cocojuice
28.08.11, 21:50
Witajcie. Potrzebuje zdania neutralnej osoby.
Prowadzimy z mezem w wspanialy zwiazek, pelny milosci i namietnosci. Kochamy sie, wspieramy, podziwiamy, duzo sie razem smiejemy. Jest fajnie. Jak w kazdym zwiazku zdazaja sie male klotnie i kazde z nas ma swoje minusy, ale z biegiem czasu coraz lepiej potafimy po sie dogadac i zrozumiec. Problem jaki mamy, to ten, ze ja pragne coraz cos z mezem przezyc. Wypady weekendowe gdzies w Europie, krotkie urlopy, wypady za miasto, statek,opera itp. Maz i ja jestesmy oboje dosc mocno zaangazowani zawodowo. Biura mamy jednak w domu przez co widzimy sie kilka razy w ciagu dnia, a pozniej wieczorem. Maz nie ma checi na moje propozycje. Twierdzi, ze chce spokoju i najchetniej siedzialby ze mna w domu. Ja uwielbiam byc z nim w domu ale czasem, tak raz w miesiacu pragne przezyc cos "specjalnego". Wiem, ze sa wazniejsze rzeczy od tych moich zachcianek. Ale trudno mi jest sie tez ich pozbyc ot tak. Wychodzimy czasem do kina, restauracji, na spacery. W tym roku urlop trwal 3 dni. Dla mnie to za malo. I teraz dochodzi do konfliktow. On reaguje zdaniem: "tak, ale mamy tu swoje zobowiazania". Ja twierdze, ze jezeli ktos chce, to znajdzie czas. On dosc czesto ( 2 razy w miesiacu ) wyjezdza zawodowo w rozne miejsca w Europie i zawsze indywidualnie o tym decyduje. Nie chce go zmuszac do podrozy "prywatnych", ale z drugiej strony ja czuje sie ciagle "glodna". Czy ktos mial podobna sytuacje i moze cos opowiedziec...?