Gość: Bona
IP: *.zgora.dialog.net.pl
21.09.01, 11:19
To nie głos wojującego feminizmu, chociaż pewnie wielu panów już tak pomyślało.
To propozycja. W wielu wątkach mówi się o podziale ról, tradycyjnych
obowiązkach i tradycyją wspartych naturalnych predyspozycjach płci. A ja mam
pewne spostrzeżenie, z którym zapewne wielu się nie zgodzi.
Kiedy mój syn był 2-3 letnim brzdącem wymagajacym stałej opieki, a ja
pracowałam czasem całymi dniami - dosłownie - od rana do nocy, potrzebowałam
kogoś do opieki. Trochę przypadkiem złożyło się tak, że kilka razy wynajęłam do
tego panów. Studiujących, więc potrzebujacych gotówki - a praca nie była na
tyle ciężka i absorbująca, żeby jednego z drugim nie połączyć. Z początku byłam
trochę nieufana, bo przecież facet-niania to był twór z innej planety. A
okazało się, że panowie znacznie lepiej sprawdzili się w tej roli.
Zauważyłam,że dziewczyny, owszem, miłe i opiekuńcze - ale miały zupełnie inne
podejście do małego człowieka. Lepiej sobie radziły z takimi rzeczami, jak
nakarmienie berbecia, utrzymanie higieny. Miałam jednak wrażenie, że bardziej
bawią się z dzieckiem (czy dzieckiem) jak z żywą lalką. Panowie z "logistyką'
mieli z poczatku trochę problemów (na szczęście szybko się uczyli), za to ich
kontakt z dzieckiem był moim zdaniem lepszy. Raczej partnerski. Nie tyle
skupiali się na zapewnieniu specjalnie dla dziecka "dziecięcych" atrakcji, ale
raczej wciągali je we własne zajęcia i problemy - oczywiście, w pewnym
zakresie :-). Gdy z kolei jakieś działania były podejmowane właśnie dla tych
dziecięcych atrakcji, ciężar sytuacji nie skupiał się na maluchu, któremu
trzeba zapewnić świetną zabawę, ale na samym zajęciu jako przedsięwzięciu
mającym zawsze jakiś konkretny cel. I to była najlepsza zabawa - i dla malucha
i dla opiekuna. Ocena syna była taka sama, tzn. stwierdził, że woli zostawać z
facetami. I nie wydaje mi się, żeby bardzo znaczące było to, że wychowywał się
bez taty i tego typu zajęć mu brakowało. Ja w ten sposób nie pracowałam non
stop i gdy sama się nim zajmowałam, wiele czasu spędzalismy ( i teraz też
spędzamy) na "typowo meskich" zajęciach - bo tak się składa, że i z
konieczności, i z wyboru należą one do moich normalnych zajęć.
Z pewnością trochę generalizuję. Mimo wszystko podtrzymuję propozycję. Co Wy na
to?