pulchniutka
22.08.03, 18:36
Krotko, zwiezle i na temat: mam 20 lat i 20 kg nadwagi (w porywach polowe mniej).
I niestety organizm, dla którego dojscie do zerowej nadwagi graniczy z cudem, ale nie o fizjologii tu chcialam napisac.
Czy ktos, kto wazy za duzo nie zasluguje na to, by zostac pokochanym? Nie wazne jest to, kim się jest, tylko jak się wyglada/ile się ma cm w biodrach?
Kiedy stracilam nadzieje, ze uda mi się kogos tak po prostu poznac przerzucilam się na internet. Rzeczywiscie, roznych ludzi tu można poznac. I poznalam, wielu naprawde swietnych. Zaczelam nawet wierzyc w to, ze jednak jestem wartosciowa osoba, ze to co mam w glowie, jak mysle i co czuje tez się liczy bądź zacznie liczyc. Poznalam tez kogos, kto wydal się naprawde sympatyczny. Rozmawialismy przez internet prawie rok, bardzo często, rownie często przez telefon. Setki przestukanych godzin sprawily, ze chcial mnie poznac na zywo. I prosil o to kilka miesiecy. Ja tez go chcialam poznac...Wreszcie był ktos, dla którego to co mowie, mysle było wazne, dla którego ja bylam coraz wazniejsza. I nie ukrywalam, ze nie mam figury modelki. Co prawda nie napisalam tak wprost jak na poczatku tego postu, ale wiedzial...
Po spotkaniu zaczal mnie unikac jak ognia. Nie wiem, może sadzil ze jestem jak te rozhisteryzowane nastolatki, dla których 5 kg to koniec swiata. Z dnia na dzien to jaka jestem w srodku, po roku znajomosci, przestalo się liczyc. Po prostu koniec z dnia na dzien. Nie wiem, czy swiadomosc tego, ze przez rok rozmawial z kims kto tak wyglada stala się dla niego az tak obrzydliwa, ze czytalam tylko ze nie ma czasu, a gdy usilowalam zadzwonic, wylaczyl telefon.
Rok przekreslony w 1 dzien, bo mam 20 kg za duzo. A chcialam tylko go poznac. Porozmawiac, tylko nie przez siec. On tez bardzo chcial. Czy mezczyzni nawet kolezanki musza mieć wśród olsniewajaco wygladajacych dziewczyn? Czy porozmawianie z kims kto wazy za duzo jest ponizej waszego meskiego honoru? Poczulam się jak tredowata, zaczal mnie unikac z dnia na dzien, nawet sczegolnie się nie wysilajac na grzecznosc. Po prostu: od dnia spotkania nie miał dla mnie czasu, klamal ze ma duzo pracy itd. Skad inad wiem ze już zawieral mnostwo innych znajomosci.
To bol i upokorzenie, którego nie da się opisac. Co ja mogę za to, ze mam organizm, który broni się jak może przed utrata kazdego grama.
Podobno jestem ladna. Tylko jest mnie za duzo. Czy dla facetow piekno i/lub wartosc dziewczyny zalezy tylko od stopnia wychudzenia? Jeżeli jestem gruba, to nie zasluguje nawet na to, żeby mnie potraktowac fair? Tylko trzeba jak...nie wiem...potwora. Tak jakbym nie miala uczuc....
Chciałbym kochac i być kochana....o tym marzy chyba każdy. Ale nawet nie mogę pojsc z kumplem na kawe, bo się dzien pozniej okaze, ze tak się wstydzil, ze siedzi ze mna, ze już wiecej nie chcial mnie znac. Podobno swietnie mu sie ze mna rozmawialo, swietnie się rozumielismy (no bo tak było, przez rok nie można rozmawiac godzinami o pogodzie....) Ale coz, na moj widok jego kumple pewnie nie padna z wrazenia ani nie zrobie furrory na imprezie itd. Ale czy to znaczy ze można mnie ranic i traktowac jakbym była nikim? Ja tez mam uczucia...
Odechcialo mi się netu na dlugi czas. Potem znow zaczelam się nim bawic i chyba z nudow, dla zabicia czasu, znow poznalam kogos i tez swietnie się nam rozmawia itd. Ale nie chce go spotkac, niezaleznie od tego jak bardzo on zapewnia, ze chce mnie poznac, bo jestem kims wyjatkowym itd. Nie chce tego upokorzenia przechodzic drugi raz.
Czy zasluguje na to, żeby plakac, bo ktos potraktuje mnie, jakbym była NIKIM, bo mam 20kg za duzo? Czy trzeba być slicznym i zgrabnym żeby mieć prawo dotego, żeby ktos był grzeczny? Czy mezczyzni sa dzentelmenami tylko wobec pieknych i zgrabnych kobiet?
PS: Ten posta zalozylam na dwoch forach, żeby poznac zdanie zarówno mezczyzn jak i kobiet.