ni.ni
02.10.08, 23:20
Popołudniem wyszłam po kasztany i jarzębinę. Wiał ciepły wiatr i
przyszedł mi na myśl ten kalifornijski, gorący, nasączony zapachem
bzów, dzikich róż, dziędzierzaw i heliotropów - Santa Ana. Nie znam
jednak legendy, jaką skrywają słowa: „Kiedy wieje Santa Anas
wszystko może się zdarzyć”. Ale wyszłam przecież po kasztany i
jarzębinę. W drodze przypomniałam sobie o złotej wstążeczce i
rdzawych paciorkach, wstąpiłam do sklepu, na chwilę. Tam nie było,
poszłam dalej i zwolniłam przy fontannie, szum wody przywołał
rozkołysane morze, a naprzeciwko była księgarnia. Książki tak
pięknie pachną, nowe - farbą i drzewnymi wiórkami, stare –
czekoladą; zapomniałam o czasie. A potem, gdy już szłam bez pamięci
pierwotnego celu swej wyprawy, napotkałam pozdrowienie i bezwiednie
skręciłam w przydrożną alejkę. Jakże radosne było moje zdziwienie,
gdy u jej wylotu na trawniku, dostrzegłam rumieniącą się jarzębinę.
Nie zatrzymałam się jednak, nie potrzebowałam jej już.
pl.youtube.com/watch?v=wqIaqtRDiS4