Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2014 - 11 (vol. 49)

    • siostra_bronte "Prawo i pięść" 25.11.14, 19:06
      W środę o 21.40 w Kulturze. Klasyk polskiego kina. Fantastyczna rola Holoubka. Wersja odnowiona cyfrowo, więc jakość znakomita. Polecam po raz kolejny!!

      Greku, obiecałeś, że obejrzysz przy najbliższej okazji :)
      • mozambique Re: "Prawo i pięść" 26.11.14, 09:08
        Holubek Holubkiem ale ta muzyka , mmm..mm..
        • siostra_bronte Re: "Prawo i pięść" 26.11.14, 18:30
          Tak, ballada w wykonaniu Fettinga jest piękna.
          • pepsic Re: "Prawo i pięść" 27.11.14, 19:57
            Nie tylko ballada, ale i swingowanie przy fortepianie również wielce nastrojowe. Klasa w pełni. Mistrz Komeda.
        • grek.grek Re: "Prawo i pięść" 27.11.14, 14:23
          yes, bardzo nastrojowa piosenka. co ciekawe, aktualna dla stanu ducha bohatera, zarówno na początku jak i na końcu filmu.
      • grek.grek Re: "Prawo i pięść" 26.11.14, 13:01
        dzięki, Siostro, za pamięć :]

        postaram się, ofk, obejrzeć.
      • grek.grek Re: "Prawo i pięść" 27.11.14, 14:19
        obejrzałem. dzięki raz jeszcze za zwrócenie uwagi :]

        opowieść jak z kina sensacyjnego, ale tak naprawdę najważniejszym punktem programu
        jest fakt, że rzecz się dzieje na ziemiach odzyskanych, a Kenig [rzeczywiście znakomita rola
        Gustawa Holoubka], to człowiek z dramatyczną przeszłością.

        facet wraca z wojny, walczył w PW, przeżył obozy koncentracyjne.
        chce tylko "spokoju", najlepiej na posadzie leśniczego w leśniczówce. zapomnieć o koszmarze wojny.

        i oto staje wobec sytuacji, w której musi sięgnąc po broń i zabijać. SWOICH. co z tego, że bandytów, skoro jednak Polaków. już na postoju musi zareagować i ocalić kobietę przed trójką potencjalnych gwałcicieli. I nie ma na to ochoty, ale krzyki są wyraźne, a dziewczyna z warkoczem [sen czy jawa ?] słyszy je tak samo jak on i wręcz domaga się od niego reakcji. A on chciałby być z daleka od wszystkiego,
        w nic się nie angażować.

        Rzeczywistośc go zmusza do działania. zarówno na stacji, jak i potem w miasteczku. Wojna odebrała mu wiele, ale nie zabiła w nim instynktu prawości. To jest doskonała obserwacja, wg mnie. z niechęcią, ale Kenig robi to wszystko, co dyktuje mu poczucie sprawiedliwości i porządku. widzieliście kiedyś równie złożoną postać szeryfa w westernach [zdązyłem przeczytać, że uznaje się ten film za westernowopodobny] ?

        do tego postać Anny.
        ona też była w obozach, podkreśla to kurtka od pasiaka, którą na początku nosi. ale i w niej instynkt nie zaginął, to ona go popycha "Musisz coś zrobić". Nie może mu spojrzeć w oczy, kiedy Kenig przyłącza się do bandytów, nie wiedząc, że robi on to w ramach podstępu. jest nim wtedy rozczarowana.

        ona nie chce mieszkać w lesie - "Bałabym się", odpowiada na jego pytanie. On w ciszy chciałby szukać spokoju i zapomnienia, ona w tej samej ciszy przeżywałaby bez przerwy miniony koszmar. doskonały dialog, w ogóle cała scena między nimi jest świetna.

        no i ten trzeci, Czesław, który na końcu staje po stronie Keniga.
        nie zgadza się jednak na rozładowanie samochodu wypchanego cennymi rzeczami do spieniężęnia. scena jest niezwykła "Nie zabiło mnie gestapo, więc ty mnie zabijesz ?!", powiada w rejtanowskim geście Czesław i kurde balans, jak tu go nie zrozumieć ?
        to taka sama reakcja na wojenne przeżycia, jak Andrzeja i Anny. on chce zapomnieć o koszmarze w leśnej ciszy, ona chce zapomnieć w gwarze miasta, Czesław chce zapomnieć zyskując jakąs podstawę materialną. Jego gest i słowa wskazują na to, że nie stracił instynktu prawości, nie zatracił moralnego kompasu, koszmar też ciągle ma w sobie, co odróżnia go od banditierki, która ewidentnie nastawiona jest na chamskie dorobienie się :]

        świetny film.
        sceny akcji nieźle nakręcone, a przede wszystkim dobrze dobrane jest miejsce - wyludnione, w "artystycznym nieładzie" miasteczko, no i ten salon hotelowy, w którym częsciowo się akcja rozgrywa - też klimatyczny.

        brakowało tylko tłumaczenia dialogów, które szły po niemiecku :] częściowo udało mi się je rozszyfrować, korzystając z oryginalnego zapisu na telegazetowej wersji dla niesłyszących [swoją drogą, zaledwie 4 programy TVP Kultura w takiej wersji, to zdecydowanie za mało - w Czeskiej Publicznej Telewizji tylko programy idące live nie mają tzw. ST, skrytych titulek, wszystkie inne są słowo w slowo podawane w wersji dle niesłyszących; tych ludzi jest wielu, współczuję im takiego traktowania przez TVP].


        • siostra_bronte Re: "Prawo i pięść" 27.11.14, 19:30
          Cieszę się, że tak Ci się podobało :) Niezwykłe jest to, że po tylu latach ten film w ogóle się nie zestarzał!
        • pepsic Re: "Prawo i pięść" 27.11.14, 20:00
          dziewczyna z warkoczem, sen czy jawa ?
          Ciekawa teza, nie wpadłam. Swoją drogą śliczna dziewczyna o naturalnej urodzie. Nawet na filmwebie szukają jej tożsamości.
      • pepsic Re: "Prawo i pięść" 27.11.14, 19:54
        Cieszę się, że obejrzałam, bo to taki kulturalny film i do smakowania. Aczkolwiek wydaje mi się, że Holoubkowi bardziej pasuje hamletyzowanie, niźli szeryfowanie.
        • siostra_bronte Re: "Prawo i pięść" 27.11.14, 20:02
          Super, że Ci się podobało :) Moim zdaniem Holoubek wypadł znakomicie. Jako "szeryf" z rozterkami jest bardzo przekonujący.
          • pepsic "Prawo i pięść" / "Zbrodniarz i panna" /"Festen" 27.11.14, 20:17
            Tak się rozsmakowałam w starych filmach, że dzisiaj z rozpędu zerknęłam na kryminał pt. "Zbrodniarz i panna" z Cybulskim i Krzyżewską oraz muzą Komedy (Kino Polska). Nie wiem dlaczego, jakoś tych filmów do tej pory nie doceniałam. Dla mnie świeżynki.

            * * *
            Jak już jestem przy głosie. Na dniach miałam przyjemność zapoznać się z rewelacyjnym dramatem skandynawskim "Festen" (Ale Kino). Prawdziwa uczta dla ducha. Od emocji aż iskrzy.
            • grek.grek Re: "Prawo i pięść" / "Zbrodniarz i panna" /"Fes 28.11.14, 14:10
              KUltura ostatnio sypie polską kinematografią lat minionych w sposób orgiastyczny :]
              tylko pochwalić.

              słyszałem o tytule [Festem], filmu ofk nie znam.
              pokusisz się o recenzję ? :]
              • mozambique Re: "Prawo i pięść" / "Zbrodniarz i 28.11.14, 14:33
                Festen Von Triera? dunski

                rodzinna drama na 115 fajerek

                jest sobie wiellk rodzinna uroczystosc ( czyli FESTEN po dunsku)_ urodziny seniora licznego rodu , ojca, męza, dziadka kocahengi i uwielbianego, zjezdza sie cala blizsza i dalsza rodzina do wielkiego wynajetego hotelu-pałacu. KAzdy z bagagzem swoich osobistych problemów , sa zdrady, proenesje malzenskie, oszustwa finansowe, jest córka z narzeczonym-Murzynem, jest wkoncu :widmo": siostry która niedawn popłenila samobójstwo.
                Sa fraki, wieczorowe suknie, torty, pieczone trufle, wino, szampan, po kolei jazdy wstaje i wyglasza toast za kochanego ojac,, męza, wuja , dziadka.
                No i jako ktorys z kolei wstaje najmłodszy syn , stuka nozem w kryształowy kieliszek, robi sie cicho i zaczyna toast - ze wobez tu wszytskich dzeikuje kochanem ojcu za dziecintstwo ( brawa zebranych) wspolne zabawy , naukę ( brawa zebranych) , wychowanie, wyksztalcenie ( brawa zebranych) .... oraz ... za to ze dziecinstwie jego i i jego kilkuletnią siostrę razem gwałcił co wieczór w łazience.
                ( ..cisza..)

                i tu ...cisza ...

                syn siada i dalej zabiera sie do jedzenia trufli srebrnymi sztućcami,
                cisza trwa

                dale trwa, ludzia gapią sie po sobie

                jakis wujek-dziadek zaczyn spiewac znana rodnną piosenkę , powoli wszyscy sie dołączają

                w koncu zabiera glos Bohater Dnia - wstaje , stuka w kieliszke, bierze szampana serdecznie dziekuej wszytkim zebranym za mile zyczenia i toasty

                i co dalej na razie nie napisze tylko polecam zobaczyć - w kazdym razie uroczystosc sie rozkręca i dłąwi w gardle

                pamietaj greku ze to Von Trier ( ten od Melancholii) wiec łatwo ani przyjemnie nei będzie
                • grek.grek Re: "Prawo i pięść" / "Zbrodniarz i 28.11.14, 16:35
                  dzięki, Mozambique :]

                  kapitalna zachęta :]
                  no i Lars, który się tematom tabu nie kłaniał...
                  mam nadzieję obejrzeć w stosownym terminie.

                  w każdym razie, entree, jakie opisałaś, pierwszoligowe :]
                • siostra_bronte Re: "Prawo i pięść" / "Zbrodniarz i 28.11.14, 17:57
                  Mała poprawka. Reżyserem jest Thomas Vinterberg. Ale film powstał zgodnie z zasadami "Dogmy" von Triera. Widziałam kiedyś kawałek, ale jakoś mnie zmęczył. Może będzie jeszcze okazja go zobaczyć.
                  • mozambique Re: "Prawo i pięść" / "Zbrodniarz i 28.11.14, 18:15
                    uuups. sorry. ale wtopa, no nie psrawdziłam

                    ale reczywiscie zasada Dogmy - naturalne swiatlo, ujecia z reki, "drżąca" kamera, naturalny dziwęk, wszystko daje zludzenie ze tez jeset gosciem na tym przyjeciu i podpatrujesz ich wszystkich zand tego samego stołu

                    ja rzeczywiscie opaisalam tylko starter czyli tzresienie ziemi
                    bo potem napięcie tylko wzrasta
              • pepsic "Festen" 02.12.14, 19:19
                Mozambique mnie wyręczyła. Trudno zatem coś dodać. Może to, że akcja przykuwa uwagę, a widz koncentruje się na zapytaniu, dlaczego ludzie potrafią być tak bardzo poprawni politycznie i pozostają tak wielkimi hipokrytami nawet w obliczu oczywistych i przerażających okoliczności.
          • grek.grek Re: "Prawo i pięść" 28.11.14, 14:04
            dzięki Tobie :] inaczej bym znów pewnie przegapił.

            yes, świetna rola. jego maniera teatralna jest tutaj bardzo istotna.
        • grek.grek Re: "Prawo i pięść" 28.11.14, 14:09
          ciekawa uwaga, Pepsic.

          mnie się wydaje, ostrożnie, że ten "hamletyzujący', teatralny styl Holoubka idealnie pasuje do postaci Keniga. on własnie hamletyzuje ":] ostatecznie wybiera czyn, działanie, ale ile się przedtem namyśla, kalkuluje, naczeka do ostatniej chwili..
          • siostra_bronte Re: "Prawo i pięść" 28.11.14, 17:59
            Masz absolutną rację.
    • grek.grek Kocham Kino "W rytmie serca" 27.11.14, 17:26
      23:00 i 2:45 w Dwójce, ofk :]

      z opisu : Tom miał "mieszanych" rodziców - matka była doskonałą pianistką, a ojciec szemranym biznesmenem. po ojcu Tom odziedziczył skłonność do lewych interesów, a po matce... no własnie - kiedyś się uczył grać na pianinie, ale porzucił to zajęcie.
      kiedy jednak na jego drodze staje menadżer zajmujący się karierą jego matki, Tom próbuje wrócić na ścieżkę muzycznych zainteresowań.

      przedstawia się całośc jako "dramat", więc tytuł niczym z filmu tanecznego wyprodukowanego w stajni TVN może być mylący ;]

      8 Cezarów. trudno o lepszą rekomendację :]

      Jaquees Audiard zrobił "Proroka", który kiedyś omawialiśmy, i który miał świetne przyjęcie w kinie europejskim.

      z jego filmowego biogramu wynika, że kręci rzadko, ale jak już kręci, to film zdobywa nagrody, zapraszany jest wszędzie i generalnie - gośc nie pudłuje.

      skoczymy ? :]
      • siostra_bronte Re: Kocham Kino "W rytmie serca" 27.11.14, 19:32
        Słyszałam bardzo pozytywne opinie. Niestety, przez pewien czas będę odcięta od tv, więc pozostaje mi liczyć na Twoją recenzję :)
        • pepsic Re: Kocham Kino "W rytmie serca" 27.11.14, 20:01
          A ja ograniczony dostęp na netu.
          :(
          • siostra_bronte Re: Kocham Kino "W rytmie serca" 27.11.14, 20:08
            Nie wiem, co jest gorsze :)
            • pepsic Re: Kocham Kino "W rytmie serca" 27.11.14, 20:20
              Co jak co, ale do czytania naszego wątku zawsze się jakoś zorganizuję, gorzej z pisaniem, a raczej większym rozpisywaniem.
      • pepsic Re: Kocham Kino "W rytmie serca" 27.11.14, 20:24
        Brzmi niezwykle zachęcająco, gorzej z nieszczególną porą nadawania, tudzież ... tytułem:)
        • grek.grek Re: Kocham Kino "W rytmie serca" 28.11.14, 14:06
          no tak, tytuł wyjątkowo taneczno-talentszołowy :]
          film rozwiewa wątpliwości co do istnienia jakichkolwiek związków między nimi.
      • barbasia1 Re: Kocham Kino "W rytmie serca" 27.11.14, 23:07
        Późno! Na pewno nie obejrzę całego filmu.
        Liczymy zatem na Ciebie!? :)


        • grek.grek Re: Kocham Kino "W rytmie serca" 28.11.14, 13:50
          z chęcią streszczę :]

          rzecz się dzieje w Paryżu i o dziwo tym razem na żadnym kadrze nie figuruje Wieża Eiffela.

          Thomas Seyr, jako się rzekło, zajmuje się dochodową profesją tzw. czyściciela kamienic. pomagaja mu dwaj koledzy. Czasami zdarzy im się jakiś pustostan do sprzedania na lewo, albo coś w tym stylu. Nie jest to ofk zgodne z prawem, ale za to działa bardzo dobrze i przynosi im odpowiedni dochód.

          Tom idzie w ślady ojca, dzisiaj starszego pana z blond grzywą. Ojciec się jednak starzeje i powoli zaczyna wypadać z biznesu. a to nie umie wyegzekwować pieniędzy od zadłużonego arabskiego właściciela bistro, a to znów popada w konflikt z rosyjskim mafiosem, który nasyła na na niego swoich siepaczy, żeby mu rozbili nos... Stary ciągle pozuje na maczo, przez moment nawet prowadza się z młodszą kochanką, z którą ma zamiar się ożenić, ale w istocie jest to już emeryt. Dlatego ciągle prosi Toma o pomoc. No i biedny Tom musi przydusić Araba, żeby kasę oddał; kochankę wybadać, czy nie zależy jest tylko na ojcowskiej kasie, a jak przychodzi do Rosjanina, to... to Tomowi pozostaje powiedziec tatkowi "Nic się nie da zrobić, facet jest za mocny". W istocie tak właśnie jest. Tomowi udaje się jedynie uwieść jego młodą nałożnicę, w scenie dośc mało wiarygodnej zresztą.

          najpierw Tom jest przekonany, że ta 40 lat młodsza ojcowa kochanka, to po prostu łowczyni posagów starszyych panów, ale kiedy kochanka nagle opuszcza ojca [jegomośc okazał się cholerykiem nie do wytrzymania] - spotyka się z nią i prosi by wróciła i pilnowała starego, informowała o jego zachowaniach i stanie zdrowia. Ot, prosi ją o szpiegowanie :] Z troski o własnego staruszka. Dziewczyna jest modelką, więc Tom proponuje jej lepszą dniówkę niż mogłaby zarobić na sesjach.

          matka Thomasa nie żyje. zmarła przed laty, ale póki żyła Thomas ćwiczył grę na pianinie. Matka była renomowaną pianistką, więc syn chcąc nie chcąc interesował się graniem. Po jej śmierci wszystko się rozleciało, Tom wybrał życie w stylu własnego ojca.

          pewnego dnia Thomas zauważa na ulicy dawnego impresaria matki. Wyskakuje z samochodu i biegnie do niego. Rozmawiają chwilę, a impresario zaprasza go na przesłuchanie pianistyczne, które za kilka tygodni będzie miał w Paryżu. Poszukuje nowych talentów. Tom nie grał od ponad 10 lat, ale impresario pamięta, że miał on smykałkę - "Przyjdź", zachęca go.

          Tom bardzo bierze to sobie do serca. Dlaczego ? możliwe, że nie odpowiada mu życie które prowadzi; możliwe, że głęboko w sobie wspomina matkę, której mu brakuje; możliwe, że kochał pianino, a sztuka przenosiła go w lepszy świat; a może obserwacja ojca, który się po prostu stacza i jest coraz bardziej groteskowy, w którego osobie Tom widzi siebie za te 30 lat... możliwe, że wszystko po trosze decyduje o tym, że zaczyna się rozglądać za jakimś miejscem, w którym mógłby potrenować do tego przesłuchania.

          W konserwatorium przyjmuje go profesore, ale usłyszawszy, że Tom ma prawie 30 lat, nie grał od czasów dziecięcych, a ambicje ma w kierunku koncertowania - stara się mu taktownie wytłumaczyć, że to za późno i nie można mu pomóc. Przypadkiem rozmowę słyszy student chińskiego pochodzenia i proponuje Tomowi usługi swojej koleżanki, która właśnie przyleciała do Paryża z Pekinu. Jest klasową pianistką, a tutaj dostała stypendium.

          Problem z dziewczyną jest taki, że nie mówi w ogole po francusku. Ani w żadnym innym języku, poza odrobiną angielskiego. Tom nie zna zaś żadnej innej mowy poza ojczystą.

          Zaczynają się u niej spotykać, Tom wybiera sobie do zagrania "Toccatę" Bacha i piłuje bez przerwy ten sam kawałek. Ona słucha i mu podpowiada. W chińszczyźnie ;] On nic nie rozumie. W takim układzie ona przechodzi na język migowy i pokazuje mu co i jak, zamiast tłumaczyć. Uniwersalnym językiem porozumienia staje się po prostu słownik terminów muzycznych. Tom jeszcze pamięta, co znaczy np. "bardziej adaggio", więc lekcje przynoszą coraz lepsze efekty.

          Pianino zmienia Toma. siedzi w bistro i udaje że gra, idzie ulicą i udaje że gra, siedzi w domu i udaje że gra. Ciągle gra w myślach tę swoją "Toccatę". I uśmiecha się do niej.

          Tyle, że nie da się ot tak zerwać z kolegami i interesem prowadzonym razem z nimi. Jak trzeba, to będą tak długo dobijać się do drzwi, że musi im otworzyć i pojechać z nimi na kolejną akcję "oprózniania budynku z niepożądanego elementu lokatorskiego", aby klient mógł go sobie od nich kupić.

          Jeden z kolegów regularnie zdradza żonę. Tom robi za jego alibi. Kiedy kumpel chce wyskoczyć ze swoją prostytutką na miły wieczorek tet a tet, Tom zaświadcza przed żoną, że idą razem na kolację biznesową. Tak to się plecie, aż do momentu, kiedy przypadkiem żona odkrywa ich sekret. Tom wyznaje jej wówczas, że dlatego pomagał jej męzowi, bo jest w niej zakochany. POkrętne, ale bardzo prawdopodobne. tego samego wieczora, zaczynają ze sobą romansować. Ona nie odchodzi od męża, a kiedy mąz znika, nieświadom że jego alibi leży i kwiczy, jego miejsce w jej łózku [albo w swoim własnym] zajmuje Tom. I tak to się kręci, ku przyjemności całej trójki :]

          Ostatnia próba przed przesłuchaniem wypada bardzo dobrze. Pani Chinka jest z Toma zadowolona. Pokazuje mu "Nie ćwicz już. Teraz tylko odpoczywaj". Byłoby miło... w noc przed przesłuchaniem koledzy znów wyciągają Toma na akcję "czyszczenia".

          może dlatego, że się nie wyspał, a może dlatego że nie da się nadrobić w 2 tygodnie straconych 15 lat, Tom przepada.

          IMpresario zna go od dziecka, więc kiedy Tom 3 razy zaczyna swoją "Toccatę" i nie potrafi wyjść poza pierwsze kilka taktów starszy pan mówi "Nie przejmuj się, zadzwoń jak będziesz gotowy". Tom wychodzi i jest załamany. Dlaczego nie umie zagrać przy kimś innym ? "Gdy gram sam, wychodzi mi doskonale", tłumaczy się bardziej przed sobą, niż przed nim.

          Ojciec Thomasa nie przyjmuje do wiadomości, że rosyjski mafioso jest za dużą figurą, by się na niego porywać i odpłacać mu pięknym za nadobne. Stary popełnił błąd wchodząc z nim w interesy, dał się wydutkać i czas zapomnieć. Ale on nie umie. Pewnego wieczora Tom znajduje go w jego mieszkaniu - martwego. Chałupa wygląda jak po przejściu tornada. Zapewne ojciec przecenił swoje możliwości...

          Wtedy najpewniej, Tom decyduje się odejśc z branży. Zmienić swoje życie,.póki jeszcze się da.

          Mijają 2 lata. Widzimy Toma wypróbowującego pianino w wielkiej pustej sali koncertowej. Jutro odbędzie się tam występ. Wygląda na to, że on będzie grał. Jakie ma zamaszyste ruchy, jaka pewność siebie... czyżby te 2 lata ćwiczył bez wytchnienia ?

          Potem Tom jedzie na ten występ. Razem ze swoją Chinką. Referuje jej raport o jakichś obowiązkach, spotkaniach... Już w budynku, Tom napotyka rosyjskiego mafiosa, który zabił jego ojca [a przynajmniej wszystko na to wskazywało]. Zamiast iśc na koncert - wdaje się w bójkę z nim. POwala go, ale nie zabija. Ledwie się powstrzymuje od strzelenia mu w twarz.

          Potem myje się w łazience, opatruje palce, i nadal ze śladami po bójce - wkrada się cicho na widownię. KOncert gra jego Chinka.

          A zatem, Tom został jej impresariem :] Taki sobie znalazł sposób na nowe życie. POwrotu do własnej przeszłości nie ma, ale żal za jej utratą można spożytkować pomagając komuś innemu w osiągnięciu tego, czego on sam już nigdy nie dokona.

          • grek.grek Re: Kocham Kino "W rytmie serca" 28.11.14, 14:00
            film bez fajerwerków i cudów na patyku, realistyczny, rzetelny, stąpający po ziemi, nawet muzyczne uniesienia Thomasa są pokazane w stonowanej formie "] czuje się jednak jego energię, w głównej mierze dzięki świetnej muzyce, przytomnym zdjęciom i Romainowi Durisowi grającemu znakomitą rolę.

            całe szczęście, tak sobie myślę, ze to nie Thomas robi te pianistyczną karierę, bo to by był happy end w stylu hollywodzkim. Swoje biznesowe talenta, odłożone kapitały oraz świezo odzyskaną miłośc do muzyki ukierunkowuje na pomoc swojej chińskiej przyjaciółce. W ten sposób jest w stanie pomóc także sam sobie. Ukoić własne poczucie zmarnowanych lat.

            Optymistyczne zakończenie, ale wcale nie prostackie czy wymuszone.
            ZMiana jest możliwa, rozczarowanie można przekuć w satysfakcję, nigdy nie jest za późno by odzyskać przeszłośc, nawet jeśli w formie innej niż oryginał.

            oprócz zdjęc, muzyki i Durisa - bardzo dobry drugi plan aktorski, urodziwe kobiety i płynnie mieszające się sceny z "pracy czyścicieli kamienic" z klimatem sal koncertowych i dźwiękami "Toccaty" Bacha. Interesujące, sprawnie zrobione, z morałem.
          • grek.grek Re: Kocham Kino "W rytmie serca" 28.11.14, 16:39
            może do tego trailer :
            www.youtube.com/watch?v=LtKZso_wFZ4
            • siostra_bronte Re: Kocham Kino "W rytmie serca" 28.11.14, 18:04
              Dzięki, Greku :)

              Szkoda, że nie mogłam obejrzeć, bo Twoja recenzja jest bardzo zachęcająca.
              • grek.grek Re: Kocham Kino "W rytmie serca" 29.11.14, 17:12
                dzięki, Siostro :]

                Kultura na pewno pokaże ten film [powtórkowo].
    • barbasia1 Żegnaj J23, żegnaj Panie Samochodziku! 27.11.14, 23:20
      m.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,117915,17035210,Stanislaw_Mikulski_nie_zyje__Odtworca_roli_kapitana.html
      • grek.grek Re: Żegnaj J23, żegnaj Panie Samochodziku! 28.11.14, 14:03
        te role pozostaną na zawsze.

        pamiętam też Mikulskiego w scenie z "Kanału", kiedy próbuje się przedostać do włazu rozbrajając pozostawioną przez hitlerowców girlandę granatów.
        • barbasia1 Re: Żegnaj J23, żegnaj Panie Samochodziku! 28.11.14, 17:41
          Yes. :)

          wyborcza.pl/1,75478,17035272,Stanislaw_Mikulski___ofiara_kapitana_Klossa__ROZMOWA.html
          • siostra_bronte Re: Żegnaj J23, żegnaj Panie Samochodziku! 28.11.14, 18:08
            Co tu dużo pisać, kapitalna rola Hansa Klossa. Zresztą, moim zdaniem "Stawka..." to najlepszy polski serial rozrywkowy ever. I już nic go nie przebije. Nie tak dawno widziałam "Ewa chce spać" i Mikulski był uroczy w roli dzielnego milicjanta.
            • barbasia1 Re: Żegnaj J23, żegnaj Panie Samochodziku! 28.11.14, 18:24
              Prawda. Wielka popularność, którąz dobył ten serial także w innych krajach także tego dowodzi.

              www.filmpolski.pl/fp/index.php?fotos=162363_8&galeria=152363
        • barbasia1 Re: Żegnaj J23, żegnaj Panie Samochodziku! 28.11.14, 18:26
          grek.grek napisał:

          > pamiętam też Mikulskiego w scenie z "Kanału", kiedy próbuje się przedostać do w
          > łazu rozbrajając pozostawioną przez hitlerowców girlandę granatów.

          "Kanał":
          www.filmpolski.pl/fp/index.php?fotos=162392_4&galeria=14377
    • grek.grek rosyjski "Faust" w Kulturze 28.11.14, 16:31
      20:20 i 2:35

      oryginalna i twórcza ponoć wersja klasyki Goethego. Złoty Lew w Wenecji 2011 r.

      postaci są te same, ale warianty ich motywacji i rysy osobowościowe [zwłaszcza Fausta] nieco inne niż w kanonicznym dziele. No i co najważniejsze, reżyser Sokurow odnosi się do swojej, rosyjskiej, kultury, historii i współczesności.

      zatem.... skaczemy kangurzaście, Czcigodni ? :]

      PS : Kultura naprawdę się spisuje tej jesieni. cała masa dobrych filmów, festiwalowych, nagradzanych, można by rzec - dzięki Kulturze można "wyskakać" :] całkiem pokaźny kawałek światowego kina, tego co w nim dobre, bardzo dobre, a niekiedy nawet - najlepsze [w ostatnich laatch]. do tego przeglądy filmów Saury, Langa, Felliniego. brawo :]
      • barbasia1 Re: rosyjski "Faust" w Kulturze 28.11.14, 17:30
        O! Skaczemy! :)
        • grek.grek Re: rosyjski "Faust" w Kulturze 29.11.14, 14:24
          skoczyłaś, Barbasiu ?, skoczyliście, Czcigodni ?

          jam skoczył :]

          generalnie, z oryginalnego Fausta zostały tylko postaci, aczkolwiek Mefistofeles nie ma tutaj nawet swojego właściwego imienia. Być może dlatego, że po prostu cholera z niego, a nie diabeł ;]

          w ogole nie ma tutaj wątków metafizycznych. jest bardzo przyziemnie. z Bogiem nikt się nie spiera, bo "Boga nie ma", jak zgodnie uznają wszyscy bohaterowie, a skoro Boga nie ma, to i diabeł nie istnieje, nawet jesli niektórzy wierzą, że bad guy może istnieć bez good guya, heh.

          Faust, syn zaangażowanego lekarza, nie bardzo chce iśc w ślady ojca. Szuka duszy w człowieku, za pomocą wykonywania sekcji zwłok kolejnych trupów wyciągniętych z grobów [ksiądz bierze w łapę]. Czy dusza jest w stopach ? a może w wyprutych kiszkach ? zmęczony jest Faustino swoimi dylematami. I głodny, ale nie wiedzy, lecz normalnego jadła i napitku też. A poza tym, kolejne bezowocne badania i dociekania spustoszyły jego finanse. Udaje się więc do miejscowego lichwiarza, właściciela miasteczkowego "lombardu", żeby zastawić tam pierścień drogocenny. No i od tego momentu on i Lichwiarz są ze sobą połączeni na dobre. Lichwiarz to właśnie figura Mefisofelesa z oryginału.

          wkrótce zniechęcony Faust odżywa, za sprawą uczucia do młodej Małgorzaty. widzi ją pierwszy raz w pralni, gdzie wesołe kobieciny zajmują się tym czym praczki zwykły się zajmować. I od tego czasu pragnie posiąść dziewczynę. zero romantyzmu, aczkolwiek Henryk zachowuje się z niezbędną kulturą. to jego motywacje są proste i niewyszukane.

          Lichwiarz w końcu podpisuje w nim cyrograf, i to krwią zainteresowanego, ale w zasadzie... czymże on mu pomaga w zdobyciu dziewczyny ? ot, co najwyżej uwagą o tym, że powinien wkraść się w jej myśli, a kiedy Faust głowi się, jak to zrobić - Lichwiarz twierdzi, że to prosta rzecz. Nie mówi jednak w jaki sposob tego dokonać, na to Faust musi sam wpaść. Lichwiarz podpowiada mu tylko tyle, że Małgorzata spowiada się codziennie w kościele. A zatem, wystarczy aby Henryk ukrył się w konfesjonalne i podsłuchał jej wyznań. A właściwie tylko jednego - Małgorzata nienawidzi swojej matki i uważa to za grzech.

          kiedy więc Faust porusza ten temat, ostatecznie przekonuje ją do siebie. Oczywiśćie ! - wcześniej są spotkania, gesty, długa rozmowa po pogrzebie brata Małgorzaty, którego zabił... Henryk. W tym czasie Lichwiarz pomaga Faustowi prowadzając się z matką Małgorzaty i w ten sposob odciagając ją od nadzorowania córki.

          tak, Faust zdobywa Małgorzatę. Wydaje się nawet, że coś tam więcej się między nimi rodzi - nagle ekran rozświetla złotawy blask, a oni patrzą sobie głęboko w oczy. tyle, że w świetle późniejszych zdarzeń ta scena wygląda jak ironiczna zabawa reżysera. Małgorztaa poznaje prawdę o zabójcy swego brata, a mimo to Faust zostaje jej kochankiem. "Na jedną noc ? ale masz życzenie, niech cię...", drwi Lichwiarz z Henryka. Ale tak jest w istocie. co lepsze, zaraz po... akcie [nie pokazanym] Faust zainteresowany jest tylko i wyłącznie... biologicznością śpiącej Małgorzaty. zagląda jej między nogi, deliberuje, a potem sobie idzie. Po jego wyjściu do łózka z dziewczyną zbliżają się z róznych stron jakieś przedziwne stwory, niczym skrzyżowanie zombie z kosmitami. czy to będzie [alternatywna do tej oryginalnej] cena jaką Małgorzata zapłaci za romans wymyslony i przeprowadzony pod diabelskie dyktando ? tylko kim są te stwory ?

          Lichwiarz nieustannie gdzieś prowadza Fausta. ciągły ruch, no to by się przynajmniej zgadzało z oryginalnymi ideami ;]

          są w obskurnym barze, są w norze Lichwiarza [bo domem tego nie sposób nazwać], nagle przesiadają się do powozu, gdzie napotykają pijanego Rosjanina, włóczą się po miasteczku, mijają kościół [Lichwiarz wypróźnia się pod tym kościoołem, Faust zwraca mu uwagę "Robisz to pod kościołem ? przecież tak nie wolno", na co Lichwiarz odpowiada "Masz rację, lepiej to robić w środku"],. czasami wdają się w jakieś awantury, a Lichwiarz obrywa równo od wszystkich - zarówno z kopa jak i słownie :]

          w ostatnim akcie Lichwiarz prowadzi Fausta w góry, gdzie doktor obcuje z duchami zmarłych zołnierzy, "wciąż czującymi się jak na wojnie". Pragną go te zombie ludzkie zatrzymać, więc Lichwiarz wyciąga go za ręce z ich uścisku i wiedzie dalej. W końcu Henryk ma dośc jego ględzenia, pragnie się od niego uwolnić, wrzuca go w jakąs dziurę i przysypuje kamieniami, a Lichwiarz jęczy "Jeszcze za mną zapłaczesz". Faust idzie zaś dalej, sam, przed nim widać ośnieżone wzgórza. Wykrzykuje zachęcając siebie samego do wędrówki. tym się kończy nieustannośc ruchu ? wiedzie w maliny czy ku światłu [droga na horyzoncie istotnie jest okraszona słońcem] ? te werrsja Fausta ma się dziać w XIX wieku, więc można zakładać, że zwiastuje początek nowoczesności jaką znamy, a więc postęp, odkrycia, rozwój cywilizacyjny, ale w jego następstwie także wojny, wyzysk i prymat zysku.

          pojawia się postać Wagnera, ucznia Fausta, który oskarża doktora o to, że go okradł z idei i pieniędzy. Wagner rozmawia, na wpół obłąkanym szeptem, z Małgorzatą i pokazuje jej swój skarb - "ubermensch", "człowiek stworzony przez człowieka". w tej wersji "ubermensch' jest jakimś odrażającym eksperymentem genetycznym, pokraką mieszczącą się w słoju, mającą twarz starego łysego dziada. Wagner tłumaczy że połączył jakieś paskudztwa z "wyciągiem z wątroby hieny" i wyszło mu to, co wyszło. I jest dumny. świadectwo czasu i zapowiedź przyszłości, ideologii które przeorały XX wiek.
          • grek.grek Re: rosyjski "Faust" w Kulturze 29.11.14, 14:47
            ta pokraka w słoju [który zresztą tłucze się i pokraka ląduje w błocie], to tylko część brzydactw zaprezentowanych na ekranie.

            największym jest sam Lichwiarz. W pralni bez żenaady się rozbiera i zażywa kąpieli w "baseniku" z wodą. Jego ciało wygląda jak odwłok robaka, poskręcane, z mini-ogonkiem na monstrualnym tyłku, a za to bez jakichkolwiek cech płciowych z przodu. Do tego gość ma rzadkie rude włosy i porusza się jakby był w ciązy. Tylko oczy. Oczy ma przenikliwe i ciekawe. doskonały jest aktor - Anton Adasinsky, wspaniała rola. Kiedy go poniewierają, kopią i lża, wcale nie zachowuje się godnie. wdaje się w przepychanki, histerycznie próbuje się rewanżować, a że nie umie się bić, to wygląda podwójnie żenująco. Niekoniecznie stac go na ironię, dystans i humor, choć jego riposty i uwagi bywają cięte i celne. daleko mu do Mefistofelesa Goethego. a naczelny tekst "Jam jest tą siłą, która zła pragnąc..." - pojawia się, owszem, ale nie w jego wykonaniu. Nie ma też kanonicznego "TRwaj chwilo, jesteś piękna"> moze dlatego, ze żadna chwila nie jest tutaj piękna, żadna nie koi faustowskich ciągot.

            sekcja zwłok jest ohydna, zwłoki są ohydne, a film zaczyna się od kadru... męskich genitaliów :]. Knajpa jest brzydka, ludzie są brzydcy, miasteczko nie powala urodą, niemniej - gdyby z kadrów Brunona Delbonnela wydestylować samą tylko sztukę malowania ekranu, można by mówić o prawdziwej urodzie tych zdjęć. Kolory są pastelowe, ciemne, żadnych intensywnych barw, ale bywa naprawdę klimatycznie - jak podczas rozmowy Małgorzaty i Fausta wracających do miasteczka po pogrzebie jej brata. Odbywa się ona w okolicznościach gajowej przyrody - tu skałka jakaś, tutaj droga opadająca w dół, tutaj jakieś gałęzie, a tam krzaczek. No i ta kolorystyka. Zdjęcia są naprawdę pyszne.

            rozmowa. nonstop z ekranu leci dialog :] albo monolog.
            czasami nie wiadomo, kto z kim rozmawia. Słowa fruwają jak kule z kałasznikowa. Monologowe kwestie Fausta mieszają się z dialogiem prowadzonym przez niego i Lichwiarza. Bez prrzerwy ktoś "nadaje". Aż człowiekowi odbór siadać zaczyna ;] Ale serio, jest to ciekawe, zmusza do koncentracji.

            Sam Faust [Johannes Zeiler] też nie jest amantem, ale w przeciwieństwie do oryginału - od początku jest w miarę młody ;] Naturalnym pięknem emanuje tylko Małgorzata i na to nawet pan Sokurow się nie zamachnął - Isolda Dychauk jest idealnie dobrana, spełnia wszelkie walory faustowskiej fantazji erotycznej, jest niewinna, świeża i wyróznia się na tle tej całej menażerii.

            słowem - dużo wizualu, naturalizmów, zejście w człowieczeństwo proste i przyziemne, żadnych Bogów, zakładów i pojyedynkówo duszę, szlachetnych pobudek stojących za konszachtami z diabłem, żadnego zwyciężania nad diabłem, a nawet żadnego upadku duchowego :] Wersja zdecydowanie odnosząca oryginalne motwy z Goethego do najzupełniej realnej historii ludzkości datowanej tutaj od XIX wieku.



            zatem, wg mnie : bardzo intrygujący, interesujący film
            • barbasia1 Re: rosyjski "Faust" w Kulturze 29.11.14, 16:31
              Dzięki, Greku.
              Niełatwa rzecz, ale postaram się obejrzeć wkrótce.

              W miejsce komentarza, wklejam link do rozmowy Michała Montowskiego i prof. Zbigniewem Mikołejka (w radiowej Dwójce) na temat filmu Sokurowa, sama jestem jej bardzo ciekawa:

              www.polskieradio.pl/8/402/Artykul/544647,Co-zrobic-z-diablem-po-smierci-Boga
              • grek.grek Re: rosyjski "Faust" w Kulturze 29.11.14, 17:17
                warto spróbować. brzydko jest, ale specyficznie brzydko, bo jeśli zapomnieć o kanonach piękna i
                spróbować w tej brzydocie dostrzec choćby formę sztuki operatorskiej autora zdjęć - to już lepiej
                się ona prezentuje :]

                dzięki.

                przypomniałaś mi, Barbasiu - jeśli znajdziesz chwilę, zajrzyj do Szczerotoku, w ostatnim wydaniu jest godzinna rozmowa o Zygmuncie Kałużyńskim [i wokół niego].
                • barbasia1 Re: rosyjski "Faust" w Kulturze 29.11.14, 19:27
                  Yes. :)

                  > przypomniałaś mi, Barbasiu - jeśli znajdziesz chwilę, zajrzyj do Szczerotoku, w
                  > ostatnim wydaniu jest godzinna rozmowa o Zygmuncie Kałużyńskim [i wokół niego]

                  Pewnie w związku z 10 rocznicą śmierci Zygmunta Kałużyńskiego?
                  • grek.grek Re: rosyjski "Faust" w Kulturze 30.11.14, 17:02
                    o yes :]
          • grek.grek Re: rosyjski "Faust" w Kulturze 29.11.14, 14:57
            trailer :
            www.youtube.com/watch?v=G4zLlLfYGmU
            • barbasia1 Re: rosyjski "Faust" w Kulturze 29.11.14, 15:41
              Świetnie, żeś obejrzał "Fausta". Zaraz będę czytać. Wybacz ja w ostatniej chwili zrobiłam zwrot skoczyłam w mniej ambitny film, w "Hobbita" . Zaraz napiszę dwa słowa o "Hobbcie".

              :)
            • barbasia1 Re: rosyjski "Faust" w Kulturze 29.11.14, 16:54
              PS
              Postać diabła z filmu Sokurowa mocno odbiega od jego stereotypowego wizerunku eleganckiego pana ze szpiczastą bródką i różkami, prawda?

              Zwróciłam już na to uwagę, czytając Twój post:

              sam Lichwiarz. W pralni bez żenaady się rozbiera i zażywa kąpieli w "baseniku" z wodą. Jego ciało wygląda jak odwłok robaka, poskręcane, z mini-ogonkiem na monstrualnym tyłku, a za to bez jakichkolwiek cech płciowych z przodu. Do tego gość ma rzadkie rude włosy i porusza się jakby był w ciązy. Tylko oczy. Oczy ma przenikliwe i ciekawe. doskonały jest aktor - Anton Adasinsky, wspaniała rola.



              • grek.grek Re: rosyjski "Faust" w Kulturze 29.11.14, 17:15
                ok, podział "pracy', to klasyka dialektyki markistowskiej ;]

                zdecydowanie, diabeł jest pokraczny i nie ma tutaj żadnej zagwozdki, jakiegoś zawahania przy
                jego klasyfikacji - po prostu jest fe! i już. żadnych dwuznaczności.
                • barbasia1 Re: rosyjski "Faust" w Kulturze 30.11.14, 16:37
                  grek.grek napisał:

                  > ok, podział "pracy', to klasyka dialektyki markistowskiej ;]

                  Hihihihi! :))


                  Ale co z tym Bogiem? ;)
                  • grek.grek Re: rosyjski "Faust" w Kulturze 01.12.14, 14:04
                    Bóg milczy ;]

                    a bohaterowie zgadzają się, że Boga po prostu nie ma. może dlatego także i diabeł jest dośc umowny, pozbawiony wdzięku, a nawet jakichkolwiek czarodziejskich mocy.
                    człowiek decyduje o wszystkim.
    • siostra_bronte "Hobbit" 28.11.14, 18:52
      Dzisiaj o 20.00 w tvn. Chyba tylko dla fanów Tolkiena, tudzież młodszej widowni, bo nie widzę na forum żadnych zapowiedzi :) Obejrzałabym choćby kawałek, żeby zobaczyć Martina Freemana w pełnej stylizacji, ale jak pisałam nie mam dostępu do tv.
      • barbasia1 Re: "Hobbit" wTVN 28.11.14, 19:46
        Zapomniałam na śmierć! Widziałam zapowiedź w TVN miałam napisać już kilka dni temu!

        To może Greka zaocznie oddeleguję do "Fausta"!? A sama skoczę w "Hobbita".
        Obym tylko tam nie utonęła sama. ;)
        • siostra_bronte Re: "Hobbit" wTVN 29.11.14, 17:07
          Czekam na obiecane wyżej dwa słowa :)
          • barbasia1 Re: "Hobbit" wTVN 29.11.14, 19:23
            siostra_bronte napisał(a):

            > Czekam na obiecane wyżej dwa słowa :)

            Zapatrzyłam się na Greka i się rozpisałam ...

            forum.gazeta.pl/forum/w,14,155338425,155710622,Re_Hobbit_.html
      • barbasia1 Re: "Hobbit" 29.11.14, 19:22
        Więc, jeśli chcesz wiedzieć Bronte, Martin Freeman idealnie pasuje fizjonomią do roli poczciwego hobbita, zdolnego jest do wielkich , bohaterskich czynów na polu walki, kiedy sytuacja tego wymaga.


        Z bujną czupryną, wielkimi uszami, owłosionymi wielkimi stopami zupełnie nie przypomina dzielnego doktora Wilsona, przyjaciela i pomocnika Sherlocka Holmesa.

        Akcja filmu "Hobbit. niezwykła podróż" dzieje się 60 lat przed wydarzeniami opisanymi we "Władcy pierścieni".

        Bilbo Baggins, który opisał te wydarzenia w swojej książce, zostaje podstępnie zwerbowany przez Gandalfa jako 14 kompan, "włamywacz", do drużyny krasnoludów, którzy pod wodzą swego księcia Thorina Dębowej Tarczy (szalenie przystojny w zbroi, długich kruczoczarnych włosach włosach i brodzie Richard Armitage), wyruszają na wyprawę, by pokonać smoka Smauga i odbić dawną siedzibę krasnoludów - Samotną Góra (Erebor), którą ten zajął.

        Gandalf wybrał Bilbo do drużyny, raz ze względu na fakt, że smoki nie wyczuwają zapachu hobbitów, w przeciwieństwie do zapachu krasnoludów.

        Zabawna jest scena , kiedy niespodziewanie do domu Biblbo przychodzą kolejno niespodziewani goście o krasnoludowatym wyglądzie, brodaci, wąsaci, w pas się kłaniają w drzwiach gospodarzowi, ale gdy tylko przekraczają próg domu zaczynają zachowywać się skandalicznie, panoszą się w domu i robią co chcą, nie pytając o pozwolenie gospodarza; pierwszy gość zjada Bilbo pyszną kolację, a reszta wyżera potem niemal wszystko ze spiżarni; bez najmniejszego szacunku obchodzą się ze stuletnią zastawą stołową, spadku po mamusi, żonglują nią jak cyrkowcy, na co Bilbo patrzy ze zgrozą.

        Początkowo Bilbo odmawia wyruszenia na niebezpieczną wyprawę, nawet mdleje , kiedy czyta umowę (!) na udział w wyprawie i dowiaduje się, jak wielkie jest ryzyko / krasnoludy obrazowo tłumaczą mu jak wygląda śmierć przez spalenie przez smoka / . Na póżno Gandalf odwołuje się do jego dzielnych przodków. Bilbo ani myśli ruszyć się z domu.

        Na drugi dzień wczesnym rankiem, pożałowawszy swej decyzji, Bilbo w pośpiechu pakuje tobołek i postanawia dołączyć do drużyny, by przeżyć przygodę. Raduje to wszytskich, a przede wszystkim Gandalfa.

        Drużyna zdąża więc najpierw do krainy Elfów, by król Elrond pomógł odczytać im mapy wskazujące drogę do Erebor, a potem już w kierunku krainy krasnoludów.

        W drodze oczywiście spotykają ich różne przygody. Walczą z trzema brzydkimi i głupimi leśnymi trollami, które zabrały im konie, by się nimi pożywić. I tu, kiedy trolle łapią całą drużynę zamiarem z upieczenia i zjedzenia wszystkich, Bilbo Baggins wykazuje się wielką przytomnością umysłu oraz sprytem, odradza trollom pożarcie krasnoludów, albowiem rzekomo mają oni pasożyty.. Jeden z krasnoludów krzyczy oburzony na Bilbo, że on sam ma pasożyty, ale upomniany boleśnie przez zwierzchnika, w momencie orientuje się do czego zmierza Bilbo i sam on to ma tasiemce. :)

        Szczęśliwie na ratunek zjawia się Gandalf, rozbija magiczna laska skałę spomiędzy, której wychyla się wschodzące słońce, pierwsze promienie słoneczne zamieniają trolle kamień.

        Gandalf chwali przed krasnoludami spryt Biblo, który świetnie grał na czas.

        Przedzierając się przez wysokie skaliste góry dróżyna przeżywa kolejna niebezpieczną przygodę, wchodzi w sam środek walki olbrzymów skalnych (na pewno efektowna wizulanie na wielkim ekranie scena), w wyniku której rozpadają się całe góry.

        Drużynę tropią cały czas orki jeżdżące na wilkach, ich pan - Azog Plugawy , obrzydliwy blady ork, pragnie zemsty na krasnoludach za to, że kiedyś ojciec czy dziad księcia krasnoludów, Thorina Dębowej Tarczy pokonał go i upokorzył obcinając rękę.

        Drużyna walczy z wstrętnymi orkami czy właściwie goblinami zamieszkującymi podziemną krainę, a w końcu i z samym Azogiem Plugawym i jego kompanami. W tej walce mały hobbit Bilbo, wykazuje się ogromną odwagą stając przed Azogiem , po tym jak Thorin Dębowa Tarcza został powalony jego ciężkim, śmiertelnym ciosem.

        Oczywiście cała drużyna łącznie z Thornem wychodzi cało z tej ciężkiej walki . Znów pomaga im Gandalf i jego magia. Nagle pojawiają się wielkie ptaki i zabierają wszystkich w bezpieczne miejsce, na górę z płaskim wierzchołkiem, skąd rozciąga się widok na krainę krasnoludów i Samotną Górę.

        "Hobbit" jest opowieścią przygodową , leżejszą niż Władca Pierścieni, więcej tu humoru, dowcipu. Całkiem dobrze się ogląda.

        Ten film jest o tle ważny dla trylogii Władca Pierścieni, że opowiada, w jaki sposób Biblo Baggins wszedł w posiadanie złotego pierścienia.

        Otóż kiedy drużyna wpadła do jaskini goblinów, a krasnoludy zostały uwięzione, tylko Bilbo udało się pokonać goblina i ukryć się . Niestety miecz, który dostał od Gandalfa, wypadł i zsunął się po skalach jeszcze niżej w głąb ciemnej jak noc jaskini. Bilbo zmuszony był po niego zejść. Schodząc poślizgnął się i spadł, tracąc przytomność. Kiedy się obudził , zobaczył Goluma szarpiącego się z półżywym goblinem, z którym wcześniej walczył Bilbo. To wtedy, Golumowi wypał pierścień, który Bilbo podniósł i zabrał ze sobą.
        • barbasia1 Re: "Hobbit" 29.11.14, 19:46
          Jeszcze cytat:

          Galadriela pyta Gandalfa dlaczego wybrał do drużyny niziołka, hobbita Bilbo Bagginsa.

          Gandalf tak dopowiada: "Saruman jest pewny, że jedynie wielka moc może trzymać zło w szachu. Ja uważam inaczej. Odkryłem, że to drobiazgów i codziennych uczynków zwykłych ludzi zło nienawidzi najbardziej, najprostszej życzliwości i miłości."

          Piękne, prawda!?

          • mia72 Re: "Hobbit" 30.11.14, 10:08
            Cytat ładny, ale...ale... ja byłam już na obu częściach w kinie, na trzecią też pewnie pójdę, bo jak już się zaczęło;) - niestety moim zdaniem filmy dość słabe, zwłaszcza druga część. Książka wyjściowa niewielkich rozmiarów, więc przymało treści, efekt goni efekt, jakieś dodane elfickie nieszczęśliwe miłości, groch z kapustą. Na "Władcy Pierścieni" chwilami miałam dreszcze z emocji (walka Gandalfa z Barlogiem w części 1., obżerający się namiestnik w trzeciej części z przebitkami na beznadziejną walkę Faramira), a tu - bajka dla podstawówki;(
            • barbasia1 Re: "Hobbit" 30.11.14, 16:27
              mia72 napisała:

              Nie widziałam drugiej części, ale zgodzę się z Tobą "Hobbit. Niezwykła podróż" w porównaniu z "Władcą Pierścieni" wypada słabo pod względem fabuły, generowania emocji.
          • siostra_bronte Re: "Hobbit" 30.11.14, 13:00
            Dzięki, Barbasiu! Jak to wszystko spamiętałaś? :)

            Tak, Freeman zaskakująco dobrze pasuje do tej roli. Na zdjęciach z filmu wygląda pociesznie. W ogóle to myślałam, że nie wytrzymasz do końca, bo film jest strasznie długi. Czyli da się obejrzeć w ramach relaksu?

            • mia72 Re: "Hobbit" 30.11.14, 13:47
              W kinie w 3D dało się;), w domu pewnie z ciekawości też, jak się nie widziało... zresztą ta część jeszcze, jeszcze. Ja dziś a propos bajek skaczę na "Złoty kompas" na TCM;)
              • barbasia1 Re: "Hobbit" 30.11.14, 16:35
                mia72 napisała:

                > W kinie w 3D dało się;),

                O właśnie, dodatkowa atrakcja.

                > w domu pewnie z ciekawości też, jak się nie widziało...

                Tak. :)

                > zresztą ta część jeszcze, jeszcze.

                Tak, nie było źle.

                >Ja dziś a propos bajek skaczę na "Złoty kompas" na TCM;)

                Przyjemnego oglądania. :)
            • barbasia1 Re: "Hobbit" 30.11.14, 15:47
              Dzięki, Bronte. :)
              He,he! Wiesz, pisałam na gorąco, jeszcze wszystko było w głowie.
              Poza tym opis nie jest bardzo szczegółowy, opisałam najważniejsze, najefektowniejsze sceny.

              Zapomniałam zamieścić trailer:
              www.youtube.com/watch?v=SDnYMbYB-nU

              Też miałam wielkie obawy, że że nie wytrzymam do końca. W przerwach wzmacniałam się herbatką. ;) Ciekawość, o której wspomina Mia, dodatkowo motywowała. I szczęśliwie udało się dobrnąć do końca.

              >Czyli da się obejrzeć w ramach relaksu?
              Da się. :)


              • barbasia1 Re: "Hobbit" 30.11.14, 16:03
                > >Czyli da się obejrzeć w ramach relaksu?
                > Da się. :)


                Oczywiście najbardziej zadowoleni z takiej rozrywki będą fani gatunku.
                • barbasia1 Re: "Hobbit" 30.11.14, 16:10
                  barbasia1 napisała:

                  > >Czyli da się obejrzeć w ramach relaksu?
                  > Da się. :)


                  Oczywiście najbardziej zadowoleni z takiej rozrywki będą jednak fani gatunku.

                  • barbasia1 Re: "Hobbit" 30.11.14, 16:24
                    A przede wszystkim wielcy fani Tolkiena będą zadowoleni / choć teraz widzę, że różne są na ten temat opinie/.

                    Tobie, Bronte, nie będę gorąco polecać "Hobbita. niezwykłej podróży", chyba że dla Martina Freemana.
                    • grek.grek Re: "Hobbit" 30.11.14, 18:05
                      to ja tylko powiem, że świetnie mi się czytało Twój opis, Barbasiu :]

                      filmu nie widziałem, ale słyszałem za to, ze w II częsci występuje bardzo ciekawy smok,
                      elokwentny, cyniczny i inteligentny, głos podkłada mu mr Cumberbatch, i ponoć wypada to
                      wszystko znakomicie.
                      • barbasia1 Re: "Hobbit" 30.11.14, 18:39
                        Bardzo się cieszę! :))

                        To Smaug , który zajął siedzibę krasnoludów, Erebor i teraz siedzi zakopany po uszy w złocie. W ostatniej scenie "Hobbita. Niezwykłej podróży" łypnął okiem wygrzebując się spod góry złota.

                        "Elokwentny, cyniczny i inteligentny" smok - toż ideał współczesnego mężczyzny . ;))

                        >i ponoć wypada to wszystko znakomicie.
                        • mia72 Re: "Hobbit" 30.11.14, 20:59
                          Z tym ideałem to racja w 100 procentach - niestety;((( Wickham ostatecznie wygrał z Darcym, fanki J. Austen wiedzą, o czym mówię:(
                          A smok jest jedynym pozytywem 2. części.
                        • grek.grek Re: "Hobbit" 01.12.14, 14:08
                          a to dopiero ciekawa uwaga :]]

                          tak czy inaczej, ten smok może być interesującą postacią filmową.

                          btw, pamiętasz [pamiętacie] taki film "Ostatni smok" ? tamten Smok to był dopiero
                          zawodnik, hehe, i jaką miał żyłkę biznesową.
                    • siostra_bronte Re: "Hobbit" 30.11.14, 19:01
                      Z trudem przebrnęłam przez filmowego "Władcę pierścieni", ale właśnie dla Freemana obejrzałabym chociaż kawałek.
    • grek.grek "Cafe de Flore" w Kulturze 29.11.14, 18:09
      Kultura zasypuje nad premierami :]

      20:20 & 2:15

      wedle opisu, są tu dwie historie splecione ze sobą - samotnej matki, w latach 60-tych z troską wychowującej syna z zespołem Downa & zupełnie współczesnego 40-latka, renomowanego didżeja, który po rozwodzie zaczyna nowy związek, ale eks-żona próbuje ciągle odzyskać jego uczucia. I to możliwe, że nawet ta eks-zona jest bardziej bohaterką tej opowieści niż didżej.

      w sekwencji lat 60-tych rzecz się dzieje w Paris, France ;] [że też nigdy w Nicei, Marsylii czy innym ciekawym mieście, hehe]; 40 lat później - w Montrealu.

      młodą matkę Laurenta gra Vanessa Paradis. to nawet ja ją pamiętam jak śpiewała głosem lolitki "Joe le taxi" :]

      w TV Puls powtórka "Django" o 22:00
      w "Stopklatce" - też o 22:00 "Joint Venture", który niedawno Mozambique zręcznie zareklamowała :]

      warto by jakiś skok wykonać, prawdaż ? :]
      • barbasia1 Re: "Cafe de Flore" w Kulturze 29.11.14, 19:53
        > warto by jakiś skok wykonać, prawdaż ? :]

        Prawdaż. :)

        >w "Stopklatce" - też o 22:00 "Joint Venture", który niedawno Mozambique zręcznie >zareklamowała :]

        Tak, czytałam post Mozambique . Mnie też zachęciła do obejrzenia "Joint Venture" . Ale dwóch filmów nie dam dziś rady obejrzeć. Szkoda, że dziś wszystko naraz.
        • grek.grek Re: "Cafe de Flore" w Kulturze 30.11.14, 15:04
          skoczyłaś ? :}

          kilka słów dla tych, którzy nie widzieli.

          są tutaj dwa plany czasowe, które zazębiają się w końcówce filmu.
          lata 60-te, Paryż - samotna matka Jacqueline wychowuje syna Laurenta, 7-latka z zespołem Downa. kocha go jak perełkę, dba o niego, z całych sił stara się stworzyć mu ciepły dom. No i wychowuje - uczy samodzielności, ot choćby stawiania się prześladowcom szkolnym.

          któregoś dnia w szkole pojawia się Veronique, dziewczynka z zespołem Downa. od razu przypadają sobie do gustu. Rodzice Veronique i Jacqueline są całkiem zadowoleni z tego,że dzieciaki się polubiły. Po pewnym czasie ich więź staje się jednak kłopotliwa. Nie sposób ich od siebie oddzielić. Kiedy rodzice ich zabierają do domu, po zajęciach, dzieci się obejmują i trzeba je wręcz odrywać od siebie. Wychowawcy mają z tym problem, a i rodzice mieć zaczynaja. Zwłaszcza w momencie, gdy pozwalają dzieciakom się nawzajem odwiedzać, aby podtrzymać ich więź, co skutkuje takimi samymi cyrkami jak w szkole.

          Starzy Veronique proponują Jacqueline, żeby przenieśc dzieci do specjalnej szkoły, 2 godziny drogi od Paryża. Ona im odmawia, bo to dla niej za drogo. Veronique zostaje zatem przeniesiona, a Laurent zostaje.

          Ogromnie przeżywa brak dziewczynki. Mówi, że ją kocha. "Masz 7 lat, co ty wiesz o miłości ?", dziwi się Jacqueline, ale to jak dzieci się zachowują, jak są ze sobą związane i jak patrzą na siebie - nie ma wątpliwości, że to miłość.

          kiedy Veronique znika, Jaqueline stara się robić, co tylko możliwe, aby syn o niej zapomniał. Np. niszczy płytę z piosenką, która Laurentowi ją przypomina. Nie ma wątpliwości, że jest zazdrosna o Veronique i o uczucie jakim syn ją darzy. To chyba najciekawszy wątek w tej opowieści - zazdrośc matki.

          druga linia narracji.
          współczesność, Montreal. tutaj mieszka Antoine. Gośc robi za didżeje, ma renomę, jeździ po świecie, dorobił się chałupy z basenem, willi. Ma dwie córki z pierwszego związku z Carole, miłością z czasów szkolnych. Zawsze wierzył, ze Carole i on, to bliźniacze dusze, które cudem odnalazły się w świecie pełnym rozrzuconych połówek, które się poszukują nawzajem.

          wierzył w to do moment, gdy na jakimś eleganckim party nie spotkał Rose. Efektownej blondynki. zakochał się w niej i to w niej teraz upatruje tej swojej "bliźniaczki". wspaniale im się układa, Antoine koniecznie chce się z nią ożenić.

          córki są jednak przeciw - obie kochają matkę. Wkurzają ojca puszczając na cały regulator piosenke, która Antoine'owi przypomina Carole i ich wieloletni związek. Ojciec się broni przed tym, ale starsza córka uparcie robi swoje i gra mu na nerwach. MOżna by rzec, że podsyca rozterki ojca, który nieustannie analizuje - także u swojego psychologa - swoje uczucia, starając się dociec : jak to się stało, że nagle, z dnia na dzień, jego bezbrzeżna miłośc do Carole, ustąpiła takiemu samemu uczuciu do Rose. I nie znajduje odpowiedzi jednoznacznej.

          Także ojciec Antoine'a, patriarcha rodu - wygłaszający na dorocznych rodzinnych spotkaniach świątecznych błogosławieństwa które cała rodzina wysłuchuje na kolanach [dosłownie] - wprost mówi, że "czas założyć gacie na tyłek, zanim stracisz to co najcenniejsze i rozwalisz do reszty swoją rodzinę". Wyrzuca to podczas tego błogosławieństwa, w obecności Antoine'a i Rose. wywala kawę na ławę, a Antoine od razu wychodzi wściekły i zawstydzony. i zabiera Rose oraz córki.

          Carole nigdy nie przestała kochać Antoine'a. Jgo odejście przyjęła bez histerii, a i teraz gdy przyjmuje i odwozi córki, z którymi spędza weekendy, nie okazuje mu żadnej wrogości, przeciwnie - okazuje mu same ciepłe uczucia. Nie gniewa się też na Rose, jej również okazuje sympatię i życzliwość. Ona od początku wiedziała, że Antoine zakochał się w Rose. zobaczyła to w jednej chwili, od razu, zna go tak dobrze... W Święty z niej człowiek. A czego ona nie powie, to weźmie na siebie jej przyjaciółka, któta otwarcie tytułuje Antoine'a "d,pkiem".

          w retrospekcjach migają ujęcia z czasów, kiedy Antoine i Carole poznali się. Byli w liceum. I Carole do dzisiaj widzi Antoine'a tym właśnie dzieciakiem nastoletnim. Ciągle widzi go w takiej postaci.

          od jakiegoś czasu Carole ma sny. Jedzie autem, a na tylnym siedzeniu siedzi chłopiec z zespołem Downa. Nie rozumie o co chodzi, wie tylko, że za chwilę stanie się coś strasznego. Czasami zdarza się jej lunatykować, więc jej córki widzą jak matka łazi po nocy i wydaje jakieś bezgłośne krzyki przerażenia.

          ze swoimi snami Carole idzie do medium. Wspólnymi siłami dochodzą do wniosku, że Carole w poprzednim życiu była matką Antoine'a. i Carole w to wierzy.

          wtedy włącza się ponownie wątek z lat 60-tych. Jacqueline przełamuje swoją zazdrość, kapituluje przed miłością syna do rówieśnicy. jedzie z Laurentem odwiedzić Veronique. a potem wiezie ich oboje na tylnym siedzeniu i... cholera wie - specjalnie czy przypadkiem, czołowo zderza się z cięzkim samochodem towarowym a'la tir. Auto idzie w rozsypkę. Film tego nie precyzuje, ale najpewniej cała trójka ginie na miejscu.

          Carole widzi preludium tej sceny w swoich snach. Naprawdę wierzy w to, że jej związek z Antoninem nie uległ rozpadowi, a jedynie modyfikacji. Nadal go kocha, ale teraz postrzega siebie i jego, jako wcielenia tych postaci sprzed lat. Matki i syna.

          Mając tę myśl, łatwiej jej wszystko to znosić. Przyjeżdza niespodziewanie do Antoine'a i Rose. Podchodzi do niego, głaszcze po głowie, patrzy na niego wymownie, obejmuje. Antoine odwzajemnia jej uścisk, a Rose się do nich przyłącza, zaproszona gestem przez Carole.
          Laurent-Antoine, Jacqueline-Carole, Veronique-Rose.
          pozwól kochać kogoś innego, nie dław miłości kochanej osoby do kogoś innego niż ty - zaakceptuj ją i podziel się nią. Tak by chyba można streścić przesłanie tych opowieści ?

          Kiedy Antoine trzyma się swojego postanowienia i ogłasza zaręczyny z Rose - Carole pojawia się na ich przyjęciu, garden/pool-party ;]. jest uśmiechnięta i opanowana. Rodzice Antoine'a witają ją wylewnie, nigdy nie przestali jej kochać.

          tak więc, mamy tutaj jakieś trójkąty miłosne, w wątku paryskim - dość czytelny, a w wątklu montrealskim - Carole akceptuje, ze wygasła w Antoine'ie miłość do niej jako do kobiety, więc, na podstawie snów i historii sprzed lat, metamorfozuje swoje uczucie z erotyczno-zmysłowego w opiekuńcze, samego Antoine'a postrzegając jako "syna", a Rose "kobietę, którą kocha jej syn". w ten sposob jest w stanie nie cierpieć, ocalić ich miłość.

          tak to by wyglądało, wg mnie. [a wg Was ?]

          nastrój jest kluczowy w tym filmie. ciągle pojawiają się stylowe monolgi z offu, doskonale tworzy atmosferę poetycko-transowa [wiem, idiotyczne okreslenie, hehe] muzyka. świetnie wypadają aktorzy, Vanessa Paradis jest bardzo naturalna i przekonująca jako matka, której życie nie oszczędzało, zadziorna [jak skacze w tramwaju do ludzi, którzy zaglądają jej w becik, w którym wiezie syna... ona wie, że chłopiec z defektem budzi sensację, z trudem to znosi; determinuje ją do walki informacja ksiązkowa, że dzieci z zespołem Downa dożywają średnio 23 lat - "Moim celem jest, by mój syn dożył starośći', powiada sama z siebie].
          Klasowo wypada też Helene Florent, Carole. piękna, atrakcyjna, melancholijne uśmiechnięta, cały czas poza tą zasłoną kobiecości kryjąca rozpacz ewoluującą ku akceptacji i zrozumieniu.

          wątek połączeń reinkarnacyjnych" za pomocą snów - no cóż... różnie można to rozpatrywać, scenarzysta chciał to koniecznie jakoś połączyć, więc w sumie - a niech tam, niech mu będzie :]

          www.youtube.com/watch?v=2mZYl9srG0M
          • barbasia1 Re: "Cafe de Flore" w Kulturze 30.11.14, 15:29
            Skoczyłam, ale zobaczyłam połowę filmu,
            więc na razie nie będę czytać Twojego postu,
            dopiszę się troszkę później, jak tylko obejrzę film do końca za chwil kilka/ już znalazłam film/.
            Na razie bardzo mi się podoba. :)
            • grek.grek Re: "Cafe de Flore" w Kulturze 30.11.14, 17:07
              orajt :] napisz koniecznie, co sądzisz o... tym wszystkim :]
              • barbasia1 Re: "Cafe de Flore" w Kulturze 30.11.14, 17:51
                Yes. :)
    • grek.grek "Dexter" sez 8 odc 2 30.11.14, 14:05
      A zatem, Barbasiu :], wyczułaś bezbłędnie o co chodziło w zakończeniu 1 odcinka. W istocie, okropne rysunki, jakie dr Vogel wręcza Dexterowi, są jego autorstwa. Wykonał je jako dziecko.
      Skąd dr Vogel zna Kodeks Harry'ego i wie, że ma do czynienia z seryjnym mordercą ? Bo to ona stworzyła ten Kodeks. yikes ! ;]

      Karty zostają szybko odkryte - doktor Vogel wyświetla Dexterowie film video sprzed wielu lat. Jest na nim jej rozmowa z Harrym. Ojczym Dextera przyszedł do niej, szanowanej lekarki, po pomoc. Nie wiedział, jak poradzić sobie z zabójczym instynktem syna. To dr Vogel poradziła Harry'emu MOrganowi, aby nie dające się wykorzenić zapędy syna, ukierunkował w stronę "polowania" na innych zabójców.

      "Jestem twoją... duchową matką, stworzyłam cię. Uratowałam ci życie", powsiada dr Vogel, a Dexter jest tak zaskoczony, jak tylko może być człowiek odkrywający podobną historię. Może nieśmiało i bez przekonania powiedzieć "To przez ciebie taki jestem !", ale szybko dociera do niego, że to nieprawda i musi zaakceptować fakty.

      Dr Vogel ma problem. Ten zabójca od wycinania mózgów [uch !], którego właśnie poszukuje policja - wysyła jej fragmenty wyciętych mózgów. Dr Vogel traktuje to jak oczywistą groźbę. Prosi Dextera, żeby skorzystał ze swoich możliwości i go wytropił, a potem... zrobił to, co umie najlepiej. Dlaczego nie idzie z tym na policję ? Bo Dexter nie był pierwszym przypadkiem w jej naukowej karierze - możliwe, że zagraża jej dawny "uczeń". Vogel po cichu zajmowała się też innymi przypadkami, łamiąc zasady swojej profesji. Gdyby cała sprawa wyszła na jaw, utraciłaby prawo wykonywania zawodu, a możliwe że by trafiła także do więzienia.
      Dexter dostaje od niej listę byłych pacjentów, która ma mu pomóc w poszukiwaniach.

      Tymczasem dochodzi do nastepnego zabójstwa. Morderca dusi jakiegoś gościa za pomocą plastikowej torby. Ciało, z obowiązkową "chirurgią mózgu", zostaje podrzucone na plac. Narzędzie zbrodni - plastikowa torba, przywiązane jest do barierki.

      Równolegle biegnie wątek Debry Morgan. Prowadzi ona [pracuje dla prywatnej firmy, która żyje z prowizji za odnalezione rzeczy lub po prostu wykonane dochodzenia, taka konkurencja dla państwowej policji] śledztwo w sprawie ukradzionych kosztowności wartych 0,5 dolców. Złodziej Briggs nie żyje, padł w przypadkowym pojedynku z Dexterem, który przyjechał chronić siostrę. Potem policja i inne takie... Nie doszło tym samym do spotkania Briggsa z niejakim El Sapo, płatnym zabójcą, który miał od niego odkupić te klejnoty.

      Gdzie są te błyskotki za pół miliona ? Debra ma klucz do magazynu, który miał przy sobie Briggs w chwili śmierci. Zdązyła go zwinąć. Razem ze swoim szefem włamuje się do mieszkania Briggsa, przeszukuje je i napotyka rachunek za wynajem magazynu, na którym widnieje adres tegoż. Wie zatem gdzie szukać. NIe wie jednak, że jej śladem podąza ów El Sapo.

      Kolejne spotkania Dextera z dr Vogel owocują lepszym poznaniem się. "Zawsze byłam z ciebie dumna. Naprawiasz świat", powiada dr Vogel i chyba mówi prawdę. To dlatego do niej właśnie przyszedł Harry. Była bardziej otwarta od innych lekarzy, miała większą wyobraźnię i nie traktowała takich "dexterów" jak wariatów.

      Vogel dowodzi zreszta, że wg niej psychopatyczna osobowość, to pożyteczna rzecz dla ludzkości, dla jej rozwoju. Te tezy brzmią nieco publicystycznie, ale najważniejsze, że między tą dwójką dochodzi do zbliżenia mentalnego.

      Dlaczego dr Vogel pojawia się dopiero teraz ? I na to scenarzyści znaleźli zgarbne, wg mnie, wytłumaczenie. Harry nie chciał, by Dexter wiedział o tym, że jego przypadkiem zajmuje się jakiś lekarz - mógłby uznać sam siebie za wariata. Także po śmierci Harry'ego dr Vogel nie chciała się ujawnić, aby nie wpływać negatywnie na samopostrzeganie się Dextera. Niegłupie [?]

      Ślady na worku plastikowym wskazują na to, ze zabójcą jest niejaki Sussman. Dexter odkrywa to jednocześnie ze swoim kolegą z laboratorium, tyle że tamten zajmował się śladami na ciele ofiary. Od razu Dexter informuje o tym dr Vogel, a ona ma wątpliwości czy to Sussman. NIE był to jej pacjent. Vogel podejrzewa, że Sussman ma wspólnika i ten wspólnik to jest motor napędowy całej awantury.

      Dexter, swoim zwyczajem, włamuje się do mieszkania podejrzanego. Sussmana nie ma, ale mozna wywnioskować, że przesiaduje w swoim domku myśliwskim za miastem. Jest taki domek na fotografii, a Dexter rozpoznaje okolicę. Policja, w osobach sierżanta Batisty i Quinna, idzie tym samym tropem, tyle że oni działają oficjalnie. Zaczynają od przesłuchania matki Sussmana, a ta ich mówi o domku myśliwskim syna, ale nie zna adresu. Dexter ma pół kroku przewagi nad swoimi kolegami, którzy jak zawsze nie mają pojęcia, że ich poczciwy kolega robi to, co robi.

      Wątek Debry Morgan prowadzi nas do magazynu, który wynajmował Briggs. Debra znajduje w nim woreczek z diamentami za 0,5 mln. Nachodzi ją tam El Sapo. Dziewczyna jest odważna, więc się z nim bije, ale kończy się to nokautem na niej. El Sapo zabiera łup, odbiera jej pistolet, ale nie odbiera żywota - "Nie zabijam bez zapłaty", powiada.

      Następnego dnia rano... policja znaduje trupa El Sapo. W jego własnym samochodzie. My wiemy, że nie zdązył nawet odjechać z parkingu pod magazynem. Kto go zabił ? Czyżby Debra Morgan ? Dexter, wezwany do zdjęcia śladów z miejsca zabójstwa, dowiaduje się kim jest ofiara i nie posiada się ze zdenerwowania. Ukrywa je skrzętnie, ale wie że trup El Sapo musi mieć coś wspólnego z jego siostrą. Na rozbitej szybie auta zauważa plamkę krwi. Ukradkiem ją zabezpiecza dla osobistej analizy.

      Badanie daje jednoznaczny wynik - to krew Debry. To ona zabiła El Sapo.
      Dexter odwiedza ją w jej mieszkaniu. Siostra nadal traktuje go źle i z agresją. Nadal wini go za swój upadek moralny [cóż, aby chronić brata-zabójcę sprzeniewierzyła się całej etyce osobistej i zawodowej, która była jej kompasem życiowym, zamordowanie z zimną krwią La Guerty przekroczyło masę krytyczną]. A on ma poczucie winy z tego powodu, a także chce dbać o jej dobro. Policja niebawem odkryje prawdę, znaleźli broń Debry w samochodzie El Sapo [pewnie miała inny pistolet, którego on jej nie zabrał, ale dlaczego ona nie przeszukała auta i nie wzięła tej swojej pukawki ? doświadczona policjantka popełnia aż taki błąd ?], dotrą do niej po numerze broni.

      Tego samego dnia wieczorem, Dexter odwiedza domek myśliwski Sussmana. Znajduje wisielca. Jest nim sam Sussman. Samobójstwo ? A jesli nie, to znaczy że dr Vogel miała rację i Sussman był tylko narzędziem w czyichś rękach.

      Następnego dnia na komisariacie pojawia się Debra Morgan. Dexter aż podskakuje z nerwów. Jeszcze jednak nie ma powodów do strachu. Debrę wezwał Quinn. W trakcie śledztwa dot Briggsa sprawdzał na prośbę Debry tego całego El Sapo, a skoro teraz mają jego trupa, Quinn chce dowiedzieć się, co o El Sapo wiedziała Debra. Na luzie i nieoficjalnie.

      Nie ma gdzie poufnie pogadać, więc Quinn prosi Debrę do wolnego akurat pokoju przesłuchań. Cóż za paradoksalna sytuacja... :] Dexter przygląda się im z zewnątrz, przez weneckie lustro. Quinn informuje ją o tym, że El Sapo nie żyje i pokazuje fotosy z miejsca zbrodni. Debra ma jakieś nerwowe halucynacje. Kryje się z nimi, ale Dexter od razu wie, że z siostrą jest coś nie tak. Wchodzi do środka i prosi ją na cztery oczy. Quinn nie protestuje, bo o niczym nie wie.

      Wychodzą na świeże powietrze. Debra przyznaje, że nie pamięta samego aktu zabójstwa El Sapo. Po prostu film się jej urwał. Wizja wróciła kiedy stała z bronią w reku obok jego trupa. Co ze znalezioną jej bronią ? "POdmień ją", z zimną krwią mówi mu Debra. A na odchodnem mówi mu "To nie było moje pierwsze zabójstwo. I nie ostatnie". Kiedy odchodzi, Dexter wie, że jego siostra się zmieniła w kogoś, kogo ani on, ani ona sama, nie rozpoznają.

      Ofk, Dexter podmienia broń w policyjnym magazynie. Teraz jego siostrze nic już nie grozi. Czuje się jednak z tym nieswojo. "Wiele razy zamieniałem dowody, ale nigdy na jej żądanie".
      • grek.grek Re: "Dexter" sez 8 odc 2 30.11.14, 14:12
        Wieczorem do Dextera dzwoni dr Vogle. Boi się wejśc do domu, bo ma podejrzenie, że ktoś obcy tam jest. Dexter przyjeżdza z pomocą. Dom jest bezpieczny, ale ktoś tam był - zostawił płytę z filmem. Widać na nim Sussmana duszącego jakiegos gościa plastikową torbą. A zatem, dr Vogel miała rację. Ktoś zmusił Sussmana do tego zabójstwa, a potem go powiesił.

        btw, dr Vogel orientuje się w tym, że są jakieś problemy z Debrą, chce pomóc, ale Dexter stanowczo każe się jej nie mieszać do ich rodzinnych spraw.

        "Zniszczyłem Debrę. Nie ma jej. Jestem pomyłką..." biada Dexter w ostatniej scenie, ale dr Vogel mu przerywa "NIe jesteś pomyłką. Jesteś taki jaki powinieneś być. Jesteś... IDEALNY" - i obejmuje go z tyłu za szyję, niczym matka albo mentorka.

        www.yotube.com/watch?v=SJG_WigrLdU
      • barbasia1 Re: "Dexter" sez 8 odc 2 30.11.14, 16:50
        grek.grek napisał:

        > A zatem, Barbasiu :], wyczułaś bezbłędnie o co chodziło w zakończeniu 1 odcinka
        > . W istocie, okropne rysunki, jakie dr Vogel wręcza Dexterowi, są jego autorstw
        > a. Wykonał je jako dziecko.

        A JEDNAK! :}

        > Skąd dr Vogel zna Kodeks Harry'ego i wie, że ma do czynienia z seryjnym morderc
        > ą ? Bo to ona stworzyła ten Kodeks. yikes ! ;]

        O!!!
        • barbasia1 Re: "Dexter" sez 8 odc 2 30.11.14, 17:50
          >Dr Vogel ma problem. Ten zabójca od wycinania mózgów [uch !], którego właśnie poszukuje >policja - wysyła jej fragmenty wyciętych mózgów.

          Makabra, prawda, uch! ;)

          To jednak psychologicznej rozgrywki , mocowania się naukowca z psychopatą nie należy się spodziewać, pani doktor, okazuje się być sojuszniczką Dextera, duchową matką.

          "Zawsze byłam z ciebie dumna. Naprawiasz świat", powiada dr Vogel [...]i chyba mówi prawdę.
          Vogel dowodzi zreszta, że wg niej psychopatyczna osobowość, to pożyteczna rzecz dla ludzkości, dla jej rozwoju.


          Mocno kontrowersyjna opinia.


          Dzięki, Greku.
          Grzebałam się ,dopiero zaczęłam ten oglądać pierwszy odcinek.
          • grek.grek Re: "Dexter" sez 8 odc 2 30.11.14, 18:02
            "uch" weszło do kanonu :]

            a widzisz... kto wie :] ja nie ufam doktor Vogel. zbyt dziwnie, to wszystko wygląda.
            scenariuszowo broni się, wg mnie, a wg Ciebie ?
            [były opinie, że od V sezonu "Dexter" goni w piętkę, a mnie sie wydaje, że są to
            sądy przesadne, nawet jesli czasami fabuła była nieco watowana i naciągana]

            otóż to :]

            dzięki, Barbasiu :]
            • barbasia1 Re: "Dexter" sez 8 odc 2 30.11.14, 18:24
              > a widzisz... kto wie :] ja nie ufam doktor Vogel. zbyt dziwnie, to wszystko wygląda.

              Myślisz? Mnie wyjaśnienia pani doktor na razie przekonują... Ale je jestem łatwowierna na początku. ;)

              > scenariuszowo broni się, wg mnie, a wg Ciebie ?

              Na razie przekonuje mnie scenariusz.

              > [były opinie, że od V sezonu "Dexter" goni w piętkę, a mnie sie wydaje, że są to
              > sądy przesadne, nawet jesli czasami fabuła była nieco watowana i naciągana]

              Myślę, że trochę racji było w tych opiniach, zbyt długo Dexter działał nie pozostawiając najmniejszych śladów i nie będąc niezauważony przez żadnego świadka. Stąd te komentarze o naciąganiu fabuły.


              >Dlaczego dr Vogel pojawia się dopiero teraz ? I na to scenarzyści znaleźli zgarbne, wg mnie, >wytłumaczenie. Harry nie chciał, by Dexter wiedział o tym, że jego przypadkiem zajmuje się >jakiś lekarz - mógłby uznać sam siebie za wariata. Także po śmierci Harry'ego dr Vogel nie >chciała się ujawnić, aby nie wpływać negatywnie na samopostrzeganie się Dextera. Niegłupie [?]

              Tak, nawet przekonujące.
              • grek.grek Re: "Dexter" sez 8 odc 2 01.12.14, 14:01
                hehe :]
                coś mi w niej nie pasuje. w każdej serii Dexter spotykał kogoś istotnego, czasami to był przeciwnik, czasami sprzymierzeniec, a czasami jedno i drugie. zatem, wszystkie warianty są [wg mnie] prawdopodobne.

                masz rację. niekiedy wymykał się w sposób naciągany :]
                może widownia miała też dość pewnego schematu, jaki się zaczął powielać ?
                [tu bym jednak bronił scenarzystów, bo akcyjne schematy owszem były, ale każdy sezon
                przynosił nowe doświadczenia społeczne i mentalne samego bohatera, jego osobowość
                rozwijała się i ewoluowała, a to było samo w sobie ciekawe]

    • grek.grek TV PUls "Battleship, Bitwa o Ziemię" 30.11.14, 17:12
      po sensacyjnym, nie bójmy się tego słowa [hehe], wyświetleniiu "Django" - mamy "Battleship, BItwa o Ziemię" z 2012.

      z opisu wynika, że to następny hicior z cyklu "KOsmici [KOsmaci ?] atakują ! Bohaterowie bronią Ziemi".

      zdaje się, że wszystko jest tutaj jasne i oczywiste, pytanie dotyczy jakości i spektakularności efektów specjalnych ;]

      • barbasia1 Re: TV PUls "Battleship, Bitwa o Ziemię" 30.11.14, 18:10
        > z opisu wynika, że to następny hicior z cyklu "KOsmici [KOsmaci ?] atakują ! Bo
        > haterowie bronią Ziemi".
        > zdaje się, że wszystko jest tutaj jasne i oczywiste, pytanie dotyczy jakości i
        > spektakularności efektów specjalnych ;]

        To ja uciekam sprzed telewizora. ;))

        Przyjęłam już wystarczającą dawkę efektów specjalnych w "Hobbicie. Niezwykłej podróży"
    • grek.grek "Martha Marcy May Marlene" POlsat 30.11.14, 17:19
      23:00

      gdzieś kiedyś recenzja mi mignęła i od razu skojarzyłem ;]

      rzecz o dziewczynie, która wpada w sidła sekty aka komuny pseudohippisowskiej. a tam wiadomo : miłość, troska i współdzielnośc, ale przy okazji rytuały seksualne, pranie mózgu i dekonstrukcja osobowości, a nade wszystko - patriarchat ekstremalny.

      nie wiem, czy to już nie spoiler, więc - uwaga...

      dziewczynie udaje się z tego raju" zbiec, znajduje domu siostry i jej męza, ale boi się zemsty i ma kłopoty w ułożeniu sobie życia na wolności.

      nagroda publiczności w Sundance i ponoć świetne role główne - Elizabeth Olsen i Guya Hawkesa.

      czujecie się zachęceni do skoku ? :]

      • barbasia1 Re: "Martha Marcy May Marlene" POlsat 30.11.14, 18:00
        Dlaczego tak późni? Skoczę tylko na początek. Dopowiesz resztę, plizzz? ;)
        • grek.grek Re: "Martha Marcy May Marlene" POlsat 30.11.14, 18:03
          jasne :]
    • grek.grek "Walentyna" teatr w Dwójce [22:50] 30.11.14, 17:21
      zachodzi nieco na polsatowską "Marcy...", więc jest konkurencja na dzielni :]

      rzecz o Waletynie Tiereszkowej, rzecz jasna, i ponoć rzecz to niejednoznaczna i cytuję "przewrotna". Walentynę gra Julia Kijowska.
      • barbasia1 Re: "Walentyna" teatr w Dwójce [22:50] 30.11.14, 17:51
        wyborcza.pl/1,75248,17047135,Koniecznie_zobacz_w_telewizji___Teatr_TV__Walentyna_.html
        Ciekawa rzecz. Szkoda, ze późno się zaczyna.

        • grek.grek Re: "Walentyna" teatr w Dwójce [22:50] 30.11.14, 18:07
          no i konkurencja jest :]
          ciekawe, co by było jakby TVP zrezygnowała na jakiś czas z tych koszmarków o 20:00 i zaczęła pokazywać w prime te wszystkie teatry, filmy i programy ukultularniające, które zazwyczaj wypuszcza o "22:50" ? :] może nareszcie poczulibyśmy, że to PUbliczna Telewizja ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka