Dodaj do ulubionych

2 razy w tej samej wodzie....

04.05.07, 13:35
Mieliscie tak?Czy zdarzylo wam sie rozstac z dziewczyną/chlopakiem a po
jakims czasie do siebie wrocic? Ulozylo sie to? Mnie cos takiego
spotkalo....Jest dobrze,ale jakos dziwnie....Ciągle mam wątpliwosci,jakies
obawy....Hhmmm...moize z czasem przejdą,a moze to juz po prostu nie to....
Obserwuj wątek
    • zielonooka_bez_tyja Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 04.05.07, 13:37
      Jeśli zachowasz takie podejście, to stanowczo - nie. Mozna coś rozwalić we
      własnej głowie.
    • menk.a Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 04.05.07, 13:40
      to za każdym razem jt inna woda, choć brzeg wydaje się podobny;)
      złudzenie..;)
      • mesz Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 04.05.07, 13:45
        Macie racje,ale....taka mysl sie pojawia - skoro raz sie zepsulo....to skąd
        wiem ze to sie nie powtorzy...:/ Zdaje sobie sprawe,ze nie wolno tak na to
        patrzec,ale...to chyba silniejsze ode mnie...
        • menk.a Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 04.05.07, 13:49
          ej noooo, nawet na pralki dostaje się na jakieś 2 lata gwarancje. Na człowieka
          żadnych.
          Póty dzban wodę nosi, póki się ucho nie urwie;)
        • zielonooka_bez_tyja Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 04.05.07, 13:51
          Zamknij przeszłość, pozostając ostrożna - to najlepsze wyjście. Czynami
          przekreśliłaś, bo skoro coś determinowało koniec, a nastąpił nowy początek, to
          zostało wymazane. Teraz wypada to samo zrobić "w sobie". Albo nie przeczyć
          czynami myślom... Długo się tak nie da.
          • mesz Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 04.05.07, 13:54
            Dziękuję:)Sprobuje wiecej muslec o tym co jest niz o tym co bylo:)
            • menk.a Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 04.05.07, 13:55
              fakt. Trudno na przeszłość juz nie masz wpływu;)
    • ulotne_piekno Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 04.05.07, 13:56
      ja myślę, że skoro raz się zepsuło to już wtedy było wiadomo, że to nie
      to...chociaż znam pary szczęsliwe po raz drugi. chyba nie ma na to recepty,
      jedyne, co pozostało to myslenie, że to jednak ten pierwszy raz z małym kryzysem:)
      • mesz Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 04.05.07, 14:17
        ooo..podoba mi się to okreslenie:pierwszy raz byl po prostu malym
        kryzysem :) Choc nacierpialam sie troche...:/ Ale tak to juz chyba bywa
        przy rozstaniach... Sprobuje uwierzyc ze teraz bedzie dobrze...Choc mysle,ze
        wątpliwosci ma tez on... Bo zachowuje sie troche inaczej niz wtedy...jest
        miedzy nami wiecej takiego jakby dystansu...
        • barad Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 04.05.07, 14:29
          a co bylo przyczyna rozstania?
          • mesz Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 04.05.07, 19:50
            Hhmm...wlasciwie nie mozna jednoznacznie okreslic przyczyny rozstania...To sie
            po prostu stalo...troche zle sie zrozumielismy...i on myslal ze ja juz nie
            chce,tzn tak wywnioskowal z moich slow,a ja bylam przekonana ze to on nie
            chce... Teraz,kiedy o tym rozmawialismy,okazalo sie,ze kazde z nas bylo
            przekonane ze to drugie zakonczylo związek...Troche to bez sensu.Ostatecznie on
            wziąl wine na siebie,ja jednak wiem,ze mam w tym swoj udzial. Zalezy mi na nim -
            mocno,mimo ze nie czuje juz tego,co wtedy...Wtedy byla jakas taka fascynacja,
            a teraz...jakby spokojniej...ale hhmm...dojrzalej...sama nie wiem... Dziwne
            jest zycie i nigdy nie wiemy,co nas spotka... Ponoc najpiekniejsze te
            chwile,ktorych jeszcze nie znamy...:)
        • ulotne_piekno Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 04.05.07, 14:31
          to chyba normalne, że jest dystans. pewnie powiedzieliście sobie trochę różnych
          słów przy "rozstaniu". ja osobiście nie raz myslałam o powrocie do "byłego"
          (mamy dziecko), ale, kiedy już zaczęłam rozważać(może właśnie
          niepotrzebnie)zyskałam przekonanie, że nie dałabym rady. w końcu z jakichś
          powodów się rozstaliśmy.
          niemniej jednak nie można generalizowac, że nie wchodzi się dwa razy...ponieważ
          czasem powody rozstania po czasie staja się tak błahe, że własciwie pamiętamy
          tylko te dobre chwile..i tego się trzymaj, jeśli Ci naprawdę zależy.
          Pozdrawiam i życzę Ci wszystkiego dobrego.
          • smutas27 Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 05.05.07, 13:49
            Masz racje , ze pamietamy tylko te dobre rzeczy, ale to nie znaczy , ze tych
            złych nie był , lub ze , automatycznie zniknęły.
            Co do reszty calkowicie się zgadzam.
            Każdy związek ma swoje trudości , tzw. "powrotny" tez.
            • ulotne_piekno Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 07.05.07, 16:33
              pewnie, że nie znikają. zauważ jednak, jak ciężko je sobie czasem przypomnieć po
              czasie, przynajmniej ja tak mam. muszę sobie je"wywlec" na wierzch jak mnie
              przychodzi ochota na "drugi raz":))
    • ma_gala Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 04.05.07, 22:23
      mnie sie zdarzyło wejść dwa razy do tej samej rzeki, a nawet trzeci - ale to
      już było samobójstwo! Ostatecznie chyba się nie udało, bo nie jesteśmy razem.
      Ostatnie dwa lata (czyli po trzecim powrocie) wspominam jako koszmar: zero
      zaufania (z mojej strony), strach, że on zrobi to znowu, ze jest ze mną z
      wygody a nie prawdziwego uczucia, że teraz to się tak stara, a wcześniej
      musiałam o wszystko walczyć... było okropnie i najlepszym, co mogliśmy dla
      siebie zrobić było: rozstać się definitywnie! ale też powód wczesniejszych
      rozstań był powazny i zawsze taki sam tak naprawdę - inna kobieta! :-(
      To moje przeżycia, natomiast generalnie uważam, ze dopóki ludziom na sobie
      zależy to warto probować jeszcze raz, ale - TYLKO TEN JEDEN RAZ!!
      Pytanie tylko czy uda się po raz kolejny zaufać, nie wypominać, normalnie żyć
      bez ciąłych podejrzeń... mnie się nie udało, ale nie żałuję tej próby,
      przynajmmniej wiem, ze ten człowiek faktycznie nie jest dla mnie!
      Wszystko zależy jeszcze od powodu rozstania i tego, czy ludzie są w stanie
      sobie przebaczyć i iść dalej razem, bez oglądania się za siebie.
    • metoja Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 05.05.07, 11:24
      Byłam trzy razy w tej samej wodzie i szczerze: nie polecam. Nigdy nie bylo tak
      jak na poczatku, uczucie nie wrocilo... szarpanie sie straszne, bol i 3 lata z
      zycia. Pozytywem jest to, ze jestem o to doswiadczenie bogatsza... poznalam
      siebie, dojrzalam.
      Moge tez spojrzec na to troche z innej perspektywy: niedawno zostawil mnie ktos
      w kim bylam bardzo zakochana. Zaiskrzylo miedzy nami jak byl ze swoja poprzednia
      dziewczyna. Rozstali sie w dosyc nieprzyjemny sposob. Po paru miesiacach
      zaczelismy byc ze soba. Sielanka, facet dbal o mnie jak nikt wczesniej, poznalam
      cala jego rodzine, mowil im, ze to ze mna chce spedzic reszte zycia etc. wspolne
      plany, prawdziwe uczucie... Do czasu, rzucil mnie i wrocil do poprzedniej.
      Bylismy ze soba w sumie 3 miesiace, bardzo krotko, ale wystarczylo, zeby poczuc
      sie baaardzo zraniona, oszukana i wykorzystana. Niemila jest swiadomosc bycia
      przecinkiem w czyims zyciorysie...
      Wracajac do tematu, watpie zeby im sie udalo, sa ze soba, ale problemy przez
      ktore sie rozstali predzej czy pozniej wroca, tak jak wrocily w moim poprzednim
      zwiazku. Niepewnosc zabila w moim przypadku, gore wzielo przyzwyczajenie, zludne
      poczucie bezpieczenstwa i akceptacji.
      Nie chce Cie zrazac, podkpywac Twojej decyzji, pisze jak to wygladalo w moim
      przypadku. Jedno jednak jest pewne, jesli masz watpliwoscie, nie czujesz sie
      swobodnie i cos "wisi" w powietrzu, nie warto. Pomimo tych wszystkich zlych
      doswiadczen jakie mialam wciaz wierze, ze sie kiedys uda ;-)
      Pozdrawiam
      • schwach1 Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 22.05.07, 04:22
        Ja bylam w tej samej wodzie 6 razy.I nikt racjonalnie teo wyjasnic nie potrafi.
        Za kazdym razem zaczynalam z wielka nadzieja, konczylam ... z dziura w sercu
        jak po bombie atomowej. Zalu czlowiek nie jest w stanie przezwyciezyc, a
        nagromadzony przez wiele lat dopada Cie ze zdwojona (w moim przypadku z
        szesciokrotna) sila i niszczy Ciebie i jego, a pozniej to juz tylko nienawisc
        pozostaje. Zawsze dobre sa tylko poczatki-tzw. miesiace miodowe, kolejne chwile
        sa tylko gorsze. I za kazdym kolejnym razem te wlasnie miesiace miodowe sa
        krotsze, a bol po rozstaniu i nastepnej porazce wiekszy
      • facio60 Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 22.05.07, 14:27
        kurcze,jak to przeczytałem to zupełnie jakbym czytał własną historię!Tyle,że
        jestem facetem.
        Myślę,że nie warto wracać.Marnujemy lata,żywimy się jakąs nadzieją,że teraz
        będzie lepiej.Ale jednocześnie krążą jakieś myśli,że partner znowu zrobi nam to
        co niemiłe.Strach.A przez to coraz trudniej będzie Ci znalezć kogos nowego.
        Tracisz dystans.Ja też rzuciłem się na nowo poznaną kobietę jak na tą jedyną,
        wymarzoną.Ona sama mówiła mi jaka była we mnie zakochana.A byłem tylko
        lekarstewkiem,które nie zadziałało.Wróciła sobie do mojego poprzednika.
        Trzeba zamykać rozdziały w swoim życiu i chłodno patrzeć na nowo poznanego
        partnera.Inaczej trudno wyrwać się z tego zaklętego kręgu porzuceń i
        rozczarowań.
        • schwach1 Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 23.05.07, 22:01
          niesamowite, dobrze wiem, o czym mowisz, ten strach przyslanial mi chyba kazdy
          powrot, nazwalam to swego rodzaju syndromem porzucenia. Za kazdym razem, juz na
          poczatku ponownego bycia razem, przesladowala mnie mysl, ze zostane porzucona.
          I tak bylo. I zawsze slyszalam, ze niczego nie zrobilam, zeby sie zmienic...
          Najwazniejsze chyba rzeczywiscie, zeby pozamykac te wszystkie drzwi
          przeszlosci, ale niestety nikt nam w tym nie pomoze, sami musimy to zrozumiec,
          a to bardzo trudne, bo serce boli. Choc takie posty siadcza o tym, ze nie
          jestesmy jedyni i nie sami.
    • lis222 Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 05.05.07, 14:17
      mesz napisała:

      > Mieliscie tak?Czy zdarzylo wam sie rozstac z dziewczyną/chlopakiem a po
      > jakims czasie do siebie wrocic? Ulozylo sie to? Mnie cos takiego
      > spotkalo....Jest dobrze,ale jakos dziwnie....Ciągle mam wątpliwosci,jakies
      > obawy....Hhmmm...moize z czasem przejdą,a moze to juz po prostu nie to....
      Miałam tak z własnym mężem. Byliśmy ze sobą 2 lata i się rozstaliśmy a potem po
      4 latach znów do siebie wróciliśmy. W lipcu mija 20-lecie naszego małżeństwa.
    • snoepje Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 06.05.07, 00:52
      Ja tak mialam, bylam z facetem przez ponad rok, po ktorym stwierdzil, ze ja to
      nie ta jedyna i mnie rzucil..po 2 tyg. wrocil do mnie na kleczkach, blagal,
      przepraszal, kupowal kwiaty...wrocilismy do siebie, ale to nie bylo to
      samo...to znaczy jesli chodzi o zwiazek to facet stawal na glowie, zeby
      wynagrodzic mi wszystkie krzywdy, ale we mnie byl ciagly strach i obawa, ze
      znow zrobi to samo mimo iz on naprawde sie staral, a ja go kochalam ponad
      zycie, ale ten potworny strach zwiazany z kolejnym mozliwym rozstaniem powoli
      zabijal mnie w srodku i po kolejnych 4 miesiacach cos we mnie peklo...zerwalam
      ponad pol roku temu i pomimo tego, ze nadal lza mi sie w oku kreci jak tylko
      mysle o nim, to z drugiej strony czuje potworna ulge, bo niewyobrazam sobie
      zycia w tym ciaglym strachu...takie doswiadczenie zostawia jakas blizne na
      psychice...
    • mesz Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 07.05.07, 16:10
      Z tego co slysze od znajomych i tu czytam,wynika,ze najczesciej takie powroty
      nic nie dają,tzn rozpadają sie związki...Ale bywają wyjątki - to pocieszające:)
      Najtrudniej chyba jest przekonac samą siebie,ze to ma sens i ze to oczywiste ze
      nie jest tak jak za pierwszym razem i ze trzeba jednak zaufac - inaczej
      podarowanie jemu i sobie drugiej szansy jest bez sensu...
      • ulotne_piekno Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 07.05.07, 16:21
        no jak będziesz zakładac, że jest bez sensu, to tak właśnie sie stanie. jeśli
        naprawdę Ci zależy spróbuj, lepiej żałować, że coś nie wyszło niż, że się w
        ogóle nie spróbowało.
        • m_284 Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 22.05.07, 18:32
          Chyba nie ma sensu wchodzić drugi raz do tej samej rzeki, bo ludzie się tak
          łatwo nie zmieniają. Jeżeli dwie osoby dzielą sprawy fundamentalne, nie ma
          między nimi zrozumienia i, co najważniejsze, szacunku, to chyba nie można na tym
          nic trwałego zbudować.
    • ma_gala Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 22.05.07, 22:29
      hmmmm.... większości - w tym również mnie - powroty sie nie udały... a jak
      autorka głównego postu? Mesz - udało się? mam nadzieję, ze tak i że dasz
      światełko nadziei innym! :-)
    • mesz Układa się...:) 23.05.07, 15:35
      Muszę przyznać,ze wątpliwosci caly czas jakies tam są,ale...coraz
      mniejsze...Odkrywamy siebie na nowo,poznajemy sie coraz lepiej i podoba nam się
      to,czego sie dowiadujemy o sobie. Nie wiem,jak to sie skonczy,ale wiem,ze jak
      na razie jestem zadowolona...bardzo:)
      Moge powiedziec,ze zawsze warto probowac...Bedzie co ma byc, a lepiej sprobowac
      i w razie niepowodzenia miec swiadomosc ze sie chociaz probowalo,niz za jakis
      czas zalowac,ze nie dalo sie zadnej szansy...
      :)
      • ulotne_piekno Re: Układa się...:) 23.05.07, 15:47
        ja się bardzo cieszę:)
        wszystkiego dobrego
    • jszhc Re: 2 razy w tej samej wodzie.... 23.05.07, 15:38
      Ja jestem zdania, ze jak dwoje ludzi sie postanawia rozstac...to nie powinni
      pozniej znowu kominowac;p
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka