Gość: pivot
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
14.01.04, 11:47
Mam dosyć sytuacji, których nie rozumiem... i treści wypowiedzi, których
równiez nie rozumiem. Zaliczyłam dzisiaj rozmowę z moim lubym... bardzo
burzliwą. Ostatni tydzień nie rozmawialiśmy ze sobą, nie pokłóciliśmy się i
nie mieliśmy spięć. Żylismy jedno obok drugiego. W pracy miałam ciężki
tydzień i być może byłam drażliwa- nie przeczę. Nie znoszę jednak sytuacji
kiedy przychodzę do domu i mój luby ze mną nie rozmawia. Zdawkowe wypowiedzi
mnie nie satysfakcjonują i buntuję się przeciwko temu. Jesteśmy ze sobą, a
jednak obok siebie. Na moje dzisiejsze pytanie czemu tak się dzieje mój luby
oświecił mnie wypowiedzią "skoro nie mam Ci nic do powiedzenia to
milczę...". Czuję się okropnie... nie umiem tego w sobie poukładać ani
wytłumaczyć. Jak dwoje dorosłych ludzi, planujących wspólną przyszłość, nie
mających większych zmartwień nie może się porozumieć? Jak mam interpretować
jego wypowiedz??? Jest mi przykro, a że jestem dumna będę milczeć, będziemy
mieli ciche dni, bo skoro on nie ma mi nic interesującego do powiedzenia to
czemu mam żebrać o jego zainteresowanie moim spędzonym dniem, zdrowiem ect,
ect... Kocham Go, ale mam wrażenie i to nieodparte, że nasz związek powoli
acz skutecznie się rozpada... To tyle...