Gość: tim
IP: *.chello.pl
11.11.04, 11:01
Mam prośbę... postarajcie się napisać swoj opinię na temat poniższego
zjawiska:
Istnieje sobie firma x zajmująca się zaopatrzeniem innych firm i instytucji w
produkty "pierwszej potrzeby". W tego typu działalności podstawową sprawą
(zakładając oczywiście, że produkt jest dobry a cena sensowna)są oczywiście
przedstawiciele handlowi. Wyszukują i docierają osób odpowiedzialnych za
zaopatrzenie, przedstawiają mu ofertę (faxem, mailem, osobiście) i zachęcają
do podjęcia współpracy. Do tego opiekują się klientami. Kiedy osiągną pewien
poziom sprzedaży (ilość obsługiwanych klientów) ich rola sprowadza się do
opieki nad klientem. Oczywiście mogą dalej sobie szukać klientów - wszak ich
wynagrodzenie, oprócz podstawy, w znacznej części składa się z prowizji od
sprzedaży.
Od początku działania firmy ani razu nie było obsuwy z wypłatą. Pracownik
dostaje ryczałt samochodowy, telefon służbowy i pewną, nie małą podstawę...
Kiedy jednak starasz się znaleźć nowego handlowca.... tragedia. Sceptyczne
podejście ( że to akwizycja i chodzenie po ludziach..)
Ja sam przez wiele lat byłem takim handlowcem... i uważam, że nie ma lepszej
pracy. Serio.. Bezpośredni kontakt z ludżmi, planowanie sobie czasu pracy,
czyste i klarowne zasady pozwalające na faktyczne osiaganie korzyści z
wyników własnego działania.
Czy to jest faktycznie akwizycja? Jak nalezy konstruować ogłoszenie o
poszukiwaniu nowej osoby aby nie było niedomówień? Czy praca handlowca
faktycznie jest taka fatalna???