Dodaj do ulubionych

Miłość - nowotwór złośliwy

13.07.11, 16:20
Miłość i rozstanie. Upokorzenia i próby odzyskania jej. Nie udało się. Decyzja o zerwaniu kontaktu. Upłynęło pięć lat. Dziś 30stka lata na karku, udany związek, poukładane życie i dzieci w planach. Tydzień temu przypadkiem dowiaduję się, że wyszła za mąż. Od tej pory śni mi się, że do mnie wraca, myślę o niej, nie mogę się skupić. Zastanawiam się dlaczego to nie ja i jak mogłoby między nami być gdyby się udało. Kiedy wstaję nie mogę się pozbierać z tym, że obok mnie leży kobieta którą kocham i którą wybrałem na matkę moich dzieci a wciąż śnię o tamtej. Myślałem, że zabiłem tę chorą miłość. Nie szukam jej, nie pielęgnuję jej w sobie, nie chcę jej a ona jest jak rak, wciąż nawraca. Czuję się jak nędzny sskruwysyn. Jestem zdecydowanym, silnym facetem, jestem z moją obecną kobietą świadomie, ufam jej i czuję się z nią bezpiecznie, nie odejdę od niej a czuję się jakbym ją zdradzał i jestem w tym bezsilny. Ludzie, czy Wy też tak macie czy to ja po prostu jestem chory?
Obserwuj wątek
    • katikatja Re: Miłość - nowotwór złośliwy 13.07.11, 21:36
      U mnie podobnie o tyle, że czekam na pana, który mnie zostawił, choć kochał. I mam nadzieję, że jeśli to była miłość prawdziwa, to ją w sobie ogłuszył, ale że to nie mija. Właśnie uczepiam się Twojej wypowiedzi, w której jest o tym właśnie. Bo we mnie nie minęło. Tyle, że on jest sam i ja też sama od tamtego rozstania, bo na tyle umiem siebie odczytać, że - świadomie właśnie - nie będę wchodzić w jakiś związek, byle mieć "poukładane życie". Wiążąc się z kimś, kto miałby być "zamiast"? Tak nie wolno.
      Ale u Ciebie to już pozamiatane. Ty w związku, była zamężna. Moment, w którym Ci się przypomniała tak bardzo, związany z nieoczekiwaną wiadomością, wróciły wspomnienia, czyli emocje, a na te wpływu nie ma. Jeśli czujesz, że zdradzasz swoją kobietę, to tak jest. No niedobrze, takie emocjonalne zdrady są cholernie bolesne. Ale to tylko tydzień, sam po sobie będziesz widział, czy to nie jest tylko przejściowa sytuacja.
    • azeta4 Jestes imbecylem 13.07.11, 21:52
      Drogi moj, wedlug mnie jestes niedorzalym imbecylem a nie twardym mezczyzna.Masz rodzine ktora TY SAM sobie stworzyles a myslisz o tym co by bylo gdyby bylo.To sa rozwazania nastolatka.Wez sie w garsc i kochaj Twoja zone ktora bezinteresownie wziela Cie ( duze dziecko) za tego ktory ma jej i waszym dzieciom gwarantowac przyszlosc.
      Taka jest prawda.
      • katikatja Re: Jestes imbecylem 13.07.11, 23:35
        Ej, pan wygląda, że jest świadomy "praw i obowiązków", to raczej dojrzałe podejście. Samobiczuje się nawet, wyraźnie określił swoje samopoczucie.
        Jak słyszę porady "weź się z garść" to zastanawiam się, czy czasem czołg nie przemówił. A czołgi to tak z uczuciami niewiele mają wspólnego. Nie znają, nie muszą sobie radzić, nie masz zatem problemu. A pan ma.
        • swingo26 Jest tak jak piszesz katikatja 14.07.11, 09:37
          Nie zostałem chyba zrozumiany właściwie. Ja nie mam wątpliwości, że nie będę z tamtą kobietą. Emocjonalnie i racjonalnie nie byłbym w stanie ponownie jej zaufać, nie byłbym nigdy w takim związku bezpieczny. Nie "wziąłem" sobie również po prostu tzw. "nowej kobiety" żeby mieć poukładane życie. To udana relacja, jesteśmy ze sobą już trzy lata, sprawdziliśmy się w trudnych sytuacjach, mamy już swoją historię i swoje wspólne kryzysy za sobą. Nigdy nie była "zastępstwem". Kocham ją, szanuję, jest dla mnie partnerem i wsparciem, z wzajemnością zresztą. Chodzi o to, że nieoczekiwanie wróciły zupełnie niechciane emocje do byłej. Kochałem ją kiedyś i jest to już historia. Wstyd mi tylko przed samym sobą, że ten kontakt rozpalił uczucie którego nie chcę. Wylewam tę gorycz anonimowo na forum bo z nikim się tym nie podzielę. Wstydzę się tego, że śni mi się po nocach a ja budzę się co godzinę i z wściekłością szepczę w poduszkę "Daj mi wreszcie spokój!". To jest obłęd. Ciekawe, że w dzień mnie to nie dręczy, rozumiem i akceptuję że temat jest wreszcie zamknięty w ten sposób ale demony wracają we śnie. Mam nadzieję Katikatja że to tylko tydzień max miesiąc.
          • danka555 jesteś normalny 14.07.11, 10:23
            uwierz mi, że jesteś normalny. Po prostu bardzo mocno kochałeś i mimo, że ułożyłeś sobie swoje życie na nowo to te emocje były zbyt silne, żeby o nich zapomnieć. Gdzieś tam siedziały cichutko, ukryte głęboko, ale były cały czas. Jeżeli jesteś szczęśliwy, z powrotem je pomalutku schowasz i miej nadzieję, że więcej nie wyjdą....ale życie płata figle
            • swingo26 Dzięki Danka! 14.07.11, 10:28
              Chciałem coś takiego usłyszeć... Ogarnę się, mam nadzieję że szybko.
              • danka555 :) 14.07.11, 10:45
                życzę powodzenia i siły!!a co do szybkości, to nie poganiaj tego, daj sobie czas, a na spokojnie wszystko się ułoży, zobaczysz
              • azeta4 Akcja i reakcja 14.07.11, 14:03
                Rozumiem Ciebie i nie mysl ze jestem bez uczuc, wrecz odwrotnie.Jestesmy zwierzetami i malzenstwo jako instytucja jest - wedlug mnie i w ogromnej syntezie - wymyslem religi i rzadu zeby trzymac "lud podwladny" pod kontrola ( zona/maz dzieci, pozyczka na mieszkanie, praca itd).Twoja reakcja na wiadomosc o ex ktora jest z innym jest normalna.Twoj mozg elaboruje mysli ktore Ty chcesz i ktore - z praktycznego punktu widzenia - nie doprowadza do niczego.Idealizujesz cos co chcialbys miec ale teraz miec nie mozesz i prawdopodobnie po kilku miesiacach zwiazku z ex Twoj sposob myslenia zmienilby sie diametralnie i dlatego staralem sie wylac Ci zimna wode na glowe zebys cierpial mniej bo to co robisz i myslisz nie ma sensu.Dodam ze, prawdopodobnie spotkasz w zyciu inne kobiety ktore spowoduja podobna reakcje.Mysl na zimno, chlodno i pamietaj ze, - wedlug mnie - 95% problemow stwarzamy sobie sami naszym postepowaniem.
      • kiniak0000 Re: Jestes imbecylem 14.07.11, 18:59
        Napisałabym, że to Ty właśnie jesteś imbecylem, ale tego nie zrobię, bo Cię nie znam, i nie chcę w ten sposób Cię oceniać. Jeżeli uważasz, że tego typu rozterki są zarezerwowane tylko dla nastolatków to się mylisz. Różnie się układa w życiu, i czasem mijamy się ze swoją drugą połówką, cierpiąc i zarazem szukając swojego szczęścia na nowo. To, że nie możemy o kimś zapomnieć nie oznacza, że jesteśmy niedojrzali emocjonalnie, a może nawet wręcz przeciwnie dorastamy rozumiejąc co tak naprawdę doświadczyliśmy, i staramy się to przeanalizować przez pryzmat ewentualnych zysków i strat.
    • maly.jasio tez tak mamy 14.07.11, 14:20
      swingo26 napisał:
      czy Wy też tak macie czy
      > to ja po prostu jestem chory?

      tez tak mamy.
      bo uparlismy sie
      i dopielismy swego.
      a potem meczymy sie 30 lat.
      xuj wie - po co ?
      • kalllka Re: tez tak mamy 16.07.11, 01:04
        ja wiem jak to jest jasiek.
        :)

        a Tobie autorze, jesli pozwolisz- pokaze demo, ktorym poslugujesz upor ->opor-> upior i wice wersa.
        jak zycie pokazuje, najczesciej takie upiorne sytuacje opisuje sie w pierwszej osobie choc niekoniecznie o sobie.
        a ze haczykiem napisane z pewnoscia,(moze za kilka miesiecy)wypuscisz kolejny odcinek pily27, pewnie w rownie autoryzowanej sytuacji, choc wyautowany przez gringo i zone z jej m4 za to z wlasna pierzyna z pior i walkiem pod glowe.

    • panna-kotta Re: Miłość - nowotwór złośliwy 14.07.11, 14:56
      Może nie do końca "odżałowałeś" tamten związek. Podobno po rozstaniach przeżywa się żałobę jak po śmierci bliskiej osoby, ale można ją przeżyć na wiele różnych sposobów. Wiele osób (myślę, że w szczególności mężczyzn, którym "nie wypada" przeżywać żalu czy smutku, który jest oznaką słabości) ucieka od swoich uczuć, stara się po prostu nie myśleć i jak najszybciej się z nich wyzwolić, poczuć coś innego a to jest możliwe tylko pozornie. Możliwe, że to taka czkawka po czymś nie do końca przeżytym i "przesmuconym". Myślę, że to minie i wiesz co? możliwe, że właśnie teraz, kiedy ślub/ związek twojej byłej symbolicznie przypieczętował rozpad waszego związku przed laty i obudził w tobie resztki żalu, to może prowadzić do kompletnego zakończenia tamtego związku w tobie. Rozumiem i ZNAM twoje poczucie winy w podobnej sytuacji, ale spróbuj po prostu pogodzić się z tym, co czujesz (co do ciebie wraca), posmuć się, podenerwuj i pofrustruj. Jestem przekonana, że wkrótce samo przejdzie. Nie wkręcaj się w poczucie winy, i pamiętaj, że moralnej ocenie nie podlegają uczucia lecz czyny i tylko na nie masz wpływ.
      • swingo26 To musi minąć... 14.07.11, 15:14
        ...bo nie da się z tym żyć. To już tydzień. Czuję, się jak narkoman, któremu po siedmiu latach abstynencji dostarczono narkotyk. To przychodzi falami, raz jest lepiej raz jest gorzej. Racjonalizując tą sytuację, odcinając się od wszelkiego kontaktu nawet nie wiedziałem czy jest w Polsce, kiedyś zamierzała robić karierę za granicą. Dziś niestety wiem, podśwaidomie dręczę się i ***wa mam dość. Chcę ryczeć bo to jest ***wa nie fair ze strony życia, mojego własnego organizmu i intelektu, że wciąż nie mogę się wyzwolić. To niczyja wina ale po prostu ***wa nie mogę!!!
        • panna-kotta Re: To musi minąć... 14.07.11, 15:31
          Fale powinny stawać się coraz rzadsze i mniej intensywne, aż w końcu ustaną. Ale to może potrwać. Ja bym sobie na twoim miejscu popłakała, ale nie wiem czy potrafisz - w każdym razie nikt się nie dowie:) Złość też jest ok, pomaga. Wiem, że to okropne, ale przejdzie.
          • swingo26 Re: To musi minąć... 14.07.11, 15:33
            Dam radę. Będę ryczał jak raniony lew ale dam radę :)
            • panna-kotta Re: To musi minąć... 14.07.11, 15:37
              Pewnie, że dasz:) Dobre wieści są takie, że jak już minie, to nie wróci.
              • swingo26 Wiesz pannokotto.... 14.07.11, 15:55
                Tu nawet nie chodzi o cierpienie o jego intensywność, głębokość itp. Byłem z nim sam przez długie lata. Od naszego rozstania przeżywałem w myślach taki ślub setki tysięcy razy zastanawiając się jak będzie układało się jej życie - uodporniłem się na ból. Chcę żeby to minęło bo my również zasługujemy na szczęście. Ja również mam kogoś i nie chcę o niej myśleć tak jak ona nie myśli o mnie.
    • nudzimisie_strasznie Re: Miłość - nowotwór złośliwy 14.07.11, 16:12
      Po przeczytaniu Twojego postu od razu przypomniała mi się ta piosenka: www.youtube.com/watch?v=6gGnwVltMWY

      Śpiewają o tym, więc powszechne chyba dosyć.

      Ehh jakoś tak jest, że najtrudniej wybić sobie z głowy te osoby, przez które się było odrzuconym. Nie wiem dlaczego tak to działa, ale działa.
      • danka555 Re: Miłość - nowotwór złośliwy 14.07.11, 16:18
        .....że najtrudniej wybić sobie z głowy te osoby, przez które się było odrzuconym.... dokładnie tak jest. Życie jest takie dziwne, tak potrafi zaskoczyć, ale zazwyczaj w tym złym sensie. Ja jestem póki co na etapie czekania na "wiadomość" o ślubie byłego, aż ciarki przechodzą... czy znajdę w sobie siłę...czas pokaże.
        • nudzimisie_strasznie Re: Miłość - nowotwór złośliwy 14.07.11, 16:24
          Dasz, dasz. Bo niby jaki inny masz wybór?
          • danka555 Re: Miłość - nowotwór złośliwy 14.07.11, 16:36
            nie ma wyboru i to jest najgorsze, że co by się nie działo, to trzeba dać radę, mam nadzieję, że autorowi postu uda się szybko z tym uporać, bo wtedy to będzie nadzieja, że wszystkim innym w podobnej sytuacji też się to jakoś uda, hmm
    • brak.polskich.liter Re: Miłość - nowotwór złośliwy 14.07.11, 17:14
      Myslisz o eksi? Bywa. Ludzie niekiedy mysla o przeroznych sprawach, niekoniecznie fajnych lub sensownych. Z takiego myslenia nie wynika absolutnie nic.
      Skoro, jak piszesz, jestes wobec aktualnej damy serca lojalny i w porzadku, to wystarczy. Szkoda zycia na samobiczowanie sie.

      Nie jestes chory. Masz rzut syndromu psa ogrodnika wzbogacony o okoloslubne okolicznosci. Przejdzie.
      • lejdi111 Re: Miłość - nowotwór złośliwy 14.07.11, 18:15
        brak.polskich.liter napisała:
        > Nie jestes chory. Masz rzut syndromu psa ogrodnika wzbogacony o okoloslubne oko
        > licznosci. Przejdzie.

        Oby. Ja już tak 14 rok biję się z takimi myślami co by było gdyby...
    • kiniak0000 Re: Miłość - nowotwór złośliwy 14.07.11, 18:34
      Miłość to straszna choroba od której ciężko się uwolnić. Tylko czy tak naprawdę to miłość, czy też może jakiś inne uczucie, inny stan, który tak ciężko nazwać. Przytrafiło mi się coś podobnego, ponad pięć lat temu poznałam pewnego mężczyznę, spotykaliśmy się przez jakiś czas, potem nasz kontakt się urwał, a ja ciągle o nim myślę. Wydaje mi się, że to było raczej zauroczenie, aniżeli prawdziwa miłość, ale nie zmienia to faktu, że spędziłam z nim niezapomniane chwile. Nie zastanawiałam się jaka przyszłość by mnie czekała z nim, ale ciągle myślałam o nim, mimo tego, że byłam w różnych związkach, w mniej lub bardziej poważnych. A on zawsze był gdzieś obok, w moich myślach, niby nic, ale zawsze jakieś małe wspomnienie przemknęło. To nie była żadna wielka miłość, ale w jakimś stopniu odcisnęła piętno na mnie. I ciągle mi się nasuwa pytanie, czy jest w ogóle możliwe wymazanie kogoś całkiem z pamięci, ja próbuje przez ponad pięć lat, i nadal mi się to nie udaje. Obecnie jestem w szczęśliwym związku, wszystko się układa tak jakbym sobie tego życzyła, i wierzę, że to będzie mój przystanek końcowy. Mój obecny partner nic nie wie o tej sprawie. Wiem, że to negatywnie by się odbiło na naszym związku. Wiadomą rzeczą jest, że mężczyźni są straszni zaborczy i zazdrośni.
    • eijawanoko Re: Miłość - nowotwór złośliwy 14.07.11, 20:34
      Ludzie, czy Wy też tak macie czy
      > to ja po prostu jestem chory?
      ani jedno ani drugie! hej! prześpij sie z tym problemem - tyle, ile będzie trzeba. zdrada w snach? no zostaw sobie choć tę przestrzeń na odrobinkę męskiej przygody ;))
      przesadzasz.
    • fajnajozia Re: Miłość - nowotwór złośliwy 14.07.11, 21:15
      "dziś 30stka lata na karku, udany związek, poukładane życie i dzieci w planach."

      Poczekaj na te dzieci, dopiero Ci się zacznie śnić :D
    • ex4 Re: Miłość - nowotwór złośliwy 15.07.11, 04:06
      Wiesz, nie chcę Cię martwić, ale może nie minąć. Ja tak mam już 10 lat. Analizuje co by było gdyby. Czasami jest lepiej czasami gorzej. Takich ran czas nie leczy. Patrz: "lejdi111"

      Różne rzeczy, momenty, przypadkowe informacje mi ją przypominają.

      Mam szczęśliwą rodzinę i najbardziej mnie denerwuje, że przekłada się to na moje życie. Zamiast zrobić coś pożytecznego to mam doła. Co robiłeś przez ten tydzień? Najprawdopodobniej nic produktywnego i to jest najgorsze.

      Ja już dochodzę do wniosku, że:
      - albo trzeba pogadać z żoną,
      - albo do psychiatry po pigułki lub na pogaduchy do psychologa.

      Bo dla mnie to szkoda życia.

      Zgadzam się w 100% z "fajnajozia"

      Trzymaj się.
      • fajnajozia Re: Miłość - nowotwór złośliwy 15.07.11, 12:30
        "fajnajozia"


        A dlaczego jestem w cudzysłowiu ? Nie każdy
        musi wiedzieć, że nie jestem fajna i nie jestem
        jozia :(
        • swingo26 Yyyyyyy... 15.07.11, 14:15
          ...nie rozumiem co z tymi dziećmi. Będzie mi się jeszcze bardziej śniła jak będę miał dzieci?
          • fajnajozia Re: Yyyyyyy... 15.07.11, 17:03
            "...nie rozumiem co z tymi dziećmi. Będzie mi się jeszcze bardziej śniła jak będę miał dzieci?"

            Żona po porodach trochę przytyje (w najlepszym wypadku - tylko trochę), niewyspana i wciąż zirytowana nie raz i nie dwa, wyładuje się na Tobie, więc co ma Ci się śnić ? Zrzędząca jędza z butelką mleka w ręce, albo co gorsza z wielką piersią z fioletowymi żyłami ? Miłość to fantazja a życie jest ... trudne. Życzę wytrwałości i uśmiechu w pokonywaniu dni. Oraz dużego dystansu do rzeczywistości. Zawsze może być gorzej :D
    • moonogamistka Re: Miłość - nowotwór złośliwy 15.07.11, 18:59
      Wspolczuje zonie... Jestes typem, ktory goni kroliczka.
      • danka555 Re: Miłość - nowotwór złośliwy 16.07.11, 00:27
        absolutnie nie jest takim typem, napisał tylko, że coś z przeszłości siedzi mu w głowie, ludzie chyba każdy człowiek ma taką osobę, z którą coś ważnego, pierwszego, nowego, intensywnego przeżył, że zostanie to w nim na zawsze, nie ważne jak bardzo kochałby tą osobę, z którą jest, zawsze gdzieś coś, chociażby malutkiego zostaje i wydaje mi się, że to mu przejdzie, w końcu pewnego dnia pomyśli, co ja robię, kocham kobietę, z którą jestem, a to co było, to właśnie było i fajnie, że było, ale żyjemy teraz to jest ważne....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka