Dodaj do ulubionych

Co twoje to moje, to moje to moje.

18.07.11, 17:54
Witam,

Zacznę od tego, że od roku jestem z fajną dziewczyną. Zarówno ona jak i ja po trzydziestce. Planowaliśmy wspólne zamieszkanie. Ja posiadam 3 pokojowe mieszkanie po rodzicach bez kredytu, ona kawalerkę również spłaconą. No i ustalilismy, że od września zamieszkamy w moim mieszkaniu. Rzuciłem temat, że jej kawalerke mozna wynając i odkladać z tego na wakacje, albo na cos innego (skoro planujemy razem przyszłość). Dziewczyna temat zbyła totalnie, po czym w sobotę podczas wizyty u jej rodziców jej matka w ogóle nie pytana zaczęła temat. Że podobno powiedziałem, żeby wynając kawalerkę, że ona (jej matka) się na to nie zgadza, że nie wynajmą kawalerki za jakies marne grosze bo to nie ma sensu, że jak ich babcia przyjedzie do nich w odwiedziny to sobie pomieszka w tej kawalerce. I że nie będziemy musieli utrzymywać tej kawalerki (tak jakbym w ogóle miał taki zamiar) tylko oni (jej rodzice) się tym zajmą.

Powiem szczerze, że jestem zły - skoro ja mam mieszkanie i wnoszę je w związek, oczekuję tego samego od drugiej strony, że to co ma też wniesie w związek a nie zostawi swoim rodzicom. Mam wrażenie, że jej matka może szefować z ta kawalerką tylko dlatego, że ja mam mieszkanie. A co by było gdybym ja tez miał kawalerkę a nie docelowe mieszkanie? Czy wtedy też jej matka tak by postawiła sprawę?

Wkurza mnie też fakt, że to jej matka a nie moja dziewczyna wyłuszczyła jasno ich plany co do kawalerki. Moja dziewczyna sciemniała, że da ogłoszenie, już dała, ale sie nie ukazało, bo nie coś tam się wykrzaczyło na serwerze i tym podobne ściemy.

Co o tym myslicie?
Obserwuj wątek
    • themi Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 18:03
      Sensownie byłoby to mieszkanie wynająć, a zgromadzone środki jakoś wykorzystać.
      Z drugiej strony jeśli to rodzicie kupili to mieszkanie, to jakieś tam prawo do zarządzania nim mają.
      A tak w ogóle to warto się wkurzać o takie coś? :) Ciesz się, że masz dziewczynę, że życie Ci się układa i że jest dobrze. Życie szybko ucieka więc czasami szkoda wściekać się i truć :)
      • lemur223 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 18:11
        Wiesz, moje mieszkanie też dostałem od rodziców, a więc w takiej sytuacji od razu rodzi się pytanie - dlaczego to moi rodzice mają dać 3 pokoje a jej rodzice nie chcą dać kawalerki?
        Żebyś mnie dobrze zrozumiał - mniej w tym wszystkim chodzi o pieniądze, a bardziej o postawę, która mam wrażenie - jest roszczeniowa.
        Zresztą postaw sie w mojej sytuacji - nie czułbyś lekkiego podirytowania? W ogóle, że temat wypłynął jest dla mnie chore.
        • oxf Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 20:31
          no widac jej matka uwaza ze mieszkanie jest jej i ze nie jest wam niezbedne a ona pewnie boi sie jej sprzeciwic. ciesz sie zyciem chlopie. masz fajna kobiete i masz gdzie mieszkac, to naprawde sporo :)
          • sibeliuss Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 09:43
            oxf napisał:

            > masz fajna kobiete i masz gdzie mieszkac, to naprawde sporo :)

            Chyba sam fakt posiadania kobiety nie jest jedyną potrzebą normalnego faceta?
            • ryszard_mis_ochodzki młody na drzewko banany prostować 25.07.11, 11:41
              twoja roszczeniowa postawa jest widoczna w kazdym zdaniu

              jedyne do czego masz racje to pretensje ze o decyzji aby nie wynajmowac kawalerki twojej panienki dowiedziales sie od tesciowej niedoszlej

              natomiast decyzja co do jej wynajmu lub nie w zadnej czesci nie nalezy do ciebie nie musi wogole byc z toba uzgadniana

              natomiast rzeczywiscie powinno ci sie to zakomunikowac wprost zebys nie rozporządzal nie swoja wlasnoscia
              • glosowanie_internetowe Dziewczę będziesz ujeżdżał a o kasie rozmawiał z 25.07.11, 18:10
                teściową. Jasne.
              • lia.13 Re: młody na drzewko banany prostować 25.07.11, 21:50
                ogólnie Misiu ochodzki to się z Tobą zgadzam, widze tu jednak pewien istotny roblem w tym wszystkim.
                1. Chłopak zaproponował dziewczynie aby wynająć jej mieszkanie, skoro mieszkają w jego i jej stoi puste
                2. Dziewczyna nic nie rzekła
                3. Dziewczyna nie sprzeciwiła się chłopakowi a skłamała, że próbowała zamieścić ogłoszenie w Internecie, ale się udało z powodu błędu na serwerze
                4. Dziewczyna poleciała omówić temat z matką
                5. Przy wizycie u niedoszłej teściowej poinformowała ona niedoszłego zięcia, że nie zgadza się na wynajem.
                I tu jest moim zdaniem coś nie tak. Jeśli tak ma wyglądać przyszłe ich życie, to ja bym to poważnie przedyskutowała.
            • racetam Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 12:48
              sorry, ale co w niej takiego fajnego? że jeszcze nie zamężna a już sobie rzepkę skrobie?

              skoro ona nie bardzo identyfikuje się z gromadzeniem oszczędności na fajne wspólne cele, i chętnie pomieszka sobie z tobą i reszta to twój problem, to ja bym swoje mieszkanie wynajął sobie gromadził na wydatki, i ew. z nią wynajął mieszkanie.

              masz przedsmak życia w fantastycznym związku z jej rodziną. poznaj swoje miejsce.
        • maparozumu Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 10:19
          przy pierwszym poście przecierałem oczy ze zdumienia, ale tym mnie rozłożyłeś na łopatki; czy ja dobrze czytam 30-letni "mężczyzna" żali się swoim psiapsiółką?; Ty chyba tej swojej dziewczyny szukałeś w urzędzie skrabowym przeglądając pity(jak za biedna to wylot), a może zamiast kawalerki poproś jej rodziców o stado krów w posagu, już wole nie wiedzieć jakby pochodziła z biednego domu, poza tym z tego co widzę/czytam to nie jesteście małżeństwem więc może nie rozporządzaj mieniem które do Ciebie nie należy zamiast tego podziękuj swoim rodzicom że kupili Ci mieszkanie:); ale swoją drogą mieszkanie lepiej wynająć 1000-2000 piechotą nie chodzą; eh jak dzieci:)
          • escobar78 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 11:00
            dobre, ty w ogole wiesz co ten człowiek napisał? Wytłumaczę : 1. On wnosi mieszkanie do związku to i ona powinna 2. oszukała go rzucająć ściemy o ogłoszeniu. 3. Zamiast porozmawiać z partnerem zrobiła to za nią jej mausia.
            wieć nie wiem po co po nim jesdziesz jak po łysej kobykle, czytaj ze zrozumieniem.
            Solidarność jajników ?
            • li_lah Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 13:39
              jakie k.. mieszkanie wnosi? mieszkanie jest na jego rodziców, prawnie on nie ma nic, jest swietnie zabezpieczony, do tego ona nie bedzie tam mieszkac za darmo, kumasz? rownie dobrze mogliby cos wynająć na jedno by wyszlo.
              śmieszy mnie w tym wypadku okreslenie "wnoszę do związku"
              mam nadzieje, ze w razie jakiegos slubu nie przyjdzie do glowy tej dziewczynie sprzedawac swojego mieszkania i kupować w zamian czegos innego, bo wtedy majątek się uwspólni
          • ha-ya Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 11:47
            Moze to ujal jakos niefortunnie ( to wnoszenie mieszkania itp.), ale ja go swietnie rozumiem. Juz widze panie przytulajace misia do swojego mieszkania, nie wymagajace niczego w zmian, pozniej z pokora przyjmujace opierdziel od tesciowej, ze w ogole maja pomysl zagospodarowania cudzej wlasnosci :) Aha, ciekwa jestem czy autor pytal dziewczyne dlaczego takie sprawy zalatwia z mama a nie znim, glupo go oszukuje.
            Oni planuja razem przyszlosc, wiec rozsadne wydaje mi sie oszczedzanie na jakis sensowny ( albo i nie) cel - wydaje mi sie, ze to tez ok w stosunku do partnera.
            Btw. w naszym zwiazku to ja mam mieszkanie w Pl, ktore jest wynajete, ale uzgodnilam z mezem, ze dochod z wynajmu bedzie wplywal na konto naszej corki ( a pozniej to jakos zagospodarujemy). I propozycja wyszla od mnie - wydaje mi sie, ze tak bedzie ok.
        • pinup Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 12:14
          postawa roszczeniowa powiadasz...

          zastanawia mnie skad zalozenie, ze ona na zamieszkaniu z toba SKORZYSTA? w koncu ma gdzie mieszkac i utrzymuje sie sama. nie robisz jej zadnej laski przyjmujac ja pod swoj dach, tym bardziej, ze dzielicie wydatki. czy to problem miec kolo siebie osobe, ktora kochasz? ma sens tylko wtedy, kiedy na tym zarobisz? bo narazie zachowujesz sie jakby cie ta cala sprawa miala nia nie wiadomo ile kosztowac. wspolczuje dziewczynie.

          uwierz mi, ze dla kogos, kto jest niezalezny, wprowadzenie sie do czyjegos mieszkania i porzucenie swojego kata (pomimo wszystkich zalet mieszkania razem) to wielkie poswiecenie. teoria jest piekna, ale w praktyce roznie to bywa, szczegolnie kiedy nie ma ani wspolwlasnosci, ani slubu. ona nie bedzie juz u siebie, tylko u ciebie, co wynika zreszta jasno z Twojego nastawienia do calej sprawy. a bycie u KOGOS, a nie u siebie, to wielka roznica. to ona ryzykuje w tym zwiazku idac pod TWOJ dach i wywracajac wszystko do gory nogami (pakowanie, przeprowadzka, zmiany adresu - brutalna rzeczywistosc).

          jak dla mnie to ty masz tu postawe roszczeniowa. znasz realia rynku nieruchomosci? wiesz jak trudno znalezc dobrego najemce? ja z wynajmem swojej kawalerki mialam tyle problemow, ze dawno z tego zrezygnowalam. problemy z lokatorami, zniszczenia itd. zakladam, ze skoro ona tam mieszka, to nie jest to mieszkanie w standardzie "pod wynajem" i nie dziwie sie, ze ani ona ani rodzice nie chca tam wpuscic lokatorow. ale co ciebie to obchodzi? nie ty tam inwestowales, ale za to zarobilbys chetnie.

          ZENADA.


          lemur223 napisał:

          > Wiesz, moje mieszkanie też dostałem od rodziców, a więc w takiej sytuacji od ra
          > zu rodzi się pytanie - dlaczego to moi rodzice mają dać 3 pokoje a jej rodzice
          > nie chcą dać kawalerki?
          > Żebyś mnie dobrze zrozumiał - mniej w tym wszystkim chodzi o pieniądze, a bardz
          > iej o postawę, która mam wrażenie - jest roszczeniowa.
          > Zresztą postaw sie w mojej sytuacji - nie czułbyś lekkiego podirytowania? W ogó
          > le, że temat wypłynął jest dla mnie chore.
      • sonix24 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 12:33
        Lemur. Sensownie by było napisać że prosisz o głos głównie mężczyzn oraz obiektywne kobiety, zaś mizoandryczkom dziękujesz. Tak dla nadania powagi twojemu wątkowi. Bo na każdym forum aż roi się od mizoandrycznych ujadaczek.
        themi napisała:

        > Sensownie byłoby...
      • curvaturadiculo Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 20:04
        Och, jakie to piękne. Kobiety wnoszą siebie, a mężczyźni wnoszą kasę.
        Czyli kobieta jest ekwiwalentem kasy.
        Prawda jakie to mądre i sprawiedliwe?

        Ciekawe czemu ona się tak nie cieszy tylko tym, że go ma?
        Przecież mogliby zamieszkać u niej a w jego mieszkaniu zamieszkałaby jego babcia,
        lub wujek, jak przyjedzie.
    • bmwracer Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 18:04
      to moze zaproponuj ze Ty sie wprowadzisz do jej kawalerki....co tam przeciez nie macie dzieci i niepotrzeba wam palacow... a swoje mieszknie wynajmiesz za duzo wiecej....beda lepsze wakacje?
      • lemur223 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 18:15
        A widzisz, może finansowo lepiej bysmy na tym wyszli, ale nie mam takich oczekiwań, możemy mieszkać u mnie.
        Natomiast wydaje mi się naturalna sprawą, że to co mamy przed związkiem wnosimy w związek. Oboje jesteśmy po trzydziestce, czegos tam się dorobilismy (ja z wydatną pomocą rodziców). I postawa, mieszkamy u ciebie, ale kawalerka zostaje do dyspozycji moich rodziców, budzi mój niepokój, bo kojarzy mi się z postawą roszczeniową, a to już jest bardzo niebezpieczne w związku.
        • bmwracer Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 19:13
          zgadzam sie. Jesli on mieszka w mieszkaniu rodzicow to jedno a jesli rodzice jej dali czy kupili i ona jest wlascicielem to inna sprawa.. bo jesli to jest to drugie to pewnie w przyszlosci rodzice beda decydowac w wielu innych sprawach..
          moja "propozycja" bylaby swego rodzaju testem czy prowokacja aby zobaczyc reakcje "partnera"....

          No coz moze to lepiej ze to sie dzieje teraz a nie 15 lat pozniej...? MAcie okazje zobaczyc jak potraficie rozwiazywac problemy...
        • biedrona999 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 13:41
          To Ty dorobiles sie swojego mieszkania? Raczej chyba dostales je od rodzicow.
          • eugeniusz_1982 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 13:50
            A co tutaj nadzwyczajnego. Człowiek pisze że z pomocą (dużą pomocą) rodziców.


          • curvaturadiculo Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 20:13
            Ale kobiety są chciwe, Jezuuu!
            To zauważyłaś, że om ma mieszkanie od rodziców, ale, że ona też to już nie?
            Ona może oddać swoje mieszkanie rodzicom, a on nie?
            Co za pazerność!
        • sanczo_pansa_13 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 22:09
          Skoro wprowadza się do Ciebie to niech opłaca chociaż połowę rachunków - czynsz, media, itd. Możesz jeszcze pomyśleć o jakiejś preferencyjnej stawce dla niej za pokój ;) A czy kasę weźmie z pensji czy z wynajmu kawalerki to jej sprawa. Ciekawe czy o wszystkim będziesz dowiadywał się w taki sposób - jak będzie w ciąży to też zostaniesz zaproszony na obiad i od jej matki dowiesz się że zostaniesz tatusiem, że ona chce wnuka/wnuczkę i na imię ma mieć tak i tak?
          • sanczo_pansa_13 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 22:14
            Update: to dobra okazja do przegadania i wyjaśnienia co Ci się nie podobało w tej sytuacji i jak ona zamierza postępować w przyszłości. Generalnie to uczucia do teściów są wprost proporcjonalne do odległości :)
    • cyklista6 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 18:09
      Ja tam jestem stary pierdziel, bo mam 45 lat i ogólnie dość konserwatywne nastawienie do życia. Ale wiem, że pieniądze są najczęstszą przyczyną kłótni, szczególnie w rodzinie.

      Nie będę Ci pisał, co sądzę o mieszkaniach w Waszej sytuacji - to jest Wasza sprawa. Ja tylko wiem, że trzeba być lojalnym - i poważny związek oznacza lojalność przede wszystkim wobec siebie, a nie wobec mamy i taty. Dlatego jeżeli coś ustaliliście między sobą (ale czy naprawdę ustaliliście razem, czy tylko Tobie się tak wydawało?), to obowiązkiej jej jest forsować to stanowisko ze swoimi rodzicami. I analogicznie - to Ty jesteś odpowiedzialny za negocjacje ze swoją rodziną w dowolnych ale konfliktujących sprawach.

      Myślę, że podświadomie najbardziej Cię ubodło właśnie to, że Twoja dziewczyna nie zachowała się lojalnie. Może to dobra okazja, aby obgadać to na spokojnie, między sobą.
      • black-sandra Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 18:46
        Jeżeli mieszkanie jest dziewczyny to ma prawo zrobic z nim co chce i postawa rodziców jest tutaj zupełnie nie na miejscu . Musisz sie tutaj dogadac z dziewczyna jakos bo jeżeli teraz rodzice zaczynaja ingerowac w Wasze ustalenia to pomysl co bedzie potem .
        • lemur223 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 19:13
          Zeby było jasne - moja dziewczyna niby miała dać ogłoszenie o wynajmie kawalerki, ale robiła to tak jakby chciała a nie mogła. Raz nawet powiedziała, że nie pomieści u mnie wszystkich swoich rzeczy (moje mieszkanie ma 75 m2) ;) Intuicyjnie czułem, że jest cos na rzeczy.
          • sibeliuss Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 09:50
            To, że skłamała to jedno - ważniejsze jest dlaczego to zrobiła.
          • lacido Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 23:40
            tych które spokojnie mieszczą się w jej kawalerce? ;)
            • lemur223 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 20.07.11, 00:11
              dokładnie tak ;)

              chora jazda, nie?
              • lia.13 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 22:01
                nie bronię jej, bo już wcześniej napisałam, że zachowała się nielojalnie wobec Ciebie obgadując sprawę z matką, Ciebie o tym nie informując. Musicie jednak zwrócić uwagę, że w kawalerce można pomieścić całkiem sporo, a ty w swoim 73-metrowym mieszkaniu też pewnie sporo zgromadziłeś. Ile z tych 73 metrów przewidziałeś dla jej rzeczy? 2 półki i jedną szafę wiszącą? Może być trochę mało ;P
      • lemur223 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 19:09
        cyklista6, a jednak chciałbym poznac Twoje zdanie na temat podejścia jej rodziny do kwestii wynajęcia kawalerki?
        • cyklista6 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 21.07.11, 14:48
          Nie zaglądałem do tego wątku kilka dni, widzę że się rozwinął.

          Skoro pytasz o moje zdanie - uważam, że wchodząc w związek trzeba spalić mosty. Nie można się asekurować "a jak nie wyjdzie to mam drogę zapasową", bo wtedy na starcie skreślam ten związek. Albo się weń wierzy i wchodzi na 100%, albo się nie wchodzi. Uważam, że rodzina Twojej dziewczyny wysyła Ci sygnał, że nie traktuje Twojej obecności u jej boku jako coś trwałego tylko chce Cię "przeczekać".

          Jeżeli nawet Twoja dziewczyna (jak rozumiem, przyszła żona) nie chce się do Ciebie wprowadzić bo będzie to odczuwać jako Twoje miejsce a nie Wasze wspólne miejsce, to lepiej abyście sprzedali oba Wasze mieszkania i kupili jedno większe, które będzie już wspólne.

          Natomiast co robić dalej, to już Twoja sprawa, może warto na razie przeczekać a nie kłócić się z przyszłą teściową. Chyba lepiej dogadać się z dziewczyną co do tego, jak rozwiązywać konflikty z rodziną.
    • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 19:49
      Mieszkania nie wnosisz, co najwyzej pozwalasz jej w nim zamieszkac. Mieszkania nie staja sie wspolna wlasnoscia nawet po slubie. Dziewczyna ma prawo dysponowac swoja wlasnoscia (o ile to ona jest wlascicielka tego mieszkania, bo to tez nie jest pewne).
      • zeberdee24 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 21:49
        Gość wnosi możliwość wspólnego zamieszkania w jego mieszkaniu, czyli pewną korzyść i oczekuje że kobieta też wniesie pewną równorzędną korzyść ze swojej strony skoro ma taką możliwość. A jak myślimy tak sztywno w kategoriach 'dysponowania swoją własnością', to facet powinien kazać płacić jej za wynajem.
        • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 22:18
          ...a ona jemu kazac placic za pranie gaci.
          Takiemu liczykrupie od razu bym podziekowala.
          • zeberdee24 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 22:41
            Z tego co pan opisuje to liczykrupą jest jego kobieta do spółki z mamusią. Starannie liczą każdą swojązłotóweczkę.
            • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 22:57
              Jaka zlotoweczke? Jej rodzice chca wziac utrzymanie kawalerki na siebie i dac mozliwosc babci zamieszkania w niej. To AUTOR chce wynajac i dostac zlotoweczki! Ja bym mu wsadzila te zlotoweczki gdzies!
              • zeberdee24 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 10:29
                No - czyli chcą przyoszczędzić swoje pieniądze które musieliby wydać na wynajęcie mieszkania dla babci, tudzież poprawić swój komfort życia jeżeli mieszkają z babcią, bo trafił się frajer który już 'rozwiązał' kwestię mieszkaniową ich córki. Bardzo to sprytne.
                • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 10:49
                  (No wiec) ja bym sie nad frajerem zlitowala i puscila go wolno.
                  • zeberdee24 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 11:15
                    mumia_ramzesa napisała:

                    > (No wiec) ja bym sie nad frajerem zlitowala i puscila go wolno.

                    No w sumie takie zachowanie sugeruje logika, przecież nie można pasożytować na kimś kto na to nie pozwala.
                  • ewa1125 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 12:39
                    Wiesz Mumio, ta sytuacje mozna by przedstawic tak-"zyjemy i oplacamy rachunki za twoja pensje,a moja wydaje na swoje zachcianki". Czy poszlabys na taki uklad?
                    • eugeniusz_1982 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 14:01
                      Jeśli dobrze zrozumiałem to:

                      facet daje m^3 to kobieta z swojej wypłaty pokrywa rachunki i wyżywienie, wynagrodzenie faceta na ewentualne zachcianki ?


                      • ewa1125 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 15:40
                        Zle zrozumiales,chodzilo mi o sytuacje hipotetyczna rzecz jasna, kiedy dziewczyna autora zamieszuje z nim i to on oplaca ich wspolne zycie i rachunki za mieszkanie,a ona swoja pensje zostawia dla siebie, na wlasne wydatki.
                        • eugeniusz_1982 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 19:14
                          Celowo napisałem odwrotnie.
                          Odnoszę wrażenie że dzisiejsze dziewczyny szukają kogoś kto im zapewni byt na jakimś tam poziomie by mogli na swoje zarobione pieniądze kupić kolejna sukienkę parę butów i dalej wybijać z faceta resztę nerwów w okresie przed miesiączkowym.
                          Ja wychodzę z prostego założenia, albo dziewczyna jest uległa wobec partnera ale wtedy to facet powinien ja utrzymać, albo jest partnerem życiowym. Niestety częściej spotykam mieszaninę tych 2 typów, - wszystkie wady połączone i mizerna ilość zalet.

                          Może i jestem dziwny ale wole gdy kobieta jest w stanie zarobić i wspólnie poprowadzić budżet rodziny ku lepszemu jutro niż taką co krzyczy, Zdzichu dawaj kasę a potem spadaj na drzewo. (abstrakcja). Życie taka zabawna rzecz dzisiaj ty a jutro ciebie i rozsądnie jest by zamiast wydawać wszystko co się zarabia na kapeluszy to część sensownie zainwestować.

                          Inwestycja to nie zawsze Lokata, czasem najlepsza inwestycja może okazać się wspólny obiad - czy kolacja a może wyjazd nad morze czy góry.

                          P.S. skarpety i gacie pierze pralka suszy suszarka a nie kobieta, a sprzątać można na zmianę a dzieci wychowuje się razem. - pozbawiam argumentów typu kto ci gacie będzie prał.
                    • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 17:24
                      Przeczytaj wszystkie wypowiedzi autora. Rachunkami dziela sie po polowie. To co zostaje kazde zagospodarowuje po swojemu. Nie wiem skad wzielas, ze on ma ja utrzymywac. Ona pracuje.
                      • cojestdoktorku Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 17:36
                        nie po połowie tylko on więcej
                        i słusznie bo więcej zarabia
                        • eugeniusz_1982 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 19:15
                          I skąd ta polska zawiść typu ty wiece zarabiasz wiec więcej płac? Tak naprawdę skąd ?
                          • cojestdoktorku Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 20:07
                            że jak? :)
                            to nie zawiść, tylko dla mnie to naturalne że jak zarabiam więcej niż partnerka to zdarza mi się wydać więcej kasy niż ona
                            dlatego uznałem to za słuszne, nie wiedziałem że w tym momencie jestem zawistny.... WOBEC SIEBIE :)))
                        • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 20:00
                          Z cala pewnoscia napisal, ze po polowie. Przeczytales wszystkie jego posty?
                          • cojestdoktorku Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 20:12
                            tak, ale Ty widac nie :)
                            uznaje za naturalne że będzie więcej na ich życie wydawał bo więcej zarabia, sam również utrzymuje samochód
                            chciał w zamian prawa do decydowania o ich wspólnym (w momencie wspólnego życia) majątku
                            przeliczył się
                            bo prawda jest taka że laska nawet jeśli go kocha, to bardziej kocha rodziców (nic w tym złego ale to fakt) w zwiazku z tym z nimi jest bardziej szczera niż z nim
                            a jego rodzice ciagną "do siebie" - to też w sumie normalne, bo oni go przeciez nie kochają a córkę tak, on dla nich jest tym który ma zapewnić córce wygodne życie i "strzał w nos" nalezy się im
                            lemur też oczywiście umie liczyć, nie jest ślepo zakochany i dla niego w jakiś tam sposób to tez jest jakiś kontrakt a nie tylko miłośc i związek
                            ale nic w tym złego, ma trzeźwe spojrzenie i może poczuł się ja frajer a jak frajer nikt się dac traktować nie chce :)
                            • sewciu Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 09:27
                              Tak siedzę, czytam te wypociny mumii i się zastanawiam po jaką cholerę Wy z nią w ogóle polemizujecie?! :D:D:D

                              Oby nie trafić na kogoś takiego nigdy...;)
              • eugeniusz_1982 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 13:59
                Autor akurat oczekuje że skoro razem zamieszkają to z "nieruchomości" będzie pożytek wspólny, czyli wspólne wakacje czy coś jeszcze. Kobieta wprowadza się do jego mieszkania.

                Wiec co w tym dziwnego. Chcieliście równo uprawnień, przyszedł kapitalizm i dal równouprawnienia.

                A tak na marginesie, kobieta coś kręci. Ja bym się zastanowił przez ślubem z taką kobietą (chyba raczej rodziną).

                Albo wchodzi się w związek bez reszty albo wcale. Wynajmowanie kawalerki mogło by się przyczynić do stabilizacji finansów przyszłej rodzinny w razie W. Przecież te środki pochodziły by z rzeczy trwalej, a gdyby coś się nie ułożyło to zawsze ma gdzie wrócić. Chyba że (bez urazy dla uczciwych kobiet) kobieta coś przekręciła, by zrobić leprze wrażenie na facecie, albo jest uległa wobec swojej rodziny. - Żadna z wyżej wymienionych cech nie zadziała dobrze na nerwy faceta (moje prywatne zdanie).

                P.S. odnoszę wrażenie że nie liczne grono ludzi myśli o zabezpieczeniu domowego budżetu na przyszlość.
            • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 23:01
              Zauwaz, ze ona nie ma zadnego zabezpieczenia. Co zrobi jak on kaze jej sie pewnego dnia wyprowadzic? Lokatorzy sie z jej mieszkania nie wyniosa nastepnego dnia.
              • sibeliuss Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 09:58
                Jak rozumiem Twoje podejście bierze się z doświadczenia życiowego?
                • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 10:33
                  Co za roznica z czego sie bierze? Mozna sie uczyc na bledach innych, niekoniecznie na wlasnych.
                  • sibeliuss Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 10:43
                    Otóż jest różnica. Własne doświadczenie zawsze jest bardziej przekonujące.
                    • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 10:46
                      Nie oslabiaj mnie!
                      • sibeliuss Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 11:02
                        Tak hardej cwaniary nie da się osłabić, zatem nie ściemniaj :D
                        • eugeniusz_1982 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 14:04
                          Skoro Mumia zakłada odejście a facet piszę o przyszłej żonie (chyba że coś pomyliłem), to ryzyko jest minimalne. Jak każe się wyprowadzić to z pieniędzy z kawalerki + może mały dodatek można podnająć jakieś inne mieszkanie by przeczekać wyprowadzkę lokatorów, albo się zwrócić do rodziny. Jeśli zaś zakładać sytuacje - spadaj babo do siebie, to taki związek nie ma żadnego sensu i pytanie się nasuwa, po co to kontynuować, albo jak to zmienić.
                          • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 17:27
                            > Skoro Mumia zakłada odejście a facet piszę o przyszłej żonie (chyba że coś pomyliłem)

                            Pomyliles. Facet nie pisze o przyszlej zonie tylko o "dziewczynie".
                            A jak ta "dziewczyna" zorientuje sie co to za sepidlo to ucieknie w te pedy (chyba, ze sama jest taka sama - wtedy beda sie zrec o kazda zlotowke).
                            • eugeniusz_1982 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 19:32
                              Wiesz (pozwolę per ty nie wiem ile pan/pani ma lat).

                              Później jak przeczytałem większość odpowiedzi to inaczej popatrzyłem na sprawę.

                              Zakładałem że facet chce zamieszkać z co najmniej narzeczoną. Oboje maja ponad 30 lat.
                              Jedno i drugie ma mieszkanie - czyli potencjalny przychód. stopa zwrotu z wynajmu mieszkania to 5..8% wartości mieszkania. Oczywiście są okresy pustostanu, oczywiście są okresy dewastacji. Wiec trzeba mieszkanie ubezpieczyć - (są odpowiednie ubezpieczenia), Odnośnie umów na wyprowadzkę - musi być odpowiednie zaświadczenie że w razie W maja gdzie mieszkać - prościej pozbyć się nie płacących lokatorów. -
                              Nie wiem w jakim mieście oni mieszkają wiec ciężko powiedzieć co i jak.

                              Dla mnie naturalne jest że 2 osoby w związku starają się by żyło się lepiej.
                              Czemu spotykam się z oburzeniem kobiet typu facet powinien "mnie"(kobietę) utrzymać,
                              No dobra a co ta święta panna da w zamian?

                              Może zabrzmi to dziwnie dla większości forumowicze-k ale Ok facet utrzymuje - co się stanie jeśli będzie chory, straci pracę, albo co kol-wiek dalej. To co wtedy? teraz puki zdrowy i młody to jeszcze jako tako poradzi sobie a co później?- Szukać innego kto zapewni byt na tym poziomie albo innym by móc się wypowiadać jakie to jesteście święte i że swoja wypłatę chcecie dla siebie. Nie wydaje się wam to cholernie podobne do hmm najstarszego zawodu dziejów? Tyle że facet może wybrać i tamta nie zrobi mu afery jeśli pójdzie do innej.

                              Nie wiem, może ja jestem dziwnie wychowany, może dziwnie podchodzę do sprawy ale wieszać wszystko na jednego człowieka nie ma sensu..
                              • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 20:17
                                > Czemu spotykam się z oburzeniem kobiet typu facet powinien "mnie"(kobietę) utrzymać

                                Nie wiem gdzie sie spotykasz i dlaczego generalizujesz. Ja moge Ci powiedziec, ze sa mezczyzni, ktorzy marza o tym, zeby kobieta byla zdana tylko na nich. Jesli bedzie uzalezniona (w im wiekszym stopniu tym lepiej) to nie bedzie jej latwo odejsc i bedzie musiala zniesc wiele.
                                Byly na F. Kobieta wypowiedzi na ten temat i wielu mezczyzn widzi zwiazek/malzenstwo tak, ze to oni pracuja na czynsz, wyzywienie rodziny a kobieta na swoje potrzeby. Taki uklad zdaje sie dowartosciowuje mezczyzne (tak jak niektorym panom glupio kiedy to kobieta placi za siebie w kawiarni).
                                W zwiazkach typu partnerskiego (nie chodzi o konkubinat) obie strony uczesnicza w utrzymaniu rodziny - na ogol dochody laduja we wspolnym worku i decyzje co do ich rozdysponowania sa podejmowane wspolnie.
                                Wazne, zeby sie w tej sprawie dogadac tak, aby obie strony byly zadowolone, nikt nie czul sie poszkodowany, wykorzystywany i nikt nie czul sie nieswojo.
                                Sytuacja, gdy tylko 1 osoba w rodzinie pracuje jest ryzykowna i jest dla tej osoby b. obciazajaca (gl. chodzi o odpowiedzialnosc), wiec kobiety, ktore nie chca pracowac sa krotkowzroczne.
              • kaziu60 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 16:50
                to pójdzie do mamusi.
      • curvaturadiculo Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 20:34
        >Dziewczyna ma prawo dysponowac swoja wlasnoscia

        A jego własności używać. Świat jes piękny, dla "dziewczyn".
    • mysza285 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 20:25
      Pierwsza rzecz- mieszkanie jest jej? spłacone czy stoi na rodziców czy inną osobe z rodziny? Jeśli jej - rodzice nie maja prawa decydowac i należy porozmawiac z dziewczyna o ewentualnym wtrącaniu sie rodiców w Wasz związek i omówic kwestie lojalności...szczerze jak dojrzali ludzie, bo moze dziewczyna nie wie o co kaman.
      Druga rzecz- Ty swoje mieszkanie nie wnosisz jak ktos zauwazył pozwalasz jej mieszkać dziewczyna w kazdej chwili moze isc za drzwi- oj różnie bywa z tymi związkami i planami:-) Bedzieci o Twoje mieszkanie dbać, a z wynajmami wiem z doświadczenia, ze różnie bywa- po latach wynajmu trzeba czasem generalny remont zrobic....i tu moze chodzic o to, ze poniesiono jakies nakłady na mieszkanie urzadzono je i nie chce rodzina aby zostało zwyczajnie przez byle kogo zdewastowane. Jest mozliwośc kaucjo od wynajmujacych, odłozonia częsci na ewentualne podreperowanie mieszkania- jak planujecie przyszłośc można opchnąc oba miszkania i kupic jeszcze cos innego współnego....najzdrowzy układ.
      Ludzie rózni mysla,moze dziewczyna sie boi ze pieniadze za wynajem wydaci a wr. problemów wróci na zdewastowana chate- ja do swojego wynajmowanego komuś mieszkania musiałam sie włamywac zeby wejsc bo wynajamujaca - pani redaktor gazety niby rozsadna kobieta dała dyla do Niemiec i zapomniała rachunków opłacic...nie wspomne co piesek narobił w mieszkaniu....
      Nie nam tu osądzac a zapytaj dziewczyne o co chodzi czy ma watpliwosci co do wynajmu i dlaczego- grunt szczera rozmowa bez tego nie ma związku- dobrej komunikacji i umiejetnosci kompromisów i rozwiązywania wspólnie problemów.
      Ja odniosłam z Twoich wypowiedzi, ze to Ty masz roszczeniowe podejście bo Ty aż 3 pokoje wnosisz(!? użyczasz tymczasowo na dłużej lub na stałe...) a ona nędznej kawalerki nie chce poświęcic.

      Pewnie ekonomiczniej jest wynając wolne mieszkanie i korzystac z dodatkowych środków niz aby stało ale moze jest jakies właśnie ale dla Twojej dziewczyny czy jej rodziców którzy wypruli sire z pieniedzy zeby np. spłacic kredyt dziewczynie czy wyremontowac chate...nie wiem rozmowa.

      Dwa podpowiem,z e przed wspólnym zamieszkaniem omówcie kwestie wspólnych opłat i utzrymania....bo skoro z mieszkaniem jest problem to i tu moze pojawic sie problem a dziewczyna pewnie mniej zarabia :-) Taka mała dygresja:-)
    • moonogamistka Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 20:55
      Jak to jej rodzice kupili kawalerke, to jak nie jest asertywna, to moze byc ciezko.
      Zastanow sie w ogole, czy jej rodzice nie wtracaja sie w Wasze zycie, czy ona nie traktuje ich jak wyrocznie, czy potrafi samodzielnie podejmowac decyzje, bo moze byc ciezko.
      • jasda Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 13:14
        Dużo różnych głosów w tej sprawie słyszę ale mnie tylko jedno by przeszkadzało. nie kwestie pieniędzy ale jak to ktoś zauważył waszych stosunków. jeśli faktycznie mieszkanie jest formalnie jej. Ona to powinna z tobą ustalić znaczy powinniście to razem ustalić. Może nie powinieneś jej mówić co za zrobić ze swoim mieszkaniem ale ona to powinna z tobą uzgodnić, a nie lecieć do mamusi i to teściowa Ci takie informacje przekazała. Nie ważne jak bardzo mamusia wam w domu będzie rządzić to odbyło się wyraźnie z inicjatywy twojej dziewczyny bo gdyby ona tego mamusi nie przekazała to teściowa nawet by nie wiedziała że taka sprawa wynikła. i najbardziej martwiło by mnie to że ona nie miała odwagi Ci tego powiedzieć sama w 4 oczy. tylko mamusią się wysłużyła. to w długim terminie jest naprawdę niepokojące.
    • seth.destructor Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 21:07
      Chyba boli cię to, że to nie TY, a jej rodzice wymyślili, jakie ma być przeznaczenie tego mieszkania. Konflikt interesów, bo oboje UZURPUJECIE sobie prawo do rozporządzania tym mieszkaniem, podczas gdy decyzja powinna należeć do twojej dziewczyny i jeśli ona by zachciała, by stało ono puste, to tobie nic do tego.
      • encanto1960 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 21:19
        Teoretycznie nic do tego , jesli pw praktyce bedzie sie dokladac do utrzymania jego mieszkania. Wyglada na to ze prowadza finanse oddzielnie.
      • lia.13 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 22:19
        oczywiście, że własnie TO go boli. Co w tym dziwnego? Przecież właśnie w TYM jest problem. Dziewczyna powinna była wprost powiedzieć mu, że nie podziela jego poglądu i nie chce wynajmować swojej kawalerki, a tymczasem jemu najpierw nic nie powiedziała, później kluczyła, że zamieści ogłoszenie o wynajmie (czyli zgadza się z nim), a następnie poleciała do matki, która to ogłosiła Panu, że nic z tego. Czy TAKIE ZACHOWANIE tej dziewczyny to nie jest dla Ciebie problem? Czy by podjęła taką czy inną decyzję, osobiście uważam, że powinna ją podjąć sama i osobiście w rozmowie z nim mu zakomunikować. Takie jej zachowanie nie najlepiej służy ich związkowi. Zdecydowanie nie jest to zachowanie osoby powyżej 30-letniej.
        • ha-ya Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 11:51
          Wlasnie o to chodzi- wydaje mi sie, ze takie sprawy zalatwia sie z partnerem a nie z mama. to dorosla kobieta a nie dziecko ( po 30-ce jest )
    • astrofan Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 22:03
      ... zakladając, że właściwie ujmujesz sytuację,

      jeżeli pomyślałeś "qrwa ładnie się zaczyna" - to wg mnie, właściwie pomyślałeś :)
    • altz Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 18.07.11, 22:46
      Widzę, że pomijacie ważną kwestię.
      Mieszkania są waszymi własnościami, niech Ci do głowy nie przyjdzie sprzedawać i kupować coś wspólnego, bo się przejedziesz na tym.
      Może faktycznie jest problem z babcią? Kawalerka mogłaby być rozwiązaniem problemów z babcią, a babcia pewno już wiekowa. Być może babcia zamieszka na stałe? Będzie miała wnuczkę niedaleko, jakąś opiekę, to jest bardzo dobre rozwiązanie i nieuciążliwe dla wszystkich.
    • brak.polskich.liter O ja pierdykam 18.07.11, 22:54
      Gdyby mi malzonek wycial taki numer (z mamuska, postawieniem mnie przed faktem dokonanym i kompletnym zlekcewazeniem wczesniejszych WSPOLNYCH ustalen), dostalabym szewskiej pasji. Qrde, probowalam sobie wyobrazic wlasna reakcje... Auc.

      Z drugiej strony - czyja jest ta kawalerka? Kto bral kredyt i kto jest wlascicielem (tzn. kto figuruje w akcie notarialnym)? To dosc istotna kwestia. Zachowanie dziewczyny jest nizej kreta, slusznie jestes wkurzony. Ale - jesli kawalerka nalezy de facto do jej rodzicow - reakcje matki daloby sie jakos zrozumiec.

      Co nie zmienia faktu, ze po takiej akcji powaznie zastanowilabym sie nad kontynuacja planow wspolnego zamieszkania i uwazniej przyjrzala sie ukochanej pod katem przydatnosci na partnerke zyciowa.
      Tak w ogole to pierwsza sytuacja, kiedy Big Mama pokazala, kto tu trzyma power, czy tez dziewcze zwyklo sluchac mamusi i wykazywac gietki kregoslup juz wczesniej? Przyjrzyj sie uwaznie rodzinie dziewczyny i ukladom tam panujacym.
      • curvaturadiculo Re: O ja pierdykam 25.07.11, 20:44
        Dlaczego on ma mieć posag, a ona nie?

        Skoro ona chce być bezposażna to on też może.
        Mogą mieć rozdzielność majątkową.
        On swoje mieszkanie wynajmie lub sprzeda i pieniądze z wynajmu lub sprzedaży będą jego, na jego koncie.
        Wspólnego mieszkania moga się dorobić po ślubie, ze zgodnej i ciężkiej pracy.
    • lemur223 Wyjaśniam 18.07.11, 23:09
      Powiem szczerze, że pierwszy raz szukam rady na necie, bo nie chce w sprawę wtajemniczać swoich znajomych i zależy mi na opinii ludzi bezstronnych, ale mam wrażenie, że zostałem źle zrozumiany, więc postaram się to wyjaśnić.

      1. Moje mieszkanie dostałem od rodziców, kosztowało ich to mnostwo wyrzeczeń, żeby postawić dom i zatrzymać mieszkanie, ale się udało. Właścicielami mieszkania są moi rodzice (w księdze wieczystej)
      2. Podkreślam jeszcze raz - mniej chodzi o pieniądze, a bardziej o postawę. Czy jej matka snułaby takie plany w stosunku do tej kawalerki, gdyby nie wiedziała, że dziewczyna przychodzi do mnie mieszkać? Innymi słowy - to że mogą snuć plany w temacie kawalerki pośrednio zawdzięczają moim rodzicom, którzy wyrzeczeniami zapewnili mi mieszkanie? Gdyby dziewczyna trafiła chłopa bez własnego lokum sytuacja dla nich juz nie byłaby tak komfortowa, prawda?
      3. Czy w związku z tym, że planujemy razem wspólną przyszłość, nie wydaje wam się dziwne, że dziewczyna wchodzi w 3 pokojowe mieszkanie, a swoją własność ceduje na rodzinkę i jednocześnie jej mama oznajmia mi, żebym nie liczył nawet na złotówkę z tej kawalerki.
      4. Kawalerka jest mojej dziewczyny. Mieszkanie jest moje. Tak zostanie nawet jak weżmiemy ślub. Oczywiście można tu odczuwać pewien dyskomfort, ale sytuacja i tak jest o niebo lepsza niż kredyt na 30 lat we frankach ;)
      5. Nie jestem liczykrupą, dusigroszem ani nic w tym stylu. Wychodzę natomiast z założenia, że mam mieszkanie i samochód i moja partnerka może z tego korzystac do woli (mimo, że w papierach samochód, np jest mój) i oczekuję tego samego od drugiej strony. Masz kawalerke? Ok, jesteśmy razem, mieszkamy w moich 3 pokojach a kawalerka jest do naszej dyspozycji.
      czy to jest złe podejscie?

      Uff rozpisałem się...
      • mumia_ramzesa Re: Wyjaśniam 18.07.11, 23:22
        Jestes sknera, bo liczyles na $ z wynajmu, a jak sie okazalo ze ich nie bedzie to masz niebotyczne problemy, az trzeba sie pytac na forum.
        Ona bedzie mieszkac nawet nie u Ciebie tylko w mieszkaniu Twoich rodzicow, wiec de facto oni moga kazac jej sie wynosic jak im cos odbije.
        "Co twoje to moje, to moje to moje" - Freudowska pomylka?
        • lemur223 Re: Wyjaśniam 18.07.11, 23:27
          Jesteś złośliwa i zupełnie nie rozumiem dlaczego. oczywiście do żadnego z pytań się nie odniosłaś.
          Mam niestety to przykre wrażenie, że to jej rodzina jest skapa i liczy własne pieniadze i koncertowo wykorzstuje sytuacje posiadania przeze mnie mieszkania. Owszem, mieszkanie jest moich rodziców, ale co to zmienia? Jestem jedynakiem, a nawet jakby było na mnie to co by to zmieniło? Po ślubie w dalszym ciagu byłoby moje, podobnie jak jej kawalerka - absolutnie nie chce być jej posiadaczem. Chodzi o to w jaki sposób korzystamy z dóbr, które posiadamy będąc we wspólnym związku.
          • mumia_ramzesa Re: Wyjaśniam 19.07.11, 10:45
            Wiesz ile piep...nia jest z wynajmowaniem komus mieszkania? Mozecie nie znalezc najemcy od razu, nie miec dochodow z tego przez 12 mies./rok, moga wam zdemolowac mieszkanie a nawet okrasc, jesli nie bedziecie wystarczajaco ostrozni. Mozecie tez nie moc pozbyc sie najemcy mimo tego, ze nie placi.
            To wszystko z doswiadczen moich znajomych.

            > Owszem, mieszkanie jest moich rodziców, ale co to zmienia? Jestem jedynakiem, a
            > nawet jakby było na mnie to co by to zmieniło?

            Zmieniloby to, ze Ty bys mogl nim dysponowac. W obecnej sytuacji Twoi rodzice moga sprzedac lub wynajac komus to mieszkanie i Ty nie masz nic do gadania.
          • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 19.07.11, 12:45
            A czy nie możecie po ślubie sprzedac Twojego mieszkania i jej kawalerki i kupic sobie większe ale już WSPÓLNE mieszkanie, a nie takie cyrki, że jej mieszkanie stanowi jej wałsnośc a Twoje mieszkanie stanowi Twoją własnosc, a ona przychodzi do Ciebie mieszkac jako gosc i ma oczywiscie w razie czego swoją kawalerkę...gdyby doszło kiedys do rozwodu... Moim zdaniem nie tak nalezy wspólne życie zaczynac... Ja bym nie poszła na taki układ, wolałabym chyba 30 letni kredyt we frankach ale na WŁASNE I WSPÓLNE mieszkanie, a nie takie szopki....
            • duchess85 Re: Wyjaśniam 19.07.11, 12:56
              > czynac... Ja bym nie poszła na taki układ, wolałabym chyba 30 letni kredyt we
              > frankach ale na WŁASNE I WSPÓLNE mieszkanie, a nie takie szopki....

              Nie obraź się, ale biorąc pod uwagę sytuację autora i jego dziewczyny oraz sytuację na rynku, głupia jesteś...
              • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 19.07.11, 20:11
                Nie, jestem po prostu doświadczona, w przeciwieństwie do Ciebie, a mieszkanie 3 pokojowe nie jest bynajmniej najbardziej rozwojowe dla małżeństwa zazwyczaj z 2 dzieci (bo tak to w Polsce często wygląda), w takiej sytuacji prawie zawsze utyskuje się na brak jednego dodatkowego pokoju...więc 4 pokoje są zdecydowanie lepsze niz 3, jeśli ktoś może sobie na ne pozwolic...Rozumiem, ze pijesz do kredytu we frankach też...i ostatnich zawirowań z tym związanych... to rozumiem...
                • duchess85 Re: Wyjaśniam 19.07.11, 21:28
                  Przepraszam, jeśli Cię uraziłam. Chodziło mi o to, że ładowanie się w kredyt jeśli się ma dwa mieszkania bez kredytu jest dla mnie bez sensu. Masz rację oczywiście, mówiąc o rozwojowości, ale z tego co widzę, to autor i jego dziewczyna na razie nie planują dzieci, więc może niech najpierw sami się dogadają w jednym z tych mieszkań, które mają :)
                  • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 19.07.11, 23:23
                    Nie , nie uraziłas mnie. Jasne, ze to jest bez sensu. Ale mi chodzi o to, że autor nie widzi problemów w tym co ja np. widzę, tj. że zaczynają wspólne życie nie na swoim wspólnym, tylko na majątku dzielonym już na wstępie na Twoje i moje (odrębna włąsnośc każdego z nich, a w przypadku autora jeszcze własnośc jego rodziców), a to nie tak powinno byc. Skoro mają 2 mieszkania, mogą oba sprzedac i kupic inne, ale już na WSPÓŁWŁASNOŚC, a nie twoje i moje... Takie podejście może rodzic w przyszłości problemy, szczególnie, gdy po 15 latach wspólnego życia i wspólnego utrzymywania i remontowania mieszkania należącego formalnie do męża, gdy się np. żona mężowi znudzi, mąż będzie mógł żonie powiedziec, a teraz ci dziękuję i wyprowadzaj się do swojej kawalerki, o ile wtedy jeszcze ta kawalerka dalej będzie należała do żony. Takie zagrożenia wynikają wlasnie z takiego podejścia i wchodzenia w życie z odrębnymi majątkami. Dlatego też napisałam, gdybym miała mieszkac w mieszkaniu stanowiącym odrębną włąsnosc mojego meża to wolałabym wziąc z mężem kredyt i pracowac na mieszkanie, które stanowi naszą wspólną własnośc.... W przypadku rozwodu mąz nie będzie mógł żonie powiedziec po kilkunastu latach, a teraz wyprowadz się z MOJEGO mieszkania, bo takie mieszkanie stanowi własnoc żony i męża razem...
                    • lemur223 Re: Wyjaśniam 20.07.11, 00:10
                      Trudno odmówic Ci racji, pewnie nie ma sytuacji idealnych, ale...
                      Z dwoch sytuacji - kredycik na 30 lat we frankach czy nawet złotówkach, biorąc pod uwage to co się dzieje w kraju (drożyzna, niepewność pracy, ryzyko walutowe, itp) lepsza chyba jest ta nasza sytuacja - chociaż oczywiście nieidealna.

                      I przy okazji - w moim mieszkaniu jest wszystko nowe, totalnie wyremontowane i zrobione. Remont skonczylem pól roku przed poznaniem dziewczyny. Nowa kuchnia z pełnym wyposażeniem, nowa łazienka, nowa terakota, klepka, meble.
                      Wprowadza sie na gotowe, nawet przysłowiowego telewizora nie trzeba kupować bo też kupiłem.
                      • altz Re: Wyjaśniam 20.07.11, 07:33
                        > Wprowadza sie na gotowe, nawet przysłowiowego telewizora nie trzeba kupować bo
                        > też kupiłem.
                        Ma to swoje plusy, a ma też i minusy. Jeśli się kobieta wprowadzi, to i tak będzie mieszkać, jak u kogoś, bo ona nie dołożyła ręki do niczego. Musi się coś samemu zrobić, żeby sobie przestrzeń uporządkować po swojemu. Tak więc, lepsze by było puste mieszkanie, niż wyposażone.
                        Wczoraj zaszliśmy z moją do sklepu pokazać mebel, spodobał się i dobrze, nie kupiłbym, gdyby było inaczej, chociaż to ja płacę.
                        Ważne jest, żeby każdy się czuł, że on również podejmuje decyzje.
                        • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 20.07.11, 11:09
                          Dokładnie tak, ta sprawa też jest ważna, bo inaczej takie mieszkanie to jak hotel dla Twojej dziewczyny będzie...
                        • e-droczek Re: Wyjaśniam 25.07.11, 11:50
                          Dlatego powinna oddać swoją (rodziców) kawalerkę do wynajmu! Taki wkład we wspólne życie.
                      • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 20.07.11, 11:07
                        Nie przejmuj się to Twoje nowe mieszkanie i tak będziesz musiał generalnie remontowac za jakies 10 lat, a czas płynie szybko... Rozumiem, że wówczas równiez pokryjesz wszystkie koszty z tym związane...bez udziału Twojej wówczas żony...i bez marudzenia, że to Ty za wszystko musisz płacic, skoro ona tez tego używa... To jest właśnie chore... Ta dziewczyna chcąc się w jakiś sposób zabezpieczyc i nie wkładac swoich włąsnych pieniędzy (przez całe życie) w Twoją odrębną własnośc będzie musiała albo zbierac na wszystkie rzeczy które finansowo pokryje w Twoim mieszkaniu imienne rachunki wystawione na nią, albo o ile jest głupia wkładac swoje pieniądze latami w coś co do niej nie należy i zapewne znając życie nigdy nie będzie należało...bo już Ty i Twoi rodzice się o to zatroszczycie zapewne, aby żona (czytaj:matka jest tylko jedna, a żon można miec wiele...) nie przejęła Twojego odrębnego majątku. Powiem Ci, że nieźle kryjesz, ale głównie swoje cztery litery. Jest to układ rzeczywiście bardzo wygodny, ale głównie dla Ciebie. Ja na miejscu tej dziewczyny nie poszłabym na taki układ, z uwagi na to co napisałam. Dla mnie mieszkanie NIE WE WŁASNYM (FORMALNIE) DOMu/mieszkaniu JEST ZWYCZAJNYM DYSKOMFORTEM...

                        Poza tym, tak ciągle w tym poście podkreślasz, że kwestia pieniędzy się dla Ciebie nie liczy, że chodzi tylko o nielojalnośc itp. dot. kwestii tego co zrobic z kawalerką, a ja mam zdecydowanie odmienne wrażenie, po tym co czytam, jak dla mnie jesteś typem osoby kontrolującej, z którą b. ciężko się jej zapewne będzie żyło, a kwestia pieniedzy i zabezpieczania wałsnej dupy to dla Ciebie PRIORYTET. Więc przestań cgrzanic i wciskac kity, że jest inaczej. Utworzenie z Tobą związku małżeńskiego opartego na partnerskich zasadach i poszanowaniu praw obu stron związku wydaje mi się byc NIEREALNE...
                      • duchess85 Re: Wyjaśniam 20.07.11, 18:17
                        Ja będę miała podobną sytuację (tyle, że mieszkania oba z kredytem ;-)) Będziemy mieszkać u chłopaka, bo mieszkanie większe. Wszystko zrobione idealnie, ja się wprowadzam, jak to nazwałeś, na gotowe, ale ustaliliśmy, że pieniądze z wynajmu MOJEGO mieszkania idą na NASZE potrzeby, bo przecież przez to, że mieszkamy u niego, wszystko się zużywa itp. Jeszcze nie ustaliliśmy jak to zrobimy, ale w razie czego jestem gotowa mu nawet część przelewać na konto.
                        • lamia.reno.x Re: Wyjaśniam 20.07.11, 19:13
                          lemur - po prostu rzyg
                          w pierwszym poście niby ok przedstawiłeś całą sytuacje, ale dlaej w kółko jedno pytanie CZY JAK JA BYM NIE MIAL TEGO PRZEBOSKIEGO MIESZKANIA TO DALI BY BABCI KAWALERKE???
                          rzyg
                          rzyg
                          rzyg
                          mądra dziewczyna
                          zaprzeczasz że chodzi o kase
                          a wyraznie widać że TYLKO o kase
                          • lisek_k Oczy szeroko otwarte 26.07.11, 00:10
                            Zaproponowałeś wynajem OK to pierwsze co się nasuwa przy nadmiarze mieszkań,ale chyba nie dopytałeś kto ewentualnie za nie zapłacił i i kto nim tak naprawdę rozporządza,ale uważaj i się przyglądaj relacją ukochana-mamusia bo być może dziewczynka po 30 a wszyściutko konsultuje z mamusią w której widzi adwokata swoich spraw a to rokuje nie najlepiej.A po za tym pochwalam twoje podejście do sprawy.
                          • marcin.3000 Re: Wyjaśniam 26.07.11, 15:10
                            > rzyg
                            > rzyg
                            > rzyg
                            > mądra dziewczyna
                            > zaprzeczasz że chodzi o kase
                            > a wyraznie widać że TYLKO o kase

                            no tak, podobnie jak jego teściom chodzi o kasę. Jak nie, to niech kupią babci kawalerkę. Chłopak myślał, że ma posażną dziewczynę, a tu się okazuje, ze posagu brak. Co innego, gdyby od razu wiedział, ze dziewczyna nic nie ma.

                            statystyki rozpadu małżeństw są takie, że szkoda czasu na scalanie majątku, a później znowu rozdzielanie. Szczególnie jak chłopak ma mieszkanie, a dziewczyna ma brak kawalerki. Co tu scalać. Widać, że dziewczyna gra na rozwód i przejęcie części majątku ;)
                            • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 26.07.11, 15:43
                              stan faktyczny jest taki, że chłopak to na razie nic nie ma, mieszkanie mają jego rodzice, użyczyli mu tylko do mieszkania, a dziewczyna ma własną (formalnie) kawalerkę...więc nie pisz bzdur...
                              • ssdd1975b Re: Wyjaśniam 26.07.11, 15:52
                                @ zuzi,

                                czepiasz sie - faktycznie mieszkanie nie jest jego (jeszcze) - ale z drugiej strony prawdopodobienstwo ze bedzie jego + jeszcze dom po rodzicach jest dosc wysokie... :) ale tak naprawde nie chodzi przeciez o mieszkanie, kase ani inne materialne pierdoly - chodzi o to ze on czuje sie oszukany przez nia na temat tego ogloszenia w gazecie + wtracenie sie matki w to wszystko...

                                na jego miejscu powiedzialbym pannie do widzenia i tyle...ale to ja...
                                • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 26.07.11, 17:05
                                  A ja nieco inaczej odbieram te wszystkie Jego wypociny na forum...i te Jego teksty o wnoszeniu do związku...jak na razie to on wnosi ale siebie głównie...reszta to chwilowo mrzonki :))) A co do dziewczyny, to fakt, mało charakterna osoba z niej i pod wpływem mamusi...ale to nie jest jakas tragedia, jeśli ją kocha to wyjaśni jej o co chodzi, co mu się w jej zachowaniu nie podoba, i w kwestii kawalerki też się dogadają jak sądzę, to żaden problem, tylko trzeba dobrej woli z obu stron i mnóstwa rozmów, a nie domyślania się i rzucania foch...Chyba że mamusia dziewczyny nie zamierza odpuścic w kwestii kawalerki i wówczas powstaje pytanie, czy w związku z tym ma zamiar dalej kontynuowac ten związek czy też olac mamusie i kawalerkę i życ z dziewczyną dalej... bez tego typu obciążeń materialnych (problemowa kawalerka) i mentalnych (problemowa teściowa)...? No chyba, ze od razu zamierza skłócic dziewczynę z jej rodziną i od tego zacyznac wspólne życie. Warto by było najpierw dziewczynę poprosic o to, aby szczerze mu wyjasniła o co chodzi z tą kawalerką?
                                  • ssdd1975b Re: Wyjaśniam 26.07.11, 17:14
                                    no tutaj sie z Toba zgadzam - ale oni ewe dwojke jacys dziwni sa co do komunikacji miedzy soba...

                                    sadze ze bez bolesnego odciecia pepowiny to nie da sie tgeo wyprostowac do konca...

                                    CO do jego tlumaczen, to tez zaplatal sie - ale zrzucam to na to ze pewnie pisal wkurzony na cala sytuacje

                                    zreszta co tu mozna mowic o zwiazku jakimkolwiek bez mieszkania ze soba? przeciez chodzenie razem do kina, restauracji i lozka to nie to samo co zycie ze soba...

                                    a tesciowa no coz, ja mam taka matke i wiem jak to meczace bywa czasami - ale ja postawilem sie jej w wieku 19stu lat i od tamtego czasu trzymam ja na dystans, a jak widze ze cos maci mi w zwiazku to mam z nia powazna rozmowe, jak nie pomaga to zerwanie stosunkow na pare tygodni rozwiazuje problem... :) "reset systemu myslenia" u mamy zawsze pomaga :)
                        • tatibi Re: Wyjaśniam 21.07.11, 14:16
                          Jak by sam mieszkał to by nie zuzywał? Rozumiem ze płacisz za wynajem a ..... dajesz za friko i jeszcze dopłacasz.
                          • duchess85 Re: Wyjaśniam 21.07.11, 22:11
                            To do mnie było? Nie wiem komu Ty dajesz d..y i czy robisz to za friko czy nie, ale ja mówię o normalnej relacji, w której jedna ze stron coś daje i druga też. Przykład: chłopak udostępnia mi swoje mieszkanie, dzięki czemu ja mogę wynająć swoje i mieć z tego zysk. Gdyby sytuacja była odwrotna, ja też oczekiwałabym części pieniędzy z wynajmu jego mieszkania. Niekoniecznie do ręki, że tak powiem, ale na przykład w postaci pokrycia części naszych wspólnych wydatków albo np. odłożenia na wspólne wakacje.
                      • sanczo_pansa_13 Re: Wyjaśniam 25.07.11, 22:36
                        Gaadaniee.. Jak sprzedajesz 2 mieszkania to masz kwotę A+B na zakup jednego większego bez obciążenia kredytowego ;) Możecie też wziąć kredyt na nowe mieszkanie a kwotę A+B zainwestować w dowolnie przez Was wybrany sposób. Zważywszy na to, że pewnie będzie to kilkaset tys. PLN daje to niezły start i jeżeli się obędzie bez żadnych zawirowań przy spłacie kredytu to emeryturę macie zapewnioną ;) Procent składany zawsze lepiej zadziała od wysokiej kwoty startowej niż od 0 :)
                        • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 25.07.11, 23:56
                          Ale żeby tak zrobic, to najpierw nalezy uregulowac kwestie formalne mieszkania którym dysponuje lemur, jest to obecnie mieszkanie jego rodziców, więc najpierw nalezy mieszkanie na niego przepisac np. darowizną, następnie aby było po równo można sprzedac kawalerkę (która jest własnością dziewczyny) i mieszkanie lemura i złożyc się DOKŁADNIE PO RÓWNO, na nowe mieszkanie, tj. kasa X ze sprzedaży kawalerki i dokładnie taka sama kasa x ze sprzedaży mieszkania lemura, reszta kasy z 3 pokoi niech trafi na konto lemura. Równo? Równo, oboje mieszkają u siebie? u siebie, oboje pracują na swoje ? tak, nikt nie czuje się poszkodowany? raczej nie, bo nie ma do tego podstaw, nikt nie broni swojego odrębnego majątku przed zakusami małżonka? No nikt, lemur rozporządza pozostałą częścią kasy na koncie sam, rodziny i ich zapędy do dyrygowania ich życiem mają z głowy?...tak, są na swoim i sami się utrzymują...
                          • sanczo_pansa_13 Re: Wyjaśniam 26.07.11, 00:35
                            No właśnie - ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie aby tak zrobić :) Jak już tak bardzo skrupulatnie to nawet po równo tak jak piszesz. Ale nie w tym problem. Kasa jest ważna lecz nie najważniejsza. Ja najpierw rozwiązałbym kwestię rozmowy i sposobu jej odbycia, ustalił wspólnie zasady na przyszłość a potem zastanawiał się co zrobić z mieszkaniami :) Od przybytku głowa jednak czasami boli :) W tej sytuacji najbardziej skłaniam się do rozwiązania takiego:

                            1. Jedna strona związku mieszka u drugiej i partycypuje w kosztach - czynsz, media, itd.
                            2. Jak jest decyzja o ślubie tuż przed lub krótko po sprzedać oba mieszkania i kupić coś wspólnego większego na kredyt a gotówkę zainwestować.
                    • rybakus Zysk dla faceta? 25.07.11, 12:16
                      Typowe myślenie kobiet. Facet ma swoje duże odremontowane mieszkanie a kobieta zafajdaną kawalerkę i "Hej kochanie zróbmy to jako wspólne!". I to Twoje tłumaczenie że jakby związek się nie powiódł nie można nikogo wyrzucić. Dzieci rozwód i facet zostaje z niczym. Normalnie na miejscu autora bym w to wszedł, same plusy.
                      • zuzi.1 Re: Zysk dla faceta? 26.07.11, 00:03
                        I dlatego właśnie lepiej jest nie kupowac dzieciom mieszkań jeżeli nas na to stac, tylko dac im kase w gotówce, tak aby razem ze współmałżonkiem mogli się złozyc na WSPÓLNE mieszkanie...Czasem jak widac wcale nie jest lepiej, gdy dziecko ma już mieszkanie przed ślubem, bo wówczas zamiast skupiac się na budowie i wzmocnieniu związku i miłości do partnera, skupia się na OBRONIE ODRĘBNEGO MAJĄTKU, WYPRACOWANEGO PRZEZ RODZICÓW, w ramch lojalności do tych rodziców a małżonka traktuje jak potencjalnego pasożyta i złodzieja, który chce odebrac ciężlo wypracowany przez rodziców majątek. I to jest niestety niedobre dla związku... Jeżeli nie ma takiej możliwości, żeby się złożyc na wspólne, to wówczas lepiej wziąc wspólny kredyt i go spłacac razem...
                    • mandolinka.bramborova Re: Wyjaśniam 25.07.11, 19:11
                      W przypadku rozwodu mąz nie będzie mógł żonie powiedziec po ki
                      > lkunastu latach, a teraz wyprowadz się z MOJEGO mieszkania, bo takie mieszkanie
                      > stanowi własnoc żony i męża razem...

                      Ale za to po latach życia we wspólnym mieszkaniu może się okazać, że po orzeczeniu rozwodu oboje muszą się gnieździć, bo żadne np. nie ma pieniędzy, by spłacić drugie, albo żadne nie wykazuje woli, by opuścić mieszkanie. Ja bym wolała iść do swojej kawalerki, jakby mi mąż wystawił walizki za drzwi, niż żyć z nim mimo rozwodu i np. spotykać jego nową partnerkę.
                      • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 26.07.11, 00:09
                        O ile wówczas ta kawalerka byłaby jeszcze Twoją własnością, bo w czasie tych kilkunastu lat mieszknia w męża mieszkaniu mogłoby się okazac, że nie warto wynajmowac kawalerki, tylko lepiej ją sprzedac i przeznaczyc na cos innego, ale wówczas ta kawalerka weszłaby do majątku wspólnego, a nie odrębnego żony, i wtedy w razie rozwodu gdzie ta żona miałaby się przeprowadzic, skoro mieszkała x lat w mieszkaniu męża...i to mąż jest jego właścicielem? a o swoje mieszkanie nie zadbała, no bo miała gdzie mieszkac....życie płata różne niespodzianki i trzeba byc na nie przygotowanym...
              • curvaturadiculo Re: Wyjaśniam 25.07.11, 20:56
                Głupi to jest ten, kto próbuje budować związek na chorych podstawach i gierkach zmierzających do
                ogrania partnera i zapewnienia sobie przewagi taktycznej na początku związku.
                Takie gierki wyjdą później na wierzch z przykrym z reguły skutkiem.

                Oczywiście później taki gracz "nie wie o co mu/jej chodziło", biedaczek.
                • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 26.07.11, 00:10
                  Dokładnie tak...
          • ksingu Re: Wyjaśniam 25.07.11, 14:29
            Jeżeli Twoi rodzice przepiszą Ci mieszkanie przed ślubem - będzie Twoje.. jeśli po ślubie - będzie i Twoje i Twojej wybranki..
            • corepl Re: Wyjaśniam 25.07.11, 18:46
              gó... prawda za przeproszeniem:P
              tak czy siak jako darowizna wejdzie do JEGO odrębnego majątku - no chyba że rodzice zaznaczą inaczej, ale wtedy to będzie się wiązać z koniecznością zapłaty podatku od darowizny, bo synowa jest w ich 1 grupie podatkowej, a syn w grupie 0 (która jest zwolniona z podatku)
            • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 26.07.11, 00:12
              Nieprawda, jeżeli mieszkanie rodzice przepiszą tylko na syna np. darowizną, takie mieszkanie stanowi własnośc tylko syna, a nie wspólną włąsnośc syna i jego małżonki...
              • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 26.07.11, 00:40
                To było oczywiście wyjasnienie do postu ksingu...
          • curvaturadiculo Re: Wyjaśniam 25.07.11, 20:50
            Przez mumię ramzesa przemawia jej własna chciwość i skąpstwo.
            Projektuje swoje cechy na innych.
          • lia.13 Re: Wyjaśniam 25.07.11, 22:30
            lemur223 napisał:
            > O wszem, mieszkanie jest moich rodziców, ale co to zmienia? Jestem jedynakiem, a
            > nawet jakby było na mnie to co by to zmieniło? Po ślubie w dalszym ciagu byłoby
            > moje, podobnie jak jej kawalerka - absolutnie nie chce być jej posiadaczem.

            Tak trochę out of topic, kwestia własności mieszkania zmienia tyle, że po ślubie, w przypadku jej śmierci, ty odziedziczysz po niej jej kawalerkę, a ona mieszkania Twoich rodziców na wypadek Twojej śmierci nie odziedziczy. Nawet żyjąc 30 lat razem, Twoi rodzice mogliby pokazać jej drzwi, bo by "nie lubili synowej".
        • encanto1960 Re: Wyjaśniam 18.07.11, 23:38
          A gdzie on napisal ze chce pieniadze za wynajm tej kawalerki?
          • mumia_ramzesa Re: Wyjaśniam 19.07.11, 10:36
            Z postu startowego: "Rzuciłem temat, że jej kawalerke mozna wynając i odkladać z tego na wakacje, albo na cos innego".
            • encanto1960 Re: Wyjaśniam 19.07.11, 11:08
              Wiec jasne , nie chciał tej kasy dla siebie. Pewnie mogla to nawet na wlasnym koncie odkładać.
              • mumia_ramzesa Re: Wyjaśniam 19.07.11, 13:37
                Mogla odkladac nawet na koncie babci i co z tego? On zadysponowal, ze maja byc na wakacje. Chyba na wspolne wakacje a nie tylko jej? Jesli wcale nie chcial z tych $ korzystac to po co ta cala afera?
                • encanto1960 Re: Wyjaśniam 20.07.11, 15:43
                  A dlatego ze lemur uwazaja za swoja partnerke , a nie za partnerke mamusi.
        • sibeliuss Re: Wyjaśniam 19.07.11, 10:09
          mumia_ramzesa napisała:

          > Jestes sknera, bo liczyles na $ z wynajmu,

          Jesteś albo głupia i bogata, albo tylko to pierwsze. Żaden pieniądz nie śmierdzi, bo polepsza komfort życia.
          • mumia_ramzesa Re: Wyjaśniam 19.07.11, 10:47
            Zwlaszcza ten niepewny pieniadz, albo i ujemny (patrz moja wypowiedz powyzej).
            • sibeliuss Re: Wyjaśniam 19.07.11, 11:28
              A pojęcie utraconych potencjalnych korzyści znasz?
              • mumia_ramzesa Re: Wyjaśniam 19.07.11, 13:39
                Potencjalne korzysci sa TYLKO potencjalne.
                • mortest Re: Wyjaśniam 25.07.11, 18:20
                  Dlatego trzeba je zmienić z potencjalnych w rzeczywiste.
                  Bardzo rzadko pisuję na tym forum, ale teraz już musiałem bo taki troll jak mumia_ramzesa jest, nawet tutaj, ewenementem.
                  • mumia_ramzesa Re: Wyjaśniam 25.07.11, 20:29
                    Nie jestem zadnym trollem, ja NAPRAWDE mam takie poglady!
                    • ssdd1975b Re: Wyjaśniam 26.07.11, 14:45
                      @ Mumia

                      my naprawde wpolczujemy Twoim facetom... :)
        • e-droczek Re: Wyjaśniam 25.07.11, 11:48
          Nie masz racji kobieto i tyle w temacie.
        • curvaturadiculo Re: Wyjaśniam 25.07.11, 20:47
          Sknera to jest ona i jej rodzice. Nie rozumiesz znaczenia tego słowa.
          Ale babska są chciwe. Umieją tylko brać, a nie dawać.
      • brak.polskich.liter Kilka spraw 19.07.11, 00:19
        Tzw. second thoughts.

        O wynajeciu kawalerki zdecydowaliscie wspolnie? Cy to przypadkiem nie bylo tak, ze TY zdecydowales, a ona zaczela kluczyc i stosowac spychotechnike? Matka sama zaczela temat? Czy moze bylo tak, ze panna, majaca - jak widac - problemy z asertywnoscia i z komunikacja - poprosila matke o wsparcie, bo sama nie jest pomyslem zachwycona (oglednie mowiac), a nie umie/nie chce Ci sie postawic?

        Dookresliles, ze wlascicielka kawalerki jest dziewczyna. Ergo - tylko ona ma prawo decydowac, co ma zamiar zrobic ze swoim mieszkaniem. I wyglada na to, ze zdecydowala - oddac decyzje swojej matce. Coz...

        Piszesz o "swoim mieszkaniu", o dzieleniu zasobow, etc. Ale wychodzi na to, ze "Twoje" mieszkanie niezupelnie jest Twoje (najpierw pisales, ze Twoje i ze dostales od rodzicow, potem, ze jednak nie Twoje, bo w ksiegach wieczystych widnieja nazwiska rodzicow...). Wiec rozpoczynajac dyskusje o wlasnosci, dzieleniu, prawach do ... stoisz na sliskim gruncie.

        Zeby nie bylo - postawa dziewczyny (z tego, jak ja opisales) mi sie nie podoba, mam dzika alergie na kluczenie, brak przejrzystosci i jednostronne lamanie umow. Sytuacja, w ktorej moj luby chowalby sie za plecami matki/ojca, kiedy powinien mi cos przekazac spowodowalaby wlaczenie sie alarmu. Tym niemniej zastanowilabym sie, dlaczego tak sie zachowuje i co za tym stoi.

        Ostatnia sprawa - poczytaj sobie KRiO. Na nieznajomosc prawa (jak dziala wspolnota majatkowa, co NIE wchodzi w jej sklad, etc) juz ktos zwrocil Ci uwage. Warto sie doinformowac, zeby potem nie plesc trzy po trzy.
        • lemur223 Re: Kilka spraw 19.07.11, 00:30
          Dziękuję za wyważony post.

          Piszę szczerze jak jest - mieszkanie jest moje (rodzice mają dom), w ksiedze wieczystej figuruja oni, nie przyszło nam do głowy, żeby to zmieniać, jestem jedynakiem więc i tak wszystko po nich dziedzicze. Nie rozumiem co to ma za znaczenie w całej sytuacji, skoro ja nie chce być właścicielem jej kawalerki, nie mam takich oczekiwań czy pragnień.

          Co do kwestii prawnych, to wszystko co sie nabyło przed ślubem nie wchodzi w majatek wspólny, a więc jej mieszkanie bedzie jej i super.

          Chodzi tylko i wyłącznie o jedna kwestią. Skoro jesteście takimi formalistami - korzystamy z mieszkania moich rodziców, które de facto jest i będzie moje. I moi rodzice nie wtracają się to, to nasza decyzja, nasza sprawa, a ja jestem dorosły chłop (tak mówią). Jej kawalerka została rozdysponowana do inncyh celów, bo moi rodzice dali mieszkanie.
          czy to jest w porządku?
          • brak.polskich.liter Re: Kilka spraw 19.07.11, 00:48
            "Zostala rozdysponowana"?
            Niezupelnie. Jedyna osoba, ktora miala tu prawo decyzji, jest Twoja luba. Nie jest ubezwlasnowolniona, jest pelnoletnia i jest prawowita wlascicielka swojej wlasnej chalupy, zgadza sie?
            Jesli tak - to ONA zdecydowala tak a nie inaczej. Rany, dorosla baba, a zachowuje sie, jak mala dziewczynka, jak wynika z opisu. Niezaleznie od tego, czym sie kierowala - lekiem przed konfrontacja z Toba, lekiem przed sprzeciwieniem sie matce, kalkulacja, wdupiemaniem, czy czyms jeszcze innym - zdecydowana ona.
            I pretensje (IMO dosc zasadne) kieruj do niej.
            Ale poza pretensjami, potraktowalabym caly incydent jak sygnal ostrzegawczy.
          • mumia_ramzesa Re: Kilka spraw 19.07.11, 10:58
            > Co do kwestii prawnych, to wszystko co sie nabyło przed ślubem nie wchodzi w ma
            > jatek wspólny, a więc jej mieszkanie bedzie jej i super.

            Po pierwsze nie bylo nic o slubie tylko o wspolnym zamieszkaniu.
            Po drugie i najwazniejsze: to jest JEJ mieszkanie i tylko ona ma prawo nim dysponowac. Tymczasem Ty wymysliles wynajem. Nie ustaliliscie tego, bo ona sie do tego pomyslu nie odniosla. Jej rodzice pewnie sie kieruja troska o nia a nie jakimis niecnymi celami, ktore im zarzucasz.
            • mumia_ramzesa Re: Kilka spraw 19.07.11, 11:01
              Uzupelnienie:
              ...to jest JEJ mieszkanie i tylko ona ma prawo nim dysponowac. Nim jak tez srodkami uzyskanymi z ew. wynajmu
              Tymczasem Ty wymysliles wynajem i sposob zagospodarowania $ otrzymanych od najemcy. Gdyby to wyszlo od niej to sytuacja bylaby zgola inna.
              • gustaff_ll Re: Kilka spraw 25.07.11, 13:01
                Cóż mumio_ramzeza, nie masz racji, ale nie dziwi mnie to zważywszy na a ton twoich wcześniejszych wypowiedzi(nieco agresywny, unikający odpowiedzi na pytania zadane w pierwszym poście, zakładający złą wolę autora).

                W myśl art. 31 § 2 i 33 pkt 2 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego dochody z osobistego majątku każdego z małżonków zasilają ich majątek wspólny. Nie masz więc racji mówiąc, że $ z wynajmu może dysponować jedynie partnerka lemura223(oczywiście po ślubie, do tego momentu takie pieniądze stanowiłyby jej majątek osobisty).

                Lemur:
                Po pierwsze porozmawiaj ze swoją partnerką. Moim zdaniem w grę wchodzą dwie możliwości:
                1. Twoja partnerka jest, mimo wieku, niesamodzielna i każdą decyzję tego kalibru konsultować musi/chce ze swoimi rodzicami. W takim wypadku masz duży problem i albo to z nią omówisz i postawicie swoim rodzicom jasne granice(co wymagałoby od niej dojrzałości emocjonalnej) albo będziesz męczył się całe życie. Taką relację lepiej chyba czym prędzej zakończyć, ale to już moje zdanie.
                2. Próbowałeś narzucić jej rozwiązanie, które wyraźnie jej 'nie leżało'. W takim wypadku brak jej asertywności i odwagi, by to z Tobą(a nie z rodzicami) to omówić i wolała to załatwić przez rodziców. To też kłopot, ale z tym da się żyć pod warunkiem, że jej rodzice nie poproszeni przez nią sami z siebie nie wykazują tendencji do wtrącania się w wasze sprawy.
                Wtedy może uda wam się wypracować jakieś wspólne i przede wszystkim wasze własne stanowisko.
                W przeciwnym wypadku patrz pkt. 1.

                Wszystko powyższe napisałem biorąc za dobrą monetę twoją wypowiedź, że twoi rodzice nie wtrącają się do waszego życia.

                Pozdrawiam
                • mumia_ramzesa Re: Kilka spraw 25.07.11, 16:11
                  Po pierwsze bez wycieczek osobistych!
                  Po drugie: w ktorym miejscu bylo cokolwiek o slubie? Moze trzymajmy sie faktow. Kobieta ma zamieszkac (tylko zamieszkac, nie wziac z nim slub) z Autorem.
                  Po trzecie: to czy dochody z najmu zasila majatek wspolny zalezy od ustalen. W przypadku ustalenia rozdzielnosci majatkowej beda nalezaly tylko do wlascicielki mieszkania.
                  A teraz przyznaj, ze to Ty nie masz racji i grzecznie przepros!
                  • gustaff_ll Re: Kilka spraw 25.07.11, 19:51
                    Jakże oczekiwany 'słuszny gniew' tylko potwierdza moją tezę o zawartości merytorycznej twoich wypowiedzi - ponownie post pozbawiony treści, za to wyrażający święte oburzenie ponieważ odważyłem się podważyć twój punkt widzenia.
                    To nie są osobiste wycieczki, tylko zwykłe obserwacje, podobne zresztą do obserwacji kilku innych osób. Słusznie ktoś zauważył, że niedaleko ci w twoich postach do mizoandrii.

                    Owszem, była mowa o ślubie w kilku postach lemura, w których mówi o przyszłości, również o małżeństwie - proponuję ponowną lekturę całości wątku.

                    Co do art. 31 § 2 i 33 pkt 2 KRiO nie jest to kwestia ustaleń, tylko co do zasady dochody zasilają majątek wspólny. Można owszem ustalić inną formę, np. w postaci intercyzy, ale jest to wyjątek, zasada jest taka jak wspomniałem. Przed ślubem to inna sprawa i wtedy kasa należy do właściciela mieszkania.

                    Abstrahując - czytając wątek w dalszej części dochodzę do wniosku, że lemur nie jest tak święty, jak się przedstawił na początku. Nie zmienia to faktu, że ty atakowałaś go zanim jeszcze w późniejszych postach sam się nieco skompromitował.

                    Pozdrawiam i polecam nieco większy dystans. Nie każda krytyka to atak
                    • mumia_ramzesa Re: Kilka spraw 25.07.11, 21:33
                      Mizoandria? Ja? U mnie? Ja uwielbiam mezczyzn! Potwierdza to wszyscy moi koledzy. :-D
                      Robisz wycieczki osobiste, czego netykieta zabrania. Troche samokrytyki.
                      • ssdd1975b Re: Kilka spraw 26.07.11, 14:49
                        @ mumia

                        niestety ale to prawda z ta Mizoandria - szczegolnie patrzac na wszystkie Twoje wypowiedzi...
                    • zuzi.1 Re: Kilka spraw 26.07.11, 00:18
                      No nareszcie ktoś zauważył, że lemur swoimi wypowiedziami sam się skompromitował i pokazał swoje "prawdziwe oblicze'...
            • e-droczek Re: Kilka spraw 25.07.11, 12:02
              To jest dla Ciebie partnerstwo? Widzę, że jesteś z tych - wyjdę za mąż bogato, skorzystam, tylko to się liczy.
              • mumia_ramzesa Re: Kilka spraw 25.07.11, 16:13
                Ja nie musze wychodzic bogato za maz.
                • ssdd1975b Re: Kilka spraw 25.07.11, 17:45
                  @ mumia...

                  ale ja Ci powiem szczerze - o ile reprezentujesz takie samo podejscie w zyciu codziennym jak na codzien - to ja sklaniam sie za tym, ze musialabys byc bogata coby ktos z Toba chcial zyc... :) ale to znow to moje osobiste zdanie...- moze ktos lubi takie kobiety... :)
      • lolcia-olcia Re: Wyjaśniam 19.07.11, 00:49
        Kiepsko trafiłeś, laska skupia się tylko na sobie... zastanów się czy chcesz być nadal z kimś takim?
      • ssdd1975b Re: Wyjaśniam 22.07.11, 18:06
        @lamur

        nie jestes sknera nia duszygroszem - masz bardzo racjonalne podejscie i trzymaj sie tego...

        pogadaj z dziewczyna i dogadaj sie z nia...mi zajelo dosc duzo czasu zeby wyprostowac sytuacje rodzinna i uwolnic sie od nadopiekunczej matki (tyle ze ja wtedy mialem 19lat - a nie 30+), ale Twoja dziewczynie moze byc trudniej bo jednak ma swoje lata i jak do tej pory zabraklo jej "kregoslupa" to i szanse ze znajdzie odwage na to sa marne...

        Jak sie nie uda jej namowic do postawienia matce,to lepiej skoncz ten zwiazek i rozejzyj sie za kims innym (bo mozesz miec jazde z tesciami do swojej usranej smierci - szczegolnie dgy sie juz wam dzieic pojawia....)
      • siodmykrasnoludek Re: Wyjaśniam 25.07.11, 11:10
        zaraz zaraz.
        raz piszesz (pkt. 1), że "Właścicielami mieszkania są moi rodzice (w księdze wieczystej)" a za chwilę (pkt. 4), że mieszkanie jest Twoje. Zaprzeczasz sam sobie. Mieszkanie najprawdopodobniej będzie Twoje, ale w na teraz nie jest ponieważ właścicielami są rodzice. Nie okłamuj dziewczyny, bo może u niej sytuacja jest identyczna? W rzeczywistości rodzice są właścicielami a ona tam tylko mieszka?Ty też nie masz tego mieszkania na papierze a to jest ważniejsze. Załatw tę sprawę z rodzicami a dopiero potem się "burz".
        pomyśl, czy nie rozsądniej byłoby najpierw porozmawiać z dziewczyną i jej powiedzieć, co o tym sądzisz. Macie ponad trzydzieści lat, co wielokrotnie podkreślasz, a nie umiecie rozmawiać...
        wybierzcie trzecią opcję - wynajmijcie te dwa mieszkania trzecim osobom a sami znajdzcie sobie 2pokojowe i je wynajmijcie. i wilk syty i owca cała... :D
      • bezpocztyonline Re: Wyjaśniam 26.07.11, 10:02
        lemur223 napisał:


        > Właścicielami mieszkania są moi rodzice (w księdze wieczystej)

        Masz rodzeństwo? Rodzone lub przyrodnie?

        To, że rodzice pozwalają Ci mieszkać w swoim mieszkaniu, nie oznacza, że to mieszkanie masz. Oznacza tylko, że masz chwilowo gdzie mieszkać.


        > 2. Gdyby dziewczyna trafiła chłopa bez własnego lokum sytuacja dla nich juz nie byłaby tak > komfortowa, prawda?

        To ty jesteś bez własnego lokum. Dziewczyna ma mieszkanie i może sobie snuć plany w odniesieniu do swojej kawalerki, jakie tylko chce. Łącznie z ulokowaniem tam babci. Być może, gdyby nie mieszkała u ciebie, to mieszkałaby u siebie, a i babcię by gościła u siebie przez czas pobytu babci.

        > 3. Czy w związku z tym, że planujemy razem wspólną przyszłość, nie wydaje wam s
        > ię dziwne, że dziewczyna wchodzi w 3 pokojowe mieszkanie

        Do czasu, jak ty albo twoi rodzice jej nie wyrzucą.

        > a swoją własność ceduje na rodzinkę

        Notarialnie?

        > 4. Kawalerka jest mojej dziewczyny. Mieszkanie jest moje.

        Kawalerka jest twojej dziewczyny. Mieszkanie jest twoich rodziców.
        Ona jest "na swoim", a ty korzystasz z uprzejmości twoich rodziców.
        To tak gwoli ścisłości.

        Kodeksowo to się nazywa użyczenie i Urząd Skarbowy nie pobiera od tego podatków tylko w przypadku, gdy użyczający i "biorący do używania" są z bliskiej rodziny. Umowę użyczenia można rozwiązać w każdej chwili - zarówno, kiedy biorącemu do używania rzecz przestaje być potrzebna, jak i w przypadku, kiedy użyczającemu rzecz zaczyna właśnie być potrzebna. Nie uważaj się zatem za "pana na włościach", co to przygarnął bezdomnego Kopciuszka, bo nim nie jesteś.

        Moim zdaniem dziewczyna się czuje w związku z tobą niepewnie.

        Raczej nie zdaje sobie sprawy z twojej prawnej sytuacji majątkowej, ale chodzi o co innego: zaczęliście razem mieszkać, OK, ale zdaje się, że jak na razie dość krótko razem mieszkacie. Ty już zdecydowałeś, co ona ma zrobić ze swoim mieszkaniem ("powiedziałem jej"), a ona według Ciebie po prostu ma się Ciebie słuchać ("dziewczyna mnie zbyła", "czułem, że coś nie tak", "ściemnia", "kręciła"). Czyli nie rozmawiacie szczerze, bo Ty nie rzucasz propozycji do jej rozważenia przez nią, a już zupełnie nie rozmawiacie wspólnie, tylko Ty decydujesz i oczekujesz wykonania. Nawiasem mówiąc decydujesz o jej mieszkaniu.

        Niewykluczone, że po prostu dla dziewczyny w ogóle cała rzecz dzieje się zbyt szybko.
        Woli po prostu mieć na razie swoje mieszkanie dla siebie wolne w każdej chwili dla swojego choćby psychicznego poczucia komfortu i bezpieczeństwa.

        Jak długo mieszkacie razem? - tak zapytam.
      • ulka_m84 Re: Wyjaśniam 26.07.11, 12:32
        A ja troszkę Cie rozumiem :-) Moje małżeństwo polega na "to moje, to twoje", bo mąż nie chce utrzymywać żony, która najpierw opiekowała się w domu dzieckiem, a teraz za mało zarabia (mniej niz on). Muszę płacić połowę czynszu+opłaty, jedzenie do połowy itp. Dla mnie to małżeństwo przestało już istnieć, bo po co być razem skoro nie można się razem dzielić i cieszyć z tego co się ma.
        Jestem tylko ciekawa co byłoby, gdyby Twoja dziewczyna nie miała swojego mieszkania i np. mieszkałaby razem z rodzicami? Ty masz mieszkanie, samochód - a ona nie ma nic. Nadal chciałbyś się z nią wszystkim dzielić?
        • ssdd1975b Re: Wyjaśniam 26.07.11, 14:57
          @ ulka,

          Mysle ze wtedy sprawy by nie bylo... - ale problem z ta sytuacja to nie jest to ze ona ma kawalerke ani to ze on chce zeby ja wynajela - problem jest z tym ze go oklamala i jej matka w to sie wwiazala jako rzeczniczka interesow corki...- ja bym sie wkurzyl maksymalnie...

          Co do ukladu w twoim malzenstwie - to jest on chory i jasno bym to powiedzial i/lub gdyby to nie przynioslo skutku - zlozyl wniosek o rozwod...

          to nie ma sensu...
        • zuzi.1 Re: Wyjaśniam 26.07.11, 15:47
          No co ty ulka m84? wtedy to ona byłaby pasożytem, a z pasożytami nie wchodzi się w związki, a juz na pewno nie małżeńskie... No to rozumiem, że Ty masz właśnie takiego Lemura za męża... i jak rozumiem nie polecasz takiego układu dla kobiety....i takiego męża z taaakim charakterem...Współczuję Ci...
    • black.molly Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 09:30
      Szykuje Ci się "urocza" teściowa.
      • podejrzany-o-spisek Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 10:15
        Czym tu się cieszyć? Spotkał facet kobietę, która z każdym problemem biegnie do matki (czytaj krynicy mądrości). Teraz mieszkanie, a potem...
        Ten związek jakoś mrocznie mi się jawi w przyszłości, zastanów się dobrze. W przyszłości możesz tylko zgrzytać zębami ze złości, żeś się wpakował.
    • justynabal Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 10:41
      1. Krótko jesteście ze sobą(rok). Nie pomyślałeś, że może boi się, co będzie jak razem zamieszkacie, bo to jednak spory krok naprzód- wtedy się naprawdę poznaje człowieka i... może być różnie? Mogłoby się tak zdarzyć np., że nie miałaby dokąd wracać, bo... jej mieszkanie byłoby wynajęte? Chyba każdy ma takie obawy, więc nic w tym dziwnego.
      2. Czy jej mieszkanie jest tak samo JEJ jak Twoje( Twoje)? Bo jeśli tak, to wybacz- ale rodzice mają prawo nim dysponować. W chwili obecnej Ty nie masz nic- przynajmniej w kwestii lokum- więc też niczego nie wnosisz i to Twoja postawa wydaje się być bardziej roszczeniowa( także w stosunku do Twoich rodziców, bo wybacz, ale ani nie muszą Ci niczego zostawiać w spadku, ani tym bardziej nie musieli ciężko pracować, żeby Tobie( dorosłemu podobno) facetowi DAĆ mieszkanie). Zarób sam, a potem rozważaj co z tym zrobić.
      3. Z postu nie wynika, że cokolwiek ustaliliście( "Dziewczyna temat zbyła totalnie"). Zamiast pisać na farum- porozmawiaj z nią. Być może Wasze plany i oczekiwania są różne.
      • lemur223 A więc jeszcze raz 19.07.11, 11:44
        Wyjaśniam ponownie:
        1. Moi rodzice mieli taki plan, że zostawia mi mieszkanie, żebym nie musiał brac kredytu. To było bardzo szlachetne z ich strony i oczywiście jestem im za to wdzięczny. Nie musieli mi zostawiac mieszkania a jednak to zrobili.
        2. Mieszkanie jest moje, ale ponieważ należy do nas od bardzo dawna, wprowadzilismy się tak jak byłem mały to kupili je moi rodzice. Wyprowadzili się do domu, a mieszkanie zostawili mi. Nie zmienialismy nic w ksiedze wieczystej bo po co? Nikt w ogóle o tym nie pomyślał, bo po pierwsze jestem jedynakiem a po drugie ani ja ani moi rodzice nie mają zamiaru go sprzedać. Wszystkie decyzje co do mieszkania podejmuję ja.
        3. Ktoś napisał powyżej, żebyśmy wynajeli moje mieszkanie i poszli mieszkać do jej kawalerki. Problem jest taki, że taka propozycja z jej ust nie padła. Nie zależy mi na tym, podkreślam jeszcze raz, możemy mieszkać u mnie. Ale rzeczywiście są plany do kawalerki, więc pewnie to nie wchodzi w grę!

        I zadam pytanie wyraźnie - CZY RODZINA MOJEJ DZIEWCZYNY MIAŁABY PODOBNE PLANY CO DO KAWALERKI, GDYBYM JA NIE MIAŁ WŁASNEGO LOKUM?

        • sibeliuss Re: A więc jeszcze raz 19.07.11, 11:47
          lemur223 napisał:
          >
          > I zadam pytanie wyraźnie - CZY RODZINA MOJEJ DZIEWCZYNY MIAŁABY PODOBNE PLANY C
          > O DO KAWALERKI, GDYBYM JA NIE MIAŁ WŁASNEGO LOKUM?
          >
          Zapomnij.
          Cieszą się, że córcia złapała dobrą partię i mają ją z głowy, a zwolni się lokum i babcia będzie pod ręką.
        • kalllka Re: A więc jeszcze raz 19.07.11, 11:53
          bardzo dobrze, ze zapytasz rodzicow dziewczyny. bardzo dobrze.
          siadaj:)

        • brak.polskich.liter Re: A więc jeszcze raz 19.07.11, 13:30
          lemur223 napisał:

          > I zadam pytanie wyraźnie - CZY RODZINA MOJEJ DZIEWCZYNY MIAŁABY PODOBNE PLANY C
          > O DO KAWALERKI, GDYBYM JA NIE MIAŁ WŁASNEGO LOKUM?

          Pytanie retoryczne. Jasne, ze nie.
          Ale zejdz juz z rodziny panny i skup sie na wlasnym zwiazku. Gdyby dziewczyna jasno postawila granice, to nawet najbardziej inwazyjna familia moglaby Wam, kolokwialnie mowiac, skoczyc. Ja rozumiem, ze latwiej za sytuacje winic tesciowa in spe, niz kobiete, z ktora jestes zwiazany emocjonalnie, ale to nie z rodzina dziewczymy masz problem.
        • rumpa Re: A więc jeszcze raz 27.07.11, 11:52
          więc jeszcze raz, bo nie rozumiesz - TY NIE MASZ MIESZKANIA. Decyzje se podejmujesz tak jak moje synusie w swoich pokoikach. Zależna od rodziców dzidzia jesteś sam. Jak byś nie był, to albo uporządkowałbyś sprawy własności albo sie wyprowadził z NIE SWOJEGO mieszkania. Twojego nazwiska nie ma w KW i nie masz mieszkania. To jest koniec dyskusji. Co twoi rodzice planuja, ile ty masz rodzeństwa i tak dalej nie ma znaczenia. Liczą sie fakty. Po roku małżeństwa trafia cie szlag w wypadku samochodowym i co? Już widzę jak starzy trzymają ją dalej w chacie :D Mialam ostatnio taki przypadek, wykopali kobitę po 10 latach, a ta głupia oczywiście inwstowała w nie swoje mieszkanie, własne sprzedała. Dziewczyna jest przytomna a jak jest nieprzytomna to o tym wie i pozwala na decyzje osobie której hormony nie grają i która na pewno myśli o jej interesach. Tani cwaniaczek z ciebie no i dzidzia przede wszystkim żałosna, bo jej się czepiasz o uległość do starych a sam swoich nie umiesz ustawić :D
          • cojestdoktorku Re: A więc jeszcze raz 27.07.11, 15:14
            >Po roku małżeństwa trafia cie szlag w wypadku samochodowym i co?

            i dziewczyna wróci do swojej kawalerki
            nic na tym nie straci
    • astrofan Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 12:08
      zakładając że właściwie przedstawiasz sytuację to masz w zupełności rację, większość tych cymbałów a może raczej cymbałek, nie rozumie albo nie chce zrozumieć, że chodzi o zasady współżycia, a nie o jakieś detale typu: pare zeta na książeczkę czy gdzieś indziej, pomóc babci czy nie itp.

      niemniej uważam iż skoro dostrzegłeś już tą sytuację to sobie z nią poradzisz, ważne iż pojawiło się to przed decydującymi krokami

    • amancjuszka Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 12:27
      Tak to jest jak mamusia i tatus funduja mieszkanie -teraz bedzie tak grac jak Wam rodzinka zagra, powodzenia w tym 4 kaciku na przyszlej drodze zycia :)
      • lemur223 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 12:32
        Przepraszam bardzo, moi rodzice się nie wtrącają.
        Chcesz to wynajmij, chcesz to zamieszkaj z nią, twoja sprawa nam nic do tego - to ich podejście.
        Wątpliwości mam ja a nie moi rodzice.
        • jasna_olera Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 13:08
          A ja się z Tobą zgadzam. Możecie to potraktować w ten sposób: Macie dwa mieszkania formalnie na papierze każde z was ma własne, ale jeżeli zakładacie partnerstwo to zapewne będziecie współdecydować o losie tych mieszkań razem, ona będzie np współuczestniczyć w decyzjach dotyczących przeznaczenia, czy remontu twojego mieszkania itp. więc Ty powinieneś uczestniczyć w decyzjach dot.tego drugiego mieszkania.
          Jednakże zawsze musicie mieć na względzie, by decyzje te nie były krzywdzące czy ryzykowne dla jednego z was. Decyzja o wynajmie jest tylko z pozoru dobra. Mieszkanie może ulec zniszczeniu, wynajmujący mogą robić problemy itp. Podobnie jak np decyzja o sprzedaniu mieszkania. Wówczas to które traci mieszkanie jest w gorszej sytuacji, zakładając, że zysk uzyskany ze sprzedaży jest inwestowany we wspólny majątek.
          Co do zasady się zgadzam, decyzje dotyczące losu obu mieszkań powinny być podejmowane razem bez mieszania się rodzinki o ile zakładacie długi związek i zaczynacie razem budować WSPÓLNY DOBROBYT, co do tego jakie powinny być to decyzje zalecałabym stosowanie obiektywnych kryteriów.

          Innymi słowy, zastanów się co w tej sytuacji najbardziej Cię boli: fakt, że zostaleś pominięty w procesie decyzyjnym czy to, że nie będzie kasy z wynajmu.
          Jeżeli to pierwsze, rozwiązując konflikt z dziewczyną rozłóż odpowiednio akcenty, a więc zaznacz, że nie chodzi o treść decyzji lecz formę ( nie chcesz być pomijany)
          • lemur223 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 13:18
            Wiesz, nie jesteśmy juz młodzi (oboje po trzydziestce). Zarówno ja jak i ona traktujemy zwiazek powaznie, chcemy mieć dzieci, założyć rodzinę. To nie jest szczeniackie chodzenie.
            Do decyzji o zamieszkaniu dochodzilismy razem, najbardziej w tym wszystkim zabolał mnie fakt, że decyzję o przeznaczeniu kawalerki podjęto za moimi plecami bez jakichkolwiek uzgodnień ze mną.

            A wydaje mi się, że chociaż powinna ze mna porozmawiać - bo decyzja ta wyniknęła z pewnych uwarunkowań - dziewczyna przychodzi do mnie mieszkać, ja mam własne lokum, a więc TYLKO I WYŁĄCZNIE DLATEGO kawalerka może byc przeznaczona do innych celów.

            Przeciez gdybym nie miał własnego mieszkania i zakładając, że ona mnie kocha mieszkalibyśmy w jej kawalerce i wtedy babcia nie mogła by przyjść mieszkać do kawalerki.
            A może się mylę?
            • jasna_olera Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 14:09
              No więc jak juz napisałam, pomijanie Cię w procesie decyzyjnym jest nie fair, skoro wspólnie decydowaliście o losie twojego mieszkania ( jej wprowadzka).
              No więc jeszcze raz potwierdzam, że co do zasady masz rację. Rozumiem, że najbardziej boli Cię fakt ze zostałeś pominiety w procesie decyzyjnym, tym bardziej że zapewniłeś dziewczynie podobny udział w decydowaniu co do losów twojego mieszkania.
              Zachęcam Cię do pogadania z dziewczyna o zasadach dotyczących tego jak będziecie wspólnie decydować w przyszłości odnosnie innych waznych spraw. Tylko nie myl tej rozmowy z dyskusją na temat treści decyzji. To zupełnie inna para kaloszy. Rzeczywiście jest tak, że istnieje kilka możliwości zadysponowania wolną kawalerką. Podałeś tylko jeden - wynajem. Zastanawiam się, czy dziewczyna nie odrzuciła tego pomysłu, ponieważ czuła, ze to ona jest poddawana presji wtrakcie rozmów z Tobą.
              Jako mediator powiem tak: Ludzie nie lubią być pomijani w procesie decyzyjnym i gdy poczują że tak jest, są skłonni odrzucić nawet najwspanialsze pomysły drugiej strony, jeśli nie poczują, że współtwórcami tego pomysłu... Nieracjonalne? Owszem. I myślę sobie, że oboje doświadczyliście tego stanu: sprzeciwiam się pomysłom, których współautoremnie jestem.

              PS. To że dziewczyna początkowo przytakneła Twoim planom nie oznacza że się z nimi zgodziła, nie umiejąc tego wyrazić, zastosowała fortel (wsparcie rodziców)



            • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 19:20
              To w koncu o co chodzi? O pieniadze czy o urazona dume, ze cos sie odbylo za Twoimi plecami? Moglo sie odbyc, bo to nie jest Twoja wlasnosc.
              • astrofan Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 20.07.11, 00:32
                jesteś głupia jak but :)
                • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 20.07.11, 11:07
                  Coz, moge sie odwzajemnic tym samym.
                  • ssdd1975b Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 22.07.11, 18:17
                    @mumia - ale powaznie mam nadzieje ze sie leczysz... :) a jak nie to zacznij - bo generalnie albo udajesz albo jestes dosc ostro niezrownowazona ...przeciez juz napisal o co chodzi a ty dalej swoja - pewnie dostalas kopa od jakiegos faceta to i teraz na nim sie bedziesz odgrywala... :)
                    • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 22.07.11, 19:17
                      No prosze, dopiero zawitalam na to forum a juz jestem tak znana i lubiana. :-D
                      Z rownowaga ci u mnie w porzadku. A jak u Ciebie?
                      Tylko sie nie unos, bo spadniesz!
            • ssdd1975b Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 22.07.11, 18:15
              @ lamur

              powtarzasz sie....wszystkie odpowiedzi juz padly zeby Ci to wyjasnic - skoncz pisac na forum i pogadaj z nia...

              co do kolejnych rozwiazan proponuje wynajac oba mieszkania i wyprowadzic sie gdzies dalej od rodziny (wtedy masz szanse coby ja od nich wyswobodzic... :)

              Twoja kobita jest uwiazana do rodzicow jak juz sam nie wiem co... musi dorosnac i tyle...
            • kristofa_w Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 12:54
              Moim zdaniem masz rację, że nie podoba sie Tobie ta sytuacja. Skoro zapraszasz dziewczynę aby z Tobą zamieszkała, to dlaczego środki z wynajmu Jej mieszkania nie miałyby być przeznaczone na Wasz wspólny cel? Przecież to jest bardzo sensowne rozwiązanie, które przyniesie Wam korzyści. Zastanawia mnie fakt, że skoro oboje jesteście po trzydziestce, to czemu Jej rodzice wypowiadają się na temat Jej mieszkania i środków z jego wynajmu? No albo to mieszkanie jest Jej i decyzja co do korzyści płynących z jego posiadania leży po Jej stronie albo to mieszkanie jest Jej ale tak naprawdę Jej rodziców. Przecież Ona nie ma 18 lat...zastanów się bo wiem, że taki sygnał dany na tym etapie związku daje sporo do myślenia, za dużo ingerencji Jej rodziców w to wszystko widzę. Tak nie powinno być.. A może dziewczyna po prostu nie podziela Twojego zdania co do całej tej sytuacji? Przecież to powinno zostać wyjaśnione pomiędzy Wami, bez wtrącania się teściowej potencjalnej. To co zaproponowałeś jest bardzo sensownym rozwiązaniem. Sama jestem w związku i wiem, że gdybym zbytnio pozwoliła mojej Mamie oraz Jego Mamie ingerować w życie moje i mojego Męża, to nie bylibyśmy szczęśliwi. Trzeba w takich sytuacjach stawiać jasne granice i ustalenia pozostawiać między sobą, a osoby trzecie jedynie informować o podjętych decyzjach.
            • hermilion Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 17:03
              Na to niestety jest jedyna rada - wyprowadzić się na odległosć 200km+
              a najlepiej do innego państwa - w celu odcięcia pępowiny.
    • altz Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 13:08
      Tu jest problem i sam nie wiesz, jaki.
      Być może dziewczyna ma symbiotyczny związek z rodzicami (matką), jest to wielkie zagrożenie i może rozwalić każdy związek.
      Być może rodzice są z tych, co "dają", a potem rządzą tym mieszkaniem, bo jest przecież ich. Taki problem, to już poważniejsza sprawa, można się pozbyć takiego problemu dając do zrozumienia, że nic nie chcemy od was, odczepcie się. Czasami lepiej nie brać nic i mieć święty spokój.

      Porozmawiaj poważnie z dziewczyną. Jeśli Ty nie masz problemów w rodzinie, to nie znaczy, że inni też tak mają, a co dla Ciebie wydaje się oczywiste, dla innych nie musi takie być.
      Naciskałeś na dziewczynę, źle zrobiłeś, trzeba było najpierw się zapytać i porozmawiać.
      Martwi mnie najbardziej jedna rzecz, że dziewczyna boi się, że się nie zmieści w Twoim mieszkaniu. Oznacza to, że planuje ekspansję na całe mieszkanie, a tego bym się obawiał. Będziesz na swoim, ale nie u siebie.
    • michunia Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 14:32
      Zaproponowalbys jej wspolne mieszkanie rowniez, gdyby nie miala wlasnej kawalerki?
      Jesli tak, to nie ma co robic problemow, jej mieszkanie nie nalezy do Ciebie i nie masz praw do obracania tym majatkiem i korzystania z niego. Szkoda tylko, ze dziewczyna nie powiedziala Ci tego sama, dziwne to wyjasniania sytuacji przez mamusie..
      • lemur223 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 14:45
        Nie szukałem dziewczyny z mieszkaniem. Ale... ona jednak ta kawalerkę ma.
        Oczywiście, że nie mam prawa do obracanie jej majątkiem, ale skoro ona będzie korzystała z mojego majatku i dzieki mojemu mieszkaniu może mieć plany co do swojej kawalerki to chyba troche zmienia postac rzeczy? Nie sądzisz?
        • michunia Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 15:20
          To, ze Twoja dziewczyna bedzie korzystala z Twojego mieszkania nie oznacza przeciez dla Ciebie straty czy uszczerbku majatku.Twoja dziewczyna powinna przyczyniac sie do utrzymania mieszkania i ponoszenia innych wspolnych kosztow w stosunku do swoich mozliwosci zarobkowych i majtkowych. Pewnie, ze we wspolnocie malzenskiej to wyglada inaczej,tzn dochody z majatku osobistego ida na wspolny rachunek,ale malzenstwo naklada tez inne obowiazki, dlatego trudno przenosic te zasady na uklady, ktore moga sie skonczyc z dnia na dzien, czego wam oczywiscie nie zycze
          • lemur223 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 15:38
            parę uwag - małżeństwo też może się skończyć z dnia na dzień, znam takie przypadki. Jak również znam parę, która zyje ze sobą na kocią łapę od kilkunastu lat, mają dwójke dzieci i nic nie wskazuje na to, żeby mieli sie rozstać.
            No i cały czas staram się przekazać jedna rzecz - co by było gdybym nie miał mieszkania? Co wtedy z ich planami wobec kawalerki, które miały miejsce za moimi plecami?
            Moi rodzice (pare osób mi wytknęło, że mieszkanie jest ich a nie moje) jakoś nie planowali - idź mieszkać do kawalerki, a twoje mieszkanie wynajmiemy/zrobimy z nim cos innego ;)
            • michunia Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 15:50
              parę uwag - małżeństwo też może się skończyć z dnia na dzień, znam takie przypa
              > dki.

              Tak, to prawda, ale malzenstwo rodzi zobowiazania finansowe(podzial majatku wspolnego przy rozwodzie,ewent.roszczenia alimentacyjne), ktore moga sie ciagnac poza malzenstwo i tym samym rekompensuje dzielenie sie np dochodami z majatku osobistego. to mialam na mysli w poprzednim poscie
              • lemur223 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 15:58
                W sumie nie wiem jak to wytłumaczyć, bo mam wrażenie, że nie jestem rozumiany.

                Jeśli spotyka się dwoje ludzi i jedno mam mieszkanie i samochód a drugie komplet garnków i kołdrę, zakochują się w sobie, planuja wspólną przyszłość, to NATURALNĄ rzecza jest dla mnie nastepująca sytuacja: ja wnoszę w związek mieszkanie i samochód a ty wnosisz w związek kołdrę i komplet garnków, i z tych rzeczy korzystamy wspólnie i razem.

                Mam problem z zaakceptowaniem sytuacji "skoro ty masz komplet garnków to ja swój komplet oddam mamusi i nie mam zamiary tego z tobą konsultować". Dla mnie to jest własnie postawa roszczeniowa i żerowanie na drugiej osobie i na dodatek stawianie jej przed faktem dokonanym.

                Czy teraz wyraziłem sie jasno? jak się do tego odniesiecie?
                • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 19:16
                  Targuj sie! Niech babcia placi za wynajem kawalerki. Co masz byc stratny?!
                  • lemur223 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 22:25
                    a Ty dalej swoje??? yebnieta jestes???
                    Napisałem przecież kilka razy, że nie chodzi o kase a o postawe.
                    • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 20.07.11, 11:05
                      Po pierwsze to naucz sie kultury! Twoja kobieta wie co robi, ze nie chce wynajac swojego mieszkania. Pewnie podejrzewa co w trawie piszczy!
                      Po drugie usilujesz rzadzic sie jej mieszkaniem, co oznacza, ze w przyszlosci bedziesz chcial rzadzic nia. Jestes jedynakiem i zawsze bylo tak, jak Ty chciales? To teraz nie bedzie i trzeba sie z tym pogodzic!
                      • ssdd1975b Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 22.07.11, 18:27
                        zgadzam sie ze mumia cos nie tak jest - ktos CI obwody miedzy uszami poprzestawial - idz do specjalisty moze jest jeszcze szansa... :)
                        • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 22.07.11, 19:09
                          Przeciez to mezczyzni maja cos nie tak w mozgu: slaba komunikacje mdzy polkulami. Niestety naukowcy jeszcze nie wiedza jak to zreperowac.
                      • tleonek Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 11:24
                        Myślę, że źle to oceniacie. Fakt, nie powinieneś naciskać mocno, bo to jednak jej kawalerka. To Ty zaproponowałeś wspólne mieszkanie. Nie możesz jej narzucać niczego.
                        Z drugiej strony to dziewczyna powinna Ci wprost powiedzieć. Matka Twojej dziewczyny wygląda na despotkę, która chce rządzić swoją córeczką i wtrącać się do Waszego życia. Zaś Twoja dziewczyna jej ulega. Jak komuś się coś daje, to nie jest w porządku, jak się później tym rozporządza.
                        Moja rada, porozmawiaj z dziewczyną na spokojnie. Nie naciskaj, staraj się ją zrozumieć, ale wytłumacz, że to powinna być jej decyzja, nie jej mamy. To Wasze życie, nie jej mamy, jej mama ma swój związek, swoje mieszkanie.
                      • ronald.tusk Co jest twoje to jest moje a co moje to nie rusz.. 11.08.11, 10:12
                        Już wiesz jak będzie? Wpuścisz parcha pod Twój dach i teraz nie będzie już tak jak ty chcesz, nie będzie nawet tak jak wy chcecie. Będzie tak jak ona chce. Swoją drogą to rozumiem całkowicie twój punkt widzenia.
                • astrofan Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 19:22
                  tak to jest postawa roszczeniowa i egocentryczna, potem np. jej problemy w pracy będą waszymi wspólnymi - ale Twoje problemy w pracy to już Twoja własna sprawa z którą sam sobie powinieneś poradzić

                • altz Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 20:23
                  Chłopie, zafiksowałeś się na to mieszkanie.
                  Opowiedz o tych wszystkich swoich problemach dziewczynie, a na pewni Cię zostawi.
                  Podjąłeś decyzję na temat tamtego mieszkania, zacząłeś się rządzić nie swoim majątkiem i była to jakaś próba wymuszenia posłuchu i sprawdzenie "kto rządzi w tym domu". Teraz trzeba przełknąć tę gorzką pigułkę i zacząć rozmawiać z partnerką, uczyć się, że ona też jest ważna w procesie podejmowania decyzji. Ona też pewno będzie się czegoś musiała nauczyć.
                  Jeśli nie będziecie ze sobą rozmawiać i konsultować, to ten cały związek o kant d... potłuc, nic z tego nie wyjdzie, tym bardziej że oboje jesteście już staruchy ze swoimi przyzwyczajeniami do samodzielności i nieliczenia się z nikim.
                  Powodzenia życzę i krótszej pamięci! :-)
                • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 21.07.11, 12:44
                  Skoro tak sie domagasz odniesienia sie do tego, to prosze bardzo: porownanie jest bez sensu, bo mieszkanie i samochod nie staja sie wspolna wlasnoscia a koldra i komplet garnkow tak.
                  • lemur223 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 21.07.11, 12:49
                    Nie rozumiem? dlaczego kołdra i komplet garnków staje sie wspólna własnościa, a mieszkanie i samochód nie?
                    • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 21.07.11, 13:32
                      Dlatego, ze mieszkanie i samochod maja okreslonego wlasciciela. Sa na to "papiery".
                      To, do kogo nalezy koldra i garnki trudniej ustalic i trzeba by bylo udowadniac.
        • mc-matt Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 12:28
          Myślisz Lemurze że rodzice dziewczyny są skąpi i to może być przyczyną zamieszania? Moim zdaniem tu nie chodzi o skąpstwo... Chodzi o to, że niektóre kobiety lubią rządzić, narzucać innym swoje decyzje. Gdy takie kobiety są młode - nie mają za bardzo komu owych decyzji narzucać, poza tym mają mnóstwo spraw na głowie - szaleją, uczą się, pracują... Gorzej gdy nabiorą one słusznego wieku i przeistoczą się w matrony, a później w teściowe... Dwie trzecie moich znajomych jest zdania że Teściowa to zwierz przebiegły i nieznośny, a na dokładkę jadowity... Owe niecne stworzenie walczy właśnie z Tobą o terytorium - pokazuje "kto tu rządzi"... Jak się nie postawisz - to do czasu zgonu "Mamusi" kawalerka będzie drzazgą w oku... Musisz grzecznie podyskutować z dziewczyną o tym, że wynajem kawalerki jest bardzo sensowny. Że pieniądze z wynajmu możecie odkładać na specjalny fundusz, że na przykład pierwszą rzeczą którą za to kupicie będzie coś o czym dziewczyna marzy... Przekabać ją jakoś na swoją stronę, bo na razie boi się za bardzo gniewu mamusi i nie myśli logicznie...;P
          Ja sam mam perspektywę podobnego związku - ja i dziewczyna, oboje mamy po kawalerce... Mam nadzieję, że gdy się z nią zejdę nikt mi nie będzie robił podobnych problemów z wynajmem... Wszak te 700 złotych bonusu do domowego budżetu co miesiąc piechotą nie chodzi, a Polska to diablo drogi kraj...
    • brak.polskich.liter Re: śmierc 19.07.11, 15:04
      justyna-buziak napisał:

      > Co mam robić?

      Wziac kolo i pier...c sie w czolo.
      Dziekuje za uwage.
    • xolaptop Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 16:32
      Jesteście jeszcze na etapie, że dostajecie od rodziców, w dodatku rzeczy bardzo podstawowe, więc przed wami długa droga do dorosłości.
    • altz Re: śmierc 19.07.11, 20:16
      > i otrzymałam znów tę datę! ((
      > Co mam robić?
      Umrzeć, w końcu po to się idzie do wróżek, żeby się im podporządkować. ;-)
    • miau_weglowy Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 19.07.11, 20:47
      nie widze ani slowa uzupelnienia, jak maja sie ksztaltowac wydatki na to wspolne zycie. bo to tez ma wplywa na fakt, co ma sie stac z jej kawalerka
    • brak.slow heheh 20.07.11, 01:36
      "Czy w związku z tym, że planujemy razem wspólną przyszłość, nie wydaje wam się dziwne, że dziewczyna wchodzi w 3 pokojowe mieszkanie, a swoją własność ceduje na rodzinkę i jednocześnie jej mama oznajmia mi, żebym nie liczył nawet na złotówkę z tej kawalerki.
      4. Kawalerka jest mojej dziewczyny. Mieszkanie jest moje. Tak zostanie nawet jak weżmiemy ślub. Oczywiście można tu odczuwać pewien dyskomfort, ale sytuacja i tak jest o niebo lepsza niż kredyt na 30 lat we frankach".

      a ja bym to przeliczyła inaczej.
      laska wprowadza się do ciebie, zalozmy, ze cale oplaty placisz ty (czynsz+media) w zamian kasa z jej wynajmu idzie na wasze wspolne wakacje, tak jak chciales. ona nie musi placic za nic w twoim mieszkaniu, za to ty masz na wakacje z jej mieszkania., fair? fair.

      co innego jesli zakładałeś, że będziesz ściągał od niej kasę za czynsz i media i fundował sobie wakacje za pieniądze z jej mieszkania.

      smiesznie to zabrzmiało "dziewczyna wchodzi w 3 pokojowe mieszkanie"
      w nic nie wchodzi, mam na mysli-żadnego profitu z tego mieć nie będzie, bo mieszkanie jest twoich rodzicow, a co stoi w księdze wieczystej to sie akurat liczy. mieszkanie prawnie jest ich, a twoje moze byc jak ci przepiszą, albo dostaniesz w spadku. a i wtedy nie będzie jej własnością.
      ja mam rozwiązanie dla twojego problemu: podzielcie się równo opłatami za czynsz i media i problem masz z głowy. o kawalerce zapomnij, na wakacje po prostu zapracuj.

      rodziny lepiej nie zakładaj, bo się nie doliczysz, które z was częściej pieluchy kupiło
      • lemur223 Re: heheh 20.07.11, 02:06
        Po pierwsze - nie musimy brac kredytu na wieksze mieszkanie, moje mieszkanie mozna traktowac jako docelowe, odpada konieczność składania sie na ratę kredytu - profit? profit!

        Po drugie - nie trzeba wynajmować mieszkania dla babci tudzież jej rodzice mogą polepszyć sobie standard życia lokując babcie w kawalerce mojej panny, bo ja mam mieszkanie - profit? profit!

        Po trzecie - "dziewczyna wchodzi w 3 pokojowe mieszkanie" wcale nie zabrzmiało smiesznie tylko prawdziwie. I nie ma tu znaczenia fakt kto figuruje w ksiedze wieczystej bo nawet gdybym ja tam figurował to po slubie mieszkanie i tak jest tylko moje, a jej kawalerka jest tylko jej (tym bardziej przed ślubem ;). Gdybym nie miał mieszkania, to mieszkalibysmy w jej kawalerce (a może nie, bo facetem bez mieszkania by sie nie zainteresowała?) a problem babci rodzice by musieli rozwiązać inaczej ;). A więc wchodzi w mieszkanie i przy okazji wchodząc w mieszkanie rozwiązuje preblem mieszkaniowy babci? Wchodzi i rozwiązuje.

        Po czwarte - juz opisywałem jak wyobrażam sobie założenie zwiazku i korzystanie z rzeczy, których sie dorobilismy/dostalismy/odziedziczylismy przed związkiem, nie będę się powtarzał. Chodzi bardziej o zasadę, a mniej o pieniądze.

        Po piate - gdybym to ja szedł do niej mieszkać, to ani mi ani tym bardziej moim rodzicom do głowy by nie przyszło robić plany co do mieszkania. Mieszkanie zostałoby wynajete, a kasa wpływałaby na WSPÓLNE konto.

        I na koniec - mozesz być pewna, że nie założe rodziny z kims kto chce na mnie pasozytować, wole byc sam.


        • zuzi.1 Re: heheh 20.07.11, 11:21
          No włąsnie lemur223 i tu juz nam dokładnie wyjaśniłes o co Tobie chodzi, nie Twoja dziewczyna nie chce na Tobie pasożytowac, to Ty powinienies iśc się przeleczyc u dobrego psychiatry najpierw, bo masz problem mentalny dot. pieniędzy właśnie a ... i trzymaj się z dala od wszelkich związków małzenskich, bo z takim podejściem do życiai do kobiet nigdy nie uszcześliwisz żadnej kobiety a wręcz przeciwnie, zrobisz z którejsc nieszczęśliwią i zgorzkniałą kobietę...
          • ronald.tusk Nie popuszczaj... 11.08.11, 10:16
            ...im się optyka zmienia w trakcie rozwodu. Pamiętaj, że kobieta nie kocha ot tak sobie. One kochają za coś w przeciwieństwie do nas. Odbije ci się czkawką ten związek już to czuję...mało tego...wali tym na kilometr...
        • mysza285 Re: jestes wyrachowany 20.07.11, 13:11
          bardziej niz twoja dziewczyna...wcale nie jestes lepszy od niej....serio, bo bijesz piane o głupia kawalerke - a gdzie inne wazniejsze rzeczy niz te materialne? Wyliczyłes profity jak ta lala- wiesz jakby mi facet tak wyliczył wszytsko i usłyszałabym od niego, ze wchodze w jego jego rodziców- fakt nie ma to znaczenia mieszkanie świezukie full serwice to nie zamieszkałabym z nim, bo jestem cholernie honorowa i nie pozwoliłabym sobie na wyliczanki....
          Moze tak w ramach wspólnego zycia, wspólnych dzieci troche wspanialomyslności, bo zaczyna sie źle...bardzo...jestes okropnie wyrachowany...masz szczeęscie, ze możesz sobie an to pozwolic, to moze znajdz sobie równa sobie laske też z 3 pokojowym mieszkaniem? Bedzie po równo ...
          Zamiast tutaj bic piane weź dziewczyne zapytaj dlaczego wynajem nie jest dobrym pomysłem i co ona proponuje bez udziału swoich rodziców?
          Maja racje |Ci którzy pisza, ze narzuciłes jej swoja decyzje...moze o to chodzi...tak sie nie załatwia spraw- sprawy sie omawia, negocjuje....a nie traktuje kogos z góry i nie narzuca mu swojej woli.
          Ten post z Twojej strony był niesmaczny i nie tu rozwiązesz problemy a rozmowa o tym co ma byc z mieszkaniem dziewczyny- wypadalo zapytac a nie od razu rzucac propozycje..jej zdanie tez jest wazne, ustalcie sprawy finansowe teraz - oplaty, wydatki do mieszkania....
          Ja nigdy nie chciałabym mieszkac u kogos- bo tak będzie z twoja kobieta będzie miszkac u Ciebie nigdy u siebie jest to mało komfortowe dla kobiety która rodzi facetowi dzieci wychowuje i moze zawsze znaleźc sie z nimi za drzwiami- takie czasy....zaczynanie związku od moje Twoje jest niesmaczne i źle z góry rokuje....Ty jestes u siebie na swoim pewnym gruncie w ygodnej komfortowej pozycji- dziewczyna nawet potem zona bedzie nie u siebie a na gościnnych wystepach- Ty jak o niej powaznie myslisz to o Ty pomysl, zeby kobieta miała w związku poczucie bezpieczeństwa a nie była na twojej łasce nie u sibie w tym cudnym m z nowymi Twoimi garami i łyzkami.....fuj...spieprzałabym gdzie pieprz rosnie przy takim podejściu a w dupie z takimi profitami hahaha naiwne te co mysla, ze facet chce sie z nimi czyms podzielic....:-)
          • zuzi.1 Re: jestes wyrachowany 20.07.11, 17:38
            Dokładnie mysza285 nic dodac nic ując do Twojego komentarza:)
          • hermilion Re: jestes wyrachowany 25.07.11, 17:10
            Im dłużej słucham wyjaśnien lemura tym bardziej się decyduje
            ze ani matka ani dziewczyna nie sa głupie .. po prostu postanowiły
            sprawdzić co dla kolesia się liczy

            I wychodzi na to że bardziej od zadania dziewczyny liczy się kkkkkkkasa ..
            • zuzi.1 Re: jestes wyrachowany 26.07.11, 00:22
              Dokładnie tak... kaaaaasa...
              • ronald.tusk To fakt...dla kobiet kasa zaczyna się liczyć 11.08.11, 10:28
                w chwili rozwodu. ;-)
            • li_lah 10/10 26.07.11, 14:23
              dokladnie tak.
              koleś jest w ogóle żałosny rzuca hasłami, ze on coś wnosi do związku, tymczasem jest świetnie zabezpieczony, bo nawet gdyby wziął ślub i mial wspolnote majątkową, to mieszkanie formalnie jest jego rodzicow! kazdy myślący człowiek, nieco obeznany w przepisach wie, że sprzedanie tego mieszkania w trakcie trwania malzenstwa nie powiekszy majątku wspolnego, spadek jest wlasnoscia odrębną, przepisanie chyba też.
              (gdyby mieszkanie bylo jego wlasnoscia teraz, a po slubie mialby wspolnotę majątkową, to owszem sprzedaz powiększa majątek wspolny.)



          • ronald.tusk Re: jestes wyrachowany 11.08.11, 10:18
            mysza285 napisała:

            > bardziej niz twoja dziewczyna...wcale nie jestes lepszy od niej....serio, bo bi
            > jesz piane o głupia kawalerke - a gdzie inne wazniejsze rzeczy niz te materialn
            > e?

            Uwielbiam te stwierdzenia. Szkoda, że w przekonaniu pań absolutnym pewnikiem są one tylko w stosunku do facetów.
        • mumia_ramzesa Re: heheh 20.07.11, 13:39
          > mozesz być pewna, że nie założe rodziny z kims kto chce na mnie pasozytować, wole byc sam.

          Zebys tego nie powiedzial w zla godzine.
          Chyba, ze sobie znajdziesz taka, ktora bedziesz bezkarnie rozstawial po katach.
          • ronald.tusk To jest wojna bracie... 11.08.11, 10:26
            mumia_ramzesa napisała:

            > Chyba, ze sobie znajdziesz taka, ktora bedziesz bezkarnie rozstawial po katach.

            I taką sobie kolego znajdź. Tego kwiatu pół światu. Z resztą niech się później bujają frajerzy po sądach udowadniając, że nie są wielbłądami. Baba w genach ma konieczność zabezpieczenia sobie przyszłości i robi to przede wszystkim manipulując faktami, punktem widzenia, uczuciami itp. Najlepszą metodą na nie jest udawanie, że rozumiesz jej punkt widzenia a jednocześnie kierowanie spraw w ten sposób, żebyś nie dał jej za dużo. W związku jest kilka "check pointów"
            1)Okres "chodzenia" - motylki w brzuchu
            2)Ślub - baba dostaje glejt, że stałeś się jej własnością (w razie rozwodu z orzekaniem o winie będziesz miał prawny obowiązek łożyć na nią do końca życia. Uzyskać taką formę rozwodu jest banalnie prosto). Dalej jest...oli głowa, daj mi spokój, za mało zarabiasz - staje się chlebem powszednim. Da się z tym żyć i większość tak robi.
            3)Dziecko - stajesz się bankomatem. Dodatkowo nic nie robisz, nie starasz się i tylko puszczasz bąki. Generalnie mąż Jolki jest pod każdym względem lepszy mimo, że Jolka dostaje w twarz regularnie a on zarabia połowę tego co ty. Ale za to on nie sprzecza się z jej mamą...
            4)Rozwód - stałeś się tylko i wyłącznie bankomatem. Wszystko co robiłeś było złe, nacelowane w dokuczenie biednej kobicie. Za to powinieneś utrzymywać ją i jej potomstwo do śmierci a sam błagać o możliwość widzenia się z dziećmi od czasu do czasu.

            Panowie, to jest wojna! Nie dajcie się bo zapłacicie straszą cenę. Na szczęście nawet wśród kobiet znajdują się jeszcze normalne jednostki. Szkoda, że to już prawdziwa rzadkość...
            • lospecchio panie ronaldzieusku! aleś się naprodukował 11.08.11, 11:13
              Nieszczęśniku, w razie rozwodu lemur zabiera swoje mieszkanko trzypokojowe,a dziewczyna swoją kawalarkę, tak stanowią przepisy, nie bedzie musiał udowadniać, że jest wielbładem, zwłaszcza, że mieszaknie zapisane jest na jego rodziców, nie rób larma na daremno!

              Za to powinieneś utrzymywać ją i je
              > j potomstwo do śmierci

              Zaraz, zaraz, a czy to potomstwo nie jest czasem w połowie też i chłopa. No wiesz, męski plemnik, do żeńskiej komórki i tak dalej (patrz: biologa)

              Najlepszą metodą na nie jest ud
              > awanie, że rozumiesz jej punkt widzenia a jednocześnie kierowanie spraw w ten s
              > posób, żebyś nie dał jej za dużo

              panie ronaldzieusku, mam jeszcze "lepszą metodę" dla ciebie i innych podobnych nigdy się nie żeńcie, fajnym babkom nie zarwacajcie w głowie. Wtedy w s z y t s k o zostanie dla was ciebie, u was, u ciebie; spotykajcie się w sieci z paniami o imieniu jpg ze stron xxx, one nigdy niczego od was nie bedą chciały, hehe.




              ronald.tusk napisał:

              > mumia_ramzesa napisała:
              >
              > > Chyba, ze sobie znajdziesz taka, ktora bedziesz bezkarnie rozstawial po k
              > atach.
              >
              > I taką sobie kolego znajdź. Tego kwiatu pół światu. Z resztą niech się później
              > bujają frajerzy po sądach udowadniając, że nie są wielbłądami. Baba w genach ma
              > konieczność zabezpieczenia sobie przyszłości i robi to przede wszystkim manipu
              > lując faktami, punktem widzenia, uczuciami itp. Najlepszą metodą na nie jest ud
              > awanie, że rozumiesz jej punkt widzenia a jednocześnie kierowanie spraw w ten s
              > posób, żebyś nie dał jej za dużo. W związku jest kilka "check pointów"
              > 1)Okres "chodzenia" - motylki w brzuchu
              > 2)Ślub - baba dostaje glejt, że stałeś się jej własnością (w razie rozwodu z or
              > zekaniem o winie będziesz miał prawny obowiązek łożyć na nią do końca życia. Uz
              > yskać taką formę rozwodu jest banalnie prosto). Dalej jest...oli głowa, daj mi
              > spokój, za mało zarabiasz - staje się chlebem powszednim. Da się z tym żyć i wi
              > ększość tak robi.
              > 3)Dziecko - stajesz się bankomatem. Dodatkowo nic nie robisz, nie starasz się i
              > tylko puszczasz bąki. Generalnie mąż Jolki jest pod każdym względem lepszy mim
              > o, że Jolka dostaje w twarz regularnie a on zarabia połowę tego co ty. Ale za t
              > o on nie sprzecza się z jej mamą...
              > 4)Rozwód - stałeś się tylko i wyłącznie bankomatem. Wszystko co robiłeś było zł
              > e, nacelowane w dokuczenie biednej kobicie. Za to powinieneś utrzymywać ją i je
              > j potomstwo do śmierci a sam błagać o możliwość widzenia się z dziećmi od czasu
              > do czasu.
              >
              > Panowie, to jest wojna! Nie dajcie się bo zapłacicie straszą cenę. Na szczęście
              > nawet wśród kobiet znajdują się jeszcze normalne jednostki. Szkoda, że to już
              > prawdziwa rzadkość...
        • brak.slow Re: heheh 20.07.11, 14:13
          "I na koniec - mozesz być pewna, że nie założe rodziny z kims kto chce na mnie pasozytować, wole byc sam. "

          o i tu pokazałeś kim naprawdę jesteś, dam ci radę-w ogóle nie bierz się za kobiety, bo one są pasożytami nawet gdy tego nie chcą: rodzą dzieci, nie mogą wtedy pracować, dziecko trzeba odchować zanim odda się je do żłobka a to trwa, w tym czasie musisz utrzymywać żonę (taki twój zasr... obowiązek, a jak nie to alimenty) i dziecko co najmniej do 18 roku życia, a gdy dostanie się na studia to dłużej.
          dziecko to też pasożyt, pomyśl ile byś kasy stracił, po co ci kobieta i dzieci? niech pieniądze dotrzymają ci towarzystwa.
          zerwij z tą kobietą, niech odzyska szansę na poznanie kogoś normalnego.
          • ronald.tusk Re: heheh 11.08.11, 10:47
            brak.slow napisała:


            > zerwij z tą kobietą, niech odzyska szansę na poznanie kogoś normalnego.

            Czyli takiego, którego da się łoić bez litości. Tak zwani "ruchacze" są tuż za rogiem. Ciebie ta pani zakwalifikowała do kategorii zapewniającego zasoby. Panowie. Chroń nas panie Boże przed takimi roszczeniowymi babami. Amen.
        • miau_weglowy jesli istotnie 20.07.11, 17:46
          ma byc jedno wspolne konto, z ktorego kazdy bedzie rozsadnie czerpal (bez proszenia sie i bez wypominania), to i ja bylabym za opcja wynajmu i korzystania z pieniedzy z wynajmu wspolnie. po dogadaniu sie co do wiekszych wydatkow za kazdym razem, rzecz jasna.

          -
          'det er så fint å leve, si meg kan du ikke se det?'
      • zuzi.1 Re: heheh 20.07.11, 11:16
        Bardzo trafny komentarz brak.slow, facet jest sknerusem, kontrolerem i dusigroszem i on juz zadba, o to, aby jego zona była pod jego pantoflem przez całe życie...i na pieluchy jej tez bedzie wydzielał, na papmeprsy nie mam co liczyc, co najwyżej na dada z biedronki... Nie dziwię się, że żadna baba nie chciała z nim jak dotychczas wchodzic w związki małżeńskie,a facet już zaczyna byc nieco podleciały (3 dychy + na karku), zapewne siwizna już sie pojawia i przerzedzone włosy itp. i jakosc plemników pogarsza się z dnia na dzień drastycznie :))) po co tej dziewczynie taki już nieco wybrakowany model ...:) Dziwię się jej szczerze... :))))
        • sibeliuss Re: heheh 20.07.11, 11:33
          Dziwię sie, że wolisz jak koleś farbuje kłacze :)
          • zuzi.1 Re: heheh 20.07.11, 11:48
            Ja wolę młode ogiery a nie podstarzałe konie :) a wtedy problem farbowania kłaczy nie istnieje :) przynajmniej przez jakis czas...:)
            • sibeliuss Re: heheh 20.07.11, 12:01
              Gorzej gdy jesteś starą lampucerą lubiącą młodych byczków :)
              • zuzi.1 Re: heheh 20.07.11, 17:40
                Nie mam z tym problemów, swojego byczka już mam :)
        • ronald.tusk Re: heheh 11.08.11, 10:48
          zuzi.1 napisała:

          > Bardzo trafny komentarz brak.slow, facet jest sknerusem, kontrolerem i dusigros
          > zem i on juz zadba, o to, aby jego zona była pod jego pantoflem przez całe życi
          > e...i na pieluchy jej tez bedzie wydzielał, na papmeprsy nie mam co liczyc, co
          > najwyżej na dada z biedronki... Nie dziwię się, że żadna baba nie chciała z nim
          > jak dotychczas wchodzic w związki małżeńskie,a facet już zaczyna byc nieco pod
          > leciały (3 dychy + na karku), zapewne siwizna już sie pojawia i przerzedzone wł
          > osy itp. i jakosc plemników pogarsza się z dnia na dzień drastycznie :))) po co
          > tej dziewczynie taki już nieco wybrakowany model ...:) Dziwię się jej szczerze
          > ... :))))


          Zobacz stary, to jest klasyczny przykład manipulacji. Myśli, że weszła na twój słaby punkt i zmieni ci się optyka. Panowie. Błagam. Nie dajmy się wykorzystywać!!!
    • coelka Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 20.07.11, 03:24
      Ciebie to powinno martwic ,ze sie pyta matki co ma robic a nie ciebie, jak chce zyc z tobą tom powinna z toba rozmawiac a nie z matka czy kolezanka.
    • lena575 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 20.07.11, 04:39
      To nie jest fair ze strony rodziców dziewczyny, ze gdy ona znalazła sobie chłopaka, przeprowadza się do niego i myśli poważnie o załozeniu rodziny i przyszłym życiu, to oni rzucają się na jej własność, jakby to jej nie było już potrzebne. A w sumie młodzi, na dorobku powinni odkładać pieniądze. Nawet na własny slub.
      No, chyba, ze się obawiają, ze córka mieszkanie będzie chciała sprzedać i wolą temu zapobiec.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka