mezczyzna73
21.09.12, 19:56
Witam serdecznie.
Mam kilka spraw, na które chciałbym uzyskać pomoc.
Mam 39 lat, moja żona również. Jesteśmy razem od 17 lat, a od 15 jesteśmy małżeństwem. Bardzo mocno kocham swoją żonę i mimo upływu lat nic z mojej strony w tym względzie się nie zmienia. Nadal jest dla mnie atrakcyjna, najlepsza i nadal chcę z nią być do końca życia.
Jednak tak jak wspomniałem jest kilka spraw, które od jakiegoś czasu męczą mnie i powodują, że w mojej ocenie, nasz związek, nasze małżeństwo się rozpada.
Chcę za wszelką cenę je uratować, jednak nie bardzo sobie z tym radzę.
Pierwsza sprawa to moja chorobliwa zazdrość o żonę.
W zasadzie pojawiła się ona niedawno.Nie wiem czy to jest jakaś depresja, czy zaczynam się starzeć. Wcześniej nigdy nie miałem takich podejrzeń i nigdy nie myślałem, że żona może mnie zdradzić. Jakiś czas temu, kiedy żona zmieniała pracę, jej obowiązki w pracy z której odchodziła przejął nowo zatrudniony facet. Początkowo w zasadzie nic nie powodowało moich niepokoi. Do czasu aż usłyszałem rozmowę mojej żony z tym facetem przez telefon. Żona znała go zaledwie od miesiąca i sposób pożegnania po rozmowie telefonicznej bardzo mnie zadziwił. Słowa "PA", "DO ZOBACZONKA W PRACY", "POZDRAWIAM SERDECZNIE" w mojej ocenie są niestosowne, ja takich słów używam wyłącznie w stosunku do osób bliskich. Poza tym zastanawiał mnie fakt, jak oni mogą zobaczyć się w pracy skoro mieszkamy w innym mieście i moja żona pracuje od poniedziałku do piątku, a do starej swojej pracy jeździ wyłącznie na weekendowe dyżury. Znów ten facet, jako nowy kierownik pracuje wyłącznie od poniedziałku do piątku. Wniosek mój był jeden, gość specjalnie przyjeżdża do pracy w soboty, w które ma dyżur moja żona, żeby się z nią zobaczyć. Zaczęło mnie to męczyć, codziennie myślałem o tym. Może dla niektórych nie będzie to żaden powód do zazdrości. Ja myślałem inaczej. Zacząłem sprawdzać jej połączenia w komórce, zacząłem przeglądać jej sms-y z tym facetem. Wiem, że to jest okropne, ale moja zazdrość sięgała szczytów. Znów strasznie się wkurzałem, bo niektóre mimo normalnej treści w podpisie miały: "PA", "ŚCISKAM" itd. Czasy rozmów przez komórkę z tym facetem dochodziły do kilkunastu minut, przekraczały nawet 20 minut. Ciągle zastanawiałem się o czym można rozmawiać z obcym facetem przez prawie pół godziny. Moje obawy nasiliły się tym bardziej, że żona jeździła na całodobowe dyżury do innego miasta niż mieszkamy i nie miałem możliwości żadnej kontroli. Wyobrażenia o tym co oni mogą robić w nocy na tym dyżurze doprowadzały mnie do szału. Kolejnym "gwoździem do mojej trumny" był fakt w jaki sposób żona rozmawiała o tym facecie ze swojej starej pracy z koleżanką przez telefon. Znam swoją żonę od lat i wyraz jej twarzy, kiedy mówiła jaki to on jest fajny, milutki, młody, szarmancki doprowadził, mnie do szału. Wiem jak wygląda, kiedy jest zadowolona. To właśnie widziałem u niej w tym czasie. Któregoś wieczoru wybuchłem, nie wytrzymałem i powiedziałem żonie, że nie chcę żeby jeździła do swojej starej pracy na dodatkowe dyżury. Zrobiłem jej okropną awanturę, oskarżyłem, że się puszcza i mnie zdradza. Żona oburzyła się strasznie i powiedziała, że okropnie ją krzywdzę, że jestem podły. Powiedziała mi, że jeśli mi to przeszkadza to może zrezygnować z dyżurów i pokaże mi swoje sms i historię połączeń z tym człowiekiem, a poza tym stwierdziła, że kiedy bym go zobaczył to sam przekonałbym się, że nie ma być o kogo zazdrosnym. Oczywiście nie wiedziała, że ja już od jakiegoś czasu znam jej smsy. Następnego dnia pokazała mi smsy i oczywiście skasowała ten, w którym napisała do niego "ŚCISKAM". Wściekłem się na maksa. Uznałem, że skoro go skasowała to ma coś na sumieniu. Kolejna awantura i wypominanie. Po jakimś czasie wszystko ucichło i jakoś tam dałem się przekonać. Uznałem przecież, że jeśli mnie kocha to na pewno mnie nie zdradzi, a jeśli już jej
zobojętniałem to i tak nic na to nie poradzę. Oczywiście ona przysięgała mi na wszystkie świętości, że mnie nie zdradza. Jak na spokojnie to analizuję, to zasadniczo ma ona rację. Poza tymi rozmowami i kilkoma nic nie świadczącymi sms-ami nic nie wskazuje, że może mnie zdradzać. Jednak wciąż nachodzą mnie te myśli. Wiem, że jest to złe. Chciałbym jakoś zapanować nad nimi i nie chcę już krzywdzić swojej żony.
Kolejną sprawą jest nasze niedopasowanie w sferze seksu.
Ja mam bardzo duży temperament i praktycznie mam ochotę na seks codziennie. Moja żona uważa, że to nie jest najbardziej istotna rzecz w życiu i wystarcza jej dosłownie kilka razy w miesiącu. Naczytałem się już różnych porad domorosłych specjalistów i nic to nie daje. Dlatego proszę o jakieś konkretne i mądre rady. Prześmiewcą dziękuję. Jest to dla mnie bardzo ważna sprawa, ponieważ bywają okresy, że myślę o seksie na okrągło. Nie wydaje mi się żebym miał jakieś zachwiania. Seksoholikiem raczej też nie jestem, ponieważ nie interesują mnie skoki w bok, nie szukam kochanek na boku, nie jest mi obojętne z kim i gdzie, aby uprawiać tylko seks.Podnieca mnie moja żona i jeśli myślę o seksie to tylko z nią. Jestem normalnym facetem, oglądającym się czasem za ładną dziewczyną na ulicy, jednak pod względem przysięgi małżeńskiej jestem staroświecki. Żonie przysięgałem i nie szukam wrażeń z innymi kobietami. Czasami mówiłem żonie o moich oczekiwaniach, o moich fantazjach. Niby mówiła, że rozumie, że spróbuje coś z tym zrobić, ale po jakimś czasie wszystko wracało do dawnego życia. Kiedyś ona stwierdziła, że nie ma już takiej ochoty na seks i na jakieś "zabawy", bo jest za gruba. Ja uważam, że nie. Co prawda mamy już po 39 lat i na pewno nie ma ona figury 16 latki, ale uważam, że nadal jest atrakcyjna, piękna i seksowna.Nie jest gruba, ma po prostu kobiece kształty i ja właśnie tę jej figurę bardzo lubię. Często powtarzam jej, że jest piękna, że jest seksowna i nadal mnie podnieca. Jednak ona nie chce mi uwierzyć i mówi, że to tylko takie gadanie. Kiedy próbowałem ją namówić na wizytę w poradni czy u specjalisty zawsze odmawiała twierdząc, że ona nie uważa, żeby było z nią coś nie tak. Codziennie powtarza się ta sama "loteria". Leżę wieczorem w łóżku i zastanawiam się czy dziś coś będzie? Kiedyś próbowałem zrobić tak jak ktoś poradził mi w necie. Zawziąłem się i nie szukałem kontaktu z żoną przez miesiąc. Podobno wygłodzona miała mieć większą ochotę. Jak najbardziej mylne twierdzenie. Jeśli ja bym tego nie przerwał to nic by z tego nie było. Jej chyba odpowiadał taki stan rzeczy. Co mam robić? Poradźcie coś konkretnego, bo ja już nie mam żadnych pomysłów. Zacząłem wyręczać ją w większości spraw. Praktycznie już tylko ja gotuję, zmywam, sprzątam, piorę, robię już prawie wszystko, bo ktoś mi napisał, że jak będzie wypoczęta to będzie miała więcej ochoty. Nie wiem już co robić, żeby choć trochę urozmaicić nasz seks i zwiększyć jego częstotliwość z kilku razy na miesiąc do przynajmniej dwóch, trzech razy na tydzień.
Ostatnią sprawą jest moim zdaniem nadmierna opiekuńczość mojej żony jako matki.
Mamy dwójkę dzieci, 5 i 13 lat. Praktycznie nigdy nie jesteśmy sami ze sobą. Cały dzień któreś z dzieci jest przy nas, a szczególnie to mniejsze. Żona tak je przyzwyczaiła, że doszło do sytuacji gdzie nie mogła wyjść do pracy, bo dzieciak darł się wniebogłosy. Kiedy próbuję zwrócić jej delikatnie uwagę, że nie może tak robić to natychmiast dostaję ripostę, że nie będę jej mówił ani ja ani nikt inny jak ma chować swoje dzieci. Moje propozycje jakiegoś wyjazdu na romantyczny weekend tylko we dwoje też nic nie dają. Raz jest to jej zdaniem za drogie, a zaraz po tym słyszę, że nie wyobraża ona sobie zostawienie dzieci i fajną zabawę bez nich. Przecież jeśliby pobyły ze dwa dni u babci czy cioci to przecież nic im się nie stanie.
Problemów jest wiele, jak to w każdym małżeństwie. Opisałem się tu dużo, ale uważam, że jeśli ktoś ma mi pomóc to powinien znać dokładnie co mnie boli.
Najpoważniejszym problemem dla mnie jest przezwyciężenie tej mojej zazdrości i poprawa życia erotycznego. Dlatego też proszę o jakieś rady w ty