mateuszlitwin
25.02.09, 10:05
2 tygodnie temu przez przypadek zorientowałem się, że moja żona mnie
oszukiwała, podejrzewałem to, ale nie miałem dowodów.
Gonitwa po Polsce i świecie którą uprawiam niezmiennie od 6 lat i
bywanie w domu wieczorami (w nocy) bądź w weekend (lub co drugi)
spowodowała, że zostawiłem cały dom na głowie żony. Pieniądze które
zarabiałem, to 8 tys na reke, wydaje mi się że to pozwala nawet na
wynajęcie mieszkania (poza Warszawą gdzie mieszkałem) i
oszczędności.
W piątek 13-tego, luty 2009 zobaczyłem że pieniędzy znowu nie ma w
miejscu gdzie je odkładałem, zadłużenia, które rzekomo były pomyłką
jednak istnieją (i to niemałe), bujdy o oszczędzaniu na rachunku w
banku to fakt a życie ponad stan i oszukiwanie mnie non stop to
prawda. Mieszkanie w domu który wcale nie został powierzony w
opiekę - był to regularny wynajem za kwotę blisko 4 tys + czynsz.
Mieszkanie w poprzednim domu (widziałem dokumenty na 2 tys za
wynajem, a okazało się że to było 4 tysiące + czynsz), łącznie przez
3 lata zeżarło to wszystkie pieniądze. do tego doszedł fakt że z
dobroci serca pomogłem teściowej 5 lat temu - biorąc kredyt ale
powierzając spłate Jej - zgodnie z umową. Okazało się że jednak
część mojego wynagrodzenia szła na tą spłatę (bez mojej wiedzy), a
codzienne rozmowy z żoną "czy wszystko jest w porzadku, czy starcza
Ci pieniedzy, czy odkładasz....." kończyły się "Tak, kocham cie,
wszystko jest dobrze". Ostanio znalazłem nawet sfałszowane dokumenty
dotyczące tego na co szły pieniądze, podpisane przez niesitniejące
osoby.
Mieszkam teraz z rodzicami, a żona z babcią, Jej matką i z moimi
dziecmi. Przyznaję, jestem nerwowy, klnę, jak "mieszkałem" z żoną
robiłem piekło w domu, nawet uderzyłem......słysząc rózne (teraz
wiem że bzdurne i kłamliwe) wytłumaczenia. Od tygodnia odbudowuję
życie (cały czas chcę zacząc od nowa) ale spłata długów narobionych
przez żonę i wyjście na prostą z jakimiś oszczędnościami to 1 rok.
Żona nie jest dalej ze mną szczera, kręci dalej, Jej Matka nie ma
odwagi żeby potwierdzić bądź zanegować tłumaczenia. Ja płaczę jak
słysze dzieci przez telefon i zadaję sobie pytanie dlaczego, czym
sobie zasłużyłem ? Żona rzuca słuchawką jak próbuję umówic ile
pieniędzy potrzebuje dla dzieci, na zbliżająca się komunię.....
Zastanawiam się co mi powiedzą dzieci za rok, czy będą chciały ze
mną rozmawiać, moja najmniejsza 2 lata - co z nią będzie ? Wizyta
raz w tygodniu i spacer z dziećmi mogą nie wystarczyć na
podtrzymanie więzi a finansowo i czasowo nie stac mnie na to żeby to
było cześciej.
Jestem FRAJEREM - przez 6 lat cięzko pracowałem bez pozwalania sobie
na żadne przyjemności, jedyna pociecha że dzieciom żyło się dobrze.
To tyle żalenia - iść do przodu czy rzucić się do Wisły lub pod
pociąg ?