takaja24
14.05.10, 04:51
Witam :))
Mam problem z przyszłą teściową- najlepiej zaczne od początku.
Jakieś 1,5 roku temu zdarzyło się tak iż Mojego ukochanego
aresztowano.Dowiedziałam się pierwsza gdyż zdążył mi jeszcze napisać
szybko sms-a.Poszłam więc od razu powiadomić jego matkę.Przy tej
właśnie niemiłej okazji tak naprawde dopiero się poznałyśmy-
wcześniej było tylko dzień dobry i rozmowy o pogodzie. Podczas jego
nieobecności poznałyśmy się bardzo dobrze, bywałam u niej bardzo
często dlatego że mnie o to prosił żeby nie siedziała w takiej
sytuacji sama(po rozwodzie)- na początku szłam tam z przyjemnością-
do czasu:)).Mój normalny dzień wyglądał wtedy tak:
-wstałam,leciałam szybko zobaczyć czy nie ma listu od Lubego
- dzwoni tel. -Ona-czy nie przyszedł list bo u niej nie ma:/ później
pytanie o której bede
-w godzinach od 13 do 19 pilnowałam dzieci siostry ale trzeba było
najpierw po nie pójść do szkoły a więc po ogarnięciu się szybko do
niej bo przecież musiała mnie zobaczyć
- na 13 po dzieciaczki w tym czasie telefony oczywiście,
-w między czasie obiad dla dzieciaczków ,osobno obiad dla rodziców i
cała chałupa do posprzątania a wiadomo jak to jest z dziećmi co i
rusz znowu gdzieś było nasyfione
-po dzieciakach do niej chociaż na 10 min. bo musiała mi koniecznie
o czymś tam opowiedzieć(rozmowa nie na telefon według niej)
- po tych 10 min. straconego czasu szybko do domu podmalować oko
przebrać się i na 21 do pracy w klubie a jak to w klubach zawsze
ktoś się upije prawie do niepszytomnego i weź ty się człowieku z nim
męcz,słuchaj co ci ledwo gadający mają ci do powiedzenia że już nie
wspomnę o tym iż od samego chuchnięcia takiego delikwenta można było
się upić.miałam dosyć
- 6 albo 7 rano do domu
-spać
- po 4 godz snu pobódka:))
I NASTĘPNE DNI TAK SAMO(oprócz niedzieli)
nie było tak źle Pomijam to iż koniecznie chciała czytać od niego
listy skierowane do mnie a jak w pośpiechu leciałam zanieść jej mój
list(wysyłałyśmy razem z uwagi na to iż ja nie miałam zwyczajnie
kiedy iść wysłać a po drodze do pracy czy szkoły nigdzie nie było
skrzynki) i chciałam zamknąć kopertę kombinowała żebym jeszcze nie
zamykała bo jak jej się coś przypomni żeby mu napisać to jak??no
cenzura jakich mało
Pomijam to iż później były gadki typu"jak wróci to nie będzie miał
dla mnie czasu tylko zamknie się w pokoju z tobą" itd.
-Pomijam też to że pewnego pięknego dnia powiedziała mi żebym jakiś
czas nie przychodziła bo kiedy przychodze to wprowadzam nerwową
atmosfere i ją biedną głowa przeze mnie boli-wkurzyłam się i tydzień
mnie nie widziała- trwało by to dłużej tyle że w niedziele Mój
Kochany dzwonił na domowy którego ja nie miałam u siebie więc
musiałam iść do niej bo rozmowy z Nim nieodpuściłabym za nic w
świecie.
W ten dzień wielkie pretensje że nie przychodze.No oszaleć można
było już nie wiedziałam o co tej babie chodzi??Wytrzymałam jakoś
Pomęczyłam się tak z nią pół roku.
Wrócił:)))))))))))))
Bajka poprostu
Kocham go nad Życie on mnie też:) Często słysze że nie tylko jestem
Kobietą jego życia ale i najlepszą przyjaciółką- każdego dnia
wygłupiamy się razem, śmiejemy i rozumiemy bez słów. Po 6 latach
razem zachowujemy się jakbyśmy znali się dopiero miesiąc.
Wracając do teściowej-na samym początku gdy wrócił zapisałam się na
prawko więc myśle sobie no i dobrze troche posiedzi z matką jak bede
na jazdach to nie będzie marudziła że tylko siedzi ze mną.Wracając
zawsze wstąpiłam po drodze na chwileczke ale zawsze wychodziło tak
że jej nie było. W tym czasie druga siostra dostała prace więc
dorzuciła mi swojego 1,5rocznego maluszka z którym siedziałam 24h na
dobę przez 2 dni i jeden wolne i tak siedziałam sobie przez prawie
miesiąc z trójką dzieciaczków.Szaleństwo!!!
Nie miałam więc kiedy pójść do sznownej teściowej.
Pewnego dnia po jakichś 3 tyg. w sklepie spotykam ją a ona na
pytanie co słychać mówi że nie będzie ze mną rozmawiać po czym
odwraca się i odchodzi. Wkurzona do granic możliwości wróciłam do
domu gdy przyszedł Mój k...pytam o co jej chodzi a on odpala"bo jest
na ciebie obrażona-mówi że tak to przyłaziłaś (dosłownie) a taraz
cie nie widać" jakbym w pysk dostała normalnie"przyłaziła".
Powiedziałam mu żeby jej wytłumaczył jaką mam sytuacje że na dobrą
sprawe nie mam kiedy się wysr.... przepraszam za wyrażenie i żeby
nie zachowywała się jak jakaś małolata z tym obrażaniem.
Zawsze jak się witałyśmy było zwykłe cześć żadne tam dzień
dobry.Jakiś czas po sklepie dzwonie na domowy i mówie"cześć dasz mi
k...." po czym woła go i słychać w oddali "a dzień dobry to nie
łaska powiedzieć" no rozwaliło mnie zaraz powiedziałam mu żeby
poszła do laryngologa bo coś ze słuchem ma na starość chyba że liczy
na "dzień dobry wielmożna Pani" to sie przeliczy. Zrobił jej
awanture.Miesiąc nie gadali.
Ja stwierdziłam że nie pójde do niej bo jestem pamiętliwa bardzo i
języka za zębami za długo nie zatrzymam i nie chce awantury.I tak
przyszły święta Bożego narodzenia.
Moje Kochanie przyszedł do mnie i zapytał czy nie bede mocno zła jak
nie przyjdzie na wigilie bo matka płacze że ona sama a u mnie pełna
chałupa,że ja mam z kim siedzieś a ona biedna sama.Zgodziłam się
jakoś mnie ten nastrój świąteczny ogarnął że mi sie jej nawet żal
zrobiło i poszedł.
Nie zaprosiła mnie. Nie zapomne tego oj nie.
Jakoś w 1 święto Mój K...zapytał czy za niego wyjdę:))))))))
OJ takie szczęście mnie ogarneło niewyobrażalne że brak słów. No
jasne że TAK.Zaczeły się przygotowania wszystko w tajemnicy-
zamówiliśmy kościół sale i inne pierdołki i czekamy na zaproszenia.
jak przyjdą (pewnie jutro) chcemy dopiero poinformować rodziców i
rodzine. Tak to sobie wymyśleliśmy.
Wczoraj Mojego k... nie było wygoniłam go na siłę z kolegami na
rybki żeby mieć wolną chwile na rozmowe z jego mamą. Myśle pójde
powiem co mi na sercu leży ,porozmawiam w końcu będziemy
rodziną.Dzwonię domofonem mówie"dzień dobry tu ..... mogę na chwile
wejść" po czym słysze tonem olewającym złośliwym i wrogim "a po
co??" para z uszu mi szła ale dalej spokojnie mówię"chciałam
porozmawiać" a tam "NIE" wykrzyczane. Poszłam. Wyżyłam się na każdej
osobie jaka przechodziłą doprowadziła mnie do takiego stanu że gdyby
stała obok mnie to moja ręka spoczełaby na jej twarzy.On nic nie wie
nie powiedziałam Mu o tym.
Co zrobić może ktoś poradzi?? nie wyobrażam sobie ślubu na dzień
dzisiejszy bo albo to będzie jedna wielka komedia znając ją albo w
ogóle do niego nie dojdzie.Boje się o to co będzie, boje się że
będzie uskuteczniać swoje gadki typu jaka to ona nie jest biedna i
jeszcze jedna chyba wcześniej nie napisałam jak to ona
mówi"narzeczonych może mieć setki a matke ma tylko jedną"
Czy to ze mną jest coś nie tak i wszystko biorę za bardzo do siebie
czy mam naprawde mieć o co żal do tej kobiety??
Powiedzcie co robić w takiej sytuacji???