Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 6 (vol. 80)

    • grek.grek 23:45 Nova "25 godzina" 18.06.17, 13:55
      szkoda, że tylko w czeskiej komercyjnej tiwi, a nie w naszej którejś [i wcześniej :)].

      Monty został zakapowany policji na okoliczność posiadania narkotyków. Robią nalot w jego mieszkaniu i o dziwo wiedzą gdzie szukać... Chłopak dostaje 7 lat bezwzględnego więzienia.

      ma 24 godziny na pożegnanie się z wolnością, z przyjaciółmi, z życiem jakie prowadził.

      Podczas tej ostatniej doby na swobodzie, próbuje dociec kto na niego doniósł, główną podejrzaną jest jego dziewczyna Naturelle. Przyjaciele zabierają go do nocnego klubu, gdzie jednemu z nich grozi romans z nieletnią uczennicą. Drugiego z kolegów Monty poprosi o coś zupełnie konsternująćego, ale wg niego koniecznego dla lepszego wejścia w srodowisko więzienne.

      Monty musi zostawić komuś swojego psa, ostatni raz spojrzeć na Nowy Jork, a takzę spotkać się z ojcem , który przedstawia mu zaskakującą propozycję i do końca nie wiemy [ z tego co pamiętam], czy Monty jest gotów ją przyjąc, czy może wręcz ją przyjął, czy też przyjąć zamierza, a może jednak nie ?

      to chyba jest ta "25 godzina", ta sekwencja wypadków opisywanych w monologu ojca w ostatnich 20 minutach filmu.

      jest w nim zasadnicza polemika z sensownością skazywania na karę więzienia ludzi, którzy tak naprawdę nie są zdemoralizowani, a po prostu popełnili jakiś głupi błąd, który mogą naprawić w bardziej twórczy sposób niż np. przez 7 lat siedząc w zamknięciu, w towarzystwie takich, którzy
      bankowo sprowadzą ich na złą drogę albo zwichną samoocenę.

      świetny ejst Edward Norton, także Rosario Dawson, nieodżałowany Philipp Seymour Hoffman, jako nauczyciel geek, którego w nocnym klubie kulturalnie uwodzi wyzwolona uczennica :];

      doskonala muzyka wirtuozerskiego Terrence'a Blancharda.

      zdjęcia Rodrigo Prieto zachwycają róznorodnością i nasyceniem barw.

      No i scenariusz Spike'a Lee, jak zwykle umiejacego zrobić intrygujące kino z mieszanki rozmów, monologów i anegdot; scena w której Monty stojąc przed lustrem w łazience klubowej wylewa potok nienawiści wobec miasta, jego mieszkańców i kultury, a puentuje go "... miałem to wszystko, i zepsułeś, straciłeś !" - to jest już absolutny klasyk filmowy :]
      • siostra_bronte Re: 23:45 Nova "25 godzina" 18.06.17, 14:00
        O, ten film leciał kiedyś w tv, nie pamiętam na jakim kanale.
    • maniaczytania Czeskie filmy w TVP :) 18.06.17, 14:08
      Greku - coś dla Ciebie?
      Czytałam dziś artykuł o tym, że TVP nie robi przerwy wakacyjnej, tylko będzie letnia ramówka.
      W jej ramach mają być kontynuowane pewne cykle, ale i będzie nowy z czeskimi filmami ;)
      • maniaczytania Re: Czeskie filmy w TVP :) 18.06.17, 14:43
        to będzie pasmo na Dwójce, w czwartkowe wieczory, tu więcej informacji:
        www.wirtualnemedia.pl/artykul/lato-w-tvp1-i-tvp2-40-premier
        • siostra_bronte Re: Czeskie filmy w TVP :) 18.06.17, 14:51
          Dzięki. Ten czeski cykl fajnie się zapowiada. Większość z tych filmów widziałam jako dzieciak. Chętnie je sobie przypomnę.
      • grek.grek Re: Czeskie filmy w TVP :) 18.06.17, 16:26
        dzięki, Maniu :}

        na pewno chętnie obejrzę wszystkie zapowiadane filmy, mam nadzieję :]

        w czeskiej publicznej telewizji współczesne czeskie kino jest bardzo obecne [gdyby tak polskie obecne było w polskiej telewizji...], niestety zazwyczaj nie mam możliwości obejrzenia albo terminy kolidują z propozycjami potencjalnie bardziej intrygującym, więc mam pewne wyrzuty sumienia, że to czeskie kino zbyt często pomijam i limituję przesadnie; ten cykl może pozwoli mi choć trochę samego siebie rozgrzeszyć ;]


    • siostra_bronte "Parnassus" 18.06.17, 14:20
      Natknęłam się akurat na początek filmu, zupełnie przypadkowo w kanale...Polsat Romans.

      Jakiś festiwal Gilliama w tv :) Niedługo w Kulturze "Fisher King". Wreszcie obejrzę!

      "Parnassus" to produkcja z 2010 r. Pamiętam, że to była spektakularna klapa.

      Od razu mówię, że obejrzałam tylko ok. 30 min. Tak, wiem, nie powinno się recenzować filmu bez obejrzenia do końca. Napiszę więc o tym, co zdążyłam zobaczyć.

      Grupa wędrownych artystów, krąży po mieście ze spektaklem, który ma ich przenosić do "Imaginarium", czyli krainy wyobraźni. Można się dostać do niego przez specjalne lustro, jak w "Alicji w krainie czarów".

      Artystom przewodzi tytułowy dr. Parnassus (Christopher Plummer). Jest tu też jego córka, udająca 12-latkę (modelka Lily Cole), młody Anton (Andrew Garfield) i jakiś karzełek.

      Wkrótce dołączy do nich tajemniczy Tony (Heath Ledger), którego artyści znaleźli powieszonego pod jakimś mostem. Tony ma amnezję, niczego nie pamięta.

      Czasem pojawia się też elegancki nieznajomy, pan Nick (Tom Waits), który ciągle przypomina Parnassusowi o spłacie długu. Wygląda na to, że Parnassus, niczym dr. Faust w zamian za nieśmiertelność coś mu obiecał...

      Zdążyłam zobaczyć kilka scen z Imaginarium, jak zwykle u Gilliama to żywioł fantazji i rozmachu. Ale fabuła kuleje. Przede wszystkim ma się wrażenie chaosu. Jakby reżysera nie było na planie :) Czasem to wygląda raczej na próby, niż prawdziwy film. Nie wiem co zawiodło. Może jednak scenariusz?

      Nie mam pojęcia co było dalej, ale ten początek nie wróżył najlepiej. Nie miałam siły tego oglądać. Może będzie jeszcze okazja. Jeżeli ktoś ma ten kanał to dzisiaj powtórka o 21.00.

      Pamiętam, że klęskę filmu tłumaczono śmiercią Heartha Ledgera w trakcie realizacji. Trzeba było przerobić scenariusz, jego rolę zagrali zespołowo Johnny Depp, Jude Law i Colin Farrell. Ale w tej części, którą widziała Ledger jeszcze grał i wyglądało to wszystko nie najlepiej.

      Dla ciekawych trailer:

      www.youtube.com/watch?v=4d2DyutWm0c


      • grek.grek Re: "Parnassus" 18.06.17, 16:30
        dzięki, Siostro :]

        opis, wątki fabularne brzmią ciekawie, mimo wszystko :]
        może po niemrawym początku fabuła nabiera rumieńców ?
        miejmy nadzieję, że będzie nam dane obejrzeć kiedyś w całości i ocenić :]

        No i - może dłuższe sekwencje kręcone w owym Imaginarium decydować będą/decydują
        o klasie filmu ?

        POlsat Romans ?
        nawet nie wiedzialem, że istnieje taki kanał :]]


    • grek.grek 22:35 Stopklatka "Londyński bulwar" 19.06.17, 13:54
      irlandzkiego pochodzenia prawie-gangster wychodzi z więzienia, z mocnym postanowieniem zmiany swojego życia.

      przyjmuje posadę ochroniarza młodej aktorki, która od lat nie gra w filmach, ale nadal budzi zainteresowanie mediów, jest obiektem ciągłej nagonki paparazzich.

      a na drugim biegunie pojawia się postać nieobliczalnego gangstera, który ma zamiar użyć wszelkich środków perswazji, i przymusu, by nakłonić naszego bohatera do pracy dla siebie.

      pp. Farrel, Knightley, Winstone w dobrej formie, niezły nastrój, fabuła momentami ryzykownie szarżuje [zwłaszcza te zabójstwa są dośc odważnie serwowane - w sensie fabularnym], ale całośc nie zawodzi, wg mnie :]
    • grek.grek 23:20 Ct2 "Nocny pociąg do Lizbony" 19.06.17, 14:02
      świeża, stosunkowo, rzecz - z 2013 :]

      wedle opisu : starzejący się profesor przypadkiem zapobiega próbie samobójczej pewnej młodej dziewczyny. W pozostawionej przez nią kurtce znajduje bilet na pociąg do Lizbony i ksiązkę autorstwa Amadea de Prady.

      ksiązka robi na nim wrażenie na tyle duże, ze łamiąc własne zasady postanawia wykorzystać bilet i pojechać do Lizbony, by tam podązyć śladami poety.

      brzmi dobrze :]

      w głównej roli Jeremy Irons.
      reżyseria Bilie August [widziałem nazwisko tego reżysera w jakimś zacnym gronie autorytetów kina europejskiego, chyba przy okazji minionej edycji festiwalu w Cannes, i aż się zawstydziłem, bo zupełnie nie znam ani jego ani jego filmów].

      w obsadzie także : Melanie Laurent, Bruno Ganz, Lena Olin, August Diehl, Charlotte Rampling, Christopher Lee, prawdziwa plejada świetnych aktorów :]

      czy znacie może ten film ?

      albo literacki oryginał Pascala Merciera ?
      • siostra_bronte Re: 23:20 Ct2 "Nocny pociąg do Lizbony" 19.06.17, 14:24
        E, Greku, przecież pisałeś bardzo pozytywnie o jego "Pelle zwycięzcy" !

        Film zapowiada się ciekawie. Czekamy na recenzję.
        • grek.grek Re: 23:20 Ct2 "Nocny pociąg do Lizbony" 19.06.17, 15:28
          dzięki, Siostro ! :]

          oczywiście !, pamietam ten świetny film, nie skojarzyłem osoby reżysera, bylem tak pewien, że
          nigdy o nim nie słyszałem, że nie zadałem sobie trudu znalezienia jego filmografii ;]
        • grek.grek Re: 23:20 Ct2 "Nocny pociąg do Lizbony" 19.06.17, 15:33
          tak jest, po seansie melduję się z raportem ! :]

          również mam nadzieję na dobre kino - z opisu wygląda to trochę na opowieść z cyklu : zmęczony życiem i swoim losem, człowiek sytego Zachodu znajduje impuls do życia na wciąż pełnym wigoru, słonecznym i urzekającym starą architekturą Południu.

          I nie miałbym nic przeciwko, gdyby tak właśnie było, a osoba reżysera oraz zatrudnionych aktorów powinny niemal gwarantować, ze cała rzecz zostanie pokazana i zagrana w sposób znakomity :]

        • grek.grek "Nocny pociąg do Lizbony" - [po seansie 20.06.17, 14:19
          film jest naprawdę świetny :]

          Zaczyna się dokładnie tak jak stoi w opisie : profesor Gregorius, pan około 80-tki, prowadzący życie wykładowcy akademickiego w Bernie, żyjący w otoczeniu książek, rozgrywający partie szachowe sam ze sobą i wypełniający czas rytuałami [idzie spać o wyznaczonej godzinie, o czym informuje go dźwięk nastawionego budzika] - idąc pewnego deszczowego poranka do pracy, na moście widzi młodą dziewczynę szykującą się do skoku. Rzuca się i powstrzymuje ją. Potyem zabiera ze sobą do sali wykładowej, ale dziewczyna znika. Zostaje jej palto, a w nim ksiązka.

          Profesor widzi ją przez okno, wie że już nie dogoni, ale zamiast tego bierze tę książkę i pędzi do biblioteki, żeby dowiedzieć się czegoś o autorze. Zostawia uczniów, klasę, zajęcia....

          W książce są dwa bilety na pociąg do Lizbony. Profesor ma nadzieję, ze na peronie spotka dziewczynę, ma ze sobą nawet jej palto. Kiedy ona się nie zjawia - Gregorius podejmuje chyba najbardziej szaloną decyzję w swoim życiu :> wskakuje do ruszajaćego pociągu i jedzie do Lizbony.

          W pociągu zaczyna czytać ksiązkę i ulega namiętnym wersom traktującym o pełnej akceptacji życia, wraz z jego lepszymi i gorszymi stronami, ze śmiercią, przemijaniem, ale także radością i możliwością kształtowania siebie, docierania do spełnienia.

          Do miasta dociera z mocnym postanowieniem podążenia śladami pisarza - Amadeo de Prady. Chce go spotkać, porozmawiać, powiedzieć jak bardzo jego ksiązka wpłynęła na niego.

          W ksiażce telefonicznej znajduje adres, ale w domu Pradów mieszka tylko kobieta, która okazuje się być siostrą Amadeo. On sam - od dawna nie żyje. Miał 36 lat kiedy zmarł z powodu pęknięcia tętniaka. Adriana ciągle żyje jego wspomnieniem, siotrzaną najgłębsza miłością, jak powie jeden z bohaterów : "Ona ciągle zachowuje się tak, jakby on żył".

          Od tego momentu peregrynacje profesora Gregoriusa po Lizbonie śladami Amadeo, przeplatają się z retrospekcjami z życia pisarza.

          Gregorius przypadkiem traci szkła w okularach [na skutek kolizji z rowerzystą] i tym sposobem poznaje sympatyczną okulistkę Mariane, u której sprawia sobie nowe. Jej wuj Joao znał Amadea.

          Joao to pierwsza z osób, które spotka profesor próbując poznać autora ksiązki, która tak go zachwyciła.

          Każda kolejna dokłada cegiełkę do rekonstrukcji jego losów, ale także malunku jego osobowości.

          cdn. :]
          • grek.grek Re: "Nocny pociąg do Lizbony" - [po seansie 20.06.17, 15:25
            Nie wiem, czy wypada wszystko opowiadać, bo ten akurat film jest świeży i nie chciałbym psuć Wam rozrywki samodzielnego odkrywania go, więc - zasugeruję pewne wątki :]

            Wujek Joao znał Amadea z czasów ruchu oporu wobec dyktatury wojskowej junty, jaka panowała w POrtugalii za czasów Salazara.

            Amadeo był z bogatego domu, ojciec pełnił funkcję sędziego, a sam chłopak [jak zaświadcza ojciec Bartolomeo, którego odwiedza profesor] już idąc do szkoły był oczytany i mądry jak żadne inne dziecko w jego wieku. Uczył się w szkole przyklasztornej, tam poznał Jorge'a, dzieciaka z ludu, syna kramarza. Zaprzyjaźnili się, razem odkrywali zakazaną literaturę [w klasztorze zamelinowana była skrzynia z pismami Marksa, Sartre'a, Millera, a więc chłopcy nasiąkali lewicowymi hasłami i wywodami], a Amadeo dał wyraz swoim poglądom, kiedy odbierał nagrodę dla ucznia roku. Jego przemówienie skonsternowało ojca, wzburzyło duchownych i spowodowało wyjście z sali wielu świadków. Bili brawo tylko studenci, a i to nie wszyscy. Jestem w pewnym niedoczasie, ale chętnie odnajdę treśc tego speechu, bo warta jest zacytowania. Piękna scena.

            Amadeo został lekarzem, prowadził praktykę w domu rodzinnym, miał tam gabinet. Ludzie go uwielbiali, przychodzili ze wszystkim, a on nikomu nie odmawiał pomocy. Nawet jednemu z liderów służby bezpieczeństwa, niejakiemu Mendesowi. Mógł go zabić, ale zastosował się jednak do przysięgi Hipokratesa. Napluto mu za to w twarz, ale... raz, ze Amadeo nie zdradził ideałów, a dwa - życiem rządzą dziwne przypadki i w którymś momencie ten epizod znajduje swój ciąg dalszy, tyle że tym razem role się odwracają.

            Generalnie : Amadeo był gościem niemal bez wad. I to by mogło razić, gdyby nie fakt, ze na jego życia patrzymy oczyma starszego wiekiem profesora, który odkrywa w tym młodym człowieku kogoś, kim sam chciał być, albo : chciałby być, gdyby mógł powtorzyć życie. A mozę nie tyle : chciałby być, ile po prostu pragnąłby żyć tak odważnie i z pasją.

            Bo Amadeo przystępuje w końcu do ruchu oporu. MOże po to, by zrehabilitować się za to, ze pomógł Mendesowi [pseudonim "Rzeźnik z Lizbony"] ?

            Tutaj Amadeo poznaje Stefanię, piękną dziewczynę o wybitnej pamięci, w której przechowuje ponad 200 adresów, nazwisk, kontaktów, telefonów ludzi sympatyzującyhch z ruchem oporu, a będących wojskowymi, członkami aparatu państwa, spiskowcami. Jest więc niezwykle cenna dla organizacji, ale także niezwykle niebepieczna, bo jak wpadnie, to może wydać wszystkich i nici z rewolucji.

            To nie jest łatwa sytuacja, Stefania i Amadeo mają się ku sobie, ale jest jeszcze Jorge, więc mamy trójkąt pod tytułem : dwóch przyjaciół i kobieta, w której obaj się kochają, aktualnie dziewczyna Jorge'a, ale z inklinjacjami ku Amadeo.

            Stefania zniknęła w pewnym momencie, wskutek dziwnych okoliczności : o tym jakie miał zamiary wobec niej Jorge, a także wskutek jakich okoliczności znalazła się w Salamance - nie napiszę, może to zachęci Was także do obejrzenia ? :]

            Tak czy inaczej, profesor Gregorius rozmawiając czy z Adrianą, czy z Joao - pyta o Stefanię, o jej relacje z oboma przyjaciółmi.

            Najwięcej może powiedzieć w tej sprawie Jorge, który prowadzi w Lizbonie aptekę, do której klucze uzyskał w bardzo specjalnych okolicznościach.

            JOrge ma nawyki z czasów konspiracji, więc łatwo orientuje się, ze profesor go śledzi. Nie robi mu jednak wyrzutów, a raczej szerokim gestem zaprasza do partyjki szachów. Nie jest jednak specjalnie rozmowny i pytanie o Stefanię wyprowadza go ostatecznie z równowagi.

            Profesor zbliża się do Marianny, miłej bardzo i pomocnej - idą razem na kolację w urokliwej kafejce na świeżym powietrzu, on opowiada o sobie, o zakończonym przed 5 laty związku z żoną, która odeszła ze słowami "jakiś ty nudny...". Mariane zaprzecza tej opinii, za co profesor jest jej wdzięczny i patrzy na nią w szczególny sposób.

            W końcu JOrge dojrzewa do tego, by opowiedzieć o tym jak wyglądały trudne relacje w tym milosnym trojkącie. Siedzą w nocnej restauracji, Jorge chyba musi to z siebie wyrzucić, więc opowiada potoczyście. Znów Wam nie powiem, co i jak [chyba że zażądacie suplementu, wtedy nie będę się bronił ;)] :]]

            Profesor dostaje telefon z Berna, dowiaduje się, ze była tam - zapewne - ta dziewczyna z mostu

            Kiedy pakuje się i ma zamiar wyjechać z Lizbony, do Salamanki, by odwiedzić Stefanie, o której poinformował go Jorge, ze uczy historii na uniwerystecie - ta dziewczyna z mostu czeka na niego w hallu hotelu. Wyjaśnia kim jest, co ją skłoniło wtedy do desperackiego kroku, a na końcu dziękuje mu za pomoc. Kim jest ? Dlaczego chciała się zabić ? Znów - nie powiem :]

            Mariane jedzie z nim do Salamanki i być mozę jest to trasa szczególnego znaczenia, jak chodzi o podążanie śladami Amadea.

            STefania to ostatnia osoba na "liście", już czeka na profesora w swoim urodziwym domu. Zaprasza do srodka, a Mariane mówi : idź sam, i nie spiesz się.

            TO z ust Stefanii profesor dowiaduje się o ostatnich szczegółach z życia Amadeo. I o tym, dlaczego im się nie udało. A moze się udało ? To kwestia podejścia do zagadnienia, jak można sądzić.

            Profesor zostawia u Stefanii ksiązkę Amadeo [wydano tylko 10 egzemplarzy, z czego 6 zgromadziła w swojej kolekcji Adriana, siostra Amadea]. Na pamiątkę. A mozę Stefania wcale jej nie czytała ? Istnieje taka możliwość, zasugerowana tym, że po wyjściu profesora Stefania zasiada do czytania.

            MAriane odwozi Gregoriusa na pociąg, on się jej zwierza, że podziwia tych młodych ludzi [Amadeo i innych, dzisaj starszych już], mieli wspaniałe życie, takie barwne... a on ?

            I już ma się odwrócić i wsiąść do pociągu, kiedy Mariane pyta go : "Dlaczego chcesz wracać, skoro pragniesz tutaj zostać ?" - no i nie powiem Wam, co sie dalej dzieje, ale to ostatnia scena :]

            cóż, piękne zdjęcia pięknego miasta, wpadający w ucho melancholijny takt muzyczny wygrany na pianinie, podziw dla życia młodych idealisów w czasach faszytowskiej zarazy - ale nie jest to cukierkowy film na pokaz. Także dlatego, ze cały czas losy młodych spiskowców są konfrontowane z życiem starzejącego się profesora, który zdobył wykształcenie, posadę, ładne mieszkanie, ale - wedle jego własnych słów i gestów, mowy ciała - nigdy nie poczuł że żyje.

            I to właśnie odkrył w powieści Amadea de Prady - czym naprawdę powinno byc życie, i jak bardzo on go nie odkrył. MOże jednak nie wszystko stracone, w końcu pojechał do tej Lizbony pod wpływem impulsu, porzucając cały ten swój uporządkowany świat... :]

            Jeremy Irons gra wybitnie, ale on chyba inaczej po prostu nie umie. Doskonały jest Bruno Ganz, jako starszy Jorge, a p. Diehl jako młodsza wersja. Charlotte Rampling gra starszą już siostrę Amadea, a Stefania ma twarz Melanie Laurent [jako brunetka wygląda zabójczo] i Leny Olin.

            Amadeo [Jack Houston] robi chyba najmniejsze wrażenie, jako postać, znacznie większe robi jego ksiązka, tak to już chyba jest z literatami, prawdziwymi i fikcyjnymi ;]

            Jest on tutaj raczej centrum, wokół którego koncentrują się nadzieje, plany, oczekiwania, namiętności wszystkich innych postaci. Wirują wokół niego, wokół jego słów, decyzji, zachowań.




            • grek.grek Re: "Nocny pociąg do Lizbony" - [po seansie 20.06.17, 15:27
              sam motyw podróży śladami Amadeo jest chyba jednak najciekawszy w tym filmie :]

              www.youtube.com/watch?v=NKIJ0f-IXLM
    • grek.grek 23:15 TVP Kultura "Bling Ring" 19.06.17, 14:11
      późno, ale gdyby była okazja - warto spojrzeć :]

      grupa dzieciaków z wcale-nie-biednych domów z Los Angeles czyni sobie hobby z włamywania się do domów swoich idoli a'la Paris Hilton.

      gdyby tylko się włamywali, to pół biedy, ale oni wyciągają stamtąd ciuchy, biżuterię, gadżety, które później sprzedają.

      w całej zabawie nie chodzi jednak tylko o pieniądze, raczej o powąchanie z bliska luksusu, w którym sami by chcieli żyć. I o przegnanie depresji, co zasugerowane jest jednym zdaniem, ale bardzo świadomie wpisanym do scenariusza [podczas jednego z plądrowań ktoś znajduje jakieś proszki i pyta głosno : co to jest ?, a Rebecca, liderka grupy, odpowiada natychmiast : psychotrop].

      rzecz oparta jest na faktach, młodzi państwo wynieśli z domów idoli towar za blisko 3 miliony dolarów. Wylądowali w więzieniu, z kilkuletnimi wyrokami, oraz dostali do zapłacenia potężne grzywny.

      w finale mogą sami poczuć się idolami, podstawia się im pod nos mikrofony, robi wywiady, strzela fleszami, tyle że to trwa to chwilę, a cena jest niewspółmiernie wysoka.

      wg mnie, jest to też, a może przede wszystkim, portret pewnego pokolenia, kultury wirtualno-medialnej, w której ono żyje i która wyznacza mu tożamośc i ambicje.

    • grek.grek w TVP bez zmian :] 19.06.17, 15:38
      niestety, o ile publiczną można pochwalić za podejmowanie ważnych, i nie zawsze wygodnych, tematów, o tyle sposób prowadzenia tych programów istotnie jest nie do przyjęcia :

      wiadomosci.wp.pl/ogromna-awantura-w-tvp-goscie-wyszli-ze-studia-6135185170868353a
      wiadomosci.wp.pl/slowa-premier-wykorzystane-do-walki-politycznej-kolejny-program-tvp-prowadzony-pod-teze-6134885618841217a
    • grek.grek 21:05 Ct Art "Śnieżka" 20.06.17, 15:30
      z opisu wynika, ze to nowa wersja bajki o Królewnie Snieżce, która ma tutaj na imię Carmen, a akcja dzieje się w Hiszpanii, w otoczeniu corridy i torreadorów :]

      zdam raport po obejrzeniu ! :]
      • grek.grek "Śnieżka" - słów kilka po seansie :] 21.06.17, 13:13
        Ciekawostka : jest to film niemy, w stylu "Artysty", zrealizowany zupełnie współczesnymi środkami, aczkolwiek - cytuję zapowiedź Czechów - nawiązujący do "awangardy lat 20-tych w Niemczech, Francji i Rosji oraz odwołujący się do kina Hitchcocka i Bunuela" : cóż, jest to chyba całkiem możliwe ;]]

        Fabuła skupia się ofk na losach Snieżki, czyli początkowo Carmencity.

        Jej ojciec, senor Antonio Villalta jest wybitnym torreadorem. Oklaskuje go cały stadion. Jego żona, Carmen, zasiada na trybunie, spodziewa się dziecka, Antonio jej i jemu dedykuje pokonanie ostatniego z sześciu byków, z którymi tego dnia walczy.

        Nie udaje się jednak. Antonio zostaje wzięty na rogi i cięzko zraniony. Carmen widząc całą scenę wpada w szok, który powoduje akcję porodową.

        Ona rodzi córkę i umiera. On zostaje przykuty do wózka i wpada w depresję. Wykorzystuje to przebiegła pielęgniarka Encarna i zdobywa względy pozbawionego chęci życia Antonia. Biorą ślub i Encarna zostaje panią na włościach, które zgromadził torreador.

        Mała Carmencita wychowuje się u babci, a jej najlepszym przyjacielem jest kogut Pepe.

        Dziewczynka tęskni za ojcem, wie że ma nową żonę, ale tata nie odwiedza jej, nie zjawia się nawet na uroczystości pierwszkomunijnej. Są jednak babcia i gromada przyjaciół, którzy porywają Carmencitę do tańca. I tutaj następuje kolejna tragedia : babcia umiera na atak serca.

        Carmencita trafia do domu ojca, gdzie rządzi Encarna. Zła macocha, która deleguje małą do cięzkich prac domowych, a kwaterę przygotowuje jej... w brzydkiej piwnicy. I nakazuje pod żadnym pozorem nie myszkować po górnych piętrach domu !

        Mała pracuje, tęskni za matką i ojcem [których zna tylko ze zdjęć], a chwile szczęścia spędza ze swoim najlepszym przyjacielem, Pepe, którego udało się jej przemycić w kuferku.

        Któregoś dnia Pepe wyrusza na podbój domu, a Carmencita biegnie za nim, by go złapać. W tej pogoni zapędza się w zakazane rewiry domostwa. Wiszą tam na ścianach portrety naturalnej wielkości jej ojca, a także rekwizyty [szpady, stroje, a nawet sztuczny byk] związane z fachem torreadora.

        W jednym z pokojów siedzi samotnie na wózku złamany życiem... ojciec Carmenicty, senor Antonio.

        UMieściła go tam, jak zbędny mebel, zła Encarna. Sama zaś rządzi domem, stroi się, a także odgrywa rolę dominy w erotycznych zabawach ze swoim lokajem , kierowcą i , jak się okaże wkrótce, siepaczem w jednej osobie.

        cdn
        • grek.grek "Śnieżka" - słów kilka po seansie :] [2] 21.06.17, 13:35
          aha, właśnie : zaraz po przyjeździe Carmencity Encarna każe ją ostrzyc "na chłopaka".

          Wracając do akcji :
          w tajemnicy przed Encarną Carmencita odwiedza ojca, a on rozpoznaje ją [nigdy jej jeszcze nie widział, bo po narodzinach, i śmierci Carmen, został odizolowany od rodziny przez zaborczą nową żonę], w jej oczach dostrzega zmarłą ukochaną żonę, a potem udziela jej lekcji torreadorowania. Mała jest pojętna, ma talent ruchowy, widać w nim ojcowskie geny.

          Oczywiście, Encarna w końcu odkrywa ich sekret i nagle... zaprasza Carmencitę na obiad w wystawnej jadalni. Daniem głównym jest pieczeń z... koguta. Z ukochanego Pepe. Dziewczynka prawie mdleje na ten widok. A potem urządza swojemu przyjacielowi godny pochówek.

          MIjają lata.

          Carmencita jest nastolatką [zmienia się aktorka], ale jej sytuacja w domu nie ulega poprawie, nadal rządzi zła Encarna, a pasierbica robi za "wynieś, przynieś... itd".

          Umiera senor Antonio. Encarna robi spektakl z jego śmierci. Ubiera zwłoki w strój torreadora i pozwala gawiedzi robić sobie z nimi fotografie. A gawiedź się cieszy. Tylko Carmencita opłakuje zmarłego.

          Po śmierci Antonia Encarna nie ma powodu, by dłużej tolerować obecnośc Carmencity. Każe swojemu lokajowi i zabawce erotycznej wywieźc ją daleko za miasto [pod pozorem narwania kwiatów na grób ojca] i zlikwidować.

          Lokaj robi swoje, dusi dziewczynę i topi ją w strumieniu. Fuszeruje jednak robotę i Carmencitę ratuje kilku mężczyzn z obwoźnego cyrku, w którym odgrywają torreadorów. Na początku wyglądają na "normalnych" ale kiedy dziewczyna staje na nogi... okazuje się, ze są karłami. Cóz, mieli być krasnoludkowie, więc są. W dodatku nie siedmiu, ale sześciu, co wywołuje komiczną konsternację w nich samych, bo ich trupa jako żywo nazywa się "7 torreadorów" ;] Carmencita zwraca uwagę na tę nieścisłośc, a oni zdumieni liczą na palcach, no i wychodzi im ciągle że jednak jest ich sześciu ;]

          Carmencita zostaje z nimi, zaprzyjaźniają się szybko.

          Podczas pierwszego występu główny torreador zostaje wzięty przez byka na rogi. Zapomniał o zasadzie nr 1, którą Carmencie wpajał ojciec : "NIgdy nie spuszczaj byka z oczu !".

          Udaje się koledze przeżyć, i to dlatego ze Carmencita wskakuje na arenę, odwraca uwagę szarżującego byka, a potem robi go na szaro jak mistrzyni. Sensacja ! Nowa gwiazda corridy !

          Carmencita, od tej pory zwana "Śnieżką', trafia do gazet. Interesuje się nią, i całą jej drużyną, wpływowy impresario organizujący corridy w Sewilli.

          cdn
          • grek.grek "Śnieżka" - jeszcze słów kilka po seansie :] 21.06.17, 13:56
            Pech chce, ze dowiaduje się o jej sukcesach także Encarna, która robi awanturę o spartaczoną robotę lokajowi. Ale głównym powodem jej wrogości wobec Snieżki jest fakt, że w gazecie jej sukcesom na corridzie poświęcono całą szpaltę, wraz ze zdjęciem z twarzą, a reportaż opisujący urodę i wystawnośc domu Encarny zmieszczono na jednej stroniczce , a ją samą sfotgrafowano bokiem. Czyli : zazdrość.

            Tego dnia na stadion w Sewilli zmierzają tłumy [piękne ujęcie !], wszyscy chcą zobaczyć rewelacyjną kobietę-torreadora.

            I uruchamia się cały łańcuch zdarzeń : oto dotychczasowy torreador w grupie krasnoludków, teraz zastąpiony przez Śnieżkę, cierpi z powodu odsunięcia na boczny tor i postanawia zrobić dziewczynie na złośc - cichaczem zamienia tabliczki na boksach z bykami, aby Carmencicie dostał się najcięższy.

            No i faktycznie Carmencita jest skonsternowana, kiedy byk wybiega na arenę, ale znacznie bardziej roztkliwia ją myśl o ojcu. Ogarnia ją słabość, byk czeka, stoi blisko, ona się odwraca i chce zejśc z areny, publika jest zdumiona.

            Ale wtedy nagle byk rusza do szarży, a ona przypomina sobie radę ojca : zawsze obserwuj byka, ani na moment nie spuszczaj go z oczu.

            W ostatniej chwili udaje się jej umknąć przed ciosem rogów, a potem kołuje zwierzaka tak długo i efektownie,ze publicznośc szaleje, a obecną na trybunach Encarnę szlag trafia.

            Po trybunach rozchodzi się informacja, ze to córka legendarnego Antonia Villalty. Rozgłasza się przyjaciel ojca, który jest na widowni i nie posiada sie z dumy widząc popisy Carmencity.

            Wreszcie publikka zaczyna machać białymi chustkami : darować bykowi życie ! I tak też się dzieje. Byk zbiega do boksu, a Carmencita zbiera aplauzy i dowody uznania. Przyjaciel ojca rzuca jej nakrycie głowy, które podczas corridy zwykl nosić jej ojciec.

            Encarna przystępuje do realizacji swojego zbrodniczego planu : schowana za peruką i woalką rzuca jabłko dla dzielnej torreadorki, któree przekazuje jej jeden z krasnoludków/karzełków.

            Carmencita już ma ugryźć, ale coś odwraca jej uwagę, Encarna śledzi z zapartym tchem rozwój wypadków... Wreszcie dziewczyna gryzie jabłko i pada martwa. KOnsternacja !

            Towarzysze Śnieżki lokalizują od razu tę, która jabłko zatrute podarowała i ruszają w pościg. Encarna kryje się w boksach dla byków. Mali torreadorzy przeszukują jeden po drugim, a Encarna umiera ze strachu czekając na wyrok... Nie nadchodzi on jednak z rąk ludzkich, choć to one wpuszczają do boksu, w którym się ukrywa - byka. PIękna scena : ona przerażona w rogu, a na ścianie potężnieje i zakrywa ją całą cień potęznego zwierza z wyeksponowanymi rogami.

            Śnieżka umiera.

            Mali torreadorzy przyłączają się do obwoźnego cyrku, z kobietami z brodą, 'wilkołakami" i innymi dziwami.

            Impresario wymyślił sobie, ze na końcu występu Sniezka jest wystawiana do całowania i każdy mężczyzna, który ma pieniądze i może sobie kupić ten zaszczyt, ma prawo pocałować ją, bo - jak głosi legenda - ona śpi zaledwie i ożywić mozę ją pocałunek księcia.

            I oto książę się znajduje - Snieżka podnosi się i otwiera oczy ! Oklaski.

            Tyle że... to trik sceniczny. Wierny torreador filigranowej postury demonstruje go zresztą : naciska się specjalny guzik, który uruchamia podnośnik, który prostuje do pozycji siedzącej ciało dziewczyny, i w jakiś tam sposób oczy się jej otwierają.

            Ale ona nie żyje... I nie wiadomo, czy moze zostać obudzona ?

            Mały przyjaciel kładzie się obok niej, całuje ją, a spod zamkniętych powiek wypływa jedna długa łza. Więc : moze jednak to sen, a osoba księcia jest problemem do rozwiązania ?




            • grek.grek Re: "Śnieżka" - jeszcze słów kilka po seansie :] 21.06.17, 14:09
              A zatem : jest jak w bajce :]

              Czarno-białe zdjęcia, tablice z napisami, ekspresyjna gra aktorów - jak w "Artyście" : piękny, nostalgiczny powrót do czasów kina, w których, jak mawiała Norma Desmond : "Nie potrzebowaliśmy słów, bo mieliśmy TWARZE !".

              Twarze są tutaj naprawdę przedniej jakości, na czele z Maribel Verdu, która gra złą Encarnę i jest perwersyjna, zła, okrutna, mściwa i piękna :] Ekspresyjna, ale w granicach rozsądku, mimiką, uśmiechem budzi zarówno grozę, jak i podziw dla swojej urody i stylu.

              w ogole, pięknych kobiet jest tutaj aż zatrzęsienie : od Angeli Moliny, grającej babcię Carmencity, przez Inmę Cuestę [Carmen] po Macarenę Garcię w roli Carmencity aka Śnieżki. I wszystkie wspaniale czują konwencję współczesnego kina niemego.

              Króluje hiszpański temperament i kultura. Corrida zostaje pokazana w wersji złagodzonej, bez grama krwi, a nawet bez padłego byka. Jesli ktoś obrywa, to raczej torreadorzy. Prawda jest zupełnie inna, ale reżyser nie chciał chyba wkładać kija w mrowisko i robić filmu, który mógłby służyć do posądzania go o ukryte intencje.

              Wszystkie zbrodnie, tragedie i złe postępki wynikają z emocji, z "bad blood" w bohaterach, nawet jeśli są skutkiem kalkulacji i przebieglości. Motorem do działania czy to sprytu w ludziach czy ich pani Smierci jest namiętnośc.

              Antonio zostaje inwalidą, bo rzucając pocałunek żonie zapomina o byku, który nie zapomina o nim. Carmen umiera przy porodzie, bo wpadła w szok na widok męża turbowanego przez byka. Babcia Carmencity umiera tańcząc z radości. A sama Carmencita zjada jabłko w uniesieniu szczęściem po wsapaniałym występie ku czci własnego ojca. Encarna częstuje ją tym jabłkiem, bo jest zazdrosna o jej powodzenie. Uczucia biorą górę i to one tworzą rzeczywistośc, kształtują losy bohaterów.

              świetna robota reżysera Pabla Bergera.

              www.youtube.com/watch?v=HanTDiiZLpg
    • grek.grek 18:45 TVP Kultura "Dziedzictwa Shakespeare'a" 20.06.17, 15:33
      ciekawy, miejmy nadzieję, dokument o tym, co dziś zostało z tytułowego dziedzictwa [ a zostało chyba calkiem sporo : Szekspir ciągle jest grany, przerabiany, szekspirowskie motywy i insporacje ciagle są w cenie, a mozę nawet coraz bardziej i bardziej, tak mi się wydaje].

      nazwisko w tytule mogłoby być spolszczone, ale tak jest zapowiadany ten dokument, więc niech tak będzie ;]
    • grek.grek "Drakula" nowy projekt Moffata & Gattisa 21.06.17, 15:19
      czyżby ta informacja zawierała sugestię, że kolejnych odcinków "Sherlocka" nie będzie ?

      film.onet.pl/wiadomosci/tworcy-sherlocka-stworza-serial-o-drakuli/99mfzp
    • grek.grek 20:00 TVN7 "Prawdziwa zbrodnia" 21.06.17, 15:23
      może nic szczególnego, Clint Eastwood w klasycznym emploi okresu dojrzałego, czyli życiem zmęczony do imentu [tutaj : dziennikarz] ale zaangażowany w sprawę, która wymaga od niego wzniesienia się na szczyty potencjału energetycznego i w ten sposób przywraca mu wiarę w sens istnienia, a sama intryga dąży do finału, którego raczej się spodziewamy :]

      a mimo to, całkiem niezłe kino.
      • siostra_bronte Re: 20:00 TVN7 "Prawdziwa zbrodnia" 21.06.17, 17:10
        Tak, dobrze się ogląda. Nawet jeżeli nie lubi się Clinta :)
        • maniaczytania Re: 20:00 TVN7 "Prawdziwa zbrodnia" 21.06.17, 18:54
          siostra_bronte napisał(a):

          > Nawet jeżeli nie lubi się Clinta :)

          Nie wiem, jak tak można ;)))
          • grek.grek Re: 20:00 TVN7 "Prawdziwa zbrodnia" 23.06.17, 09:21
            ja też ;]]

            PS : chyba forum się odblokowało ;]
    • siostra_bronte "Bitwa o Algier" 21.06.17, 17:09
      Dzisiaj o 23.30 w Kulturze.

      Znakomity film. Rocznik 1966, a wcale się nie zestarzał. Zrobił na mnie wielkie wrażenie! Jego surowy, paradokumentalny styl jest wciąż inspiracją, zwłaszcza dla amerykańskich filmowców. Polecam!!!
      • grek.grek Re: "Bitwa o Algier" 23.06.17, 09:23
        dzięki, Siostro :]

        z przyczyn obiektywnych przeczytałem zbyt późno Twoją rekomendację, no i... przegapiłem film.

        ale czekam na powtórkę ! :]
        • siostra_bronte Re: "Bitwa o Algier" 23.06.17, 14:06
          Niestety, wypatrzyłam w ostatniej chwili. Też liczę na powtórkę, musisz koniecznie zobaczyć!
          • grek.grek Re: "Bitwa o Algier" 23.06.17, 14:20
            mam nadzieję, Siostro :}
      • juba2 Re: "Bitwa o Algier" 15.08.17, 12:09
        co do aktorów przywodzą rebelii gra własną role, te Pan faktycznie kierował organizacją FLN w czasie tej bitwy i został zatrzymany
        • barbasia1 Re: "Bitwa o Algier" 15.08.17, 16:17
          juba2 napisał:

          > co do aktorów przywodzą rebelii gra własną role, te Pan faktycznie kierował org
          > anizacją FLN w czasie tej bitwy i został zatrzymany

          Ciekawa informacja!
    • grek.grek "Ulrich Seidl - reżyser przy pracy" via Kultura 23.06.17, 13:14
      ciekawy dokument podglądający pracę reżysera Siedla przy filmie "W piwnicy", mającym charakter bliski paradokumentowi, w którym kilkanaścioro Austriaków opowiada o tym, co w tytułowej piwnicy swoich domów wyrabia - a to ktoś hajluje, a to uprawia dewocję, a to gromadzi trofea, a to jakaś solidnej postury pani zamyka się w klatce, dla każdego coś miłego ;]

      zapewne pomysł na ten film przyszedł Seidlowi po ujawnieniu tzw sprawy Frietzla.

      Jednocześnie lecą fragmenty wersji teatralnej, w której z kolei mamy kilkunastu jegomościów, którzy bez oporów opowiadają o róznych swoich obseszyn : a to jakiś pan się napina kulturystycznie, a to inny biega w galotach i coś o seksie, mleku i kobietach prawi, inny z tych galotów wyskakuje mając na sobie mundur i czarne okulary - w sumie : zestawienie tyleż dziwne, co niekoniecznie interesujące.

      a do tego pan Seidl sam o sobie gaworzy, na pytania odpowiada, o filmie, o swoich aktorach. Pojawiają się odwołania do jego poprzednich filmów np. "Raj : wiara", który... w lepszym czasach ;] TVP Kultura miała odwagę pokazać, a także spora dawka wynurzeń nt symboliki piwnicy, czyli miejsca tyleż znamionującego jakieś brudne sekrety, co azylu, w którym każdy obywatel może być sobą.

      właściwie zaciekawiło mnie głównie to, ze o tych aktorach-amatorach, którzy opisują swoje "szajby", Seidl mówi z uznaniem, sympatią i podziwem.

      Czy on naprawdę ich podziwia czy dorabia ideologię do faktu, że są mu oni potrzebni, żeby tworzyć kolejny film, który zapracuje na jego własną karierę filmowca ?

      z drugiej strony, kto jak nie filmowiec ma prawo wgłębiać się w takie tematy ? a ludzie, jak chcą to niech opowiadają co im tam w duszy gra. Albo w innych zakamarkach.. jestestwa ;]
    • grek.grek "Słońce świeci jasno" via TVP Kultura 23.06.17, 13:30
      czy to propagandowy gniot czy solidne kino ?
      sam nie wiem, mam nadzieję że oglądaliście także i ustalimy to wspólnie :]

      Ameryka końca XIX i początku XX wieku. Małe miasto na południu. I sędzia miejscowy - pan Priest, który rozwiązuje wszystkie problemy i stawia się komu trzeba.

      Jest to miły, ale bynajmniej nie poczciwy starszy pan, nieduży, z brzuszkiem, taki Porfiry Pietrowicz ze "Zbrodni i kary", robi wrażenie emeryta, który cały dzień gra w warcaby, ale jak trzeba, to wychodzi z niego lew.

      Czarnoskóremu koledze grozi lincz ze strony białych ? Sędzia Priest nie pozwoli, choćby sam stanął przeciw całej gromadzie i bronią zagroził.

      Pewna pani o marnej reputacji, ale szlachetna i dobra, umiera i lepiej żeby bylo cicho nad tą trumną ? Sędzia Priest ma to za nic : przez całe miasto dumnie przeprowadza kondunkt pogrzebowy, a nad trumną zmarłej cytuje przypowieśc o Jezusie, który odmówił potępienia jawnogrzesznicy i zaproponował, by "pierwszy bez winy kamieniem w nią rzucił".

      Zadaje się z czarnoskórymi, codziennie rano wypija solidny łyk szkockiej i mówi , że to na rozkręcenie maszynerii :], w sądzie pozwala grać "Dixie" i tańczyć do tej melodii, generalnie - facet zupełnie niekonwencjonalny, a na dodatek sprawiedliwy i prawy. Nie zawsze obchodzi go litera prawa, ale nieodmiennie pokornie kłania się jego duchowi.

      I jak taki gość ma wygrać poóźniej wybory, skoro naprzeciw staje konserwatysta złotousty przywieziony w worku, żeby go utrącić, w dodatku sprzyjający opcji pałających urazami powojennymi eks-Konfederatów ?

      A jednak wygrywa :] I to jednym głosem. Dodajmy : własnym :]
      najpierw szanse wyrównują głosy tych, kórzy chcieli linczować czarnoskórego, co jest sensacją, bo spoodziewano się, ze raczej pogrążą Priesta. Widać zaimponował im odwagą, a sprawa rzekomego molestowania białej dziewczyny przez czarnego mężczyznę została wyjaśniona na korzyśc tego drugiego.

      I kiedy wynik głosowania brzmi : 1,4 do 1,4 - okazuje się, ze do końca wyborów zostały 3 minuty, a jedynym który dotąd nie oddał głosu jest... Priest :]

      I zapowiada on, że z niekłamaną przyjemnością zagłosuje na samego siebie ;]

      W tle wątek uczuciowy : młodego szlachetnego dżentelmena i młodej szlachetnej nauczycielki. Zakończony ofk pomyślnie.

      wiem, ze takie były czasy i film je oddaje, ale sposób pokazania czarnych jest tutaj jednak cokolwiek protekkcjonalny : czarny to "wuj Sam [w filmie ma inne imię]", albo rubaszny służący, albo pracownik stajenny z miną naiwną lub przygłupią. Niby ci dobrzy biali odnoszą się do nich z życzliwością, ale jednak per "ty".

      za to czarni nawet o prześladujących ich białych mówią z najgłębszym szacunkiem per "dżentelmeni".

      Lubią podskakiwać, dokazywać, tańcować - jak wesołe... tutaj można się domyślić słowa na "m".
      Niestety.
      • siostra_bronte Re: "Słońce świeci jasno" via TVP Kultura 23.06.17, 14:04
        O, widziałam kawałek, jak leciał parę miesięcy temu, bodajże w niedzielę. Skusiło mnie nazwisko reżysera, mistrza Johna Forda.

        Ale niestety, tak jak napisałeś, czarnoskórzy są tu przedstawieni w tak irytujący, protekcjonalny sposób, że nie dało się tego oglądać.
        • grek.grek Re: "Słońce świeci jasno" via TVP Kultura 23.06.17, 14:19
          teraz też będzie powtórka, tyle że w godzinach zdecydowanie nocnych, a nawet północnych :]

          właśnie, Siostro, niby takie czasy, niby kawałek historii, ale to gombrowiczowskie "upupianie" czarnoskórych - rażące jednak
    • grek.grek "Droga" via Stopklatka 23.06.17, 13:49

      wreszcie udało mi się obejrzeć w całości :]

      Film tyleż nieprzyjemny, co naprawdę wciągający i intrygujący.

      Nieprzyjemny, bo świat po wojnie nuklearnej wygląda tragicznie. Jakiś smog bezustanny, przyroda ciemna, nawet morze szare i zamglone, budownictwo w głównie w ruinie, drzewa same padają, wszędzie wraki aut, statków, wszędzie zgliszcza i śmieci. Z rzadka spotykani ludzie są brudni, odziani w łachmany i żyją tylko po to, by zaspokajać podstawowe potrzeby, świat cofnął się do epoki kamienia łupanego.

      Przez ten świat wędruje ojciec [Viggo MOrtensen] z ok 10 letnim synem. BYła jeszcze żona/matka [Charlize Theron], ale w pewnym momencie poczuła, ze jest chora i umiera [skutki promieniowaania ?], więc opuściła ich, by nie oglądali jej śmierci.

      Wędrujący są narażeni na wiele niebezpieczeństw, bo w tej pustce każdy kolejny napotkany może być groźny, zechcieć ich obrabować, a najpewniej zabić. I zjeść, bo rozplenił się bardzo kanibalizm. Są nawet całe gangi uzbrojone w broń palną, które polują na ludzi, by zdobywać w ten sposob mięso. Nie ma innych możliwości - niemal wszystkie zwierzęta wyginęły, poza tymi domowymi, no ale bądźmy uczciwi, co można ugotować z psa albo kota ?

      Ojciec uczy syna ostrożności, nieufności, rozpoznawania dobrych ludzi i unikania złych. Mają rewolwer, w którym są dwie kule : dla nich, na wypadek konieczności popełnienia samobójstwa. Ale to ostateczna ostateczność.

      Dla ojca zabicie syna byłoby tragedią, bo tak bardzo go kocha,że nazywa "swoim bogiem", a świat taki jak jest - chwali, bo "w tym świecie mam syna".

      Chłopak jest rozsądny, ojcowskie nauki przyjmuje, ale ilekroć napotykają człowieka, który wygląda na potrzebująćego pomocy - walczy z ojcem, by nie odwracać się do niego plecami. Ojciec wyszkolił się w sztuce przetrwania promującej egoizm i samolubność, syn - zapewne wcześnej wychowywany w duchu innych wartości - nie umie w ten sposób.

      Najpierw pojawia się starszy jegomośc [Robert Duvall] , którego zapraszają - na prośbę syna - do ogniska i na poczęstunek. Jest pogodzony z losem, ale idzie, wędruje, nie chce stanąc i umrzeć. Też chyba miał dziecko i z tłumioną wyczerpaniem satysfakcją i aprobata przygląda się bliskiej relacji łączącej jego dobroczyńców.

      Jest i złodziejaszek, który kradnie im buty, jedzenie i odzież [kiedy ojciec na moment oddala się, zeby popłynąc do pozostawionego wraku statku, gdy docierają nad ocean]. Doganiają go, a ojciec bezlitośnie zostawia go nagiego na pustkowiu, mimo jego błagań. I mimo próśb syna, zeby tego nie robił. Facet zapewne zginie. Synowi udaje się wywalczyć powrót i pozostawienie mu puszki z fasolą i jakiegoś ubrania. Ale faceta nie ma już w tym miejscu, w którym go zostawili.

      Cięzka jest to wędrówka, czasami trzeba uciekać przed bandytami-kanibalami, czasami leje deszcz, pewnie kwaśny. Ale są i radości : odkrycie piwnicy pełnej jedzenia, albo łazienki w której jest woda i można się wykąpać. Zawsze te radości dotyczą rzeczy najprostszych, podstawowych : zaspokojenia potrzeby bezpieczeństwa, głodu, zimna.

      cdn
      • grek.grek Re: "Droga" via Stopklatka 23.06.17, 14:01
        Ojciec dba o to, by było w tym ich obcowaniu coś jeszcze : lekcja dla chłopca, który w pewnym momencie zostanie sam.

        Ojciec wie, ze umiera. Poczuł to już na początku. I faktycznie : dopadają go kaszle z wymiotami krwią, gorączki, bóle. Wie że śmierć w końcu weźmie go w ramiona.

        I faktycznie - tak się staje. UMiera. Chłopiec zostaje z rewolwerem wyposażonym w dwa naboje.

        Ma szczęście, tuż po śmierci ojca spotyka rodzinę - mężczyznę [Guy Pierce], kobietę, dwoje dzieci i psa. Muszą być dobrzy, skoro nie zjedli swoich dzieciaków [praktyka nagiminna w tych czasach], a nawet psa nie tknęli.

        Chłopiec przyłącza się do nich, na ich zresztą prośbę, zwłaszcza kobiety. Zatem, istnieje nadzieja. Bardziej dla niego niż dla Ziemi, ale jednak.

        KLuczem do tej historii jest ponura scenografia pełna ruin, brązu, ciemnej zieleni, szarości, zasnutego smogiem/pyłem nieba, ale bynajmniej nie naśladująca pomysłów z "Mad Maxa". Nie ma tutaj kampu, jest całkowita powaga sytuacji i okoliczności.

        Drugi klucz, to nastrój - liczne uwagi z offu wypowiadane monotonnym, cięzkim głosem ojca, świetne rozegranie scen bliskości i scen walki ideologicznej między bohaterami - syn ujmuje się za biedakami, ma naturalny instynkt pomocowy, a ojciec wie, ze to ryzyko i droga do potencjalnej zguby, syn chce się dzielić, intuicyjnie wierząc ze wszyscy są braćmi w tym nieludzkim położeniu, a ojciec wie, ze to naiwny idealizm, bo gros "innych ludzi" przeszło już na tryb walki o przetrwanie, w której drugi człowiek jest wrogiem albo/i ofiarą do skonsumowania, czasami sensu stricte. A jednak podczas tych pojedynków ani na moment nie tracą do siebie miłości, lojalności i wzajemnej ludzkiej sympatii.

        Muzyka jest grobowa, w tle, dyskretna, co nadaje świetny tembr uwagom z offu, dialogom i ujęciom, na których bohaterowie przemierzają zniszczoną do cna Amerykę.

        ksiażki Cormaca Mc Carthy'ego nie miałem okazji przeczytać [albo determinacji ;)], ale film pana Johna Hillcoata wydaje mi się bardziej niż udany :]
        • grek.grek Re: "Droga" via Stopklatka 23.06.17, 14:03
          Jeszcze trailer :
          www.youtube.com/watch?v=NZqqJ8jXnaw

          PS : bardzo dobra rola młodego aktora Kodiego Smita-McPee'ego - godna podziwu świadomość aktorska.
          • never_never Re: "Droga" via Stopklatka 23.06.17, 23:10
            Jak polecałam Wam w "Ojejku" ten film parę lat temu, to chyba tylko Barbasia się skusiła...;)

            Ja najpierw czytałam książkę, która wywarła na mnie takie wrażenie (jest napisana bardzo specyficznym językiem, który zwielokrotnia jej siłę rażenia), że późniejszy film już nie był w stanie jej dorównać.

            Pozwolę sobie zacytować słowa Jacka Dukaja o książce McCarthy'ego:
            "Opowieść o skazanej na tragiczny koniec wędrówce, podana zaskakująco pięknym językiem, w najbardziej ponurych momentach osiągającym lotność poezji - jakby cmentarne ballady Nicka Cave'a czy Toma Waitsa przepisać na oszczędną, chirurgiczną prozę."

            Notabene Nick Cave pisał muzykę do filmu Hillcoata
            • grek.grek Re: "Droga" via Stopklatka 24.06.17, 12:44
              yes, Never_Never ! :]
              przypominam sobie Wasze cenne rekomendacje ! To dzięki Wam miałem ten film wśród tytułów do obejrzenia, i jak widzisz/widzicie [Barbasiu ! zajrzyj do nas !] - prędzej czy później, ale wszystko co polecacie oglądam :]

              mam ksiązkę w planach, chciałbym : w bliższych niż dalszych.
              może z powodów, o których piszesz, film zrobił na mnie wszelako bardzo dobre wrażenie, reżyser bardzo umiejętnie stworzył klimat świata po apokalipsie, a na dodatek : nie ma w nim kuriozów i przesady, jest to stan rzeczy łatwy do wyobrażenia sobie jako realistyczna wizja tego, co może Ziemię czekać w przypadku działań nieodpowiedzialnych czubków albo jakieś katastrofy ekologicznej, ewentualnie kolizji z planetoidą albo czymśpodobnym.

              bardzo świetny cytat :] zachęcający niewątpliwie.

              o, no właśnie - bardzo obecna i jednocześnie dyskretna i nienachalna jest ta muzyka, gdybym lepiej się znał na rzeczy, to pewnie prędko bym ten oszczędny i depresyjny styl skojarzył z tym właśnie świetnym artystą.

              dzięki za atrakcyjne i cenne informacje, Never_Never; i zachętę do lektury :]]
    • siostra_bronte Daniel Day-Lewis kończy karierę 23.06.17, 14:08
      Jaka smutna wiadomość. O Danielu nie można napisać nic innego niż to, że jest naprawdę wybitnym aktorem.

      Przynajmniej 2 genialne role na koncie: "Moja piękna pralnia" i "Moja lewa stopa". Kilka znakomitych, jak w "Bokserze", "W imię ojca" i "Wieku niewinności".

      Nie widziałam wszystkich jego ról, choćby w "Nine", "Gangach Nowego Jorku" czy "Lincolnie". Mam nadzieję nadrobić te zaległości.

      Jaka szkoda, że tak rzadko grał, choć dzięki temu czekało się na każdą jego rolę. Jeden z nielicznych aktorów, który nie grał dla kasy, nie rozmieniał się na drobne.

      To także jeden z aktorów, którzy mają tak intrygującą osobowość, że nawet nie muszą grać. I nawet w słabszym filmie błyszczą jak diament.

      Przyznaję się szczerze, że bardzo podoba mi się jako mężczyzna. Ba, podkochiwałam się w nim za młodu :)

      W tym roku na ekrany wejdzie jego ostatni film "Phantom thread" Andersona.

      • grek.grek Re: Daniel Day-Lewis kończy karierę 23.06.17, 14:24
        pięknie opisałaś sylwetkę tego znakomitego aktora !

        zdecydowanie, prawdziwy aktor z powołania.
        zawsze dążący do tego, by być kojarzonym ze swoimi rolami, a nie z prywatnymi sprawami.

        "Moją lewą stopę" widziałem dośc dawno, ale takich ról się nie zapomina.
        pamiętam też "Aż poleje się krew", takze "Boksera", ciekawą rolę w "Ostatnim Mohikaninie", w "Gangach Nowego Jorku" pod wąsem chyba oraz "W imię ojca" i ekranizację "Nieznośnej lekkości bytu", w której wyglądał jak idealny Czech :}
        • siostra_bronte Re: Daniel Day-Lewis kończy karierę 23.06.17, 14:34
          Dzięki :)

          Tak jest. Jaka szkoda, że już go nie zobaczymy w nowych rolach.

          Tak, widziałam też "Aż poleje się krew", "Ostatniego Mohikanina" (w kinie), "Nieznośną lekkość bytu", "Pokój z widokiem" (ale tam to była malutka rola), przemknął też na drugim planie w "Buncie na Bounty".
          • maniaczytania Re: Daniel Day-Lewis kończy karierę 23.06.17, 15:09
            ja się w nim w młodości kochałam na zabój ;)

            A w "Ostatnim Mohikaninie" jest po prostu cudowny - oglądałam ten film chyba z milion razy i pewnie jeszcze z milion obejrzę :)

            I ja tak do końca nie wierzę, że już nie wróci - jak go znajdzie jakaś interesująca rola, to kto wie?
            • siostra_bronte Re: Daniel Day-Lewis kończy karierę 23.06.17, 15:14
              Maniu, ja się wcale nie dziwię :)

              Tak, w "Ostatnim Mohikaninie" był boski. Te rozwiane włosy...

              Oby tak było!
          • grek.grek Re: Daniel Day-Lewis kończy karierę 24.06.17, 12:35
            podobnie jak Mania, Siostro, mam nadzieję, ze jednak wróci do filmu, dla jakichś naprawdę szczególnych ról, i będą to prawdziwe wydarzenia w świecie kina.

            swoją drogą, w jego filmografii nie ma ani jednego filmu, który byłby ryzykowny, jakiejś
            komedii romantycznej, horroru klasy B+, science fiction czy czegoś podobnego, w czym
            spełniają się albo spełniali wybitni aktorzy jego pokolenia i nie tylko.

            żadnych wyborów zawodowych a'la Robert De Niro czy Al Pacino, z całym szacunkiem dla ich klasy i dorobku :]
            • siostra_bronte Re: Daniel Day-Lewis kończy karierę 24.06.17, 13:47
              Oby tak było. Chociaż to wygląda poważnie.

              No właśnie, zwłaszcza de Niro fatalnie rozmienia się na drobne, grając w kiepskich komedyjkach.

              Szkoda, że nie wszyscy mają klasę, żeby zrezygnować we właściwym momencie, jak choćby jeden z moich ulubieńców, Gene Hackman.

    • grek.grek "Przekleństwo Frankensteina" via Kultura 24.06.17, 12:49
      chyba mamy ciąg dalszy przeglądu kina grozy w Kulturze :]

      historia ta co zwykle ;], ale opowiedziana z perspektywy samego Victora Frankensteina. MOnstrum nieco przerysowane i ucharakteryzowane w sposób nieco przejaskrawiony. Film w kolorze, z interesującą muzyką, ale wg mnie grozy w nim raczej niewiele.

      moim zdaniem, nie udało się panu reżyserowi wybrać żadnego wątku powieści Mary Shelley, który by go szczególnie zaciekawił : nie jest wyeksponowane ani cierpienie monstrum, ani zapał twórczy zatracającego się naukowca z kompleksem Boga, ani wątek odpowiedzialności za to, co się stworzyło i wypuściło na świat.

      ot, wszystkiego po trochę, bez specjalnej intencji.

      wg mnie, wersja tej historii, którą widzieliśmy wiosną , z Borisem Karloffem, była znacznie lepsza i miała więcej barw.
      • siostra_bronte Re: "Przekleństwo Frankensteina" via Kultura 24.06.17, 13:48
        Nie widziałam.

        No, moim zdaniem film Whale'a to arcydzieło kina grozy!
        • grek.grek Re: "Przekleństwo Frankensteina" via Kult 24.06.17, 16:32
          o, zdecydowanie tak, Siostro, pod każdym względem , wg mnie, jest to lepszy film.
    • grek.grek "Frantic" wczoraj w TVN 24.06.17, 13:05
      jednak dobre kino Polańskiego, to jest TO :]

      któryś już raz oglądałem "Frantic" i znów prawie jak za pierwszym razem.

      ile tam znakomitych pomysłów.
      choćby poczucie humoru : scena, w której boy hotelowy przychodzi po walizkę do odbioru, a doktor - który wcześniej musiał ją siła otworzyć, by przekonać się czy nie ma tam tropów do odnalezienia porwanej żony - w popłochu stara się ją spakować i zamknąc, ostatecznie nie wychodzi mu i próbując zachować pokerową twarz oddaje ją w stanie kompletnego rozbebeszenia ;] Albo kiedy próbuje wybawić z kłopotów Michelle i udaje jej kochanka - jest goły i strategiczne miejsca zakrywa pluszowym miśkiem :]] Dostaje zresztą w nos i pada jak długi, ale miśka rozpaczliwie trzyma w stosownym położeniu. Swoją drogą, ile to ma wspólnego z realiami, ech... ;] Albo spotkanie na dworcu kolejowym, gdzie doktor widzi swoich znajomych, jest z nim Michelle w stroju odważnym, na co jego znajomi są przekonani, że ich kolega "wyrwał" sobie dziewczynę, a żona poszła w odstawkę.

      Albo moment, kiedy są w barze, a tam nagle Michelle - w czerwonej sukience długości odpowiednio nieznacznej - zaprasza go do tańca. Tutaj żona zaginiona, jacyś terroryści, jakiś tajemniczny zapalnik, moze do bomby chemicznej ?, zagrożenie życie, a oni zaczynają nagle pląsać do piosenki Grace JOnes.

      Zresztą, ta scena kiedy leci "Strange", a Michelle i doktor jadą świtem w stronę centrum Paryża, co kamera pokazuje zza przedniej szyby - to jest kult :]] I ona mówi, że ten kawałek to staroć, na co doktor nieśmiało : jest sprzed 4 lat... a ona : no właśnie.

      debiut Emmanuelle Seigner, to jest wg mnie większe wydarzenie niż sama intryga kryminalna w tym filmie. jak ktoś chce w filmie zobaczyć "dziewczynę uosabiającą Paryż", to właśnie ona taka jest. Podobnie jak w początkowych scenach obecności w "Gorzkich godach".

      no i sam Paryż, po którym Polański chętnie oprowadza. W finale mamy rajd samochodem po Paryżu, do muzyki i z z uruchomioną zakochaną kamerą. A wcześniej : zaułki, uliczki, kawiarnie, ale i nocne kluby, podejrzane spelunki, tanie czynszówki, dachy z urywającymi się antenami telewizyjnymi ;], a wreszcie w finale bulwar o świcie.

      Takie właśnie smaczki czynią , wg mnie, świetne kino, do którego chce się wracać, nawet znając je na wylot. Bo takie sceny i momenty brzmią i wyglądają zawsze znakomicie i robią wrażenie, nie da się ich odtworzyć tak samo dobrze w pamięci. I chce się je znów zobaczyć :]
      • siostra_bronte Re: "Frantic" wczoraj w TVN 24.06.17, 13:51
        Trochę za późno, więc nie oglądałam. Ale faktycznie to świetne kino.

        Jedna poprawka, piosenka Grace Jones nosi tytuł: "I've seen that face before" (oparta na utworze Astora Piazolli).
        • maniaczytania Re: "Frantic" wczoraj w TVN 24.06.17, 14:16
          siostra_bronte napisał(a):

          > Jedna poprawka, piosenka Grace Jones nosi tytuł: "I've seen that face before" (oparta na utworze Astora Piazolli).

          "Libertango" :)
          • grek.grek Re: "Frantic" wczoraj w TVN 24.06.17, 16:33
            im więcej tytułów, tym większa szansa znalezienia w razie potrzeby ;]
    • grek.grek "Jak utopić doktora Mraczka" via TVP2 24.06.17, 13:29
      pierwsza odsłona spotkania z kinem czeskim :]

      rzecz kręci się wokół istnienia w czeskiej przestrzeni społecznej Wodników - yes, takich co umieją wskakiwac do umywalki, podróżować rurami wodnokanalizacyjnymi, zamieniać się w ryby, zamieniać innych w dowolne przedmioty codziennego użytku, a za to nie mogą mieszać swojej krwi z ludzką oraz zjadać czegokolwiek co krew zawiera, bo to odbiera im cechy gatunkowe i zbliża do człowieczeństwa. Poza tym, wyglądają jak inni ludzie i niełatwo ich rozpoznać ;]

      Problem rodziny wpływowego pana Wassermana polega na tym, że jego rodzina ma zostać wysiedlona z wygodnego, zalanego, wilgotnego domu do nowoczesnego i suchego, a jest to nagroda za bohaterstwo jednego z Wodników, który udzielał się ratując życie ludziom, którzy wpadli do jeziora. To ofk komedia pomyłek, to ten Wodnik wcześniej spowodował wypadek, aby ci ludzie zginęli i w ten sposób zostali Wodnikami - to ideologiczna krucjata Wodników jako gatunku ;] Trochę jak... diabłów, hehe.

      Decyzję o przeniesnieniu rodziny Wasermana podejmuje urzędnik Mraczek, a Wodnicy dochodzą do wniosku, że jedyną szansą na jej cofnięcie jest pozbycie się pana Mraczka, zwłaszcza że jego zastępca sugeruje niedwuznacznie, że pójdzie im na rękę, jeśli dochrapie się stołka po swoim koledze.

      Robi się z tego straszna plątanina :]

      Mraczek zostaje wrzucony do wody, ale nie topi się, bo ratuje go nieświadoma niczego młodsza córka Wassermana, Jana. Zakochują się w sobie. Mraczek z czasem odkrywa w sobie cechy wodnicze, nagle zdarza mu się zamieniać w karpia, nad czym zupełnie nie panuje, ale zaczyna mu się to podobać [w którymś momencie zamienia się w karpia przed swoim kolegą z pracy, a kieyd wraca do ludzkiej postaci, ten kolega rzuca "panie Mraczek, w miejscu pracy, takie cyrki, dałby pan spokój..." ;)]. Zwłaszcza że dośc wcześnie odkrywa,że jego miłość jest Wodniczką, z czym ona specjalnie sie nie ukrywa.

      Jako że Krajowa Rada Wodników [zabawna scena, siedzą panowie w sali i wszyscy trzymają nogi w miskach z wodą] uznaje, że stan liczebny Wodników podupadł i trzeba zwiększyć wysiłki celem pozyskania nowych uczestników - do Pragi wysłanych zostaje dwóch panów, którzy mają poznać panie i zawrócić im w głowie. Celem ma być m.in Jana, ale oczywiście i tutaj następuje pomyłka i pan podrywa jej koleżankę.

      Starsza córka Wassermanów, ma z kolei problemy ze znalezieniem odpowiedniego adoratora i bez przerwy naraża się ojcu.

      W międzyczasie trwają rozpaczliwie próby uratowania jednej z ciotek Wodniczek zamienionych w paczkę mąki, która została wykorzystana do upieczenia ciasta w domu Mraczków :] Walka o blachę z ciastem ;] Sprytni Wodnicy próbują ją wynieśc wszelkimi sposobami z mieszkania, ale ciągle coś staje im na przeszkodzie.

      Mraczek ostatecznie niby umiera, ale zaraz podrywa się do życia leżąc w kostnicy, czym zwala z nóg mdlejącego starszego pracownika tego zakładu. Oczywiście ma w tym swój udział Jana, bo miłośc może napotkać wiele przeszkód [ich miłośc też napotyka, głównie te związane z przynależnością do dwóch innych światów, kultur i modelów obyczajów], ale koniec końców musi się przecież ziścić. Zwłaszcza w filmie :]

      Wujek Jany, Karel, ulega wdziękowi osobistego pewnej pielęgniarki, przetacza sobie krew i zostaje człowiekiem, z radością pląsa po ulicach, skwerach i chodnikach dzieląc się szczęściem z innymi. Policjant zaczepia go "Ile pan dziabnał ?", na co pada odpowiedź "Trzy setki" [pewnie chodzi o ilośc przetoczonej krwi, czyli o coś zupełnie innego niż policajowi, hehe], co policjant konstatuje "Po trzech setkach... w takim stanie, ech..." i idzie dalej ;]

      Jest porcelanowa cukiernica mówiąca ludzkim głosem [ktoś został w nią zamieniony], są odcięte kosą stopy, które przyszywa się razem z... butem [właściciel kupił za ciasny, ale za bardzo mu się podobał, żeby odpuścić, i pielęgniarka nie moze zdjąć obuwia z odciętego odnóża], a także Wodnicy wskakujący lub wynurzający się z rur, umywalek, akwariów i innych akwenów wodnych o niewielkiem znaczeniu taktycznym :]

      I te efekty są zarówno naiwne i na poziomie podstawowym, jak również cudownie wiarygodne ! Jesli Renton zanurzający się w toalecie w kultowej scenie "Trainspotting" był tak wiarygodny, to Wodnicy nurkujący gdzie-się-da-i-w-czym-sie-da w "Jak utopić..." są wiarygodni nie mniej, a wygląda to płynnie i realistycznie :]


      • maniaczytania Re: "Jak utopić doktora Mraczka" via TVP2 24.06.17, 15:28
        to jest jednak poziom abstrakcji, do którego ja nie dorastam ;)
        • siostra_bronte Re: "Jak utopić doktora Mraczka" via TVP2 24.06.17, 15:53
          Oglądałam jako dzieciak i na pewno mi się podobało :)
          • siostra_bronte Re: "Jak utopić doktora Mraczka" via TVP2 24.06.17, 15:59
            Dzięki, Greku :) Świetne wspomnienie z dzieciństwa!
            • grek.grek Re: "Jak utopić doktora Mraczka" via TVP2 24.06.17, 16:39
              dzięki, Siostro :]

              o, znakomicie !

              ja nie znałem tego filmu, ale za to twarze aktorów - i owszem, przez całe dzieciństwo je widywałem ;]

              Jaromir Hanzlik, Vladimir Mensik, Milos KOpecky, Frantisek Filipovsky, Stella Zazvorkova, Libuse Safrankova - niektórych znałem z nazwiska, a wszystkich z widzenia i słyszenia :]

              rozbawiła mnie scena, w której jeden z bohaterów wchodzi do sklepu mięśnego, a tam półki i haki uginają się aż od wędlin ;]
              1974 rok. Nie wiem, jak wtedy było, bo byłem dopiero w planach [mam nadzieję ;)], ale tak czy siak obrazek to dośc optymistyczny, choć Czesi nigdy nie mieli tych problemów, które pojawiały się w Polsce, więc kto wie. Przyznam, że w tej sprawie nie zasięgałem jeszcze opinii starszyzny plemiennej, więc na razie trudno mi to skomentować ;]]
          • maniaczytania Re: "Jak utopić doktora Mraczka" via TVP2 24.06.17, 16:25
            wtedy na pewno ;)
        • grek.grek Re: "Jak utopić doktora Mraczka" via TVP2 24.06.17, 16:34
          hahaha :]]

          Maniu, w opisie brzmi jak brzmi, ale w oglądzie prezentuje się bardzo przystępnie :]
      • mala_ciekawostka Re: "Jak utopić doktora Mraczka" via TVP2 24.06.17, 18:52
        Oglądałam do momentu wyniesienia z domu paczki mąki przez psa:) Momentami rzeczywiście można się było pośmiać. Ogólnie przyjemny film :)
        Ja z aktorów kojarzyłam tylko doktora Mraczka, chyba ze "Szpitala na peryferiach" (?)
        • grek.grek Re: "Jak utopić doktora Mraczka" via TVP2 25.06.17, 13:17
          tak jest , Mała Ciekawostko :]

          a przy okazji, ciekawa sugestia, że trzeba akceptować inność, być liberalnym i tolerancyjnym. Wodnicy są takim właśnie symbolem innej kultury, innego stylu życia, innego modelu obyczajowego, ale chcą w miarę harmonijnie koegzystować z oficjalnym społeczeństwem.

          ich wszystkie starania o nieprzenoszenie ich do nowego mieszkania, to - wg mnie - nic innego jak symbol obrony przed kulturową opresją asymilacji. Tutaj ma formę komediowo-surrealistyczną, ale w istocie w świecie jest to rzecz momentami brutalnie egzekwowana, żeby przypomnieć tylko to co działo się w Indianami w Ameryce, albo co dzieje się dziś z gejami w Czeczenii albo Rosji, albo o lokalnych konfliktach w Rwandzie, na Bałkanach, czy o stosunku do albinosów w wielu krajach afrykańskich.

          Czesi mówią o tym w swoim pociesznym i zabawnym stylu, za co im chwała, bo i on jest wartościowy :]

          ale poważną nutę potrąciłem... :]

          ten aktor to Jaromir Hanzlik, lubiany także w Czechach :]]
          • mala_ciekawostka Re: "Jak utopić doktora Mraczka" via TVP2 25.06.17, 13:57
            Dziękuję za nazwisko aktora :)
            Nuta poważna, ale jak najbardziej masz rację - w filmie chodziło głównie o to, o czym napisałeś. Poważne sprawy potrafiono pokazać z humorem, dając jednocześnie do myślenia... Fajnie im to wyszło.
            • grek.grek Re: "Jak utopić doktora Mraczka" via TVP2 25.06.17, 14:43
              yes :]

              Czechom poważne sprawy na poważnie nienajlepiej wychodzą, więc bawią się w metafory i przenośnie :]

              ciekawe, że u nas ten ezopowy język był w zastosowaniu za czasów cenzury w Polsce Ludowej, więc niejako był wymuszoną formą ekspresji.

              oni lubią go go dzisiaj, bo mają to w naturze i kulturze, czymkolwiek ona jest ;].
              • mala_ciekawostka Re: "Jak utopić doktora Mraczka" via TVP2 25.06.17, 18:13
                Dokładnie tak:)
    • siostra_bronte "Geniusz" (9) cz.1 24.06.17, 14:54
      Jest rok 1933. Einstein razem z żoną mieszkają w Princeton, w Stanach. Einstein pracuje na miejscowym uniwersytecie.

      Z listów od rodziny dowiadują się o coraz gorszej sytuacji w Niemczech. Przeszukano nawet dawne mieszkanie Einsteinów.

      Einstein wykorzystuje swoje kontakty i sprowadza do Stanów córkę Elsy i starszego syna, Eduarda (który potem stanie się wybitnym inżynierem).

      Niestety, druga córka Elsy, ciężko chora na gruźlicę i drugi, młodszy syn Einsteina, Eduard (ten, którego widzieliśmy w szpitalu) nie dostają wiz, właśnie z powodu chorób.

      Elsa odwiedza córkę w Paryżu. Ta wkrótce umiera.

      U Eduarda jak sprawdziłam, zdiagnozowano schizofrenię. Pozostał w szpitalu psychiatrycznym w Zurychu aż do śmierci w 1965 r. Jego brat uważał, że leczenie w szpitalu (łącznie z elektrowstrząsami) tylko mu zaszkodziło.

      Tymczasem w Niemczech naukowcy żydowskiego pochodzenia tracą pracę. Czystki dotykają nawet laboratorium Fritza Habera (tego od broni chemicznej). Jego wysoka pozycja i zasługi wojenne po jakimś czasie już nie wystarczają, bo sam jest Żydem. Haber wyjeżdża do Palestyny. Ale w drodze, w Szwajcarii umiera na serce.

      Einstein i Elsa są bardzo poruszeni jego śmiercią. Mimo wszystko przez lata był ich przyjacielem. Einstein pisze nawet list do akademii pruskiej, odczytany w tajemnicy, skoro Haber był na indeksie. Pisze tam tak: "Była to tragedia niemieckiego Żyda, tragedia wzgardzonej miłości”.

      Wracamy do naszego bohatera.

      Einstein, chce dotrzeć do polityków, aby wywarli jakiś wpływ (np. sankcje ekonomiczne) na Niemcy. Spotyka się nawet z Roosveltem. Ale ten nie chce rozmawiać o polityce. Dopytuje, o co, do diabła, chodzi z tą teorią względności. Einstein na to: "Jeżeli chodzi się boso po rozżarzonych węglach, to sekundy ciągną się jak godziny. Ale w łóżku z piękną kobietą godziny mijają jak sekundy" :)

      Roosvelt jest rozbawiony. Ale mówi, że o żadnych sankcjach czy nacisku na Niemcy nie ma mowy. Ma związane ręce.

      Tymczasem Elsa ma coraz większe problemy ze zdrowiem. Ukrywa je przed mężem. Ale kiedy jest już naprawdę źle, ląduje w szpitalu. Diagnoza: zapalenie mięśnia sercowego. Tak zaawansowane, że nie da się tego leczyć.

      Einstein opiekuje się żoną przez ostatnie tygodnie jej życia. Czyta jej swojego ulubionego Tołstoja. Piękne sceny. Aż w końcu Elsa umiera.

      Einstein rzuca się w wir pracy. Pojawia się nowy wątek naukowy: rozszczepienie atomu. Temat nie jest nowy. Już starożytni naukowcy o tym pisali. Przyspieszenie nastąpiło na początku XX w. Odkrycia Rutheforda, potem Skłodowskiej-Curie, Joliota, Maxa Plancka i innych. Einsein rozmawia o tym z Bohrem, choć to tylko ogólne rozważania.

      W sierpniu 1939 r. do Einsteina przychodzi dwóch naukowców, Szilard i Wigner. Dotarły do nich wieści z Niemiec: trwają tam zaawansowane prace nad konstrukcją bomby atomowej. A to dzięki temu, że rok wcześniej, dwóch naukowców, Otto Hahn i Fritz Strassmann dokonało pierwszego rozszczepienia jądra atomu.

      Einstein, dotychczas pacyfista, waha się co z tym zrobić. Najpierw nie chce brać w tym żadnego udziału. Jednak potem zgadza się napisać list do Roosvelta. Pisze tam o pracach niemieckich naukowców. Ostrzega przed możliwością stworzenia broni o niespotykanej mocy na bazie uranu.

      Oczywiście wniosek z tego jest taki, że Amerykanie muszą sami rozpocząć prace, żeby wyprzedzić Niemców.

      Roosvelt odpisuje na list. Powołuje specjalną radę, która ma się zająć tą sprawą.

      Chyba dlatego właśnie Einstein jest tak kojarzony z budową broni atomowej przez Amerykanów. Ale jak wyczytałam w wikipedii projekt Manhattan zaczął się dopiero 2 lata później. Może więc jakiś wpływ był ale nie bezpośredni.

      Co ciekawe, sam Einstein nie dostaje certyfikatu tajności, dlatego nie może być dopuszczony do prac naukowych w temacie bomby atomowej. Czuje nawet ulgę, że nie przyłoży do tego ręki.












      • siostra_bronte "Geniusz" (9) cz.2 24.06.17, 15:52
        Tymczasem w Niemczech trwają prace na skonstruowaniem bomby. Niestety, wolno to idzie. Na czele zespołu stoi Werner Heisenberg, wybitny uczony, laureat Nobla z 1933 r. za wkład w stworzenie mechaniki kwantowej. Heisenberg był wcześniej studentem Bohra.

        Tu wątek, którego nie ma w filmie. W 1941 r. Heisenberg odwiedził Bohra w jego domu w Danii (poźniej Bohr wyemigruje do Stanów i będzie pracował z Einsteinem). Na temat tego spotkania powstała książka i film "Kopenhaga" (był w tv parę lat temu, grali tam Stephen Rea i Daniel Craig). Niestety, obaj naukowcy przedstawiali potem różne wersje tego spotkania.

        Heisenberg twierdził, że chciał namówić Bohra do "paktu", aby naukowcy obu stron konfliktu zrezygnowali z prac nad bombą atomową. Ze swojej strony oświadczył, że robi wszystko aby spowolnić prace. Bohr tego wszystkiego nie potwierdzał.

        W 1942 r. dochodzi do wybuchu reaktora w Lipsku. Nie udaje się już zbudować nowego do końca wojny.

        Pewnego dnia do Einsteina zgłasza się jakiś naukowiec. Jest w zespole pracującym nad bombą atomową. Oczywiście przychodzi nieformalnie, bo Einstein nie ma certyfikatu. Ale mają problemy, to tylko parę wzorów...Einstein najpierw odmawia, ale daje się przekonać. I pracuje nad jakimiś obliczeniami.

        Tymczasem w jego życiu pojawia się kobieta, młoda i piękna Rosjanka, Margarita. Żona jakiegoś rosyjskiego artysty, który pracuje nad popiersiem Einsteina (chyba dla uczelni).

        Kobieta inicjuje romans. Einstein ma opory moralne po śmierci żony (sam przyznaje, że kiedy żyła, to często ją zdradzał), ale Margarita jest przekonująca. A my się zastanawiamy, czy to ten genialny umysł tak ją kręci, bo Einstein ma już swoje lata.

        Po jakimś czasie widzimy jak nocą Margarita... myszkuje w gabinecie Einsteina. Przegląda papiery na biurku. Einstein budzi się, widzi ją tam i pyta co robi. Margarita nie speszona odpowiada, że szuka swojej książki. Nie brzmi to przekonująco, ale Einstein nie dopytuje, prosi o coś do jedzenia, bo zgłodniał.

        Romans trwa w najlepsze. Einstein wydaje się szczęśliwy.

        Ale to musiało się skończyć. Margarita spotyka się w parku z jakimś smutnym panem. "Jesteś odwołana" oznajmia jej. Kobieta jest zaskoczona, chce zostać jeszcze jakiś czas. Ale facet mówi, że przecież i tak nie udało się jej niczego ważnego przekazać. Sugeruje też, że chyba musiała "zakochać się w celu". Margarita ma nieszczęśliwą minę i bardzo możliwe, że faktycznie tak się stało.

        Kobieta oznajmia Einsteinowi, że wraca do Rosji (wojna już się skończyła). Einstein wyznaje, że zawsze podejrzewał, że chciała od niego czegoś "więcej". Ale był samotny, a staremu człowiekowi trudno o towarzystwo kobiety...Margarita jest poruszona, ale wie, że ma rację.

        Pewnego dnia gospodyni Einsteina krzyczy, że właśnie usłyszała w radiu o zrzuceniu bomby atomowej w Japonii. Einstein jest załamany, ale widać, że się tego spodziewał.

        Ostatnie sceny. W obozie jenieckim w Anglii Heisenberg i jego współpracownicy słuchają radia. Zrzucono bombę na Hiroszimę. Niemieccy naukowy dziwią się: jak oni to zrobili? Na to Heisenberg mówi ze spokojem: "To całkiem proste. Dajcie kartkę, wytłumaczę to".

        Po jakimś czasie Einstein ogląda pismo "Time". Na okładce jest jego podobizna, a w tle atomowy grzyb. Już zawsze będzie uważany za ojca chrzestnego bomby atomowej.

        Tutaj ta słynna okładka:

        content.time.com/time/covers/0,16641,19460701,00.html

        A, zapomniałam dopisać, że Otto Hahn za rozczepienie jądra atomu dostał Nobla za rok 1944.

        Ależ to pasjonujący serial! Jaka szkoda, że już się kończy.

        Jeszcze link do strony ze zdjęciami Margarity:

        beautifulrus.com/margarita-konenkova-einsteins-last-love/
        • grek.grek Re: "Geniusz" (9) cz.2 24.06.17, 16:31
          dzięki, Siostro ! :]

          to prawda - serial jest znakomity, a w dodatku opisujesz go sugestywnie, więc brzmi świetnie :]

          bomba atomowa dominuje w tej sekwencji opowieści.
          Eisntein martwił się swoim udzialem, takim czy innym, w tym projekcie, ale wg mnie - niesłusznie.
          Ta bomba to dzisiaj gwarancja światowego pokoju. Ofk, lokalne konflikty zawsze będą wybuchać, ale dopoki mocarstwa się ze sobą otwarcie nie biją, dopóty świata nie czeka tragedia na miarę II wojny światowej albo i czegoś gorszego, nawet jeśli "gorsze" trudno sobie wyobrazić.

          Bomba atomowa powoduje, że wielcy gracze trzymają się w szachu i jest pat, z którym wszyscy dobrze żyją. mamy wojny handlowe, na sankcje, lokalne rewolty które zwiększają wpływy jednych kosztem drugich, zakulisowe rozgrywki w sferze agentury, ale świata nie ogarnia wojna globalna, totalna.

          To dzięki tej bombie, oraz powstaniu Unii Europejskiej oraz rozwojowi sieci błyskawicznej informacji i ogólnoświatowego kontaktu zawdzięczamy życie we w bezpiecznym świecie. My. Bo wiele państw np;. w Afryce nie ma tego szczęścia, jako że zachodni agenci i ich pieniądze z fundszu na rozpętywanie wojen w imię sprzedaży broni, wyzysku i realizacji zasady divide et impera sprawdza się tam doskonale. A potem Zachód płacze z powodu aktów terroru. Sieć informacji działa, każdy moze dowiedzieć się jak Zachód niszczy Afrykę, ale ludzie zachodniej cywilizacji nie chcą tego wiedzieć. wolą Fejsa albo Insta zamiast świadomości, że ten terror to i tak symboliczna odpłata za to, co w ich imieniu wyprawiają rządy europejskich także państw, i co wyprawiały przez dziesiątki lat za pomocą swojej bardziej otwartej niż dziś polityki kolonialnej.

          odbiegłem od tematu, przepraszam :]

          wg mnie, Einstein przyczynił się więc do światowego pokoju. A eksplozje bomb w Hiroszomie i Nagasaki, cóż - strasznie to brzmi, ale dzięki temu ten pokój istnieje. świat dowiedział się jak działa bomba atomowa i tak się przeraził, że wszyscy silni gracze zapragnęli tę broń mieć, by nie zostać uderzonym w ten sposób. Dopóki istnieje groźba odwetu atomowego, nikt nie sprowokuje światowej wojny.

          heh, świetna jest ta definicja sensu teorii względności :]]

          wątki osobiste - bardzo przykre : schizofrenia, gruźlica, problemy z sercem, kolejno zamykane wątki kolejnych postaci [Elsa].

          wątek szpiega atrakcyjnej kobiety - może nieco staroświecki, ale działa ! ;] W każdym razie rozwiązany zostaje z klasą.

          btw, Siostro, będzie drugi sezon tego serialu, z nowym bohaterem :
          film.onet.pl/wiadomosci/geniusz-sezon-2-pablo-picasso-bohaterem-2-sezonu/fel2dm
          dzięki raz jeszcze, i wyczekuję/emy niecierpliwie kolejnych odcinków w Twoim opisie i z licznymi dodatkami ! :]
          • siostra_bronte Re: "Geniusz" (9) cz.2 24.06.17, 16:43
            Dzięki, Greku :)

            Pewnie masz rację co do bomby atomowej.

            Niestety, został już ostatni odcinek!

            O, jestem rozczarowana. Liczyłam jednak na jakiegoś naukowca. Tesla, Edison, Newton...Kiedyś czytałam biografię Picassa. Jakoś go nie polubiłam :) Za jego malarstwem tez nie przepadam. Ale zobaczymy. Ciekawe, jaka będzie obsada i kto będzie reżyserem.
            • grek.grek Re: "Geniusz" (9) cz.2 24.06.17, 17:05
              :]

              ...

              o, a więc wielki finał przed nami !

              miejmy nadzieję, Siostro, ze będzie to po prostu wciągający serial, a bohater dostatecznie interesująco "podany" :]
    • grek.grek 20:20 Ct Art "Zbrodnia i kara" 24.06.17, 16:44
      moim zdaniem, "Zbrodnia i kara" sprawdza się głównie jako ksiażka, w formie ekranizacji czy teatralizacji na razie rzadko się udaje, a widziałem już parę prób.

      na ich tle bardzo wyróznia się inscenizacja Andrzeja Wajdy z wybitnym pojedynkiem aktorskim Jerzego Radziwiłowicza [Raskolnikowa] z Jerzym Stuhrem [Porfirym Pietrowiczem], rozegrana w ciemnych, onirycznych wnętrzach.

      dziś kolejne podejście, w wykonaniu czeskiego teatru Divadlo w Reznicke.

      • grek.grek "Zbrodnia i kara" po spektaklu 25.06.17, 13:29
        Spektakl dla widza, który zna książkę :]
        jakbym nie czytał, to bym się chyba jednak zgubił.

        "libretto" zawiera gros wątków, więc, w 130 min metrażu, siłą rzeczy wszystkie są okrojone, a większośc zasygnalizowana.

        nie ma wcale postaci Duni i starego Marmieładowa, występują w domyśle, podczas monologów skierowanych do nich i o nich w wykonaniu obecnych postaci.

        Raskolnikow nabiera afektacji zgodnie z planem, ale słabo zarysowane wątki jego nieustannej choroby i szaleńczych monologów wewnętrznych powodują, ze jego wybuchy histerii są niezrozumiałe bez znajomości kontekstu literackiego. Powieść introspekcyjna jest jednak pewnym problemem jak chodzi o przekład na język teatru.

        Sonia jak nie Sonia, bo Dostojewskiego jej niesamowita siła duchowa biorąca się z prostoty wiary i akceptacji krzyża jaki spada na jej barki kontrastowała z jej dziecinnym wyglądem i chorobliwą nieśmiałością. Dostojewski leżał plackiem u jej stóp, to jedna z jego świętych kobiet literackich, a tutaj pani aktorka taka raczej dorodna i lepsza w momentach stanowczości, które Soni owszem się zdarzały, niż pokory. U Dostojewskiego te relacje i opisy dot. Soni są niemal na krawędzi grafomanii, ale i wzruszają do głębi, tutaj nie robią większego wrażenia.

        Porfiry znów wygląda na 50-latka, a przecież w powieści ma dopiero 4 krzyżyk i to w połowie drogi :] Aktor ma odpowiednią manierę i zręcznie miesza klasyczny dla tej postaci przebiegły detektywistyczny styl, pozorną poczciwość i jednocześnie bezlitosną , ale nie skierowaną przeciw człowiekowi, skutecznośc w dojściu do sedna sprawy, do wygrania pojedynku psychologicznego.

        Scenografia - jedna mała izba, z podwyższeniem z desek, na którym stoi łózko. W zależności od tego, w której z lokacji toczy się akcja sceny - zmianie ulega położenie łózka. TO cały manewr. Znakomity zresztą.

        Raskolnikow jest coraz bardziej nerwowy, a także ocieka potem, co potęguje wrażenie postępującego rozpadu, a pan aktor osiąga to nosząc bez przewy ciepły płaszcz zimowy. MOżna i tak :]]
        • mala_ciekawostka Re: "Zbrodnia i kara" po spektaklu 25.06.17, 14:12
          Książkę czytałam, ale nie widziałam żadnej ekranizacji, ani teatralizacji (z tego co kojarzę, był również spektakl o Swidrygajłowie, z J. Gajosem bodajże). To według mnie najlepsze dzieło Dostojewskiego, a Ty Greku jak uważasz?
          • grek.grek Re: "Zbrodnia i kara" po spektaklu 25.06.17, 14:50
            dzięki, Mała Ciekawostko :]

            o, nie widziałem tego spektaklu z Gajosem, od razu wyrażam zaciekawienie :]

            masz świetną intuicję, wg mnie :]
            raz, ze tematyka moralna, psychologia i filozofia są w "Zbrodni..." na najwyżśzych rejestrach, to jeszcze wiele wątków i postaci, któree w następnych powieściach ["Idiota", "Biesy", "Bracia Karamazow"] Dostojewski głównie dopracowuje albo rozbudowuje [np. wspomniany Swidrygajłów, to przecież wersja light Stawrogina z "Biesów"], czyli generalnie możliwe, ze to nie tylko jego najlepsza powieść, ale i nawet opus vitae :]

            aczkolwiek, dzięki za pytanie :]], nie umiałbym chyba wybrać tego tytułu, który najbardziej cenię u niego. mam wrażenie, ze wszystko co napisał nakłada się na siebie, wzajemnie uzupełnia i nadaje dodatkowe sensy :]

            także, wg mnie : jak Dostojewski, to najlepiej... wszystko ! ;]]
            • mala_ciekawostka Re: "Zbrodnia i kara" po spektaklu 25.06.17, 15:29
              Dziękuję :)
              W sumie rozumiem, że nie potrafisz wybrać jednego tytułu, nie jest to łatwe :)
              Ten spektakl był wystawiany w Teatrze Powszechnym, niestety chyba nie był zarejestrowany przez telewizję :(
              • grek.grek Re: "Zbrodnia i kara" po spektaklu 25.06.17, 17:27
                dzięki ! :]

                yes, jednej ulubionej powieści/opowiadania wybrać chyba nie potrafię, za mała głowa ;]]

                ach, rozumiem, zazdroszczę Ci tej pięknej możliwości obejrzenia spektaklu na żywo ! :]
                • mala_ciekawostka Re: "Zbrodnia i kara" po spektaklu 25.06.17, 18:14
                  :)
    • grek.grek 23:30 TVP Historia "Ja, Klaudiusz" odc.1 24.06.17, 16:47
      wreszcie coś spoza kołowrotu losów polskich, najchętniej wojennych, na przestrzeni dziejów. Patrząc na program TVP Historia można by pomysleć, ze historia świata, to głównie historia kraju nad Wisłą ;']

      czy to jest najlepiej zdubbingowany serial w historii telewizji polskiej ? [a nawet w ogóle najlepszy dubbing jako taki ?]

      • siostra_bronte Re: 23:30 TVP Historia "Ja, Klaudiusz" odc.1 24.06.17, 16:55
        Genialny serial!!!! I genialne aktorstwo całej ekipy, na czele z Derekem Jacobi i Johnem Hurtem!!

        Tak, kapitalny dubbing!

        Ale pamiętam, że był już pokazywany w tym kanale. Włączyłam się na kawałek i obraz był "rozciągnięty", niestety. Chyba to wersja bez tego słynnego dubbingu.

        • grek.grek Re: 23:30 TVP Historia "Ja, Klaudiusz" od 24.06.17, 17:06
          pamiętam jakieś strzępki sprzed lat :]

          yes :]

          o, to by było fatalnie.
          Miejmy nadzieję, ze postarano się o właściwą kopię :]]
          • siostra_bronte Re: 23:30 TVP Historia "Ja, Klaudiusz" od 25.06.17, 17:50
            I jak, Greku, oglądałeś? Bo mnie się udało.

            Nic się nie zmieniło, to wciąż genialny serial!!

            Obsada naprawdę fantastyczna. Rola Jacobiego to absolutne mistrzostwo. Jak on potrafił tak przekonująco zagrać staruszka Klaudiusza, skoro nie miał nawet 40-tki??

            Sian Phillips w roli Liwii też jest świetna. Ależ to demoniczny szwarccharakter! Seryjni zabójcy ze współczesnego kina przy niej wysiadają :)

            Ostatni raz widziałam ten serial wiele lat temu, a jednak doskonale pamiętałam całe sceny.

            Postaram się oglądać!

            Na szczęście to wersja z kultowym dubbingiem, niestety jakoś kopii jest kiepska, a obraz rozciągnięty, z tajemniczych powodów.
            • grek.grek Re: 23:30 TVP Historia "Ja, Klaudiusz" od 25.06.17, 18:06
              dzięki, Siostro :]

              świetnie !

              yes, oglądałem nonstop, poszedłem spać o 7 rano [i o 9 juz byłem na nogach, hehe - ale to normalna sytuacja, tak działam jako mechanizm ;))].

              podzielam Twoją jakże pozytywną ocenę - ogląda się to wybornie, stonowane, wyrafinowane aktorstwo, świetnie opisane postaci, intrygi dworskie rozgrywane pośród wytwornych wnętrz.

              no i te rewelacyjne ciemnoskóre tancerki na samym początku ! :]

              zgadzam się w całej rozciągłości ! role Klaudiusza i Liwii - perfekcja !

              dubbing mistrzowski, jak łatwo zapomnieć, ze to nie jest polski serial... :]
              od razu poznałem pp. Drzewicza [charakterystyczny "persopodobny" Musa] i Wilhelmiego, Zofię Mrozowską trochę później [ma głos do takich ról, chłodna i makiaweliczna ciotka Joanna Karolowa w "Lalce", to też niezły gagatek], a niestety Stanisława Brejdyganta musiano mi podpowiedzieć przy napisach końcowych :]

              ja również mam nadzieję śledzić kolejne odcinki :]
            • mala_ciekawostka Re: 23:30 TVP Historia "Ja, Klaudiusz" od 25.06.17, 18:19
              Podobno udało się "skleić" wszystkie odcinki z kilku różnych cudem odnalezionych kopii (przez lata uważano, że nie ma już wersji z tym dubbingiem). Może dlatego jakość jest taka słaba?
              • siostra_bronte Re: 23:30 TVP Historia "Ja, Klaudiusz" od 25.06.17, 18:25
                No właśnie, też kiedyś słyszałam, że kopie z dubbingiem zaginęły.

                Nie mam pojęcia dlaczego obraz jest rozciągnięty. Te machinacje z formatami są naprawdę denerwujące.
                • mala_ciekawostka Re: 23:30 TVP Historia "Ja, Klaudiusz" od 25.06.17, 18:46
                  To prawda, rzeczywiście mogą człowieka zdenerwować.
    • grek.grek 0:30 Super POlsat "Życie na podsłuchu" 24.06.17, 17:02
      późno, i nie będzie powtórki, no ale o 20:00 widz Polsatu - wg władz Polsatu - oczekuje "Ciacha" albo "Kac Wawy", więc stacja tylko wypełnia wolę ludzkości ;]] wszyscy minimaliści tak się tłumaczą, hehe.

      a szkoda.

      polskie kino od 30 lat kręci filmy rozliczeniowe z ciemnymi kartami POlski Ludowej albo z wojną i zazwyczaj nie wychodzi, albo wychodzi patetyczny lub ideologiczny knot.

      A Niemcy - proszę : III Rzesza ? zrobią "Upadek", który zachowuje doskonałą równowagę między osądzeniem zbrodniarzy, a ich psychologiczną wiwisekcją jako jednak ludzi, tylko ludzi, a nie kosmitów. Czasy terroru komunistycznego ? Jest "Na podsłuchu".

      I znów : wszystkie kolory są na tapecie.

      Mamy bohatera - doświadczonego esbeka zaprzedanego swojej pracy, który dostaje nakaz inwigilowania małżeństwa artystów [dramatopisarza i aktorki teatralnej], które może mieć kontakty z opozycją antyrządową.

      I ten facet, człowiek bez właściwości, trybik w bezdusznej maszynie, nasłuchując przez 15 godzin na dobę rozmów i innych form kontaktu tych ludzi, odkrywając ich uczucia, zaglądając w ich dusze, dostrzegając w nich LUDZI, a takze dowiadując się, czym jest sztuka - przechodzi przemianę, dostrzega dla jak nieludzkiego systemu politycznego terroru pracuje, i nie robi tego, co by zrobił Polak, czyli nie wychodzi trzaskając drzwiami, ale zaczyna działać od środka, żeby ocalić tych dwoje i ich przyjaciół, którzy faktycznie prowadzą ożywione relacje z opozycyjnymi środowiskami w kraju i zagranicą.

      Jasne, jest miejsce dla przedstawicieli zgniłego systemu opresji, ale nie takie jak u nas - nie widzimy upadku takich ludzi, przeciwnie : widzimy ich w nowym systemie, jak rozdają karty i cieszą się przywilejami. Przegrywają jednak moralnie i ich największym problemem jest to, że zupełnie o tym nie wiedzą.

      wybitne kino, wg mnie.

      wybitne role aktorskie, zwłaszcza główna Ulricha Muhe.

      o ile w polskim kinie grubą krechą zwykle dobro i zło się od siebie oddziela, tak żeby nawet Piotruś Piecuch, któremu się zawsze mgliło przed oczami, mógł je dojrzeć - o tyle w kinach innych kinematografii te przejścia między rejestrami są bardzo subtelne, i są pokazywane w sposób bardzo stonowany, aktorzy nie doznają "eureki !", trzeba ich uważnie obserwować, czasami to są 2-3 drobne, ale niezwykle ważne gesty, spojrzenia, ruchy twarzą, mowa ciała w jednej czy drugiej sytuacji, napięcie nerwowe, albo wyraz oczu - tam jest sekret przemiany ich bohaterów.

      szkoda, ze tak późno, i znów większosć chętnych nie obejrzy. z jednej strony, dobrze że w ogole jest, z drugiej : stacje komercyjne jednak traktują widownię dośc... pobłażliwie, skoro uznają że taki film puszczany w prime musi przynieśc klapę.

      tylko... dlaczego puszczany w środku nocy jest przerywany 15-minutowymi blokami reklamowymi ? dla kogo te reklamy, skoro "to jest kino niszowe" w ich mniemaniu ? :}
    • grek.grek Barbasiu, nie zapominaj o nas !! :]] 24.06.17, 17:09
      Barbasiu, odwiedzaj nas !, wpadaj !, na ile tylko czas pozwoli !

      specjalnie dla Ciebie !! :] :

      www.youtube.com/watch?v=Q1VREP-5Rg8
      • barbasia1 Re: Barbasiu, nie zapominaj o nas !! :]] 25.06.17, 16:56
        Dziękuję! :) Dziękuję! :)*
        Cudne! Terence Blanchard & Branford Marsalis Quartet! (wykonuje naprawdę) Uwielbiam!

        :))
        • grek.grek Re: Barbasiu, nie zapominaj o nas !! :]] 25.06.17, 17:29
          Barbasiu !, fantastycznie, że jesteś !! :]

          jak Twoje zdrowie ? jak forma ? jak sobie radzisz ?

          specjalnie dla Ciebie ten "Blues" , s-p-e-c-j-a-l-n-i-e ! :]
      • barbasia1 Re: Barbasiu, nie zapominaj o nas !! :]] 25.06.17, 16:56
        Myślę o Was! :))
        • barbasia1 Re: Barbasiu, nie zapominaj o nas !! :]] 25.06.17, 17:03
          Zaraz wracam ...
          • grek.grek Re: Barbasiu, nie zapominaj o nas !! :]] 25.06.17, 17:31
            Jesteśmy !
        • grek.grek Re: Barbasiu, nie zapominaj o nas !! :]] 25.06.17, 17:30
          Barbasiu, my o Tobie także !! :]
    • grek.grek 20:20 Ct Art "Jean Cocteau" [dokument] 25.06.17, 13:32
      sylwetka poety i jednej z czołowych postaci życia towarzysko-artystycznego Montmartre'u w latach 30-tych :]

      nie zwróciłem uwagi na to, skąd Czesi kupują te filmy - chyba z Anglii i Francji - ale są świetne.
      • barbasia1 Re: 20:20 Ct Art "Jean Cocteau" [dokument] 25.06.17, 16:59
        O! Świetne!
        • grek.grek Re: 20:20 Ct Art "Jean Cocteau" [dokument 25.06.17, 17:31
          yes ! :]

          również mam nadzieję na ciekawy portret nie tylko poety, ale i artystycznego światka lat 30-tych w Paryżu i nie tylko :]
      • grek.grek Re: 20:20 Ct Art "Jean Cocteau" [dokument] 26.06.17, 13:20
        dowiedziawszy się, że będą aż dwie powtórki dokumentu o Cocteau - jednak skusiłem się na film w Kulturze, więc parę słów na temat pana Jeana - po upolowaniu jednej z powtórek ;]

        póki co, trzy powiedzonka z jego repertuaru :

        Prawdziwa młodośc, to przymiot, który zdobywa się z wiekiem

        Odrobina za dużo, to zawsze w sam raz dla mnie

        Nie należy mylić prawdy z opinią większości

        :]

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka