Dodaj do ulubionych

Meskie ambicje

08.09.04, 21:11
Witam!
Poruszylam juz ten temat na forum dla babeczek ;-), ale chetnie poslucham
meskiej opini.
Moj facet mieszka 500 km ode mnie, zwiazek trwa 9 miesiecy. Na poczatku
myslalam, ze to milosc mojego zycia, bylam w siodmym niebie, nawet sie
zareczylismy. Wiele razy dochodzilo miedzy nami do klotni, ignorowal mnie,
zamykal sie w sobie, tlumaczylam to jego "sprawa". Jego "sprawa" to powazny
sprawa prawna, ma zakaz opuszczania kraju, a ja nie mieszkam w Polsce.
Wszystkie nasze spotkania zaleza ode mnie. Od 9 miesciecy bujam sie miedzy
moim
miastem a jego, na poczatku nie bylo tak zle, ale teraz jestem juz zmeczona,
chce w koncu zakonczyc studia i zyc normalnie. Moj facet nie pracuje, jest
zawieszony, nie wiadomo co bedzie robil po przyjezdzie do mnie. Do tego jego
uwagi, typu ze ja mam przez pierwsze miesiace pracowac, zanim on nauczy sie
jezyka itd. daly mi po prostu do myslenia. Jestem silna kobieta, zawsze
dawalam
sobie rade, nie przeszkadzalo mi, ze to ja musze finansowac wyjazdy, wyjscia,
imprezy na miejscu etc. Ale po prostu mam juz tego dosc. Co z tego ze on ma
chwile, ze jest kochany, ze seks jest boski, to troche za malo zeby stworzyc
szczesliwy zwiazek. Czuje coraz wiekszy ciezar, wiem ze on mnie potrzebuje
zeby
przejsc przez ta cala "sprawe", ze bedzie mu latwiej... Ale ja juz nie mam na
to sily. Jego matka strasznie wchodzi mi na ambicje, zreszta on tez, jest to
rodzina "wojskowa", gdzie pokazanie slabosci nie jest charakterne.... Czuje
sie jakbym byla na jakims poligonie!

Jak to jest u Was? Uwazacie, ze mozna od kobiety wymagac tego, by przejela
role faceta ... w imie milosci??
Jak to zakonczyc, zeby jego nie zranic? Czy moze lepiej powiedziec prawde,
zeby nastepna miala lepiej?

Pozdrowionka
Obserwuj wątek
    • gomory Re: Meskie ambicje 09.09.04, 13:44
      Skoro jestes silna kobieta i dajesz sobie rade, wiec moze niech On sie uczy
      tego jezyka, pogotuje Ci obiadki, posprzata i wymasuje po pracy obolale stopki.
      Z czasem moze cos sobie znajdzie...
      Ja czulbym sie w takiej roli zle, i nie chcialbym by kobieta przejmowala na
      siebie moja role.
      • Gość: burunduk Re: Meskie ambicje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.09.04, 14:22
        gomory napisał:
        > Ja czulbym sie w takiej roli zle, i nie chcialbym by kobieta przejmowala na
        > siebie moja role.
        ------------------------------------------------------------------------------
        wiemy, wiemy, najprawdziwszy mężczyzno tego forum przynajmniej ;)
    • tomekchcialbywiedziec Re: Meskie ambicje 09.09.04, 20:43
      wyluz kawe na lawe i juz.nie patrz na matke ani na nikogo innego.wyzne jest to
      jak wasz zwiazek sie uklada i nic pozatym zadna tam tesciowa.poprostu powiedz
      mu co myslisz,spokojnie bez klotni postaraj sie porozmawiac o tym
      problemie.sczerze i bez klotni.ja bym tak zrobil.
      • blondangel Re: Meskie ambicje 10.09.04, 08:38
        Myslicie, ze facet w wieku 35 lat sie zmieni? Do niczego w zyciu nie doszedl...
        To mi tez daje do myslenia. Poza tym mam takie wrazenie, ze "tesciowa" chce sie
        synusia jak najszybciej pozbyc...
        • Gość: burunduk Re: Meskie ambicje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.09.04, 14:21
          jesli chcesz spróbować to spróbuj - tylko nie wychodź za niego za mąż ;)
          jak ja nienawidze textów "bo Ty sobie sama lepiej z tym poradzisz"... warto,
          gdy osłabniesz czuć cos mocnego za plecami...
          • tomekchcialbywiedziec Re: Meskie ambicje 11.09.04, 11:52
            jak on ma 35 lat i mieszka u mamy.to ja nie wiem.
            • blondangel Re: Meskie ambicje 11.09.04, 13:53
              Moze jeszcze dodam, ze jest jedynakiem :-) i do tego blizniak. Nie chce nikogo
              urazic, ale podobno blizniacy nie daja sobie zbytnio rady w zyciu.
              • jumar1 Re: Meskie ambicje 11.09.04, 14:11
                Miałem podobna sytacje...miedzy nami bylo 300 km,oboje bylismy w Polsce więc
                sprawa była ciut prostsza.Ale nie pasowała mi rola sponsora,nie potrzebowałem
                utrzymanki.Liczyłem na to,ze w niej znajde przyjaciela i osobę z która bedzie
                mi dobrze!I było...dopóki za wszystko płaciłem!Były wyjazdy na
                weekendy,obiady ,kolacje na mieście wypady na kawe do restauracji,kino...
                ...a NIE jestem z typu tych którzy czekaja az kobieta wyciagnie portfel!!!
                Płaciłem i przyglądałem sie uwaznie...tym bardziej że nie była żadna "lalką" a
                inteligentna,dojrzała i zrównowazona kobietą!
                ...rozmowa na ten temat przyniosła "poprawe na 1 dzień"dosłownie!
                Po miesiącu uciąlem TO gdyż nie miało TO przyszłosci!
                Tobie,tez radze przeeanalizowac sytuacje tym bardziej że facet nie jest
                pierwszej młodości...w tym wieku już go nie zmienisz,a jesli do niczego nie
                doszedł to tez swiadczy o czyms.
                Pzdr.
                Jumar1
                • blondangel "tesciowa" 21.09.04, 11:25
                  zdecydowalam sie w koncu powiedziec mu, ze to nie jest zwiazek, nie widzielismy
                  sie juz od paru ladnych tygodni. Chcialam go troche na to przygotowac, wiem ze
                  moze nie bylo to fair - przez telefon, ale ja nie potrafie grac i mowic ze jest
                  wszystko cacy, jesli tak nie jest. wiec powiedzialam mu, ze tego juz nie widze,
                  ze staje sie to dla mnie zwiazkiem wirtualnym, a to nie jest to czego ja chce.
                  Zaczal szlochac, potem zarzucal mi, ze go nigdy nie kochalam tak na prawde.
                  Odlozyl sluchawke. Za chwile telefon..... Kto? Jego mamuska!!!! Ze synkowi sie
                  swiat zawalil, ze przeciez milosc w zyciu jest najwazniejsza, ze tylko to sie
                  liczy. I ze miedzy nami jest co cos wyjatkowego i ze nie powinnam go w takiej
                  sytuacji zostawic, lada moment zniosa mu zakaz i bedzie mogl do mnie
                  przyjechac... Wiecie jak podle sie poczulam?? Tak jak ja bym ponosila wine za
                  jego wszystkie nieszczescia.... Wstalam rano, bylam usmiechnieta i czulam ze
                  zrzucam z siebie ciezar... Dwie godziny pozniej... czuje sie wypukana i bez
                  energii.... Ja juz nie mam na to sily. A jesli probuje sie urwac, albo on albo
                  ona robi mi pranie mozgu!! Czy moje zycie i moje cele sie w ogole nie licza?!
                  Jesli powiem im cos takiego bede egoistka...

                  Poradzcie jak sie zachowac i jak im to wszystko powiedziec w taki sposob, zeby
                  zrozumieli... A moze naprawde jestem egoistka? Moze kochac znaczy poswiecic sie
                  dla drugiej osoby.... Ja juz zglupialam!!
                  • brad1 Re: "tesciowa" 21.09.04, 11:52
                    Cześć. Wszystkie teksty iż może ktoś się zmieni w przyszłości – to bzdura.
                    Najłatwiej jest żyć kiedy nie ma jeszcze domu, dzieci, tych wszystkich spraw
                    życia codziennego. I kiedy już tu zaczynają się problemy – to ja nie wierzę iż
                    w przyszłości będzie lepiej –nie będzie. Życie dwojga różnych ludzi, dwóch
                    odmiennych osobowości musi pociągać za sobą dostosowanie się każdej ze stron.
                    Kiedy jeszcze dołożymy teściów to naprawdę nie wierzę w taki związek. Nie ma
                    przyszłości. Moim zdaniem zawali się szybciej niż powstał. Moja rada im
                    szybciej to skończysz tym lepiej ciągnąć tego po prostu nie ma większego sensu.
                    Trzeba być stanowczym. Jestem mężczyzną ale wiem że dla kobiet jest to trudne
                    (powiedzenie raz i stanowczo nie – nie odwołanie nie). Nie wchodź ponownie w
                    ten związek. Toksyczny związek. Powiedz po prostu to nie dla mnie. Dłużej nie
                    chcę. Pa.
                    • jill5 Re: "tesciowa" 21.09.04, 15:18
                      Wspomnialas ze pochodzi z wojskowej rodziny. I moja rada jest taka: uciekaj
                      gdzie pieprz rosnie. Obserwuje w moim otoczeniu taka rodzine...obraz nedzy i
                      rozpaczy...ojciec despota (w Twoim przypadku widac, ze mamuska jest tą silna
                      reka), dzieci zyja w rezimie (teoretycznie i w domu, bo poza nim uzywaja jak
                      moga, co sie zwykle zle konczy). Nie chce generalizowac, bo mowie tu o jednej
                      rodzinie, ale coz...mi uraz pozostal i w zyciu nie chcialabym sie w wojskowa
                      rodzine "wżenić" (czy jakkolwiek sie to mówi).
                      Jestes w trudnej sytuacji i nie dziwie sie ze nie wiesz co zrobic, ale
                      najlepiej bedzie, jak powiedzial moj przedmowca, krotko i zdecydowanie to uciac
                      i zakonczyc znajomosc. To najtrudniejsze, ale i najlepsze rozwiazanie. Tak
                      sadze.
                      Trzymaj sie:)
                      • blondangel Re: "tesciowa" 21.09.04, 17:45
                        Dzieki chlopacy!

                        Jego ojciec byl prawdziwym "terrorysta" - niestety, a moze i dobrze, ze go nie
                        poznalam. Zdradzal matke. On mowi, ze to wszystko przezywal i ze na pewno nie
                        zrobilby tego swojej zonie. Fakt jednak jest taki, ze zostawil swoja pierwsza
                        zone jak byla w ciazy.... Wytlumaczyl mi to tak, ze i tak dla mnie bylo to
                        niezrozumiale. Ale chyba wiekszosc facetow jak sie rozwodzi, zwala wine na
                        kobiete. Ja jednak nie do konca w to wierze, jesli zwiazek sie rozpada, raczej
                        obydwie strony ponosza wine.

                        Najgorsze jest to, ze oni wjezdzaja mi na honor!! Nie jestem charakterna, nie
                        jestem silna. Przeciez to jakis horror!! Jego matka chyba byla w tym zwiazku ta
                        silna strona, i tego samego oczekuja ode mnie...

                        Nigdy nie rozmawialam z nikim na ten temat, oprocz mojej przyjaciolki nikt nie
                        wiem, co tak na prawde sie dzieje. Dobrze jest uslyszec od osob postronnych ich
                        zdanie, jestescie bardziej objektywni :-))

                        Dzieki!!
                        • Gość: Anna Re: "tesciowa" IP: *.elisa-laajakaista.fi 21.09.04, 19:23
                          Wiesz to zalezy. Jak sie jest malzenstwem to m.in. po to by wspierac sie w
                          ciezkiej chwili. I psychicznie i finansowo. W obecnych czasach mezczyznie tez
                          moze sie cos niepowiezc. Kochajaca osoba jest zwykle szczesliwa, ze moze pomoc,
                          bo dawanie to tez szczescie. A z tego co napisalas, to on tez ci cos daje. Dla
                          ciebie problemem sa pieniadze. Moze powinnas z nim pogadac o planach na
                          przyszlosc, jak on to widzi. Mozesz powiedziec mu ze boisz sie przyszlosci z
                          nim, bo jak sobie dacie rade jesli np zajdziesz w ciaze i os bedzie nie tak-
                          wtedy bedziesz fizycznie potrzebowac jego opieki... Co zas do matki to rodzicow
                          sie sobie nie wybiera. Ale tez nie musicie zyc z nia pod jednym dachem
                          jakbedziecie razem? A na odleglosc mozna duzo wiecej scierpiec.
                          • blondangel Re: "tesciowa" 21.09.04, 19:39
                            Droga Aniu,

                            nie sa dla mnie problemem pieniadze. NIe jestem zadna laleczka ani ksiezniczka,
                            cale zycie na siebie pracowalam. Ale jak Twoj facet mowi Ci, ze on najpierw
                            musi nauczyc sie jezyka, a ja mam zarabiac na kanapki (cytuje doslownie), to
                            nie zastanawialabys sie, ze cos idzie nie tak? Ze facet w wieku 35 lat nie
                            doszedl do niczego? I nie byl na byle jakiej pozycji, zarabial bardzo dobrze.
                            Ze przez swoja glupote i nieodpowiedzialnosc upadl na tylek i nie wiadomo czy
                            sie podniesie? Daje mi duzo... Daje mi bardzo czesto uczucie, ze jestem jedna,
                            a moze bardziej, ze mnie potrzebuje, ze beze mnie przez to wszystko nie
                            przejdzie....

                            Czuje , ze on coraz bardziej sie ode mnie uzaleznia i zaczynam sie obawiac, ze
                            wpadam w to wszystko jakos mimowoli, ze jest mi go szkoda, ze przeciez on tez
                            zasluguje na szczescie. Ale ja nie uratuje go!! Prawda jest taka, ze on sam
                            musi przez to przejsc, w koncu sam sobie to nawarzyl...

                            A gdzie sa moje marzenia? Czy to ja mam byc odpowiedzialna za jego
                            niepowodzenia? Utwierdzac go w tym, ze bedzie wszystko dobrze, jak sama czuje
                            wielki ciezar? Czy to ja ma pracowac na faceta, ktory jest zdrowy, zeby isc
                            pracowac, ale leniwy... W ostatnich latach wiele zarabial, ale bez duzego
                            wysilku i wydaje mi sie, ze nie wyobraza sobie, zeby mogl np pracowac
                            fizycznie.

                            A jesli bym miala zajsc w ciaze, to w ogole nie chce o tym myslec... Sa
                            alimenty, ktore on musi placic. I kto by je placil, jesli tylko ja bym
                            pracowala?

                            Wiem, ze kazdy jest wlasnego losu kowalem, ale ja chyba nie...

                            Pozdrawiam
              • zdzichu-nr1 Re: Meskie ambicje 21.09.04, 20:47
                blondangel napisała:

                > Moze jeszcze dodam, ze jest jedynakiem :-) i do tego blizniak. Nie chce
                > nikogo urazic, ale podobno blizniacy nie daja sobie zbytnio rady w zyciu.

                Wypraszam sobie!!! :)
    • kohinor Re: Meskie ambicje 21.09.04, 20:16
      blondangel napisała:

      Po raz kolejny KOBIETA (z wpisu wynika - INTELIGENTNA) robi z siebie
      nieszczesnice, ofiare, daje sie wykorzystywac.
      Co gorsza tworzy kolejnego potwora, chama bez ambicji (i jaj).
      Kolejny raz tworzy sie precedens rozpieszczania i zniewiescienia faceta oraz
      unieszczesliwiania kobiety.
      Do czego to doprowadzi?
      Baby! Miejciez swoja ambicje! Przestancie nianczyc tych chlopczykow z wasami!!!

      Ale po kolei.

      > Moj facet mieszka 500 km ode mnie, zwiazek trwa 9 miesiecy.
      Juz po 3 powinnas sobie dac spokoj

      >Na poczatku myslalam, ze to milosc mojego zycia, bylam w siodmym niebie, nawet
      sie
      > zareczylismy.
      3 miesiace!!! Licza sie fakty, nie obietnice. To co zrobi, a nie powie.

      > Wiele razy dochodzilo miedzy nami do klotni, ignorowal mnie,
      > zamykal sie w sobie, tlumaczylam to jego "sprawa". Jego "sprawa" to powazny
      > sprawa prawna, ma zakaz opuszczania kraju, a ja nie mieszkam w Polsce.

      Tak, bidusia, ma problemy trzeba na niego dmuchac, chuchac, pocieszac.... I
      wybacza ignorancje, egoizm itd. Zalosne.


      > Wszystkie nasze spotkania zaleza ode mnie. Od 9 miesciecy bujam sie miedzy
      > moim miastem a jego, na poczatku nie bylo tak zle, ale teraz jestem juz
      zmeczona,
      > chce w koncu zakonczyc studia i zyc normalnie.
      Kazdy by sie zmeczyl. Kazdy chce ZYC NORMALNIE. Nikt nie chce byc
      wykorzystywany. A Ty to ciagniesz. 9 miesiecy.

      > Moj facet nie pracuje, jest
      > zawieszony, nie wiadomo co bedzie robil po przyjezdzie do mnie.
      Co za wor. Nierob. Babo! Czy Ty tego nie widzisz? Co to za facet? NORMALNY
      facet ma jaja, glowe na karku i rece do roboty!

      > Do tego jego
      > uwagi, typu ze ja mam przez pierwsze miesiace pracowac, zanim on nauczy sie
      > jezyka itd. daly mi po prostu do myslenia. Jestem silna kobieta, zawsze
      > dawalam
      > sobie rade, nie przeszkadzalo mi, ze to ja musze finansowac wyjazdy, wyjscia,
      > imprezy na miejscu etc.
      No nie. Ty nie kpisz? Przeczytaj sama siebie. To, co napisalas powyzej!
      Przeciez to obciach i zenada!!!


      > Ale po prostu mam juz tego dosc. Co z tego ze on ma
      > chwile, ze jest kochany, ze seks jest boski, to troche za malo zeby stworzyc
      > szczesliwy zwiazek. Czuje coraz wiekszy ciezar, wiem ze on mnie potrzebuje
      > zeby
      > przejsc przez ta cala "sprawe", ze bedzie mu latwiej...
      Tak. To, co TUTAJ napisalas, to typowo BABSKIE podejscie do sprawy:
      - jest kochany, swietny seks, litosc.
      Fakty:
      - wykorzystuje Cie, jest egoista, korzysta z Twoiej dobroci (i szmalu, he, he)
      oraz - nie ma co ukrywac - SEXU!!! (sama przyjezdzasz, placisz za wszystko itd.
      To gigolo!)

      > Ale ja juz nie mam na
      > to sily. Jego matka strasznie wchodzi mi na ambicje, zreszta on tez, jest to
      > rodzina "wojskowa", gdzie pokazanie slabosci nie jest charakterne.... Czuje
      > sie jakbym byla na jakims poligonie!
      1. Matka ZAWSZE trzyma strone syna
      2. AMBICJA? A gdzie oni WSZYSCY ja maja?
      3. Sorry - ale dzieci „wojskowych” w wiekszosci sa... nie teges :(((


      >
      > Jak to jest u Was? Uwazacie, ze mozna od kobiety wymagac tego, by przejela
      > role faceta ... w imie milosci??
      Nie wiem, jak u innych, ale wiem, co ja bym zrobil.
      powiedzial: won dzieciaczku. Pobaw sie jeszcze w piaskownicy i dalej zyj na
      koszt mamy i innych - jak ja naiwnych. Tyle, ze ja juz naiwna nie jestem!

      > Jak to zakonczyc, zeby jego nie zranic?
      Zeby go nie zranic? Powinnas go tak (psychicznie) skopac po jajach, zeby
      zapamietal sobie do konca zycia....

      > zeby nastepna miala lepiej?

      ... i zeby nie bylo wiecej NSTEPNYCH tak naiwnych jak Ty.

      Przepraszam Cie, blondangel`u. Nic osobistego. Jestes madra, zaradna babeczka.
      Tylko potwornie naiwna w sprawach damsko meskich. W swietle FAKTOW, ktore
      opisalas, sytuacja jest JEDNOZNACZNA - ten wor Cie wykorzystuje (taki typ
      czlowieka - cale zycie na czyis plecach)

      Pozdrawiam Cie serdecznie i zycze... zdecydowania i rozwagi.
      patrz na fakty, nie slowa. Po prostu.
      • blondangel Re: Meskie ambicje 21.09.04, 20:26
        Kohinor, jestes boski!!! I nie masz mnie za co przepraszac, wiem ze jestem w
        tych sprawach naiwna.... Ale sprowadziles dzis pierwszy usmiech na moje usta,

        DZIEKI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • kohinor Re: Meskie ambicje 21.09.04, 20:30
          blondangel napisała:

          > Kohinor, jestes boski!!! I nie masz mnie za co przepraszac, wiem ze jestem w
          > tych sprawach naiwna.... Ale sprowadziles dzis pierwszy usmiech na moje
          usta,
          >
          > DZIEKI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

          Nie jestem boski, no moze troszki przystojny :)))))))))
          A na powaznie - NIENAWIDZE takich typow, jak ten Twoj facet. Boze kochany, ale
          to nie tylko wina jego matki. Co wyscie baby ZROBILY takim facetom?
          Dlaczego im na takie (i inne) rzeczy pozwalacie?
          Gdzie wasza godnosc, honor, ambicje i marzenia?
          Czy naprawde po to, zeby „miec kogos” „byc z kims” warto tak sie poswiecac, dac
          sie upodlic, wykorzystac i gnebic?
          • blondangel Re: Meskie ambicje 21.09.04, 20:39
            Wiesz, czasami ciezko jest wylaczyc serce a pomyslec przez chwile. Przez Twoj
            post przeczytalam jeszcze raz to co napisalam na poczatku, i sama sie smialam z
            tego, i bylo mi szkoda tej osoby. Jestem o wiele bardziej zdecydowana, niz
            bylam jeszcze miesiac temu, od dluzszego czasu nie bylam tam i nie tesknie za
            nim... Jest mi lzej i czuje sie lepiej.

            Musze jeszcze zdobyc sie na odwage i powiedziec mu w oczy ze to koniec. To
            bedzie najgorsze. Spotkam sie na granicy, zaprosze go na obiadek i powiem "Pa
            pa Skarbie, dla mnie zaczyna sie nowe zycie"!!

            Pozdrowionka

            P.S. A tak na marginesie, moze mala kawka jak bedziesz w okolicy :-))
            • kohinor Re: Meskie ambicje 21.09.04, 20:51
              blondangel napisała:

              > Wiesz, czasami ciezko jest wylaczyc serce a pomyslec przez chwile. Przez Twoj
              > post przeczytalam jeszcze raz to co napisalam na poczatku, i sama sie smialam
              z
              >
              > tego, i bylo mi szkoda tej osoby. Jestem o wiele bardziej zdecydowana, niz
              > bylam jeszcze miesiac temu, od dluzszego czasu nie bylam tam i nie tesknie za
              > nim... Jest mi lzej i czuje sie lepiej.
              >

              Uffff. Babo - uwielbiam Cie za to.
              Tylko wytrwaj i badz konsekwentna.

              > Musze jeszcze zdobyc sie na odwage i powiedziec mu w oczy ze to koniec. To
              > bedzie najgorsze. Spotkam sie na granicy, zaprosze go na obiadek i powiem "Pa
              > pa Skarbie, dla mnie zaczyna sie nowe zycie"!!
              Jesli potrafisz, wspaniale. Dolozysz mu.
              Wiesz? Napisalm Ci od razu, bez czytania innych wpisow.
              jak sie dowiedzialem, ze facet ma 35 lat, stracilem do niego najmniejsze
              resztki szacunku i solidarnosci plemnikow.
              To dupek.


              > P.S. A tak na marginesie, moze mala kawka jak bedziesz w okolicy :-))

              Masz odpowiedz na mailu blondangel@gazeta.pl
              :)
      • Gość: keiko Re: Meskie ambicje IP: 5.2.* / *.chello.pl 21.09.04, 20:29
        Droga Blondangel!!
        Nie jest dobrze, gdy matka miesza w zwiąkzu między dwojegiem ludzi.
        Powiem wiecej- to jest abrdzo niedobre.
        Nie licz, że gdy będzie łączyć was coś poważniejszego matka się wycofa. Wręcz
        przeciwnie- bedzie sobie rościć prawo jeszcze większrej ingrenecji.
        Z tego co opisujesz, to on chyba powinien być ze swoją matką!? :-))
        Ona przecież świetnie potrafi mu zorganizować życie!!
        Uciekaj póki jeszcze możesz.
        • kohinor Re: Meskie ambicje 21.09.04, 20:34
          Gość portalu: keiko napisał(a):

          > Droga Blondangel!!
          > Uciekaj póki jeszcze możesz.

          Dodam bardziej wprost:
          - Kopnij go i zwiewaj, gdzie pieprz rosnie! Wywal go z komorki, poczty
          internetowej i pamieci jak najszybciej!
          Zadnych „powzanych rozmow”, zadnego tlumaczenia.
          Najwyzej mozesz mu to napisac w mailu. Albo w SMS.
          Napisz mu DLACZEGO. Wylicz mu to jak w tym wpisie DLACZEGO.
          Pewnie nie zrozumie, ale bedzie sie wstydzil powiedziec komuS dlaczego go
          rzucilas.
          A tak, nie bedzie mial wymowki - zatkasz mu gebe.

          Zrob to SZYBKO i JEDNOZNACZNIE.
          Jezeli masz jakiez zobowiazania albo cos swojego u niego, najpierw to zalatw.
          Wiem, ze to perfidne na swoj sposob, ale to jedyne wyjscie.
          Zalatw, kopnij i zniknij!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka