Gość: didi
IP: 157.25.119.*
01.04.03, 15:29
Justyna Majkowska
Jak spadająca gwiazda
Jej pięć minut w Ich Troje trwało dwa lata. Kobieta, którą Michał Wiśniewski
dopuścił do głosu, prawdopodobnie odejdzie z zespołu. Chce zostać terapeutką
upośledzonych dzieci.
Spodziewałam się gwiazdy wystrojonej w kiczowate, drogie ubrania. Spotkałam
uroczą dziewczynę w T-shircie i bojówkach. Justyna Majkowska wyznała, że
przygoda z zespołem Ich Troje nie zawsze przypominała bajkę.
GALA: Czy na konkursie Eurowizji po raz ostatni wystąpisz z Ich Troje?
JUSTYNA MAJKOWSKA: Na razie nie mogę o tym mówić, ale decyzja zapadła już 2
miesiące temu.
GALA: Zakładając, że się rozstaniecie, znikniesz bez urazy i żalu?
J.M.: Spędziłam z Ich Troje cudowne 2 lata. Były porażki, sukcesy, ale zawsze
trzymaliśmy się razem.
GALA: Czy w zespole pojawi się nowa wokalistka?
J.M.: Jeśli tak, na pewno będzie świetna. Nieskromnie mówiąc, Michał ma nosa
do fajnych wokalistek.
GALA: Na razie poznaliśmy Elli Mücke, z którą Michał nagra płytę w Niemczech.
Nie mogłaś się nauczyć paru tekstów po niemiecku?
J.M.: Już rok temu zdecydowałam, że nie będę śpiewać po niemiecku. Nigdy nie
chciałam robić kariery za granicą. Kiedy zaczynałam pracę z zespołem, nic nie
wróżyło takiego rozpędu i rozmachu. Miałam poświęcać Ich Troje jedynie
weekendy. Poświęciłam dużo więcej. Przerosło to moje najśmielsze wyobrażenia.
GALA: Zgadzasz się z opinią, że nie ma znaczenia, kto występuje obok Michała
Wiśniewskiego?
J.M.: Tak. Ich Troje to będzie nadal Ich Troje - ze mną czy beze mnie. Wiem,
że ludzie przychodzą na koncerty głównie dla Michała. Moi fani to fani
Michała. Teraz marzę, żeby znowu żyć jak normalna dziewczyna. Tak jak dwa
lata temu.
GALA: Tak mówi osoba przegrana, która nie przyznaje się do porażki.
J.M.: Jakiej porażki? Mów, co chcesz, ale ja potrzebuję swobody. Nie
przyzwyczaiłam się do bycia gwiazdą. Kiedy przed koncertem dzieciaki
krzyczą: "Justyna! Justyna!", to mi od razu cisną się słowa: dzieci,
wyluzujcie, to tylko ja, Justyna! Mam dystans, dzięki czemu nie zmieniam się.
Nie mam świadomości naszego sukcesu.
GALA: A twoje konto ma świadomość tego sukcesu?
J.M.: Jak na wokalistkę zespołu Ich Troje - bardzo średnio.
GALA: W jednym z wywiadów powiedziałaś, że Michał jest takim twoim estradowym
tatą. Jesteś... byłaś grzeczną córką?
J.M.: Wyfrunęłam już spod jego skrzydeł. Michał pomógł mi przeżyć w zespole.
Zostałam wrzucona na głęboką wodę. Studia, sielskie życie w akademiku w Opolu
zamieniłam na setki koncertów, podróże po całej Polsce i kolejne hotele. Nie
byłam obyta z publicznością. Wychodziłam na scenę sparaliżowana, nadal mam
tremę.
GALA: Byłaś za "miękka" do tego biznesu?
J.M.: Zbyt niedoświadczona. Michał szybko wyklarował mi, jak mam postępować z
publicznością. "Musisz złapać ich za mordy" - powiedział. "Masz rządzić tymi
ludźmi, dyrygować". Tyle że ja zastosowałam się do tego ze dwa razy.
GALA: Czy Michał kiedyś cię zawiódł?
J.M.: Zawodowo nigdy. Prywatnie - rzadko. Nie jestem pewna, czy do końca znam
Michała. On także dla mnie jest gwiazdą, człowiekiem trochę niedostępnym. Nie
mogę mu wszystkiego powiedzieć.
GALA: Jaka jest twoja osobista opinia na temat Michała?
J.M.: On lubi być w centrum uwagi, lubi szokować. Jest kontrowersyjny i jemu
bardzo to odpowiada. Na koncertach musi szaleć, być głównym bohaterem,
koncentrować na sobie całą uwagę. Z drugiej strony najbardziej z nas trojga
przejmuje się każdą porażką i chyba traktuje zespół najpoważniej. To w końcu
jest jego grupa.
GALA: Czy kontrowersyjny i charyzmatyczny jest także prywatnie?
J.M.: Nie spotykamy się często, bo ja mieszkam w Zduńskiej Woli. Ale Michał
domowy to nie gwiazdor. To spokojny facet w bamboszkach, w jakiejś piżamce...
Teraz trochę się to zmieniło, ale kiedyś Michał był nocnym markiem, potrafił
do białego rana latać na tych swoich symulatorach lotu, a potem spać do
popołudnia. Stąd ta piżamka.
GALA: W Ich Troje nie ma miejsca na demokrację?
J.M.: Kiedy trafiłam do zespołu, Michał powiedział: "Słuchaj Justysiu, żeby
była jasność, demokracji w zespole nie ma, ja podejmuję decyzje".
Powiedziałam, że to świetnie. Nie udźwignęłabym odpowiedzialności, która na
nim spoczywa.
GALA: Czy myślisz teraz o karierze solowej?
J.M.: Nie nadaję się na liderkę. Na scenie najchętniej chowałabym się za
parawanem albo śpiewała w chórkach. Chcę nadal pracować z zespołem Erato,
który stworzyliśmy w Zduńskiej Woli, jeszcze zanim znalazłam się w Ich Troje.
Poza tym nagrywam funkowo-jazzową płytę z muzykami Ich Troje.
GALA: Co takiego jest w tancerzach z Ich Troje? Michał stracił głowę dla
Mandarynki, ty zakochałaś się w Błażeju.
J.M.: Błażej ujął mnie, bo jest zabawnym, uroczym facetem. A przy tym
szczerym, dobrym, ciepłym człowiekiem. Ma hopla na punkcie tańca. Niedawno
odszedł z Ich Troje, żeby poważnie zająć się swoją pasją. Chce się rozwijać,
latem zamierza wyjechać do Stanów i uczyć się na Broadwayu. Jestem bardzo
szczęśliwa, chociaż tęsknię za Błażejem. Odkąd nie występuje w zespole,
rzadziej się widujemy. Za to dziś rano dostałam od niego aż dziewięć SMS-ów!
Na przykład: "Nikomu nie mów, ale naprawdę jesteś fajna". Rozczula mnie.
GALA: Co was łączy?
J.M.: Mały osiołek - tatuaż na ciele. Pozostałe szczegóły zachowam dla
siebie.
GALA: Jesteś osobą religijną. Podchodzisz tradycyjnie do związku?
J.M.: Zakochać się to nie sztuka, żyć z kimś - ogromna. Nie wiem, czy przed
ślubem zamieszkamy razem. Chciałabym tego uniknąć, ale chyba się nie da.
Faceta trzeba rozszyfrować. Wspólne życie przed ślubem warte jest grzechu.
GALA: Seks przedmałżeński też jest wart grzechu?
J.M.: Myślę, że tak.
GALA: Wyspowiadałaś się?
J.M.: A kto powiedział, że ja już nie jestem dziewicą?! Nie powiem, bo moja
mama to przeczyta.
GALA: W takim razie pytanie mniej krępujące. Skończyłaś właśnie pedagogikę.
Na jaki temat napisałaś pracę magisterską?
J.M.: Wpływ ucznia na kształcenie w zintegrowanej edukacji wczesnoszkolnej.
Chodzi o to, czy dziecko ma coś do powiedzenia na zajęciach. Chcę
specjalizować się w terapii dla dzieci upośledzonych umysłowo. W Zduńskiej
Woli jest szkoła spejalna, gdzie chcę pracować.
GALA: Wzruszają cię takie bezbronne istoty?
J.M.: Może ja też jestem trochę nienormalna, bo dogaduję się z tymi
dzieciakami? Znam język migowy, zajmowałam się upośledzonymi dziećmi i dobrze
mi się z nimi rozmawiało. Miałam też praktyki w normalnym przedszkolu i nie
było tak fajnie. Dzieci są teraz okropne. To wina rodziców. Zamiast dziećmi
zajmują się karierą.
GALA: W twojej rodzinie jest ktoś upośledzony?
J.M.: Oprócz mnie?
GALA: Zostaniesz terapeutką i przestaniesz śpiewać?
J.M.: Będę śpiewała zawsze, choćby tylko pod prysznicem. Te pięć minut, które
mam w Ich Troje, na pewno się skończy. Chcę mieć do czego wrócić, nie załamać
się jak niektóre gwiazdy, które nie potrafią spaść.
GALA: Czy twoja przygoda z Ich Troje nie przypomina trochę bajki o
Kopciuszku? Nikomu nieznana dziewczyna z niewielkiego miasta nagle staje się
megagwiazdą.
J.M.: Kopciuszek marzył o balu i pojechał tam w najpiękniejszej sukni. Mnie
długo trzeba było namawiać, żebym spotkała się z panem Wiśniewskim.
Pojechałam w końcu, ociągając się. Założyłam najgorsze ciuszki, zawiązałam na
głowie chustkę, żeby wyglądać jak Marysia ze wsi i zaśpiewałam bardzo
przeciętnie. Wyszło tak, że już mnie nie puścili.
Rozmawiała Marta Bednarska