resiva
08.09.06, 23:28
powiedzcie mi, co myślicie o takiej historii:
kilkuletni związek rozpada się, bo facet boi się monotonii. młody jest, to
była jego pierwsza dziewczyna. mija klika miesięcy, spotykają się. ona
uśmiechnięta, on zawiedziony. miał jakieś przygody, nie spodobało mu się.
zaczynają się spotykać od czasu do czasu. bez zobowiązań. mija kilka
miesięcy, ona poznaje innego. kontakt się rozluźnia. były się załamuje, nie
może znieść, że ona jest z innym. w międzyczasie jej związek się rozpada, ona
wyjeżdża na dwa miesiące. były pisze, dzwoni, mówi, że kocha. ona gra w
otwarte karty - powtarza, że nie odwzajemnia miłości. on zapewnia, że będzie
walczył, aż będzie chciała do niego wrócić. kiedy ona wraca okazuje się, że
pod jej nieobecność on miał parę przygód. ona to rozumie, bo nie byli razem.
choć czuje się trochę oszukana, bo po co były te zapewnienia? jakieś emocje
to w niej wzbudza. on tłumaczy się tym, że nie mógł znieść, że jej było
dobrze z poprzednim, a jemu nie podobał się żaden seks z inną. i że musiał
się zdystansować(?). i wkurza go, że tylko z nią się tak dobrze czuje, tylko
przy niej jest szczęśliwy. a ona go nie kocha.
czy myślicie, że ten związek ma jakieś szanse? bo ona ma mieszane uczucia - z
jednej strony chciałaby się przekonać. i właściwie jest już tak zmęczona tą
chorą sytuacją, że ma ochotę się poddać. a z drugiej wie, że najlepiej byłoby
skończyć tę znajomość. bo jest męcząca. można jeszcze trwać w tym chorym
układzie, że spotykają się, ale nie są ze sobą. ale to ich kompletnie
pogrąża.
ale to zakręcona.