blondangel
08.09.04, 21:11
Witam!
Poruszylam juz ten temat na forum dla babeczek ;-), ale chetnie poslucham
meskiej opini.
Moj facet mieszka 500 km ode mnie, zwiazek trwa 9 miesiecy. Na poczatku
myslalam, ze to milosc mojego zycia, bylam w siodmym niebie, nawet sie
zareczylismy. Wiele razy dochodzilo miedzy nami do klotni, ignorowal mnie,
zamykal sie w sobie, tlumaczylam to jego "sprawa". Jego "sprawa" to powazny
sprawa prawna, ma zakaz opuszczania kraju, a ja nie mieszkam w Polsce.
Wszystkie nasze spotkania zaleza ode mnie. Od 9 miesciecy bujam sie miedzy
moim
miastem a jego, na poczatku nie bylo tak zle, ale teraz jestem juz zmeczona,
chce w koncu zakonczyc studia i zyc normalnie. Moj facet nie pracuje, jest
zawieszony, nie wiadomo co bedzie robil po przyjezdzie do mnie. Do tego jego
uwagi, typu ze ja mam przez pierwsze miesiace pracowac, zanim on nauczy sie
jezyka itd. daly mi po prostu do myslenia. Jestem silna kobieta, zawsze
dawalam
sobie rade, nie przeszkadzalo mi, ze to ja musze finansowac wyjazdy, wyjscia,
imprezy na miejscu etc. Ale po prostu mam juz tego dosc. Co z tego ze on ma
chwile, ze jest kochany, ze seks jest boski, to troche za malo zeby stworzyc
szczesliwy zwiazek. Czuje coraz wiekszy ciezar, wiem ze on mnie potrzebuje
zeby
przejsc przez ta cala "sprawe", ze bedzie mu latwiej... Ale ja juz nie mam na
to sily. Jego matka strasznie wchodzi mi na ambicje, zreszta on tez, jest to
rodzina "wojskowa", gdzie pokazanie slabosci nie jest charakterne.... Czuje
sie jakbym byla na jakims poligonie!
Jak to jest u Was? Uwazacie, ze mozna od kobiety wymagac tego, by przejela
role faceta ... w imie milosci??
Jak to zakonczyc, zeby jego nie zranic? Czy moze lepiej powiedziec prawde,
zeby nastepna miala lepiej?
Pozdrowionka