grek.grek 20:30 TVP1 "Lord Jim" 29.05.17, 13:17 uteatralniona klasyka Conrada. reżyseria : Laco Adamik. główne role : Michał Żebrowski jako Jim, a takze pp. Fronczewski, Englert, Holoubek. świetnie się zapowiada, nawet jeśli jest to spektakl sprzed 15 lat ;] A może właśnie dlatego ! :] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Lord Jim" - słowo po spektaklu 30.05.17, 12:17 oglądaliście ? :] mnie się udało. I miło było popatrzeć na świetną inscenizację klasyki, ze świetnie zaaranżowanymi miejscówkami i w skupieniu grającą doborową obsadą aktorską. Michał Żebrowski, jak się sensacyjnie okazuje, był kiedyś naprawdę dobrym aktorem :]] Piotr Fronczewski nigdy zaś nie przestał być aktorem wybitnym, szkoda że sprzedał twarz w reklamach, w których tej twarzy sprzedawać nie powinien nigdy. Nie zmienia to faktu jego aktorskiej wybitności, ale jednak zgrzyta tu i tam :] interakcje między tym duetem, Żebrowski/Jim, Fronczewski/Marlowe, stoją na wysokim poziomie i definiują ten spektakl. reżyser Adamik wyposażył całośc w odpowiedni rytm i specyficzny, nieco melancholijny, nastrój, zatapiając akcję w półmrokach i niemal pozbawiając tło muzyki. dobry styl ! TVP mogłaby naprawdę głębiej sięgnąć do archiwum, kryje się tam zapewne mnóstwo takich znakomitości. I częsciej niż raz w tygodniu. Odpowiedz Link Zgłoś
mala_ciekawostka Re: "Lord Jim" - słowo po spektaklu 30.05.17, 17:34 Widziałam większą część, rzeczywiście dobrze zrealizowany spektakl. Aż sobie przypomniałam zakończenie książki, bo przyznaję bez bicia, że wyleciało mi z głowy (czytałam kilkanaście lat temu w liceum). Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Lord Jim" - słowo po spektaklu 30.05.17, 17:52 dzięki, Mała Ciekawostko :] już myślałem, że zostałem sam na placu boju ;] jak Ci się podobały te "okopy" usypane naprzeciwko tekturowej panoramy osady i przyrody egzotycznej ? ;] Odpowiedz Link Zgłoś
mala_ciekawostka Re: "Lord Jim" - słowo po spektaklu 30.05.17, 18:01 Akurat tego fragmentu nie widziałam :) Zwróciłam natomiast uwagę na komputerowo zrobioną "Patnę" na początku :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Lord Jim" - słowo po spektaklu 31.05.17, 12:55 ja z kolei początek miałem lekko przegapiony ;]] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Lord Jim" - słowo po spektaklu 01.06.17, 12:25 ;]] może będzie jakaś powtórka, obejrzymy wreszcie w całości ;] Odpowiedz Link Zgłoś
mala_ciekawostka Re: "Lord Jim" - słowo po spektaklu 01.06.17, 18:05 No właśnie, musimy poczekać na jakąś powtórkę :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Lord Jim" - słowo po spektaklu 02.06.17, 12:30 stawiam na TVP Kultura. a Ty ? :} Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek 1:55 TVP 1 : finały NHL, mecz nr 1 29.05.17, 13:25 hokej mam we krwi, aczkolwiek nigdy nawet hokejki na oczy nie widziałem ;] można by rzec : brawo, TVP ! ... gdyby nie fakt, że stacja ta kupiła ten sezon ligi NHL, za pomocą wyłożenia pieniędzy podatnika, a potem przez całe pół roku pokazywała mecze na kanale TVP Sport, który jest jedną wielką mgławicą. podobno istnieje, podobno nawet całe 2 tysiące ludzi go ogląda, ale jakim cudem, jakim cudem !, Ct Sport mogę oglądać 24 godziny na dobę, bo leci sobie swobodnie i dla wszystkich, a TVP Sport obejrzeć ni grzyba nie mogę, bo na żadnym multipleksie nie jest umieszczony ? to kolejna klęska TVP i kolejny dowód jej niekompetencji, a może nawet czegoś gorszego. także, transmisja live tych Finałów Pucharu Stanleya, traktowac wypada jako bardzo drobne zadośćuczynienie wobec wszystkich widzów, którzy składają się przez okrągły rok na kanał, który w zasadzie nie istnieje, ale za to daje świetnie płatną pracę wielu funkcjonariuszom telewizji. Ktoś, jakaś instytucja kontrolna, powinna zbadać tę sytuację, bo dalsze jej ignorowanie umacnia tezę, że TVP znów robi w konia suwerena. btw, w finałach grają Pittsburgh Penguins vs Nashville Predators :] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: 1:55 TVP 1 : finały NHL, mecz nr 1 29.05.17, 17:18 pamn Mariusz Czerkawski, który jest chyba najcenniejszym źrodłem informacji i prognoz dot. NHL, sugeruje, że faworytami tej finałowej batalii są Penguins. bronią w końcu tytułu sprzed roku. pozostaje mieć nadzieję, że Predatory łatwo skóry nie sprzedadzą. no i , jak to w sporcie, sensacja zawsze jest możliwa. chociaż... w rozgrywkach ligowych amerykańskich- [-kanadyjskich] trudniej o sensacją ową. Gra się do 4 zwycięstw, a w takiej formule trudno zaskoczyć faworyta i zrzucić go z siodła. tutaj wygrywa po prostu lepszy zespół :] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek finały NHL, mecz nr 1 - coś jakby... relacja ;] 30.05.17, 12:48 Otwarcie tych Finałów - z problemami technicznymi, ale sportowo okazałe. świetna obecność p. Czerkawskiego, który był współkomentatorem, a między tercjami przybiegał do studia, żeby brać udział z dyskusji z pozostałymi dwoma dżentelmenami. co do meczu... Od początku widać było, że Predators są szalenie zdeterminowani, by otworzyć serię zwycięstwem na boisku przeciwnika, tak jak 3 poprzednie w tych playoffs. Zaczęli wysokim "fortchecking" [cytując pana Czerkawskiego, hehe] czyli pressingiem już w strefie rywala. Dużo bodiczków, ostrych ataków, ale wszystko fair, bez przekraczania przepisów. I to Predators zdobyli gola pieknym strzałem z drugiej linii, z czym... nie pogodzili się Penguins. Zgłosili "challenge" reklamując spalonego na niebieskiej linii. Rozgrywając krążek w trakcie akcji golowej, jeden z graczy Predators wyszedł łyzwą za linię strefy obronnej Penguins, w związku z czym Predators powinni w komplecie wycofać się ze strefy obronnej rywala i spróbować ponownie w nią wjechać. Sędziowie dobrych kilka minut badali sprawę na powtórkach i ostatecznie anulowali gola. Zatem, ciągle 0-0. Swoją drogą, kiedy w piłce nożnej dojdzie do takich sytuacji ? Hokejowi na najwyższym poziomie wcale one nie szkodzą, a w piłce nadal mamy mecze, w ktorych 90 minutowy wysiłek drużyny idzie na marne, bo sedziowie robią błąd i nie można go poprawić. A moze wprowadzenie videopowtórek po prostu ograniczyłoby możliwości drukowania wyników ? ;] Penguins mają komfortowy wariant ofensywny : dwóch graczy Nashville idzie na ławkę kar jednocześnie ! 2 minuty na zdobycie gola grajac w przewadze 5 na 3 w polu. Pierwsze 4 próby wjazdów w strefę Predatorów kończy się fiaskiem, ale piąta próba daje efekt. Gola zdobywa znakomity Jewginij Małkin.Penguins prowadzą 1-0. Niebawem pada drugi gol. Strzelcem jest Sheary. Dwa ciosy prosto w nos Predatorów lekko ich oszałamiają. Dwie asysty przy tych golach zaliczył Sidney Crosby, lider Penguins i jeden z najlepszych zawodników w lidze oraz już zaliczany do 'wielkich" all-time. 16 sekund przed końcem I tercji zawodnik Penguins, Bonino, wjeżdza dynamicznie w strefę Predators wrzuca krążek przed bramkę, w obrońca i bramkarz - doskonały Pekka Rinne, tak niefortunnie interweniują, że wrzucają sobie gol samobójczy. 3-0 dla Penguins ! Prawie 20 minut przerwy przed II tercją. I zaczyna się ona od zupełnie niemocy Penguins. Albo uspokoiła ich wysoka przewaga albo złapali kryzys kondycyjny [dwie poprzednie serie rozstrzygali w maksymalnym wymiarze spotkań, czyli aż 7 - wygrywają w obu przypadkach, oczywiście, 4-3]. Tak czy owak : w tej tercji... nie strzelili ani razu w światło bramki Nashville. Predators zaś strzelali 9 razy i zdobyli gola. 2 razy grali w przewadze, no i za drufgim razem się udało. Strzelcem Ellis. 3-1 dla Penguins. Penguins stracili dynamikę, i na ich tle tym bardziej imponowali Predators : pressing już na obrońców, ostre wejścia, szybkie tempo ataków. Wydarzeniem osobliwym było pojawienie się na lodowisku... fileta z ryby. Dokładniej, z suma. KOmentatorzy wyjaśnili, że to stary numer kibiców Nashville, ktorzy wszędzie niemal próbują martwe ryby wrzucać na obce lodowiska. Znów 20 minut przerwy. III tercja. Nashville nie zwalniają tempa, a Penguins nadal nie są w stanie oddać strzału na bramę Pekki Rinnego. To się musi skończyć golem dla Predators. Grając w przewadze zdobywają kontaktową bramkę po perfekcynym rozegraniu zamka hokejowego. STrzelcem Sissons. Już tylko 2-3 przegrywają. I wtedy właśnie... znika obraz. Szczęscie w nieszczęściu, że także w studio panowie nic nie widzą, wiec nie czułem się pokrzywdzony ;]... aczkolwiek jakby mieli podgląd z innego źrodła, to mogliby przynajmniej komentować niczym w radio. A tak... korzystali ze strony głównej NHL, gdzie live leciał graficzny zapis wydarzeń na boisku. Z tego własnie źródła pojawia się informacja, ze Predators wyrównali na 3-3 ! Niesamowity comeback. Bramka autorstwa Gudreaux. I jeszcze dobrych 10 minut do końca. Czy Nashville mogą to wygrać ? Co się dzieje z Penguins, którzy od 1,5 tercji nie są w stanie choćby zmusić do interwencji bramkarza przeciwników ? Odpowiedź Penguins jest jednak mistrzowska. Napastnik 4 formacji ofensywnej Guentrel zdecydowanie wjeżdza w strefę Predators i strzela pięknie pod poprzeczkę - gol. Penguins prowadzą 4-3. 3 minuty do końca. Nashville naskakuje na rywala z zajadłością buldoga. Krązek obija parkany bramkarza, trafia w poprzeczkę, trybuny podskakują co i rusz. Minuta do końca. Predators wycofują bramkarza, aby móc zagrać w polu 6 na 5. Nie udaje im się jednak założyć zamka, Penguins przejmują krążek i Bonino kieruje go precyzyjnym strzałem do bramki rywali. 5-3. Predators mają minimalnie szanse na odwrócenie biegu wydarzeń, ale to najszybsza gra na świecie, tutaj nawet 45 sekund to dośc, by strzelić te 2 gole. Timeout. Predators znów atakują bez bramkarza, z dodatkowym graczem w polu. Oblegają bramkę Penguins, niczym Niemcy Stalingrad, sypią się strzały, ale wynik bez zmian. 5-3 dla Penguins. I wszystko wskazuje na to, że może to być naprawdę świetna seria. Nashville dowiedli, że wcale nie są na straconej pozycji, grają intensywnie, są dynamiczni i wierzą że mogą zdobyc mistrzostwo. Penguins mają gwiazdy, doświadczenie, tytuły, ale nic nie pomoże jeśli przydarzać im się bedą takie przestoje jak w tym meczu, kiedy przed niemal 20 minut nie umieli przeprowadzić akcji ofensywnej zakończonej strzałem w światło bramki :] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek 21:10 Ct Art "Feniks" 30.05.17, 12:58 mam wrażenie, że mówiliśmy kiedyś o tym filmie... albo jakimś szalenie do niego podobnym. powstał w 2014 roku, może chodzi o jakiś remake ? z opisu : jest to historia kobiety, Żydówki, która opuszcza obóz w Auschwit, ranna i oszpecona. Wraz z przyjaciółką wraca do zrujnowanego Berlina. Chce odnaleźć męża, ktory podobno wydał ją nazistom. I kiedy go spotyka... mąż jej nie poznaje, a nawet lepiej - prosi by udawała... jego własną żonę, czyli samą siebie, bo mąż chce przejąć majątek, który posiada nasza bohaterka. film wyreżyserował Christian Petzold, główną rolę zagrała Nina Hoss, w obsadzie głównie aktorzy [ z nazwisk sądząc] niemieccy [a może szwajcarscy lub/i austriaccy], ale w zajawce napisano, że powstał w koprodukcji niemiecko-polskiej :] cóz, ciekawa premiera się zapowiada :] Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: 21:10 Ct Art "Feniks" 30.05.17, 15:12 To ja pisałam o tym filmie! :) Łącznie z filmem J.Lee Thompsona "Powrót z popiołów",, opartym na tej samej powieści. Życzę udanego seansu! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: 21:10 Ct Art "Feniks" 30.05.17, 16:17 dzięki, Siostro :] a więc pamięć mnie nie zawiodła. zaraz po seansie przypomnę sobie Twoją opowieść ! :] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Feniks" - kilka słów po seansie 31.05.17, 13:21 przeczytałem raz jeszcze Twój opis, Siostro :] nic dodać, nic ująć : forum.gazeta.pl/forum/w,14,160251001,160251001,Ojej_co_tu_wybrac_2016_2_vol_64_.html istotnie - jest to świetna historia i wiarygodny, stonowany emocjonalnie, ale głęboki film. wg mnie, rzuca się w oczy w zachowaniu Nelly/Esther jej nieustanne wyczekiwanie na to, że Johnny ją pozna, że mu coś zaświta. Cały czas ma na to nadzieję. I dlatego godzi się na udział w jego gierkach. także dlatego, ofk, że dzięki temu uczestnictwu może z nim pobyć, nacieszyć się jego towarzystwem, nawet jesli niekoniecznie w taki sposób w jaki by najbardziej chciała. Ta scena, kiedy jadą rowerem przez las, a ona obejmuje go w pasie i przywiera do jego pleców - wzruszająca. dwa wydarzenia wpływają w decydujący sposób na decyzję Nelly, by go jednak opuścić : papiery dowodzące, że Johnny rozwiódł się z nią, gdy była w areszcie, co sugeruje że wydał ją nazistowskiej policji, a także samobójstwo przyjaciółki, Lennie. absolutnie celnie podsumowałaś, Siostro, że jest to historia o dramacie wojny i piętnie Holocaustu. Lennie, Nelly, Johnny - wszyscy główni bohaterowie są nim zarażeni. MOżna domniemywać, że to ostateczne rozstanie dołoży tylko do losów Nelly i Johnny'ego dodatkowy cięzar : on sobie uświadomi skalę swojej zdrady i cynizmu, a ona utraci jedyną [jak sama mówiła] rzecz, która motywowała ją do przetrwania w obozie koncentracyjnym. jak będą teraz żyli ? napisałaś, że zakończenie Cię rozczarowało; tutaj będę bardziej... wyrozumiały dla reżysera :] wydaje mi się, że nie zostało zbyt wiele do powiedzenia w tej historii. Wraz z finałowym gestem Nelly ta historia zostaje zamknięta, drogi obojga rozchodzą się i nie zejdą się już nigdy. są takie przewinienia, które niszczą zaufanie i sprawiają, że nie sposób go odbudować. świetnie grają aktorzy, Nina Kuntzendorf [Lennie vel Lena] i para, która także w 'Barbarze" wypadła znakomicie : Nina Hoss [Nelly] i Ronald Zehrfeld. ale kluczem do sukcesu jest, wg mnie, przytomny reżyser, który unika zbyt wielkich gestów, powstrzymuje się od wielkich deklaracji i nie próbuje losów bohaterów wpisywać w Historię. skupia się na tych konkretnych ludziach, a historia [niekoniecznie przez wielkie H] wychodzi mu przy okazji. Czesi znów opatrzyli wtorkowy seans [tydzień temu to samo zrobili względem "Lore"] zapowiedzią obrazkową, że dedykują go rocznicy zakończenia II wojny światowej. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek 21:30 TVP Kultura "Jezioro łabędzie" [balet] 30.05.17, 13:03 zamiast opery - będzie balet [jak to było w oryginale ? "Nie będzie baletu, będzie chór !" ? :)]. ale za to jaki ! "Jezioro łabędzie" Piotra Czajkowskiego. przedstawienie z 2015 roku made in Niemcy :] balet jakoś mniej mnie intryguje niż opera, a do tego premiera filmowa na horyzoncie... ale może choć finałowe partie uda mi się zobaczyć. a Wy, Czcigodni ? :] są wśród nas miłośnicy baletu ? Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Maniu, wybrałaś już prezent na Dzień Dziecka ? :] 30.05.17, 17:56 Maniu, może coś wybierzesz, coś Ci się przyda, spośród poniższych rekomendacji :] a może na inne okazje także ? kulturaliberalna.pl/2017/05/29/najlepsze-ksiazki-dzien-dziecka-kl-dzieciom/ Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: Maniu, wybrałaś już prezent na Dzień Dziecka 30.05.17, 21:21 niezłe propozycje, ale książkowo to się moje dziecię 'obkupiło' w kilka na targach książki ;) Na razie wystarczy, zwłaszcza, że do tego doszło jeszcze kilka elementów stroju piłkarskiego - nie powiem, bardzo mnie cieszy, że wreszcie domownicy zaczęli się interesować piłką nożną i mogę z nimi oglądać mecze :D Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Maniu, wybrałaś już prezent na Dzień Dziecka 31.05.17, 12:57 rozumiem, Maniu :] o, to strefę kibica macie :] jakie nastroje przed sobotnim finałem LIgi Mistrzów ? Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: Maniu, wybrałaś już prezent na Dzień Dziecka 01.06.17, 22:36 kibicujemy Juve :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Maniu, wybrałaś już prezent na Dzień Dziecka 02.06.17, 12:32 o, ja też ! :] mam nadzieję na podtrzymanie tradycji rokrocznej detronizacji zwycięzcy LM ;] Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte "Geniusz" (6) 31.05.17, 13:07 Z poślizgiem, ale wreszcie udało mi się znaleźć trochę czasu. Einstein wciąż mieszka z rodziną w Zurychu. Planuje razem z pewnym astronomem (nie pomnę nazwiska) udowodnić, że pole grawitacyjne Słońca zmienia tor światła. W tym celu chce zorganizować podróż na Krym, bo tam będzie najlepiej widoczne zaćmienie Słońca. Profesor z akademii pruskiej z Berlina przyjeżdża do Zurychu. Einstein prezentuje mu swoje plany. Profesor ostrzega, że będą problemy z wyciągnięciem kasy na tę drogą podróż, ale obiecuje wsparcie. Einstein już ma powiedzieć żonie o tym, że przenoszą się do Berlina, ale pechowo ubiega go żona astronoma, która przyjechała z nim do Zurychu. Mileva jest oczywiście wściekła na męża. Mógł przynajmniej z nią to skonsultować. Ale Einstein broni się, że to dla niego najważniejsza sprawa. I znowu się kłócą. Mileva ma pretensje, że dla niego liczy się tylko praca, Einstein z kolei wyrzuca jej, że wszędzie jej się nie podoba, czy to Praga czy to Zurych. Ale wyjazd jest przesądzony. W Berlinie Einstein przedstawia projekt akademii. Budzi on kontrowersje, do tego jest kosztowny. Akademicy obiecują, że się zastanowią. Einstein nawiązuje romans z Elsą na całego. W wolnym czasie odwiedzą ją w jej domu. Kobieta proponuje, żeby uderzyć prosto do Kruppa, bogatego przemysłowca, który finansuje akademię i sam ma naukowe ambicje. Pewnego razu rodzina Einsteina zaprasza także Elsę na obiad. Einstein uważa, że powinna odmówić, ale kobieta twierdzi, że to dopiero byłoby podejrzane. Przychodzi więc na przyjęcie. Czuje wyrzuty sumienia wobec Milevy i chyba dlatego jest wobec niej bardzo miła. Broni jej w czasie dyskusji na temat Serbii (właśnie został zastrzelony arcyksiążę Ferdynand). Mileva jest jej wdzięczna za ciepłe przyjęcie i aż ją ściska na pożegnanie. Elsa z trudem ukrywa swoje emocje. Wreszcie Einstein i Elsa zostają zaproszeni do domu, a właściwie pałacu Kruppa. Tam gospodarz chwali się swoją "grubą Bertą", działem moździerzowym, nazwanym tak na cześć jego żony. Elsa namawia Kruppa. Einstein dostanie kiedyś Nobla. Chce chyba, żeby przy tej okazji wymieniano jego nazwisko? Krupp się zgadza. Ale Elsa ma przykrą rozmowę z przyjaciółką, żoną Kruppa. Kobieta mówi, że to nierozsądne, żeby pokazywać się publicznie z Einsteinem. Już zaczynają krążyć plotki. Potem Elsa przechodzi kryzys. Mówi Einsteinowi, że nie mogą się spotykać dopóki nie dostanie rozwodu. Ze względu na nich i przede wszystkim dla dzieci. Mileva dowiaduje się o romansie przypadkiem. Przyjaciółka wspomina, że Elsa wyjechała do Essen. Mileva na to, że Einstein też tam pojechał w jakiś sprawach naukowych...I nagle wszystko jest jasne. Mileva jest oczywiście kompletnie zaskoczona. Jak mogła tego nie zauważyć! Po powrocie na Einsteina czeka solidna awantura. Znowu oboje wyrzucają sobie wszystkie pretensje. Einstein żąda rozwodu. Ale Mileva się nie zgadza. Potem Einstein wysyła do niej przyjaciela razem z listem. Sam nie miał odwagi tego zrobić. W owym liście jest...lista obowiązków dla Milevy, jeżeli chce, aby małżeństwo wciąż trwało. M.in. liczba posiłków dziennie :) Także obowiązek natychmiastowego "zamknięcia się", mówiąc kolokwialnie, tudzież opuszczenia pokoju, kiedy Einstein sobie tego zażyczy. Lista jest tak absurdalna, że Mileva jest w szoku, a potem wybucha śmiechem. Idzie do domu i mówi mu, że...zgadza się. Tyle razem przeżyli i to wszystko mają zniszczyć? No i dzieci powinny mieć ojca. Oczywiście przy tej okazji się kłócą. Mileva wyrzuca mu, że dla niego liczy się tylko praca. A on ma już dosyć jej wiecznego narzekania. A dla dzieci nie będzie dobre, jeżeli będą dorastały z rodzicami, którzy się nienawidzą. W międzyczasie Einstein organizuje wyprawę na Krym. Jedzie tam ów astronom i dwóch pomocników, do tego sprzęt do obserwacji i robienia zdjęć. Niestety, już w trakcie podróży wybucha wojna. Trójka naukowców dociera na Krym, a więc teren wroga. Od razu zostają wzięci za szpiegów (aparaty fotograficzne i lunety!). Tłumaczą, że chcą zrobić zdjęcia zaćmienia, że są naukowcami, ale bez efektu. Co ciekawe, jeden z żołnierzy słyszał o Einsteinie, ale oczywiście nic nie może zrobić. A Einstein niepokoi się brakiem wiadomości z wyprawy. Prosi kolegów z akademii wykorzystanie kontaktów w rządzie. Z ulgą dowiaduje się, że cała trójka żyje. Dzięki interwencji na najwyższym szczeblu udaje się wymienić pechowych naukowców na jeńców rosyjskich i szczęśliwie wracają do domu. Tymczasem Mileva poznaje swojego rodaka, matematyka, który przyjeżdża do Berlina, żeby spotkać się z Einsteinem. Zresztą Einstein jest zasypywany korespondencją z całego świata, więc to nie dziwi. Nie udaje mu się spotkać z Einsteinem, za to miło spędza czas z Milevą. Następnego dnia Mileva odwiedza go w hotelu, pod pretekstem przeprosin w imieniu męża, który wyjechał i nie będą mogli się spotkać. Idą na obiad. Nastrój robi się romantyczny, ale Mileva nagle wstaje od stołu: "chyba zwariowałam, że umówiłam się z obcym mężczyzną w czasie nieobecności męża". I zmieszana wychodzi. Podczas kolejnej kłótni Mileva mówi o tym mężowi. "Nie mogłam tego zrobić..." Na to Einstein:"może powinnaś?". Mileva jest oczywiście w szoku. I jak można się domyślać umawia się z rodakiem i razem spędzają noc. Mężczyzna daje przy okazji teczkę ze swoimi wyliczeniami. Według niego teoria Einsteina jest błędna, bo nie zgadza się z "zasadami Macha", cokolwiek to znaczy. Mileva przegląda papiery z niedowierzaniem. Po powrocie do domu chce je pokazać mężowi, ale znowu o coś się kłócą i Einstein karze jej natychmiast wyjść. Mileva zabiera papiery z jakąś ukrytą satysfakcją... Einstein cieszy się z powrotu kolegów. Wyprawa zakończyła się fiaskiem, ale grunt, że żyją. Mileva mówi, że może dobrze, że tak to się skończyło. Einstein oczywiście jest wkurzony. Życzyła mu niepowodzenia? Mileva na to pokazuje mu teczkę swojego rodaka. Einstein jest w szoku. Dlaczego mu tego nie pokazała wcześniej? Jeżeli to prawda, stałby się pośmiewiskiem! Ale żona mówi, że próbowała, tyle, że nie dał jej nawet dojść do głosu. I tak, chciała, żeby w końcu coś mu się nie udało. Żeby jego marzenia legły w gruzach, tak jak jej marzenia! Po takiej wymianie zdań wiadomo, że to koniec. Mileva mówi, że nie mogą już żyć razem. Einstein czuje ulgę. Biegnie do Elsy i informuje o separacji. Elsa ma wątpliwości, bo to jeszcze nie rozwód, ale Einstein przekonuje, że to kwestia czasu, zaczynają się więc znowu spotykać. Pewnego dnia Einstein wraca do domu a tu pusto. Ani żywej duszy. Na stole leży list. Domyślamy się co w nim jest. Mileva razem z dziećmi wraca do Zurychu. Zdenerwowany Einstein biegnie na dworzec. Mileva z chłopcami wsiada do pociągu. Einstein próbuje ją zatrzymać. "Przecież tego chciałeś" odpowiada spłakana żona. Ale Einstein prosi, żeby nie wyjeżdżali. "Chciałem się rozwieść, a nie stracić rodzinę!" krzyczy. Na to Mileva:"nie możesz mieć wszystkiego". Pociąg odjeżdża, a Einstein płacze na peronie. W tym odcinku jak widać akcja skupia się na problemach rodzinnych Einsteina. Jego małżeństwo legło w gruzach. Do tego wybucha wojna. Zapowiada się trudny okres... Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Geniusz" (6) 31.05.17, 13:43 dzięki, Siostro ! :] znakomita niespodzianka ! świetny serial, naprawdę klasa. Jestem pewien, że w znacznej mierze jest to zasługa Twoich plastycznych opisów, ale i sama akcja i portrety psychologiczne bohaterów wydają się być dla tych opisów wdzięcznymi obiektami. ten związek Alberta i Milevy, to jakiś zupełny węzeł gordyjski. Nic dziwnego, ze ona wreszcie łapie za miecz i po prostu przecina go w sposób bezlitosny, który jej samej sprawia największą przykrość. Tyle że sytuacja do tego dojrzała. fakt, to małzeństwo ma swój biogram, do tego są dzieci, jest jakaś wspólnota myśli i zainteresowań, przywiązanie, ale jednak coś się popsuło. on ma romans i ją zachęca do tego samego - no to już wątek z Von Triera i Polańskiego :] a ona odmawia, bo jednak - takie można odnieśc wrażenie - jako matka i żona powinna tak postąpić, ale idzie po rozum do głowy i się zgadza. Propozycja otwartego małzeństwa zamiast uzdrowić sytuację, tylko ją pogarsza. do tego jej zawiedzione ambicje naukowe i żal do męża za romans biorą górę, wychodzą na powierzchnię, znajdują uście w jawnej deklaracji. I to ona rozumie, że sprawy zaszły za daleko, ona podejmuje decyzję. Scenarzyści ją lubią :] Albert zaś ma swoje grzeszki, jest traktowany surowo, ale głównie dlatego że jest jednak naukowcem, który doznał spełnienia. Mileva nie miała tyle szczęścia, poświęciła swoje aspiracje, została zdradzona - trudno jej jeszcze dokładać winę za rozpad małzeństwa, więc to rozwiązanie jakie wybiera z samej natury jest właściwe, choć ofk bolesne, dla niej najbardziej. dobry skrypt :]] "Gruba Berta" działo na cześć żony - no, to jest mocne ;]] spotkanie kochanka-żona : też :] Lista żądań i poleceń dla żony : kuriozum, nic dziwnego, ze ją rozbroiła, hehe; jak można serio traktować takie absurdy... istotnie, fabuła mocno skręciła w stronę rodzinnej dramy, ale to drama dobrej jakości - wg mnie, a do tego jednak włączone są wątki naukowe, ekonomiczne i inne. Nie w takiej skali jak w poprzednich odcinkach, ale są :] świetny serial ! dzięki, Siostro, za znakomite opisy:] z niecierpliwością wyczekuję, wyczekujemy - jestem pewien !, kolejnych odcinków !! Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte "Igła" 31.05.17, 13:16 Jutro w Jedynce, o 0.45. Znakomity thriller szpiegowski w starym, dobrym stylu. Film Richarda Marquanda z 1981 r. Adaptacja powieści Kena Folleta. Tytułowa "Igła" to niemiecki szpieg, który odkrywa plany lądowania w Normandii. Musi przekazać je swoim szefom, niestety wszystko się komplikuje... Świetny klimat, napięcie do samego końca! A bohater przez swoją determinację budzi sympatię. Trzymałam kciuki, żeby mu się udało :) Bardzo polecam!!! Powtórka jutro o 20.30, ale w tym czasie film Kaufmana w Kulturze. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Igła" 31.05.17, 13:48 dzięki, Siostro :] przyłączam się do Twojej rekomendacji ! miałem kiedyś okazję oglądać ten film. jeszcze na taśmach Beta ;] kupiliśmy je w pakiecie z odtwarzaczem video, takie były początki ;] - sprzedający chyba był fanem takiego kina, bo było ono licznie reprezentowane w tym zbiorze kaset : "Parszywa dwunastka", "Tylko dla orłów", "Działa Nawarony" i parę innych tytułów. m.in właśnie "Igła". przyznam jednak, że poza tym specyficznym nastrojem kina szpiegowsko-wojennego made in 80s... zupełnie nic nie pamiętam z fabuły :] chętnie bym obejrzał ponownie, po latach :] terminy są jednak wyjątkowo niefortunne. tej nocy : hokej, a jutro, jak napisałaś - chwalony "Synekdocha' Kaufmanna. mam nadzieję, ze zdarzy się jeszcze powtórka. to naprawdę dobre kiino ! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek 20:20 TVP Kultura "Gottland" 31.05.17, 13:52 dokument dotyczący Czechów, inspirowany czechofilskim zbiorem reportaży Mariusza Szczygła. rewelacyjna propozycja :] ... której chyba nie zdołam obejrzeć, nad czym już teraz boleję. pech, pech, pech ! mam nadzieję, że Wam się uda i trochę opowiecie :] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek 20:00 Stopklatka "Na fali' 31.05.17, 14:01 kalifornijska plaża, surfing, imprezy... ale to tylko słoneczna podkładka pod historię ciekawej relacji jaka nawiązuje się między policjantem i przestępcą. zaczyna się od tego,ze w Los Angeles grasuje banda napadająca na banki. Znak szczególny złodziejaszków ; podczas napadów ubrani są w garnitury i mają na twarzach maski z twarzami eks-prezydentów. do wytropienia gangu delegowani zostają dwaj policjanci i jeden z nich, nowy w mieście - Johny Utah, trafia na trop grupy surferów, którzy mogą być zamieszani w całą historię. Postanawia więc dokonać wcielenia i zostaje jednym z nich. na czele tej towarzyskiej ekipy stoi Bodhi, który zupełnie uwodzi Johnny'ego - swoim stylem bycia, filozofią życiową, sposobem traktowania, górnolotnie mówiąc - istnienia. kiedy w końcu JOhnny nie ma już wątpliwości,że Bodhi i jego koledzy, to ci których szuka - przeżywa rozterki. Bodhi ich nie ma, bo stawia na swój wdzięk, pewien ze Johnny mu ulegnie. ciekawie jest to rozgrywane, a prowadzi koniec końców do niezwykłej sceny finałowej. Patrick Swayze jest wyjątkowo świetny, a Keanu Revees... no cóż, on, jak zwykle, jest... Keanu Reevesem ;]] reżyserem tego filmu jest Kathryn Bigelow, która wkrótce zrobi oscarowego "Hurt Locker" i znakomicie przyjętego "Wroga numer 1". 'Na fali", to wprawka, ale bardzo klasowa. moim zdaniem, warto obejrzeć :] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek 1:55 TVP1 : finały NHL, mecz nr 2 31.05.17, 14:07 jakbyście nie mogli spać... ;] zachęcam do przyłączenia się. sportowo - najwyższy światowy poziom, mecz nr 1 był zaiste znakomitym widowiskiem, tak pod względem technicznym, jak i dramaturgicznym. oprawa bardzo dobra, bezcenna obecnośc w studio Mariusza Czerkawskiego, który zna hokej NHL jak własną kieszeń i potrafi tę wiedzę sprzedać w sposób specyficznie elokwentny, czyli w sposób zrozumiały dla odbiorcy, ale z użyciem sportowego slangu :] podczas meczu nr 1 przez kilka minut nie było obrazu [TVP bierze sygnał bodaj ze Szwajcarii], to jedyny zgrzyt jakiego się dokopać można było, ale - nic to. Naweet jesli w trakcie tego zgrzytu padł ważny gol ;] Może tym razem obędzie się bez takich niedoskonałości. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek finały NHL, mecz nr 2 - cóż to był za mecz :] 01.06.17, 13:16 świetny mecz, świetny komentarz, świetna atmosfera - szkoda, że te mecze odbywają się nocą polskiego czasu, bo byłaby to doskonała promocja hokeja w Polsce. Pokrótce :] : I tercja. trochę nerwowa, zapewne z powodu stawki : Nashville walczyli o ważną wygraną na boisku rywala, bo w przypadku przegranej musieliby wygrać 4 z kolejnych [o ile nie przegraliby wcześniej ustawowych 4 meczów] 5 spotkań. Penguins wygrywając mecz nr 2 byliby w połowie drogi do obrony mistrzowskiego tytułu. Widać od początku, że Penguins tym razem dorównują Predatorom w intensywności gry i zażartości rywalizacji. Szkoda, że zupełnie nie dostosowują się do ich poziomu trybuny. Brak emocjonalnych reakcji, cicho jak w teatrze :] Dwoch graczy Penguins wędruje na ławkę kar ! Predators grają 5 na 3. Bez powodzenia, a na dodatek ich własny zawodnik popełnia faul i zostaje wysłany na 2 minuty na ławkę. Teraz grają 4 na 3, a za minutę... 4 na 5, po powrocie zawodników Penguins powerplay przechodzi na ich stronę. Mimo tych roszad i rotacji przewag - nadal nie ma goli. Wreszcie ! szwedzki napastnik Aberg przeprowadza błyskotliwą solową akcję, przejeżdza za bramką Penguins, obraca się, pięknie układa do strzału i wrzuca krążek do bramki. Predators prowadzą 1-0. Jest to 13 minuta meczu. Penguins mają szansę wyrównać, ale nie wykorzystują ponownie powerplay. Na szczęście mają świetnego debiutanta Guentzela, który w meczu nr 1 zdobył kluczową bramkę. Teraz również popisuje się sprytnym trąceniem krązka przed bramką Predators i bramkarz przepuszcza ten chytry, ale anemiczny strzał pomiędzy parkanami, a łokciem. Dziwny gol, ale darowanemu golowi w zęby się nie zagląda ;] 1-1. "Lucky goal", orzeka Mariusz Czerkawski. Penguins ożywiają się. Predators reagują zdenerwowaniem i wywołują kolejne sprzeeczki i prowokują rękoczyny. Póki co, sędziowie rozdzielają graczy. KOńcówka I tercji, to kanonada Predatorów, którą Penguins przeżywają bez strat tylko dzięki kapitalnej postawie bramkarza Murraya. wg statystyk, Murray obronił w tej tercji 17 z 18 strzałów. jego vis a vis, Pekka Rinne, 11 z 12. II tercja. zaskakuje mnie informacja,że bramkarze obu zespołów mierzą po niemal 2 metry :] jako że grają niemal klęcząc na kolanach, albo i dosłownie klęcząc, trudno na pierwszy rzut oka dostrzec ich wzrost. Kto nie gra podaniem, zazwyczaj traci szybko krążek, tak mi się rzuciło w oczy. Solowe rajdy zakończone celnym strzałem albo dobrym odegraniem zdarzają się nader rzadko. Dużo walki : bodiczek za bodiczkiem, cross-checking [atak z tyłu, popchnięcia] jeden za drugim. Nawet wirtuoz Penguins, Sidney Crosby nie rezygnuje z fizycznych pojedynków. Imponują mi sędziowie : jakim cudem unikają sprasowania przez zawodników pędzących i ścierających się niemal ocierając się o nich. Często w ostatniej chwili uciekają za bandę. I są niemal niewidoczni, nie przeszkadzają w grze. Uważna gra w obronie. groźna akcja Predators, ale rajd Forsberga i jego strzał stopuje świetny Murray. Predators więćej strzelają, niemal z kaźdej pozycji próbują odpalić rakietę. Mariusz Czerkawski wyjaśnia, że to strategia klasyczna dla ich trenera - kto nie strzela, ten nie wygrywa. Niby logiczne, ale czasami można by ten strzał lepiej przygotowywać. Ależ szybka jest to gra, na tym poziomie zwłaszcza. Decyzje podejmowane są w ułamku sekundy najczęsciej, pod nieustanną presją. co za łyżwiarze z tych hokeistów : dynamika, umiejętnośc błyskawicznego startu i zatrzymania, do tego technika i przegląd pola. "Pytanie czy zawodnik, jakkolwiek to zabrzmi, nie poślizgnął się" - pan Czerkawski jest świetny ;] I jeszcze to : "Za Oceanem mówią, że kto trochę nie oszukuje, ten niewystarczająco chce wygrać" :]] Nashville grają powerplay. Napór trwa. Obrońcy dwoją się i troją, blokują kilka potencjalnie groźnych strzałów. Są na lodzie niemal przez całe 2 minuty. Kiedy zjeżdzają do zmiany publicznośc wstaje z miejsc i urządza im owację, a koledzy poklepują kijami po plecach. Docenia się tam nie tylko błyskotliwy atak, ale i pełną poświęcenia defensywę :] Murray obronił już 25 strzałów. Penguins grają już 4 powerplay i nie dośc, że bez skutku golowego, to oddali w trakcie tych sekwencji gry zaledwie 3 strzały na bramkę rywala ! Crosby jest zaczepiany przez Predatorów, najpierw Fisher, potem barwny osobowościowo i stylowo Sabaan próbują sprowokować gracza Penguins. Bez skutku, Crosby trzyma nerwy na wodzy. Publiczność bawi się świetnie : na jumbotronie zawieszonym pod dachem hali co i rusz wyświetlane są hasła zachęcające do zabawy, machania szalikami w klubowych barwach [czarno-żołtych], pojawiają się świetnie dobrane fragmenty filmów/seriali prowokujących widzów do kibicowskich zachowań. Po II tercji 1-1. III tercja. Piorunujące otwarcie Penguins. w 10 sekundzie Guentzel dopada do krązka odbitego przez bramkarza po strzale ze skrzydła i wstrzeliwuje krążek w okno bramki. 2-1 dla Penguins. Predators atakują w odpowiedzi, ale bez skutku. Penguins żądlą teraz już bez litości. W 4 minucie III tercji akcja z kontry : Kessel wrzuca krążek przed bramkę i pechowo Predators wbijają sobie samobójczy gol. 3-1 dla Penguins. Dosłownie kilkanaście sekund później Małkin przejmuje krążek we własnej tercji, dynamicznie przejeżdza pół boiska, i pomimo ofiarnego rzutu pod łyżwy obrońcy - pięknym strzałem w okno podwyższa na 4-1. Predators wyglądają na zagubionych i zszkowanych. Najbardziej zaś bramkarz, który opuszcza lód i schodzi do szatni. Zastępuje go rezerwowy, który od razu musi uwazać, bo Penguins organizują sobie "powerplay" 6 na 5. Nashville sfaulowali, i wiadomo było że kiedy tylko ich zawodnik dotknie krązka nastąpi przerwanie gry i wykluczenie, więć Penguins mogli wycofać bramkarza i do tego momentu grać z przewagą gracza w polu. Na nic się to zdało, ale zyskali trochę czasu i pokazali, że nie zadowala ich 3-bramkowa przewaga. Znów gol ! Cullen podaje do Hornquista i 5-1 dla Penguins. Od razu jednak trenerzy Predators zgłaszają challenge i reklamują spalonego. Po videoweryfikacji sędziowie przyznają im rację : najpierw do tercji musi rywala musi wprowadzony zostać krążek [wstrzeleniem albo dryblingiem], dopiero potem mogą wjeżdzać zawodnicy. Jeden z Penguins wjechał za szybko. O włos. To bodaj jedyna taka sytuacja w meczu i jedna z 2 w obu meczach, co dowodzi kapitalnego wyczucia jakim dysponują gracze. Zatem, gol anulowany, nadal 4-1 dla Penguins. Nashville mają powerplay, ale zupełnie im nie idzie. piękna akcja obrońcy Josiego, który mija slalomem na trzech metrach dwóch rywali, obraca się w stronę bramki, strzela, ale broni Murray. To jednak tylko akcje solowe, nie ma konstrukcji zespołowej, kombinacji. W ten sposob można wygrać mecz remisowy, ale nie da się odrobić straty 3 goli. Bójka za bójka. Małkin i Saaban wymieniają ciosy, sędziowie pozwalają na to, taka hokejowa tradycja. Nikomu nic się nie dzieje, ot trochę zapasów i parę lekkich ciosów w solidne ochraniacze :] Brawa widowni dla swojego zawodnika za niesutępliwośc i charakter. Znów powerplay Predators i znów słabo im idzie. Są wyraźnie zniechęceni i pozbawieni wiary w sukces. Częśc widzów opuszcza trybuny 4 minuty przed końcem meczu, podczas jednej z 3 zwyczajowych w tercji przerwy na czyszczenie lodu. Grając 5 na 5 Penguins przez około 90 sekund utrzymują krążek w tercji rywala. Co za technika ! Nie daja go sobie odebrać, celnie podają mimo presji, nie dają się wypchnąc z tercji Predatorów. Ten fragment podsumowuje mecz. Umiejętności wygrywają z zaciętością w walce. KOńcowy wynik : 4-1 dla Pittsburgh Penguins. 2-0 w serii dla Penguins. Teraz finały przenoszą się do Nashville. Tam odbędą się następne 2 mecze. gra się do 4 wygranych, więc możliwe, że powrot na lodowisko w Pittsburghu może nie być konieczny:] Predators musieli mocno odczuć te mecze : w pierwszym odrobili 3 gole, ale Penguins odebrali im nadzieję w końcówce. W drugim : znów krotka sekwencja, po której Predators budzą się w pozycji znokautowanego Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek 20:20 TVP Kultura "Przed północą" 01.06.17, 13:25 mogliby państwo unieśc się ambicją i pokazać całą tę trylogię Linklatera, wtedy może ten ostatni jej "odcinek" zyskałby większą wyrazistość ? a tak - trochę ni w pięc ni w dziewięć, no chyba że "Przed północą" broni się i objaśnia jako samodzielny film ? on jest Amerykaninem, ona Francuzką, pooznali się w Wiedniu, po 10 latach umówili na kawę, doszli do wniosku, że pasują do siebie i chcą wspólnie żyć. POtem przyszła proza życia, dzieci-bliźniaki, i problemy, owszem - narastające. "Przed północą" łapie tę parę w momencie, gdy spędzają urlop w Grecji i muszą zastanowić się nad sensem kontynuacji tego, chyba ciut konwencjonalnego ?, związku. widzę w opisie zaznaczenie, że "według krytykow jest to najlepsza część tryptyku' ;] Mimo wszystko, trochę szkoda, że takie serie filmowe nie są respektowane jako całość. reżyseria Richard Linklater, scenariusz i główna rola Julie Delpy, rola męska Ethan Hawke. narzekam, narzekam, a i tak obejrzę ;] a Wy ? :] PS : powtórka z piątku/sobotę... o północy. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: 20:20 TVP Kultura "Przed północą" 01.06.17, 14:25 Widziałam pierwszą część, "Przed wschodem słońca" i byłam mocno rozczarowana. Kiedyś pisałam o tym. Uwielbiam kino "gadane", ale wyszło pretensjonalnie i nudno. Reżyser zapatrzył się w kino europejskie (mój ukochany Eric Rohmer!), ale efekt jest słabiutki. Aż się dziwię, że ten film zrobił taką karierę. Może ta trzecia część będzie lepsza? Ale przyznam, że nie mam ochoty jej oglądać :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Przed północą" 01.06.17, 16:02 dzięki, Siostro, za ostrzeżenie :] może jednak uda Ci się obejrzeć ? :] do końca nie będę tracił nadziei. nie znam żadnej z poprzednich części, toteż przystępuję do ostatniej z niejaką ciekawością, co też to jest za kino - ma rys dokumentalny ? skupia się na niespiesznej obserwacji ? rejestruje impresje i składa z nich portret bohaterów ? cieszy mnie Twoja informacja, że - być może - będzie to "gadulec", bo i ja chętnie takie filmy oglądam :] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Przed północą" - kilka słów po seansie 02.06.17, 13:08 udało Ci się jednak obejrzeć, Siostro ? Czcigodni ? faktycznie, usta bohaterom się nie zamykaja. Przez ponad 100 minut : mówią, mówią i mówią. Zwykle w formie dialogowej. właściwie są tutaj 3 albo 4 sceny, tyle że ciągną się długimi kwadransami : Jesse rozmawia z synem, Celine i Jesse rozmawiają w aucie w drodze na wakacje [w Grecji], Celine i Jesse oraz trzy pary Greków, w róznych wieku [20-, 50-, 70 lat] rozmawiają przy stole podczas obiadu, a potem Jesse i Celine wybierają się na spacer, lądują w hotelu i cały czas dyskutują ;] Zazwyczaj o związkach damsko-męskich i o swoim małzeństwie oraz tym ile ich ono kosztowało. To znaczy : głównie ją, bo Jesse'emu pasuje taki układ, to Celine czuje się niedowartościowana, wyrzucona na margines, poświęciła dzieciom całe życie, swoje aktywności zawodowe i ambicje twórcze, a Jesse niby w tym czasie pisał sobie te swoje kicze i podrywał inne dziewczyny, czemu ofk on zaprzecza twierdzac, że od kiedy ją poznał i związali się ze sobą - nawet nie dywaguje o innych. Greccy gospodarze [chyba jacyś przyjaciele] oczywiście dają im swoistą lekcję. MŁoda para jest zielona jeszcze życiowo, ale z potencjałem i kochają się. Słuchają starszych. 50-latkowie są rześcy, młodzieńcy, ale już dorośli i coś wiedzą. Oni też słuchają starszych, czyli 70-latków, którzy bez patosu mówią, że furda z tą całą technologią przyszłości [50-latek mówi, że futurystyczna wizja seksu jest taka,że będzie można go sobie zamówić w wirtualnej przestrzeni, z dowolnym partnerem ? Marilyn MOnroe ? A bardzo proszę !], z gonitwą za byleczym : pan mowi, że trzeba kochać... ale życie, zaś pani, że przemijanie jest jego częscią najważniejszą. Żadne to nowości, ale zasługą reżysera jest to, że wypowiedziane przy tym stole, w leniwe greckie popołudnie, przy winie i oliwkach, mają swoją moc :] między Jessem, a Celine konwersacja rozpoczyna się od radości, że nie ma dzieci wokół, że mogą sobie iśc pięknymi wyspiarskimi drogami, dróżkami i alejkami miasteczka, rozmawiać i czuć się beztrosko, potem przechodzi w inicjacyjne sceny przed-łózkowe w hotelu, a potem nagle następuje zwrot i zaczynają się kłócić, w czym ona pełni rolę dominującą i wypomina jemu swoje rzekome porażki. wkurza ją już sytuacja na dole, kiedy on, literat, dostaje ksiązkę do podpisu od fanki-recepcjonistki, a ona zostaje poproszona o dopisanie się, bo przecież jest pierwowzorem bohaterki tej powieści. ona już w połowie rozbiera się, on zaczyna, wtedy dzwoni telefon, a po rozmowie nastroj pryska i po wymianie ciosów, czy raczej : jej ciosów i jego uników i zwodów, Celine wychodzi. Za chwilę wraca, by kontynuować ten pojedynek. Wychodzi znów i jeszcze raz wraca. Ale kiedy w finale 3 rundy mówi już spokojnie ; "Tak naprawdę, wszystko to można streścić w jednym zdaniu : ja ciebie, po prostu, już nie kocham". I po tych słowach nie wraca. Jesse znajduje ją w urokliwej kafejce nad jeziorem. Przysiada się w stylu 'widzimy się pierwszy raz, czy mogę pani dotrzymać towarzystwa ?", ona początkowo opiera się, ale od słowa do słowa lody zaczynają pękać i kiedy kamera zaczyna si,ę wycofywać - wydaje się, że zagrożenie zostało zażegnane. Trudno odmowić sprawności reżyserowi, który ten nieustanny dialog prowadzi z wyczuciem konwencji, aktorzy wiedzą kiedy przyłożyć, a kiedy odpuścić, jak zaakcentować, a jak popatrzeć, kiedy zawiesić głos, a kiedy wpaść w krótki słowotok, operator kamery bezbłędnie wie, kiedy zrobić zbliżenie, a kiedy odjechać, kiedy pokazać mówiącego, a kiedy słuchającego, a kiedy znów pokazać całą ósemkę [w scenie przy stole]. Do tego dochodzi zapach egzotyki, okoliczności przyrody i zabudowy greckiej wyspy, no i nieustannie przewijający się temat relacji męsko-damskich, w którym prym wiedzie Celinie, niby to drwiąca sobie z męskiej czułości na punkcie... męskości, z 'głupich panienek', które ponoć "Jesse lubi pasjami' [Jesse dla zabawy przyznaje się do tej słabości] - w gruncie rzeczy, jak się dobrze zastanowić, to ona od początku jest podminowana. Udaje się jej zachowywać pozory, zmieniać nastroje, porzucać zdenerwowanie, ale z każdym kolejnym powrotem jest ono coraz większe. w końcu ironia i drwina już nie wystarczają i sypią się ciosy na głowę męża, za wszystko : za tryb życia jaki prowadzi, za "inne kobiety', za to, że dzieci na jej głowie zawsze były i są nadal... wreszcie złośliwości na czele z : "ty uprawiasz seks... zawsze tak samo, nie masz w sobie nic z Arthura millera [w sensie - jesteś szablonowy i bez błysku]. Znajomi myślą, że sypiam z Arthurem Millerem, a ty wcale nim nie jesteś. Twoja literatura też nie ma w sobie nic z Arthura MIllera". I krytyczne uwagi z cyklu : "Codziennie na 2 godziny wychodzisz, żeby... jak ty nazywasz ? Aha, żeby "pomyśleć"... wyjście i powrót dokładnie w tych saamych godzinach. Słowo "mysleć" kojarzy mi się tylko z g...nem" Jesse wszystko znosi, czasami się broni, częsciej obraca w żart, może czuje się winny w jakiś sposób ? W sumie, dramaturgia tych rozmów polega wg mnie na tym, że nie wiadomo, co się wydarzy po ich zakończeniu. Rozstaną się, zostaną ze sobą, czy może reżyser dla kawału pozostawi rozwiązanie owartym na wszelkie interpretacje ? Julie Delpy bryluje na ekranie, jest ekspresyjna i z powodzeniem zarówno ironizuje, jak i rozdaje prawe sierpowe. Ethan Hawke jest sympatycznym facetem, który kluczy i próbuje utrzymać się przy życiu podczas ironiczno-bokserskich wypadów żony. MOże i ma coś na sumieniu, może i poświęcił częściowo życie rodzinne na rzecz swoich literackich wygibasów, ale zachowuje się na tyle pokojowo i życzliwie, że łatwo wziąć go w obronę przed napastliwą Celine i zapomnieć, że... jej pretensje - wobec powyższego - mogą byc absolutnie uzasadnione, a pogłębiająca się frustracja - zrozumiała, z czysto ludzkiego punktu widzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Przed północą" - kilka słów po seansie 02.06.17, 16:36 Z powodu braku konkurencji jednak obejrzałam! Twoja recenzja jest raczej pochwalna, choć chyba umiarkowanie. Jakoś nie wyraziłeś się jednoznacznie :) Ja nie będę taka delikatna. Mam poważne zastrzeżenia do tego filmu. Po pierwsze: w prawdziwym życiu ludzie nie mówią tak dużo :) A para bohaterów gada ze sobą praktycznie non-stop. Nie wygląda to wiarygodnie, do tego szybko męczy. Przynajmniej mnie zmęczyło. Czekałam na choćby minutę jakiejś przerwy, ciszy. Nic z tego! :) W konsekwencji parze aktorów nie udało się stworzyć pełnokrwistych postaci. Są raczej figurami, które deklamują jakieś teksty (o dziwo, ich własne, Delpy i Hawke też pisali scenariusz). Do tego teksty często szeleszczące papierem. Zwłaszcza sceny z hotelu są mało wiarygodne, jakby ich kłótnia była wymyślona na siłę i rozdęta ponad miarę. Miałam to samo wrażenie przy "Rzeźni" Polańskiego. Ale nic dziwnego, że Celine i Jesse nie przekonują, bo przecież są określeni tylko przez swoje słowa. Nie działania czy reakcje na wydarzenia. Do tego pełno w dialogach banałów, które słyszeliśmy już setki razy (znowu zwłaszcza w scenie kłótni w hotelu). Nie ma tu niczego ciekawego ani oryginalnego. W efekcie trudno było się przejąć historią tej pary. Było mi wszystko jedno, czy zostaną ze sobą czy nie. Zresztą raczej optymistyczne zakończenie, jest kompletnie nieuzasadnione. Po tym co sobie powiedzieli w hotelu? Jak babka mówi "że chyba już Cię nie kocham", to o czym tu jeszcze rozmawiać? Generalnie zabrakło tu prawdziwych emocji i wiarygodności psychologicznej. A bez tego trudno się było zaangażować w tę historię. Aktorstwo przeciętne, niestety. Julie Delpy momentami wręcz irytująca. Ethan Hawke wypadł lepiej, ale też trudno tu pisać o ciekawej roli. I jeszcze piękna Grecja. Jak dla mnie efekciarski chwyt, żeby ów "słowotok" miał atrakcyjne tło. Ale równie dobrze mógłby to być każdy inny wakacyjny zakątek, nie widać tu żadnego związku między fabułą a miejscem. Żarty kręcące się wokół penisów i robieniu loda na poziomie gimnazjum, niestety. Ale widać Amerykanie tak mają :) W sumie przegadane i sztuczne. Jak wypracowanie na zadany temat. Uff, fajnie czasem napisać ostrą recenzję :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Przed północą" - kilka słów po seans 03.06.17, 13:29 świetnie, Siostro :] balansuję w ocenie między "tak", a "raczej tak" ;] ja też czekałem na chwilę przerwy w dialogach :]] ale chyba wciągnął mnie ich rytm, bo w pewnym momencie przestałem. MOże dlatego wyszedłem z tego seansu bez większego szwanku :} z Twoją argumentacją trudno się nie zgodzić. przyznam jednak, że gdzieś tam tę koncepcję zaakceptowałem i uznałem ten fakt, że postaci odgrywają role i są medium scenarzystów [jak się okazuje pp. Linlakter, Hawke i Delpy pisali dialogi wspólnie, pewnie dlatego mają rys teatralny tak bardzo rozpoznawalny]. banałów, owszem, nie brakuje. w sumie, w materii męsko-damskich relacji trudno powiedzieć coś nowego, pozostało głównie łączenie w nowe zestawienia znanych już elementów :] znów sie zgadzam :] ja też się nie przejąłem losami tej pary. nie jestem tylko pewien, czy ambicją scenarzystów było wzbudzenie w widzach owego przejęcia-się. MOże chodziło o -wbrew temperaturze tych ich sporów - chłodną analizę relacji ludzi w zaawansowanym stadium związku, kiedy pojawia się kryzys i wypaliła się namiętnośc, za to narosło wiele nieporozumień, pretensji i frustracji ? wiesz, jeśli ona mówi "nie kocham cię", ale można zakładać, że mówi to kierujjąc się tylko chęcią zrobienia mu przykrości, to może nie jest to ostateczne słowo w debacie ? a nawet jeśli tak mówi, to jemu ciągle zależy, więc musi się przekonać, że mówiła serio i to koniec. Podejmuje więc próbę upewnienia się, co do jej intencji i... zostawieni jesteśmy z puentą, że chyba jednak powiedziała to w odruchu żalu, motywowana nastrojem chwili. mnie się wydaje, że to są całkiem przyzwoite, niezłe... teatralne role :]] właśnie, też się zastanawiałem nad tą Grecją. jeśli wybrali ją oboje, to może był to wyraz [pod]świadomej nadziei, że w tych okolicznościach przyrody, pogody i kuchni uda im się spojrzeć optymistycznym okiem na swój związek, zacząć od nowa ? no to jest prawda. Te żarty, wstawki - kompletnie zbędne, aczkolwiek czasami, tak mi się wydawało, celowo wplatane [zwłaszcza przez Celine], żeby wbic szpilkę Jessemu. hehe :] rzadko ostro recenzujemy, więc ta ostra recenzja jest podwójnie przydatna, Siostro :] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek 22:30 TVN "Gliniarz z Beverly Hills" 01.06.17, 13:38 wiem, że enty raz... wiem, że TVN przekracza cienką czerwoną linię powtarzając do upadłego pewne filmy... ale "Gliniarz...", to naprawdę jest perełka :] pyskaty, ale pełen uroku i wdzięku, oraz aktorskich talentów, a jednocześnie twardy i bystry, gliniarz z robotniczo-motownowego Detroit [kapitalna sekwencja otwierająca, która w sensacyjnym witrażu pokazuje przedmieścia dosyć zaniedbanego miasta] jedzie do pełnego sztuczności, blichtru i tandety słonecznego Los Angeles, gdzie zamierza węszyć wokół sprawy zabójstwa swojego przyjaciela. Oczywiście, węszy wśród miejscowych grubrych ryb, a nawet rekinów [biznesu], więc wpada w kolejne kłopoty, także w relacjach z miejscową policją, wyznającą zupełnie inne zasady i metody pracy niż te, które on zna. wybitny film ! mam problem z wszystkimi mediami, które recenzują filmy za pomocą punktowania w skali szkolnej. To nonsens, także z tego powodu, że wybitny film komediowy albo... nie wiem... gore, nie ma szans na 6 punktów, choćby nawet był w swoi gatunku arcydziełem. kompletnie pomija się gatunkowość filmów. wybitna katastroficzna rozwałka dostanie góra 4 punkty, tyle co średni dramat. Tak jakby dramat z założenia zasługiwał na wyższe noty, a "6" to już w ogóle tylko dla orłów ;] wg mnie, 'Gliniarz..." absolutnie zasługuje na "6', bo jest w swoim gatunku filmem wybitnym. rewelacyjnie poprowadzona akcja, fenomenalnie odegrane kontrasty między amerykańskim East coast a West coast, które idą w kierunku dowodzenia niemal kulturowych róznic między dwiema częsciami tej samej Ameryki. doskonała muzyka, soundtrack z "Gliniarza...", to jest idealna rzecz wszędzie tam, gdzie oczekuje się zastrzyku dobrej energii w świetnym wykonaniu. No i Eddie Murphy w życiowej formie, którego magnetyzm ekranowy, styl i "nawijka" są tyleż bezpretensjonalne i nieprzerysowane, co zręcznie zagrane. Jego relacje z tą dwójką policjantów, ktorzy mają za zadanie pilnować go, żeby nie rozrabiał - to jest już klasyka komedii ;] nie widzę w tym filmie żadnych słabych punktów. więcej powiem : nie widzę takich elementów, które zasługiwały na tylko "5", a nie na pełne "6" :] zatem, nieważne że to 18 powtórka, moim zdaniem nawet 81 będzie zasadna :] doskonały film na każdą okazję. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Dzień Dziecka dziś ;]] 01.06.17, 16:12 z okazji Dnia Dziecka życzę Wam - dziecka !.. w sobie !! :] bo to cenna wartośc jest, takie mam wrażenie. pierwiastka dziecka w sobie, czyli niezmiennej ciekawości odkrywania życia, świata i w ogóle wszystkiego :] na okoliczność, maestro, music please :] www.youtube.com/watch?v=god7hAPv8f0 PS : Barbasiu, nie zapominaj o nas !!! :] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek 22:30 Stopklatka "Zapaśnik" 01.06.17, 17:58 no jednak nie sposób nie zauważyć tego filmu w dzisiejszej ramówce. boleśnie realistyczny obrazek z życia Ameryki B. żadnych Central Parków, Manhattanów, kalifornijskich plaż. twarde i mało wytworne okolice środkowego zachodu, gdzie dominują 'white thrash" w przyczep kempingowych i rednecki mentalnie tkwiące w epoce wojny secesyjnej, towarzystwo które wybrało Ameryce takiego, a nie innego prezydenta. niezbyt wyjściowe okoliczności zabudowy i przyrody. I bohaterowie dokładnie tacy, jak te miejscówki : sfatygowani, pokiereszowani na ciele i duszy. Emerytowany wrestler, lekoman chory na serce; striptizerka po przejściach; jego córka, z którą stracił kontakt, a teraz - przeczuwając najgorsze - chce się ponownie spotkać i odnaleźć. bardzo surowa, w obrazie, aktorstwie i wymowie, historia filmowa. Darren Aronofsky jest doskonałym reżyserem, cenię go za to, że kręci rzadko, ale starannie wybiera tematy i zawsze są to filmy do których wielokrotnie się wraca i zapamiętuje instynktownie. I wszystkie dostają dobre recenzje wybrednych krytyków, "Zapaśnik" nawet Złotego Lwa. Mickey Rourke jest tutaj naprawdę poruszający, w tym czepku na włosach sprzedając wędlinę marudnej jejmości w supermarkiecie, ładując w ciało kolejny zastrzyk na uśmierzenie bólu, czy z nieśmiałością taką pewną ciepły wobec kobiet, dla których chce być oparciem. Nie sposób nie lubić tego bohatera. jest w nim cała Ameryka ludzi rozczarowanych, przegranych, żyjących resztką nadziei. wybitne kino. a najnowszy film Aronofsky'ego ma być ponoć psycho-horrorem, nosi tytuł 'Matka" i główną rolę gra Jennifer Lawrence. jak zwykle mozna oczekiwać wysokich lotów :] Odpowiedz Link Zgłoś