mala_poziomka
14.07.07, 06:55
Spotykaliśmy się przez jakiś czas, on potem kontakty ograniczył, pytany o co
chodzi powiedział, że coś do mnie czuje i że jest to coś więcej niż przyjaźń,
ale musi poukładać się ze swoimi uczuciami. Telefonów nie odbierał, na
pytania zadane sms-em przeważnie nie odpowiadał a jeśli już tak, to ogólnie
i mało konkretnie, co dawało mi nadzieję ( przecież się układał z uczuciami),
ale budziło też niepokój, że nic z tego nie będzie. Nigdy nie powiedział
wprost, że nie chce się już spotykać. Wariowałam ze swoimi myślami - byłam
zakochana. Po dwóch miesiącach spotkałam się z nim i powiedziałam, że jestem
tą sytuacją zmęczona i chcę usłyszeć wprost, że nic z tego nie będzie. Kręcił
i kluczył w temacie - przerwałam mu i powiedziałam "powiedz mi prost" .
Wydusił to z siebie - "nie możemy być razem".
Kilka dni temu dowiedziałam się przypadkiem, że wtedy, gdy ograniczył
kontakty, zaczął spotykać się z inną dziewczyną i mówił jej, że jestem
wariatką, która nie chce się od nigo odczepić.
Czy to normalna praktyka wśród osobników płci męskiej, że zostawiają
zdezorientowaną kobietę na pastwę jej domysłów a potem w taki podły sposób
tłumaczą przed kolejnymi znajomymi próby kontaktów swoich byłych ?
Przecież gdyby mi powiedział *koniec*, *nie możemy być razem * to nie
musiałabym o nic pytać. Zapomniałabym.