grzeczna_dziewczynka15
13.02.10, 17:27
Ostatnio jakos, moze z okazji 30stki i nastania nowego roku, pozmienialy mi
sie priorytety calkowicie. MOje zycie bylo w pewien chaotyczny sposob
"poukladane", mialam plan. Nie wiem, co sie stalo, w kazdym razie, plan
uznalam nagle za niedorzeczny.
Stwierdzilam, ze w zyciu inne rzeczy sa wazne niz tylko praca w stalym
miejscu, ciulanie na emeryture, ktora i tak bedzie zenujaca i bycie z jednym
mezczyzna do konca zycia (albo przynajmniej dlugo). Stwierdzilam, ze jak tylko
wykaraskam sie z moich obecnych zobowiazan (co mam nadzieje nastapi w ciagu 3
miesiecy) zmienie zycie diametralnie - zancze wiecej korzystac z zycia,
pojezdze, popracuje to tu to tam, tyle aby stalo do nastpnego przejazu do
innego miejsca.
Z jakiejs przyczyny jednak mam lekka depresje. Dlaczego bycie w zwiazku
jednoczesnie ogranicza i daje spelnienie? Dlaczego stabilizacja jednoczesnie
nudzi ale z drugiej strony daje spokoj wewnetrzny i zadowolenie? Czy ktos
jeszcze ma takie przemyslenia?
Ale ostatecznie,zycie za krotkie jest chyba by je marnowac na prace,
konsumpcje i rutyne.
Ktosia jeszcze sie pogubila i planuje radykalne zmiany?