Gość: Aśka
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
04.12.03, 10:46
Nie chodzi mi tu o jakieś okładanie się na serio pięściami!-tylko takie dla
rozładownia się.Ja z moim Miśkiem co jakiś czas urządzamy sobie takie
bitwy.I to zwykle z mojej inicjatywy.
Muszę jednak powiedzieć,że parę razy zdarzyło się,że traciliśmy nad tym
kontrolę i zaszło to ciut za daleko.On jest 30 cm ode mnie wyższy (i ok.40
kg cięższy)i mimo że bardzo przy tym uważa,żeby nic mi nie zrobić to jednak
jak mnie przygniecie i zaczyna np.łaskotać czy "podgryzać" to po prostu
wpadam w amok z tej bezsilności (ciekawe co na to nasi sąsiedzi-pewnie
myślą,że jesteśmy jakąs patologiczną rodzinką).
Zdarza się jednak jak wspomniałam,że zachodzi to za daleko i to właśnie
stanowi problem...np.są momenty kiedy nie mam nastroju na takie zabawy a on
właśnie ma - zaczepia mnie i to tak po chamsku-wykręca rękę, łapie za
gardło, podszczypuje, popycha śmiejąc się przy tym.Czuję się wtedy jak taka
szmaciana lalka,bo nie jestem w stanie nic zrobić a jak mu mówię,że nie mam
na to ochoty to on to zlewa i najwidoczniej chce mnie wyprowadzić z
równowagi.
I dochodzi wtedy czasem do tego,że rzeczywiście wpadam w szał-np.parę razy
podrapałam go aż do krwi,spoliczkowałam go albo podarłam mu koszulkę.Ja też
zwykle mam po tym parę siniaków bo on w końcu nie stoi bezczynnie.
Mam do siebie żal,bo myślę,że to częściowo moja wina-nauczyłam go, że może
mnie tak traktować.Tylko on jakby nie umie odróżnić kiedy się bawimy i jest
fajnie a kiedy to już przekracza granice dobrej zabawy...