tajneprzepoufne
03.12.06, 23:36
A więc tak. Mam ja ci sobie 28 przeszło latek. Znaczy się stary koń już
jestem. Mimo tego wciąż jestem jak to się modnie mówi - singlem. Mała uwaga,
nie jestem singlem z wyboru! Mierzi mnie ta sytuacja i nie widze żadnych szans
na poprawę swego stanu. Spotykam się co jakiś czas z kobietami, ale nie mam na
tym polu sukcesów. Po prostu te, które spotykam nic do mnie nie czują. Blisko
30ki jestem, a jeszcze nie ułożyłem sobie życia. Wciąż mieszkam z rodzicami,
bo tak mi wygodniej. Mam spore mieszkanie w stolicy do którego jeżdżę
sporadycznie (jak jestem w W-wie). Właściwie większość czasu siedzą w nim
studenci.
Ostatnio zauważyłem, ze coraz mniejszą wagę przywiązuję do zapoznawania bliżej
płci przeciwnej - po prostu mi się nie chce angażować w cokolwiek.
Prostym językiem pisząc - olewam dokumentnie sprawy uczuciowe i realizuję się
zawodowo. Wolny czas spędzam na: pracy, nicnierobieniu ;), spotykaniu się ze
znajomymi, szukaniu kolejnej-lepiej płatnej pracy.
Tymi drobnostkami zagłuszam się wewnętrznie, by nie słyszeć głosu mówiącego -
wciąż jesteś sam i tak już pozostanie.
To nie jest tak, że nie próbuję. Nic pozytywnego na polu uczuciowym mnie
jeszcze nie spotkało, a to co się wydarzyło było istnym piekłem i
przekleństwem zesłanym przez los. Niby mam taką jedną 23 latkę na oku i coś
się kręci od przeszło roku, ale wciąż jestem na początkowym etapie znajomości.
Dziewczyna broni się jak lew przed zaangażowaniem uczuciowym. Kiedy na jakiś
czas daję sobie z nią spokój, wtedy odzywa się - czemu cie nie ma, co u
ciebie, etc; - Tak wygląda sytuacja kiedy ja chcę.
Tak wygląda sytuacja od której się trzymam i trzymałem z daleka:
Jak zwykle, znienacka dopadła mnie miłość (drugostronna, ja unikam) i próbuje
mnie złapać w swoje sidła. Kolejny raz mam szansę podbić sercę... mężatki!.
Nie, ja n nie chce tego i w ten sposób! Nigdy się na to nie zgadzałem i nie
godzę. Unikam i unikałem takich sytuacji, a przymilać starałem i staram się
wciąż do kobiet stanu wolnego. Tylko co z tego, że wobec mężatek jestem
chamski, szorstki i w ogóle nic ciekawego, jak zamierzonego skutku osiągnąć
nie mogę? Natomiast z wolnymi mi jak nie wychodziło, tak nie wychodzi.
Denerwuje mnie ta anormalna sytuacja, a już ponizej pasa dla mnie są te
piekeilne docinki w domu - byś się ożenił, czy też w pracy - taki (tu
słodzenie, zę aż uszy więdną), a wciąż wolny.
Ta sytuacja w jakiej jestem tak mnie uwiera, a jednocześnie pochłania w sensie
przyzwyczajania sie i oswojenia ze sobą samym, że wiem co mnie czeka. Po
krótce, gdy wreszcie znajdę druga połówkę, to powiem... nie.
Nie można czekać wieczność na tę druga osobę, człowiek się przyzwyczaja do
tego co ma i cholernie trudno go od tego oderwać.
To nie żadne czcze pieprzenie. Jeśli ja próbuję tak jak każdy, żyję podobnie,
żyję w społeczeństwie, nie mieszkam w buszu, nie wyglądam jak potwór z bagien,
nie mam odchyłów, a mimo to jest jak jest, to jest coś nie w porządku.
Do napisanie tego skłoniły mnie ostatnie wydarzenia. Znowu mogłem bez
najmniejszego wysiłku przespać się z cudzą żoną. Oczywiście wiłem się jak
piskorz by się wykręcić (po tym, co z ostatnią mężatką miałem - mam dość), a
oponentka nie zrozumiała. Przyjęła, że nie kumam o co chodzi i trzeba
powiedzieć wprost. Szczegółów oszczędzę...