gamn
03.11.05, 21:33
Jestem zawieszona w pustce, a niepewność jutra powoli mnie zabija - mój prawie
trzyletni związek sie wali, bo facet doszedł do wniosku że chce sie wyszalec i
po części jest zmęczony "nami".
14 listopada bedziemy miec naszą trzecia rocznice.
Nic nie wskazywało na kryzys, nie aż tak poważny. Rozmawiliśmy zawsze o
wszystkim, ja byłam wyrozumiała, praktycznie super-liberalna, nie ograniczałam
Go, nie byłam zaborcza, nie nalegałam na jakieś deklaracje. Kiedy chciła pić z
kolegami miał drogę wolna. Powiedziałam mu nawet, iż opuszczam zdrade z
przygodnie poznaną panienką, nie wybacze jedynie zdrady ze stałą dziewczyną
lub ze znajomą (moją bądź jego) --> oczywiście ja miałam mieć takie same
prawa, stanowiliśmy związek pratnerski.
Jednak dwa tygodnie temu wrócił z szaleńst po Warszawie i wtedy powiedział mi
że chce się rozstać. Jakoś wtedy wyjaśniliśmy sobie wszystko. Teraz, 5 dni
temu pojechał do domu rodzinnego i się praktycznie nie odzywa. Wczoraj
zdecydowałam się pierwsza odezwać. Zadzownilam i juz po jego głosie wyczułam,
że coś jest nie tak. Napisałm mu w nocy sms'a z pytaniem co się dzieję. Dziś
rano dostałam odpowiedz że potrzebuje więcej czasu na przemyślenie wszystkiego.
Ja czuje, że to koniec. Boję się tego co usłyszę przy naszym spotkaniu. Nie
chciałam się przywiązywać, bo wiem że miłość rani ale jednak pokochałam tego
człowieka, z nim wiązalam swoja przyszłość. Teraz boję się samotności i
opuszczenia. Czuję się zdradzona przez bliska osobe.
Tylko nie rozumiem po co tyle obiecywał jeszcze tak niedawno... Sam dawał
deklaracje których ja nie oczekiwałam.
Wyżaliłam się juz kumplowi, ale jeszcze muszę o tym z kimś porozmawiac. Proszę
Was forumowicze pomóżcie mi, dajcie jakieś wsparcie. W dzień dawałam sobie
jakoś rade, znalazłam sobie jakieś zajęcia a teraz siedzenie w domu dobija
mnie. Nie mam gdzie i z kim wyjść (dla Niego odsunełam przyjaciół a w
rezultacie ich straciłam) , nawet nie mam ochoty na kontakty z ludźmi, chce
tylko pogadać.
Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, Nie chciałm nikogo ranić i kiedy nie czułam
że to TA właściwa osoba nie wiązałam sie lub szybko kończyła znajomość. Zawsze
to ja decydowałam o rozstaniu i teraz nie wiem co robić, jak to przetrwać.
Czyżby przeszłość się na mnie mściła?
Czy Jego potrzeba przemyśłenia wszystkiego równa jest z kóncem naszego związku?