Dodaj do ulubionych

Horrorowatość codzienna.

27.03.03, 00:51
Nie każdy ma szczęscie być wampirem, strzygą czy Inwkizytorem.
Ale każdemu zdarza się coś, od czego przechodzi dreszcz po plecach.
To może opowiemy sobie tutaj, szarzy zjadacze chleba, jakie horrorowatości
nam się trafiają ?
Jeśli idea się podoba, to jutro opowiem Wam, jak to w ostatnią sobotę z
powodu frytek w McDonaldzie doznałam dreszczu. (gdyby kogoś to zainteresowało
wcześniej, to taka historyjka jest na forum Płock, ale dla potrzeb Horroum
mogłabym ją trochę ubarwić i dodac klimatu...)
Obserwuj wątek
    • vampi_r Re: Horrorowatość codzienna. 27.03.03, 10:23
      Prosimy, prosimy.

      Moja ostatnia horrorowatość codzienna zdarzyła się wczoraj.
      Wracałem z zakupów wieczorkiem, a tu nagle za mną jakieś dwa draby w dresach.
      Nie lubię mieć kogos za plecami, zwłaszcza jak ich jest dwóch, maja po 2 metry
      wzrostu i szyje jak talia Normy Jean.
      Więc odwróciłem się przybierając pozycję atakująco - obronna (tzn. podniosłem
      ręce do góry). Draby przeszły obok patrząc się na mnie jak na wariata.
      Na koniec jeden z nich zapytał się mnie, czy nie wiem, jak dojśc do domu
      parafialnego bo mają tam jakies spotkanie oazowe,a oni są spoza Warszawy.
    • vampi_r Re: Horrorowatość codzienna. 27.03.03, 10:24
      mika_p napisała:

      > Nie każdy ma szczęscie być wampirem ...

      jak chcesz, to ja ci moge to załatwić. Gratis.
    • mika_p Re: Horrorowatość codzienna. 27.03.03, 12:52
      Sobota, dzień rodzinny, żółta ciepła gwiazda świeciła raźno, pojechaliśmy do
      McDonalda na frytki.
      Od początku wydawało mi się, że mają nieco inny smak, ale co tam, niby
      dlaczego miałby być inny, skoro w McDonaldzie wszystko zawsze smakuje tak
      samo ?
      Wyobraźcie sobie, jedna frytka, druga frytka i nagle widzę w paczuszce między
      złotawymi patyczkami jakąś ciemną zmazę. Właśnie przełykana frytka stanęła mi w
      gardle. Gorączkowa gonitwa myśli - wyrzucić, sprawdzić ? Rozgarniam delikatnie,
      w napięciu oczekując utknięcia frytki w czarnej obleśności i wtem! pierwsza
      mała ulga - to czarne coś się nie rozmazuje, wręcz przeciwnie, jakieś twardawe.
      Jest nadzieja, że skazone zostały tylko najbliższe paskudztwu owoce smażalnika.
      Wyciagam TO delikatnie spomiędzy frytek. Owalne, twarde, dość lekkie, czarno-
      żółte z zielonymi plamami.
      Wygląda obleśnie, zapewniam was.
      (cięcie, wybrzmiewają ostatnie tony muzyki)

      Analiza organoleptyczna wykazała, że były to panierowane brokuły.
      • vampi_r Re: Horrorowatość codzienna. 27.03.03, 13:07
        Ja też nie lubię brokułów.
      • timit Re: Horrorowatość codzienna. 28.03.03, 12:23
        jestes pewna ze to byly brokuly??bo do czego w macdo daja brokuly??
        • mika_p Re: Horrorowatość codzienna. 29.03.03, 00:08
          Do niczego. Luzem sprzedają. Najnowszy produkt. Panierowane brokuły.
          Dobrze, że ja czytacz namiętny jestem i kolejce do McDrive'a przeczytałam
          wszystkie literki w okolicy, bo chyba śmiertelnym zejściem by się to dla mnie
          skończyło. Albo dla mcDonaldowego pracownika.
    • mika_p Re: Horrorowatość codzienna - opowieść inna 29.03.03, 00:19
      Ponieważ pisze bloga, mam zachomikowane niektóre opowiastki. Pozwólcie więc, że
      zacytuję wam inne wydarzenie, które mnie nastraszyło. jeśli ktoś zna tę
      opowieść, proszę o wybaczenie - Internet jest taki mały...

      Ad rem:

      "Powyłaczałam wszystkie programy, wykąpałam się, ułozyłam poduszkę, zacięgnęłam
      zasłonę i wyciągnęłam rękę w kierunku firanki, która zamiast grzecznie zwisać,
      legła na moim łóżku.

      Wtedy spostrzegłam, że coś się na mnie GAPI ! Małe, czarne, niemal nieruchome
      oczko jak paciorek, a obok niego, po drugiej stronie małej szarej główki -
      drugie !
      Na moim własnym łóżku, na mojej własnej firance - siedzi ptak. Normalny ptak.
      Dziób, skrzydła, ogon. Siedzi i SIĘ GAPI ! Jest szary, nieduży, mniejszy od
      gołębia.

      On jest po jednej stronie firanki, ja po drugiej. Jak znam życie, gdy zanadto
      się zbliżę, zacznie się szamotać, może wlecieć między parapet, ścianę a łóżko,
      i jeszcze sobie krzywdę zrobić. Co robić ?
      Pat.

      Wyszłam z sypialni, złapałam w garść komórkę i wezwałam na pomoc posiłki w
      postaci Pana Męża.
      A intruz w tym czasie, jakby nie wystarczyło, że SIĘ GAPI, zaczął SIĘ RUSZAĆ !

      Zgasiłam światło i poszłam pocieszać komputer. Po kilkunastu minutach Pan Mąż
      powrócił i wygonił intruza. Happy end.
      • timit Re: Horrorowatość codzienna - opowieść inna 29.03.03, 10:31
        dobre..a to wrona czy szpak byl??
        • mika_p Re: Horrorowatość codzienna - opowieść inna 29.03.03, 15:05
          Młodociany gołąb najprawdopodobniej.
          Przy okazji, czy nikt nie ma strasznych przeżyć, czy tez jestem histeryczką i z
          byle czego horror robię ?
          • timit Re: Horrorowatość codzienna - opowieść inna 29.03.03, 17:09
            po twojej historii nikt juz nie chce sie wypowiadac, bo wszystko odpada!

            golebie rullez!
    • czarnajagoda Re: Horrorowatość przedświąteczna 22.04.03, 09:01
      wielki piątek
      godziny wczesnowieczorne, przygotowania do świąt w toku... nagle dzwonek do
      drzwi.
      - kto tam?
      - policja
      Mama przekonana, że to dowcip otwiera, a tu faktycznie na klatce stoi pięciu
      chłopa...
      - dobry wieczór, czy to stąd nas wzywano?
      - nie
      - bo otzymaliśmy zgłoszenie, że syn pociął matkę
      wygląda na to, że ktoś tym panom wyciął głupi dowcip, bo mówili, że w klatce
      obok też sprawdzali...

      wielka sobota, godziny późnopopołudniowe
      zadzwonił znajomy, że altankę na działce nam obrobili. Właściwie to więcej
      zdewastowali jak ukradli, ale ojciec to przeżył i się pochorował...

      poza tym święta były udane...
    • anahella Wielkanoc pozne godziny wieczorne 22.04.03, 09:12
      Ide ze smieciami do zsypu. Zsyp jest we wnece za winda. Przepalila sie zarowka,
      wiec jedynym oswietleniem tego kata bylo slabe swiatlo latarni i troche swiatla
      dobiegalo z innej lampy zza winkla. Ide sobie wiec z tymi smieciami mocno
      zamyslona, a nagle kolo zsypu cos sie ruszylo. Wrzasnelam tak, ze chyba pol
      dzielnicy uslyszalo moj krzyk. Okazalo sie, ze to calkiem niegrozny sasiad,
      zatrzymal sie, bo mu sie worek na smiecie rozwiazal. Wylecieli inni sasiedzi
      zobaczyc co to za wrzaski. Bylo mi glupio jak cholera a co dopiero jemu!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka