desperate_susan
04.02.10, 00:16
zaczęłam sie spotykac z chłopakiem 2 miesiące temu. Miły,
sympatyczny, kulturalny, przystojny, zabawny, pogadac mozna było na
kazdy temat, z ambicjami, dla mnie czuły i kochany... Zaczęłam się w
nim powoli zakochiwac ale widziałam, że on aż tak za mną nie jest...
widzialam, ze z tego chyba zwiazku nie stworzymy choc mowil, ze chce
tego... bardzo go lubiłam więc stralam sie jakos oswioc z mysla, ze
po prostu delikatnie sie wycofam, nie bd sie upominala czemu nie
zadzwonil czy nie napisal by to skonczyc nie majac zlamanego
serca... nie moglam go przeciez zmusic a jakbysmy ciagle w tym
trwali to ja bym go bardzo pokochala a boje sie zranien... w tym tyg
sie nie widzielismy bo pojechalam do domu (studiujemy w 1 miescie) i
sesja wiec duzo nauki... kontakt normalnie caly czas, wszystko ok...
chcial sie spotkac, dzwonil, gadalismy normalnie, mzoe i nie jak
golabeczki ale jak normalni ludzie którzy sie lubia :) az nagle
przed chwila do mnie zadzwonil pijany z imprezy i nawyzywal mnie od
nagorszych, powiedzial, ze go to nie obchodzi co ja tak z kims
robie, ze pier***oli to wszystko, mnie, ze jestem pusta i plytka i
dlatego wlasnie sie ze mna spotykal, ze on bedzie robil co chce, ze
mam go w dupie i go olewam... okropna rozmowa, rozlaczalam sie kilka
razy ale znow dzwonil... :(
siedze i patzre w sufit... szok... przez 2 miesiace nigdy nawet
przykrego slowa mi nie powiedzial, nigdy nie czulam sie przy nim
idiotka, zawsze mial do mnie ogromny szacunek i wiele razy
rozmawialismy na temat tego, ze jak nam nie wyjdzie to zebysmy zyli
jak ludzie bo sie bardzo lubimy... wiec co to bylo? jestem zalamana
nie tym, ze wiem ze miedzy nami to koniec ale tym, ze on dla mnie
nie jest czlowiekiem juz :( a byl wedlug mnie wspaniala osoba i
bardzo mi imponowal... chcialabym choc % z tego zrozumiec,
cokolwiek :(...