka nie umiera, a oni mordują w akcie
                odwetu.

                • pani_lovett Re: "Ostatni dom po lewej" 10.11.12, 15:10
                  > motywacja daje rodzinie alibi, ale pytanie : czy to wystarczy,żeby
                  > znieść wszelkie bariery ? Ich córka nie umiera, a oni mordują w akcie
                  > odwetu.

                  Odwetu? A może raczej powodowani strachem? Przekonaniem, że stracą życie jak nie zaatakują pierwsi?
            • siostra.bronte Re: "Ostatni dom po lewej" & "Drobne cwaniaczki", 04.11.12, 15:25
              Obejrzałam "Drobnych cwaniaczków" ponownie i świetnie się bawiłam :)
              Woody potrafi mi poprawić nawet najgorszy nastrój :))
              Przezabawne były sceny z podkopem, albo kiedy Woody skradał się do sejfu :)

              Ten przegląd zaczął się od "Strzałów na Broadwayu" i pokazywane są kolejne filmy. Tak, to już zdecydowanie gorszy okres jego twórczości. Przed nami jeszcze "Klątwa skorpiona", "Koniec z Hollywood", "Scoop" i "Vicky Christina...". Chyba niczego nie pominęłam.
              Jest parę starszych filmów, które chciałabym zobaczyć: "Inna kobieta", "Wnętrza" czy "Stardust memories".
              • grek.grek Re: "Ostatni dom po lewej" & "Drobne cwaniaczki", 05.11.12, 14:42
                haha, faktycznie :]
                albo, kiedy go od tyłu zaskoczyła w tym pokoiku z sejfem jego pomocnica - od razu
                podnosił ręce do góry, jakby z nawyku ;]

                niby "słabszy film Allena", to nadal film lepszy od większości innych filmów, ale
                jednak... ten wybór dośc dyskusyjny.

                "Koniec z Hollywood" widziałem kiedyś, zabawny - reżyser traci wzrok, a własnie
                ma zacząć zdjecia do swojego nowego filmu; nikomu nic nie mówi i decyduje się
                reżyserować po omacku; punkt wyjścia tak zgrabny, że gagi sypią się jak z rękawa,
                a puenta jest przekomiczna, ironicznie wskazująca na róznice pomiędzy kinową widownią,
                czy raczej gustem krytyków, w Europie i Ameryce.
    • siostra.bronte "Sherlock" 1, odc.2 04.11.12, 15:05
      Ciąg dalszy opowieści o serialu :) Kolejny odcinek nosi tytuł "Pomyłka bankiera".
      I mam tu pewien problem, bo w scenariuszu jest kilka luk, tudzież podejrzanych zbiegów okoliczności. Ale postaram się zgrabnie je ominąć :)

      Młoda Chinka Soo Lin pracuje w muzeum. Pewnego dnia zostaje w pracy dłużej. Nagle słyszy podejrzane hałasy. Podchodzi do posągu, nie wiadomo dlaczego osłoniętego płótnem. Kiedy go odsłania jest przerażona.

      Tymczasem stary znajomy Holmesa, bankier, prosi go o pomoc. Holmes odwiedza go razem z Watsonem. Ktoś nocą dostał się do gabinetu dawnego prezesa (zawsze otwartego, bo to rodzaj muzeum) i zostawił dziwne znaki na portrecie i ścianie. Bankier proponuje Holmesowi sporą zaliczkę za znalezienie dziury w ochronie banku. Ale Sherlock nie chce pieniędzy. Natomiast Watson, który ostatnio ma problemy finansowe chętnie przyjmuje czek :)

      Sherlock robi rekonesans i dochodzi do wniosku, że znaki były widoczne z biurka bankiera, niejakiego Van Coona. Ten zajmuje się Hongkongiem, więc pracuje w nocy. I dla niego przeznaczone były te znaki, być może to jakieś ostrzeżenie.

      Holmes i Watson jadą do mieszkania bankiera, dzwonią, ale nikt nie odpowiada. Podstępem dostają się do budynku, a Sherlock wchodzi do mieszkania przez sąsiedni balkon. Tam znajduje zwłoki Van Coona. Inspektor policji, który przyjeżdża na miejsce, jest przekonany, że to samobójstwo. Ale Holmes twierdzi, że to zabójstwo. Zauważył, że ofiara była leworęczna (po ułożeniu różnych przedmiotów w mieszkaniu), a rana znajduje się na prawej skroni. Holmes znalazł też w ustach bankiera papierowy, czarny kwiat lotosu, zapewne to jakiś symbol. No i te znaki w banku. Wszystko wskazuje na zabójstwo.

      Tymczasem nocą jakiś przestraszony mężczyzna biegnie ulicą. Zamyka się w mieszkaniu, ale ktoś już tam na niego czeka. I widzimy tylko jego przerażoną twarz.

      A w muzeum kolega Soo Lin jest zaskoczony, że dziewczyna nagle zrezygnowała z pracy. Zostawiła taką wiadomość swojej szefowej. Podejrzewa, że stało się coś złego i jedzie do jej mieszkania w Chinatown. Ale tam jej nie zastaje. Zostawia więc kartkę w drzwiach, żeby się z nim skontaktowała.

      Watson, gnębiony problemami finansowymi, postanawia szukać pracy. Idzie na rozmowę do pobliskiej przychodni. Lekarka Sara uprzedza go, że to tylko zastępstwo i praca znacznie poniżej jego kwalifikacji. Ale Watson ją przyjmuje, bo przyznaje się, że potrzebuje pieniędzy.

      Zadowolony wraca do domu, a Sherlock ma już nową sprawę. W internecie znalazł informację o śmierci dziennikarza (to ten facet, którego widzieliśmy wcześniej). Okoliczności śmierci są podobne do przypadku Van Coona.

      Sherlock i Watson idą do inspektora, który prowadzi sprawę i tłumaczą, że oba zabójstwa są powiązane. Wszyscy jadą do mieszkania. Holmes dochodzi do wniosku, że morderca musiał dostać się do mieszkania z dachu budynku. Jak człowiek-mucha. Watson żartuje, że to pewnie Spiderman :) Sherlock znajduje na podłodze papierowy kwiat lotosu. Znajduje też książkę, którą dziennikarz wypożyczył z biblioteki tego samego dnia.

      Sherlock i Watson jadą do biblioteki. I na jednym z regałów widzą identyczne, żółte znaki. Czyli dziennikarz zobaczył je, w panice pobiegł do domu, a tam czekał na niego morderca.

      Następnego dnia Sherlock idzie z Watsonem do znajomego graficiarza, żeby zapytać go o znaki. Ten akurat tworzy swoje dzieło na jakimś budynku. Sherlock pokazuje mu zdjęcie w komórce. Facet rozpoznaje rodzaj farby, ale nie wie co oznaczają te znaki. Obiecuje się czegoś dowiedzieć. W tym momencie zza rogu wyłania się patrol straży miejskiej. Graficiarz i Sherlock błyskawicznie uciekają, a Watson zostaje na miejscu przestępstwa ze sprayem w garści i torbą pełną farb. Próbuje się tłumaczyć, ale dowody są jednoznaczne. Zostaje zatrzymany za chuligaństwo :)

      Watson późno wraca do domu, o co Sherlock ma jeszcze do niego pretensje. A John odpowiada, że straży miejskiej się nie spieszy i formalności zajęły dużo czasu. W następnym tygodniu będzie miał sprawę sądową :) Sherlock rozdziela zadania: Watson ma wyciągnąć z policji notes dziennikarza, a sam jedzie do banku.

      Sherlock rozmawia z asystentką Van Coona. Wypytuje ją co bankier robił tego dnia. Ta pokazuje mu wszystkie rachunki szefa, m.in. bilet do metra i rachunek z kawiarni. Holmes domyśla się, że bankier jechał metrem z jakąś paczką, którą zostawił gdzieś w drodze do pracy. Próbuje odtworzyć drogę bankiera i wpada na Watsona, który znalazł się dokładnie w tym samym miejscu. Bo Watson znalazł w notesie dziennikarza adres sklepu z orientalnymi antykami "Szczęśliwy kot".

      Obaj wchodzą do sklepu, żeby się rozejrzeć. Watson ogląda filiżankę i odwraca ją, żeby zobaczyć cenę. I widzi znaki podobne do tych, które zostawił morderca u swoich ofiar. Czyli to stary system liczbowy, jakiego Chińczycy używają w handlu. Sherlock rozgląda się po straganach i odkrywa, że znaki zostawione przez mordercę to liczby: 15 i 1. Ale co mogą oznaczać?

      Sherlock i Watson idą do pobliskiej kawiarni i zastanawiają się, o co w tym wszystkim chodzi. Holmes przypomina sobie, co jego znajomy bankier opowiadał o Van Coonie. Facet stracił parę milionów, ale bardzo szybko je zarobił. Sherlock domyśla się, że może chodzić o jakiś przemyt z Chin. Van Coon jako bankier często jeździł tam służbowo, więc miał dobrą przykrywkę. Podobnie dziennikarz, który pisał o Chinach. A "Szczęśliwy kot" to był punkt kontaktowy. Ale co mogli przemycać?

      cdn...










      • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.2 cd. 04.11.12, 19:22
        Nagle Sherlock zauważa przez okno kawiarni książkę telefoniczną, leżącą przed drzwiami mieszkania, które znajduje się dokładnie obok sklepu "Szczęśliwy kot". Idzie tam razem z Watsonem. Zauważa, że jest mokra, więc leży tak od kilku dni, bo ostatnio nie padało. Dzwoni do drzwi. Okazuje się, że to mieszkanie Soo Lin (trochę podejrzany zbieg okoliczności). Nikt nie odpowiada, więc Sherlock wchodzi do mieszkania od tyłu, przez drzwi przeciwpożarowe. Watson zostaje na dole, bo nie jest tak sprawny fizycznie.

        Sherlock ogląda mieszkanie. Widzi, że mieszkanie jest opuszczone od kilku dni. Zauważa też, że ktoś już je przetrząsał. Ale okna pozostały otwarte, co oznacza, że nieznajomy jest jeszcze w mieszkaniu. I faktycznie, Sherlock zostaje zaatakowany i podduszony przez nieznanego osobnika. A tymczasem nieświadomy Watson złości się pod drzwiami na Sherlocka, że go nie chce wpuścić. Kiedy Sherlock w końcu mu otwiera nie wspomina ani słowem o ataku. Może nie chce się przyznać, że dał się zaskoczyć :)

        W drzwiach mieszkania Sherlock znajduje kartkę od kolegi Soo Lin. Jest na niej logo muzeum. I tak Sherlock i Watson trafiają do jej kolegi. Ten opowiada, że zniknięcie dziewczyny jest dziwne. Sherlock pyta go, co Soo Lin robiła ostatniego dnia pracy. Idą razem obejrzeć jej szafkę i nieopodal widzą posąg, z takimi samymi symbolami jak w poprzednich przypadkach.

        Sherlock i Watson wychodzą z muzeum. Spotykają znajomego graficiarza, który mówi im, że znalazł na stacji metra znaki malowane taką samą farbą. Przy tej okazji Watson proponuje graficiarzowi, żeby ten poszedł za niego na sprawę sądową :) Na miejscu rzeczywiście znajdują znaki, ale jest ich zbyt mało, żeby cokolwiek z nich wywnioskować. Sherlock i Watson robią rekonesans okolicy. John znajduje mur z dużą ilością znaków i robi zdjęcie.

        W domu Sherlock analizuje co mogą znaczyć znaki, a Watson już przysypia ze zmęczenia. Sherlock dochodzi do wniosku, że liczby stanowią pary. I że to jest jakiś komunikat przeznaczony dla późniejszych ofiar. Zapomniałam napisać, że już wcześniej Sherlock wpadł na to, że któryś z przemytników coś ukradł swoim bossom. I dlatego ci ścigali ich obu i w końcu zamordowali.

        Sherlock i Watson wracają do muzeum, żeby dowiedzieć się czegoś więcej od kolegi Soo Lin. W czasie rozmowy Sherlock zauważa, że jeden z zabytkowych czajników, jakimi zajmowała się dziewczyna podejrzanie błyszczy, wcześniej tak nie wyglądał.

        Sherlock szuka Soo Lin i znajduje ją na zapleczu muzeum. Dziewczyna mówi, że musiała zakończyć swoją pracę z czajnikiem. Przyznaje się, że kiedyś, jeszcze w Chinach, była członkiem mafii "Czarny lotos". Pokazuje tatuaż na stopie, który ma każdy z jej członków. Mówi, że była do tego zmuszona przez biedę. Później udało jej się z tym zerwać i wyjechać do Londynu. Ale mafia ją namierzyła. Jej brat, także członek mafii, o pseudonimie "Pająk" poprosił ją o pomoc w znalezieniu skradzionego przedmiotu. Ale Soo Lin odmówiła. I niedawno dostała ostrzeżenie, znaki na posągu. Sherlock pokazuje jej zdjęcie znaków na murze. Soo Li mówi, że to kod, którzy znają wszyscy "żołnierze" mafii. I że jest oparty na popularnej książce. W tym momencie w muzeum rozlega się hałas. Przerażona dziewczyna wie, że to jej brat.

        Sherlock wybiega w poszukiwaniu mordercy. Kiedy rozlegają się strzały Watson zostawia Soo Lin i biegnie na pomoc. I to był błąd, bo nieznajomy chciał tylko odciągnąć ich obu od dziewczyny. Kiedy Watson orientuje się, co się stało, jest już za późno. Znajduje zwłoki Soo Lin z papierowym lotosem w dłoni.

        Sherlock i Watson idą na policję. Mówią o wszystkim czego się dowiedzieli, ale inspektor pozostaje sceptyczny. Sherlock chce mu pokazać dowód. Namierza w stołówce Molly i prawi jej komplementy :) Biedna Molly daje się skołować i godzi się na wyciągnięcie już zapakowanych zwłok obu ofiar: dziennikarza i bankiera. Sherlock, Watson i inspektor oglądają stopy zwłok. Są na nich tatuaże.

        Sherlock prosi inspektora o przywiezienie na Baker Str. wszystkich książek z mieszkań obu ofiar. Chce znaleźć książkę, którą obaj mieli, a która była podstawą dla kodu mafii. Inspektor przywozi parę pudeł z książkami, oddaje też zdjęcie ze znakami na murze, które Sherlock pokazywał Soo Li. I które dziewczyna miała rozszyfrować, ale już nie zdążyła. Sherlock szuka też w internecie informacji o aukcjach chińskich antyków, które osiągają na rynku zawrotne sumy. I znajduje kilka ofert sprzedaży, których daty umieszczenia są zbieżne z datami wyjazdów dziennikarza i bankiera. Wszystkie przedmioty były oferowane przez "anonimowego sprzedawcę", a więc można się domyślać, że pochodzą z przemytu.

        Sherlock i Watson całą noc przekopują książki, ale bez efektu. Rankiem wykończony Watson zdaje sobie sprawę, że musi iść do pracy. Po jakimś czasie w poczekalni przychodni kłębi się tłumek niezadowolonych pacjentów. Sara pyta rejestratorkę co się dzieje, a ta odpowiada, że "ten nowy" w ogóle nie przyjmuje chorych. Sara puka do drzwi jego gabinetu, ale Watson nie odpowiada. Zagląda więc do środka i widzi go...drzemiącego na krześle. Sara mu nie przeszkadza i przyjmuje jego pacjentów. Później John bardzo przeprasza i tłumaczy, że miał ciężką noc, bo był na...imprezie książkowej. Sara sprytnie go podpytuje, czy był razem ze swoją dziewczyną. A Watson odpowiada, że to nie była randka i dzisiaj też jej nie ma. I w związku z tym może by się z nim umówiła :)

        Wieczorem Sherlock jest już zmęczony szukaniem i proponuje Watsonowi wyjście na miasto. Ale John informuje go, że ma randkę. Sherlock wykorzystuje okazję i namawia go, żeby zaprosił Sarę do chińskiego cyrku, bo kino jest zbyt oklepane. Najpierw Watson mówi, że nie potrzebuje jego rad, ale jednak idzie z Sarą do cyrku.

        Na miejscu Watson odbiera bilety i to trzy, bo Sherlock też się pojawia :) Watson z trudem ukrywa złość. Na stronie Sherlock tłumaczy mu, że ten cyrk to przykrywka dla mafii i że muszą się tu rozejrzeć. Jedyny występ w roku, zbieżność dat nie może być przypadkowa. Ale Watson mówi, że nie ma zamiaru mu pomagać, bo ma inne plany na wieczór. Sherlock pyta naiwnie: "Jakie?". Na to Watson: "Żartujesz? Chcę zaciągnąć Sarę do łóżka!". I w tym momencie podchodzi Sara. Chyba słyszała ostatnie zdanie i wygląda na zadowoloną :)

        Cała trójka ogląda pierwszy numer. Polega on na tym, że cyrkowiec zostaje skuty łańcuchami a w jego kierunku zostaje wycelowana strzała. Prowadząca przedstawienie kobieta przebija wiszący worek z piaskiem. Piasek obciąża szalę i kiedy przesypie się w całości, to strzała automatycznie wystrzeli. Uff, trochę to skomplikowane. Numer robi duże wrażenie na widzach i oczywiście kończy się dobrze. Następny punkt programu to człowiek-pająk, w którym Sherlock rozpoznaje brata Soo Lin.

        A tymczasem Sherlock skrada się na zaplecze i tam znajduje torbę z żółtą farbą. Dokładnie taką samą jaka została użyta przy obu morderstwach. Ale ktoś przychodzi i atakuje Sherlocka. Zaczyna się bijatyka, która przenosi się także na scenę. Biorą w niej też udział Watson i Sara :) Niestety, cała ekipa cyrku ucieka.

        Po emocjonującym wieczorze cała trójka jedzie na Baker Str. Sara czuje się trochę niezręcznie i chce wracać do domu. Sherlock natychmiast się zgadza, ale Watson nalega, żeby została. A że jest głodna próbuje zorganizować coś do jedzenia. Niestety w lodówce jest tylko piwo :) Na szczęście pani Hudson, właścicielka domu, szybko szykuje przekąski ku radości Watsona.

        Tymczasem Sara próbuje rozmawiać z Sherlockiem, który ślęczy nad papierami. Jest wyraźnie niezadowolony, że mu przeszkadza w dedukcji. Kiedy Sara bierze do ręki zdjęcie ze znakami (to samo, które oglądała Soo Lin), Sherlock ma ochotę ją zamordować :) Ale Sara mówi, że ktoś już zaczął już odszyfrowywać te znaki. Sherlock jest kompletnie zaskoczony, że tego nie zauważył.

        Ojej, nie sądziłam, że wyjdzie taki długi tekst :)

        cdn...















        • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.2 cd. 04.11.12, 22:47
          Dwa pierwsze rozszyfrowane słowa to: dziewięć mil. Sherlock domyśla się, że chodzi o wartość skradzionego przedmiotu, czyli dziewięć milionów. Wybiega z mieszkania, żeby pojechać do muzeum i odszukać książkę, której użyła Soo Lin. Kiedy szuka taksówki zauważa parę turystów z przewodnikiem "Londyn od A do Z". Przypomina sobie, że widział tę książkę u obu ofiar. Wyrywa ją zaskoczonym turystom i zaczyna tłumaczyć szyfr ze zdjęcia.

          Tymczasem Watson zamawia jedzenie na wynos. Kiedy ktoś dzwoni do drzwi jest pewny, że to dostawa. Ale nieznajomy pyta go gdzie jest skarb. Na to Watson mówi, że nie ma pojęcia o co chodzi. I zostaje znokautowany.

          A Sherlock rozszyfrował kod: " 9 milionów za nefrytową szpilkę. Nora smoka, czarny tramwaj". Biegiem wraca do domu, ale po Watsonie i Sarze nie ma śladu. A na oknach zostawiono żółte znaki. Szuka na mapie miejsca, o którym mówi szyfr.

          Watson i Sara są uwięzieni w nieczynnym tunelu tramwajowym. Są tam ludzie z cyrku, członkowie mafii. Ich szefową jest kobieta, przedstawia się jako generał Shan. Mylnie bierze Watsona za Sherlocka. Kiedy ten zaprzecza, mówi mu, że przecież ma kartę kredytową Holmesa (pożyczoną wcześniej) a także bilet do cyrku na jego nazwisko. Nie wierzy Watsonowi. Mówi, że jej ludzie mieli okazję go zabić już kilka razy, ale tego nie zrobili. Bo chciała, żeby to on doprowadził ich do skarbu.

          Shan chce zmusić Watsona do powiedzenia prawdy, więc montuje instalację z cyrkowym trickiem. Strzała będzie przeznaczona dla Sary. Piasek zaczyna się sypać i pozostaje coraz mniej czasu. Na szczęście zjawia się Sherlock, który unieszkodliwia jednego ze złoczyńców. Robi się zamieszanie, Johnowi udaje się doczołgać do Sary i przewrócić jej krzesło. A cały piasek wysypuje się z worka i strzała trafia wprost w chińskiego bandytę. Shan ucieka, a Sherlock rozwiązuje zapłakaną Sarę. John pociesza ją, że następna randka będzie wyglądała zupełnie inaczej :)

          Następnego dnia Sherlock i Watson idą do banku. Sherlock mówi, że to Van Coon ukradł szpilkę. John dostaje od bankiera, który zlecił sprawę, czek na okrągłą sumkę.

          A Sherlock rozmawia z Amandą, asystentką Van Coona. Pyta ją czy miała romans z szefem. Domyślił się tego, oglądając jego mieszkanie i widząc w łazience kobiece mydło w płynie. Amanda potwierdza, że faktycznie tak było. Ale pokłócili się wkrótce przed jego śmiercią, bo musiał nagle wyjechać do Chin, zamiast spędzić z nią weekend. Kiedy wrócił na przeprosiny podarował jej prezent. Sherlock prosi ją, żeby mu go pokazała. To szpilka, którą ma we włosach. Van Coon ukradł ją nie zdając sobie sprawy z jej wartości (nie bał się zadrzeć z mafią?). Amanda pyta ile może być warta. Sherlock odpowiada, że 9 mln. Kobieta zaczyna biegać po całym biurze i krzyczeć z radości.

          Po powrocie na Baker Str. Sherlock martwi się, że gen. Shan uciekła i interes będzie kwitł dalej. Wystarczy tylko zmienić książkę do kodu. Watson akurat wygląda przez okno i widzi jak ktoś maluje na murze znajome znaki :)

          Tymczasem gen. Shan po powrocie do domu czatuje ze swoim mocodawcą, który pojawia się na ekranie jako "M". To zapewne Moriarty, którego nazwisko pojawiło się w poprzednim odcinku. Kobieta dziękuje mu za pomoc w dostaniu się do Wlk. Brytanii i przeprowadzeniu akcji. Przeprasza, że się nie udała, ale wszystko popsuł "ten Holmes". Zapewnia "M", że go nigdy nie zdradzi. "M" odpisuje, że oczywiście, nie zdradzi go. I widzimy czerwony punkt na jej głowie, a potem rozlega się strzał.

          Uff. Mam nadzieję, że ktoś przez to przebrnął :)

          A tutaj trailer tego odcinka:

          www.youtube.com/watch?v=y_GGbRkqqFg&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=11&feature=plpp_video


          • grek.grek Re: "Sherlock" 1, odc.2 cd. 05.11.12, 13:27
            żarty na bok :]
            czy "ktoś przebrnął" ? Co za pytanie, Siostro ?..

            No pewnie że TAK, ja nawet dwukrotnie, bo intryga jest naprawdę, jak
            na moje możliwości, zawiła - i w tym miejscu wyrażam podziw dla Ciebie, że to wszystko
            spamiętałaś, alboteż udało Ci się tak sprawnie notować; mnóstwo to twistów, tropów, szczegółów, drobiazgów, w zasadzie, to wygląda tak, że chyba ? każda minuta przynosi
            jakąś nową rzecz, która ma znaczenie dla przebiegu akcji - szczere uznanie, Siostro.

            podstawiam sobie pod Twój tekst klimaty i dekoracje wzięte z trailera, gębofony aktorów [przynajmniej części, ale za to tych głównych, no i np. Azjaci i tak wyglądają przecież jednakowo, hehe] i mam przednią literaturę z podkladem :]

            Znów napiszę, że robotę wykonałaś fachową i wielkie dzięki za Twój trud i zręczność wszelaką.

            Widzę sporo humoru, obok samej krymnalnej zagadki i procesów dedukcyjnych, numer z wpadką Watsona z farbami do grafitti albo "zaciąganie do łóżka" albo ten moment, kiedy Sherlock szamoce się z dusicicielem, a nieświadomy tego Watson utyskuje, że musi czekać pod drzwiami - to musi być klasyka :]

            szpilka za 9 baniek funtów ? krucafaks :]




            • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.2 cd. 05.11.12, 13:41
            • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.2 cd. 05.11.12, 13:55
              Ups, coś pokręciłam.
              Dzięki Greku :)

              Faktycznie, bardzo dużo się tu dzieje. Akcja pędzi do przodu, nie ma żadnych przestojów.
              Oczywiście z moją sklerozą nie byłabym w stanie wszystkiego zapamiętać. Ratuję się powtórkami (na szczęście Ale kino je pokazuje) przed napisaniem recenzji. A także zaglądam do sherlockowskiej wikipedii w sieci :)

              Tak, jest tu dużo poczucia humoru, chociaż może nie każdemu odpowiadać.
              Dlatego dodaje trailery, żebyście mieli lepszy obraz całości.

              O tutaj scena, kiedy Watson się złości na Sherlocka :)
              www.youtube.com/watch?v=FmZ5Pb-GC7Q
              A tutaj, rozmowa o Sarze:
              www.youtube.com/watch?v=bUrpmGQkbaA
              I jeszcze jedna, przezabawna. Dlatego omijam te piekielne maszyny szerokim łukiem :)
              www.youtube.com/watch?v=Z4EGHOrSC4o&feature=fvwrel
              :)
              • pani_lovett Re: "Sherlock" 1, odc.2 cd. 06.11.12, 00:11
                Kolejna świetna opowieść, Bronte. :)


                Taką szpilkę wartą 9 milionów to aż strach nosić, trzymać w domu!


                > I jeszcze jedna, przezabawna. Dlatego omijam te piekielne maszyny szerokim łuki
                > em :)

                Hehehe!
                Też nie lubię tych kas. Choć nie miałam złych doświadczeń.
                • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.2 cd. 06.11.12, 14:05
                  Dzięki :))
              • grek.grek Re: "Sherlock" 1, odc.2 cd. 06.11.12, 13:17
                hehe, nie bądź taka skromna :]
                i tak jest tego tyle, że mimo wszelkich powtórek i wikipedii - zebrać to, uporządkować i
                spisać, to duża sprawa.

                a my na gotowe przychodzimy, hihi ;]

                pomagają owe trailery, przy czytaniu można sobie, mnie się udaje :], dorobić
                wizual, oczywiście taki bardzo ogólny, polegający na odczuciu klimatu i estetyki
                dominującej [realnie, via trailer].

                dzięki za nowe linki.
                heh, rzeczywiście, jeśli te maszyny kiedyś się popsują i zaczną "przejmować kontrolę", jak w jakimś matriksie, to marny człowieczy los.
                • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.2 cd. 06.11.12, 14:10
                  Jeszcze raz dzięki :)
                  No, Twoje teksy choćby o "Borgiach", z mnóstwem szczegółów też budzą podziw :)
                  Fajnie, że dodałeś video z jedną ze scen. Można sobie lepiej wyobrazić klimat serialu.
                  • grek.grek Re: "Sherlock" 1, odc.2 cd. 07.11.12, 15:22
                    e tam, Borgiowie mają po 45 minut i są dośc statyczni, w porównaniu z dynamicznym Sherlockem, nie ma o czym mówić :]

                    celna uwaga.
                    zupełnie nie pomyślałem o dodatkach do-klimatyzowujących, które tak sie przydają, co
                    pokazują Twoje "Sherlocki" i zresztą nie tylko one.
                    no nic, co sie stało, refleks szachisty itd...
                    Będę pamiętał o tych rzeczach przy okazji 2 sezonu; i innych seriali :]
                    • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.2 cd. 07.11.12, 18:59
                      Haha, może i "Borgiowie" są statyczni, ale ilość nazwisk, stanowisk itd. jest naprawdę imponująca :)
                      W końcu kino to sztuka obrazu, dlatego dodatki filmowe są mile widziane. I mam wrażenie, że trochę uatrakcyjniają nasz wątek. Który oczywiście i tak jest fantastyczny :)
                      Nie przejmuj się, lepiej późno niż wcale :)
                      • grek.grek Re: "Sherlock" 1, odc.2 cd. 08.11.12, 13:44
                        dzięki :]

                        jakoś się zupełnie przy Borgiach zagapiłem z wizualizacją...

                        hehe, jasna sprawa.
                        złapałem temat - będzie lepiej :]
                  • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.2 cd. 08.11.12, 20:37
                    Oj, to Barbasia dodała video :)
                • pani_lovett Re: "Sherlock" 1, odc.2 cd. 06.11.12, 16:39
                  grek.grek napisał:

                  Podpisuje się pod słowami Greka.

                  Po przeczytaniu Twojego tekstu, Bronte, i po obejrzeniu zalinkowanych fragmentów mam wrażenie jakbym na własne oczy obejrzała cały odcinek. :)



                  • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.2 cd. 06.11.12, 16:41
                    Naprawdę? Dzięki:))
    • grek.grek "Borgiowie", odcinek 9 05.11.12, 12:12
      no to ciach, ostatni odcinek 1 serii.

      A więc : francuskie wojska stoją u bram Rzymu. Kardynałowie uciekli. Borgiowie zostali sami.

      I oto wjeżdzają Francuzi do miasta, bramy otwarte... Karol, król francuski, podprowadzony przez Lukrecję, wchodzi do kaplicy, gdzie wedle jej słów ma czekać na niego papież. Tam, kaplicy... Wnętrze to wypasione, olbrzymie, cała seria kolumn, malowideł na ścianach. Imponująca scena. I pusto. Nikogo nie ma. Karol idzie w zbroi i szyszaku na głowie i nawołuje cicho papieża. Wreszcie dociera do ołtarza. Widzi leżącego pod nim krzyżem, jak sądzi - mnicha, w zgrzebnym, wytartym habicie. "Bracie, możesz mi wskazać gdzie przebywa jego świątobliwość ?", zagaja, na co mnich wstaje, wyprostowuje się, odwraca i... Karol widzi,ze to sam papież. Pada oszołomiony na kolana. Spodziewal się wszystkiego, tylko nie tak skromnego, aż ubogo i nędznie wyglądającego papcia. Rodrigo patrzy na niego, na jego reakcję i już wie, że cel osiagnął. Karol całuje go w dłoń, ciągle klęcząc :]

      Rodrigo vel Aleksander VI podnosi go z klęczek i idą sobie przez ten kościół i rozmawiają. Wymieniają uwagi na temat sprawowanych urzędów, Karol czuje się posłańcem narodu, jego sługą, działającym dla dobra Francji, aż wreszcie schodzą na konkrety. Papież sugeruje, że korona Neapolu należy się Francji i że Rzym nie będzie utrudniał im jej przejęcia, a nawet więcej - jeśli Karol zdecyduje się odnowić śluby i sojusz ze stolicą papieską, Rzym będzie mu oficjalnie błogosławił w jego zamierzeniach. Karol jest tak zaskoczony postawą i propozycjami papieża, że znów pada na kolana w geście uznania, a Rodrigo znów go musi pionizować :]

      Więcej, Rodrigo sugeruje, że papieska władza jest taka wielka, ze Neapol nie będzie z wojskami Karola się bił, kiedy Francuzi wjadą tam z glejtem od samego papcia. Mocna deklaracja.

      Lukrecja spotyka się z Cesare, wyznaje mu,ze jest w ciązy, no i że jej małzeństwo z Giovannim Sforzą, to była koszmarna pomyłka, a w dodatku, że, na szczęście, dziecko nie jest jego [wygląda na to, ze parobek Paolo sprawcą ciązy został ostatecznie, chociaż... to wersja podstawowa zaledwie, hehe].

      Papież triumfuje. Je obiad z Karolem i jego generałami. Przy stole jest też kardynał Della Rovere, przełykający gorycz porażki. Karol odstępuje bowiem od obalania papiestwa Borgiów, przeciwnie - będzie z nimi koopoerował. W świątyni odbywa się uroczystość, na której, już odziany w najlepsze szaty, papież zakłada na głowę Karola koronę [chyba chodzi o symboliczne oddanie praw Francji do królestwa Neapolu, a także o odnowienie ślubów Francji z Rzymem, wedle których Francja uznaje duchową nadrzędnośc papiestwa, a Rzym Francję uwiarygadnia, jako państwo należace do cywilizacji chrześcijańskiej, tak to odebrałem].

      Triumfalizm papieski jest absolutny. Zwołuje zgromadzenie kardynałów. Tych wszystkich, którzy uciekli, a teraz na powrót są w Rzymie, z powodu uspokojenia sytuacji politycznej. A uciekli dokładnie wszyscy, prócz oczywiście Cesare. I oto scena : Rodrigo rozparty na tronie, w szatach kapiących złotem, a kardynałowie... w zgrzebnych mnisich habitach, co więcej : ze znakami krzyża na czole zrobionymi... popiołem. Scena upokorzenia kardynałów przez papieża. Totalnego upokorzenia. Każdy z nich - zaczynając od kardynała Sforzy, do przed-chwilą najwierniejszego zausznika Rodrigo - wychodzi na środek i wyznaje "winę tchórzostwa i pozostawiania Boga, Rzymu i Ojca Świętego na pastwę losu w momencie najcięższej próby" - najpierw się delikwent kaja, a potem oddaje na rzecz papieża część swoich włości. Taki akt skruchy, przyjmne z pożytecznym :]

      ten cały rytuał Rodrigo wytrzasnął z ksiąg świętych :] Opiekun papieskiej biblioteki, niejaki Burachrt, w czasie paniki podczas inwazji Francuzów, też uciekł, ale tylko dlatego, zeby ocalić owe księgi, które zabral ze sobą. Kiedy się uspokoiło - wrócił, ale Rodrigo zasugerował mu, że nie ma nic za darmo. Jeśli chce przebaczenia za niegodną woltę, to musi mu znależć przepisy służace zdyscyplinowaniu karrdynalskiego stanu. No i mu znalazł :]

      Karol opuszzca w końcu Rzym. Jedzie do Neapolu. Ale, mimo całego szacunku dla papiestwa i sympatii dla Rodrigo, wychodzi z propozycją nie do odrzucenia : papież musi dać mu do towarzystwa swojego legata, konkretnie - Cesare, ktory będzie z Karolem i jego wojskami, do momentu, kiedy przejmą Neapol. Karol nazywa to "legaturą", a Rodrigo i Cesare raczej "rękojmią", a mówiąc wprost : Cesare ma robić za aksamitnego zakładnika. Jak widac, nawet Karol nie ma pewnością co do tego, czy słowo Rzymu jest tak potęzne, że Neapol podda się bez walki, a jesli jednak walczył będzie, no to Cesare może mieć kłopot :]

      A sam Cesare w rozmowie z Della Rovere składa mu własną propozycję : żeby kardynał został jego prawą ręką :} w uznaniu talentów dyplomatyczno-politycznych Della Roverego. Ale kardynał odmawia stanowczo, a nawet zarzeka się, że będzie nadal robił, co się aby 'szkodliwe" papiestwo Borgiów obalić.

      Francuzi opuszczają Rzym, Cesare [z Micheletto] razem z nimi. na pierwszym wieczornym postoju, obaj uciekają, zabiwszy przedtem swoich opiekunów. Karol później poinformuje o tym Rodrigo, a ten mu odpowie, że nie ma pojęcia, gdzie Cesare mógł się udać, ale że chętnie wyśle im dowolnego kardynała, jako zabezpieczenie ich politycznego sojuszu :]

      Karol w pałacu krola Neapolu zastaje pustki. A raczej "pustki"... zastaje nieopisany smród trupów. Chodzi, ze swoimi ludźmi, po upiornych wnętrzach pałacowych i napotyka składowiska zwłok. Oprócz tych ze specjalnego pokoju, w którym król Neapolu sadzał trupy swoich wrogów, w pozach z Ostatniej Wieczerzy, także liczne nowe stosy ciał. Francuzi dochodzą do wniosku, że Neapol padł pod zarazą, choróbskiem [zaś młody król zapewne uciekł, po śmierci ojca]. Jeśli istotnie, to Karol dał się Rodrigo po prostu wyślizgać. Pytanie za 100 punktów : czy Rodrigo miał jakieś wieści o tej "dżumie" w Neapolu, czy nie ? Przyznam, ze w poprzednich odcinkach nie złapałem takiego wątku, być może gdzieś przemknął, a ja nie uznałem pojedynczego zdania za istotne. Jesli wiedział - to przeprowadził majstersztyk polityczny.

      Cesare i Micheletto, po ucieczce, jadą wprost do pałacu GIovanniego Sforzy, męza Lukrecji. Dają mu po łbie, pakują w worek i przywożą do Rzymu. Stawiają przed obliczem papieża i kardynałów. Celem jest unieważnienie małżeństwa Giovanniego z Lukrecją. jego trwanie jest niepotrzebne, skoro cała sprawa z Francją została załatwiona. Znów korzystając z przepisów kościoła, ze świętych ksiąg, Rodrigo przesłuchuje Sforzę, pod zarzutem... niedopełnienia obowiązków małżeńskich. Można związek unieważnić, jeśli nie doszło do tzw. skonsumowania. Lukrecja, odpytywana bez pokazywania się, stojąca w cieniu - mówi, że konsumpcji nie było. Sforza - że była. Lukrecja sugeruje, ze Sforza jest impotentem. kardynałowie i wszsycy zebrani - w śmiech. Sforza się broni.

      Na to, znów rozparty triumfalnie na tronie, Rodrigo, daje znak Burkachrtowi, a ten cytuje święte pisma kościoła, z których wynika, że w przypadku gdy słowo jest przeciw słowu, trzeba przeprowadzić doświadczenie - mówiąc krótko : Sforza może udowodnić, że nie jest impotentem, za pomocą seksu z kobietą, albo i dwiema, przed całym zgromadzeniem kardynałów, świadków, i samego papieża :] Sforza jest zamurowany, ale wstępnie się zgadza.

      No i scena : podium, materac, dookoła ze 40 chłopa, kardynałowie, papież na tronie, i Sforza ma zademonstrować swoją potencję. Z dwiema prostytutkami. najpierw jedna, potem druga, dla pewności ;] Sforza jest w koszuli nocnej, co sugeruje, że ma wolę działania. Problem w tym, ze seks w towarzystwie 40 facetów, a także z córami Koryntu urody zaiste wysoce wątpliwej [specjalnie mu takie dobrali, dla pewności, hehe] i pod presją udowodnienia czegoś... to za dużo dla normalnego faceta. Sforza nie przystępuje do próby. Zgadza się na unieważnienie "z powodu impotencji".

      OPuszcza więc Giovanni Sforza Rzym żegnany przez jego mieszkańców chóralnym śmiechem...
      • grek.grek "Borgiowie", odcinek 9 05.11.12, 12:17
        Tłumy wykonują wobec niego nieprzyzwoite gesty, obrzucają zgniłkami, tarzają się ze śmiechu... cóż, zważywyszy na to, jak traktował swoją zonę, to kara jest chyba adekwatna.

        Lukrecja zaś rodzi... chyba syna.
        Tak czy owak - przy jej łózku gromadzą się wszyscy Borgiowie, Rodrigo wymienia ciepłe słowa i spojrzenia z Vanozzą, wspominając narodziny JUana, a potem strzela sentencję, ze "przede wszystkim udało się nam ocalić to, co najcenniejsze - rodzinę Borgiów". Kamera leci wolno w górę, kadr iście malarski, Borgiowie nie tylko ocaleni, a nawet triumfujący.

        I tak oto 1 seria finiszuje zacnie i efektownie :]
        • pani_lovett Re: "Borgiowie", odcinek 9 06.11.12, 00:39
          Historia z unieważnieniem małżeństwa Lukrecji i Sforzy zaiste przednia. Uśmiałam się! :))

          Fantastyczny odcinek, znakomite zakończenie sezony pierwszego.

          Czekamy zatem wielkim apetytem na sezon 2.


          Cezare w przyszłości, po śmierci papy Rodrigo, będzie zmuszony poprzeć della Rovere w staraniach o tron papieski oczywiście nie bezinteresownie, a w zamian za zachowanie wszystkich tytułów i dóbr. Jako papież Juliusz II, della Rovere stanie się jednak jego zaciekłym wrogiem, mszcząc się zapewne za wszytskie zniewagi i upokorzenia jakich doznał od Borgiów, ale do tego jeszcze długa droga ...

          Papieża Juliusza II wspominano ostatnio w mediach w związku z 500 rocznicą powstania fresków w Kaplicy Sykstyńskiej. To Juliusz II zmusił Michała Anioła do pracy nad freskami, o czym pisałam już wcześniej .
          :)
          • grek.grek Re: "Borgiowie", odcinek 9 06.11.12, 13:22
            :]
            jest cała scena w jutubie, voila, Madame :
            www.youtube.com/watch?v=UkaSlGEP5i0
            to prawda, ten 1 sezon - naprawdę świetny : napisany, zagrany,
            sfotografowany, wyreżyserowany - w zasadzie, produkt idealny.

            no patrz, czyli fortuna kołem się potoczyła :]
            • pani_lovett Re: "Borgiowie", odcinek 9 06.11.12, 15:56
              Grazie, MonSigniore! Prześwietna scena!

              To i tak papież łaskawie obszedł się ze Sforzę, podobno były plany zlikwidowania go,
              , czytałam na wiki o relacji ,w której kronikarze donoszą, jakoby Lukrecja dowiedziawszy się, że jej rodzina chce zamordować Sforzę, ostrzegła go , dzięki czemu ten zdołał zbiec z Rzymu.
              Aczkolwiek nie wszyscy badacze wierzą w prawdziwość tej relacji, przy czym nie wiem co dokładnie miałoby budzić wątpliwości czy zamiary Borgiów względem Sforzy czy raczej to drugie, gest Lurecji i chęć ocalenia męża. ;)

              Twój opis wspaniale oddaje te scenę.


              Przy okazji obejrzałam cudowną scenę ślubu Lukrecji z z Giovannim Sforzą -
              www.youtube.com/watch?feature=endscreen&NR=1&v=pJYDp1PByvo
              Greku, czy pamiętasz w którym odcinku odbył się ren ślub ?

              Naprawdę imponujący rozmach scenograficzny!

              :)
              • grek.grek Re: "Borgiowie", odcinek 9 07.11.12, 14:51
                cała przyjemnośc z mojej strony :]

                trochę zabrakło video do poszczególnych odcinków, mea culpa, wyglądałoby to lepiej,
                łatwiej byłoby poczuć klimat, tak jak u Siostry przy Sherlockach, co sobie uświadomiłem
                za jej pośrednictwem. No nic, jak widzę we własnym zakresie odszukałaś scenę ślubu :]
                Była ona w 4 odcinku, zresztą zatytułowany był on właśnie "Lucrezia's wedding", o czym
                też, jak widać, zapomniałem poinformować. każdy odcinek miał tytuł, co umknęło w moich
                relacjach. Ech, dużo błędów, pane Greku, dużo, że tak sam sobie przytrę nosa :] Ale -
                będzie lepiej, obiecuję.

                jeśli tylko pojawi się 2 sezon - będę go opisywał w pełniejszy sposób, słowo :]

                Rzeczywiście, interesujący dwugłos, kronikarzy i scenarzystów.
                Rodrigo, po mistrzowskim rozegraniu partii z Francuzami, istotnie mógł mieć takie
                aptetyty, żeby likwidować niewygodnych osobnikow, więc - kto wie, te plany mogły
                być realne. Ale, nie wiem jak sądzisz ?, mnie sie wydaje, że wersja serialowa
                jest efektowniejsza znacznie od wersji o ucieczce Sforzy, chociaż, jakby uciekał
                w jakichś pociesznych galotach, kicając zajęczo - też mogłoby być zabawnie ;]

                dzięki, Barbasiu, za wszystkie dobre oceny :]
            • pani_lovett Re: "Borgiowie", odcinek 9 06.11.12, 15:57
              > no patrz, czyli fortuna kołem się potoczyła :]

              A tak. Kto miał władzę pieniądze ten był panem życia i śmierci.
    • grek.grek Californication, 5 sezon, 6 odcinek 07.11.12, 14:01
      6 odc, lekko, albo nawet bardziej niż lekko, nostalgiczny & sentymentalny.

      ujęcie pierwsze : Hank jako Smutny Klaun :] Ma zrobione wielkie czerwone usta, pomalowane
      oczy, trzyma w garści balonik i siedzi, z petem w drugiej łapie, na schodach domu Karen i Beccy. W ramach ekspiacji za to, że jego kumpel, raper Samuraj poturbował chłopaka Beccy, mimo że Hank mu nie kazał, ale "bardzo tego chciał". Siedzi więc Hank i czeka na audiencję. Zjawia się obecny partner Karen, Richard, eks-idol literacki Hanka. Rozmawiają chwilę. Ostatnie gołe wyczyny Richarda [odc 5] sugerują, to czego można się było spodziewać pamiętając z czym związane były one w 3 serii - Richard znów popija i to tęgo. Mówi Hankowi, że "ma to pod kontrolą" i może nie wygląda na to, by było inaczej, ale... parenaście godzin wcześniej hasał goły po ulicach i tańczył na stole w barze.

      Karen otwiera drzwi, ale wpuszcza tylko Richarda. Hank zostaje pokutować na zewnątrz, zero rozmowy.

      Nie pokutuje zbyt długo, bo dostaje telefon od Samuraja, który wzywa go w trybie natychmiastowym. Moody mu na to, że ten zasmarkany scenariusz o "Gliniarzu z Santa Monica", to niech mu ktoś inny kończy, ale Samuraj przerywa mu i powiada, że chodzi o
      Kali, tę ciemnoskórą piosenkarką rhythm'n bluesową.

      No to Hank pędzi na miejsce, w ktrym pojawia się już bez klaunowego makijażu. Jest przekonany, że Samuraj dowiedział się o tym, ze Hank miał przyjemność z Kali [retrospekcje z odcinka nieopisywanego, bo przeze mnie przegapionego]. Istotnie, Samuraj zaczyna "porozmawiajmy o tobie i Kali..." i Hank wpada w absolutne poplątanie, rusza z tłumaczeniami wstępnymi, tym bardziej chaotycznie się jąkając, im bardziej Kali daje mu na migi jakieś dziwne znaki. Strach Hanka, że Samuraj odkryje ich romans i zamachnie się swoim samurajskim mieczem na... najważniejsze elementy Moody'ego, plącze mu zupełnie język. Samuraj przerywa mu te popisy ocięzałości językowej i informuje, że chodzi o to, ze ma dla Kali nową muzykę - tutaj prezentuje ją, grając na pianinie [yup, niezły kontrast, raper na pianinie] - a Moody ma do nej napisać tekst. Hank na to, ze na tekstach do piosenek zna się jeszcze mniej niż na scenariuszach o przygodach gliniarzy w Santa Monica, ale Samuraj sugeruje, ze jakby co, to "jego chłopcy" mogą Hankowi pomóc...

      Klamka zapada. Hank zabiera Kali, instalują się w jakimś pokoju hotelowym i mają tworzyć ten tekst.

      Hank nakłania Kali do zwierzeń, w końcu - jak ma być kawałek soulowy, to soul musi być także w tekście ;], a powinna być także dlatego, że jak tu śpiewać o czymś, czego się nie czuje ?

      Kali opowiada więc swoją historyję, która jest zaskakująco podobna do historii Hanka. Ona też przyleciała do LA z Nowego Jorku, chcąc zostać piosenkarką [Hank pisarzem]. Zostawiła w NJ swoją miłośc i to w momencie, kiedy facet poprosił ją o rękę, z pierścionkiem razem. Zostawiła go i uciekła nie odwracając się ["gdybym się odwróciła choć na moment, wiem że zostałabym z nim"], w pogoni za marzeniami. I może nawet tego trochę żałuje teraz...

      Hankowi zaś, słuchającemu Kali i czasami dopytywującego ją, zaczynają się wyświetlać jego własne początki w LA, czyli coś, co dotąd nie zostało sfotografowane.

      I tutaj - wreszcie jest. W czarno-białych klimatach, bardzo ciekawy i trafny zabieg,które świetnie oddają klimat prapoczątków i po prostu wyglądają dobrze :] Hank i Karen przyjeżdzają do LA, wynajmują mieszkanie w Venice, pierwsze spacery po plaży, pierwsze kolacje z Charliem i Marcy, pierwsze wątpliwości, czy dobrze zrobili, pierwsze instynktowne pragnienia ucieczki do Nowego Jorku i pierwsze postanowienie, że muszą zostać, skoro już przyjechali i zdecydowali się na ten krok...

      I pierwszy kontakt Hanka z branżą. Charlie umawia go z producentką filmową, w sprawie ekranizacji jego powieści "Bóg nas wszystkich nienawidzi". Ona sugeruje, że wizja jest taka, żeby skręcić z tego komedię romantyczną [i tak ostatecznie wyszło], na co Hank żarliwie protestuje, bo "jest to słodkogorzka powieśc egzystencjalna". Babka, typ blond wampa, zaczyna się do Hanka przystawiać, całować i w końcu oświadcza, ze "jak będzie dla niej miły, to da się wszystko załatwić", ale Moody odmawia z powodu Karen i swojej osobistej uczciwości zawodowej, na co kobiecina reaguje nagłą zmianą frontu i całkowitą rezygnacją z tematu. Kasa przepadła, a potem, z tego można wnioskować bez pudła, Hank zgodził się na to samo u kogoś innego, bo widać kasę musiał mieć, żeby przeżyć, i poświęcił swoje zawodowe interesa [ w 1 serii są kadry z planu filmu, zresztą Moody nigdy nie wybaczył ludziom, którzy z jego powieści zrobili kiczowaty film i mścił się na nich dzielnie przez wszystkie serie, zwłaszcza na czarnosktórym reżyserze] dla chleba. Realia szołbiznesu w Kalifornii.

      jest tu niezła scena, kiedy ta blond producent mówi do Hanka "co byś powiedział swojemu agentowi, gdyby ci powiedziała, ze on się zgodził na moje warunki ?", na co Hank "nic bym mu nie powiedział - biłbym go bez słów" :]

      Tak się robi sentymentalnie, że Hank i Kali muszą to seksem rozładować. Albo - spuentować ;]

      Potem jadą z materiałem do Samuraja. I stoją tak we trójkę, Kali zerka na Hanka, Hank na Kali, i prąd pędzi na liniach tych spojrzeń z taką prędkością, ze Samurajowi zaczyna to nie pasować :] Czeka chwilę i wreszcie rzuca : "bzykaliście się ?!", na co oboje natychmiast gorliwie zaprzeczają "żartujesz, mieliśmy tekst do napisania !". Chyba uwierzył, ale z trudem ;]

      A potem puszcza im już pełną wersję piosenki, tekst razem z muzyka, manipulując miliardami posuwaków, przycisków i innych gałek na ogromniastej konsoli. I płynie sobie soulowa ballada, ilustrowana znów retrospekcjami z pierwszych dni Hanka i Karen w LA, stylizowanymi na nagrania kamerą rodziną, z małymi "trzaskami" i obrazem sugerującym starą kopię, lekko przykurzonym sepią.

      Nostalgiczny moment ;]

      Hank wraca nastrojowo do domu, siada w fotelu, zeby zapalić. Dzwonek do dzwi. Karen. Hank pyta, czy coś z Beccą się stało. Ale nie o nią chodzi. Chodzi o Richarda. Karen ze smutą na twarzy powiada, ze znów zaczął grzać w palnik i że ona już tego ne wytrzymuje, ze jej cięzko. Hank próbuje ją pocieszac, ze Richard na pewno da sobie radę i zapanuje nad sytuacją, ale Karen znienacka pada mu w objęcia i chwilę później mówi, że "chyba popełniłam błąd"... Odchodząc od Hanka ? Związując się z Richardem ? Może ma pecha i powinna sama być ?

      To pewnie się rozkręci w następnych odcinkach, w każdym razie - jest mały zwrot w akcji :]



      • grek.grek Re: Californication, 5 sezon, 6 odcinek 07.11.12, 14:13
        Moody-klaun :
        cymarizwankhan.files.wordpress.com/2012/02/cal-ep06-01.jpg?w=549&h=305
        chciałbym pójśc za ciosem i ubarwić jakoś ten opis filmem, trailerem, albo chociażby
        nastrojowym tytułowym "Love song [iem]", ale nijak nic znaleźc nie moge, jutub
        oferuje same dowcipasy, żadne z video z tytułem odnoszącym się do tego odcinka - albo
        jest reklamą jakiejś innej strony albo jest usunięte przez sam portal :]
        • siostra.bronte Re: Californication, 5 sezon, 6 odcinek 07.11.12, 17:08
          Haha, fajna fotka :)
    • grek.grek "Droga do szczęścia", TVN7, 20:00 07.11.12, 15:38
      dziwne, że taki tytuł pojawia się nie w głównym TVN, a w jego "dobudówce" [chyba, że proporcje, no i hierarchia, jest jednak inna]. Ale - jakkolwiek, grunt, że jest.

      i to w dobrym czasie, właściwie - idealnym.

      Historia młodego małżeństwa z przedmieść, popadającego w kryzys, na tle niespełnienia życiowego. W realiach lat 50-tych ub stulecia.

      Sam Mendes robił ostatniego Bonda, więc może to z okazji premiery Skyfall ?
      Aczkolwiek, przede wszystkim zrobił "American Beauty", który szeroko omawialiśmy, jakżeby inaczej - hehe, a który opowiadał dokładnie o tym samym, o czym - w opisie - opowiadać ma Droga, czyli o sfrustrowanych mieszkańcach lukrowanej suburbii, kryjących lęki i rozpacz, pod płaszczykiem idealnego życia na pokaz.

      Leon i Kate Winslet w głównych rolach.

      20:00, heh, no cóż, Barcelony dzisiaj nie pooglądam, ale... z jakimiś Szkotami grają, pewnie ci Szkoci w kiltach, jeszcze któryś się nachyli w ataku na piłkę i dopiero może być katastrofa... Lepiej nawet, że nie będę tego oglądał, po co się narażać ;]

      Wczoraj "Trick", "Madame Sata" w TVP Kultura - omawiane już tutaj, na bis, zwłaszcza ten drugi wart uwagi, szkoda, że zawsze tak późno, a to naprawdę inspirujący film.

      Dzisiaj dają "Nic śmiesznego",o 0:15... rzeczywiście, śmiechu nie ma.
      Wczoraj leciał o 23:45 w Jedynce - i to dopiero śmieszne jest, żeby tak łatać ramówkę
      tym samym filmem, z dnia na dzień w dwóch róznych kanałach tej samej tiwi.

      Czesi dają to, co już omawialiśmy, a więc np. "Człowieka ringu", zdaje się wczoraj. Jedynka zaś w niedzielę enty raz "Dom z piasku i mgły", dobry, ale - nie wiem jak Wy ? ;) - ale ja wyrosłem z czasów, kiedy chodziłem na Wejście Smoka, Superpotwora czy Mechagodzillę po 10 razy pustosząc sakiewki rodzicom ;]

      wydaje się, że Droga nie ma dzisiaj konkurencji.


      • siostra.bronte Re: "Droga do szczęścia", TVN7, 20:00 07.11.12, 17:11
        Tak, wyjątkowo "Droga do szczęścia" leci o dobrej, czyli w miarę wczesnej godzinie.
        Zamierzam obejrzeć i nawet Leo mnie nie zniechęci :)
        • pani_lovett Re: "Droga do szczęścia", TVN7, 20:00 07.11.12, 19:56
          > Zamierzam obejrzeć i nawet Leo mnie nie zniechęci :)
          He,he! :)

          Też będę (już za moment oglądać) "Drogę do szczęścia" .
          Ja tam lubię Leo, mam sentyment do niego.

          :)
        • grek.grek Re: "Droga do szczęścia", TVN7, 20:00 08.11.12, 13:42
          brawo, Siostro :]
      • pani_lovett Re: "Droga do szczęścia", TVN7, 20:00 07.11.12, 20:07
        Wspaniale. Polecamy zatem na dzisiejszy wieczór TVN7!

        > 20:00, heh, no cóż, Barcelony dzisiaj nie pooglądam, ale... z jakimiś Szkotami
        > grają, pewnie ci Szkoci w kiltach, jeszcze któryś się nachyli w ataku na piłkę
        > i dopiero może być katastrofa...
        Hehe! :)))

        No teraz mam dylemat czy film, czy ... ten mecz (może być interesująco, he,he ;) .


        Spałam wczoraj na programie Wojewódzkiego. :/


        ale ja wyrosłem z czasów, kiedy chodziłem na Wejście Smoka, S
        > uperpotwora czy Mechagodzillę po 10 razy pustosząc sakiewki rodzicom ;]

        Ożeż , Ty to byłeś prawdziwy kinomaniak!
        • grek.grek Re: "Droga do szczęścia", TVN7, 20:00 08.11.12, 13:41
          hehe, mam nadzieję, że wybrałaś jednak film... ;]

          o, ja już od dawna nie oglądam.

          oo, byłem bardzo :]
          Wiesz, w ogole, jak tak patrzę na te dzisiejsze dzieciaki zaprzęgnięte przez
          rodziców w tysiąc róznych aktywnośc szkolnych i okołoszkolnych, a poza nimi
          z głową wiecznie w klepaniu sms-ów i buszowaniu po fejsbukach, to myślę,ze
          miałem mnóstwo szczęścia, że się urodziłem wtedy, a nie dziś.

          mieliśmy kino, piłkarskie mecze dzielnica na dzielnicę [ulica na ulicę], muzyka na Grundigu, podwórko, Magię i Miecz, ksiązki o Dzikim Zachodzie działające jak wehikuły czasu, dziewczyny wszędzie, i zbieraliśmy takie żołnierzyki z ołowiu [kilkaset sztuk, hehe], żeby rozgrywać nimi wielkie bitwy, pierwszy komputer, C64 i gry wprowadzane przedpotopowo za pomocą taśmy i magnetofonu ;] wszystko mieliśmy, wakacje mijały jakby trwały 24 godziny, a 10 tygodni. A teraz... aż smutni patrzeć, jak stechnicyzowane mają życie ci najmłodsi.
          • pani_lovett "Święto wiosny - awangardowo i klasycznie ... 08.11.12, 20:31
            grek.grek napisał:

            > hehe, mam nadzieję, że wybrałaś jednak film... ;]


            Tak, oczywiście, wybrałam film, bo ... piłkarze Celticu biegali w spodenkach, a nie, jak obiecywałeś, w kiltach. ;))


            W przerwie na reklamy uciekłam na TVPKultura, pokazywano tam spektakl baletowy z roku 2003 "Święto wiosny - awangardowo i klasycznie (układ choreograficzny Uwe Scholza do muzyki Igora Strawińskiego)". Muszę o tym napisać , albowiem, doznałam szoku estetycznego. Pod koniec części I (awangardowej), na scenie pojawia się muszla klozetowa wypełniona brązową mazią do złudzenia przypominającą ekskrementy. Tancerz (Giovanni Di Palma), co rusz podbiega tanecznym krokiem do klozetu i wyciąga z niego ekskrementy,a następnie obrzuca nim wielkie ekrany zainstalowane na scenie z trzech stron, na których w tym momencie wyświetlane są twarze (tancerzy) i rozsmarowuje ekskrementy na ekranach ...

            Kiedy na koniec pośród rzesistych braw tancerz usmarowany na brązowo od stóp do głowy kłaniał się widowni w towarzystwie dwóch muzyków, pianistów, ci trzymali się od niego w sporej odległości ... ;)

            Ciekawam bardzo komentarzy i recenzji tego spektaklu oraz interpretacji finału. W języku polskim nie znalazłam.


            PS
            Prapremiera dzieła Igora Strawińskiego, która miała miejsce w 1913 roku w Paryżu stała się jednym z największym skandali w historii muzyki XX wieku. Wszystkie elementy tego dzieła były nie do przyjęcia dla tamtejszych gustów. Uważa się, że balet "Święto wiosny" zapoczątkował współczesną muzykę.


            :)
            :)

            • grek.grek Re: "Święto wiosny - awangardowo i klasycznie ... 09.11.12, 15:59
              może puścili te plotki, żeby przestraszyć przeciwników z Barcelony, a ja się dałem
              nabrać i wkręciłem niechcący Ciebie ? ;]

              haha, a to ci historyja :] Bardzo... nowoczesna ta interpretacja. MOże aż nazbyt.

              Pamiętam "Święto wiosny" z takiego ciekawego dokumentu, "Rytm, to jest to", czy
              coś w tym stylu, gdzie pod opieką speców od tańca i muzyki do wystawienia swojej
              inscenizacji tego baletu przygotowuje się grupa nastolatków z trudnych dzielnic Londynu albo
              Berlina, albo jednego i drugiego. Coś pisałem o nim kiedyś, jesli mnie skleroza zawodzi :]
              Tamten balet był jak najbardziej klasyczny, mało... nowatorski ;]

              • pani_lovett Re: "Święto wiosny - awangardowo i klasycznie ... 09.11.12, 23:56
                Może tak być. :)))

                Po takich scenach to już chyba nic nie jest w stanie nas zaskoczyć!?


                A wiesz, że też przyszedł mi na myśl mi się ten opisywany przez Ciebie dokument, "Rytm to jest to" ( Rhythm is It) taki nosił tytuł, jeśli pamiętasz, mamy go tu:
                forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,93320660,Re_Ojej_co_tu_wybrac_.html

                Dobrej nocy! :)
          • pani_lovett Re: "Droga do szczęścia", TVN7, 20:00 08.11.12, 20:55
            mieliśmy kino, piłkarskie mecze dzielnica na dzielnicę [ulica na ulicę], muzyka
            > na Grundigu, podwórko, Magię i Miecz, ksiązki o Dzikim Zachodzie działające

            Cały chłopięcy świat przełomu lat 80. i 90. :))

            Ładne wspomnienie.

            Trudno się nie zgodzić .

            Choć ja czasem żałuje straszliwie , że nie było komputerów, internetu dużo, dużo wcześniej. Mojemu pierwszemu, dużo starszemu bratu bardzo by przypały do gustu, bardzo były mu pomocne i przydatne. W tym czasie nikt nawet w ulubionym "Przeglądzie Technika" nie przypuszczał jaka nastąpi za kilkanaście lat niesamowita rewolucja techniczna.



            PS A my mieliśmy żołnierzyki z plastiku. I jednego, może dwóch ołowianych niedobitków. ;)
            • grek.grek Re: "Droga do szczęścia", TVN7, 20:00 09.11.12, 16:03
              yes :]

              pomyśl o tych obecnych dzieciarach - oni już tego świata pre-fejsbukowego nie
              doświadczą, a pokoleniu 80-90 udało się i tamten świat poznać i tego obecnego
              nie przegapić :]

              o, my też mieliśmy plastikowe, takie całe formacje z drugiej wojny światowej.
              pamiętam,ze w naszych kampaniach zwykle atakowali w jednej grupie z oddziałami napoleońskimi ;]
              • pani_lovett Re: "Droga do szczęścia", TVN7, 20:00 10.11.12, 00:01
                Tak, bezpowrotnie te romantyczne czasy się skończyły ...

                Nasi żołnierze walczyli przeciwko żółtym, czerwonym (i_chyba_ jeszcze_w_jakimś_kolorze_) kowbojom w różnych pozach. ;)
    • grek.grek "DRoga do szczęścia", jak wrażenia, Czcigodni ? 08.11.12, 13:33
      Kupiliście ten przekaz ?

      To było niczym American Beauty vol 2. Ten sam schemat, i to samo zakończenie. Chyba zakończenie najbardziej dojmujące jest w tych opowieściach. Zarówno Lester, jak i April - umierają. On w wyniku splotu okoliczności, które uwalaniają frustracje i lęki sąsiada, ona próbując zrobić coś dla siebie, pójśc własną drogą, zaznaczyć swoją odrębność.

      I Lester i April rzucają wyzwanie kulturze, w której żyją i oboje umierają, co prowadzić może do
      konkluzji, że można uciec od niej tylko w śmierć.

      Ten sąsiad April, z którym się migdaliła w samochodzie, on jest taki sam jak ona, jak Lester. Ale kryje to. ma to w sobie, ten sam bunt i to samo poczucie, że prawdziwe życie przecieka mu między palcami. Ale nic nie robi. Przed swoją głupawą żoną udaje, ze wszystko gra. A ona taka śmieszka, taka teges, a w rzeczywistości podejrzliwość aż z niej paruje. Zdradź się choć jednym gestem, a będziesz skończony.

      Scena seksu April z tym sąsiadem, jedna z najsmutniejszych erotycznych scen, jakie widziałem w filmie. Ona mu się podoba, sama zaś chce zrobić coś dziwnego, zapomnieć na chwilę o wszystkim - ale nie wybucha namiętnośc, choćby tylko napędzana chwilą. Jest sztywno, żałośnie, krótko, technicznie. Przypomina to raczej seks małolatów, albo spotkanie prostytutki ze stałym klientem. Tu nie ma seksu ani za grosz, jest dowód na to, że ludzi z idealnych przedmieść, ta rutyna zmiażdżyła, wytarła z nich wszelkie oznaki człowieczeństwa.

      W wykonaniu Kate Winslet ta scena była dodatkowo mocna. Bo Kate, np. w "Małych dzieciach" pokazał, ze potrafi być w ekranowym seksie świetna, pełna żaru. Kontrast tamtych scen z tą z "Drogi" dodatkowo wzmacnia powyższą obserwację. W ogole, Winslet zagrała doskonale, przykryła czapką wszystkich innych, oglądając ją uwierzyłbym nawet w to, gdyby zaczęła mówić o tym, że Ziemia jest płaska.

      40 minuta filmu, a Frank i April cali w skowronkach szykują się do wyjazdu do Paryża i emanują przekonaniem co do swojej decyzji. Halo, za wcześnie :] Ktoś tu musi paść martwym bykiem. Popatrzyłem, ile mam na koncie, wziąłem ten bilon i postawiłem całość na niego. Że to on się wycofa, on się podda.

      I poddał się. Wystarczyła obietnica podwyżki, awansu, ułuda że będzie "robił coś niezwykłego".

      A miał tak dobry powód - ojca, który przetyrał w tej szarości całe życie. Czy trzeba lepszej motywacji dla 30-letniego mężczyzny niż : nie być takim jak ojciec ? A Frank kwasi taką szansę. Przeraził się ? czy moze jednak zostal kupiony przez system ? a może nn już został przez ten system zjedzony z kosteczekami, tylko się na chwilę ocknął w jego wnętrznościach, żeby zaraz znowu zasnąć, April oprzytomniała całkiem i to było jej przekleństwo, bo nie było drogi ucieczki. Ale i mgnienie szczęścia, umierała ze świadomością, że COŚ zrobiła wbrew regule, według własnego ja.

      Spostrzegliście, jak wszyscy się ucieszyli, że Wheelerowie jednak nie jadą do Paryża ? Wszyscy poza Johnem z psychatryka, notabene jedynym zdrowym człowiekiem na tej planecie. W AMerican Beauty taką figurą jest Ricky, on też jest po pobycie w klinice dla czubków, a wszystko ze względu na nadmiar zdrowia psychicznego, czyli nadwrażliwość na wszelkie przejawy oszustwa. Wszelako, John wali prawdę między oczy, a Ricky jednak swojego starego bezwzględnie oszukuje. Ricky ucieka. W AB to jemu się udaje, jemu i Jane. Porzucają świat pozorów.

      Tutaj nikt nie wygrywa. zwłaszzca Frank, który wprawdzie się wyprowadził z okolicy,ale po śmierci April zostanie już na zawsze okaleczony. Nic to, są nowi na miejsce Wheelerów...

      Sąsiedzi, koledzy z pracy, rodzice Johna, zwłaszcza matka - oni doznają ulgi na wieść o tym,że smiały plan Wheelerów wywalił się o ciążę April i awans Franka. Drżeli o to, czy to wypali, bo oto ktoś się porwał na zaprzeczenie idealnemu życiu, w jakiego poczuciu dorastali i teraz funkcjonują. Ktoś rzucił mu wyzwanie. Gdyby Whelerom się udało, wszyscy ci obserwatorzy zostaliby w głębokim chaosie - halo, może nasze życie to jednak wcale nie taki słodki pączek, może i my mamy prawo marzyć, mamy prawo wracać do czegoś, co po drodze do tego zakłamania zgubiliśmy, aby naprawić błędy, póki nie jest za późno ?

      [ciekawe, ze zarówno Lester w AB, jak i April i Frank w DDS właśnie wracają do przeszłości, cofają się w czasie - Lester do życia a'la nasttolatek, z luźną pracą, autem z młodości i dbając o formę, zeby podobac się małoletniej miss szkoły, koleżance swojej córki; April ma nadzieję na cofnęcie się do momentu, gdy realne były marzenia o mieszkaniu, pracy i odnajdywaniu samoświadomości w mitycznych okolicznościach Paryża]

      Wheelerowie padają... Uff, można wypuścić powietrze, nie uda im się, nasza wiara w idealne życie została ocalona. Nadal możemy żyć w zakłamaniu. Ich sąsiad... Gdyby to on był mężem April, mogliby tego dokonać, on by z nią pojechał wszędzie... a może jednak nie ? może nie miałby dośc charalteru, zeby zostawić zonę i idealne życie, gdyby przyszło do krytycznego momentu ? Może on też odpadłby od ściany, jak Frank ? Zostają mu chwile zadumy w ogrodzie, póki żona nie przybiegnie sprawdzić, czy i jemu "obłęd" nie zagląda w ślepia.

      Jawna krytyka american way of life, american dream i całej reszty, tego protestanckiego pie,przonego etosu, w którym konserwa amerykańska dusi się po dziś dzień.

      Jaki słaby okazuje się Frank. jak podatny na sznurki koralików, którymi mu zamachać przed oczami wystarczy, aby zdradził żonę. To ją boli, jego zdrada mentalna, nie to, że barłoży z innymi kobietami. Zdradził całą jej ostatnią nadzieję na powrót do życia.

      Ktos tam zadał pyttanie : czy musicie jechać aż do Paryża, zeby zrealizować własne ja ? Ciekawe pytanie, bo przecież jak mawiał Kafka "nie musisz robić nic, usiądź tylko przy stole, a zycie, świat, prawda zacznie tańczyć przed twoimi oczami" - pewnie odnosił sie do swojej maniery pisania po nocach, ale coś w tym jest. Tutaj, takie odniosłem wrażenie, nie chodziło jednak o "szukanie siebei",jak powiedziała April. To był wybieg, wg mnie. Chodziło o porzucenie systemu, kulturowej opresji. W Paryżu mogliby żyć tak samo,jak tutaj, ale żyliby tak z własnej woli. Tutaj zaś, muszą tak żyć, bo niejako zmusza ich do tego ich własna przeszłośc, duchy ojców i dziadów, cała ta american way of life dziedziczona razem z domkiem na przedmieściach.
      Musisz być taki jak inni, nie możesz wybierać. Żyjesz jak oni, bo zostało ci to narzucone.

      ten John jest interesujacą postacią. jak musztruje rodziców, jaka jego matka jest żałosna, kiedy spieszy rozładowywać atmosferę, po każdym ostrzejszym słowie syna, a ojciec siedzi w tle i cośtam, próbuje pomrukiwac, ale dostaje jedną fange w nos [słowną ofk] i zaraz znów tylko straszy twarzą zombie ;]
      I Frank mówi do April : czy to nie zabawne, ze jedynym który rozumie o czym mowimy jest facet na przepustce z psychiatryka ? Wtedy jeszcze wierzył w to co mówił.

      Normalnośc to wariactwo, to szajba, wrażliwość to dowód na idiotyzm. Dlatego trzeba ją kryć bardzo skrupulatnie, bo od wyznania niezgody na system, od buntu bardzo krótka droga do 37 elektrowstrząsów, jako remedium na wszystkie problemy z przystosowaniem do świata kłamstwa, cynizmu, materializmu i emojconalnego bezruchu.Uff. Bardzo dobry Michael Shannon w tej roli.

      American Beauty to klasyk, ale mnie się Droga podobała nie mniej, chociaż... w AB więcej było jasnych barw, w zasadzie nawet śmierć Lestera nadeszła w momencie, w którym nie miał już nic do udowodnienia sobie i nikomu. Było więcej humoru, jawnej zgrywy z tego fajnego światka, który w gruncie rzeczy jest fasadą za którą frustracja i rozpacz. Widac było tunel z jasnym światełm, hej to możliwe, trzeba tylko sie odważyć oderwać nogi od ziemi, to proste, tylko tzreba zechcieć.

      W Drodze system jest bezlitosny i tak mocno trzyma za gardło swoje ofiary, że nie ma ucieczki. Sąsiad April i Franka też nie ucieknie. JUż wie, jak to sie kończy. Nie znajdzie odwagi, tak jak nie znalazł jej, zeby porwać April. Czeka to ciche poczucie klęski.



      • siostra.bronte Re: "DRoga do szczęścia", jak wrażenia, Czcigodni 08.11.12, 15:32
        Świetnie napisane :) Wspomniałeś o najważniejszych sprawach. A ja dodam od siebie parę uwag.

        Podziwiam April, że chciała zrealizować marzenia, chociaż to był ryzykowny pomysł z wyjazdem do Paryża. Ale...mam więcej sympatii dla Franka. Jest realistą, to on zarabia na dom. Łatwo bujać w obłokach, kiedy można sobie na to pozwolić.

        Jest taki moment, w czasie ostatniej kłótni, kiedy April wykrzykuje mężowi, że go nie kocha, a wręcz nienawidzi. I jest nader przekonująca. A wtedy Frank pyta: "To dlaczego jesteś moją żoną i nosisz moje dziecko?". I to jest dobre pytanie. A April nie potrafi odpowiedzieć.

        Bo byłoby uczciwiej z jej strony gdyby rozstała się z mężem. I nie doszło by do ciąży i kolejnych dramatów. Tylko wtedy musiałby poszukać pracy, a utrzymanie dzieci nie byłoby takie łatwe. A w takim układzie jest jej wygodnie. I tutaj sama jakoś nie ma odwagi, żeby zaryzykować.

        Chyba już jestem na takim etapie, że po prostu doceniam poczucie bezpieczeństwa i realne podejście do życia :) I tak krytykowana przez autorów filmu "normalność" nie jest wcale taka zła. Może to mało przekonujący argument, ale ludzie naprawdę mają większe problemy. I wtedy marzą o tej znienawidzonej "normalności". Mieć pracę, mieszkanie, rodzinę. I czasem to są marzenia nie do zrealizowania. No i nie czarujmy się, może niewielki procent ludzi ma życie pełne fajerwerków. Reszta jakoś żyje z dnia na dzień.

        Moim zdaniem Frank to naprawdę porządny facet. Fakt, że zdradzał żonę, ale ta nie była mu dłużna. April irytowała mnie swoim zachowaniem. Ciągle z pretensjami i niezadowolona. Nic na to nie poradzę, ta postać nie potrafiła mnie przekonać mimo dobrej roli Kate Winslet. Za to Leo miło mnie zaskoczył. Całkiem dobra rola. I na tle irytującej April jego bohater wypadł jakoś bardziej pozytywnie :)

        Warto też wspomnieć o świetnej, finałowej scenie, kiedy mąż Kathy Bates przycisza swój aparat słuchowy, żeby nie słuchać jej ględzenia. Oj, reżyser ma zdecydowanie pesymistyczne podejście do instytucji małżeństwa :)
        • grek.grek Re: "DRoga do szczęścia", jak wrażenia, Czcigodni 08.11.12, 16:11
          dzięki :]

          Wiesz, ona chciała w Paryżu pracować, była gotowa utrzymywać swojego męza, aby
          stworzyć mu warunki do realizacji jego zapomnianych marzeń. Frank przecież jest bardzo
          chętny, na początku...później dopiero zmienia nastawienie.

          I tu jest, wg mnie, sedno całej sprawy : w motywacji do tej zmiany. Frank w przypływie
          szczerości wyznaje, że to życie, praca, codzienność niszczy go, ale okazuje się być
          zupełnie nieodporny na tegoż świata małe blaski, czyli : awans, lepszy pieniądz...

          On ją po prostu wystawia do wiatru.
          O czymś mówili, coś ustalili, na coś się zdecydowali i teraz on nagle się wycofuje, puszcza
          ją kantem. Wygląda to tak, jakby od początku kłamał, albo bredził.

          On do rzeczywistości wróci z nową perspektywą, swomi "komputerami z diodami" i innymi duperelami, ona wróci złamana : z trzecim dzieckiem w drodze, pieluchami, obiadkami,
          zmywaniem, praniem gaci i wynoszeniem śmieci do końca życia... On jej zabrał nadzieję.
          Zabrał ją w imię jakieś mglistej obietnicy "lepszego", ale tylko dla siebie. Podzielił ich związek : to jestem ja, to jesteś ty, już nie ma "nas". MY myślała ona, JA no i ty - myślał on. To on rozwalił to, co jeszcze mogło ich łączyć. Dał się omamić.

          wiesz, Siostro, może i on płaci rachunki w ich domu, ale to ona odwala kawał roboty w tej
          chałupie, kobieta inteligentna, być może wykształcona [chyba nawet bez "być może", było to zdaje się wyartykułowane, jakie ma studia, ale zapomniałem w tym momencie], żądna jakiegoś innego świata niż ten który zna i który nie daje jej szans, pochłania się. On płaci za jej pracę, więc, takie mam wrażenie, jej zdanie jest tutaj równie istotne, jak jego.

          myślę, że nie odpowiedziała na to pytanie, bo było... nonsensowne.
          Ona go nienawidzi w tym momencie, po tym jak ją zdradził.
          wcześniej, kiedy wychodziła za mąż, zachodziła z nim w ciązę - mogła go kochać.
          Teraz jednak - to przeszłośc.
          On zadaje zaś pytanie w czasie teraźniejszym, a ona nie odpowiada, bo widzi, ze
          on nie rozumie, co zrobił, co jej zrobił, już nie ma w nim grama wyczulenia i empatii
          dla niej.

          Mma wrażenie, ze to pytanie Franka ostatecznie skończyło ich związek.
          To od niego zaczyna się milczenie April.
          Nie ma już o czym rozmawiać, jeśli on pyta, de facto, "o co ci chodzi ?".
          Jak może nie wiedzieć, o co jej chodzi ? Odebrał jej życie, nadzieję, zgasił lampkę i
          pyta : o co chodzi ? Przepraszam, ale to idiota :]

          Na pewno, lepiej gdyby odeszła.
          tylko - dokąd ?
          Ja myślę, ze problem nie dotyczy tej ciązy, którą ona ostatecznie usuwa.
          zerwanie w związku nastąpiło już po jej zaistnieniu.
          Zostają więc dzieci, zostaje rzeczywistość lat 50-tych, w których - Mad Men się kłania nam w pas - kobieta może być tylko wynieś, przynieś, pozamiataj [pewnie dlatego April chce szukać pracy w Europie]... jasne, mogłaby postawić wszystko na jedną kartę. Ale w tym momencie jest w ciązy, mąż nie pozwoli jej zabrać dzieci, a i o to, które nosi w brzuchu pewnie rozpęta batalię sądową... Kiepska sytuacja.

          No i ona wie, jak skończył John...

          Pamiętasz, Frank sugeruje, ze opłaci jej pobyt w szpitalu psychiatrycznym - to jawna groźba.

          Wiesz, Siostro, bezpieczeństwo itd, wszystko super, tylko finansowe podstawy nie sa w stanie ukoić duszy, kiedy czujesz, że coś zostało po drodze, coś co było ważne. Zadra niespełnienia
          nie da spokoju. to są ciągle młodzi ludzie, w ostatnim momencie na taką decyzję.

          Oni przyjęli wytyczne, ową "drogę do szczęścia", plan jaki realizują wszyscy dookoła. I nagle zobaczyli, jak to wygląda od środka. Zresztą, nie tylko oni w tych dybach tkwią w tym filmie.

          mnie się wydaje, że krytyka dotyczy właśnie tego cudzysłowu, w który wzięłaś słowo "normalność". Tutaj "normalność" oznacza niemal terror oczekiwań, wymagań i kodów zachowań. dotyczy mechaniczności życia i osądzania. Nie jest to wybór, a koniecznośc, ugięcie się pod narzuconym schematem. to jest daleko od normalności.

          Lester w AB znajduje na to sposób, szantażem wymusza na swoim pracodawcy pensję, a potem odchodzi. April jest kobietą ciężarną, w latach 50-tych, niewiele może zrobić...

          Ja myślę, że Frank to du,pek i tchórz.
          nie miał dość jaj, zeby stanąć za swoją żoną, zdradził ja, odebrał jej nadzieję, dał się
          skołować byle czemu - porzucił w 5 minut swoje plany w imię bycia jakimś komiwojażerem z
          komputerami na tysiąc diod. za parę srebrników strącił ją do lochu. Pomyślał tylko o sobie.
          zapomniał o MY, zostało mu tylko : JA... no i ty.

          a mnie się April podobała :]
          świetna, z osobowością, z pyskiem, inteligentna, czegoś jeszcze chcąca od życia, zamiast
          obezwładniajacej rutyny, w jaką brnie Frank, pozytywnie wrażliwa. I dalekowzroczna : Frank, stawiam swoój bilon ;], za 10 lat obudzi się jakko stary przegrany człowiek, dotrzee do niego że zmarnował szansę wtedy, kiedy mógł jeszcze coś zrobić - i dopiero wtedy poczuje jak mu się dach na głowę wali. I nie zabije się. Będzie na to za słaby, tak jak był za słaby, zeby za nią pójść, za jej wiarę w ich oboje.

          yup, dobra scena :]



          • siostra.bronte Re: "DRoga do szczęścia", jak wrażenia, Czcigodni 08.11.12, 17:02
            Cenne uwagi :) Ale pozostaję przy swoim zdaniu. Stawianie ultimatum przez April: albo rzucamy wszystko i jedziemy do Paryża, albo Cię (znaczy męża) znienawidzę, to jednak gruba przesada.
            Życie to nie bajka i przydałoby się April trochę więcej pokory. No, ale to moje zdanie :)
            • siostra.bronte Re: "DRoga do szczęścia", jak wrażenia, Czcigodni 08.11.12, 17:24
              Biorąc pod uwagę fakt, że April sama ma na koncie zdradę-, to chyba nie był powód dla którego go znienawidziła.
              Swoją drogą ciekawe jak wyglądałoby ich życie, gdyby się przenieśli do Paryża. Czy tam nie wpadli by w pułapkę "normalności", nielubianej pracy itd.?
              Dlatego nie mam pewności, czy Frank za te ileś lat faktycznie będzie zgorzkniałym facetem. Równie dobrze wyprawa do Paryża mogłaby się skończyć klęską i oboje wróciliby spłukani do Stanów. I musieliby zaczynać wszystko od nowa. Ale tego już się nie dowiemy.
              • siostra.bronte Re: "DRoga do szczęścia", jak wrażenia, Czcigodni 08.11.12, 18:24
                I jeszcze jedno. Kiedy April mówi Frankowi o ciąży, zaraz proponuje, że może ją usunąć, bo do 12 tygodnia nie ma problemu. I wtedy Frank chyba zrozumiał, że cena za spełnienie marzeń jest jednak zbyt wysoka. I nie mam o to do niego pretensji.
                • siostra.bronte Re: "DRoga do szczęścia", jak wrażenia, Czcigodni 08.11.12, 20:06
                  Jeszcze jedno. Trochę się dziwię, że tak bronisz April. Jej pogoń za nieokreślonym szczęściem doprowadziła do śmierci jej i nienarodzonego dziecka, ciepienia Franka i dwójki dzieciaków. Warto było?
                  • pani_lovett Re: "DRoga do szczęścia" OT 08.11.12, 21:08
                    Podoba mi się Wasza dyskusja, bardzo. Jutro, mam nadzieję dorzucę swoje trzy grosze. :)



                    >Trochę się dziwię, że tak bronisz April. Jej pogoń za nieokreślonym szczęściem.

                    Nie dziw się, Grek, zawsze cenił ludzi, którzy mają odwagę żyć po swojemu, nie podają się konwencjom, schematom...
                    Ale niech Grek sam odpowiada na to pytanie .


                    Po części myślę jak Ty Bronte, ale i z Grekiem się w pewnych kwestiach zgadzam, ale o tym jutro ...


                    Przyjemnego wieczoru! :)
                    • siostra.bronte Re: "DRoga do szczęścia" OT 09.11.12, 00:09
                      Faktycznie, coś w tym jest. Pamiętam jak Grek dzielnie bronił bohatera "Wszystko za życie" :)
                      Film Mendesa rzeczywiście skłania do dyskusji. Pogodzić się z rutyną codziennego życia, czy iść za marzeniami, bez względu na cenę?
                    • grek.grek Re: "DRoga do szczęścia" OT 09.11.12, 14:01
                      Czekam[y] na Ciebie, Barbasiu :]

                      nie muszę nic dodawać, do tego co powiedziałaś.
                      Takich ludzi cenię, April taka jest.

                      Dzięki za życzenia, zawsze się spełniają :]

                      Miłego dnia, wieczoru, nocy, Barbasiu :]

                      • pani_lovett Re: "DRoga do szczęścia" / KNL 2012 11.11.12, 15:28
                        > Dzięki za życzenia, zawsze się spełniają :]

                        To dobrze! Tak powinno być zawsze! :))))


                        Witaj światecznie, Greku!
                        Dziś KMN kolejną Noc Listopadową organizuje, rzucisz swym okiem, Greku?
                        Będziecie oglądać?

                        Początek, trochę nietypowo, bo o 18:55.
                  • grek.grek Re: "DRoga do szczęścia", jak wrażenia, Czcigodni 09.11.12, 13:59
                    Wiesz, wg mnie, Frank zdradzał ot tak sobie, April raz, że dopuściła się kontr-zdrady, dwa -
                    to był odruch bardzo instynktowny, rozpaczliwy, w odpowiedzi na to, jak mąż wymówił jej
                    lojalność, jak wymazał "MY" z mapy ich związku.

                    to prawda.
                    Życie paryskie mogło się okazać rozczarowaniem.
                    Ale... w tym momencie, w którym rozgrywa się cala historia - było nadzieją na zmianę.

                    wiesz, mnie się wydaje, że jemu ta jej ciąza posłużyła jako świetny pretekst do tego, żeby
                    przeforsować swoją decyzję o pozostaniu na miejscu, mimo że faktyczny powód tegoż był całkiem inny. Użył jej jako parawanu i użył jej przeciwko niej, jakby po to, żeby nie pozwolić
                    jej odejść samej [jakże by to, z JEGO dzieckiem, albo PO ZABICIU DZIECKA ? no way :)].
                    instrumentalnie potraktował tę ciążę.

                    ha, ja bym to zinterpretował już tylko jako rozpaczliwy, odruchowy bunt April przeciw temu uwięzieniu w systemie ról, upokarzającym ją i odbierającym godnośc, wg niej. Ta aborcja była już tylko aktem sprzeciwu, mającym potwierdzać własną podmiotowość. Została sprowadzona do roli rzeczy, trybika w bezdusznej maszynce, to był ostatni moment, by cokolwiek zrobić dla siebie, odzyskać poczucie możliwości decydowania o sobie. Tragedia polega właśnie na tym, że jej ofiarą padł płód - czy "dziecko" ?, to kwestia już podejścia światopoglądowego i medycznych sprzecznych definicji.

                    Czy "było warto" ?
                    Ja myślę, że w tym momencie chodziło już tylko o resztki godności osobistej i reakcję na zawód, dla niej życie się po prostu skończyło, zapadł wyrok, nie było żadnego wyjścia.
                    Trochę jak w Placu Zbawiciela - tam młoda matka mogła swoje dzieci zostawić komukolwiek, ktoś by się nim zajął, ojciec, rodzina etc i tylko sama się targnąć na swoje życie, a im je oszczędzić. Ale - nie stało się to z powietrza, to było czyms motywowane, ona było w
                    okreslonym stanie ducha, z jakichś przyczyn. Wydaje mi się, że kluczowe są właśnie przyczyny.
                    • siostra.bronte Re: "DRoga do szczęścia", jak wrażenia, Czcigodni 09.11.12, 14:33
                      Sztuką jest pogodzić się z gorzką prawdą, że nie zawsze możemy mieć w życiu to czego pragniemy.
            • grek.grek Re: "DRoga do szczęścia", jak wrażenia, Czcigodni 09.11.12, 13:44
              Szanuję Twoje zdanie.

              Ale... pozostanę i ja przy swoim :]
              April poczuła się zdradzona, pozostawiona na pastwę losu, odarta z nadziei, a najgorsze że
              on się po prostu wycofał, został skuszony świecidełkami, zaparł się jej, swojej wiary w ideały iitd.

              myślę, że ona go "znienawidziła" także za to, że na jej oczach pozbył się resztek tego, co
              czyniło go w jej mniemaniu kimś wartościowym, w kim się zakochała.
            • pepsic Re: "DRoga do szczęścia", jak wrażenia, Czcigodni 10.11.12, 20:30
              Obejrzałam na tyle, aby się zorientować, że film ogląda się na jednym wdechu. Popieram siostrę Bronte co do April, która nie potrafiła docenić tego, co miała, w tym bezpieczeństwa ekonomicznego naiwnie sądząc, że zmiana miejsca cudownie uzdrowi związek.
    • grek.grek Kocham Kino "Scoop" & stałe pozycje @ reps 08.11.12, 16:16
      czyli, wracamy do stałych pozycji, ale zawsze w nowej szacie :] :

      21:10 Paradoks [9 już odcinek, ależ to śmignęło, hehe] i Mad men ofk.
      22:05 Kocham Kino.

      dzisiaj "Scoop, gorący temat", widzieliście ?
      ja nie, więc czekam z ciekawością, Woody to Woody, pozycja absolutnie obowiązkowa,
      albo live albo nagrywam, póki jeszcze mogę :]

      w Kulturze dwie powtórki, które mamy w archiwum :
      22:15 Pułapka, polski, niedawno omawiany, Marek Kondrat, plaża, kryminalna story, noir na Mazurach... wiecie o co chodzi. Ja się nastawiam na obejrzenie raz jeszcze, naprawdę ujmujący nastrój ma ten film.
      3:10 powtórka, więc możliwości są liczne ;]

      a potem 1:25 "Amatorski gang" Godarda
      • siostra.bronte Re: Kocham Kino "Scoop" & stałe pozycje @ reps 08.11.12, 17:04
        O, ja też nie widziałam "Scoopa".
      • pani_lovett Re: Kocham Kino "Scoop" & stałe pozycje @ reps 08.11.12, 19:51
        "Scoop, gorący temat", nie widziałam, oglądam, i ten film Allena nagram sobie
        Bardzo mnie cieszy ten wysyp Allenowych filmów naszej telewizji. Oby się szybko nie skonczył. Marzy mi się obejrzenie wszystkich filmów Allena.

        "Mad Men " też oczywiście oglądam. Mania, pewnie też.
        Ożeż, jak ten czas leci! :/ To już będą trzy odcinki do skomentowania, opowiedzenia ...

        " Pułapka" innym razem , na powtórkę o 3:10 za skarby świata, złoto i brylanty mnie nie namówisz. ;)

        Greku, Nasz Wielbicielu Dostojewskiego, "Bracia Karamazow" będą wkrótce w TVPKultura, podsłuchałam właśnie!

        :)
        • grek.grek "Scoop" & Paradoks 9, jak Wasze wrażenia ? 09.11.12, 13:41
          Może slówko zachęty do Pardoksu.

          RZecz się rozwija w kierunku jakiegoś interesu biznesowego-szemranego, w ktorym się
          wmieszani Kaszowski, jego informator, i cała jaczejka policyjna, która zagięła parol
          na uwalenie Kaszowskiego i dlatego podesłali mu tę komisarzycę. pewnie niebawem
          zacznie się to klarować, póki co trwają przedbiegi i organizacja :]

          tekst odcinka : "kto panu tak nabałaganił na twarzy ?" :]

          Dobry początek, jak zwykle mający jakiś tam "skandynawski" klimati wprowadzający w
          ciekawą historię. Tym razem istotnie interesującą i przewrotną, aż do finału przeprowadzonego w sposób, ha... wzorcowy, czy ja mówiłem "schematyczny" ? ;].

          pojawia się Andrzej Mastalerz, jak zawsze świetny, i miło go znów oglądać na ekranie.

          Będzie pojedynek na schodach, niczym w jakmś Batmanie ;]
          Patolog zredukowana co nieco w tej swojej działalności.

          scena dziwna, z seksem bez seksu... ;]

          Komisarzyca zaczyna irytować manieryzmem. Przynajmniej mnie. Taka jakaś bezbarwna się robi, te oczy, te usta, jakas taka jakby jej się wiecznie spać chciało, hehe.

          niezła scena rozmowy Jakubik - Bluszcz.

          "Scoop".
          Jakby trwał 20 minut dłużej, to by już było za długo, dla mnie.
          a tak, w sam raz.

          Zabawna lekka crime story na wesoło z obowiązkowym twistem na koniec,
          spodziewanym i oczekiwanym, bo przecież kto by się dał nabrać, ze
          Scarlett nie jest "byłą najlepszą pływaczką w Brooklynie" :]

          Wszystkie sceny na łajbie dowodzonej przez Śmierć - prima sort :]
          Woody ze swoimi karcianymi sztuczkami i mantrą "jesteście wspaniałymi ludźmi,
          chlubą ludzkości... itd" - przezabawny, jak zawsze. I znów w swojej ulubionej
          pozycji : sprytnego, gadatliwego parweniusza wpuszczonego między
          "błękitnokrwistych", hiponotyzującego i wpędzającego ich w konsternację z powodu
          swojego słowotoku i ekspresyjnej gestykulacji. I ofk - faceta, który wchodzi w
          kryminalną zagadkę, mimo że całym sobą chciałby wziąć nogi za pas i w długą.

          "Usłyszałem że się topisz, więc wypiłem herbatę i natychmiast przybiegłem ci na pomoc" :]]

          albo jak się wił, jak piskorz, kiedy gosposia przyłapała go na myszkowaniu w pokoju z instrumentami muzycznymi. I jakie miał osobliwe sposoby zapamiętywania cyfr, hyhy.

          wieśc niesie,że Allen napisał scenario specjalnie dla Scarlett.
          jakoś mnie to nie dziwi, bo rzeczywiście widać, ze mogła się ona tutaj spełniać do woli : sceny
          romantyczne, sceny czysto komediowe, sceny obyczajowe, sceny takie, owakie, śmakie -
          wszystko dla niej, kamera nonstop opiewająca jej urodę i prezencję, wdzięczny styl
          bycia na ekranie. Woody, jako Sidney alias Splendini - też wyraźnie zamroczony jej
          dziewczęcościokobiecością.

          Barbasiu, dzięki za informację o "Braciach".
          już się cieszę.
          ksiązkę czytałem 3 razy, oby spektakl choć w części
          dorównał tej znakomitości :]
          lektura obowiązkowa.

          no właśnie, co tam w Mad menie ? :]
          znów wczoraj nie oglądałem... może dziś spróbuję się odnaleźć w temacie, ale
          i tak czekam przede wszystkim na Wasze recenzje i storylines.

          • siostra.bronte Re: "Scoop" & Paradoks 9, jak Wasze wrażenia ? 09.11.12, 14:10
            Oglądałam "Med menów", więc "Paradoks" obejrzę w niedzielę.
            W komentarzu do poprzedniego odcinka napisałam, że pani komisarz zaczyna być irytująca. Aktorka gra na jednej nucie, z przyklejonym, ironicznym uśmieszkiem na twarzy. Brak u niej autentyzmu, jakichś prawdziwych emocji. Na początku serialu to nie raziło, ale teraz faktycznie przeszkadza.

            "Scoop" to całkiem przyjemny filmik, chociaż może z tego tematu można by wyciągnąć więcej. Kilka zabawnych scen. Ta, o której wspomniałeś, kiedy Woody stara sobie przypomnieć kod do sejfu. Albo kiedy rozmawia z sąsiadką ofiary i przedstawia się jako dziennikarz "Washington Post": "Widziałaś Wszystkich ludzi prezydenta? Ten niski to ja". Albo Woody szalejący za kierownicą smarta :)
            Najważniejszy jest sam Woody, rozgadany i rozemocjonowany, taki jakiego lubię.
            Ale moim zdaniem film zyskałby, gdyby rolę główną zagrała inna aktorka. Nie zgodzę się z Tobą, Scarlett wypadła słabiutko i nie ma ani odrobiny talentu komediowego.
            • grek.grek Re: "Scoop" & Paradoks 9, jak Wasze wrażenia ? 10.11.12, 13:17
              Ten wyraz twarzy ma chyba świadczyć o przenikliwości i analitycznym umyśle postaci ;]

              Wydaje się, że na tej twarzy pani aktorki będziemy musieli już jechać do końca tej serii.

              Wiesz, ja myślę, że żadna aktorka nie jest w stanie przekonująco wypaść obok
              obdarzonego taką vis comica Allena :]

              Podobała mi się Scarlett z powodu takich małych gestów, spojrzeń, drobnostek,
              reakcji na rózne sytuacje, nie potrafię teraz przytoczyć konkretów, bardziej chodzi
              mi o całokształt; miało to taki naturalny charakter, nie było wysilone, to raczej
              gra do niej przychodziła niż ona grać próbowała. Dlatego była w tym wszystkim
              lekka taka, co mnie jakoś tam ujęło.

              Kogoś być widziała na jej miejscu ?


              • siostra.bronte Re: "Scoop" & Paradoks 9, jak Wasze wrażenia ? 10.11.12, 14:04
                Szkoda, "Paradoks" dużo traci przez słabą główną rolę. Co ciekawe, na początku ta aktorka mi się podobała.

                No, było kilka aktorek, które obok Allena wypadały przezabawnie. Choćby Judy Davies w "Przejrzeć Harry'ego". Scena, kiedy jej siostra mówi o romansie męża (a Davies myśli, że mówi o niej) jest kapitalna :)

                Jaka inna aktorka mogłaby zagrać w "Scoop"? Przyznam, że nie wiem :) Ale na pewno można było tę rolę zagrać znacznie lepiej.
                • pani_lovett Re: "Scoop" & Paradoks 9, jak Wasze wrażenia ? 10.11.12, 15:02
                  siostra.bronte napisała:

                  > Szkoda, "Paradoks" dużo traci przez słabą główną rolę. Co ciekawe, na początku
                  > ta aktorka mi się podobała.

                  Mnie też się podobała główna aktorka.

                  > No, było kilka aktorek, które obok Allena wypadały przezabawnie. Choćby Judy Da
                  > vies w "Przejrzeć Harry'ego". Scena, kiedy jej siostra mówi o romansie męża (a
                  > Davies myśli, że mówi o niej) jest kapitalna :)


                  Postać grana przez Scarlett może mniej bawi, za to jest jedną z najbardziej (jeśli nie jedyną) pozytywnych, radosnych i normalnych postaci kobiecych jakie kiedykolwiek wystąpiły u Allena, tak myślę.

          • pani_lovett Re: "Scoop" & Paradoks 9, jak Wasze wrażenia ? 09.11.12, 15:11
            Mnie też bardzo podobała się tu Scarlett Johansson. Wniosła młodzieńczą energię, żywiołowość, radość, pasję młodej adeptki sztuki dziennikarstwa śledczego. Cały ciężar komediowy zaś spoczywał na barkach Woody'ego, sam go sobie włożył, pisząc dla siebie najlepsze teksty w filmie (których jednakowoż mogło być więcej), jak choćby ta odpowiedź na pytanie o wyznanie: "Byłem Żydem, ale przeszedłem na narcyzm". He,he!

            Zgadzam się z Bronte, że można było więcej wyciągnąć z tego konceptu. Nie mniej jednak bardzo przyjemnie mi się oglądało ten film. :)



            Premierowi "Bracia Karamazow" w TVPKultura już w najbliższy wtorek (zdaje się nie mają żadnej konkurencji).

            Zachęconam bardzo do "Paradoksu"!


            > no właśnie, co tam w Mad menie ? :]

            Dzieje się ... :)
            cdn.
            • grek.grek Re: "Scoop" & Paradoks 9, jak Wasze wrażenia ? 10.11.12, 13:26
              Właśnie, myślę, że to Allena w niej urzekło, jak sam powiada : "od kiedy poznał
              Scarlett, kompletowanie obsady każdego kolejnego filmu zaczyna od telefonu do
              niej z pytaniem, czy ma czas by w nim zagrać" :]

              Fajne było w tym wszystkim, że intrygę kryminalną, tak banalną i naiwną, można
              tak świetnie obudować rozmaitościami zabawnymi, allenowską pozytywną szajbą, i
              zrobić z tego pyszną komedię. W sumie, tak mi się wydaje... to też jakaś definicja talentu scenopisarskiego.

              dzięki, będę oglądał na pewno.

              Wolno się ten Paradoks rozkręcał,ale proszę - zdaje sie, ze do ostatniego odcinka jakos
              się doczołgamy, prawda ? :]

              świetnie, mam nadzieję, że ciekawą Twoją recenzję :]
              • pani_lovett Re: "Scoop" & Paradoks 9, jak Wasze wrażenia ? 10.11.12, 14:41
                Ładne! :)

                Jeśli ktoś w tym filmie blado wypadł to Hugh Jackman (jaki to piękny mężczyzna! :), ale tylko dlatego, że jego postać została potraktowana, mam wrażenie, bardzo schematycznie i szkicowo.

                O tak! :)

                Doczołgamy? ;) Ja tam idę przez "Paradoks" raźnym krokiem i gotowam, chętnam podążać nadal. Ciekawe czy powstanie drugi sezon "Paradoksu"!? Masz jakieś wieści? Greku?

                Nie chce mi się dziś opowiadać o MM (zwłaszcza, że aż 3. odcinki się uzbierały), ale za to za mam coś innego! Ha! Będzie pyszne! :)


                • siostra.bronte Re: "Scoop" & Paradoks 9, jak Wasze wrażenia ? 10.11.12, 15:24
                  Ale narobiłaś apetytu! Czekamy na te pyszności :)
                  • pani_lovett Re: "Scoop" & Paradoks 9, jak Wasze wrażenia ? 11.11.12, 14:56
                    Dzięki, Bronte! :) Już mam połowe. Myślałam, że pójdzie szybciej to pisanie, heh.

                    :)
                • grek.grek Re: "Scoop" & Paradoks 9, jak Wasze wrażenia ? 11.11.12, 13:51
                  prawda ? człowiek wyraźnie stracił głowę i się zauroczył ;]

                  a to świetnie, Barbasiu, entuzjazm niezbędny jest :]
                  trochę przez swój pryzmat to napisałem, ja się do pozycji stojącej dźwigałem
                  z dośc marnej jakościowo i estetycznie pozy bezwładnego leżenia ;]

                  wydaje mi się, że 2 sezon zależy od oglądalności 1-szego i wpływów do kasy.
                  Taka rzeczywistość, tak mi się wydaje... My sobie nie mamy nic do zarzucenia,
                  pomagamy jak umiemyu, prawdaż zaprawdeż ?, hehe.

                  orajt :]
                  mnie się uzbierały 2 odcinki Dextera, dzisiaj będzie trzeci, więc rozumiem Twoją
                  sytuację ;]

                  • pani_lovett Re: "Scoop" & Paradoks 9, jak Wasze wrażenia ? 11.11.12, 14:54
                    Dzięki czemu potem Scarlett aż w dwóch filmach Allena wystąpiła! To się nazywa zauroczenie! :))

                    Dexter! A widzisz, toteż czegoś mi brakowało, ale na myśl nie przyszło czego! :)/

                    > ja się do pozycji stojącej dźwigałem
                    > z dośc marnej jakościowo i estetycznie pozy bezwładnego leżenia ;]

                    Ale chcesz powiedzieć, że aż tak źle było na początku!?!?!?!

                    :)
                    • grek.grek Re: "Scoop" & Paradoks 9, jak Wasze wrażenia ? 12.11.12, 13:25
                      i pewnie na tym nie koniec... w obu sprawach ;]

                      już zbieram te ostatnie 3 odcinki i w najbliższych dniach napiszę zbiorczy post.
                      a jutro Californication, kolejny odcinek...

                      wiesz, hmmm... trochę miałem wątpliwości, ale chyba ustawiły mi się
                      właściwe proporcje traktowania tego serialu, odbiegły mnie porównania do
                      "Gliny", trochę zmrużyłem oko na te zapowiedzi twórców dotyczące
                      spodziewanych podobieństw do "skandynawskich thrillerów" i od razu
                      się wizja poprawiła :]
            • pani_lovett Re: "Scoop" [...] jak Wasze wrażenia ? 10.11.12, 13:55
              Scarlett i Allen, czyli początkująca dziennikarka śledcza i iluzjonista Splendini udający jej ojca stworzyli tu naprawdę sympatyczna parę.

              W tym filmie właśnie mający już swoje lata reżyser zdecydował się wreszcie -jak wzdychają z ulgą Allenoznawcy i Allenowielbiciele - porzucić maskę (podstarzałego) lovelasa. Pewnie z żalem, ale z korzyścią dla filmu.

              Zaraz! Aleee przecież Allen nie przestał wcielać się w bohaterów przeżywających rozterki miłosne, robi to nadal, tylko ma już inne twarze, dzięki magii kina raz jest przystojnym wysokim blondynem o fizjonomii Owena Wilsona w filmie "O północy w Paryżu" (w ruchach gestach, minach żywo przypominającego Allena), innym razem studiującym architekturę w wiecznym mieście młodzikiem o sympatycznym obliczu Jesse Eisenberga (grającego Allenem)w filmie "Zakochani w Rzymie" , który zakochuje się w neurotycznej pseudointelektualistce, początkującej aktorce, koleżance, swojej dziewczyny albo dojrzałym pięknym mężczyzną (ale z nadwagą) o twarzy Aleca Baldwyna (w tym samym filmie).

              ;)
              • siostra.bronte Re: "Scoop" [...] jak Wasze wrażenia ? 10.11.12, 14:11
                A jednak dla mnie filmy bez samego Allena to już nie to samo :)
                • pani_lovett Re: "Scoop" [...] jak Wasze wrażenia ? 10.11.12, 15:05
                  siostra.bronte napisała:

                  > A jednak dla mnie filmy bez samego Allena to już nie to samo :)

                  Coś w tym jest.
                  Ale ja sobie tak myślę, że jeszcze gorszy jest wariant: kino bez komedii Allena.
    • siostra.bronte "Klątwa skorpiona" 10.11.12, 14:08
      W tym tygodniu mamy wysyp Allena :)
      Widzieliście? Przed obejrzeniem "Klątwy" nie miałam specjalnych oczekiwań, bo film miał wyjątkowo słabe recenzje.
      A jednak nie jest taki zły. Może Woody'emu brakuje już dawnego wigoru, no i co tu ukrywać, jest zdecydowanie za stary na amanta dla znacznie młodszych aktorek. I Helen Hunter jest trochę zbyt rozgadana i męcząca. Ale w sumie całkiem zabawny film. Chętnie obejrzę go ponownie :)
      • siostra.bronte Re: "Klątwa skorpiona" 10.11.12, 14:14
        Ups, oczywiście Helen Hunt. Ciągle mylę ją z Holly Hunter :)
      • pani_lovett Re: "Klątwa skorpiona" 10.11.12, 14:46
        Oglądam (po raz pierwszy)! :)
      • pepsic Re: "Klątwa skorpiona" 10.11.12, 20:40
        "Klątwa" mi sie niezbyt podobała, choć muzycznie było całkiem do rzeczy. Ale ja nie lubię Helen Hunt, a i za Allenem wówczas nie przepadałam. Odkryłam go na dobre w rewelacyjnym "Przejrzeć Harrego", choć "Morderstwo na Manhattanie" równie jest doskonałe.
        Ps. Wpadłam na chwilę. Pozdrawiam serdecznie:)
        • pepsic Re: "Klątwa skorpiona" 10.11.12, 20:41
          I jeszcze chciałam dodać, że przypuszczenia o ciepłych krajach są mocno przesadzone:)
          • siostra.bronte Re: "Klątwa skorpiona" 10.11.12, 22:12
            Ale my, zmarznięci i przygnębieni ponurą pogodą i tak Ci zazdrościliśmy :)
            Witamy :)
          • pani_lovett Re: "Klątwa skorpiona" 11.11.12, 14:55
            Niech Ci tam dobry klimat sprzyja, Pepsic!
        • grek.grek Re: "Klątwa skorpiona" 11.11.12, 13:47
          Pepsic, jeśli masz na termometrze więcej niż 20 stopni, to nie narzekaj ;]]

          baw się dobrze.
      • grek.grek Re: "Klątwa skorpiona" 11.11.12, 13:59
        obejrzałem.
        świetne dialogi Woody'ego z kobietami :]
        zapamiętam ten film z powodu właśnie tych jego wymian ciosów z Hunt i
        filtrów z Theron.
        Zawsze one miały ostatnie słowo, haha.

        "Jak umrę zaraz na zawał, to z uśmiechem na twarzy" - kiedy postać grana przez
        Theron odsłania swoje wdzięki spod prochowca.

        "Wychodzę, ty zostań, żeby ludzie nie pomyśleli, że jesteśmy razem.
        Czy wyglądam jak treser z małpą ?
        Nie, jak małpa.

        Woody vs postać Hunt.
        Fajny klimat lat 30 i 40-tych.

        Woody wchodzi do pokoju : "dzień dobry... [rzut oka na Hunt w fotelu za jego plecami]... już nie".

        " - Zwykle wybieram lepiej zbudowanych mężczyzn...
        - Zrobię kilka pompek..." Woody i Charlize Theron :]

        No i to hasło przez telefon, które hipnotyzowało detektywa granego przez Allena... "KOnstantynopol", haha, dalej już było tylko nasze "KOnstantynopolitańczykowianeczka".

        lekkie, zabawne, jak zawsze allenowskie.



        • siostra.bronte Re: "Klątwa skorpiona" 12.11.12, 13:58
          Też się ubawiłam :)) I film podobał mi się teraz bardziej, niż za pierwszym razem. To chyba mój ulubiony film Allena, ze względu na świetne dialogi, z okresu po "Przejrzeć Harry'ego".

          Jeszcze parę cytatów, które zapamiętałam:

          "Kup mi sernik, batona i coś słodkiego...rodzynki." (Woody do sekretarki)

          "Chrapałaś jak zakatarzony niedźwiedź." (Woody do Hunt)

          "To nie będzie włamanie. Mam klucz." (Woody do kumpla)

          "Z nogami w górze wszystkie kobiety wyglądają tak samo." (Woody do kumpla)

          Hunt do Woody'ego: "Nie złapię jakiejś francy jak usiądę na łóżku?". Allen: "Na Tobie żaden wirus nie pożyje"

          "Mój rabin, ścigany za pedofilię, na pewno to potwierdzi" (Woody na zebraniu)

          "Zdejmiesz płaszcz? Nie padało tu od 20 lat" (Woody do Theron)

          :))

    • siostra.bronte "Sherlock" 1, odc.3 11.11.12, 01:06
      Trzeci i ostatni odcinek pierwszego sezonu, zatytułowany „ Wielka gra”. Bombowy, dosłownie i w przenośni. Tyle się tu dzieje, że starczyłoby na drugi sezon „Paradoksu” :) Postaram się maksymalnie streszczać, ale i tak wyjdzie elaborat.

      Sherlock , znudzony brakiem zajęcia strzela do ściany w swoim pokoju. Przybiega wściekły Watson i zabiera mu broń. Sherlock tłumaczy, że się nudzi. Klasa przestępcza upada i niedługo zostanie bezrobotnym :) Głody Watson zagląda do lodówki, ale w środku jest tylko…ucięta głowa. Ma pretensje do Sherlocka, ale ten pyta: „A gdzie miałem ją włożyć?”. Sherlock właśnie prowadzi badania nad koagulacją czegoś tam :) O, tutaj ta scena:
      www.youtube.com/watch?v=1mE363B--9c&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=2&feature=plpp_video
      Sherlock przyznaje, że czytał tekst „Studium w różu” (o mordercy taksówkarzu), który Watson umieścił na swoim blogu. I że mu się nie spodobał. Bo Watson pisze, że Sherlock zdradza dużą ignorancję w podstawowych dziedzinach wiedzy. Obaj zaczynają się kłócić. Sherlock broni się, że w swoim mózgu przechowuje tylko ważne informacje, w przeciwieństwie do innych ludzi. Co za różnica, czy Ziemia krąży wokół Słońca czy Księżyca? :) Ale John nie potrafi tego zrozumieć. Sherlock radzi mu, żeby przestał pisać. Obrażony Watson wychodzi z domu, najpewniej do Sary. Akurat przychodzi pani Hudson i komentuje: „Rodzinna kłótnia?” A Sherlock narzeka, że jest cicho, spokojnie… okropnie. Pani Hudson pociesza go, że na pewno kogoś zamordują i to poprawi mu nastrój :) Sherlock zostaje sam i nagle rozlega się wybuch. Wybija szyby w mieszkaniu, a Sherlock pada na podłogę.

      Rankiem Watson budzi się, połamany, w mieszkaniu Sary. Spał u niej na sofie. Sara obiecuje, że następnym razem pozwoli mu spać w nogach swojego łóżka. Watson pyta: „A za trzecim razem?”. Flirtują na całego :) John ogląda wiadomości w tv i widzi informację o wybuchu na Baker Str. Przerażony biegnie do domu. A tam, Sherlock, cały i zdrowy, rozmawia ze swoim bratem. Poza wybitymi szybami nic się nie stało. Mycroft namawia Sherlocka, żeby zajął się sprawą śmierci agenta MI6, Andrew Westa. Jego ciało, z rozbitą głową zostało znalezione przy torach kolejowych. To na pewno nie wypadek. West pracował przy tajnej operacji dotyczącej tarczy antyrakietowej. Miał pendrive’a z planami, który oczywiście zniknął. Sherlock nie ma ochoty na zajęcie się tą sprawą, ale Mycroft liczy na to, że zmieni zdanie.

      Chwilę po wyjściu Mycrofta Sherlock dostaje telefon od Lestrade’a. Zachwycony, że coś się dzieje jedzie razem z Watsonem na policję. Okazuje się, że na Baker Str. nie wybuchł gaz, jak przypuszczano, ale bomba. W zgliszczach mieszkania znaleziono sejf, a w nim kopertę, przeznaczoną dla…Sherlocka. Detektyw rozpoznaje, że koperta pochodzi z Czech, a jego nazwisko zostało napisane przez kobietę. W środku znajduje się różowy telefon, taki sam, jaki miał taksówkarz z pierwszej sprawy Sherlocka. Holmes odsłuchuje nagraną wiadomość: to pięć sygnałów Greenwich. Dostaje też mms-a ze zdjęciem jakiegoś pokoju. Poznaje, że to suterena jego mieszkania. Razem z Wastonem i Lestrade’m jadą na Baker Str.

      Wchodzą do pokoju, a tam na środku stoją sportowe buty. Za chwilę dzwoni różowy telefon. Jakaś zapłakana kobieta mówi, że ma dla niego zagadkę na przywitanie. Widzimy, że siedzi w samochodzie, owinięta ładunkiem wybuchowym. Kobieta czyta tekst na pagerze, a pisze go prawdopodobnie bomber. Sherlock próbuje się czegoś dowiedzieć od kobiety, ale ta trzyma się tekstu. Mówi Holmesowi, że ma 12 godzin na rozwiązanie zagadki, inaczej zginie.

      Sherlock i John jadą do laboratorium, żeby zbadać buty. Odwiedza ich Molly (nieszczęśliwie zakochana w Sherlocku) razem ze swoim chłopakiem Jimem, który jest informatykiem w szpitalu. Jim jest pod takim wrażeniem spotkania ze sławnym detektywem, że przewraca naczynia na biurku Sherlocka. Ten traktuje gościa nader chłodno. Kiedy Jim wychodzi, Sherlock mówi Molly, żeby dała sobie z nim spokój, bo jest gejem. Wydedukował to na podstawie różnych szczegółów, m.in. kartki z numerem telefonu, jaką Jim sprytnie podrzucił na biurko. Molly jest oburzona i wybiega z laboratorium. Stropiony Sherlock tłumaczy Watsonowi, że przecież chciał dla niej dobrze. A John beszta go za niegrzeczne zachowanie :)

      Sherlock wraca do badania butów. Prosi Watsona, żeby je opisał. Początkowo John się broni, bo nie chce się wygłupić, ale potem zaczyna je oglądać. Są to buty sportowe, duże, używane przez nastolatka i wyglądają na dosyć stare. Sherlock dodaje, że ślady skóry na butach wskazują na to, że ofiara miała egzemę. Badania piasku na butach dowodzą, że ich właściciel przyjechał z Sussex. A buty są faktycznie stare, mają 20 lat, co Sherlock szybko sprawdził w Internecie.

      I nagle detektyw doznaje olśnienia. To buty Carla Powersa. To była pierwsza sprawa jaką zajął się Sherlock, jeszcze jako nastolatek. Powers był młodym chłopakiem, który przyjechał na zawody pływackie do Londynu. Utonął w basenie i wydawało się, że to był tragiczny wypadek. Ale w jego rzeczach nie znaleziono butów. I to wzbudziło podejrzenia Sherlocka, ale oczywiście policja nie potraktowała go poważnie. Teraz Sherlock przebadał buty i wykrył ślady jadu kiełbasianego. Morderca najpewniej dodał go do maści, jakiej na swoją chorobę używał Powers. I dlatego zabrał buty. Ta trucizna jest trudno wykrywalna, zresztą nikt jej nie szukał, bo wszystko wskazywało na wypadek. Sherlock zamieszcza na swojej stronie internetowej informację o przyczynie śmierci Powersa. Chwilę później dzwoni do niego kobieta owinięta ładunkami, mówi: „dobra robota” i prosi o pomoc. Policja ją uwalnia.

      cdn...

      • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 11.11.12, 01:20
        W międzyczasie Mycroft męczy Watsona sms-ami o postępach w sprawie agenta Westa. Bo Sherlock kasuje wszystkie wiadomości od brata :) W końcu podejmuje decyzję, że sprawą zajmie się jego najlepszy człowiek. Watson czuje ulgę, że Mycroft się od niego odczepi, ale zaraz dociera do niego, że Sherlock mówi o nim :) Watson jedzie więc do Mycrofta i prosi o informacje. Wiadomo tylko, że West przed śmiercią był u swojej dziewczyny. Mycroft dopytuje się, czy Sherlock robi jakieś postępy w sprawie, a Watson kłamie, że śledztwo idzie pełną parą.

        Wkrótce Sherlock dostaje na komórkę kolejne zdjęcie, tym razem jest to samochód. Zaraz potem dzwoni do niego jakiś przerażony człowiek. Sherlock domyśla się, że to kolejna ofiara bombera i kolejna zagadka. Mężczyzna stoi na środku miasta, a snajper ma go na muszce. Mówi Sherlockowi, że ma 8 godzin na rozwiązanie zagadki. A bomber poprzez zakładnika przyznaje się, że to on zabił przed laty Carla Powersa, bo ten go dręczył.

        Z pomocą Lestrade’a Sherlock znajduje porzucony samochód. Został wynajęty przez bankowca, Iana Monkforda. W samochodzie są ślady krwi. Sherlock znajduje też wizytówkę agencji, w której facet wypożyczy ł samochód i jedzie tam razem z Watsonem. Właściciel, niejaki Ewart, twierdzi, że nie zna Monkforda. Ale Sherlock dokładnie go obserwuje. Prosi go o drobne do automatu z papierosami i dyskretnie zagląda do jego portfela. Po wizycie Sherlock wie, że facet kłamie.

        Holmes bada w laboratorium próbki krwi znalezione w samochodzie. Spotyka się z Lestradem i wyjaśnia zagadkę. Krew znaleziona w samochodzie była wcześniej zamrożona. Co wskazuje na to, że porwanie Monkforda było sfingowane. Całą akcję zaplanował Ewart. Jego firma pod przykrywką agencji wynajmującej samochody pomaga ludziom zniknąć. Monkford jako bankier miał pewnie problemy finansowe. Sherlock w czasie rozmowy z Ewartem zauważył jego opaleniznę . Do tego Ewart wciąż drapał się w ramię, pewnie po szczepionce przed egzotycznym wyjazdem. No i w portfelu miał kolumbijską walutę, co oznacza, że był w Kolumbii, żeby urządzić tam Monkforda. W całą sprawę jest też zamieszana jego żona. Zagadka rozwiązana. Sherlock pisze o tym na swojej stronie internetowej. Za chwile dzwoni przerażony facet-zakładnik i policja jedzie go uwolnić.

        Sherlock i Watson wykończeni po tym maratonie idą coś zjeść do baru. Watson narzeka, że nie mają chwili wytchnienia. Zastanawia się, czy za tym wszystkim nie stoi Moriarty. I znowu Sherlock dostaje na komórkę zdjęcie, tym razem jakiejś nieznanej kobiety. Watson żartuje, że na szczęście był bezrobotny i namiętnie oglądał telewizję z panią Hudson :) Dlatego poznaje tę kobietę, to gwiazda telewizji, Connie Prince, która niedawno zmarła. I nagle dzwoni telefon. Powtarza się to samo, tym razem dzwoni przerażona staruszka, która jest niewidoma. Daje 12 godzin na rozwiązanie zagadki. Sherlock pyta ją (a właściwie bombera) dlaczego to robi. Staruszka w jego imieniu odpowiada, że lubi patrzeć jak Sherlock się…wije. Watson włącza TV w barze , w wiadomościach podana jest informacja o śmierci Prince. Jej przyczyną było prawdopodobnie zakażenie tężcem przez zardzewiały gwóźdź.

        Sherlock i Watson jadą do kostnicy, żeby obejrzeć ciało Connie Prince. Sherlock zauważa, że rana po gwoździu jest czysta, więc powstała już po śmierci ofiary. Widzi też dziwne ślady ukłuć na czole Prince, a także zadrapania na rękach. Gdyby to był tężec, to bomber nie podsyłałby tej sprawy do wyjaśnienia Sherlockowi. Watson jedzie do domu Connie, w którym mieszkała razem z bratem Kenny’m. Udaje dziennikarza i chce wyciągnąć od Kenny’ego jakieś informacje. Brat mówi, że jest zrozpaczony, ale jakoś tego po nim nie widać. Do salonu przychodzi przystojny gospoś, niejaki Raul :). Watson w czasie rozmowy nie może się opędzić od kota Connie. I wpada na pomysł, że może trucizna została zaaplikowana przez pazury kota. Dzwoni do Sherlocka, żeby przyjechał i zabrał ze sobą aparat. Sherlock podaje się za fotoreportera i robi Kenny’emu zdjęcia. Brat ofiary prosi o dalekie ujęcia, bo spuchł od płaczu :) Sherlock i Watson opuszczają dom, rozbawieni, że udała im się ta mistyfikacja.

        Watson jest przekonany, że to Kenny zabił siostrę dla pieniędzy i wykorzystał do tego kota :) Ale Sherlock obala jego teorię. Wcześniej w internecie czatował z fanem Connie i dowiedział się, że żyła z bratem w fatalnych stosunkach. Miała zamiar wydziedziczyć Kenny’ego. A Raul, przyzwyczajony do życia w luksusie nie chciał do tego dopuścić. Sherlock sprawdził listę jego zakupów, był na niej botoks. Raul regularnie robił Connie zastrzyki z botoksu (znowu jad kiełbasiany). Aż zrobił zastrzyk ze śmiertelną dawką. Co potwierdziły powtórne badania ciała Connie. I jak poprzednio, kobieta-zakładniczka dzwoni do Sherlocka, można już ją uwolnić. Niestety zaczyna mówić, że „on” czyli bomber ma taki miły głos. Sherlock prosi ją, aby nic nie mówiła, ale jest za późno. Widzimy czerwony punkt światła lasera na ciele staruszki i rozlega się strzał. Później w telewizji Sherlock i John widzą informację o wybuchu w budynku, gdzie zginęło kilkanaście osób. Sherlock mówi, że jednak rozwiązał zagadkę. Watson jest oburzony. Giną ludzie, a on traktuje to tylko jako grę? Ale Sherlock odpowiada, że działając bez emocji jest bardziej skuteczny w ratowaniu ludzi.

        W tym momencie na komórkę Sherlocka przychodzi kolejne zdjęcie, z nabrzeżem Tamizy. Sherlock dzwoni na policję i pyta, czy nie znaleziono tam jakiegoś ciała. I faktycznie tak się stało. Sherlock i Watson jadą na miejsce. Dokładnie oglądają zwłoki. Sherlock dedukuje po ubraniu mężczyzny (tani uniform i zaczepka przy pasku do walkie-talkie), że pracował jako strażnik lub ochroniarz. W kieszeni znajduje fragment biletu, więc to pewnie strażnik z muzeum lub galerii. Ofiara została uduszona, a ślady wskazują na to, że miała duże dłonie. Sherlock poznaje, że to typowy sposób działania słynnego zabójcy o pseudonimie Golem (znowu czeski wątek). Przypomina sobie, że w całym mieście wiszą plakaty o pokazaniu odnalezionego obrazu Vermeera, wartego fortunę. Wcześniej sprawdził w Internecie, że galeria Hickman, w której ma być wystawiony obraz, zgłosiła zaginięcie strażnika. Sherlock jest pewny, że strażnik, niejaki Woodbridge wiedział coś o obrazie i dlatego zginął. Ktoś musiał wynająć Golema. Lestrade i Watson słuchają tych rewelacji osłupiali z wrażenia :)

        cdn...
        • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 11.11.12, 01:37
          Sherlock zastanawia się, dlaczego tym razem bomber zmienił plany i nie dzwoni do niego zakładnik. Jedzie do galerii, a Watsona wysyła do mieszkania strażnika. John rozmawia z jego współlokatorką. Kobieta opowiada, że Woodbridge nie interesował się sztuką, ale astronomią. Mówi, że ktoś zostawił krótką wiadomość na jego sekretarce i Watson ją odsłuchuje. To niejaka prof. Cairnes, a wiadomość brzmi: „masz cholerną rację”.

          Tymczasem Sherlock pojawia się w galerii w przebraniu strażnika i przygląda się obrazowi Vermeera. Zauważa go właścicielka galerii i pogania do obowiązków. A Sherlock mówi jej, że tu nie pracuje, a obraz jest fałszywy. Kobieta jest oburzona, twierdzi, że był dokładnie sprawdzony. Ale Holmes odpowiada, że to udowodni. Na odchodnym właścicielka pyta go jak się nazywa. „Sherlock Holmes”. Kobieta pyta lekceważąco : „Mam być pod wrażeniem?” A Sherlock na to: „Powinnaś" :)

          Sherlock spotyka się z Watsonem, a ten opowiada mu o prof. Cairnes. Jadą do planetarium, w którym pracuje. Tymczasem pani prof. ogląda materiały filmowe, szuka informacji o supernowej Van Buurena. Nagle słyszy podejrzany hałas. Ktoś rzuca się na nią i zaczyna dusić. Kobieta próbuje się bronić, ale jest bez szans, bo napastnik jest znacznie silniejszy, to Golem. W tym momencie wpadają Sherlock i Watson. Próbują złapać zabójcę, a w trakcie szamotaniny, wciąż wyświetlany jest film o supernowej. Niestety Golem ucieka, a prof. Cairnes nie udaje się uratować.

          Sherlock, John i Lestrade jadą do galerii. Właścicielka wciąż twierdzi, że oskarżenia o fałszerstwo to kompletne bzdury. I nagle dzwoni telefon. Tym razem zakładnikiem jest mały chłopiec. Odlicza do dziesięciu, więc na znalezienie dowodu, że obraz jest kopią pozostaje tylko chwila. Sherlock przygląda się obrazowi. I na moment przed zakończeniem odliczania krzyczy do telefonu: „supernowa Van Buurena!”. Wszyscy są w szoku :) A dziecko prosi, żeby je zabrać do domu. Sherlock skojarzył, że strażnik interesował się astronomią, a w czasie pobytu w planetarium leciał film właśnie o tej supernowej. Powstała ona w 1858 roku, a obraz Vermeera 200 lat wcześniej, więc to musi być kopia.

          Na policji kobieta przyznaje się do udziału w fałszerstwie. Mówi, że spotkała w Argentynie niezwykle utalentowanego fałszerza. Miała tylko pomysł, ale później skontaktowano ją z pewnymi ludźmi, którzy zorganizowali całą akcję fałszerstwa. Właścicielka twierdzi, że nigdy nie spotkała się z szefem tej grupy. Ale naciskana przez Sherlocka podaje jego nazwisko: Moriarty. Detektyw już wie, że za wszystkimi zagadkami , które miał rozwiązać stoi właśnie on. Ale to jeszcze nie koniec, bo wiadomość nagrana na różową komórkę składała się z pięciu sygnałów. A Sherlock rozwiązał jak dotąd tylko cztery.

          Watson ma wreszcie czas, żeby zająć się sprawą agenta Westa. Wcześniej rozmawiał już z jego dziewczyną, która jest przekonana, że West nie chciał zdradzić kraju. Spotkał tam też jej brata, Joe, pracującego jako kurier rowerowy. Watson jedzie na miejsce, gdzie znaleziono ciało Westa. Dziwne jest to, że nie ma tam żadnych śladów krwi, co wskazuje na to, że ofiara została zabita w innym miejscu. Pojawia się też Sherlock. Uważa, że ciało Westa znajdowało się na dachu pociągu i pojechałoby dalej, gdyby nie zwrotnica, która znajduje się w tym miejscu. I na zakręcie ciało Westa spadło na ziemię. Sherlock domyśla się, że plany, które miał West jeszcze nie zostały sprzedane za granicę, bo Mycroft już by o tym wiedział. Detektyw sądzi więc, że zrobił to jakiś amator, który nie ma pojęcia co zrobić z pendrive’m. Razem z Watsonem włamuje się do domu Joe, niedoszłego szwagra Westa. Co ciekawe dom znajduje się zaraz przy torach kolejowych. Sherlock znajduje ślady krwi w mieszkaniu. I w tej chwili przychodzi Joe. Próbuje uciekać, ale Watson mierzy do niego pistoletem. I Joe przyznaje się do wszystkiego. Handluje prochami, ale popadł w długi. Pewnego wieczoru w barze, kompletnie zalany West chwalił się swoją pracą i pokazał mu pendrive’a, którego zawsze nosił przy sobie. Joe wykorzystuje okazję i kradnie cenne plany. Następnego dnia West domyśla się co się stało. Idzie do Joe i domaga się zwrotu pendrive’a. Dochodzi do szamotaniny i West spada ze schodów. Nie żyje. Spanikowany Joe wrzuca ciało na dach przejeżdżającego pociągu. Sherlock prosi go o oddanie pendrive’a. Sprawa została wyjaśniona.

          Wydaje się, że to już koniec. Piąta zagadka rozwiązana. Wieczorem Sherlock ogląda z dużym zaangażowaniem jakąś telenowelę, a Watson wybiera się do Sary. Pyta jeszcze Sherlocka, czy oddał pendrive’a Mycroftowi. Holmes odpowiada, że tak, oczywiście. Kiedy Watson wychodzi, Sherlock zostawia wiadomość dla Moriarty’ego na swojej stronie: „Mam pendrive’a. Odbierz go”. Miejsce i czas spotkania: o północy na basenie, na którym zginął Carl Powers. Ma przy tym minę, jakby zrobił niezłego psikusa :)

          Sherlock jedzie na spotkanie. Mówi na głos, że to właśnie o to mu (znaczy Moriarty'emu) chodziło, o pendrive’a. Te wszystkie zagadki do rozwiązania miały go odciągnąć od najważniejszej sprawy, czyli tajnych planów. Nagle na basenie pojawia się…John. Sherlock jest w szoku: „co u licha tutaj robisz?”. Watson wita się z nim, mówi, że to niezły numer. Sherlock jest zaskoczony. Czyżby…to Watson był Moriarty’m? Ale John mówi dalej i to jakby nie swoim tekstem. Odsłania poły kurtki i Sherlock widzi, że jest owinięty semtexem. Zdaje sobie sprawę, że popełnił błąd. Tego nie przewidział.

          Na basenie pojawia się Moriarty. To Jim, informatyk ze szpitala, niby-chłopak Molly. Wściekły Sherlock celuje w niego pistoletem, ale na kurtce Watsona pojawia się czerwone światło lasera. Moriarty mówi, że oczywiście to spotkanie w szpitalu było tylko grą. Jest błyskotliwy, dowcipny i zły do szpiku kości. Chwali się, że nikt do niego nie dotrze. Przyznaje, że Sherlock był najbliżej. To on zorganizował wszystkie zbrodnie-zagadki. Bo prowadzi coś w rodzaju doradztwa przestępczego: jak pozbyć się wrednej siostry, sfałszować obraz, zniknąć z kraju itd. Na słowa Sherlocka, że przez niego zginęli ludzie, krzyczy: „bo ludzie giną!” i jest w tym coś przerażająco prawdziwego. Sherlock daje mu pendrive’a, ale Moriarty mówi, że to nudne i…wrzuca go do basenu. A więc nie chodziło mu o cenne plany. Chciał tylko pokazać Sherlockowi na co go stać. Jest specjalistą od zbrodni, tak jak Sherlock od ich rozwiązywania. Pyta Sherlocka czy wie co ma zamiar z nim zrobić. Detektyw odpowiada, że pewnie go zabije. Moriarty śmieje się, że to byłoby zbyt proste. Oczywiście, kiedyś go zabije, ale wcześniej „wypali mu serce”. Na to Sherlock mówi, że z tego co wie, nie ma serca, ale Moriarty ma inne zdanie. Stwierdza, że miło się gawędziło, ale już musi lecieć :)

          Kiedy znika Sherlock ściąga z Watsona kurtkę z semtexem i odrzuca ją na bezpieczną odległość. Wydaje się, że już po wszystkim. Ale po chwili Moriarty wraca, tłumacząc, że łatwo zmienia zdanie :) I Sherlock musi zginąć. Czerwone światło lasera jest znowu wycelowane w Sherlocka i Watsona. Ale Sherlock kieruje pistolet w stronę Moriarty’ego, a potem w ładunek wybuchowy, leżący na podłodze. Moriarty wygląda na zaciekawionego :) Wszyscy trzej czekają w napięciu co się stanie. I tak kończy się ten odcinek!

          Tutaj fajne wideo, poświęcone tej scenie (w tle fantastyczny kawałek Muse):
          www.youtube.com/watch?v=HoCWJC47cRk&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=7&feature=plpp_video
          Niestety na drugą serię trzeba poczekać aż do wiosny.

          A tutaj trailer całego odcinka:
          <a href="
          • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 11.11.12, 01:39
            Jeszcze raz trailer odcinka :)
            www.youtube.com/watch?v=AviDWKhmVdU&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=6&feature=plpp_video
            • angazetka Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 11.11.12, 10:32
              Czy ja już mówiłam, że uwielbiam, jak opowiadasz "Sherlocka"? :)
              Wszystko dzięki temu widzę raz jeszcze oczyma duszy mojej - a jest to bardzo miłe zajęcie w niedzielny ranek.
              A "Great game" jest tak rewelacyjnym odcinkiem, że aż mnie to przeraża.
              • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 11.11.12, 12:25
                Dzięki :))
                Tak, to genialny odcinek. Dopiero oglądając go po raz trzeci wyłapałam wszystkie szczegóły. A może i nie :)
                Ale nurtuje mnie jedna rzecz. Skąd Moriarty wiedział o pendrivie?
          • grek.grek Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 11.11.12, 13:46
            Nie no, to jest skandal, żeby w takim momencie przerwać i kazać czekać na drugi sezon :]

            [ofk, pewnie cała trójka przeżyje, ale mimo wszystko, sam moment zastopowania - zanim pojawi się refleksja - sporo waży :)]

            Siostro, oficjalnie nominuję Twój Tryptyk Sherlockowski do Grand Prix [anno domini 2012] :]
            Kolejne czcze pochwały, to już by było za mało.
            Wierzę, i myślę, że głosów sprzeciwu nie będzie, nikt się nie wstrzyma i nominacja przejdzie, i to nawet awansem, przed końcem roku.
            Na razie, nie określiłem rodzaju nagrody, ale pewnie wspólnie coś wymyślimy :]

            co Wy na to, Czcigodni ?

            OPowieść pierwsza klasa, intryga świetnie skonstruowana, trailery jak zawsze w punkt i budujące nastrój do czytania, słowem kawałek dobrej literatury napisanej na filmowej pocztówce treściwej, tylko... no jak można próbować kogoś otruć... "za pomocą kota" ? ;]] Toż to niegodziwośc, tak kota naszego miłego, niecnie wykorzystywać, haha.

            Świetny ten moment z dziesięcioma sekundami na rozwiązanie zagadki. Aż spojrzałem nerwowo na zegarek :]

            Raz jeszcze wyrazy uznania, Siostro, i wielkie dzięki.

            Mam nadzieję na 2 sezon w Twoim wykonaniu...

            • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 11.11.12, 20:28
              Dzięki, Greku :)) Cieszę się, że Ci się tak podobało.
              Tyle komplementów i jeszcze nominacja do nagrody. Aż się wzruszyłam. Naprawdę!
              To my mamy nagrodę Grand Prix ?? :))
              Jeszcze raz dzięki. Komplementy od Ciebie to już naprawdę powód do dumy :)

              Tak, to się nazywa emocjonujące zakończenie :) Oczywiście wiem już co będzie dalej, bo po drodze natknęłam się na spoilery.
              Szkoda, że trzeba czekać na drugą serię aż do wiosny. Ale to typowe dla seriali w tv, niestety. Teraz mamy "martwy" sezon przedświąteczny.
              Przyznam się bez bicia, że nie lubię kotów, więc pomysł takiej zbrodni wydał mi się całkiem prawdopodobny :)

              • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 11.11.12, 20:42
                O, znalazłam jeszcze scenę, o której wspomniałeś, kiedy Sherlock rozpoznaje kopię Vermeera :)
                www.youtube.com/watch?v=qXhiAVMv6fw&feature=related
              • angazetka Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 12.11.12, 09:43
                > Szkoda, że trzeba czekać na drugą serię aż do wiosny

                Pomyśl sobie o tych biedakach, którzy oglądali pierwszą serię na jesieni 2010 i musieli czekać na drugą do początku 2012 ;) Oraz o tych, którzy teraz czekają na trzecią kolejne półtora roku.
                BTW czy widziałaś pilot serialu?
                • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 12.11.12, 14:00
                  Masz rację :)
                  Którego pilota masz na myśli? Bo jest ich trochę :)
                  • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 12.11.12, 15:22
                    Ups, źle Cię zrozumiałam. Chodzi o godzinnego pilota, który nie został pokazany? Widziałam tylko krótkie fragmenty w youtube.
                    • barbasia1 Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 12.11.12, 19:15
                      Pięć spraw pomieścić w jednym odcinku, imponujące!

                      Wiesz, Moriarty'ego zawsze wyobrażałam sobie inaczej, jednak z bardziej złowieszczą , budząca niepokój twarzą...

                      A brat Holmes'a Mycroft jak wygląda?

                      Elegancka opowieść!

                      :)
                      • angazetka Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 12.11.12, 19:21
                        Andrew Scott, który tu gra Moriarty'ego, doskonale potrafi zagrać grozę swojej postaci. Nie musi wyglądać. Wystarczy, że powie.
                        A Mycroft - grany przez współscenarzystę serialu zresztą - jest sztywnym, zapiętym na ostatni guzik urzędnikiem. Rzut okiem i widzisz bardzo wysokie sfery, angielski snobizm i absolutny brak uczuć ;)
                        • barbasia1 Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 12.11.12, 19:38
                          Świetnie. Brawa dla aktora, Andrew Scotta w zatem. Tak czułam.

                          >A Mycroft [...]

                          Ha, ha, piękny opis! Już sobie go wyobrażam! :))
                          • barbasia1 Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 12.11.12, 19:40
                            Tak, Mycroft jest dokładnie taki, jak go opisałaś!

                            images5.fanpop.com/image/photos/28800000/Sherlock-bbc-mycroft-holmes-28837358-500-333.png
                            :)
                            • barbasia1 Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 12.11.12, 19:41
                              Jeszcze jedno zdjęcie Mycrofta -
                              www.fanpop.com/spots/mycroft-holmes/images/30335868/title/mh-photo
              • grek.grek Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 12.11.12, 13:34
                bardzo bardzo :]

                co do GRand Prix, to, wiesz... potrzeba matką wynalazku :]
                za taki wyczyn - nagroda musi być.

                o kruca, aż do wiosny ? toż to za tysiąc lat...

                hehe, ja mam slabość do kociarstwa, jak mi się ewentualnie kiedyś
                Alzhaimer uruchomi i sfiksuję, to bankowo z kotami w tle ;]
                Nie wiem, urządzę im dom otwarty, albo coś... hehe.

            • barbasia1 Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 12.11.12, 01:04
              > Siostro, oficjalnie nominuję Twój Tryptyk Sherlockowski do Grand Prix [anno dom
              > ini 2012] :] [...]
              > Na razie, nie określiłem rodzaju nagrody, ale pewnie wspólnie coś wymyślimy :]
              > co Wy na to, Czcigodni ?

              Jesteśmy za! Możemy Bronte przyznać medal, odznaczenie (kiedyś już odznaczaliśmy medalami, pamiętasz, Greku?), na którym widnieć będzie np., Bronte to z pewnością ucieszy, piękna fizjonomia pana Benedicta Cumberbatcha w starodawnej czapce Sherlocka Holmesa.

              No proszę, właśnie znalazłam mój pomysł w necie!!!!!
              O tu:
              www.benedictcumberbatch.co.uk/Sherlock/_Media/six_thatchers_hat.jpg
              Trzy odcinki, malutka seria! Może mogłaby to zakupić nasza kochana telewizja???

              Dobra robota Bronte!
              Tak, tak, liczymy na 2. sezon.
              :)

              • grek.grek Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 12.11.12, 13:36
                dobry pomysł, Barbasiu :]

                zwłaszcza, że mnie nic godnego uwagi do głowy nie przyszło, no może poza jakąś
                dedykacją muzyczną ?
              • siostra.bronte Re: "Sherlock" 1, odc.3, cd. 12.11.12, 14:02
                Dziękuję, Barbasiu :)
                Naprawdę, nie zależy mi na nagrodach :) Ale pomysł z medalem uroczy. Piękna fotka :))
    • barbasia1 Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antonio" 12.11.12, 00:38
      Jak obiecałam opowiem Wam tu jedną z 4 nowelek filmowych zamieszczonych w pod wspólnym tytułem Bocaccio ’70. W ubiegły piątek pokazano dwie pierwsze „Renzo e Luciana” w reżyserii Mario Monicelli oraz „Le tentazioni del dottor Antonio” (pol. "Pokusy doktora Antonio” w reżyserii Federico Felliniego.

      Bohaterem nowelki Felliniego jest Dottore Antonio Mazzuolo, stary kawaler, mieszkający w południowej dzielnicy Rzymu wraz ze swoją siostrą, również starą panną, która konwersuje ze świętymi, nawiedzającymi ją we śnie.
      Dottore Mazzuolo znany jest w okolicy z tego, że obsesyjnie walczy z wszelkimi przejawami niemoralności w społeczeństwie , z wielką pasją strofuje i przegania pary całujące się wieczorami w parkach, w samochodach albo niszczy plakaty na wpół rozebranych aktorek porozwieszane na stoiskach z prasą (oczywiście zapłaciwszy wpierw za nie), gorszą go nawet nazbyt wydekoltowane panie, jedną taką wydelekotowaną w upalny dzień policzkuje w restauracji i przegania, by spokojnie móc zjeść posiłek w towarzystwie znajomych.
      Dottore udziela się ponadto organizacjach charytatywnych oraz skautowskich (czuwając nad moralnym rozwojem młodzieży), gdzie pełni zaszczytną funkcję wręczającego skautom nagrody za dobre uczynki.

      Pewnego dnia przed okami mieszkania doktora Mazzuolo i jego siostry na środku wielkiego placu robotnicy, przy ogromnym entuzjazmie ludzi, dzieci, skautów i autobusu czarnoskórych amerykańskich muzyków jazzowych, ustawiają potężną żelazną konstrukcje, a na niej ogromnych rozmiarów billboard, plakat, który przedstawia seksowną blondwłosą Anietę Ekberg w leżącą na kanapie w seksownej , wydekoltowanej czarnej sukni z kryształkami, która trzyma w ręce ... szklankę mleka. Nad ogromnym plakatem widnieje neonowe hasło , brzmiące znajomo, „Pij więcej mleka” (będziesz wielka – chciałoby się dodać).

      Dottore widząc monstrulanych rozmiarów plakat, w jego mniemaniu, wielce nieprzyzwoity omal nie dostaje apopleksji z oburzenia. Żąda natychmiastowego usunięcia plakatu od robotników, ci oczywiście odmawiają. Dottore zaczyna więc pisać skargi do urzędników, a potem udaje się do wszelkich możliwych instytucji, w tym kościelnych, ale jakoś nikt nie kwapi się, by zrobić coś z tym billboardem .

      Tymczasem na placu w pobliżu plakatu w najlepsze bawią się dzieci , a wieczorami przychodzą dorośli, pary damsko-męskie, rozpalają ogniska, śmieją się, bawią, żartują , urządzają dzikie tańcory. Ku irytacji, dottore Mazzuolo, za nic mają jego umoralnianie.

      Dottore w końcu nie wytrzymuje. W dniu, kiedy na placu odbywa się pośród, dźwięków orkiestry wojskowej , wrzasków dzieciarów, radosny piknik, a tłumy ludzi bawią się i przechadzają między kramami z różnościami, z balonikami, z napojami, jedzeniem, ciuchami, zdesperowany Antonio Mazzuolo dokonuje zamachu na billborad!
      Uzbrojony w dwa kałamarze wypełnione atramentem udaje się na plac, po czym rzuca nimi w billboard, a następnie oddaje się w ręce policji. Dopiero po tym drastycznym incydencie plakat z dwoma wielkimi kleksami zostaje zasłonięty wielkimi pasami płótna.

      W tym miejscy trzeba wspomnieć o jeszcze jednej ważnej sprawie dotyczącej dottore Mazzuolo, zaczyna on bowiem w tym czasie doznawać dziwnych halucynacji, najpierw podczas porannego golenia w lustrze widzi ubrane w długie czarne atłasowe rękawiczki dłonie Anity Ekberg, podające mu szkalnkę mleka, później samą seksowną Anitę Ekberg, leżącą na jego stole w jego mieszkaniu podczas przyjęcia dla zacnych gości z organizacji charytatywnej. Halucynacje te przerażają go do głębi.

      Pewnej burzowej nocy ulewa i wiatry zrywają płótna zakrywające plakat z postacią Anity Ekberg, dottore Mazzuolo patrzy przez okno i oczom uwierzyć nie może, Anita na plakacie wygląda teraz zupełnie inaczej niż wcześniej, nie dość że patrzy na niego z jakimś takim złowieszczym uśmiechem, to jeszcze jedną dłoń ma wyciągniętą w geście symbolizującym ... s z a t a n a! (dwa skrajne palce w górze).
      O mio Dio! ;)


      cdn.
      • barbasia1 Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 12.11.12, 00:40
        Przerażony biegnie do pokoju siostry, ale ta pogrążona jest we śnie, właśnie spotyka się z którąś świętą, biegnie więc po gosposie, służące czy sąsiadki, każe spojrzeć im przez okno na billboard, pyta czy widzą to co on, lecz te widzą plakat taki, jaki był zawsze. Mazzuolo patrzy raz jeszcze i rzeczywiście billboard nie zmienił się, Anita jest taka, jak była na początku, trzyma szklankę mleka i się uśmiecha zalotnie. To było kolejne przywidzenie. Dottore postanawia zmierzyć się jeszcze tej nocy z demonem, ubiera się, zabiera parasol i biegnie pod billborad.

        Przygląda się uważnie billboardowi, nic dziwnego nie dostrzega, obchodzi go dokoła wraca znów patrzy, a tu, niemożliwe, Anita jakimś cudem w innej pozie na billboardzie, pukiel włosów między górna wargę a nos ma wciśnięty, jakby udawała, że ma wąsy. Mazzuolo zamyka oczy i szepcze jakoś tak miękko: „Kim jesteś? – pyta. Semiramis? Kleopatra? Taida? A za chwile ostrym tonem na głos odpowiada sobie: „Trującym złym duchem! I dodaje: „Kimkolwiek jesteś odejdź!
        Po czym znów obchodzi wokół billboard, kiedy jest na jego tyłach słyszy jakiś szmer, odwraca się i widzi przed billboardem stoi... szklanka z mlekiem ogromnych, nadnaturalnych rozmiarów, podbiega do niej, patrzy na nią, potem znów na billboard i oczom nie wierzy... Anity Ekberg nie ma na billboardzie!??

        Dottore nie może uwierzyć w to co widzi, po chwili jednak uspokaja się i mówi do siebie z nieskrywanym zadowoleniem, że udało mu się wypędzić z ł o z tego świata.
        Już chce wracać do domu, a tu się okazuje, że nie może się ruszyć, na przeszkodzie stoją potężne ... nogi Anity Ekberg, wielkiej jak godzilla i zwisające niczym kotary materie jej sukni oraz tiule czarnego trenu pomiędzy, które się zaplątał..

        Wielka jak godzilla Anita Ekberg chichocze, bo miotający się między jej nogami Antonio łaskocze ją w stopy. Przerażony krzyczy, wydziera się, rozkazuje jej , by wracała na plakat. Anita jednak ani myśli go słuchać, oznajmia mu, że jest żywa., na dowód tego biega radośnie boso na placu, rozkoszując się piękną ciepłą nocą, śmieje się, chce budzić śpiących mieszkańców Rzymu, w końcu pada na trawę, turla się, mruczy z rozkoszy niczym dzika kocica albo tygrysica i woła doktorka, który siedzi jak mysz ukryty pod rozłożonym parasolem. I pyta go, co mu złego zrobiła, że on jej tak nie lubi, że oblał jej twarz atramentem. A doktorek na to, że ona jest wina zła na świecie. Anita znów się podrywa i biegnie dalej. Mazzuolo jest przerażony patrzy w niebo i rozpaczliwie pyta: „Kto powstrzyma tego p o t w o r a?” „Dwa miliony dusz będzie zdeprawowanych, jeśli ona wejdzie do miasta!”

        O mio Dio!

        Mazzuolo boi się strasznie, mimo to podąża śladem Anity, kryjąc się między podcieniami jakiejś kamienicy, by go nie zauważyła. Oczywiście Anita natychmiast go dostrzega i dawaj, wyciągać wielką dłoń po niego. Po chwili ma go już w swoje wielkiej ręce, podnosi go do ust i mówi do wijącego się w przerażeniu i wrzeszczącego Mazzuolo: „Zjem cię” , ale zaraz chichocząc uspokaja śmiertelnie przerażonego Antonio. To był tylko taki żart. Mazzuolo błaga by go postawiła na ziemię, bo nie chce w ten sposób ginąć, a poza tym, niedobrze mu na tej wysokości. Anita prosi go by się uspokoił, nic mu się nie stanie i tuli go do serca i swych ogromnych piersi, śpiewając piosenkę ...
        Doktorek w tym momencie orientuje się, że nie ma parasola, w trakcie szamotaniny wpadł on między wielki biust Anity, więc wkłada tam swoje łapy i próbuje go wydostać. Anita najpierw oburzona pyta, gdzież on pcha swoje łapy. On na to, że szuka parasola. „Przecież nie pada”- słusznie zauważa Anita. A potem zaraz uśmiecha się ironicznie „No tak - mówi - dottore Mazzuolo lubi obmacywać”.

        cdn.
        • barbasia1 Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 12.11.12, 00:50
          A pana Antonio otumania zapach Anity i po chwili tuli się do jej wielkiego biustu, szepcząc „Czuje się wspaniale ...” i rozmarzony, nieprzytomny gada dalej „Ciociu Ireno, droga ciociu, kocham cię, tak bardzo cię kocham”. I za chwilę doszedłszy do siebie wrzeszczy do Anity - „Czarownico!”

          Za te słowa Anita obraża się na doktorka, stawia go na jakimś wysokim balkonie, ale Antonio wrzeszczy, żeby postawiła go na ziemi. I Anita spełnia łaskawie jego prośbę

          Po chwili Anita jest normalnego wzrostu, i kręci się wokół znaku drogowego, prosi Mazzuolo, żeby ją pocałował, on odmawia , za to proponuje jej, że pomoże jej oczyścić się z brudu, z grzechu i obiecuje, że poświeci całe swoje życie dla jej odkupienia. I będą cudownie żyć jak brat i siostra.
          O Dio!

          I proponuje jej by została z nim na zawsze. Obiecuje dać jej wszystko co tylko zechce (już lepiej!) Bo jest taka piękna. Anita nie pali się by zostać z Antonio na zawsze, bo to byłoby nudne, ale na jakiś tydzień to by mogła zostać, oznajmia. Na te słowa doktorek znów trzeźwieje. Krzyczy „Boże, co ja zrobiłem i woła policje, by aresztowała Anitę.

          Anita znów staje się wielka jak godzilla, patrzy na Mazzuolo, i mówi, że on jest dziwny, pokręcony, że jest jej go żal. „Sodoma i gomora!” - krzyczy Mazzuolo.
          I postanawia ... rozebrać się! Jak postanawia tak robi, zaczynając od ściągania rękawiczek...

          Doktorek protestuje. Zwraca się do widzów , prosząc by nie na to patrzyli. Anita pyta, co jest złego w patrzeniu na nagą kobietę i rozbiera się dalej. A Mazzuolo w tym samym czasie ściąga swój płaszcz narzuca go na ekran telewizora, by widzowie nie mogli zobaczyć gorszącej nagości Anity, Anita natychmiast zabiera z ekranu płaszcz doktorka, ale ten już ściąga kolejną część garderoby i ponownie zakrywa ekran, a Anita znów zabiera ubranie doktorka i tak kilka razy, aż Mazzuolo zostaje w samych białych gatkach i białej koszuli. Anita w końcu staje przed nim naga (tylko on ją widzi :)...

          I kiedy Anita tak stoi naga przed doktorkiem, ten przywdziawszy nie wiadomo skąd, nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak zbroję rycerską, z okrzykiem „Amore mio!” rzuca włócznią w Anitę. Jak święty Jerzy walczył ze smokiem, demonem, tak on walczy z seksowną Anitą Ekberg.. Włócznia, jak się okazuje przebija pierś Anity, ale tę na billbordzie. Mazzuolo stojąc przez billboardem wzdycha raz po raz „Anito!”, „Anito!”.

          Po chwili pojawia się kondukt żałobny złożony ze znajomych Mazzuolo i jego siostry oraz wielgachnej trumny, która podjeżdża pod billborad. Kondukt żałobników z gromnicami śpiewa jakby był w transie „Niech żyje Mazzuolo”, „Niech żyje Mazzuolo”, potem wszyscy tańczą wokół doktorka, a ten włazi na wielgachną trumnę i przegania wszystkich. I szepcze do Anity na plakacie, by z nim została.

          Nagle słychać wycie syren. Jest jasno, jest już rano, karetka podjeżdża pod billboard, pod którym już jest ekipa z drabiną , która .. ściąga podwieszonego na sznurze nieprzytomnego, rozebranego do gatek dottore Mazzuolo z żelaznej konstrukcji, na której spędził okrakiem całą noc. Wszyscy dziwią się jak on tam wlazł. Lekarze dają mu zastrzyk i zabierają do szpitala ....

          Koniec

          PS

          Tu Anita Ekberg na plakacie "Pij mleko"
          desordre.typepad.com/.shared/image.html?/photos/uncategorized/letentazionideldottantonio.jpg
          www.desordre.biz/2006/09/auguri_ad_anita.html

          I wielka Anita , która zeszła z plakatu i lata po mieście -

          community.flixster.com/photos/anita-ekberg-boccaccio-70-boccaccio-70-le-tentazioni-del-dottor-antonio-11887532
          community.flixster.com/photos/anita-ekberg-boccaccio-70-boccaccio-70-le-tentazioni-del-dottor-antonio-11887532
          Na drugim zdjęciu w tle widnieje Palazzo della Civilta Italiana (Pałac Cywilizacji Włoskiej), zwany również Palazzo della Civilta del Lavoro (Pałac Cywilizacji i Pracy) albo Colosseo Quadrato (Kwadratowe Koloseum), który jest ikoną ... architektury faszystowskiej!

          Tu dottore Antonio Mazzuolo (Peppino De Filippo) i Anita Ekberg ( ona sama)
          community.flixster.com/photos/peppino-de-filippo-boccaccio-70-boccaccio-70-le-tentazioni-del-dottor-antonio-11887545
          :)
          • grek.grek Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 12.11.12, 13:22
            Barbasiu, rewelacja :]

            Dobrze, że nie oglądałem tego, bo by mnie ominęła przyjemnośc czytania Twojego
            barwnego, zabawnego i klasowego opisu :] w sumie, sporo się dzieje w tej fabule, ale pod Twoim piórem dzieje się sześć razy więcej niż, jak myślę, w filmowej wersji. Oto zaleta
            dobrej literatury. W pełni słowami oddałaś komizm, jakim sama w sobie nascycona jest ta
            historia. Mistrz Federico byłby z Ciebie dumny :]

            "wielka jak godzilla Anita Ekberg", to będzie kolejny klasyk.

            "zwisające niczym kotary materie jej sukni oraz tiule czarnego trenu" - połowy znaczeń
            tylko się domyślam, ale i tak pięknie napisane :]

            Ameryki pewnie nie odkryję, kiedy powiem, że to piękna satyra na moralne wzmożenie
            polegające na tępieniu rzeczy zupełnie niegroźnych dla społecznego ładi i moralności, ale
            kolejne przygody z własną wyobraźnią Dottore - przepyszne. Jak widać na zdjęciach
            aktor i stylizacja świetnie dopasowane do charakteru postaci : tyleż kategorycznej w swoich poglądach, bo komicznej w zmaganiach z rzucającymi mu się na mózg własnymi oburzeniami.

            Anita Ekberg - oczywiście niezwykle efektowna.

            ciekawe odwrócenie : tutaj rzut włócznią w wyimaginowaną postać godzi w tę na plakacie -
            w Portrecie Doriana Graya, gdzie Wilde zaproponował chyba jako pierwszy taką zabawę :
            "zabicie" postaci na obrazie uśmierca jej żywy pierwowzór.
            Tak mi się skojarzyło, bo wydaje mi się, ze Fellini mógł w tym epizodzie korzystać
            z "podpowiedzi" z kart Portretu.

            Ubawiło mnie wszystko, ale scena, w której zgorszony golizną Dottore wciska się z łapami w biust Ekberg - zawodowa :] No i nasz moralista i tropiciel pornografii ośmiesza się ostatecznie, kończąc "nieprzytomny i rozebrany do gatek" przy plakacie. Nie może być lepszego dowcipu z herosów umoralniania za wszelką cenę. No i zakochał się w międzyczasie w przedmiocie swojej
            krucjaty ;]

            świetna opowieśc, Barbasiu, do czytania wielokrotnego :]

            Zdaje się, niebawem, trzeba będzie wymyślać codziennie jakąś Nagrodę, bo nie będzie wyjścia :]

            Dzięki, to była uczta :]





            • siostra.bronte Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 12.11.12, 14:13
              Podpisuję się. Świetnie napisane!!
              Widziałam "Boccaccia" ze sto lat temu i pamiętam tę nowelkę jak przez mgłę. Ale zaryzykuję tezę, że Twój opis jest o wiele bardziej zabawny niż sam film :) Uśmiałam się :))
              Gratulacje, Barbasiu :)
              • siostra.bronte Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 12.11.12, 14:16
                A, zapomniałam. Fajnie, że dodałaś zdjęcia :)
                • barbasia1 F. Fellini "Le tentazioni del dottor Antonio" 12.11.12, 20:11
                  Dziękuje serdecznie Bronte, za dobre słowa, za piękny komplementy, Cieszy mnie przeogromnie, że czytanie i w Twoim przypadku przypominanie sobie tej historii wywołało uśmiech na Twej twarzy . Dla Was to pisałam! :)

                  Mam coś jeszcze dla Ciebie i dla wszystkich, którzy znają angielski, nawet odrobinę (sama oglądałam ten kawałek przed napisaniem streszczenia ), fragment filmu, od momentu kiedy dottore Mazzuolo w burzową noc udaje się pod wieki billboard z Anitą Ekberg, która za chwilę zejdzie do niego z plakatu ...

                  www.youtube.com/watch?v=FzycM6691II
                  :)

                  PS Za wszelkie usterki przepraszam.

                  • barbasia1 Za tydzień w piątek cyklu "Boccaccio '70" 12.11.12, 20:24
                    kolejne dwie nowelki "Il lavoro" Luchino Viscontiego z Romy Schneider oraz "La riffa" De Sica z Sophią Loren.

                  • barbasia1 Re: F. Fellini "Le tentazioni del dottor Antonio" 12.11.12, 20:26
                    Całość w języku włoskim:

                    www.youtube.com/watch?v=RJPYyaSMaZ8&feature=related


                    :)
                  • siostra.bronte Re: F. Fellini "Le tentazioni del dottor Antonio" 12.11.12, 20:35
                    My też dziękujemy :)
                    Hahaha, zabawny fragment. Już sobie przypominam ten film. Skojarzenie z Godzillą genialne :)
            • barbasia1 Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 13.11.12, 00:53
              Dzięki Greku za wszystkie komplementy! Tak się cieszę i Tobie się podobał film i moja opowieść. Dla Was pisałam, mówiłam to już Bronte!

              To miałam powiedzieć. Interpretacja, jak najbardziej słuszna i właściwa. :)


              "wielka jak godzilla Anita Ekberg", to będzie kolejny klasyk.
              Hahahaha! :)))

              Aleee może w w pomyśle Felliniego jest zawarta aluzja do pierwszych japońskich filmów o godzilli z lat 50.? Końcu wielka Anita żartuje z Mazzuolo, że go zje!? :)

              > w Portrecie Doriana Graya, gdzie Wilde zaproponował chyba jako pierwszy taką za
              > bawę
              Ciekawe skojarzenie!

              > Ubawiło mnie wszystko, ale scena, w której zgorszony golizną Dottore wciska się
              > z łapami w biust Ekberg - zawodowa :]

              Tak, świetna scena. I naprawdę udane efekty specjalne, nie tylko w tej scenie, na potrzeby której, jak się domyślam zbudowano potężnych rozmiarów scenografię imitującą tu gigantyczny biust wielkiej jak godzilla Anity (czy w innej scenie wielkie stopy i nogi albo wielką dłoń Anity chwytającą doktora)i, tak aby aktor grający dokttore Mazzuolo wydawał się przy nim malutki.

              Sam zobacz:
              www.youtube.com/watch?v=FzycM6691II&feature=related

              Zapomniałam dopisać, że kiedy Anita stawia wreszcie doktorka na ziemi wyciąga z stanika ten zagubiony parasol i i rzuca mu go pod nogi.


              >No i nasz moralista i tropiciel pornografii ośmiesza się ostatecznie, kończąc "nieprzytomny i >rozebrany do gatek" przyplakacie. Nie może być lepszego dowcipu z herosów umoralniania za wszelką cenę.
              > No i zakochał się w międzyczasie w przedmiocie swojej
              > krucjaty ;]

              Hahaha! Tak. :)



              > Zdaje się, niebawem, trzeba będzie wymyślać codziennie jakąś Nagrodę, bo nie bę
              > dzie wyjścia :]

              Nie mam nic przeciwko. :}

              Buona notte!
              • grek.grek Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 13.11.12, 14:05
                o, w pelni zaslużone dla Ciebie :]

                możliwe, Godzilla - czemu nie, takiej klasy reżyseiros czerpią z każdego gatunku.

                haha, świetne, dzięki, w ruchu wygląda to zacnie i niezwykle klimatycznie :]

                buon giorno :]



                • barbasia1 Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 13.11.12, 16:13
                  Jeszcze raz wielkie dzięki za wszystkie dobre słowa! :)

                  Buon giorno! :)
          • grek.grek Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 12.11.12, 13:42
            Barbasiu, do końca sezonu jeszcze trochę, ale już dziś za spodziewaj się Grand Prix w kategorii : Najbarwniejsza i Najbardziej Czarująca Storyline Roku :]

            pomysłu na nagrodę nie mam jeszcze, może Koleżanki pomogą... :]

            może, na uroczysty moment oficjalnego ogłoszenia, jakiś wierszyk napiszę okolicznościowy dla nagrodzonych Ciebie i Siostry ? :]

            • barbasia1 Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 12.11.12, 16:33
              grek.grek napisał:

              > Barbasiu, do końca sezonu jeszcze trochę, ale już dziś za spodziewaj się Grand
              > Prix w kategorii : Najbarwniejsza i Najbardziej Czarująca Storyline Roku :]

              Greku! Spąsowiałam z dumy, z radości i w ogóle! Warto było siedzieć do pierwszej nocy! :)))


              > może, na uroczysty moment oficjalnego ogłoszenia, jakiś wierszyk napiszę okolic
              > znościowy dla nagrodzonych Ciebie i Siostry ? :]

              To absolutnie cudny pomysł, napisz proszę! Czekam z ciekawością, niecierpliwością ... :)))


              > pomysłu na nagrodę nie mam jeszcze, może Koleżanki pomogą... :]

              Mogę pomóc, ale nie wiem, co Ty na to!?! ;)

              No więc możesz ... możesz ... pocałować w policzek mnie i Bronte, jeśli Bronte nie ma nic przeciwko. ;}}
              • siostra.bronte Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 12.11.12, 17:51
                Hahaha! Grek już chyba żałuje, że wpadł na ten pomysł z nagrodami :))))))
                • barbasia1 Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 12.11.12, 19:22
                  :)
                  Bronte, jakieś defetyzm tu chyba szerzysz!? ;/

                  :)
              • grek.grek Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 13.11.12, 14:18
                haha :] pewnie, że warto, będziemy wracać do Twojego "BOccaccia", i zawsze
                mieć nadzieję na kolejne i kolejne i kolejne Twoje storylines :]

                zatem : napiszę :]

                haha, no proszę bardzo, będę Was w policzki cmokał aż padnę z wrażenia :]
                I z braku tchu.

                może się od tego zamienię w królewicza ? ;]]

                • barbasia1 Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 13.11.12, 15:56
                  Postaram się, Greku! :)))

                  Chciałabym, jak czas pozwoli, opowiedzieć jeszcze "Kręgosłup diabła" (z pomocą, mam nadzieję, Bronte), bo raz , że dobry film, dwa, od niego właśnie zaczyna się wielka popularność hiszpańskich horrorów i thrillerów na świecie.

                  Doczekać się już nie mogę! :)))

                  Może i ja coś dla Ciebie wymyślę!??


                  Hahahaha!
                  Wiedziałam, że na Greka można liczyć! :))))

                  > może się od tego zamienię w królewicza ? ;]]
                  Hahahaha! Bardzo proszę! :))))
                  W każdym razie jedno jest pewne, w żabę czy ropuchę na pewno się nie zamienisz, gwarantuję.

                  A tak w ogóle to był tylko taki żart! ;)


                  • siostra.bronte Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 13.11.12, 16:28
                    O, właśnie, pamiętam, żeby coś napisać o "Kręgosłupie diabła".
                    Hahaha! Barbasiu, a ładnie to tak robić nadzieję, a potem się wykręcać, że to był żart? :))
                    • barbasia1 Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 13.11.12, 23:51
                      :)
                      Wycofuje zdanie o żarcie. :))
                  • grek.grek Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 14.11.12, 15:03
                    orajt :]

                    o, świetna informacja.

                    świetnie, zrobimy wątek wieszokleciarski, na koniec roku :]

                    haha, a ja się spiąłem do czynu ;]]
                    och, do żaby by mi było bliżej się stoczyć niż do królewicza wzlecieć ;]
                    • barbasia1 Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 14.11.12, 16:36
                      > świetnie, zrobimy wątek wieszokleciarski, na koniec roku :]
                      :)))
                      Nie no fajny pomysł, tylko, że ja poznawszy Twoje możliwości ( ubiegłoroczne nagrobki :) narobiłam sobie wielkiego apetytu na Twoją twórczość poetycką i już teraz chciała bym się z nią zapoznać!

                      ODWOŁAŁAM ! ODWOŁAŁAM SŁOWO 'ŻART' JESZCZE WCZORAJ PRZED PÓŁNOCĄ!
                      Bronte świadkiem.
                      forum.gazeta.pl/forum/w,14,140086508,140433381,Re_Boccacio_70_Le_tentazioni_del_dottor_Antoni.html
                      :}
                      :}
                      :}

                      > och, do żaby by mi było bliżej się stoczyć niż do królewicza wzlecieć ;]

                      :)))
                      Masz, Królewiczu, autoironiczny dowcip jak sam Woody Allen.
                      • barbasia1 Re: Boccacio' 70 "Le tentazioni del dottor Antoni 15.11.12, 14:35
                        Zatem, niech będzie na koniec roku.


                        To był żart. Nie będzimy nikogo zmuszać do całowania jejmości jednej czy drugiej. ;))
      • barbasia1 Re: Boccaccio '70 12.11.12, 01:05
        Poprawnie - Boccaccio '70 !
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 8 (vol. 25) 12.11.12, 19:17
      chcialam tylko dac znac, ze jestem, czytam Was pilnie i z zainteresowaniem wielkim, ale mam takie problemy z netem, ze nie daje rady pisac i komentowac.

      Mam nadzieje, ze chociaz to sie uda zamiescic ...
      • barbasia1 OT 12.11.12, 19:30
        O! Maniu! Jesteś! Dzięki za info., wczoraj myślałam o Tobie, zastanawiałam się, czy wszystko u Ciebie w porządku. Zamierzałam nawet dziś pisać post w tej sprawie. Dobrze, że jesteś. Mam nadzieję, ze problemy z netem zostaną szybko usunięte.
        Czekamy na Ciebie, niezmiennie.


        :)
        • siostra.bronte Re: OT 12.11.12, 19:40
          O, miałam właśnie napisać gdzie podziała się Mania. Tak, czekamy :)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 8 (vol. 25) 12.11.12, 19:45
        maniaczytania napisała:

        Chciałam Ci powiedzieć, że już trzy odcinki Mad Menów nam się uzbierały do opowiedzenia.
        • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 8 (vol. 25) 12.11.12, 21:18
          probuje z innego miejsca i kompa ;) moze sie uda...

          Dziekuje Wam za mile slowa :)))

          Barbasiu - najgorsze, ze ja jednego tego ostatniego nie widzialam, buuu ;(
          a z tych dwoch poprzednich to mysle, ze wazny jest motyw synka sasiadki i jego zauroczenia :)
          Jest o tym nawet w tym artykule, ktory obiecalam 'wycisnac' ;)
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 8 (vol. 25) 14.11.12, 15:05
            Wyciśnij ;] administatora sieci, Maniu, może to jego wina, że nie możesz
            się przebić z postami ?..
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 8 (vol. 25) 14.11.12, 15:23
              grek.grek napisał:

              > Wyciśnij ;] administatora sieci, Maniu.

              Tylko nie wyciskaj pana za mocno, Maniusiu, bo kto będzie potem pilnował Twej sieci!?
          • barbasia1 Maniu, Greku Bronte, zainteresowani Mad Men ... 14.11.12, 16:06
            Widzę, że muszę opowiedzieć MM...

            Teraz tylko słówko .

            I zacznę od końca, od sukienek Rudej , znaczy od kostiumów.

            Ruda to ta która szkoliła Peggy i jej doradza, miała dwie przepiękne sukienki, pierwsza była czerwona obcisła z dekoltem na plecach, podkreślająca jej oszałamiająco zgrabną, figurę klapsydry ... mi się napisało, he,he, klepsydry. Druga też była dopasowana, w kolorze granatowym lub ciemnofioletowym ze wstawką u góry w kolorze fuksji z wypustkami pod szyją, które można przewiązać.

            Ruda jest najładniejszą, najzgrabniejszą i najeleganszą babką w agencji , "sunie z gracją po biurze niczym okręt" mówi z zachwytem sam szef agencji, zwierzchnik Dona, który ma romans z Rudą.

            Spotykają się na upojne godziny w hotelu, on jej proponuje związek ( w 6. odcinku), obiecuje,że zostawi swoją żonę (sympatyczną acz średnio atrakcyjną no i niemłoda już) i zbuntowaną, pyskatą córkę, ale ruda nie chce, nie ma złudzeń, wie, że on i ją kiedyś wymieni na nowszy, młodszy model i mówi mu to wprost...

            > a z tych dwoch poprzednich to mysle, ze wazny jest motyw synka sasiadki i jego
            > zauroczenia :)

            A widzisz wyleciało mi to z głowy! Zabawny wątek. :)



            :)
            • siostra.bronte Re: Maniu, Greku Bronte, zainteresowani Mad Men . 14.11.12, 16:23
              Fajnie, że się podjęłaś :)
              Bo jest pewien problem z opisywaniem MM. Nie ma tu jakiejś konkretnej intrygi, wyraźnej akcji. Mamy raczej powiązane ze sobą epizody i grupę bohaterów. No i jakoś trudno to ogarnąć.
              Mnie ten wątek z synkiem sąsiadki raczej przestraszył :)
              • barbasia1 Re: Maniu, Greku Bronte, zainteresowani Mad Men . 14.11.12, 16:53
                Prawda.

                A ja mam jeszcze dodatkowy problem, dekoncentruje mnie czytanie napisów.


                > Mnie ten wątek z synkiem sąsiadki raczej przestraszył :)

                He,he!

                Mały (syn rozwódki, która niedawno zamieszkała z dziećmi w okolicy), niezły aparat, tak mu się spodobała Betty (żona Dona Drapera), która przyszła go popilnować, kiedy jego matka udała się na spotkanie komitetu wyborczego kandydata na prezydenta USA Johna Kennedy'ego, że zażądał od niej pukla włosów.

                A i wszedł do toalety, kiedy Betty niej korzystała! Rzeczywiście lekko dziwny chłopiec. :)
            • grek.grek Re: Maniu, Greku Bronte, zainteresowani Mad Men . 16.11.12, 13:55
              sprytna ta Ruda, uroda i głowa na karku, i zdrowy rozsądek, hehe.
              dobrze widzi, ze facet, ktory puszcza kantem żonę, nie nadaje się
              na trwały związek, a co najwyżej... do zabawy, a zapewne i do
              wspinaczki po szczeblach zawodowego awansu [dla niej].
              rzeczywiście, jak na lata 50-te, to całkiem już nowoczesne podejście
              kobiet do rzeczywistości :]

              dzięki za kolejny punkt orientacyjny na mapie MM :}
    • grek.grek "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj 13.11.12, 13:34
      TVP poczęstowała nas 67 albo 176, przyznam że przestałem liczyć po 50 razie ;], powtórką
      "Karate po polsku", więc skoczyłem na Prima Cool, a ta czeska telewizyjka uraczyła mnie nowością pod ww. tytułem.

      Jest to adaptacja ksiązki niejakiego Jose Saramago. Nie wiem, jak w książce, ale w filmie akcja dzieje się w Nowym Jorku.

      Punkt wyjścia jest intrygujący : znienacka ludzie zaczynają tracić wzrok. Trach i człek ślepy. W przeciwieństwie do tzw. klasycznego ślepnięcia : dzieje się to gwałtownie. I nie otaczają ślepca ciemności, a raczej ma on wrażenie brodzenia w supergęstej mgle.

      Co ciekawe, wydaje się, że jest to... choroba zakaźna, rozprzestrzenia się bowiem poprzez osobisty kontakt z już chorym osobnikiem. Skala zjawiska jest tak szeroka, a łatwość przenoszenia zarazków tak zdumiewająca, że do akcji szybko wkraczają slużby państwowe i w miarę możliwości, zachowując wszelkie środki bezpieczeństwa, wyłapują chorych, pakują do karatek i rozwożą po ośrodkach zamkniętych, w których są oni izolowani od reszty społeczeństwa.

      Akcja skupia się na losach jednego z takich ośrodków. Są to jakieś porzucone koszary. Obiekt jego dokladnie zamknięty, na wieżyczkach żołnierze z karabinami. Nie wkraczają oni ani na dziedziniec ani do środka. Ślepcy sami mają się sobą zająć.

      Wśród całej tej grupy kilkudziesięciu niewidomych jest jedna zupełnie zdrowa osoba. Przez cały film nie pada jej imię, ale jako że gra ją Julianne Moore, to niech będzie "JUlianne". Więc, Julianne jest żoną lekarza [Mark Ruffalo], który badał pierwszy przypadek tajemniczej ślepoty, co sprawiło, że sam się nią zakaził. Kiedy służby epidemiologiczne zabierały go z domu - Julianne skłamała, że także jest ślepa, żeby jej pozwollili z nim jechać. Od tej pory przed innymi udaje niewidomą. Dlaczego akurat jej choroba nie dopadła ? Brak wyjaśnienia. Przypadek ? Przeciwciała ? Genetyczna odporność ?

      Tak więc, Julianne w tych koszarach robi co może żeby ślepcom pomóc się jakoś urządzić. Ci bowiem a to się potykają, a to walą o ściany łbami, a to nie mogą czegoś znaleźc, a to zrzucają ubranie i łazą na golasa, a to znów załatwiają się gdzie popadnie, jak to ludzie niewidomi od krotkiego okresu czasu... małe pandemonium. Ona się stara jakoś nimi pokierować, ale przecież w budynku, który ma kilka bloków, skrzydła, poziomy i wszędzie błakają się ludzie - jedna osoba nie może być jednocześnie wszędzie. Zwłaszcza, ze co jakiś czas przybywają kolejne transporty zakażonych.

      Jeden starszy facet [Danny Glover], zawinięty nieco później, mówi o światowej epidemii, a okraszone to jest telewizyjnymi obrazkami z posiedzenia nadzwyczajnego ONZ, na którym nagle dygnitarze ślepną seriami. Spadaja nagle samoloty, powstają karambole uliczne, przewracają się autobusy itd. Wszystko przez nagłe ataki ślepoty.

      W którymś momencie, nie pamiętam już jak, wybaczcie, pojawia się... pistolet. A do pistoletu dopada arogancki i buńczuczny smarkacz [Gael garcia Bernal]. Wcześniej ogłosił się on "królem oddziału trzeciego"] odpowiadając w ten sposob na propozycję delegacji innych oddziałów, żeby zaprowadzić w koszarach jakieś sensowne rządy, najlepiej na zasadzie reprezentacji demokaratycznej. Król skupił wokół siebie najgorsze szumowiny i kanalie, a więc kiedy w jego łapy wpadł pistolet, którym mógł zacząć terroryzować otoczenie : wiadomo było, że pojawią się problemy.

      Gang Króla najpierw instaluje się w starym pokoju z nagłośnieniem, aby przez megafon zacząć wydawać polecenia i przemowy do reszty pensjonariuszy; natychmiast zaczyna przejmować paczki żywnościowe dostarczane do koszarów. Żołnierze mają w nosie, jak się ślepcy podzielą, to ich sprawa. Król rozkazuje zatem, aby inni mieszkańcy koszarów kupowali od niego jedzenie : płacić mają biżuterią, papierosami, pieniędzmi, co kto ma. Terror i rozbój w biały dzień. Jego księgowym zaś zostaje... facet ślepy od urodzenia. Wiadomo, ślepi od urodzenia to inny rodzaj niewidomych, mają lepiej rozwinięte instynkty węchu, słuchu i równowagi niż ci,którzy dopiero co zostali wzroku pozbawieni. "W naszym położeniu, to supergwiazda", tak Król podsumowuje przewagę zdolności swojego człowieka w stosunku do poozstałych.

      no, ale przecież jest Julianne, która widzi, a więc która potencjalnie może być królową :]

      I tu się zaczyna problem następny. Bo Julianne czeka z reakcją. jasne, ślepiec z bronią, to nadal człowiek uzbrojony, ale przecież można go zajśc od tyłu i walnąc rurą w łeb. Przewaga widzącego nad ślepcem jest przerażająco ogromna. Julianne jednak czeka. W międzyczasie jest świadkiem, jak jej własny mąż ma seks z jedną z latynoskich koleżanek. Połączyła ich chwila, rozpacz, wspólnota postaw, której mąz z Julianne odnaleźć nie mógł [ona widzi, on nie... to nie jest to samo, to oddala od siebie, nawet jesli kochaja się nadal, a ona pomaga mu jak może]. Julianne nie dośc,ze im wybacza, to jeszcze ją przytula.

      Jej postawa wydaje się niezrozumiała już wówczas. Za moment staje sie kuriozalna.

      Oto bowiem Król i jego gang, po wydrenowaniu pozostałych osadzonych z kosztowności - za kolejne partie jedzenia każe sobie płacić... seksem. A więc - kobietami.

      Terroryzowani mają więc do wyboru : walczyć z Królem i gangiem, głodować albo wysłać kobiety w rolach materaców. Naradzają się. Kiedy pierwszy z facetów rzuca "są jakieś ochotniczki ?" wiadomo, że ta grupa mężczyzn nie rzuci się do walki z gangiem. Gang tworzą agresorzy, reszta męzczyn to trusie. Zostają dwa wyjścia. I wtedy pierwsza z kobiet zgłasza się grobowym głosem. A za nią Julianne. I następne. W sumie osiem. Idą do skrzydła, ktore zamieszkują gangsterzy i oddają się im w jakiejś dziwnej orgii dziejącej się w niemal zupełnych ciemnościach. A Julianne, za przeproszeniem, robi laskę Królowi, zamiast walnąc go w łeb. Nie rozumiem. Ona wydaje się cały czas rozmyślac, być roztrzęsioną, bić się z myślami, ale pozwala aby TO się działo. Ten koszmar. Efektem jest śmierć jednej z kobiet. Jeden z gangusów tak się rozochocił, ze ją po prostu pobił.

      KObiety wracają z powrotem, z minami post-traumatyczynymi, niosąc swoją martwą koleżankę.
      Faceci nie widzą, ale czują ten chłod smutku i upokorzenia. Własnego też, bo co to za mężczyźni, którzy pozwalają by gwałcono ich kobiety.

      Wtedy dopiero Julianne otwiera się klapka. Kiedy następnego dnia Krol znów każe przysłać sobie i swoim ludziom grupę kobiet w celac origiastycznych - Julianne postanawia działać. I gdy Krol i jego kompani zabawiają się erotycznie, podkrada się z nożyczkami w ręku i wbija je w tętnicę szyjną Króla zabijając go na miejscu i pozwalając kobietom uciec.

      Przerażenie. Po obu stronach. Ci od Krola zostali wreszcie trafieni i wyrwani z błogostanu. Ci od Julianne boją się zemsty. ZBierają się więc do walki, nie mają wyjscia - wtedy Julianne przyznaje, że widzi, że jest zdrowa. Konsternacja. Nikt nie zadaje jej pytanie "dlaczego nic nie zrobiła od razu, tylko czekała tak długo ?", ale pewnie dlatego,zeby nie psuć nastroju :]

      Dochodzi do konfrontacji między obiema grupami, ten ślepy od urodzenia strzela na oślep, wybucha pożar, zupełny chaos się tworzy. grupa Julianne ucieka z budynku, wypada na dziedziniec, wołają żołnierzy żeby pomogli gasić ogień. Odpowiada im głucha cisza. Nikogo nie ma. A drzwi na zewnątrz się otwarte. Więc Julianne bierze pierwszego za ręke, tamten nastepną osobę i takim łańcuchem ruszają w miasto...

      Miasto zupełnie wygaszone, bez autobusów, tramwajów, samochodów. Wszystko stoi. Cisza zupełna. Na ulicach masa śmieci, porozbijane auta, i ślepcy krążący niczym zombie. Julianne prowadzi swoją grupę w ten cały rozgardiasz. Próbuje cichaczem coś wynieść z marketu, jakies jedzenie, ale buszujacy tak niewidomi wyczuwają ją, atakują, powalają, chcą ograbić z zapasów, ledwie jej sie udaje uciec. I nagle zaczyna padać deszcz... I wszyscy wyciągają w górę ręce, rozbierają się niektórzy, myją się, uśmiechają. Nadal niewidomi, ale jakby pocieszeni na chwilę.

      JUlianne zabiera swoich ludzi do ich, jej i męza, własnego domu.


      • grek.grek "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj [2] 13.11.12, 13:56
        w tym domu jakoś się organizują, ona zastawia stoły ugotowanymi potrawami, sałatki, oliwki,
        i inne farmazony, a do tego woda w kieliszkach do szampana. Piękna kolacja.

        A rano... tak samo nagle jak stracił wzrok - tak gwałtownie odzyskuje go Azjata, który jako pierwszy zachorował.

        A więc - to przejściowy stan. Wkrótce wszyscy odzyskają widzenie w oczach. Wszystko wróci do normy, wszystko będzie dobrze... JUlianne łzawi ze szczęścia, i z ulgi, że nie będzie musiała im matkować do końca życia ;] Wychodzi na taras, patrzy na miasto, ktore niebawem zacznie się odradzać...

        tutaj trailer :
        www.youtube.com/watch?v=03T09FAWaIQ
        a tutaj prawie 8-minutowy :} :
        www.youtube.com/watch?v=IB_bFuM_8tM
        obrazek zatrzymanego ruchowo NYC - ciekawy, ale troche kameralny, zabrakło
        kilku panoramicznych ujęc, takich jak choćby ujęcie pustego Londynu w "28 dni później", ale
        tegoż NYC w "Vanilla Sky".

        zachowanie Julianne, o którym wspominałem w opisie... zastanawiające. MOże to jakaś głęboka psychologia miała być, że ona nie ma nawyku używania przemocy i dopiero musi do tego dojrzeć... niemniej - wielkiej szamoraniny, na tym tle, nie dostrzegłem. A Julianne Moore to aktorka, która by to zagrała, gdyby scenariusz obejmował taki wątek. Co, wg mnie, sugeruje, iż ten film tu i tam został niedopracowany przez jego twórców.

        Interesująca jest konkluzja, że : ślepi czy nie - nie tracimy instynktów. W zamkniętej społeczności chorych rządzą te same prawa, co w świecie normalnym : chęć dominacji, kontroli, zysku, przemoc, agresja, kłótnia... Choroba nie uszlachetnia. Niełatwo zapomnieć być człowiekiem. Nawet podziały są te same : wilki versus owce :] Na dobrą sprawę : hej, dlaczego miałoby być inaczej ? To nie oczy są problemem, tylko mózgi. Niemniej, mialem taki odruch : skoro dotknęło ich kalectwo, to mogliby być inni, per aspera ad astra i tak dalej... Choroba, kalectwo wyczula, zmienia, uwrażliwia. Nie. To nieprawda. A przynajmniej nie dotyczy to wszystkich, drobne gesty przyjaźni i wsparcia równoważone są aktami przemocy i terroru.

        Ciekawe, że - mimo iż aktorzy bardzo dobrze odgrywają ślepców, w pewnym momencie łatwo zapomnieć,ze akcja toczy się pomiędzy ludźmi pozbawionymi wzroku.

        Julianne Moore jest zawsze świetna i nie inaczej teraz. Gael Garcia Bernal w roli szwarccharakteru - zaskakujaco dobry i odpowiednio mieszający cynizm z drwiną, jak w scenie, w której z megafonu śpiewa wszystkim "I Just called to say I Love you...", kołysząc się do rytmu w charakterystycznej pozie samego autora tego superhitu StevieWondera. Ślepy ślepym śpiewa hit ślepego... Tego jeszcze nie grali :] Tragikomiczna scena.

        • grek.grek Re: "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj [2] 13.11.12, 14:01
          haha, ten 8-minutowy trail, to puszczony 3-krotnie z rzędu puszczony normalny 2,5 minutowy :]
          następnym razem sprawdzę, zamiast wysyłać od razu.
        • siostra.bronte Re: "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj [2] 13.11.12, 14:24
          Świetnie napisane, Greku :) Tytuł obił mi się o uszy.
          Myślę, że w przypadku epidemii, a nie jednostkowego przypadku, nie ma mowy o szlachetności. Ludzie walczą po prostu o przeżycie i są wtedy w stanie dopuścić się najgorszych rzeczy.
          Fajnie, że dodałeś trailera. Cała historia nabiera życia :)
          • grek.grek Re: "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj [2] 13.11.12, 15:36
            Dzięki, Siostro :]

            celna uwaga.
            jakkolwiek, zachowania Króla 3 Oddziału i jego gangu mają podłoże czysto koniunkturalne, takie mam wrażenie, Ich celem jest rządzenie za pomocą tłamszenia i wyzysku. przeprowadzają, de facto, zamach stanu i szantażem oraz terrorem zaprowadzają porządki służące ich interesom.

            sytuacja ekstremalna albo ludzi dopinguje do współdziałania i współpracy albo do wyniszczającego konfliktu wewnętrznego. Tutaj jedna grupa chce po prostu podporządkować sobie drugą.

            wiesz, wydaje mi się, że to jest krytyka społeczeństwa zamkniętego, a i nawet samych instytucji zamkniętych, dzielnic zamkniętych, w których w pewnym momencie wydzielic się musi grupa, która nie chce dzielić się sprawiedliwie z innymi, która chce mieć przywileje i sprawować rządy. W każdym więzieniu, w każdych slumsach, w każdej grupie odizolowanej od świata musi w końcu ruszyć proces ustalania hierarchii i porządków. Pytanie : w którą stronę - współdziałania czy terroru jednych wobec drugich ?

            Może dlatego, ze człowiek, to przede wszystkim zwierzę i ma te same instynkty ?

            Przypomniał mi się "Władca much" Goldinga, klasyczna opowieśc o tego typu sytuacji, tam - dotycząca grupy malych chłopców, ktorzy przeżyli katastrofe samolotu, i na bezludnej wyspie organizują własny świat. I chociaż to małe dzieci, w sytuacji odizolowania i skoszarowania, zamknięcia w grupie - dochodzą w nich do głosu wszelkie instynkty ludzkie, zachowują się z biegiem czasu, jak dorośli, instynktownie, bo przecież nie mieli czasu do tego społecznie dojrzeć, nauczyć się pewnych zachowań, podpatrzeć. Instynkty uwalnianie w określonych okolicznościach.

            tak ja bym to ostrożnie widział :]

            wziąłem sobie do serca tamte niedopatrzenia, przekonawszy się, na przykładzie Twoich/Waszych opisów, jak pomocne są dla wizualizacji te videopodpowiedzi :]

            • siostra.bronte Re: "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj [2] 13.11.12, 16:25
              O, też miałam skojarzenie z "Władcą much".
              W takich ekstremalnych sytuacjach ktoś musi zaprowadzić jakiś porządek. Silniejsi i bardziej brutalni mają na to większe szanse.
              Tak, z załączonymi filmikami nasze teksty są jeszcze bardziej atrakcyjne :)

              • grek.grek Re: "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj [2] 14.11.12, 15:07
                no własnie, tylko porządek zaprowadzany na zasadzie prawa dżungli prowadzi do
                do terroru i wyzysku.

                dzięki, weszło mi w krew ;]
        • barbasia1 Re: "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj [2] 14.11.12, 00:22
          Interesująca historia...

          cdn.


          :)

          • grek.grek Re: "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj [2] 14.11.12, 15:00
            to prawda :]

            zaczekam na Twój cd :]

            aha, oglądałaś [oglądaliście] wczoraj "Braci Karamazow" zapowiadanych ?
            [ja tak, ode mnie jutro parę słów]
            • barbasia1 Re: "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj [2] 14.11.12, 16:59
              Wczoraj o tej porze ciąg dalszy nie chciał

              > aha, oglądałaś [oglądaliście] wczoraj "Braci Karamazow" zapowiadanych ?
              > [ja tak, ode mnie jutro parę słów]

              Wczoraj miałam ciężki dzień, nagrałam sobie "Braci Karamazow", będę oglądać w weekend.

              Świetnie, jestem bardzo ciekawa Twoich wrażeń.

              :)
              • barbasia1 Re: "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj [2] 14.11.12, 17:00
                Wczoraj o tej późnej porze ciąg dalszy nie chciał się ujawnić. ;)
              • grek.grek Re: "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj [2] 15.11.12, 14:42
                orajt :]

                nie wiem, czy dziś jeszcze uda mi się "Braci' skomentować, ale postaram się zdązyć
                na sobotę przynajmniej.

                wiesz, dzisiaj Pardoks, Tajne przez poufne... będzie co oglądać i komentować, aczkolwiek...
                nie mam za wielu uwag dot. "Braci", raz że na teatrze się specjalnie nie znam, dwa - w zasadzie
                mam duże wątpliwości, czy Dostojewskiego da sie bez bolesnych zabiegów na scenę albo
                na ekran wtłoczyć. Napiszę o tym też :]
                • barbasia1 Re: "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj [2] 17.11.12, 18:59
                  > nie mam za wielu uwag dot. "Braci", raz że na teatrze się specjalnie nie znam,
                  > dwa - w zasadzie
                  > mam duże wątpliwości, czy Dostojewskiego da sie bez bolesnych zabiegów na scenę
                  > albo
                  > na ekran wtłoczyć. Napiszę o tym też :]

                  No tak.

                  W przekładzie na dzieło filmowe czy teartalne książka zawsze traci. Siłą rzeczy bogactwo treści, sensów musi zostać okrojone na potrzeby adaptacji.

                  Zostawmy to na przyszły tydzień. W ten weekend nie dam rady obejrzeć "Braci".
      • barbasia1 Re: "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj 14.11.12, 15:18
        W książce Saramago (nie czytałam :/, ) , jak mówi opis wydawcy, jest to nienazwane miasto w nienazwanym kraju ...

        Właśnie, w warunkach ekstremalnych wchodzą z człowieka najgorsze, najprymitywniejsze instynkty, na co dzień złagodzone przez normy społeczne , to znana od dawna prawda.

        Mnie na myśl przyszedł eksperyment Zimbardo, o którym, jeśli już jesteśmy przy filmach, opowiadał film fabularny pt. "Eksperyment" Olivera Hirschbiegela, mamy go zresztą dzięki Grekowi w naszych archiwach.

        >zachowanie Julianne, o którym wspominałem w opisie... zastanawiające. MOże to jakaś >głęboka psychologia miała być, że ona nie ma nawyku używania przemocy i dopiero musi do >tego dojrzeć... niemniej - wielkiej szamotaniny, na tym tle, nie dostrzegłem.

        Może chodziło o to, że ona z natury była najmniej skażona złem? I że tylko tacy mają szanse ocaleć???


        Trzeba by sięgnąć po książkę portugalskiego noblisty.


        :)







        • barbasia1 Re: "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj 14.11.12, 18:11
          >zachowanie Julianne, o którym wspominałem w opisie... zastanawiające. MOże
          > to jakaś >głęboka psychologia miała być, że ona nie ma nawyku używania prz
          > emocy i dopiero musi do >tego dojrzeć... niemniej - wielkiej szamotaniny, n
          > a tym tle, nie dostrzegłem.
          >
          > Może chodziło o to, że ona z natury była najmniej skażona złem?

          Boszszsz, to samo, co Ty napisałam!??

          To znaczy, że się zgadzamy.
        • grek.grek Re: "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj 15.11.12, 12:29
          w filmie, to był chyba ukłon w stronę kraju, który dostarczył filmowi
          główne aktorskie twarze ;]

          świetny przykład, Barbasiu, z tym eksperymentem Zimbardo, perfekcyjny.
          Jak łatwo wejść w narzuconą przez okoliczności rolę.

          może [co do Julianne].
          dziwił mnie jednak ten paraliż, biernośc, przy takiej przewadze
          jaką miała nad ślepym gangiem.

          może pojawiały się tu też wątpliwości dotyczące stosowania przemocy wobec, jak
          by nie było, ludzi dotkniętych nieszczęściem, kalectwem [wówczas jeszcze nie
          było wiadomo, czy przejściowym tylko, czy jednak trwałym] ?

          warto by było :]
          wiesz, mnie by ciekawiło głównie to, co myślała Julianne, czy ksiązka to
          precyzuje; może gdzieś się trafi, może w necie nawet jest w całości na
          jakiejś stronie.
          • barbasia1 Re: "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj 17.11.12, 18:52
            > wiesz, mnie by ciekawiło głównie to, co myślała Julianne, czy ksiązka to
            > precyzuje; może gdzieś się trafi, może w necie nawet jest w całości na
            > jakiejś stronie.

            właśnie się dowiedziałam, że Mania czytała ksiażkę, (patrz jej blog oraz post nizej) tyle, że w 2009 roku, nie wiem czy będzie jeszcze pamiętać takie szczegóły. Ale mozna spytać.
          • barbasia1 Re: "MIasto ślepców; Blindness" z wczoraj 19.11.12, 22:54
            Skojarzenie antyutopią - "Władcą much" jeszcze bardziej na miejscu.

            :)
      • maniaczytania "MIasto ślepców" - suplement 16.11.12, 18:45
        Jako, ze obiecalam kiedys Barbasi, ze jak tylko znajde cos na blogu, co bedzie pasowalo do watku, to wkleje linka, prosze bardzo, moja recenzja ksiazki z 2009r.(recenzja z tego roku znaczy;) ):

        mojeprzemiany.blox.pl/2009/07/Miasto-slepcow-Jose-Saramago.html
        Jakbyscie o cos chcieli zapytac, to, o ile pamietam, odpowiem ;)

        Jesli chodzi o miejsce, to jak juz Barbasia pisala - nieokreslone, takie everycity in everycountry, mysle, ze to celowy zabieg byl, zeby ukazac, ze to sie moze stac/dziac wszedzie. Filmowcy tu chyba byli zbyt doslowni.
        • barbasia1 Re: "MIasto ślepców" - suplement 17.11.12, 18:49
          Świetnie, Maniu!

          I też przyszedł Ci na myśl eksperyment Zimbardo!

          >Filmowcy tu chyba byli zbyt doslowni

          Amerykanie lubią filmy, których akcja dzieje się w Ameryce. Pamiętasz wypowiedzi amerykanskich twórców "Dziewczyny z tatuażem" o tym, jak ciężko było im podjąć decyzję o umieszczeniu akcji zgodnie w pierowzorem książkowym poza Ameryką . :)

          A'propos oryginalnej formy zapisu tekstu w tej i innych książkach Saramago (który, jak pisała na blogu Mania nie wyodrębnia dialogów, nie stosuje innych znaków przestankowych poza przecinkami i kropkami, rzadko używa akapitów; więc ciągłe zdania w jego powieściach rozpościerają się na wiele, wiele stron), sam autor, jak czytałam, mówi, że jego książki przeznaczone są do głośnego czytania, a lektor potrzebuje tylko przecinków i kropek, by móc zaczerpnąć tchu. :)

        • grek.grek Re: "MIasto ślepców" - suplement 18.11.12, 13:04
          Ja bym chciał zapytać : dlaczego ta Widząca Osoba tak późno reaguje na to, co
          wyczynia "król oddziału trzeciego", dlazczego tak długo zwleka, pozwala aby doszło
          do gwałtów, a w efekcie - do morderstwa ? Czy są w ksiązce jakieś procesy myślowe
          tej postaci, ewentualnie : czy narrator wyjaśnia motywy jej postępowania ?

          [o ile, ofk, film jest zgodny z ksiązką i w obu przypadkach Widząca zachowuje się
          jednakowo]
          • maniaczytania Re: "MIasto ślepców" - suplement 24.11.12, 17:34
            grek.grek napisał:

            > Ja bym chciał zapytać : dlaczego ta Widząca Osoba tak późno reaguje na to, co
            > wyczynia "król oddziału trzeciego", dlazczego tak długo zwleka, pozwala aby doszło
            > do gwałtów, a w efekcie - do morderstwa ? Czy są w ksiązce jakieś procesy myślowe
            > tej postaci, ewentualnie : czy narrator wyjaśnia motywy jej postępowania ?

            Z tego, co pamietam, to troche jest. Ona na poczatku udaje slepa, zeby nie rozdzielic sie z mezem. A pozniej to chyba bardziej ze strachu, co zrobia inni, gdy dowiedza sie, ze ona caly czas widziala i nic nie zrobila.

            > [o ile, ofk, film jest zgodny z ksiązką i w obu przypadkach Widząca zachowuje się
            > jednakowo]

            Tego nie wiem, bo filmu nawet nie mam zamiaru ogladac, brr!
    • grek.grek "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek 14.11.12, 13:11
      Hank Moody to naprawdę dobry człowiek :] Ten odcinek znów to potwierdza w całej okazałości.

      jak pamiętacie, zatrzymało się w momencie, gdy po kolejnym gołym wybryku nabombanego Richarda Karen wieczorową porą przychodzi do Hanka i zwierza się, że Richard wrócił do pijakowania i ona już nie wytrzymuje tempa i że "być moze popełniła błąd"[wiążąc się z Richardem i odrzucając ostatecznie Hanka ?]...

      I oto - pstryk : poranek, Karen i Hank razem w łózku, czyżby spędzili noc na upojnym seksie ? Takie dramatyczne skojarzenia ma Karen zaraz po przebudzeniu. Pyta Hanka, czy "coś się działo...?", bo "za dużo wypiła poprzedniego wieczora i nic nie pamięta" - on na to, ze "owszem, to była seksopera, a twoja aria olśniewająca", ale widząc jej przerażone spojrzenie - zaraz sie z tego wycofuje, mówiąc, że żartował i do niczego nie doszło.

      Dzwonek do drzwi. Hank w gaciach bieży otworzyć. A tam Richard. Mocno wczorajszy. I zaczyna się spowiadać przed Moodym, jak to zawalił sprawę z Karen, że alkohol go rujnuje na polu partnerstwa w związku. W dodatku : ostatnią noc spędzi na baletach i postaradał tam obrączkę [chyab nie ślubną, raczej taką "związkową"]. Hank nie chce, by Richard zobaczył, iż Karen jest u niego, więc prowadzi go na górę. Do pokoju, w którym... na łóżku śpi Łysy. Goły jak święty turecki. I zostawia Richarda w środku.

      Schodzi na dół, Karen już jest ubrana i szykuje się do wyjścia. Hank ją odprowadza do drzwi cały czas lustrując krótkimi urywanymi spojrzeniami otoczenie dookoła nich :] Karen pomstuje na Richarda, ze w zasadzie to nawet by go mogła z domu wywalic, zeby się nauczył moresu, ale "to mogłoby tylko pogorszyć sprawę". Moody przytakuje, cały czas śledząc czy Richard nie nadlatuje, aż do szczęśliwego opuszczenia domu przez Karen. Od razu Hank darłuje na górę, i widzi... jak Richard śpi z Charliem obejmując gołego Lysego od tyłu czule niczym kochankę.

      Hank chce pomóc Richardowi i jadą razem w miejscu, gdzie Richard świetnie się bawił zeszłej nocy. Okazuje się, ze spędził nockę ze striptizerką z baru, jejmością pod 40, z 15 kg nadwagi ulokowanymi w wyeksponowanym biuście, mieszkającą razem z plakatami rockowych kapel i muzyka GUn's Roses puszczaną na cały regulator. I nad wyraz swobodną w zachowaniach. Ot taka, Sue Collini [Barbasiu, pamiętasz ? :)] w postaci spóźnionej rockandrolówy, która nie zauwazyła, ze Gunsi są na emeryturze.

      Hank pyta ją, czy pamięta Richarda, na co ona, ze owszem. Hank : co robiliście tej nocy ? Ona : masz na mysli, czy się bzykaliśmy ? Hank : mniej więcej. Ona : uważasz, ze jak tańczę na rurze, to daję wszystkim którzy chcą ? [Hank lekko zmieszany] Ona dalej : był podpity, zabrałam go do siebie, zrobiłam mu herbate, a potem oglądaliśmy serial... Hank nie wie co powiedzieć i nagle ona wybucha : hahaha, no pewnie, ze się bzykaliśmy ! to zwierzak ! :]

      Richard zginał w poszukiwaniach obrączki, a Hank pyta striptizerki czy ją aby znalazła, na co ona pokazuje wisiorek na szyi - że owszem, ma ją tutaj. I Hank z własnej kiesy musi odliczyć kasę i zapłacić za kawałek żelastwa ;] A pani rock'n strtip każe sobie bulić słono.

      NO ale nic, obrączka odzyskana, Richard uratowany. Jak to Hank pomaga ocalić związek swojej ukochanej z obcym facetem... Dla jej dobra.

      Richard zupełnie nie pamięta, co sie działo w nocy. Dręczy go myśl, że zdradził po pijaku Karen. Prosi Hanka, zeby powiedział mu prawdę, na co Hank oczywiście kłamie, ze nic nie zaszło między Richardem, a striptizerką.

      Następnego dnia Hank jest u Karen w jej domu. Pukanie do drzwi. Hank otwiera. Striptierka :] Przyniosła jeszcze jedną rzecz, którą Richard zostawił u niej tamtej nocy. I znów Hank musi zapłacić. Stara się zbyć jakoś 90 kg dziewoję stylizowaną na rockanrollową "groupie", ale nie udaje mu się na czas, bo Karen wychodzi zobaczyć kto przyszedł i nakrywa ich - Hank przedstawia striptizerkę [Molly, ma na imię, przypomniałem sobie, albo i nie ma, ale tak ją Hank tytułuje], jako swoją dziewczynę. Molly w pierwszej chwili jest skonsternowana, ale zaraz przyjmuje konwencję. I jak na złośc, zamiast sobie pójśc - pyta Karen, czy moze wejść do środka i się rozejrzeć w jej "wypasionym domu". Karen nie odmawia i wpuszcza Molly do środka. Czyli już wiadomo, ze będą kłopoty :]

      Molly zostaje dłużej, wywiązuje się rozmowa, w której hałaśliwa i wulgarna striptizerka przywołuje swoje wspomnienia, kiedy wycierała tyłek po garderobach starych rockmanów i wzbudza ogólne zażenowanie opowiastkami, gdzie i jakim sposobem "zsikała się na dywan, a jemu [rockmanowi jakiemuś] się to spodobało". ech, szalone lata 80-te ;] Tyler, chłopak Beccy, nie za bardzo może uwierzyć, jak zresztą cała reszta, że Molly i Hank są razem. Na osobności Tyler mówi Hankowi, czemu kryje, że Molly spała z Richardem, właśnie ma szansę odzyskać Karen - wystarczy jej to powiedzieć. Hank jednak nie ma zamiaru. Tyler niemal go podziwia za oddanie i poświęcenie. I przy okazj ma prośbe, żeby Hank przeczytał scenariusz filmowy jego autorstwa. hank z trudem się zgadza, za cenę milczenia Tylera o Molly :] Bystry chłopak, Karen się nie zorientowała, a on owszem ;]

      Mollyu zresztą przystawia się do Tylera, który dodatkowo wygadał się, ze gra na gitarze w amatorskim zespole rockowym. Molly widać ma radar nastawiony na ten obszar poszukiwań :]

      Generalnie, poza rażącym chamstwem Molly jakoś by się udało Hankowi przetrwać, ale katastrofa zawsze przychodzi w ostatniej chwili. I tak oto Hank i Molly mają wychodzić, Hank kłamie że jadą razem na jakąś rock party, kiedy pojawia sie Richard i jest zszokowany obecnością Molly w jego własnym domu - jest zdenerwowany, ale Hank daje mu znaki, że wszystko jest pod kontrolą, więc Richard się uspokaja, mimo że Molly za plecami Hanka daje mu znaki, że... mówiąc oględnie "zaspokajała go ustami" tamtej nocy ;] Richard więc zostaje uświadomiony, że jednak cos się stało.

      chwilę później z Molly wyłazi zwierzę - dopada Tylera, chłopaka Beccy, i zaczyna go traktować... jak striptizerka klienta :] Becca reaguje od razu, odpycha ją od swojego faceta, na co Molly odpycha Beccę, na co Becca z pomocą Karen powalają Molly na ziemię i kopią w okazały, co nie znaczy że zgrabny, zadek :] Chryja na całego. Karen wściekła każe Molly spie,przać. I rzuca się na Hanka, że znów zawalił sprawę, przyprowadzając do domu taką chamkę. Za chwilę Moody zbiera także bomby od córki - za to samo, że znów spartolił. Becca wali mu bez ogródek, ze "lepiej by nam było bez ciebie, bo zawsze musisz coś zepsuć, lepiej by nam było z tobą, gdybyś siedział sobie w Nowym Jorku" - mocne. Zwłaszcza, ze Hank własnie uchronił swoją twarzą związek Karen i Richarda przed rozpadem.

      A co tam z Łysym ? Łysy ma nową dziewczyną. Tę młodą opiekunkę do dziecka. Chciałby się z nią zabawić w doktora, ale ona odmawia, bo nie chce naruszać stosunkow pracy. Syn Łysego i Marcy jest u Marcy, którta mieszka ze Stuartem.

      Lizzie, tak nazywa się opiekunka, opowiada łysemu przygodę jaką miała w domu państwa - myślała że jest sama i postanowiła popływać nago w basenie, i kiedy w z niego wychodziła zastał ją Stuart. Lizie się bardzo zawstydziła. Marcy się wnerwiła i ją zwolniła. Łysego bardziej w tej opowieści interesuje nagość Lizzie niż cała reszta :] Dziewczyna kończy opowieśc i prosi Charliego, zeby pozwolił jej się wykąpać, bo po basenie zawsze to musi zrobić... ona idzie do łazienki, a Łysy ciągle myśli... ona na to zniecierpliwiona : tak ! będę w tej łazience całkiem naga ! Na co Łysy wydaje triumfalny okrzyk :]

      Według wersji Stuarta było inaczej : Lizzie wcale sie nie zawstydziła, a przeciwnie - kusiła go swoją golizną i pytała zalotnie, czy nie załatwiłby jej jakiejś roli w filmie [Stuart to producent filmowy].

      Łysy nachodzi Lizzie w łazience, nagą oczywiście, ale, jak to łysy, z wdziękiem przeprasza, że tak znienacka, ale myślał, ze już skonczyła. na co Lizzie najpierw się zakrywa ręcznikiem, a potem i Charliego pyta o te możliwości filmowe, bo...


      • grek.grek "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek [2] 14.11.12, 13:18
        ... bo ona, malusia, nie wie, co ze sobą teraz począć, skoro Marcy ją zwolniła z pracy.

        Charlie na to ostrożnie, że... zwolniła cię, a więc... nie ma już przeszkód, zebyśmy mogli... pójśc ze sobą do lóżka ? Na co Lizzie,że faktycznie, zrzuca ręcznik, zadaje Łysemu oczopląs swoją nastoletnią golizną, po czym lądują tam gdzie wiadomo, w celach spodziewanych :]

        I dzwoni Marcy - jest zrozpaczona, bo nie może sobie dać rady z opieka nad synem. Pyta Charliego, czy nie wie, gdzie jest Lizzy, bo chciała by ją z powrotem zatrudnić. Łysy, leżący właśnie obok Lizzy, powiada, ze nie wie, ale na pewno jej przekaże dobrą nowinę.

        Lizzy ofk cieszuy się z odzyskanej posady, a Łysy na to, że... skoro tak, to znaczy że powtórka nie wchodzi w grę ? na co Lizzie, że - jezcze nie została oficjalnie przywrócona do pracy, więc... mogą machnąc "na drugą nogę" :]

        A Hank, jak zwykle sponiewierany i oskarżony i skazany za najgorsze, odjeżdza ze stripizerką. "o, masz porsche", mówi ona i zaczyna na masce auta jakies wygibasy wykręcać, Hank patrzy na nią z coraz większym uśmiechem, włącza muzykę, Whitesnake "Here I go", z wielce wymownym tekstem, na co ona "masz świetny gust muzyczny" [to był hit lat 80tych, góra połowy lat 90, hehe], na co Hank jeszcze bardziej się uśmiecha, akurat w momencie, kiedy wokalista wyśpiewuje "here I go, again on my own, i was born to walk alone, I'M WASTED NO MORE TIME" :]
      • grek.grek Re: "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek 14.11.12, 13:34
        niestety, trailera nie uświadczysz w tym netowisku :]

        ale fotografie są ;
        Hank z Molly :
        static.tvfanatic.com/images/gallery/drea-de-matteo-on-californication.jpg
        Łysy zaskoczony :
        cyncity.typepad.com/.a/6a00d8341c9e5b53af0168e7a6071b970c-450wi
        Richard, nie z w.op odcinka, ale tak dla orientacji ;] :
        www.tvequals.com/wp-content/uploads/2012/01/Californication-Waiting-For-Miracle-Season-5-Episode-4-9.jpg
        • barbasia1 Re: "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek 14.11.12, 18:08
          Oczywiście, że pamiętam poprzedni 6. odcinek. Trzy razy go czytałam, trzy razy zbierałam się do napisania komentarza, zawsze coś przeszkadzało, przepraszam! Komentarz pojawi się za chwil kilka.

          Świetny odcinek. :))

          Czuję, że jak prawda o Molly i Richardzie wyjdzie na jaw, a musi prędzej czy później wyjść to jasne, notowania Hanka u Karen polecą wysoko w górę jak Baumgartner w swoim balonie, bijąc rekord wysokości skoku spadochronowego. ;)

          Sue Collini nie da się zapomnieć. :)


          To na dziś wieczór niech zagrają " Whitesnake" "Here i go again"
          www.tekstowo.pl/piosenka,whitesnake,here_i_go_again.html
          (Słabo ich pamiętam.)
          :)



          PS

          /U mnie nie wyświetla się drugie i trzecie zdjęcie./


          >"z jejmością pod 40"

          Heh!?!??!




          • siostra.bronte Re: "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek 14.11.12, 18:49
            To był hit :)
            U mnie też fotki się nie wyświetlają.
            Świetnie wychwyciłaś tę "jejmość", hehe. Niech się teraz Grek tłumaczy :)
            • grek.grek Re: "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek 15.11.12, 12:24
              haha, czyżbyście posądzały panią Molly o wiek 40+ ? ;]

              jak tak pomyślałem na spokojnie, to faktycznie... fanka Whitesnake to jednak
              musi być metrykalnie zaawansowana, hehe.
              • siostra.bronte Re: "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek 15.11.12, 12:47
                Niee. Uważamy, że określenie "jejmość" dla jeszcze młodej babki to przesada.
                Ech, ci młodzi. Myślą, że nigdy nie będą mieli 40 tki :))
                • barbasia1 Re: "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek 15.11.12, 14:30
                  Właśnie, właśnie.
                  A tu czas tak nieubłaganie dla wszystkich pędzi.

                  :)
                  • grek.grek Re: "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek 15.11.12, 14:50
                    ech tam, dzisiaj i 60-tka to już nie problem, a patrząc na Sophię Loren to i setka nie powinna
                    być niczym strasznym ;]
                    • barbasia1 Re: "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek 15.11.12, 15:57
                      :))

                      Jakoś to mało pocieszająco to brzmi, Greku.



                    • siostra.bronte Re: "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek 15.11.12, 16:07
                      :)))
                • grek.grek Re: "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek 15.11.12, 14:48
                  aaaa, teraz rozumiem :]

                  ale serio, jakaś taka poważna nad wiek się wydawała, może nawet pod 50-tkę... ;]
          • grek.grek Re: "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek 15.11.12, 12:22
            świetnie :]

            hehe, też tak uważam, miałem obawy wobec tej serii, ale póki, okazuje się, że
            wszystkie były zupełnie bezpodstawne.

            też mam takie wrażenie.
            aha, wiesz, tak mi się wydaje, że Hank okłamał Karen także w sprawie ich
            wygibasów lózkowych - kiedy rano się budzą, mówi jej, że nie mieli ze sobą seksu,
            ale zapewne mieli, ale nie chciał w niej budzić poczucia winy.

            haha, to prawda, niezastąpiona była.

            o, dzięki, czułem, że czegoś bardzo brakuje opisowi tego odcinka :]

            przepraszam za te fotki; aczkolwiek... oglądać Łysego... brrr ;]]
            • barbasia1 Re: "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek 15.11.12, 14:55
              Oby tak do końca.

              Nie zdziwiłabym się gdybyś miał rację ...

              Też nie palę się do oglądania Łysego, he, he. Tylko dla porządku informuję. I żebyś wiedział, że czytam, zaglądam w materiały, które dołączasz, by nam tu dogodzić.
              Najważniejsza była tu zdjęcie Molly , bo to nowa postać.

              :)
              • grek.grek Re: "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek 16.11.12, 13:45
                Oby :]

                haha, doskonale cię rozumiem ;]
                a poważnie, Evan Handler jest przeuroczy.

                [och, nigdy nie miałem wątpliwości, że czytasz i zaglądasz :)]
                • barbasia1 Re: "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek 16.11.12, 17:01
                  Jego urok jakoś na mnie nie działa. :))

                  Evan Handler tak doskonale wszedł w swoją rolę, że teraz nieodparcie kojarzy mi się z najgorszymi perwesjami i sprośnościami z Californication. ;))

                  :)
                  • grek.grek Re: "CAlifornication" 5 sezon, 7 odcinek 17.11.12, 15:09
                    haha, no jakoś tak wyszło, istotnie :]
    • misiania Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 8 (vol. 25) 14.11.12, 16:06
      A ja tak sobie, przechodząc mimo, zgarnę dwusetkę.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 8 (vol. 25) 14.11.12, 16:55
        misiania napisała:

        > A ja tak sobie, przechodząc mimo, zgarnę dwusetkę.

        He,he!
        Na zdrowie!
    • grek.grek Dziś : Paradoks, Mad men, "Tajne przez poufne" 15.11.12, 14:47
      stałe punkty programu, ale w zawsze nowych kostiumach :

      21:10 Paradoks [10] i Mad max
      22:05 Kocham Kino

      dzisiaj "Tajne przez poufne", czyli trzecie najmłodsze dziecko Coenów.
      nie znam, nie widziałem, jestem szalenie ciekaw, jak każdego ich filmu.
      a Wy ?

      to będzie szósty film Coenów w naszej OJ-historii :]

      dobrej filmowej zabawy Wam i Nam życzę :]
      • barbasia1 Re: Dziś : Paradoks, Mad men, "Tajne przez poufne 15.11.12, 15:34
        To ja dziś oglądam premirowo "Tajne przez poufne", "Paradoks", a kolejny odcinek "Mad Men" w piątek.

        W niedzielę wieczorem będę na koncercie w klubie Krakowie (w związku czym też nie będzie mnie niedzielę na Forum). Nie zgadniesz Greku, Bronte, nie zgadniecie na czyj koncert jadę!

        Otóż na koncert Marii Peszek, promujący najnowszą płytę "Jezus Maria Peszek".
        Będę się gibać podczas tej piosenki, he, he:

        "Pan nie jest moim pasterzem
        A niczego mi nie brak
        Pozwalam sobie i leżę
        Jak zwierzę
        I chociaż idę ciemną doliną
        Zła się nie ulęknę
        I nie klęknę

        Pan nie jest moim pasterzem
        A niczego mi nie brak
        Nie przynależę i nie wierzę
        I chociaż idę ciemną doliną
        Zła się nie ulęknę i nie klęknę
        Nie klęknę"

        Albo oklaskiwać ten utwór:
        www.tekstowo.pl/piosenka,maria_peszek,nie_wiem_czy_chce.html

        Wiecie, co, to dziwne, ale zaczynam odczuwać coś na kształt schizofernii jak teraz myślę o tym koncercie!?? Wcześniej nigdyby mi takie wątpliwości nie przyszły do głowy. Za bardzo rozkminiająca się zrobiłam czy co!?

        Bilet dostałam w prezencie (imieninowym zresztą), więc darowanemu koniowi ...

        Pojadę, posłucham, pooglądam, jako że zawsze byłam ciekawa różnych wrażeń i doświadczeń ...


        Przyjemnego wieczoru z Kaszowskim, Coenami, Donem Draperem Tobie, Greku i Wszystkim życzę!
        :)


        • siostra.bronte Re: Dziś : Paradoks, Mad men, "Tajne przez poufne 15.11.12, 16:06
          Tak, jak zwykle w czwartek będzie co oglądać. U mnie "Tajne przez poufne" i MM. "Paradoks" w niedzielę.
          Też jestem ciekawa filmu Coenów, bo miał różne recenzje. Trzeba przyznać, że obsada robi wrażenie. Chociaż akurat za Pittem i Malkovichem nie przepadam.
          Barbasiu, udanej zabawy :)
          • barbasia1 Re: Dziś : Paradoks, Mad men, "Tajne przez poufne 16.11.12, 17:02
            > Barbasiu, udanej zabawy :)

            Dziękuje, Bronte! :))
        • grek.grek Re: Dziś : Paradoks, Mad men, "Tajne przez poufne 16.11.12, 13:51
          Barbasiu, jak Ty to przetrwasz, takie teksty ! ;]]

          Gorące życzenie doskonałej zabawy i machaj rękoma pod sceną, a na pewno
          Maria sie Tobe nie oprze, wciągnie Cię na scenę i odtańczycie razem jakiegoś
          kujawiaka w indiańskich pióropuszach :]

          Baw się pysznie, Barbasiu :]

          dzięki za życzenia, dobre filmy...nie są zle. seriale też, hehe.
          • barbasia1 Re: Dziś : Paradoks, Mad men, "Tajne przez poufne 16.11.12, 16:25
            He,he! No właśnie. :)))

            To by było! :)))
            No a ja myślałam raczej o jakiejś prowokacji (widzsz, jaka rogata ze mnie dusza wyłazi, ha,ha), np. o koszulce z kontowersyją treścią typu: "Chcę mieć dziecko" albo "Ave Maryja", he, he.
            Ale ponieważ nie mam niczego takiego, więc będę raczej nie uskutecznie w niedzielę prowokacji żadnej.

            Dziękuję, Greku! :)))
            Jak się uda, zrobię dla Ciebie zdjęcie pani artystki. Wszak ją lubisz.


            PS
            Z moimi poglądami, gdzieś po środku się sytuuję. Nie pasuję ani do jednych ani do drugich.
            :/
            • grek.grek Re: Dziś : Paradoks, Mad men, "Tajne przez poufne 17.11.12, 15:13
              Bądź dzielna :]

              haha, ciekawe pomysły, mogłabyś wpaść w poważne niebezpieczeństwo ;]

              świetnie.
              o, lubię oczywiście, trochę taka pozytywnie niezrównoważona jest :]

              znaczy, racjonalistka umiarkowana z Ciebie się wyłania.

              Baw się dobrze, Barbasiu, dużo uśmiechu :]
              • barbasia1 Re: Dziś : Paradoks, Mad men, "Tajne przez poufne 17.11.12, 16:10
                Dziękuję, Greku! :)))

                W razie czego wzięłabym nogi za pas, ha,ha. Jeszcze mam kondycję!

                > znaczy, racjonalistka umiarkowana z Ciebie się wyłania.
                Chyba tak, heh. :)


                PS Najgorsze, że mnie wczoraj wieczorem gardło zaczęło boleć. Kuruję się dziś, czym się da na jutro. Nie dam się. :)


                Ta piosenka mi się najbardziej podoba:

                www.tekstowo.pl/piosenka,maria_peszek,ludzie_psy.html
                Dobrej niedzieli, Greku, Bronte, Maniu! :)

                • grek.grek Re: Dziś : Paradoks, Mad men, "Tajne przez poufne 17.11.12, 17:02
                  haha, zdechlaki ścigali by Cię z widłami i pochodniami ;]]

                  oj tam, będziesz miała, w razie czego, zachrypnięty głos, co
                  tylko seksapilu Ci doda, o ile tam Ci trzeba coś dodawać ;]

                  dobra jest.
                  Teksty panna Maria pisuje zacne, to jej przyznać trzeba, a te
                  dodatkowo są nie tylko zabawą ze słowem, ale i życiowe takie.
                  Takie odnoszę wrażenie. Nie sądzisz ?

                  Dzięki, Barbasiu, dobrej zabawy i koniecznie nam opowiedz : jak było :]
                  • barbasia1 Re: Dziś : Paradoks, Mad men, "Tajne przez poufne 17.11.12, 18:12
                    Jak Shreka i Osła w "Shreku" ? ;)))

                    Hahaha :))) Ale miły jesteś, Greku!
                    Zmieniony głos to nic,gorzej, jak NOS przez noc zrobi się wielki i czerwony, wtedy będę tylko straszyć. ;))

                    Rrózne ma teksty, jedne lepsze inne gorsze, ale generalnie zgadzam się.

                    Dzięki serdeczne za dobre slowa raz jeszcze. Do zobaczenia w poniedziałek! :)
                    • grek.grek Re: Dziś : Paradoks, Mad men, "Tajne przez poufne 18.11.12, 13:09
                      kupuję bez znajomości oryginału :]

                      będziesz widoczna z daleka, nos będzie działał jak reflektor w aucie, dobra rzecz dla
                      bezpieczeństwa komunikacyjnego ;]]
                      żartuję, na pewno nie będzie tak źle, poza tym, jednym nosem nic sobie nie popsujesz,
                      jakbyś miała ze trzy i wszystkie miałaby katar, no to może wtedy... ale jeden ? :]
                      a poza tym, na pewno nie będzie [czy raczej - nie jest ?] tak źle, prawda ? :]

                      do zobaczenia, szalej aż Ci się w głowie zakręci, a potem nam opowiedz o tym :]
                      • barbasia1 Re: Dziś : Paradoks, Mad men, "Tajne przez poufne 21.11.12, 16:24
                        > kupuję bez znajomości oryginału :]
                        Nie znasz Shreka, nocoTy. ;)

                        > będziesz widoczna z daleka, nos będzie działał jak reflektor w aucie, dobra rze
                        > cz dla bezpieczeństwa komunikacyjnego ;]]
                        Hahahaha! :)))
                        Siłą woli wstrzymałam w sobotę chorobę. ;)
                        Teraz to dopiero mam nos jak reflektor!

                        Dzięki wszystkie za dobre słowa!
    • grek.grek "Tajne przez poufne", ha,i jakie wrażenia,Drodzy ? 16.11.12, 13:43
      Z tego, co czytam - tym razem najszybciej z Paradoksem uwinęłaś się Ty, Barbasiu :]
      Siostra, jak pisze, nastawia się na niedzielę, a ja sobie na dziś przerzuciłem.

      Barbasiu, jakie wrażenia po tym 10. odcinku ?

      Wczoraj dziabnąłem tylko "Tajne przez poufne" i może parę uwag.

      Po primo, poprzednie filmy Coenów podobały mi się... bardziej :] Jakoś tak wyszło.
      Nie wiem, dlaczego, ale to był pierwszy, spośród tych łącznie 6 oglądanych, którego
      bym nie rozpoznał, gdyby mi nie napisano, że to Coenowie zrobili.

      Zastanawiam się, czego brakło, ale nie umiem znaleźć odpowiedzi zadowalającej.
      Brakło... czegoś :]

      Niby jest intryga klasycznie po "coenowsku" zawikłana, pędząca ku katastrofie
      spowodowanej ludzką niefrasobliwością, niby są bardzo dobre aktorskie wyczyny, z dekonstruowanymi wizerunkami Pitta i Clooneya na czele, niby są wszystkie
      znane motywy, na czele z tajemniczym samochodem zaparkowanym przy
      chodniku...

      Mam wrażenie, że o ile w poprzednich filmach chodziło o czystą głupotę, taką
      z serce płynącą, to tutaj większą rolę odgrywało zdenerwowanie, rozdygotanie
      wręcz.

      Agent grany przez Malkovicha - właściwie nonstop jest wściekły, wnerwiony o wszystko,
      czym przy okazji zaprzecza całkowicie sterotypowi tajniaka, który powinien być opanowany
      i metodyczny aż do flegmatyczności.

      postać Clooneya - kłębek nerwów, w jednej z ostatnich scen dostaje wreszcie całkowitego
      tąpnięcia paranoicznego, wszędzie widzi agentów czyhających na jego życie, w biały dzień, i wpada w totalny popłoch, rzucając się do ucieczki nie wiadomo dokąd.

      instruktor fitness, grany przez świetnego Brada Pitta, buszuje po mieszkaniu agenta Malkovicha, w którym jednakowoż już mieszka Clooney, bo teraz on jest partnerem żony Malkovicha, która samego M. wyrzuciła z domu. I kiedy Pitt słyszy, że do chałupy wchodzi Clooney, rzuca się do ucieczki. Jest tak spanikowany, że daje dyla na górę, skąd kontynuować może ucieczkę najwyżej przez okno, albo może schować się w szafie. Robi to drugie i pada ofiarą Clooneya, który go w tej szafie demaskuje i z - oczywiście - nerwów strzela mu w głowę z pistoletu, a potem ucieka i wraca dopiero za chwilę skradając się dzielnie :]

      wcześniej : dyskusja Pitta i Malkovicha w aucie, sama złośc, sama agresja, oczywiście zabawna [sama scena kapitalna, ze względu na Pitta, i to jak odgrywa gościa, który probuje udawać poważnego szantażyste, zwłaszcza to jak stara się przybrać przenikliwy wyraz twarzy i "eastwoodowate" spojrzenie, a przy okazji każdy gestem zdradza jak bardzo jest ciapowaty], ale jednak.

      nerwy na wierzchu na każdym kroku. MOże dlatego coś mi tutaj zgrzytało, gdzieś ta wszechobecna panika nie pasowała mi do wszystkiego tego, co dotąd widziałem u Coenów.
      Może dlatego,ze było to coś, dla mnie, nowego - stąd to odczucie ?

      W zasadzie pion trzymała Frances Mc Dormand, co ciekawe w świecie spanikowanych agentów, wannabe szantażystów i paranoików, czyli świecie mężczyzn dość histerycznych - to kobieta umie zachować zimną krew :] Nawet podczas tragicznie nieudanych randek, jak ta z okularnikiem, poznanym na jakimś portalu skojarzeniowym. W sumie, w miarę normalna kobieta, z lekką obseszyn na punkcie niedoskonałości swojego ciała, chociaż przecież nikt jej niczego nie wytyka, a nawet jeśl, to "w żartach".

      W ogole, kobiety, bo i postaci żon Malkovicha i Clooneya, są normalne i nie mają inkilinacji do nieopanowanych zachowań, i tylko od "nadętych pind" sobie dokopują, ale raz, ze nie prosto w oczy, a dwa - to calkiem naturalna reakcja ;]

      Chociaż... i ona z zaaferowania swoją cielesnością nie dostrzega, że obok niej jest facet, który by jej mógł pasowac... no może gdyby miał trochę więcej poczucia humoru. Ale umie się dla niej poświęcić, wpadając w tarapaty przez konfrontację z uzbrojonym i niebezpiecznym, bo spanikowanym i w cugu alkoholowym, wyszkolonym agentem.

      Klasyczne dla Coenów : chęć zysku przyćmiewa resztki rozumu bohaterów, i jak zwykle chcą
      iśc do celu na skróty, wykorzystać okazję, nie mając żadnych, ale to najmniejszych, predyspozycji do zostania rasowymi, skutecznymi przestępcami - lezą w te koleiny popełniając gafę za gafą, aż wreszcie nie ma czego zbierać.

      Ociężałość umysłowa i panika idą w parze z dbałością o kondycję fizyczną. No to mi się akurta niespecjalnie podobało ;]] Clooney źle sie czuje, bo "nie biegał od trzech dni", Pitt musi się napić czegoś energetyzującego, bo nie może się skupić, a poza tym ma awersję do innych strojow niż kolarski, zaś jak ćwiczy do muzyki, to lepiej trzymać się z daleka, bo można zarobić w ucho jakims przypadkowo zaadresowanym cepem :] Frances rusza na aferę w imię perfekcyjnych ud, pośladków i czego tam jeszcze.

      I sama afera, która od początku do końca rozchodzi się o jakieś kompletne bzdety, jakiś dzienniczek eks-agenta, który chce się zemścić za wyrzucenie z pracy pisząc niestworzone historie, zapewne mające wartość, co najwyżej, literacką, a nie faktograficzną. W trakcie
      akcji cała ta sprawa w ogole schodzi na margines, pytanie brzmi, który kłębek nerwów pierwszy się rozleci na kawałki.

      co to wszystko do tzw. kupy znaczyć mozże ? zwariowani agenci kontra paranoicy oraz kult ciała ? Czy to coś mówi o współczesnym świecie, Ameryce, czy jest tylko fabularnym chwytem ?

      Jak sądzicie ? Co sądzicie ogólnie ? Piszcie, Czcigodni :]
      • siostra.bronte Re: "Tajne przez poufne", ha,i jakie wrażenia,Dro 16.11.12, 13:57
        A mnie się podobało. Naprawdę się uśmiałam :)
        Może ten film po prostu nie wymaga jakichś dogłębnych analiz? Tak, tak, nazwiska reżyserów zobowiązują, ale może trzeba go traktować z przymrużeniem oka, jako lżejszą pozycję w ich dorobku.
        Faktycznie, zastanawia mnie, dlaczego te wspomnienia Malkovicha nie miały żadnej wartości. W końcu był jednak agentem.
        Podobała mi się cała obsada, nawet Brad Pitt był całkiem zabawny. Może tylko Clooney trochę nie pasował do roli ochroniarza-nieudacznika. Nawet broda mu nie pomogła :)
        • barbasia1 Re: "Tajne przez poufne", ha,i jakie wrażenia,Dro 16.11.12, 20:05
          > Faktycznie, zastanawia mnie, dlaczego te wspomnienia Malkovicha nie miały żadne
          > j wartości. W końcu był jednak agentem.

          Malkovich w hierarchii agentów miał kategorię numer 3, co oznaczało, że miał dostęp tyko do mało istotnych informacji. Jest taka scena , kiedy o tym mówią jego dawni przełożeni, upokającjeden drugiego , że płyta z danymi, która trafiła do ambasady Rosji nie ma większej wartości.
          • siostra.bronte Re: "Tajne przez poufne", ha,i jakie wrażenia,Dro 16.11.12, 23:04
            No tak. Ale sam był przekonany, że jego pamiętniki będą "bombą" :)
            • barbasia1 Re: "Tajne przez poufne", ha,i jakie wrażenia,Dro 17.11.12, 13:53
              W związku z czym w końcu sam się na tej bombie wysadził, he,he! :)
        • grek.grek Re: "Tajne przez poufne", ha,i jakie wrażenia,Dro 17.11.12, 15:18
          uff, no to ulga, bo - poza pewnymi oczywistymi dla Coenów kluczami - nie mogłem
          niczego dopasować do tej opowieści :]

          haha, Clooney ironicznie zagrał ze swoim wizerunkiem ambitnego reżysera - po "Good night, and good luck", a jednocześnie z etatowego amanta przeistoczył się w modelowego pajaca, dystans ma do siebie ;]

          Brad Pitt jest świetny w rolach świerów i głupców, jego kawałek w "12 małpach", to jest
          uczta.

          • barbasia1 Re: "Tajne przez poufne", ha,i jakie wrażenia,Dro 17.11.12, 15:43
            > haha, Clooney ironicznie zagrał ze swoim wizerunkiem ambitnego reżysera - po "G
            > ood night, and good luck", a jednocześnie z etatowego amanta przeistoczył się w
            > modelowego pajaca, dystans ma do siebie ;]
            >
            > Brad Pitt jest świetny w rolach świerów i głupców, jego kawałek w "12 małpach",
            > to jest
            > uczta.

            Dwa razy tak! Obaj mi się podobali. :)
      • barbasia1 Paradoks odc. 10 16.11.12, 21:38
        > Barbasiu, jakie wrażenia po tym 10. odcinku ?

        Świetny odcinek, greku, Bronte, Maniu. Wyjątkowo dużo dobrych tektsów i dialogów, scen w tym odcinku.

        Polecam szczgeólnej uwadze fantastyczną scenę w windzie - spotkanie prokuratora Sobeckiego/Jakubik/ z Moniką / Muskała/ Sobecki towarzyszy jedzie z nia na górę, choć zmierzał na dół. Nie zgadniecie, co robi wiecznie żująca gumę Monika! Oczywiście, macie rację, częstuje prokuratora gumą do żucia! Zgodnie z zasadą, parafarazując słowa Czechowa,
        jeśli w pierwszym akcie występuje guma, to pod koniec musi wystrzelić" ;)
        Prokurator nieśmiało, nieporadnie, zmieszany okrutnie zaprasza ją na kawę w związku z jakąś rocznicą. Monika nie mniej zmieszana przyjmuje zaproszenie, bąkając pod nosem, mało entuzjastycznie, że nia ma sprawy. Bardzo dobry dialog tu idzie .

        Świetna jest później scena owego spotkania w eleganckiej restauracji zresztą jak się okazuje. Sobecki tym razem bez swojego koszmarnego garniturku i strasznego krawatu, za to zasakakująco gustownie ubrany, siedzi już przy stole, kiedy zjawia się Monika ubrana w koszulke w paski i jak zwykle w bluzę z kapturem. Monika robi wiekie oczy ze zdumienia, kiedy dowiaduje się to tym dlazcego właściwie zaprosił ją Witek. Jak się okazuje Sobecki świętuje 25 lat pracy na stanowisku prokuratora, bodajże. A ona myślała, że chodzi zwykłe spotaknie w sprawie omówienia bieżących spraw , które prowadzą.

        Jakubik /Sobecki/ pod koniec sceny cudownie zagrał zauroczenie Moniką, robił cudownie maślane oczy. :)

        Witek Sobecki jak się tak porządnie ubierze to całkiem do rzeczy z niego gość wychodzi. Jakby on taki wyelegantowany takim wzrokiem na mnie patrzył, to chyba z miejsca bym się w nim zakochała. :))

        Polecam Waszej uwadze także wspaniałą Dorotę Kolak w epizodzie, grającą prowncjonalną kobiecinę, żonę psychopaty, bijącego ją i teroryzującego okolicę, który ginie w pracy, w zakładach mięsnych w ubojni świń, "zwierzęta go poniosły". Właśnie tę sprawe bada ponownie Komisarzyca. Usiłuje dociec dlaczego nikt z pracowników nie pomógł człowiekowi, nie uratował go...

        Świetna charakteryzacja, acz nie specjalnie wymyślna czy przesadna, postarzająca twarz plus uczesnie zaniedbanej babiny sprawiło, że Dorota Kolak, jej twarz zupełnie się zmieniła, aż nieprawdopodnobne.

        Jeden z z dobrych tekstów odcinka wypowiada Kaszowski, który odkrył podsłuchy zainstalowane w jego w aucie i dał gestami znać Młodemu. "Zainstalowali podsłuch" - mówi Młody po wyjściu samochodu, na to Kaszowski - "No to teraz muszą słuchać, żeby koszty się zamortyzowały".

        Świetny Zielinski robiący co raz to upiorniejsze miny.
        Zwócie uwagę na jego minę zwłaszcza w finale ...


        Ufff, to by było na tyle.

        :)
        • siostra.bronte Re: Paradoks odc. 10 16.11.12, 23:08
          Ciekawie się zapowiada :)
          Ale pani komisarz jakoś mało widoczna.
          • barbasia1 Re: Paradoks odc. 10 / spojlerów cd. 17.11.12, 14:27
            Niesamowite, wracając jeszcze do Doroty Kolak, jak niewielkimi środkami można zmienić twarz człowieka.

            To tylko w moim opisie, bo w filmie Komisarzycy było dużo.

            Wyjaśniała ponownie okoliczności śmierci człowieka w zakładach mięsnych, o którym wspominałam. Pamiętacie sprawę linczu we Włodwie, tu jest podobna historia. Tylko jej finał jest oczywiściezupelnie inny, jak się domyślacie, oczywiście kontrowersyjny. Tu pani komisarz znów, zreszta jak wcześniej Kaszowski, odpuszcza szczegółowe wyjaśnienia, nie wznawia śledztwa poznawszy dodtakowe okoliczności śmierci człowieka, i domyślając się, że nie był to zwykły wypadek w pracy, nikt nie zasiada na ławie oskarżonych ...

            Narzekaliście,ostanio, że pani komisarz gra jedną miną. Nie zgadzam się z Wami, w scenach domowych, synem jest zupełnie inna, twarz jej się rozjaśnia, nie ma tego napięcia. Widać to było doskonale w tym ostanim odcinku, w scenie wieczorej rozmowy z synem. Bardzo dobra scena i dobry mądry, tekst.
        • grek.grek Re: Paradoks odc. 10 17.11.12, 15:08
          bardzo dobry opis, Barbasiu :]
          obejrzałem wczoraj, a właściwe - dzisiaj, bo nad ranem jakoś.

          właściwie, niewiele można dodać do Twojego streszczenia.

          scena randki - tak to chyba można nazwać - Sobecki-Monika : świetna, ona
          zaskoczona, aż jej guma w ustach zamarła, on starający się tremę nadrabiać miną
          i prostować się w krześle, miotać wąsem na prawo i lewo, haha.

          komisarzyca dodała dwa wyrazy twarzy do tych trzech, które przez 9 odcinków
          zdązyła ograć niemiłosiernie, czyli - coż za poprawa, nawet się uśmiechnęła, i
          nawet się wzdrygnęła [w scenach z jej synem na skałkach].

          dobry moment [z telefonem] w pokoju, w którym ją zakwaterowano podczas śledztwa w.s
          zabójstwa w ubojni, to już była scena z takiego średniej klasy thrillera ;]

          Niezła też ta scena podczas zebrania pracowników tej ubojni, czy to firma jakaś była ?.

          Bardzo dobry epizod Bartłomieja Topy, to może bym dorzucił.

          Zieliński świetny w rozmowie z tym "panem Waldkiem", ironiczny, cyniczny, nawet lekko pogardliwy, ale ma styl.

          właśnie, ta ostatnia scena, co on takiego zobaczył, czy może usłyszał, skąd ta mina ? :]
          • barbasia1 Re: Paradoks odc. 10 17.11.12, 17:10
            A gogusiowaty "pan Waldek" podoba mi się coraz bardziej, jako filmowa postać. :)

            > Bardzo dobry epizod Bartłomieja Topy, to może bym dorzucił.
            Jak najbardziej!

            > Niezła też ta scena podczas zebrania pracowników tej ubojni, czy to firma jakaś
            > była ?.
            Zakłady mięsne.

            > komisarzyca dodała dwa wyrazy twarzy do tych trzech [...],
            Hehe! :)


            >ona zaskoczona, aż jej guma w ustach zamarła, on starający się tremę nadrabiać miną
            > i prostować się w krześle, miotać wąsem na prawo i lewo, haha.
            Ha,ha,ha! :)))
            Tak było.

            > właśnie, ta ostatnia scena, co on takiego zobaczył, czy może usłyszał, skąd ta
            > mina ? :]

            Trzaski i ciszę w kluczowym momencie posłuchiwanej rozmowy? W tym momencie Kaszowski wychodzi z szefem z gabinetu, dając mu wcześniej znaki ozainstalowanym podsłuchu.
            :)
            • grek.grek Re: Paradoks odc. 10 18.11.12, 13:12
              oo :]
              a ja trochę na odwrót mam, gość trochę taki jakiś wydaje mi się bez charakteru,
              jak można od niego oczekiwać, że się zbliży do komisarzycy ?

              a widzisz, znaczy się : kapnął się, że : wie, iż nic nie wie ? :]
              • siostra.bronte Re: Paradoks odc. 10 19.11.12, 17:45
                Zgadzam się, dobry odcinek. Z tym, że historia kryminalna jak zwykle trochę w tle. Raptem kilka scen i to wszystko. Trochę mało. Ale intryga Zieliński-Kaszowski rozwija się ciekawie.
                Moim zdaniem pani komisarz wciąż półśpiąca. Brakuje jej życia i energii.
                • grek.grek Re: Paradoks odc. 10 20.11.12, 13:52
                  to prawda, ale z tym nagłym telefonem w środku nocy, to było niezłe :]

                  nie wiem, czy dobrze rozumiem, popraw mnie jeśli się mylę : ma przyjśc
                  duża partia narkotykow, którą chce przejśc paru ważniakow policyjnych, zeby
                  częśc zatrzymać dla siebie i potem spienięzyć, a częścią pochwalić się, jako
                  wielkim sukcesem w walce ze szmuglerami. Tylko po co im Kaszowski i
                  jakie zadanie ma w tym wszystkim pani komisarz, a jakie pan Waldek ?
                  Ona ma niby szukać kwitów na Kaszowskiego, ale po co te kwity ? Chcą go
                  ubabrać tymi narkotykami ? Tylko po co ? I co ma się
                  stać z nią, bo chyba cało jej ujść nie pozwolą ? ;]
                  • siostra.bronte Re: Paradoks odc. 10 20.11.12, 14:08
                    Tak, masz rację z tym przemytem narkotyków. Ale co do dalszych szczegółów, to Ci nie wyjaśnię. Nie oglądałam poprzedniego odcinka i mogłam coś przeoczyć. Może Barbasia się podejmie :)
                    Na pewno Zieliński chce skompromitować Kaszowskiego. Ale dlaczego, to nie wiem. Jakieś porachunki z przeszłości?
                    Jest taka scena, w której Zieliński rozmawia z ważniakiem, tym co się już wcześniej przewijał. I mówi mu, że pani komisarz będzie zeznawać jako świadek przeciw Kaszowskiemu.
                    • grek.grek Re: Paradoks odc. 10 20.11.12, 16:15
                      Miejmy nadzieję... Barbasiu, hop hop, pomocy ! :]

                      a tak, komisarz ma dowieść, ze już wcześniej Kaszowski
                      robił brzydkie rzeczy. Tylko jak to się wiąże z tymi narkotykami i
                      w co oni chcą go wrobić ?
                      • barbasia1 Re: Paradoks odc. 10 22.11.12, 19:19
                        Sprawa narkotywków, która wyniknęła dopiero niedawno, ma być jeszcze jednym hakiem, na którym zamierzają powieścić Kaszowskiego. Tak sobie rozumuję w swym małym rozumku.

                        Dzsiejszy odcinek rzuci pewnie jeszcze więcej światła na sprawę.

                        Liczę na komentarz, jak zawsze, bo ja oglądam serial "Mad Men".

                        :)
              • barbasia1 Re: Paradoks odc. 10 20.11.12, 16:01
                grek.grek napisał:

                > oo :]
                > a ja trochę na odwrót mam, gość trochę taki jakiś wydaje mi się bez charakteru,

                Wlaśnie o to mi chodzi. Gogusiowaty, śliski, nieprzewidywalny typ.

                > jak można od niego oczekiwać, że się zbliży do komisarzycy ?

                Pewnie, że nie. Miał już swoją szansę, ale ją zmarnował.


                • grek.grek Re: Paradoks odc. 10 20.11.12, 16:18
                  no własnie, Zieliński chyba nie wie, że zleca mu mission impossible :]
                  to tak, jakby żądał od gościa, żeby w samych slipach wszedł na Mount Everest...
                  grając przy tym na tamburynie.
                  • barbasia1 Re: Paradoks odc. 10 22.11.12, 18:51
                    grek.grek napisał:


                    :)
      • barbasia1 Re: "Tajne przez poufne", ha,i jakie wrażenia,Dro 17.11.12, 15:40
        > W ogole, kobiety, bo i postaci żon Malkovicha i Clooneya, są normalne i nie maj
        > ą inkilinacji do nieopanowanych zachowań [...]

        Ale za to są podstępnymi, zimnymi sukami, może Tobie nie wypada tego powiedzieć, więc ja to powiem. ;)

        Żona Clooneya , wynajmuje, jak sie pokazuje pod koniec, prywatnego detektywa, żeby śledził i zbierał dowody zdrady niczego niepodejrzewającego mężusia (zdradliwego typa).
        Żona Malkovicha, nie dosc, ze zdradza go z Clooneyem, to jeszcze wyrzuca go z domu pewnego dnia podczas nieobecności męża , wystawia przed dom walizy z jego rzeczami i wymienia zamki, by nie mógł wejść do domu.

        Albo są obsesjonatkami, jak Frances Mc Dormand, która ma, co już napsałeś ma obsesję, i to chyba wcale nie lekką, na punckcie niedoskonałości własnego ciała, rozpaczliwie pragnie pieniędzy by zrobić sobie cztery operacjeplastyczne g (ciekawe, że nie myśli o operacji plastycznej twarzy!?). Ślepo wierzy, że operacje otworzą przed nią nowe możliwości, odmienią bieg nieciekawej, pustej egzystencji, w której jedyną atrakcją są spotkania z koszmarnymi facetami (zdradzającymi swoje żony) poznanymi na portalach randkowych.

        Jej obsesja, pragnien zdobycia kasy, choćby w sposób neiuczciwy, kosztuje życie dwóch ludzi, znajomych z pracy, w tym zauroczonego w niej faceta, czego idiotka nie jest świadoma. Jakże przewrotny w tym kontekscie jest finał, babsko będzie miało tę operację!

        cdn.
        • barbasia1 Re: "Tajne przez poufne", ha,i jakie wrażenia,Dro 17.11.12, 15:47
          Ale za to są podstępnymi, zdradliwymi albo zimnymi sukami
        • grek.grek Re: "Tajne przez poufne", ha,i jakie wrażenia,Dro 17.11.12, 16:40
          a to też prawda :]

          co ciekawe, one swoje zamierzenia realizują, co postanowią, to zrobią, a faceci... same
          wpadki, same porażki, za co się wezmą, to klęska, heh.

          własnie, świetnie że o tym wspominasz :]
          puenta jest groteskowa : dwa trupy, kilka zwariowań, a efekt końcowy - agenci pozamiatali
          co trzeba, nikt nic nie wie, a Frances na swoją upragnioną korektę biustu dostanie, zeby
          cicho siedziała, haha.

          rewelacja :]

          otóż to.
          tak to u Coenów jest, przestępcy go idioci.
          co oni chcą przez to powiedzieć, jak sądzisz ?
          ośmieszyć ideę przestępstwa ?
          odrzeć ją z finezji, aromatu i romantyzmu, żeby nie przyciągała do siebie, a
          raczej odpychała ?
          czy może tylko pochylić się nad ludzkimi słabościami ?
          • barbasia1 Re: "Tajne przez poufne", ha,i jakie wrażenia,Dro 17.11.12, 17:42
            Właściwie, to bohaterowie filmu nie są przestępcami sensu stricte. To zwykli przeciętni, także intelektualnie ludzie, którzy powodowani słabościami charaketeru, emocjami (pragnienie zemsty), obsesjami i zaślepiającą żadzą zysku (chęcią zdobycia kasy na operacje plastyczne) wkraczają, na drogę przestępstwa, ktorego filnał okazuje się w większości przypadków tragiczny.

            Czy pochylają się nad ludzkimi słabościami? Możepo prostujedynie przyglądają się z ponurą miną ludzkim slabościom.
      • barbasia1 Re: "Tajne przez poufne" (2008) 17.11.12, 16:31
        Antypatyczne są postaci kobiece w tym filmie, zresztą męskie także.

        > co to wszystko do tzw. kupy znaczyć mozże ? zwariowani agenci kontra paranoicy
        > oraz kult ciała ? Czy to coś mówi o współczesnym świecie, Ameryce, czy jest tyl
        > ko fabularnym chwytem ?

        "Coenowie [...] - pisała Maria Kornatowska z artykule z 2004 roku zamieszczonym w miesięczniku KINO - ukazują Amerykę jako kraj frustratów i nieudaczników. Nieciekawych, umysłowo ograniczonych przeciętniaków, niezdolnych do racjonalnego pokierowania własnym życiem. Paranoików i obsesjonatów.Cyników wreszcie"

        film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/ciemny-swiat-braci-coen,1,3804795,wiadomosc.html
        Nie inaczej jest w tym filmie.

        :)
        • grek.grek Re: "Tajne przez poufne" (2008) 17.11.12, 16:57
          dzięki, poczytam :]
    • grek.grek "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 17.11.12, 16:34

      Kultura, 20:20 i 3:05.

      pomyślałem sobie, że jakby tak ten serial "Allenów" leciał co sobotę przez
      następne... 10 lat, to wcale bym nie miał nic przeciwko; jak skończą juz
      wszystkie tytuły, to mogliby zaczynać od nowa ;]

      oglądałem "Życie i cała reszta", jest przekomiczny, a Allen jest popisowy
      w swojej roli i rzuca całymi seriami tekstów, które tylko do sztambucha
      wpisywać. Gra tutaj pisarza, mentora młodzego kolegi [Jason Biggs, chłopak z
      American Pie, tutaj pięknie filmowo wykorzystywany przez Woody'ego, który
      dostrzegł w nim coś, czego być może mało kto inny mógłby się dopatrzeć],
      które ma nieustanne problemy z ogarnięciem świata i związku ze swoją dziewczyną [Christina Ricci, bardzo dobra]

      pamiętam scenę, w której Allen tłumaczy Biggsowi, że nie może z nim wyjechać, bodaj
      do Kalifornii [akcja dzieje się w miejskich pejzażach Manhattanu, Woody na swoich śmieciach, chciałoby się rzec], bo... wdał się w sprzeczkę z policjantami, którzy obrażali w jego
      obecności Żydów. I że do nich strzelał, więc teraz musi sie ukrywać. Namierzył jednego z nich i... tutaj pada tekst "Jako satyryk , postanowiłem strzelić mu prostu w... dpę" ;] Rewelacja, do łez mnie rozbawił tym tekstem.

      Jest naprawdę w życiowej formie, w idealnej dla siebie fristjalowej konwencji.

      • barbasia1 Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 17.11.12, 16:45
        Ha! O tym samym marzę. Ale na wszelki wypadek nagrywam sobie Allenów . :)

        Witaj Greku, fajnie, że jesteś jeszcze na Fourm.

        Czy czasem Ty nie wspominałeś tu już kiedyś o tym filmie, albo tej scenie!??
        Oglądam dziś oczywiscie "Życie i cała reszta", premierowo, choć płytę z filmem kupiłam sobie ze dwa miesiące temu, kiedy jeszcze nawet nie marzyliśmy o przeglądzie filmów Allena.


        A u mnie dziś w ten listopdowy ponury dzień takie rytmy lecą z głośników:
        www.youtube.com/watch?v=B07QG-IppKs
        • siostra.bronte Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 17.11.12, 17:07
          Haha! Greku, mnie wystarczy, żeby Kultura pociągnęła przegląd Allena jeszcze parę miesięcy. Może łatwiej byłoby przetrwać zimę, której nie znoszę :)
          Widziałam już ten film. Przyznam, że para młodych bohaterów (Biggs i Ricci) wydała mi się mało interesująca. Na szczęście jest jeszcze Woody i to dla niego z przyjemnością obejrzę ten film ponownie :)
          • barbasia1 Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 17.11.12, 17:18
            siostra.bronte napisała:

            > Haha! Greku, mnie wystarczy, żeby Kultura pociągnęła przegląd Allena jeszcze pa
            > rę miesięcy. Może łatwiej byłoby przetrwać zimę, której nie znoszę :)

            W grudzień wkraczamy z Allenem ("Koniec z Hollywood"), tak więc dobrze jest! :)
          • grek.grek Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 18.11.12, 13:01
            hehe, niech będzie ;]
            ale, kto wie, może po filmach Allena przyjdzie przegląd filmów jakiegos innego
            płodnego reżysera, albo kilku innych i też nie będziemy narzekać.

            po drugim obejrzeniu, dostrzegłem figuratywnośc [nie wiem, czy to dobre słowo
            i czy istnieje w ogole w słowniku, hehe] tej młodej dwójki : są trochę symobolami
            pewnych postaw płci w związkach, Woody ich napełnił własnymi obserwacjami i
            niepokojami, a potem puścił w ruch, trochę rzeczywiście brak im osobowości
            własnej.

            Ona jest niestała w uczuciach, on wręcz przeciwnie, trochę to idzie
            na przekór stereotypom, wedle których to kobiety są monogamiczne, a mężczyźni
            koszą, co popadnie :]

            Ale, istotnie, tylko Woody ma tutaj osobowośc, bo gra samego siebie,
            "ponury, dziwny, nieprawdopodobny", dobre podsumowanie :]
            • siostra.bronte Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 18.11.12, 13:55
              Tak, dwójka bohaterów jest jakoś mało przekonująca.
              Za to Woody jest w swoim żywiole :))
        • grek.grek Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 17.11.12, 17:10
          o, to jest myślenie, które ma przyszłość :]

          a jestem, jakoś tak dzisiaj godziny obecności mi się ułożyły.

          a wiesz, że to całkiem możliwe, uśmiałem się jak bóbr przy tej scenie,
          więc mogłem straceńczo infekować Was tą opowiastką :]

          hah, bywa tak, jakoś się człek nie może zebrać do obejrzenia, kiedy może
          to zrobić w każdej chwili, a potem film jest w TV i staje się na uszach, żeby
          zdążyć na godzinę ;]

          o, godzinna składanka takich "nastrojowców", świetne.
          uspokajasz rytm, żeby jutro tym lepiej poczuć TĘ energię ? :]

          • barbasia1 Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 17.11.12, 17:49
            Właśnie, właśnie. Poza tym przyjemniej z Wami oglądać film, a potem z Wami podzielić sie wrażeniami (nawet z lekkim poślizgiem).

            He,he! Mnie te rytmy raczej rozgrzewają, kojarzą się z letnim, gorącym popołudniem, ciepłym morzem. :)

            Ale coś w tym jest, co mówisz ...

            :)
            • grek.grek Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 18.11.12, 15:42
              a to prawda :]

              hehe, z plaży wpadniesz w korkociąg, zatem ;] ale to fajne, taka nagła zmiana rytmu.
              • barbasia1 Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 19.11.12, 22:47
                > hehe, z plaży wpadniesz w korkociąg, zatem ;] ale to fajne, taka nagła zmiana r
                > ytmu.

                Żebys TY słyszał jak ten utwór brzmiał w wersji life, ha! Miał sto razy więcej poweru, o wiele mocniejsze hard rockowe? brzmienia, zwłaszcza w refernie. F a n t a s t y c z n e!
                Sporo ludzi znało teksty i śpiewało razem z Marią. Od fanów dostała zresztą dowody uwielbienia w postaci wielkeigo czerwongeo serca z wyznaniem i jeszcze jedno wyznania zapisanego na kartce, i serce i kartkę wycałowała i wścisnęła pod koszukę , w biustonosz. :)

                www.tekstowo.pl/piosenka,maria_peszek,nie_ogarniam.html
                :)

                • grek.grek Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 20.11.12, 13:54
                  no to się działo :]

                  jak sie bawiłaś ? jakie wrażenia ? Trzyma Cię jeszcze ta energia [mam nadzieję !] ? L][
                  daje się ten pałer koncertowy odczuć w twoich słowach. udziela się :]
                  • barbasia1 Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 20.11.12, 17:05
                    Dobrze się bawiłam, bardzo dobrze jak na poważny stan przedgrypowy. Chyba pomogło wypite przed samym koncertem grzane wino, he,he.

                    Fajna energia szła od publiczności, od studentów (chyba z kilkaset osób przyszło na koncert). Heh, kiedyż to minęły te sympatyczne dawne czasy studenckie. ;))

                    Na początku stałam pod samą sceną, żeby zrobić Ci jak najlepsze zdjęcia (na razie nie mogę ich wysłać , bo jestem na innym dysku), tu podskakiwała i machała gałęziami najbardziej entuzjastycznie nastawiona grupa widzów. A potem miałm dobre miejsce z tyłu, gdzie było nieco spokojniej i więcej powietrza. :)

                    Maria na scenie - kawał baby; Petarda, Żywioł, Energia; ubrana niebieskie opadające jeansy, białą koszulkę z czerwoną gwiazdą na piersiach, odsłaniająca ramię.
                    Po koncercie już mała, spokojna dziewczynka z podgoloną głową siedząca po turecku na stole dawała autografy, podpisywała płyty ...

                    :)
                    • grek.grek Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 21.11.12, 14:06
                      ha, no to świetnie słyszeć :]
                      mam nadzieję, że przy okazji szybciej powrócisz do pełnej formy, po
                      takim zastrzyku dobrej energii.

                      orajt, poczekaaaaam[y], grunt, że udało Ci się fotografie wykonać :]

                      "gałęziami" - hehe; młyn tzw. Młynarze ;]

                      "kawał baby" - haha, świetne określenie, świetny opis i ten kontrast.





                      • barbasia1 Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 21.11.12, 14:35
                        :)
                        I Kraków piękny jak zawsze! Wyjątkowo klimatyczny i czarodziejski o zmroku.
                        Mnóstwo ludzi na rynku, mówiących w najróżniejszych językach świata.
                        I pyszne wielkie z a p i e k a n k i na Kazimierzu.

                        Greku, byłeś kiedyś w Krakowie na wycieczce?
                        • siostra.bronte Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 21.11.12, 14:43
                          Odważę się napisać, że nie lubię Krakowa :) Może miałam pecha, że podczas każdego pobytu było tam szaro i ponuro.
                          • barbasia1 Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 21.11.12, 15:15
                            siostra.bronte napisała:

                            > Odważę się napisać, że nie lubię Krakowa :) Może miałam pecha, że podczas każde
                            > go pobytu było tam szaro i ponuro.

                            :)

                            W ponure i szare dni trzeba koniecznie udać się w miłym towarzystwie np. do Jamy Michalika albo do Pożegnania z Afryką czy do Singera, Alchemii czy jeszcze innej, jednej z wielu kilmatycznych knajpek w Krakowie. I tam rozkoszując się kawą lub innym napojem, rozmową oraz widokiem zza okna (jeśli nie siedzisz w średniowecznych piwnicach) chłonąć klimat miasta.

                            A potem trzeba koniecznie przenieść się do kolejnej knajpki, żeby coś dobrego zjeść...

                            :)
                        • grek.grek Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 21.11.12, 16:38
                          to też jeszcze przede mną, Barbasiu :]
                          I czytając Twoje opisy, jakże barwne i kuszące, podejrzewam, ze będzie
                          to interesująca wyprawa. Trzy dni fristajlu, bez przewodnika ;]
                          • barbasia1 Re: "Życie i cała reszta" Woody Allen ponownie 21.11.12, 16:54
                            >Trzy dni fristajlu, bez przewodnika ;]

                            To przynajmniej przewodnik książkowy albo mapę zabierz, jeśli nie potrzeba Ci żadnego przewodnika, żadnej cicerone.

                            :)
                    • barbasia1 Jezus Maria Peszek koncert 28.11.12, 18:08
                      Obiecane zdjęcia z koncertu wreszcie wklejam :

                      (z muzycznym dodatkiem z youtube)
                      www.youtube.com/watch?v=k0t8XkxoCU4

                      fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3299957,2,2,Maria-Peszek-Krakow-2012.html
                      fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3299961,2,1,Maria-Peszek-Krakow-2012.html
                      :)
                      • pepsic Re: Jezus Maria Peszek koncert 28.11.12, 20:21
                        A propos zalinkowanych zdjęć: jak można się tak oszpecić?
                        • barbasia1 Re: Jezus Maria Peszek koncert 29.11.12, 14:25
                          Fryzura rzeczywiście średnio twarzowa. Aleee do idącej pod prąd artystki doskonale pasuje.

                          :)
                      • grek.grek Re: Jezus Maria Peszek koncert 29.11.12, 13:29
                        zdjęcia pięknie wykonane :]
                        podkład klasowy.
                        Tylko pani Maria tą fryzurą zaszalała przesadnie ;]
                        • barbasia1 Re: Jezus Maria Peszek koncert 29.11.12, 14:31
                          Dziękuję pięknie. :)))

                          Jak na skromny aparat, to zdjęcia w tych warunkach naprawdę nieźle wyszły .

                          Powtórzę, co napisałam Pepsic, fryzura rzeczywiście średnio twarzowa. Aleee do idącej pod prąd artystki doskonale pasuje.

    • grek.grek Co na dziś ? & kilka krótkich recenzyj 18.11.12, 15:41
      0:30 w TVP 1.
      powtórka, zdaje się; mam nadzieję, że nastepny będzie "Żywot Mateusza", bo ten co miałem na taśmie nieszczęsnym przypadkiem chyba skasowałem, zupełnie zapomniawszy o jego istnieniu i ważności, i nie mogę się [Siostro] wywiązać ciągle z obietnicy :]

      "Och, Karol 2" - był wczoraj, będzie dzisiaj [23:05], pewnie będzie za miesiąc, a potem znów dwukrotnie w ktorymś następnym...

      "Macbeth", tele-teatr, w TVP kultura, 20:05, to ciekawa propozycja, chociaż... nie wiem, jak Wy, ale ja wolę klasykę; te nowe adptacje, ciągle krązące gdzieś między moherowym beretem, krzyżem na Krakowskim, wojną w Iraku i celebryckim bagnem - szelszczą papierzyskami okrutnie.

      Nie wiem, czy oglądaliście "Pielgrzymów" w ubiegły poniedziałek, w Teatrze Tv ?
      grupa Polakow w autokarowej wyprawie do Lourdes.
      Kolejne przystanki, kolejne noclegi, skwar niemożliwy, a w trakcie, i pomiędzy nimi, wyłazą z tej
      gromady ludzi typowe polskie przywary : bylejakość logistyczna [psuje się autokar, a to silnik
      wysiada, a to przecieka dach, a w końcu wychodzi na jaw, że od początku był to
      felerny egzemplarz, ale organizator go wziął bo był tani jak barszcz; do tego nocują w jakichś barakach zupełnie nietwarzowych], kłótliwość [nonstop o byle co, najbardziej podobała mi się sekwencja z chrapiącą starszą panią, którą reszta upominała, a ona im się odwijała], fasadowa religijnośc [cała modlitwa polega na co jakiś czas zaśpiewaniu "Barki", czy czegoś w tym stylu, poza tym pielgrzymi zajmują się plotkami i ględzeniem o d,pie Maryni], skrywane kompleksy [alkoholizm], obłudne oburzenie moralne [kierowca autokaru bardzo uroczo sobie romansuje z panią pielgrzymkówką, co wzbudza niesmak
      nadętych bab], przeszłość niechlubna [w cudzysłowie, bo chodzi o księdza, który w jedną
      panią pielgrzmującą był kiedyś w związku, i mają z niego dziecko, inni o tym wiedza,
      szepcą po kątach, a ksiądz nie wie, jak się zachować i ciągle radzi się drugiego księdza, który - jak to ksiądz - nie ma mu nic mądrego do powiedzenia].

      generalnie, taka "Mała Polska", w pigułce. Dobre aktorstwo [Jungowska, Ewa Telega - zawsze seksowna, nawet jesli gra jakąś taką bezbarwną kobiecinę, Kinga Preis, Witold Dębicki].

      Ciekawa postać Preis - jakaś aktorka, ironiczna lekko, przygadująca rozmodlonemu księżulkowi, pociągająca ukradkiem z piersiówki, ale nagle doznająca olśnienia, tak jakby religijnego mistycznego przeżycia, nie wiadomo : czy spowodowanego nadużywaniem wody ognistej czy jakąś paranoją, bo widać że na tej pielgrzymce szuka ona szansy na odzyskanie zaburzonej równowagi zyciowej.

      Oryginalna wizerunkowo.
      Jak byłem mały, tak z 10 lat miałem, i byłem w Czechach na corocznym objeździe ;] widziałem podobnie ubraną dziewczynę : kolorowa chusta, przyciemniane okulary, wielki kółka w uszach, sukienka, jakieś wisiory i bransolety, piękna śniada, jak jakaś Mulatka - mówiła po czesku, czyli śmiesznie ;], tak się za nią oglądałem, że mało brakowało, a bym się zgubił ;]
      Tyle lat, a ja ją pamiętam, na długie lata określiła wzór. I tak mi się przypomniała, przy okazji, ale to tylko dygresja.

      tutaj są zdjęcia :
      www.telemagazyn.pl/program-tv/4,3498615535,pielgrzymi,1,s,id,t,sm.html
      [mam nadzieję, że link jest czynny]

      W czeskiej Prima Cool powtórka "Speed, niebezpieczna prędkość".
      co to był za hit parę lat temu... :]
      I rzeczywiście, za pierwszym razem, to jest naprawdę akcja niekiepska.
      Rzecz polega na tym, że bomber podkłada ładunek w autobusie miejskim. Steruje nim
      z odległości. Bomba wybuchnie, kiedy autobus zejdzie poniżej 50 mil/godzinę. Nikomu
      z kilkunastu pasażerów nie wolno wysiąść. Za kierownicą zmuszona jest usiąśc młoda trzpiotka [Sandra Bullock], w środku dowodzi policjant [Keanu Reeves], który brawurowo dostal się do środka, i dla którego jest to osobista rozgrywka z bomberem [Dennis Hooper], któremu już raz udaremnił zamach, więc tamten chce się na nim zemścić. A całą akcję kontroluje, i stara się usuwać przeszkody z drogi pędzącego autobusu, liczna policja.

      Jest tu ciekawie bardzo, no bo w ktorymś momencie trzeba jakoś sprawę rozwiązać, a bomber czujny jest i zna się na swojej robocie, wskutek czego bomby, umieszczonej pod spodem autobusu, nie mozna rozbroić. Wysiadka nie wchodzi w grę, pierwsza próba niemal tragicznie się kończy. Jak zatem wybrnąć z takiej sytuacji, kiedy wydaje sie, iż nie ma wręcz możliwości, by uwolnić ludzi i zapobiec nieuchronnej detonacji ? Ale, no cóz, nie będą przecież jeździć w kółko :]

      Nie zdradzę, co i jak, koniecznie obejrzyjcie, jesli Wam się trafi. Za pierwszym razem trzyma przed telewizorem, za drugim już mniej, a trzeci najlepiej zaplanować za kilka lat, kiedy będzie to sentymentalna podróż do pierwszego razu :]

      MOja ulubiona scena, to moment, kiedy autobus jest już za miastem, jedzie wolną, bo zamkniętą dla normalnego ruchu, autostradą i nagle dociera informacja, że przed nimi jest... dziura w drodze. Nieukończony fragment szosy. Na wysokości, przerwa ok 15 metrowa. Muszą ją jakoś pokonac. Ale nie to jest naj. Naj jest ujęcie kamery z góry, kiedy już widać tę dziurę, autobus pędzi naprzeciw niej, a towarzyszące mu samochody policyjne zwalniają, zwalniają... Kapitalny moment.

      www.youtube.com/watch?v=aRmhneo5A48
      film "Rekiny atakują" pominę, no to bieda niestety, jak zwykle : rekiny kłapią zębami, ludzie uciekają i giną pod ciosami szczęk, grupa odważniaków próbuje zapobiec kolejnym masakrom. Nowością ma być to, że rekiny tworzą tutaj coś w rodzaju komando, atakują grupowo :] Słabszy to film. Nie ratuje go cos, co uratować by go mogło, a więc efekty specjalne. Ryby są filmowane chaotycznie, ujęcia powtarzają się, najgorsze jest zaś nieodparte wrażenie, że robione to wszystko było na kolanie.

      Hah, i to była taka moja relacja z ostatnich filmowo-teatralnych :] wycieczek ekranowych.




      • siostra.bronte Re: Co na dziś ? & kilka krótkich recenzyj 18.11.12, 17:18
        Jaki to film o 0.30 w TVP1??

        Jestem zbulwersowana, że przypadkiem skasowałeś ARCYDZIEŁO, jakim jest niewątpliwie "Żywot Mateusza". Niewybaczalne niedbalstwo. Następnym razem proszę opisać kasetę od razu :)) A ja tu czekam nieustająco na Twoją recenzję. Może się doczekam, chociaż ten film akurat jest rzadko powtarzany, niestety.

        Tego teatru nie oglądałam. W ogóle z teatrem w tv jest pewien problem. Pamiętam czasy jego świetności, kiedy każda premiera była wydarzeniem. Teraz to bardziej filmy telewizyjne i jak napisałeś, często niepotrzebnie udziwniane.

        No, jak na kino akcji "Speed" to był fajny film :)




        • siostra.bronte Re: Co na dziś ? & kilka krótkich recenzyj 18.11.12, 19:13
          Za karę króciutki zwiastun, żebyś zobaczył, co straciłeś :)
          www.youtube.com/watch?v=_DOKy7-AudM
          • grek.grek Re: Co na dziś ? & kilka krótkich recenzyj 19.11.12, 13:29
            o, to nie kara, a zapowiedź ciekawego filmu :]
            czekam na powtórkę, i to już bez nagrywania żadnego, żeby
            nie sprokurować ponownie nieszczęścia.
        • grek.grek "Macbeth", teatr tv 19.11.12, 13:27
          o faktycznie, zapomniałem o najważniejszym :
          chodziło o "Jańcio Wodnika".

          to jest właśnie kłopot, że nie opisuję ich wcale i ofiarą tego padł właśnie "Żywot".
          byłem przekonany, że taśma jest wolna, więc złapałem i włączyłem nagrywanie,
          a potem zacząłem szukać "Żywota" i nie mogłem znaleźć na żadnej z pozostałych...
          przeprowadzając iście sherlockowski :] wywód dedukcyjny dotarłem do przerażającego
          odkrycia...

          ano właśnie.
          kiedyś klasyka, to była klasyka, "Proces" z Wilhelmim czy "Zbrodnia i kara" z niesamowitym pojedynkiem Radziwiłłowicza i Stuhra, przedstawienia szekspirowskie - to było coś przez wielkie C.

          a wczoraj obejrzałem "Macbetha" i owszem : lokalizacja [stara fabryka], muzyka - bardzo się udały, jest interesująca Lady Makbet, sugestywne pojedyncze sceny [kiedy Lady M. szlauchem zmywa krew zabitego Dunkana, oniryczny spacer Makbeta przez tę fabrykę/koszary wojskowe, podczas którego spotyka rozmaite dziwne postaci na czele z facetem w stroju królika ze stojącymi dęba uszami], ale poza tym gdzieś brak temu szarmu, ktory nosi w sobie klasyka ekranizowana/wystawiana bez udziwnień, a do tego mało oryginalne umiejscowienie akcji wśród żołnierzy amerykańskich stacjonujących w Iraku [2008 rok], i kupa aktorów sprzedanych jak dawno w telenowelach albo na "pudelkach", co - nie wiem, może to tylko takie moje skażenie - odbiera im, w moich oczach, bardzo istotną część wiarygodności scenicznej/ekranowej. Cezary Kosiński, znany z seriali TV, jako Makbet kompletnie nie przekonywał mnie. Nie mogłem mu uwierzyć.

          Do tego : odcinanie glów, a potem potrząsanie nimi triumfalne, jako forma rozprawiania się z wrogiem wśród amerykańskich żołnierzy, mnóstwo szeptania tudzież mówienia sobie na ucho, przez co podciągałem glośnośc do rejestrów ekstremalnych, a i tak nie wszystkie słowa rozpoznawałem. w natłoku efekciarstwa ginie przesłanie. Mam wrażenie, że coraz bardziej chodzi o formę, a coraz mniej o treść.

          Zupełnym hitem była Stenka, ogolona na zero, w roli Hekate, u której Makbet próbuje wyżebrać łaskę niepamięci dla swojej żonki wlasnie dostającej szajby z powodu pamięci
          czynów, do których swojego męża namówiła. Łysa, nie łysa - nadal piękna :]

          www.fortis-media.pl/foto/art/1345443636.jpg
          culture.static.eo.pl/quick_image/journal/article/path/64/05/69/6405695.jpg
          files.list.co.uk/images/2012/08/14/2008macbeth10eif2012-lst102254.jpg
          mam nadzieję, że coś się otworzy.
          w Youtube są tylko minutowe fragmenty :
          www.youtube.com/watch?v=iWn0NCz5otA
          Ktoś powiedział, że klasyka bez współczesnych interpretacji będzie martwa - co o tym sądzisz ? Ja bym się pozwolił sobie nie zgodzić :]

          Prawda, hehe ? "Speed" wszedł do kanonu. Ale tylko oryginał, późniejsze dokrętki były już, wg mnie, bardzo nietrafione i jeszcze bardziej zbyteczne, ale, jak wiadomo, żaden kasowy tytuł nie zostanie pozostawiony w spokoju, zawsze komuś się zamarzy zrobienie kasy na sequelu, a jeszcze komuś innemu wyda się, ze to wspanialy pomysł i znajdą się na to pieniądze :]
          • siostra.bronte Re: "Macbeth", teatr tv 19.11.12, 16:58
            Hehe, "sherlockowski wywód dedukcyjny" :) Zawsze opisuję kasety. Wystarczy kartka włożona do środka, jeżeli filmy często się kasuje. Bo inaczej łatwo o nieszczęście.

            Moim zdaniem nic tak łatwo się nie starzeje jak właśnie eksperymenty i unowocześnianie na siłę. Co nie znaczy, że w klasyce nie wolno niczego zmieniać. Można, ale z głową.

            Fotki się otworzyły :)

            Tak, drugi "Speed" był zdecydowanie nakręcony na siłę. W ogóle z tymi sequelami to prawdziwe nieszczęście. Chyba co drugi amerykański film to jakiś ciąg dalszy :)

            • grek.grek Re: "Macbeth", teatr tv 20.11.12, 14:00
              ja mam 3 taśmy do akcji pod tytułem "nagraj-obejrzyj-nagraj znów", i zapomnialem całkowice,ze "Żywot" pospiesznie własnie na jednej z nich zapisałem, przez co z taką łatwością przyszło mi utracić to nagranie.

              zgadzam się.
              tymczasem teraz klasyką miota się jak, za przeproszeniem, kotem za ogon. Każdy kto ma ochotę, wystawia sobie "Hamleta". Kiedyś to był szczytowy moment, coś do czego reżyserzy i aktorzy dochodzili latami, jak do zaszczytu. Była jakaś hierarrchia i szacunek dla tych wybitnych dzieł. Dzisiaj - kto chce, ten wystawia i w dowolny sposób przerabia.

              uff :]]

      • barbasia1 Re: Co na dziś ? & kilka krótkich recenzyj 19.11.12, 22:34
        Kilka lat temu oglądałam "Pielgrzymów". Bardzo dobry spektakl .

        > Jak byłem mały, tak z 10 lat miałem, i byłem w Czechach [...] widziałem podobnie ubraną > dziewczynę : kolorowa chusta, przyciemniane okulary, wielki kółka w uszach, sukienka, >jakieś wisiory i bransolety, piękna śniada,
        > jak jakaś Mulatka
        >Tyle lat, a ja ją pamiętam, na długie lata określiła wzór.

        Wojciech Kuczok w "Moich projekcjach" wysunął tezę, jakoby " dorosłe życie było tylko powidokiem dzieciństwa".

        :)
        • grek.grek Re: Co na dziś ? & kilka krótkich recenzyj 20.11.12, 14:01
          interesująca teza :]
    • grek.grek literacko na-jesiennie 18.11.12, 16:14
      krótkie, urodziwe, nastrojowe i... aktualne ;]:
      www.brunoschulz.org/jesien.htm
      • barbasia1 Re: literacko na-jesiennie 19.11.12, 16:16
        Aktualne w wielu wymiarach!

        Dziś właśnie - 19 listopada - mija 70 rocznica śmierci Brunona Schultza, który został zamordowany przez hitlerowców w gettcie Drohobyczu (istnieją dwie wersje okoliczności jego śmieci), pochowany prawdopodobnie w zbiorowej mogile, której do dziś nie udało się odnaleźć.

        Jedną z tych wersji przedstawia w swojej piosence Salon Niezależnych
        "O Śmierci Brunona Schultza" [1975]
        www.youtube.com/watch?v=wnH1d4wh9tg
        :)

        Dzięki za piękny literacki dodatek. :)
        • grek.grek Re: literacko na-jesiennie 21.11.12, 16:40
          Cała przyjemnośc po mojej stronie, Barbasiu, zainspirowała mnie przypadkiem słuchana
          audycja w Radiowej "Dwójce", podczas której odczytywano właśnie fragment
          owej "Jesieni", zapewne z tej okazji, o której wspominasz, a więc rocznicy
          śmierci autora.
          Dzięki za link :]
          • barbasia1 Re: literacko na-jesiennie 21.11.12, 16:55
            Dwójka ma bardzo dobre audycje literackie. :)
    • grek.grek "ILuzje", "BLask', "Zakochana Jane" [na dziś] 19.11.12, 14:40
      ha, no to dziś mamy kolejno :

      20:20 TVP1 "ILuzje", teatr TV, i to... na żywo, hehe, tak się starają za abonamentowe pieniądze.

      20:20 TVP KUlt "Blask" - polecam, już trochę pisaliśmy o tym filmie, przy okazji poprzedniej prezentacji, czy raczej : jeden z poprzednich, bo było ich już kilka. Historia zycia zdolnego pianisty, który popada w chorobę psychiczną z powodu nadmiaru oczekiwań i tresury w imię karyjery jaką urządza mu ojciec-zamordysta. wspaniała rola Geoffreya Rusha.

      22:50 TVP2, "Zakochana Jane", czyli miłosne przypadki pre-pisarzycy Jane Austen, aczkolwiek, jak wynika z opisu, nie będzie to biografia, a Jane wystąpi jako postać fabularna, po prostu.
      [riplej, 3:05]



      • barbasia1 Re: "ILuzje", "BLask', "Zakochana Jane" [na dziś] 19.11.12, 15:57
        > 20:20 TVP KUlt "Blask"
        Historia zycia zdolnego pianisty, który popada w chorobę psychiczną z powo
        > du nadmiaru oczekiwań i tresury w imię karyjery jaką urządza mu ojciec-zamordysta

        Właściwie film niejasno tę kwestię pokazuje. Nie wiadomo czy choroba psychiczna (wiki podaje, że sa to tzw. zaburzenia schizoafektywne), na którą cierpi bohater filmu David Helfgott powstała w wyniku traumy w dzieciństwie, na skutek tresury zamordystycznego, jak go w filmie przedstawiono , ojca (co jest oczywiscie bardzo efektowne i filmowe rozwiązanie ) , czy była raczej uwarunkowana genetycznie (bardzo wcześnie ta choroba się objawiła u niego , jeszcze w dzieicnstwie, dlatego właśnie Nojciec nie chciał się zgodzić najego wyjazd do Ameryki) . Zachowanie ojca, presj na dziecku z jego strony mogła oczywiscie przyczynić do szybszego rozwoju choroby.

        Geniusz okupiony chorobą umysłową.

        22:50 TVP2, "Zakochana Jane", nie tym razem, póxno sie kończy.


        Koncert był świetny, energetyczny, zgromadziła sporą publiczność , w większosci byli to studeci. Maria-Petarda na scenie. Podobało mi się bardzo. Zaraz dołącze zdjęcie.

        Nos mi chce urwać dziś. :/
        • siostra.bronte Re: "ILuzje", "BLask', "Zakochana Jane" [na dziś] 19.11.12, 16:48
          "Blask" widziałam, kiedy wszedł na ekrany. Tak, "Zakochana Jane" kończy się zdecydowanie zbyt późno.
          Barbasiu, fajnie, że podobał Ci się koncert. Kuruj się :)
          • barbasia1 Re: "ILuzje", "BLask', "Zakochana Jane" [na dziś] 19.11.12, 17:05
            Cześć Bronte, pozdróweczka! Dtrzeż się wirusów, bo wyjątkowo zjadliwe cholerstwo w tym roku, zaraz mi nos eksploduje . :))

            Czyli teatr na żywo oglądamy?

            Joanna Derkaczew w GT/GW 16-22.11.2012 r. pisze bardzo zachęcająco o dzisiejszym spektaklu "Iluzje", końcowy fragment tylko zacytuję:

            "Agnieszka Glińska w "Iluzjach" wyciszyła upiorną ironię autora Iwana Wyrypajewa, tworząc ciepły spektakl o marzeniu, by nadać życiu spektakularny sens. Bohaterowie z niesłabnąca pasją dążą do wyjasnienia, "czym jest prawdzia miłość i czy przypadła ona nim w udziale"? W tym wysiłku można już rozpoznać coś szalenie bliskiego i podniosłego. Spektakl zaś staje się nie tyle sądem nad iluzjami, ile uroczystoscia na ich cześć".
        • grek.grek Re: "ILuzje", "BLask', "Zakochana Jane" [na dziś] 20.11.12, 14:07
          słusznie, mądrze piszesz Barbasiu, trochę się na tego ojca zawiesiłem z
          góry :] zwłaszcza, że jego wpływy były równoważone, kiedy jeszcze
          David był młody, przez jego przyjaciółkę, starszą panią-pisarkę, i
          profesora w szkole muzycznej, do której uciekł przed ojcem oraz w
          poszukiwaniu większej wiedzy celem pełniejszego wykorzystania swoich możliwości.

          kto wie, jak sądzisz ? - może to muzyka, wysiłek uczuciowy wkładany w
          grę i ekstremalne w nią zaangażowanie były czynnikiem decydującym o
          pogorszeniu się jego zdrowia ?

          "Maria-Petarda" :]]

          Nosie Barbasi, rozkazuję ci uspokoić się !
          [może posłucha ;)]

          rewelacja, że się dobrze bawiłaś. Masz fajne wspomnienie, cenne przeżycie :]

          • barbasia1 Re: "ILuzje", "BLask', "Zakochana Jane" [na dziś] 21.11.12, 16:37
            > kto wie, jak sądzisz ? - może to muzyka, wysiłek uczuciowy wkładany w
            > grę i ekstremalne w nią zaangażowanie były czynnikiem decydującym o
            > pogorszeniu się jego zdrowia ?

            Tak, na pewno .

            Nosie Barbasi, rozkazuję ci uspokoić się !
            > [może posłucha ;)]

            Hahahaha :)
            A wiesz, że posłuchał! Uspokoił się wczoraj nieco.
            Dziś mi znacznie lepiej. :))

            Cudotwórcaaaaaaaa!!!
            • grek.grek Re: "ILuzje", "BLask', "Zakochana Jane" [na dziś] 22.11.12, 15:16
              hahaha :]

              będę leczył ! ;]
              • barbasia1 Re: "ILuzje", "BLask', "Zakochana Jane" [na dziś] 22.11.12, 16:23
                :)
                Naparwdę nie mam już kataru. A zwykle trwał on nieco dłużej!?
      • barbasia1 Re: "ILuzje", "BLask', "Zakochana Jane" [na dziś] 19.11.12, 22:22
        Opowiesz, Greku, o "Zakochaneją Jane"/ jeśli obejrzysz/ ? Rzuce okiem na początek filmu.

        Zdjęcie z koncertu wkleję wkrótce. Mam chwilowe problermy techniczne.
    • grek.grek "Zakochana Jane", storyline [1] 20.11.12, 13:15
      Barbasiu, zgodnie z Twoim życzeniem :]
      [wszelako, bez życzenia też bym opowiedział]
      [chyba ;)]

      Koniec XVII wieku, Anglia, Hampshire.
      Jane, córka skromnego pastora, jest młoda, piękna, wrażliwa i mądra, czyli... ma pecha.

      Czasy to bowiem takie, że ksiądz z ambony grzmi, iż kobieta ma się spełniać przy garach, pieluchach, praniu męzowskich kalesonów i w ramach rozrywki wyszywaniu makarek. A Jane ma aspiracje zupełnie inne, chce pisać powieści.

      Czasy to również takie, w których porządna dziewczyna powinna za mąż wychodzić za kawalera majętnego. Tu również Jane ma zupełnie inne zdanie niż otoczenie : kieruje się bowiem kryterium uczuciowym, zamierza wydać się z miłości.

      I o ile pierwsza przeszkoda nie jest zbyt trudna do pokonania, ot czasami trzeba zgromić jakiegoś niedowiarka albo puścić mimo uszu zgorszony komentarz, o tyle druga - to już poważna historyja. Rodzina Jane jest bowiem biedna. Rodzice Jane pobrali się... tak - z miłości. Kochają ją bardzo i dlatego chcą, aby nie powielała ich błędów. Ojciec rozumie i szanuje jej uczucia, ale powiada, że "nic tak nie upokarza jak ubóstwo", matka zaś, że "miłość jest mile widziana, ale majątek - to konieczność". Jane znajduje się więc pod presją. Jako że obraca się w towarzystwie miejscowej szlachty - ma widoki na małżeństwo z siostrzeńcem wpływowej i bogatej Lady Gresham - chłopakiem stonowanym i kulturalnym, z manierami, ale bez błysku, bez "tego czegoś", a przede wszystkim : chłopakiem, do którego Jane, tak po ludzku, nie czuje feblika.

      I kiedy Jane waha się, co zrobić - pojawia się ten właściwy kandydat. Z Londynu na prowincję zostaje "zesłany" przez swojego konserwatywnego wuja - niejaki Tom Lefroy. Obiecujący prawnik, a poza tym : hultaj i hulaka, co to zamiast wkuwać z książek i kodeksów woli towarzystwo dam lekkich obyczajów, pojedynki na pięści w knajpach i dobrą zabawę. Ma charm, urok i od razu robi na Jane wrażenie.

      Oczywiście, ona mu tego nie daje odczuć wprost. Docinają sobie nawet w tańcu, [w którym są tylko jedynymi z wielu uczestników, i prowadzą dialog nawet wtedy, kiedy akurat wirują wokół innego partnera; on mówi : "pani zachowanie zdecyduje o tym, jakie zdanie będę miał o gościnności całego Hampshire", na co ona : "zaś pańskie zachowanie - o tym, jaką reputacją będzie się pan cieszył", punkt dla niej, hehe], kiedy ona czyta na przyjęciu swoje próby literackie, on coś niespecjalnie się wykazuje skupieniem, ona czyni mu potem z tego zarzut przy jakiejś okazji - on : "przepraszam, najwyraźniej byłem nie dość uważny", ona : "raczej nie dość... przytomny" :]

      Jane ma o nim jak najgorsze zdanie. Oficjalnie. Bo cała jej mowa ciała sugeruje tylko tyle, ze właśnie się zakochała na zabój. On zresztą też jest pod wrażeniem jej inteligencji, charakteru i, last but not least, urody. Cóż to bowiem za niecodzienna kobieta, która wkracza na boisko podczas meczu krykieta, wzbudzając tym wesołą konsternację całego towarzystwa, a potem jeszcze odbija piłkę hen daleko, zdobywa punkt i wygrywa mecz :] Z drugiej strony, Tom ciągle pozostaje sobą i nawet w Hampshire potrafi wdać się w boks knajpiany, co kończy się dla niego nokautem. Poza tym, ona z przyjemnością odkrywa, że z niego całkiem bystry gość, który ksiązką nie pogardzi i jest dowcipny w rozmowie, on zaś uświadamia jej, że jako kobieta, w epoce która kobiety ogranicza w wielu dziedzinach, nigdy nie dorówna piszacym mężczyznom, jesli nie otworzy się na wszelkie rodzaje życiowych doświadczeń [ on na na myśli doświadczenia erotyczne, ale ona zrozumie to szerzej, w odniesieniu do życia jako takiego].

      Towarzyszką Jane jest przyjemna i uśmiechnięta hrabina z francuskimi korzeniami, która zadaje się z jej kuzynem. Francuskie obyczaje pozwalają zaciągnąć go do łózka, a nawet zaproponować mu ożenek i to bogaty, dzięki czemu ubogi kuzyn będzie mógl spełnić swoje życiwoe marzenia i zamiast zostać pastorem - pójśc do szkoły wojskowej [albo : zostać wojskowym, przyznam, że nie zapamiętałem].

      Jane nie ma takich luksusów. Ma do wyboru : Toma, gołod,pca którego kocha i tego drugiego : siostrzeńca kostycznej i nieprzyjemnej, nawykłej do wydawania poleceń i posiadania decydującego zdania w każdej sprawie Lady, która na balu pozwala sobie na "wypożyczyć" Jane do swojej loży i powiedzieć jej wprost, że propozycja zamążpójścia za jej siostrzeńca, to przywilej dla takiej nędzarki jak ona i że zamiast się wahać, powinna od razu ten dar losu przyjąc z pocałowaniem w rękę i nogę. Siostrzeniec już ma włości i kasę, póki Lady będzie żyła, to chłopaka będzie ozłacać, a jak umrze, to on zostanie dziedzicem całej fortuny i pałaców.

      Dla Jane wybór jest prosty : Tom. Miłośc. Serce.
      Dla Toma też jest to oczywiste : kocha Jane i chce się z nią ożenić. Tyle, ze Tom zostaje naraz wezwany z powreotem do Londynu. Przez swojego wuja, sędziego w sądzie, zamożnego i wpływowego, a przy okazji purytańskiego bardzo. To wuj zapewnia mieszkanie, wikt, opierunek i naukę Tomowi. Czy wuj, tak bardzo przywiązany do społecznej etykiety i konwenansu, jest w stanie zaakceptować małżeństwo bratanka z dziewczyną bez tytułu, posagu i pozycji społecznej ?

      Tom zaprasza do Londynu Jane, razem z francuską hrabiną i jej narzeczonym. Przedstawia Jane wujowi, licząc że najpierw wujo się nią zauroczy, a potem Tom mu zakomunikuje, że on i Jane chcą się pobrać, zaś wujo postęka, poprzewraca oczyma, powzywa wszystkich świętych, o tempora, o mores i... zgodzi się, zapłaci i nie przestanie płacić za naukę Toma oraz przyjmie pod swoje skrzydła także Jane, jako jego żonę.

      Nic z tych rzeczy. Już sama informacja, że Jane pisze - wzbudza nieufnośc wuja. A kiedy Tom oznajmia mu, że on i Jane chcą sie pobrać - wuj kategorycznie mu tego zabrania i grozi, że zakręci mu kurek z kasą.

      Jane słyszy cała rozmowę. Proponuje Tomowi wyjazd. Wspolne życie, choćby i klepanie biedy, on jakoś zrobi te swoje aplikacje, ona będzie pisać, rodzina pomoże, jakoś sobie poradzą. Ale Tom wymięka... "to nie takie proste, Jane, mam zobowiązania wobec rodziny...", mówi w zamyśleniu pomieszanym ze zdenerwowaniem. Wizja oderwania od wujowego skarbca wyraźnie zburzyła mu kolorowe sny. Jane wystarczą dwa słowa. Raz dwa opuszcza dom wuja Toma i wyjeżdza z powrotem do Hampshire. Na miejscu przyjmuje wstępnie propozycję ślubu z siostrzeńcem Lady.

      I jakoś by to poszło, gdyby nie to, że wkrótce Tom zmienia zdanie. Wraca do Hampshire, zeby oświadczyć się Jane. Wraca także z propozycją wspólnego życia. Ma już te swoje prawnicze papierki, pracuje w zawodzie, i kasa wuja nie jest już taka ważna. Proponuje Jane wyjazd do Szkocji. Ona najpierw jest zaskoczona, a później przezwycięza urazę z Londynu - i zgadza się na ten wyjazd.

      Szczęscie nie trwa zbyt długo. Ledwie wyjeżdzają z Hampshire, a dyliżans zapada się kołem w lesne błoto. Tom zdejmuje płaszcz i idzie pomóc innym pasażerom wyciągnąc pojazd z pułapki. Z kieszeni płaszcza wypada koperta. A w niej list. Jane otwiera go, a tam jak wół napisane, że wujo Toma nadal opłaca... liczną rodzinę chłopaka, braci, siostry, matkę. Wszyscy oni biedują. Co się stanie, kiedy Tom postąpi wbrew woli wuja ? Wujo zakręci dopływ kasy dla ubogiej familiji Toma... Jane nie może budować swojego szczęscia kosztem innych... Na najbliższym postoju mówi o tym Tomowi i wraca najbliższym dyliżansem do domu.

      Ich losy na długo się rozchodzą. Jane nie poślubia siostrzeńca Lady. Pozostaje panną. Być może wtedy przyjęła jego oświadczyny ze złości na Toma, ale teraz już nie ma żadnej motywacji, żeby za niego wychodzić, nawet pod wpływem chwili. On to rozumie. Kiedy następnym razem Lady pozwala sobie na uszczypliwe uwagi pod adresem Jane, a Jane jej odparowuje, chłopak otwarcie staje po stronie Jane, a potem demonstracyjnie zabiera ją na spacer opuszczając towarzystwo swojej ciotki. POdczas tego spaceru okazuje się, że to nie taki "głupek", jak Jane sądziła, i oboje ślubują sobie przyjaźń.

      Tylko, bo miłość Jane zarezerwowała dla Toma. Spotykają się jeszcze później...

      • grek.grek "Zakochana Jane", storyline [2] 20.11.12, 13:40
        Przez lata do Jane docierają jakieś strzępki wieści o Tomie, że się ożenił, że to, że owo, pewnego razu jest przekonana, że widzi go na jakimś balu, i chyba nawet to był on, ale nie podszedł do niej, widzieli się tylko z daleka, a potem on wyszedł...

        Aż wreszcie któregoś dnia, kiedy już pierwszy siwy włos zdobi skroń Jane - dochodzi do spotkania. Jane jest już autorką "Dumy i uprzedzenia", a Tom prawnikiem, w Irlandii. Spotykają się na jakimś przyjęciu. On przybywa wraz ze swoją młodocianą córką - "wielbicielką Jane Austen". I na tymże przyjęciu Jane czyta fragmenty swojej powieści, na prośbę tejże dziewczyny. Czyta je, a Tom - też nadgryziony już lekko zębem czasu - przygląda się jej, wiedząc, że Jane pisze o miłości, która ich łączyła. Kiedy Jane kończy dostaje brawa od słuchaczy. I też spogląda na Toma.

        Jane Austen nie wyszła nigdy za mąż. Pozostała wierna swoim przekonaniom : albo z miłości, albo możecie mi naskoczyć. Wbrew epoce, wbrew presji, wbrew otoczeniu.

        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=wNe13rzidOA
        scena biblioteczna, to tam Jane dowiaduje się od Toma o znaczeniu "doświadczeń", a ksiązka z ktorą go przyłapuje, to jakiś traktat o lesie w Hampshire, który dla Toma nie miał żadnego wyrazu, a Jane obsztorcowała go, że wprost przeciwnie, i że nawet napisano o tym ksiązkę...
        www.youtube.com/watch?v=YeotuCl8OUc
        spotkanie po latach :
        www.youtube.com/watch?v=G5qjWjkpUaI
        tu jest cos w rodzaju dłuższego trailera :
        www.youtube.com/watch?v=FoFfX4fU2E
        Film znakomicie zrobiony, aktorzy wspaniale i estetycznie ucharakteryzowani, akcja zaaranżowana w urodziwych okolicznościach przyrody, wnętrz, dekoracji dworkowo-pałackowych.

        Młodzi Anne Hathaway i James Mc Avoy, jako Jane i Tom, pasują do siebie i jest między nimi
        dobra ekranowa chemia. Na drugim planie to już cała brytyjska ekstraklasa aktorskich seniorów : Maggie Smith [nawet jako zimna Lady, z tym samym czaplowato-strusiowatym wyglądem lekko komiczna] oraz julie Walter & James Cromwell [jako rodzice Jane].

        Świetne kino, którego nie sposób zakwalifikować jako "melodramat". Sama klasa, w najlepszym brytyjskim guście :]
        • siostra.bronte Re: "Zakochana Jane", storyline [2] 20.11.12, 14:00
          Ładna historia, Greku :) I pięknie sfilmowana.
          • grek.grek Re: "Zakochana Jane", storyline [2] 20.11.12, 14:11
            świetne się ogląda[ło] :]

            napisałem na końcu, że Jane i Tom wspominają miłośc, która ich "łączyła" - strzeliłem kulą w płot, ta miłość nadal ich łączy, pewnie łączyła aż do końca życia, bo takich historyji, to sie nie zapomina, zwłaszcza niespełnionych, jak sądzę.
            • barbasia1 Re: "Zakochana Jane"/i muzycznie 20.11.12, 15:36
              grek.grek napisał:

              > świetne się ogląda[ło] :]

              Tak. :)

              > napisałem na końcu, że Jane i Tom wspominają miłośc, która ich "łączyła" - strz
              > eliłem kulą w płot, ta miłość nadal ich łączy, pewnie łączyła aż do końca życia
              > , bo takich historyji, to sie nie zapomina, zwłaszcza niespełnionych, jak sądzę

              Tak.

              Muzycznie:

              Peter White (Smooth Jazz Guitar)

              www.youtube.com/watch?v=TRdtYSh2kPw&feature=autoplay&list=AL94UKMTqg-9A9jO1Rz2ySBIL0_Lh2EhaH&playnext=1
              :)
              • grek.grek Re: "Zakochana Jane"/i muzycznie 20.11.12, 16:16
                skąd Ty wygrzebujesz zawsze takie fajne kawałki ? :]
                dzięki.
                • barbasia1 Re: "Zakochana Jane"/i muzycznie 20.11.12, 17:31
                  Znamy się z Peterem Whitem od dawna. :))
        • barbasia1 Re: "Zakochana Jane", storyline [2] 20.11.12, 15:30
          Pięknie odpowiedziane, Greku!

          A ja w końcu obejrzałam cały film. Jestem chora, mam wolne, mogłam pospać dłużej . :))


          Mam jedną uwagę i komantarzyk. :)

          "Towarzyszką Jane jest przyjemna i uśmiechnięta hrabina z francuskimi korzeniami, która zadaje się z jej kuzynem"

          Wydaje mi się, że to był jeden z braci Jane (Jane Austen miała faktycznie 6 braci ).

          >I jakoś by to poszło, gdyby nie to, że wkrótce Tom zmienia zdanie. Wraca do Hampshire, >zeby oświadczyć się Jane. Wraca także z propozycją wspólnego życia.

          Kiedy Tom wraca do Hampshire i spotyka w lesie Jane, jest już, jak plotkuje okolica, zaręczony z jakąś panną, ale to Jane kocha i chce być uczciwy wobec siebie -to wyznaje Jane, zrozpaczonej pogłoskami o zaręczynach Toma, dlatego proponuje Jane potajemna ucieczkę do Londynu.

          Świetna scena w domu wuja Toma Lerfoy'a , kiedy ten przy obiedzie dowiaduje się o tym , że Jane pisze książki, robi minę jakby była co najmniej seryjna zabójczynią. :))

          To czasy, kiedy jedną drogą do zrobienie kariery, osiagnięcia pozycji dla kobiet było małżenstwo z zamożnym kawalerem. Tym bardziej godna podziwu jest postawa Jane, trwanie przy wąłsnych przekonaniach wbrew presji otoczenia, konwenansom epoki.

          Jane Austen chwalona jest przez literaruroznawców za wiarygodnie przedstawioną sferę obyczajowo-społeczną swojej epoki , za mocno i prawdziwie oddane realia życia ziemiaństwa angielskiego, które właściwie do dziś ma się dobrze w Anglii.


          James Mc Avoy wpadł mi w oko w "Opowieściach z Narnii", gral tam rolę Fauna, Pana Tumnisa. Uroczy chłopak. :)) Anne Hathaway i James Mc Avoy przeurocza para.


          :)

          • grek.grek Re: "Zakochana Jane", storyline [2] 20.11.12, 16:11
            dzięki, Barbasiu :]

            o, świetnie, widzisz.
            ja oglądałem powtórkę, między 3, a 5 n/r :]

            najpewniej masz rację, ja się zupełnie pogubiłem, była też jedna
            pannica nastoletnia i druga taka ćwierćruda, które się kręciły obok
            Jane... zupełnie nie wiem, kto to był ? Kojarzysz może ? Pamiętasz
            tę scenę boksu w knajpie, kiedy Tom dostaje nokaut od zawodowego
            pięściarza, Jane umiera ze strachu o jego zdrowie, i jest z nimi jeszcze
            ten jej brat [spełniony zresztą później jako wojskowy] i własnie ta
            młoda panna...

            tam było, Jane była tam z jakimś głuochoniemym, zaczęła się całować
            z Tomem, a głuchoniemy się zawstydził i w napadzie dyskrecji próbował
            zapaść się pod ziemię ;]

            yup, miałem tego wuja za surowego, ale jednak bardziej otwartego człowieka.
            A tutaj, wuj się... wujem okazał, hehe.

            to prawda, a epoka wiktoriańska dopiero miała nadejść...

            ha, a pamiętasz jak Jane objaśnia pojęcie "ironii" ?
            tak objaśniła zmyślnie, że ja to bym nawet powtórzyć nie zdołał.

            świetnie oboje aktorzy zrobieni, te fryzury, stroje, i noszą się z taką
            swobodą, jakby wehikułem jakimś zostali tutaj przysłani z końca XVII wieku, hehe.

            o, jeszcze o jednej scenie nie napisaliśmy...
            Pamiętasz, kiedy Jane odwiedza w Londynie swoją ulubioną pisarkę...
            I stwierdza z niedowierzaniem, ze o ile jej powieści kipią życiem i przygodami, to
            sama autorka wiedzie dość czczą i jałową egzystencję. Skąd więc pomysły i
            inspiracje ? A ta jej odpowiada "Wyobraźnia, moja droga". Ale minę ma nietęgą,
            i żegna wychodzącą Jane, w takiej dośc smutnej pozie : stoi na szczycie
            schodów i taka jakaś bezbarwna jest...



            • barbasia1 Re: "Zakochana Jane", storyline [2] 20.11.12, 18:42
              Jedna z pannic, strasza to siostra Jane Austen - Cassandra (jej narzeczony zmarł na jaka chorbę podczas dalekiej wyprawy zamorskiej), a młodsza to krewna Toma Lefroya -Lucy Lefroy.
              Zaś głuchoniemy, na liście, płac Geroge Austen, najpewniej drugi brat Jane (Austen miała upośledzonego brata).

              Wuj Toma - niodrodny syn swych czasów.

              Ładna definicja, znalazłam cytat, ale po angielsku:

              "Irony is the bringing together of contradictory truths. To make out of the contradiction a new truth with a laugh or a smile, and I confess that a truth must come with one or the other, or I account it as false and a denial of the very nature of humanity itself".

              > o, jeszcze o jednej scenie nie napisaliśmy...
              > Pamiętasz, kiedy Jane odwiedza w Londynie swoją ulubioną pisarkę...

              A tak, tak, dobra scena. :), Pani Radcliffe, tak miała na nazwisko pisarka. To też autentyczna postać...

              Ann Radcliffe była (preromantyczną) poetką (ktora "wywarła wielki wpływ na twórców dojrzałego romantyzmu" !) i popularną powieściopisarką w czasach młodości Austein, była jak podaje wiki, autorką romansów sentymentalnych oraz powieści gotyckich, uważana jest za prekursorkę horroru i meodramatu. W wieku 23 lat wyszła za mąż za Williama Radcliffe'a wydawcę i właściciela magazynu The English Chronicle, którego, z racji zawodu, calymi dniami nie było w domu , by więc zająć czymś czas,nie mieli dzieci, zaczęła pisać ...

              :)
              • grek.grek Re: "Zakochana Jane", storyline [2] 21.11.12, 13:58
                dzięki za wyjaśnienia, cytat, notę biograficzną... jesteś kopalnią ciekawych informacji, Barbasiu :]
                Twoja orientacja w terenie i Twój research w stałej, znakomitej formie.

                • barbasia1 Re: "Zakochana Jane", storyline [2] 21.11.12, 14:23
                  :)

                  Dobrze, że jest wiki, gdzieś zapodziałam i odnaleźć nie mogę moją (małą) "Historię literatury angielskiej". ;)

                  Maj pleże! :)

                  Piekną muzykę z filmu jeszcze musimy zalinkować - kompozytor Adrian Johnston
                  www.youtube.com/watch?v=Lcsyt1bJ5y4
                  :)
            • barbasia1 Re: "Zakochana Jane", storyline [2] 21.11.12, 15:19
              grek.grek napisał:

              > o, świetnie, widzisz.
              > ja oglądałem powtórkę, między 3, a 5 n/r :]

              Ożeż!
      • barbasia1 Re: "Zakochana Jane", storyline [1] PS 22.11.12, 20:59
        > Rodzina Jane jest bowiem biedna. Rodzice Jane pobrali się... tak - z miłości. Kochają ją
        > bardzo i dlatego chcą, aby nie powielała ich błędów. Ojciec rozumie i szanuje jej uczucia,
        > ale powiada, że "nic tak nie upokarza jak ubóstwo", matka zaś, że "miłość jest mile >widziana, ale majątek - to konieczność".

        Dwie rzeczy a'propos powyższego fragmentu , sceny filmowej ...

        Austen w swych powieściach pokazuje, nie tylko młodych zakochanych, którzy pobierają się z miłości nie zważając na żadne przeszkody, ale też ich rodziców i ich dojrzałe związki, które zupełnie nie pasują do wyidealizowanego wzorca romansowego, co to jest wyjatkowe na tle gatunku love stories.

        Wałśnie kwestia pragmatycznego podejścia do życia i kwestie samodzielności ekonomicznej kobiet odgrywały ważną rolę w powieściach Austen, co, jak się można domyślać, jest wynikiem z jej osobistych doświadczeń.


        :)
        • grek.grek Re: "Zakochana Jane", storyline [1] PS 24.11.12, 13:17
          czyli, rys autobiograficzny ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka