esss
18.04.06, 00:08
Zastanawialem sie nad tym juz po poprzednim programie. Gdybym nie znal Boguslawa Kaczynskiego, pomyslalbym, ze jest to czlowiek, ktorego jedyne osiagniecie zyciowe, to kupowanie muszek w Nowym Jorku. A dzis aktora Tomasza Kota zaproszono chyba wylacznie po to, zeby Ewa Drzyzga mogla zgadnac tytul bajki... Co prawda udalo jej sie pare razy odezwac, ale chyba tylko dlatego, ze sama zarobkowo zajmuje sie gadaniem. Program ten zaczyna mi przypominac Kube Wojewodzkiego. Z ta roznica, ze Wojewodzki nie slucha gosci, bo ma ich gdzies, uwazajac siebie za najmadrzejszego, natomiast Majewskiemu natlok wlasnych filmikow, pioseneczek i "Rozmow w tloku" zabiera wiekszosc czasu antenowego. Jezeli sa to rzeczywiscie najmocniejsze elementy tego programu, to moze dobrze by bylo skupic sie wylacznie na nich i dac sobie spokoj z zapraszaniem roznych osob, skoro nie maja one szansy powiedziec niczego (madrego, glupiego, smiesznego, czy smutnego - CZEGOKOLWIEK!) Czy to tylko moje odczucie?