Dodaj do ulubionych

chodzi o mojego męża...

10.03.04, 17:55
byłby cudownym ojcem - to nawet on pragnie dziecka - gdzie szukać takiego
faceta, czułu, odpowiedzialny, ale... wlaściwie zawsze było cienko z seksem,
najpierw myslałm że to sie zmieni bo był miom pierwszym partnerem seksualnym
z czasem upewnilam się w przekonaniu że róznica naszych potrzeb i
temperamentów jest ogromna, nie odpowiada mi po prostu, nie zaspokaja mnie a
moj apetyt na seks budzi się co razbardziej... poznałam mężczyznę, fascynuje
mnie właśnie dokładnie niż u moje go męża jego seksualność, jesteśmy tylko
dobrymi znajomymi ale wiem że pociągam go tak mocno jak on mnie, czasem
myslę że chciałabym mu sie oddać i ta myśl jest mi coraz bliższa, to narasta
i narasta i nie wiem już co zrobić...
Obserwuj wątek
    • midgeure Re: chodzi o mojego męża... 10.03.04, 18:49
      Tak, to tylko dowodzi, że nie powinno się wcześnie wychodzić za mąż, kobieto!
      Żal mi twojego męża.
      • reniatoja Re: chodzi o mojego męża... 10.03.04, 22:26
        Dlaczego zal Ci tylko jej meza? Ona w takim samym stopniu zasluguje na
        wspolczucie, skoro juz w takich klimatach sie obracamy. Nie dobrali sie i to
        jest problem, a Twoje wspolczucie wybiorcze dla meza jest jakies niezrozumiale
        dla mnie, w koncu chyba nie zaciagnela go sila przed oltarz. Skoro nie pasuja
        do siebie to w rownym stopniu sa winnymi i ofiarami tej sytuacji. Przynajmniej
        nic innego nie wynika z postu Aaricii.
        • umyslowo_twardy Re: chodzi o mojego męża... 11.03.04, 02:54
          Współczuć należy mężowi, bo pewnie będzie wychowywał cudzego dzieciaka.
          • Gość: renia Re: chodzi o mojego męża... IP: *.ath.spark.net.gr 11.03.04, 08:20
            umyslowo_twardy napisał:

            > Współczuć należy mężowi, bo pewnie będzie wychowywał cudzego dzieciaka.

            Jak mu sie nie chce zrobic swojego to kto mu jest winien?
            • midgeure Re: chodzi o mojego męża... 11.03.04, 12:11
              Acha, czyli złapała faceta na dziecko. To wszystko wyjaśnia.
              • harriet_makepeace Re: chodzi o mojego męża... 11.03.04, 14:43
                ?????????
                przeciez jeszcze nie ma dzieci zadnych...
                • midgeure Re: chodzi o mojego męża... 11.03.04, 19:17
                  Ależ w wątku ona pisze, że chce mieć dziecko! I jak ona sobie to wyobraża?
                  Jeśli małżonek powie NIE lub JESZCZE NIE TERAZ, ona sobie pójdzie do kochasia,
                  aby jego przekabacić jako ewentualnego tatusia! Natomiast jak małżonek powie
                  TAK, ona i tak z jego dzieckiem pójdzie do kochasia, bo seks ważniejszy od
                  rodziny. A może być i tak, że kochaś zrobi jej dziecko, a ona wmówi mężusiowi,
                  że to jego? Co za koszmar!
                  • aaricia23 Re: chodzi o mojego męża... 12.03.04, 09:44
                    sorry ale nic nie zrozumiałaś z mojego postu więc musze wyprostować, napisałam
                    że on byłby cudownym ojcem i to nawet on chce mieć dziecko - co ja doceniam, bo
                    raczej bywa całkiem odwrotnie, to kobiety chcą a facetowi sie nie spieszy,
                    zamiasta więc przeinaczać czytaj uważnie pozdrawiam
    • Gość: AnaisNin Re: chodzi o mojego męża... IP: *.tkk.pl / *.tkk.pl 10.03.04, 20:51
      Nawet nie wiesz jak Cię rozumiem. Różnice w temperamencie to wyjątkowo przykra
      sprawa, zwłaszcza, że kobiety z wiekiem nabierają apetytu...A co zrobić
      najlepiej wiesz sama. Pamiętaj, że życie jest tak krótkie...szkoda je
      marnować...Zyj!!!
    • Gość: Triss Merigold Re: chodzi o mojego męża... IP: *.acn.waw.pl 10.03.04, 22:41
      Kolejny dowód na to, że ludzie powinni sprawdzić czy pasują do siebie
      temperamentami i upodobaniami wcześniej. Jeszcze lepiej spróbować z co najmniej
      kilkoma partnerami żeby wiedzieć co się lubi i wyleczyć z ciekawości.
      Krótki i dyskretny romansik z pociągającym kolegą może pozwoli Ci się
      zdecydować. I tak prędzej czy później spróbujesz z kimś innym niż mąż bo nie
      wytrzymasz...
    • aaricia23 Re: chodzi o mojego męża... 10.03.04, 22:53
      nie wiem czy po takim krótkim i dyskretnym romansiku potrafiłabym żyć jak
      przedtem... z natury nie potrafię udawać, co stałoby się gdyby ten krótki
      romansik zaczął mnie pochłaniać, albo gdybym nagle zakochała się po prostu??
      dla mnie samej widzę dwa wyjścia - albo rozstanie, albo trwanie tak jak jest
      bez żadnego romansu, tylko tak jest uczciwie ale co wybrać gdy na myśl o każdym
      z nich ogarnia mnie lęk że wybierając źle tracę raz na zawsze COŚ ... nie
      wiem... nie mogę przestać wciąż o tym mysleć... to prawda co napisała któraś z
      Was - nie powinno wychodzić się wczesnie za mąż, zanim człowiek nie dowie się o
      sobie wszystkiego, jak najwięcej można, szkoda że nikt wtedy mi o tym nie
      powiedział że mogę tak bardzo jeszcze się zmienić...
      • Gość: Triss Merigold Re: chodzi o mojego męża... IP: *.acn.waw.pl 10.03.04, 22:58
        Nie zmieniłaś się tylko dorosłaś. Nie wierzę, że nikt Ci nie sugerował, że może
        pierwszy facet z niezbyt rozbudowanym libido to idealny partner na resztę
        życia. Chciałaś wyjść za mąż bo byłaś zakochana i bałaś się, że zostaniesz
        starą panną.
        Fakt, jak masz się zakochać to daruj sobie romans bo wpędzisz kolegę w kłopoty.
        Musisz bzykać się z miłością? Nie mozesz sprobować dla czystej frajdy?
      • lola211 Re: chodzi o mojego męża... 10.03.04, 23:14
        Sorry,ale mam jedno skojarzenie "Osiołkowi w złoby dano..."- nie skonczylo sie
        niestety, dobrze dla osiołka:).Nie zazdroszcze dylamatu.
    • robberta Re: chodzi o mojego męża... 11.03.04, 14:35
      Nie jesteś niestety osamotniona. Kiedys napisałam coś podobnego na forum,
      miałam podobny problem. Stało się. Zdradziłam męża, nie dałam rady dłużej
      walczyć z pożądaniem innego mężczyzny (nie chciałam?). To przykre, ale nie mam
      wyrzutów sumienia. Spotykamy się już ponad pół roku. Nie jest łatwo i lekko,
      zapewniam Cię.
      • aaricia23 Re: chodzi o mojego męża... 11.03.04, 17:43
        robberta czy mogę napisac do Ciebie na priva? czuje sie strasznie sama...
        • midgeure Re: chodzi o mojego męża... 11.03.04, 19:18
          A jak się czuje Twój zdradzony mąż?
          • aaricia23 Re: chodzi o mojego męża... 12.03.04, 09:47
            midgeure napisała:

            > A jak się czuje Twój zdradzony mąż?
            i znów muszę Cię prostować - mój mąż nie jest zdradzony, nie zdradziłam go
            pisałam tylko o moich rozterkach, daruj więc sobie dalsze komentarze jesli nie
            przeczytałaś dokładnie co napisałam pozdrawiam
        • triss_merigold6 Re: chodzi o mojego męża... 11.03.04, 19:27
          Oj bzyknij się kobieto na boku i urok nowego kolegi pryśnie. Dyskretnie, cicho
          i nie wygadaj przypadkiem pod wpływem wyrzutów sumienia. No i uważaj, żeby
          mężowi bękarta nie podłożyć. Naprawdę, dopóki nie spróbujesz to pokusa będzie
          za Tobą chodzić i jeszcze się zakochasz albo co gorszego...
        • robberta Re: chodzi o mojego męża... 12.03.04, 07:26
          Jasne :)
          • robberta Re: chodzi o mojego męża... 12.03.04, 07:28
            Aarcia, jasne że możesz do mnie napisać.
      • Gość: judyta Re: chodzi o mojego męża... IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 16.03.04, 10:53
        Też mam podobne problemy z mężem. Ale nie zdecyduję sie na ten krok. Bo
        przeciez potem juz nigdy nie bedzie jak przedtem. Mam fajnego przyjaciela,
        który ma na mnie ochote. Ale przecież każdy związek pozamałżeński kiedyś się
        konczy. I co wtedy ? Przezyc reszte życia w poczuciu utraty czegos ? Moze
        lepiej nie wiedziec co się traci. Ale miec ten szacunek dla siebie.
        Ale jak piszesz (Roberto) nie jest łatwo i lekko. Jeśli tak, to po co w tym
        tkwisz ? Czy nie boisz się zakochać ? Czy mozna tak uprawiac seks dla seksu ?
        • aaricia23 Re: chodzi o mojego męża... 16.03.04, 11:12
          no i ja myśle to samo co judyta...
    • blanchet Re: chodzi o mojego męża... 11.03.04, 14:43
      moja koleżanka poznała faceta który ja fascynowal a ona fascynowała jego tylko
      pod względem erotycznym, ona ma stałego partnera z którym mieszka i pewnie
      będą tak mieszkac jeszze długo, chodziła napalona jak dzika świnka na gościa
      ok.2 tygodni aż wreszcie to zrobili- ona zdradziła swojego i on w sumie też
      zdradził- i czar prysł tj. to napalanie się przerosło sam akt, teraz już jest
      dziewczyna jest spokojna i jakby zniesmaczona.
      • aktin Re: chodzi o mojego męża... 12.03.04, 09:19
        Dlatego mnie zawsze mierziło stwierdzenie: najpierw slub, potem seks.

        BZYKANKO JAK NAJBARDZIEJ WSKAZANE!!!

        A tak serio, to nie wyobrażam sobie życia z kimś, kto w tej niezmiernie waznej
        swerze zycia ma zupełnie odmienne potrzeby.
    • muczo.maczo Re: chodzi o mojego męża... 12.03.04, 11:01
      czym ty sie przejmujesz kobieto
      nie macie dzieci
      puknij sie z kims boku, nie bedzie ci pasowal to z innym - sa fajni faceci
      moze znajdziesz innego TEGO JEDYNEGO
      malzenstwo bez dobrego dla obu stron za przeproszeniem rżnięcia jest do dupy

    • Gość: kaja Re: chodzi o mojego męża... IP: *.crowley.pl 16.03.04, 11:20
      A dlaczego nie chcesz rozwiazac tego problemu, jak czlowiek dorosly?
      Rozumiem, ze macie problemy z roznica temperamentow. To tez sie da rozwiazac.
      Cholera, przeciez jest ktos taki, jak seksuolog!!!!!!!!!!
      Jest ktos takie, jak psycholog!!!!!!!!!
      I jest cos takiego, jak terapia melzenska!!!!!!!!!!!!

      Zamiast myslec o dziecku, pomysl, czy chcesz uratowac wasz zwiazek.
    • Gość: Buzia Re: chodzi o mojego męża... IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 16.03.04, 11:47
      Zazdroszczę Ci męża.....
    • Gość: ha Nie bój się! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.04, 11:57
      Uważam, że nie warto tracić ani chwili. Mšż fajtłapa jest sam sobie winien. Pamiętaj - je?li nie spróbujesz z yum drugim, nigdy nie dowiesz, jak wiele straciła?. Odwagi! I życzę niezapomnianych przeżyć.
    • muszek0 Re: chodzi o mojego męża... 16.03.04, 12:30
      tak sobie czytam te pierdoły i zastanawiam się czy ten świat jest rzeczywiście
      tak skomplikowany, czy tylko ludzie tworzą sobie niepotrzebne zawirowania wokół
      siebie.
      'pobzykaj sie znim', 'walcz o własne szczęście', 'życie jest zbyt krótkie,
      trzeba dążyć do maksymalnej satysfakcji'. no tak, świetne hasła.
      swego czasu był tutaj wątek, załzawionej niewiasty, że mąż ją zdradził. i jaki
      odzew? ano: 'nie był ciebie wart', 'gnojek i tyle', EMOCJONALNY POPARANIEC,
      'nieodpowiedzialny piotrus pan', i tego typu głodne teksty.

      ładnie człowieka może skołować.
      ostatnio naszła mnie taka refleksja: czarnoskóra kobieta nie bawiła się jeszcze
      moim małym, a mogłoby być świetnie. mogłoby być wspaniale. cudownie. i azjatka
      jeszcze, podobno są namiętne. i mają taką małą...taa, po co się męczyć z jedną
      kobietą? acha, i jeszcze dwie koleżanki z pracy mnie podniecają, i pani ze
      spożywczego na rogu, może spróbuję się z nią umówić, albo, co mi szkodzi,
      wciągnę ją na zaplecze i zgwałcę. przecież życie jest takie krótkie i
      bezsensowne. o swoje szczęście trzeba walczyć.

      • babik Re: chodzi o mojego męża... 16.03.04, 12:41
        Niestety nie ma dwóch barw , czarnej i białej. Są jeszcze stany pośrednie.
        Nigdy nie miałeś dylematów w życiu ??
        Zapewniam cię , że nie chciałbyś być na miejscu tej dziewczyny.
        • aaricia23 Re: chodzi o mojego męża... 16.03.04, 13:26
          jeżeli ktokolwiek z was pomyslał przez chwilę że dobrze się bawie i nie mam nic
          innego do roboty niż wymyslanie sobie 'problemów" to znaczy że sam ich jeszcze
          w zyciu nie miał
          babik ma rację - kiedyś wydawało mi się że życie jest proste wystarczy chciać
          dobrze, postepować uczciwie i wszystko sie ułoży, no i to proste zycie
          zweryfikowało szybciutko moje plany i okazało się że uczciwośc wobec siebie to
          niekoniecznie uczciwość wogóle i na która postawić??
          • Gość: Judyta Re: chodzi o mojego męża... IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 16.03.04, 13:47
            I jeszcze jedno, gdyby to było takie proste - 2 godziny seksu z innym i powrót
            do męża i normalnego zycia. Ale jak sądzę to coś zostaje. To tworzy barierę
            mentalną w kontaktach z mężem. No i zwykle ten inny facet ma swoją żonę. Nie
            słyszałam wśród moich przyjaciółek jeszcze o zdradzie, która kończyłaby sie w
            sposób naturalny. To są w 99% wpadki. A kobieta przeżywa zdradę 10 razy
            bardziej. Więc elementarna przyzwoitość nakazuje oszczędzać te inne żony... I
            to też argument, dla których trzymam swoje popedy na wodzy.
            Trzymaj się i nie daj aaricia !
    • Gość: ktosiu Re: chodzi o mojego męża... IP: *.dip.t-dialin.net 16.03.04, 13:44
      Czy na pewno chodzi o Twojego męża, czy raczej o Twoją d...?
      Dam Ci następujące rady:
      1.Jeśli zależy Ci na Twoim małżeństwie, to zrób wszystko aby odmienić ten stan
      rzeczy. Porozmawiaj z nim szczerze jakie masz pragnienia i czego chcesz. Gdyby
      okazało się, że są to problemy które trudno Wam wzajemnie rozwiązać jest
      poradnia seksuologiczna.
      2.Jeśli wiesz, że to małżeńśtwo było pomyłką a nie macie jeszcze dzieci, to
      odejdz.Mniej skrzwdzisz w ten sposób męża,a sama będziesz czuć się w porządku.
      Im dalej w to brniesz tym gorzej dla obu stron.
      3. Najgorsze co możesz zrobić, to wypróbować jak to jest z innym, a potem robić
      to dalej w tajemnicy.Po co Ci takie małżeństwo??? I czy to w ogóle zasługuje na
      takie miano?
      Zastanów się co będzie jak wyjdzie na jaw ten Twój potajemny związek, lub
      będziesz chciała go zakończyć a Twój kochanek np. nie.
      Zapewniam Cię, że w domu będzie horror.
      Wg mnie, takie pozamałżeńskie związki to żaden sposób na poprawę sytuacji.
      Zyjemy w kłamstwie i czy tego chcemy czy nie, oddalalmy się od partnera.
      Po co więc taki związek, pytam się po raz kolejny???
    • Gość: M. Re: chodzi o mojego męża... IP: *.warsaw.eur.slb.com 16.03.04, 15:32
      Hey!
      Ja napisze to z punktu widzenia meza. Jestes mloda, niedoswiadczona,
      i nie zdazylas sie wyszumiec. Mam wielu kumpli, ktorzy obecnie przechodza
      okres rozwodow, bo zona nie zdazyla sie wyszumiec. Ale znam pare, ktora sobie
      z tym poradzila. Ona wykorzystała kilka sytuacji aby "podszkolic" sie,
      i sprobowala przeniesc swoje doswiadcznie do wlasnego zwiazku. Wrecz wymuszala
      na swoim mezu to co sprawialo jej przyjemnosc. Moze tez po prostu sprobujesz
      jak to jest z innym facetem a pozniej bedziesz wiedziala czego masz wymagac od
      meza. Twoj maz moze nie mial okazji aby nauczyc sie sztuki milosci, nie mial
      nauczycielki, a taka teraz mozesz Ty sie stac. Szkoda marnowac uczucia,tylko
      z powodu seksu. Facet w malzenstwie to juz inny czlowiek niz ten przed
      malzenstwem. Nasze spoleczenstwo wyksztalcilo w nas pewien stereotyp malzenstwa,
      ktoryz to stereotyp obecnie psuje mlode malzenstwa. Mozecie tylko razem je
      zmienic. Sprobuj zakazanego owocu i naucz sie co Ci sprawia przyjemnosc.
      I przenies to do waszej malzenskiej rutyny. Facetow czesto peszy seksualnosc
      kobiet, moze to jest powodem? W kazdym razie niech bedzie to Twoja tajemnica.
      Stan sie nauczycielka

      Pozdrawiam
      M.
      • aaricia23 Re: chodzi o mojego męża... 17.03.04, 11:01
        dzięki M. za ludzką radę;) to ma sens sama myslałam już o tym, i doszłam kiedyś
        do wniosku że idealną dla mnie, podkreslam dla mnie sytuacja byłoby rozstać się
        na rok, dwa, zamieszkać osobno, i wtej samotności dorosnąć do tego żeby wrócić
        i nie mieć więcej takich dylematów. Wiem że mąż czekałby na mnie ale wiem też
        że cierpiałby z tego powodu... ale kto wie, może lepiej narazić go na takie
        tylko cierpienie, z happy endem???
        • blanchet Re: chodzi o mojego męża... 17.03.04, 11:05
          a dlaczego jesteś pewna że on by na ciebie czekał- mąż
          z doświadczenia wiem że takie separacje kończą się zazwyczaj rozwodem.
        • Gość: dru Re: chodzi o mojego męża... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.03.04, 12:15
          Tylko 23 lata i już takie dylematy.. Myślę,że prędzej czy później zdradzisz.
          Paradoksalnie Twoja zdrada ,może stać się odnowieniem Waszego związku.Może też
          stać sie jego końcem. Odnowieniem ,bo jak się wszystko wyda ( a raczej sie
          wyda) to może Twój mąż sie obudzi i zmieni.Końcem ,bo jak to było w starym
          dowcipie: operacja się udała ,tylko pacjent nie przeżył.
          Jak chcesz ,mogę Ci trochę doradzić.
          • aaricia23 Re: chodzi o mojego męża... 17.03.04, 14:12
            dru - jasne, doradź jak potrafisz;) blanchet - wiem, bo to jakos przewijało się
            w naszych rozmowach, niby hipotetycznie, takie gdybanie - ale jednak... z
            drugiej storny wiem, że to nie do końca takie proste, ale napisałaś że wiesz z
            własnego doświadczenia, napiszesz jakiego?
            • Gość: M. Re: chodzi o mojego męża... IP: *.warsaw.eur.slb.com 17.03.04, 14:32
              Hey!
              Z obserwacji wiem, ze kobiety (mlode) tesknia za zyciem rozrywkowym. Najpierw
              wpajano im w domu, ze najwazniejsze jest malzenstwo, wiec szukaly meza. Teraz
              czasy sie zmienily, kobiety zdobyly prawo glosu i mozliwosc wyrazania swoich
              opinii i checi. Nie ma sensu ciagnac cos co w tej chwili nie jest atrakcyjne.
              Z drugiej strony mlody chlopak (twoj maz) tez sobie poradzi i jesli za rok
              stwierdzicie ze chcecie byc ze soba znowu, to moze sie okazac ze ten czas
              pozwolil wam obydwojgu dorosnac i popatrzec na zycie z innej perspektywy.
              Masz dopiero 23 lata a przed soba duuuzo lat. Po co masz kiedys mezowi szuszyc
              glowe ze przez niego sie nie wyszalalas, ze przez niego zycie zmarnowalas.
              Lepiej wyszalec sie i docenic pozniej u swojegopartnera ze on na to pozwolil.
              Jesli moja zona by mi zaproponowala taki uklad, to prawde powiedziawszy zgodzil
              bym sie na to. Moze ze wzgledu, ze sam mogl tez troche poszalec :).
              Z mojej strony to radze Ci sie wyszalec.

              Pozdrawiam
              • aaricia23 Re: chodzi o mojego męża... 17.03.04, 14:45
                rada dobra, trudniej z realizacją;) widzisz tak sie dziwnie w naszym związku
                złożyło że i ja i mój mąż jesteśmy przciwieństwami stereotypowego myślenia ja
                kobiety, on mężczyzny, oznacza to mniej więcej tyle, że ja jestem liberalna,
                wiem, że wybaczyłabym zdradę w pewnych okolicznościach, a nie raz życzyłabym
                sobie żeby mój mąż poszedł gdzieś z kumplami i wcale nie chciałabym wiedzieć
                gdzie idzie, kiedy wróci i co będzie robił, on natomiast jest mega
                konserwatywny, zdrada oznaczałaby dla niego koniec związku, nie podoba mu się
                że czasem idę ze znajomą do kina, i chciałby mieć dziecko... I wcale nie
                miałabym nic przeciwko temu żeby i on się wyszalał, dla niego jednak taki tryb
                myslenia to czysta abstrakcja...
                • babik Re: chodzi o mojego męża... 17.03.04, 14:57
                  Nie ma złotego środka moja droga. Jaką byś opcję nie wybrała to i tak
                  dostaniesz po głowie.
                  Ale nie dasz rady z emocjami , tak więc pewnie przeżyjesz jakiś skoczek w bok.
                  Może rzeczywiście uzdrowi to Twoją sytuację , albo i zabije.
                  Tak czy inaczej masz przerąbane.

                  Jak to dobrze , że jestem facetem.
                  • aaricia23 Re: chodzi o mojego męża... 17.03.04, 15:13
                    a co niby faceci nie przezywaja takich sytuacji, nie maja takich dylematów??
                    • babik Re: chodzi o mojego męża... 17.03.04, 15:20
                      Mają oczywiście .
                      Tylko , że faceci niejako z natury nie łączą bezpośrednio seksu z uczuciem.
                      Łatwiej jest im wyplątać się z takich historii i to Wy zachodzicie ewentualnie
                      w ciążę a nie my.
                      Ale jasne czasami można się zakochać bez pamięci.I na tym polega Twoje ryzyko ,
                      bo jak gościu się zadurzy to masz przerąbane. Zdecydowanie lepszym układem
                      byłoby wyjaśnienie sobie wszystkich kwestii związanych z uczuciem.
                      Ale to tylko moralizowanie.
                      Jest wiosna daj ponieść się emocjom :)))))

                      Rany jak ja bym tak chciał. Żeby mnie porwało.
                    • Gość: M. Re: chodzi o mojego męża... IP: *.warsaw.eur.slb.com 17.03.04, 16:02
                      Hey!
                      Z Twoich wypowiedzi domniemam, ze masz juz dosc takiego zycia. Chcesz cos
                      zmienic, ale sie boisz. Najlepiej bedzie otwarcie powiedziec mezowi,
                      ze musisz na razie sama przemyslec swoje zycie. Ze chcesz zaczaz zyc na wlasna
                      reke. Zeby dal Ci troche czasu. Jesli uwazasz, ze sam romansik Ci nie wystarczy
                      i potrzebujesz innej swobody to nie widze innego wyjscia. Pozniej moze byc za
                      pozno i mozecie sobie zycie tylko uprzykrzac i w koncu sie rozejsc w klotni. A
                      tak jest duza szansa ze wrocicie do siebie za jakis czas.

                      Pozdrawiam
                      P.s. Jak pojawi sie dziecko w zwiazku, to romanse beda mialy dla CIebei inne
                      znaczenie niz teraz. I mozna dziecko skrzywdzic.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka