Dodaj do ulubionych

ja też proszę o krytykę

04.03.09, 11:29
Robert patrzył na nią, jakby była końcem świata, jakby nigdy nie miała zdarzyć
się w jego życiu, choć pamięć o niej zakłócała naiwną wiarę w szczęście i
spełnione marzenia z dzieciństwa. To był właśnie moment, w którym musiała
spakować walizkę, włożyć do niej swoje rzeczy, po czym wyjść drzwiami, których
więcej nigdy już za sobą nie zamknie. W końcu ileż razy można je zamykać i
otwierać tylko po to, by zatrzasnąć z jeszcze większym hukiem?
Agnieszka przymknęła oczy i wyobraziła sobie siebie płynącą łodzią po bagnach
Everglades. Jej nowe życie. Robert stawał się przeszłością. Przeszłością, z
którą można się rozstać, ale której nie można zmienić. Jej zasmarkane
świadectwo siedziało pod kołdrą w swoim pokoju i cicho pochlipywało,
podsłuchując rozmowę rodziców. Antoś. Musi wejść do jego świata i na chwilę
wypełnić go swoim zapachem, aby poczuł się w tym znajomym otoczeniu
bezpiecznie, aby przypomniał sobie, że także w najbardziej dramatycznych
momentach jest obok niego coś stałego, coś, czego nie zabierze mu nawet koniec
świata, ani rozwód jedynych rodziców, jakich miał. Tego też nie mogła zmienić,
nie mogła dać mu dodatkowej matki i ojca, którzy ze swymi idealnymi,
kompatybilnymi charakterami zajęliby teraz miejsce jej i Roberta. Nie mogła
zmienić schematów rządzących światem, nawet jeśli kiedyś obiecała sobie, że
się w nie nie wpisze. Nigdy. Ale teraz słowo nigdy musiała zastąpić słowami
pełnymi wątpliwości i niewiary w los, w miłość i w zwykłą ludzką niezłomność.
We własną niezłomność. Słowa. Słowa mogła zmieniać. Słowa były jej życiem,
choć same miały własną egzystencję od niej niezależną. Wiedziała, że nadszedł
czas, aby zająć się słowami. Aby poukładać je w rzędy, zapełnić nimi strony,
zapisać je i ujarzmić, tak jak ujarzmia się własne lęki, własne nic nie warte
życie – tak jak nadaje się temu życiu sens, zmienia jego znaczenie. Ciągi słów
znaczyły co innego niż pojedyńcze słowa. Nadszedł czas, aby nadać sens
linijkom i stronom, które od dawna czekały na nią, tak obojętnie, jak
staruszek obserwujący koniec świata znad swoich tyczek z pomidorami. Cóż
znaczyła ona wobec cichej doskonałości liter, wobec nabrzmiałej poezją
historii i wyrysowanej prozą czasoprzestrzeni? A jednak, pomimo swej
obojętności, czekały właśnie na nią.
Antoś też czekał na nią w swojej bezgranicznej gorliwości, niecierpliwie, jak
czeka się na pierwszą gwiazdkę i na północ, o której przez szczelinę w oknie
wślizgują się duchy. Jedyna rzecz, jaka jej się w życiu udała, na którą jednak
nie zasługiwała. Ten śliczny chłopiec z kędziorkami jak mały kupid powinien
był urodzić się w rodzinie bez skaz, albo przynajmniej w rodzinie. Ona i
Robert nie mogli stworzyć rodziny, nawet nie chcieli jej stworzyć. Chcieli
spróbować czegoś nowego, czegoś, co zachwalały hollywoodzkie superprodukcje i
o czym piały baśnie i legendy. Wielka tajemnica, bo przecież to coś
niezgłębione było jak wiara. Każdy pisarz, każdy filozof, każda babcia i matka
opowiadały o tym inaczej, więc skąd młodzi ludzie, jakimi byli wtedy, mieli
wziąć wiedzę na ten temat? Jak mogli odgadnąć, czy to na pewno to, a jeśli nie
to, czy to chociaż podstawa pozwalająca to stworzyć, zrobić, wypracować? Jak
dwoje naiwniaków zapragnęli miłości i stwierdzili, że skoro obydwoje
zapragnęli jej w tym samym czasie, może potrafią obdarzyć się nią nawzajem.
Nie potrafili. Chcieli od życia zupełnie różnych rzeczy, co innego uważali za
ideał szczęścia, co innego ich rozśmieszało, co innego wzruszało – i podczas
gdy to wszystko byłoby absolutnie do przejścia, pogrzebaczem bijącym po
plecach tę ich niby-miłość był fakt, że zupełnie nie obchodziło ich, czego ta
druga osoba, w której oczy się patrzyło podczas przysięgi wypowiadanej przed
ołtarzem, chce od życia, co uważa za ideał szczęścia, co ją śmieszy, a co
wzrusza. I tak przeszli przez te kilka długich lat, udając sami przed sobą, że
się kochają, wierząc w to nawet czasami, wierząc we własną siłę, która miała
wystarczyć, by stworzyć tej idealnej, nie skażonej jeszcze światem, istocie
prawdziwy dom, w którym dwoje ludzi kocha trzeciego człowieka, nawet jeśli
gdzieś w głębi zdaje sobie sprawę z tego, że nie kocha siebie nawzajem.
Robert nic nie mówił. Jego wzrok wiercił jej dziurę w sercu i rył napis, który
już zawsze odbijać się jej będzie niewypowiedzianym wyrzutem: „to twoja wina”.
Tak, to była jej wina. To ona zapragnęła nagle dla siebie czegoś więcej, albo
chociaż czegoś innego. Przestała już wierzyć w tę miłość, którą sobie
wymyślili i nagle bardzo mocno potrzebowała innej wiary, która trzymałaby ją
przy życiu. Po chwili Robert podszedł do niej i ujął jej dłoń w swoją. Była
lodowata jak dłoń kogoś wyrwanego życiu.
- Nie oddam ci Antosia – powiedział sucho i obojętnie.
Obserwuj wątek
    • meimei Re: ja też proszę o krytykę 04.03.09, 11:30
      przepraszam, nie wiem czemu wkleiło się bez akapitów :-(
    • alunia156 Re: ja też proszę o krytykę 04.03.09, 17:58
      Dla mnie kawałek jest trudny. Zrozumienie przemyśleń bohaterki wymaga wytężonej
      uwagi.
      Tekst wydaje się być doszlifowanym gotowym do druku. Wybrałaś fragment zdaje się
      początkowy czegoś większego. Jestem pod wrażeniem, choć do tego typu lektury
      trzeba mieć odpowiednie nastawienie. Kawał dobrej roboty.
      Pozdrawiam.
      P.S.
      Ciekawa jak prowadzisz stronę dialogową powieści? Opis przemyśleń ma to "coś"
      • meimei Re: ja też proszę o krytykę 04.03.09, 19:35
        Bardzo dziękuję za odpowiedź :-) to rzeczywiście początek, w zamyśle ma to być
        powieść, na razie większa część w głowie. uważasz, że powinnam zmienić styl na
        lżejszy? przepraszam, jeśli to pytanie nie na miejscu, ale jestem tu nowa, więc
        nie wiem jeszcze, o co wypada pytać, a o co nie :-) niestety nikt nigdy na moje
        teksty nie popatrzył fachowych okiem, a znajomi, wiadomo, wszystkim się
        zachwycają, obiektywizmu zero. próbka wyżej napisana jest w stylu, który
        przychodzi mi najłatwiej, ale wiadomo, to co przychodzi najłatwiej może nie być
        najlepszym rozwiązaniem, więc postaram się pisać łatwiejszym w odbiorze
        językiem. co do dialogów, chyba bardzo ich unikam :-) nie potrafię jeszcze pisać
        tak jak bym chciała i bardzo boję się dialogowych wpadek, więc w większości
        rozmowy trochę podsłuchane w życiu i zmienione na potrzeby książki
        • jacek1f no kurde nie dałem rady - ugrzęzłem... 04.03.09, 20:27
          Moze to przez akapity - ich brak - ale utknąłem. Podobało mi się zasmarkane świadectwo... i nie dam rady.
          Ale może to nie dla mnie od razu?

          Czy możesz się sprawdzić sama dla siebie przy okazji i napisać/opisać w 100 słowach co to ma być, o czym, o kim, pomysł, postaci, plot...?

          Jak uda się i uznasz, ze juz, to wrzuć do tego wątku. Wtedy łatwiej cokolwiek z założenia powiedzieć, odnieść się itp... bo tak... to wyobraź sobie, że fragment powieści Joyce tu podaje, lub MVL swój kawałek bezdialogowy z Rozmowy w katedrze...? :-))

          Za dużo, jak zwykle, zaimków ..:-)
          • meimei Re: no kurde nie dałem rady - ugrzęzłem... 04.03.09, 21:40
            tak się zastanawiam, czy sobie darować dalsze pisanie, bo czytać się tego nie
            da, czy skakać z radości, że gdzieś w bardzo odległym, ale jednak równoległym do
            mojego tekstu wszechświecie znalazł się choćby cień wymienionych nazwisk Joyce'a
            czy Vargasa Llosy ;-)

            a tak na serio, mam nadzieję, że uda mi się popracować nad stylem i powycinać
            zaimki

            co do książki:

            jest to historia kobiety próbującej odnaleźć się w swoim życiu, które nagle
            ulega wielkim zmianom ze względu na zdarzenia, których się nie spodziewała:
            nagła śmierć, kłamstwa, nieplanowana ciąża, kłopoty finansowe. Jej dotychczasowe
            problemy natury psychologicznej i potrzeba „zmian na lepsze” muszą zostać
            zepchnięte na drugi plan i ustąpić miejsca problemom dnia codziennego.
            Równolegle toczą się losy bohaterek jej książek, kobiet, które odgrywają role, o
            jakich ona marzyła, a które jednak skutecznie komplikują sobie życie. Trzecim
            planem są zmiany zachodzące w relacjach między matką a dwójką jej dzieci –
            czterolatkiem i tym w brzuchu, na które zdają się czekać wszyscy orócz niej samej
            • supervixen Re: no kurde nie dałem rady - ugrzęzłem... 04.03.09, 21:53
              > tak się zastanawiam, czy sobie darować dalsze pisanie, bo czytać
              się tego nie
              > da,

              meimei, bądź wytrwała:) Stosowania pewnych reguł, które się tu na
              forum czy w jakichś książkach o pisaniu pojawiają, można się
              nauczyć - naprawdę:)
        • skajstop Re: ja też proszę o krytykę 05.03.09, 08:50
          meimei napisała:

          > przepraszam, jeśli to pytanie nie na miejscu, ale jestem tu nowa,
          > więc nie wiem jeszcze, o co wypada pytać, a o co nie :-)

          Spokojnie możesz pytać o wszystko. Choć nie na każde pytanie dostaniesz zapewne
          odpowiedź :)

          A fragment niezły, choć zbyt gęsta narracja chyba, zgadzam się, że warto by go
          rozbić - to często sprawa zrobienia kilku akapitów z jednego długiego albo
          wprowadzenia dialogu, choćby bohater miał mówić sam do siebie ;p
    • mysia-mysia Re: ja też proszę o krytykę 04.03.09, 20:57
      mi się generalnie podobało, może dlatego że kiedyś sama tak pisałam ;-)

      mam tylko takie uwagi:
      1. w miejscu gdzie piszesz o "słowach" nie wiadomo o co chodzi
      2. na końcu, gdy "ujął jej dłoń w swoją" spodziewałabym się raczej że poprosi,
      żeby ona z nim została a nie będzie straszył, i to jeszcze sucho i obojętnie, że
      nie odda Antosia
      3. cała książka nie może być w ten sposób napisana - taki styl świetnie pasuje,
      jeśli chcesz pokazać, że bohaterka męczy się sama ze sobą, przeżywa itp, więc tu
      jest ok, ale należy go używać z dużym umiarem
      • meimei Re: ja też proszę o krytykę 04.03.09, 21:45
        Bardzo dziękuję za uwagi :-) z tą dłonią chciałam osiągnąć efekt zaskoczenia,
        które miało dotknąć także bohaterki, oczekującej zupełnie innej reakcji ze
        strony swojego męża, ciepłego faceta, co to właśnie bierze za rękę, jak jest
        ciężko. no ale mi się nie udało :-)
        fragment o słowach wykreślony :-)

        niesamowite, że są ludzie, którzy chcą udzielić kilku rad takim jak ja, co to im
        się pisać zachciało :-) dziękuję :-)
      • laenia Re: ja też proszę o krytykę 04.03.09, 21:58
        Hm, przeczytałam całość, choć nie zaczęło się dobrze, bo nie zrozumiałam
        pierwszego zdania. Co to znaczy, że patrzył, jakby była końcem świata? Był
        przerażony? Czy można zakłócić wiarę w spełnione marzenia? Raczej w ich
        spełnienie? I dlaczego pamięć o kimś ma zakłócać wiarę w spełnienie marzeń z
        dzieciństwa? To się trochę nie trzyma kupy. Niemożliwe też, żeby bohaterka z
        oczu swojego męża tak precyzyjnie odczytała jego odczucia :) A nic nie wskazuje
        na to, że narrator jest wszechwiedzący. Dochodzę do wniosku, że spokojnie możesz
        wyrzucić pierwsze zdanie i zacząć od drugiego.
        Tekst do skrócenia, na pewno wyjdzie mu to na dobre, bo trochę kluczysz, chyba
        warto iść prostszą drogą. Niektóre zdania za długie i zbyt złożone, zdecydowanie
        do skrótu. Narracja bardzo emocjonalna i rozhuśtana, raz wpada w egzaltację, raz
        w kolokwialność, przydałoby się ją nieco utemperować (ale też bez przesady).
        "rozwód jedynych rodziców, jakich miał" brzmi trochę komicznie, a nie o to chyba
        chodzi :)
        Rozważania o daniu Antosiowi dodatkowych rodziców, którzy zastąpiliby mu
        prawdziwych - nietrafione i trochę dziecinne. W twoim zamyśle mają zapewne
        świadczyć o matczynej miłości, ale to jest nieczytelne, przeciwnie, nasuwa się
        myśl o wyrodnej matce. Musisz chyba doprecyzować, o co chodzi bohaterce, albo
        zrezygnować z tego fragmentu.
        "Cóż znaczyła ona wobec cichej doskonałości liter, wobec nabrzmiałej poezją
        historii i wyrysowanej prozą czasoprzestrzeni?" - a to czysta grafomania :)

        No ale przeczytałam, i to bez wstrętu :) Tyle że nie jestem krytykiem ani
        pisarzem, a prostym czytelnikiem i pierwszy raz na Mamrotku, więc moje uwagi
        potraktuj na luzie.
        • meimei Re: ja też proszę o krytykę 04.03.09, 23:04
          laenia napisała:

          > "rozwód jedynych rodziców, jakich miał" brzmi trochę komicznie, a nie o to chyb
          > a
          > chodzi :)
          > Rozważania o daniu Antosiowi dodatkowych rodziców, którzy zastąpiliby mu
          > prawdziwych - nietrafione i trochę dziecinne. W twoim zamyśle mają zapewne
          > świadczyć o matczynej miłości, ale to jest nieczytelne, przeciwnie, nasuwa się
          > myśl o wyrodnej matce.

          i o to właśnie mi chodziło - o matkę wyrodną, a przynajmniej niejednoznacznie dobrą

          za uwagi serdecznie dziękuję, bardzo pomocne :-)
    • supervixen Re: ja też proszę o krytykę 04.03.09, 21:49
      Podobnie jak Jacek1f ugrzęzłam w połowie, ale wróciłam do lektury i
      przeczytałam do końca:) Ogólnie jestem na tak, ale możliwości
      doszlifowania jeszcze dużo:)

      Moje uwagi:

      Widzę, że lubisz różne porównania, metafory itd. Ok. Ale trzeba przy
      nich bardzo uważać, no i nie przesadzić z ilością. Jeśli wywołasz
      zbyt wiele skojarzeń u czytelnika, za dużo obrazów - to wyjdzie
      chaos, a nie impuls dla wyobraźni.

      Przyznam, że pierwszego zdania nie mogę rozszyfrować. Koniec świata,
      który nie zdarzy się w naszym życiu - to określenie bardzo mi się
      podoba. Koniec świata to coś, w co może wierzymy, nieważne czy ze
      względów religinjnych czy naukowych:), ale nikt chyba nie zakłada
      naparawdę, że to się zdarzy za naszego życia. Tylko ta interpretacja
      nie pasuje mi do kontekstu. Czemu Agnieszka ma się nie 'zdarzyć' w
      życiu Roberta. Przecież już się zdarzyła - byli razem, mają dziecko.
      No nie pasuje mi takie zastosowanie tego końca świata... Może podsuń
      swoją interpretację, to zrozumiem:)

      Dalej. Fragment o niecierpliwości Antosia. Porównujesz to do
      czekania na pierwszą gwiazdkę albo ducha o północy. Moim skromnym
      zdaniem, niecierpliwość w tych dwóch sytuacjach to są dwa różne
      uczucia. Czekanie na ducha wiążę się pewnie z jakimś strachem, może
      jednocześnie chcemy żeby przyszedł i pragniemy, żeby ta północ nigdy
      nie nadeszła albo szybko minęła, a może jeszcze chichoczemy nerwowo
      na myśl, że w ogóle w tego ducha wierzymy. Jest ciemno i na pewno
      trochę straszno. A jak czekamy na pierwszą gwiazdkę, jest ciepło,
      palą się świeczki na stole, babcia śpiewa kolędy, a my w myślach
      trenujemny wierszyk dla Mikołaja. O tak, trochę też się denerwujemy,
      no taka trema wigilijna, ale za to dostaniemy super prezenty, więc
      ogólnie jest ok - czekamy na to cały rok.

      Do czego można porównać uczucie Antosia? Wybierz jedno, nie to
      ładniej brzmiące czy bardziej oryginalne, ale to co wg ciebie Antoś
      naprawdę czuje - i może rozwiń to, choćby jednym zdaniem, aby i
      czytelnik to poczuł.

      Pewne pomieszanie porównań nastąpiło chyba tam, gdzie piszesz o
      ryciu w sercu przez wzrok:) Napis w sercu będzie jej się odbijał?
      Przedziwna wizja:) Skojarzenia zgoła fizjologiczne:)

      Z takich bardziej ogólnych rzeczy to sporo wyrazów można wyciąć, w
      tym, faktycznie, zaimków:)

      Mam wrażenie, że lubisz pewną konstrukcję, jak tutaj:

      Robert stawał się przeszłością. Przeszłością, z
      > którą można się rozstać,

      Też postaraj się nie przegiąć z częstotliwością takich powtórzeń, bo
      to często brzmi pompatycznie.

      Zgadzam się z poprzednikami, że cała książka w takim stylu byłaby
      dość ciężkostrawna (tym bardziej że na razie jest tak pół na pół -
      część zdań udanych, część trudniej przyswajalnych). Przydałoby się
      trochę rozruszać tekst, co da chyba radę zrobić nawet bez dialogów?
      Na przykład piszesz, że rozstają się, bo mają inne cele itd, ale my
      nic o rozbieżnościach nie wiemy. A podaj jakiś przykład, coś, co
      ożywi nam bohaterów i staną się postaciami z krwi i kości. Napisz,
      że Robert wyszedł z domu po mleko i zahaczył po drodzę o skoki na
      bungee, a Agnieszka się irytowała, bo Antość czekał na kolację;)
      Oczywiście żartuję, ale samo pisanie o tym, że się oszukiwali w tej
      miłości nie wystarczy. "Show, don't tell". Czytelnik chce POCZUĆ to,
      o czym piszesz, chce to PRZEŻYĆ. Więc pokazuj, nie opisuj życie
      bohaterów. Czytelnik chce też sam wyciągnąć odpowiednie wnioski - z
      reguły jest osobą inteligentną i nie trzeba, a nawet nie należy,
      podawać mu wszystkiego na tacy:) Piszę to trochę na wyrost, bo po
      takim kawałku trudno się zorientować, czy będziesz miała z tym
      problem, ale warto o tym pamiętać:)

      Mam jeszcze pewne wątpliwości, ale to już co do treści. Jakoś
      zupełnie nie przemawia do mnie porządkowanie słów porównane do
      ujarzmiania lęków. Już prędzej bym pomyślała, że bohaterka chce
      porządkować słowa, bo to łatwiejsze niż ujarzmianie owych lęków, bo
      nad słowami ma jako taką kontrolę... I jakoś to porównanie nie
      wydaje mi się prawdziwe - no ale to już kwestia odbioru i z samą
      warsztatową stroną pisania nie ma wiele wspólnego:)


      Powodzenia w dalszym pisaniu, również czekam na kawałek z dialogiem
      lub zwykłą 'akcją':)
      • meimei Re: ja też proszę o krytykę 04.03.09, 22:01
        supervixen napisała:


        > Przyznam, że pierwszego zdania nie mogę rozszyfrować. Koniec świata,
        > który nie zdarzy się w naszym życiu

        > No nie pasuje mi takie zastosowanie tego końca świata... Może podsuń
        > swoją interpretację, to zrozumiem:)

        chodziło mi o to, że patrzył na nią i widział katastrofę, w którą nie mógł
        uwierzyć, której nie przewidział, choć wiedział, że takie katastrofy się
        zdarzają, ale jak każdy człowiek, ufał, że nie zdarzą się właśnie jemu. był
        trochę jak w amoku - świadomość podpowiadała mu, że to się dzieje naprawdę, a
        podświadomość, że to niemożliwe, choć teoretycznie możliwe - pewnie jeszcze
        bardziej pogmatwałam ;-)

        w każdym razie baaardzo dziękuję za uwagi - niezwykle cenne :-)
        • jacek1f walcz dalej, tak trzeba! 04.03.09, 22:12
          101 slow:-)
          5 ktore - 3 nie potrzebne
          i zaimki, np:
          odnaleźć się w swoim życie...
          które odgrywają role, o jakich ona marzyła, a które....

          i potem:

          reakcji ze strony swojego męża,

          Zawsze pytaj sama siebie przy zaimkach, czy sa konieczne, inaczej: a czj, czyje niby w tym wypadku?


          Ale juz rozumiem. dlaczego tak ma byc, a nie inaczej:-)


          do przodu!!!!
          • meimei Re: walcz dalej, tak trzeba! 04.03.09, 22:24
            bardzo dziękuję :-)

            jak popracuję nad tym fragmentem, mogę jeszcze raz wrzucić, dla porównania? nie
            wiem, czy potrafię poprawiać własne błędy, a wolę być od razu postawiona do
            pionu niż brnąć w coś, co sensu nie ma :-) niby to tylko pasja i wypełnianie
            wolnych chwil, ale jednak lepiej wiedzieć, czy pisać tylko do szuflady, czy choć
            znajomym można pokazać :-)
    • nobullshit Re: ja też proszę o krytykę 05.03.09, 00:01
      Próbka mi się podobała (ja akurat lubię taki styl) i podoba mi się pomysł ta
      książkę. Tzn. to, że bohaterka jest pisarką i stworzone przez nią postacie żyją
      inaczej niż ona / tak jak ona by chciała. Daje to imho dużo możliwości. Kontrast
      świata rzeczywistego i fikcyjnego, "życia zaklętego w słowach" i autentycznie
      przeżywanego.

      Co do konkretów, zgadzam się z przedmówcami. Pierwsze zdanie nie bałdzo, za dużo
      zaimków dzierżawczych. Powtórzenia funkcjonalne okay, byle nie za często. Mnie
      jeszcze zgrzytają niektóre słowa jakby z innego rejestru językowego, nie
      pasujące do całości narracji. Np. "PIAŁY baśnie i legendy", "dwoje NAIWNIAKÓW",
      "Zasmarkane świadectwo" - super :)
      "rozwód jedynych rodziców" - nie :(

      I jeszcze, co do narracji. Jest z punktu widzenia Agnieszki. Pierwsze zdanie
      (choć coś z nim jest nie tak), jeszcze może być, bo A. jest w stanie odczytać /
      zrozumieć wyraz twarzy Roberta. Ale końcówka mi zgrzyta, z ta dłonią. "Była
      lodowata jak dłoń kogoś wyrwanego życiu".
      To jego odczucie. A. nie wie, że / jak bardzo ma zimną dłoń i jakie skojarzenia
      może to budzić.
      • supervixen Re: ja też proszę o krytykę 05.03.09, 08:35
        A może ta zimna dłoń była Roberta? Faktycznie bardziej pasuje, że to
        Agnieszka miała zimną rękę, ale chyba z samego tekstu nie wynika to
        jasno:

        Po chwili Robert podszedł do niej i ujął jej dłoń w swoją. Była
        lodowata jak dłoń kogoś wyrwanego życiu.

        Ale jeśli to dłoń Agnieszki, to faktycznie jest to złamanie
        przyjętej narracji.

        Piejące baśnie i legendy też mi nie pasują, ale juz naiwniacy jak
        najbardziej.

        A, i zgadzam się, że pomysł na książkę, z dodatkową płaszczyzną
        bohaterek stworzonych przez autorkę, jest fajny:)
        • supervixen Re: ja też proszę o krytykę 05.03.09, 08:46
          Nie autorkę, a Agnieszkę, rzecz jasna:)
    • ojuciasan Re: ja też proszę o krytykę 05.03.09, 04:30
      Mnie się podoba. Podoba mi się przewrotność, ironia zmieszana jednym tchem z
      dość wyzywająco i jaskrawo przeintelektualizowaną refleksją oraz "literackim"
      manieryzmem bohaterki (będącej, jak rozumiem, młodą ambitną pisarką). Sporo o
      niej mówią :-)
      Co do językowych uwag Przedmówców: większość jest warta zastanowienia. Jednak
      zanim podejmiesz decyzję o wykreśleniu czegoś lub jakiejś radykalnej zmianie -
      dobrze ją przemyśl. Bo język to subiektywna materia, wszyscy mamy swoje nawyki i
      upodobania, lecz wydaje mi się, że Ty akurat dość świadomie posługujesz się
      słowem... Zresztą i tak pewnie jeszcze wiele razy będziesz ten tekst szlifować ;-)
      W kwestii zawiłości stylu: zależy, jaką książkę chcesz napisać. Jeśli
      psychologiczną, gdzie "akcja" rozgrywa się bardziej "wewnątrz", a realna
      narracja jest wtórna - to ok. Jeśli obyczajową, popularną - zrób lekki ukłon w
      stronę przeciętego czytelnika i daj mu czasem odrobinę oddechu ;-)
      To chyba tyle. Powodzenia!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka