Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac - 6 (vol 32)

01.06.13, 15:13
Bardzo dzis przyjemny dzien do zakladania nowego watku :)

Wszystkim dzieciom, mlodym i troche starszym tez - wszystkiego najlepszego!

P.S. w poprzednim watku ledwo udalo sie 'dojsc' do 500 wpisow, teraz moze byc gorzej, bo telewizje powoli szykuja sie do sezonu ogorkowego, wiec z oferta chyba coraz marniej ...
Obserwuj wątek
    • maniaczytania KK - czerwiec 01.06.13, 15:25
      no to tradycyjnie:

      06.06. - "Meduzy" - film izraelsko- francuski, ciekawy o tyle, ze to debiut rezyserski izraelskiego pisarza Etgara Kereta nakrecony wspolnie z zona, z tego, co przeczytalam - film-ukladanka z przeplatajacych sie historii;

      13.06. - "Afonia i pszczoly" - 2009r. Polska - rez. J.J. Kolski - nie ogladalam, a lubie jego filmy, wiec wstepnie sie nastawiam;

      20.06. - "Once" - czyli mamy powtorke - ale, jesli ktos nie widzial, to warto, warto, warto! Chocby dla samych piosenek :)

      27.06. - "Przekleta gora" (znana tez pod tytulem "Slepa gora") - chinski dramat z 2007r.

      Moze te dwa pierwsze obejrze, a Wy?
      • barbasia1 Re: KK - czerwiec 01.06.13, 15:32
        Ja obejrzę trzy.

        Jeśli czerwiec to jeszcze "Sala samobójców" , przypominam , nie w KK, nie w czwartek, a w niedzielę 9.06 w TVP2 o 20:05.
      • angazetka Re: KK - czerwiec 01.06.13, 15:39
        Na razie tylko powtórkowy "Once" brzmi dla mnie kusząco, ale kto wie, kto wie...
      • siostra.bronte Re: KK - czerwiec 01.06.13, 16:01
        Słaby repertuar w tym miesiącu.
      • grek.grek Re: KK - czerwiec 03.06.13, 13:41
        nie widziałem żadnego, więc zobaczę wszystkie :]
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - 6 (vol 32) 01.06.13, 15:27
      Pół tysiąca wpisów w końcówce sezonu to bardzo dobry wynik, myślę. :)

      Wszytskiego najlepszego Tobie, Wszytskim!
      Pielęgnujmy dziecko w sobie! ;)

      Maniu, a jakie atrakcje przygotowałaś na dziś dla Syneczka? Wybieracie się może na coś do kina?

      :)
      • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac - 6 (vol 32) 01.06.13, 16:11
        barbasia1 napisała:

        > Maniu, a jakie atrakcje przygotowałaś na dziś dla Syneczka? Wybieracie się może
        > na coś do kina?

        Barbasiu - nie moge az tak go rozpieszczac :) Raz w tygodniu wystarczy :) Zwlaszcza, ze teraz czekamy oboje na lipiec, gdy do kina wejdzie "Jezdziec znikad" :)
        • pani_lovett Re: Ojej, co tu wybrac - 6 (vol 32) 04.06.13, 16:02
          Rozumiem. :)
          Liczę/ymy zatem na relację z filmu "Jezdziec znikąd".

          Czytałam Twoje relacje z Targów Książki w Warszawie, na forum i na blogu. Maniu, powiedz jeszcze, jakie wrażenie wywarło na Was miejsce tegoroczne targów, Stadion Narodowy?
          Jak to wyglądało? Czy to dobry pomysł?

          PS Gdybym tam była, poszłabym natychmiast po autografy do Hanny Krall i do Józefa Hena, heh.
          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - 6 (vol 32) 04.06.13, 18:44
            Gdzieś czytałam, że do pana Hena nie było kolejki i to jest smutne.
            • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac - 6 (vol 32) 04.06.13, 21:39
              pepsic napisała:

              > Gdzieś czytałam, że do pana Hena nie było kolejki i to jest smutne.

              To chyba bylo u mnie ;)
          • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac - 6 (vol 32) 04.06.13, 21:38
            Barbasiu - stadion sam w sobie jest super - bylam pierwszy raz - no robi wrazenie :)))

            A jako miejsce Targow, choc nie mam porownania, sprawdzil sie bardzo dobrze moim zdaniem. Bylo moze pare niedociagniec, ale pewnie tylko dlatego, ze to pierwszy raz.
            Bylo duzo miejsca, przestronnie, ludzie po plecach Ci nie chodzili, mozna bylo sobie usiasc na trybunach - a krzeselka bardzo fajne sa :)
            Przyjezdzaj / przyjezdajcie za rok - znowu beda na stadionie - a przy okazji i kawke bysmy wypily/ wypili ;)
            • pani_lovett Re: Ojej, co tu wybrac - 6 (vol 32) 08.06.13, 14:26
              > Przyjezdzaj / przyjezdajcie za rok - znowu beda na stadionie - a przy okazji i
              > kawke bysmy wypily/ wypili ;)

              Maniu, to jest świetny pomysł!
              Byłoby miło wypić z Tobą, z Wami kawę w stolicy!
              Rozważam to poważnie.
              :)))
              • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac - 6 (vol 32) 08.06.13, 17:09
                pani_lovett napisał(a):

                > Maniu, to jest świetny pomysł!
                > Byłoby miło wypić z Tobą, z Wami kawę w stolicy!
                > Rozważam to poważnie.
                > :)))

                Byloby super!
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac - 6 (vol 32) 09.06.13, 15:12
                  Też tak myślę! :)))))))))))))
                  • siostra.bronte Re: Ojej, co tu wybrac - 6 (vol 32) 09.06.13, 22:29
                    A ja zapraszam do naszego pięknego miasta nie tylko z okazji targów książki :))
                    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - 6 (vol 32) 10.06.13, 19:18
                      THX :]
    • maniaczytania Kino na maksa - niedziele tvp2 - prime time!20.05. 01.06.13, 16:02
      czyli specjalnie dla Barbasi podaje jeszcze plan na czerwiec, bo w sumie ciekawy!

      02.06. - "Uwiklanie" - na podst. powiesci Zygmunta Miloszewskiego, podobno ksiazka bardzo dobra, film troche mniej chwalony przez wielbicieli - glownie z powodu zmiany plci glownego bohatera ;)

      09.06. - "Sala samobojcow" - wyczekiwana juz przez Barbasie :)

      a potem juz mecze Pucharu Konfederacji, a 30.06. - "Jurassic Park" :)
      • angazetka Re: Kino na maksa - niedziele tvp2 - prime time!2 03.06.13, 09:54
        O, mecze :D
        A "Uwikłanie" to jest nawet niezły film (książki nie czytałam), z totalnie schrzanionym zakończeniem.
      • grek.grek "Uwikłanie" - będę się znęcał ze szczególnym...;] 03.06.13, 14:10
        "Uwikłanie" nadgryźliśmy w 31 volume.
        Pepsic pochwaliła aktorstwo Pieczyńskiego, ale była sceptyczna co do całości.

        po obejrzeniu - jestem pół na pół.

        podobały mi się zdjęcia, okoliczności scenografii, nasycenie barw i generalnie wizual.
        plus aktorstwo, Stenka, Stroiński, Pieczyński, Seweryn i Ostaszewska [zwłaszcza w scenie
        kiedy każe Stence "wyjśc, już !" - bardzo przekonująca].

        niestety, cała ta historia kompletnie, ale to absolutnie, pozbawiona jest temperatury. zupełny brak klimatu. w przypadku thrillera czy kryminału jest to błąd niewybaczalny, wg mnie. thriller bez atmosfery nie istnieje. atmosfera może uratować słaby scenariusz, a może także pogrązyć scenariusz znakomity.

        tutaj scenariusz najgorszy nie jest - chociaż autor na pomoc musiał wezwać duchy dawno nieżywej komuny, że niby nadal jej eks-funkcjonariusze rządzą z tylnego siedzenia, ale reżyser zrobił z niego jakiś ciągnący się leniwie cukierek-gębosklej.

        najgorsza scena seksu w historii kina : Ostaszewska zgrabna i odchudzona, lecz tylko profesjonalna, bez zmysłowości; ten pan Bukowski... rany, ta klata gimnazjalistki z początkującym biustem [nie wiem, skęd wiem jak wyglądają klaty gimnazjalistek, jakby co to... ze słyszenia ;)] a do tego sztucznośc aż kłująca w oczy, brak chemii przy jednoczesnym pozowaniu na pikanterię. koszmarek. jeszcze jeden dowód, że ludzie ładni niekoniecznie muszą być seksowni. i lepiej żeby sprawiali wrażenie fizycznie atrakcyjnych niż rozbierali się i okrutnie się dekonspirowali ;]

        scena w parku, kiedy Seweryn utyskuje na stan czytelnictwa wśród młodziezy. Cytuje jakies suche publicystyczne tezy jakby rocznik statystyczny czytał. aktorski dryg i próba łamania szelestu papieru wulgaryzmami nie są w stanie przysłonić kabotyństwa tego monologu.

        scena bójki w toalecie męskiej. tragiczna, powolna, amatorsko zrealizowana, gołym okiem widać jak aktorzy markują ciosy i kopniaki, a aktor Bukowski którego postać ma być wleczona za głowe, którą ma rozbijać kafelkowe elementy wystające ze ściany - robi to rękoma, a kafelki są z plastiku :] i to ledwie tylko przymocowanego butaprenem do ściany

        scena w restauracji na promie,czy statku przycumowanym. Seweryn grozi Ostaszewskiej bronią. w biały dzień. dookoła ludzie. ona mówi "zabije mnie pan przy świadkach ?", on "jakich świadkach ?", i rozgląda się pewnym siebie wzrokiem, a ludzie dookoła patrzą na nich i nic nie mówią, jakby to była jakaś rodzina mafii, a on capo di tutti capi - o co chodziło w tej scenie, bo zakrawała ona na jakiś nonsens ? że niby co ? :]

        scena kiedy Ostaszewska uskakuje przed próbującym ją przejechać samochodem - brak tempa, marna realizacja.

        itd itd

        Najlepiej wypadły sceny dialogowe, dzięki temu, że aktorzy mogli się wykazać swoim kunsztem.
        Całości brak jednak pazura, muzyka najczęściej nie współgra z mało dynamicznymi i słabo aranżowanymi scenami.

        Kiedy Stroiński opowiada o tym, jak to ubecja była naprawdę niebezpieczna, a tylko malowano ja na pocieszną - nie czuć w tej scenie żadnego dymka grozy. W ogole, pani prokurator niby czuje się śledzona, czuje że się wokół niej coś dzieje, że dosięga rzeczy mogących zagraża jej i jej rodzinie, pan policjant zostaje odsunięty od śledztwa i ma jechać do Kielc - a ja nie czuję smrodu z ekranu :] Nie czuję powagi sytuacji, bo reżyser informuje o tym, jakby opowiadał historię która dzieje się w kuchni Mostowiaków albo Lubiczów i normalnie mam wrażenie, że zaraz wejdzie ciocia Stasia i zapyta "komu zaparzyć czaju ?", a Rysiek zachęci do umycia rączek. Taka to dramaturgia i taki dreszczowiec.

        w sumie, spodziewałem się czegoś daleko lepszego. oglądanie naszych aktorów to przyjemnośc : mowa ciała, interpretacja tekstu, kunszt... jaka szkoda, że reżyser nie stanął na wysokości zadania, a może nawet nie ruszył z bloków.

        • pepsic Re: "Uwikłanie" - będę się znęcał ze szczególnym. 03.06.13, 19:18
          Nie, nie Grek, nie chwaliłam Pieczyńskiego, a krytykowałam. I przykro mówić, bo lubię człowieka, ale drętwa rola mu wyszła. Nie lepiej wypadła zmanierowana Ostaszewska i zblazowany Bukowski oraz mumiowata Stenka (botoks?), która nijak nie wyglądała na 42 lata zgodne ze scenariuszem, że nie wspomnę o dupowatym Adamczyku (Gdzie byłaś w nocy? No jak gdzie, w pracy! He, he). Świetny był Seweryn (na lotnisku i w parku) oraz Stroiński i Woronin w małych, acz zauważalnych rólkach. Zajączkowska też fajna, w dodatku w odróżnieniu od Stenki nie kreuje się na młódkę.

          Szczerze mówiąc scenę seksu wyparłam, gdyż przyglądałam sie nieco zazdrosnym okiem na ponętne ciało Ostaszewskiej, ale z twarzy to tak mniej, niż średnio mi sie podoba.

          A to nie był czasem jego prywatny jacht np.? Jak szaleć, to szaleć, o co! ;)

          Grek, jestem zawiedziona. Myślałam, że będziesz bardziej ukontentowany wizerunkiem kulturalnego i wykształconego esbeka erudyty moim zdaniem doskonale monologującego o zidioceniu społeczeństwa: "nażreć się, popier.dolić i pograć w gry komputerowe".

          Jeśli mamy więcej tak głupiutkich pań prokuratorek uważających, że podczas PRL bywało zabawnie, tudzież terdzcychych: "Są rzeczy, które nie powinny ujrzeć światła dziennego, bo mogą zbyt wiele ludzi zranić", nie dziwią uniewinniające wyroki Kiszczaków, Ciastoniów, czy Kociołków.

          Jak sądzisz, kto wykończył esbeków? Służby specjalne, tatuś - wysoki funkcjonariusz SB? A może inne propozycje?
          • siostra.bronte Re: "Uwikłanie" - będę się znęcał ze szczególnym. 03.06.13, 19:23
            Ależ jesteście złośliwi :) Filmu nie widziałam i już żałuję :)
            • la.bruja Re: "Uwikłanie" - będę się znęcał ze szczególnym. 03.06.13, 22:07
              Tradycyjnie książka jest lepsza niż film. Ten ostatni poszedł w zupełnie innym kierunku. Jedyne światełko w tunelu: Stroiński.

              Na "Salę samobójców" czekam. Mimo, że oglądałam 2 razy :)
          • pepsic Re: "Uwikłanie" - będę się znęcał ze szczególnym. 03.06.13, 19:45
            O mamo!
            * twierdzących
          • grek.grek Re: "Uwikłanie" - będę się znęcał ze szczególnym. 04.06.13, 16:40
            kurdesz, znów cytowałem ciebie z pamięci, i znów zapomniałem, że zapominam.
            następnym razem będę sprawdzał dokładnie, obiecuję :]

            mnie aktor Bukowski rozbawiał, a może nawet nie tyle on sam ile jego postać.
            co za stereotyp... policjant z marsową miną, po pracy idzie na wódkę odreagować,
            na ścianie w domu plakat jakiegoś motocykla... czyli, twardziel topiący życiowe
            rozterki w kieliszku, fan motoryzacji, tylko dziurawych skarpet i plam potu na marynarce
            zabrakło do pelni wizerunku ;] a aktor sam bez mowy ciała i fizjonomii wiarygodnej do
            roli takiego maczo, co poglębiało konsternację. nawet obowiązkowo 5-dniowy zarost nie
            pomogł zrobić z niego kogoś, kim w głębi duszy nie jest.

            Ostaszewska teatralna, w niektórych dialogach to się, o dziwo, sprawdzało, wg mnie.

            hehe ;]

            a może i jacht, możliwe, nie znam się na armatorach :]

            haha ;]
            masz rację, esbek jest "erudytą", ale jednocześnie rzuca mięsem, jest nieprzyjazny, arogancki, nadużywa wpływów, czuje się bezkarny - jest to wciąz jednostronny porrtet. nie żebym łaknął zaraz szlachetności, ale po prostu ta żarliwa solidarnościowatośc rzuca się polskim twórcom na ich warsztat. taki jakis strach jest przed zrobieniem z postaci esbeka kogoś ciekawszego niż cham i zbój. kogoś kto ma jakies wnętrze. w tym filmie nikt wnętrza nie ma, więc to częściowo tłumaczy kolejną nieudaną próbę, a może raczej brak podjęcia takowej.

            nie pamiętam, kto wypowiada tę kwestię ? Seweryn ? to by było wtedy jasne i czytelne o co mu chodzi :]

            materiał z akt spraw przeciw dawnym pezetpeerowskim działaczom zapewne będzie w obiegu, więc może wtedy coś wiecej będzie wiadomo. bez uzasadnienia decyzji sędziowskiej, trudno powiedziec, dlaczego zostali uniewinnieni. musi być motywacja prawna.

            z tego, co widziałem, to zastrzelił ich ten policjant.
            ale komu meldował, ze 'załatwione" ? nie mam pojęcia.

            • pepsic Re: "Uwikłanie" - będę się znęcał ze szczególnym. 04.06.13, 18:43
              To są słowa pani prokurator (nie przepadam za neurotycznym aktorstwem Ostaszewskiej), które mocno wzburzyły pracownika IPN zagranego przez Adama Woronowicza (którego przepraszam za przekręcenie nazwiska).

              Nie no, nie chodziło, kto pociągnął za spust, a kto był mocodawcą. Tak sobie dumam, a może stał za tym Wenzel (Stroiński), który sie niczego już nie bał? He, he, tak liczyłam na Ciebie;)

              Ps. Tak sobie myślę, że te uniewinniające wyroki paradoksalnie przysłużą się w jakiś sposób i szeroko otworzą społeczeństwu oczy.
              • grek.grek Re: "Uwikłanie" - będę się znęcał ze szczególnym. 05.06.13, 14:25
                tak, przypominam sobie, ta rozmowa na ulicy. prawda.

                sam nie wiem, jak to odczytać.
                z początku myślałem, że chodzi o to, że tych grubych ryb i tak się nie da
                złapac, a można tylko skrzywdzić po drodze płotki.

                teraz - nie wiem, może istotnie była to sugestia, że lepiej, żeby się grubasom
                nic nie stało, bo to mogłoby pociągnąc za sobą mase kompromitacji tzw. czystych
                osób, które mają wpływ na życie publiczne i prawodawstwo albo odczytywanie
                historii. ale to by już prowadziło do kolejnej sugestii, że rząd Olszewskiego
                został odwołany przez agentów siedzących w teczkach, czyli do rzekomego
                "spisku w Magdalence", a to do "bolków" i innych :]

                nie jestem tego aż taki daleki, to całkiem możliwe, i że układ nadal trwa, ale
                kiedy wyobraże sobie scenariusz bez tego, załóżmy że to prawda, układu, to
                wygląda on dośc dramatycznie.

                możliwe, że dobrze wskazujesz mocodawcę.

                wiesz, ja myśle, że społeczeństwo interesuje się takimi rzeczami dość mgliście :]
                a zaufania do wymiaru sprawiedliwości... tak czy owak nie ma :}
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac - 6 (vol 32) 02.06.13, 15:51
      A nie jest czasem tak, że podczas wakacji telewizyjnych, gdy nie puszczane są głupawe serialiki paradoksalnie można wyłapać więcej filmów wartych uwagi, do tego w dogodnej porze?
      • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac - 6 (vol 32) 02.06.13, 17:30
        sie okaze :)
    • grek.grek Barbasiu, w sprawie Twoich imienin :] 03.06.13, 11:20
      naprawdę, przeniosłaś je na 1 czerwca ?
      zupełnie zapomniałem.

      a zatem, Wszystkiego Najlepszego, życia radosnego przygodowego i zdrowia nieustannego ! :]

      ze specjalną dedykacją dla Ciebie pieśń okolicznościowa :
      www.youtube.com/watch?v=GROdIwG_7Ok
      z opoźnieniem sklerotycznym, ale tym bardziej serdecznie

      życzę Ci ja :] :
      cl.jroo.me/z3/U/w/e/e/a.baa-One-elegant-cat.jpg
      • barbasia1 Re: Barbasiu, w sprawie Twoich imienin :] 04.06.13, 00:38
        O!!!!

        :)))))))))))))))))))))

        Żart to był.

        I teraz się czerwienię zawstydzona nieco ...

        Niemniej dziekuję Ci za dobre słowa, przemiłe życzenia, muzę
        i tego przystojniaka na końcu. :))))))


        Teraz na serio , imieniny obchodzę 4 grudnia, obchodzimy z Siostrą. :))


        Ale obchodzenie imienin dodatkowo 1 czerwca bardzo mi się spodobało. :)
        • grek.grek Re: Barbasiu, w sprawie Twoich imienin :] 04.06.13, 16:29
          a to się dałem wkręcić l]
          i jeszcze z wyrzutami na sumieniu, że zapomniałem i o 2 dni się opóźniłem, hehe.

          nic nie szkodzi, życzenia zawsze się przydadzą, mam nadzieję.

          [ale krawat dobierałem długo, żeby dobrze wyglądać, hehe

          no to na serio przeniesiemy całą historię na 4 grudnia :]
          do tego czasu moze jakąś muszkę skompletuję.
          i smoking, hehe.

          możesz mieć dwa razy w roku, a co :]
          • pepsic Re: Barbasiu, w sprawie Twoich imienin :] 04.06.13, 18:21
            Grek, przyznaj się, szukasz pretekstu, żeby się pochwalić kolekcją gustownych krawacików;)
            • grek.grek Re: Barbasiu, w sprawie Twoich imienin :] 05.06.13, 14:15
              zdemaskowałaś mnie :]]

              wiesz, każdy kocur swoje krawaty chwali ;]
          • pani_lovett Re: Barbasiu, w sprawie Twoich imienin :] 06.06.13, 16:38
            :)

            Sprawiłeś mi ogromną przyjemność tym miłym postem .
            Uśmiecham się od ucha do ucha, ilekroć go czytam
            i patrzę na ten uroczy krawiacik, w którym tak Ci do twarzy,
            i na to pełne przejęcia spojrzenie. :)))))


            Już się nie mogę doczekać.

            > możesz mieć dwa razy w roku, a co :]

            :)))))

            Okropna jestem no nie!?
            • grek.grek Re: Barbasiu, w sprawie Twoich imienin :] 07.06.13, 15:40
              cieszę się, zatem :]

              hehe, kot przystrojony zyskuje dodatkowy punkt, jak widzę.

              a tak, spojrzenie pełne niepewności, jak też wypadnie ocena
              wysokiego jury :]

              a ja już szukam :]

              e tam, jesteś... sugestywna ;]]
              • pani_lovett Re: Barbasiu, w sprawie Twoich imienin :] 08.06.13, 14:18
                Kot w krawaciku jest szałowy, zawsze! :)))

    • grek.grek kliknij plusika dla ojej[nika] ;]] 03.06.13, 14:14
      lansujmy się, Czcigodni - w ten kciuk kolory złotego dla naszej pochwały wystawionego :]
      a co, haha.

    • pani_lovett "Bezmiar sprawiedliwości" w TVP2 20:10 03.06.13, 20:33
      Już, teraz ...
      • pani_lovett Re: "Bezmiar sprawiedliwości" w TVP2 20:10 04.06.13, 15:50
        Nagrałam, będę oglądać ...
        • siostra.bronte Re: "Bezmiar sprawiedliwości" w TVP2 20:10 04.06.13, 18:28
          Dzięki, Barbasiu, za podpowiedź. Niestety, zaczęłam oglądać dopiero mniej więcej w połowie. Film całkiem ciekawy i oryginalny jak na polskie kino.Rzadko robi się u nas filmy "sądowe". Musiałabym go jednak obejrzeć w całości, żeby wyrobić sobie zdanie.
        • grek.grek Re: "Bezmiar sprawiedliwości" w TVP2 20:10 05.06.13, 14:25
          Barbasiu, napiszesz coś a'propos, po obejrzeniu ?
    • grek.grek "TOrowisko", film PL [1] 04.06.13, 14:20
      natrafiłem na ten film wczoraj, a w zasadzie - dzisiaj [po północy] - w Jedynce.
      nie ma go w jutubie, więc nie dam linka do całości ani nawet nie ma fragmentów [chyba że źle szukam], postaram się co nieco opisać.

      rzecz się dzieje w Aniołowie, małym miasteczku na dalekiej prowincji. albo - miejscowości, bo nie widać, zeby tam był rynek jakiś czy nowe budownictwo, a do wsi blisko, jakieś stodoły stoją na skraju, a w środku... ot blok, knajpa, pare ławek, parę sklepów z sex-shopem na czele :]

      i w takim miejscu tkwi Marysia [Karolina Dryzner, o urodzie i głosie stworzonych do takich ról], główna bohaterka. pracuje na nastawni kolejowej, opuszcza rogatki, odbiera telefony, a poza tym dużo czyta [mogła pracowac w bibliotece]. jest skromna, niespecjalnie się maluje, jest bystra, zrównoważona. w domu ma matkę, wdowę [Ewa Dałkowska] - własnie zmierzającą ku poczciwemu romansowi z sympatycznym hydraulikiem [Adam Ferency] oraz brata - który wlaśnie wyleciał z pracy, wrócił do domu rodzinnego, rankiem budzi chatę słuchaniem muzyki na pełny gwizdek, nie garnie się do szukania nowego etatu, a zamiast tego zostaje dilerem narkotykowym u miejscowych gangsterków. Marysia źle znosi jego obecność w domu, po jakimś czasie nachodzą ją gangsterzy którym braciszek winien jest jakies pieniądze, ale kiedy matka przekopuje dom w poszukiwaniu narkotyków, które brat trzyma w chacie - Marysia chowa je przed matka i tym sobie zaskarbia braterską wdzięczność.

      Marysia ma przyjaciółkę - Krystynę. swoje zupełne przeciwieństwo - Krystyna, to typ królowej dyskoteki w remizie. Tleniona blond szopa na głowie, hałaśliwy styl bycia, podwórkowe maniery i kolorowe mini do tanich szpilek. Krystyna ma chłopaka, czy raczej - chłopa, bo maszynista Roman [Sławomir Orzechowski] wygląda raczej na jej wujka albo stryjka. Roman opowiada "takie kawały, że..." i w ogole macho z niego ;], więc Krystyna z nim "chodzi", czyli głównie leży. Marysia zwraca jej uwage, że ten Roman to taki nie bardzo, ale Krystyna rzuca "oj, co ty wiesz, miłość..." ;]].

      w ogole, Krystyna ma powodzenie, innym kandydatem do jej ręki, a moze raczej do części ciała od ręki nieco oddalonych, jest prymitywny robotnik - gruby, łysy z tatuażem. można powiedziec, że Krystyna przyciąga samych "ja jestem macho, niech kobiety mi wybaczą".

      Roman ma kolegę, niejakiego Zenka [Marek Kalita], przyfajtłapowatego gostka w za ciasnej marynareczce i z wyrazem twarzy pod tytułem "ja coś chciałem, ale zupełnie zapomniałem co". Krystyna sprowadza ich na nastawnię, że niby Marysia i Zenek mogliby się spiknąć, ale Marysi Zenek kompletnie nie pasuje, i nie można się jej dziwić.

      Obok skromnej Marysi kręci się jeszcze jeden amant - Andrzej [Adam Woronowicz]. Lekko chyba upośledzony chłopak, który nie daje jej od siebie odpocząc. Przychodzi na nastawnię karmić rybki w akwarium, a poza tym ciągle za Marysią chodzi, a jak nie chodzi, to jeździ rowerem. Ciągle w pobliżu, ciągle pod ręką, "anioł stroż". Ale i on Marysi nie urządza.

      Mozna powiedzieć,że Marysia przyciąga typy męskie pod tytułem "i can't dance I can't sing".

      az wreszcie pojawia się ten właściwy - Zbyszek, też maszynista, którego pociąg wlaśnie został skierowany na trasę przez Aniołowo [przepisowo ulizany Dorociński]. ten to przynajmniej ładny jest. i jak komplementuje obie Marysię i Krystynę, nazywając "pięknymi kobietami", stojąc w niedbałej pozie przy "szoferce" lokomotywy, to u Marysi od razu uśmiech numer 3 gości na twarzy.

      Pech chce, że Krystyna rozstaje się z Romanem, który zaczął ją bijać. szukając nowych portek Krystyna zaczyna interesować się Zbyszkiem. I oczywiście, Marysia w tym starciu musi przegrać. jej koleżanka jest przebojowa, skraca dystans do minimum w trymiga i po prostu wdzięczy się, czego Marysia robić nie potrafi. No i nosi krótsze sukienki. Jedna wizyta Zbyszka na kawce na nastawni i juz Krystyna go nie odstępuje, a on nosi jej torebkę :] A Marysia ma poczucie, że znów przyjaciółka okazała się lepsza.

      Kiedy jednak pewnego dnia, Zbyszek przypadkiem napotyka Marysię poprawiającą coś pod sukienką, i kiedy ona pospiesznie ją opuszcza, on zwraca uwagę "mając takie nogi powinnaś je pokazywac, a nie zasłaniać" - Marysia przechodzi metamorfozę. Skraca sukienkę, zmienia sweterek i kiedy przejeżdza pod nastawnią uśmiecha się do niego dzielnie, z wdziękiem ignorując, że Krystyna szczerzy się tuż przy niej.

      dodatkowo, los zsyła jej modne buty. oto pewnego dnia na bocznej drodze zatrzymuje się jakiś wypasiony wózek, w nim kłócąca się para : biznesmen-jego utrzymanka [malarka], on prosi Krystyne o pomoc w odczytaniu mapy, a potem ta malarka... wyrzuca swoje buty, które on jej kupił, przez okno. Pasują na Marysię, jak ulał. Kopciuszek znalazł swój bucik.

      Dodatkowo, Kopciuszkowi sprzyja szczęście. Krystyna chce wyjechać, spelnić swoje odwieczne marzenie. Znalazła ofertę pracy w agencji towarzyskiej. Sądzi,ze będzie tam "towarzyszyć" ;] Wyjeżdza na rozmowe wstępną. Marysia nie może się doczekać - teraz Zbyszek musi swoją sympatię na nią przerzucić.

      niestety, w tej bajce tak to nie działa. Krystyna wraca rozczarowana, półgębkiem opowiada o tej agencji i wynika z tego,że chyba zorientowała się, jakiego rodzaju "towarzyszenia" się tam oczekuje od pracownic. pech chce, że wystrojona Marysia nie zdąza się nawet przed Zbyszkiem zaprezentować, bo nakrywa go z Krystyną in flagranti. oni nie widzą, a ona szybko ucieka łamiąc obcas. Zbyszek zatem odpada.

      odpada też Krystyna, bo Zbyszek okazuje się żonatym tandetnym podrywaczem i po konsumpcji niespecjalnie ma ochotę z Krystyną rozmawiać, a poza tym "niedługo zmieniają mu trasę" i nie będzie już przejezdzał przez Aniołowo. Marysia widzi przez okno nastawni, jak Zbyszek brutalnie ignoruje jej przyjaciółką czekającą na niego przy torach. widzi jej kolejny zawód, widzi ją znów wykorzystaną i porzucona, ofiarę swojej... naiwności ? atrakcyjności ? łatwości ? ale przecież obie tracą - mimo że są różne : gdyby Marysia była taka jak Krystyna, to byłaby wykorzystana i porzucona, gdyby Krystyna była nią - amant nawet by się nią poważnie nie zainteresował.

      Krystyna ponosi klęskę. zawodzą wszystkie nadzieje : machos biorą, co chcą i odchodzą, wyjazd z Aniołowa nie wchodzi w rachubę, bo Krystyna nic nie umie - a "agencja towarzyska" nie polega na "towarzyszeniu" w taki sposób o jakim myślała. kapituluje więc i związuje się z ciapowatym Zenkiem, który wozi ją rozklekotanym fiatem 126p koloru niebieskiego. Marysia wywiera zemstę na Zbyszku - któregoś razu Zbyszek gubi przy torach małżeńską obrączkę. . akurat musi przestawić swój swój wagon, bo nadjeżdza inny pociąg i prosi Marysie, żeby odnalazła ją. Marysia znajduje bez trudu, złośliwe podkłada ją pod koło lokomotywy, a potem dumnie prezentuje Zbyszkowi rozklapcianą na płask :]

      dramat Krystyny dopełnia się,kiedy ignorowany przez nią robotnik gwałci ją w pobliskim lasku [takie piaszczyste wydmy jakby z rzadka porośnięte drzewkami]. Marysia widzi tę scenę, słyszy jak Krystyna krzyczy, ale chowa się, nie interweniuje - mści się na przyjaciółce ? może raczej boi sie, żeby sama nie oberwała ? Patrzy potem jak sprawca ucieka, a Krystyna z wolna podnosi się, poprawia podarte ubranie, zbiera z ziemi zgubione buty... smutny widok. Moze wtedy marysia dostrzega w niej normalną dziewczynę z rozwianymi marzeniami, wykorzystywaną i upokorzoną, a nie laskę, którą sama by chciała być, panne co zawinęła jej faceta sprzed nosa, dziewczynę która zawsze miała większe powodzenie niż ona i miała tę przebojowośc, o której Marysia mogła tylko pomarzyć. Przez jakiś czas później, Marysia nie chce widywać Krystyny. Może to poczucie winy, może rodzaj odrazy, a może jeszcze coś innego.

      nie tylko ona widziała tę scene. widział ją też Andrzej, zawsze kręcący się wokół Marysi, zazdrosny o każda rozmowe ze Zbyszkiem, zakochany w Marysi po uszy. I Andrzej właśnie rozpuszcza informację, że Krystyna miała seks z robotnikiem. seks, nie gwałt.
      • grek.grek "TOrowisko", film PL [2] 04.06.13, 14:41
        rzecz ma znaczenie w perspektywie ślubu jaki Krystyna ma wziąć z Zenkiem oraz w związku z taką oto okolicznością, że Krystyna jest w ciązy. czyje jest to dziecko ? Zenka czy z gwałtu ? tego nie wiadomo. jedno jest pewne : jeśli Zenek uwierzy, że Krystyna miała seks z jakimś innym, to gotów ją odepchnąć.

        I wtedy oczy wszystkich kierują się na Marysię. bo Andrzej mówi, że Marysia też widziała całe zajście. i pytają ją : czy Krystyna konsumowała tego typa ? Marysia patrzy na nią, widzi w jej oczach prośbę... i przecząco kręci głową. Jej uwierzą.

        Andrzej na dniach zostaje wywieziony do psychiatryka. Trudno powiedzieć dlaczego, w każdym razie widac, jak go zwijają pielęniarze, ale bez oporu z jego strony. ostatnie spojrzenie Andrzej kieruje ku nastawni, skąd obserwuje go Marysia.

        Krystyna bierze ślub z Zenkiem. dzień jest deszczowy, może to zapowiedź jej przyszłego życia, a może symbol dnia klęski : była sexy, miała marzenia, chciała wyrwać się do miasta, a kończy jako zwyczajna żona szarego gapcia, który pewnie zrobi jej piątkę dzieci i uwiąże przy kuchni. Pada deszcz, jadą auta przystrojone na wesele, zatrzymują się przed szlabanem przejazdu... Krystyna wybiega z samochodu i podbiega do szlabanu, patrzy w okna nastawni, w których stoi Marysia. Jakby z niemą wdzięcznością, że przyjaciółka uratowała ją, pozwoliła jej zachować choć to małe, pokraczne szczęście z Zenkiem. wystarczył przecież jeden gest, żeby i tym razem Krystynie sie nie udało, aby nawet Zenek ją odtrącił.

        Marysia znajduje pieniądze, które jej brat ukrył w starej stodole, a które winne był gangsterowi w związku z tym swoim dilowaniem narkotykami.

        I pewnego dnia, nastawnia jest pusta, padają jakieś komunikaty przez radio, dzwoni telefon, ale Marysi tam nie ma juz...

        I kadr na "plecy' odjeżdzającego pociągu. Może to nim Marysia wyjechała z Aniołowa szukać innego życia ?

        gdzie ten film się uchował ? 200o rocznik.

        jest to pełnokrwisty dramat, ze swoją psychologią, refleksją społeczną, klimatem małomiasteczkowego tragizmu życia, może nie na poziomie Czechowa, ale na całkiem przyzwoitym. reżyserką u scenarzystką jest Urszula Urbaniak. niskobudżtetowy, ale
        napisany, wyreżyserowany, zagrany bardzo sugestywnie, z wyrazistymi postaciami
        kobiecymi, i z samymi dennymi i smieszno-beznadziejnymi figurami męskimi.

        kilka fotek moze :

        Krystyna [Ewa Lorska] i Marysia :
        www.filmpolski.pl/fp/index.php/167588_4
        jeszcze raz Karolina Dryzner, chyba ładniejsza na ekranie niż na zdjęciach:
        www.cyfrowypolsat.pl/img/entries/bv_torowisko_pat06.jpg
        Marysia, Zenek i Roman :
        www.cyfraplus.pl/misc/base/galeria/torowisko_001.jpg
        • pani_lovett Re: "TOrowisko", film PL [2] 04.06.13, 16:57
          Ale fajna opowieść! :)

          Dlaczego Urszula Urbaniak nie pisze scenariuszy, nie robi swoich filmów, tylko zajmuje się tymi strasznymi serialidłami?
          • grek.grek Re: "TOrowisko", film PL [2] 05.06.13, 14:07
            dobry film :]

            hoh, trudno powiedzieć, może jej scenariusze pełnometrażowe nie znajdują sponsorów, a PISF raczej woli dotować znajomych królika a'la Bromski od "Uwikłania", które można potem puszczać
            25 razy w TVP zarabiając na reklamach oraz w kinach, niż filmy ambitne, które
            nie mogą przynieśc żadnych zysków ? :]
            • pani_lovett Re: "TOrowisko", film PL [2] 06.06.13, 00:20
              Dziś tylko dobrej nocy mówię ...

              :)
              • grek.grek Re: "TOrowisko", film PL [2] 06.06.13, 16:44
                dzieńdoberek, Barbasiu :]
                • grek.grek Re: "TOrowisko", film PL [2] 06.06.13, 16:48
                  Pani L - chciałem powiedzieć :]

                  images4.fanpop.com/images/photos/22600000/Mrs-Lovett-wallpaper-sweeney-todd-22617601-1024-768.jpg
                  wow :]
                  • barbasia1 Re: "TOrowisko", film PL [2] 06.06.13, 21:00
                    To cała ja (tylko w wersji blond ;)! Nawet włosy mi się zaczęły tak skręcać przez tę wilgoć w powietrzu. ;))

                    Dobrywieczorek! ;)
                    • grek.grek Re: "TOrowisko", film PL [2] 07.06.13, 15:41
                      hehe :]

                      dżemdobry :]
                      • pani_lovett Re: "TOrowisko", film PL [2] 07.06.13, 16:30
                        Cze! :)
        • pepsic Re: "TOrowisko", film PL [2] 04.06.13, 18:20
          Do dziś nie pojmuję, jakim cudem tak przejmujący i realistycznie zrealizowany dramat z nurtu kina społecznego, śmiem twierdzić, jeden z lepszych na rodzimym rynku, zaginął w odmętach czasoprzestrzeni. Mocno zapada w pamięć, tudzież przewrotka: Kopciuszek wbrew pozorom okazuje się tym gorszym, bo obserwująca scenę gwałtu Marysia w którymś momencie przegrywa wewntrzną walkę i nie udziela pomocy przyjaciółce. Świadczy o tym jej późniejsze zachowania. Tak to odebrałam.

          Ps. Grek, nawet nie wiesz, jak miłą niespodziankę mi sprawiłeś. Kiedyś tu na forum wspominałam o filmie i emocjonujących wrażeniach, jeszcze w czasach prehistorycznych tj. przedojejkowych, bez odzewu.
          Dzięki:)

          Ps. Tak, Barbasia ma rację. Szkoda, że ta utalentowana reżyserka od czasu premiery rozmienia sie tylko w serialach, choćby niezgorszych.
          • grek.grek Re: "TOrowisko", film PL [2] 05.06.13, 14:14
            o, cała przyjemnośc po mojej stronie, Pepsic :]

            wiesz, że nawet nie sprawdzałem, czy ten film był już omawiany na forum ?
            tak byłem przekonany, że to niemożliwe :}

            film zaiste bardzo dobry.

            wiesz, ja próbowałem dać Marysi szansę - że dlatego nie zareagowała, bo się
            bała o własne bezpieczeństwo, że może nie chodziło o zemstę na Krystynie.
            przyznaję wszelako bez bicia, że miała ona u mnie 49 % wiarygodności :]

            tak się zastanawiam, na ile dzisiaj pozycja twórcy zależy od wpływów jakie
            ma w środowisku, a na ile od wartości pomysłów i talentu ? zdaje mi sie, że
            to drugie jest w dość poważnej mniejszości.
    • grek.grek "Jak narkotyk" polskie kino ad 99 06.06.13, 14:23
      oglądaliście może ?
      Kultura puściła wczoraj o 20:05

      może słów parę, jesli nie oglądaliście, uprzedzam o spojlerach ofk.

      bohaterką jest młoda dziewczyna, Ania, wrażliwa poetka u której badania wykrywają poważne zmiany w sercu. lekarze dają jej góra 2 lata życia. najpierw Ania próbuje strzelić samobója, ale tylko nabija sobie guza na czole i ochota na śmierć jej odchodzi. zastępuje ją apetyt na życie, który podpowiada jej pojawiajaća się co i rusz dziewczynka, twór jej wyobraźni [anioł ? a może ona sama sprzed paru lat ?]. "pomysl, że mogłabyś żyć 90 lat. do niczego by ci się nie spieszyło, zmarnowałabys ten czas, a mając tylko 2 lata możesz zrealizowac, co zechcesz". Ania miota się w sobie, przeżywa kryzys wiary, kłóci się z księdzem, drze na strzępy Biblię.

      Ania poznaje miłego młodego człowieka, Piotra. powiada on, że chciał ja poznac od dawna, nie miał odwagi, ale teraz wyjeżdza [tutaj tylko miał jakąs zleconą pracę] i się zdecydował. Ania jest zdziwiona, ale Piotr jest miły, co sprawia, ze szybko zawiązuje się między nimi porozumienie, a jeszcze szybciej pojawia się idea wzięcia ślubu [zrealizowana, ale... być możźe tylko w pracującej nieustannie wyobraźni bohaterki]. Jednocześnie ojciec Ani załatwia jej badania w renomowanej klinice w Wielkiej Brytfanii. jest połowa lat 80-tych, w Polsce chyba nie robią takich operacji, jaką Ania ma szansę przejśc zagranicą.

      pisanie idzie jej coraz lepiej. poznaje niewidomego recenzenta, Jacka, któremu podobają się jej wiersze i dzieki niemu po raz pierwszy drukuje je jakaś gazeta. na spotkaniu autorskim spotyka się z krytyką i zachwytem ["pani jest oderwana od rzeczywistości" versus "niech pani pisze jak najwięcej"], normalka, dla Ani wszelako nowośc, jako dla debiutantki. zmaga się także z samą sobą, od euforii pisania przechodząc co i rusz w stan zwątpienia ["nie umiem wyrazić żadnego uczucia, miłości,nienawiści, bólu, radości..."].

      Piotr pojawia się i znika, jak Murzyn na pasac. Któregoś razu Ania jedzie do niego z niezapowiedzianą wizytą. Piotr jest po studiach plastycznych, akurat pracuje w jakiejś małej wiosce przy konserwacji zabytków. Ania znajduje go w objęciach innej dziewczyny. Piotr jest martwy. Od tej dziewczyny, jednakowo zrozpaczonej jego śmiercią, Ania dowiaduje się, że Piotr był chory na schizofrenię. Tak naprawdę wyjechał, żeby się zabić. to było samobójstwo. Ania przeżywa szok, nie moze do siebie dojśc, matka jej pomaga. Dopiero po jakimś czasie Ania decyduje się spalić rzeczy Piotra, pamiątki po tej krótkiej ale waznej znajomości [planowali/wzięli ślub, Ania straciła z nim dziewictwo, zakochała się pierwszy raz]. w jakimś transie żałobnym wkłada w ogien własne ręce.

      z obwiązanymi bandażami dłońmi odbiera świadectwo licealne. same piątki. ale co jej po piątkach, skoro 2 lata życia ma tylko... nauczyciele proponują jej jakieś studia dobre. ona rozdedrgana pyta "a ile one trwają ?", oni "4 lata", na co ona prowokująco : "a nie macie czegoś, co trwa 4 miesiące ?!" i wychodzi, a świadectwo zębami rozrywa na strzępy i wyrzuca je do wody idąc przez most.

      w domu czeka na nią doskonała informacja. dzięki kontaktom ojca i pieniądzom polskiej diaspory w Londynie, udało się załatwić jej operację tego chorego serca.

      jeszcze przed wyjazdem Ania nawiązuje bliższe relacje z Jackiem, bywa on w jej domu, matka nie ma nic przeciwko, mimo że gośc jest parę lat starszy, bo przecież łączy ich tylko relacja recenzent-poetka. ale przeksztalca się ona w coś bliższego. Jacek nakręca Anię do życia, ma filozoficzne przemyślenia, "zycie ma sens samo w sobie" itd. Ania próbuje go wkurzyć, mówi że zapewne zalezy mu tylko na zapłacie za pomoc w wydrukowaniu wierszy. wiadomo jakiej. Jacek najpierw jest zasmucony jej zachowaniem, ale za chwile mówi "tak, poezja, zycie to bzdura, zalezy mi tylko na twoim ciele" - może mówi to z drwiną albo z urazą, bo zaraz później wychodzi z pokoju, jakby obrażony.

      kiedy jednak Ania odpływa statkiem do Londynu, Jacek żegna ją, macchając wielką czerwoną... flagą, którą ona sama w tym celu mu dała.

      na miejscu zajmują się nią fachowi lekarze. szanse wynoszą ok 70 %. operacja się udaje. Ania jest szczęśliwa. najpierw wdaje się w romans z jednym z lekarzy, a potem nawet nie chce wracać do Polski. "narodziłam się tutaj na nowo", stwierdza. kiedy dzwoni Jacek, Ania mówi mu,że zostaje w Anglii na dłużej, Jacek ma pełne prawo podejrzewac, że ona tam kogoś ma. A tak mówiła go zapewniała, ze wróci i sprobują razem.. Chodzi, biega ulicami, po sklepach, spotyka się z tym lekarzem... Tamę jej nowej energii życiowej stawia rodzina londyńska, ciotka razem z towarzystwem, które zebrało kasę na jej operację, po prostu wymawia jej mieszkanie.

      Ania wraca do Polski. jacek nie chce z nią rozmawiać. wyrzuca ją. Uraziła go zbyt mocno, żeby mógł jeszcze chcieć wiązać z nią jakieś plany.

      Ale Ani nic teraz nie może zatrzymać. umierała, odwróciła kartę, więc nic jej nie może zrazić. zdaje na wydział filozofii, sama prowadzi jakieś zajęcia dla młodzieży, nosi czarne okulary, maluje szminką usta, pali papierosa za papierosem, przyjmuje pozy niczym diwa operowa [kiedy prowadzi te zajęcia, wywala z sali dwie spóźnialskie dziewczyny, a potem mówi, że ten program nauczania go o kant potłuc, i "będziemy mówic o tym, co mnie sam porusza i obchodzi"]. Nie ten facet, to inny. Innym jest kolega Jacka, Andrzej. po Andrzeju - jakiś wykładowca [Marek Kalita go gra]. i wszystkich odrzuca, po seksie, albo i bez seksu [ten wykładowca idzie z nią do jakiegoś magazynu [rzekomo] nieczynnego w uniwersyteckim budynku, ale po 5 minutach ktoś tam styka do drzwi, Ania rzuca mu w twarz "wolne miało być ? tak ? wszystkich potrafisz tylko oszukiwać" i wychodzi z przytupem. Następny jest jakiś kudłaty z gitarą, który przyjechał do Polski z Francji, student. Ania poznaje go w akademiku, w którym pomieszkuje. Tez krótka burzliwa relacja, raczej bez seksu, chociaz kudłaty miał nadzieję, ale Ania szybko mu ją odbiera i każe mu po prostu wyjść, no 'chce być sama". potem go przeprasza, a on wykazuje zrozumienie, ale ten związek tez nie ma przyszłości. jej nastroje są jak rollercoaster. nie słucha swojego alter ego, tej dziewczynki z wyobraźni, ale np. stać ją na spotkanie z tym księdzem, z którym miała burzliwą kłótnię, i pewnego rodzaju pogodzenie z... nim ? cofnięcie tamtych słów ? jakkolwiek, żadne religijne nawiązania nie występują.

      pojawia się chłopak łudząco podobny do Piotra - Jerzy [w istocie, Bartosz Opania gra obie postaci, jako Jerzy ma krótsze włosy i nie ma zarostu]. Ania probuje się z nim związać, bardzo przypomina jej pierwszą miłośc. Tyle, że Jerzy ma inne plany. o ile postawę Ani można wytłumaczyc wrażliwością i niekontrolowanym pędem życia, to Jerzy jest po prostu wyrachowanym typkiem. nie ma szans ten układ. tym razem to Ania zostaje odrzucona. i to odrzucenie boli, zwłascza że Jerzy tak bardzo przypomina zewnętrznie Piotra.

      Zyciowa aktywnośc Ani, niezdrowa jakże, prowadzi do komplikacji zdrowotnych. powraca choroba. i tym raZem Ani nie udaje się już uratować. tak czy owak, przeżywa swoje 2 lata...

      Barbara Sass - reżyseria i scenariusz. czyli, kolejny film "kobiecy'. 99 rocznik. przyznam, że tytuł chyba słyszałem, może nawet hulał po ramówkach, wszelako wczoraj widziałem po raz pierwszy.

      przede wszystkim, znakomita jest Magdalena Cielecka w głównej roli. potrafi pokazać całe spektrum uczuć Ani, gra całą sobą, eksponuje bezkompromisowo całą swoją aktorską wrazliwość. dookoła niej wirują męscy partnerzy : Krzysztof Pieczyński [niewidomy Jacek] Bartosz Opania, BOnaszewski [Andrzej], a gdzieś w tle troskliwa aż do przesady czasami [kiedy Ania gości u siebie Piotra, matka podsłuchuje przy drzwiach czy mają seks - ale nie robi tego z ciekawości niezdrowej tylko dlatego, że seks może zaszkodzić zdrowiu Ani, jej słabemu sercu, co zresztą lekarze podkreslają, dowiadując się, że Ania ma narzeczonego (tak jakby bez narzeczonego nie mogła mieć seksu) ] matka...

      • grek.grek "Jak narkotyk" polskie kino ad 99 06.06.13, 14:38
        .. którą gra Teresa Budzisz Krzyżanowska.

        sporo scen dotykających uczuć bohaterki, kiedy przeżywa, rzuca się, coś jej się wyświetla, albo po prostu musi przepracować jaki stan ducha. plus trochę wierszy, nie wiem - czy to cytaty z jakiejś poetki czy utwory napisane specjalnie do filmu ? nie znam się za bardzo na poezji wspołczesnej, ale nie był to ani Lermontow, ani Byron czy Puszkin, ani już na pewno Baudelaire ;] czasami nawet wydawało mi się lekko naiwne to, co leciało z ekranu, ale - jak mówię : nie znam się.

        zapomniałem dodac, że po pierwszych - przychodzą większe spotkania autorskie. Ania czyta swoje wiersze w sali wykładowej jakiejś uczelni, pytania są już sensowniejsze - o metodę twórczą, o inspirację; wychodzi jej pierwszy tomik wierszy, zdobywa reputację obiecującej poetki.

        w sumie, film poniekąd interesujący, wgłębiający się w temat zasadniczy : dziewczyna doświadcza nagłego przebudzenia do życia, w momencie w którym już zaczynała akceptować koniecznośc przedwczesnej śmierci. rzuca się więc na życie, ale wydaje się, że jednak doznaje rozczarowania, nie może znaleźć odbicia prawdziwej pierwszej miłości, nie może odnaleźć w życiu jego istotnego sensu w relacjach z ludźmi i światem. "narkotykiem" , jak to określił Jacek, jest poezja, to co Ania kocha najbardziej, ale jest to też to,co ją wciąga w świat własnego indywidualnego intymnego przeżycia, a to nie ułatwia ułożenia sobie stosunkow ze światem. pływanie z zadyszką, łapanie życia za wszystkie ogony, próby odnalezienia lądu - kończą się niepowodzeniem. może Ania w te 2 lata przeżyła to, co jak w soczewce skupiło w sobie to, co przeżywała by całe -dziesiat lat, gdyby się oszczędzała ? wygrywa czy przegrywa ?

        nie ma za wiele materiałów...
        rozbojnik76.w.interia.pl/jak%20narkotyk.jpg
        www./cyfraplus.pl/misc/base/galeria/jak_narkotyk_002.jpg
        • siostra.bronte Re: "Jak narkotyk" polskie kino ad 99 06.06.13, 18:53
          Dzięki, Greku :)
          Ciekawa historia. Nie widziałam tego filmu, w ogóle jest rzadko pokazywany. Ale tytuł kojarzę. Z tego co pamiętam fabuła jest luźno oparta na życiorysie poetki, Haliny Poświatowskiej. Może jej wiersze zostały wykorzystane w filmie?

          Hehe, jeżeli kojarzysz Byrona czy Baudlaire'a to nie jest jeszcze z Tobą tak źle :)
          • grek.grek Re: "Jak narkotyk" polskie kino ad 99 07.06.13, 15:38
            moja przyjemność :]

            bardzo intymna, jednostkowa historia.
            o, możliwe, że to własnie tej poetki wiersze, przyznam, że nie notowałem
            fragmentów, by ewentualnie później je sprawdzić. może jest w sieci jakaś
            wzmianka, jak jest naprawdę ?

            hehe;]
      • pepsic "Jak narkotyk" / "Capote" 06.06.13, 19:16
        Gdyby nie liczne przygody miłosne bohaterki byłaby to wypisz, wymaluj biografia Haliny Poświatowskiej, poetki pochodzącej z mojego miasta. Mnie jednak ta pozycja nie zainteresowała. Przerzuciłam się na nudnawego z początku "Capote" , ale w ciekawym kierunku dryfującego. Podzielam Twoją opinię, film nie zgorszy, tylko trzeba sie odnaleźć i wdrożyć w specyficzny klimat i nieśpieszną narrację. No i Hoffman, jak zawsze przyciągający kreacją aktorską.

        • siostra.bronte Re: "Jak narkotyk" / "Capote" 06.06.13, 19:41
          O, wspomniałam o Poświatowskiej wyżej :)
          Widziałam "Capote'a" jakiś czas temu. Jakoś nie potrafiłam się zachwycić oskarową rolą Hoffmana. Zbyt wykoncypowana i przytłaczająca cały film. Nawet jeżeli Capote był taki w rzeczywistości.
        • grek.grek Re: "Jak narkotyk" / "Capote" 07.06.13, 15:46
          yes, pamiętam "Capote'a". jak piszesz "niespieszny i trudny", ale jednocześnie bardzo intensywny, tak jak rola Hoffmana, gra kogoś kto jest bardzo inside, ale w taki sposób, że czuć to przez skórę.
    • grek.grek "Meduzy" w Kocham Kino 23:15 & 2;05 06.06.13, 16:43
      izraelski film.
      3 kobiety, trzy historie życiowe.

      kino z tamtego rejonu świata rzadko gości, więc - jak dla mnie : ciekawa propozycja.

      oglądacie też ? :]
      • siostra.bronte Re: "Meduzy" w Kocham Kino 23:15 & 2;05 06.06.13, 18:55
        Nie :)
        • barbasia1 Re: "Meduzy" w Kocham Kino 23:15 & 2;05 06.06.13, 20:57
          Bronte chyba woli randkę z Morefuszem, czuję. ;)
      • pepsic Re: "Meduzy" w Kocham Kino 23:15 & 2;05 06.06.13, 19:03
        Byłabym zainteresowana, nawet bardzo, bo opinia zawarta w internetowym programie zachęca:
        Garść spostrzeżeń na temat samotności kobiet w Tel Awiwie, aktualnych również w innych miejscach świata: co im umyka, za czym tęsknią, co w życiu ważne? Może i schemat, ale chwyta za serce..
        Z tym, że mam poważne obawy, że nie dotrwam:(

        • barbasia1 Re: "Meduzy" w Kocham Kino 23:15 & 2;05 06.06.13, 20:56
          Mam takie same obawy, jak Pepsic.

          :)
          • barbasia1 Re: "Meduzy" w Kocham Kino/ Man Men dziś o 20:00 06.06.13, 21:17
            Wcześniej niż do tej pory. W następnym tygodniu także. Nie wiedziałam.
            Dobrze, że jutro powtórka. Też nieco wcześniej niż zwykle, o 22:35.
    • grek.grek "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 07.06.13, 14:06
      jakie wrażenia, Czcigodni ?

      pisałyście, że niekoniecznie obejrzycie :],więc może pokuszę sie o słów parę nt fabuly.

      są tutaj 3 osobne historie, aczkolwiek drogi bohaterów czasami się ze sobą przecinają, przypadkiem i bez wpływu na ich indywidualne losy. są to historie kobiet.

      jest więc świezo upieczona żona, Keren, która ma wielkiego pecha i na weselu zatrzaskuje się w toalecie. nikt na pomoc nie przybywa, więc przestaje jej wzywać i próbuje wyjśc z potrzasku górą. podczas zeskoku odnosi kontuzję stopy. a to oznacza, że nie moze dojśc do skutku jej podróż poślubna na Karaiby.

      zamiast wypasionego wyjazdu - razem z mężem wynajmują hotelowy pokój. nasza panna trrochę marudzi - najpierw źle jej pachnie, potem coś tam innego, do konsumpcji małzeństwa też jakoś tak się wolno zbiera... generalnie, po pewnym czasie zaczyna nieco męza irytować.

      i wtedy mężulo poznaje w windzie kobietę. cholerycznie atrakcyjną, starszą nieco od niego. ona go pyta przez jakie "u" pisze się "wiekuista" [ w wyrażeniu "wiekuista hańba"] mąz odnosi wrażenie, że jest to poetka albo literatka, ale czy literatka pytałaby o taki banał ? ona go nie wyprowadza z błędu, a może nawet go w nim utwierdza, przyznam, że nie pamiętam, czy powiedziała kim naprawdę jest, aczkolwiek ma to znaczenie wtórne.

      tak czy siak, mąz spotyka ją powtórnie. okazuje się,że mieszka ona w tym hotelu, ale wynajęła drogi apartament. nieźle im się rozmawia. babka dowiaduje się, że młode małżeństwo ma miesiąc miodowy i proponuje męzowi, żeby wprowadzili się do jej apartamentu, a ona zajmie ich lokal.

      Mąż mówi Keren o tej kobiece. a Keren, jak to młoda zona z nogą w gipsie, od razu pyta go : co zrobił dla tamtej, że się zgodziła na taką niecodzienną zamianę ? mąz jest poirytowany jej podejrzeniami. złośliwie wytyka żonie, że tamta kobiecina to pisaarka jakaś, a Keren... "napisałaś coś kiedykolwiek ?" - i wychodzi.

      Keren pisze. na kartce. takie refleksje dotyczące swojego miejsca w świecie, że jest [ona ?] jak "statek w butelce", który nie wiadomo dokąd płynie, a przy nim czy pod nim płyną meduzy - cos w tym guście. Pisze na kartce, a potem chowa ją do szuflady.

      i tu jest bardzo interesujace sprzężenie. kiedy małżonkowie i kobieta z apartamentu zamieniają sie pokojami - Keren w szufladzie jej biurka odkrywa tekst pisany na kartce, w którym ta kobieta zwierza się sama sobie, że nie widzi już celu i sensu w swoim życiu, i że może dlatego tylko wciąz żyje, bo "ten list pożegnalny jest taki niedoskonały, bo nie umiem znaleźć odpowiednich słów by się pożegnać".

      a następnego dnia kobieta zostaje znaleziona martwa w swoim pokoju. otruła się lekami. w ręku trzymała kartkę z zapiskami Keren. w nich znalazła właściwe pozegnanie ze światem. mąż czyta tę kartke i nie wiedząc, że to słowa Keren, mówi "piękne, prawda ?".

      druga historia dotyczy Batyi. młoda dziewczyna, może dopiero po szkole, wynajmuje dom w jakiejs tragicznej ruderze, z sufitu kapie woda, a właściciel przychodzi i mówi, że podwyższa czynsz o 30 dolców. Batia nie wie, jak to zapłaci, bo utrzymuje się z kelnerowania w firmie która prowadzi catering na wesela [Batia pracuje m.in na weselu Keren, ale nie zamieniają ze soba słowa, ot takie 'zetknięcie poprzez przemazanie się w swoim otoczeniu.

      Batia jest cokolwiek melancholijna, może dlatego, że w ogole nie pamięta swojego dzieciństwa. nie zajarzyłem, co tam z jej matką i czy w ogole żyje, ale główna relacja łączy ją z ojcem - ojcem, który właśnie ma towarzyszkę życia o połowę od siebie młodszą i w dodatku bulimiczkę.

      Batia czuje się bardzo samotna. i nagle pewnego dnia los zsyła jej... dziecko. siedzi sobie nasza bohaterka na plaży, patrzy w morze, a z morza wyłazi kilkuletnia dziewczynka, w kołem ratunkowym w pasie. Batia oddaje ją kierownikowi plaży, że może mała się zgubiła czy coś, ale dziewczynka nie chce tam zostać. chcąc nie chcąc Batia musi ją przygarnąc. a nawet zacząc chodzić do pracy razem z nią, bo nie ma jej z kim zostawić. a mała nie pozwala sobie nawet zdjąc kółka ratunkowego. Taksówkarz wioząc je obie mysli, że to matka i córka; kiedy Batia zaprzecza usprawiedliwiająco mówi "jesteście bardzo podobne, te oczy...".

      Batia przyzwyczaja się do dziewczynki. razem z nią odwiedza ojca; po kolacji przeglą stare klamoty rodzinne, szukając tych zagubionych wspomnień dzieciństwa. mala z kołkiem w pasie przynosi jej stary rodzinny album. nie ma tam żadnych zdjęc poza jednym... jest na nim starszy mężczyzna, plażowy sprzedawca lodów, z taką charakterystyczną skrzynką zawieszoną z przodu.

      jako że zamiast pracowac, Batia gania za niesforną, rozbawioną dziewczynką - zostaje zwolniona. razem z nią wylatuje młoda fotograficzka, która dla tej samej firmy pracowała jako... jako fotograf ;] Dziewczyny się zaprzyjaźniają. a dziecko znika. Batia mieszka u swojej nowej przyjaciółki, zwłaszcza że jej wynajmowane mieszkanie zalane jest już po kostki.

      któregos dnia Batia ma wypadek, chyba auto ją potrąca. zapada w śpiączkę. wszystko jednak słyszy i widzi. ojciec pojawia się w sali szpitalnej, ale zaraz go pochłania jego narzeczona, która znów ma problemy ze swoją bulimią i "musi zwymiotować". wraca wspomnienie, strzęp dzieciństwa, słyszy swoich rodziców - są na plaży, razem z nia, i akurat przechodzi plażą sprzedawca lodów. Batia aż się budzi z wrażenia. wychodzi w tej szpitalnej piżamie i chodzi tak ulicami, szuka dziewczynki. bezskutecznie.

      mala znajduje się później. Batia i jej koleżanka siedzą sobie przy plaży i nagle mała biegnie. Batia za nią. dziewczynka wbiega do morza. Ona za nią. próbuje ją złapać. i kiedy spotykają się pod wodą, z ust małej nagle wypływają jakieś bąble czy właśnie - miniaturowe meduzy. Batia uśmiecha się podwodnie. Ledwie jej koleżance udaje się ją uratować. odnalazla więc swoje korzenie, wspomnienie dzieciństwa.

      i oto któregoś dnia Batia z koleżanką idą plaża, a na niej siedzi starszy facet na zamrażarce z lodami i pałaszuje jednego... a Batia się znów uśmiecha. jakby odnalazła siebie. może to dziecko było nią ? nią z przeszłości, której nie pamiętała, nie znała, nie miała wspomnienia, nie miała nawet zdjęcia. dopiero teraz, poprzez odzyskany obraz - może czuć się w pełni sobą ?

      trzecia historia dotyczy Filipinki w nieokreślonym wieku.może mieć ponad 40 lat, a może mieć 30. trudno dociec. tak czy owak, Joy wynajmuje się jako kobieta do towarzystwa dla starszych kobiet, ktorym trzeba usłużyć, pomóc. opiekunka. w domu zostawiła syna, rozmawia z nim przez telefon. i cały czas zbiera się, żeby kupić mu zabawkę - drewniany żaglowiec.

      Joy wynajmuje młoda aktorka, żeby opiekowała się jej zgryźliwą matką. rzeczywiście, relacje są trudne, bo starsza pani mówi tylko po niemiecku, a Fliipnka nawet angielski zna słabiutko. jakoś się jednak porozumiewają, chociaż głównie starsza jejmośc chce się jej pozbyć. zmienia zdanie dopiero wtedy, kiedy słabnie na ulicy, a Joy spieszy jej z pomocą i tabletkami.

      między matką, a córką nie układa się dobrze. matka nie szanuje chyba aktorstwa jakie uprawia córka, która gra w teatrze mocno współczesnym, a więc takim które odważnie interpretuje klasyke [tutaj "Hamleta", a córka gra Ofelię], z obowiązkową golizną [córka na plakacie reklamowym ma prześwitującą bluzke i wyeksponowany nagi biust]. zatem, Córka pragnie uznania matki, a matka nie akceptuje życiowych i arystycznych wyborów córki.

      Joy zabiera matkę na spektakl. córka o tym nie wie. matce sztuka się nie podoba, ale Joy uświadamia jej, że jej córka jest świetna i że to JEJ CÓRKA, i że ona ją kocha i tak dalej. kiedy matka wreszcie to zrozumie, padnie Joy w objęcia z radością. a z córką znajdzie zgodę. Jy wie, co robi - przemawia przez nią tęsknota za synem pozstawionym gdzieśtam. nie mogąc w tym momencie z nim być, pomaga innym w spelnieniu, aby było ono i dla niej choć namiastką własnego, które dopiero nadejdzie.

      w ostatniej scenie, Joy jedzie taksówką na lotnisko. wraca do domu. na kolanach trzyma wielki drewniany żaglowiec dla syna. uśmiecha się.
      • grek.grek "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 07.06.13, 14:23
        zaglowiec staje sie tutaj metafora życia i śmierci.

        ten zamknięty w butelce - symbolizuje życie spętane, zdławione, myślą ? odczuciem ? wspomnieniem ? niewiarą w przyszłość ?

        żaglowiec otwarty, od matki dla syna - niesie obietnicę życia zmierzającego ku spełnieniu i
        szczęściu, nadziei.

        być może kobieta popelniająca samobójstwo była z pokolenia dzieci ocalałych z Holokaustu, zarażonych traumą rodziców. ich dzieci jak Keren i Batia - nie mają wspomnień, ich rodzice im ich nie zostawili, może odarli je z nich, aby było im łatwiej, więc muszą je odzyskać, nawet to jedno, niewinne, nie skażone traumą; a dopiero to które nadejdzie, będzie pokoleniem w pelni wolnym, nie będzie "żaglowcem zamkniętym w butelce", ale całkowicie swobodnym.

        a meduzy ? w tekście Keren towarzyszyły one ludziom-statkom zamkniętym w butelkach traum, melancholiach i skłonnościach do smutku i zwątpienia, z rodziców na nich przeszłych, w nich zagnieżdżonych. możliwe, że i to jest w tle nieporozumień między matką i corką-aktorką [ciekawe, że matka jest Niemką, co - jeśli trafnie przykladam tutaj Holokaust w tle całej historii - czyni rzecz dodatkowo ciekawą]. żaglowiec swobodny - jest od tych problemów i uwikłań wolny. no i metafora wody, w której Batia doznaje oczyszczenia, spotykając siebie samą i doznając radości odnalezienia swojej tożsamości [tak bym postrzegał tę scenę].

        primo, ładne aktorki :]

        secundo, zupelnie normalny europejski film, raczej żadnych estetycznych naleciałości czy sensacji, które by rózniły go od innych. nie chodzi tu o kulturowe róznice, o podkreślanie że Izrael to takie czy inne państwo. raczej chodzi tu o ludzkie relacje, poczucie wyobcowania w świecie, trudności z komunikacją.

        tertio, po prostu bardzo dobrze się ogląda[ło] :] sprawnie zrealizowane, dobrze zagrane, nakręcone.
        • grek.grek Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 07.06.13, 14:34
          parę linków może :

          trailer
          www.youtube.com/watch?v=zaOKMeEDjII
          Batia z koleżanką
          to ciekawa scena, Batia zachłannie ogląda filmy z dzieciństwa swojej kumpeli, które dla niej samej są zupełnie nieciekawe :
          www.youtube.com/watch?v=IGD9UPtMwGA
          tu jest ostatnie 5 minut, domykanie wątków :
          www.youtube.com/watch?v=pcaRCFVh5pE
        • pani_lovett Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 07.06.13, 16:28
          Obejrzałam połowę.
          Mam nadzieję, że KK nie zostanie przesunięte na tak późną porę w sezonie po sezonie !?

          Małe dopowiedzenie. Batia miała matkę, rozmawiały zresztą parę razy przez telefon, nigdy bezpośrednio, co tez jest znaczące. W pierwszej rozmowie Batia nie przyznała się matce, że rozstała się z chłopkakiem
          Raz matka pojawiła się w filmie, ale na ekranie telewizora, w spocie reklamowym nawołującym do pomagania głodującym dzieciom, Batia go ogląda.

          :)

          cdn.
          • grek.grek Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 08.06.13, 13:53
            oby :]
            a wydawało się, że po zakończeniu House'a byłaby szansa nawet na wcześniejszą
            godzinę.

            dzięki, Barbasiu, początek miałem z 2-3 minutowym opóźnieniem, to rozstanie Batii
            z chłopakiem mi umknęło.

            a matka, z tego co piszesz, to ta kobieta, która później wprawdzie odwiedziła ją
            w szpitalu, ale jak tylko zobaczyła, że Batia otwiera oko - uciekła. a i nawet Batia
            nie mogłaby się z nią skontaktować, bo była nieprzytomna, a "otwieranie oczu, to
            objaw mechaniczny", jak tłumaczyła lekarka [jej ojcu, z kolei].
            • pani_lovett Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 08.06.13, 14:58
              Jest scena filmie na początku, Batia rozmawiając przez telefon z matką, zamazuje korektorem nawisko chłopaka, widniejące na drzwiach od mieszkania, które wynajęli razem.

              Ogladajac film, wyczułam rękę pisarza i nie pomyliłam się. Scenariusz napisała Shira Geffen izraleska aktorka, pisarka autorka scenariuszy, sztuk teatralnych, książek dla dzieci,
              Zaś film wyreżyserował jej mąż znany dobrze u nas pisarz Etgar Keret .

              :)
              • grek.grek Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 08.06.13, 15:17
                no własnie, tego nie widziałem, może więc źle podchodzę do całokształtu ?
                może Batia wcale nie cierpi na jakies tam przekazane traumy pokoleniowe, tylko
                po prostu przeżywa rozstanie z chłopakiem i na tym tle zaczynaja się u niej
                uruchamiać te problemy z tożsamością i wspomnieniami ?

                małżeństwo zmajstrowało... dobry film :]
                • pani_lovett Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 08.06.13, 16:13
                  Rozstanie z chłopakiem („Może mogłabyś powiedzieć chociaż zostań?" , pyta w pierwszej scenie chłopak ), uruchmia w Batii proces odkrywania głebszych problemów osobistych, swoich traum, i dochodzenia do siebie?

                  Fajne są takie małżeństwa, które dzielą pasje, pracę.

                  Też mam coś ciekawego do czytania. To artykuł z Wysokich Obcasów o Shirze Geffen (scenarzystce "Meduz") i jej niezwykłej rodzinie:
                  www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,5133061.html

                  :)
                  • grek.grek Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 08.06.13, 16:27
                    [również] bym to tak widział :]

                    i zamiłowania kuliarne ;]

                    dzięki :]
                • pani_lovett Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 08.06.13, 16:22
                  Traumę, jak to często bywa, zafundowali Batii jej rodzice, zwłaszcza pewnie matka . Ta scena w szpitalu jest wymowna.
                • pani_lovett Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 08.06.13, 16:24
                  Dobry film. :)
              • maniaczytania Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 08.06.13, 16:59
                pani_lovett napisał(a):

                > Ogladajac film, wyczułam rękę pisarza i nie pomyliłam się. Scenariusz napisała Shira Geffen izraleska aktorka, pisarka autorka scenariuszy, sztuk teatralnych, książek dla dzieci,
                > Zaś film wyreżyserował jej mąż znany dobrze u nas pisarz Etgar Keret .

                :) pisalam o tym, choc nie tak wyczerpujaco zapowiadajac ten film w KK ;)
                • barbasia1 Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 09.06.13, 15:37
                  Wyleciała mi ta informacja z głowy!? Ale pamiętam, że czytałam tę zapowiedź.
                  :)
        • pani_lovett Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 08.06.13, 14:17
          > być może kobieta popelniająca samobójstwo była z pokolenia dzieci ocalałych z Holokaustu, >zarażonych traumą rodziców. ich dzieci jak Keren i Batia - nie mają
          > wspomnień, ich rodzice im ich nie zostawili, [...]

          Ciekawa interpretacja. Choć osobiście nie przekonuje mnie poszukiwanie przyczyny traum trzeciego pokolenia (!) w Holocauście. Nie zuważyłam nic, co by wskazywało na ten kierunek interpretacji . To by zresztą ograniczyło uniwersalność tej historii.

          Trauma Batii jest, jak się wydaje, wynikiem poczucia braku miłości rodziców w dzieciństwie i w całym jej późniejszym życiu.

          Keren i jej świeżo poślubiony mąż, najsmutniejsza para nowożeńców( i najsmutniejsza podróż poślubna), jaką kiedykolwiek widziałam w kinie, nie potrafią się po-rozumieć, kiedy zostają sami ze sobą, problemy z porozumieniem mają i starsza zrzędliwa i wiecznie krytykująca matka i jej córka aktorka. Przeszkodą są tu być może ograniczenia, które tkwią w nich samych.

          Meduzy to stworzenia, które pływają bezwolnie niesione prądami morskimi, czasem silne fale wyrzucają je na brzeg, a wtedy giną. Meduzy to też metafora ludzkiego życia.

          :)
          • grek.grek Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 08.06.13, 15:22
            przekonująca interpretacja, Barbasiu.

            nie wiem dlaczego, ale mnie się meduzy skojarzyły najpierw w ich trucicielskimi właściwościami.
            i jakoś tak mi wyszło, że statek, o którym pisze Keren, to człowiek, a te "pływające dookoła" meduzy, to rzeczy które go hamują, zniewalają, nie pozwalają się spełnić. potem poszukałem czegoś spójnego dla tych postaci i padło na Holokaust.

            Twoja wersja jest znacznie przystępniejsza i, otóż to - uniwersalna :]

            • grek.grek Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 08.06.13, 15:23
              statek - świat, meduzy - ludzie [tacy jak ci w filmie, w jakiś sposób zranieni, skonfliktowani z innymi lub ze sobą samymi albo nawzajem, z jakimś defektem] ?
              • grek.grek czytelnia [coś dla Siostry :)] 08.06.13, 15:39
                ale dla nas teeeż, ofk :]

                www.filmweb.pl/article/Holmesów+dwóch-96318
                • siostra.bronte Re: czytelnia [coś dla Siostry :)] 08.06.13, 21:35
                  Ciekawy artykuł. Dzięki, Greku :)
                  • grek.grek Re: czytelnia [coś dla Siostry :)] 09.06.13, 16:02
                    drobiazg :]
                    i mnie ten artykuł przypadł do gustu, zwłaszcza w kontekście Twoich
                    zajmujących opowieści sherlockowych.
              • pani_lovett Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 08.06.13, 16:23
                grek.grek napisał:

                > statek - świat, meduzy - ludzie [tacy jak ci w filmie, w jakiś sposób zranieni,
                > skonfliktowani z innymi lub ze sobą samymi albo nawzajem, z jakimś defektem] ?

                Tak. :)
              • pani_lovett Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 08.06.13, 16:28
                grek.grek napisał:

                > statek - świat, meduzy - ludzie [tacy jak ci w filmie, w jakiś sposób zranieni,
                > skonfliktowani z innymi lub ze sobą samymi albo nawzajem, z jakimś defektem] ?

                Kontakt z drugim człowiekiem przynosi wyłącznie ból. Smutna konstatacja. Ale dużo w tym prawdy.
                • grek.grek Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 08.06.13, 16:33
                  ale zwróć uwage, że w tym filmie, to także kontakt z człowiekiem przynosi wreszcie spełnienie, naprawę i cotamtylkojeszczedobrego. klin klinem :]
                  • barbasia1 Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 09.06.13, 15:12
                    Czasami. :)
            • pani_lovett Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 08.06.13, 15:54
              Meduzy chyba nie mają trucicielskich właściwości, ale kontakt z nimi bywa nieprzyjemny, bo parzą, ja się je dotknie. Nie doświadczyłam, ale widziałam te stworzenia.

              :)
              • grek.grek Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 08.06.13, 16:31
                chyba to czytałem ;]:

                wiadomosci.wp.pl/kat,18032,title,Trujace-meduzy-u-wybrzezy-Hiszpanii,wid,11251725,wiadomosc.html
                a serio, słyszałem o takiej odmianie, ale bardziej, jak mówie, przemawia do mnie Twoje
                odczytanie znaczenia meduzy w tym filmie.

                [najpierw pomyślałem, że może są trujące, jak się je... zjada ;)]
                • barbasia1 Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 09.06.13, 15:01
                  Te hiszpańskie meduzy też są raczej parzące niż trujące. :)

                  Tu znalazłam coś o meduzach, które posiadają czułki wyposażone w naparwdę jadowite i niebezpieczne toksyny:
                  www.sailnews.pl/content/view/412/31/
                  > [najpierw pomyślałem, że może są trujące, jak się je... zjada ;)]

                  ;)))
                  • grek.grek Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 09.06.13, 15:53
                    ciekawe organizmy, to im trzeba przyznać ;]]
                    • barbasia1 Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 09.06.13, 16:11
                      :)
      • pepsic Re: "Meduzy' - no i ? :] [parę słów a propos] 10.06.13, 19:16
        Historia nr 1 aż się prosi o dopowiedzenie nawiązujące do rozstania Władimira Władymirowcza i Ludmiły o smutnym spojrzeniu.
    • grek.grek "The limits of control" via Kultura [z wczoraj] 09.06.13, 13:24
      "i, panie, nic się nie dzieje... i ma się ochotę wyjśc z kina" :], pamiętacie ?

      w "LImits of control" tez się niewiele dzieje, ale mnie się nie tyle nie chcialo z kina wychodzić, co nawet z chęcią bym sobie siedział dłużej niż te 2 godziny.

      najpierw link do całości :
      www.youtube.com/watch?v=GBZM2ZU8uG4
      dalej jest... spojler :]

      jest facet - czarnoskóry z twarzą bardzo rzadko wyrażającą jakieś uczuci [wg mnie, świetny Isaah De Bankole] i na samym początku ten facet dostaje zlecenie wykonania zadania, jak się później okaże - morderstwa, a więc jest to najemny killer.

      i jeździ ten facet po róznych miastach i miasteczkach Hiszpanii, gdzie spotyka się z ludźmi, najczęściej zupełnie niecodziennymi, od których dostaje kolejne wskazówki odnośnie celu swojej misji - są one ukryte w pudełeczkach po zapałkach zawsze z tym samym wizerunkiem boksera. wskazówki są zaszyfrowane, wyglądają na jakieś ciągi liczb [cyfr]. bohater je czyta, potem zjada i popija kawą. zawsze zamawia dwie jej filiżanki. osobno. wszędzie, czy to w pociągu czy w kawiarence, w której spędza sobie poranki na siedzeniu i oglądaniu świata dookoła, w oczekiwaniu na pojawienie się kogoś, kto spyta "pan nie zna hiszpańskiego ?" :]

      ma ze sobą walizkę - a w niej kolejne komplety garniturów. nowe miasto/miejsce - nowy garnitur.

      mieszka w kamienicach. ma klucze. to raczej nie wynajem - to mieszkania z góry upatrzone i przygotowane dla niego. rano kawiarnia, spotkanie i szyfr. wieczorem galeria, gdzie spędza czas na oglądaniu jednego obrazu; albo klub taneczny gdzie obserwuje aktorów wykonujących flamenco podczas próby do spektaklu. albo spacer ulicami miasta, gdzie dzieci zaczepiają go i grzecznie pytają "czy jest pan amerykańskim gangsterem ?".a kiedy zostaje w pokoju - leży i patrzy w sufit. albo słucha muzyki Schumanna. zawsze i wszystko robi z tym samym skupieniem wskazujacym na zaangażowanie wewnętrzne. kamienna twarz, a jednocześnie zainteresowanie otoczeniem, muzyką, tańcem, wszystkim i wszystkimi, z czym/z którymi się styka. łatwo porozumiewa się z ludźmi, młody kelner już za drugim razem wie, co że ten klient życzy sobie dwie kawy w osobnych filizankach, właściciel kllubu flamenco pozwala mu zostać na próbie, mimo że pracownica poczatkowo chce go wyprosić.

      kiedy któregoś dnia wraca do pokoju - na łózku leży naga pięknośc w okularach [Paz de La Huerta] i wyraźnie sugeruje mu szansę na seks. pyta : czy mu się podoba ? on, że "tak", ona "więc w czym problem ?", na co on mówi "nie w pracy". i potem cały czas ona z nim mieszka. słuchają muzyki, ona coś mówi, a on słucha, a potem zasypiają - ona nago u jego boku, a on w butach i ubraniu, jak zawsze patrząc w sufit. kiedy przeprowadza się do innego miasta - ona tam też jest, ale w mieszkaniu vis a vis jego, tak że widzi ją z balkonu, kiedy ona wychodzi na swój w przezroczystym płaszczu narzuconym na nagie ciało. kim jest dziewczyna ? nie wiadomo. wiadomo tylko, że bohater dostaje od jednego ze swoich rozmówców garstke małych brylancików i je jej podarowuje. "brylanty to najlepsi przyjaciele dziewczyny", jak głosi cytat.

      ci jego rozmówcy nie pojawiają się ot tak sobie, zostawiają pudełko i idą sobie. o nie, każdy z nich wygłasza jakiś niespieszny monolog. wszystkie zamawiają wodę mineralną, wszystkie pojawiają się przy muzyce i w zwolnionym tempie.

      Tilda Swinton zjawia się w blond peruce, w jasnym płaszczu, kapeluszu, rękawiczkach i spodniach. opowiada mu o swoim ulubionym filmie z Ritą Hayworth "Dama z Szanghaju", jedynym w którym Rita wystąpiła jako blondynka, i w którym Rita umiera. i zostawiwszy pudelko z informacją - odchodzi rozkładając - znów w zwolnionym tempie, w filmowym ujęciu - przezroczysty parasol przeciwsłoneczny. potem bohater widzi jej wizerunek na jakiś plakacie reklamującym film albo teatr. a jeszcze później z ukrycia jest świadkiem, jak z ulicy porywają ją jacyś "smutni panowie" i pakują przemocą do samochodu.

      John Hurt zjawia się w długim jasnym płaszczu, kapeluszu i patrząc na miejscową młodziez plątającą się po deptaku zastanawia się skąd przylgnęła do takich jak oni nazwa "cyganeria". Zostawia bohaterowi pudło z gitarą, niegdyś należącą do legendarnego muzyka, to z niej bohater wyciągnie strunę, która posłuży mu w ostatnim akcie jego misji.

      w pociągu, którym przejeżdza z jednego punktu do drugiego - spotyka efektowną Azjatkę, która prócz pudełeczka ze wskazówkami - serwuje mu monolog, w którym wyraża nadzieję na to, że fizyka molekularna będzie nauką przyszłości, dzięki której przeszlośc i przyszłośc nie będą miały tajemnic.

      jest też facet w stroju podziemnego grajka, ktory nakazuje mu "uważac na tę dziewczynę" [ale którą ? tę rozebraną ?]. i to on ostatecznie wysyła go w ostatnie miejsce na trasie - male miasteczko na prowincji.

      tam bohater spotyka Meksykanina", którego gra Gael Garcia Bernal - z modną brodą, w kowbojach i w kapeuszu większym niż on sam :] rozmawiają chwilę, a raczej to on mówi, wspomina coś o możliwości manipulacji percepcją odbiorcy [sztuki czy obrazu], a potem pyta bohatera o doświadczenia z peyotlem ;]

      z tego punktu, bohatera na miejsce akcji podwozi kierowca, w postaci atrakcyjnej brunetki w średnim wieku [Hiam Abbass - pamiętacie "Drzewo cytrynowe" ? "Paradise now" ? yes, to ta sama], ktora prowadzi furgonetkę z napisem na tyle "Życie jest nic nie warte".

      cel misji bohatera znajduje się w duzym białym pałacu w szczerym polu, ktory obstawiony jest licznymi czujkami - ubranymi na czarno, zamaskowanymi, uzbrojonymi ludźmi. na dole stoja liczne samochody. górą lata helikopter. teren jest skalisty, pagórkowaty, półpustynny. bohater przemierza długą drogę pieszo zanim dotrze na miejsce. najpierw ogląda teren z bezpiecznego dystansu, a potem wraca do domku, w ktorym zakotwiczyl i... raz jeszcze spotyka tam swoją nagą towarzyszkę. tym razem ona śpi pod prześcieradłem.

      następnego dnia realizuje swój plan. jak się dostaje do pałacu chronionego tak pieczołowicie, i to nie mając żadnej broni, chodząc sobie swobodnie, jakby przechadzał się deptakiem ? nie wiadomo, kiedy pyta go o to jego cel, odpowiada "użyłem wyobraźni".

      a celem jest jakaś gruba ryba : przedsiębiorca nieuczciwy ? gangster ? sprzedajny polityk ? handlarz bronią ? narkotykowy baron ? to moze być figura uniwersalna, oznaczająca kogoś nieuczciwego, zagrażającego światu, ktory reprezentują ci wszyscy, ktorych po drodzer spotykał bohater, światu sztuki, kultury, wrażliwości, pełni i urody życia. Gra go Bill Murray, zdąza wygłosić kilka zdań o tym, że bohater zabijając go nie zmieni struktury rzeczywistości, a potem ginie uduszony struną od gitary.

      znajdują go ochroniarze, a nasz bohater wraca do świata - przebiera się w toalecie na lotnisku/dworcu kolejowym, garnitur i wypolerowane buty zamienia na żółtą bluze dresową i jasne sportowe buty. torbę z manelami chowa w skrytce do której ma klucz. a potem wychodzi na zewnątrz, i wraz z jego pierwszym krokiem za drzwi dworca jak nożem ucięty kończy się ten film.

      dziwny film. nic tu nie jest okreslone i sprecyzowane. kto kogo dlaczego, po co, o co, za co... być moze jest to drugorzędne, być moze uniwersalne na tyle, że nie trzeba precyzować, być moze wskazówki są po drodze, w tym co widzi bohater, w tym jak zachowują się i o czym mówią ci, z którymi się spotyka. może cały film jest kodem. a może wcale nie jest żadnym. może jest czystą fantazją i jego wartośc to raczej wspaniałe zdjęcia, rytm powtarzających się sytuacji i ujęć, niezrównana muzyka i czujący ten klimat aktorzy. tak czy owak, jak będą powtórki, to będę je oglądał :] ujął mnie całokształtem. jest to film Jarmuscha. Nie znam na tyle jego twórczości, żeby szukać w tym filmie jakichś prawidłowości, odnośników, może znając jego manierę - można by się pokusić o interpretację glębszą. w każdym razie, ten film ma duszę. a w takim układzie, to że brak mu akcji jako takiej, nie czyni mu ujmy.

      scena z flam
      • grek.grek Re: "The limits of control" via Kultura [z wczora 09.06.13, 13:30
        scena z flamenco :
        www.youtube.com/watch?v=NU9c_G5cL78
        z Tildą :
        www.youtube.com/watch?v=Xg2GUlZQs1g
        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=y7RdaM4PHL4
        trochę muzyki :
        www.youtube.com/watch?v=F3kAMk6U_FU
        • barbasia1 Re: "The limits of control" via Kultura [z wczora 09.06.13, 14:50
          Czytałam wczoraj w Gazecie Telewizyjnej (z GW) krótką recenzję Pawła Mossakowskiego, która mnie zniechęciła do oglądania tego filmu. Ale widzę, po przeczytaniu Twego streszczenia, że warto spóbować go objerzeć i dać się w ciągnąć w klimat.

          Muzyka ... klimatyczna. ;)
          • barbasia1 Re: "The limits of control" via Kultura [z wczora 09.06.13, 14:56
            i dać się w ciągnąć w klimat kina Jarmuscha ...
          • grek.grek Re: "The limits of control" via Kultura [z wczora 09.06.13, 15:51
            spróbować zawsze warto, Barbasiu :]

            otoż to, klimat; i o ile probowałem przez pewien czas to jakoś składać, to po 50 minutach zrezygnowałem i zająłem się specyficzną urodą i wdziękiem tego filmu - tak lepiej :]

            yes, muzyka nie tyle dodaje mu walorów, ile go tworzy.
            • barbasia1 Re: "The limits of control" via Kultura [z wczora 09.06.13, 16:11
              >i o ile probowałem przez pewien czas to jakoś składać, to po 5
              > 0 minutach zrezygnowałem i zająłem się specyficzną urodą i wdziękiem tego filmu
              > - tak lepiej :]

              :)

              Paweł Mossakowski pisze, że "The limits of control" bywa nazywany "medytacyjnym thrillerem", ale zaraz dodaje, że jest to nazbyt wspaniałomyślne określenie dla tego filmu. ;)
              • grek.grek Re: "The limits of control" via Kultura [z wczora 09.06.13, 16:41
                bezlitosny jegomość ;]

                nijak mi do tego filmu nie pasuje określenie "thriller" - nawet złagodzone "medytacyjnym" :]
                • pani_lovett Re: "The limits of control" via Kultura [z wczora 09.06.13, 16:51
                  :))

                  W takim razie powiem Ci, co PM napisał dalej (uwaga: będzie krytycznie ;):

                  "Film ten nazywany bywa "medytacyjnym thrillerem", co jest określeniem wspaniałomyślnym. Raczej jest to coś w rodzaju "antythrillera" - polemiki z obowiązującymi regułami gatunku. Jeśli bowiem w jego współczesnej wersji ma być szybko, głośno i bez sensu, to u Jamruscha jest na odwrót - wolno, cicho, ale niestety, też bez sensu".
                  GT,7-13.06.2013, s. 23
                  • grek.grek Re: "The limits of control" via Kultura [z wczora 10.06.13, 14:06
                    o, "antythriller" pasuje idealnie :]
                • pani_lovett OT 09.06.13, 16:56
                  Greku, powiedz, jaka dziś pogoda u Ciebie?

                  U nas słonecznie, upalnie. Wreszcie! :)
                  • grek.grek Re: OT 10.06.13, 14:08
                    tutaj też, Barbasiu :]
                    tak właśnie było wieczorem.

                    a około 20 - ciemno jak w jaskiniach, mocny deszcz i trochę grzmotów :]
                    ale burzy wielkiej z tego nie było.
                    padało za to do południa, heh.
                    wiesz, uroki polskiej... wiosny ;]

                    a u Ciebie ? jakas nawałnica czy coś równie wesołego było ? ;]
                    • barbasia1 Re: OT 10.06.13, 23:44
                      U nas po południu grad wielkości piłeczek pingpongowych walił z niesamowitą siłą w szyby przy huku piorunów na czarnym niebie i szalejącym huraganie. Pierwszy raz w życiu coś takiego widziałam. Sąsiadka dwie szyby w dużym oknie ma wybite. Podwórko wygląda jak po bitwie. Wielkie gałęzie drzew leżą połamane. Istny armagedon .


                      O "Sali ..." jutro.

                      Good night.
                      :)
                      • grek.grek Re: OT 11.06.13, 13:44
                        heloł, Barbasiu :}

                        jak mówią Kiepscy - Gargamiedon.
                        tutaj obyło się bez "cięzkich obrażeń", ale deszczu spadło sporo.

                        znaczy się - oglądałaś :]
                        • barbasia1 Re: OT 12.06.13, 00:23
                          Gargamiedonu dopełniła awaria internetu u nas i w wielu innych miejscach (dziś) .

                          Oglądałam, choć z przeszkodami, dziś za to objerzałam porządnie.
                          I mam kilka uwag, ha! , o czym ... jutro. ;)

                          BuonaNotte!
                          • grek.grek Re: OT 12.06.13, 14:29
                            buongiorno, senorita Barbasia :]

                            tutaj ulewa tylko na sekundę wyłączyła prąd.
                            zaraz wrócił.

                            grunt, że już się wypogodziło na dobre.
                            u Ciebie też ? :]

                            świetne, oczekuję z ciekawością :}
                            • barbasia1 Re: OT 12.06.13, 23:02
                              Ślicznie się wątek rozwija , b. ciekawa dyskusja o "Sali ..."

                              A ja znów powiem do jutra.
                              Padam dziś na twarz. :/.

                              Wypogadza się powoli. :)
                              • grek.grek Re: OT 13.06.13, 15:19
                                Barbasiu, tam się nad Tobą chyba znęcają ! :]]

                                rychłego odpoczynku Ci życzę :]
                                • barbasia1 Re: OT 15.06.13, 15:57
                                  :)))))

                                  Jeszcze nie, ale jakby co mogę Ci się poskarżyć? ;}
                                  • grek.grek Re: OT 15.06.13, 16:34
                                    a ja kocim susem skoczę im na plecy i zacznę kąsać ;]
                                    • barbasia1 Re: OT 15.06.13, 16:36
                                      O tak! :)))
                                      • grek.grek Re: OT 15.06.13, 17:06
                                        i będę jednocześnie wykrzykiwał im do ucha brzydkie słowa ;]]
                                        żeby ich sparaliżować lękiem ;]
                                        • barbasia1 Re: OT 15.06.13, 17:49
                                          Genialne! Hehehe!

                                          :)))
    • grek.grek "Sala samobojców" premiera w Dwójce. 09.06.13, 15:58
      no to zdaje się bezapelacyjnego hiciora mamy na dzis, nie ? :]

      zgodnie w wielu rankingach czołowy polski film ad 2011.
      reklamowana ta premiera nieprzytomnie przez Dwójkę.
      co tu zrobić można innego, jak tylko obejrzeć, nieprawdaż ? :]

      20:05.
      powtórka z poniedziałku na wtorek 0:30

      • barbasia1 Re: "Sala samobojców" premiera w Dwójce. 09.06.13, 16:25
        To chyba odpowiedź Dwójki na Polsatowy TopTrendowy kabareton.


        Wczorajszy - Koncert Trendy na Festiwalu Sopot TopTrendy prowadził Kabaret Paranienormalni. Rzucałam okiem troszkę, śliczną, wyjątkowo udaną, zgrabną nieprzegadaną i co najważniejsze zabawną parodię Roberta Makłowicza zrobili. Makowicz podawał przepis (!) na przebój muzyczny. Ten najwiekszy erudyta posród kucharzy mówił między innymi tak (głos Makłowicz jako żywy): "Muzyka, kolejny składnik przeboju, musi pieścić trąbkę Eustachiusza", hyhy. ;)

        I pojawiła się też "Wódzianka", panna z walorami przynosząca wódkę. ;)

        Tyle z frontu Polsatowego. ;)
        • grek.grek Re: "Sala samobojców" premiera w Dwójce. 09.06.13, 16:49
          no to niezłe :]

          jak tam "Sala..." dziś - oglądasz, Waćpanna ? :]
          • pani_lovett Re: "Sala samobojców" premiera w Dwójce. 09.06.13, 16:52
            Tak jest, Szefie! :)
            • angazetka Re: "Sala samobojców" premiera w Dwójce. 09.06.13, 18:22
              To ja z namiętnością dziką poczytam, co potem napiszecie. Widziałam fragmenty i jednak wybieram meczyk :P Strasznie sztuczne i egzaltowane mi się to wydało.
              • barbasia1 Re: "Sala samobojców" premiera w Dwójce. 12.06.13, 00:25
                angazetka napisała:

                > To ja z namiętnością dziką poczytam, co potem napiszecie.

                Hehe! :))

                >Widziałam fragmenty i
                > jednak wybieram meczyk :P

                O niedawnym zremisowanym meczyku Polska- Mołdawia to nawet szkoda gadać, prawda. ;))
                • angazetka Re: "Sala samobojców" premiera w Dwójce. 13.06.13, 09:34
                  A idź. Ten mecz bolał.
                  Natomiast cieszę się na ten Puchar Konfederacji, przez parę dni nie będę miała problemu, co oglądać.
      • pepsic Re: "Sala samobojców" premiera w Dwójce. 09.06.13, 20:11
        no to zdaje się bezapelacyjnego hiciora mamy na dzis,
        Żebyś sie nie rozczarował;))
        • angazetka Re: "Sala samobojców" premiera w Dwójce. 09.06.13, 20:22
          O, czyżbym nie była sama? :)
          • pepsic Re: "Sala samobojców" premiera w Dwójce. 09.06.13, 20:27
            Bardzo męczący film, a deszcz nagród niezrozumiały.
            • siostra.bronte Re: "Sala samobojców" premiera w Dwójce. 09.06.13, 22:26
              Popieram koleżanki :)
              Film męczący i manieryczny. Młody bohater irytujący i nijak nie potrafiłam zrozumieć jego dramatu. Nie wzbudzał we mnie żadnych uczuć. Do tego nie potrafiłam zrozumieć dużej części dialogów (zwłaszcza Sylwii). Szkoda, bo tematu uzależnienia od internetu zwłaszcza wśród młodych ludzi jest bardzo ciekawy.
    • grek.grek "Sala samobójców",będę się pultał i produkował ;] 10.06.13, 14:05
      drogie Panie, same niepochebne opinie nt "Sali" wygłosiłyście ;]]

      w zasadzie, nie wiem czego się spodziewałem. co dostałem ? w paru słowach i punktach spróbuję z Wami... polemizować... i zgadzać się możliwe-że.

      temat - ważny, jak Siostra napisała.

      przeprowadzenie - rówieśnicy robią sobie niefajne żarty z Dominika, a on się zwija w sobie, nie chce chodzic do szkoły, ucieka w internet, a tam wciąga go grupa samobójców zgrupowana w wirtualnej komunie; identyfikacja z nimi, pogłębiająca się izolacja pędzą go ku zgubie. dobrze brzmi i ma to sens.

      wiek lat 18 jest dziwaczny. opinia środowiska ma większe znaczenie niż cała reszta. orajt, Dominik miał prawo się podłamać, kiedy padł ofiarą cynicznego żartu. niejeden starszy by się załamał, gdyby okrzyknięto go gejem. tyle że Dominik sobie sam kpi ze swego "gejostwa" - podczas jakiegoś rautu z ważnymi goścmi, na którym jest z rodzicami, odmawia randki z corką ministra, przyznając się do rzekomego homoseksualizmu, a potem całuje się z pomnikiem greckiego herosa. więcej, idzie do szkoły i jakoś mu łba tam nie urywają. dowcipkują sobie oczywiście, ale Dominik wcale nieźle z tym żyje, nie widać, żeby był jakimś pośmiewiskiem totalnym, ot PARĘ osób sobie robi jaja.

      Dominik wraca do domu, otwiera internet, i widzi tam dowcipasy pod swoim adresem. płacze i rzuca się strasznie.

      tego nie rozumiem : rzeczywistośc wirtualna podłamuje go bardziej niż świat na zewnątrz ? coś tu nie gra. bał się iśc do szkoły - poszedł - było nieźle - wraca do domu i znów się boi ? owszem, dochodzi zażyła znajomośc z Sylwią, ale to też nie tłumaczy jego histerii, której podłożem są jednak kontakty w świecie realnym. chyba że nie załapałem i jednak w pewnym momencie dominantą stały się jego wirtualne związki, w których ulega retoryce Sylwii i zaczyna postrzegać zagrożenie już poza światem szkolnym. ona mu wmawia dumną inność, wkręca go w podobne własnemu postrzeganie świata, ale... przyznam, że jednak w pewnym momencie przestałem rozumieć motywacje Dominika.

      sam bohater jest rozpieszczony, to na pewno. kapryśny chłopaczek z dobrego zimnego domu. trudno go polubić. ale wiecie co ? według mnie, to dobry zabieg. trzeba się przełamać, żeby zacząć rozumieć bohatera. trzeba wyjśc poza otoczkę, a wnikąc w środek.

      i znów sprzeczność : zamysł dobry, ale... ja tam widzę dzieciaka na pewno mającego w sobie jakąs wrażliwość, ale trochę nie znajduję innych jej wyznaczników, jak to, że przykro i żal mu się zrobiło, kiedy koledzy zrobili mu brzydkiego psikusa. przepraszam, ale w takiej sytuacji nie trzeba nadnormatywnej wrażliwości, żeby załapać doła. wystarczy wrażliwośc całkiem przeciętna.

      do czego zatem przebijać się przez dominikową zewnętrzną niefajność ? tutaj wg mnie pan reżyser trochę się zachwiał. a może to własnie chodzi - że ma w sobie chłopak chaos, generalnie świat mu nie pasi, a ten incydent szkolny tylko rozkręca tę intuicyjną niezgodę na zastane ? to też możliwe, więc może się reżyser wcale nie zachwiał, a realizował skrupulatnie określony plan ? pytanie - czy to dobry plan był ?

      wirtualny świat - bardzo ciekawie pokazany, doskonała grafika, ciekawy świat, kolory, rzeczywistośc avatarów. bardzo współczesna. człowieka w takiej rzeczywistości nic nie ogranicza, może sobie pozwolić na więcej szczerości. pytanie brzmi : co takiego jest w rzeczywistości namacalnej, że te cechy są w takim deficycie, co i rusz na każdym kroku człowieka limitują w kontakcie z innymi wszelaki rozmaite rzeczy ? wirtual to dobre lustro podstawione światu faktycznemu - zobacz, przejrzyj się, jaki jesteś marny. tak bym odczytywał intencje scenariusza i reżyserskiej koncepcji całości.

      dzięki Kuleszy i Pieczyńskiemu wiarygodnie wg mnie wypadają rodzice Dominika. dwoje zafiksowanych na swoich karyjerach, którzy nie dostrzegają, że opływający w dostatek syn ma kłopoty. a najgorsze - że on przestał im ufać, i dlatego nie rozmawia z nimi o sobie, a już na pewno nie wtedy, kiedy oni chca, bo chcą wyłącznie z tego powodu, że jego problemy zaczynają rzutować na ich własną pozycję i reputację. jedyna która widzi problem, to ukraińska gosposia. Kulesza świetna, kiedy każe lekarce "wyp...ć" :] i to dwa razy. świetna kiedy cedzi przez zęby zonie ministra, żeby 'zajęła się razcej swoją córką, a nie kłopotami Dominika, bo jeszcze ją kto tutaj przeleci" :] świetna aktorka, a takie momenty tylko dodają zęba jej stylowi.

      młode aktorstwo wg mnie wypada gorzej, w części przesadnie ekspresyjnie, w cześci zaś nijako. jakby to powiedzieć, mam wrażenie, że o ile Kulesza wie idealnie kiedy jaki guzik wcisnąc, to oni dopiero się tego uczą i powodzenia w dalszej edukacji. ale byli młodzi, a chyba o to głównie chodziło.

      bardzo dobra także Kinga Preis. ta jej rozmowa z Dominikiem przez drzwi, świadomie i celowo obcesowy sposób w jaki go traktuje [w przeciwieństwie do lekarza który jest delikatny] dobrze złamał atmosferę wokoł tego jego hikikomori, bo albo transowe wirtualne nakręcanie korby, albo rodzinny dramat/farsa na zewnątrz. a tutaj nagle zrobiło się bezpretensjonalnie i po ludzku.

      ten dramat też tak trochę nie wybrzmiał, wg mnie. nie wiem, czego zabrakło. najlepszy moment, to było układanie przez rodziców listu do Dominika. nie umiejąc porozmawiać z nim po ludzku, od serca, z uczuciem - piszą głowiąc się list, w którym roi się od banałów i naiwniactwa. a on go potem czyta Sylwii, zarykują się oboje ze śmiechu, i drze go na strzępy. dobry moment, duzo mówiący o oddaleniu syna i rodziców, o tym jak nagle i brutalnie przerwany zostaje ich samozadowolony sposób bycia, w którym problemy są w pracy, w drapaniu sie na kolejne stołki i wykonywaniu kolejnych zajęczych skoków do tzw sukcesu, a dzieciak ? dzieciak ma kasę, ajpody, internet, kierowcę osobistego do szkoły - jakie on może mieć kłopoty ? współczesnośc, ot co.

      odniosłem jednak wrażenie, ze rodzice nie ucza się niczego. nie widać w nich większej przemiany, nie wgryzają się w syna, nie rodzi się w nich uczucie i troska. oni chcą tylko,zeby chłopak przestał świrować pawiana. ma podejśc do matury, ma ją zdać, pójśc na studia, nie ględzić o "gejostwie" itd. ma być normalny. to co robią dyktowane jest raczej oraz do ostatniej chwili dbałością o siebie i o "bezpieczne tyły" własne niż autentycznym zaangażowaniem w jego indywidualne przejścia. nic dziwnego, że Sylwia staje mu się bliższa niż oni. takze dlatego, że zna jego ból, a to łączy bardziej niż więzy krwi.

      niemniej, mam wrażenie, że gdyby rodzice ewoluowali w tej trosce i w pewnym momencie naprawdę przekonująco i z poświęceniem, z miłości do syna, rzucili się do walki o niego - jego śmierć wyglądałaby naprawdę przejmująco. chcieli, próbowali, już prawie mieli... ale jednak za późno, jednak mimo wszystko, jednak to się stało... tutaj, wg mnie, nie ma tej konstrukcji i to osłabia wymowę całości. koniec jest dopełnieniem naturalnego biegu rzeczy - nie jest dojmujący. szkoda, bo tak sobie bezczelnie myślę, że można było rodzicom dać szansę na bardziej widoczną [albo - w ogole] ewolucję, którą potem by można wykorzystac do finału, który mógłby wzruszyć i poruszyć, a nie tylko skłonić do konstatacji.

      wg mnie, dobry film, pomimo pewnych brakow czy wad [wg mnie, równie dobrze mogę pleśc brednie] dobrze nakręcony, zdjęcia takie że nie ma się czego wstydzić w Europie :] film nowoczesny, współczesny, podobnie jak 'Wojna polsko-ruska" trafiający do wychowanej na elektronice i internecie młodzieży [człowiek się czuje jak zramolały dziad, pisząc takie rzeczy, hehe, ale... jak mawiał jeden bohater filmowy "dobrze jest umrzeć młodo... tylko trzeba to ciągnąc do 80-tki, czego Wam i sobie życzę, a nawet powiem, że po 80-tce trzeba jeszcze bardziej przyspieszyć z tą młodością :) ].


      • grek.grek Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 10.06.13, 15:33
        powtórka "Sali" w Dwójce o 23:55 [a nie po północy, jak naplotłem wczoraj]
        23:55.
        • siostra.bronte Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 10.06.13, 17:56
          Ta historia jest po prostu nieprzekonująca. I to jest główny problem filmu.

          Tak jak napisałeś, jakoś nie widać, żeby Dominik był dręczony przez rówieśników. Kilka wpisów w sieci i to wszystko. W realu nic złego się nie dzieje. Co więcej Dominik odstawia niezłe przedstawienie przed rodzicami, znajomymi i ich córką. Tak nie zachowałby się udręczony chłopak, pogrążony w depresji.

          W efekcie trudno zrozumieć histeryczne zachowania bohatera, łącznie z samobójstwem. Zmarnowano naprawdę ważny i ciekawy temat. W ostatnim czasie było u nas kilka przypadków samobójstw nastolatków, dręczonych przez rówieśników, po zamieszczeniu kompromitujących ifilmów w sieci. W tym filmie na próżno szukać dramatu.

          Postać głównego bohatera jest więc poprowadzona niekonsekwentnie i szeleści papierem. Na dokładkę w końcu nie wiem czy Dominik jest gejem czy nie. I to na pewno nie jest komplement dla scenarzysty/reżysera. Mam wrażenie, że ten wątek został doklejony na siłę, jako "wytrych", a nie idzie za tym żadna psychologiczna wiarygodność.

          Szkoda. No ale ten film jest wyraźnie skrojony pod gusta młodych widzów, nie takich dinozaurów jak ja :) Jest efektowny, żeby nie powiedzieć: efekciarski, a poważy temat został potraktowany bardzo powierzchownie.



          • pepsic Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 10.06.13, 18:45
            W ramach autorskiego uzupełnienia zwracam uwagę, że reżyserem jest stosunkowo młody człowiek wówczas 29-letni(!) zaledwie Jan Komasa. Być może z tego powodu problem z rodzicami wiecznie zajętymi jest wydumany, tudzież wyświechtany, bo patologie niestety, ale zdarzają się głównie w rodzinach bezrobotnych, czyli teoretycznie mających czas dla dzieci. Solidarnie, acz ostrożnie staję tu w obronie rodziców:)

            Ps. Grek, co znaczy słowo "pultać" ??
            • maniaczytania Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 10.06.13, 20:23
              pepsic napisała:

              > Być może z tego powodu problem z rodzicami wiecznie zajętymi jest wydumany, tudzież wyświechtany, bo patologie niestety, ale zdarzają się głównie w rodzinach bezrobotnych, czyli teoretycznie mających czas dla dzieci. Solidarnie, acz ostrożnie staję tu w obronie rodziców:)

              Oj, filmu nie widzialam, ale sie nie zgodze ;) Ja, praktycznie zawsze, stane w obronie dziecka, nie rodzicow. I w tym przypadku, z opowiesci wnioskujac, wina byla duza po stronie rodzicow, ktorzy sie synem nie interesowali, nie rozmawiali z nim, uwazali, ze wystarczy 'miec', a nie 'byc'.
              • siostra.bronte Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 10.06.13, 20:46
                Wątek rodziców faktycznie wypadł banalnie i stereotypowo. Byli zajęci pracą, karierą i dlatego teraz chłopak ma problemy. Czyżby to było takie proste?
                • angazetka Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 11.06.13, 09:51
                  Mnie w wątku rodziców fascynowała też ich bierność. To, że tolerowali ucieczkę syna do świata wirtualnego, wyczyniali cyrki, by go nie urazić w tym zamknięciu, jakby to była świętość. Ja bym jednak zaczęła od wyciągnięcia stosownego kabla z gniazdka i spróbowała do dzieciaka dotrzeć...
                  • pepsic Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 11.06.13, 18:44
                    Angazetka
                    Siłowe działania podjęte ze strony rodziców zakończyły się, jak wiadomo ostatecznością. Nie zadziałała zatem zasada, jak nie kijem, to pałką, czy dobrocią. Wg mnie chłopak miał problemy psychiczne, wobec których przeciętny człowiek nie ma szansy. Dlatego nie postponowałabym filmowych rodziców.
                  • grek.grek Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 12.06.13, 14:33
                    otóż to.
                    oni nie wiedzieli, co się dzieje :]
                    nasz luksusem otoczony syn może mieć problemy z psychiką ?!
                    no jakże to, u licha ?

                    wg mnie, tu nie chodzi o środki zaradcze, bo mleko to oni rozlali daleko wcześniej.
                    w momencie pokazywanym w filmie można założyc, że zbierają po prostu owoce
                    swoich długoletnich rodzicielskich zaniedbań.
                    • maniaczytania Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 12.06.13, 19:14
                      grek.grek napisał:

                      > wg mnie, tu nie chodzi o środki zaradcze, bo mleko to oni rozlali daleko wcześniej.
                      > w momencie pokazywanym w filmie można założyc, że zbierają po prostu owoce swoich długoletnich rodzicielskich zaniedbań.

                      W istocie, dokladniez, wlasnie to mialam na mysli!!! Greku - no, zgadzam sie z Toba w tej kwestii w 100 %.
                      • grek.grek Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 14.06.13, 15:46
                        mraaaauuu ;]
              • pepsic Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 11.06.13, 18:42
                Mania,
                zrozumiałe, że staje się po stronie słabszej jednostki. Z drugiej strony nie może być tak, aby nadmierna poprawność polityczna nie ograniczała rodzica w powinnościach. Czyli to, co Angazetka napisała poniżej o nadmiernym cackaniu. Rodzice filmowi wg mnie nie popełnili aż tak rażących błędów wychowawczych, żeby miały być przyczyną samobójstwa. Nie byli nazbyt wylewni, pochłonięci karierami - fakt, ale nie zasłużyli na spektakularne ekscesy syna notabene zbytnio skupionego na sobie i pozbawionego empatii wobec bliskich.
                • siostra.bronte Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 11.06.13, 19:04
                  Podpisuję się.

                  Dominik nader chętnie korzysta z luksusowego życia, jakie zapewnili mu rodzice. Nie rozumie, że bez ich ciężkiej pracy (czego film niestety nie pokazuje) nie miałby tego wszystkiego? Zachowuje się jak rozkapryszony dzieciak, któremu wszystko wolno ("rozmowa" z szoferem). I zdaje się, że rodzice trochę go rozpuścili.

                  Co do rodziców, oczywiście pewnie popełnili jakieś błędy. Ale jak napisała Pepsic, nie zasłużyli na to co wyrabia Dominik. Zresztą niewiele o nich wiemy. Przecież też mieli jakichś rodziców, wynieśli coś z rodzinnego domu, co miało wpływ na ich całe życie. Może chcieli zapewnić dostatek materialny swemu synowi, bo sami wychowali się w trudnych warunkach? Nie znając ich motywacji trudno ich jednoznacznie ocenić, lub choćby zrozumieć.

                  Jest taka ciekawa scena, kiedy matka rozmawia z synem w kuchni. Mówi mu w pewnym momencie, że robiła dla niego wszystko co uważała za słuszne. Szkoda, że nie pociągnięto tego wątku. A tak mamy papierowe postaci doskonale pasujące do stereotypu, że wszystkiemu winni są "starzy".
                  • pepsic Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 11.06.13, 19:31
                    Hejka,
                    Mogli sie zwyczajnie, po ludzku pogubić. Z pewnością nie byli złymi ludźmi. Rodzicielstwo nie jest przypisane tylko idealnym osobnikom.
                  • grek.grek Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 12.06.13, 14:27
                    Dominik jest taki na jakiego go wychowali.
                    w wieku 18 lat gros ludzi, to produkty środowiska albo domu rodzinnego.
                    z rzadka są to self made personalities.

                    stosunki Dominika z rodzicami są pozbawione ciepła i zrozumienia.
                    to efekt wszystkich tych lat zaniedbań.
                    długo można oszukiwać siebie nawzajem i kupować sobie spokój.
                    w pewnym momencie przydarza się COŚ, i to COŚ obnaża zakłamanie i
                    pozory w jakich żyją rodzice tego bohatera.

                    tutaj, to COŚ jest małe i niepozorne, ale to kamyk który uruchamia lawinę.
                    i w momencie kryzysu wychodzi cała ta wieloletnia rodzicielska bumelantka.

                    bo oni bumelowali.
                    sądzili, że otoczą chłopaka luksusem i wypasem, a to wystarczy, żeby było
                    dobrze.
                    zapomnieli, że syn ma jeszcze psychikę i że moze być wrażliwy.

                    nie kupuję teorii pod tytułem "taki bogaty, więc dlaczego taki nieszczęśliwy".
                    bogactwo nie sprawia, ze człowiek przestaje być człowiekiem, i nagle mu się genotyp
                    wywraca na lewą stronę.

                    oni popełniają nie tyle błąd, co wielbłąd. wierzą, że syn to piesek albo kotek, któremu
                    da się ciepłą poduszkę na zapiecku, michę 3 razy dziennie i koniec problemów. człowiek
                    w odróżnieniu od kotka i pieska ma świadomość siebie, a ona płata przeróżne figle.
                    rodzice potraktowali Domnika jak pieska. i to na pokaz.

                    Domnik, owszem, korzysta z luksusu, ale dlatego że go ma dookoła.
                    gdyby go nie miał od małego, to byłby inny.
                    ot, warunki zastane albo przydane od dawna.

                    rodzice robią swoje karyjery nie dla syna, żeby mu było jak w raju.
                    to efekt uboczny.
                    oni je robią dla samych siebie.
                    a syna odstawiają na bok, żeby mieć czas na swoje ambicje.
                    i budzą się, bo... o rety, to nasz syn może coś CZUĆ ?
                    łyżka na to : niemożliwe ;]
                    dopiero po jego śmierci matka coś tam próbuje zrozumieć.

                    spieszmy się kochać swoje dzieci, tak tragicznie odchodzą.

                    matka może uważać, ze postępowała "słusznie".
                    co nie musi być prawdą obiektywną.
                    może być tylko jej ekspiacją.
                    a nawet nie musi byc szczere, może być dyktowane nastrojem chwili.
                    wg mnie, jej słowa nie mają znaczenia, ich wina razi w oczy - zarówno w
                    bezradności Domnika wobec rzeczywistości, jak i w zachowaniach nich samych.

                    oni się nauczyli kupować.
                    nawet jak syna ma depresję, to wołają psychologa za pieniądze.
                    nie dotrze do nich, że może to ich Dominik potrzebuje.
                    inna rzecz, że na to też jest za późno, bo on im nie wierzy i nie ufa.

                    czemu im nie ufa ?
                    bingo ! - bo przez 18 lat nie poświęcili ani sekundy Dominikowi-człowiekowi.
                    poświęcali tylko swoje pieniądze, żeby syn-piesek im d,py nie zawracał.
                    żeby gdzies tam w kącie sam się wychował, sam sobie z kłopotami radził,
                    sam przeszedl przez swoje niepokoje, lęki i trudności. przecież oni dają mu
                    ajfony, internet i nawet szofera do szkoły - ich rola spelniona. piesek, ot piesek,
                    na dwóch nogach. a mamusia i tatuś zarabiają na złote trumny, w których
                    zostaną pochowani, do końca życia nie mogąc uwierzyć, ze są jednak śmiertelni i
                    te wszystkie luksusy o kant potłuc, kiedy kostucha puka do drzwi :]
                    • siostra.bronte Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 12.06.13, 20:22
                      Widzę, Greku, że ten film podoba Ci się coraz bardziej :)

                      Nic na to nie poradzę, ale ta historia mnie nie przekonała. Bohater jest niewiarygodny psychologicznie, papierowy. Jego samobójstwo wygląda na doczepione na siłę i nie robi większego wrażenia.

                      No i stereotypowe pokazanie rodziców. I niekonsekwentne. Na początku filmu, w czasie studniówki jest taka scena kiedy rodzice (czy jedno z nich, nie pamiętam dokładnie) mówi, że oboje są z niego dumni. Założę się, że niejeden widz (w każdym wieku) chciałby usłyszeć takie słowa od swoich rodziców choćby raz w życiu. Więc nie przesadzajmy, że rodzice Dominika są tacy źli i nieczuli.

                      Ale przecież nie wiemy co się działo wcześniej. Czy rzeczywiście rodzice nie poświęcali Dominikowi ani chwili czasu przez te 18 lat? To są tylko przypuszczenia. Zabrakło sceny w której Dominik sformułowałby jakieś "zarzuty", określił o co ma do swoich rodziców pretensje.

                      A ja nie kupuję teorii, że zawsze rodzice są wszystkiemu winni :)

                      I jeszcze ciekawy fragment wywiadu reżysera dla "Filmu" przy okazji premiery:

                      "Jak już mówiłem, nie chciałem moralizować na siłę. Dominik to rozpuszczony gó...arz, który miał w życiu wszystko, a po skończeniu 18 lat nadal zwala winę na rodziców. Jeśli jest ofiarą, to tylko samego siebie. Ważne dla mnie jest to, że każdy jest współodpowiedzialny za wszystko, co robi. Patologie nie rodzą się znikąd – po prostu pojawia się jakiś mały kamyczek, który wpada w tryby machiny i zaczyna ona zgrzytać".
                      • grek.grek Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 13.06.13, 14:01
                        i w dodatku coraz lepiej rozumiem skrywane intencje reżysera ;]

                        wiesz, ja myślę, że to jest słabo rozegrane na poziomie kreacji filmowej.
                        sama w sobie ta historia może mieć głębsze podstawy.

                        z tym się zgodzić nie mogę. nie wiem, czy są "źli", ale wg mnie nie są
                        dobrymi rodzicami, czy raczej - nie byli nimi do tej pory. między nimi, a
                        Dominikiem nie ma więzi, zaufania, porozumienia. i dopiero w tzw. praniu
                        wychodzi prawda o tym, że ich kontakt jest powierzchowny.

                        owszem, nie wiemy co było wcześniej, ale sytuacja pokazywana w filmie
                        pozwala się troche, wg mnie, zorientować w tym, jak rodzice wychowali
                        syna. uzbroili go w arogancję i dali luksusowe gadżety, a nawet sami tworzą
                        w miarę zgodną parę [ i jeszcze ciągle wzajemnie dla siebie atrakcyjną
                        seksualnie, chociaż widać też że nie krępują się sięgać po kochanków, co
                        nie burzy trwałości pożycia, zatem - jest ok]. tylko, że tam nie ma zaufania
                        i więzi. gdyby była, Dominik przyszedłby do nich z problemem, a nie szukałby
                        wsparcia w sieci.



                    • pepsic Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 13.06.13, 22:14
                      Greku.Grek
                      Z calym szacunkiem, chyba przeceniasz rolę wychowania. A poza tym z filmu nie wynikją jakieś dramatyczne zaszłości. Ot, rodzina, jakich wiele. Ani lepsza, ani gorsza, tyle że z kasą, która nagle zostaje postawiona na baczność przed przerastającym ją problemem.

                      Mialłam odnieść sie wcześniej. Doprawdy nie widzę nic złego, że rodzice pragną, aby dziecko zostało lekarzem zamiast beneficjentem pomocy społecznej lub co gorsza pacjentem zakładu psychiatrycznego, tudzież mialo dobraę pracę i rodzine. A tak odczytałam Twoje zarzuty: "...oni chcą tylko,zeby chłopak przestał świrować pawiana. ma podejśc do matury, ma ją zdać, pójśc na studia, nie ględzić o "gejostwie" itd. ma być normalny..."
                      • grek.grek Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 14.06.13, 15:38
                        wiesz, myślę sobie, że może słowo "wychowanie" jest tutaj nietrafione ?
                        bo konkretnie i szczegółowo chodzi mi o to, że nie ma między chłopakiem, a
                        rodzicami więzi i zaufania.
                        nie wiem, czy to to samo, co "wychowanie" ?

                        wg mnie, jest to jednak fakt - ci ludzie nie wypracowali zdrowej relacji, głębszej
                        niż to wszystko, co - owszem - wygląda na "jakich wiele; ani lepsze ani gorsze".

                        tylko, że nadal to jeszcze nie będzie clue zagadnienia.
                        bo wg mnie clue jest to, że "ani lepsze ani gorsze, ot takie jakich wiele"
                        zawodzi w sytuacji podbramkowej. tu już nie wystarczy przeciętność, przeciętnośc
                        marnej jakości [wg mnie]. tu musi być coś głębszego.

                        nie padło na "jedną z wielu" rodzin - padło na tę konkretną. to ona ma problem i
                        to w jej ramach widać braki komunikacyjne i brak więzi.

                        spieszę sprostować :]
                        nie chodziło mi o to, że rodzice źle chcą, kiedy chcą żeby on został "kimś".
                        chodzi raczej o to, że chodzi im TYLKO o to, jego kariera i sukces są dla nich
                        jedynym wyznacznikiem posiadania dziecka - a to dziecko ma jeszcze osobowośc,
                        z którą się rózne rzeczy moga wydarzyć. oni założyli, że on jest taki sam jak każdy
                        inny, że jest "normalny", założyli w ciemno. dlaczego on te swoje cyrki gejowskie robi
                        przy ministrze, czym kompromituje rodziców ? bo chce im dowalić. widocznie w nim
                        jest poczucie odrzucenia i tego, że rodzice mają jego jako człowieka w nosie, a postrzegają
                        go wyłącznie poprzez role społeczne, jakie dla niego przewidzieli : lekarz, obywatel, mąz, ojciec...itd. - oni sami są tacy, więc patrzą na niego przykładając własną miarkę. nie
                        dostrzegają jego INDYWIDUALNOŚCI.

                        ergo : nie jest on dla nich PODMIOTEM.
                        oni go URZECZOWIAJĄ.

                        to jest wg mnie ich największy grzech : uprzedmiotowienie syna, sprowadzenie go do
                        zestawu funkcji i zadan, a nie człowieka z całą jego wrażliwością i nieopisanością.

                        no i druga sprawa - oni nie wiedzą czego on chce. to czego "on chce', to są ich pragnienia i plany wobec niego, a nie jego wybór.

                        oni odebrali mu, de facto, wolnośc stanowienia o sobie, wyboru życiowej drogi, poznania siebie. wybrali za niego, bo uznali, że wiedzą lepiej niż on, czego on w życiu chce. to arogancja najwyższej próby, powiedziałbym że czerwona kartka dla rodziców w relacjach z dzieckiem.
                        • grek.grek Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 14.06.13, 15:45
                          Pepsic, wyobraź sobie, że jesteś z facetem, który traktuje cie jak roboty kuchenny, dmuchaną lalkę w łózku i właśnie zapisał cię, bez Twojej wiedzy, na kurs gotowania.

                          da ci kwiaty czasami, pocałuje jak wróci z pracy itd, ale jednocześnie wszystko wie lepiej - co masz robić, kim masz być itd.

                          wiesz co, podejrzewam, że w momencie w którym dotarłoby do Ciebie, jak bardzo to jest chore, jego uprzejmośc i życzliwość wściekła by Ciebie najbardziej. bo tyran chmurny i nadąsany nigdy nie jest gorszy od tyrana który swoją nieskończoną butę i pogardę ukrywa pod płaszczykiem troski.

                          "tak, muszę ci powiedzieć, kochanie, co masz robić i kim masz być, moje słonko, bo ty jesteś głupiutka jak bucik, skarbie, i potrzebujesz swojego pana i władcy, żeby jakiegoś głupstewka nie strzelić" - dokładnie tak rodzice traktowali Dominika.
                          • pepsic Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 14.06.13, 22:25
                            Relacje w związku damsko-męskim rozgrywają sie na innej płaszczyźnie, niż na linii rodzic-dziecko.

                            • grek.grek Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 15.06.13, 13:38
                              w swoim całokształcie - tak :]
                              ale w tym moim przykładzie/porównaniu chodzi, wg mnie, o ten sam rodzaj
                              ograniczenia podmiotowości człowieka poprzez podejmowanie za niego istotnych
                              wyborów bez interesowania się jego zdaniem i odczuciami.
                        • siostra.bronte Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 14.06.13, 19:26
                          Nic nie poradzę, dla mnie bohater jest irytującym dzieciakiem i nie wzbudza we mnie żadnych pozytywnych uczuć. W przeciwieństwie do rodziców, mimo ich bardzo stereotypowego pokazania. Ciekawe, Greku, że jesteś wobec Dominika o wiele bardziej wyrozumiały niż sam reżyser :)
                          • grek.grek Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 15.06.13, 13:44
                            wiesz, ja myślę, że istotny tutaj jest jego dramat, a nie on sam jako taki.

                            :]
                            nie sądzę.
                            myślę, że reżyser specjalnie skomplikowal sytuację, żeby zmusić widza do wysiłku.
                            gdyby pokazał biedną zagubioną dziewczynkę w okularach, która jest gnębiona przez
                            rodziców pijaków, a w szkole dostaje się jej od nowobogackich kolegów za to, że nie
                            ma ajfona, to zrozumieć jej samobójstwo byłoby bardzo łatwo. tyle że... byłoby to
                            tak oczywiste.... a tutaj jest problem na wejściu - jak spróbować zrozumieć dramat
                            irytującego aroganckiego zmanierowanego łebka ?

                            wiesz, ten zabieg policzył był reżyserowi po stronie plusów i to może nawet plusów
                            większych od mniejszych :]]
                            • pani_lovett Re: "Sala samobójców"/ tu wtrącę swoje trzy grosze 16.06.13, 15:21
                              >a tutaj jest problem na wejściu - jak spróbować zrozumieć dramat
                              > irytującego aroganckiego zmanierowanego łebka ?

                              > cierpi z powodu nazwania go gejem w internecie, a jednocześnie całuje się
                              > z innym chłopakiem i rozgrywa z nim jakieś erotyczne warcaby w świecie
                              > realnym - o co więc chodzi ? :]

                              Greku, czytam Twoje (i Wszytskich posty) i mam wrażenie, że nie zwróciłeś/liście uwagi na kluczową scenę, która wyjaśnia zachowanie Dominika.

                              Tym co ostatecznie popchnęło Dominika do ucieczki od rzeczywistości realnej, od szkoły, od kolegów w rzeczywistość wirtulaną, było zdarzenie, które miało miejsce na treningu judo (?), kiedy podczas zaciętej walki w parterze z Alexem, z którym się całował na balu, Dominik ... doznał erekcji. Alex oczywiście natychmiast opisał całe zdarzenie w internecie (na Fejsie? życie młodych toczy się dziś równolegle w świecie rzeczywistym i internecie, pokazuje Komasa)) prowokując na nowo do jeszcze bardziej niewybrednych żartów i kpin z Dominika. Post Alexa wywołał lawinę obrzydliwych , wulgarnych komentarzy, w których celowały zwłaszcza dziewczyny (kolejna ciekawa obserwacja, znak czasów), śliczne koleżanki Dominika z elitarnej prywatnej szkoły (m.in. ta najładniejsza, z którą był na balu)
                              Wcześniej , kiedy zachowania homo były tylko zabawą, udawaniem wszystko było w porządku. Po pierwszym kryzysie spowodowanym reakcją znajomych z klasy i prześmiewczymi, szyderczymi komentarzami w internecie, Dominik, dzięki wsparciu Sylwii , wraca do szkoły , podejmuję ponownie grę. Udaje też w operze. Teraz jednak sprawa wyrwała się spod kontroli. Nie dość, że Dominik znalazł się w mocno kompromitującej go sytuacji, to jeszcze jego ciało go zdradziło, potwierdziło?, że może jest naprawdę homo, co, jak się okazało, w oczach młodych inteligentnych ludzi z elitarnej szkoły jest doskonałym powodem do szyderstw, kpin, do poniżania, do zrobienia z kogoś kozła ofiarnego.
                              Naturalną reakcją jest więc ucieczka Dominika w bardziej przyjazne środowisko, którym staje się świat wirtualny, miejsce wykreowane przez Sylwię .
                              Pech chciał, że Sylwia, silna osobowość (bardzo ciekawa postać!) , jest ogarnięta myślą o samobójstwie i wciąga w te klimaty Dominika, który zaczyna jej ulegać…
                              Dla mnie to całkiem udany film o niebezpieczeństwach jakie czyhają na młodego człowieka w rzeczywistości wirtulanej .
                              • grek.grek Re: "Sala samobójców"/ tu wtrącę swoje trzy grosz 17.06.13, 14:18
                                wiesz, mnie się wydaje, że Dominik poszedł do szkoly już PO tej erekcji.
                                a wydaje mi się tak dlatego, bo podczas lekcji ten kolega z którym on tę
                                erekcję miał - pokazywał komuś znacząco wyprostowany palec, co miało być
                                wspomnieniem tej dominkowej wpadki.

                                w kontekście tego, co piszesz o tej całej homo-hecy, to znamienna jest reakcja
                                rodziców : "ty ? gejem ?! jakim gejem ? wybij sobie to gejostwo z głowy, jesteś
                                zupełnie normalny, a nie jakimś gejem, co wy macie z tym gejostwem !' - matka,
                                "jak jesteś gejem, to nie mów o tym głośno" - ojciec.

                                jesli Dominik istotnie odkrył swój homoseksualizm, to rodzice od razu dali mu do
                                zrozumienia, że na nich nie może liczyć, że jest "nienormalny", że powinien "cicho siedzieć", a najlepiej jesli to ukryje pod poduchą.

                                wg mnie, problem nie polega na tym, co Dominika ostatecznie zdołowało, ale na tym, że
                                znalazł ratunek w sieci, a nie w osobach rodziców. a że w siecie ratunek miał postać
                                panny z samobójczą manią, to jest wlasnie tragiczny paradoks.

                                wg mnie, istota rzeczy w tym jest, że Dominik nie trafiłby do sieci i nie poznałby Sylwii, gdyby mógł przyjśc do rodziców i powiedziec, że ma problem. a jeśli nie do rodziców, to do przyjaciół. tyle że on nie ma ani rodziców ani przyjaciół. ciekawe, dlaczego ?

                                jesli dziecko nie może przyjśc do rodziców i powiedziec, że ma z czymś problem, to świadczy to korzystnie o rodzicach ?

                                wiadomo, jest młody, może wstydzi się przed rodzicami, może są sprawy intymne, o których łatwiej rozmawiac z kimś obcym... ale on ich testuje tą całą historią w operze i potem też.
                                oni tego testu nie przechodzą.

                                zgadzam się z Tobą, że to film o niebezpieczeństwach internetu.
                                ale wg mnie jest on też o rozpadzie, albo nieumiejętności ich zawiązania, więzi w świecie realnym.
                                • siostra.bronte Re: "Sala samobójców"/ tu wtrącę swoje trzy grosz 17.06.13, 19:22
                                  Moim zdaniem Dominik zachował się nie fair robiąc to przedstawienie w operze. Sorry, ale o tak intymnych rzeczach nie informuje się rodziców w towarzystwie ich znajomych i w ogóle w takich okolicznościach. To nie był żaden test, ale po prostu głupie i bezczelne zachowanie, mające na celu chyba wyłącznie zaszokowanie "strasznych mieszczan". I dziwisz się, że po tej akcji rodzice byli wściekli?

                                  Zaryzykuję tezę, że duża część nastolatków, żeby nie powiedzieć: większość nie chodzi do rodziców ze swoimi problemami. To już taki wiek, okres buntu, burzy i naporu.
                                  • pani_lovett Re: "Sala samobójców"/ tu wtrącę swoje trzy grosz 18.06.13, 00:17
                                    siostra.bronte napisała:

                                    > Zaryzykuję tezę, że duża część nastolatków, żeby nie powiedzieć: większość nie
                                    > chodzi do rodziców ze swoimi problemami. To już taki wiek, okres buntu, burzy i
                                    > naporu.

                                    Właśnie. To samo myślę.

                                    Cdn.
                                    :)
                                  • grek.grek Re: "Sala samobójców"/ tu wtrącę swoje trzy grosz 18.06.13, 14:01
                                    ale przecież on pokazal, że ma jakiś kłopot. rodzice przeoczyli nawet to, że ich syn NAGLE zaczyna się dziwnie zachowywać. gdyby był postrzelony od zawsze - dobra, kolejny numer.
                                    ale tutaj mają NAGLE taką sytuację i jedyne na co ich stać, to strofowanie, że im popsuł
                                    autoprezentację. nie przyszło im do glowy zadać najważniejszego pytania w historii : dlaczego ? dlaczego to zrobiłeś ?

                                    on im mówi w samochodzie, że "może naprawdę jestem gejem ?".
                                    jaka jest reakcja ? "wybij to sobie z głowy" oraz "to nie mów głośno o tym".

                                    jego zachowanie w tej operze, to sygnał, który rodzice przegapiają.
                                    nie zadają pytania pod tytułem "czy masz jakieś problemy ? opowiedz nam o tym ?".
                                    jesli się będzie bronił - spytać kolejny raz i kolejny.

                                    tylko... tutaj jest to niemożliwe, bo oni tego nie praktykują od zawsze :]
                                    nie ma zatem szans na porozumienie, bo nawet jak już pytają, to dlatego, że psycholog ich do tego nakłania, piszą jakiś list - Dominik to odrzuca, nie wierzy im, nie są oni żadną przeciwwagą dla internetowej tytułowej Sali. żadnym. ich autorytet leży i kwiczy. on się śmieje z ich nagłej "rodzicielskiej troski". nawet ten list piszą w taki sposób, że nie zadają pytań, tylko prawią mu kazanie.

                                    im w tym wszystkim najmniej chodzi o... o niego.
                                    chodzi im o :
                                    a] rozwiązanie problemu, PROBLEMU, nie problemu jaki ma syn - tylko PROBLEMU
                                    b] własną nieposzlakowaną opinię wśród znajomych

                                    znamienna rzecz w tym filmie - nie ma kontaktu fizycznego między nimi. rodzicami, a Dominikiem. tak bez powodu. dotyku. zero ciepła w tych relacjach, zimny wychów, w którym zdaniem rodziców to na synu spoczywa obowiązek samowychowania się.

                                    Barbasia mądrze napisała, że jest to film o niebezpieczeństwach internetu. wg mnie, jest to TAKŻE film o zagubieniu w realnym świecie, nie tylko Dominika, ale i jego rodziców. może banalne, bo w dążeniu do awansu społecznego i finansowego, ale jednak.

                                    owszem, okres taki właśnie to jest :]

                                    ale jest róznica kiedy dziecko mające kochających rodziców nie chce im o czymś powiedziec, bo się wstydzi, a kiedy - jak Dominik - nie wstydzi się, ale nie mówi im, bo nie czuje, że jest przez nich kochany.

                                    • siostra.bronte Re: "Sala samobójców"/ tu wtrącę swoje trzy grosz 18.06.13, 18:38
                                      Coś mi się zdaje, że nawet gdyby Dominik kogoś zamordował, to i tak znalazłbyś dla niego wytłumaczenie :) Naprawdę nie widzisz u niego żadnych wad?

                                      Już napisałam chyba wszystko na temat tego filmu. Pozostaję przy swoim zdaniu. Film zawodzi na całej linii. W tej historii nie ma żadnej emocjonalnej prawdy. Ja przynajmniej oglądałam ten film kompletnie obojętnie. Wyszło coś w rodzaju wypracowania, jak to dorosły wyobraża sobie problemy młodzieży. Wyszło efektownie, ale stereotypowo i bardzo powierzchownie.
                                      • grek.grek Re: "Sala samobójców"/ tu wtrącę swoje trzy grosz 19.06.13, 14:07
                                        wiesz, dociekam motywów jego zachowania, przyczyn jego dramatu. on został w jakiś
                                        sposób ukształtowany, z czegos wynika jego postępowanie, próbuję - raz lepiej raz gorzej -
                                        jakoś to zinterpretować. jego wady, tak sobie myślę, nie pomogą mi, bo także z czegos
                                        wynikają i mnie właśnie to "coś" interesuje :]

                                        a ja powiem Ci, że im głębiej się zanurzam w możliwe interpretacje psychologii postaci
                                        i ich zachowań, tym bardziej zaczynam dostrzegać tego filmu prawdę ;]
                        • siostra.bronte Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 15.06.13, 14:30
                          Mam wrażenie, że oglądaliśmy różne filmy :)

                          Piszesz tak: "oni nie wiedzą czego on chce. to czego "on chce', to są ich pragnienia i plany wobec niego, a nie jego wybór." Ale przecież w ogóle nie widać, żeby Dominik miał jakieś pasje i zainteresowania. Poza słuchaniem muzyki i przesiadywaniem w sieci. Nie mówiąc już o jakichś planach na przyszłość.

                          Co innego gdyby oznajmił rodzicom, że chce zostać np. malarzem albo wolontariuszem w Afryce. Możemy się domyślać reakcji rodziców, ale to są tylko przypuszczenia, które są dla nich krzywdzące. Brakuje tu jakiejś konfrontacji, dlatego bunt Dominika jest mało przekonujący.

                          • grek.grek Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 15.06.13, 16:31
                            ja też ;]
                            a serio : ten sam, ot po prostu inaczej oceniamy pewne rzeczy.

                            zwróć uwagę, Siostro, że dostajemy sytuację już ukształtowaną.
                            rodzice takim go uczynili. za niego podejmowali wybory. ten brak
                            podmiotowości we wzajemnych relacjach wychodzi teraz im bokiem.
                            on im nie ufa, on z nimi nie chce rozmawiac, on się zamyka w pokoju.
                            zbierają owoce zasianego.
                      • siostra.bronte Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 14.06.13, 18:59
                        Widzę, że się zgadzamy :)

                        Oczywiście, wychowanie jest b. ważne, ale to nie jest alibi, które zwalnia z odpowiedzialności za swoje życie. W ogóle to ciekawe, kiedy można już przestać zwalać winę na swoich rodziców za własne problemy. W wieku 30 lat? 40? 70? :)

                        Jak napisał klasyk: "Na początku dzieci kochają swoich rodziców. Potem ich osądzają. Zdarza się, że im wybaczają."
                        • pepsic Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 14.06.13, 22:17
                          Świetne i celne podsumowanie dyskusji. Nie mam pojęcia, kim zacz klasyk, ale mógł wspomnieć o przejściowej fazie młodości, jaką jest bunt.
                          • siostra.bronte Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 15.06.13, 00:26
                            Dzięki. Oskar Wilde :)
                        • maniaczytania Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 15.06.13, 13:41
                          siostra.bronte napisała:

                          > Oczywiście, wychowanie jest b. ważne, ale to nie jest alibi, które zwalnia z odpowiedzialności za swoje życie. W ogóle to ciekawe, kiedy można już przestać zwalać winę na swoich rodziców za własne problemy. W wieku 30 lat? 40? 70? :)

                          Widzisz, a dla mnie ciekawe, kiedy rodzice wreszcie wezma na siebie odpowiedzialnosc za wychowanie, zamiast zrzucania winy z siebie na srodowisko, otoczenie, szkole, telewizje, itp. itd. ...
                          • siostra.bronte Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 15.06.13, 14:33
                            Niestety, rodziców się nie wybiera. I czasem człowiek musi się zmagać ze skutkami błędów wychowawczych przez długie lata.
                          • pani_lovett Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 16.06.13, 16:26
                            maniaczytania napisała:

                            > siostra.bronte napisała:
                            >
                            > > Oczywiście, wychowanie jest b. ważne, ale to nie jest alibi, które zwalni
                            > a z odpowiedzialności za swoje życie. W ogóle to ciekawe, kiedy można już przes
                            > tać zwalać winę na swoich rodziców za własne problemy. W wieku 30 lat? 40? 70?
                            > :)
                            >
                            > Widzisz, a dla mnie ciekawe, kiedy rodzice wreszcie wezma na siebie odpowiedzia
                            > lnosc za wychowanie, zamiast zrzucania winy z siebie na srodowisko, otoczenie,
                            > szkole, telewizje, itp. itd. ...

                            Bardzo mądra uwaga!!!!!!!!!!!!!!
                  • maniaczytania Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 12.06.13, 19:18
                    siostra.bronte napisała:

                    > Jest taka ciekawa scena, kiedy matka rozmawia z synem w kuchni. Mówi mu w pewnym momencie, że robiła dla niego wszystko co uważała za słuszne.

                    Rzeczywiscie, ciekawa scena. Robila dla niego wszystko, co ona uwazala, za sluszne. I tu jest przyslowiowy pies pogrzebany!
                • pepsic Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 11.06.13, 19:06
                  *Z drugiej strony nie może być tak, aby nadmierna poprawność polityczna ograniczała rodzica w powinnościach.
                • maniaczytania Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 12.06.13, 19:16
                  pepsic napisała:

                  > Rodzice filmowi wg mnie nie popełnili aż tak rażących błędów wychowawczych, żeby miały być przyczyną samobójstwa. Nie byli nazbyt wylewni, pochłonięci karierami - fakt, ale nie zasłużyli na spektakularne ekscesy syna notabene zbytnio skupionego na sobie i pozbawionego empatii wobec bliskich.

                  A niby dlaczego taki wlasnie on byl? Zbytnio skupiony na sobie i pozbawiony empatii?
              • pepsic Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 13.06.13, 22:04
                Maniu
                Bo taki się taki urodził? Bywają czarne owce w rodzinie, które obwiniają wszystkich, tylko nie siebie. Posłużę się literacko - filmowym przykładem Tomaszka Niechcica z "Nocy i dni". Dostał w spadku identyczny zestaw genów, jak siostry, wychowywał się w takich samych warunkach i w tej samej rodzinie, a jednak matka szlochała wyciągając go z meliny: "syn Takiego ojca!
                • maniaczytania Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 13.06.13, 22:24
                  Pepsic - ja nie wierze w taka teorie, ze "on taki jest i juz", "taki sie urodzil".

                  A przyklad z Tomaszkiem Niechcicem potwierdza moja teze - temu, jaki byl Tomaszek winna byla wlasnie matka, ktora od samego poczatku go rozpieszczala niemilosiernie i bronila przed ojcem
                  • siostra.bronte Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 14.06.13, 19:02
                    Za mało miłości okazywanej dziecku-źle, za dużo-też niedobrze. Cholernie trudno jest być dobrym rodzicem :)
                    • maniaczytania Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 14.06.13, 20:13
                      siostra.bronte napisała:

                      > Za mało miłości okazywanej dziecku-źle, za dużo-też niedobrze. Cholernie trudno jest być dobrym rodzicem :)

                      No coz - prawda. Nikt nie mowi, ze jest latwo ;)
            • grek.grek Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 11.06.13, 13:41
              imo, równie ostrożnie :], : to są jednak dwie rózne formy problemów.
              bogatsi próbują brak czasu dla dziecka zrekompensować mu luksusowymi
              warunkami życia.

              "pultać się" - rzucać się, czepiać, toczyć pianę, nadużywać jadaczki ;]
              • pepsic Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 11.06.13, 19:01
                Brak czasu dla dziecka już od dawien dawna jest wyświechtanym frazesem w dobie równouprawnienia. Zatem ważniejsza pozostaje kwestia właściwego jego wykorzystania. Dominik nie był malutkim 5-letnim chłopczykiem, ani dzieckiem wymagającym szczególnie bliskiej więzi z rodzicami, więc bez przesady. Ciekawe, jak by się odnalazł ten zblazowany młodzieniec w rodzinie Ferdynanda Kiepskiego, wiecznego lesera zawłaszczającego domownikom powierzchnię życiową i bez przerwy wygłaszającego "mądrości życiowe". Choć z drugiej strony trzeba przyznać, że Walduś zawsze z szacunkiem odnosił sie do ojca i zwracał w per tatuś.
                • grek.grek Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 12.06.13, 14:09
                  wiesz, banał ma swoją moc ;]
                  nie darmo widać, że chłopak ma gadżety, luks, chodzi z nimi do opery, ale
                  żadne go nie dotyka nawet, zero ciepła w tych relacjach.

                  5-latkiem nie jest, ale jednocześnie za sobą 18 lat rodzicielskiego chłodu, a
                  jaka jest szkoła dzisiaj, to wiadomo, nauczyciel też coraz rzadziej bywa
                  przyjacielem.

                  wg mnie, Dominik jest produktem rodzicielskich zaniedbań i beznadziejnego
                  otoczenia. jako "ten bardziej wrażliwy niż inni" łamie się przy pierwszym
                  kryzysie.

                  nadal nie twierdzę, że pan Komasa pokazał to odpowiednio dobrze, ale
                  jak tak jakoś zaczyna chyba do mnie docierać zalążek jego głęboko
                  skrywanej motywacji przy tworzeniu postaci głównego bohatera ;]
              • pepsic Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 11.06.13, 19:02
                Słowo daję, nie znałam tego określenia ze słownika miejskiego slangu.
          • pepsic Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 10.06.13, 19:00
            Mi szkoda, że zmarnowano nośny i realny temat dotyczący konfliktu pokoleń i że nie pokazano go w bardziej przejmujący sposób.
          • grek.grek Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 11.06.13, 13:35
            oj tam, Siostro, gdzież Tobie do dinozaura ;]]

            ten wątek homoseksualny - właśnie, nic nie wiadomo.
            i w dodatku, można było z tego zrobić, wg mnie, przyczynek do problemów
            Dominika - niepewnośc seksualnej tożsamości.
            a tutaj ani nawet śladu konceptu.
            cierpi z powodu nazwania go gejem w internecie, a jednocześnie całuje się
            z innym chłopakiem i rozgrywa z nim jakieś erotyczne warcaby w świecie
            realnym - o co więc chodzi ? :]

            miało być chyba fajnie i z głębią, ale najlepiej tak, żeby glębia fajności nie przeszkadzała :]


            • pepsic Re: "Sala samobójców",będę się pultał i produkowa 11.06.13, 18:48
              W kwestii orientacji homo niełatwo się zaszufladkować zwłaszcza na progu życia, tu nie roszczę pretensji, bo problem złożony.
          • pani_lovett Re: "Sala samobójców" tu też się wtrącę 16.06.13, 16:10
            siostra.bronte napisała:


            > Tak jak napisałeś, jakoś nie widać, żeby Dominik był dręczony przez rówieśników
            > . Kilka wpisów w sieci i to wszystko. W realu nic złego się nie dzieje.

            Rzecz w tym, że dziś jak pokazuje Komasa życie nastolatków toczy się równolegle w dwóch światach. W internecie i w realu. Szydercze komnetarze publikowane na stronie internetowej , dostępne dla wszytskich bolą nie mniej (a może nawet bardziej, bo zostają w sieci na dłużej) niż szynkany w realu.


            > W efekcie trudno zrozumieć [...] łącznie z samobójstwem.

            Dominik, moim zdaniem nie popełnił samobójstwa. Jego śmierć była zupełnie przypadkowa. Zjadł kilka tabletek (leku psychotropowego?), które zdobył od Sywlii. A potem zapomniał się i popił to alkoholem, który go zgubił.
            W finale widać jak próbuje sobie pomóc, wkłada palce do gardła by zwymiotować, co nie przynosi skutku. Rozpaczliwe woła rodziców na pomoc.

            Ostatnia znakomicie ironiczna scena pokazuje, że filmik rejestrujący umierajacego Dominika nakręcony telefonem komórkowym, przez młodych ludzi, przypadkowych świadków zostaje umieszczony w internecie. Teraz wszyscy będą mogli oglądać i ekscytować się śmiercią chłopaka.
            Też znak czasu.
            • siostra.bronte Re: "Sala samobójców" tu też się wtrącę 16.06.13, 16:57
              Wciąż uważam, że dręczenie bohatera przez rówieśników wygląda zbyt łagodnie i trwa dosyć krótko, aby wywołać aż takie skutki. Moim zdaniem można to było pokazać bardziej przekonująco.

              Dominik łyknął sporo tych tabletek. Wcześniej przyglądał im się z takim napięciem, jakby podejmował ważną decyzję. To nie wygląda na przypadek, przynajmniej tak to odebrałam.
    • pepsic "Mała podróż do nieba" tvp kultura godz. 20:05 10.06.13, 18:53
      Może nie arcydzieło, ale przykuwa uwagę niekonwencjonalną, jak na standardy hollywoodzkie formą, czego zasługę jest czynnik islandzki, nawet pomimo mozolnego tempa i niedopracowanego zakończenia.
      • barbasia1 Re: "Mała podróż do nieba" tvp kultura godz. 20:0 12.06.13, 00:35
        > Może nie arcydzieło, ale przykuwa uwagę niekonwencjonalną, jak na standardy hol
        > lywoodzkie formą, czego zasługę jest czynnik islandzki, [...]

        Świetnie to ujęła(ś) Pepsic.

        Ja bym powiedziała, że zakończenie było nieco bajkowe.

        Podobał mi się ten szalenie Forest Whitaker, w roli prowincjonalnego agenta zajmującego się przestępstwami ubezpieczeniowymi.

        PS Wczoraj nie załapałam się na powtórkę.
    • pepsic "Dowton Abbey" cd. relacji po przerwie 11.06.13, 19:25
      Temperatura wróciła do normy. Żal Thomasa, że wszystkie oszczędności w łeb wzięły, szkoda O'Brien, już zawsze będą ją dręczyć wyrzuty sumienia za utracone dziecko Cory. Nieskonsumowany romans hrabiego razi sztucznością. Gdybyż wybranka była choć trochę ładniejsza i zalotniejsza, to może. Bates konszachtujący co rusz pod schodami z Anną coraz bardziej irytuje szlachetnością na pokaz i brakiem klasy, o czym świadczy brak reakcji na wieść o śmierci małżonki i nie skrywana do niej nienawiść, a przecież kiedyś musiał ją kochać.
      • maniaczytania Re: "Dowton Abbey" cd. relacji po przerwie 12.06.13, 19:20
        Thomasa tez mi sie zrobilo szkoda. Bates zaczal mnie draznic, podobnie jak Ciebie.
        Mary i Matthew mnie irytuja coraz bardziej takze.
        A romans lorda sztucnzy jest na maksa, ale nie uwazam, zeby pani cos brakowalo. Jest w niej takie jakies fajne cieplo, nie dziwie sie lordowi ;)
      • barbasia1 Re: "Dowton Abbey" cd. relacji ( sezson 2, odc. 7) 15.06.13, 17:41
        Obiecująco wyglądał w poprzednim odcinku (2/6), miałam o tym napisać w ubiegłym tygodniu, wątek pojawienia się w DA żołnierza z poparzoną twarzą, podającego się za Patricka Crawley'a, głównego spadkobiercę majątku i narzeczonego Mary, który kilka lat został uznany za martwego w katastrofie Titanica.

        Tak na marginesie, na Mary pojawienie się domniemanego byłego narzeczonego, człowieka, którego kiedyś kochała nie zrobiło najmniejszego wrażenia. Reszta rodziny też niespecjalnie przejęła się niespodziewanym pojawieniem się spadkobiercy , może opócz Edith przez chwilę.
        dopóki Patrick nie znikł samoistnie z DA!?
        Za szybko moim skromnym zdaniem scenarzyści usunęli z DA Patricka Crawley'a . Chyba, że jeszcze wróci?

        cdn.
        • pani_lovett Re: "Dowton Abbey" cd. relacji sezon 2, odc. 8 18.06.13, 18:32
          I Lavinia, biedactwo zmarła na grypę hiszpankę,
          a za nim skonała, zdążyła jeszcze wypomnieć Matthew , że jej śmierć będzie mu teraz na rękę. ;)

          Teraz już tylko perfidny Sir Richard Carlisle stoi na przeszkodzie ponownego zejścia się Matthew i Mary. Do czasu, jak sądzę. ;)

          Annę podziwiam. Pokazała jak należy postępować z mężczyznami, zażądawszy od Batesa natychmiastwego ślubu. Jako żonie będzie jej łatwiej mu pomagać w sprawie śmierci pierwszej żony, przekonująco umotywowała. Bates nie miał wyjścia, musiał się zgodzić. I słusznie na drugi dzień został aresztowany. :)

          Dobrze, że znika z serialu ta irytująca pokojówka, z którą romansował hrabia. Jeszcze nigdy tak mnie nie irytowała żadna postać serialowa jak ta pokojówka.


          :)



          • maniaczytania Re: "Dowton Abbey" cd. relacji sezon 2, odc. 8 18.06.13, 19:46
            pani_lovett napisał(a):

            > Dobrze, że znika z serialu ta irytująca pokojówka, z którą romansował hrabia. Jeszcze nigdy tak mnie nie irytowała żadna postać serialowa jak ta pokojówka.

            No cos Ty! Mnie sie ona baaardzo podobala :) I ta ich relacja tez mi sie podobala, taka pelna ciepla i porozumienia dusz.
    • grek.grek "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino 13.06.13, 15:27
      mamy premierę w KOcham Kino.

      "Afonia i pszczoły".
      wg opisu, historia [erotycznego chyba ?] trójkąta mąż-żona-przybysz, w okolicznościach prowincjonalnej przyrody. reżyseruje Kolski, więc zapewne można spodziewać się specyficznego, urokliwego klimatu. w obsadzie, jego osobista żona i dwóch jegomościów, których sam nie kojarzę [Mariusz Saniternik, Andriej Bilanow].

      23:15 i 2:25
      czyli, TVP zdaje się na dobre przesunęła Kocham Kino o ok godzinę w dół ramówki. żeby było śmieszniej : nie dlatego, że wcześniej puszcza jakiegoś hita, nawet nie dlatego, że telenowelę z 20 minutami reklam trzeba nadać. teraz przed KK są powtórki jakichś kabaretonów oraz hamerykański seryjal :] i oni się dziwią, że ich ludzie nie szanują :]
      • pepsic Re: "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino 13.06.13, 22:20
        Nie chcialam tego wczesniej pisac, ale pozne godziny odstreczaja skutecznie od KK.

        Ps. Sorki za brak polskiich liter, ale nie mam cierpliwosci, a pisze na jakims dziwologu,
      • barbasia1 Re: "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino 13.06.13, 23:04
        Opowiesz, Greku, bo ja też nie obejrzę całego filmu!?

        W obsadzie niestety już była żona. Reżyser ma teraz nową, sporo młodszą muzę, która wystąpiła w jego najnowszym filmie "Zabić bobra".

        Nie wiem, co oni tam sobie w tej telewizji wyobrażają, że ludziska, tak jak w telewizji mają trzymiesięczne przerwy w pracy i mogą chodzić spać w środku nocy?

        :)
        • rosemadder Re: "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino 14.06.13, 13:11
          starcili jeszcze jednego dość wiernego widza KK czyli mnie:)
          Po cholerę wrzucili ten dodatkowy odcinek jakiegś kretyńskiego serialu made in USA, w Polsacie takich na pęczki
          napiszmy zbiorowy protest do TVP !
          • grek.grek Re: "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino 15.06.13, 13:36
            motywacje TVP od dawna kwalifikują się do archiwum x.

            wiesz, ja myślę, że ekipa Kocham Kino już tam kolędowała w swojej sprawie.
            jeśli nic się nie zmieni w najbliższych tygodniach, to pewnie poprzedni termin
            wróci po wakacjach.
        • grek.grek "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino [storyline] 14.06.13, 14:05
          to jest istotnie o trójkącie erotyczno-miłosnym opowieść.

          Afonia ma pod 40-tkę, jeszcze kobiecina do rzeczy, a już uwiązana w domu przy sparaliżowanym męzu, Rafale, eks-mistrzu zapasów. Afonia go strzyże, karmi, wozi specjalnym wózkiem na wycieczki terenowe albo do kościoła, a także robi za tłumaczkę, bo Rafał po wypadku [spadł z drabiny] ma ogromne problemy z mówieniem; w tej roli Afonia uczestniczy także podczas spowiedzi męża u miejscowego księdza.

          mieszkają sobie w niedużym domu przy opuszczonej stacji kolejowej. poza mężem i opieką nad nim, Afonia ma hodowlę pszczół i ma pasję filmową - posiada otóż kamerę i kręci nią, co popadnie.

          czy tam jeszcze milośc istnieje ? możliwe, że tak. kiedy pojawia się [przyznam, że umknęło mi - jakim trafem to się stało] tam nieznajomy Rosjanin wszystko zaczyna pękać. jest młody [wedle jego relacji ma 43 lata, ur 1910, mamy rok 1953], jest również zapaśnikiem, tyle że czynnym. Afonia od początku przygląda mu się z rosnącą ciekawościa, ale i jakby z niepokojem, jakby czuła, że nadchodzi test na jej malżeńską wierność. do łózkowych podbojów mąz się niespecjalnie nadaje, ale chyba gorsze jest to, że ich relacja jest statyczna, nie ma w niej już żaru i wzajemnego magnetyzmu. mąz zajmuje się tworzeniem jakiegoś podręcznika dla atletów, w którym opisuje niezawodne chwyty zapaśnicze, w pewnym momencie rusza długa retrospekcja z jego życia - jak był w wojsku, jak został atletą, jak poznał Afonię, jak spadł z drabiny... kto wie - może mąz był już pogodzony ze swoją rolą i sytuacją, a tutaj pojawienie się konkurenta i zauważalne zaaferowanie żony wpędzają go w kolejne rozedrganie, wspomnienia, żal za utraconą sprawnością wszelaką.

          Afonia i Rafał mają córkę. a córka ma męża. takiego chłopka-roztropka. przy pierwszej okazji córka zdradza go z Rosjaninem [chyba nie padło w filmie jego imię]. Afonia jest tego świadkiem. wprawdzie walnie bez słowa w dziób Rosjanina, a później także córkę, i oni będą wiedzieli za co, ale obrazek ich seksu ją samą nakręca.

          zbliża się do Rosjanina coraz bardziej. tu jakaś rozmowa, tutaj coś, w nocy przez dziurę w ścianie przy podłodze wsuwa rękę do jego pokoju, aż wreszcie lądują w łóżku. trochę to trwało, ale od początku było pytanie : kiedy ?, a nie "czy ?". Afonia zbyt mocne i dojmujące miała poczucie że życie przecieka jej przez palce, że znajduje się w stanie jakiegoś dryfu, nie miała niemal nadziei, że coś się moze odmienić, więc kiedy ta nadzieja się pojawiła, to od razu z wielką intensywnością nią zawładnęła.

          od tej pory Afonia i Rosjanin romansują niemal otwarcie - wychodzą razem w teren, biegają na golasa po krzakach, zajmują się pszczołami, zachowują się jak kochankowie. Rafał to widzi, wie co się dzieje, a żona tego nie ukrywa, a nawet sugeruje, że powinien te sytuację po prostu zaakceptować; trudno powiedzieć, co go bardziej boli : że nie jest w stanie odmówić żonie słuszności, czy że nie jest w stanie przeciwdziałać. Boi się, że Afonia odejdzie, zostawi go samego na pastwę losu. Afonia jest zakochana, a mąz być może kocha ją równie mocno, jak ona tamtego, i dlatego chce jej szczęścia i radości, której przy nim nie może ona osiągnąć, a jednocześnie : nie chce, żeby go zostawiła.

          Rosjanin ktróregoś wieczora opowiada mu swoje życie, nie jest ono jakieś ciekawe, właściwie podobne do życia Rafała : wojsko, zapasy. Rosjanin jest bardzo zainteresowany szkicownikiem Rafała, w którym dawny mistrz opisuje i zdobi rysunkami swoje mistrzowskie chwyty zapaśnicze. kiedy Afonia z Rafałem wychodzili Rosjanin grzebał w tych papierach, grzebał wszędzie, ale nie znajdował tego, czego szukał. a szukał 12 strony tego notatnika, na której - to wyjdzie później, ale wiadomo, wg mnie, było to już teraz - eks-czempion opisał specjalny, oryginalny zabójczy nelson. Nie znajduje jej, bo... Rafał ją zjadł. dlatego Rosjanin będzie musiał użyć chwytów zupełnie szarych i zwyczajnych, żeby pokonać niemieckiego mistrza, który zupełnym przypadkiem, jako jeniec został skierowany do pracy nieopodal stacji kolejowej Afonii i Rafała. Niemiec dusi radzieckiego strażnika, staczają pojednynek z Rosjaninem i Rosjanin go wygrywa.

          i kiedy szczęście Afonii wydaje się być pełne i przesądzone, a ona sama mówi "jeśli to, co między nami jest, to nie miłośc - odgryze sobie język"... Rosjanin znika. Odchodzi. Zostawia swój adres Rafałowi [bez słów Rafał wiedział, że Rosjanin wie, a Rosjanin że Rafał wie - dlaczego Rosjanin się u nich akurat znalazł], Afonii nie mówi ani słowa.

          babka wpada w dziwny stan. nocą na wielkim ekranie ustawionym na dworze wyświetla filmy, ktore nakręciła ze sobą i Rosjaninem, histerycznie się zaśmiewa z ich wspólnych zabaw, wlewa w siebie wino i widać, ze rozpacz ją zjada. potem bierze siekierę i rozbija ule z pszczołami, pamiętając jak Rosjanin tytułował ją czule "królową pszczół". aż wreszcie wybiera się w długi... marsz, agresywny, dziki, przez potoki, podgórskie śniegi - w retrospekcji wyjaśniającej pojawia się fragment jej rozmowy z Rosjaninem, który uczył ją maszerowania, i jak mówił "wszystko można zamaszerować, każdy żal, tęsknotę, smutek", ona pytała "a milość ?", a on na to "miłośc... też. jesli trzeba".

          po tym wszystkim, Afonia wraca do poprzedniego życia. znów strzyże męza, rozmawia z nim, karmi, wozi na wycieczki, czas jakby się cofnął do momentu, zanim Rosjanin się pojawił.

          któregoś dnia Afonia dowiaduje się, że Rafał odtworzył zjedzoną stronę 12 swojego notatnika. po co ? żeby podarować sekret Rosjaninowi. daje tę stronę, z opisem niezawodnego nelsona, Afonii, razem z adresem, który mu zostawił Rosjanin. wg mnie, Rafał zrobił to z uczucia do żony - widząc jak bardzo za swoim kochankiem, za swoją miłością, ona tęskni - postanowił ich ponownie ze sobą spotkać znajdując do tego idealny pretekst, a przy okazji ofiarując dla jej szczęscia swoją tajemnicę.

          Afonia jedzie do miasta, w którym - jak się okazuje - Rosjanin jest wojskowym, oficerem i nosi świetnie skrojony mundur. on ją przyjmuje na pokojach, idą do łóżka, ona paraduje w jego mundurze, ale potem rozmawiają i on jej daje do zrozumienia, że między nimi nie może się udać, że to nie ma przyszłości. przypomina jej jej własne słowa o "odgryzaniu języka" i... Afonia zaraz po wyjściu od niego, zupełnie zdruzgotana odebraną jej ponownie i już ostatecznie nadzieją - rzeczywiście ten język sobie odgryza, siedząc na schodach jakiejś kamienicy. Trafia do szpitala.

          Rosjanin tymczasem wypróbowuje zabójczego nelsona Rafała - robi to na więźniu, na którym i tak miał wykonać wyrok. istotnie, akcja jest mordercza. dla niepoznaki Rosjanin do martwego oddaje strzal z pistoletu.

          Rafał tymczasem odwiedza Afonię w szpitalu. po odgryzieniu języka - ona milczy. Wrocą na swoją stację, i już nigdy nie zamienią słowa ze sobą, on straci ostatecznie kontakt ze światem, bo nikt nie przetłumaczy jego niewyraźnej mowy [ten zięć próbował, ale z kiepskim skutkiem, a Rafał sobie z niego kpił ustami Afonii], a ona ostatecznie przestanie móc wyrażać swoją ewentualną miłośc do ewentualnego nowego kandydata. zanim wrócą - Rafał na ulicy spotka Rosjanina. siedząc na wózku [córka mu pomogła dostać się do miasta] w drzwiach jakiejś kamienicy Rafał zwabi tam Rosjanina, a potem użyje jakiejś żyłki, niczym lassa, oplącze mu ją wokoł szyi i udusi.

          zostanie sobie zatem dwoje milczących ludzi. a szczęściem Afonii będzie odbudowana przez nią barć, pszczoły, czy takze filmowanie ? być może.

          i dopiero na samym końcu widać fragment retrospekcji, kiedy Rosjanin mówi do Afonii "uciekaj ode mnie, Afonio, uciekaj". nie posłuchała, ale przecież - czy mogla ? podązyła za głosem serca. a on zapewne odwzajemniał jej uczucie, ale było ono zbyt nagle, niespodziewane i może miał po prostu więćej do stracenia niż ona, ale i - jak wynika z tych słów - możliwe, iż uznał, że nie jest dla niej wystarczająco dobry, że zbytnio jest poplamiony, aby dać jej szczęście, o które ona jest w stanie go posądzać.
          • grek.grek Re: "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino [storyline] 14.06.13, 14:11
            może uznał, że tak prawa osoba jak ona, musiałby doznać tragicznego zawodu, odkrywając czym on sie zajmuje, a może uznał, ze sam by nie mógł z tym żyć.

            zatem, jest tu miłośc odwzajemniona, ale niespełniona wskutek przeciwności losu.

            kameralne, świetnie sfotografowane, zagrane niezgorzej, dramat w sferze psychologicznej - imo - całkowicie wiarygodny, a cała historia trzymająca się tzw kupy oraz ziemi. w urodziwych okolicznościach przyrody.

            liczę na Wasze poprawki, jesli coś pokręciłem w opisie :]
            i głosy w sprawie samego odbioru tego filmu, jeśli [jednak] oglądaliście.
          • barbasia1 Re: "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino [storyline] 14.06.13, 23:01
            > kiedy pojawia się [przyznam, że umknęło mi - jakim trafem to się stało] tam nieznajomy Rosjanin

            Pewnego dnia niedaleko domu przy opuszczonej stacji kolejowej zatrzymuje się tajemnicze auto, z którego ktoś wyrzuca (!?) człowieka, tym człowiekiem jest właśnie Rosjanin...


            Dla tych, którzy z powodu późnej pory nie obejrzeli "Afonii i pszczół", a chcieliby, podaję link do filmu:
            vod.pl/afonia-i-pszczoly,86078,w.html
            Też będę oglądać, bo widziałam tylko początek.

            Na studiach chodzliśmy z koleżankami i kolegami na Kolskiego do kina , heh...


            Dziekuję, Greku. Lubię bardzo jak opowiadasz takie romansowe historie. :}
            :)
            • grek.grek Re: "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino [storyline] 15.06.13, 13:33
              O widzisz, dzięki :]
              niezła inscenizacja, żeby Afonia i Rafał nie wyczuli, że Rosjanin chce mu ukraść tego zabójczego nelsona. aczkolwiek, Rafał przeczytał jego zamiary od razu.

              udanej projekcji, Barbasiu :]

              o proszę, znaczy się reżyser jest Ci to bliski.

              proszę bardzo, jakbym coś pomylił, to mnie skorygujesz, po obejrzeniu :]

              hehe, serio ? mnie sie zawsze wydaje, że plotę trzy po trzy.
              • barbasia1 Re: "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino [storyline] 15.06.13, 16:34
                > proszę bardzo, jakbym coś pomylił, to mnie skorygujesz, po obejrzeniu :]

                Oczywiście! :)

                > hehe, serio ? mnie sie zawsze wydaje, że plotę trzy po trzy.

                www.youtube.com/watch?v=TM0ZWWTjgcg
                ;)
                • grek.grek Re: "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino [storyline] 15.06.13, 16:35
                  no proszę... :]]
                  • barbasia1 Re: "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino [storyline] 15.06.13, 16:37
                    No ... :))))

                    Jeszcze chwilkę i sie zbiorę do napisania czego konstruktywnego ...
                    • siostra.bronte Re: "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino [storyline] 15.06.13, 16:40
                      Nie możemy się doczekać :)
                      • barbasia1 Re: "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino [storyline] 15.06.13, 16:46
                        :)))
                    • grek.grek Re: "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino [storyline] 15.06.13, 17:03
                      Bar-ba-siu ! Bar-ba-siu ! - dopinguje stadion :]]
                      • siostra.bronte Re: "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino [storyline] 15.06.13, 17:13
                        Hehe :)
                      • barbasia1 Re: "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino [storyline] 15.06.13, 17:43
                        www.youtube.com/watch?v=FdIid5IJEds
                        :)))
                        • grek.grek Re: "Afonia i pszczoły" w Kocham Kino [storyline] 16.06.13, 13:58
                          hahaha ;]]

    • barbasia1 W najnowszym "Twoim Stylu" 15.06.13, 15:53
      film "Dziewczyna z tatuażem" (cena 11 zł)!

      :)
      • siostra.bronte Re: W najnowszym "Twoim Stylu" 15.06.13, 16:22
        Tak, widziałam, ale jakoś mnie to tego filmu nie ciągnie :)
        • maniaczytania Re: W najnowszym "Twoim Stylu" 15.06.13, 16:27
          Siostro - obejrzyj, swietny jest!
          • barbasia1 Re: W najnowszym "Twoim Stylu" 15.06.13, 16:31
            Tak, bardzo dobry thriller.

            :)

            Nie dokończyłam, Maniu, naszej rozmowy na temat przekładów powieści na język filmowy! :/
      • grek.grek Re: W najnowszym "Twoim Stylu" 15.06.13, 16:37
        niestety, nie mam DVD, ale za to mam nadzieję że telewizja nas zaskoczy i ten film niebawem pokaże. [może TVN ? już 3 hity ad 2010 wyświetlił, więc może i ten pokaże ?]
        • barbasia1 Re: W najnowszym "Twoim Stylu" 15.06.13, 16:44
          Bardzo możliwe, że niedługo ten film się pojawi w telewizji. Jak się nie pojawi to ja Ci opowiem. Dawno powinnam była to zrobić, obiecałam Ci to przecież po premierze kinowej. :/

          Kupię w poniedziałek TS.

          :)
          • grek.grek Re: W najnowszym "Twoim Stylu" 15.06.13, 17:05
            pozostaję przy nadziei ;]
            jak sie pojawi, to opowiemy sobie nawzajem ;]

            o, będziesz miała w kolekcji.
            • pani_lovett Re: W najnowszym "Twoim Stylu" 16.06.13, 16:30

              :)))
              OjaaaAaaacie!!! Grek jest "przy nadziei" przeze mnie.

              > jak sie pojawi, to opowiemy sobie nawzajem ;]
              O tak ! :}

              Koleżankom też oczywiscie opowiemy.

              Już mam "Nietylaknych" z majowego Twojego Stylu, o których co nieco opowiadała Pepsic.
              • grek.grek Re: W najnowszym "Twoim Stylu" 17.06.13, 14:20
                hehe ;]

                yup.
                o, mam nadzieję, że trochę nam opowiesz o tym filmie ?
                • pani_lovett Re: W najnowszym "Twoim Stylu" 18.06.13, 00:14
                  :)

                  Postaram się!?!?!

                  Dobrej nocy. :)
                  • grek.grek Re: W najnowszym "Twoim Stylu" 18.06.13, 14:03
                    dzięki :]

                    guten morgen, fraulein Barbasiu :]
                    • pani_lovett Re: W najnowszym "Twoim Stylu" 18.06.13, 14:56
                      131 stopni Celsjusza u mnie ;), a u Ciebie, Greku, też tak gorąco?


                      Dzień dobry!
                      :)
                      • grek.grek Re: W najnowszym "Twoim Stylu" 18.06.13, 15:22
                        cześć, u mnie też coś koło tego ;]
                        ale na burzę się już chyba zaczyna zbierać.
                        o ile wiatr nie przegoni tych chmur[ów].
                        • pani_lovett Re: W najnowszym "Twoim Stylu" 18.06.13, 15:32
                          :)
                          O fajnie. U nas na razie żadnej chmurki na horyzoncie.

                          Fraulein? :) Czyżbyś oglądała wczoraj pierwszy odcinek kontrowersyjnego niemieckiego serialu "Nasze matki, nasi ojcowie"??

                          :)
                          • grek.grek Re: W najnowszym "Twoim Stylu" 18.06.13, 16:00
                            nie pytam "co masz na sobie ?", bo aż nie wypada w takich okolicznościach ;]]

                            o, nie widziałem.
                            ale slyszalem o tym, że Polaków pokazano jednostronnie jako antysemitów.
                            ponoć po 3 odcinku ma być jakaś dyskusja historyczno-prostująca przekłamania.
                            ciekawe, czy zasiądą przy stole także twórcy tego filmu ? ;].
                            • pani_lovett "Nasze Matki, Nasi Ojcowie" i OT 18.06.13, 17:38
                              W trzecim odcinku (w środę) pojawi się właśnie ten wątek, o którym wspominasz.
                              Patrzyłam wczoraj jednym okiem (teraz żałuję, że tylko jednym).

                              W kontekście złych Polaków antysemitów z AK ,wymowy nabiera scena z pierwszego odcinka - jeden z piątki głównych bohaterów, młody sesesman, który wyruszył na front wschodni (na Moskwę), wstawia się za Żydowską dziewczynką złapaną w jakim miasteczku, mieścinie za wschodnią granicą przez Niemca z innej jednostki. A w chwilę potem zamiera w przerażeniu, kiedy dziewczynka zostaje przez tego drugiego zamordowana strzałem w głowę na jego oczach. Jest zbulwersowany zabijaniem dzieci na wojnie. Ktoś mu tłumaczy potem, że tak wygląda nowoczesna wojna...
                              Autorzy filmu rzeczywiście bardzo twórczo podeszli do historii ...



                              Hahaha :)))

                              I mnie intrygował Twój dzisiejszy ubiór ... ;}

                              Porno i gorąco dziś. ;)))

                              I u nas chmury niespodziewanie przyszły nie wiem skąd i jak!!! Chłodniej! Hurra! :)))

                              Mam różową bluzkę bez rękawów z dużym deklodem i białą spódniczkę do kolan w różowo-czarno-beżowe kwiaty. ;)
                              Zaraz będę się przebierać w strój rowerowy. Chyba zdążę przed burzą, kogoś przejechać w lesie? ;)

                              • gryfny Re: "Nasze Matki, Nasi Ojcowie" 18.06.13, 22:40
                                Ooooo,juz myslalem ze bojkot PiS-u tu obowiazuje i nie padnie "slowo" w temacie premiery TVP
                                • siostra.bronte Re: "Nasze Matki, Nasi Ojcowie" 18.06.13, 23:27
                                  Nie udało mi się obejrzeć pierwszego odcinka, ale widziałam dzisiejszy (bez początku). Bardzo ciekawy, znakomicie zrobiony serial. Jestem pod wrażeniem, że publiczna pokazuje go tak szybko i to w prime timie.
                                  • barbasia1 Re: "Nasze Matki, Nasi Ojcowie" 20.06.13, 00:24
                                    Poniekąd zgadzam się z Bronte.
                                • barbasia1 Re: "Nasze Matki, Nasi Ojcowie" 20.06.13, 00:04
                                  gryfny napisał:

                                  > Ooooo,juz myslalem ze bojkot PiS-u tu obowiazuje i nie padnie "slowo" w temac
                                  > ie premiery TVP

                                  :)
                                  NocoTy! U nas żadnych bojkotów, żadnych taboo nie ma i nigdy nie było.

                                  Napiszesz dwa słówka?
                              • grek.grek Re: "Nasze Matki, Nasi Ojcowie" i OT 19.06.13, 13:58
                                efektowne wdzianko :]
                                a ja miałem klapki ;]]

                                yup, dzisiaj to samo. wczoraj się zachmurzyło po 16, i trzymało dzielnie,
                                obywając się bez deszczu.

                                hahaha, no i... zdązyłaś ?..
                                ... kogoś przejechać w lesie ? ;]

                                scena ciekawa, ta którą opisujesz [ta w drugiej częsci posta - też ;))], dwie rózne
                                postawy Niemców; w sumie - widzę tu jakąs próbę polaryzacji opinii, co by było
                                zgodne z rzeczywistością. znamy przecież przykłady "dobrych NIemców".
                                ja też słyszałem na własne uszy opowieści z czasów II wś o Niemcach, którzy
                                dzieciakom przynosili czekoladę i inne słodycze i po prostu pobyli oraz poszli sobie,
                                nie robiąc nikomu krzywdy. gdzieś indziej pojawili się zaś tacy, którzy potrafili nieźle
                                nabałaganić. ludzie są rózni, tymczasem tamtych Niemcow uznano za jednoznacznie
                                godnych potępienia, jako naród. tymczasem masa tych chłopaków szła na wojnę, bo
                                dostała powołanie, bo obowiązek itd., ilu tam było żarliwych hilterowców, to nikt nie wie.

                                a ilu z nich idąc na wojnę było całkiem w porządku i dopiero na niej zmieniło swój
                                charakter ? też nie sposób policzyć. jesli człowiek rodzi się dobry, a potem sie coś chrzani, to wina leży w otoczeniu/warunkach/wychowaniu, a trudno o cięższy kaliber okoliczności niż rzeczywistośc wojenna. jeśli ten film chociaż częściiowo jest o tym, to na pewno będzie miał więćej wspólnego z faktami niż rozmaite produkcje w których Niemcy są zawsze w 100 albo 99 % łachudrami.



                                • siostra.bronte Re: "Nasze Matki, Nasi Ojcowie" i OT 19.06.13, 17:26
                                  Rzadko można zobaczyć wojnę oczami Niemców. I to jest właśnie najciekawsze w tym filmie. Bo pokazuje normalnych, zwykłych ludzi, którzy trafiają do piekła jakim jest wojna. I wojna zmienia ich na zawsze. I to już nie są stereotypowe figury jakie znamy z filmów wojennych.

                                  Twórcy filmu nie są wcale pobłażliwi wobec swoich rodaków. Pokazują jak potrafili być okrutni nawet wobec swoich. Choćby scena, absolutnie szokująca, kiedy Greta zostaje pobita przez swojego kochanka, wysokiego oficera.

                                  Nie dziwię się, że może serial może budzić emocje. Zwłaszcza nam trudno jest zaakceptować, że po tej drugiej stronie byli zwykli ludzie, czyiś synowie i córki, mający swoje marzenia i plany na przyszłość. Bynajmniej nie potwory. Jak to możliwe, że stali się zdolni do takiego okrucieństwa? Wojna wyzwala w człowieku to co najgorsze, jak mówi jeden z bohaterów. Albo zabijasz albo sam giniesz.

                                  Bardzo ciekawy serial.
                                  • grek.grek Re: "Nasze Matki, Nasi Ojcowie" i OT 20.06.13, 14:08
                                    trochę jednak ten film nie dociera do źródła - dlaczego niemieckie mieszczaństwo poszło za nazistami ?

                                    Niemcy takiego filmu nie nakręcą, a szkoda.
                                    nie nakręcą, bo im raczej zależy na zasypywaniu wspomnienia o całej awanturze i swojej w nim
                                    kluczowej roli. dzisiaj jest Unia, Niemcy są przywódcą Europy i są szanowane jako partner Ameryki.

                                    ten serial, to chyba optimum ich chęci i możliwości.
                                    nie mogą całkowicie siebie wybielić, bo by się ośmieszyli i osiągnęli efekt fatalny.
                                    rozliczają się zatem z historią w optymalny w tych warunkach sposób : przyznając sobie
                                    prawo do normalności, czyli do tego, że jedni byli za, a inni przeciw, że postawy i losy
                                    były zrożnicowane i nie można oceniac całego społeczeństwa jedną miarą.

                                    szkoda, wg mnie.
                                    szkoda, że prawdziwy film rozliczeniowy raczej nie powstanie.
                                    film demaskujący słabośc elit niemieckich, nie grający na dwa fortepiany, ale
                                    bezlitośnie lustrujący tych, którzy za nazistami poszli : czy to z przekonania, czy
                                    z głupoty, czy może z konformizmu.

                                    może taki film już powstał ? :]

                                    w każdym razie, współcześnie jest to chyba nieosiągalne, tak sobie myślę.
                                    jak sądzisz ?
                                    jak sądzicie ?
                                    • grek.grek Re: "Nasze Matki, Nasi Ojcowie" i OT 20.06.13, 14:10
                                      PS : partner Ameryki, a przecież także doskonały partner Rosji i przyjaciel Francji, z ktorymi to państwami przez całe wieku Niemcy się brali za łby.
                                      • siostra.bronte Re: "Nasze Matki, Nasi Ojcowie" i OT 20.06.13, 18:50
                                        Wiesz, kino niemieckie jest u nas słabo znane, więc może taki film już kiedyś powstał.
                                        A ten serial ma tylko trzy odcinki. Trudno, żeby pomieścić w nim wszystko, łącznie z genezą faszyzmu.
                                        • grek.grek Re: "Nasze Matki, Nasi Ojcowie" i OT 21.06.13, 14:17
                                          zatem, możliwe.
                                          ale jednocześnie myślę sobie, że odbiłby się jakimś echem medialnym i zapisal w
                                          historii.

                                          yes.
                                          wiesz, chodziło mi o to, że mógłby to być osobny serial zajmujący się tylko problemem
                                          skąd wzięło sie poparcie takich mas Niemców dla nazistowskich pomysłów [ofk bez Holocaustu, bo o tym zdaje się nikt nie miał przez długi czas pojęcia].
                                • barbasia1 Re: "Nasze Matki, Nasi Ojcowie" i OT 20.06.13, 00:23
                                  Dziękuję.

                                  > a ja miałem klapki ;]]

                                  Tak właśnie myślam...
                                  / dodawszy jeszcze krótkie spodenki!?? ;}}/

                                  Do lasu nie dojechałam, zrobiam więc rundę po mieście, przestraszyłam się chmur, zupełnie niepotrzebnie, jak się okazało, spadło dosłownie parę kropel. Mnóstwo właścicieli aut nastrastraszonych ubiełotygodniową burza z gradem, opakowało swoje auta kocami, kołderkami, kartonami. Szczęślwie gwałtowne zjawiska pogodowe nas tym razem ominęły ...

                                  Niestey nie obejrzałam ostaniego, 3. odcinka! Zdążayłam tylko na dyskusję .
                                  Jutro odpowiem na Twój post.

                                  Drobrej nocy!
                                  • mia72 OT - Downton A. - ktoś się nade mną zlituje?;) 20.06.13, 08:19
                                    Podczepiam się tu, bo może ktoś oglądał ostatni odcinek i streści końcówkę - kochana tv wtryniła jakieś gadające głowy przed poniedziałkową emisją i mimo, że miałam ustawione nagrywanie z niejakim zapasem, to jednak nie wystarczył;((( Urwało mi się na tym, jak była pokojówka pokazuje wnuka dziadkom. Co dalej? Zwłaszcza z chorymi na hiszpankę?
                                    • pepsic Re: OT - Downton A. - ktoś się nade mną zlituje?; 20.06.13, 17:22
                                      Dziadkowie zaakceptowali wnuka ( podobny do syna) składając matce propozycję nie do odrzucenia: albo zostawia dziecko na wychowanie, jako dziedzica fortuny przy jednoczesnym zrzeczeniu się praw do dziecka, albo nie otrzymuje żadnej pomocy. Niedoszły teść, z lubością podkreśla słowo bękart, aż ochmistrzyni zwraca uwagę na niestosowność i wulgarność. Dziewczyna po kilku dniach danych do namysłu odrzuca ofertę. Swoją drogą ciekawy, acz bolesny dylemat.

                                      Na hiszpankę niespodziewanie umiera Lavinia. Na łozy śmierci sakramentuje uczucie narzeczonego do Mary. Dzień wcześniej przyłapała ich w dwuznacznej sytuacji, tańczyki i całowali się. Metthw bardzo przezywa śmierć Lavinii. Obwinia się, że kochając inną przyczyniła się do tego.

                                      Corze udaje się wyjść cało z hiszpanki, choć było z nią kiepsko, krwotoki etc. Opiekowała się nią wierna O"Brien, bliska wyznania, że za jej sprawką Cora poroniła.

                                      Thomas wyrzucony przez Carsona z posiadłości wykorzystuje szalejącą także wśród personelu grypę i zastępuję obsługę. Nawet sie przebiera w uniform roboczy. Molesley podając do stołu w zastępstwie upija się próbowaniem trunków.

                                      Tu po pogrzebie Lavinii zjawia sie policja, aby aresztować Bates'a pod zarzutem morderstwa żony. Dzień wcześniej w brytyjskim USC zawarł małżeństwo z Anną, która była inicjatorką, bo jak słusznie uzasadniała, prawowitej małżonce będzie przysługiwało więcej praw. Noc poślubną młodzi małżonkowie spędzili w przystrojonej świecami sypialni Sybilii (zasługa Mary), w tajemnicy przed światem, gdyż nikt poza Mary nie znał ich planów matrymonialnych. Odetchnęłam z ulgą. Bałam się, że następny związek nie zostanie skonsumowany;)

                                      Lorda Granthama zaczyna łączyć coraz silniejsza więź z pokojówką. Jednak do niczego nie dochodzi, bo lord delikatnie się wycofuje, mając na względzie m.in. reputację kobiety. Jane na własną prośbę odchodzi z pracy. Lord na pożegnanie obdarowuje ją listem polecającym do doradcy finansowego, co wiąże się z jakąś niejasną gratyfikacją. Rozstają sie kulturalnie i z uczuciem.

                                      Sybil oznajmia oficjalnie na kolacji, że wyjeżdża z Bransonem do Dublina, gdzie mają zamiar się pobrać i pracować, on jako dziennikarz, ona jako pielęgniarka. Lord gwałtownie się sprzeciwia. Próbuje szofera przekupić, bezskutecznie. W końcu się zgadza i daje młodym błogosławieństwo, a nawet obietnicę pomocy finansowej. Hrabina Violet akceptuje w pełni związek wnuczki, jednak dla opinii ludzkiej sprytnie postanawia sfingować informację, że Branson jest spokrewniony z "tymi" Bransonami.

                                      Daisy nadal zmaga się z wmanewrowanym małż. z Wiliamem. Zjawia się teść, który nad grobem syna wyraża dla niej pełne współczucie, nadal nie rozumiejąc sytuacji.



                                      • barbasia1 Re: OT - Downton A. - ktoś się nade mną zlituje?; 20.06.13, 23:28
                                        Pepsic tak dokladnie wszystko opowiedziała, że nie ma nic do dodania.

                                        >Noc poślubną młodzi małżonkowie spędzili w przyst
                                        > rojonej świecami sypialni Sybilii (zasługa Mary[...] Odetchnęłam z ulgą. Bał
                                        > am się, że następny związek nie zostanie skonsumowany;)
                                        :)))
                                        • mia72 Re: OT - Downton A. - ktoś się nade mną zlituje?; 25.06.13, 16:23
                                          Dzięki wielkie, w końcu odżałowałam 2zł+vat i obejrzałam w necie, bo mnie opis tak zachęcił;) Teraz jeszcze ostatni odcinek specjalny czeka na swą kolej:)
                                          Jakieś mam dziwne wrażenie, że teściowi Daisy o coś chodzi(?), ale może podejrzliwa jestem.
                                          Czytałam na innym forum, że trzecia seria ma być w naszej tv jesienią:)
                                          • barbasia1 Re: OT - Downton A. - ktoś się nade mną zlituje?; 28.06.13, 23:43
                                            mia72 napisała:

                                            > Jakieś mam dziwne wrażenie, że teściowi Daisy o coś chodzi(?), ale może podejrz
                                            > liwa jestem.

                                            Ojciec Wiliama wygląda na poczciwego człowieka. Z jego strony chyba nic złego Daisy nie grozi, takie mam przeczucie.

                                            > Czytałam na innym forum, że trzecia seria ma być w naszej tv jesienią:)

                                            To świetna wiadomość. :)
                                  • grek.grek Re: "Nasze Matki, Nasi Ojcowie" i OT 20.06.13, 14:22
                                    proszę :]

                                    no coś Ty ;]]

                                    uff, no to w lesie ludzie mogli zejśc z bezpiecznych siedzisk na gałęziach ;]

                                    pamiętam kapitalny odcinek "Świata według Bundych", kiedy Al i Peggy toczyli bój z ich sąsiadką i jej facetem o sporny talon z marketu, który upoważniał do bezpłatnych zakupów.
                                    pojedynek miał polegać na tym, że obie pary miały zgromadzić w określonym czasie daną ilośc towarów na daną kwotę i ta która dotrze pierwsza do kasy - wygrywa i może wszystko zachować dla siebie.

                                    sąsiadka i jej facet przybyli na miejsce normalnym wózeczkiem supermarketowym, a Bundy potężnym WÓZEM [wozem] obudowanym jak czołg, stylizowany na paszczę atakującego rekina. patrząc na ich przerażone twarze zaśmiał się szatańsko i wykrzyknął "niech żyje Wózek Śmierci" ;]

                                    orajt :]

                                    udanego dnia, Barbasiu.

                                    PS : tu jest ta scena z Bundych

                                    www.youtube.com/watch?v=F8J9ggnOUNk
                                    a tutaj sam pojazd :
                                    images3.wikia.nocookie.net/_cb20120719132714/marriedwithchildren/images/5/57/Wikia_MCW_-_Cart_of_Death.png
                                    • barbasia1 tylko OT 20.06.13, 23:21
                                      Że nie??!?!
                                      8-O
                                      Ohohohohooooooo!
                                      :}}

                                      /Jack Dawson dziś znów malował Rose odzianą jedynie w naszyjnik z wielkim niebieskim diamentem . :)/


                                      Hahahaha! :)))
                                      Dobre!

                                      Greku, ja jeżdżę bardzo ostrożnie, nie szaleję, naprawdę. :)




                                      Dzień bardzo gorący był. Jutro jeszcze cieplej , podobno.

                                      Jak się w sobotę ochłodzi, to coś konstruktywnego wreszcie napiszę.

                                      Dobrej nocy. :)
                                      • grek.grek Re: tylko OT 21.06.13, 14:38
                                        dzieńdoberek, barbasiu :]

                                        hehe, ano :]

                                        o yes, wiesz że obejrzałem w całości i nawet mi się podobał :]
                                        jakoś tak wyszło, hehe. nie wiem, czy 2 część zobaczę dzisiaj, ale
                                        wczorajszą 1-szą nadspodziewanie dobrze przyswoiłem. żaden kicz.
                                        no może minimalny [postaci dośc jednowymiarowe, podejrzewam, że
                                        w 2 częsci, kiedy dojdzie do katastrofy szlachetnośc jednych i
                                        nikczemność drugich jeszcze się zwielokrotni... prawda ?].

                                        Al Bundy :]

                                        wiem wiem...
                                        czasami tylko przyprawisz kogoś o palpitację serca ;]

                                        Afryki ciąg dalszy ? :]
                                        tutaj też.
                                        chociaż czasami gdzieś tam się chmurzy.
                                        na moment.

                                        orajt :]



                                        • barbasia1 Re: tylko OT 21.06.13, 23:57
                                          Dobry wieczór! :)

                                          Ożeż! :))

                                          Prawda. :) Aczkolwiek rozmach, widowiskowość, sugestywność "Titanica", a także emocje jakie wywołuje, sprawiają, że jednowymiarowość postaci nie przeszkadza, nie jest istotna.


                                          Ale Rose jest ciekawą postacią.


                                          Al Bundy - wariat! ;)


                                          Upały okrutne, żadnych burz na razie nie było.
                                          • grek.grek Re: tylko OT 22.06.13, 14:36
                                            buondżiorno, Senorita :]

                                            na pewno.
                                            Rose i Dawson są ciekawi, ona jest uwięziona w świecie konwenansów i zaplanowanego życia u boku apodytyktycznego typka, a on biedny, ale jakże wolny, choć zarazem z tego powodu skreślony z listy kandydatów do jej ręki.
                                            są ciekawi w tym ujęciu.
                                            ale oboje tak szlachetni w każdym calu... ;]
                                            bajkowi.
                                            chociaż Rose nadrabia rezolutnością i nawet w dziób potrafi dać :]
                                            i siekiera macha jak drwal [ta scena kiedy ma uwolnić Dawsona przypiętego kajdankami : tu się woda leje, zaraz utoną, a on jej każe najpierw potrenować, zanim wykona decydujące uderzenie. "traf dwa razy w to samo miejsce" - ona chybia o całe lata świetlne. "dobra, wystarczy, tnij" :)].

                                            o yes, Al niezapomniany.

                                            z frontu letniego :
                                            chłodniej, chmurniej i deszcz co i rusz.
                                            a u Ciebie ?
                                            • barbasia1 Re: tylko OT 22.06.13, 16:37
                                              Buongiorno, Grek.Giorgio! :)

                                              Deszcz wisiał w powietrzu od rana. Ale dopiero teraz przyszła burza z piorunami i gradem (ale nie robił wrażenia jak ten sprzed tygodnia). Burza zatrzymała mnie w City Poincie. Przed klatką zrobiła się wielgachna kałuża, musiałam buty ściągnąć. ;))
                                              • grek.grek Re: tylko OT 23.06.13, 13:55
                                                ale się światowo zrobiło :]]

                                                nie mów, że musiałaś je zamienić na płetwy ? ;]
                                                • barbasia1 Re: tylko OT 23.06.13, 23:36
                                                  :))

                                                  > nie mów, że musiałaś je zamienić na płetwy ? ;]
                                                  Skąd wiesz?!? :)

                                                  Dziś u mnie był awaryjny dzień, heh.
                                                  Do jutra zatem.
                                                  • grek.grek Re: tylko OT 24.06.13, 14:09
                                                    :]
                                                    myślałem najpierw o kajaku :]

                                                    o, czyżby sprzęt odmówił posługi ?
                                                    ja mialem problemy w zeszłym tygodniu.
                                                    całe 2 godziny.
                                                    dramat :]
                                                  • barbasia1 Re: tylko OT 24.06.13, 21:53
                                                    > myślałem najpierw o kajaku :]
                                                    Eeeee, Grekuniu, nocoTy, kajak by się nie zmieścił w torebce. :))

                                                    O! Takie płetwy założyłam:
                                                    muzyka.interia.pl/galerie/artysci/doda-jak-syrena/zdjecie/duze,1507492,1,317

                                                    Szkoda mówić.

                                                    > ja mialem problemy w zeszłym tygodniu.
                                                    > całe 2 godziny.
                                                    > dramat :]

                                                    Dramat! :))

                                                    Dobrze, że tylko na dwie godziny!
                                                  • grek.grek Re: tylko OT 25.06.13, 13:59
                                                    taki składany.
                                                    coś w stylu, wyjmujesz z torebki długopis, naciskasz przycisk, robi się zamieszanie... i wyskakuje kajak ;]

                                                    grunt, że kryzys został zażegnany.

                                                    o to chodzi.
                                                    dlatego tylko dramat, a nie aż tragedia ;]

                                                  • barbasia1 Re: tylko OT 26.06.13, 00:16
                                                    O! Takiego jeszcze nie mam! ;)

                                                    Tak.

                                                    :)))
    • grek.grek "Tańczący z chmurami" & "Autostopowicz" 2007 16.06.13, 14:53
      "Tańczący z chmurami" [z czwartku, w Dwojce] to rzecz o robotnikach pracujących przy budowie wieżowców. a ściślej, robotnikach wywodzących się z plemienia Irokezów. chodzi o nich wieśc, ze są najlepsi w pracach wysokościowych. dlaczego ? trudno orzec. powiada się nie mają lęku wysokości, dlatego czują się pewnie chodząc po wąskich elementach konstrukcyjnych ileś -dziesiąt, a i -set metrów nad ziemią, siadając na nich, albo trzymając się na słupach betonowych w pozycji misia koali. film pokazuje dwóch takich jegomościów - Sky'a i Jerry'ego.

      pracują głównie w Nowym Jorku, ale mieszkają w rezerwacie Irokezów 400 km dalej. 5 dni w tygodniu wyrabiają swoje normy, mieszkają w wynajętych mieszkaniach, a na weekend jadą do domu, gdzie czekają żony, dzieci i wypoczynek. domy mają schludne, ale nie bogate, widać praca tak wymagająca i trudna nie jest specjalnie opłacana. maja swoją indiańską dumę, wyglądają sympatycznie i mówią do rzeczy, łatwo ich polubić, a ich umiejętności docenić.

      oni sami nie mają pojęcia, o co chodzi z tymi ich zdolnościami. twierdzą, że jak najbardziej odczuwają lęk, jak każdy inny człowiek. tym, co ich wyróznia jest jednak to, że umieją nad nim zapanować i skupić się na tym, co robią. nie sa głupkami, którym brak wyobraźni. w ich odczuciu rzecz polega na umiejętności koncentracji. coś w tym jest - chodząc po szerokiej na 25-30 cm desce albo belce betonowej pół metra nad ziemią z łatwością zachowamy równowage i luz, w razie upadku nic nam nie grozi, no może skręcenie kostki. ale 100metrów nad ziemią będziemy się na takiej desce czy belce bali zrobić choćby jeden krok i będziemy przypominać wesołego chwieja spod monopolowego :] zatem, nie zdolnośc zachowania równowagi, ale umiejętnośc panowania nad strachem, który decyduje o zachowaniu pozycji i pewności siebie w takiej sytuacji.

      "lubię patrzeć z góry na to, co pode mną", mówi Jerry.

      co ciekawe, Irokezi pracują na takich budowach wszędzie na świecie. nie są tylko amerykańską specyfiką.

      Irokezi, nie tylko ci dwaj ale - jak oni mówią : wszyscy, nie lubią Nowego Jorku, źle znoszą pobyt w tak zatłoczonym gwarnym miejscu, wracają do domu z radością; w samym NJ trzymają się razem, wspólnie w kilkunastu wynajmują mieszkanie i spędzają tam czas po pracy; problemem jest ich niezależnośc, czasami tracą przez nią pracę, mimo swojej reputacji i fachowości, czasami wychodzą jakieś problemy ktore rozwiązać można tylko na drodze prawnej, a oni nie są zrzeszeni w związkach zawodowych, stąd bez obsługi prawnej jaką zapewniają związki bywają nagle zwalniani albo nie otrzymują wynagrodzenia.

      interesujący film.
      znakomite zdjęcia na wysokościach, z perspektywy samych robotników.

      "Autostopowicz" był w nocy w TVN.
      pamiętam oryginał z naprawdę świetnym Hauerem, w roli tytułowej, faceta którego deszczowym wieczorem zabieraja przypadkowi ludzie, a on ich gnębi, bo jest sadystą.

      tutaj zaczyna się nieźle, para młodzieżowców, ona i on, jada nad jakieś jezioro. pustynne okolice Nowego Meksyku, deszcz, noc, na drodze stoi tajemniczy facet. chyba mu się auto zepsowało. nie zabierają go, chłopak by chciał, ale dziewczyna nie chce. zatrzymują się na stacji benzynowej. po parunastu minutach - i on tam się zjawia, ktoś go podwiózł. spotykają się w sklepie. chłopak nie wytrzymuje i przeprasza go, że zostawili go tak na deszczu nocą. a facet z usmiechem i spokojem mówi, że się nie gniewa, że rozumie, zaś po chwili : że może by go jednak podrzucili "tutaj niedaleko". chłopak się zgadza, dziewczyna nie oponuje. w samochodzie nieznajomy prędko przestaje być miły, najpierw dosyć prowokacyjnie mowi, patrząc na dziewczynę, do chłopaka "od dawna ją posuwasz ?". chłopak zauważa, że gośc ma na palcu obrączkę, odpowiada "a ty swoją żonę ? od dawna ?", na co tamten odpowiada "ta obrączka to ściema, żeby zyskiwać zaufanie ludzi". i...

      ... no - i na tym kończy się dialog, psychologia, klimat w tym filmie. za chwilę nieznajomy autostopowicz wyciągnie nóz, zacznie grozić dziewczynie przystawiając jej go do oka, chlopakowi porysuje przedramię. spanikowana młoda para jakoś go wykopie za drzwi, ale on zacznie ich prześaldować. oczywiście, będzie zabijał : najpierw przypadkową parę podróżnych i ich dzieci - znajdą ich młodzi, a potem młodych znajdzie policja i ich aresztuje, ale on napadnie na komisariat, pozabija gliniarzy, żeby młodzi mogli uciec, i żeby on mógł ich gonić i zanim ich zabije - pobawić się nimi jak... kot myszami [kot w tym kontekście wyjatkowo niefortunnie brzmi, ale nie mam chwilowo innego porownania na podorędziu ;)]

      policja będzie ścigać młodych, oni bedą uciekać przed autostopowiczem, policja w końcu się kapnie, że to nie oni są poszukiwanymi mordercami. nieznajomy zabije chłopaka [wykorzystując do tego dwie ciężarówki, a cała scena miga w trakcie kulminacji, dośc mocna scena, aczkolwiek... świadomośc inscenizacji i efektów specjalnych obniża szok]. zostanie złapany. dziewczyna też. dziewczynę ofk wypuszczą. a nieznajomy ucieknie z policyjnego konwoju przewozącego go do więzienia. wtedy dopadnie go dziewczyna, strzelająca z karabinu lepiej od Rambo i tak samo zaprawiona w bojach ;]

      akcja, akcja akcja.

      akcja i czerwona farba. zero gry psychologicznej, podchodów, suspensy mierne, pomysły żadne. miało się dziac no i dzieje się. w stosunku do oryginału dość słabe.

      ale ale.
      autostopowicza gra nie kto inny, jak Sean Bean. dobry aktor. może nawet - klasowy. czyli, była próba przebicia roli Hauera, ale Bean nie miał, co grać i mimo że staje na uszach, mruży oczy, cedzi swoje kwestie i ma ciągle mokrą szczecinę na głowie - nie daje rady, bo cały film jest gorszy, a para jego ofiar grana jest przez młodzież zupełnie nie z jego półki aktorskiej, a na dodatek za zadanie mają tylko biegac, krzyczeć i ładnie wyglądać.

      nie znałem obsady.
      na początku, myślę sobie : Sean Bean ! po 30 minutach - nie, to raczej nie on. po godzinie - nie, to na pewno nie on, nie w TAKIM filmie, to ktoś bardzo podobny. po 80 minutach - dżizas, spraw żeby to nie był on :] podczas napisów końcowych widzę... jednak on. i pomyślałem sobie : skoro Frycz może po "Ciachach" czy innych takich się aktorsko prostytuowac, to czemu nie Sean Bean. pobiegał, postrzelał z kapiszonów i poszedł do kasy.

    • grek.grek "Morderstwo doskonałe" [na bis] 20:00 TVN7 18.06.13, 15:34
      Powtarzają 87 raz albo 98, albo gdzieś w tych okolicach.
      i wiecie co ? po zignorowaniu poprzednich 123 powtórek - nareszcie czuje, że mam
      chęć ten film ponownie obejrzeć.

      żona ma bogatego męża, sztywnego jak kij w płocie, od dawna - wg niej - nie dbającego o ich małżeństwo.
      w takich okolicznościach pojawia się w jej życiu kochanek, malarz-artysta, odpowiednio mniej zamożny, wiecznie poplamiony farbą, ale z nim ją coś łączy w dziedzinie uczuć i widzenia świata [zainteresowanie sztuką]
      mąż musi złapać w końcu, co zona wyczynia na boku.
      i rusza intryga, w której jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze o to samo :]

      Paltrow, Dougląs i Mortensen dobrany trójkąt. parę niezlych zwrotów akcji. scenariusz precyzyjny i reżyseria dobra, film trzyma tempo, jest zwarty, bardzo dobre thriller - taki... aksamitny w sumie, bo pomimo dwóch-trzech scen z keczupem i okładaniem się kłonicami, to jednak rozgrywka toczy się na boisku ludzkich motywacji, słabości i ambicji.
      • pani_lovett Re: "Morderstwo doskonałe" [na bis] 20:00 TVN7 18.06.13, 17:49
        Kusząca zapowiedź, mimo że film jest 123 powtórką .

        Bardzo udany thriller, zgadzam się.

        Ale ja chyba zostanę przy wojennych klimatach. Porządnie obejrze drugi odcinek.
        Ciekawam tej dyskusji po filmie.


        :)
        • siostra.bronte Re: "Morderstwo doskonałe" [na bis] 20:00 TVN7 18.06.13, 18:59
          To ja tylko dyskretnie przypomnę, że "Morderstwo doskonałe" jest wyraźnie inspirowane filmem Hitchcocka "M jak morderstwo", bo trudno tu mówić o remake'u. Wybór Gwyneth Paltrow jest nieprzypadkowy. W oryginale tę rolę grała boska Grace Kelly.

          Dla ciekawych trailer, niestety zrobiony w typowej manierze z owych czasów:
          www.youtube.com/watch?v=o-4DWbEuJNw
          • grek.grek Re: "Morderstwo doskonałe" [na bis] 20:00 TVN7 19.06.13, 14:02
            dzięki, Siostro.
            z wielką chęcią obejrzałbym ten film Alfa; że tez dają 152 powtórkę "MD",a nikt
            nie wpadł na to, żeby pokazać pierwowzór...
            czy oni uważają, że jako społeczeństwo [wspólnota kinofilska] jesteśmy już tak
            skiepściali, że stare filmy nas odstręczają ?
            • siostra.bronte Re: "Morderstwo doskonałe" [na bis] 20:00 TVN7 19.06.13, 17:28
              Drobiazg :)

              Niestety, ze świecą szukać starych filmów w naszej telewizji. Czasem Ale Kino, albo Europa coś rzucą, ale i tak rzadko. Kultura chyba już w ogóle zrezygnowała. I pomyśleć, że większość klasyki zobaczyłam za komuny, kiedy były tylko dwa kanały!!
              • barbasia1 Re: "Morderstwo doskonałe" [na bis] 20:00 TVN7 19.06.13, 23:58
                > . I pomyśleć, że większość klasyki zobaczyłam za komuny, kiedy były tylko dwa
                > kanały!!

                HA!
              • grek.grek Re: "Morderstwo doskonałe" [na bis] 20:00 TVN7 20.06.13, 16:56
                na Kulturze wolą wałkować 20 tych samych filmów :]
                zawodzi mnie ten kanał, chociaż... może to wina niedofinansowania, wszak wiadomo, że
                najwięcej idzie na aparat propagandy rządowej, a resztę mają w nosie.

                no proszę, właśnie - straszna komuna ;]

                a i ja pamiętam przez mgłę Perły z lamusa, pamiętam serię filmów z Bogartem, a nawet parę klasyków na... Polsacie, i to zupełnie niedawno. gdzieś to wszystko wyparowało nagle.
                • siostra.bronte Re: "Morderstwo doskonałe" [na bis] 20:00 TVN7 20.06.13, 19:00
                  Tak, to jakiś paradoks, ale w tamtych czasach jednak przywiązywano większą wagę do szeroko pojętej kultury.
                  Pamiętam np. przeglądy filmów Saury, Rohmera, Felliniego i Bergmana. I to w ludzkich porach. Jeszcze w połowie lat 90-tych leciał cykl "100 filmów na stulecie kina", w piątki o 20. Wyobrażacie sobie to teraz? Eisenstein, Hitchcock, Antonioni, Visconti itd. w prime timie? Co się porobiło z telewizją publiczną przez te lata?
                  • grek.grek Re: "Morderstwo doskonałe" [na bis] 20:00 TVN7 21.06.13, 16:28
                    ja bym nawet zaakceptował cykle współczesnych reżyserów :]

                    wg mnie, polityka zepsuła TVP.
                    w pewnym momencie nalezało oddać ją ludziom kultury, zapewnić
                    finansowanie z budżetu, aby nie musiała gonić się z komercyjnymi
                    kanałami.

                    taka Dobranocka....
                    tutaj 5 minut, a i to chcą likwidować.
                    w Czechach blok dla dzieci wieczorny trwa około godzinę.
                    inne myślenie.
                  • siostra.bronte Re: "Morderstwo doskonałe" [na bis] 20:00 TVN7 21.06.13, 20:02
                    No tak, weszły stacje prywatne i zaczęła się walka o widzów. Niestety chyba założono, że stają się coraz głupsi i mniej wymagający. A może faktycznie tak jest ?:)
                    • grek.grek Re: "Morderstwo doskonałe" [na bis] 20:00 TVN7 22.06.13, 14:29
                      nawet na pewno tak jest :]

                      tyle, że TVP nie powinna ścigać o oglądalność.
                      w ogole nie powinna się porównywac z komercyjnymi.
                      one muszą by przetrwac, TVP powinna mieć pieniądze by
                      byc od tego wolna.

                      tylko, widzisz : żeby TVP starczało funduszów, to musiałaby przestać
                      kręcić telenowele, pokazywac jarmarczne szoły i kupować z Ameryki
                      każde badziewie oraz zmniejszyć o połowę albo i lepiej ilośc stołków i
                      pensje dla towarzystwa, czyli - niewykonalne ;]

                      wiesz, to tak jak Trójka radiowa.
                      mają te swoje 5 % słuchalności i wystarczy.
                      realizują misję.
                      misja to właśnie 5 %, bo tyle osób znajduje w tym upodobanie.
                      ale po to są media publiczne.

                      i tak sobie myślę, że jakby TVP istotnie zaczęła misję realizować, to
                      znalazłoby się grono cwaniaków, którzy zaczęliby protestować przeciw
                      finansowaniu z budżetu programu o tak marnej oglądalności :]

                      u nas : tak źle i tak niedobrze :]
        • grek.grek Re: "Morderstwo doskonałe" [na bis] 20:00 TVN7 19.06.13, 13:59
          no i, Barbasiu ? jak tam 2 odcinek ?
    • grek.grek Kocham KIno "Once" na bis & 3-pak w KUlturze 20.06.13, 15:56
      okazuje sie, że i w KOcham Kino zdarzają się bisy.

      "Once" był 10 miesięcy temu.
      trochę rozmawialiśmy :] :

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,134764654,135404251,KOcham_Kino_ONce_jutro_.html
      dzisiaj o 23:15

      w Kulturze :
      21:10 Córy szczęscia, czyli trudne i bolesne życie rosyjskiej imigrantki w Polsce
      0:10 Grbavica, kobieca [pokoleniowa] trauma po doświadczeniach wojny domowej na Bałkanach [opisywaliśmy już kiedyś]; można tylko serdecznie polecić,
      1:45 Miłośc w przejściu podziemnym, eks-muzyk klasyczny żyje sobie jako kloszard i niczego mu nie brakuje, aż tu nagle trafia go anonimowa kasa od "dawnej miłości' - tylko której, bo było ich kilka ? ["Broken Flowers" pachnie]; Malajkat & scenariusz Pilcha.


    • pepsic Barbasiu, w kwestii Mad Men:) 21.06.13, 19:52
      Oglądasz nadal? Ja tradycyjnie słabo zorientowana jestem. Wczoraj zapadły mi w pamięci dwie mocne uczuciowo sceny, a mianowicie niekonwencjonalne oświadczyny kongresmena łapiące za serce, bo choć zwyczajne, to jakże wdzięczne i wiele mówiące: ożeń się ze mną (wszak skierowane do mężatki), czy szczere, acz bezlitosne wyznanie Betty, że nie kocha już męża, łza w oku mogła się zakręcić i nie koniecznie w kierunku Dona. W związku z tym mam pytanie, jak dalece potoczyła się znajomość Betty z kongresmenem. A także, że dobrze mi się wydaje, że Roger znudził się modą żonką i smali cholewki do Rudej?
      • barbasia1 Re: Barbasiu, w kwestii Mad Men:) 22.06.13, 00:03
        Oczywiście, że oglądam. :) Znakomity serial. Trzyma wysoki poziom.
        Jutro Ci wszytsko opowiem.

        /Założyłaś wcześniej dwa wątki, pisałaś m.in. o rodzinie Betty i Dona i że lubisz Rogera. Podchodziłam do odpowiedzi, ale w końcu nic z tego nie wyszło. Może teraz przy okazji tego postu spróbuję wrócić do tych postów. /
    • pepsic "3 pogrzeby Melquiadesa Estrady" za chwilę 21.06.13, 19:57
      na kulturze. Na przyzwoitym poziomie, ale jeśli dobrze kojarzę mało dynamiczne. Z Tommy Lee Jones'em.
      • grek.grek Re: "3 pogrzeby Melquiadesa Estrady" za chwilę 22.06.13, 15:31
        ech, co się pojawia w ramówce, to przegapiam.
        na szczęście, TVP KUltura będzie grać ten tytuł zapewne jeszcze wiele razy ;]]
    • grek.grek powtórkowa sobota telekinowa 22.06.13, 15:46
      no i znów zestaw powtórkowy...

      20:00 Speed w Polsacie.
      powtórzę, to co zwykle.
      kto nie oglądał - ma szczęście, bo to naprawdę porządnie zrealizowany thriller, z odpowiednią temperaturą, rozpisaną akcją i zrealizowany dynamicznie. za 10 lat to będzie już kultowy film :]
      sam bym chciał obejrzeć znów po raz pierwszy. a tak, jeśli zahaczam o powtórkę, to walczę o przetrwanie słuchając i oglądając egzaltowaną Sandrę Bullock ;]

      w Kulturze
      "Kopia mistrza"; był w Kocham Kino :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,1141448167,,Ojej_co_tu_wybrac_2012_vol_27_html?s=1&v=2
      a dzisiaj będzie w dwóch kopiach : 20:30 & 1:10

      w międzyczasie [ciągle Kultura] "Jej wysokośc Afrodyta" Allena [Barbasiu, szykujesz się na powtórkę ?], 23:30.
      szukajcie pośrodku :
      forum.gazeta.pl/forum/14,139101884,139582653,_Jej_wysokosc_Afrodyta_TYPKultura_20_20.html
      i w TV4 "PLuton" o 21:00.
      może uda mi się ponownie kogoś zachęcić :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,117123935,118777859,pluton_w_tvp_2_coz_klasyk_.html
      • maniaczytania Re: powtórkowa sobota telekinowa 22.06.13, 15:50
        to ja dorzuce jeszcze
        "Noce w Rodanthe" w TVN o 20.00 - melodramat oparty na powiesci Nicholasa Sparksa

        i "Wimbledon" - 21.55 na TVN7
        • siostra.bronte Re: powtórkowa sobota telekinowa 22.06.13, 15:55
          Lubię Diane Lane, ale Richard Gere raczej mnie zniechęca do "Nocy...".
          "Wimbledon" widziałam. Tylko dla fanów tenisa :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka