Dodaj do ulubionych

Ubawiłam się po pachy

06.02.08, 14:35
Ciekawe czy Panowie zastanawiają się dlaczego nie mieszkają już ze
swoimi dziećmi, rodzinami ??? bo nie zdali egazminu z życia, z bycia
partnerami, z bycia ojcami. Szanowni tatusiowie ile czasu
spędzaliście ze swoimi pociechami ? w jaki sposób odciążaliście
swoje partnerki wychodza z inicjatywą zabrania maleństwa na spacer?
jaka jest jakość spędzania czasu z dziećmi ? oglądanie tv i kino ?
jeżeli partnerka ogranicza kontakt to zazwyczaj ma powód.....
Obserwuj wątek
      • mamusia38 Re: Ubawiłam się po pachy 07.02.08, 10:40
        Witam,

        Tu nie ma sie z czego smiac.

        Mysle, ze to forum, problematyka którą ma nadzieje poruszyc i sprawy
        do rozwiazania, traktowac beda wlasnie o tych "Tatach", którzy
        zajmowali sie dziecmi, kochają i tesknia a po rozwodach z ich Mamami
        chcą jak najpełniej sie da sprawowac opieke i wychowanie - ALE NIE
        MOGĄ. Nie moga bo Mamy przepełnione złoscia, goryczą, z ogromnym
        wyniszczajacym poczuciem krzywdy, Im to utrudniaja w najabrdziej
        wyrachowany i okrótny sposób. Wszystko odbywa sie w majestacie prawa
        i niestety kosztem dziecka - dziecka, które zostaje przy Mamie.

        Ojcowie, którzy mieli dzieci kolokwialnie mówiac "w dupie" przed
        rozstaniem beda "je mieli w dupie" i po. Czasem troche sie szarpia i
        robia z siebie ofiary bo po prostu moga - najczesciej konczy sie
        tylko gadaniem, grozeniem, skomlemiem i plakaniem w rekaw znajomym,
        nasyłaniem policji pod pretekstem zaginiecia dziecka,
        złosliwosciami, nie płaceniem alimentów a jak juz dojdzie do
        spotkania i Biolog sie zjawia - zabiera Dzidzi pod opieke to
        podrzuca "swoj najcenniejszy skarb" do cioc, babc itp.

        Winne jest tu prawo i stereotypy od setek lat wypracowane w
        spoleczenstwie. Pokutuje niestety stereotyp "Ojca odchodzacego" bo
        to Mama zazwyczaj zostaje z dziecmi we wspolnym mieszkaniu, Mama
        przez pierwszych 5 lat jest emocjonanie bardziej dziecku potrzebna i
        pare jeszcze innych przesłanek. Takie Np: Tata pracował wiecej bo
        Tata mogl wiecej zarobic itd itp obraca sie po rozstaniu w " Nigdy
        go nie było w domu, wszystko musialam robic sama..."

        Nie spotkalam sie jeszcze z orzeczeniem w Polskim sądzie, które tak
        na prawde i skrupulatnie bierze na pierwszym miejscu dobro dziecka.
        Wydawane sa zakazy i nakazy, widzenia itp. Taki np "zakaz widywania
        sie dziecka z ojcem w obecnosci osób trzecich" - wydany bez zadnych
        rozsadnych przesłanek. Czasem ojcowie godzą sie na takie orzeczenia
        bo sa pod presja cichego szantażu. Nie mowi sie o tym w sadach,
        ciezko to udowodnic.
        Mamusiom tak naprawde niewiele grozi za nie stosowanie sie do
        ustalen sadu a one sa najczesciej pretekstem na dokopanie "byłemu"
        Dzieje sie tak najczesciej przez pierwsze 3 lata od rozstania -
        potem najczesciej wszystkie mnożące sie problemy zwiazane ze
        sprawowaniem opieki przez Tate - znikaja jak ręką odjął. Problem
        tylko w tym, ze przez te 3 lata dziecko dostaje taka dawke
        negatywnych emocji i złych wzorców, ze prawdopodobienstwo
        wykształcenia sie u niego zdrowej osobowosci jest naprawde nikłe - a
        takie szkody ciezko jest juz naprawic.

        Jestem Mama 2,5 letniej córeczki po rozstaniu z jej Ojcem. Ojciec
        naszej córki jest wlasnie takim "Biologiem biadolącym krzykaczem" -
        gada nic nie robi. Od 2 lat mieszkamy od siebie w odleglosci 150 km
        a od 11 miesiecy nie jestesmy razem. Jest wieczny problem z
        przyjazdami do córki, na gwiazdke czy mikołajki nie dostała nawet
        prezentu. Lametn podnosi sie natomiast wtedy kiedy ja odwiedzam
        miasto w którym mieszka i nie poinformuje go o tym. Szkoda gadac. To
        forum na pewno nie jest dla takich Biologów.
        Jest jeszcze druga perspektywa - jestem teraz zwiazana z Tata, który
        ma problemy ze sprawowaniem opieki na synkiem powodowane przez Mame
        dziecka. Wiem ile moze zrobic ojciec który teskni i kocha... Tata
        który kocha i jest z dzieckiem naprawde mocno zwiazany - kocha i
        cierpi tak samo jak Mama.


        Dlatego drogie Panie - nie smiejmy sie bo nie mozna wrzucac
        wszystkich do jednego worka i mierzyc jednakowa miarka. W życiu bywa
        różnie...
        • walczacyojciec Re: Ubawiłam się po pachy 10.02.08, 00:24
          mamusia38 napisała:


          > Mysle, ze to forum, problematyka którą ma nadzieje poruszyc i
          sprawy
          > do rozwiazania, traktowac beda wlasnie o tych "Tatach", którzy
          > zajmowali sie dziecmi, kochają i tesknia a po rozwodach z ich
          Mamami
          > chcą jak najpełniej sie da sprawowac opieke i wychowanie - ALE NIE
          > MOGĄ. Nie moga bo Mamy przepełnione złoscia, goryczą, z ogromnym
          > wyniszczajacym poczuciem krzywdy, Im to utrudniaja w najabrdziej
          > wyrachowany i okrótny sposób. Wszystko odbywa sie w majestacie
          prawa
          > i niestety kosztem dziecka - dziecka, które zostaje przy Mamie.

          Dokladnie takie bylo moje przeslanie kiedy zakladalem to forum. Nie
          w glowie mi walka z matka mego dziecka. Jak w kazdej sytuacji
          zyciowej takze i w tej istnieje w dzialaniu czlowieka takie cos jak
          motywacja. I taka motywacja zawsze moze byc o zabarwieniu
          pozytywnym; moze posiadac barwe negatywna. Jak ziarnko zasiane
          spowoduje wzrost rosliny, tak ziarnko krzywdy spowoduje wzrost
          tragedii. Klucz w tym aby doprowadzic (w tej walce) do optymalnych
          warunkow, gdzie ziarnko krzywdy nie powodowaloby wzrostu tragedii a
          jednoczesnie nie ignorowaloby tego ziarnka krzywdy. Zazwyczaj bywa
          tak jednak, ze poczucie krzywdy pojawia sie na poczatku u obojga
          doroslych prtnerow. I pozostawianie tego zjawiska samemu sobie w
          koncu doprowadza do klotni, separacji i w koncu do rozwodu. Tylko co
          winne jest dzicko, ze rodzice nie potrafia sie "dogadac" w procesie
          rozwiazywania ich problemow.
        • next_jurek Do mamusia38 14.02.08, 00:57
          No cóż ja jetsm ojcem który bardzo kocha swoje dzieci. Na tym forum
          nie bęndę mówił dla czego, ale od roku nie mogę się s[potykać z
          dziećmi jestem obecnie w trakcie rozwodu. Z dziećmi nie mogę też
          razem mieszkać.Ale to nie miejscena tłumaczenie dlaczego? Jest mi
          bardzo ciężko.
          W tej chwili chcę ci PODZIĘKOWAĆ ZA OBIEKTYWIZM i Prawdziwe ujęcie
          tematu.
          • mamusia38 Re: Do mamusia38 27.02.08, 20:50
            Przepraszam - ale ja zapytam dlaczego? Nie mozesz bo jest niestety
            ingerencja z zewnatrz czy po prostu sa problemy innej natury?

            Czy próbowałes cos zmianic? walczyc?


            Pozdrawiam Ciepło
        • lublin-sam Re: Ubawiłam się po pachy 09.03.08, 14:59
          DZIEKI ZA TE OSTATNIE ZDANIE. Kocham swoje dzieciaki i tesknię za
          nimi, każda wolną chwile staram się spędzac z dzieciakami, nawet
          jakby była to tylko godzina, dwie dziennie. To że nie udało mi się z
          ich matka, to nie znaczy, ze maja tez cierpiec dzieciaki.
    • monaxa Re: Ubawiłam się po pachy 08.02.08, 11:43
      no to powiedz mi droga mamusiu dlaczego ci wspaniali tatusiowie, kochający
      mężowie, odchodzą niejednokrotnie niepodejmując żadnego dialogu z żoną.
      Ja włąsnie mam wrażenie że wszystkich tych pseudo ojców wrzuca się do jednego
      wora z napisem "biedny, nękany przez byłą żonę,którą sam zostawił, która
      zabrania mu kontaktu z dziećmi"
      Bzdury piszesz, ciekawe jakbyś się czuła jakby ojciec twojego dzioecka, nagle
      zapragnął częstych wizyt, a na każdej takiej wizycie robił by wodę z mózgu
      twojemu dziecku i nastawiał przeciw tobie.
      Jak byś się wtedy czuła? Bez mrugnięcia oka pozwoliłabyś na dalsze rujnowanie
      życia i psychiki swojego dziecka???
      • mamusia38 Re: Ubawiłam się po pachy 12.02.08, 09:18
        Witam,

        No odszedł, odchodził powoli w wyrafinowany sposób. Zostałysmy z
        córką same. Nigdy nie był - tak jak pisałam, ojcem aktywnym,
        kochającym i zainteresowanym.
        Zamiast uzalac sie na soba, energię spozytkowałam na zmiany. Szybko
        i energicznie - na co mialam czekac? Dla mojego dobra i zdrowia
        psychicznego Małej.

        Przeszłości juz nie zmianisz - chyba ze potrafisz to zrobic???

        Uporałam sie z emocjami i uczuciami, które miałam do swojego męża i
        zaczęłam od nowa. Myslec, podejmowac decyzje, planowac. Na co mialam
        czekac - zycie płynie dalej. A tu nagle okazałao sie ze z jego
        strony to był tylko blef - sprawdzał moja wytrzymałość, ile jeszcze
        potrafie zniesc... szkoda wiecej gadac.Taka zabawa??? Nagle okazlo
        sie ze chce wrócic, ze nigdy tak naprawde nie odszedl... bla, bla ,
        bla... Mam do niego duzo zlosci - ale nie zabraniam mu opieki nad
        dzieckiem - sam nie jest w stanie tego zrobic.
        Wsrod znajomych uchodzi za biednego, poczciwego chlopaka, którego
        wredna rozwiazla zona bolesnie zranila, zrdadzila i odeszla a teraz
        krzywdzi jego dziecko itp itd.

        Prawda jest zasadniczo inna.

        Mysle ze wiem co Ciebie boli - mnie boli to samo - ale jeszcze raz
        podkreslam, ze tu chodzi o rodziców-ojców, którzy zostali
        potraktowani nieuczciwie. Sa oszukiwani i manipulowani - wykozystuje
        sie ich miłość do dzieci w realizowaniu swojej krzywdy.

        Chyba nie uwazasz, ze wszystkie Mamy sa z natury zawsze "dobre" a
        Tatusiowie "źli"? Jezeli tak to widzisz to chyba jest to błedne
        założenie. Ja znam Ojców oddanych, takich, którzy sa w stanie
        poswiecic sie zupełnie, ale znam tez takich, którzy potrafia tylko
        gadac i nic z tego nie wynika. Znam tez takich, którzy wogole nie
        interesuja sie dziecmi.

        Mam złe doswiadczenia i wiele zwiazanych z tym problemów - uwierz
        mi - ale nie umniejszaj krzywdy ludzi ,którzy naprawde jej
        doswiadczaja, tylko dlatego ze sa facetami KOCHAJĄCYMI swoje dzieci.

        Ludzie potrafia rozstac sie z dnia na dzien ale do tej decyzji
        dojzewaja miesiacami, latami... Czasem wspolnie a czasem w
        pojedynke - wtedy jest czas na dialog i na milczenie - Rozstanie
        jest skótkiem. Jest juz za pozno a ogladanie sie w przeszłosc niczgo
        nie naprawi. Dziedziaki nie powinny i nie moga za to cierpiec.

        Powiem ci cos - męszczyzna, którego znam od lat a z którym teraz
        jestem ma takie wlasnie problemy z Matka swojego synka. Ona
        permanentnie oskarza go o manipulowanie dzieckim - a nic takiego nie
        ma miejsca. Przez ostani rok synek nie uslyszal zlego slowa na swoja
        Mame ani z ust ojca ani moich. Kogo bysmy krzywdzili - ??? Przeciez
        nie Ją! Nikt na niego nie naciska, nie miesza mu w glowie. Wszystko
        konsultujemy z psychologiem - kazde spotaknie, zachowanie itp. a Ona
        jest przekonana ze dzieje mu sie Mu krzywda. Mowi dokladnie to samo
        co Ty tutaj piszesz...

        Pozdrawiam.
        • justyna_w24 Re: Ubawiłam się po pachy 12.02.08, 18:28
          tylko ze polowa takich cudownych tatusiow czuje sie skrzywdzona

          Ja odeszlam od przemocowaca, facet przez dwa lata z dzieckiem
          spedzil kilka dni, wrozmowach telefonicznych mowi dziecku ze ja
          zabierze ode mnie i inne bzdury, a m,ala sie boi, i to ja musze
          tlumaczyc, dlaczego tak jest a nie inaczej - zabronilam rozmow,
          kazalam wystapic o ustalenie przez sad kontaktow
          i wiecie co? kochany tatus placze jak to ja mu nie utrudniam
          kontaktu z dzieckiem a od 4 miesiecy do sadu nie poszedl...
          • next_jurek Re: Ubawiłam się po pachy 14.02.08, 01:13
            justyna_w24 napisała:

            > tylko ze polowa takich cudownych tatusiow czuje sie skrzywdzona
            >
            > Ja odeszlam od przemocowaca, facet przez dwa lata z dzieckiem
            > spedzil kilka dni, wrozmowach telefonicznych mowi dziecku ze ja
            > zabierze ode mnie i inne bzdury, a m,ala sie boi, i to ja musze
            > tlumaczyc, dlaczego tak jest a nie inaczej - zabronilam rozmow,
            > kazalam wystapic o ustalenie przez sad kontaktow
            > i wiecie co? kochany tatus placze jak to ja mu nie utrudniam
            > kontaktu z dzieckiem a od 4 miesiecy do sadu nie poszedl...
            >
            >
            >


            A DRUGA POŁOWA JEST SKRZYWDZONA!!!!!!!!
        • next_jurek Do mamusia38 14.02.08, 01:10
          mamusia38 napisała:

          > Witam,
          >
          > No odszedł, odchodził powoli w wyrafinowany sposób. Zostałysmy z
          > córką same. Nigdy nie był - tak jak pisałam, ojcem aktywnym,
          > kochającym i zainteresowanym.
          > Zamiast uzalac sie na soba, energię spozytkowałam na zmiany.
          Szybko
          > i energicznie - na co mialam czekac? Dla mojego dobra i zdrowia
          > psychicznego Małej.
          >
          > Przeszłości juz nie zmianisz - chyba ze potrafisz to zrobic???
          >
          > Uporałam sie z emocjami i uczuciami, które miałam do swojego męża
          i
          > zaczęłam od nowa. Myslec, podejmowac decyzje, planowac. Na co
          mialam
          > czekac - zycie płynie dalej. A tu nagle okazałao sie ze z jego
          > strony to był tylko blef - sprawdzał moja wytrzymałość, ile
          jeszcze
          > potrafie zniesc... szkoda wiecej gadac.Taka zabawa??? Nagle okazlo
          > sie ze chce wrócic, ze nigdy tak naprawde nie odszedl... bla,
          bla ,
          > bla... Mam do niego duzo zlosci - ale nie zabraniam mu opieki nad
          > dzieckiem - sam nie jest w stanie tego zrobic.
          > Wsrod znajomych uchodzi za biednego, poczciwego chlopaka, którego
          > wredna rozwiazla zona bolesnie zranila, zrdadzila i odeszla a
          teraz
          > krzywdzi jego dziecko itp itd.
          >
          > Prawda jest zasadniczo inna.
          >
          > Mysle ze wiem co Ciebie boli - mnie boli to samo - ale jeszcze raz
          > podkreslam, ze tu chodzi o rodziców-ojców, którzy zostali
          > potraktowani nieuczciwie. Sa oszukiwani i manipulowani -
          wykozystuje
          > sie ich miłość do dzieci w realizowaniu swojej krzywdy.
          >
          > Chyba nie uwazasz, ze wszystkie Mamy sa z natury zawsze "dobre" a
          > Tatusiowie "źli"? Jezeli tak to widzisz to chyba jest to błedne
          > założenie. Ja znam Ojców oddanych, takich, którzy sa w stanie
          > poswiecic sie zupełnie, ale znam tez takich, którzy potrafia tylko
          > gadac i nic z tego nie wynika. Znam tez takich, którzy wogole nie
          > interesuja sie dziecmi.
          >
          > Mam złe doswiadczenia i wiele zwiazanych z tym problemów - uwierz
          > mi - ale nie umniejszaj krzywdy ludzi ,którzy naprawde jej
          > doswiadczaja, tylko dlatego ze sa facetami KOCHAJĄCYMI swoje
          dzieci.
          >
          > Ludzie potrafia rozstac sie z dnia na dzien ale do tej decyzji
          > dojzewaja miesiacami, latami... Czasem wspolnie a czasem w
          > pojedynke - wtedy jest czas na dialog i na milczenie - Rozstanie
          > jest skótkiem. Jest juz za pozno a ogladanie sie w przeszłosc
          niczgo
          > nie naprawi. Dziedziaki nie powinny i nie moga za to cierpiec.
          >
          > Powiem ci cos - męszczyzna, którego znam od lat a z którym teraz
          > jestem ma takie wlasnie problemy z Matka swojego synka. Ona
          > permanentnie oskarza go o manipulowanie dzieckim - a nic takiego
          nie
          > ma miejsca. Przez ostani rok synek nie uslyszal zlego slowa na
          swoja
          > Mame ani z ust ojca ani moich. Kogo bysmy krzywdzili - ???
          Przeciez
          > nie Ją! Nikt na niego nie naciska, nie miesza mu w glowie.
          Wszystko
          > konsultujemy z psychologiem - kazde spotaknie, zachowanie itp. a
          Ona
          > jest przekonana ze dzieje mu sie Mu krzywda. Mowi dokladnie to
          samo
          > co Ty tutaj piszesz...
          >
          > Pozdrawiam.


          ODDAJE CI GŁĘBOKI UKŁON!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          JETSEŚ BARDZO MĄDRYM CZŁOWIEKIEM!!!!!!!!!!!!
          JESTEŚ MĄDRĄ KOBIETĄ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          NIECH TWÓJ BYŁY ŻAŁUJE ŻE CIĘ STRACIŁ!!!!!!
      • next_jurek Re: Ubawiłam się po pachy 14.02.08, 01:04
        monaxa napisała:

        > no to powiedz mi droga mamusiu dlaczego ci wspaniali tatusiowie,
        kochający
        > mężowie, odchodzą niejednokrotnie niepodejmując żadnego dialogu z
        żoną.
        > Ja włąsnie mam wrażenie że wszystkich tych pseudo ojców wrzuca się
        do jednego
        > wora z napisem "biedny, nękany przez byłą żonę,którą sam zostawił,
        która
        > zabrania mu kontaktu z dziećmi"
        > Bzdury piszesz, ciekawe jakbyś się czuła jakby ojciec twojego
        dzioecka, nagle
        > zapragnął częstych wizyt, a na każdej takiej wizycie robił by wodę
        z mózgu
        > twojemu dziecku i nastawiał przeciw tobie.
        > Jak byś się wtedy czuła? Bez mrugnięcia oka pozwoliłabyś na dalsze
        rujnowanie
        > życia i psychiki swojego dziecka???


        No mja piękna!!!!
        No to odwróćmy sytuację.
        Twój były ma opiekę nad dzieckiem i to on decyduje o wszystkim i on
        ma do czynienia z dzieckiem na codzień. On co dziennie na dobranoc
        na pytanie dziecka "Tatusiu dlaczego nie ma mamusi-mówi- Bo mamusia
        nas nie chciała"
        No to co ty w tym momencie powiesz że co to jest?
        Grzeczne i przyjazne nastawianie dziecka do mamusi. Czyż nie?
        • walczacyojciec Re: Ubawiłam się po pachy 15.02.08, 20:54
          next_jurek napisał:

          > Grzeczne i przyjazne nastawianie dziecka do mamusi. Czyż nie?

          Kreowanie negatywnego obrazu drugiego rodzica w umysle dziecka jest
          czystym szerzeniem nienawisci a to w rozumieniu prawa jest
          przestepstwem. Czyz nie?
            • walczacyojciec Re: Ubawiłam się po pachy 16.02.08, 18:42
              triss_merigold6 napisała:

              > Poza tym należałoby to udowodnić.

              Oczywiscie, jesli sprawa jest w sadzie i osoba jest o to oskazrzona.
              W takim przypadku (niestety) wszystkie osoby zainteresowane TRACA. A
              najwiecej traci dziecko. Nie o to mi chodzi i chyba tobie tez.

              Pozdrawiam
              • triss_merigold6 Re: Ubawiłam się po pachy 18.02.08, 09:49
                Oczywiście, że dziecko traci w sytuacji gdy jedno z rodziców
                świadomie nastawia je wrogo wobec drugiego rodzica. Nie oznacza to
                jednak przemilczania prawdziwej przyczyn/ny rozstania jeśli drugi
                rodzic kreuje całkowicie fałszywy obraz i manipuluje dziećmi a
                takich przypadków jest sporo. Nie ukrywałabym przed dzieckiem, że
                facet jest np. alkoholikiem czy stosował przemoc i dlatego należało
                się możliwie szybko wylogować z układu.
                BTW na szczęście funkcjonuję w zupełnie innej bajce i z jeszcze
                mężem w miarę bezkonfliktowo ustalamy kwestie dziecięco-
                organizacyjno-finansowe a kontakt z ojcem dziecko ma stały i
                nieograniczony.
            • mamusia38 Hela w opalach - odcinek 17.02 - Niedziela 18.02.08, 09:21
              Witam,

              Nie ten paragraf...

              No własnie - z moich obserwacji wynika, ze ktos, kto zaslania sie
              paragrafami - w takiej sytuacji - nie ma dobrych intencji. Na
              wlasnej skórze tego doswiadczam.

              Jezeli nie ten - to jaki? Co zrobic? Jak udowodnic Matce, ze
              popełnia takie przestepstwo i w dodatku nikogo dorosłego tym nie
              rani - jedynie swoje własne dzieciatko.

              Tak apropo - wczoraj przypadkiem oglądałam odcinek serialu na
              TVN "Hela w opałach" a tytul odcinka to chyba "Super Tata" - nie
              rozpisujac sie, traktowal akurat odnosnie podnoszonego tu tematu,
              czyli relacji miedzy rozwiedzionymi rodzicami a rodzicami i
              dzieckiem. Konkretnie Ojciec-Syn i Mama - Syn. Zaskakujce -
              Wzorzec "Madrej Matki" promuje serial telewizyjny to juz dobrze.
              Szkoda tylko, ze niewiele jest takich kobiet...

              Pozdrawiam
              • jazdenek Re: Hela w opalach - odcinek 17.02 - Niedziela 19.02.08, 02:17
                mamusia38 napisała:

                > Wzorzec "Madrej Matki" promuje serial telewizyjny to juz dobrze.
                > Szkoda tylko, ze niewiele jest takich kobiet...

                Moze pokusisz sie na probe wypunktowania warunkow do spelnienia
                przez statystyczna mame (z puntu widzenia omawianego tematu) aby
                moznabyloby ja zaklasyfikowac do miana "Madrej Matki"

                Kiedys na jednym spotkaniu ze znajomymi omawialismy cytaty z Bibli
                (przypomnialo mi sie teraz) i jednym z takich cytatow byla opowiesci
                o dwoch matkach, ktore przyszly do Krola Salomona z prosba o
                rozstrzygniecie ich sporu. A spor polegal na tym, ze obie panie
                twierdzily, ze sa matkami tego samego dziecka; jednaj je urodzila a
                druga je wychowywala.

                Czy wiecie jaka decyzje podjal Salomon?

                Mysle, ze wszystkie matki ktore mysla, ze urodzily dziecko dla
                siebie lub dla zaspokojenia swoich potrzeb powinny byc przymusowo
                kierowane na specjalne terapie uswiadamiajace. Jestem przekonany,
                ze ilosc separacji i rozwodow zmmniejszylaby sie tak drastycznie, ze
                wielu adwokatow stracilo by natychmiast prace.

                A wiec komu tak naprawde zalezy na tym abysmy (mamusie i tatusie)
                ssie rozwodzili?
                • mamusia38 Re: Hela w opalach - odcinek 17.02 - Niedziela 19.02.08, 09:09

                  Chyba nie ma co punktowac - zarówno "Mądra Mama" jak i "Mądry Tata" -
                  to tacy rodzice, którzy kierują sie dobrem dziecka, jego
                  potrzebami, uczuciami, emocjami majac swiadomosc bierzących zmian w
                  rozwoju dziecka i tego jak wysyłany przez nich komunikat moze
                  wpłynąć na kształtowanie sie charakteru i osobowosci Małego
                  Człowieka. Im mniejszy człowieczek tym wiecej uwagi trzeba poswiecic.

                  Co czuje 4 latek kiedy Matka nagle zaczyna robic sobie z niego
                  partnera zyciowego, spi z nim, opowiada o tym jak ojciec zostawil
                  rodzine, ma inne dziecko, " tata ukradł twoje ... " i na koniec , ze
                  juz go nie kocha...??? To nie jest fikcja z kosmosu tylko fakt,
                  który ma miejsce tu na ziemi a motywowany jest złymi emocjami:
                  złość, nienawisc, chcec zemsty.

                  Obciazajac winą drugiego rodzica, budujac jego zły obraz w oczach
                  dziecka - nie krzywdzimy "siebie" nawzajem tylko obusieczna bronia
                  ranimy własne malenstwo. Przeciez ono i tak wezmie wine na siebie i
                  to w nim zadzieje sie mnustwo niedobrych rzeczy - bedzie kaleką
                  emocjonalna. Moze to brzmi troche jak papka psychologiczna ale taka
                  jest najprostrza i najzwyklejsza prawda - nie ma co szukac,
                  kolokwialnie móiwac " mózgu w dupie", trzeba sobie to po prostu
                  uswiadomic.

                  JAk zaczynalam zaglebiac sie w temat - jeszcze rok temu zupełnie mi
                  obcy to nie wierzyłam - wydawało mi sie, ze w dzisiejszym
                  społeczenstwie pewne sprawy nie maja juz racji bytu - o zgrozo nie
                  wiedzilam jak sama w tym utkwilam - jak w bagnie.

                  Nie jest to ewenement - historia stara jak swiat i chyba nigdy nie
                  straci terminu waznosci. Chyba, ze komus uda sie przeprogramowac
                  genetycznie ludzka nature...???

                  Wiec odnosnie kary, sedziów - pomoc psychologiczne - SUPER - ale w
                  ekstremalnych przypadkach moze zadziałac jedynie metoda kija - czyli
                  kara.

                  Taka jest moja ocena problemu.

                  Sama jestem Mama, borykam sie z wieloma problemami moralnymi
                  odnosnie wychowywania córki a wiem ze jeszcze wiecej przedemna. Nie
                  wszystko zalezy odemnie bo potrzebuje do tego Mądrego Taty - a tu
                  jest i bedzie problem.
                  Mysle ze czeka mnie wlasnie spotkanie z "madrym Salomonem" - kto
                  jest Tata - ten który spłodzil czy ten ktory wychowuje - i naprawde
                  boje sie. Ale boje sie nie o siebie tylko o moja córeczke... to
                  problem na inny wątek do którego napisania nie moge zebrac mysli.

                  Pozdrawiam
              • walczacyojciec Re: Hela w opalach - odcinek 17.02 - Niedziela 19.02.08, 02:41
                mamusia38 napisała:


                > Jezeli nie ten - to jaki? Co zrobic? Jak udowodnic Matce, ze
                > popełnia takie przestepstwo i w dodatku nikogo dorosłego tym nie
                > rani - jedynie swoje własne dzieciatko.

                Od tego trzeba zaczac, ze sprawy rodzinne nie powinne byc
                rozpatrywane w sadach przez sedziw ile przez komisje psychologow.
                To co sie dzieje w glowach obojga rodzicow kiedy dochodzi do
                separacji i potem do rozwodu nie mozna klasyfikowac jako
                przestepstwa. Trzeba to zaczac widziec jako skrzywienia emocjonalne,
                ktore wymagaja pomocy specjalistow od glowy anie specjalistow od
                prawa.
                • triss_merigold6 Bzdura 19.02.08, 12:56
                  I psychologowie mieliby decydować czy udzielić ludziom rozwodu?!
                  Mieliby za zadanie przepracować ludziom psychikę tak aby do rozwodu
                  nie doszło? HORROR. Jesli ślub jest umową mającą zgodnie z KRiO
                  skutki cywilnoprawne to umowa musi być rozwiązana w szczególny
                  sposób aby owe skutki ustały. Sprawy spadkowe również są przed sądem
                  rozstrzygane a nie zachodzi czyn karalny, prawda?
                  Możliwość bezpłatnych mediacji - tak. Ale nie mediacje obowiązkowe.
                  BTW konkubinaty z dziećmi również się rozpadają i tu - jeśli zawodzi
                  porozumienie - tylko na drodze sądowej można ustalić kwestię
                  kontaktów z dziećmi.
                  Uważam, że można przy dobrej woli stron wychowywać dziecko w
                  rozbitej rodzinie i to względnie bezstresowo ale nowi partnerzy
                  rodziców nie powinni się w układy wtrącać. I wiem co mówię, bo mam
                  nowego partnera, który w żaden sposób w roli "nowego ojca" nie
                  został ustawiony.
                  • mamusia38 Re: Bzdura 19.02.08, 15:19
                    > Uważam, że można przy dobrej woli stron wychowywać dziecko w
                    > rozbitej rodzinie i to względnie bezstresowo ale nowi partnerzy
                    > rodziców nie powinni się w układy wtrącać. I wiem co mówię, bo mam
                    > nowego partnera, który w żaden sposób w roli "nowego ojca" nie
                    > został ustawiony.

                    - Zgoda - ale musi byc fobra wola. A jak "druga strona" jej nie ma???

                    - Wtrącac sie nie powinni - wspierac i pomagac - zawsze!

                    A co do roli ojca/matki - czym jest rola? O czym myslałas pisząc w
                    role ojca? O "roli społecznej"?
                    W nowym zwiazku, kiedy sa dzieci, szczegolnie małe( 1 - 4
                    latki) "druga strona" powinna przekazywac brakujace wzorce,
                    uzupełniac "brakujące elementy" konieczne do "względnie
                    bezstresowego" wychowanie - jezeli zachodzi taka potrzeba.Na pewno
                    nie podszywac sie pod tate/mame - szczegolnie jezeli takowi czynnie
                    uczestnicza w zyciu dziecka.

                    A co jesli nie uczestnicza, kiedy ich nie ma - z róznych powodów?

                    NA tym forum chyba nikt nie pisze o łatwych, miłych i przyjemnych
                    relacjach z byłymi partnerami. Tu uniwersalne rozwiazania nie zdaja
                    egzaminu.
                  • szum_wiatru Re: Bzdura 21.02.08, 04:40
                    triss_merigold6 napisała:

                    > I psychologowie mieliby decydować czy udzielić ludziom rozwodu?!

                    Zdaje sie, ze ojciec napisal "Od tego trzeba zaczac, ze sprawy
                    rodzinne nie powinne byc rozpatrywane w sadach przez sedziw ile
                    przez komisje psychologow" a nie przekrecasz znaczenie jego
                    wypowiedzi. Sprawy rodzinne niekoniecznie sa rozwodami.


                    > Mieliby za zadanie przepracować ludziom psychikę tak aby do
                    rozwodu
                    > nie doszło?

                    Nie. Mieliby na zasadzie analizy i terapii naprowadzanie ludzi z
                    problemami emocjonalnymi aby ponownie mogli normalnie funkcjonowac
                    dla dobra ich samych i dla wlasciwego rozwoju ich dzieci.


                    HORROR. Jesli ślub jest umową mającą zgodnie z KRiO
                    > skutki cywilnoprawne to umowa musi być rozwiązana w szczególny
                    > sposób aby owe skutki ustały. Sprawy spadkowe również są przed
                    sądem
                    > rozstrzygane a nie zachodzi czyn karalny, prawda?

                    Sprawy spadkowe to co innego.

                    > Możliwość bezpłatnych mediacji - tak. Ale nie mediacje
                    obowiązkowe.

                    Jesli jest oobowiazek partycypowania w kosztach wychowania dzieci,
                    powinny byc i obowiazkowe mediacje i terapia zwlaszcza dla
                    emocjonalnie niezrownowazonych rodzicow.


                    > BTW konkubinaty z dziećmi również się rozpadają i tu - jeśli
                    zawodzi
                    > porozumienie - tylko na drodze sądowej można ustalić kwestię
                    > kontaktów z dziećmi.

                    Niestety we wnetrzach budynkow sadowych wisi "siekiera" ktora wali
                    kazdego, kto stoi na straconej z gory pozycji (patrz plec meska) -
                    popatrz na statystyki.

                    > Uważam, że można przy dobrej woli stron wychowywać dziecko w
                    > rozbitej rodzinie i to względnie bezstresowo ale nowi partnerzy
                    > rodziców nie powinni się w układy wtrącać.

                    A z jakiej to racji. Czyzby konkurencja? Nikt o zdrowych zmyslach
                    nie tworzy instytucji "drugiej" mamy. Matka jest jedna. Nie mniej
                    jednak dziecko samo wybiera, czesto bezwzglednie i bezdusznie
                    macoche od matki rodzonej. Zadna "zdradzona" (przez dziecko) matka
                    jednak nie zastanawia sie nad przyczynami. Czesto po prostu rodzone
                    matki emocjonalnie molestuja wlasne dzieci co oczywiscie odbija sie
                    negatywnie na ich relacjach z dziecmi.

                    I wiem co mówię, bo mam
                    > nowego partnera, który w żaden sposób w roli "nowego ojca" nie
                    > został ustawiony.

                    To jest wlasnie problem rozwiedzionych matek. "nowa matka" - "nowy
                    ojciec". I wlasnie dlatego powinny (tak traktujacy temat matki)
                    obowiazkowo zaliczac terapie odwykowa takiego myslenia. Same sobie
                    robia sieczke w glowie. No bo jak to inaczej nazwac? Swiat im sie
                    wali na sama mysl, ze inna kobieta moglaby pocalowac na dobranoc jej
                    wlasne dziecko i przykryc kolderka a nawet opowiedziec bajke na
                    dobranoc. Wrrrrrrr ....... cos co sie po prostu nie da strawic.
                    Prawda?
                    • triss_merigold6 Po kolei 21.02.08, 13:52
                      Nie wszystkie sprawy rodzinny są rozwodami - jasne. Niemniej
                      korzystanie z usług psychologów w trakcie kryzysu w związku nie jest
                      obowiązkowe i zgodnie z prawem nie może być obowiązkowe. BTW
                      definicje kryzysów są przeróżne i to co dla jednej pary jest
                      poważnym kryzysem dla innej akceptowaną normą nie ma więc możliwości
                      odgórnego ingerowania jeśli nie zostało popełnione przestępstwo lub
                      jeśli jedna ze stron nie skierowała sprawy do sądu.

                      Hm...kto oceniałby poziom niezrównoważenia rodziców i na tej
                      podstawie kierował na terapię? Komisja? A kto kierowałby na komisję
                      ZANIM sprawa trafiłaby do sądu rodzinnego? Może masz dobre intencje
                      ale pomysł jest absurdem z punktu widzenia prawa.
                      Obecnie istnieje możliwość przeprowadzenia badań w RODK na
                      okoliczność więzi z dziećmi i na tej podstawie składania wniosków o
                      ustalenie kontaktów imiejsca zamieszkania dziecka.

                      O ile mi wiadomo niewielki odsetek panów składa wnioski o ustalenie
                      przy nich stałego miejsca zamieszkania dziecka.P

                      Nie, nie obawiam się konkurencji. Aczkolwiek nie życzyłabym sobie
                      aby ewentualna nowa partnerka eksa np.: probowała wpajać dziecku
                      światopogląd radykalnie odmienny od mojego lub starała się
                      ograniczyć kontakty dziecka z ojcem. Opowiadanie bajki na dobranoc -
                      no problem. Mam na tyle wysokie poczucie własnej wartości, że nie
                      obawiam się konkurencji ze strony innej kobiety.

                      Czegoś nie zrozumiałeś? Moje dziecko ma obydwoje aktywnych i
                      wydolnych wychowawczo rodziców tyle, że nie mieszkających ze sobą.
                      Partner jest dla mnie, nie dla dziecka aczkolwiek oczekuję od niego
                      sympatii, życzliwości i wyrozumiałości z pewną dozą cierpliwości
                      wobec mojego potomka. Miłości nie, sympatii owszem.
            • mamusia38 Re: ssssssss... 21.02.08, 09:07
              Zaczelam juz szukać jadu na koncu jezyka...;)

              Kobiety są różne i w różnych sytuacjach emocjonalnie nie daja rady -
              niestety natura bardziej nas uwrazliwila i to sie tyczy zarówno
              tych dobrych jak i tych złych emocji. Do tego dochodzi charakter,
              wzorce wyniesione z domu i własne doswiadczenia - czasami to
              toksyczna, wybuchowa mieszanka wrecz niemozliwa do okiełznania.

              To tyle odnosnie moich przemyslen nad źródłem "ZŁA" - co sie tyczy
              konsekwencji - Nie ma zadnego usprawiedliwienia.

              Ja tkwie w mocnym postanowieniu, ze nigdy nie zrobie tego własnemu
              dziecku i pracuje nad sobą.

              Nie moge po prostu milczec, czytajac niektóre z tych historii -
              szczegolnie, ze w domu piszemy swoja własną - przerazającą.
              Tu pisze Ja, bo partner duzo pracuje i wieczorkiem jest juz po
              prostu zmeczony ale czyta i duzo rozmawiamy, szukamy rozwiazan...

              Mamy wiele watpliwosci i problemów i zbieramy sie aby cos napisac o
              Nas, cos wiecej...

              Pozdrawiam
              • kocia_noga Re: ssssssss... 22.02.08, 10:20
                Mamusia38, cos co mi się rzuca w oczy to podwójna miarka: jedna dla
                twojego eksia,a druga dla obecnego.Nie uważasz,że punkt widzenia
                zalezy od punktu siedzenia?
                Twój eks też opowiada o tobie rózne straszne rzeczy i znajduje
                słuchaczy.
                Na tym forum rozmawiaja wyłącznie jedne strony medalu.To dobrze,
                jest to pewien etap, ale nie program na życie.Dalej powinno być
                porozmawianie obydwu stron.
                Wyjaśnię: trzeba wyrzucić z siebie emocje i pokazac sporawę w
                wybielającym siebie świetle, ale po uspokojeniu nalezy odzyskać
                (albo nabyć) ciut krytycyzmu.Dla dobra wszystkich.
                I jestem za opieka psychologiczną nad rozwodzącymi się związkami,
                OBOWIĄZAKOWĄ.Rozwód to nie tylko sprawa prywatna.
                • mamusia38 Re: ssssssss... 22.02.08, 12:27

                  Kocia noga:

                  > Mamusia38, cos co mi się rzuca w oczy to podwójna miarka: jedna
                  dla
                  > twojego eksia,a druga dla obecnego.Nie uważasz,że punkt widzenia
                  > zalezy od punktu siedzenia?
                  > Twój eks też opowiada o tobie rózne straszne rzeczy i znajduje
                  > słuchaczy.

                  Martwi mnie to co wyprawia Ex i martwi mnie to co przezywa Obecny.
                  Jestem przerazona postawą Matki jego synka i zaniepokojona tym co
                  mnie niebwem czeka.

                  Nie ma podwójej miarki - jest szczerosc w tym co tu pisze. Punkt
                  widzenia - trudny do złapania - bo jak wiesz, sama jestem Mama i
                  wlasnie cały czas staram sie tu cos na ten temat przekazac. A ze mam
                  swiadomosc tego co sie dzieje dookola to chyba dobrze.

                  Po co mialabym tu oczerniac bylego a wybielac obecnego? To Rózni
                  ludzie i postepują w rózny sposób. W tym wąłsnie problem. Po co mam
                  bezpodstawnie oskarzac Exie a siebie pokazywac w dobrym swietle?
                  To bez sensu - szkoda czasu na uprawianie tu fikcji bo problemy sa
                  bolesnie realne.

                  Pisze bo potrzebuje pomocy w konkretnych sprawach. Nie potrzebuje
                  poddawania pod watpliwosc, czy to co pisze jest szczere, prawdziwe
                  itd. Przeciez to bez sensu.

                  Trudno uwierzyc, ze sytuacja tu opisana jest prawdziwa? Ze ludzie
                  opisani zeczywiscie tacy sa i tak sie zachowują?

                  Ja tu nie uprawiam spychologii i pustosłowia.

      • redbull10 Re: Ubawiłam się po pachy 28.02.08, 22:30
        Gówno cie interesuje dobro twojego dziecka! Oszukujesz sama siebie,
        że to dla jego "dobra" trzeba utrudniać kontakty ojcu. A tak
        naprawdę, to traktujesz swoje dziecko jak bezmyślną rzecz, swoją
        zabawkę, z która możesz zrobić co ci się spodoba. I to ty robisz mu
        wodę z mózgu, a nie tęskniący ojciec! Krzywdzisz dziecko debilko, i
        nic dobrego z tego nie bedzie - dla nikogo!
          • jazdenek Re: Ubawiłam się po pachy 02.03.08, 00:23
            mamusia38 napisała:

            > Mocne sowa - ale bardzo trafne.

            A co mozna oczekiwac po gosciu, ktorego zycie rozwalilo sie z powodu
            atakow jego bylej parterki. To jak tonacy brzytwy sie chwyta tak i
            on nieprzebiera w slowach. Jednak, dokladnie tak jak piszesz, on
            trafia w samo sedno sprawy, jedynie w bardzo brutalny sposob.
            • mamusia38 Re: Ubawiłam się po pachy 05.03.08, 10:34
              Dlatego doskonale rozumiem.

              Wiem, jak daleko moze posunąć sie chora - dosłownie - chora kobieta,
              która nie wie czego chce, szuka winy we wszystkich dookoła, jest
              przepełniona złościa i checią zemsty. Zemsty nie wiem za co... za
              wyimaginowaną wine???

              Ex zona mojego partnera zrujnowała mu zycie zawodowe składając
              donosy do firmy i podstepnie - szantazem - zmuszajac do
              niekozystnych umów majątkowych, co zmusiło go do wielu dalszych
              wyrzeczen - rezygnacji z własnego interesu - donos do zus,
              przeprowadzki do innego województwa itp itd. Ma ogromne problemy z
              kontaktami z synkiem... Oprócz tego teraz szantazuje ludzi -
              wspolnych znajomych - poniewaz sprawa trafila w listopadzie do sadu
              rodzinnego potrzebni beda swiadkowie, którzy zaprzecza tym wszystkim
              kłamstwom. Niektórzy z tych ludzi boja sie zeznawac...

              Wiem, ze wydaje sie to niedorzeczne ale jest jak najbardziej
              prawdziwe. Znam ja dobrze i wiem ze nie cofnie sie przed niczym i
              jest w stanie niszczyc psychicznie nawet własnego synka - mimo ze
              jest biegłym psychiatra dzieci i mlodziezy.

              Przydało by sie jej kilka takich mocnych słów ale obawiam sie ze
              mogło by to poskutkowac jakims kolejnym pozwem w sadzie.

              Mnie po zwykłym smsie w sparwie zdrowia dzieciaków - bo akorat były
              razem w weekend - postraszyła pozwem o nagawywanie... szkoda gadac.

              Z takimi wariatammi lepiej nie zaczynac ale z drugiej strony ciezko
              jest bezczynnie patrzec na to co wyprawiaja.

              pozdr.
    • samotny.tata Re: Ubawiłam się po pachy 28.02.08, 13:04
      Wrzucanie wszystkich ojców i matek do jednego worka jest brakiem
      szacunku dla samych dzieci. Niestety zdarzają się ojcowie, którzy
      nie powinni nosić tego miana tak samo jak zdarzają się matki, które
      również nie powinny się tak nazywać. Mógłbym podawać przykłady, ale
      nie tędy droga, ponieważ podawanie skrajych przykładów (tak jak
      wrzucanie do jednego worka wszystkich rodziców) powoduje, że ucieka
      główny problem czyli dobro dzieci. Bez względu na przyczyny
      rozstania (powtarzam - nie mówię o skrajnych przypadkach), żaden z
      rodziców nie ma prawa do wciągania dziecka w konflikt. To prawem
      dziecka jest mieć regularny kontakt z odseparowanym rodzicem. Nie
      jest wymysłem żadnego z rodziców, że ten kontakt powinien być
      właśnie z obojgiem rodziców, bo tylko oboje rodzice mogą zapewnić
      dziecku optymalne warunki jego rozwoju. Dziecko powinno być
      chronione przed rodzicem, który nie może poradzić sobie z rozwodem i
      wciąga je w konflikt, aby nie dochodziło do sytuacji, że dzieci
      zostają skierowane do domów dziecka. Niestety stereotypy powodują,
      że najczęściej matki wykorzystują w walce swoje dziecko i nie
      ponoszą za to żadnych konsekwencji. Tylko niewielu ojców ma tyle
      determinacji aby przeciwstawić się niesprawiedliwości postrzegania
      ich jako rodziców drugiej kategorii a przede wszystkim potrafią
      dostrzec problem łamania praw dziecka.
      P.S.
      Jeżeli kogoś bawią takie sytuacje jak dramat rozchodzących się osób -
      dramat dziecka, któremu zabierana jest miłość jednego z rodziców to
      chyba nie dorósł jeszcze do uczestniczenia w powyższym dialogu. Aby
      zrozumieć co tak naprawdę człowiek przeżywa trzeba to przejść
      samemu... ale wystarczy trochę empatii aby wczuć się w rolę kogoś,
      komu ogranicza się (lub też uniemożliwia) kontakt z osobą, którą
      kocha się nad życie... z dzieciem.
      Serdecznie pozdrawiam życząc wszystkim wytrwałości w budowaniu... a
      nie burzeniu.
    • redbull10 Re: Ubawiłam się po pachy 28.02.08, 22:22
      Nie mieszkają już z ohydnymi babonami, takimi jak ty, bo się po
      prostu nie da z takimi wytrzymać, a poza tym dzieci cierpią
      najbardziej, gdy muszą uczestniczyć w kłotniach rodziców -
      najczęściej świadomie prowadzonymi na ich oczach- bo szmaty
      używajcie bezbronnych dzieci jako tarczy! I co dalej masz ubawione
      swoje śmierdzące pachy?
    • mik80 Re: Ubawiłam się po pachy 12.10.08, 04:32
      Ojciec ojcu nie równy! Ja waszym dzieciakom zazdroszczę takich ojców. Mimo
      wszystko. Nie ważne dlaczego. Jestem tutaj anonimowo, właściwie przypadkowo (z
      linku na stronie głównej).
    • rafikalvi Re: Ubawiłam się po pachy 07.11.09, 12:28
      z tym powodem to nie koniecznie tak jest i czasem brak jakiegos sensownego powodu.

      Ja osobiście mam taki problem. Rozstałem Sie z narzeczona a po roku sie okazało
      ze urodziło nam sie dziecko o czym nie poinformowała mnie ( ze wogole jest w
      ciąży) Dopiero postanowila pozwac mnie do sadu i wtedy sie o malym dowiedzialem.
      Odrazu chcialem go widziec ale mi tego nie pozwolila zrobic wiec poczekalem na
      zakonczenie rozprawy w sadzie i wszystko mialo byc ok i bylo przez pierwszy
      miesiac. Widzialem dziecko 3 razy i pozniej zabronila mi kontaktow.Nie otwiera
      drzwi, nie odpowiada na tel. Nic. Napisalem niedawno wniosek do sadu o
      uregulowanie kontaktow na co odpowiedziala mi anslaniem komornika

      ( a miala na co bo przez ten rok od urodzenia dziecka do rozprawy sadowej
      rowniez sie naleza alimenty choc przyznam ze dziwne prawo bo jak o dziecku nie
      wiedzialem to ajk mialem placic, ale polowe tego splacilem polowe mialem za
      kilka miesiacy. Taka byla umowa bo nei dysponowalem taka kasa)

      ale na moj wniosek o uregulowanie kontaktow to tak sie odplacila.Ale ja nic
      dziecku zlego nie zrobilem a wychodzi ze jestem zly bo sie dzieckiem caly czas
      interesuje. i co zrobic bo na sad to pewnie jeszcze kilka tygodni poczekamy. Ale
      to chore by matka zabraniala dziekcu kontaktu z ojcem a tym bardziej ze nie
      jestem zlym czlowikiem. Ani przestepca czy jakims alkoholikiem. Nic jej zlego
      ani dziecku nie zrobilem. Jak matki moga tak postepowac. W glowie jej tylko kasa
      i zadnych inny wartosci zyciowych. I to jest wzor dla dziecka?Tak matki sie
      powinny zachowywac a tym bardziej ze jak była mala ojciec od nich odszedl i sie
      nia nie interesowal. Pochodzi z biednej rodziny a teraz to samo co ja w zyciu
      spotkalo chce zrobic swemu dziecku. A sady dalej uwazaja ze dziecku z matka
      najlepiej. Choc ja jej dziecka nie odbieram tylko chce sie z nim jak najczesciej
      widywać. Przeciez to powinno się normalnie rozmawiac o przyszłości i o losach
      dziecka a nei tak robić

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka