marta_51
27.03.13, 08:59
Z doświadczenia i lektury wpisów na różnych forach widzę, że panowie nie mają bladego pojęcia od czego zależy kobiecy temperament, kompletnie nie widzą związku miedzy namiętnością partnerki a zaspokojeniem przez nich jej potrzeb w sferze uczuciowej. U mnie całe życie było tak: dopóki miłości towarzyszyło absolutne zaufanie, byłam płomienną, zawsze chętną kochanką nigdy nie trapioną bólem głowy. Wątpliwości natychmiast objawiały się humorami i zanikiem pożądania, a kiedy już wiedziałam, że on na zaufanie nie zasługuje, stawałam się zimną jędzą wogóle pozbawioną temperamentu. I to był zwykle początek końca związku, a przynajmniej szczęścia. Dodam, że bezskutecznie szukałam mężczyzny godnego zaufania, unikatu, ktory z miłości do mnie potrafiłby wyrzec się sypiania z innymi. Pewnie miałam pecha, bo tacy też przecież istnieją.