Gość: vincent vega
IP: *.smlw.pl / *.smlw.pl
04.12.03, 23:48
Elo Sonny ! Wciąż się rozmijamy i rzadko możemy pogadać w real time, bo Ty -
jak widzę - nadajesz głównie rano i wczesnym popołudniem, a ja raczej
wieczorami... Ale mam nadzieję, że odnajdziesz tego posta. Mam taką
sprawę... Przed chwilą czytałem sobie pościki z dzisiejszego dnia na naszym
NAJJAŚNIEJSZYM FORUM i analizowałem wątek, w którym Ty i s_l rozwalacie
niejakiego Boraksa. W tymże wątku koleś o nicku dezerter pisze, że "sonny i
vincent vega to wytwór tej samej chorej głowy", czy coś w tym stylu. Nie
wiem, czy to wyłapałeś ? Ja z tym kolesiem rozmawiałem chyba jeden raz (za
to z mojej strony dość obszernie, jak zwykle). Nie pamiętam już o czym
pisaliśmy. Kojarzę tylko, że gość ujawniał wyjątkowe zgorzknienie,
upierdliwość, smęciarstwo i brak wyczucia klimatu. W tamtej naszej rozmowie
traktowałem go niezwykle poważnie, pisałem do niego w tonie wyważonym
i grzecznym, choć nie pozbawionym emocji (bo inaczej jest nudno). W swoich
postach nie histeryzowałem, lecz przedstawiałem mu spokojnie rzeczowe
argumenty dla poparcia własnych tez. Koleś z trudem je jednak przyjmował
i było widać, że boleśnie odczuł moje do niego pisanie. Jednak teraz tym
przypierdoleniem się do mnie i Ciebie i pisaniem, że jesteśmy schizy ( czy
coś w tym stylu), bez jakiegokolwiek powodu - wkurwił mnie najwyczajniej po
ludzku i widzę, że gadanie z wiechciem w sposób spokojny i rzeczowy nie ma
sensu. Napisz - jeśli jarzysz - o co temu frustratowi może chodzić i czego
on od nas chce. Ja nadal chcę być miły, a w polemikach - jeśli trzeba je
będzie prowadzić - w miarę kulturalny i rzeczowy, ale do czasu... Jeśli ktoś
dopierdala się do kogoś bez powodu, to - kurwa - trzeba odkurzyć
szabelkę !