Moi drodzy, mam zagwozdkę.
Jakiś czas temu
natknęłam się na nieoznakowany tester Angel. Zapach zrobił na mnie - osobie obchodzącej muglerowskiego Anioła szerokim łukiem - ogromne wrażenie. Dziś zrobiłam sobie test porównawczy: na jednej ręce Angel z testera normalnego, w kształcie stojącej gwiazdy, drugi z tego 'no name'. No i kurczę, wydaje mi się, że zapachy się różnią. Perfumy z firmowej butelki tchną zimną paczulą, te ze skromnego flakonu: paczulą cieplejszą i ziemistą, jak z Borneo Lutensa, a to zupełnie zmienia oblicze całości. Ta druga woń podoba mi się tak bardzo, że jestem gotowa kupić gwiazdkę na własność - tylko właśnie, czy kupię ten sam zapach? Mam duże obawy, że nie. Doszło do tego, że w głowie narodził mi się niecny plan ubłagania/przekupienia pani z Sephory, żeby mi ten tester odsprzedała, chociaż to przecież iiiiwil :)
W ogóle zastanawiam się, czy to nie jakieś zwidy nosowe, dlatego rzucam pytanie: czy ktoś miał podobne odczucia? Albo byłby tak miły i przy okazji sprawdził, czy też zauważy taką różnicę? A może przy okazji zmiany barwnika zdarzyła się jakaś reformulacja?