Dodaj do ulubionych

okiem cyklistki

10.05.10, 14:17
Poruszam się głownie rowerem, jedynie kiedy wiem, że będę piła cokolwiek z
procentami, wsiadam w autobus (albo kiedy baaaardzo leje wink). I tak jeżdżąc po
całej Warszawie od wczesnej wiosny do wczesnej zimy, obserwuję sobie miasto z
perspektywy dwóch kółek. Ciachałabym się w Wami podzielić kilkoma refleksjami
okołorowerowymi:

1. Kaski. Czy to jest obciach jeździć w kasku? Bo ja tego nie rozumiem.
Jedzie cała rodzinka i w najlepszym razie tylko dziecko ma kask. A co z
rodzicami? Kto się zajmie ich dzieckiem, kiedy oni roztrzaskają sobie czaszkę
o krawężnik? I jaki przykład temu dziecięciu dają? Jeżdżę może nie w
szpilkach, ale w baletkach i sukience i nie wyobrażam sobie, że mogłabym
wsiąść na rower bez kasku. Mimo ułożonych włosów i stroju raczej codziennego,
niż typowo rowerowego. Parę dni temu na moim osiedlu (malutkie, zamknięte,trzy
uliczki na krzyż i jeno wyjazdy z garaży) dziecko zostało potrącone przez
samochód. Facet wyprowadzał auto z garażu, poniosła durnia fantazja,
przygazował i wpadł w dziecko jadące na rowerku. Ów maluch walną głową w
przygarażowy murek. Leży w szpitalu i nie wiadomo czy się obudzi. Może kask by
spadł i w niczym nie pomógł. Może.

Apeluję do wszystkich mam, cioć, babć, sióstr: wymagajcie od najbliższych,
żeby zakładali kaski i same w nich jeździjcie! Co macie cenniejszego niż
własne głowy? I jeszcze: nie ma takiego miejsca, tak krótkiej wycieczki, tak
małej uliczki, gdzie rowerzysta bez kasku byłby w bezpieczny. Dużo widziałam
wypadków rowerowych, w większości z nich cierpiała głowa poszkodowanego.

2. Drogi rowerowe. Jak sama nazwa wskazuje są przeznaczone dla rowerów.
Nie dla mam z wózkami, pań z pieskami czy grup spacerującej młodzieży. Czy ten
czerwony kolor kostki ma jakąś specjalną moc przyciągania, że większość ludzi,
mając do wyboru normalny, wygodny chodnik i drogę rowerową, wybiera to drugie?
Rozumiem sytuację, kiedy chodnika nie ma, a droga jest oznakowana jako
pieszo-rowerowa. Wtedy zwalniam maksymalnie, jestem ostrożna. Ale kiedy mam
przed sobą kilka kilometrów drogi wyłącznie rowerowej, na dodatek bez
większych skrzyżowań- jadę szybko. Mój rower waży około 20 kg. Ja - około 55
kg. Razem 75 kg. pędzących z prędkością, mniej więcej, 35 km/h. Myślicie, że
dziecko w wózku ma duże szanse w przypadku zderzenia? Zwalniam, pytam takie
mamuśki czy po ulicy też chodzą środkiem i bez rozglądania się. Zazwyczaj nie
rozumieją o co mi chodzi.

Apel drugi: droga rowerowa to nie jest chodnik. Obowiązują tam takie same
zasady, jak w przypadku jezdni. Uważajcie, dla własnego bezpieczeństwa.

PS. Chodnikami nie jeżdżę, a jak mi się już przypadkiem zdarzy, wiem, że piesi
mają bezwzględne pierwszeństwo i jadę nawet 5/h za spacerująca parą. Bez
zająknięcia. Na drodze rowerowej bezwzględnie opierniczam.

3. Samochody. Drodzy kierowcy (i kierownice), rowerzysta, mimo że mały
i powolny, ma na drodze takie same prawa jak wy. Tak samo ma prawo jechać
lewym pasem, jeśli skręca w lewo, tak samo ma prawo korzystać z ronda, a że do
poruszania się wykorzystuje wyłącznie siłę własnych mięśni, a nie rumaków pod
maską, siłą rzeczy JEST WOLNIEJSZY. Choćbym się skichała, nie pojadę na
prostej, bez chwili rozpędu szybciej niż 20 km/h. A niektórzy nie mają
doświadczenia i umiejętności wieloletniego cyklisty miejskiego i ruszają
bardzo wolno na ciężkiej przerzutce. I mają do tego prawo. Uszanujcie to,
proszę. I zrozumcie, że dogra rowerowa, to nie jest świetny, darmowy parking w
środku miasta. Przepraszam, bezwzględnie dzwonię do starzy miejskiej i robię
zdjęcia.

4. i ostatnie. Oświetlenie. Cykliści kochani, weźcie proszę pod uwagę,
że zmrok zawsze zapada nie wtedy, kiedy by się tego chciało. On lubi nas
zaskakiwać i warto się na to przygotować. Mała lampka ostrzegawcza z tyłu i
spora żarówka z przodu naprawdę dużo zmieniają. Odblaski może i są widoczne w
świetle reflektorów samochodowych (chociaż ja nie czułabym się bezpiecznie,
gdybym wiedziała, że kierowca zauważy mnie, będąc jakieś 10m ode mnie), ale w
świetle mojej (naprawdę mocnej) lampki rowerowej już mniej. Bądźcie widoczni,
bo tylko wtedy będziecie bezpieczni. I sytuacja, w której ojciec (lub matka)
myśli, ze oświetla dziecko pedałujące przed nim/nią, jest niedopuszczalna.
Każdy rower powinien mieć swoje światełko. Nie tylko samochody są dla was
zagrożeniem, ale też inni rowerzyści. Wszyscy mamy się widzieć odpowiednio
wcześnie, żeby mieć czas na reakcję.

Może to nie jest temat paniodomowy, ale mam nadzieję, że już wkrótce staniemy
się drugą Holandią i będziemy korzystać z uroków rowerów w pełni świadomie i
bezpiecznie, czego sobie i Wam, Kochane, życzę, bo to piękny, wygodny i szybki
sposób przemieszczanie się po mieście. smile
Obserwuj wątek
    • doxi_mara Re: okiem cyklistki 10.05.10, 15:13
      popieram smile ja tez poruszam sie rowerem, chyba ze leje albo jest snieg to autobusem. Mam szczescie mieszac w kraju przyjaznym rowerom, w ktorym nawet po piwie a nawet dwoch mozna jezdzic. Czego osobiscie nie polecam wink No i oczywiscie jezdzimy w kasku!! nawet do szpilek tongue_out
      I bardzo czesto widac przyczepki, w ktorych wygodnie podrozuje dwojka dzieci. Warte polecenia, chociaz szczerze to chyba troche bym sie bala w Polsce sad
    • magdalaena1977 Re: okiem cyklistki 10.05.10, 16:05
      otterly napisała:

      > 1. Kaski. Czy to jest obciach jeździć w kasku? Bo ja tego nie rozumiem.

      Ja też nie rozumie, jak można jeździć baz kasku. To nie jest drogie, wygląda
      ładnie, a radykalnie zmniejsza ryzyko przy upadku.
      I zazdroszczę odpornej fryzury, bo u mnie powyższa filozofia doprowadzała do
      przeciwnych wniosków - jazda na rowerze tylko w stroju sportowym i tylko tam,
      gdzie nie będę musiała zdejmować kasku i straszyć ludzi moim wyglądem.

      > 3. Samochody. Drodzy kierowcy (i kierownice), rowerzysta,
      > mimo że mały i powolny, ma na drodze takie same prawa jak wy.
      A ja zaapeluję - jeśli masz do wyboru ścieżkę i drogę, jedź ścieżką, zwłaszcza w
      mieście. W praktyce taki rowerzysta na jezdni zajmuje tyle miejsca co samochód,
      a w dodatku porusza się wolniej.
      No, ale trudno, gdzieś jeździć muszą wink
      Ale krew mnie zalewa, jeśli rower blokuje mi przejazd drogą, a obok jest śliczna
      pusta czerwona ścieżka.
      • otterly Re: okiem cyklistki 10.05.10, 16:26
        Przepisy mówią jasno, że jeśli jest ścieżka, rowerzysta nie tylko powinien, ale
        musi nią jechać. Ja się stosuję, a na beton - nie ma rady. Chociaż np. mój małż
        jeździ ulicami, bo ma rower kolarski. Ulicą jest mu szybciej i wygodniej (jedzie
        koło 50/h, więc tak bardzo nie blokujewink). Nie ma amortyzatorów, więc kostka
        brukowa jest dla niego wybitnie uciążliwa.

        Co do fryzury. Na wyjazdy rekreacyjne tez zakładam strój sportowy, do pracy -
        normalny. Włosy prostuję, do kosza wrzucam lakier i jadę. To tylko włosy, głowa
        jest ważniejsza wink
        • pitahaya1 Re: okiem cyklistki 10.05.10, 17:45
          Fajnie to wygląda.

          W mojej miejscowości (podwarszawska sypialnia) wygląda to jednak tak:
          - ścieżki raz są to znów ich nie ma, wzdłuż jednej ulicy potrafią mieć kilka
          przerywanych odcinkówsmile, szkoda tylko, że nikt nie pomyślał, że rowerzysta jakoś
          musi z tej ścieżki na ulicę zjechać, żeby sobie zębów nie wybić, takie są
          różnice wysokości
          -ścieżki wydzielono z chodników, ot tak sobie zabrano z ciągu o szerokości ok.
          1,5m pasek o szerokości 1m, resztę zostawiono pieszym. Konia z rzędem temu, kto
          wraz z dzieckiem w wózku, dzieckiem spacerującym obok zmieści się na pasku o
          szerokości pół metra, mijając przy okazji innych pieszych.
          -na ścieżkach spotkać można różne "kfiatki" od pozostałości słupków
          ogrodzeniowych po resztki poremontowe (nierówna kostka, zerwana miejscami,
          wypełniona w biegu asfaltem, gruzem, kamieniami, co kto miał pod ręką, byle do
          przodu)
          -nic to, zawsze można pojechać ulicą, w końcu tych ścieżek jak kot napłakał. I
          tu zonk, nikt bowiem nie pomyślał, że asfalt wypadałoby położyć równo, od brzegu
          do brzegu, od krawężnika do krawężnika. Do dziś nie mogę zrozumieć po co
          zostawia się wzdłuż krawężników rowy, nierówne doły szerokości nawet pół metra.
          I tak rowerzysta zamiast ładnie jechać tuż przy krawężniku, co chwila zmuszony
          jest wjeżdżać niemal na sam środek ulicy.

          Kaski, oświetlenie, nie dyskutuję.

          I jeszcze jedna kwestia: dzieci w wieku "rowerem po ścieżce lub ulicy".
          Proponuję komuś wyobrazić sobie jak taki dzieciak, wszak z kartą rowerową, radzi
          sobie na ruchliwym skrzyżowaniu, przy braku ścieżki rowerowej. Obowiązują go
          takie same zasady jak kierowcę samochodu.
          • misself Re: okiem cyklistki 10.05.10, 19:24
            pitahaya1 napisał:
            > I jeszcze jedna kwestia: dzieci w wieku "rowerem po ścieżce lub ulicy".
            > Proponuję komuś wyobrazić sobie jak taki dzieciak, wszak z kartą rowerową, radz
            > i
            > sobie na ruchliwym skrzyżowaniu, przy braku ścieżki rowerowej. Obowiązują go
            > takie same zasady jak kierowcę samochodu.

            Pamiętam jeszcze, jak byłam takim dzieciakiem smile Na ruchliwych skrzyżowaniach
            schodziłam z roweru i prowadziłam go przez przejście, zwłaszcza jeśli trzeba
            było skręcić w lewo (mój koszmar do dzisiaj).
          • otterly Re: okiem cyklistki 10.05.10, 20:13
            > I jeszcze jedna kwestia: dzieci w wieku "rowerem po ścieżce lub ulicy".

            IMO dzieci na małych rowerkach, jeżdżące z małą prędkością, właściwie bawiące
            się, nie jeżdżące nie powinny jechać DDR. Rozumem, kiedy jedzie opiekun i
            dziecko przed nim (a nie za nim - na litość boską!) - OK! Ale jeśli spaceruje
            matka z jednym w wózku, a drugim na rowerku, wszyscy powinni się znajdować na
            chodniku. Najwyżej dziecko na rowerku będzie przeszkadzał jakiejś staruszce,
            trudno. Nie narażałbym go jednak na kraksę z rozpędzonym dorosłym rowerzystą.

            Mój post nie dotyczył jakości DDR. Jaka ona jest, każdy rowerzysta widzi.
            Spuśćmy zasłonę milczenia i cieszmy się, że jest o niebo lepiej niż parę lat
            temu! Bo jest lepiej, na prawdę.
        • burza4 Re: okiem cyklistki 10.05.10, 20:52
          otterly napisała:

          > Ja się stosuję, a na beton - nie ma rady. Chociaż np. mój małż
          > jeździ ulicami, bo ma rower kolarski. Ulicą jest mu szybciej i wygodniej
          (jedzie > koło 50/h, więc tak bardzo nie blokujewink).

          Nie wątpię, że jest szybciej i wygodniej, tyle że ja właśnie dlatego z całego
          serca nie cierpię rowerzystów. Jak mu nie odpowiada ścieżka - NIECH NIE JEDZIE
          WCALE/kupi inny rower, bo mnie jego preferencje guzik obchodzą - nie ma prawa
          być na jezdni i tworzyć za sobą korka.
          Ja nie jeżdżę chodnikiem, choć niekiedy byłoby tak szybciej.
          A jak chce potrenować - to bodaj w Koluszkach wybudowali tor.
          • ko_kartka Re: okiem cyklistki 11.05.10, 10:15
            Podpisuję się obydwiema ręcamy. Skoro taki hałas jest wokół braku ścieżek
            rowerowych, to dlaczego nie są wykorzystywane przez tych hałasujących? To
            pisałam ja, kierowczyni i cyklistka w jednym.

            I kompletnie nie rozumiem tej "przyjemności" dojeżdżania do roboty wśród smrodu
            spalin i kurzu. A jazdę rowerową uwielbiam, ale rekreacyjnie, na miłość. A nie
            slalomem wśród ciężarówek tworzących wokół siebie zasłonę dymną.

            Jak nie ma ścieżki, a jest szeroki chodnik - jadę chodnikiem. Trudno, łódzcy
            kierowcy mają najwyższy poziom agresji w Polsce. Przez skrzyżowania rower
            przeprowadzam przejściem dla pieszych. Kasku nie noszę, bo mi w nim niewygodnie.
            Gdybym musiała - wolałabym zrezygnować z jazdy rowerem. Kask narciarski noszę,
            bo nie jest niewygodny. Dzieci nie mam, jak będę miała, to może przemebluję
            poglądy (albo kaski rowerowe nie będą takie uciążliwe).
            • otterly Re: okiem cyklistki 11.05.10, 10:59
              Powiem tak: w Warszawie (nie znam innych miast w PL) można przejechać przez
              prawie całe miasto korzystając z ddr. No, są takie kawałki, kiedy trzeba jechać
              ulicą, ale zazwyczaj można wybrać taką drogę, żeby przez większość czasu jechać
              ścieżkami. Sprawdziłam, jeżdżę, da się. Czasem trzeba trochę na około, troszkę
              nadłożyć, ale 5 km. w tę czy w drugą stronę rowerem nie ma większego znaczenia.

              A nie pomyślałaś o tym, że rowerem jest po prostu zdrowiej i bardziej
              ekologicznie? Mnie niezmiernie wkurza korek na ulicy dojazdowej do Wa codziennie
              rano. W prawie każdym aucie jedna osoba. Autobusy prawie puste. To jest dopiero
              buractwo: pchać się do centrum miasta samochodem, kiedy można rowerem, metrem,
              tramwajem... a d... rosną.

              Nie dojeżdżamy do roboty wśród smrodu spalin. Zamiast stać w tym smrodzie w
              korku, jadę bocznymi, prawie wiejskimi drogami przez las lub przez Wilanów,
              wpadam do centrum od strony Wisły. Głownie jeżdżę ddr, albo bocznymi drogami.
              Czasem pakuję rower do metra, nigdy do autobusu czy tramwaju. Małż przebiera się
              w pracy, bierze prysznic (a dojeżdża przez cała Wa z południa na północ, zajmuje
              mu to 45 min. Samochodem jechałby ze dwie godziny).
              • pitahaya1 Re: okiem cyklistki 11.05.10, 11:21
                otterly napisała:

                Mnie niezmiernie wkurza korek na ulicy dojazdowej do Wa codzienni
                > e
                > rano. W prawie każdym aucie jedna osoba. Autobusy prawie puste. To jest dopiero
                > buractwo: pchać się do centrum miasta samochodem, kiedy można rowerem, metrem,
                > tramwajem... a d... rosną.

                Ależ się zagalopowałaś.

                Dopuszczasz myśl, że dla niektórych z tych osób samochód jest narzędziem pracy,
                własnością firmy?
                Mój mąż początkowo próbował dojeżdżać do pracy zostawiając samochód w domu.
                Dobrze, że pierwszego dnia wziął dodatkowe pół godziny zapasu. Dojazd czterema
                środkami komunikacji, w tym autobusem podmiejskim, zajął mu prawie 2 godziny.
                Ten sam odcinek przejechany samochodem to 30-45min., zabierając po drodze syna,
                rano podwożąc go do szkoły.
                I może by tak dojeżdżał, gdyby nie delikatna sugestia przełożonego, że nie po to
                dostał od firmy samochód, żeby na drogę do firmy X czy Y przeznaczał połowę
                czasu pracy. Poza tym na spotkania czy rozmowy często jedzie kilka osób, po
                drodze załatwiając wiele innych rzeczy.

                Rowerem, metrem, tramwajem...no przecież u nas metro co zakrętsmile)))))))))))No po
                prostu wychodzisz z domu i masz przystanek metra.
                Pomijając tych, którzy do tego metra muszą spod dużego miasta dojechać.

                Próbowałaś kiedyś zaparkować rano samochód na P&R? Spieszysz się do pracy, czas
                leci a Ty klniesz widząc napis "brak wolnych miejsc". To gdzie ten samochód
                zostawić, żeby wygodnie przesiąść się do metra, tramwaju czy autobusu?
                Zaparkować ludziom pod blokiem?

                Zakupy po pracy robisz? Dzieci z przedszkola odbierasz? Tak pytam odnośnie do
                tego roweru. Próbuję oczyma wyobraźni zobaczyć mojego męża na tym rowerze.
                Powiewający garnitur, w jednej ręce torba z laptopem, w drugiej torba z
                dokumentami, w trzeciej zakupy dla 4-osobowej rodziny, jakaś książka, gazeta, w
                zębach kwiaty dla pierwszej żony.

                Idealny obrazek zakładając, że od miesiąca niemal codziennie lejesmile))
                Zapomniałam o płaszczu przeciwdeszczowym.
                • otterly Re: okiem cyklistki 11.05.10, 11:41
                  No ok, skoro nie ma wyjścia. Nie chcę się kłócić, na prawdę. Stójcie sobie w
                  tych korkach, tylko jakimś cudem w cywilizowanych krajach to rowery zyskują
                  prawa, a samochody je tracą. W nowojorskim czy paryskim metrze jest mnóstwo
                  ludzi z laptopami i w garniturach, a Warszawa (mimo braku metra!) jest uznawana
                  za miasto ze świetnie zorganizowaną komunikacja miejską, jedną z lepszych w
                  Europie.

                  Pisałam o korku samochodów z jedną osobą w środku. Jeśli jest dziecko, są dwie
                  osoby.

                  Swoją drogę, mój sąsiad odwozi dziecko rowerem do przedszkola. Jadą przez las,
                  dziecko zazwyczaj śpi w foteliku, oddycha świeżym powietrzem. A sąsiad pracuje w
                  MFie, więc i garnitur nosi i laptopa wiezie ze sobą. Mój ojciec dojeżdża na
                  zajęcia ze studentami. Nie jest zziajany, spocony i zakurzony. Można, jak się
                  chce. Ale nie trzeba, jak się nie che. Nie ma się o co kłócić.
                  • pitahaya1 Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:03
                    Ale ja Cię doskonale rozumiem.
                    Ja dojeżdżam do metra i zostawiam samochód. Dalej metro, tramwaj czy co tam jeszcze.
                    Dlaczego dojeżdżam metrem? Bo do najbliższego przystanku autobusowego w moim
                    miasteczku mam pół godziny szybkim krokiem. Wolę podjechać samochodem od razu do
                    metra.
                    Mój syn ma niespełna 18 lat, na fotelik go nie wsadzę. Może i mógłby dojeżdżać
                    rowerem ale skoro tata jedzie tą samą trasą no to po cosmile Z powrotem wraca
                    komunikacją miejską.

                    Też mnie kiedyś wnerwiały te samochody z jedną osobą wewnątrz. Próbowałam w
                    swojej miejscowości to zmienić, namówić ludzi do wspólnego jeżdżenia. Nie dało
                    się. Niektórzy tłumaczyli, że podczas drogi załatwiają wiele innych rzeczy,
                    postronne osoby mogłyby im w tym przeszkadzać. Inne osoby otwarcie mówiły, że
                    ekologię mają w nosie, na pierwszym miejscu stoi ich wygoda i chęć wysłuchania w
                    spokoju porannych wiadomości bez konieczności prowadzenia pogaduszek.

                    I nic z tym nie zrobisz.

                    Rowery ma każde z nas, chłopcy na wszelkie zajęcia dodatkowe jeżdżą rowerami.
                    Ale do szkoły, zakładając wyjazd z domu o 6.30, nie mam siły dzieciaka wysyłać.
                    • otterly Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:11
                      Rozumiemsmile Dowozicie się wzajemnie, więc Ciebie moje oburzenie zupełnie nie
                      dotyczy wink Ale ile jest osób, które jadą do końca, pod samą firmę do samego
                      centrum? Mimo że metro pod nosem? Ja mieszkam w Piasecznie, tuż pod lasem
                      Kabackim. Rowerem do metra jadę 10 minut, samochodem, w godzinach szczytu -
                      godzinę. Rozumiesz mój wybór, prawda? smile
                • misself Re: okiem cyklistki 11.05.10, 11:57
                  pitahaya1 napisał:
                  > Zakupy po pracy robisz? Dzieci z przedszkola odbierasz? Tak pytam odnośnie do
                  > tego roweru. Próbuję oczyma wyobraźni zobaczyć mojego męża na tym rowerze.
                  > Powiewający garnitur, w jednej ręce torba z laptopem, w drugiej torba z
                  > dokumentami, w trzeciej zakupy dla 4-osobowej rodziny, jakaś książka, gazeta, w
                  > zębach kwiaty dla pierwszej żony.

                  Przecież to oczywiste, że rower nie jest dla każdego smile Ale niektórzy naprawdę
                  mogliby się przesiąść. W Krakowie to jest błędne koło: ludzie kupują samochody,
                  bo komunikacja miejska się spóźnia i stoi w korkach - przez co korki robią się
                  większe. Podejrzewam, że nie tylko tutaj tak jest.
                  • otterly Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:03
                    Święta racja.Potwierdzam, że w Wa jest tak samo. Z tym, że komunikacja aż tak
                    bardzo się nie spóźnia. A zakupy robię. Dla trzech dorosłych osób na dwa dni
                    jestem w stanie przywieść w dwóch koszach. Ale my mało jemy i głownie zieleninę wink
                    • misself Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:09
                      otterly napisała:

                      > Święta racja.Potwierdzam, że w Wa jest tak samo. Z tym, że
                      > komunikacja aż tak bardzo się nie spóźnia.

                      Kłopot w tym, że komunikacja w Krakowie też się nie spóźnia za bardzo
                      (przynajmniej ja nie mam jakichś ekstremalnych doświadczeń, ot w czasie szczytu
                      te 10 minut najwyżej) - ale w sondażach właśnie te spóźnienia są podawane jako
                      główny argument jeżdżenia samochodem.

                      > A zakupy robię. Dla trzech dorosłych osób na dwa dni
                      > jestem w stanie przywieść w dwóch koszach. Ale my mało jemy i
                      > głownie zieleninę wink

                      Ja mam koszyk na bagażniku. Mieści się w nim moja torebka (spora) i zakupy na
                      2-3 dni dla 2 osób (zależy co kupuję). Torbę z zakupami przymocowuję dwoma
                      ekspanderami, które zawsze ze sobą wożę. Wolę to niż noszenie zakupów z autobusu.
                      • otterly Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:19
                        No więc właśnie. O tych spóźnieniach zazwyczaj gadają ludzie, którzy pamiętają
                        komunikację z dawnych lat.

                        O! Dźwiganie siat jest dla mnie ostatecznym koszmarem. Dlatego nawet w ziemie,
                        po śniegu jadę rowerkiem do pobliskiego sklepu. Przepłacam, ale nie dźwigam.
                        Swoją torbę zawieszam na sobie, jak wiozę zakupy. Albo w ogóle jej nie borę,
                        pakuję się w saszetkę, którą mam przyczepioną do roweru. o taką:
                        www.decathlon.com.pl/PL/b-twin-20720817/
                        portfel, telefon i szminka się mieszczą wink
              • ko_kartka Re: okiem cyklistki 12.05.10, 18:07
                > Powiem tak: w Warszawie (nie znam innych miast w PL) można przejechać przez
                > prawie całe miasto korzystając z ddr.

                W sumie Łódź też by się tak dało przejechać (że przez całe miasto po ścieżce).
                Ale ja, niestety, nie mogę jeździć tylko na osi wschód-zachód.

                > A nie pomyślałaś o tym, że rowerem jest po prostu zdrowiej i bardziej
                > ekologicznie?

                Łódzka trasa rowerowa prowadzi wzdłuż sześciopasmówki/miejscami ośmiopasmówki. O
                poruszaniu się jezdniami nie będę nawet wspominać. Może owszem, w ogólnym
                bilansie byłoby bardziej ekologicznie, ale dla mnie osobiście niekoniecznie. A w
                ogóle nie trawię tzw. ekologii, więc to dla mnie żaden argument.

                Kłopot ze mną polega na tym, że ja MIESZKAM w centrum miasta i gdziekolwiek bym
                nie chciała się ruszyć, to jeżdżę w mieście, a nie na obrzeżach, pod laskiem
                itp. Do lasku to ja se właśnie muszę dojechać, żeby się rozkoszować jazdą na
                rowerze. Mąż pracuje w innym mieście, w dodatku ma auto służbowe i nie ma nawet
                mowy o tym, żeby zaiwaniał 50 km w jedną stronę na rowerze, w garniaku. Nie
                jedzie na szychtę do kopalni.

                Ja wiem, że mieszkając w Piasecznie i dojeżdżając do Warszawy to samochód jest
                najmniej wydajnym czasowo środkiem transportu. Ale jednak warto rozpatrzeć inne
                niż swój punkt podparcia czterech liter, zanim się zacznie ferować wyroki:

                > rano. W prawie każdym aucie jedna osoba. Autobusy prawie puste. To jest dopiero
                > buractwo: pchać się do centrum miasta samochodem, kiedy można rowerem, metrem,
                > tramwajem... a d... rosną.

                A od tramwaju i metra, to rozumiem się w mig chudnie? Wystarczy wsiąść? Czy może
                trzeba biec za?
                • madzioreck Re: okiem cyklistki 13.05.10, 17:09
                  ko_kartka napisała:

                  > > rano. W prawie każdym aucie jedna osoba. Autobusy prawie puste. To jest d
                  > opiero
                  > > buractwo: pchać się do centrum miasta samochodem, kiedy można rowerem, me
                  > trem,
                  > > tramwajem... a d... rosną.
                  >
                  > A od tramwaju i metra, to rozumiem się w mig chudnie? Wystarczy wsiąść? Czy moż
                  > e
                  > trzeba biec za?

                  Haaahaahaahahaa, dobre big_grin
            • misself Re: okiem cyklistki 11.05.10, 11:54
              ko_kartka napisała:
              > Jak nie ma ścieżki, a jest szeroki chodnik - jadę chodnikiem. Trudno, łódzcy
              > kierowcy mają najwyższy poziom agresji w Polsce.

              Nie czepiał się nikt Ciebie o to?
              Ja mieszkam na osiedlu, na którym DDR nie ma, za to są szerokie chodniki i
              kierowcy prujący 70-80 na godzinę (miasto, teren zabudowany). Zwyczajnie się
              boję jechać po jezdni, bo jest wąska, ale już parę razy uciekałam przed patrolem
              straży miejskiej czy policji, bo wiem, że zapłaciłabym słono za ten mój strach.
              • otterly Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:07
                5. Korzystanie z chodnika lub drogi dla pieszych przez kierującego rowerem
                jednośladowym jest dozwolone wyjątkowo, gdy:

                1. opiekuje się on osobą w wieku do lat 10 kierującą rowerem lub
                2. szerokość chodnika wzdłuż drogi, po której ruch pojazdów jest dozwolony z
                prędkością większą niż 50 km/h, wynosi co najmniej 2 m i brakuje wydzielonej
                drogi dla rowerów.

                To z Kodeksu. Możesz jechać chodnikiem, jeśli ma on 2 metry szerokości. Musisz
                jechać ostrożnie i szanować pierwszeństwo pieszych. Nie jest tak, że
                bezwzględnie nie można jechać chodnikiem.
                • lili-2008 Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:11
                  kolejna kwestia związana z rowerami - dlaczego tyle ludzi nimi jeździ, nie
                  znając w ogóle przepisów ruchu drogowego?
                  • otterly Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:27
                    A dlaczego tak wiele osób jeździ samochodami, nie znając przepisów ruchu
                    drogowego? Szczególnie tych, dotyczących prędkości na terenie zabudowanym?

                    Odpowiedź: bo wszechświat i głupota są nieskończone. wink
                    • lili-2008 Re: okiem cyklistki 11.05.10, 15:15
                      Kierowcy samochodów na ogół znają przepisy, niektórzy je po prostu olewają.
                      Niestety, żeby wsiąść na rower i pojechać w miasto nie jest wymagany żaden kurs,
                      żaden dokument. I stąd takie kwiatki się biorą.
                  • misself Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:32
                    lili-2008 napisała:

                    > kolejna kwestia związana z rowerami - dlaczego tyle ludzi nimi jeździ, nie
                    > znając w ogóle przepisów ruchu drogowego?

                    Bo mamy głupie prawo, które im na to pozwala... sad
                  • madzioreck Re: okiem cyklistki 11.05.10, 13:18
                    lili-2008 napisała:

                    > kolejna kwestia związana z rowerami - dlaczego tyle ludzi nimi jeździ, nie
                    > znając w ogóle przepisów ruchu drogowego?

                    Też nie mogę się nadziwić, że ja, jadąc w metalowej puszce, która przy
                    niewielkim stuknięciu mnie ochronić, muszę zdawać egzaminy potwierdzające wiedzę
                    i umiejętności, a rowerzysta, dla którego niewielkie stuknięcie przez auto może
                    być śmiertelne, nic nie musi wiedzieć, nie musi znać przepisów, wsiada i jedzie
                    przed siebie...
                • misself Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:12
                  otterly napisała:
                  >
                  > To z Kodeksu. Możesz jechać chodnikiem, jeśli ma on 2 metry szerokości. Musisz
                  > jechać ostrożnie i szanować pierwszeństwo pieszych. Nie jest tak, że
                  > bezwzględnie nie można jechać chodnikiem.

                  Otterly, ja znam Kodeks smile Problem tkwi w tym, że nie mogę jechać tym
                  chodnikiem, bo DOZWOLONA prędkość na drodze wynosi 50 km/h. Po prostu mało kto
                  się do tego przepisu akurat w tym miejscu stosuje. A chyba łatwiej patrolowi
                  pieszemu złapać rowerzystę jadącego po chodniku niż kierowców przekraczających
                  prędkość.
                  • otterly Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:25
                    sad Klops. A załapał Cię kiedyś ten patrol? Pytam z ciekawości, bo mam wrażenie,
                    że w Wa jest taka niepisana zasada, że nie łapią rowerzystów, jeśli ci nie
                    szarżują na pieszych. Tylko w balonik dmuchałam kilka razy, ale to dobrze. Oby
                    jak najwięcej takich kontroli.

                    Swoją drogą najbardziej nie lubię takich właśnie dróg: wąskich, po jednym pasie
                    w każdą stronę, wąski chodnik, dużo ludzi, a idioci prują ile fabryka dała. O
                    dziwo np. Puławską (trzy pasy w każdą stronę) jedzie się całkiem dobrze i
                    bezpieczne. Szerokie pobocze, pędzący zazwyczaj na lewym pasie.
                    • misself Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:34
                      otterly napisała:

                      > A załapał Cię kiedyś ten patrol?

                      Raz się czepili. Poprzestali na pouczeniu - to w końcu też ludzie. Ale od tego
                      czasu się denerwuję podwójnie: jak jadę jezdnią, to że mnie ktoś potrąci, jak
                      jadę chodnikiem, że mi każą mandat płacić sad
          • otterly Re: okiem cyklistki 11.05.10, 10:49
            A jeśli ktoś jedzie maluchem i za nim się ciągnie korek, to tez go nie cierpisz?
            Co z tego. MA PRAWO i koniec. Jeśli jest obok ddr - nie dyskutuję. Ja nie jeżdżę
            ulicami w takim przypadku, mój małż - jego sprawa i jego mandat jakby co.
      • misself Re: okiem cyklistki 10.05.10, 19:20
        magdalaena1977 napisała:
        > A ja zaapeluję - jeśli masz do wyboru ścieżkę i drogę, jedź ścieżką,
        > zwłaszcza w mieście.

        Nie ma wyboru. Jak jest ścieżka - fachowo zwana DDR, czyli Drogą dla Rowerów -
        rowerzysta MUSI z niej korzystać.

        > rower blokuje mi przejazd drogą, a obok jest śliczna
        > pusta czerwona ścieżka.

        Jak to blokuje? Mnie wymijają, jak jadę jezdnią.
        • lili-2008 Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:07
          Nie zawsze można wyminąć.
          • misself Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:13
            lili-2008 napisała:

            > Nie zawsze można wyminąć.

            Pewnie masz rację.
    • misself Re: okiem cyklistki 10.05.10, 19:18
      1. Ja nie jeżdżę w kasku. Nawet nie mam czegoś takiego. Wychodzę z założenia, że
      poruszając się po mieście, z małą prędkością, głównie po ścieżkach rowerowych,
      nie narażam się na wypadek. Wiem, to głupie tak myśleć - ale nawet nie wiem, co
      bym miała z tym kaskiem zrobić, jak już go zdejmę. Do torebki się nie zmieści
      smile Ale dziecku kask będę nakładać - i pewnie razem z rowerem dla tegoż dziecka
      będę kupowała kask. Dużo wody w Wiśle upłynie do tego czasu.

      2. Wielu ludziom się wydaje, że są rowerami: mamusiom z wózkami,
      niepełnosprawnym, zakonnicom. Ja już słyszałam różne rzeczy, przejechałam parę
      piesków i potrąciłam kilkoro dzieci wskakujących mi pod koła. Nie pomaga
      dzwonek, nie pomaga wołanie, przepraszanie, tłumaczenie. W Polsce ludzie po
      prostu nie są przyzwyczajeni do ścieżek rowerowych.

      Ale w sumie rozumiem - są chodniki z czerwonej kostki, robi się z niej też
      wzorki na "nudnych" szarych chodnikach. W Niemczech czerwone są tylko ścieżki
      rowerowe (niekoniecznie z kostki...), co pozwala wyuczyć swój mózg schematu:
      idziesz po szarym, jedziesz po czerwonym. U nas tego nie ma, nikt na to nie wpadł.

      Nie wiem, czy w Warszawie też są tacy myślący inaczej ludzie, ja regularnie
      hamuję przed smyczami dla psów rozciągniętymi w poprzek DDR - bo właściciel
      idzie sobie chodniczkiem, a piesek sobie a Muzom obwąchuje drzewka przy jezdni.

      3. Ja czasami mam ochotę przeprosić za to, że żyję, że śmiem wychodzić z domu i
      że śmiem korzystać z jezdni. Przecież ze zderzenia roweru z samochodem wyjdzie
      cało kierowca, nie rowerzysta - więc to ja powinnam uważać, prawda?

      Nie wsiadłam jeszcze na rower w tym roku, bo jakiś debil mi rok temu
      przedziurawił obie dętki i opony. Tęsknię do wiatru we włosach. Nie tęsknię do
      idiotów na drogach i ddr.
      • otterly Re: okiem cyklistki 10.05.10, 20:24
        Miss, nawet nie wiesz jaki można mieć wypadek przy minimalnej prędkości na
        rowerze! Ale to Twoja decyzja. Ważne, że dziecko w kask zapakujesz i mam
        nadzieje, że będziesz potrafił mu wytłumaczyć, dlaczego mama nie jeździ w kasku
        a ono musi. Jak już pisałam, dla mnie głowa jest najważniejsza. Bez ręki, nogi,
        nawet z uszkodzonym kręgosłupem chyba mogłabym jakoś żyć. Głowę cenię sobie
        ponad wszystko. No ale ja wolno nie jeżdżę. I zdarza mi się jeździć ostro, w
        ruchu ulicznym.

        PS. Kask przypinam tą samą zapinką, którą przypinam rower. Pakuję go w torbę
        ochronną. Na uczelnie brałam o ze sobą i zostawiałam w szatni. Proszę Cię, to
        nie jest argument wink

        Mój znajomy maił wypadek ze smyczą w roli głównej. Jechał drogą wybitnie
        rowerową, niezbyt szybko. Paniusia stała na chodniku, między chodnikiem a DDR
        były krzaki. Piesek stał tak, że cieniutka, czarna smycz przecinała i te krzaki
        i ścieżkę rowerową. Kolega do tej pory (a było to dwa lata temu) leczy skutki
        wypadku, ma śruby w kolanach i płytkę metalową w głowie. Nie miał kasku.

        A wczoraj widzieliśmy z małżem smutny obrazek w samym centrum: piękna czerwona
        Merida przypięta do słupka z napisem "Parking dla rowerów". Została sama rama,
        ukradli dosłownie wszystko: koła, pedały, siodełko, kierownicę...
        • misself Re: okiem cyklistki 10.05.10, 23:11
          otterly napisała:

          > Miss, nawet nie wiesz jaki można mieć wypadek przy minimalnej
          > prędkości na rowerze!

          Nie wiem i mam nadzieję, że się nigdy nie dowiem... A jak już się dowiem, to mam
          nadzieję, że mnie nie odratują, żebym sobie nie mogła później pluć w brodę, że
          nie miałam tego kasku.

          > Ważne, że dziecko w kask zapakujesz i mam
          > nadzieje, że będziesz potrafił mu wytłumaczyć, dlaczego mama nie
          > jeździ w kasku a ono musi.

          Właśnie dlatego napisałam, że wtedy z rowerem dla dziecka kupię kask smile Dla
          siebie smile

          > Bez ręki, nogi,
          > nawet z uszkodzonym kręgosłupem chyba mogłabym jakoś żyć.

          Mnie by było bardzo trudno - bo tańczę. Wolałabym nie żyć niż musieć do końca
          życia słuchać muzyki i nie móc tańczyć.

          > Głowę cenię sobie
          > ponad wszystko. No ale ja wolno nie jeżdżę.

          Ja jeżdżę powoli, bo raz, że mi się nie chce rozpędzać, dwa, że nie bardzo mam
          po co (do centrum w tempie spacerowym 25 minut rowerem, nie mam się dokąd
          spieszyć), trzy, że nie bardzo mam możliwość, bo bez przerwy światła po drodze,
          dzieci zerwane ze smyczy, pieski-samobójcy i wycieczki tarasujące całą szerokość
          chodnika, DDR i trawników po obu stronach.

          > PS. Kask przypinam tą samą zapinką, którą przypinam rower. Pakuję go w torbę
          > ochronną. Na uczelnie brałam o ze sobą i zostawiałam w szatni. Proszę Cię, to
          > nie jest argument wink

          Dla mnie jest - bo u mnie na uczelni poza sezonem szatnia jest zamknięta - a ja
          właśnie wtedy na rowerze jeżdżę, w zimie nie. Często też zostawiam rower w
          centrum miasta na cały dzień, potrafi mi wtedy zniknąć dzwonek, koszyk z
          bagażnika, raz mi prawie koło zwinęli (mam przednie odpinane, bo rower
          holenderski, przyszłam jak odpinali). Sądzę, że kask byłby pierwszy w kolejce indifferent

          > Mój znajomy maił wypadek ze smyczą w roli głównej. Jechał drogą wybitnie
          > rowerową, niezbyt szybko. Paniusia stała na chodniku, między chodnikiem a DDR
          > były krzaki. Piesek stał tak, że cieniutka, czarna smycz przecinała i te krzaki
          > i ścieżkę rowerową.

          Mój znajomy tak sobie wybił wszystkie przednie zęby... Ja się najbardziej boję
          takich sytuacji o zmroku, bo w dzień to jeszcze zobaczę tę smycz.
          • lili-2008 Re: okiem cyklistki 10.05.10, 23:44
            misself napisała:

            > otterly napisała:
            >
            > > Miss, nawet nie wiesz jaki można mieć wypadek przy minimalnej
            > > prędkości na rowerze!
            >
            > Nie wiem i mam nadzieję, że się nigdy nie dowiem... A jak już się dowiem, to ma
            > m
            > nadzieję, że mnie nie odratują, żebym sobie nie mogła później pluć w brodę, że
            > nie miałam tego kasku.

            Miss, a sprawiałaś jednak wrażenie znacznie rozsądniejszejsad
            • misself Re: okiem cyklistki 11.05.10, 11:45
              lili-2008 napisała:
              >
              > Miss, a sprawiałaś jednak wrażenie znacznie rozsądniejszejsad

              Lili, myślałam, że już mnie dawno spisałaś na straty, a Ty dopiero teraz... sad
          • otterly Re: okiem cyklistki 11.05.10, 11:05
            > Właśnie dlatego napisałam, że wtedy z rowerem dla dziecka kupię kask smile Dla
            > siebie smile

            A to przepraszam, nie zrozumiałam wink

            > Mnie by było bardzo trudno - bo tańczę. Wolałabym nie żyć niż musieć do końca
            > życia słuchać muzyki i nie móc tańczyć.

            Ale wiesz, brak kasku nie sprawia, że Twoje nogi są bezpieczniejsze wink Nie kłócę
            się, to Twoja sprawa, ja walczę tylko o kaski na dziecięcych głowach. Dorośli są
            sami za siebie odpowiedzialni. Tylko trudno mi to zrozumieć. Podobnie jak tych,
            którzy nie zapinają pasów w aucie. Ale nie muszę przecież wszystkiego rozumieć.

            > dzieci zerwane ze smyczy, pieski-samobójcy i wycieczki tarasujące całą szerokoś
            > ć
            > chodnika, DDR i trawników po obu stronach.

            pięknebig_grin
            • misself Re: okiem cyklistki 11.05.10, 11:47
              otterly napisała:
              >
              > Ale wiesz, brak kasku nie sprawia, że Twoje nogi są bezpieczniejsze wink

              Ale i kask nie sprawia wink
              Ja wiem, że to jest mało rozsądne, jeździć bez kasku... Złóżmy to na karb mojego
              młodego wieku. Na główkę nigdy nie skakałam, więc aż taka durna nie jestem.

              > pięknebig_grin

              Witamy w Krakowie uncertain Tak wygląda codziennie DDR na odcinku Most
              Grunwaldzki-Grodzka. A spróbujesz zadzwonić na niepełnosprawnego! Od razu się
              dowiesz, że masz znieczulicę i że Cię Bóg skarze.
              • otterly Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:00
                Pięknie to ujęłaś znaczy się smileW Wa to wygląda podobnie. Bóg mnie skarze i tak,
                bo raz wpadłam na babcię i zamiast jej pomóc, patrzyłam ze łzami w oczach na
                zniszczony rower. Jak widzę kogoś na ddr przyspieszam i mijam "na centymetry",
                żeby się przestraszył. Czasem pomaga. Na samochody mam naklejki. Wyjątkowo
                zjadliwy klej, który zmywa tylko benzyna. Naklejam na szybie, na wysokości oczu
                kierowców, którzy parkują na ścieżkach. Wiem, jestem chamką.
                • misself Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:35
                  Od jednej zakonnicy usłyszałam, że Bóg mnie skarze, bo śmiałam ją wydzwonić na
                  środku DDR.

                  Skąd bierzesz te naklejki? Też chcę suspicious
                  • otterly Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:49
                    Wydrukowałam sobie kiedyś na takim pradawnym papierze klejącym. Kończą mi się
                    niestety, więc poszukuję papieru z bardzo mocnym klejem. Napisałam na nich: "Już
                    nie będę parkował na drodze rowerowej!".

                    Mój małż miał kiedyś taką trąbę, jak u tira. Jak nią zatrąbił, każda babcia i
                    zakonnica uciekała w popłochu. Dźwięk była straszny. Niestety, ukradli ją.
                    • misself Re: okiem cyklistki 11.05.10, 14:17
                      otterly napisała:

                      > Wydrukowałam sobie kiedyś na takim pradawnym papierze klejącym.

                      Ach, myślałam, że jakieś kupione smile
                      Historia z trąbą paradna big_grin
                • madzioreck Re: okiem cyklistki 11.05.10, 13:26
                  otterly napisała:
                  Jak widzę kogoś na ddr przyspieszam i mijam "na centymetry",
                  > żeby się przestraszył.

                  Hm, potraktowany tak samo (w miejscu, gdzie nie powinno go być) rowerzysta jest
                  oburzony, a ja jestem chamem za kierownicą. Podobnie rzecz ma się z pieszymi.
                • lili-2008 Re: okiem cyklistki 11.05.10, 15:25
                  Otterly, a czy zdajesz sobie sprawę, że jak się taki delikwent wystraszy to może
                  niechcący potrącić Twój rower? Sama sobie możesz kuku zrobićtongue_out
                  • otterly Re: okiem cyklistki 11.05.10, 15:36
                    Bez przesady, nie tak znowu łatwo przewrócić rower. Poz tym ja już dawno jestem
                    przed nim, kiedy on się wystrasza.
    • hela6 Okiem kierowcy 10.05.10, 20:41
      Cykliści drodzy /też czasem jeżdżę rowerkiem/

      Po pierwsze nie wyprzedzajcie na skrzyżowaniach kiedy samochód przed wami powoli
      skręca w prawo. Na skrzyżowaniach się nie wyprzedza. Ja wiem że nie wyjeżdżacie
      za obręb swojego pasa, ale samochód wyjeżdżający z Waszego prawo, nie spodziewa
      się was i ma do tego prawo. Możecie się sprzeczać, ale co z tego, skoro będzie
      boleć?

      Nie przejeżdżajcie przez przejścia dla pieszych bo jak wam coś upier.../zresztą
      nie koniecznie ja/, to znów będzie buba.

      Na chodnikach uważajcie proszę, ja wiem że czasem trzeba i chodnikiem.

      Ogólnie szanujcie innych to będziecie szanowani /choć wyjątki niereformowalne
      zawsze były/.

      Kaski są wyjątkowo obciachowe ale niezbędne.
      Oświetlenie to też wiocha, ale konieczna.

      A teraz sytuacja zaobserwowana we Wrocławiu. Przejście dla pieszych na dużym
      skrzyżowaniu a wzdłuż wejścia na przejście po każdej stronie po 3 słupki.
      Przy każdym słupku zatrzymał się rowerzysta bez schodzenia z roweru/razem 6
      rowerów po 3 równo rozłożone po każdej stronie/. Zapaliło się zielone i
      oczywiście żaden nie zlazł z roweru tylko przejeżdżając zaanektowali całe
      przejście po szerokości /3x3/ i bum. Piesi przepłoszeni z przejścia mieli
      uciechę aż miło.

      • misself Re: Okiem kierowcy 10.05.10, 23:13
        hela6 napisała:
        > Nie przejeżdżajcie przez przejścia dla pieszych bo jak wam coś upier.../zresztą
        > nie koniecznie ja/, to znów będzie buba.

        Drodzy kierowcy, rozejrzyjcie się, czy obok zebry nie ma DDR, bo wtedy wolno nam
        przejeżdżać, a wy macie obowiązek na nas uważać, jeśli macie "strzałkę" do skrętu...
      • otterly Re: Okiem kierowcy 11.05.10, 11:08
        Wiesz, no bo na głupotę, brak znajomości przepisów i na brak wyobraźnie nie ma
        lekarstwa. Idioci jeżdżą zarówno samochodami, jak i rowerami.

        Próbowałaś kiedyś przejechać rowerem przez skrzyżowanie równorzędne? To jest
        sytuacje, w której nigdy nie masz pierwszeństwa, zawsze przejedziesz ostatnia,
        po wszystkich autach.
        • madzioreck Re: Okiem kierowcy 11.05.10, 13:30
          otterly napisała:

          > Wiesz, no bo na głupotę, brak znajomości przepisów

          Sęk w tym, że od rowerzystów nikt tych przepisów nie wymaga, więc ich
          najczęściej nie znają. Po drugie, kierowcy samochodów najczęściej te przepisy
          znają, a jeżdżą, jak widać.
          Ale fakt, że kiedy czekam na skręt w prawo, to zauważyłam, że chyba powinnam
          stać prawymi kołami przy krawężniku, bo jeśli zostawię kawalątek miejsca, to
          zawsze znajdzie się rowerzysta, który się wściubi miedzy moje auto a krawężnik.
          I nie pomyśli pacan, że jeśli ruszę w tym samym momencie na skręconych kołach,
          to może być nieszczęście.
          • misself Re: Okiem kierowcy 11.05.10, 14:21
            madzioreck napisała:
            >
            > Sęk w tym, że od rowerzystów nikt tych przepisów nie wymaga, więc ich
            > najczęściej nie znają.

            Ja tego trochę nie rozumiem... Sklerozy nie mam, pamiętam większość rzeczy z
            egzaminu na kartę rowerową, mimo że to było ponad 10 lat temu. (Większość, bo
            jak wtedy nie pamiętałam policjanta, tak do teraz nie wiem, o co w tym chodzi.)
            Mnie się wydaje, że rowerzyści znają przepisy, tylko po prostu się do nich nie
            stosują, tak jak wielu kierowców.
            • madzioreck Re: Okiem kierowcy 11.05.10, 14:41
              Misself, Ty zdawałaś egzamin na kartę rowerową. Teraz, jeśli dorosły człowiek,
              który dopiero co zasmakował w jeździe rowerem, nie musi mieć żadnej wiedzy, nie
              jest ona w żaden sposób weryfikowana. Ludzie ogólnie trochę się orientują w
              przepisach drogowych, ale często też mają wiedzę fragmentaryczną albo wręcz
              nieprawdziwą. Bo nie wiem, jak inaczej wytłumaczyć zachowanie osoby, która
              zajeżdża ci drogę, ale na najbliższym skrzyżowaniu puka się w głowę i wyzywa cię
              od niedouczonej kretynki... niestosowaniem przepisów czy niewiedzą?
              • misself Re: Okiem kierowcy 11.05.10, 14:54
                madzioreck napisała:

                > Misself, Ty zdawałaś egzamin na kartę rowerową.

                Wszystkie dzieci zdawały i teraz zdają.
                Chyba niewielu jest ludzi, którzy nauczyli się jeździć na rowerze po 18 roku
                życia...

                Co do reszty, to masz rację - wielu coś tam dzwoni, ale nie wiedzą, w którym
                kościele. Ja nie jestem kierowcą, więc obserwuję tylko to, co wyprawiają inni
                rowerzyści, i wielokrotnie widziałam takich, którzy za nic mają przepisy. Bo
                głupota ludzka jest nieskończona.
                • lili-2008 Re: Okiem kierowcy 11.05.10, 15:43
                  Wszystkie? Jesteś pewna?
                  U mnie w szkole podstawowej egzamin na kartę rowerową zdawały tylko te, które
                  chciały/których rodzice się zgodzili i zapłacili.
                  • misself Re: Okiem kierowcy 11.05.10, 16:58
                    lili-2008 napisała:

                    > Wszystkie? Jesteś pewna?

                    U mnie zdawała cała klasa. To kosztowało jakieś grosze. Nie robiłam badań
                    statystycznych w wieku 11 lat smile Być może były takie dzieci, które egzaminu nie
                    zdawały. Tak czy siak, przygotowanie było na lekcjach (nie pamiętam teraz, chyba
                    techniki, sic!), więc nawet jak się nie zdawało, to jakaś wiedza była.
                    • pitahaya1 Re: Okiem kierowcy 11.05.10, 18:13
                      A u nas nie było żadnego przygotowania. Na lekcjach techniki dzieci zaznajomiły
                      się z kilkunastoma znakami drogowymi. Ot, cała wiedza potrzebna do tego, by z
                      nonszalancją wsiąść za kierownicę i pomknąć na miasto, między tramwaje,
                      samochody, pędzące karetki, motocyklistów.
                    • madzioreck Re: Okiem kierowcy 11.05.10, 20:13
                      > U mnie zdawała cała klasa. To kosztowało jakieś grosze. Nie robiłam badań
                      > statystycznych w wieku 11 lat smile Być może były takie dzieci, które egzaminu ni
                      > e
                      > zdawały. Tak czy siak, przygotowanie było na lekcjach

                      A, o to Ci chodzi. Nie miałam czegoś takiego w szkole smile
                  • pitahaya1 Dokladnie tak!! 11.05.10, 18:10
                    lili-2008 napisała:


                    > U mnie w szkole podstawowej egzamin na kartę rowerową zdawały tylko te, które
                    > chciały/których rodzice się zgodzili i zapłacili.
                    >

                    Nie ma obowiązku zdawania na kartę rowerową. I nie zawsze w szkole jest taki
                    kurs. U nas jest raz w roku, często przy okazji Dnia Dziecka. Ze wszystkich
                    dzieci zdaje mniej więcej połowa. Pozostali jeżdżą bez kartysmile) Trudno liczyć na
                    to, że wyrośnięty 16-latek będzie biegał za wyrobieniem karty. Doczeka do
                    pełnoletności i nikt mu w papiery nie będzie zaglądałsmile
                    Poza tym takie egzaminy są u nas tylko w podstawówce. Czyli zdajesz mając
                    maksymalnie 13 lat albo czekasz 5 latsmile
                • madzioreck Re: Okiem kierowcy 11.05.10, 20:11
                  > Wszystkie dzieci zdawały i teraz zdają.
                  > Chyba niewielu jest ludzi, którzy nauczyli się jeździć na rowerze po 18 roku
                  > życia...

                  Ja umiem jeździć, a karty nie mam, wiec gdybym teraz zapragnęła przesiąść się na
                  rower i nie miała prawka, byłabym zielona jak trawka na wiosnę smile
              • otterly Re: Okiem kierowcy 11.05.10, 15:46
                Madzioreck, a ilu znasz dorosłych ludzi, tylko tak z ręką na sercu, którzy
                jeżdżą ulicami na rowerze, a nie mają prawa jazdy ani karty rowerowej? Z tego co
                pamiętam, kiedyś w szkole zdawało się egzamin na kartę rowerową. Myślę, że
                ogromna większość rowerzystów łamiących przepisy, to są ludzie posiadający
                stosowny papierek. Podobnie jak kierowcy, łamiący prawo, zazwyczaj jednak mają
                prawo jazdy. Nie raz się spierałam z kierowcami, którzy twierdzili, że ja mam
                obowiązek się zatrzymać i przepuścić ich, kiedy przecinają ddr.

                Bo nie wiem, jak inaczej wytłumaczyć zachowanie osoby, która
                > zajeżdża ci drogę, ale na najbliższym skrzyżowaniu puka się w głowę i wyzywa ci
                > ę
                > od niedouczonej kretynki... niestosowaniem przepisów czy niewiedzą?

                Chamstwem i brakiem kultury osobistej.

                Dodam tylko, że na polskich ulicach bardzo brakuje takiej zwykłej ludzkiej
                uprzejmości. Prawo, prawem, ale czasem można rowerzystę po prostu wpuścić,
                przepuścić, ustąpić mu. Niestety, jako rowerzystka czuję się na drodze intruzem,
                który musi walczyć o należne mu miejsce. Nie oczekuję specjalnego traktowania.
                Oczekuję równego traktowania, bo MAM PRAWO.
                • madzioreck Re: Okiem kierowcy 11.05.10, 20:16
                  otterly napisała:

                  > Madzioreck, a ilu znasz dorosłych ludzi, tylko tak z ręką na sercu, którzy
                  > jeżdżą ulicami na rowerze, a nie mają prawa jazdy ani karty rowerowej? Z tego c
                  > o
                  > pamiętam, kiedyś w szkole zdawało się egzamin na kartę rowerową

                  Co najmniej kilku, i stanowią powalającą większość wszystkich rowerzystów,
                  których znam. Nasze niedogadanie wynika prawdopodobnie z tego, że, przynajmniej
                  w moim otoczeniu, nie spotkałam się z czymś takim jak taśmowe egzaminy na kartę
                  w szkole - nie było czegoś takiego po prostu, już pisałam wyżej do Misself.
                  • misself Re: Okiem kierowcy 11.05.10, 20:27
                    madzioreck napisała:
                    > Nasze niedogadanie wynika prawdopodobnie z tego, że, przynajmniej
                    > w moim otoczeniu, nie spotkałam się z czymś takim jak taśmowe egzaminy na kartę
                    > w szkole - nie było czegoś takiego po prostu, już pisałam wyżej do Misself.

                    Ja wręcz przeciwnie, nawet słyszałam o egzaminach praktycznych (plac manewrowy i
                    na rower o.O), ale to już w innym czasie i innym regionie Polski smile Szkoda, że
                    nie ma tych taśmowych egzaminów, bo przecież przepisy powinien znać każdy, nawet
                    pieszy.
                    • madzioreck Re: Okiem kierowcy 13.05.10, 17:11
                      misself napisała:

                      Szkoda, że
                      > nie ma tych taśmowych egzaminów, bo przecież przepisy powinien znać każdy, nawe
                      > t
                      > pieszy.

                      Racja. Mnie tata uczył znaków i przepisów od dziecka, ale zdaję sobie sprawę, że
                      to nie jest standard sad
                  • otterly Re: Okiem kierowcy 12.05.10, 12:04
                    Cóż, jedyną moją reakcją może być chyba tylko to, że jest mi ogromnie przykro,
                    że tak kulawy mamy system edukacji i tak niemyślących rodziców sad Mój ojciec
                    "odkąd pamiętam" maglował mnie ze znaków i zasad poruszania się w ruchu ulicznym
                    podczas naszych licznych wypraw samochodowych. Kodeksu uczyłam się więc w co
                    najmniej trzech sytuacjach: prawo jazdy, szkoła, dom rodzinny. Przykro mi, że
                    inni rodzice nie są w stanie nauczyć swoich dzieci tak podstawowej i ważnej
                    umiejętności. A chodzi wyłącznie o bezpieczeństwo tychże dzieci. Nic więcej.
            • lili-2008 Re: Okiem kierowcy 11.05.10, 15:40
              Misself, ja nigdy nie miałam karty rowerowej. Gdybym nie zdawała egzaminu na
              prawo jazdy nie znałabym zapewne przepisów ruchu drogowego.
              Z tą wiedzą nikt się nie rodzi. Gdzieś tego muszą nauczyć, ewentualnie można
              samemu oczywiście.
              Na rower może wsiąść każdy, nikt nie egzekwuje znajomości przepisów od rowerzysty.
              Na dodatek jak się nie jeździ samochodem to się nie ma pojęcia o tym, jak auto
              reaguje w różnych sytuacjach, jaka jest droga hamowania w pogodny dzień lub w
              deszczowy dzień.
              I potem są wypadki. Nie bronię tu kierowców, bo niestety coraz częściej
              zauważam, że coraz więcej ludzi jeździ tak, jakby prawo jazdy dostali za ładne
              oczy, ale równie często można zobaczyć rowerzystę, który nie ma zielonego
              pojęcia o zasadach poruszania się po drodze.
              • otterly Re: Okiem kierowcy 11.05.10, 15:53
                Gdybym nie zdawała egzaminu na
                > prawo jazdy nie znałabym zapewne przepisów ruchu drogowego.
                > Z tą wiedzą nikt się nie rodzi. Gdzieś tego muszą nauczyć, ewentualnie można
                > samemu oczywiście.

                Nie wiem ja wy, ale miałam w szkole podstawowej, na technice bodajże, klasówki z
                podstaw ruchu drogowego. I musiałam znać znaki drogowe, zasady poruszania się na
                rondzie i skrzyżowaniach. Chodziłam do dwóch szkół w różnych miastach. W obu
                takie lekcje były.

                > I potem są wypadki. Nie bronię tu kierowców, bo niestety coraz częściej
                > zauważam, że coraz więcej ludzi jeździ tak, jakby prawo jazdy dostali za ładne
                > oczy, ale równie często można zobaczyć rowerzystę, który nie ma zielonego
                > pojęcia o zasadach poruszania się po drodze.

                Ze smutną miną przyznaję Ci rację. Dlatego nie rozumiem nagonki na rowerzystów,
                bo to zależy od człowieka, nie od środka lokomocji. Kierowcy myślą, że są
                jedynymi użytkownikami szos, a rowerzyści i piesi to przeszkadzająca im szarańcza.
              • misself Re: Okiem kierowcy 11.05.10, 17:02
                lili-2008 napisała:

                > Misself, ja nigdy nie miałam karty rowerowej. Gdybym nie zdawała egzaminu na
                > prawo jazdy nie znałabym zapewne przepisów ruchu drogowego.
                > Z tą wiedzą nikt się nie rodzi. Gdzieś tego muszą nauczyć, ewentualnie można
                > samemu oczywiście.

                Jak już napisałam, mnie tego uczyli na lekcjach w podstawówce.
                Jeśli ktoś nie zna przepisów i wychodzi na drogę, to jest takim samym idiotą jak
                ktoś, kto wchodzi na poligon ominąwszy starannie wzrokiem tabliczkę z napisem
                "wstęp wzbroniony". Szkoda tylko, że taki rowerzysta od siedmiu boleści stwarza
                na drodze zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i dla innych - wspomnianych babć,
                piesków, dzieci, niepełnosprawnych, pozostałych pieszych, rowerzystów, a także
                dla kierowców, bo kto Ci zagwarantuje, że nie walniesz w mur nie chcąc
                przejechać rowerzysty?

                Nie wiem niestety, co na to można poradzić - bo dzieci się najwyraźniej albo nie
                uczy, albo nie uczą przepisów drogowych.
    • allija Re: okiem cyklistki 10.05.10, 21:40
      Jeżdżę rowerem. Rekraacyjnie, do pobliskiego lasu, w którym są
      wyznaczone ścieżki dla rowerów. Nie wyobrażam sobie jechać rowerem do
      pracy chociaż jak na warunki warszawskie mam niedaleko, tylko 11 km.
      Niemniej i tak byłabym zdyszana, spocona i zakurzona, wolę jednak inny
      swój image w pracy.
      Rowerzyści na jezdniach warszawskich niesłychanie mnie, hmmm...,
      wkurzają. Przede wszystkim dlatego, że nagminnie nie korzystają ze
      ścieżek rowerowych wzdłuż jezdni, po której sie poruszją. Nie interesuje
      mnie, że po ścieżkach tych porusza się aktualnie tabun mam z wózkami czy
      babć z psami. Ja, kiedy na jezdni jest korek lub cokolwiek, nie wjeżdżam
      na chodnik żeby kontynuowac jazdę.
      Druga sprawa, rowerzysci nie muszą mieć żadnych uprawnień żeby po tych
      jezdniach poruszać się, zadziwjajace! Kierowca musi mieć prawo jazdy,
      dziecko kartę rowerową a dorosły cyklista nic. Mam nadzieję, że to się
      wkrótce zmieni bo dla mnie sytuacja jest kuriozalna.
      Twierdzisz, że rowerzysta jest takim samym użytkownikiem jezdni jak
      każdy inny kierowca, dlaczego więc podjeżdżąjac do czerwonych świateł
      nie staje w "kolejce" na miejscu, w którym jechał tylko wpycha się na
      trzeciego między samochody tuż przy światłach utrudniając późniejszy
      ruch samochodom już tam stojącym? jak wyobrażasz sobie w takim przypadku
      jazdę tych samochodów w zgodzie z przepisami? nie wyobrażasz sobie, tak
      jak inni rowerzysci bo ty przecież nie musisz znać tych przepisów. I nie
      znasz/znacie najwyrażniej.
      To tylko nieliczne przykłady zachowań rowerzystów na warszawskich
      jezdniach. Bez wyobraźni. Zwrócenie uwagi kończy się w najlepszym razie
      milczeniem /olewniem/, w najgorszym zbluzganiem.
      Naprawdę trudno mi pojąć przyjemność wynikajacą z jazdy wśród spalin,
      smrodu i tłoku, narażając swoje życie i zdrowie. Ja zdecydowanie
      wolałabym komfortowe metro, mniej komfortowy tramwaj, rower zostawiajac
      na wyprawy weekendowe za miasto.
      • hela6 Re: okiem cyklistki 10.05.10, 21:56
        No coś w tym jest, o czym piszesz.
        Ale bardziej wkurzają mnie motocykliści którzy z jednej strony roszczą sobie
        prawo do jeżdżenia ostentacyjnie środkiem pasa bo przecież są równoprawnymi
        użytkownikami bla bla bla, ale jeśli chodzi o opłaty za autostrady to już ich
        zęby bolą a pod światłami zachowują się równie nieodpowiedzialnie co i
        rowerzyści niestety. A przecież znają przepisy ruchu drogowego.
      • pitahaya1 Re: okiem cyklistki 10.05.10, 23:50
        allija napisała:

        Nie wyobrażam sobie jechać rowerem do
        > pracy chociaż jak na warunki warszawskie mam niedaleko, tylko 11 km.
        > Niemniej i tak byłabym zdyszana, spocona i zakurzona, wolę jednak inny
        > swój image w pracy.

        Znajomy tak dojeżdżał do pracy, od poniedziałku do czwartku, codziennie
        przemierzał ok. 40km w jedną stronę.
        W pracy po przyjeździe brał prysznic (była taka możliwość, facet makijażu robić
        nie musi, koafiury poprawiać teżsmile i siadał za biurkiem.
        W piątki wsiadał w samochód, zabierał ze sobą komplet ubrań na cały tydzień i w
        pracy robił podmianęsmile
        Trzeba przyznać, że tych kilometrów trochę zrobił.
        • allija Re: okiem cyklistki 11.05.10, 23:43
          Znajomy tak dojeżdżał do pracy, od poniedziałku do czwartku,
          codziennie
          przemierzał ok. 40km w jedną stronę.
          W pracy po przyjeździe brał prysznic (była taka możliwość, facet
          makijażu robić
          nie musi, koafiury poprawiać też i siadał za biurkiem.
          W piątki wsiadał w samochód, zabierał ze sobą komplet ubrań na cały
          tydzień i w
          pracy robił podmianę
          Trzeba przyznać, że tych kilometrów trochę
          zrobił.




          Przyznasz, że to sytuacja wyjątkowa. Normalnie nikt nie ma w pracy aż
          tak dogodnych warunków; ani czasu, ani szafy na garderobę, ani
          możliwosci na bieganie po pracy w szlafroku
          • pitahaya1 Re: okiem cyklistki 12.05.10, 07:44
            Jasne, że wyjątkowa. Ale ja podałam jego przykład jako wyjątek, że istnieją
            takie osoby.
            Facet na rowerze jeździ bardzo dużo, dla niego taki odcinek był przymusowym
            treningiem przed dłuższymi trasami. Nie mógł sobie pozwolić na siedzenie przez
            tydzień za biurkiem.
            Fakt, że miał warunki w pracy i szefostwo nie szukało dziury w całym. Bo i tu
            można znaleźć dziurę, w końcu na teren firmy wchodził w jakimś mało eleganckim
            wdzianku rowerowym. Chyba ludzie bardziej podchodzili z podziwem dla jego
            zaparcia i wytrzymałości, na czepianie się zabrakło amatorów.

            Pracę miał w świetnym miejscu, z dala od kurzu i miejskiego smogu. Po prostu
            świetna trasa na poranną przejażdżkę.

            Podziwiam, nie miałabym tyle zaparciasmile
            • otterly Re: okiem cyklistki 12.05.10, 12:14
              Chyba trochę przesadzacie, bo ja rozumieniem, że kolega trenował, jechał 40 km,
              pewnie szybko i na takiej przerzutce, żeby się zmęczyć, żeby coś z tego wysiłku
              mieć. Ja jak dojeżdżam do Centrum (ok 20 km.) spokojnym tempem (Wawa jest prawie
              zupełnie płaska, to fakt), nie jestem bardziej zmęczona, niż gdybym miała
              zasuwać pieszo do autobusu i w nim później stać przez 40 minut(szczególnie
              latem, kiedy w puszkach jest tak gorąco, że można zejść na miejscu). Jaką trzeba
              mieć kondycję i jak małe umiejętności (lub jak bardzo rozgruchotany rower), żeby
              przepocić się spokojną, miejską jazdą?

              Współczuję tej uniformizacji i stresów o "mało eleganckie wdzianka" w miejscu
              pracy. Mam nadzieje, że mnie to nigdy nie spotka.
              • lili-2008 Re: okiem cyklistki 12.05.10, 15:46
                I właśnie wkraczasz Otterly na złą drogę - szydzenia z umiejętności, wychowania
                i pracy innych.
                Chyba można sobie czasem darować?
                • otterly Re: okiem cyklistki 13.05.10, 11:46
                  Cóż, nie bez kozery należę do Loży Szyderców ;P
                  • lili-2008 Re: okiem cyklistki 13.05.10, 12:49
                    Ale są rzeczy, z których nie należy szydzić, bo jest to po prostu niekulturalne.
                    • otterly Re: okiem cyklistki 13.05.10, 13:03
                      Przepraszam, Mamo. A z czego można szydzić, żeby było to kulturalne? wink
      • dorota.alex Re: okiem cyklistki 11.05.10, 09:43
        Jeszcze dodam, ze jak rowerzysta juz sie przepchnie pomiedzy stojacymi
        samochodami i jest pierwszy w kolejce, to nie patrzac na czerwone
        swiatlo w 95% przejedzie jesli ma taka mozliwosc. I tego nie da sie
        wytlumaczyc nieznajomoscia przepisow!
      • otterly Re: okiem cyklistki 11.05.10, 11:20
        > Twierdzisz, że rowerzysta jest takim samym użytkownikiem jezdni jak
        > każdy inny kierowca, dlaczego więc podjeżdżąjac do czerwonych świateł
        > nie staje w "kolejce" na miejscu, w którym jechał tylko wpycha się na
        > trzeciego między samochody tuż przy światłach utrudniając późniejszy
        > ruch samochodom już tam stojącym? jak wyobrażasz sobie w takim przypadku
        > jazdę tych samochodów w zgodzie z przepisami? nie wyobrażasz sobie, tak
        > jak inni rowerzysci bo ty przecież nie musisz znać tych przepisów. I nie
        > znasz/znacie najwyrażniej.

        Zgadzam się i stosuję. Tak jak napisałam, przepisy lamią zarówno kierowcy, jak i
        rowerzyści, nie o tym ten wątek. Podjeżdżam do skrzyżowania tylko wtedy, kiedy
        nie ma zielonej strzałki i jest szerokie pobocze. Zazwyczaj czekam za
        samochodem, do którego dojechałam. Nie bronię łamania przepisów ruchu drogowego.
        Znam je i szanuję. Kierowcy rzadziej, niestety.

        Rozumiem, że nigdy nie zdarzyło ci się podjechać do skrzyżowania i stanąć w
        poprzek ddr i zawsze ustępujesz miejsca rowerzyście, który jedzie dd, którą Ty
        akurat przecinasz? Jeśli tak ,wielkie ukłony, bo jesteś w ogromnej mniejszości.
        • lili-2008 Re: okiem cyklistki 11.05.10, 12:16
          My z mężem zawsze ustępujemy pierwszeństwa w takim przypadku, a często
          przejeżdżamy takie skrzyżowanie jadąc na zakupy do Wola Park. Ale to prawda, że
          wielu kierowców tego nie robi. Mój kolega w taki sposób miał wypadek. Jechał
          rowerem i przejeżdżał skrzyżowanie, samochód go potrącił. Koledze na szczęście
          nic się nie stało, ale rower skasowany.
    • lili-2008 Re: okiem cyklistki 10.05.10, 23:41
      Zgadzam się prawie co do każdego punktu oprócz tego o oświetleniu i odblaskach.
      Odblaski widać z większej odległości, niż 10 m, a najlepiej jak rowerzysta ma kamizelkę, wtedy naprawdę go widać.
      Niestety jadąc, zwłaszcza poza miastem, czasem trudno wieczorem/w nocy zauważyć rowerzystę.
      I też bym chciała, żeby Polska była drugą Holandią. To niesamowite, że u nich rowerzysta jest najważniejszy na drodze.
      Może wówczas nie bałabym się tak jeździć ulicami naszej pięknej stolicy.
      • dorota.alex Re: okiem cyklistki 11.05.10, 10:22
        zgadzam zie z Toba, ze w Holandii rower jest najwazniejszy. W
        Amsterdamie nie udalo mi sie przejsc po pasach na zielonym swietle, bo
        w poprzek jechala "rzeka" rowerow, ktore gdzies mialy przepisy smile
      • otterly Re: okiem cyklistki 11.05.10, 11:23
        Odblaski widać Z SAMOCHODU i to pod warunkiem, że są czyste. Odblaski są ok, ale
        uważam, że dla własnego bezpieczeństwa lepiej przyczepić sobie lampkę. Bo ją
        DOBRZE widać, a z odblaskami rożnie bywa.

        Właśnie o uprzywilejowanie rowerzystów na drodze walczymy, a jako że moda na eco
        się rozrasta, mamy szanse smile
    • budzik11 Okiem moderatorki 11.05.10, 10:19
      Co to w ogóle ma wspólnego z prowadzeniem domu??

      Ale dobra, piszmy sobie.
      Więc ja, jako nieposiadająca roweru, mogę tylko napisać, że u mnie na wsi nie ma
      ścieżek rowerowych, są chodniki, i strasznie mnie wkurza, że wszyscy rowerzyści
      jeżdżą chodnikami i jeszcze dzwonią dzwonkami, żeby im ustępować z drogi! Ja
      oczywiście nie ustępuję (a spaceruję najczęściej z 2 dzieci) i jeszcze informuję
      takiego delikwenta, że "Chodnik, jak sama nazwa wskazuje, służy do chodzenia, a
      do jeżdżenia służy jezdnia".
      • otterly Re: Okiem moderatorki 11.05.10, 11:29
        Nie ma nic wspólnego z prowadzeniem domu. Podobnie jak to, co wozimy w
        samochodach etc. Tu są fajne kobiety i dlatego chciałam poznać ich zdanie.smile

        Nie rozmawiajmy o tych, którzy łamią przepisy. Jak już pisałam,idioci są
        wszędzie. Zupełnie nie o to chodziło, że rozpętać wojnę między samochodziarzami
        a rowerzystami. Chodziło mi o zwrócenie uwagi na pewne sprawy dotyczące
        bezpieczeństwa na rowerku. Tyle.
    • doxi_mara Re: okiem cyklistki 11.05.10, 11:05
      Tak sobie przypominam moja historie, ktora malo co mnie zawalu, a kogos zycia nie kosztowala.
      W nieczech sa po lasach specjalne trasy dla jezdzcow. jedziemy sobie wiec w lasek, piekna droga z zakreatami, to dawaj galopu. no i galopujemy szybkim tepem, wyjezdzamy zza zakretu a tam mamusia z dzieciuaczkiem w wozku i drugie latajace dziecko kolo niej. udalo sie...ale malo nie brakowalo. myslalam, ze pobije ta mamuske, uwierzcie mi. 700kg kon rozpedzony na nia, brak slow.
      • dorota.alex Re: okiem cyklistki 11.05.10, 11:27
        Z tej serii dawno temu w gorach na torze saneczkowym. Zjezdzamy
        rozpedzeni na dwuosobowych ciezkich metalowych sankach do konca trasy
        - a tam dzieciaczek na srodku. Nie wiem jak to sie stalo, ale
        wychylilam sie do przodu, wyciagnelam rece i zlapalam dzieciaka pod
        pachami. Przejechalismy jeszcze okolo 10m zanim udalo sie zahamowac.
    • allija Re: okiem cyklistki 12.05.10, 00:15
      Zgadzam się i stosuję. Tak jak napisałam, przepisy lamią zarówno
      kierowcy, jak i
      rowerzyści, nie o tym ten wątek. Podjeżdżam do skrzyżowania tylko wtedy,
      kiedy
      nie ma zielonej strzałki i jest szerokie pobocze. Zazwyczaj czekam za
      samochodem, do którego dojechałam. Nie bronię łamania przepisów ruchu
      drogowego.
      Znam je i szanuję. Kierowcy rzadziej, niestety.
      Rozumiem, że nigdy nie zdarzyło ci się podjechać do skrzyżowania i
      stanąć w
      poprzek ddr i zawsze ustępujesz miejsca rowerzyście, który jedzie dd,
      którą Ty
      akurat przecinasz? Jeśli tak ,wielkie ukłony, bo jesteś w ogromnej
      mniejszości


      Może i nie chciałaś rozpętać wojny jednak w pierwszym poście zwracasz
      się także bezpośrednio do kierowców i to z pouczeniami więc na efekt nie
      trzeba było długo czekać.
      Nie łamię przepisów, denerwują mnie zarówno kierowcy - idioci jak i
      rowerzyści na jezdniach, z tym, że ci ostatni wszyscy. Jezdnia nie jest
      dla rowerzystów czy raczej, nie powinna być. Tak się skałada, ze mam w
      Holandii bliską rodzinę, bywam tam. Nie jest to co prawda Amsterdam,
      miasto mniejsze ale na pewno nie miasteczko. Jest tam też ośrodek
      uniwersytecki zatem mnóstwo młodzieży. Tak, zgadza się, większość jeździ
      na rowerach, rowery są wszędzie ale nigdy nie spotkałam roweru na
      jezdni. Nigdy. Poruszją się wyłącznie ścieżkami rowerowymi. I tak
      właśnie być powinno.
      Brat w Holandii nie jeżdzi rowerem, jeżdzi samochodem. Jego żona,
      Holenderka, także. Rowerem jeździła będąc studentką. Kiedy zaczęła
      zarabiać i kupiła sobie samochód jakoś jej miłość do rowerów wyraźnie
      osłabła. Tak więc nie demonizujmy.
      Samochód jest po prostu wygodny. Jakbyś nie namawiała do wożenia zakupów
      rowerem to i tak wolę zgrzewkę wody wsadzić do bagażnika samochodowego
      niż na bagażnik rowerowy. Samochód oszczędza mój czas, w życiu nie
      objechałabym rowerem tylu sklepów robiąc zakupy co udaje mi się
      samochodem. Nie muszę też bać się deszczu, burzy, wiatru czy upalnego
      słońca.
      A rower uwielbiam, nigdy nie mogę doczekać się ciepła kiedy wreszcie
      będę mogła sobie pojeżdzić po lesie kabackim. Jesteśmy sąsiadkami.
      • otterly Re: okiem cyklistki 12.05.10, 11:59
        > Nie łamię przepisów, denerwują mnie zarówno kierowcy - idioci jak i
        > rowerzyści na jezdniach, z tym, że ci ostatni wszyscy. Jezdnia nie jest
        > dla rowerzystów czy raczej, nie powinna być.

        A to ciekawe. Wiesz, tak samo mogłabym powiedzieć, że trawnik przed domem nie
        jest dla dzieci, a raczej nie powinien być, bo mnie wkurzają ich krzyki i piski.
        Może wprowadzimy jakiś przepis zakazujący?

        Jezdnia jest dla samochodów, rowerzystów, a we wsiach nawet dla kombajnów,
        traktorów i furmanek. I niestety jest też dla dziadków w beretach jeżdżących
        maluchami. Nic na to nie poradzimy. Celem tej dyskusji, żeby była choć odrobinę
        konstruktywna, powinna być refleksja, że naszym zakichanym obowiązkiem jest
        dbanie o bezpieczeństwo WSZYSTKICH użytkowników szos, a także EDUKACJA, bo jak
        bardzo jej brakuje.

        A Holandią jeszcze długo nie będziemy, więc póki co musimy się dzielić drogami.
        Może kiedyś każdy będzie miał swoją: rowery i samochody, i piesi, i furmanki.

        Bez przesady, nie pouczałam, tylko prosiłam raczej.
        • allija Re: okiem cyklistki 12.05.10, 12:39
          > A to ciekawe. Wiesz, tak samo mogłabym powiedzieć, że trawnik przed
          domem nie
          > jest dla dzieci, a raczej nie powinien być, bo mnie wkurzają ich
          krzyki i piski
          > .
          > Może wprowadzimy jakiś przepis zakazujący?
          >
          > Jezdnia jest dla samochodów, rowerzystów, a we wsiach nawet dla
          kombajnów,
          > traktorów i furmanek. I niestety jest też dla dziadków w beretach
          jeżdżących
          > maluchami. Nic na to nie poradzimy. Celem tej dyskusji, żeby była choć
          odrobinę
          > konstruktywna, powinna być refleksja, że naszym zakichanym obowiązkiem
          jest
          > dbanie o bezpieczeństwo WSZYSTKICH użytkowników szos, a także
          EDUKACJA, bo jak
          > bardzo jej brakuje.


          Moim zdaniem powinien być przepis zakazujący poruszania się rowerami po
          jezdniach. Jest to skrajnie niebezpieczne i to przede wszystkim dla
          rowerzystów, co oczywiste. W przypadku kiedy chodzi o życie ludzkie
          przepisy powinny być rygorystyczne a nawet bardziej /w przeciwieństwie
          do dzieci na trwniku, które nie narażają życia/.
          Polacy uwielbiają egzekwować swoje prawa nawet wbrew logice. Tak, możesz
          przebywać na jezdni /w określonych warunkach/, czy wyobrażasz sobie, że
          samochód będzie za toba jechał /ciagnął się/ przez kilkanascie km? a co
          ma zrobić kiedy z lewej sznur innych samochodów a przed nim ty ze swoim
          15 km/godz na liczniku? łamie przepisy, wpycha się z lewej albo mija cię
          o włos. Naraża siebie, ciebie i innych użytkowników drogi, ale ty
          oczywiście wyegzekwowałaś należny ci przepis. Mogłaś.
          I ktoś konstruując ów przepis powinien przewidzieć ew. zagrożenia i
          zapobiec im a nie działać na zasadzie "jakoś to będzie" lub "poradzą
          sobie".
          Uderzyła mnie jeszcze inna sprawa. Piszesz wyżej, że ty korzystasz ze
          scieżek ale twój mąż nie i dalej piszesz że "to jego sprawa". Otóż nie
          bardzo "jego" bo także tych którzy jadą obok niego. To raz. Dwa, jakoś
          tak dziwnie łatwo akceptujesz łamanie przepisów przez męża a nas ciągle
          przywołujesz do porzadku. No to albo stosujemy się wszyscy albo wolna
          amerykanka, nikt nie jest bardziej /obcy/ lub mniej /rodzina/
          zobowiązany do przestrzegania prawa.
          • otterly Re: okiem cyklistki 12.05.10, 13:00
            Dwa, jakoś
            > tak dziwnie łatwo akceptujesz łamanie przepisów przez męża a nas ciągle
            > przywołujesz do porzadku.

            Wisz ile ja już nerwów zjadłam na kłótniach z mężem o to? Nie jestem jego matką,
            nie będę go wychowywała. Nasz kompromis polega na tym, że jak jedziemy razem,
            jedziemy drogą rowerową (jeśli jest), jak jest sam - jego decyzja. Mąż jest
            niezależną jednostką mającą swój (mały, bo męski, ale jednakwink) rozumek. Chce
            ryzykować, niech ryzykuje. Przynajmniej nie będzie mógł mi nic powiedzieć, jak
            wreszcie zdecyduję się na skok ze spadochronem wink

            Nie, no proszę Cię, nie pouczam i nie strofuję "Was wszystkich". Dyskutujemy
            sobie o sprawie, którą obserwujemy z dwóch rożnych perspektyw i mamy różne
            poglądy. Tyle. Szanuję Twoje "samochodowe" zdanie, ale jednak, mimo wszystko,
            domagam się odrobiny życzliwości od kierowców. Ja, tak samo jak Wy, chcę
            dojechać do pracy, tak samo mi się śpieszy (no, może trochę mniej, bo mi się
            nigdy nie śpieszywink) i nie chciałabym nikogo narażać. Ale jakoś jechać muszę.
            Kropka. Samochodem nie jeżdżę, nie mam ochoty truć powietrza, płacić kolosalnych
            pieniędzy firmom naftowym i państwu.

            czy wyobrażasz sobie, że
            > samochód będzie za toba jechał /ciagnął się/ przez kilkanascie km? a co
            > ma zrobić kiedy z lewej sznur innych samochodów a przed nim ty ze swoim
            > 15 km/godz na liczniku?

            Rozumiem, że dziadka-zawalidrogę w maluchu też tak wyprzedzasz na trzeciego czy
            piątego? Byle te trzy minuty wcześniej dotrzeć do celu? Ja w takiej sytuacji
            zjeżdżam na pobocze i przepuszczam jadące samochody, zatrzymuję się nawet.
            Staram się nie jeździć po jednopasmowych drogach, bo dla mnie to jest
            niebezpieczne - ci wyprzedzający na trzeciego kierowcy. Jak pisałam, w Warszawie
            nie mam z tym problemu, jest dużo szerokich dróg i ddr. Nawet na mojej ulicy
            dojazdowej do lasu jest na tyle dużo miejsca, że dwa samochody i ja spokojnie
            się mieszczą. Jeżdżę naprawdę od wielu lak i nigdy nie miałam wypadku czy choćby
            przewrotki na ulicy. W lesie i owszem, ale z zupełnie innego powodu.
            • allija Re: okiem cyklistki 13.05.10, 01:09
              dalszą dyskusje uważam za bezsadną ponieważ polega wyłącznie na słownych
              przepychankach.
              Dla przykładu, mało mnie interesuje że ty kłócisz się z mężem, to ja
              spotykam go na swojej drodze i mnie on utrudnia dalszą jazdę. Ciebie o
              tyle może to obchodzić, że mąż pracuje na opinię o rowerzystach.
              Dla przykładu, jeszcze nie spotkałam dziadka jadącego 15 km/godz, 40 to
              i owszem, ale to da sie wytrzymać i dotrwać do możliwości wyprzedzenia,
              15 nie da się wytrzymać.
              Dla przykładu, rowerzystę powinno wyprzedzać się w odległości co
              najmniej 1m, na jednym pasie nie da się tak razem.
              Dla przykładu, u mnie osiedle ogrodzone, ruchu samochodów nie ma, dzieci
              bawią się spokojnie. Wiekszość osiedli obok tak ma.
              Więcej tu zaglądać nie będę.
              • otterly Re: okiem cyklistki 13.05.10, 12:14
                allija napisała:

                > dalszą dyskusje uważam za bezsadną ponieważ polega wyłącznie na słownych
                > przepychankach.

                Każda dyskusja na tym polega wink


                > Dla przykładu, u mnie osiedle ogrodzone, ruchu samochodów nie ma, dzieci
                > bawią się spokojnie. Wiekszość osiedli obok tak ma.


                I żaden samochód tam nie wjeżdża? Do garażu choćby? Zazdroszczę Arkadii. U mnie
                na osiedlu dzieci się bawią na tych samych uliczkach, którymi ludzie wracają do
                domów. Często tychże ludzi ponosi fantazja. I na rowerach i samochodami, to nie
                ma znaczenia.

                > Więcej tu zaglądać nie będę.

                Nie ma takiego obowiązku wink
          • otterly Re: okiem cyklistki 12.05.10, 13:04
            w przeciwieństwie
            > do dzieci na trwniku, które nie narażają życia/.

            Narażają głownie swoje, kiedy niespodziewanie wybiegają pod jadące samochody. U
            mnie, na małym, zamkniętym osiedlu było już kilka potrąceń właśnie w z tego
            powodu. Wiesz, rodzice myślą: małe uliczki, ruch lokalny, co się może dziecku
            stać? A ludzie są idiotami i gdzieś mają ograniczenie do 10/h.
    • lili-2008 Re: okiem cyklistki 12.05.10, 10:07
      Wczoraj po wyjściu z pracy widziałam coś, przez co mnie szlag trafił.
      Na ulicę, gdzie pracuję (domki jednorodzinne, szeregowce, dalej bloki, dość mały
      ruch drogowy) wjechał chłopak na rowerze ze słuchawkami na uszach. Jedzie sobie
      wolniutko środkiem jezdni, a co tam. Nagle zaczyna jechać na jednym kole, a za
      nim jedzie powoli samochód. Widzę, że kierowca zniecierpliwiony, a chłopaczek ma
      to w de albo w ogóle nie słyszy, że coś za nim jedzie.
      Kierowca trąbi, chłopak dalej robi akrobacje jadąc środkiem drogi.
      Kierowca trąbi kolejny raz, wreszcie do idioty dociera i zjeżdża na bok.
      Byłam w szoku, jak można być takim debilem? Muzyczka włączona i świat należy do
      niego.
      • otterly Re: okiem cyklistki 12.05.10, 11:48
        Okropnie wkurzają mnie ludzie jeżdżący rowerami ze słuchawkami na uszach. Tak
        samo wkurzają mnie kierowcy, rozmawiający przez komórkę czy piszący esemesy.
        Idioci są wszędzie i jeśli teraz zaczniemy się licytować i opowiadać sobie rożne
        kuriozalne sytuacje z debilami w roli głównej, nie skończmy już nigdy. Po
        prostu: ludzie są głupi, a większość to bezmyślni idioci. Na domiar złego mają
        tendencję do poruszania się z użyciem przeróżnych środków lokomocji, co stanowi
        zagrożenie dla innych.
    • anu_anu Re: okiem cyklistki 12.05.10, 14:55
      Zgadzam się.
      Jestem kierowcą - leniuchem, rower nie wydaje mi się alternatywą w
      dojeżdżaniu do pracy. Ale to jeszcze nie oznacza, że inni nie mogą
      takiego środka lokomocji wybrać, np. mój mąż jest przeciwnego zdania
      niż ja!
      Jeżeli wszyscy będziemy jeździć zgodnie z przepisami i odrobiną
      życzliwości wobec "tych innych" - to obie strony będą szczęśliwsze i
      bardziej bezpieczne. I to o czym piszesz (kaski, światełka,
      przepisy) - jest ważne. Ale najważniejsza wydaje mi się życzliwość!
      A na dziś jest tak jak pisze Otterly - na porządku dziennym są
      rozwiązania siłowe - po obu stronach. Bo i wśród kierowców i wśród
      cyklistów bywają osoby nieżyczliwe, nie myślące o kimkolwiek innym.
      W efekcie takich zabiegów wszyscy zyskujemy opinię ludzi
      nieżyczliwych na drodze i tyle.
      • otterly Re: okiem cyklistki 13.05.10, 11:42
        Dzięki Ci, Anu za ten post, bo już zwątpiłam w jakiekolwiek zrozumienie ze
        strony kierowców. Przykre jest to, że niczego poza czubkiem własnej maski nie
        widzą. Właśnie o ową życzliwość mi cały czas chodzi, o nic więcej.
        • anu_anu Re: okiem cyklistki 13.05.10, 13:56
          Powiem więcej - ten brak współpracy i życzliwości jest powszechny.
          Gdyby pojawiał się tylko między rowerzystami a kierowcami, to pewnie
          napiętnowanie społeczne było by tak wielkie, że problem by sam znikł.
          Ale ponieważ jest to standard w postępowaniu - to nawet na tym
          życzliwym forum nie możemy pewnych rzeczy uzgodnić.
          Tolerancja "na inność" jest u nas jakaś ujemna, czy co?
          • otterly Re: okiem cyklistki 13.05.10, 14:35
            Tak, niestety, jest. Lubimy cie i tolerujemy, pod warunkiem, że jesteś taki/taka
            jak my (większość). A spróbuj, bratku, żyć inaczej, a nie daj Boże!, mieć
            poglądy inne od powszechnych (i je wypowiadać)i do tego poczucie humoru! Oj
            biada, za życia biada i biadaj twojej złej duszy...
            • anu_anu Re: okiem cyklistki 13.05.10, 15:23
              Kiedyś postawiłam tezę, że tolerancja jest to zgoda na coś złego.
              Zostałam mocno okrzyczana, że jak to! Skoro oceniamy coś jako zło -
              to nie możemy się na to godzić!
              No właśnie...
              • otterly Re: okiem cyklistki 13.05.10, 15:53
                Dobresmile Zgadzam się z Twoją tezą. Może tylko złagodziłabym tę zgodę, na np.
                próbę pogodzenia się, albo milczące no comment? Sam nie wiem, bo to łatwo tak
                teoretyzować, ale jak się zastanowię nad czymś, co uważam za złe i pomyślę, że
                miałabym się na to zgadzać, to jednak trudno, np. antysemityzm czy ....
                nietolerancja... wink O tolerancji łatwo się mówi, trudniej wprowadzić ją w
                codzienne życie. Dobrym lekarstwem na brak tolerancji jest poczucie humoru. Ono
                zresztą przychodzi z pomocą bardzo często w patowych sytuacjach.
                • anu_anu Re: okiem cyklistki 14.05.10, 10:59
                  Ustalmy, że chodzi nam o przyjęcie do wiadomości i pogodne życie z
                  taką wiedzą big_grin
                  A co do poczucia humoru - TAK! Ono może nas uratować!
    • ollus Re: okiem cyklistki 12.05.10, 15:09
      dzięki otterly za ten wątek, jakoś dziwnie mi bliski
      wszystkim, którzy nie wyobrażają sobie na rowerze: faceta w
      powiewającym garniaku, zakupów, obcasów... (dowolne wstaw)
      polecam tę stronę na wzbogacenie wyobraźni.
      www.copenhagencyclechic.com/2009_12_20_archive.html
      Na rowerze naprawdę można wiele.
      • pitahaya1 Re: okiem cyklistki 12.05.10, 15:39
        Płytka ma wyobraźnia. Naprawdę sądzisz, że w swoim, nie tak krótkim życiu, nie
        widziałam miast przystosowanych do jazdy rowerem? W niektórych miastach z trzech
        pasów na jezdni jeden jest tylko dla rowerów!I linia ciągła nie pozwala
        na wolną amerykankę. Poza tym nawet byś tam nie wjechała, 1/3 mieszkańców do
        pracy jeździ rowerem.

        Mimo zdjęć nie widzę mojego męża na rowerze w drodze do pracy.

        Zupełnie inaczej wygląda życie w mieście, gdzie pod nosem masz niemal wszystko,
        od apteki po pięć banków. Wsiadasz na rower i objeżdżasz. Mieszkając w W-wie nie
        miałam samochodu przez większość czasu, nie był mi do niczego potrzebny. Mąż
        miał swój i wystarczyło. Ja miałam tramwaje, autobusy i od biedy metro.
        Ale czasy się zmieniły. Mąż wracając załatwia wszystkie niezbędne rzeczy, które
        czasem są porozrzucane po W-wie. Jasne, można to wszystko załatwić przy pomocy
        roweru, tylko po co, skoro szybciej i wygodniej będzie mu samochodem.

        Nie popieram podjeżdżania po gazetę samochodem ale takiego umoralniania na siłę
        też nie. Poprzestańmy na zdrowym rozsądku. Co można załatwić korzystając z
        rowera, załatwiajmy. Resztę oprzyjmy na wygodniejszym środkach transportu.

        Niestety, w miejscu pracy również obowiązują pewne zasady, w tym zasada
        schludnego wyglądu. Przemoczony garnitur, ochlapany kałużą błota, strąki na
        głowie do nich nie należą.

        I pamiętajmy, że w Polsce tych pięknych dni, kiedy to aż się chce na rower
        wskoczyć, nie jest tak dużo.
        • pochodnia_nerona Re: okiem cyklistki 12.05.10, 16:04
          > I pamiętajmy, że w Polsce tych pięknych dni, kiedy to aż się chce na rower
          > wskoczyć, nie jest tak dużo.

          A tu się nie zgodzę. Ja tam jeżdżę rowerem w każdą możliwą pogodę, może oprócz
          ulewy i pory kopnych śniegów - nie jestem masochistką.
          A najbardziej wnerwia mnie to, co dziś mnie spotkało: jadę ścieżką, przepisowo,
          przejeżdżam przez oznakowane również dla rowerzystów przejście (czyli: możemy po
          nim jechać, pali się zielony rowerek), wjeżdżam na ścieżkę za nim, a tam - z
          naprzeciwka idzie kobita, a pod koła włazi mi dziewucha. Poirytowana wołam, że
          przepraszam, ale jest to ścieżka dla rowerów, a dziewucha dalej nią lezie. Nic,
          zero, mózg nie odebrał?! Moja mama też już opiernicza pieszych łażących po
          ścieżkach, choć sama nie jeździ, a ostatnio otrzymała odpowiedź: ale przecież
          nikt nie jedzie. Ręce i cycki opadają.
          Poza tym jeżdżę bez kasku. Wiem, że niedobrze, ale nie dorobiłam się wciąż.
          Oświetlenie mam, słuchawek nie pakuję do uszu, do szewskiej pasji doprowadzają
          mnie ludzie na nieoświetlonych rowerach, jadący po ciemku w ciemnych ubraniach,
          rozerwałabym na strzępy takich. To oni robią nam złą reklamę.
          • pitahaya1 Re: okiem cyklistki 12.05.10, 16:35
            Rany, każdą rzecz trzeba tak po kawałku opisywać?
            Czym innym jest wyprawa na zakupy, gdy za oknem siąpi letni deszczyk. Zakładam
            jeansy, przeciwdeszczową i w drogę.
            na spotkanie z prezesem jak zmokła kura nie pójdę. Czym innym wymóg nienagannego
            stroju, nie do każdej pracy mogę pójść z uciapanymi po kolana spodniami. Zima,
            miejskie roztopy, jesień i wiosna. Idealne pory na przejażdżkę, nie na
            podróżowanie do pracy rowerem.
            I możemy się tak w nieskończoność przekonywać.


            Kiedyś szłam na dość ważną dla mnie rozmowę. Chciałam wypaść jak najlepiej,
            stres swoje dodawał. Zaparkowałam samochód, stoję przy pasach, deszcz leje jak z
            cebra. I tu nagle jakiś idiota z kurwikami o oczach przemknął przez pasy. Pół
            biedy, że przemknął. Kałuża wody była wyższa ode mnie. Normalnie od stóp po
            czubek głowy była oblana wodą. Wyglądałam jak obraz nędzy i rozpaczy, tchu nie
            mogłam złapać. I co miałam zrobić? Przetarłam oczy i poszłam na rozmowę. Mina
            rozmówcy bezcenna. Na szczęście miał poczucie humorusmile
            • otterly Re: okiem cyklistki 13.05.10, 11:55
              > Kiedyś szłam na dość ważną dla mnie rozmowę. Chciałam wypaść jak najlepiej,
              > stres swoje dodawał. Zaparkowałam samochód, stoję przy pasach, deszcz leje jak
              > z
              > cebra. I tu nagle jakiś idiota z kurwikami o oczach przemknął przez pasy. Pół
              > biedy, że przemknął. Kałuża wody była wyższa ode mnie. Normalnie od stóp po
              > czubek głowy była oblana wodą. Wyglądałam jak obraz nędzy i rozpaczy, tchu nie
              > mogłam złapać. I co miałam zrobić? Przetarłam oczy i poszłam na rozmowę. Mina
              > rozmówcy bezcenna. Na szczęście miał poczucie humorusmile
              >

              Ochlapał Cię rowerzysta czy kierowca? winkJak widzisz sama, nie ma znaczenia
              środek lokomocji, tylko kultura osobista. Nie zliczę ile razy byłam oblewana od
              stóp do głów przez samochody. I to nie sprawiło, że nienawidzę wszystkich
              kierowców wink
              • pitahaya1 Re: okiem cyklistki 13.05.10, 16:18
                Kierowca samochodu, oczywiściesmile
                Czy ja gdzieś napisałam, ze nienawidzę kierowców? No, weź, daj spokój. Sama
                jestem kierowcą.
                Po prostu to zdarzenie akurat utkwiło mi w pamięci, raczej jako wspomnienie niż
                żądza zemsty. Nie pałam nienawiścią do otoczenia, a przynajmniej nikt mi tego do
                tej pory nie zarzucił.
                Trudno nie nazwać idiotą kogoś, kto nawet nie zatrzymuje się przy pasach,
                przemyka przez nie z prędkością odrzutowca, zakładając jednocześnie, że od rana
                leje i woda wszędzie zdążyła już zalać nie tylko ulice ale i chodniki.
                • otterly Re: okiem cyklistki 13.05.10, 16:52
                  Nie, nie, to mi zarzuca się nienawiść do kierowców smile
          • gazeta_mi_placi Re: okiem cyklistki 12.05.10, 16:38
            >Poirytowana wołam, że
            przepraszam, ale jest to ścieżka dla rowerów, a dziewucha dalej nią lezie. Nic,
            zero, mózg nie odebrał?

            To działa w obydwie strony.
            Ja gdy zwróciłam uwagę (bez podnoszenia głosu i bez wyzwisk) osobie jadącej po wąskim chodniku rowerem zostałam nazwaną kurwą i pokazano mi środkowy paluszek wink
            Oczywiście powyższe rzeczy zostały mi powiedziane (pokazane) gdy "odważniara na rowerku" była już w pewnej odległości ode mnie wink
            • gazeta_mi_placi Re: okiem cyklistki 12.05.10, 16:41
              Innym razem gdy szłam po chodniku (nie po ścieżce rowerowej) z niepełnosprawną
              osobą (musiałam ją podtrzymywać z jednej strony) zostałam "obdzwoniona" przez
              rowerzystkę aby zejść jej z drogi wink
              Obydwie strony mają swoje za pazurkami.
              Oczywiście idealnie by było gdyby pełno było wygodnych i bezpiecznych ścieżek
              rowerowych (popieram),ale z drugiej strony jednak na wąskim chodniku to jednak
              pieszy ma pierwszeństwo a rowerzysta jest intruzem.
              • pochodnia_nerona Re: okiem cyklistki 12.05.10, 22:44
                No, ale ja tak nie robię wink Tj. nie wyzywam przechodniów na chodniku, nie
                pokazuję im faków i nie sadzę się smile A ci, którzy tak robią, to zwykłe chamidła.
                • otterly Re: okiem cyklistki 13.05.10, 11:59
                  Ja też tak nie robię. Zdarza mi się opierniczyć kogoś na ścieżce rowerowej, ale
                  już po prostu brakuje mi cierpliwości na tych ścieżkowych włóczykijów. Na
                  chodniku to pieszy jest panem i władcą. Wstyd mi za takich rowerzystów, bo oni
                  nam wszystkim świadectwo wystawiają. Tak samo mi wstyd za kierowców, którzy
                  prują ile fabryka dała na drodze z ograniczeniem do 40, wylewając wszystkie
                  kałuże na przechodniów. (to z mojego podwórka)
              • otterly Re: okiem cyklistki 13.05.10, 11:36
                Oczywiście, że TAK!!! I takich rowerzystów, nawet my, rowerzyści nie znosimy!
                Cham pozostanie chamem, czy to w samochodzie czy na rowerze.
                • gazeta_mi_placi Re: okiem cyklistki 13.05.10, 13:09
                  To prawda.
      • magdalaena1977 Re: okiem cyklistki 12.05.10, 19:58
        ollus napisała:

        > dzięki otterly za ten wątek, jakoś dziwnie mi bliski
        > wszystkim, którzy nie wyobrażają sobie na rowerze: faceta w
        > powiewającym garniaku, zakupów, obcasów... (dowolne wstaw)
        > polecam tę stronę na wzbogacenie wyobraźni.
        >
        rel="nofollow">www.copenhagencyclechic.com/2009_12_20_archive.html
        > Na rowerze naprawdę można wiele.
        Przejrzałam i najbardziej zdziwiło mnie, że żadna z osób na zdjęciu nie miała
        kasku. A miejska jazda bez kasku jest IMHO zbyt ryzykownym sportem, żebym miała
        na niego ochotę.

        Popatrzyłam też na bagaże - nie widziałam nikogo z dużą teczką, była tylko
        dziewczyna z kontrabasem.
        I większość dziewczyn prezentowała typ studentki / freelancerki - żadnej
        elegancko (formalnie) ubranej kobitki nie było.
        • ollus Re: okiem cyklistki 13.05.10, 11:17
          > Popatrzyłam też na bagaże - nie widziałam nikogo z dużą teczką,
          była tylko
          > dziewczyna z kontrabasem.
          > I większość dziewczyn prezentowała typ studentki / freelancerki -
          żadnej
          > elegancko (formalnie) ubranej kobitki nie było.

          Nie zamierzam nikogo przekonywać do wyboru roweru zamiast samochodu.
          Nie zamierzam nikogo przekonywać do jazdy na rowerze w eleganckim
          stroju.
          Wkleiłam link, by pokazać, że jak się chce i chyba co ważniejsze
          społeczeństwo uznaje to za normę, to na rowerze przystoi naprawdę
          wszystko.
          Ideą twórcy bloga jest pokazanie ciekawie ubranych mieszkańców
          Kopenhagi na rowerach stąd nazwa Cycle Chic, dlatego w przewadze są
          oczywiście freelancerzy, ale i garniaków nie brak -polecam zakładkę
          bicycle fashion for men. Kobiety w butach na obcasach na rowerze to
          w ogóle chyba jakiś fetysz autora - jest osobna zakładka można sobie
          zaznaczyć.
          Co do dużych teczek - transportowanie teczki rowerem jest z
          pewnością dużo prostsze niż choinki, psa, czy wspomnianego kontabasu
          nie sądzisz smile
          • otterly Re: okiem cyklistki 13.05.10, 12:11
            Choinkę wiozłam! wink Wiozłam też długie skrzynki na balkon, mopa sterczącego jak
            antena z plecaka, o porach i bagietkach nie wspominam, bo to codzienność. Nawet
            storczyki przewoziłam (i przeżyły). Psa nie mam, ale zawsze rozczula mnie widok
            psiego pyszczka wystającego z koszasmile A widziałam też sporego psa, który jechał
            ze swoim panem, opierając się tylnymi łapami o ramę, a przednimi o kierownicę.
            To był dopiero odjazd! smile

            Jak już wspominałam, nie jest moim celem namawianie nikogo do dojeżdżania
            rowerem, jeśli tego bardzo nie lubi, a raczej pokazanie, że tak tez można (nie:
            trzeba!).Chciałam zwrócić uwagę na to, że wśród nas są różni ludzie, różnie
            żyjący i w imieniu jednej z takich grup opisałam świat widziany z perspektywy
            dwóch kółek. Walka między rowerzystami i kierowcami trawa od lat i z pewnością
            nie zakończymy jej tu, na forum wink Jednak, mimo wszystko, cieszę się, że jako
            tako się rozumiemy i obiecuję, tak sam przed sobą, jako rowerzystka otworzyć się
            bardziej na kierowców i nie traktować ich jak wrogów. Mimo że zawsze starałam
            się nie utrudniać ruchu, teraz zwrócę na to szczególna uwagę. Kierowców (i
            kierownice) proszę o to samo. Może wspólnym wysiłkiem i małymi kroczkami uda nam
            się poprawić wzajemne relacje?
            • ollus Re: okiem cyklistki 13.05.10, 13:34
              A widziałam też sporego psa, który jechał
              > ze swoim panem, opierając się tylnymi łapami o ramę, a przednimi o
              kierownicę.
              > To był dopiero odjazd! smile
              Szkoda, że nie uwieczniłaś na fotce chętnie wrzuciłabym sobie taki
              widok na pulpit wink

              Mójego kota ładuję czasem do koszyka, gdy wybiega mi naprzeciw i tak
              sobie jedziemy kawałeczek - lubi to, bo nie musi wtedy psa omijać smile
              • otterly Re: okiem cyklistki 13.05.10, 13:39
                Zanim pomyślałam o fotce, pan z psem odjechali w siną dal. smile Widziałam tez
                Goldena na skuterze, między nogami kierowcy.
              • otterly Re: okiem cyklistki 13.05.10, 13:50
                Ollus, zobacz to:

                www.obrazky.pl/obrazky/jak-wozic-psa-na-rowerze-540-OBRAZKY.PL.jpg
                www.superkarmy.pl/popup_image.php/pID/5112/language/fu
                • ollus Re: okiem cyklistki 13.05.10, 14:37
                  dzięki
                  obydwa genialne!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka