w.kielanowska
02.01.07, 21:57
29 XII wymeldowaliśmy się z rodzinnego miasta ..Po ok 2 godzinach oczekiwania
w bardzo doświadczającym miejscu czyli kolejce do biura ewidencji
ludności...Na kolejkę narzekać nie będę,bo jak się czeka na ostatnią chwilę to
tak się ma...Poza tym zadziałała propaganda teleexpresu,który jakoby dzień
wcześniej wspomniał o ostatnim dniu wymiany dowodów osobistych....
Wnioski ze stania w kolejce:
1.Wiele ludzi ma problemy ze wzrokiem,gdyż nie mogą przeczytać ogłoszeń..
2.Podobna ilość ma problemy ze słuchem,bo gdy wyszła p.urzędnik z
informacją,że ten ostatni dzień to dopiero za rok -nie usłyszeli
3.Wiara-też szwankuje,po prostu jej brak ( słowa innych ludzi należy
potwierdzić bezpośrednim pytaniem się urzędnika)...
Co natomiast działa rewelacyjnie....
1.Cwaniactwo-np. w postaci rezerwowania miejsc do dwóch pokoi jednocześnie,bo
może się gdzieś uda,a sztuczny tłum rośnie....
2.Załatwianie po znajomości-jeden telefon do odpowiedniej osoby(wykonany nota
bene z kolejki) wystarczy aby pani urzędnik wyszła na korytarz po młodziana
który stał ok. 15 min i tu cytat:"tego pana zaczęłam i muszę go teraz
skończyć".......Oj nieładnie......
3.Dyskusję w kolejce na temat tej pani urzędnik,ale cytaty pozostawię sobie....
Gdy załatwiłam już swoje sprawy postanowiłam,że podejdę do tej pani i zwrócę
jej uwagę,że czas robienia z innych debili już dobiega końca(no może mniej
dosadnie),ale miałam pecha, bo poszła na przerwę coś zjeść mimo tego,że
jeszcze było dość sporo ludzi do załatwienia -cóż w święta musiała mieć
skromne menu,ale to już moja uwaga.....