Poruszam się głownie rowerem, jedynie kiedy wiem, że będę piła cokolwiek z
procentami, wsiadam w autobus (albo kiedy baaaardzo leje

). I tak jeżdżąc po
całej Warszawie od wczesnej wiosny do wczesnej zimy, obserwuję sobie miasto z
perspektywy dwóch kółek. Ciachałabym się w Wami podzielić kilkoma refleksjami
okołorowerowymi:
1.
Kaski. Czy to jest obciach jeździć w kasku? Bo ja tego nie rozumiem.
Jedzie cała rodzinka i w najlepszym razie tylko dziecko ma kask. A co z
rodzicami? Kto się zajmie ich dzieckiem, kiedy oni roztrzaskają sobie czaszkę
o krawężnik? I jaki przykład temu dziecięciu dają? Jeżdżę może nie w
szpilkach, ale w baletkach i sukience i nie wyobrażam sobie, że mogłabym
wsiąść na rower bez kasku. Mimo ułożonych włosów i stroju raczej codziennego,
niż typowo rowerowego. Parę dni temu na moim osiedlu (malutkie, zamknięte,trzy
uliczki na krzyż i jeno wyjazdy z garaży) dziecko zostało potrącone przez
samochód. Facet wyprowadzał auto z garażu, poniosła durnia fantazja,
przygazował i wpadł w dziecko jadące na rowerku. Ów maluch walną głową w
przygarażowy murek. Leży w szpitalu i nie wiadomo czy się obudzi. Może kask by
spadł i w niczym nie pomógł. Może.
Apeluję do wszystkich mam, cioć, babć, sióstr: wymagajcie od najbliższych,
żeby zakładali kaski i same w nich jeździjcie! Co macie cenniejszego niż
własne głowy? I jeszcze: nie ma takiego miejsca, tak krótkiej wycieczki, tak
małej uliczki, gdzie rowerzysta bez kasku byłby w bezpieczny. Dużo widziałam
wypadków rowerowych, w większości z nich cierpiała głowa poszkodowanego.
2.
Drogi rowerowe. Jak sama nazwa wskazuje są przeznaczone dla rowerów.
Nie dla mam z wózkami, pań z pieskami czy grup spacerującej młodzieży. Czy ten
czerwony kolor kostki ma jakąś specjalną moc przyciągania, że większość ludzi,
mając do wyboru normalny, wygodny chodnik i drogę rowerową, wybiera to drugie?
Rozumiem sytuację, kiedy chodnika nie ma, a droga jest oznakowana jako
pieszo-rowerowa. Wtedy zwalniam maksymalnie, jestem ostrożna. Ale kiedy mam
przed sobą kilka kilometrów drogi wyłącznie rowerowej, na dodatek bez
większych skrzyżowań- jadę szybko. Mój rower waży około 20 kg. Ja - około 55
kg. Razem 75 kg. pędzących z prędkością, mniej więcej, 35 km/h. Myślicie, że
dziecko w wózku ma duże szanse w przypadku zderzenia? Zwalniam, pytam takie
mamuśki czy po ulicy też chodzą środkiem i bez rozglądania się. Zazwyczaj nie
rozumieją o co mi chodzi.
Apel drugi: droga rowerowa to nie jest chodnik. Obowiązują tam takie same
zasady, jak w przypadku jezdni. Uważajcie, dla własnego bezpieczeństwa.
PS. Chodnikami nie jeżdżę, a jak mi się już przypadkiem zdarzy, wiem, że piesi
mają bezwzględne pierwszeństwo i jadę nawet 5/h za spacerująca parą. Bez
zająknięcia. Na drodze rowerowej bezwzględnie opierniczam.
3.
Samochody. Drodzy kierowcy (i kierownice), rowerzysta, mimo że mały
i powolny, ma na drodze takie same prawa jak wy. Tak samo ma prawo jechać
lewym pasem, jeśli skręca w lewo, tak samo ma prawo korzystać z ronda, a że do
poruszania się wykorzystuje wyłącznie siłę własnych mięśni, a nie rumaków pod
maską, siłą rzeczy JEST WOLNIEJSZY. Choćbym się skichała, nie pojadę na
prostej, bez chwili rozpędu szybciej niż 20 km/h. A niektórzy nie mają
doświadczenia i umiejętności wieloletniego cyklisty miejskiego i ruszają
bardzo wolno na ciężkiej przerzutce. I mają do tego prawo. Uszanujcie to,
proszę. I zrozumcie, że dogra rowerowa, to nie jest świetny, darmowy parking w
środku miasta. Przepraszam, bezwzględnie dzwonię do starzy miejskiej i robię
zdjęcia.
4. i ostatnie.
Oświetlenie. Cykliści kochani, weźcie proszę pod uwagę,
że zmrok zawsze zapada nie wtedy, kiedy by się tego chciało. On lubi nas
zaskakiwać i warto się na to przygotować. Mała lampka ostrzegawcza z tyłu i
spora żarówka z przodu naprawdę dużo zmieniają. Odblaski może i są widoczne w
świetle reflektorów samochodowych (chociaż ja nie czułabym się bezpiecznie,
gdybym wiedziała, że kierowca zauważy mnie, będąc jakieś 10m ode mnie), ale w
świetle mojej (naprawdę mocnej) lampki rowerowej już mniej. Bądźcie widoczni,
bo tylko wtedy będziecie bezpieczni. I sytuacja, w której ojciec (lub matka)
myśli, ze oświetla dziecko pedałujące przed nim/nią, jest niedopuszczalna.
Każdy rower powinien mieć swoje światełko. Nie tylko samochody są dla was
zagrożeniem, ale też inni rowerzyści. Wszyscy mamy się widzieć odpowiednio
wcześnie, żeby mieć czas na reakcję.
Może to nie jest temat paniodomowy, ale mam nadzieję, że już wkrótce staniemy
się drugą Holandią i będziemy korzystać z uroków rowerów w pełni świadomie i
bezpiecznie, czego sobie i Wam, Kochane, życzę, bo to piękny, wygodny i szybki
sposób przemieszczanie się po mieście.