Po co Majewskiemu goscie?

18.04.06, 00:08
Zastanawialem sie nad tym juz po poprzednim programie. Gdybym nie znal Boguslawa Kaczynskiego, pomyslalbym, ze jest to czlowiek, ktorego jedyne osiagniecie zyciowe, to kupowanie muszek w Nowym Jorku. A dzis aktora Tomasza Kota zaproszono chyba wylacznie po to, zeby Ewa Drzyzga mogla zgadnac tytul bajki... Co prawda udalo jej sie pare razy odezwac, ale chyba tylko dlatego, ze sama zarobkowo zajmuje sie gadaniem. Program ten zaczyna mi przypominac Kube Wojewodzkiego. Z ta roznica, ze Wojewodzki nie slucha gosci, bo ma ich gdzies, uwazajac siebie za najmadrzejszego, natomiast Majewskiemu natlok wlasnych filmikow, pioseneczek i "Rozmow w tloku" zabiera wiekszosc czasu antenowego. Jezeli sa to rzeczywiscie najmocniejsze elementy tego programu, to moze dobrze by bylo skupic sie wylacznie na nich i dac sobie spokoj z zapraszaniem roznych osob, skoro nie maja one szansy powiedziec niczego (madrego, glupiego, smiesznego, czy smutnego - CZEGOKOLWIEK!) Czy to tylko moje odczucie?
    • jogurt_z_biedronki Re: Po co Majewskiemu goscie? 18.04.06, 00:10
      Też tak myslę. Goście nie są mu potrzebni, on sam może omawiać i wykpiwać
      pokazywane materiały filmowe. Lepiej skupiłby się na tym i wtedy byłoby OK.
      • surfen Re: Po co Majewskiemu goscie? 18.04.06, 18:05
        Myślę, że Goście zdają sobie z tego sprawę, że tam "nie pogadają". Jednak nie
        można powiedzieć, że są tylko scenografią - np. odcinek z senatorem Cugowskim
        był świetny. Poza tym w studiu może mówią więcej, ale w programie tego nie
        widać, bo zostało ucięte. Nie chodzi o to, żeby goście mówili wiele w tym
        programie, oni mają robic tam Show, a nie każdy z nich wie jak to zrobić, albo
        jest zbyt sztywny...
Pełna wersja