Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 5 (vol. 55)

    • siostra_bronte "Pojedynek w ciszy" (1) 08.05.15, 15:40
      Obejrzane na kanale Arthouse Filmbox. Film Kurosawy z 1949 r.

      Niestety, napisy (ten kanał nie ma lektora) leciały z wyprzedzeniem w stosunku do akcji, co zepsuło mi przyjemność oglądania filmu. Niektórych fragmentów w ogóle nie zrozumiałam. Postaram się opisać główne wątki tej historii, ale mogłam coś pokręcić :)

      Akcja rozpoczyna się w 1944 r. W jakimś frontowym szpitalu, w fatalnych warunkach rannego, niejakiego Nakadę, operuje dr Kyoji Fujisaki (młody i przystojny Toshiro Mifune). Operacja zbliża się do końca. Niestety, przez nieuwagę Fujisaki kaleczy się w palec skalpelem, który leżał już w misce, obok zużytych narzędzi. Rana zostaje przemyta i lekarz kończy operację.

      Po paru dniach doktor dowiaduje się przypadkiem, słysząc rozmowę Nakady z kolegą, że ten jest …zarażony kiłą. Doktor jest zszokowany. Wie co to znaczy. Daje do zbadania swoją krew. Mijają kolejne dni, ale wyniki nie nadchodzą. Okazuje się, że to lekarz, kolega Fujisaki, nie ma odwagi mu ich pokazać. Nasz bohater domyśla się wszystkiego. Jest zarażony. Doktor ze smutkiem ogląda fotografie swojej narzeczonej, Misao.

      Mija jakiś czas. Wojna już się skończyła. Fujisaki razem ze swoim ojcem, ginekologiem pracują w szpitalu. Z rozmów szpitalnego personelu dowiadujemy się, że po powrocie z wojny doktor zerwał zaręczyny z Misao. Ta wciąż odwiedza ojca doktora, któremu pomaga w prowadzeniu domu. Dziewczyna jest przybita. Ojcu serce się kraje, kiedy patrzy jak cierpi, ale nie może nic zrobić. Misao pyta go, czy wojna tak bardzo zmienia ludzi? Co się stało z Fujisakim?

      Doktor musi brać zastrzyki leku na kiłę. Podbiera je w tajemnicy ze szpitalnego magazynu. Nie chce, żeby ktoś się dowiedział o jego chorobie. Niestety, kiedy pewnego razu bierze zastrzyk przyłapuje go młoda i rezolutna pielęgniarka, Minegishi. Bierze do ręki fiolkę z lekiem i już zna prawdę. Ale patrzy na doktora z politowaniem, wiadomo jak kojarzy się ta choroba. Doktor pewnie zrobił skok w bok i teraz ma za swoje.

      Misao odwiedza doktora. Pyta go, co się stało. Widzi, że jest nieszczęśliwy. Dlaczego ją porzucił? Dziewczyna płacze. Ale Fujisaki jest zimny jak skała. Prosi ją, żeby do niego nie przychodziła. Ale Misao mówi, że przyjdzie. Jutro i każdego następnego dnia.

      Pewnego razu Minegishi, pielęgniarka, jest na tyle bezczelna, że nie przebierając w słowach mówi doktorowi co o nim myśli. Rozmowę podsłuchuje ojciec. W ten sposób dowiaduje się o chorobie syna. Jest oczywiście wstrząśnięty.

      Rozmawia o wszystkim z synem. Mówi mu, że się na nim zawiódł. Ale doktor mówi mu o tym jak zaraził się chorobą. Ojciec jest zaskoczony i przeprasza go za swoje podejrzenia. Mówi, że rozumie teraz, dlaczego zerwał zaręczyny z Misao. Prosi syna, żeby powiedział jej prawdę.
      Ale doktor odpowiada, że nie może tego zrobić. Bo po zarażeniu, na froncie, miał trudny dostęp do leków, więc choroba się rozwinęła. Minie kilka lat, nawet nie wiadomo dokładnie ile zanim się wyleczy. Nie chce niszczyć życia Misao. Bo ją zna i wie, że czekałaby na niego.

      Minegishi, ciekawska pielęgniarka podsłuchała tę rozmowę. Zrozumiała, że myliła się co do doktora. Z płaczem rzuca się na łóżko. Od tej pory będzie go wspierać…

      Pewnego razu doktor zostaje wezwany na pobliski posterunek policji, gdzie trafił pobity taksówkarz. Po jego opatrzeniu doktor słyszy nazwisko klienta, który go pobił. To Nakada. Doktor jest w szoku. Czyżby to ten sam Nakada, od którego się zaraził?

      Świetny moment. Niby Nakada nie jest niczemu winny, ale jednak przez niego doktor zachorował. Ja bym chyba zamordowała faceta!

      Fujisaki zbliża się do niego. Tak to ten sam Nakada. Doktor nie daje po sobie niczego poznać. Idą nawet razem do jakiejś knajpy. Doktor wypytuje go o zdrowie. Czy cały czas się leczy? Ale Nakada beztrosko odpowiada, że owszem, chodził do lekarza, ale już przestał, bo jest zdrowy. Doktor jest zbulwersowany. Jak Nakada może być tak lekkomyślny? To podstępna choroba, którą trzeba cały czas kontrolować. Nakada odpowiada, że nic mu nie jest. Co więcej chwali się, że ma żonę, która na dodatek jest w ciąży!

      W tym momencie doktor wybucha. Nakada naraża zdrowie i życie swojej rodziny! Musi natychmiast przysłać żonę do jego ojca, ginekologa. Ale Nakada nie ma takiego zamiaru. Doktor mówi, żeby w końcu zatroszczył się o innych. Opowiada, że parę lat temu zaraził się od niego w czasie operacji. Nakada jest w szoku. Pociąga wódkę z butelki i krzyczy, że to niemożliwe. Wyładowuje swoją agresję na doktorze, dochodzi do bójki. Doktor musi salwować się ucieczką.

      Pewnego dnia do szpitala Nakada jednak przyjeżdża z żoną do szpitala. Może w końcu zrozumiał powagę sytuacji. Ale rozmowa z doktorem i ojcem nie wychodzi najlepiej (nie wiem dokładnie dlaczego, przez te cholerne napisy). Ale żona przynajmniej dowiaduje się o chorobie męża. I oczywiście jest załamana. Mąż zdawkowo ją przeprasza, ale nie widać, żeby miał wyrzuty sumienia. Domyślamy się, że jego choroba to efekt „rozrywkowego” trybu życia. Wściekły Nakada razem z żoną opuszcza szpital.

      Tymczasem Minegishi, pielęgniarka, jak może pomaga doktorowi. Raz zbiera się na odwagę i pyta go, jak sobie radzi z samotnością. Jest młodym mężczyzną, na pewno ma swoje potrzeby, a w tej sytuacji…Doktorowi zbiera się na zwierzenia. Tak, jest mu ciężko, ale nie może nikogo narażać. Nie miałby sumienia. W chwili słabości krzyczy, że to niesprawiedliwe, że przecież nie jest niczemu winny. A musi tak cierpieć! I nawet nie zdążył poznać fizycznej przyjemności. I zaczyna płakać, a Minegishi płacze razem z nim. Mocna scena.
      • siostra_bronte "Pojedynek w ciszy" (2) 08.05.15, 15:46
        Potem pielęgniarka mówi mu, że może znalazłaby się kobieta, która nie bałaby się jego choroby. Ona. Ale doktor mówi jej, żeby nawet o tym nie myślała…

        Tymczasem Misao przestaje odwiedzać doktora. Podobno wychodzi za mąż. Fujisaki jest smutny, ale z drugiej strony tego właśnie chciał.

        Pewnego dnia do szpitala przyjeżdża żona Nakady, w fatalnym stanie. Okazuje się, że opuściła męża. Ojciec i syn zabierają ją na badania. Niestety, kobieta traci dziecko. Wkrótce do szpitala wpada wściekły Nakada. Wygraża wszystkim dookoła. Doktor mówi pielęgniarce, że ta agresja to efekty choroby, krętki uszkodziły już mózg.

        Doktor mówi Nakadzie co się stało. Ten dalej się wścieka. Chce zobaczyć dziecko. Do awantury przyłącza się Minegishi. Krzyczy na Nakadę, że to wszystko jego wina. On zaraził doktora! Potem się nie leczył i zaraził żonę. I dobrze, niech zobaczy dziecko, może potrzebuje szoku, żeby zrozumieć co się stało. Nakada idzie do sali i przez ścianę słyszymy jego krzyk. Doktor wyciąga go z sali. Załamany Nakada nie potrafi wstać z podłogi…

        Misao odwiedza doktora raz jeszcze. Opowiada o planowanym ślubie. Uśmiecha się, wygląda na szczęśliwą. Ale szybko maska opada. Misao płacze: „rzućmy to wszystko i wyjedźmy daleko stąd!” Doktor patrzy na nią, pochyla się nad jej twarzą, jakby chciał ją pocałować, ale nagle cofa się. Nie może tego zrobić (kiła przenosi się też przez ślinę). Potem stoją oboje w milczeniu przez długą chwilę. W końcu żegnają się, na zawsze…

        Ostatnie sceny filmu. Zaprzyjaźniony posterunkowy mówi ojcu doktora, że pacjenci uważają go za anioła. Ojciec odpowiada, że jest po prostu lekarzem, który daje nadzieję ludziom, cierpiącym jeszcze bardziej niż on sam. Ostatnie ujęcie: Fujisaki operuje kolejnego pacjenta. Koniec.

        I to cała historia. Naprawdę bardzo ciekawa i sprawnie opowiedziana. Jest tu ewidentnie dydaktyczny wątek na temat kiły, która, zdaje się, w owym czasie była wielkim problemem nie tylko w Japonii.

        Ale główny temat, izolacja bohatera z powodu choroby został pokazany bardzo przekonująco.

        Jest tu jeszcze kilka ciekawych wątków. Choćby ten już wspomniany, czy można pacjenta winić za chorobę, której nabawił się przez, ogólnie mówiąc, swój tryb życia? W pewnym momencie Minegishi mówi doktorowi, że nienawidzi Nakady. A czy on czuje do niego nienawiść, obwinia go za to co się stało? Doktor milczy, jest przecież lekarzem, ale może w skrytości ducha myśli tak samo?

        No i jeszcze ciekawy wątek z Misao. Doktor nie mówi jej prawdy, ale czy dziewczyna nie zasłużyła na szczerość? Takie ukrywanie prawdy dla „dobra” kogoś jest dwuznaczna moralnie. Misao jeszcze długo będzie się zastanawiać dlaczego Fujisaki rozstał się z nią. Może będzie myślała, że to jej wina.

        Jeszcze jedna uwaga. Dla widzów z obsesją na punkcie chorób, bakterii i zarazków oglądanie tego filmu będzie mocnym przeżyciem :)

        Znalazłam scenę, kiedy doktor zwierza się pielęgniarce:

        www.youtube.com/watch?v=WAAx-eElNdc
        I jeszcze strona z fotkami:

        www.furiouscinema.com/2013/11/quiet-duel-1949-obscure-picks/
        • grek.grek Re: "Pojedynek w ciszy" (2) 08.05.15, 16:42
          o, nowa opowieść, dzięki Siostro :]

          nie wiem, czy dziś dam radę skomentować, ale jutro - na 100 % :]
          • siostra_bronte Re: "Pojedynek w ciszy" (2) 08.05.15, 16:47
            Ok :)
        • grek.grek Re: "Pojedynek w ciszy" (2) 09.05.15, 14:28
          kolejna znakomita opowieśc, Siostro :
          dzięki.
          tempo, szczegół i barwa. to się czyta ! :]

          świetny film.

          jest dramat uczuciowy, opierający się na tym, że bohater odsuwając się od kobiety musi ukrywać prawdę, a ona sama nie znając jej przeżywa to wszystko podwójnie.

          jest róznica postaw między Fujisakim i Nakadą. ten pierwszy szlachetnie stara się nie zakazić nikogo innego, nawet za cenę zadawania uczuciowych ran. Nakada jest nieodpowiedzialny, swoją chorobę przekazuje dalej, co gorsza nie robi tego ze złości, ale ze zwykłej beztroski, jak się wydaje ? wyraźna polaryzacja :[, ale wg mnie nie upraszcza ona odczytania całości, lecz po prostu wyraziście pokazuje dwie jedynie możliwe postawy w takiej sytuacji.

          jest dramat sumienia, jak już napisałas w podsumowaniu. Fujisaki zaraził się przypadkiem, spada na niego zarówno choroba jak i koniecznośc zerwania z narzeczoną bez podawania przyczyny, a więc rzeczy które wywracają jego świat do góry nogami. musi zachować godność, bo to jedyne co mu zostało do uratowania. trudne i pokazujące ile w nim charakteru.

          wydaje mi się też, że losy Nakady są tutaj równolegle wplecione, żeby pokazać jaki wybór miał Fujisaki : zapić chorobę, przestać się przejmować i po prostu uznać, ze "po mnie choćby potop". los Nakady, to wcielenie alternatywnego losu i postawy Fujisakiego, tak bym to widział.

          świetna scena, absolutnie po europejsku grana, no i Mifune znakomity.
          doktor mówi tutaj, że "chciał być po prostu porządnym człowiekiem, ożenić się, byc godnym zaufania innych, staral się tak żyć aby umożliwić sobie realizację tych planów".

          on uważa, że wszystko zostało zmarnowane, ale... ja bym powiedział, że w tej chorobie i nieszczęściu, tym bardziej może się on okazać "porządnym człowiekiem", może trochę przewrotnie, ale jednak spełnić swoje wyobrażenia o samym sobie. i że mu się to udaje w pełni.

          jak sądzisz ?

          dzięki raz jeszcze, Siostro :]
          • siostra_bronte Re: "Pojedynek w ciszy" (2) 09.05.15, 15:09
            Dzięki, Greku :))

            Tak, świetna historia. Masz rację, Nakada i doktor prezentują dwa różne postawy. To jest oczywiste, że doktor będzie tym szlachetnym, ale na szczęście nie jest papierową postacią. Przeżywa rozterki, a w rozmowie z pielęgniarką wszystkie tłumione emocje wybuchają.

            Wciąż mam wątpliwości, czy Fujisaki dobrze zrobił nie mówiąc swojej narzeczonej prawdy. Ale jeżeli chodzi o nie narażanie nikogo na chorobę jak najbardziej może mieć czyste sumienie.

            Jeszcze raz dzięki :) W planach jest jeszcze inny film Kurosawy, mam nadzieję, że go obejrzę.

            • grek.grek Re: "Pojedynek w ciszy" (2) 10.05.15, 13:22
              :]

              celna uwaga, Siostro.
              Nakada i Fujisaki są wyraziści i symbolicznie przeciwstawni, ale nie są papierowi.
              tak własnie.

              ano własnie :]
              rozmowa mogłaby wszystko rozjaśnić, w filmie amerykańskim zapewne by do niej doszło.

              dlaczego tutaj jej nie ma ?
              jak sądzisz ?

              ja bym optował za głębokim osadzeniem filmu i postaci w obyczajach i kulturze japońskiej, która na mężczyzn nakłada [nakładała ? bo i tam wiele się zmienia] wymóg bycia honorowymi. rzecz wstydliwą, hańbiącą zmyć może tylko smierć. niekoniecznie samobójcza, ale publiczna, moralna, skazująca delikwenta na napiętnowanie społeczne.

              możliwe, ze w doktorze Fujisakim jest mocno wbudowana taka właśnie świadomość i dlatego nie potrafi wyznać swojej narzeczonej prawdy. Mogłaby mu nie uwierzyć, albo co gorsza - on mógłby nie uwierzyć, że ona mu wierzy. On uważa, że w ten sposób chroni ją przed poczuciem tego samego wstydu jaki on odczuwa.

              co sądzisz o takiej interpretacji ?

              swietnie ! doskonale :]
              z niecierpliwością będę oczekiwał [będziemy oczekiwali, jak sądzę] na kolejną Twoją opowieść,Siostro :]
    • siostra_bronte "Żegnaj, moja konkubino" 08.05.15, 15:58
      W Kulturze o 20.20. Film Chena Kaige’a. Widziałam w kinie. Świetny!!
      • grek.grek Re: "Żegnaj, moja konkubino" 08.05.15, 16:43
        dzięki za zapowiedź :]

        oglądam.

        "W ciemności" spróbuję złapać jutro.
        zaczynam doceniać te powtórki, hehe.
        • siostra_bronte Re: "Żegnaj, moja konkubino" 09.05.15, 15:20
          I jak, Greku, oglądałeś?
          • siostra_bronte Re: "Żegnaj, moja konkubino" 10.05.15, 09:24
            Było na co popatrzeć. Zdjęcia są zachwycające!
            • siostra_bronte Re: "Żegnaj, moja konkubino" 10.05.15, 09:25
              Chciałam dołączyć video, ale pojawił się tekst: "wykryto spam" ??
              • maniaczytania Re: "Żegnaj, moja konkubino" 10.05.15, 10:43
                bo chyba kombinują z linkami, w sensie blokują je, żeby ciszy nie złamać.
                Ja np. muszę pisać usuwając link do bloga w sygnaturce ;)
                • siostra_bronte Re: "Żegnaj, moja konkubino" 10.05.15, 13:15
                  O, tak właśnie myślałam.
                  • siostra_bronte Re: "Żegnaj, moja konkubino" 11.05.15, 01:30
                    Cisza się skończyła i dalej nie można linkować!
                    • barbasia1 Re: "Żegnaj, moja konkubino" 12.05.15, 16:11
                      Widziałam ostanie 40 minut filmu, więc i ja czekam na powtórkę.
                      Kto pierwszy wypatrzy daje znać. :)
          • grek.grek Re: "Żegnaj, moja konkubino" 10.05.15, 13:13
            niestety, Siostro, ale tylko pierwszą godzinę.
            później wydarzyła mi się przerwa, mogłem wrócić na ostatnie 20 minut, ale
            stwierdziłem, że lepiej bedzie jak obejrzę jakąś powtórkę od początku do końca.

            w każdym razie, sceny tresowania kijami chłopców w szkole operowej - mocne.
            • siostra_bronte Re: "Żegnaj, moja konkubino" 10.05.15, 13:30
              Szkoda, ale pewnie będzie kiedyś powtórka :)
              • grek.grek Re: "Żegnaj, moja konkubino" 10.05.15, 17:33
                mam nadzieję.

                jestem ogromnie ciekaw kina chińskiego, zwłaszcza tych starszych filmów, grzebiących w przemianach obyczajowych, polituycznych i kulturowych XX-wiecznych CHin. złapałem klimat ;']
                • siostra_bronte Re: "Żegnaj, moja konkubino" 11.05.15, 18:51
                  Świetnie.

                  Wreszcie trailer:

                  www.youtube.com/watch?v=cC-_SLiRnJE
                  • grek.grek Re: "Żegnaj, moja konkubino" 12.05.15, 16:32
                    dzięki, Siostro; czekamy na powtórkę :]
    • grek.grek "W ciemności" w TVP1 08.05.15, 16:41
      TVP szarżuje :]

      Barbasia i Pepsic już widziały, była rozmowa i recenzje poczynając od tej :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,142254766,142629825,Re_Pepsic_jak_tam_W_ciemnosci_.html
      dzisiaj o21:20 i jutro 0:05 szanse dla maruderów :]

      skaczemy ?
      • maniaczytania Re: "W ciemności" w TVP1 08.05.15, 21:48
        ja odpuściłam, może innym razem
        do takich filmów musi być odpowiednia chwila
        • grek.grek Re: "W ciemności" w TVP1 10.05.15, 17:36
          :]

          ja się zaciąłem i obejrzałem.
          napiszę słów kilka, chociaż dzisiaj pewnie nie zdążę.

          idę wykonać akt.
          wyborczy :]

          a jak Ty ? a jak Wy ? Czcigodni ?
          już wsparliście swoich kandydatów ? :]
          • angazetka Re: "W ciemności" w TVP1 10.05.15, 19:08
            O "wspieraniu swojego kandydata" mowy nie było, ale tak, głosowałam ;)
            • barbasia1 Re: "W ciemności" w TVP1 10.05.15, 19:57
              >O "wspieraniu swojego kandydata" mowy nie było
              O! A dlaczego nie było mowy???
              • angazetka Re: "W ciemności" w TVP1 11.05.15, 13:28
                Bo od dawna nie miałam prawdziwe "swojego" kandydata...
          • maniaczytania Re: "W ciemności" w TVP1 10.05.15, 19:15
            już po głosowaniu :)

          • barbasia1 Re: "W ciemności" w TVP1 10.05.15, 19:59
            grek.grek napisał:


            Po głosowaniu.

            Aż się boje przyznać kogo wsparłam. ;)
    • siostra_bronte "Ptaki" 09.05.15, 14:18
      16.10. Klasyka. Pewnie wszyscy widzieliśmy. Ale to jeden z filmów mistrza, który mocno zestarzał się pod względem technicznym. Widać, że wiele scen było kręconych w studio, a niektóre ptaki były sztuczne :) Ale oczywiście oglądam, po raz n-ty.
      • grek.grek Re: "Ptaki" 09.05.15, 14:31
        oglądam :]
        poprowadzenie akcji, budowanie rzeczywistości filmowej i atmosfery, aranżacja scen - to są mistrzowskie rzeczy. zawsze swietnie się do nich wraca.

        także w pierwszym terminie spróbuję [powtórka w nocy, ale mam nadzieję dziś obejrzeć riplej "W ciemności" w Jedynce]

        dzięki za zapowiedź, Siostro.
        • siostra_bronte Re: "Ptaki" 09.05.15, 19:29
          Kurcze, to jednak świetny film :)
          • siostra_bronte Re: "Ptaki" 10.05.15, 14:32
            Oczywiście, efekty specjalne bardzo się zestarzały, ale sama historia i sposób pokazania są świetne.

            Daphne du Maurier ma szczęście do filmowych adaptacji. "Gospoda Jamajka", "Rebeka" i "Ptaki" Hitchcocka, "Nie oglądaj się teraz" Roega.

            I znowu mamy zaborczą mamuśkę, ale z czasem wzbudzającą naszą sympatię i zrozumienie.

            Ciekawy jest też wątek wciąż zakochanej w Mitchu Annie. Wreszcie jakaś brunetka :)

            Najlepsze sceny:

            Matka Mitcha znajduje zwłoki sąsiada. Jest w takim szoku, że nawet nie potrafi krzyczeć.

            Melanie siedzi na ławce przy szkole i czeka na zakończenie lekcji. Za nią powoli zbierają się ptaki, aż w końcu jest ich pełno.

            Atak ptaków na dom Mitcha. Kamera pokazuje bohaterów z góry, potęgując wrażenie, że są w pułapce.

            Mitch i Melanie znajdują martwą Annie pod jej domem.

            Ujęcie z lotu ptaka na pożar stacji benzynowej i samochodów. Kapitalny pomysł.

            Scena, kiedy Mitch wychodzi po ataku z domu i widzi mnóstwo ptaków.


            • grek.grek Re: "Ptaki" 10.05.15, 17:22
              dzięki, Siostro, świetnie wypunktowałaś te znakomite momenty :]

              mnie się spodobało to, jak Hitchcock nie spieszy się z przejściem do wątku grozy i opresji.

              ileż uwagi poświęca rozwinięciu akcji, prawie godzinę trwa zawiązywanie relacji między postaciami, wątek znajomości MItcha z Melanie, a potem Melanie z jego matką i siostrą. sama sekwencja, kiedy Melanie zjawia się na wyspie, płynie sama motorówką pod dom Mitcha, po cichu zostawia papuzki i zadowolona z siebie czeka w łódce na jego reakcję, a potem on zauważa ją na łodzi i pędzi autem na przystan, żeby ją tam odebrać - znakomita.

              nie wiem jak to było u Ciebie ?, ale ja w ogole nie wyczekiwałem tych ataków, tej AKCJI :]

              jak tu się zgarbnie rozwija wątek psychologiczny : matka MItcha boi sie, że syn ją opuści i odejdzie z kobietą, więc jest nieufna wobec Melanie, ale Melanie z czasem przekonuje ją, że wcale nie musi jej syna zabierać, że jesli MItch się z nia ożeni, to matka nie zostanie sama.

              w pewnym momencie można odnieśc wrażenie, że to nie wątek ataków ptaszydeł na ludzi jest tutaj najważniejszy, ale że jest on tylko przyczynkiem do tego, by w dramatycznych okolicznościach Melanie znalazła porozumienie z matką MItcha.

              cały ten wstęp doskonale szkicuje postać Melanie - pewnej siebie, śmiałej, wyemancypowanej, ale jednocześnie zabawnej, i dzięki temu tak duże wrażenie robi scena w końcówce, kiedy jest ona zupelnie przerażona. cóż za kontrast !

              Hitchcok potrafi nakręcić godzinę filmu tylko po to, by jej zawartośc uzasadniła i wzmocniła maksymalnie przekaz dwóch-trzech scen następujących później, które niejako są opus magnum w tym konkretnym filmie. nie wiem, czy pamiętasz, rozmawialiśmy o tym takze przy okazji "Psychozy".

              jakby się przyjrzeć dobrze "OKnu na podwórze" tam też wszystko zmierza do takich właśnie rozwiązań i też długo trwa zanim ruszy wątek kryminalny.

              ale i w "Oknie..." ten wątek poprzedzony jest znakomitą przecież serią ujęć, dialogów i monologów traktujących o moralności podglącza, dopasowaniu w związkach damsko-męskich, lęku mężczyzny przed małzeństwem i dążności kobieta do tegoż małzeństwa, czy wreszcie o tym jak człowiek cięzko znosi przymusowy bezruch.

              słowem : po latach odkrywa się rzeczy całkowicie nowe i bardzo interesujące :]
              • siostra_bronte Re: "Ptaki" 10.05.15, 19:17
                Dzięki, Greku :)

                Masz absolutną rację. Już zapomniałam jak dużo się tutaj dzieje OPRÓCZ scen z atakiem ptaków!

                Znakomity jest ten wstęp w sklepie z ptakami. Potem wyjazd Melanie do miasteczka, spotkanie z Annie. Potem z jej rodziną. Jesteśmy doskonale wprowadzenie w całą sytuację.

                Świetnie to ująłeś, faktycznie wątek z ptakami nie wydaje się najważniejszy. Kiedyś tego nie dostrzegałam. Chyba byłam za mała :) Teraz byłam zaskoczona ile tu ciekawych, intrygujących wątków.

                Ten główny, czyli skomplikowany układ: matka, Mitch i Melanie. Matka po śmierci męża czuła się samotna. Boi się, że syn zwiąże się z jakąś kobietą i ją opuści. Stąd jej nieufność wobec Melanie. W chwili kiedy Mitch zaprasza Melanie na kolację Lydia nawet nie ukrywa swojej niechęci.

                Czytałam trochę o "Ptakach" i doszukałam się nawet analiz, że agresja ptaków to metafora relacji Lydii i Melanii. Ptaki atakują w obronie swoich piskląt. Melanie broni Mitcha przed zagrożeniem ze strony Lydii. Kiedy obie dochodzą do porozumienia, zagrożenie ze strony ptaków mija. Mogą wyjechać. Przyznaję się bez bicia, że na to bym nie wpadła :)

                Ale rzeczywiście, zastanawiające jest to, że nieszczęścia zaczynają się od przybycia Melanie do miasteczka. Jest taka scena w restauracji, kiedy przerażona babka krzyczy to do niej: "To pani wina! Kim pani jest?". I coś jest na rzeczy.

                Kiedyś zastanawiało mnie to, że Melanie przywozi papużki w klatce. Może to uruchomiło "zemstę" natury? Ale teraz już nie jestem pewna tego tropu :)

                Trochę zagadkowa jest ta scena na końcu, kiedy w samochodzie ranna Melanie ściska rękę Lydii i uśmiecha się do niej, a ta jej odpowiada tym samym. Lydia wreszcie zaakceptowała Melanie. A jednak Melanie sprawia wrażenie pokonanej. Jest ranna, szuka wsparcia "matki". Wiemy, że jej własna matka opuściła ją w dzieciństwie (kolejna wredna mamuśka). Ta scena nie jednak tak jednoznaczna jak się wydaje. A Ty jak sądzisz, Greku?

                Jeszcze kilka szczegółów i scen, które zwróciły moją uwagę:

                Zielony kostium Melanie. Hitchcock miał świetne wyczucie koloru. Przypominają mi się zielone sukienki Kim Novak z "Zawrotu głowy".

                Jest taka scena, kiedy Lydia i Melanie stoją koło siebie, przed domem. Mają identyczne fryzury, są tak podobne do siebie, że wyglądają jak matka i córka. To na pewno nie przypadek.

                Już po ataku Melanie idzie na strych. Stoi przed drzwiami, waha się czy wchodzić czy nie. Doskonale wiemy i ona chyba też, że nie powinna tego robić. A jednak wchodzi. Dlaczego?

                Wątek z dziećmi. Szczere wyznanie matki, że nigdy nie miała dobrej relacji z dziećmi, w przeciwieństwie do męża. Dzieci w filmie są atakowane i to ostro przez ptaki dwukrotnie. Jest w tym coś zagadkowego.

                To nie wszystkie ciekawe wątki.

                O tak, masz całkowitą rację :)

                • siostra_bronte Re: "Ptaki" 10.05.15, 19:18
                  *Potem z rodziną Mitcha.
                  • siostra_bronte Re: "Ptaki" 10.05.15, 19:20
                    *Lydia broni Mitcha przed zagrożeniem ze strony Melanie. Uff...
                • grek.grek Re: "Ptaki" 11.05.15, 14:09
                  dzięki :]

                  własnie, to jest ciekawe jak po latach dostrzegamy głębsze warstwy w filmach.

                  yes, stosunek matki do Melanie ewoluuje przez cały film i HItchcock dzielnie się trzyma tego wątku. Incjuje, aranżuje, kolejne sceny które to pokazują.

                  w scenie, kiedy do domu wpadają przez komin wróble - to Melanie robi pierwszy krok. To ona najpierw wyprowadza z pokoju siostrę Mitcha a potem łapie za rękę i zabiera Lydię. a wczesniej jest też opowieść o rzymskich rzekomych wyczynach Melanie, którą matka częstuje Mitcha, dodając ten epizod do całej serii gestów wyrażających jej dystans do niej,a nawet - jak napisałaś : niechęć.

                  ataki ptaków emanacją lęków Lydii ?
                  o, interesująca metafora. rzeczywiście, tak mozna by to odczytać. pierwszy atak ma miejsce, kiedy Melanie rozpoczyna swoją wizytę w Bodega Bay, ostatni - właśnie tak jak piszesz : kiedy ostatecznie dochodzi do porozumienia obu kobiet.
                  też bym nie wpadł :]]

                  papużki, to też ciekawy trop, Siostro :]

                  scena w aucie ?
                  wydaje mi się, że Melanie jest słaba i w Lydii znajduje oparcie i możliwe iż właśnie
                  matkę, której w zasadzie nigdy nie miała. a Lydia porzuca myśl, że Melanie jest
                  zagrożeniem dla niej. ja bym tutaj widział porozumienie i wzajemne zaufanie :]

                  yes, ale swietnie dostrzegłaś podobieństwo, Siostro.
                  rzeczywiście, blondynka w zielonym. faktycznie.

                  Kim Novak, Janet Leigh, Grace Kelly, Tippi Hedren... Hitchcock miał wyrazisty ideał kobiecej urody ;]

                  celnie !
                  i ja nie mam pojęcia dlaczego Melanie wchodzi na strych.
                  odpowiedzi szukałbym w portrecie jej osoboowści jaki Hitchcock maluje przez cały film.
                  jest ona ciekawska. chce wiedzieć kim jest Mitch, chce wiedzieć jakie ma relacje z matką [dlatego naciąga na zwierzenia jego eks-przyjaciółkę], chce widzieć reakcję Mitcha na pozostawione w domu papużki... może dlatego otwiera także te drzwi ? i dlatego zapalaa latarkę, co prowokuje ptaki do ataku.

                  znów bardzo interesująaca kwestia.
                  dlaczego dzieci ?
                  przyznam że tutaj nie mam pomysłu...

                  a'propos sceny z ptakami stopniowo zbierającymi się za plecami spokojnie siedzącej na ławce Melanie - przeszła do historii i doczekała się licznych parodii, które jak wiadomo zawsze są hołdem dla oryginału :] w jednej z nich, nie pamiętam w jakim to było filmie, bohater w końcu zaczyna uciekać, ptaki zrywają się za nim, ale nie dziobią go, tylko... zrzucają innego typu... ładunek ;] bohater szybko zaczyna przypominać zaparkowany pod niewłaściwym drzewem samochód ;]

                  ale to w istocie mistrzowski moment. wspaniały. niby proste : najpierw jeden ptak, potem trzy, potem sześć, a wreszcie całe mrowie, tylko wpaść na to nie mając żadnego wzorca i schematu - oto cały szkopuł :]
                  • siostra_bronte Re: "Ptaki" 11.05.15, 18:56
                    Mogę się tylko podpisać pod Twoimi uwagami Greku :)

                    Na podsumowanie przeglądu Hitchcocka strona z jego ulubionymi motywami. Świetne zdjecia!

                    brightlightsfilm.com/alfred-hitchcock-a-hank-of-hair-and-a-piece-of-bone-a-photo-essay-on-the-masters-visual-motifs/#.VVDeuPC_vct
                    • grek.grek Re: "Ptaki" 12.05.15, 16:35
                      :]

                      ale świetne zestawienie, kawał doskonałej roboty !
                      dzięki, Siostro.

                      w hitchcocowskim stylu, zaczyna się od trzęsienia ziemi... Kim Novak zestawiona z czaszką zmarłej matki Batesa ? yikes !! ;]
    • grek.grek "... w pogoni za szczęściem" dok. w Kulturze 10.05.15, 12:39
      dokument made in France.

      dwóch braci z Petersburga - kupują starą [piekną], zaniedbaną kamienicę, aby ją trochę ogarnąć i zrobić w niej coś w rodzaju klubu, w którym będą się odbywać imprezy z muzyką rockową i po prostu zycie towarzyskie młodzieży. Rodzice ich wspomagają finansowo, rozumiejąc doskonale ich hobby i zainteresowania, ale i oni sami umieją np. zdobyć parę rubelków na giełdzie.

      para z Pekinu. stuknięci na punkcie rzeczy i gadżetów, oboje pracują w branży informatycznej czy jakiejśtam.

      młode małżeństwo w czwórką dzieci. Z Hajfy. właśnie się wprowadzają do nowego domu w kibucu powstałym na obrzeżach miasta. Dom już generalnie mozna urządzać i w nim mieszkać, aczkolwiek cała reszta w stanie dośc surowym, do uprzątnięcia. Wszelako, widać że to będzie ładne osiedle, jak tylko budowa zostanie ostatecznie dokończona, wszystkie graty i ziemia uprzątnięte, chodniki i drogi zostaną wybetonowane, a klomby zazielenią się i zakwiatują.

      co łączy tych wszystkich ludzi ?

      znaczek ikei:]

      to jest pokolenie 30-latków, którzy dorastali z katalogiem ikei na stoliku. Oglądali, przyglądali się i planowali, że ich własne mieszkania bedą urządzone i wypełnione własnie sprzetem tej marki. ikea była dla nich oczywistością, synonimem statusu i mieszczańskiej samoidentyfikacji.

      tak im zostało.

      Bracia z Petersburga wybierają się do sklepu ikei i kupują tam kanapę. przy okazji wspominają jak to w mieście otwarto pierwszy sklep tej firmy. wizyta w nim była dla młodych Rosjan czymś w rodzaju obowiązku, powinności, tak jak zakup bułki z kotletem w Macu. Oni sami całą swoją młodośc spędzili w ikei. Łazili po stoiskach, oblizywali się na widok tego, co by chcuieli sobie kupić, albo po prostu szli do kawiarni mieszczacej się na terenie sklepu i jedli ciastka, popijali kawę albo cole. Teraz zresztą też siedzą przy stoliku, jedzą ciastko, w filizance kawa,w butelce cola... Nie przeszło im ;]

      para Chińczyków studiuje i wertuje ciągle katalogi. pan Chińczyk pokazuje niemiłosietnie wyszmalcowany egzemplarz, pełen zakładek, mówiąc "Wygląda tak, bo czytamy go, oglądamy nonstop i wszedzie ze sobą nosimy". i teraz siedzą przy nim i przerzucają, planując zakupy do swojego mieszkania. "Nie przywiązujemy się do rzeczy - mówi pani Chinka - więc jesli zmienimy dom, to nie zabierzemy ze sobą mebli, które mamy tutaj. Pewne jest jednak to, że nowe meble do nowego mieszkania kupimy w ikei". ikea marka nieśmiertelna, którą mają wdrukowaną w głowe jako kultową i reprezentacyjną dla całego pokolenia. Po to pracują, by kupować niezbędne wyposażenie właśnie tam. Marzyli o tym od dziecka.

      małzeństwo prawników z Hajfy odwiedza swoich znajomych, rozmaawiają o idei kibucu, która mocno się zdewaluowała w ostatnich latach. Kiedyś chodziło o to by ludzie razem spędzali czas, by drzwi domów były dla wszystkich cały czas otwarte. Teraz poszczególne rodziny mają płoty dookoła domu, furtki, coraz rzadziej przesiadują razem na podwórzu. Indywidualizm.

      młodzi panstwo są poniekąd także nowocześni, a więc jednak chcą mieć płot i trochę prywatności. Jednocześnie deklarują oboje, że zalezy im na integracji wewnątrzfamilijnej, czyli na tym, by spędzać czas wspólnie ze swoimi dziećmi. "Nie chcemy, by nasz dom wyglądał tak, że sześć osób w sześciu pokojach robi oddzielnie sześć róznych rzeczy i w zasadzie nie komunikuje się ze sobą". Wręcz odwrotnie ma być.

      oni też nie wyobrażają sobie swego wymarzonego mieszkania wyposazonego inaczej jak w meble i sprzęty z ikei. bo oni też... mieli marzenie ;] własnie o tej marce.

      aczkolwiek, pani żona zdobywa się na interesującą uwagę - otóz, mówi ona, że kiedyś ikea była symbolem oryginalności : miałes coś z ikei i byłeś w awangardzie, dzisiaj ikei się zrutynizowała, wszyscy tam kupują, wszyscy chcą mieć coś z ikei, ale mimo to nadal uważają, że są oryginalni i niepowtarzalni.

      wniosek ? ikea jest jak tatuaż : kiedyś był wyrazem buntu i jednostkowości, dzisiaj buntem i jednostkowością jest nieposiadanie tatuażu :]

      Pokolenie wychowane na marzeniu o ikei najpewniej jednak nie dba o takie sprawy, nawet jesli lubi mieć poczucie oryginalności. Ważniejsze jest to, że chodząc do sklepów tej firmy, wertując katalogi i obnosząc się z nimi, wreszcie kupując zaznaczali swoją przynależnośc do mieszczanstwa, do klasy średniej, swoje aspiracje i status. W końcu... wciąz nie każdego stać na to, żeby sobie przyjśc do ikei i wytoczyć się dumnie taszcząc wypasioną kanapę.

      ciekawy i wymowny jest sam tytuł : dla tych ludzi, dla aspirującej części całefgo pokolenia, RZECZY i MARKI są symbolem szczęścia i powodzenia. jednocześnie, trudno ich zakwalifikować jako materialistów : Rosjanie mówią o tym swoim klubie jak o czymś waznym, Izraelczycy podkreslają zafiksowanie na rodzinę, a Chińczycy myślą o pierwszym dziecku, a nawet chcieliby dwójki, co w Chinach może być chyba problemem [?].
      • grek.grek "IKEA w pogoni za szczęściem" dok. w Kulturze 10.05.15, 12:43
        przepraszam, że nie wpisałem w tytule nazwy marki, a w tekście jest ona z małymi literami napisana, ale nie mogłem wysłać posta bo ciągle wyskakiwał komunikat "wykryto spam". zmieniłem literowanie i z tytułu wykosiłem "IKEę", bo cholera wie ;] i przeszło.

        niestety linka do youtube'a przepuścić nie chce.

        "IKEA hunting for hapiness, what do middle classes dream of" - tak brzmi org. tytuł, w jutubie jest ten film w całości, do obejrzenia albo... "przekartowania" :]
        • siostra_bronte Re: "IKEA w pogoni za szczęściem" dok. w Kulturze 10.05.15, 13:28
          O, czyli też miałeś problemy ze spamem.

          Dzięki za ciekawą historię.

          Moje doświadczenia z Ikeą są niezbyt udane. Każda wizyta w tym sklepie była dla traumatycznym przeżyciem. Brak okien (dlaczego??). Ludzie z klaustrofobią nie powinni tam w ogóle wchodzić :) Wyznaczona ścieżka jak w labiryncie, którą trzeba iść. Jak chcesz się cofnąć, to nie możesz pójść na skróty, więc całą drogę trzeba przejść jeszcze raz. Tragedia.

          Meble niedorobione i wcale nie takie tanie. Mały stolik, który mi przywieziono, miał sporą rysę na blacie. Oczywiście nie wzięłam go. Następny, który dostałam, też miał rysę, mniej widoczną, więc został. Nie miałam siły się dłużej szarpać.

          A jak wasze doświadczenia? :)

          • siostra_bronte Re: "IKEA w pogoni za szczęściem" dok. w Kulturze 10.05.15, 13:53
            *Wasze doświadczenia
          • pepsic Re: "IKEA w pogoni za szczęściem" dok. w Kulturze 10.05.15, 14:25
            W moim mieście nie ma Ikei, zatem nie mam żadnych doświadczeń, ani przemyśleń i nie pojmuję zjawiska.Wolę wnętrza stylizowane i typu wiejski dworek, ale nie przeładowane. Mam jedynie drobne przedmioty codziennego użytku oraz hit: lusterko powiększające na wysięgniku do łazienki.
            Ogólnie męczą mnie supermarkety, właśnie brak okien, sztuczne światło, zapachy, poczucie matrixu i straty czasu. Średnio bywam w nich raz na rok (sic).
          • grek.grek Re: "IKEA w pogoni za szczęściem" dok. w Kulturze 10.05.15, 17:29
            yes :]
            może to jakiś tymczasowy błąd.
            byc może system blokuje dzisiaj jutuba i linkowanie, bo są wybory i chodzi o uniemozliwienie wrzucania politycznie motywowanych filmików albo fotografii z memami czy czymśtam ?

            dzieki za przeczytanie i komentarz,Siostro :]

            o,ciekawe wrażenia i obserwacje.

            ja przyznam, że IKEę znam z nazwy, nigdy nie byłem w takim sklepie ani nie miałem w rękach katalogu. może na jakimś meblu keidys siedziałem albo leżałem, ale byłem tego zupełnie nieświadom.

            nie znam, przyznam szczerze, na tych sprawach.
            sam mam meble marki meble i byle było na czym usiąść albo się połozyć lub też postawić/polozyć/oprzeć co tam akurat trzeba.
            kupuję w jakichś graciarniach za 10 zł, czasami można dostać coś fajnego, i o dziwo nie rozwala się mimo lat uzytkowania :}
            • maniaczytania Re: "IKEA w pogoni za szczęściem" dok. w Kulturze 10.05.15, 17:38
              byłam kilka razy, zawsze to dla mnie męczące. Najbardziej wkurza ta wytyczona marszruta, chociaż po jakimś czasie można się już połapać w skrótach i 'tajemnych' przejściach ;)
              Do tego rozwalają mnie trochę te dzikie tłumy w restauracji na końcu sklepu, które koniecznie w niedzielę z rodziną muszą tam na pulpeciki ;)
              A same meble - mam kilka, jakość odpowiednia do ceny - nie posłużą na dziesiątki lat. Można znaleźć kilka fajnych, ale ogólnie mnie się skandynawskie wzornictwo nie bardzo podoba.
              • grek.grek Re: "IKEA w pogoni za szczęściem" dok. w Kulturze 11.05.15, 13:48
                a na filmie pp. Chińczycy, Rosjanie i Izraelczycy posłusznie dreptali tymi wyznaczonymi ścieżkami...

                znowu tym Polakom się coś nie podoba, no... ;]]
    • grek.grek "Dzień wielkiej ryby" [1996 r.] 10.05.15, 13:46
      nastrojowa, nostalgiczna, ale dzięki scenografiii nadwodno-słonecznej oraz jazzzującym basowo-smykowym ilustracjom muzycznym pozbawiona taniego sentymentalizmu opowieść o przenikaniu teraźniejszośc i przeszłości oraz o sprzecznych pasjach prowadzących do trudnych wyborów, których słusznośc rozstrząsa się przez całe życie.

      50-latek Jan [znakomity Jan Peszek] powraca po 30 latach do małego miasteczka nad jeziorami, gdzie spędzał wakacje jako nastolatek i połykał bakcyla wędkarstwa oraz zakochał się.

      Jan krązy po znajomej okolicy. Jest miłośnikiem łowienia ryb, więc zarzuca wędkę to tu, to tam,a tym chętniej, że kilka razy w wodzie rozlega się donośny plusk. Tak, jakaś duża ryba tutaj pływa. Szczupak ? może sum ? Jan jest nią zafrapowany.

      Spotyka róznych ludzi : faceta [Jan Frycz] który sądzi, że zdradza go żona, i ukojenia skołatanych nerwów szuka w zarzucaniu kija w wodę. Inny pan przechodzi akurat w rowerem i wdaje się z Janem w pogawędkę rybacką. Jeszcze inny [pan Cnota] przychodzi odpalić papierosa i też zdobywa się na kilka niemal filozoficznych uwag. Jan przychylnie ich słucha, jest zbyt kulturalnym człowiekiem, żeby się zirytować na ich gadulstwo, ale w ostateczności to on w końcu zmienia miejsce. Czasami musi przegonić dzieciaki, które przyszły się pluskać w wodzie. Płoszą ryby. A kiedy wsiada w autobus i odwiedza miasteczko - przysiada się sympatyczny młody człowiek [Artur Barciś] i powiada,że "marnośc nad marnościami, te nasze starania wszelkie, proszę pana".

      Retrospekcje co chwila cofają akcję 30 lat wstecz.

      Jan był wówczas Jankiem [Jan Wieczorkowski], miał 17 lat i spędzał wakacje u wujostwa., w ich pięknym domu pośród zieleni, kwiatów, łąk, jezior i stawów. Padało. Padało od 3 dni, a on tak bardzo chciał iśc łowić ryby. Siedział przy oknie i czekał aż się wypogodzi.

      I wtedy zjawiła się ona. Irena [Joanna Brodzik]. Rówieśnica, ładna, zgarbna i przyszła studentka medycyny. Córka przyjaciół wujostwa. Nieśmiałe obchodzenie się bokiem, łypanie zza węgła jak drugie nie widzi, pożyczanie sobie książek przed snem, a nawet taniec na sztywnych nogach do jakiejś miłosnej piosenki puszczonej z adaptera przez dwie energiczne i rozchichotane kuzynki. Zaiskrzyło. I kiedy Irena dowiedziała się, że zaraz po jej przyjeździe Janek miał wyjechać - napisała mu na kartce, żeby tego nie robił. Został więc, ale ona wyjechała. A raczej wujostwo ją odesłalo, bo się bało, że tak zakochana [w Janku] dziewczyna może zrobić jakieś głupstwo... Janek dowiedział się o tym od kuzynek.

      Rok później Janek znów pojawia się w okolicy, ale nie sam.Z przyjacielem. Wędkarzem. Panowie chcą po prostu łowić ryby, siedzieć nocami przy wędkach i rozmawiać o życiu i marzeniach, a u nich obu ogniskują się wokół ryb, spławików i całego tej magii jaką odnajdują w rybołóstwie.

      NIestety, nie jest im dane, albo jest dane, ale nie w taki sposób jak by chcieli. Irena również przyjeżdza na wakacje i już jest śmielsza, już ona i Janek są normalnymi znajomymi, którzy mają się ku sobie, chociaż żadne tego nie mówi wprost i za rękę nie spacerują.

      Kiedy panowie komunikują, że idą na ryby, i mają namiot -Irena radośnie oznajmia, że idzie z nimi. Z własnym namiotem. A potem przez cały wieczór im przeszkadza. A to krzyczy że "idzie do nich !", a to podgaduje, a to ciągle z naciskiem i posługując się subtelnymi dwuznacznościami ["Janku, jest zimno,czy mógłbyś mi pożyczyć koc ? - Jest w naszym namiocie, po prawej stronie, - Czy mógłbyś jednak przyjśc tutaj i mi go podać osobiście ?] sugeruje Jankowi, że chciałby z nim spędzić czas sam na sam. Najlepiej w namiocie. KOlega czuje się skrepowany, a Janek terroryzowany. Jak umie, tak stara się jej zaloty delikatnie odpierać, aż wreszcie Irena wypala "TO ja idę spać, a WY (w domyśle : a ty, Janku ?) ?" na co Janek odkrzykuje "My jeszcze trochę posiedziemy, dobranoc !". No i tutaj Irena daje za wygrana. Rankiem panowie budzą się i widzą, że jej namiotu już nie ma.

      cdn
      • grek.grek "Dzień wielkiej ryby" [1996 r.] 10.05.15, 14:20
        Ryby i wędki wygrały po raz pierwszy.

        Następnego lata Janek przyjeżdza zaaferowany bardzo i od razu doptytuje czy Irena przywiozła metrykę, akt urodzenia i dowód osobisty. Ona że owszem, ale o co chodzi ?

        Na to Janek prowadzi ją w głąb jezioro-plażowo-zieloniastych terenów. nawet niosąc na barana przez zalane łąki. Wprost do małego kościółka. A tam jest poczciwy ksiądz. Janek już wcześniej z nim wstępnie rozmawiał o... ślubie. Swoim z Ireną.

        Irena jest zaskoczona, "Nagły ślub ?", a Janek wydaje się być zdeterminowany by się z nią ożenić. Ksiądz najpierw narzeka, że mu nornice podgryzają świezo posadzone jabłonie, a potem opowiada o procedurach i koniecznościach przedślubnych, puentując że ślubu z przyjemnością im udzieli, ale całe te przygotowania potrwają jakieś 3 tygodnie. Janek zrywa się na nogi "TRZy tygodnie ? ! Ja za tydzień jadę łowić w Nadniestrzu ! Nie mogę opuścić tego wyjazdu, to wykluczone !". I już oboje wiedzą, on i Irena, że ryba oraz wędki wygrały po raz drugi. I ostatni.

        "Wiesz, ja bym i tak nie mogła wyjśc za ciebie za mąz - powiada Irena kiedy Janek odprowadza ją na pociąg [jaka urodziwa stacyjka kolejowa] - jak miałam 8 lat, to poślubiłam kolegę z podwórka. On miał 9 lat. Ołtarz był ze starego wiadra..." - zabawne, gorzkie, wypowiedziane z pełną swiadomością, że już nigdy się nie spotkają. Janek milczy i wie, że CHCIAŁ, ale przegrał, a może po prostu dokonał wyboru. A ona nie ma mu tego za złe. Ona to rozumie, choć nie jest szczęsliwa.

        Od tamtego momentu Janek i Irena nie widzieli się. Wujostwo najpierw się rozeszło - wuj znalazł inną kobietę i wyjechał, a ciotka z kuzynkami po 2 latach sprzedała dom i również opuściła miasteczko. Janek nie wracał tutaj, mimo że te jeziora, stawy, krajobrazy [rzeczywiśxcie przepiękne i jak filmowane gustownie !] zachwycały go i przepełniały jednocześnie egzystencjalnym lękiem - "Jest tutaj tak pięknie, tak bardzo czułem i nadal czuję, wobec tego piękna, własną znikomość i marność", powiada 50-letni Jan monologując z offu.

        Pewnego dnia, siedząc w kawiarence i popijając kawę, Jan spotyka znajomego z dawnych lat. Rozmaawiają chwilę i ten znajomy wskazuje mu parę siedzącą nieopodal. "Poznajesz ?", pyta. A kiedy JAn nie kojarzy, ten mu przypomina "Ona tu kiedyś bywała na wakacjach, kiedy i ty przyjeżdzałeś. Irena, pamiętasz ? A ten mężczyzna, to jej mąż". Jan wpatruje się w plecy kobiety, a potem, kiedy ona wstaje i odchodzi, ich wzrok spotyka się na moment. Czy go poznała ? On by jej nie poznał, gdyby nie kolega...

        Co ciekawe, nieco później Jan ma możliwośc porozmawiania z jej mężem. Sptykają się nad wodą, gdzie Jan robi to, co najbardziej w życiiu lubi. Mąz Ireny [Władysław Kowalski] jest sympatycznym człowiekiem, akurat ma wolny dzień, żona wyjechała w jakichś zawodowych sprawach, więc wyszedł na spacer. Jan stwierdza, że nie ma wody do picia, a tamten chętnie zaprasza go do siebie.

        Dom Ireny i męża jest typowo... nadjeziorny :} Duży ogród, duzo zieleni, studnia własna. Mąz dużo mówi, ale nie ględzi. Zwierza się Janowi, że bardzo lubi ryby i łowiectwo,ale Irena wyszła za niego pod jednym warunkiem : że nigdy nie pójdzie na ryby. Jan słucha bez słowa, wie doskonale dlaczego Irena tak nienawidzi ryb i wędkarstwa. Mąż nie ma ofk pojęcia z kim ma do czynienia, więc wygląda to podwójnie ciekawie. "Wie pan co, ja sobie jakoś radzę - powiada mąz - kupiłem akwarium, proszę spojrzeć" i prezentuje Janowi okazały... akwen ;]. Ma tam te małe rybki gupiki i inne mikroskopy. Karmi je i cieszy się jak dziecko, a Jan z zyczliwością spogląda na niego wiedząc że to radość smutna, bo w istocie pan mąz byłby szczęśliwy dopiero wtedy, gdyby - tak jak Jan - mógł jak normalny chłop zarzucić wędkę i zasadzić się na prawdziwą rybę.

        a jest taka. O jest.
        Kilka razy w wodzie rozlega się donośny plusk. DUża ryba tutaj pływa. Sum albo szczupak. Jan chce ją złowić. Próbuje tu, próbuje tam, zmienia miejsce... I ciągle plusk tu, plusk tam.

        Wreszcie udaje mu się - ryba łapie haczyk. Wędka wygina się w pałąk. Jan stacza cięzki bój z bestią. Wciąga go do wody, w tej wodzie bywa że i idzie pod lustro, ale nie wypuszcza wędki i ciągle kręci kołowrotkiem. Płynie, jest ciągnięty, walczy z jakimiś gałęziami na wodzie, pod które chytra ryba wpłynęła i nie chce wyleźć.

        Zmagania Jana z daleka widzi ten młody człowiek z autobusu. Biegnie mu na pomoc, ale Jan samodzielnie kończy ten pojedynek z rybą. Wyciąga ją na brzeg. Dorodny okaz. Jan kładzie się i niemal zasypia ze zmęczenia. Nadbiega ten młody i ochrzania go "Co pan wyczynia ? Mógł pan zginąc, utopić ! Dla rybki ?! Dla jakiejś rybki ?!". Jan nie ma siły nawet słowem odpowiedzieć. Ledwie żyje.

        A rybka... cóż, kiedy Jan dochodzi do siebie, podnosi się z wolna, ciągle słuchając lamentów młodego zatroskanego człowieka - zauważa, że ryby nie ma na brzegu. Patrzy na wodę, widzi znów uderzenie w wodę od spodu i PLUSK... Ryba uciekła :]

        Po tym epizodzie Jan wyjeżdza. Jest jeszcze świadkiem zabawnej awantury w hotelu, gdzie mąz podejrzewający zonę, że go zdradza, stara się za wszelką cenę dostać piwo, a szef baru grzecznie go wyprasza. Również z troski o człowieka :] Rzekomo niewierna żona [Anna Majcher] siedzi w okienku, załatwia z Janem rachunki i podśmiewa się z męzowskich paranoi.

        Czy Jan przekonuje się, że dokonał dobrego wyboru ? Wie jak mogłoby wyglądać jego życie u boku Ireny- z kategorycznym zakazem chodzenia na ryby... wie, że mógłby być także tym prowincjonalnym Otellem, który wprawdzie może sobie chodzić na ryby do woli,ale nie chodzi dla przyjemności i z pasji, ale ze zgrozoty powodowanej przez kobietę...

        Czy zatem ta wycieczka,podróż sentymentalna dała mu odpowiedzi ? Czy podjał słuszną decyzję ?

        A ryba ? Czy ta walka była symbolem... czego ? POjedynku z przeszłością ? POtwierdzeniem swoich zyciowych wyborów ? Spełnieniem czy raczej bezproduktywnym wysiłkiem zwiększajacym egzystencjalne rozterki ?

        Skromny, wspaniały film :}
        • grek.grek Re: "Dzień wielkiej ryby" [1996 r.] 10.05.15, 14:31
          reżyserował ten film Andrzej Barański i jeśli oglądaliście też "Nad rzeką której nie ma", "Księstwo" czy "Parę osób mały czas" łatwo odnajdziecie znajome klimaty : kameralnośc, dbałość o nastrój, spokojne zamyślenie i swoiste poczucie humoru, a tutaj dodatkowo wspaniałe okoliczności przyrody i muzykę za którą odpowiadał Henryk KUźniak.

          wszyscy aktorzy są prima sort, do juz wymienionych dodać tzreba Marka Walczewskiego i Beatę Tyszkiewicz, którzy zagrali wujostwo; zaś, całość jest tak atmosferyczna, że nawet pp.Brodzik i Wieczorkowski wypadają okazale aktorsko :]

          niestety, linków z jutuba nie przepuszcza :] "wykryto spam" ;]
    • barbasia1 Wybory prezydenckie 2015 I tura 10.05.15, 22:31
      I już wszystko wiadomo. Andrzej Duda wygrał I turę wyborów z poparciem 34,8 proc. - wynika z exit poll Ipsos dla TVP1, TVP Info, TVN24 i Polsat News. To oznacza, że kandydat PiS zmierzy się w II turze wyborów z Bronisławem Komorowskim. Urzędujący prezydent otrzymał 32,2 proc. poparcia.
      Paweł Kukiz zdobył 20,3 proc. poparcia, a tym samym - trzecie miejsce. Na piątym miejscu
      Magdalena Ogórek z 2,4 proc.
      • siostra_bronte Re: Wybory prezydenckie 2015 I tura 11.05.15, 00:58
        Hura. Platforma dostała po nosie. Chociaż jak widzę, kolejne wyniki pokazują coraz mniejszą różnicę między Dudą i Komorowskim. Ale to nie zmienia faktu, że wyniki są sensacyjne. Jako ogólnie wkurzona głosowałam na Kukiza :)

        I jak tu wierzyć w przedwyborcze sondaże??
        • grek.grek Re: Wybory prezydenckie 2015 I tura 11.05.15, 13:46
          Siostro, cała ekipa TVN i Gazety ma kwaśne miny po tym wyniku Kukiza :]] należy im się za to, jak zaczęli go młotkować, kiedy się okazało, że rośnie mu kosztem Komorowskiego. Są przerażeni, bo jak pójdzie sygnał w naród, to na jesieni PO straci władzę, a oni mnóstwo pieniędzy [reklamy skarbu panstwa, instytucji rządowych, zlecenia usług medialnych, zakup akcji itd.]

          Kukiz zebrał elektorat buntu przeciw dwupartyjnej bezpłciowej wojence, w sumie, tak sobie myślę, że wielu ludzi nie zagłosowało na niego nie wierząc, że może być dobry wynik. gdyby w drugiej turze startowało 3 najlepszych, to podejrzewam, że te 20 % z pierwszej ośmieliłoby wielu ludzi do tego, by na niego zagłosować i możliwe że wygrałby te wybory.

          sondaże, tak sobie myślę, uratowały Komorowskiemu te 30 %. bez sondazy dostałby 10:]]

          słyszałem, że sztab Komorowskiego chce debaty z Dudą ? zabawne, jak to szukając osttaniej deski ratunku kopią pod sobą całkiem spory dołek :]] nie uratują tego. wynik 1 tury spowoduje wzrost poparcia dla Dudy. skoro nawet "straszenie Kaczorem" nie pomogło na ostatniej prostej, to już nic nie pomoże. Smutne, że PO nie ma nic innego do zaoferowania poza próbami rozkręcania psychozy lęku przed PiSem.

          przekomiczne jest to, ze Platforma nadal wierzy, że ludzie uważają ja za coś fajniejszego od PiSu, podczas gdy niechęć i wrogośc wobec PO pobiła już wszelkie rekordy ustanowione przez PiS, a wcześniej SLD :}

          nic im nie zostało, nawet "bad kaczor bad" nie działa, czyli pozostała modlitwa ;]

        • angazetka Re: Wybory prezydenckie 2015 I tura 11.05.15, 21:55
          > I jak tu wierzyć w przedwyborcze sondaże??

          Należałoby zapytać: dlaczego ankietowani nie chcieli powiedzieć, na kogo zagłosują?
      • grek.grek Re: Wybory prezydenckie 2015 I tura 11.05.15, 13:33
        2,4 - niewiele :] niestety, SLD nie pomogło, wyparło się p.Ogórek, no i efekt mamy. program był dobry, kandydatka świetna, aparat uznał że to nie jego sprawa, bo jego sprawa to będzie na jesieni. oby się nie przeliczyli z tym ostatnim.

        Komorowski tylko 30 %, yikes ! wmawiano nam, że to bedzie ok. 50 i jedynym problemem będzie dogranie tych 4-5 % w drugiej turze. a teraz wygląda na to, że za 2 tygodnie A.Duda wygra.

        w sumie, sympatycznie jest widzieć i słyszeć smutne twarze medialnych propagandzistów Komorowskiego. mieli nas za takich, którym można wcisnąc czerstwą bułę, a my jeszcze za to podziękujemy :]]

        Duda i PiS niewiele już mogą zepsuć w tym "teoretycznym panstwie", a nauczka jaką dostaje bezczelna Platforma - bezcenna, bo daje nadzieje, że bedzie ona ostatnią rządzącą partią, która w tak pozbawiony zażenowania, świadomości obciachu i resztek wstydu kłamie, kradnie [150 mld z OFE - kradziez stulecia w Polsce, ale to tylko wierzchołek góry lodowej, bo 25 mld rocznie za które PO kupuje sobie spokój u gorników, kleru czy KRUSowców, zamiast dokonać reform których domaga się interes państwa i poczucie sprawiedlowiści społecznej, w jawny sposób jest złodziejstwem i ordynarną korupcją polityczną] i drwi sobie ze społeczenstwa. Jej upadek nauczy moresu pozostałych.

    • grek.grek "Lang Lang, najwyższy poziom" dok. via TVP KUltura 12.05.15, 13:41
      niespełna godzinny dokument będący zapisem pracy zespołu filharmoników berlińskich, prowadzonych przez swiatowej renomy dyrygenta sir Simone'a Rattle'a z chińskim wirtuozem fortepianu Lang Langiem.

      [w ogóle, sami najlepsi się tutaj gromadza, nawet do strojenia fortepianów zatrudniono speca uchodzącego za topowego w branży]

      Lang Lang wpadł na pomysł nagrania płyty, na której wraz z berlińską orkiestrą wykona własne werrsje utworów Bartoka i Prokofiewa.

      niemal cały czas jesteśmy na sali koncertowej, gdzie trwają próby, a później nagranie właściwe; albo w studiu nagraniowym, gdzie Lang Lang i Simon Rattle wymieniają uwagi, proponują korekty, konsultują kolejne pomysły.

      wszystko, przynajmniej na filmie - hehe, odbywa się w atmosferze pełnej wzajemnego szacunku, jest mnóstwo życzliwości, uznania dla współpartnera, dobrej zabawy i uśmiechu.

      Lang Lang jest młodym, ekstrawertycznym człowiekiem, niesłychanie utalentowanym i kreatywnym, ma swój styl, dba o image, a w grze nie trzyma się utartych schematów, ale lubi, jak to mówi, "doprawić danie szczyptą szaleństwa", słowem : pasuje jak ulał na kogoś, kto z gry na fortepianie może zrobić rzecz interesującą dla fanów popkultury.

      no a filharmonicy... sami rozumiecie :] klasa, wszystko umieją zagrac, w mig łapią niekonwencjonalne zagrywki swojego partnera, łatwo ich także rozbawić, przez co cały czas ma się wrażenie, że obie strony przede wszystkim mają doskonały, jak to się mówi : FUN :]

      to jednak pozory, wybrane utwory Bartoka i Prokofiewa są niezwykle trudne w interpretacji, wymagają koncentracji i timingu oraz technicznej biegłości, więc zabawa swoją droga, a cięzka praca to coś zupełnie innego.

      w tym przypadku chodzi o nagranie do płyty, a więc grę bez publiczności. jedna z członkiń zespołu powiada, że wobec takich okoliczności, największym wyzwaniem dla filharmoników było znalezienie w sobie i uruchomienie w sposób sztuczny tych samych uczuć i nastawienia, jakie podczas koncertu rodzą się samoistnie poprzez interakcję z widownią.

      wreszcie ostatnim aktem całego przedsięwzięcia jest postprodukcja, w której coś się wycina, coś się wzmacnia, cos się poprawia, aby nagranie płytowe było prima sort.

      same komplementy :] Lang Lang chwali filharmonikow, filharmonicy Langa, generalnie widać że dla obu stron jest to spotkanie inspirujące, co zresztą pianista podkresla w ostatnim słowie, kiedy głęboko się kłaniając dziękuje orkiestrze za wspaniałą współpracę.

      "Wszyscy tutaj bardzo go cenimy i kochamy, dlatego nie musiał nas długo namawiać do tego projektu", odwzajemniają się muzycy.

      duzo znakomitych fragmentów muzycznych, z bliska mozna przyglądać się kunsztowi tych mistrzów, jak znakomicie odnajdują się we wspołpracy, jak szybko chwytają nowe pomysły, jak to wszystko brzmi klasowo.

      jest to także spotkanie dwóch róznych żywiołów. filharmonicy berlińscy mistrzowsko interpretują kllasyczne werrsje róznych utworów, a Lang Lang, jak sam mówi, "lubi czasami sfałszowac, zagrać chybioną nute", robi to celoowo, bo wbrew pozorom takie minimalne błędy sprawiają, że utwór brzmi ciekawiej, bardziej intryguje, a niekiedy może nawet uzyskać zupełnie nieoczekiwane nowe zalety.

      Simon Rattle jet otwarty na wsszystkie jego sugestie, przyjmuje je z ciekawością, razem opracowują nowe interpretacje, a potem przedstawiają muzykom i starają się jak najdoskonalej je wykonac.

      bardzo interesująca rzecz :]
      • grek.grek Re: "Lang Lang, najwyższy poziom" dok. via TVP KU 12.05.15, 13:44
        ciekawe, czy system przepuści link ? ;] :

        www.youtube.com/watch?v=Lp5mB0tmsTU
      • barbasia1 Re: "Lang Lang, najwyższy poziom" dok. via TVP KU 12.05.15, 16:08
        Wielki talent muzyczny, słuch absolutny to coś co podziwiam u ludzi.

        Lang Lang - Chopin Piano Concerto No.1, Part 01

        www.youtube.com/watch?v=_SDKyGZyORk
        • barbasia1 Re: "Lang Lang, najwyższy poziom" dok. via TVP KU 12.05.15, 16:09
          Dzięki, Greku, za ten dokument! :)
        • grek.grek Re: "Lang Lang, najwyższy poziom" dok. via TVP KU 12.05.15, 16:30
          dzięki, Barbasiu :]

          utalentowany gość.

          dzieki za link, daje pewne wyobrażenie o jego kunszcie. a poza tym, to jest nowoczesny człowiek. jest coś takiego, że muzykow klasycznych kojarzymy z jakimś odcieniem staromodności, prawda ? :]

          jest taki moment, kiedy Lang idzie sobie na kolejną próbę : w bluzie z kapturem, jakichś fikuśnych trampkach i z plecakiem. w zestawieniu z jego wirtuozerią fortepianową tworzy to całkiem ciekawe zestawienie. przede wszystkim własnie ze względu na kontrast stereotypu muzyka klasycznego z całkiem przecież oczywistymi realiami :]]
          • barbasia1 Re: "Lang Lang, najwyższy poziom" dok. via TVP KU 12.05.15, 20:21
            Prawda, prawda. :)
    • grek.grek Teatr w Kulturze "Sprawa Dantona" z 2009 r. 12.05.15, 17:57
      20:45

      rzecz dot. oczywiście Rewolucji Francuskiej, obejmuje okres, w którym jakobini likwidują hebrtystów, a po nich Dantona, co stanowi preludium do objęcia przez nich rządów, w czasie których gilotyna nie odpoczywa.

      proces i śmierc Dantona są ofk symbolem klęski i wypaczenia ideałów rewolucyjnych.

      na podstawie sztuki Stanisławy Przybyszewskiej z 1929 r.,rez. Jan KLata, w obsadzie Wiesław Cichy, Marcin Czarnik, Kinga Preis, a całość nagradzana, ceniona, chwalona zewsząd.

      można skoczyć...

      ...[Bayern i tak chyba nie odrobi straty do Barcelony, nieprawdaż ? ;)]
      • barbasia1 Mecz 12.05.15, 18:03
        > ...[Bayern i tak chyba nie odrobi straty do Barcelony, nieprawdaż ? ;)]

        O! Dziś mecz? Jak powiedział klasyk /z którym zdjęcia sobie nie zrobiłeś, choć mogłeś/ "dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe". :)

        Jeśli Ty powątpiewasz, to ja też.

        Bronte, Angazetko, Maniu, Kibicki! Jak myślicie?
        • siostra_bronte Re: Mecz 12.05.15, 18:05
          Czarno widzę. Musiałby się zdarzyć jakiś cud, żeby Barcelona dała sobie wydrzeć zwycięstwo.
          • barbasia1 Re: Mecz 12.05.15, 18:12
            Racja.
        • maniaczytania Re: Mecz 12.05.15, 20:57
          ja jestem kibicem reprezentacji narodowych - klubowe już mniej mnie interesują ;)
        • angazetka Re: Mecz 13.05.15, 12:59
          Cudu nie było, ale był dobry mecz na pociechę.
          • barbasia1 Re: Mecz 13.05.15, 22:58
            angazetka napisała:

            > Cudu nie było, ale był dobry mecz na pociechę.

            :)
            To dobrze. :)
      • siostra_bronte Re: Teatr w Kulturze "Sprawa Dantona" z 2009 r. 12.05.15, 18:04
        Widziałam film Wajdy na podstawie tej sztuki.

        A gdzie możesz obejrzeć mecz??
        • barbasia1 Re: Teatr w Kulturze "Sprawa Dantona" z 2009 r. 12.05.15, 18:06
          > A gdzie możesz obejrzeć mecz??

          W czeskiej telewizji pewnie pokażą ?
          • grek.grek Re: Teatr w Kulturze "Sprawa Dantona" z 2009 r. 12.05.15, 18:34
            bingo ! :]]
        • barbasia1 Re: Teatr w Kulturze "Sprawa Dantona" z 2009 r. 12.05.15, 18:12
          Albo w necie.
        • barbasia1 Re: Teatr w Kulturze "Sprawa Dantona" z 2009 r. 12.05.15, 18:18
          siostra_bronte napisał(a):

          > Widziałam film Wajdy na podstawie tej sztuki.

          Ciekawe byłoby porównanie filmu Wajdy i spektaklu Klaty.
          • grek.grek Re: Teatr w Kulturze "Sprawa Dantona" z 2009 r. 12.05.15, 18:33
            yes :]
            • barbasia1 Re: Teatr w Kulturze "Sprawa Dantona" z 2 12.05.15, 20:10
              Rozumiem. ;)
        • grek.grek Re: Teatr w Kulturze "Sprawa Dantona" z 2009 r. 12.05.15, 18:33
          oglądam [dzisiaj - oglądałbym] na Prima Cool, taki czeski komercyjny kanał.

          może znalazłby się w Twoim dekoderze do cyfrowej tiwi ? u mnie się pojawił zaraz po przejściu na ów dekoder, chociaż możliwe, że to także dlatego, że ode mnie bardzo blisko do nadajników z Czech. ale zawsze warto sprawdzić.
      • barbasia1 Re: Teatr w Kulturze "Sprawa Dantona" z 2009 r. 12.05.15, 18:05
        Brzmi ... poważnie.
        Na pewno nagram...
        • mozambique Re: Teatr w Kulturze "Sprawa Dantona" z 2009 r. 13.05.15, 09:35
          widziałam w oryginale , w teatrze POlskim we Wrocku

          gorrrąco polecam - Cichy, CZarnik, POrczyk - jesli to ta sama obsada to palce lizać :)
          • grek.grek Teatr w Kulturze "Sprawa Dantona" - 3 słowa 13.05.15, 13:24
            a ja wczoraj w tiwi :]

            scenografia wypełniona kontenerami, blaszakami, jakimis kartonami, a bohaterowie spotykają się na czymś w rodzaju patio za tymi budami, co ma zapewne demonstrować że wybitni rewolucjoniści, to w istocie chłopcy bawiący się w się w podwórkowe spiski. rewolucja, która wpłynęła na losy świata, staje się karykaturą z powodu małości charakterów jej twórców.

            Robespierre momentami zachowuje się jak histeryk, jest chwiejny i kompletnie nie ma nic z tyrana, to raczej jego środowisko oraz zagmatwanie ambicjonerskie popychają go w stronę rozprawy z kordelierami i Dantonem. Wymowna jest pierwsza scena, kiedy wyciągają go z wanny, bezwolnego i nie mogącego stać na własnych nogach, ubierają, nakręcają do działania. W pewnym momencie nie może już nic zrobić i właściwie bardziej bojąc się o własną skórę niż o cokolwiek innego - przyjmuje kierunek opresji i terroru, usprawiedliwiając go troską o dobro publiczne i panstwo.

            Danton, z kolei, wykazujje się zarówno pewnością siebie jak i naiwnością. Do ostatniej chwili nie wierzy, że on, bohater, może zostać skazany na śmierć przez jakobinów, że może być dzieckiem pożartym przez Matkę Rewolucję. Jest idolem ludu, który zresztą wzbudza u niego zażenowanie i obrzydzenie, lud nie pozwoli go skrzywdzić, lud się za nim ujmie. A wcześniej on sam obroni się wobec fałszywych zarzutów, którymi chcą go na szafot zaprowadzić jakobini. Jego GŁOS i siła, jego spryt i wołanie do ludu ocalą jego i jego towarzyszy.

            I nic z tego. Jakobini lepiej od niego rozumieją psychologię tłumu. Danton też nie ma co do niego złudzęn, ale do końca wierzy że jego te zasady nie obowiązuja, że uwielbienie ludu wprawdzie na pstrym koniu jeździ, ale on jest wyjątkiem; że lud NIE POZWOLI. Jakobini boją się wprawdzie, że tak może się stać, Robespierre długo się waha i truchleje pod naciskiem wątpliwości, ale to ci inni są mądrzejsi, o ile można to tak nazwać. Zwłaszcza fanatyk Saint Just.

            towarzysze obu głównych bohaterów, to mieszanka pajaców, oszołomów, a niekiedy zwykłych głąbów :] Jakobini lubią ciemne stroje, a kordelierzy gustują raczej w jasnych. Wszyscy źle wyglądają w perukach, a Robespierre ubolewa że w swojej wygląda "jak gigantyczny dmuchawiec", zaś nastroszona zakończona małą kitką grzywa panikarza Desmoulinsa, to po prostu hicior ;]

            swietna jest scena potyczki słownej Dantona z RObespierrem, kiedy Danton właściwie poozbawia go złudzeń, co do sensu i istoty rewolucji, charakteru tłumu, udowadnia swoją wyższość, ale proponuje zgodę, a nawet więcej : chce mu oddać przywództwo,ukorzyć się, publicznie uznać jego wyższość, ale najpierw chce mieć pewność, że Robespierre bedzie szedł prostą drogą, że nie zdedcyduje się na terror i rozlew krwi. Robespierre wie, że Danton jest kimś lepszym, że nigdy nie osiągnie jego rangi i wpływu, że to czas wyboru. A DAnton otwiera przed nim realia : trzeba udostepnić rewolucję ludziom, dać im swobodę, nawet przyzwolenie na korupcję i kłamstwo, bo one napędzają handel i prosperity. Nie można ludu dławić. Trzeba tworzyć dla niego warunki akceptowalnego niewolnictwa, bo lud NIE CHCE WOLNOŚCi, tak naprawdę. "Dostając wolnośc umrą jak ryby wyciągnięte na brzeg", powiada Danton.

            obie strony spierają się i spiskują. Jakobini chcą władzy i usuwania opozycji, ale muszą nakłonić RObespierre'a do tego że bez gilotyny się nie obejdzie. kordelierzy chcą przejąć rządy, ale metodami dyplomatyczno-parlamentarnymi, obawiają się jednak uderzenia drugiej strony, przed czym uspokaja ich Danton "LUd nie pozwoli mnie ruszyć". Nie wie, że lud pójdzie za tym, którty wykaże determinację, zdobędzie nie miłośc tłumu, ale jego respekt, choćby nawet podszyty nienawiśćią. Danton nie potrafi tego przyjąć i zastosować wobec samego siebie, nawet jesli rozumie sam mechanizm. Zasługi, oddanie, symbolika postaci... to nie ma wartości dla tłumu, który szybko zapomina, jest niewdzięczny i falują nim nastroje. POtrafi to wypowiedzieć : "Lud nas nie uratuje, rozszarpie nas, nie obchodzę go ja i wy też nie", ale w godzinie strachu i desperacji wierzy w to, że się myli. Jego chłodny racjonalizm ustępuje gorliwiej wierze w cos, czym sam pogardza i uwaza za głupotę.

            doskonały jest też fragment, kiedy Robespierre odwiedza Desmoulinsa, dotąd wiernego stronnika Dantona, wydającego dla niego gazetę i zręcznym piórem zyskującego sympatię i uznanie dla idei głoszonych przez kordelierów. Robespierre darzy Desmoulinsa dwuznacznym uczuciem, próbuje go przekabacić na swoją stronę, wmawia że Danton nim manipuluje i go wykorzystuje. Desmoulins histeryzuje po swojemu, niby daje się nakłonić do zdrady, a symbolem homoseksualnej zażyłości jaka może ich łączyć jest fakt, że odbywają coś w rodzajuy aktu seksualnego, podczas żarliwej dyskusji jednocześnie zabawiając się z żoną Desmoulinsa.

            A jednak to pomyłka. Desmoulins w mgnieniu oka zmienia ton. Upokarza Robespierre'a ujawnaijac, ze grał przed nim, aby się przekonac, na ile Robespierre boi się kordelierów, a musi się bać niezmiernie, skoro gotów jest tak się płaszczyć przed zwykłym pismakiem. Rana Robespierrea'a nie zagoi się, nawet jeśli w ostatniej chwili zechce dać szansę Desmoulinsowi, by się uratował. Ten jednak wyniośle odmawia, mimo że już siedzi w więzieniu, a wynik procesu jest raczej nieunkniony i szybko nastąpi. Zostaje do końca, nawet jesli ma żal do Dantona, że ten go "wykorzystał". Ma chwilę, w której chce błagać Robespierre'a o przebaczenie, ale Danton pozbawia go tej nadziei: on ci nie wybaczy, ośmieszy cię, zadrwi z ciebie, zemści się za to,ze uraziłeś jego uczucia. Umrzesz i tak, ale najpierw zostaniesz skompromitowany.

            "Wszystkich was czeka makiawielizm. Musimy być nikczemni. Nie możemy być sprawiedliwi", mowi Robespierre do swoich. Miota się ciągle, nie jest niczego pewien, ale co i rusz błyska mu mysl, że jest tylko jedna droga. A oni wciąż go namawiają i utrwalają w nim to przekonanie, po czym on je wypowiada jako samodzielne przekonanie.

            Kiedy jest jasne, że starcie będzie bolesne - niektórzy opuszczają Dantona, co na nic się zda, spotkają się w więzieniu, cała piątka. Nie ma ratunku i wyjścia z tej rzeki.

            Nawet żona nie popiera Dantona. Ratuje własne cztery litery. Cyniczna jest, nigdy go nie kochała, oskarża go o "gwałt" w rozumieniu raczej mentalnym, niż czysto fizycznym, o niedelikkatność i brak zrozumienia dla niej. Z satysfakcją mówi, że przeczuwała jego upadek, tak jak wiedziała, że jej ojciec, sklepikarz, straci swój biznes. Dantona krew zalewa na takie porównanie. Żona odbiera mu jedyne co ma życiu : przekonanie o swoim bohaterstwie. "Cały motloch jest tak głupi jak ta baba !", wścieka się.

            świetny jest moment, kiedy cała piątka jakobinów przerywa zebranie korrdelierów otaczając ich i trzymając w dłoniach... piły spalinowe :] POtem na tych piłkach wygrywają takty Marsylianki. OBie strony zresztą odwołują się do tej pieśni : jakobini na piłach, a kordelierzy wzniosłym murmurandem z minami jak na radzieckich filmach propagandowych. Stoją wtedy przed sądem, który ma za zadanie po prostu ich skazać na śmierć, na podstawie dętych oskarżeń o... wszystko : agenturę na rzecz Anglii, Prus i kogotamjeszcze, machloje finansowe, oraz spreprarowanych dowodów, a także za pomocą bezprawnego odmawiania prawa do powołania własncyh świadków. Danton peroruje cięzkim głosem, zbija oskarżenia, formułuje kontroskarżenia, a nawet porywa swoich towarzyszy do dyskotekowego tańca, łaszcząc się do ludu, do którego ma taką niechęć.

            Wyrok jednak zapadł. Spanikowany sędzia próbuje się wyłgać, mówiąc że Danton i jego ludzie wzbudzają entuzjazm widowni i tłumu, ze zaraz nastapi jakiś wybuch gniewu wobec sądu, ale jakobini, coraz twardszy Robespierre, na zimno każą mu wydać wyrok skazujący i to szybko. Albo sam wyląduje pod gilotyną.

            Robespierre sam wygłasza speech. Lisim głosem odbrązawia postać Dantona, jego zasługi i bohaterstwo relatywizuje, uzależnia ocenę osoby od całokształtu dokonac, a nie epizodów.
            cdn
            • grek.grek Re: Teatr w Kulturze "Sprawa Dantona" - 3 słowa 13.05.15, 13:53
              Na koniec odwołuje się do równości wobec prawa. Skoro Danton ma to wszystko na sumieniu... nie liczą się jego zasługi. Nie mozę być świętą krową, nie można dawać mu forów, przywilejów, bo byłoby to... BEZWSTYDEM. Poszukiwanie usprawiedlwienia dla szpiega, zdrajcy ideałów i państwa, byłoby zachowaniem bezwstydnym. I wszyscy jakobini zapalają piły.
              Dantona i jego ludzi nie uratuje nawet ckliwy taniec i liryczne miny do piosenki "Do you really want to hurt me ?". Lud nie zareaguje. "Jestem sam", mówił Danton i jest sam w istocie.

              Kordelierzy czekają na golenie karków, siedzą w jednym prześcieradle, z wyciętymi na głowy otworami. "BYłeś tylko odpryskiem masy społecznej", "miałeś w tym wszystkim swoją funkcję, jak ZERO w układzie cyfr", z ironią ocenia Dantona jeden z jego towarzyszy. A on sam wieszczy terror, nadejście czasów w których trupami mierzyć się będzie rewolucyjny zapał.

              Co i rusz, od początku aż po ostatnie sceny, pojawia się Marianna, tutaj w pozie bezmyślnej muzy,która przemknie, pobełkoce, napoi Robespierre'a któremu w czasie przemowy zaschło w ustach. Symbol Francji zredukowany do rewolucyjnego poziomu, czyli nierozgarniętej i przypadkowej uczestniczki wydarzeń, podobnej w swym chaosie i głupawce do tych, którzy włąsnie Francją zawiadują.

              Żony Desmoulinsa i Dantona chcą ich ratować, ale ta pierwsza jest tak głupia, że druga musi jej szesć razy powtarzać, jak ma brzmieć list do Robespierrea'a z prośbą o łaskę dla męża, a i tak kobiecina biega jak kurczak bez głowy i pomysły podsuwa jej dopiero kartka z tajnymi poruczeniami jaka wypada z kieszeni jednego z jakobinów, na którego ona wpada. I tak wiadomo, że nic z tego nie bedzie, zaś jakobin szantażuje żonę Dantona wyjawieniem jej spiskowych planów, co skutkuje zaproszeniem przez nią do konsumpcji.

              W finale, już po ścięciu kordelierów, jakobini jakby zrozumieli co zrobili i na jaką drogę weszli. Muzyka jest dziwna, a oni sami popadają w oszołomienie : tarzają się, strach rozwiera oczy Saint Justa,który próbuje schować się w budzie, inny próbvuje szukać ukojenia w medytacji, łażą po dachach kontenerów, Marianna bezmyślnie pląsa pomiędzy nimi, któryś wymiotuje, widać niedowierzanie i szok.

              Wreszcie Robespierre, Saint Just, i Marianna stoją w kartonie, z głowami wystającymi z wyciętych otworów, i deliberują, co będzie dalej. Ona nic, oni mówią. Nie ma radości, raczej chłód. Saint Just namawia Robespierre'a do rozkręcania terroru, jako antidotum na wszelkie dylematy i problemy, a kiedy Robespierre się waha i hamletyzuje, Saint Just bierze go w karby "Nie czas na wrażliwość i rozterki. Więcej wiary w siebie", na co RObespierre odpowiada "ja wierzę w sebie... w rewolucję nie wierzę". I głosno pyta "Czy ludzie są stworzeni do wolności ?", na co Saint Just "Ich spytaj" - obaj kierują wzrok ku widowni, ku telewidowni...

              "LUdzie nie bawią się w sądy, są bezwzględni, karzą i już", motywuje go Saint Just sugerując że terror,to dziejowa koniecznośc. "Terror to wyraz miłosierdzia", dodaje.

              a Marianna kończy wszystko ironiczno-beztroskim zaśpiewem "eee, reeewoluuccccjjjjaaa !".

              piękne :]
              rewolucja jako katastrofa moralna, polityczna i społeczna. Dla nikogo. Po nic. Komedia ludzka. Karykatura. robiona dla motłochu przez idiotów i fanatyków. Doskonałe przedstawienie.

              yes, Cichy, Czarnik, POrczyk - doskonali. ale i kobiece role świetne : Anna Ilczuk, Katzryna STrączek i Kinga Preis vel Marianna.

              a ilustracją oraz przerywnikami są muzyczne kawalki traktujące rewolucyjnie : od Etiudy Rewolucyjnej Szopena, przez "Revolution Song" Tracy Chapman po "Children of the revolution" T-Rex.


              • siostra_bronte Re: Teatr w Kulturze "Sprawa Dantona" - 3 słowa 13.05.15, 14:09
                Dzięki, Greku :)

                Trochę przypomniał mi się film. Widzę, że muzyka świetnie dobrana :)

                Zaryzykuję jednak tezę, że rewolucje są konieczne dla rozwoju ludzkości. Dla postępu. Chociaż oczywiście pochłaniają ofiary. Ale co by było bez rewolucji francuskiej, tudzież, tak...rewolucji październikowej? Może byłabym teraz chłopem pańszczyźnianym i żyła w czworakach :)
                • grek.grek Re: Teatr w Kulturze "Sprawa Dantona" - 3 słowa 13.05.15, 16:17
                  cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

                  nie miałem okazji obejrzeć filmu,mam nadzieję nadrobić przy okazji.

                  masz rację, przewroty bywają koniecznością, jesli nie mozna w sposób pokojowy zmienić niesprawiedliwego ustroju - rozwiązanie siłowe jest czymś naturalnym.

                  wiesz, mnie się wydaje, że pytanie jakie ten spektakl przynosi, brzmi : czy wewnętrzna dynamika rewolucji musi [niemal zawsze] prowadzić do krwawego terroru i brania się za twarze przez niedawnych towarzyszy ?

                  co wyłania się już po obaleniu opresyjnej władzy, po zaprowadzeniu nowych porządków ? co to oznacza dla ludzi ? czy rewolucja to tylko kolejny akt prowadzący do opresji i terroru ?

    • mozambique NĘdznicy " na Stopklatce 13.05.15, 09:37
      to wersja z LIamem Neesonem , Umą Thurman i Geoffreyem Rushem

      nawet jesli uznac ze LIam nie siega wyżyn w tej roli i bywaly juz lepze ekranizacje ( np ta z Depardieu) to dla Rusha ZAWSZE warto
      ten facet jet po prostu niesamowity
    • mozambique "PAn Hoppy i żólwie " na C+ 13.05.15, 10:00
      ot znalazlam taką perełeczkę -
      Dustin Hoffman i Judi Dench w duecie :)))
      prosta , słodka, jasna ale taka wdzieczna historyjka - w pewnym bloku mieksza sobei niesmily, samotny dobry starszy czlowiek ( Hoffmann) - skrycie kochający sie w wesołej , fertycznej , młodzienczej, roztanczonej sąsaidce z pietra niżej ( Dench) .
      Rozmawiaja ze sobą siedziac na swoich balkonach ( taka odwrócone scena balkonowa z Roema i Julii) , Dench hoduje na swym balkonie żółwia , malutkiego, drobnego i strasznie martwi sie ze on nie rosnie.
      Hoffman, chcąc zainteresowac sobą sąsiadkę - sprzedaje jej pewna radę na porost zólwia- trezba codziennei wymawiac magiczne zaklęcie . Zeby efekt zaklecia byl realny Dustin robi stary numer - kupuje setke zółwi w róznych rozmiarach i codizenneie chylkiem wymienia zólwia z balkonu Judy na ciut większego. Uzywa do tego maszynerii samodzielneie skonstruowanej z wędki teleskopowej, dwóch gąbek higienicznych i łyzek do makaronu .
      Chwyt sie udaje , żólw u JUdy "rośnie" z dnia na dzien , sto żólwi w mieskzaniu Hoffmana troszku utrudnia mu zycie, wdzieczna Judy coraz dluzej i czesciej rozmawia z Hoffmanem i zaprasza go a to na tańce a to na herbatke, a na to wszytko patrzy z balkonu obok brzuchaty sąsaid. Sąsaid zazdrosny o Judy jak cholera oczywiscie bedzie chciał ją "poderwać"....

      JAk widac , Szekspir toto nie jest , ale opowiastka jest tak wdzięczna i optymistyczna, ze az sie miło ogląda. Silnie czuc teatrlany rodowód tej historyjki ale w niczym to nie przeszkadza i milo zobaczyc kasowy film oparty wyłącznie na postaciach w baaaardzo dojrzałym wieku ( siwy Hoffman to parwie dziadziuś zas Judy w wydekoltowanych sukeinkach i kwiecistych opaskach na włosach ma na oko tak ze 30 lat mniej) .
      OCzywiscie wszystko konczy sie hepiendem w otoczneiu miliona zólwi i cudownie ukwieconych balkonów ( jakim cudem im to wszystko tak rośnie?)

      ale mam taka refleksje :
      - 1. ze szkoda ze wspolczesne kino nie ma dal takiego aktora jak Hoffman ról na miare jego talentu ( podobnie jak np dla de NIro czy Pacino )

      2. ze młodosc to nie kwestai metryki - naparwde patrzac na JUdy nie sposób uwierzyc za kobitka ma prawie 80 lat !!!!! oczywiscie peruka, odmladzajacy makijaz, odpiwednie swiatlo daje efekty ale zebyscie widzieli jak ona chodzi w tych sukeineczkach w kwiatuszki ( taki krój jak dla 17latki na plażę) - jak baletnica .

      OD razu przypomina mi sie Aleksandra Sląska ktora zaczynajac zdjecia do serialu Królowa BOna miala dokladnei 54 lata a grala w pierwszych odcinkach 16 latke - na sugestie rezysera zeby moze jednak do tych odcinków wziac jakaś mloda aktorke , krzyknela " "młodosc ???? ja ci zagram młodość !!" .
      No własnie

      ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
      ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
      ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
      • grek.grek Re: "PAn Hoppy i żólwie " na C+ 13.05.15, 14:53
        dzięki :]

        jaka sympatyczna historia.
        dwoje świetnych aktorów, brzuchaty sąsiad, dużo kwiatów i liczne żółwie - czego chcieć więcej ? :]

        różne filmy są na rózne okazje.
        ja bym zaryzykował, że Dustin Hoffman nie traci na udziale w takich projektach. jesli rzecz jest dobrze poprowadzona, ze smakiem i humorem zrobiona, ma swój morał - why not ? więcej - za takie role też mozna nagrody dostawać, chociaż akurat trudno mi sobie przypomnieć jakiś przykład popierający tę tezę ;]

        ale na pewno zostają one w pamięci.

        a takich żwawywch starszych pań, które w naturalny i niewysilony sposób pozostają młode - powinno się pokazywać jak najwięcej. zwłaszcza w Polandzie, gdzie właściwie dopiero obecne 50-latki zaczynają rozumieć, że metryka nie ma znaczenia, i nie ma prawa wyznaczać stylu bycia, samopoczucia i ekspresji. starsze roczniki zdecydowanie mają z tym kłopot. co niestety widać i słychać. ważniejsza jest dla nich cyferka, która powoduje że "tego nie, tamtego też nie, a tamtego jeszcze bardziej nie. może to i fajne, ale nie na moje lata"- to myslenie gorsze niż zbrodnia... to błędne myślenie :"]

        dzięki, Mozambique :]
        na pewno obejrzę, jesli kiedyś natrafię.
    • siostra_bronte "Niemcy, rok zerowy" (1) 13.05.15, 13:08
      Obejrzane wczoraj w Arthouse Filmbox. Szkoda, że to był ostatni dzień, kiedy ten kanał był odkodowany. Film Roberto Rosselliniego z 1948 r. Jest zaliczany do tzw. trylogii wojennej, obok „Rzymu, miasta otwartego” i „Paisy”.

      Akcja rozgrywa się w Berlinie tuż po wojnie. Miasto jest zniszczone, mieszkańcy walczą każdego dnia o przetrwanie. Kwitnie czarny rynek.

      Bohaterem filmu jest 13-letni chłopiec, Edmund (Edmund Moeschke). Ma starsze rodzeństwo: Ewę i Karla-Heinza i chorego ojca. Wszyscy gnieżdżą się w pokoju w mieszkaniu niejakiego Rademakera. Oprócz rodziny Edmunda dokwaterowano mu jeszcze kilka innych osób.

      Rademaker nie ukrywa złości z tego powodu. Rachunki za prąd są coraz wyższe, a lokatorzy nie mają pieniędzy, żeby płacić. Rademaker mówi wprost, że to rodzina Edmunda, zwłaszcza ojciec, jest największym obciążeniem: „niech ten stary dziad wreszcie zdechnie, będzie spokój”.

      Cała rodzina klepie biedę. Mają trzy tzw. karty, dzięki którym dostają racje żywnościowe. Trzy, bo Karl-Heinz ukrywa się przed władzami. Walczył do końca wojny i boi się, że poniesie konsekwencje. Ojciec namawia go, żeby się ujawnił, przecież władze zapewniają, że zwykłym żołnierzom Wermachtu nic nie grozi. Ale Karl-Heinz jest uparty, krzyczy, że ojcu łatwo decydować o cudzym życiu.

      Ewa też próbuje wpłynąć na brata. Ale ten nie daje się przekonać. Kiedy Ewa mówi mu, że sama robi co może, brat wypomina jej, że inne kobiety robią nawet więcej. Ewa krzyczy:” chcesz zrobić ze mnie dziwkę?”. Karl-Heinz wie, że jest ciężarem dla rodziny, ale nie może pokonać swojego strachu.

      Nawet Edmund robi co może, żeby pomóc rodzinie. Zgłasza się do pracy, ale wydaje się, że ma poniżej 15 lat. Próbuje więc pokątnego handlu. Ewa chodzi wieczorami do barów, żeby wyciągnąć od alianckich żołnierzy chociaż kilka papierosów. Jej koleżanka namawia ją, żeby „poszła na całość”. Wiele kobiet to robi i nikt nie ma do nich pretensji, bo ratują siebie i swoje rodziny. Ale Ewa nie potrafi tego zrobić.

      Pewnego razu Edmund włócząc się po mieście spotyka swojego dawnego nauczyciela, pana Enninga. Edmund pyta go jak mu się wiedzie. Enning nie ma pracy, nie uczy, bo „nie podziela poglądów obecnych władz”. Nauczyciel spotyka po drodze swojego znajomego, który pracuje przy odgruzowywaniu miasta. Znajomy, machając łopatą mówi z przekąsem: ”kiedyś byliśmy narodowymi socjalistami, teraz zostaliśmy nazistami”.

      Enning przyprowadza Edmunda do swojego mieszkania. Przez chwilę rozmawia z sąsiadem, starszym eleganckim panem, który wypytuje o Edmunda. Potem Enning proponuje mu szybki zarobek. Daje mu płytę z przemówieniem Hitlera i wysyła do byłej kancelarii Rzeszy, gdzie kręci się wielu żołnierzy alianckich. Razem z chłopcem wysyła dwójkę innych dzieciaków, wyraźnie mających doświadczenie w takich sprawach.

      Edmund sprzedaje płytę i dostaje od Enninga parę marek. Potem włóczy się z poznanymi dzieciakami po mieście. Dostają cynk, że przyjedzie pociąg z ziemniakami. Cała banda dzieciaków rzuca się do pociągu i kradnie ile się da. Kumpel Edmunda kradnie cały worek i daje chłopcu parę garści ziemniaków. Chłopak wraca do domu nad ranem. Ojciec jest wściekły, ale Ewa broni brata, bo przyniósł ziemniaki.

      Ojciec czuje się coraz gorzej. W końcu Ewa przyprowadza lekarza. Ten mówi, że to nic poważnego, ale ojciec potrzebuje dobrego odżywiania, bo jest bardzo słaby. Najlepiej, żeby poszedł chociaż na parę dni do szpitala, tam by się wzmocnił przy trzech posiłkach dziennie. O miejsce w szpitalu jest trudno, ale lekarz obiecał uruchomić swoje znajomości.

      I faktycznie udaje się umieścić ojca w szpitalu. Kiedy odwiedza go Ewa jest już w znacznie lepszej formie. Opowiada z ożywieniem jakie frykasy tu jada. Córka bardzo się cieszy. Ale ojciec wpada w zadumę. Mówi, że niedługo wyjdzie ze szpitala i znowu będzie dla nich ciężarem. Najlepiej byłoby gdyby umarł. Córka go pociesza i zabrania mieć takie myśli.

      Tymczasem Edmund odwiedza znowu Enninga. Mówi mu, że ojciec niedługo wyjdzie i znowu będą ledwo wiązać koniec z końcem. Nauczyciel odpowiada, że takie jest życie. Silniejsi przetrwają, słabi umierają. Chłopiec słucha go ze zdumieniem, ale Enning mówi, że powinien pogodzić się z losem i pozwolić ojcu umrzeć.

      Ciekawe, że Enning był w towarzystwie jakiegoś chłopca. Z domu wychodzi znany nam sąsiad, którego nauczyciel nazywa „generałem” i zabiera chłopca do siebie.Wygląda na to, że to pedofil, być może Enning też jest w to zamieszany. Wątek nie zostaje rozwinięty, ale i tak budzi grozę…
      • siostra_bronte "Niemcy, rok zerowy" (2) 13.05.15, 13:16
        Pod wpływem tej rozmowy Edmund odwiedza ojca w szpitalu. Ten bardzo się cieszy z tej wizyty. Ale chłopiec wykorzystując nieuwagę pielęgniarki chowa do kieszeni buteleczkę z napisem „trucizna”. Już się domyślamy co może się wydarzyć, chociaż trudno w to uwierzyć.

        Po paru dniach ojciec wraca do domu. Ewa szykuje kolację przy wspólnym stole. Wszyscy się cieszą, oprócz zamyślonego Edmunda. Ojciec krzywi się, że do jedzenia są tylko ziemniaki. Znowu wpada w pesymistyczny nastrój:” To jest kara za nasze grzechy. Musimy przyznać się do winy i odpokutować”. Znowu namawia Karla-Heinza, żeby się ujawnił. Nie może ciągle żyć w ukryciu.

        Tymczasem Edmund w kuchni szykuje herbatę dla ojca. I tak, wlewa do niej zawartość buteleczki. Przynosi herbatę ojcu. Ten się cieszy z troski syna. Narzeka co prawda, że herbata ma dziwny smak, ale jest ciepła. Ojciec wypija ją do dna.

        Pod wpływem słów ojca Karl-Heinz w końcu zbiera się na odwagę i obiecuje, że się ujawni. Do pokoju wpada nagle sąsiadka i mówi, że przyjechała policja. Przeszukują mieszkania. Karl-Heinz nie ucieka. Podchodzi do policjanta i mówi, że nie ma żadnych dokumentów. Policja go zabiera.

        Kiedy zamieszanie się kończy Ewa wraca do pokoju. Ojciec nie daje znaku życia! Zbiegają się wszyscy sąsiedzi. I rzeczywiście, ojciec nie żyje. Ewa zaczyna płakać, a Edmund patrzy na wszystko jakby to co się stało zupełnie do niego nie docierało.

        Następnego dnia Karl-Heinz wraca do domu. Faktycznie, nie poniósł żadnych konsekwencji. Jest w szoku kiedy dowiaduje się o śmierci ojca. A już wydawało się, że wszystko zacznie się układać…

        Edmund ucieka z domu. Ewa próbuje go zatrzymać, ale Karl-Heinz myśli, że to taka reakcja na śmierć ojca. Chłopiec potrzebuje samotności, za jakiś czas na pewno wróci.

        Edmund szuka dawnych znajomych, z którymi kradł ziemniaki, ale zostaje przegoniony. Jest dla nich za mały. W końcu idzie do Enninga. Mówi mu, co zrobił. Nauczyciel jest w szoku: „Coś ty zrobił! Nie kazałem go zabijać!!”. Edmund wybiega z mieszkania. Enning krzyczy, żeby wracał, ale chłopak nie słucha.

        Edmund włóczy się po mieście. Dociera do domu, ale nie ma odwagi tam wejść. Wchodzi do sąsiedniej, zniszczonej kamienicy. Z góry widzi jak pod domu podjeżdża samochód z trumnami. Po chwili trumna z ciałem ojca zostaje zabrana. Rodzeństwo Edmunda w żałobnych strojach rozgląda się za Edmundem. Mają nadzieję, że jakoś go odnajdą i odchodzą.

        Chłopiec kręci się po zniszczonej kamienicy. W końcu patrzy w dół, na ulicę, na jadące samochody. Podchodzi do krawędzi, zasłania oczy i…skacze. Jego ciało znajduje sąsiadka. Koniec.

        Wstrząsający film. Ciekawe, że został nakręcony w Berlinie, z niemieckimi aktorami i po niemiecku. Daje to filmowi walor niemal dokumentu.

        Nawet z dzisiejszej perspektywy to film odważny. W 1948 r. Rossellini pokazuje, że wszyscy są ofiarami wojny. Nędza i cierpienie cywili w Berlinie jest takie samo jak bohaterów „Rzymu…”. I tak samo dzieci są odarte z dzieciństwa, straciły niewinność i muszą szybko dorosnąć…

        Tekst narratora z początku filmu, który pokazuje intencje reżysera:

        “Ten film, nakręcony w Berlinie latem 1947 roku ma być tylko obiektywnym i prawdziwym portretem tego wielkiego, niemal całkowicie zniszczonego miasta, gdzie 3,5 miliona ludzi wiedzie straszne, rozpaczliwe życie, prawie nie zdając sobie z tego sprawy. Żyją tak, jakby ta tragedia była naturalna, nie dlatego, że są silni, czy pełni wiary, ale dlatego, że są zmęczeni. To nie jest oskarżenie ani nawet obrona Niemców. To jest obiektywny obraz. Ale jeżeli ktoś po obejrzeniu historii Edmunda czuje, że trzeba coś zrobić, aby niemieckie dzieci znowu zaczęły kochać życie, to będzie największą nagrodą dla twórców tego filmu”

        Film nie jest długi, nie ma w nim dużo akcji, ale jego autentyzm robi duże wrażenie. Świetna jest też muzyka Renzo Rosselliniego. Może tylko chłopiec grający Edmunda jest za mało wyrazisty, ale jak wyczytałam reżyser wybrał go ze względu na podobieństwo do zmarłego rok wcześniej synka (któremu film został zadedykowany).

        Znalazłam scenę rozmowy Edmuna z Enningiem o ojcu (włoski dubbing):

        www.youtube.com/watch?v=w_xr_EiNySI

        I jeszcze Edmund pod koniec filmu, włóczący się po mieście:

        www.youtube.com/watch?v=w_xr_EiNySI
        • siostra_bronte Re: "Niemcy, rok zerowy" (2) 13.05.15, 13:31
          Oj, dwa razy ten sam link. Teraz nie mogę znaleźć tego video. Za to znalazłam trailer z całą trylogią wojenną. W tle muzyka właśnie z "Niemiec..."

          www.youtube.com/watch?v=JM_KpDmdF98


          • mozambique Re: "Niemcy, rok zerowy" (2) 13.05.15, 15:30
            z opisu - film bardzo interesujący
        • grek.grek Re: "Niemcy, rok zerowy" (2) 13.05.15, 16:08
          dzięki, Siostro, świetna opowieść, świetny film.

          te powojenne krajobrazy, jakkolwiek przykre, mają pewien swój wdzięk. są też doskonałą scenografią dla tych małych i dużych dramatów rozgrywających się wśród ludzi.

          generalnie, widać moralny chaos powojennego świata.

          ktoś się ukrywa bo się boi, ktoś uprawia pedofilię, ktoś pełni funkcję sutenera [nie mam wątpliwości, że Enning podsuwa chłopców temu jegomościowi w bieli], ktoś warczy, że ten czy ów powinien umrzeć, żeby ułatwić zycie innym.

          w sumie, ten chłopiec, EDmund, jest ofiarą całej sytuacji.
          myslę, że tytuł jest znamienny.
          "rok zerowy" - a więc rok, w którym dawny świat, dawne normy i porządek zostały rozbite, a nowe [może nawet TE SAME co wcześniej] nie zostały wprowadzone, bo społeczeństwo jeszcze przetrawia koszmar wojny i przezuwa swoją klęskę, jest wyjaławione i podnosi się z gruzów. Rok zerowy czyli moment, w którym NIE MA NICZEGO. Wszyscy dryfują w próżni, a jedynym celem jest przetrwanie, a więc człowiek zostaje sprowadzony do biologicznego organizmu, a jego jedyną funkcją jest przetrwanie.

          stan ANOMII, tak to chyba socjologia nazywa.

          ludzie nie wiedzą, co robią, albo - wiedzą, ale się nie kontrolują, nie czują niestosowności swoich zachowań, nie ważą słów, jak np. Enning, który swoje darwinowskie teorie powinien zachować dla siebie, a nie pleść o nich chłopcu, który jest w tak cięzkim położeniu, a w dodaatku... jest dzieckiem, jako się rzekło, więc łatwo go sprowokować do nieobliczalnych reakcji.

          tak sobie pomyslałem, że ten samobójczy skok Edmunda jest jakby aktem założycielskim nowego społeczenstwa. tego które wyłoni się po"roku zerowym" : zwiastuje moralnośc, instynktowne poczucie odpowiedzialności, umiejętność przyznania się do błędu, wymierzenia kary [choćby samemu sobie]. Edmund nie powinien tego robic, jest za młody, by tak siebie potraktowac, ale w tym cały wstrząs jaki funduje reżyser. Chłopiec bierze na siebie coś, co nie przychodzi nawet do głowy innym. Jest więc moralny. możliwe nawet,że tym skokiem odkupuje winy wszystkich, stanowi on punkt wyjścia, rok pierwszy. Ta pozornie mała śmierć zyskuje niebagatelny symboliczny wymiar.

          doskonała opowieść, dzięki raz jeszcze :]

          szkoda, że z powrotem kodują ten kanał filmowy, z którego korzystałaś [a my dzięki niemu mieliśmy Twoje opowieści].
          • siostra_bronte Re: "Niemcy, rok zerowy" (2) 13.05.15, 16:38
            Dzięki, Greku :)

            Tak, świetnie zinterpretowałeś tytuł filmu. Ten świat jest pogrążony w chaosie. Nie obowiązują żadne normy. Każdy chce tylko przetrwać, bez względu na cenę.

            I tak, to właśnie chłopiec, Edmund, bierze na siebie odpowiedzialność i robi coś, czego nie mają odwagi zrobić dorośli.

            Wyczytałam, że "Niemcy, rok zerowy" to tytuł książki francuskiego filozofa, Edgara Morina, który zgodził się na jego wykorzystanie. Morin napisał ją w 1946 r., kiedy stacjonował jako żołnierz w Niemczech, widział więc jak wyglądała tam sytuacja. Bardzo trafny, głęboki tytuł.

            Jeszcze raz dzięki za miłe słowa :)

            Też żałuję, bo program naprawdę ciekawy. Pozostaje liczyć na kolejne odkodowanie.
            • grek.grek Re: "Niemcy, rok zerowy" (2) 14.05.15, 14:06
              :}

              nic dodać, nic ująć :]

              może niebawem znów odkodują, miejmy nadzieję.
              • siostra_bronte Re: "Niemcy, rok zerowy" (2) 14.05.15, 14:22
                Nie wytrzymałam i zamówiłam pakiet Filmboxu. Na szczęście jest tani :)
                • grek.grek Re: "Niemcy, rok zerowy" (2) 14.05.15, 17:12
                  hurra ! :]

                  doskonała decyzja, Siostro :]
                  • siostra_bronte Re: "Niemcy, rok zerowy" (2) 14.05.15, 18:15
                    Hehe. Dzięki :) Mam nadzieję, że było warto.
        • barbasia1 Re: "Niemcy, rok zerowy" (2) 13.05.15, 23:31
          Cenna rzecz do naszej filmowej kolekcji, Bronte. Dzięki. :)


    • siostra_bronte Festiwal w Cannes 13.05.15, 15:48
      Zaczyna się :)

      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2015-dzis-startuje-festiwal/lz4b14
      • grek.grek Re: Festiwal w Cannes 13.05.15, 16:11
        Siostro, czyżbyś przekonała się do festiwali ? :]
        [mam nadzieję ! :)]

        chętnie coś dorzucę :
        film.wp.pl/idGallery,16148,idPhoto,425233,title,Cannes-2015-Homar-sentymentalny-erotyk-i-krwawa-bajka,galeria.html

        • siostra_bronte Re: Festiwal w Cannes 13.05.15, 16:18
          Haha :)

          Dzięki za ciekawego linka.
      • angazetka Re: Festiwal w Cannes 13.05.15, 16:11
        Makbet z Fassbenderem, Makbet z Fassbenderem, Makbet z Fassbenderem.
        • barbasia1 Re: Festiwal w Cannes 14.05.15, 20:24
          Hehehe! :)

          Nie wiedziałam... Już mi się podoba. :)
          • angazetka Re: Festiwal w Cannes 14.05.15, 21:11
            Slużę teaserem: www.youtube.com/watch?v=k_bGl1YGCFs
            • barbasia1 Re: Festiwal w Cannes 15.05.15, 18:12
              angazetka napisała:

              > Slużę teaserem: rel="nofollow">www.youtube.com/watch?v=k_bGl1YGCFs

              Już zablokowany teaser!
      • barbasia1 Re: Festiwal w Cannes 13.05.15, 23:33
        Ja zbieram relacje z Cannes. :)

        Jak ten czas leci...
    • mozambique "Plan bez skazy " na Tvn 7 14.05.15, 11:46
      taka cieakwostka z Demi Moore

      elegancki film sensacyjny dziejacy sie w latach 60-tych w UK - Demi jest swietnie wykształconą w Oxfordzie , wartosciowa pracownicą miedzynarodowej firmy handlujacej diamentami na wielką skalę ( ZSRR. , Chiny, RPA , USA) z siedizba w Londynie. MA dryg to tej branzy a szczegoleni do rozwiazywania ryzykownych sytuacji handlowych w spornych rejonach swiata , jest jedyna kobietą wsród dyrektorów ale ma chrapke na miejsce w zarządzie. JEst swietna , wszyscy mezczyni w pracy ją chwalą , pierwsza przychodzi, ostatnia wychodzi z biura, wykonuje zmudną, czasochlonna robote prawno-papierkową i wciaz czeka na awans.
      GDy okazuje sie ze wiceprezesem w sytuacji sporu z kontrahentem radzieckim zostaje jednak jeden z jej kolegów czuje sie mocno sfrustrowana. Ale postanawia pracowac jeszcze wiecej i jeszcze ciezej. Odzruca nawet dobrą propozycję pracy od byłego kolegi ze studiów - dyrekotrskeij fuchy w banku obslugującym te "diamentowe" transakcje - i pracuje jeszce ciezej .
      Pewnego dnia podchdozi do niej na lanczu skromny starszy pan - zwykly sprzątacz-konserwator-naprawiacz z jej firmy ( MIchael Caine) i nawiazuej rozmowe - okazuej sie ze on swietnei oreintuje sie w jej rozterkach , albowiem ponieważ : pracuej w tej firmei od 15 lat, codziennie widuje ją na korytarzach, slyszy co sie mówi tu i ówdzie, sprząta jej gabinet , wyrzuca jej smieci i w tych smieciach znajduje rozne jej notatki np "znowu nici z awansu , co robic? " a takze czyta smieci z gabinetów czlownków zarządu. I w tych smieciach i papierach znalazl plany rozwoju firmy i w nich jak byk stoi ze Demi jest pzrewidziana do odstrzału . Demi jest smiertelnie zaskoczona na to MIchael przedstawia jej propozycje wspolnego planu w celu dosatnia sie do skarbca i zwinięcia worka diamentów i udania sie na zasluzoną emerturę w dowolny wybrany punkt na mapie.

      Demi jako uczciwa osoba z poczatku absolutnie odmawia ale gdy okazuje sie, ze propozycja pracy w banku ( od tego dawnego kumpla) dziwnym trafem tez jzu stala sie nieaktualna - to decyduje sie pojsc na calosc .
      RAzem z Michalem przygotowują plan - Demi beizrze na siebie zwiniecie aktualnego szyfru do skarbca a MIchael fizyczna robote w skarbcu , jako ze sprzatacz bywa wszedzie bez wzbudzania podejrzen , oszukujac kamery ma wejsc do skarbca , nabrac diamencików do termosu z kawą , ktory zawsze nosi w kieszeni, i się zmyć subtelnie

      No i okazuje sie ze plan sie sie powiódl , tyle ze ze skarbca zginelo 2 tony diamentów!!


      Zgodnei z zasada ze bardziej od braku forsy firmie szkodzi rozpowszechneineie informacjie ze nie ma forsy , firma nie powiadamia policji ale wynajmuje detektywa ( LAmbert Wilson) do przeprowadzania wewnetrznego sledztwa . Demi zgalsza sie na ochotnika do pomocy mu w sledztwie jako przedsatwieciel firmy ( i zeby tzrzymac palec na pulsie) , skarbiec wciąz jest pusty, MIchael nie chce powiedziec Demi jakim cudem wyniósl w kieszneiach ze skarbca 2 tony kamyków i gdzie one są , firma ubezpieczjaca diamenty stoi na krawedzi bankructwa, towarzsyze radzieccy sa wsciekli ze handelek sie przytkał, LAmbert zacyna podejrzewac sprzątacza i ogolnie napięcie rosnie.....

      Roziwazanie zagadki nei jest w sumei najwazniejsze , mi sie ten film spodobał bo "czuc" go Hitchcockiem - :
      1. Demi jest tu upozwoana na kobiety z filmów Hitcha, tu trailer www.imdb.com/title/tt0780516/, gra spokojnei, delikatnie, jest stonowana w ruchach i gestach , nawet glos ma łagodniejszy niz zwykle i łagodne spojrzenie
      ma piekny makijaż i fryzure, chodzi bardzo bardzo kobieco w dopasowanych kostiumikach i niesamowicie zmysłowo pali papierosa :)

      2. ujęcia są długie i z luboscią prowadzą Demi w całej okazałości , zblizenia twarzy z dolnej perspektywy ( charakterystyczne dla Hitcha) , widac tu pelne uwielbienie kamery dla postaci kobiecej a jednoczesne - typowe dla lat 60tych - jej umiejscowienie : zawsze 2 kroki za męzczyzną , ( co swietnei widac w scenach zebran zarządu - niezalenie od tego jak istotne jest jej wystąpienie- zawsze stoi lub siedzi w drugim rzędzie :) i mówi cichym głosem )

      3. no i sam suspens - złapią ich czy nie złapią ?? pracownicy w windzie juz wiedzą czy nie wiedzą ? w termosie MIchaela jzu są te diamenty czy nie ? Lambert usmiecha sie zlosliwie czy normalnie ?

      4. no i najfajniesze - jak znaczenie dla koncowego efektu ma zatkany kibel , do przetkania ktorego został wezwany Michael???

      mi sie bardzo spodobał bo to jeden z niewielu filmów , w ktorym Demi nie atakuje widza swą umięśnioną cielesnością, nie krzyczy zdartym głosem i nie jest "feministyczna" :)

      calosc na bardzo mily wieczor z pytaiem - gdzie do cholery są te diamenty ???/
      • thaori77 Re: "Plan bez skazy " na Tvn 7 14.05.15, 14:40
        Mam do ciebie prośbę.Pilnie potrzebuję informacji,jak się skończył film czyli co się stało z owymi diamentami.Czy mogła byś mi to zdradzić? Przegapiłam końcówkę filmu a na necie nigdzie nie ma opisu jak się kończy :(
        Z góry dziękuję i pozdrawiam!
        • mozambique Re: "Plan bez skazy " na Tvn 7 18.05.15, 10:00
          jasne , jzu wyjasniam bo to ciekawe

          okazalo sie w finale ze sprzatacz byl tez hydraulikiem i wynosil brylanty porcjami ze skarbca , wchdoizl do kibelka na korytarzu i spłukiwał je normalnei w umywalce
          wczesniej w tej umywalce podłaczył do syfonu taki wąz strazacki i tym weżem razem z wodą , przez kratke wszystko szlo do kanalizacji i do kanałów tuz pod budynkiem
          te same kanaly gdzie wczesniej Demi z Michaelem spotykali sie konspirować
          no i w pewnym momenciei w tych zafajdanych kanałach uzbierałą sie góra diamentow - fajny obrazek :)). MIchael trzymał gębe na kłódke ale detektyw LAmbert zaczal za duzo podejrzewac = tym bardziej ze wyraźnie zadurzył sie w Demi .

          Final byl w ogole zaskakujący bo okazlao sie ze celem Michaela wcale nie byla emerytura na Seszelach tylko ... wykonczenie firmy ubezpieczajacej diamenty. Bo okazalo sie ze Michalej jest wdowcem a jego ukochana zona byla ubezpieczona zdrowotnie w tej samej firmie i gdy zachorowałą na zlosliwego raka uzbieczealnia odmowila sfinansowania szybkiej operacji , kazała jej czekac w kolejce. Ukochana żona operacji nie dożyła.
          Zemsta Michaela sie powiiodla bo dyrektor z ubezpieczen ( ten sam co odmówił tej operacji) po aferze z diamentami kipnął , o ile dobrze pamietam na serducho.

          W finale filmu policja łopatami w kanałach ładuje diamenty na taczki i wywozi, LAmbert zakochany w Demi obiecuje , że będzie krył jej współudział a MIchael łażac po tych kanałach w tym gnoju znalazł pare poteznych brylantów dla siebeie. Demi tez taki duzy znalazłą i schowala do keiszeni. ta daaam....
          • grek.grek Re: "Plan bez skazy " na Tvn 7 18.05.15, 17:05
            sprytne, chociaż to "sprzątacz = hydraulik" chyba trochę deus ex machina wyskoczyło ? :]

            i motyw zemsty... niezłe, tylko - czy to nie objawiło się, jw. ZBYT znienacka ?

            czyli, Demi i Caine nie idą siedzieć? :]

            • mozambique Re: "Plan bez skazy " na Tvn 7 19.05.15, 10:11
              no wygląda na to ze nie
      • grek.grek Re: "Plan bez skazy " na Tvn 7 14.05.15, 17:21
        jak zwykle opisane z biglem, Mozambique :]

        w sumie można by znaleźć parę nieścisłości : intymne zapiski w koszu na śmieci ? informacje firmy o planowanych zwolenieniach - beztrosko wywalane do kosza ? dlaczego zwalniają zewsząd chwaloną pracownicę ? mogą jej nie dać awansu, w porządku, ale żeby zaraz wyrzucać ? :]

        hehe, tego własnie jestem ciekaw : jak zostały zwinięte dyjamenty w ilości 2 ton :] pan sprzątacz musiał mieć pokaźnych rozmiarów kieszenie.

        zagwozdka rzeczywiście jest.

        "zmyć się subtelnie" - hehe, to jest zwykle problem, i to nie tylko podczas rabowania banków ;] jak on się zmył z dwoma tonami towaru ?

        o, to też dobre : czy Demi Moorre i Michael caine mogą tam po prostu pójśc do ciupy ? ja stawiam na finał zblizony do ostatniego kadru "Skazanych na Shawshank".

    • grek.grek "Charles Bradley, dusza Ameryki" dokum. Kultura 14.05.15, 13:55
      oto opowieśc o prawdziwym american dream :]

      bohater tego dokumentu w 2011 roku zadebiutował jako wokalista. Jego album znalazł się wśród 50 najlepiej sprzedających się w anno domini wg magazynu Rolling Stone. Sukces. Zwłaszcza w Ameryce, gdzie rynek jest bogaty w talenty, a przebić się jest niezmiernie trudno.

      Ale nawet ta ostatnia okoliczność nie byłaby niczym nadzwyczajnym, gdyby nie fakt, że Charles Bradley w chwili debiutu miał 63 lata.

      Film pokazuje jego codzienność, sam bohater mówi o swojej przeszłości, wypowiadają się ludzie z nim współpracujący, a całośc odmierzana jest ilością dni pozostających do premiery jego debiutanckiej płyty.

      Bradley jest człowiekiem bezpretensjonalnym, szczerym i wydaje się, że bardzo skromnym. Wszystko co mu się przytrafia przyjmuje ze zdziwieniem "Boże, czy to naprawdę o mnie chodzi ?". Małe zdjęcia na 6 str NY Post -lata po ulicy i wszystkim pokazuje gazetę. Pierwszy wideoklip - zaraz się rozpłacze ze szczęścia. Wyprzedane sale na jego koncerty i same występy przez publicznością oraz gratulacje po koncercie - zatyka go, nie bardzo wie jak poradzić sobie z takim szczęściem. Wydanie płłyty - zupełny odjazd...

      ma za sobą 63 lata niełatwego życia. Większośc czasu spędził na Brooklynie, ale mieszkał też na Południu, kilkanaście lat w Kalifornii. Pracował normalnie, był kucharzem, pakowaczem, imał się róznych zajęć. Śpiewanie było jego hobby - perfekcyjnie naśladował Jamesa Browna. Głos na kapitalny, ekspresję sceniczną, do tego nosił peruki upodabniające go do legendy funky.

      Gdzieś jakos, podczas małego wystepu z kolegami z zespołu The Bullets dostrzegła go wytwórnia Daptone Records, a jej szef Gabe Roth - chętnie dający szansę nieznanym muzykom, którzy później zyskują renomę, takim jak np. Sharon JOnes i Dap Kings - zaproponował mu nagranie i wydanie albumu. 63 lata ? I co z tego ? Nieważne, że to ewenement.

      Bradley wywodzi się z wielodzietnej rodziny. Matka zyje, choruje, on się nią zajmuje. Sam. Jedynym z rodzeństwa, z którym miał dobry kontakt był starszy brat Joseph. To on pomagał mu w chwilach zwątpienia, podnosił go na duchu i powtarzał "Idź swoją drogą, rób to co kochasz i ignoruj tych, którzy wmawiają ci żebyś odpuścił, bo to nie dla ciebie". Joseph nie zyje, został zamordowany podczas rozboju, którego padł ofiarą.

      Charles gotuje matce, prowadzi ją na zakupy, odwiedza w jej mieszkaniu, załatwia wszystkie papierkowe sprawy w urzędach. Na początku była to dla niego czarna magia, ale z czasem opanował temat :] Sam uczy się... pisac. Odwiedza go nauczycielka. Bradley czyta i pisze na poziomie pierwszej klasy szkoły podstawowej, ale myśli naprawdę doskonale i mądrze. Wykształcenie potrzebne mu jest do zapisywania własnych tekstów, które później tarfią na płytę.

      Zaczynał od bycia doskonałą kopią Jamesa Browna. Nosił ksywę Black Velvet. Ludizom się to podobało. Coverując Browna został dostrzeżony. Z czasem jednak koledzy z The Bullets namówili go, żeby zaczał śpiewać pod własnym nazwiskiem i własne teksty. Wpadli na to pod wpłwem jego opowieści zyciowych, które jawiły się im jako gotowe tematy na piosenki. I tak też się stało.

      Lojalny człowiek. Przed wydaniem albumu Daptone Record załatwia mu występy supportujące Sharon JOnes. Wypala. Ludzie naprawdę to kupuja, a Bradley jest świetny. Nadal bardzo brownowski, ale już na swój sposób. POdczas odwiedzin jednego z miasteczek - Charles wpada z wizytą do swoich znajomych, którzy kiedyś bardzo mu pomogli z życiu. Podczas koncertu, przy wiwatującej sali, głośno ich pozdrawia, po nazwisku, i pokornie dziękuje za wsparcie jakiego od nich uświadczył. W ogole, przemawia do ludzi, zwierza się, ze w tym miasteczku spędził kiedyś całą dekadę swojego życia i jest wdzięczny za to, co go tutaj spotkało ze strony mieszkanców. Ludzie są zachwyceni. Po koncercie dają mu bilety do podpisu i chwalą jego talent. A Charles nie bardzo wie, co ma powiedzieć, bo za dużo tej radości jak na jeden raz.

      Ma własne mieszkanie. Czysto, na ścianach obrazy [raczej reprodukcje], w klatce kolorowa jak cholera papuga Nicky. "Może powinien mieszkać u matki, bo ona stale potrzebuje pomocy, ale... nie cchę rezygnować z własnego mieszkania - powiada - bo to jedyne miejsce, w którym mogę się schronic, gdy mam potrzebę pobyć sam". Mądre. Jest dobrym oddanym synem.A starsza pani ma swój styl, jest taką black woman with attitude :] Tyle że forma już nie ta co tzreba, sama sobie nie ugotuje, nie posprząta, urzędowych pierdółek nie załatwi... A starsze rodzeństwo [Charles jest najmłodszy] nie utrzymuje ani z nim, ani z nią zadnego kontaktu.

      Sam Bradley boryka się też ze spłatą kredytu. Cokolwiek zarobi - pochłaniają raty i odsetki. Cięzko mu to idzie, nie bardzo też chce o tym mówić, trochę się wstydzi swojej sytuacji.

      Trudne miał życie : przyjechali do Nowego Jorku z Południa, nic nie mieli, ośmioro rodzeństwa, sama matka, konflikty, niejasno o tym mówi - możliwe, że matka piła w tamtym czasie, a on uciekał z domu, włóczył się, bywał bezdomny, nocował przesiadając się z jednego pociągu metra do drugiego, jeżdząc i sypiając w wagonach, dopóki policja go nie wypędziła. Mieszkał w róznych miejsach i wieloma rzeczami się zajmował.No i spiewał sobie tego Browna.

      Idzie sobie ulicą : fioletowe spodnie, pomarańczowy szalik, skórzany czarny płaszcz, małe afro :]James Brown jak żywy ;'] Nie kupuje drogich ciuchów. UBiera się w szmateksach, ale za to ma gust i z ciuchów za 5 dolców umie stworzyć oryginalny zestaw. Kostiumy sceniczne sam sobie robi - np. do prostego kombinezonu doszywa efektowny wzór na plecy, kołnierz z innego ciucha i już jest kreacja jak się patrzy. Ma talent.

      Na kilka dni przed wydaniem albumu Daptone organizuje mu koncert na Brooklynie. Sam Charles rozdaje bilety na ulicy. Podchodzi do dwóch białych chłopaków, proponując im wejściówki, a oni kręcą głowami z uśmiechem : "Nie trzeba. My już mamy bilety na ten koncert" :] W istocie wszystkie bilety poszły. W noc przed koncertem Charles zakrada się pod drzwi sali koncertowej i widzi wywieszkę "sold out". Cieszy się jak dziecko. I czuje tremę jednocześnie.

      Koncert wypada oczywiście wspaniale. Ludzie wiwatują, standing ovation, aplauz, a jemu słów brakuje,więc po prostu mówi, że ich kocha, a potem pozdrawia swoją matkę, która ponoć też jest na widowni, gdzieś dalej stoi.

      NO a potem... wiadomo : album, który sprzedaje się znakomicie, pierwszy videoklip, talkshow u Lettermana, "50-tka" Rolling Stone'a, a wreszcie : wyjazd na koncerty do Europy. Skoro widownia za Oceanem polubiła Sharon JOnes - dlaczego Charles nie miałby zostać doceniony ?

      Żegna się z matką. Tournee potrwa 3 tygodnie. Pewnie się ktoś nią zajmie w zastępstwie, ale i tak jest to trudny moment, nawet jesli Charles wiele razy znikał z domu i wracał. Tym razem to zupełnie nowa okoliczność.

      W posłowiu pada informacja, że podczas tego tournee zagrał 110 koncertów w 17 krajach na 3 kontynentach.

      american dream :]



      • grek.grek Re: "Charles Bradley, dusza Ameryki" dokum. Kultu 14.05.15, 13:57
        trailerek ? :]

        www.youtube.com/watch?v=uegzZWp6Y4w
    • grek.grek Cannes 2015 dzien 1 14.05.15, 17:12
      na otwarcie film z Catherine Deneuve :

      www.rp.pl/artykul/1195384,1200793--Le-tete-haute----Glowa-do-gory---Emmanuelle-Bercot-w-Cannes.html
      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2015-dzien-pierwszy-film-kobiety-na-otwarcie-relacja/7xeq7j
      film.wp.pl/id,150923,title,Rozpoczal-sie-68-festiwal-w-Cannes,wiadomosc.html?ticad=114dd1&_ticrsn=3
      film.gazeta.pl/nowy_film/5,134867,17912391,Cannes_2015_wystartowalo__I_od_razu_wielkie_otwarcie,html#BoxKultImg
      wyborcza.pl/1,75475,17913225,Cannes_2015__Zaczelo_sie__Jaka_melodie_zagra_Cannes.html
      dorzucajcie, Czcigodni :]
      • barbasia1 Re: Cannes 2015 dzien 1 14.05.15, 19:34
        Dziękuję , Greku! Pan Tadeusz Sobolewski, widzę, w ostatnim linku, ale przeczytam go pierwszej kolejności. :)

        Dorzucę relację Janusza Wróblewskiego z Polityki!
        wroblewski.blog.polityka.pl/2015/05/12/na-goscinnych-wystepach-ruszamy-z-cannes/
        • angazetka Re: Cannes 2015 - na co czekamy? 14.05.15, 20:10
          Też zasadniczo link ;)
          film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/cannes-2015-10-najciekawszych-premier/x0jep6
          • barbasia1 Re: Cannes 2015 - na co czekamy? 14.05.15, 20:22
            O! Świetny link! :)
    • grek.grek "Fala" w Kocham Kino 14.05.15, 17:53
      22:40 & 2:40

      nauczyciel w szkole średniej przeprowadza coś w rodzaju eksperymentu socjologicznego - wyodrębnia grupę uczniów, wpaja im zasady przypominające faszystowskie, staje się ich fuhrerem, a potem testuje jak daleko są w stanie się posunąc w drodze do uzyskania kontroli nad pozostałymi uczniami.

      wyglada to na dokrętkę do, też niemieckiego, "Eksperymentu" [powinien być w archiwum, kiedyś się nam przytrafiła oglądalność], który ilustrował projekt dr Zimbardo.

      brzmi nieźle, można skoczyć chyba ? :]
      • barbasia1 Re: "Fala" w Kocham Kino 14.05.15, 19:28
        Tak pamiętam "Eksperyment". "Fala" brzmi ciekawie. :)
      • barbasia1 "Hannibal" odcinek 6 wczoraj 14.05.15, 19:37
        Nie obejrzałam jeszcze 6 odcinka! Ty, Greku, mam nadzieję, jesteś na bieżąco.

        Odcinek 5. w przygotowaniu! Wkrótce się pojawi.
        • grek.grek Re: "Hannibal" odcinek 6 wczoraj 15.05.15, 14:25
          jestem :] wczoraj obejrzałem 6 odcinek, sporządzając niezbedne notatki :]]

          świetnie, Barbasiu.
          oczekuję z ciekawością :}
          • barbasia1 Re: "Hannibal" odcinek 6 wczoraj 15.05.15, 17:12
            grek.grek napisał:

            > jestem :] wczoraj obejrzałem 6 odcinek, sporządzając niezbedne notatki :]]

            Ja także obejrzałam wczoraj odcinek 6! Z tym, że nie robiłam notatek. :)
            Notatki mam do odcinka 5.

            Dziś postaram się chociaż połowę opowieści zamieścić!
            • grek.grek Re: "Hannibal" odcinek 6 wczoraj 16.05.15, 17:04
              doskonale :]
              • barbasia1 Re: "Hannibal" odcinek 6 wczoraj 16.05.15, 19:44
                Skandalicznie się grzebię. Heh!
                • grek.grek Re: "Hannibal" odcinek 6 wczoraj 17.05.15, 13:15
                  ;]
                  przecież to nic obowiązkowego. ot, bedziesz miała wolną chwilę, to skrobniesz. to zabawa :] a serial nie ucieka, mozna dopisać nawet po zakończeniu, nie widzę problemu.
                  • barbasia1 Re: "Hannibal" odcinek 6 wczoraj 17.05.15, 16:00
                    Muszę teraz napisać, bo później na pewno już nie wrócę do Hannibala, mnóstwo kolejnych innych filmów , seriali się pojawi.

                    A'propos seriali, Greku, drugą serię serialu "Krew z krwi" przegapiliśmy.
                    • grek.grek Re: "Hannibal" odcinek 6 wczoraj 17.05.15, 18:03
                      wszystko jest kwestią Twojego wyboru :]

                      a to prawda, rzeczywiście. yikes ! może bedą powtarzac, to spróbujemy nadrobić ?
                      • barbasia1 Re: "Hannibal" odcinek 6 wczoraj 23.05.15, 17:22
                        grek.grek napisał:



                        > a to prawda, rzeczywiście. yikes ! może bedą powtarzac, to spróbujemy nadrobić

                        Yes! :)
          • barbasia1 Re: "Hannibal" odcinek 6 wczoraj 15.05.15, 17:12
            > świetnie, Barbasiu.
            > oczekuję z ciekawością :}

            :)))
            Z ciekawością? Przecież widziałeś odcinek 5!?? ;))
            • grek.grek Re: "Hannibal" odcinek 6 wczoraj 16.05.15, 17:08
              :]

              sam odcinek to ta mniejsza część mojego zaciekawienia.

              ta większa, to ciekawość w jaki sposób, styl, forma w jakich Ty to opiszesz, jaki dygresje, uwagi i wrażenia przemycisz w tym SWOIM opisie, to jak Ty widziałaś ten odcinek :]

              to mnie ciekawi :]

              co zresztą dotyczy wszystkich Twoich i Waszych opisów, które czytam od deski do deski. jesli nawet widziałem film, znam do dobrze, to mi zupełnie nie przeszkadza, bo przede wszystkim interesuje mnie Wasz punkt widzenia, styl opisu, wrażenia i cała reszta.
              • barbasia1 Re: "Hannibal" odcinek 6 wczoraj 16.05.15, 17:41
                No tak. :))


                Tak, masz rację, i mnie ciekawią na równi z treścią filmu, o ile oczywiście filmu nie widziałam, dygresje, uwagi i wrażenia, sposób w jaki TY, Dziewczyny odebrały film.

                "Styl, forma" to raczej u mnie zwykle pospieszna, ;), telekspressowa ;))
                • grek.grek Re: "Hannibal" odcinek 6 wczoraj 17.05.15, 13:16
                  Twoja forma trzyma formę :]
                  • barbasia1 Re: "Hannibal" odcinek 6 wczoraj 17.05.15, 19:01
                    A mnie strasznie ciekawi, co wyczytałeś między wierszami. ;))
    • siostra_bronte "Łowca jeleni" 14.05.15, 17:56
      21.15 w Kulturze. Oglądaliście?
      • grek.grek Re: "Łowca jeleni" 14.05.15, 18:04
        ależ mamy synchronizację, Siostro :]]

        yes, oglądałem onegdaj ongiś :]
        ale pamiętam tylko niektóre sceny, ogólną wymowę i ten trudny klimat. mozę gdyby bohaterowie wyjeżdzali do tego Wietnamu ze słonecznej Kalifornii albo palmiastej Florydy... a oni wyjeżdzają z takiego szaroburego miasteczka górskiego i do niego wracają... No i sama wojna, a ściślej to, co przechodzą w niewoli, co na zawsze ich piętnuje, mniej lub bardziej, ale jednak.
    • grek.grek "Łowca jeleni" w TVP Kultura 14.05.15, 17:59
      dzisiaj 21:15
      jutro 23:05

      klasyk antywojennego kina.
      78 rocznik, [drugi] złoty okres amerykańskiego filmu.

      koledzy z robotnicznego miasteczka [po pracy zapalonych myśliwych] zostają powołani do armii i wysłani do Wietnamu. trafiają do niewoli, gdzie są trzymani w fatalnych warunkach i zmuszani do gry w ruską ruletkę. po powrocie do domu wszyscy starają się jakoś sobie poradzić z traumą. jeden z nich w ogóle nie wraca, zostaje w Wietnamie. po jakimś czasie pozostali starają się go odnaleźć. znajdują właściwie wrak człowieka...

      wybitny film. oglądałem dośc dawno temu, ale niektóre sceny zapamiętuje się na długo. całośc jest surowa, dobitna, a De Niro, Walken i reszta grają znakomicie i z poświęceniem.

      • siostra_bronte Re: "Łowca jeleni" w TVP Kultura 14.05.15, 18:12
        Haha, powinnam była poczekać :)

        Też widziałam, dawno temu i to w ciekawych okolicznościach. To był półlegalny pokaz video w podziemiach jakiegoś kościoła. Na podwórzu była klapa, po jej otwarciu schodziło się na dół...Ech, dzisiaj nie poświęciłabym się tak dla żadnego filmu. I to był niestety jedyny raz, kiedy współpracowałam z antykomunistycznym podziemiem :)

        Mam problem z tym filmem. Faktycznie aktorstwo jest świetne, temat powojennej traumy przejmujący . Ale film skupia się na amerykańskich chłopcach, których dręczą źli Wietnamczycy, tracąc z oczu pełny obraz tej wojny. Żołnierze Vietkongu są przestawieni karykaturalnie, jako dzikusy, bawiące się w obstawianie rosyjskiej ruletki (zresztą fikcja, wymyślona na potrzeby filmu). Brak tu refleksji nad tym co się stało w Wietnamie, nie mówiąc już o jakiejkolwiek krytyce amerykańskiej polityki. Ostatnia, patetyczna scena nie pozostawia złudzeń co do intencji twórców.

        W porównaniu z "Plutonem" czy innymi filmami rozrachunkowymi o Wietnamie, "Łowca" jest niemal filmem z innej epoki, trącącym propagandą w starym stylu, niestety. Szkoda, bo to mógł być wybitny film.

        Jeszcze jedno."Łowca" jest zdecydowanie zbyt długi!

        • grek.grek Re: "Łowca jeleni" w TVP Kultura 15.05.15, 14:37
          raczej ja powinien sprawdzić jeszcze przed wysłaniem :]]

          ha, świetna anegdota ! :]
          takie projekcje pozostaja w pamięci, i JAK brzmią w opowieści po latach.
          świetne wspomnienie, Siostro.

          masz rację.
          generalnie, cały nurt tego amerykańskiego kina rozliczeniowego z wojna wietnamską skupia się na
          tym motywie - jak to nasi chłopcy doznali traumy.

          jest w tym jednak pewien rys racjonalności : społeczeństwo amerykańskie nie miało większego wpływu na decyzję o tej wojnie. amerykańscy zołnierze w ogromnej większości przypadków jechali do Wietnamu, bo im kazano. więc byli ofiarami tej wojny, a razem z nimi cała Ameryka. ta wojna przeorała świadomość społeczną, zrodziła fllower power, rewolucję obyczajową, ruch gejowski, generalnie reakcją na Wietnam było poszukiwanie pacyfizmu i nonkonformizm młodego pokolenia.

          ja myslę, że pokazanie traum społecznych i osobistych, losu weteranów, szoku poznawczego młodycb ludzi wyciągniętych z normalności i rzuconych w wojnę, której sensu nikt nigdy nie rozumiał - ma swoje znaczenie. Były to filmy robione na użytek "własny", czyli przez Amerykanów dla Amerykanów. publiczne pranie brudów. i jako takie zapewne miały większy wpływ na refleksję polityczno-społeczną niż ewentualnie ukazywanie Wietnamczyków jako sprawiedliwych i dzielnych bojowników z najeźdźcą. To by tylko zaciemniło temat. Oskarzycielski ton nie zyskałby na tym,a mógłby stracic. A tak : wydźwiek antywojenny dostaje nowy impuls : patrzcie, co zrobiliście, wysłaliście naszych chłopców do kraju DZIKUSÓW ! cnota Wietnamczyków pozostaje w zasadzie nienaruszona, bo Amerykanie i tam mieli ich w nosie :]

          "Pluton" będzie w weekend chyba, gdzieś widziałem w ramówce, nie pamiętam tylko na którym kanale.
          • siostra_bronte Re: "Łowca jeleni" w TVP Kultura 15.05.15, 15:15
            Hehe.

            Tak, to były piękne czasy. Prawdziwy kinoman musiał się poświęcać. Nie to co teraz, wszystko można ściągnąć z sieci...

            Masz sporo racji. Taki sposób pokazania Wietnamczyków wzmacnia antywojenny przekaz. Ale ja nie widziałam tam oskarżenia. Ostatnia scena to mocny komunikat : tak, kochamy Amerykę, nawet jeżeli musimy "szerzyć demokrację" wśród dzikusów bombami i napalmem. Przynajmniej tak odebrałam tę scenę przed latami.

            Akurat w czasie "Łowcy" na tv6 leciały "Ofiary wojny" de Palmy, niestety, nie oglądałam. Film oparty na autentycznej historii, który mówi wprost: tak, robiliśmy tam straszne rzeczy.

            Widziałam, że w Kulturze będzie niedługo "Urodzony 4 lipca" Stone'a. Widziałam, ale dawno temu.
            • grek.grek Re: "Łowca jeleni" w TVP Kultura 15.05.15, 16:42
              zdecydowanie.

              moje wspomnienie nie jest tak barwne i klimatyczne jak Twoje, Siostro - któregoś razu strasznie chciałem obejrzeć "Niesamowitego jeźdzca", ale po pokonaniu przeszkody w postaci ograniczenia wieku [rodzice załatwili mi wejście, znali bileterkę ;)], pojawiła się następna : brak odpowiedniej ilości osób, by film mógł być wyświetlony. Skonczyło się łapanką uliczną oraz wydzwaniem telefonem ;] skutecznym. my, kinomani, jak wiadomo jesteśmy pełni determninacji i poświęcenia. chyba naweet ktoś komuś pożyczył wtedy na bilet, hehe.
              a na koniec dostałem afisz/plakat z witryny, pomazany informacyjnie czerwonym flamastrem. ale co tam, traktowałem go z najwyższą atencją :]]

              piekne czasy.

              o, muszę sobie przypomnieć ten film i scenę. mam dodatkową motywację teraz :]]

              yes, to są kanoniczne tytuły.
              dopisałbym jeszcze "Czas Apokalipsy", a także "Pierwszą krew", która wszelako, wskutek sequeli, szybko została zamieniona na "Rambo 1" ;] tymczasem przesłanie zarówno filmu jak i powieści Davida Morella było znacznie ambitniejsze niż komercyjnej kontynuacji.

              • siostra_bronte Re: "Łowca jeleni" w TVP Kultura 16.05.15, 18:30
                I jak Greku, czyżbyś nie oglądał?
                • grek.grek Re: "Łowca jeleni" w TVP Kultura 17.05.15, 13:24
                  oglądąłem,z tym że tym razem znów nie w całości. w większości, lecz nie w całości :] niby nie moje imieniny, a to zawsze mnie film ucieka ;]

                  generalnie, i tak wiele sobie przypomniałem, właściwie prawie wszystko.

                  nadal uwazam, że jednak jest to film rzucający oskarżenie przeciw wojnie i ludziom za nią odpowiedzialnym, własnie za pomocą pokazania jej skutków.
                  • siostra_bronte Re: "Łowca jeleni" w TVP Kultura 17.05.15, 13:30
                    Może będzie następna okazja.

                    Zgadza się, to film antywojenny, ale przeszkadza mi to, że pokazuje tę wojnę tak, jakby to Wietnamczycy zaatakowali Amerykanów.
                    • grek.grek Re: "Łowca jeleni" w TVP Kultura 17.05.15, 13:44
                      możliwe :]
                      chociaż, w zasadzie złapałem... flow :], przypomniałem sobie wszystko, straciłem pierwsze 40 minut, ale szybko przypomniałem sobie o czym traktowało.

                      przyznam, że ja odebrałem to nieco inaczej :]
                      niemniej, na pewno portret Wietnamczyków daleki jest od obrazu niewinnych ofiar.
                      wydaje się jednak, że w żadnym momencie "Łowca..." nie neguje faktu, że to Amerykanie byli inwaderami. film w którym Amerykanie musieliby się bronić przed napaścią - nie mógłby w żadnej mierze być "antywojennnym" czy 'rozliczeniowym".

                      chociaż, na pewno masz racje, że brakuje tutaj powiedzenia wprost : najechaliśmy kraj, który nic nam złego bezpośrednio nie uczynił. nie ma refleksji nad politycznym charakterem tej wojny. może dlatego, że chodzi jednak o ludzi. polityka jest pozostawiona w tle.

                      wydaje mi się,że w 1978 roku nie trzeba było wprost mówić, że najazd na Wietnam był błędem i głupotą. Amerykanie wiedzieli to już wcześniej.

                      ofk, zawsze pozostaje pytanie : dowiedzieli się tego, bo zaczęli myśleć, czy też nigdy nie zrozumieli że inwazja na inne kraje jest niemoralna,a przemówiło do nich 60 tys trupów marines ?

                      możliwe,że "Łowca..." w tej materii odzwierciedla stan moralnej [nie]świadomości ówczesnego amerykańskiego społeczeństwa.
    • grek.grek "Drapieżnik [The Flock]" via Polsat 15.05.15, 14:06
      Kocham Kino, "Łowca jeleni", a jedyne co wczoraj obejrzałem, to "Drapieżnik" w Polsacie :]

      słów kilka o fabule.
      rzecz się dzieje w słonecznych krajobrazach okołopustynnych okolic amerykańskich.

      Erroll Babbage, grany przez Richarda Gere'a, jest policjantem, a ściślej "administratorem rejestru przestępców seksualnych". Zachowuje się jak "Brudny Harry". Ciągle nachodzi swoich "podopiecznych", których nonstop podejrzewa o to, że po odsiadce wcale nie porzucili swoich... hobby i nadal myslą tylko o napastowaniu kobiet. Jak trzeba, to i kijem potrafi przyładować, aczkolwiek zakłada wtedy kominiarkę :]]

      Dlaczego tak robi ? Kiedyś nie zapobiegł śmierci porwanej dziewczyny. Ten fakt ciązy mu na sumieniu i decyduje o takim, a nie innym stosunku do seksualnych wyrokowców. Niczym innym w zasadzie się nie zajmuje. Nawet po godzinach pracy siada i przegląda wszystkie gazety i zakresla informacje o zaginionych, poszukiwanych kobietach, o sprawach policyjnych z zakresu przestępstw seksualnych i generalnie : o wszystkim,co mieści się w spektrum gwałtu i okolic.

      Zostało mu 18 dni do emerytury. Ale nie odchodzi, bo wypracował sobie wiek emerytalny albo źle się czuje. Odchodzi, bo za dużo było na niego skarg ze strony zaresjestrowancych przestęcpów, którzy po odkiwaniu wyroku, mają prawo do tego, by ich nie niepokoił bez przerwy. Szefostwo policji postanowiło go wyrzucić.

      Jest już ktoś na miejsce Errolla. Co ciekawe, to on wybrał swojego nastepcę. A raczej : następczynię - Alison [Claire Danes]. Trudna przeszłość, nieustabilizowane życie osobiste, kłopotliwy charakter : to zdecydowało, że Babbage postawił właśnie na nią. Zrobił wywiad z jej matką, prześwietlił ją do gołego. Allison od początku ma z tym problem. Babbage wkurza ją, ale i wydaje się być idealnym nauczycielem TEJ roboty.

      Erroll nie zapomina o nikim. Sumiennie odwiedza państwa Wells, rodziców zaginionej Harriet, której od lat bez efektów szuka Errolll.

      Razem objeżdzają tych "podopiecznych" Errolla. Allison jest swiadkiem jak Erroll wjeżdza na nich, prowokuje, każe się spowiadać nawet z fantazji seksualnych, grozi. MUsi oglądać jakieś nieprzystojne zdjęcia, a przede wszystkim :Erroll z premedytacją konfrontuje ją z kryminalistami, których ona się zwyczajnie boi.

      Jednym z nich jest Edmond. MŁody, chyba zamożny, z wyrokiem za obijanie dziewczyny. TEraz ma nową, która wyraźnie nie ma pojęcia z kim się zadaje. "Jestem pewien,że masz na ciele siniaki, bo on cię bije", powiada Erroll. Edmond na to "Ona się chętnie rozbierze, żeby udowodnić ci, że nie masz racji. Ale... to ONA [Allison] musi o to poprosić". Wszyscy patrzą na Allison, a ona stoi jak zamurowana. Dziewczyna sama zaczyna się rozbierać patrząc prowokacyjnie na Allison, a Erroll na zimno ją zachęca. Allison aż wybucha nerwowym śmiechem, nie wierzy że to się dzieje naprawdę. Ostatecznie do striptizu nie dochodzi, ale Allison znów przechodzi mały szok. Szoczek ;]

      Następna jest fryzjerka Viola. Erroll przedstawia ją jako morderczynię. Razem z mężem oklaeczała młode dziewczyny. POtem zostawia je sam na sam, pozwalając mu Viola strzygła Allison. Na osobności Viola przekonuje, że była ofiarą własnego męża, tak jak te dziewczyny. I że to Erroll widzi w niej kryminalistkę.

      Allison chyba jej wierzy, ale Erroll kpi sobie z wyznań Violi - 'ONa ma kłamstwo w genach", powiada i daje Allison ksiązkę o męzu Violi i niej samej, w której wyjaśnione są kulisy zbrodni jakich się oboje dopuszczali. Allison czyta wieczorami i jeszcze bardziej nieswojo się czuje. CIęzka nauka i szok w zderzeniu z realiami tej roboty.

      POjawia się nowa sprawa. Porwana nastoletnia blondynka. Wracała do domu, zatzrymało się auto i ktoś ją wciągnął do środka. świadkowie twierdzą, że w aucie były dwie osoby.

      W restauracji, w której zawsze jada, Erroll znajduje gazetę z zakreślonym [tak jak on to zwykł czynić] artykułem o porwanej blondynce. Kto ją zostawił ? Allison ? Ona zaprzecza. Więc kto ? Ktoś kto chciał zwrócić na sprawę jego uwagę ? A może ktoś kto zaprasza go do pojedynku ?

      Poszukiwania tropów Erroll zaczyna od ponurej speluny na przedmieściach, gdzie działa podziemie sado-maso. W starych magazynach jakaś panna w skórze ujeżzdza grubasa w gaciach,okładając go pejczem po tyłku, jakaś inna przywiązana jest do sciany i jakiś maestro okłada ją po tyłku... i inne takie śmieszne scenki. Plus cała masa nielegalnej pornografii obrazkowo-wszelakiej. Erroll poszkuje tam Glenna Custisa, od którego ma nadzieję uzyskać informacje o tym, kto mógł stać za porwaniem dziewczyny. I kiedy próbuje coś wydostać od naćpanego Glenna, w innej sali omal ktoś nie zabija nożem dziewczyny, po budynku hula wilk, a wśród gratów znajdują się fotografie poodcinanych kobiecych stóp.

      Babbage idzie tym tropem, wlokąc za sobą miotającą się w sobie Allison, w której strach rywalizuje z ciekawością. Napada ich ten wilk, gryząc Errolla boleśnie w rękę, a potem wskakuje na pakę półciężarówki i ta odjeżdza. Ktoś wyraźnie nie lubi Errolla i Allison, a do tego - ten ktoś był wtedy w magazynie, ten ktoś chciał zabić dziewczynę.

      Erroll chodzi z tymi fotografiami, ofk w zakładzie wywoływania też pracuje eks-wyrokowiec ;], zaczepia swoich "podpopiecznych" i stara się wydostać informacje, bo to niby zamknięte środowisko i rozchodzą się wieści, kto porywa, kto gwałci itd.

      Udaje się wreszcie złapać trop. Domek za miastem. Stara nora na pustyni, pośród graciarni. Faktycznie : jest tam dziupla, w której Erroll znajduje częśćiowo spalone zwłoki kobiety. Po tatuażu na nadgarstku rozpoznaje, ze to ciało tej niedoszłej striptizerki, dziewczyny Edmunda. KIedy Erroll błąka się po ciemnej chałupie, Allison biegnie do auta po latarkę. Wracającą miija wypadające nagle zza budynku auto. Nie moze go zatrzymać.

      W polu za domem, Erroll i Allison znajdują właściciela tego oswoijonego wilka. Jest cięzko ranny. Nie puszcza jednak pary z ust a'propos swoich towarzyszy, z którymi najwyraźniej pokłócił się i został postrzelony, a oni uciekli.

      TEraz jednak nie ma zadnego tropu. Jak szukac dalej ? Scenarzyści podrzucają więc Errollowi prosty greps : odwiedzić grupę wsparcia dla byłych przestępców seksualnych i wymachując pistoletem zmusić do mówienia. No i oczywiście jeden z nich wie, gdzie COŚ moze się dziać :]] Ach, ci scenarzyści...

      Ofk, w tym momencie kurtyna opada i już wiemy dlaczego postaci Edmunda i Violi zostały tak skrzętnie zaprezentowane. To oni są porywaczami. Dziewczyna żyje, ale Viola naciska Edmunda,żeby odciął jej nogę. Mała drze się wniebogłosy, a Viola ciśnie swojego towarzysza, żeby zagęszczał ruchy. Przedtem każe mu, żeby ją [Violę] podduszał i wkurza się, kiedy młodzieniec okazuje się zbyt słaby fizycznie, by Violi od tego duszenia gały wyszły z orbit. Yes,to Viola stanowi spiritus movens całej akcji. Erroll miał rację, kiedy tłumaczył Allison, żeby nie wierzyła w żadne wykręty Violi - przed laty to nie jej mąż dowodził procederem okaleczenia młodych dziewczn, to Viola sprawowała przywództwo. Ta obecna sytuacja oczywiście tylko to potwierdza.

      Tak więc, Erroll z Allson znajdują wskazane miejsce, gdzieś na pustyni - stara przyczepa campingowa pośród wraków aut, wysypiska złomu i innych starych przyczep. Babbage i Allison krąża po okolicy i słyszą zduszony krzyk dziewczyny. Wiedzą, że w którymś starym gracie ona musi być. POtem Edmund dostrzega ich przez okno. Dziewczyna wie, ze ratunek jets blisko, więc się wydziera. Kneblują ją, ale Erroll wie gdzie szukać.

      Najpierw strzela do Edmunda. Odrzut sprawia, że Edmund ląduje na nim. Erroll traci przytomnośc. Allison próbuje zaaresztowac Violę, ale ta z miną niewiniątka tłumaczy że chciała uratować dziewczynę, że też została porwana. Spzedaje stary kit :] Allison mogłaby jej uwierzyć, dać się znów nabrać, ale odzyskujący przytomnośc Erroll - nie.

      W ostatnim akcie Erroll waha się co zrobić z Violą, a ona go prowokuje, syczy że na pewno zawsze miał na nią ochotę, więc teraz ma szansę skorzystać, i generalnie prowokuje go.
      • grek.grek Re: "Drapieżnik [The Flock]" via Polsat 15.05.15, 14:23
        KIedy Errollowi udaje się nad sobą zapanowac, Viola zmienia ton : chce żeby ją zabił, bo "dłużej tak nie mozna żyć !". Sposób w jaki to robi jest zaiste widowiskowy. PAni aktorka jest znakomita.

        I tutaj Erroll jest jeszcze bliżej pociągnięcia za spust, aby skrócić jej cierpienie zycia z tak spaczoną osobowością[tak sugeruje film].

        Allison mu jednak przerywa i skłania do opuszczenia broni. Viola śmieje się tylko rozpaczliwie.

        Na tym złomowisku odkryte zostają pochowane w ziemi fragmenty ciał porywanych i zabiijanych dziewczyn. Ale jedna znajduje się w całości oraz zywa : Harriet Wells. Jej rodzice są uszczęśliwieni, a Erroll być może uwalniając ją ucisza wyrzuty sumienia z powodu tej dziewczyny, której kiedyś nie zdołał uratwować.

        cóz, thriller nienajgorszy, ale do pierwszej ligi mistrzowskich wyczynów jednak minimalnie brakuje, choć sam nie wiem czego ;]

        Richard Gere jako ponury inkwizytor sprawdza się bardzo dobrze, Claire Danes jest oczywiście niezrównana w swoich nerwowych reakcjach, wybuchach gniewu allbo histerii - ma talent, bo w jej wykonaniu te emocjonalne paroksyzmy są naprawdę wiarygodne; kradnie im film KaDee Strickland,która gra Violę - piękną, szurniętą i niebezpieczną. Jej plucie jadem, orbitowanie między niewinną stonowaną "ofiarą męskich szaleństw", rzeczową kierowniczką dwuosobowego zespolu morderców, a hienowato śmiejącą się wariatką obnażającą wszystkie zęby w grymasie wściekłości z finałowej sceny - robi dobre wrażenie. aktorskie ! :]]

        pan rezyser wielokrotnie wspomaga narrację kontrolowanie chaotycznymi zdjęciami w sepii, miksowaniem obrazów zderzających się w pamięci Errolla, w tle pogrywa mało przyjemna tonacja muzyczna, a Richard Gere niezmiennie nosi marsowe oblicze.

        solidne kino, ale nie na tyle błyskotliwe, żeby weszło do kanonu gatunkowej wybitności.

        www.youtube.com/watch?v=4J4ewFfwMvc
        • siostra_bronte Re: "Drapieżnik [The Flock]" via Polsat 15.05.15, 14:33
          Dzięki, Greku :) Ale ładnie to tak zachęcać do oglądania filmów, a potem oglądać coś innego? :)

          Historia faktycznie nie brzmi jakoś oryginalnie. Gere był dla mnie zawsze drewnianym aktorem, może z wiekiem wypada trochę lepiej?
          • grek.grek Re: "Drapieżnik [The Flock]" via Polsat 15.05.15, 14:43
            dzięki, Siostro :]

            jedyne co mogę napisać na swoją obronę, to to, że "Łowcę jeleni" od początku planowałem na dziś :]]

            o, wydaje mi sie, ze pan Gere bardzo się stara pokazać, ze umie zagrać coś więcej niż Mistera Lalunio w róznych warianatach :] tutaj nie ma balejażu na owłosieniu oraz nie popisuje się zębami. Jest ponury, skupiony, surowy, skierowany do wnętrza. ciekawa rola, w porównaniu do róznych "Pretty Woman" i innych takich, m.in dzieki niemu, Claire Danes i KaDee Strickland film jest dobry. wiarygodne są ich reakcje i zachowania, a to decyduje o strawności tego dania :]

        • pepsic Re: "Drapieżnik [The Flock]" via Polsat 17.05.15, 19:38
          Mi sie wydaje, że Gere za bardzo sie przejął rolą, bez dystansu wcielając w terminatora na granicy groteski.
          • grek.grek Re: "Drapieżnik [The Flock]" via Polsat 18.05.15, 17:03
            jest coś na rzeczy :]
            pewnie zapłacono mu taką kasę, że reżyser nawet nie śmiał go poprawić ;]]
    • angazetka Cannes - Mad Max 15.05.15, 16:10
      Wszyscy recenzenci szaleją po pokazie pozakonkursowym "Mad Maxa". Cieszę się, bo to daje nadzieję na świetny seans już za dwa tygodnie :D
      Link do refleksji niezawodnego Tadeusza Sobolewskiego: wyborcza.pl/piatekekstra/1,145087,17920030,Cannes_2015__nowy__rozpedzony__Mad_Max__niczym_z_obrazow.html
      • grek.grek Cannes 2015, dzien 2 - Mad Max 15.05.15, 16:33
        dorzucam ;] :

        www.rp.pl/artykul/1195384,1201236-Cannes-2015--Garrone-w-basniowym-kostiumie.html
        film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2015-dzien-drugi-mad-max-na-drodze-gniewu-this-is-a-wo-man-s-world-relacja/sgg5k2
        esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst?id=20716
        film.wp.pl/id,150933,title,Mad-Max-Na-drodze-gniewu-Oryginal-posrod-blockbusterow-RECENZJA,wiadomosc.html
        www.filmweb.pl/article/CANNES+2015%3A+Gaz+do+dechy!-111445
    • grek.grek "Pragnienie miłości" TVP Kultura 15.05.15, 16:49
      20:20

      kino meksykańskie kandydujący do Oscara w 2013, prezentowany w Cannes.

      nastoletnia córka i ojciec po smierci matki/żony przeprowadzają się do stolicy.
      ona ma problemy w szkole.
      on szuka pracy całymi dniami.
      oboje mają problemy i rozterki, przechodzą trudne momenty, ale zyją w emocjonalnym odizolowaniu od siebie, nie stać ich na bliskośc i kontakt, udają że wszystko jest dobrze
      i nic im nie dolega.

      brzmi dobrze.

      skaczemy ? :]
      • barbasia1 Re: "Pragnienie miłości" TVP Kultura 15.05.15, 18:09
        Yes! :)

        W razie czego, opowiesz, Greku, gdybym nie zdążyła?
        • grek.grek "Pragnienie miłości" - killka słów a'propos 16.05.15, 15:08
          OPowiem, oczywiście :]

          Rzecz zbudowana długimi ujęciami, czasami statycznymi, bez muzyki, wszystko po to, by poczuć cięzar tej historii, wczuć się w bohaterów. W drugiej połowie momentami nóz się w kieszeni otwiera i reżyser mocno nadwereża cierpliwość widza [moją na pewno], prowadząc do mocnego finału.

          BOhaterami są ojciec i nastoletnia córka, którzy po śmierci żony/matki opuszczają prowincję i jadą do Mexico City. Ojciec to taki poczciwy misiek, duży i spokojny. Alejandra jest ładna, sympatyczna. Oboje przeżyli smierć matki. Dlatego zapewne wyjechali, aby nie widzieć miejsc, które ją przypominają, uciec od wspomnień, od nastroju pamięci wspólnych lat. NIe mogliby się z tym uporać. Matka zginęła w wypadku samochodowym. Prowadziła auto, Alejandra była z nią - ona przeżyła.

          Wynajmują mieszkanie. W ciągu dnia ojciec szuka pracy. Jest kucharzem. Alejandra chodzi do szkoły, szybko wtapia się w grupę, jest lubiana.

          Nie rozmawiają o tym, co się stało. Czasami leżą sobie razem, albo oglądają film, jedzą posiłek - na pierwszy rzut oka mają dobry kontakt, ale nie ma w nim głębi. Pytania o to jak w pracy/szkole są zdawkowe i odpowiedzi niespecjalnie rozbudowane. Nie mówią o tym, co czują do zmarłej żony/matki. A widać, że o niej myślą : ojciec nie umie pohamować łez, kiedy jest sam, Alejandra ma momenty zamyślenia, które sugerują że brakuje jej matki. Oboje ją kochali, to pewne. Bardzo im jej brak.

          Alejandra przechodzi w szkole testy na obecnośc narkotyków. Wynik jest pozytywny. Ojciec nie wiedział nic o tym, że paliła marihuanę. Sama wyjaśnia, że spróbowała z ciekawości, ale co innego jest ważne : zapewne paliła aby poprawić sobie nastrój, co może znów sugerować, że chodziło o przeżywanie bólu po smierci matki, a więc że była ona bardzo bliska Alejandrze.

          Znajomi z klasy zapraszają Alejandrę na weekend za miasto. Bawią się, kapią w basenie, pojawia się jakiś alkohol. Alejandra, chyba lekko wstawiona, daje się namówić na seks z kolegą. Ten kolega nagrywa ich telefonem. Alejandra nie protestuje.

          W niedzielę wieczorem zdumiona odkrywa,że filmik jest w internecie. A na komórkę piszą do niej niedawne koleżanki i nazywają "dziwką". Dziewczyna nie idzie do szkoły.

          Wraca następnego dnia, po tym jak ten kolega ją odwiedził i przeprosił za wszystko uytrzymując,że ktoś inny wrzucił film do sieci, a nie on.

          Alejandra wraca i od tego dnia zaczyna się prześladowanie : najpierw podrzucane są jej jakieś liściki, zapewne z wulgaryzmami. Pierwszy czyta, inne wyrzuca nie zaglądając. KOledzy nachodzą ją w żeńskiej łazience. Kiedyś w akcie złości rozwala jednemu z nich komórkę - szkoła wzywa rodziców. Alejandra nie mówi o co poszło w tej kłótni, potwierdza kłamliwą wersję "kolegi". W dodatku musi mu odkupić ten zniszczony telefon.

          Dalej jest jeszcze gorzej : "kolega" ściąga jej obrączkę z palca, zapewne pamiątkę po matce - wrzuca sobie w gacie i mówi "wyjmij ją sobie". Alejandra jest "dziwką" - inaczej do niej nie mówią. KOleżanki niby chcą wykazać solidarność, zapraszają ją na przymierzanie ciuchów, a kiedy ona naiwnie przyhcodzi - ubierają ją w przezroczystą sukienkę, malują usta, proponują założenie butów na obcasie, a potem filmują mówiąc "wyglądasz jak prostytutka". Na koniec policzkują ją i obcinają jej włosy. Innego razu, w szkole, każa jej zajadać jakiś "tort", który najpewniej zrobiony jest z pianki do golenia i... kału. Mążą jej twarz tym specjałem, wciskają w usta, a ją zbiera na wymioty.

          Alejandra niby próbuje oddawać ciosy, ale rzadko.

          Nic nie mówi ojcu. Ojciec przeżywa małe załamanie w pracy, kiedy dowiaduje się, że ma kucharzyć na weselu. Nikt nie wie dlaczego tak bardzo protestuje i odmawia... My wiemy.

          Nic sobie nie mówią. O niczym nie rozmawiają. Ona nie zwierza się, jak jest traktoana w szkole, a on o swojej pracy. Nie rozmawiają o tęsknocie za zmarłą.

          Miesiąc później Alejandra ma obowiązkowy wyjazd z klasą. Do jakiegoś nadmorskiego kurortu. Przeżywa tam gehennę : najpierw zostaje zamknięta w łazience na całą noc. Klasa się bawi w tym czasie. Jakiś grubas z klasy próbuje ją zgwałcic. Całkowita bezkarność.

          POtem każą jej iśc z nią na plażę, gdzie rozpalają ognisko. Kiedy kończy się zabawa trzech szczyli zaczyna gasić to ognisko sikając na nie. Jeden z nich sika na leżącą obok na boku, i zdającą się całkowicie izolować psychicznie od tego co się dzieje, Alejandrę. Reszta każe mu przestać, ale tylko dlatego, że "będzie teraz śmierdziała moczem i nauczycuele zaczną zadawać pytania".

          żeby "nie śmierdziała moczem" każą jej wykąpać się w oceanie [chyba ? albo w morzu ? do czego Meksyk ma dostep ? ;)]. no to znów ktoś mowi "Jak ona będzie mokra, a my nie, to się zaczną czepiać". idą więc kąpać się wszyscy./

          Jest noc, więc średnio cokolwiek widać. Dopiero po wyjściu łebki się orientują, że Alejandry nie ma. Utonęła ?

          Nauczyciele zauważają brak dziewczyny i robi się afera. Wezwany zostaje ojciec Alejandry. Policja i nurkowie szukają jej w wodzie. Bez efektu. POdczas przesłuchania w szkole wychodzi na jaw cała prawda : o tym filmiku, o prześladowaniach i o tym co zaszło podczas tej wycieczki.

          Alejandra nie umarła, nie utopiła się. Po prostu wykorzystała okazję i uciekła. Wraca pociągiem do rodzinnego miasta, do rodzinnego domu i... po prostu kładzie się na łózku, może na tym samym na którym lezała jej matka, albo ona z matką, kiedy jeszcze żyła.

          Ojciec jest przekonany, że córka nie żyje. Chwyta go rozpacz, a zaraz po niej wściekłośc. Z ulicy porywa tego gó...arza, ktry nagrał filmik. Ładuje go do auta. Mimo jego beków i błagania, wywozi go za miasto. Wynajmuje łódź motorową, zabiera na nią dokładnie związanego i zakneblowanego smarkacza, wywozi daleko w ocean i po prostu wrzuca go do wody. Topi go. Bez najmniejszych wahań czy rozterek. Zachowuje sie jak zaprogramowany na zemstę cyborg.

          Gnojowi się nalezało. I reszcie też.

          Problem polega jednak na tym, że Alejandra ani słowem nigdy nie zwierzyła się ojcu ze swoich kłopotów. Nie sądzę, by chodziło o wstyd. Zabrakło porozumienia między nimi, prawdziwej troski, trauma śmierci matki/żony połozyła się na ich relacji zbyt wielkim cieniem. Oddzieliła ich od siebie. Nie wiadomo dlaczego. Po prostu. NIe ma tutaj zarysowanych przyczyn takiego stanu stanu. Jest sytuacja i jej skutki.

          • grek.grek Re: "Pragnienie miłości" - killka słów a'propos 16.05.15, 15:23
            efektem ich płytkiej relacji i żałoby przeżywanej osobno - jest jej dramat oraz śmierć chłopaka.

            smarkacze zasłużyli na karę, reżyser pastwi się nad widzem serwując kolejne akty tych prześladowań Alejandry, ale pytanie na końcu i tak brzmi : czy morderstwo z zimną krwią, to odpowiednia kara za choćby najpodlejszy szczeniacki terror ?

            Alejandra ani słowem nie wspomina ojcu. A wystarczyłaby może zmiana szkoły. Niestety, ten wzajemny kontakt jest niedostateczny. Ona ojcu nie ufa.

            MOżliwe też, że jej bierna postawa jest karą jaka ona sama na siebie nakłada, bo targa nią poczucie winy. Matka prowadziła auto które miało wypadek. Matka zginęła, Alejandra przeżyła. MOżliwe, że mała ma wyrzuty sumienia z tego powodu. Ostatecznie wyjeżdza, ale nie dlatego, że tamci ją złamali. Wyjeżdza, bo jedyną formą ukojenia jest dla niej obcowanie choćby z miejscem mającym zapach matki.

            ciekawy film. znakomicie, wg mnie, zrealizowany. młoda pani aktorka wykazujje się dużym poświęceniem, od zgody na ostrzyżenie się na krótko poprzez sceny z kolegami bez gaci i wyciąganiem czegoś z ich galotów po bardzo poważny ton jaki odzywa się w jej mowie ciała, którym przekonująco oddaje tęsknotę postaci za matką. aktorka nazywa się Tessa Ia.

            ojca gra Hernan Mendoza.
            reżyserem i scenarzystą jest Michel Franco.

            jeszcze coś mi do głowy przyszło.
            byc moze te prześladowania jakich doznaje Alejandra budzą w niej rodzaj cierpienia, w którym odnajduje drogę do bliskości ze zmarłą matką, w efekcie czego powraca do domu, gdzie może to uczucie zrealizować w pełniejszej formie.

            jak sądzicie ?

            www.youtube.com/watch?v=5hAx8KwryrY
            • barbasia1 Re: "Pragnienie miłości" - killka słów a' 16.05.15, 17:30
              Dzięki serdeczne, Greku! :)

              Na sam koniec dopiero się załapałam.

              > smarkacze zasłużyli na karę, reżyser pastwi się nad widzem serwując kolejne akt
              > y tych prześladowań Alejandry, ale pytanie na końcu i tak brzmi : czy morderstw
              > o z zimną krwią, to odpowiednia kara za choćby najpodlejszy szczeniacki terror
              > ?

              Oczywiście, że morderstwo nie jest odpowiednią karą, a powodowany emocjami samosąd absolutnie nie może zastępować wymiaru sprawiedliwości. Ojciec Alejandry wkrótce się o tym sam przekona, kiedy zorientuje się, że córka żyje, a zabójstwo chłopca była zupełnie bezsensowna.



              Tak się zastanawiam, o czym jest ten film, Greku. Czy o psychicznej traumie i cierpieniu po stracie matki, które jest większe niż ból zadawany przez prześladowców, rówieśników z klasy. Czy o współczesnych nastolatkach, którzy zdolni są do wyrafinowanych podłości wobec słabszych.
              • grek.grek Re: "Pragnienie miłości" - killka słów a' 16.05.15, 17:57
                cała przyjemnośc po mojej stronie, Barbasiu :]

                gdybyś miała ochotę obejrzec w całości :
                www.efilmy.net/film,18422,Pragnienie-milosci-Despues-de-Lucia-2012-Lektor-PL.html
                yes, na tym polega tragizm tej sytuacji.
                ona nic nikomu nie mówi i wyjeżdza, on sądzi, że ona nie żyje i zabija człowieka, który przyczynił się do jej rzekomej śmierci.

                zabija nie ojciec, ani nie ona, także ten chłopak aż tak winien nie jest - winna jest, wg mnie, niedostatecznie głęboka relacja między ojcem, a córką. oboje tęsknią za zmarłą matką, najpewniej wcześniej nie było między nimi pogłębionego związku i teraz, nagle pozostawieni ze sobą sami, nie umieją odnaleźć sie w tej sytuacji. rozmawiają, widać że szanują sie nawzajem,ale brak jest głębi.

                wydaje mi się, że jest to film o wszystkich rzeczach, które wymieniłaś.
                zastanawia mnie fakt, że reżyser z pieczołowitością celebruje te sceny prześladowań Alejandry.
                jaką one mogą mieć tutaj symboliczną role, jak sądzisz ?

                przyczyniają się ofk do jej wyjazdu, czynią go logicznym, ale w tym wszystkim może chodzić o coś więcej, a zarówno postawa Alejandry jak i jej rówieśników moze być "linkiem" do czegoś więcej niż obrazek z życia dorastających nastolatków.

                jak sądzisz ?
                • barbasia1 Re: "Pragnienie miłości" - killka słów a' 16.05.15, 18:56
                  :)

                  Ja bym tak szybko winy z ojca nie zdejmowała. On jest dorosły, dojrzały, zdrowy na umyśle, miał pełną świadomość swoich czynów, poza tym nie działał pod wpływem chwili, emocji, miał chyba noc / dobrze mówię? nocował chyba z chłopakiem w jakimś hotelu?/, aby przemyśleć swój plan, odstąpić od zbrodni.

                  Za brak dobrej ciepłej, głębszej rodzicielskiej relacji z córką, za zaniedbanie emocjonalne, za brak zainteresowania w trudnym dla dziewczyny momencie śmierci matki też ojciec poniekąd ponosi winę, imo.


                  Ciekawa interpretacja, ale przyznam, że nie mam pomysłu odnośnie tego, co może kryć się pod obrazami prześladowań Alejandry.


                  Dziękuje za link, ale tam, widzę, trzeba się zalogować!? Już wczoraj szukałam filmu , ale nie mogłam znaleźć.
                  • grek.grek Re: "Pragnienie miłości" - killka słów a' 17.05.15, 13:30
                    mam wrażenie, że wszystkie zachowania bohaterów tego filmu trzeba filtrować przez okolicznośc śmierci matki/żony.

                    ojciec nie mógł nic zrobić aby ocalić żonę.
                    wydaje mi się, że ten fakt wpływał na jego rozpacz po jej śmierci.
                    żona zgineła w wypadku, z tego co mozna wywnioskować : sama go spowodowała, ewentualnie był on efektem zbiegu okoliczności.

                    w przypadku "śmierci córki" - ojciec może coś zrobić.
                    nie ocali jej już życia, jak sądzi.
                    może tylko się zemścić.
                    i to czyni.
                    aby złagodzić wyrzuty sumienia.

                    trudno ocenić, wg mnie, tę ich relację.
                    jest tam deficyt porozumienia i bliskości.
                    wydaje mi się, że reżyser specjalnie unika pokazywania przyczyn - chce byśmy się skupili na efektach i konsekwencjach relacji taką jaka ona jest.

                    yes, logowanie niezbędne.
                    ale na tej stronie szybkie jest :"]

                    • barbasia1 Re: "Pragnienie miłości" - killka słów a' 17.05.15, 18:36
                      > wydaje mi się, że reżyser specjalnie unika pokazywania przyczyn - chce byśmy si
                      > ę skupili na efektach i konsekwencjach relacji taką jaka ona jest.

                      Tak. Rozumiem. Akceptuję , ten pomysł.

                      Ja tylko zaprotestowałam, by tak łatwo nie usprawiedliwiać ojca i jego zemsty !

                      Ale! Co o finałowej zemście powiedział reżyser! Wg niego " jest to rodzaj fantazji"!? (reżyserskiej???) , które "wszyscy miewają". (patrz wywiad z reżyserem niżej)

                      Wracając do Twego pytania to, co się kryje pod pieczołowitym przedstawieniem scen prześladowań zadawanych Alejandrze. Skoro sam reżyser określa swój film jako "studium przemocy może więc prześladowania są symbolem wszelkich prześladowań nastolatków, a Alejandra jest symbolem wszystkich nastoletnich ofiar prześladowań w szkole?



                      www.swiatowid.katowice.pl/index.php?id=pragnienie_milosci
                      WYWIAD z Michelem Franco - reżyserem filmu (fragmenty)

                      - Opowiada pan w filmie historię nastolatki, która pozornie ma dobrą relację z ojcem. Szybko okazuje się jednak, że dorosły mężczyzna nie ma pojęcia o tym, co przeżywa jego dorastająca córka. Jednak pan, jako reżyser, zdecydował się wziąć odpowiedzialność za opowiedzenie intymnej historii dojrzewającej dziewczyny. Skąd miał pan pewność, że wie, kim jest i co czuje taka bohaterka?

                      - Ma pani rację, z jednej strony nie wiem za dużo na temat tego, co przeżywają nastolatki. Z drugiej - to był jeden z powodów, który sprawił, że zainteresowałem się tematem. Historię Alejandry napisałem po zrobieniu "researchu" środowiskowego. Przyznaję jednak, że bohaterem pierwszej wersji scenariusza był chłopiec... Wszystko zmieniła dopiero Tessa Ia (odtwórczyni głównej roli w filmie - przyp. red.). Od lat przyjaźniłem się z jej rodzicami, niejednokrotnie przebywałem w ich domu, często przyglądałem się Tessie i jej znajomym. (...) Dzięki temu, że się znaliśmy, jej zaufanie wobec mnie było bardzo duże. Tessa musiała przecież obciąć włosy, pozwolić komuś, by ją uderzył... To wszystko tylko gra, trzeba jednak przez nią przejść, a to nigdy nie jest łatwe.

                      - Tessa Io nie jest aktorką, ale miała już za sobą doświadczenia na planie.

                      - To prawda - jako jedenastolatka zagrała w filmie Guillermo Arriagi "Granice miłości" (2008). W "Pragnieniu miłości" udowodniła, że jest bardzo dojrzała, podchodzi do pracy profesjonalnie i ze spokojem. Nie jest dzieckiem, to młoda bardzo mądra kobieta, która nie potrzebowała wielu prób, by zrozumieć, kim jest Alejandra i co przeżywa. (...)

                      - Fabuła filmu jest pełna dramatycznych sytuacji. Czy rzeczywiście miały miejsce? Co jest tylko owocem reżyserskiej wyobraźni?

                      - Wszystkie sytuacje są fikcyjne, choć wokół wciąż słyszymy o znęcaniu się jednych uczniów nad drugimi. Czytamy o nich w gazetach, słyszymy przez radio. Tym, co wydaje mi się w tym temacie autentycznie interesujące, jest jednak poczucie, że przemoc jest w pewnym sensie akceptowalnym elementem naszej codzienności. Dzieci biją się w szkole i to jest normalne. Zbyt często przekraczają granice, a my udajemy, że tego nie zauważamy. Niektórzy ludzie twierdzą wręcz, że wdawanie się w bójki kształtuje charakter dziecka i uczy stawiać czoło trudom życia. Zupełnie się z tym nie zgadzam. A co z dziećmi, które są zastraszane, spychane na margines, niszczone psychicznie? One nie chwalą się tym w domu, przechodzą przez piekło, ukrywają swój wstyd i wycofują się z życia na dobre.

                      - Wstyd, wina i kara to trzy kluczowe kategorie, które trzeba wziąć pod uwagę przy interpretacji "Pragnienia miłości". Jaka jest pana definicja tych pojęć? W fabule filmu zaciera pan granice między nimi.

                      - Kiedy w grę wchodzi psychika człowieka, trudno mówić o prostych definicjach. Alejandra próbuje przejąć rolę matki - tytułowej Lucii, która zginęła w wypadku samochodowym. Udaje silniejszą niż jest. Jej ojciec usuwa się tymczasem w cień. Wstyd rodzi się najpierw przez brak porozumienia między nimi. Ojcu zależy na ciszy, córka nie chce jej zaburzać opowiadając o swoich problemach. Wstydzi się ich. Poczucie winy rodzi się w momencie, gdy ojciec zaczyna zdawać sobie sprawę, że niewystarczająco interesował się dziewczyną i Alejandra będzie kolejną osobą, którą może nieodwracalnie stracić. Od początku najważniejsza była dla mnie utrata, żałoba, przepracowanie traumy. Z tego względu film nosi tytuł "Despues de Lucia" [Życie po odejściu Lucii - przyp. red.]. Życie po czyjejś śmierci. (...)

                      - Nie ograniczał się pan jednak inscenizując emocjonalny finał...

                      - Od początku wiedziałem, jak skończy się historia Alejandry. Atakiem odpowiada się na atak. O finałowej zemście nie powiem jednak nic prócz tego, że jest to rodzaj fantazji. Wszyscy takie miewamy, czyż nie?
                      Z Michelem Franco rozmawiała Anna Bielak


                      • grek.grek Re: "Pragnienie miłości" - killka słów a' 18.05.15, 16:57
                        usprawiedliwić ojca z morderstwa nie sposób.
                        chodzi chyba tylko, a może - aż ?, o zrozumienie motywów.

                        dzięki, Barbasiu.
                        wyjaśnienia reżysera rzucają jeszcze inne światło interpretacyjne, zwłaszcza to co mówi o tym, że to ojciec "chce ciszy", czyli nie chce rozmowy o utracie żony [matki Alejandry], a córka to chce uszanować i dlatego nie skarży się na prześladowania, których jest ofiarą. ciekawe.

                        ale... reżyser swoje, a my możemy swoje, prawda ? ;]

                        a na końcu, tak mi się wydaje, znaczenie największe ma fakt, że udało się temat oświetlić z wielu stron i dogłębnie. prawda i tak jest kwestią intepretacji, albo ich wielości ?
            • pepsic Re: "Pragnienie miłości" - killka słów a' 17.05.15, 19:49
              Widzę, że podobnie jak reżyser (czytałam linka Barbasi) zbaczasz z wątku prześladowania i upokarzania ofiar w relacje rodzinne i tu szukasz przyczyny. Jak dla mnie trochę to na wyrost, bo jednoznacznie winny jest zbiorowy oprawca.

              Greku jesteś pewien, że ojciec zabił tego chłopaka, który nagrał filmik, czy tego, który wrzucił filmik do sieci? Bo mam wątpliwości.
              • grek.grek Re: "Pragnienie miłości" - killka słów a' 18.05.15, 17:02
                mozliwe, że tak.
                wydaje mi się, po prostu, że decydującym faktem jest tutaj żałoba, przetrawianie śmierci/faktu nieobecności matki dziewczyny. to zapewne zawęza mój punkt widzenia. niemniej : z jakichś powodów Alejandra nie mówi o niczym ojcu, przyjmuje kolejne razy, a potem wyjeżdza, przy czym ten wyjazd tylko częsciowo nosi znamiona zwykłej ucieczki. Jest tam coś więcej.

                na 99 % jestem pewien, że to był ten od filmiku :}
    • siostra_bronte "Dziewiąte wrota" 16.05.15, 11:52
      Obejrzane wczoraj na TCM. Jakoś wcześniej nie miałam okazji obejrzeć tego filmu. Niedawno przeczytałam książkę, więc miałam okazję do porównań.

      Film jest dobry, trudno zresztą było zepsuć tak ciekawą historię, ale bez rewelacji. Nie udało się oddać klimatu książki. Nadużywana muzyka Kilara to za mało, żeby stworzyć nastrój tajemnicy. Wrażenie byłoby lepsze, gdyby nie kompletnie nijaki Depp w roli głównej.
      • grek.grek Re: "Dziewiąte wrota" 16.05.15, 17:19
        dzięki, Siostro :]

        ksiązki nie czytałem, ale film podoba[ł] mi się coraz bardziej, z każdym kolejnym seansem.

        podoba mi się dobór lokacji : uliczki, kawiarenki, europejskie ulice, bulwary i architektura, stare biblioteki albo pokoje biblioteczne w starych kamieniach zamożnych mieszczan, podmiejski zamek z parkiem, później kolejne zamczysko w finale, jest jakaś scena w ekspresie z tego co pamiętam [?]. generalnie, POlański ma kapitalny talent do kreowania nastroju za pomocą miejsc i aranżacji kolejnych scen.

        sama intryga też jest niezmiernie ciekawa : zlecenie, śledztwo samotnego bibliofila, kolejne porównania egzemplarzy ksiązki, nagłe i gwałtowne śmierci, próby zamachu na życie poszukiwacza.

        Johnny Depp gra bardzo dobrze, świetnie się zakamuflował do tej roli wąsami, za duża marynarą, chlebaczkiem i okularami. idealnie pasuje do postaci. a do tego ten bohater na początku jest cynikiem, robi swoje dla pieniędzy, z czasem jego punkt widzenia na metafizykę ewoluuje, być może nawet do uznania, ze są na świecie rzeczy,o których się fizjologom nie śniło ;]

        ta jego podróż między kolejnymi miejscami jest naprawdę wciągająca. Muzyka, o ktrej wspominasz, znakomita.

        a zatem - zdecydowanie się róznimy w ocenie ;]
        po pierwszym seansie miałem podobne zdanie do Twojego.
        po trzecim - zupełnie się, jakby to ująć - przekręciłem o, jesli nie 180, to przynajmniej 165 stopni ;]
        • siostra_bronte Re: "Dziewiąte wrota" 16.05.15, 18:29
          Faktycznie, różnimy się w ocenie :)

          Miejsca gdzie toczy się akcja są rzeczywiście malownicze, ale to było już w książce, więc nie widzę w tym wielkiej zasługi reżysera.

          Nie mogę się zgodzić co do Deppa. Jest nijaki, gra dwoma minami na krzyż. W powieści to postać ciekawa, skomplikowana. W filmie nie udało się tego pokazać. Może lepszy aktor wycisnąłby z tej roli więcej.

          Muzyka Kilara b.dobra, ale jest jej zdecydowanie za dużo. Zbyt natrętnie podkreśla napięcie w dramatycznych scenach.

          Niestety, nie mam ochoty na oglądanie tego filmu raz jeszcze, więc już nie zmienię zdania :)
          • grek.grek Re: "Dziewiąte wrota" 17.05.15, 13:35
            teraz już nie wiem, czy to dobrze, że nie czytałem oryginału czy wprost przeciwnie ;]]

            nie śmiem polemizować z Twoimi wnioskami po przeczytaniu ksiązki.
            wydaje mi się jednak, że gdzieś tam jednak w filmie to zawikłanie postaci Deana Corso daje się odczuć. niekoniecznie w jakichś zaakcentowanych gestach i słowach, ale w takim subtelnym zmieszaniu, narastające podskórnie niepewności.

            hehe, a ja nabrałem ochoty na kolejną projekcję ;] chociażby dlatego, że chciałbym skonfrontować Twoje opinie z moim odbiorem, bo zwróciłaś uwagę na kilka ciekawych rzeczy i chciałbym obejrzeć film mając je z tyłu głowy :}
    • grek.grek Cannes 2015 - dzień 3 16.05.15, 17:00
      dobre oceny "Mad Maxa" [ w sumie, też jestem ciekaw, te stare oglądałem dawno i jakoś nie przekonałem się, może w nowej odsłonie ma to jakiś ciekawszy charakter], nowy film Woody'ego Allena, nowy film Van Santa i ponoć wyczekiwany "Syn Szawła" debiutanta z Węgier Laszlo Nemesa.

      film.gazeta.pl/nowy_film/1,134866,17926587,Cannes_2015__Premiera__Mad_Maxa__Na_drodze_gniewu_.html#BoxKultImg
      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2015-dzien-trzeci-mistrzowski-test-stylu-z-tarcza-i-na-tarczy/m1018w
      www.filmweb.pl/article/CANNES+2015%3A+Życie+i+cała+reszta-111462
      www.rp.pl/artykul/9131,1201531-Cannes-2015--Syn-Szawla--czarnym-koniem.html
      wyborcza.pl/1,75475,17926425,Cannes_2015__skrajny_pesymista_Woody_Allen__FELIS_.html
      wyborcza.pl/1,75475,17926636,Cannes_2015___Homar__o_swiecie_bez_milosci_i__Syn.html
      przyjemnej lektury :]
      dorzucajcie, Czcigodni :]
      • barbasia1 Re: Cannes 2015 - dzień 3 16.05.15, 17:32
        Nowy film Woody'ego Allena!

        Hurrra! :))

        Dzięki. Nawet nie wiedziałam, że nowy film już gotowy! :) I jak wypadł???
        • grek.grek Re: Cannes 2015 - dzień 3 16.05.15, 17:47
          cześć, Barbasiu :]

          w recenzji, które zdązyłem przeczytać : nowy Van Sant został wybuczany, a nowy Allen... podobno bardzo późno-allenowski :"]

          tak czy owak, intryga brzmi zajmująco, polecam recenzję onetowską - pani korespondentka opisała to zgrabnie nad wyraz :] nie cytuję przedwcześnie, żeby nie psuć Ci przyjemności :]
          • barbasia1 Re: Cannes 2015 - dzień 3 16.05.15, 19:00
            Cześć, Greku! :)))

            Oooo!!! Brzmi to jakoś słabo. ;) Recenzję Woody'ego mam na myśli. Dzięki, zaraz zaglądam do relacji na onecie.

            >nowy Van Sant został wybuczany

            Niedobrze!?
            • grek.grek Re: Cannes 2015 - dzień 3 17.05.15, 13:13
              ta z Filmwebu - niekorzystna.

              ale co tam, czepiają się :]

              jak wejdzie do kin, to i tak bedzie pozycją obowiązkową, bez względu
              na zrzędzenie kryty[tykant]ów :]

              chyba nie bardzo ;]
              jakby nie patrzeć rezyser renomowany.
              • barbasia1 Re: Cannes 2015 - dzień 3 17.05.15, 17:22
                Recenzji z filmwebu jeszcze nie czytałam, recenzje z onetu, z Gazety Wyborczej nie krytykowały za bardzo na szczęście.

                > jak wejdzie do kin, to i tak bedzie pozycją obowiązkową, bez względu
                > na zrzędzenie kryty[tykant]ów :]

                Oczywiście! Jestem wierna swoim sympatiom, twórcom, w ogóle ludziom, których lubię.

                O Matko! Allen zdążył nakręcić już nowy film, a ja jeszcze o poprzednim , "Magia w blasku księżyca", nic nie napisałam.
                Dobrze, że Angazetka honor uratowała. :)
                • grek.grek Re: Cannes 2015 - dzień 3 17.05.15, 18:02
                  recenzje z Filmwebu generalnie jakies takie bezoosobowe są, nie sądzisz ?

                  świetnie :]
                  ja też tak mam.

                  hehe :]
                  ja z ostatnich kilku żadnego nie widziałem.
                  może w tym roku telewizja pokaże "Zakochanych w Rzymie" ?
                  potem "Blue Jasmine", no i "Magię..." - Ty i Wy już po seansach i z recenzjami...
                  jak zwykle wlokę się w ogonie ;]
                  • barbasia1 Re: Cannes 2015 - dzień 3 17.05.15, 19:19

                    > recenzje z Filmwebu generalnie jakies takie bezoosobowe są, nie sądzisz ?

                    Właśnie. Dobrze powiedziane.

                    :)

                    > ja z ostatnich kilku żadnego nie widziałem.
                    > może w tym roku telewizja pokaże "Zakochanych w Rzymie" ?
                    > potem "Blue Jasmine", no i "Magię..." - Ty i Wy już po seansach i z recenzjami.
                    > jak zwykle wlokę się w ogonie ;]

                    Nie jak zwykle . Tylko wyjątkowo. Bo nie chcesz chodzić do kina na Allena z moi. ;)
                    • grek.grek Re: Cannes 2015 - dzień 3 18.05.15, 16:58
                      haha, nie mam co do tego wątpliwości ;]]
    • grek.grek czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę wyb ? 16.05.15, 17:33
      co tam się musi dziać... ;]]

      a'propos... ;]]... rzadko oglądam reklamy, więc nie jestem wiarygodny, ale akurat na reklamy tego produktu wpadam dośc często, bo wszystkie mecze [piłka, hokej itd] zdarza mi się oglądać w czeskiej tv, a tam KM jest chętnie reklamowany. muzyka, piracki sznyt, dobre ! :

      www.youtube.com/watch?v=bG3u9W1p38M
      jak Wam się podoba ?

      i reklamy Heienkena, te energiczne, zwłaszcza jedna, w której jegomośc wchodzi do jakiegoś klubu, ubierają go tam od razu w marynarę, a potem gra na pianinie z czarnym starszym pianistą przypominającym Raya Charlesa.

      • barbasia1 Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 16.05.15, 18:05
        Hehehe! :)))
        To samo właśnie myślałam.
        Ale, żeby aż tak świętować!? Przecież dopiero po II turze wszystko będzie jasne. :}

        Chyba, że się zaangażowała w kampanię przed II turą !??

        Przyjemna dla oka reklama. Dopiero za drugim razem domyśliłam się jaki to produkt jest reklamowany. ;) Nie miałam nigdy przyjemności z Capitanem Morganem. ;)
        • grek.grek Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 16.05.15, 18:16
          no właśnie.
          a jak 2tura nie wypali, to zawsze można strzelić sobie na poprawę humoru ;]
          tak czy siak - wszystkie drogi prowadzą do właściwego finału ;]

          możliwe :]]

          prawda ?
          od razu ją polubiłem.
          jest jeszcze inna, która dzieje się w pirackiej tawernie, też udana i przyjemna dla oka.
          zalinkuję, jak tylko znajdę :]

          hehe, wszystko przed Tobą.
          i Kapitanem Morganem ;]
          yikes ! ;]
          • barbasia1 Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 16.05.15, 19:31
            Hehehe! :))

            Ciekawe, która z nas będzie musiała sobie poprawiać humor z Kapitanem Morganem za tydzień. ;))

            Fajnie! Zalinkuj! :)

            > hehe, wszystko przed Tobą.
            > i Kapitanem Morganem ;]
            > yikes ! ;]

            Hyhyhy! ;)
            Nie lubię jak mi się w głowie kręci.
            • grek.grek Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 17.05.15, 13:08
              hehe :] dzisiaj debata.

              mam tę reklamę : Port Royal, senorita, kapitan i... złoty ząb :] no i kolejny świetny kawałek muzyczny.

              [lubiłem kiedyś taką kapelę rockową Running Wild, grali z polotem i poruszali się w klimatach pirackich własnie; stąd moze wzięła mi się ta, do dziś trwająca, sympatia dla tej ikonografii i stylu]

              www.youtube.com/watch?v=OIkV_xx7eLo

              • barbasia1 Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 17.05.15, 16:45
                Tak. Oglądam oczywiście. To hicior dzisiejszego wieczora w TV. :))

                Bardzo mi się podoba ta wersja reklamy, jest zabawna.

                A ja w dzieciństwie lubiłam filmy o piratach. :). A najbardziej kochałam czołówkę programu, poświęconego morzu, żeglarstwu, pokazywanego pod koniec lat 80. Ten program nosił tytuł "Morze" . Dzięki internetowi przypomniałam sobie ten tytuł i znalazłam tę czołówkę:


                www.youtube.com/watch?v=s5Ng_NTf_Bg
                www.tekstowo.pl/piosenka,the_pirates,victory___mike_brady.html
                Jeszcze dziś jak tego słucham, to mam gęsią skórkę! ;)

                Cudne , prawda!?
                • barbasia1 Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 17.05.15, 16:47
                  Victory: we fight to win
                  Victory: is ours again
                  We are the scourge of the land and sea
                  Beastly pirates are we.


                  Zwycięstwo: walczymy by wygrać
                  Zwycięstwo: znów jest nasze
                  Jesteśmy biczem lądów i mórz
                  My, bestialscy piraci


                  Cudne! :)
                  • barbasia1 Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 17.05.15, 17:01
                    Raise the flag of piracy, sing the song of victory
                    Glorious in battle are we
                    We've never known defeat, we never will retreat.
                    We live to hear the cannon roar,
                    And terror is our sempahore
                    Victoriously loathsome are we,
                    We rob the rich, the poor; then steal a little more.

                    Victory: we fight to win
                    Victory: is ours again
                    We are the scourge of the land and sea
                    Beastly pirates are we.

                    Masters of the briny sea,
                    We'll go down in history.
                    Couragous men who live by the sword
                    We deal in treachery, the kings of lechery.
                    Raise the anchor, trim the sail
                    We raid tonight if winds prevail
                    Invincible we fight to the end
                    United to a man, we need no battle plan.

                    Victory: we fight to win
                    Victory: is ours again
                    We are the scourge of the land and sea
                    Beastly pirates are we.

                    It's so pitable a sight, to see them walk the plank
                    They squirm and cry for mercy regardless of their rank.

                    Victory: we fight to win
                    Victory: is ours again
                    We are the scourge of the land and sea
                    Beastly pirates are we.

                    Victory

                    nonsensopedia.wikia.com/wiki/Poradnik:Jak_zosta%C4%87_piratem
                    ;)
                • grek.grek Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 17.05.15, 17:56
                  hehe, ja się łamię, bo "Sherlock Holmes" jest w TVN7 o 20:00 ;]

                  rewelacja ! :]
                  pamiętam również program "MOrze" i tę kapitalną czołówkę.
                  brawo, Barbasiu, za to skojarzenie :]]
                  ale przyjemnie posłuchać tego ponownie !

                  o, filmy o piratach, klasyka - John Silver z drewnianą nogą,mistrzostwo :]]
                  • barbasia1 Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 17.05.15, 19:23
                    grek.grek napisał:

                    > hehe, ja się łamię, bo "Sherlock Holmes" jest w TVN7 o 20:00 ;]

                    No wiesz! Losy Polski się ważą na Ty w Sherlocka chcesz skakać! Ani się waż!

                    O! Też pamiętasz! Świetnie! :))

                    > o, filmy o piratach, klasyka - John Silver z drewnianą nogą,mistrzostwo :]]

                    Tak, drewniana noga musiała być obowiązkowo na wyposażeniu jednego z piratów. ;))
                  • mozambique Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 18.05.15, 10:20
                    no to jeszce chyba sobie porzypomne ze ta czołówka programu "MOrze" z tą piosenka , to byl kawalek filmu "Karmazynowy pirat" z Burtem Lancasterem :)
                    • barbasia1 "Karmazynowy pirat" z Burtem Lancasterem 18.05.15, 16:57
                      mozambique napisała:

                      > no to jeszce chyba sobie porzypomne ze ta czołówka programu "MOrze" z tą piosen
                      > ka , to byl kawalek filmu "Karmazynowy pirat" z Burtem Lancasterem :)

                      Miałam szukać tej informacji! Dzięki, Mozambique! :))
                • maniaczytania Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 17.05.15, 18:38
                  aaa, Barbasiu - ja też uwielbiałam czołówkę tego programu!!! :)))
                  • barbasia1 Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 17.05.15, 19:02
                    maniaczytania napisała:

                    > aaa, Barbasiu - ja też uwielbiałam czołówkę tego programu!!! :)))

                    To witaj w klubie, Maniu! Całuski! :)
            • grek.grek Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 17.05.15, 13:11
              PS:

              po zakończeniu jednego video, automatycznie wskakuje mi nastepne z listy, więc tamten link nie jest właściwiy.

              tutaj jak Captain Morgan :
              www.youtube.com/watch?v=301OGmu5iOM
              • barbasia1 Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 17.05.15, 15:39
                Świetna reklama!
                Muzyczny podkład jakby troszkę znajomy.
                "Danger In The Dark , Danger In My Head... - niezłe!

                A kapitan ... ho, ho i ach! :)
                • grek.grek Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 17.05.15, 17:54
                  cieszę się, ze Ci się spodobała :]

                  hehe :] wygląda na takiego, co się kąpie i używa parfumów, co w fachu pirackim zasługuje na podwójne uznanie ;]
                  • barbasia1 Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 17.05.15, 19:45
                    hehe :] wygląda na takiego, co się kąpie i używa parfumów, co w fachu pirackim zasługuje na podwójne uznanie ;]

                    Hahaha! :))))))))))
                    Rzeczywiście. Aż się Kapitan świeci od tej czystości!
                    Ufff! To dobrze, bo ja śmierdzieli obchodzę szerokim łukiem.
                    • grek.grek Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 18.05.15, 13:53
                      w ogóle, ta piracka tawerna jakaś taka schludna i wydezynsekowana, a biesiadnicy wypomadowani ;]

                      z biegiem lat piraci jakby nabierali ogłady.

                      i w marketach kupowali nie tylko rum i amunicję, ale i dobre mydło ;]]
                      • barbasia1 Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 18.05.15, 17:42
                        Podejrzewam, że to wszystko chwyt marketingowi na potrzeby reklamy.
                        Tak naprawdę piraci nic się nie zmienili.

      • pepsic Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 17.05.15, 19:35
        Jakoś jestem spokojna:)
        • grek.grek Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 18.05.15, 13:50
          rozumiem, że feta będzie za tydzień ? :]
          • pepsic Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 18.05.15, 18:10
            W każdym razie trzymam kciuki za Andrzeja Dudę, za Polskę.

            Ps. Niedawno wypowiadałeś sie w temacie naszych stosunków z Ukrainą w świetle fetowania banderowców (nie mogę znaleźć posta). W tym samym kontekście wypowiadał się niedawno Kaczyński w Republice. Greku, coraz bliżej Ci do PiS-u;)
            • grek.grek Re: czyżby Pepsic od tygodnia świętowała 1 turę w 19.05.15, 14:55
              możliwe :]]

              całe to PiSozbliżenie zawdzięczam Platformie :] tak kuriozalnego i niebezpiecznego towarzystwa nie było u władzy od czasów Bieruta i Gomułki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka