andrew11
17.02.05, 23:58
Mam 33 lata i 9 lat po slubie. Ostatnio przeprowadzilismy sie do nowego
mieszkania, w przyszlosci planowalismy miec dzieci. Moja zona jest dobra,
ladna i uczciwa kobieta, kocham ja (?)....Zawsze bylo dobrze w naszym
malzenstwie, tworzymy dobra zgrana pare,nie brakowalo mi niczego i czulem sie
szczesliwy. Dlatego tez nigdy nie przyszlo mi do glowy aby szukac gdzies
indziej, zdrada nie miescila mi sie w glowie!
Bylo tak dobrze, teraz wszystko nagle, po 9 wsplnych latach sie rozpada..
4 miesiace temu poznalem dziewczyne, studentka , 24 lata. Zaczelismy
rozmawiac, a ona poprosila mnie o numer tel.Dalem. Kilka dni potem odezwala
sie z propozycja spotkania w gronie jej znajomych. Spotkalismy sie juz na
drugi dzien. Sam nie wiem dlaczego poszedlem , z ciekawosci?? Wiedzialem ze
kocham moja zone i nie zdradze jej, tlumaczylem sobie ze to TYLKO spotkanie,
takie jak z kolega.. glupie tlumaczenie... I wlasnie wtedy oklamalem moja
zone po raz pierwszy w zyciu, ze ide spotkac sie wlasnie z kolega..
Nie wiem co mna kierowalo.. Ta dziewczyna byla niesamowita. Piekna, madra,
zabawna..i bardzo sexy.... Po raz pierwszy w zyciu zapragnalem innej kobiety
niz moja zona....
Bylem jednak z nia szczery co do mojego stanu cywilnego. Kiedy sie
dowiedziala, chciala sie wycofac. Los jednak chcial, ze spotkalismy sie kilka
dni potem ponownie. Mowila ze to nie ma sensu, ze nie chce.Jednak cos
sprawialo ze nie wycofala sie, zaczelismy sie spotykac..Ja zaczalem
notorycznie oklamywac zone, choc za kazdym razem zle sie z tym czulem, jak
zdrajca, oszust..Mimo to, nie moglem przestac widywac tej dziewczyny, cos
mnie do niej ciagnelo, i nie bylo to bynajmniej tylko jej seksowne cialo.
Zlapalem sie na tym , ze zaczalem kochac spedzac z nia czas, byla taka
radosna, zabawna, przy tym taka delikatna i wrazliwa. Po kilku tygodniach
zaczela pekac,wiele razy mowila ze to nie ma sensu, zebym przestal dzwonic
itp.Bylo jej ciezko, czesto plakala. I wtedy ja zaczalem zdawac sobie sprawe
jak ta istota jest wrazliwa, jaka cudowna.. Mi tez nie bylo latwo, bylem
przeciez tak bardzo przekonany co do swojej milosci do zony..przez tyle lat...
Kilka dni temu dziewczyna ostatecznie ze mna zerwala, choc ze lzami w oczach,
powiedziala, ze nie ma sily dalej tak zyc. Poczulem straszny smutek w srodku,
ale tez...zlosc, pomyslalem "jak ona moze mi to robic, wcale nie liczy sie z
moimi uczuciami".....Nagle uswiadomilem sobie, ze ja chyba ja .. kocham..
Ona za kilka miesiecy wyjezdza za granice na dlugi czas, ale..to nie ma
znaczenia, ja nie chcialem jej stracic, nie chcialem nikogo skrzywdzic...
Nadal zalezy mi na zonie, ale juz sam nie wiem czy milosc do niej sie
skonczyla..?? Ja tesknie za tamta, za jej usmiechem, za smiechem, glosem,
pieknymi czarnymi oczami...Wiem, ze ona tez teskni, wyslala smsa na
walentynki z zyczeniami...Co ja mam robic????