havirovak
10.05.09, 18:36
Pytanie - z tych sercowych. Wszystko było bardzo, bardzo OK i miłość
i uczucia i pragnienie i przywiązanie, ale działo się straaasznie
szybko, mozę nawet za szybko. ja czasami, ona tweirdzi, że często
mówiłem w naszym związku o byłej, czuła, że z kims konkuruje, że
musi byc lepsza i takie tam - przyjąłem, uświadomiony, miła rację,
chciałbym byc lepszy. Ale w niej cos sie złamało, jak mówi i juz nie
potrafi otworzyć swych uczuć. Pryz okazji okazało się, żę to wssytko
dusiła w sobie w imię dobrego i poprawnego bez kłótni związku. Nie
dziwię się w pewnym sensie, że tak się w niej zbierała złość i
zazdrość, że jak wybuchła, to zalała całe istniejące uczucie. Teraz
mówi, że już nie chce, że szans na poprawę mi nie da, że nie chcę
dawać mi szans przekonania jej, że mogę to naprawić i dać jej do
zrozumienia, że jest najważniejsza. I to tak mi nie pasuje do mowy o
miłości, o uczuciach i do tego wszystkiego, co nas łączyło. Wydawało
mi się, że związek nie kończy sie, kiedy powstaje problem, czy
poważny konflikt, że jednak trzeba rozmawiać i wspólnie szukać
rozwiązań, a nie wycofywać się i zamykać. Staż krótki - 5 miesięcy,
ale naprawde intensywniejszy niz poprzednie 3 lata...
Myślę dobrze, czy może któremus z Was coś sie przydarzyło podobnego,
bo nie wiem, co o tym sądzić, czy nadal starać się o jej uczucie,
czy odpuścić na jakis czas, ale gdzieś z boku być, czy może nie
odyzwać się, może sama się odezwie...