Gość: belfegor
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
10.12.03, 23:13
Coraz bardziej powalone pomysły rodzą się w głowach twórców telewizyjnych
reality show. Istota tych programów polega na wzbudzaniu kontrowersji u
widzów, a że od pionierskich Survivorów i Big Brotherów wiele już się na
szklanych ekranach w tej kwestii wydarzyło szpenie od wymyślania haczyków na
widza posuwają się do coraz drastyczniejszych zagrywek. W programie „Joe
Milionaire” stado nakręconych lasek starało się wywrzeć wrażenie na
przystojniaku Evanie Marriottcie, który drogą selkcji miał wybrać spośród
nich towarzyszkę na dalsze lata swego życia. Nieprzypadkowo dobrane
dziewuszki przechodziły w tych staraniach same siebie, z animuszem
wykonywały najbardziej idiotyczne zadania między innymi dlatego, że Evan
prócz tego że mięśniaty i przystojny miał być również multimilionerem.
Dopiero na końcu dowiedziały się, że to bujda na resorach, bo facio jest
zwykłym robolem budowlanym w związku z czym także jego atrakcyjność fizyczna
w oczach napalonych na kasę uczestniczek rywalizacji spadła do minimalnego
poziomu. Wściekłość oszukanych lasek z Hameryki była jednak niczym w
porównaniu z furią stadka Angoli w podobny sposób wykiwanych w brytyjskim
programie „There’s Something About Miriam”. Tam było odwrotnie, to sześciu
facetów rywalizowało o względy dziewczyny, pięknej brunetki. Każdy starał
się uwieść jak potrafił najlepiej, a czułym uściskom i pocałunkom nie było
końca. W finałowym odcinku waleczni rycerze poznali jednak pewien ukrywany
wcześniej przed nimi sekret. Miriam tak naprawdę była facetem ! Transwestytą
przedoperacyjnym, co technicznie tłumacząc oznacza, że pod sukienką nosiła
jeszcze męskie genitalia, co w odpowiednim momencie jednoznacznie
udowodniła wszystkim zainteresowanym. Szok jaki przeżyli kawalerowie musiał
być totalny. Wystarczy powiedzieć, że jeden z nich, komandos królewskiej
piechoty morskiej najpierw rozkwasił wielką piąchą twarz prowadzącego
program, a następnie udał się do kibla w celu obwieszenia się na własnym
pasku, przed czym skutecznie go powstrzymano. Kiedy emocje trochę opadły
zrozpaczeni uczestnicy zwarli swe siły przeciw producentowi , by nie
dopuścić do emisji gotowego już programu w telewizji. Wynajęli prawników,
napisali skargi do komisji nadzorującej moralność mediów, przygotowują się
do procesu sądowego o zadośćuczynienie strat moralnych. Na razie
skutecznie, „There’s Something About Miriam” ma na razie szlaban na
rozpowszechnianie. Marna to jednak pociecha, bo gazety i kolorowe tygodniki
opisały wszystko ze szczegółami i chłopaki i tak mają przerąbane.