Gość: anty-anty
IP: *.dialup.medianet.pl
31.01.04, 19:07
Myślę sobie, że strasznie trudno być dziś szczęśliwą. W dawnych czasach nie
było problemu: mężczyźni jeszcze wierzyli w ideały, walczyli, byli w stanie
oddać życie za ukochaną, nie było feminizmu, zdrada dość rzadko występowała,
nikt nie mówił kobiecie: "Ten mężczyzna każe ci gotować sobie obiad, to jest
pomiatanie, wyzwól się od tego!". Zasrany feminizm namieszał w głowach.
Kiedyś kobieta była niczym i wszystkim - nie miała prawa głosu, ale była
wielbiona i broniona przez mężczyznę, nie mogła np. być nauczycielką, czy
kominiarzem, czy lekarzem, ale to jej poświęcano wiersze i pieśni. Teraz ma
prawo głosu i co? I wybiera tak samo źle jak mężczyzna. Może uczyć, i pomiata
uczniami, jak moja babka od matmy. Może być lekarzem, ale to żadna przeszkoda
dla łódzkiego pogotowia i łowców skór. Za to wielbi się pieniądze, broni się
fałszywych "obrońców sprawiedliwości" w garniturkach. A wiersze i pieśni
poświęca się... na przykład szklance wody, albo dziurze w podłodze. Albo
dawnym, dobrym czasom, które się skończyły.
Ot, chociażby we "Władcy Pierścieni". Eowina, której na początku nie
znosiłam szczerze, ale podziwiałam, bo była taka inna, walczyła. No i co jej
z tego przyszło? Dużo, opłacało się, ale w końcu porzuciła to. W naszym
świecie tak nie ma - są takie, które pokornie znoszą pomiatanie, a są tez
takie, które walczą z mężczyznami, chociaż nigdy nie zaznały od nich krzywdy.
I żadna nie powie sobie "dość". I znam wiele takich, które przez gadanie
feministek zaczęły zastanawiać się nas swoim szczęściem i doszły do wniosku,
że skoro gotują zupę mężowi, to nie mogą być szczęśliwe. A przecież każdej
czego innego potrzeba do szczęścia. Ja potrzebuję być wielbiona, bronić moge
się sama. Prawo głosu, choć niewiele mój głos zmieni, należy mi się, ale
kominiarzem ani lekarzem być nie chcę. I nie uznam za wielkie nieszczęście
faktu, że mój mąż mnie o pomidorową. Nad szczęściem nie powinno się
zastanawiać, bo zawsze ktoś znajdzie powód do zmartwienia. A feministki to
tylko samotne baby, które albo są niechciane przez facetów, albo słuchają
tych, które są niechciane. Kiedyś ich działalność miała sens. Nie wiedziały,
kiedy skończyć.
Siedzą sobie takie w redakcjach pism i zatruwają umysły milionów
kobiet, pisząc "broń się przed facetem" albo "w każdym związku może zdarzyć
się zdrada". (sranie w banie, bo na inną reakcję trudno się zdobyć). I nawet
mężyźni, którzy stracili wiarę w ideały, nie są groźniejsi od nich. Bo dużo
więcej jest dobrych mężczyzn niż kobiet, które nikomu nie zatruwają szczęścia
i żyją własnym życiem.
ZAZDROSNE BABSKA KTÓRE ŻERUJĄ NA SZCZĘŚCIU INNYCH - WON!
Dość traktowania mężczyzny jak wroga! Całe życie uczyłam się, że polegać mogę
tylko na facecie. Mam mnóstwo kumpli i przyjaciół, ale przyjaciółkę tylko
jedną. Bo inne są podstępne i zazdrosne - przyszłe panie redaktorki?