lee-monka75
05.01.16, 23:56
Szanowni Forumowicze,
piszę do Was z prośbą o opinie, zdania, znane fakty itp. Słowem- do fachowców ;)
Mam 46 lat, jestem od 10 lat po rozwodzie, samotnie wychowuję syna (aktualnie I r. studiów), ojciec bez kontaktu od samego rozwodu. Mam dobry zawód, dobrą sytuację finansową, bez żadnych kredytów; własne duże mieszkanie, syn mieszka oddzielnie (sąsiednia kawalerka).
Od rozwodu byłam w dwóch poważniejszych, dłuższych związkach z mniej więcej równolatkami- żadnego nie rozbiłam, poznawałam mężczyzn już po rozwodzie. Z żadnym z nich jednak nie zdecydowałam się zamieszkać, chociaż pomieszkiwania się zdarzały. Związek nr 1 rozpadł się ostatecznie z powodów dzieciowo- finansowo- exowych (ciągłe konflikty z byłą żoną - kontakty z dziećmi, alimenty, podział majątku, spłaty itp., jego sytuacja finansowa i związane z nią i posiadaniem dzieci jego ograniczenia np. wspólne wyjazdy wakacyjne, wypady weekendowe). Podobnie dzieje się z drugim, który się chyba kończy (mężczyzna ma 47 lat, dzieci 13 i 16 lat).
Do niedawna uznawałam, że tak życie ma wyglądać- aż wszystko ucichnie, bo jego dzieci podrosną, przestanie je alimentować i wreszcie zapanuje spokój i możliwość planowania na kolejne tygodnie, miesiące czy lata.
Aż kilka miesięcy temu, na jakimś spotkaniu u znajomych w większym gronie, poznałam rozwodnika lat 62, na wcześniejszej emeryturze. Pan bardzo zadbany, wysportowany, inteligentny, z odchowanymi, całkowicie usamodzielnionymi dziećmi, bez ex w tle, z ustabilizowaną sytuacją finansową, pozwalającą mu na życie na przyzwoitym, nieco wyższym od średniego w Polsce, poziomie, podobnym do mojego, ale też z podobnymi zainteresowaniami (podróże, sztuka).
No i tak jakoś zaczęliśmy się spotykać- najpierw niezobowiązująco, ale od jakiegoś czasu zaczyna to wyglądać coraz bardziej poważnie. Jestem zdecydowana na ostateczne zerwanie z moim aktualnym partnerem (jestem po prostu zmęczona życiem z nim, z jego problemami związanymi z poprzednim życiem). Znajomi, przez których się poznaliśmy, nie ukrywają, że nam kibicują...
Przypuszczam, że w najbliższym czasie dojdzie między nami do seksu. Albo do prób.
I tu moje dylematy, bo nie mam wiedzy, doświadczenia ani nikogo znajomego, z kim mogłabym pogadać o seksie z mężczyzną w takim wieku. Od razu zaznaczę, że mężczyznę tego traktuję bardzo poważnie, ale ze świadomością, z czym wiąże się posiadanie partnera już w tym wieku, i że młodszy to on już nie będzie.
Stąd mój wątek i pytania do Was :)
1. Czy mężczyzna w tym wieku może mieć już jakieś problemy z seksem (np. zanik wzwodu), a jeśli tak, to w jaki sposób powinnam zareagować, aby nie czuł się skrępowany- przed, jak i jeśli problem się pojawi?
2. Jaka jest przeciętna "wydolność seksualna" mężczyzny w tym wieku, tzn. ile razy może w ciągu doby uprawiać seks bez wystąpienia problemów, jak długo dochodzi do siebie po seksie, tzn. po jakim czasie jest znów gotowy do działania?
3. Czy powinnam go zachęcić w jakiś sposób do seksu, żeby wiedział, że mam na niego ochotę, ale jednocześnie nic się nie stanie, jeśli nam nie wyjdzie od razu? Nie chciałabym, aby poczuł się staro, ale też żeby wiedział, że gdyby coś nie wyszło, to nie będzie to dla mnie jakaś katastrofa.
4. Czy u mężczyzn w tym wieku wzwód jest taki sam, jak u młodszych (chodzi o hm, twardość, sztywność) i czy długość stosunku jakoś się różni?
5. Na co powinnam zwrócić uwagę przed, w czasie i po seksie z tak starszym mężczyzną?
6. Jak długo, w sensie- do którego roku życia, mężczyźni mogą uprawiać seks np. 2-3 razy w tygodniu?
Nie będę ukrywać, że seks jest dla mnie ważny, lubię go uprawiać nawet 2-3 razy w ciągu doby, w tym często wieczorem na jednym razie się nie kończy. No ale do tej pory miałam w miarę młodych partnerów i pod względem seksu byliśmy dobrani idealnie. Nie chciałabym być go tak zupełnie pozbawiona, ale jakieś ograniczenia, w zamian za inne zalety, są dla mnie do zaakceptowania.
Napiszcie, co wiecie i co sądzicie na ten temat, proszę :)