koni42
09.01.07, 15:57
...że Polaków - mężczyzn, dzielą od innych obywateli Unii całe miliony lat świetlnych. No cóż
moja teza poparta jest wnikliwymi obserwacjami, licznymi zadaniami teoretycznymi i
praktycznymi ;-) (rozwiedziona po kilku latach "polskiego" małżeństwa, spotykająca się z
Francuzem). Mój mężczyzna, potocznie zwany "french lover" jest nim naprawdę. Drodzy
Panowie uwierzcie, że nie jest normą pogmyranie paluszkiem tu i ówdzie przez 12 min. a
potem "poznajmy się dogłębnie". Daję słowo, że poranne wstawanie razem z kobietą (kiedy
nie idzie się do pracy) i przygotowanie jej śniadania, ubranie dziecka i odwiezienie do pracy na
drugim końcu miasta też nie jest wysiłkiem godnym nagrody Nobla. Poza tym dziękowanie za
poświęcenie i ten błysk w oku, kiedy otrzymuje świeżo wyprasowaną koszulę - nie da się z
niczym, a właściwie z nikim porównać. Mój eks. Niejaki Pan R....Typowy Polaczek: "wycięty
żywcem z rodzinnego domu" i "wstawiony" (dosłownie i w przenośni) do domu swojej żony,
kochanki, kucharki, praczki, opiekunki do dzieci. Aha..i chyba nie muszę dodawać, że po
rozwodzie nikt mnie w rekę nie pocałował za 7 lat wyrzeczeń, że już o goździku na do
widzenia nie wspomnę.
Oczywiście uaktywni się zaraz tzw. Polacus ambitius i napisze, że "to nie ja". Ale ja baba
Polka i tak wiem swoje.